Co zakłada proponowana PiS-owi rewolucja w systemie wyborczym? Wybory miałyby się odbywać w sobotę (a nie, jak obecnie, w niedzielę). Dlaczego? Tu druga ważna zmiana: RKW chce, aby liczenie głosów odbywało się publicznie na przykład w halach sportowych, gdzie "na widownię przychodziliby rodziny kandydatów z dziećmi, ich znajomi, ma być to temat dnia", plus oczywiście kamery. Liczenie byłoby zatem w niedzielę. RKW tłumaczy to tak: - Liczenie w niedzielę, aby uniknąć metody fałszowania na zmęczenie, dzięki której Nowoczesna ma taki wynik, PSL zamienił się mandatami z KORWiN, a PiS wraz z Kukizem nie mają większości konstytucyjnej. - Trzeba z wyborów zrobić "święto demokracji" - podkreśla RKW.
Cisza wyborcza - do likwidacji. A samo głosowanie? Miałoby się odbywać za pomocą małych kart o formacie kuponów Lotto. Dodanie na karcie do głosowania miałoby być pole "głos wstrzymujący". Całe głosowanie w komisjach obwodowych odbywałoby się pod okiem dwóch kamer - skierowanych na komisję i na urnę. A urny byłyby półprzezroczyste. Polacy za granicą mogliby głosować jedynie korespondencyjnie albo przez internet.
Co bardzo ważne: przekroczenie pułapu 5 proc. głosów nieważnych powodowałoby konieczność powtórzenia wyborów.
Automatycznie wygasłaby kadencja Państwowej Komisji Wyborczej z Krajowym Biurem Wyborczym oraz komisarzy okręgowych. Same komisje byłyby zdekomunizowane: bez tajnych współpracowników i funkcjonariuszy tajnych służb PRL, etatowych pracowników PZPR i partii satelickich. Ruch chciałby też skończyć z tzw. prawem powielaczowym, czyli własnymi interpretacjami bądź okólnikami wydawanymi przez PKW albo np. gminy.
W PiS trwają prace nad zmianą ordynacji wyborczej - partia jednak stara się to utrzymywać w tajemnicy. Wiadomo jednak, że obóz rządowy rozważa wprowadzenie systemu mieszanego - po części proporcjonalnego (jak dziś) i po części większościowego w wyborach do Sejmu.
/WP wiadomości/