Dodaj do ulubionych

Polowanie na Lisa

26.05.22, 18:51
Czyli Dojczlandy w majty sfajdane

CZY WSTĘPNIAK TOMASZA LISA DO NAJNOWSZEGO NUMERU NEWSWEEKA BYŁ PRZYCZYNĄ JEGO ODEJŚCIA Z FUNKCJI NACZELNEGO TEJ GAZETY?
OTO CO W NAJNOWSZYM WSTĘPNIAKU NAPISAŁ LIS:
"Kilkanaście miesięcy przed wyborami czas poważnie zadać pytanie, czy przy takich mediach jakie mamy dziś, PiS w ogóle może przegrać?
Czy przy takich mediach jest szansa by ocalić demokrację?
Pytanie jest o tyle zasadne i dramatyczne, że w Polsce wolnych mediów generalnie już nie ma. Jest raczej kilka wolnych redakcji. Nie trzeba niestety wszystkich palców obu rąk, by je zliczyć.
W mijającym tygodniu „Gazeta Wyborcza” opisała aferę z machinacjami obecnego premiera w czasach, gdy był szefem banku, dotyczącymi wrocławskich kamienic. Ogromna większość mediów sprawę całkowicie zignorowała, a niektóre poinformowały o niej z kilkudniowym poślizgiem, choć te same media kilka miesięcy wcześniej dostały absolutnego amoku, gdy lider opozycji przekroczył samochodem dozwoloną prędkość. Tam było wykroczenie i utrata na kilka miesięcy prawa jazdy, tu potencjalnie zagrożone kilkoma latami przestępstwo. Dysproporcja czynów była dokładnie taka jak dysproporcja poświęconej im przez media uwagi.
W przypadku poprzednich afer dotyczących Morawieckiego i innych polityków PiS funkcjonariusze tej partii, kłamiąc w żywe oczy, zaprzeczali faktom albo bagatelizowali sprawę, mówiąc, że to kapiszon lub odgrzewany kotlet. Teraz sprawę po prostu całkowicie zignorowali, wiedząc, że dzięki pisowskiej agenturze w mediach mogą to zrobić zupełnie bezkarnie. Ich medialni pomagierzy pomogą sprawę zlekceważyć i unieważnić.
Tak, na szczęście mamy wciąż w Polsce kilka wolnych redakcji. Większość mediów i bardzo wielu dziennikarzy jest jednak zaplątanych w bardzo gęstą sieć politycznych, personalnych i towarzyskich zależności z władzą i jej ludźmi. Nikt ich do tej sieci na siłę nie wciągał. Wchodzili dobrowolnie. Jedni ze strachu i oportunizmu, inni z pazerności, jeszcze inni z próżności.
I
W Polsce media nie kontrolują władzy, to władza na różne sposoby kontroluje większość mediów albo przynajmniej na nie wpływa. Jeśli uznamy wolność mediów za jeden z warunków istnienia demokracji, to musimy dojść do wniosku, że to jeszcze jedno kryterium wskazujące, iż prawdziwej demokracji w Polsce nie ma. Jest jej atrapa. Podobnie jak istnieje atrapa wolnych mediów. Kontrola władzy przez media jest iluzoryczna. Wpływ władzy na media jest faktyczny. Mamy dziś wolne media tak jak mamy wolne sądy – bardziej niż na gwarancje instytucjonalne możemy liczyć na dobrą wolę oraz charakter właścicieli mediów i dziennikarzy. Niestety, możemy liczyć na zdecydowaną mniejszość. W sumie na garstkę.
„Kto się miał ześwinić, już się ześwinił” – powiedział o sędziach Igor Tuleya. To samo można powiedzieć o dziennikarzach. Choć czasem można odnieść wrażenie, że ich większość nawet nie pojmuje istoty toczącej się gry i tego, o jaką stawkę ona się toczy. Mamy po latach brutalnej operacji coraz mniej wolne sądy i coraz mniej wolne media. Jeśli PiS wygra kolejne wybory, definitywnie stracimy jedne i drugie.
II
Medialny system tej władzy działa sprawnie i bezlitośnie. Miliardy złotych na TVP. Dziesiątki milionów na zaprzyjaźnione tygodniki. Nawiasem mówiąc, istnieje tu dość groteskowa korelacja – im niższa sprzedaż, tym większe pieniądze ze spółek skarbu państwa. Szczyt kuriozum to tygodnik, który dzięki władzy zarabia miliony, choć nawet się nie ukazuje. To swoisty medialny fenomen epoki PiS, okazuje się, że może istnieć pismo bez czytelników. A nawet ma się ono lepiej – odpadają koszty papieru i dystrybucji. Władza płaci po prostu pismu za komentatorsko-piarowskie usługi niektórych jego żurnalistów i za doroczną nagrodę człowieka roku, którą zwykle, cóż za niespodzianka, dostaje ostatnio Jarosław Kaczyński.
Dochodzą jeszcze miliony na zaprzyjaźnione portale, w tym jeden, który chyba w ramach dowcipu nazwano czystą polityką. Reszta przyzwoitości kazała nazwę zapisywać w formie 300. Są miliony na zaprzyjaźnione media, są też srebrniki dla oportunistów indywidualnych. Ta władza własnych mediów i własnych ludzi w mediach nie zaniedbuje.

Cdn

Obserwuj wątek
    • wscieklyuklad Re: Polowanie na Lisa 26.05.22, 18:52
      III
      Władza stosuje wobec mediów metody putinowskie (jak przy próbie pacyfikacji TVN), orbánowskie (jak w przypadku Orlen Press) i własne, które są kombinacją presji, przekupstwa, a czasem uwodzenia. Trzeba PiS-owi oddać, że działa sprytnie. Czasem idzie na chama i kupuje cały koncern prasowy, czasem dogaduje się z właścicielami mediów i wydawcami i satysfakcjonuje się zainstalowaniem w kluczowych miejscach swoich ludzi, którzy wiedzą, jak zadbać o odpowiedni przekaz i narracje. Tak po przejęciu władzy postąpiono z RMF, tak niedługo później stało się z Polsatem.
      Gdy ludzie Kaczyńskiego 15 lat temu na dwa miesiące przed wyborami straszyli właścicieli i szefów tej stacji, domagając się, by ci się mnie pozbyli, nie szło im o mój cotygodniowy program. Kategorycznie żądali, bym przestał kierować „Wydarzeniami”, co też nastąpiło. Stawką był program informacyjny dla milionów. Bo nie trzeba kupować ani całej stacji telewizyjnej, ani programu informacyjnego, wystarczy przejąć w mediach punkty węzłowe.
      Pójście na układ z władzą władza docenia. Zawsze przyjdzie jakaś pandemia i rządowe ogłoszenia za miliony pójdą do mediów uległych. Niepokorni albo oponenci władzy nie dostaną ani grosza. Miliony na pismo, które się nie ukazuje, to rzeczywiście światowy fenomen. Ale gdy posłucha się medialnych występów ludzi zatrudnionych w tytule, szok ustępuje. Wszystko po linii i na bazie.
      Odwdzięczać się za usługi można zresztą na różne sposoby. Można na przykład podarować bliskiemu dziennikarzowi audycyjkę w Polskim Radiu. To, że nikt jej nie słucha, nie ma znaczenia, ważne, że ktoś na niej zarabia. W ciągu kilku lat stworzono system okołomedialnej korupcji. Grube miliony płacone są za wsparcie, milczenie albo życzliwość wobec władzy. Efekt – to już nie są wolne media, to są media powolne władzy. A są też agenci indywidualni. Jest cała grupa speców od kolportowania medialnych wrzutek i powielania narracji wypichconej na Nowogrodzkiej. Ci spece się wspierają. Gdy któremuś z nich robi się gorąco pod czterema literami, dają sobie wzajemnie świadectwa profesjonalizmu.
      IV
      Część żurnalistów PiS od lat prowadzi po sznureczku. Kiedyś wiedzieli, że mają udowadniać, że afera z Sowy była największą w historii wszechświata i oznaczała konieczność zmiany władzy. Potem wiedzieli, że trzeba się zachwycać świeżością Dudy i autentyzmem Szydło. I należy pod niebiosa wychwalać 500+. Szydzić z KOD i powtarzać w nieskończoność, że ludzi nic nie obchodzi jakaś konstytucja. A potem wiedzieli, że trzeba się zachwycać kompetencjami i menedżerskimi zdolnościami Morawieckiego i kpić z opozycji za brak programu i bezrefleksyjny anty-PiS. I powtarzać, iż powrót Tuska nic nie zmienił, bo w przeciwieństwie do Kaczyńskiego jest politykiem przeszłości i nie ma wizji.
      I dokładnie to, dokładnie tak robili. Afery PiS bagatelizowali albo powtarzali, że to dla publiki zbyt skomplikowane detale bez znaczenia, by dokładnie do takiego stanu świadomości społecznej doprowadzić. Tak powstał bezpartyjny medialny blok współpracy z władzą.
      Gdy tematem jest afera Morawieckiego, ignorują ją. Gdy tego samego dnia ukazuje się sondaż wskazujący, że zjednoczona opozycja pokonałaby PiS 50:30, piszą, że zwykłych ludzi nie obchodzi, czy opozycja będzie zjednoczona, czy nie, i zaczynają gadać o wydumanym konflikcie Tuska z Trzaskowskim, bo ten temat PiS się podoba. Jeśli nie mogą pomóc władzy, to spróbują przynajmniej zaszkodzić opozycji.
      V
      Maile Dworczyka pokazują, że obecna władza stoi bezczelnym kłamstwem i nachalnym PR. Da się tak rządzić dzięki mediom przejętym i spacyfikowanym albo pozbawionym kręgosłupa i uległym. Funkcjonariusze medialnego bloku współpracy z władzą i tak zwane neutralne media wolą się zajmować opozycją niż władzą. Zajmowanie się PiS wymaga pewnej odwagi. Można stracić reklamy, można zostać zaatakowanym albo stracić gości w programie. W opozycję można walić bezkarnie i jeszcze udawać, że to dowód niezależności i obiektywizmu. Najdurniejsza PiS-owska wrzutka zdaje się dla wielu znaczyć więcej niż największa afera PiS. Może dlatego, że od afery pozwala odwracać uwagę.
      Jednych kupuje się milionami, innym daje się pozory akcesu na salony władzy. Są i tacy, których – by służyli gorliwie, nawet jeśli bezmyślnie – wystarczy pogłaskać po główce i dać im pączka. A najlepiej dwa.
      Nie byłoby władzy PiS bez zaprzyjaźnionych mediów. Może być dalsza władza PiS dzięki mediom tej władzy zaprzedanym, nawet jeśli nie całkowicie sprzedajnym. Media coraz częściej zajmują się u nas nie informowaniem i komentowaniem, ale swoistym ściemnianiem i nieczystą grą z publiką. O tym nie powiemy, tego nie zauważymy, to zbagatelizujemy, to zagadamy, to przykryjemy zasłoną dymną albo podzielimy włos na czworo tak, by istotę sprawy całkowicie zamazać, zrelatywizować, unieważnić.

      Cdn
      • wscieklyuklad Re: Polowanie na Lisa 26.05.22, 18:53
        VI
        Nie idzie o to, by medialnie rozszarpywać władzę i robić klakę opozycji. Można nie lubić opozycji, można korzystać z prawa do jej krytykowania. Warto jednak przestać ignorować fakty, sprzedawać półprawdy i ściemniać. Warto przestać traktować odbiorców jak kompletnych idiotów. I tak nikt nie prześcignie w tej konkurencji TVP, bo jak w chwili szczerości przyznał nieoceniony sędzia prokurator Piotrowicz: „Proszę pamiętać, że w telewizji publicznej nie mówimy do osób inteligentnych”.
        Na razie system działa. Działa redaktor „Suwart”, który dba o to, by internetowy portal dostał miliony za robienie PR Ziobrze i jego ekipie. Redaktor-konsultant Dworczyka po kilkutygodniowym przewietrzeniu na skoczniach narciarskich jakby nigdy nic powrócił na antenę. Przecież nic się nie stało, prawda? Program partii programem narodu.
        Rządowi konsultanci doradzają władzuni, czy usunięcie z radiowej Trójki legendarnego Wojciecha Manna bardziej się władzy opłaci, czy jej zaszkodzi. I mają się świetnie. Przecież to tylko koleżeńskie pogawędki. W normalnym kraju każda taka „pogawędka” byłaby wielkim skandalem. W Polsce jednak media wykonały wielką pracę, by normalnością stała się nienormalność. I mówimy tu o służącej władzy i oszukującej publikę naprawdę sporej grupie ludzi. Nie musimy nawet dotykać skrajnego przypadku braci Kremlowskich, którzy służą władzy za grube miliony. Wielu służy za drobne albo ze zwykłej głupoty w imię czegoś, co nazwano symetryzmem.
        Bardzo zazdroszczę kolegom z „Polityki”, którzy wymyślili to słowo, bo zrobiło bezdyskusyjną karierę. Symetryści chyba je nawet lubią. Uznali, że symetryzm to nie synonim oportunizmu i tchórzostwa, ale obiektywizmu i bezstronności. Symetryzm jednak, z całym szacunkiem dla moich kolegów z „Polityki”, to zdecydowanie za ładne słowo na opis postawy, której istotą jest intelektualne szalbierstwo, tchórzostwo, cwaniactwo, cynizm i nihilizm przebrany za intelektualną niezależność.
        VII
        Oczywiście każdą krytykę można kwitować „obsesją totalnych”, niczym się nieróżniących się od pisowców. To zdecydowanie wygodniejsze niż zmierzenie się na serio z zarzutami i spojrzenie w lustro nie dla nakarmienia samozachwytu. Nie, nie idzie o to, by być jak TVP i „Sieci” à rebours.
        Idzie o to, by być BBC i CNN. O wałkach Morawieckiego nie mówimy nic, a o przekroczeniu prędkości przez Tuska od rana do nocy. Mówmy i o tym, i o tym, odróżniając jednak wykroczenie od czegoś, co pachnie przestępstwem.
        Na swoich zjazdach polscy sędziowie zajmują się praworządnością i przyjmują uchwały w sprawie wolnych sądów i sędziowskiej niezależności. Na największym dorocznym spędzie medialnym dziennikarze zajmują się tym, co interesuje ich najbardziej – sobą i zaspokajaniem swojej próżności. Jakie znaczenie ma to, że w kwestii wolności mediów kraj stacza się na peryferie cywilizowanego świata, skoro na corocznym medialnym odpuście rozdają figurki, dyplomy i paciorki. Trzeba sobie zrobić selfie.
        Za kilka miesięcy, w grudniu, będziemy mieć powtórkę z tego prowincjonalnego festiwalu biedacelebryctwa. Selfie własne, z małżonkiem lub małżonką albo z pieskiem i wpisem, że dziękujemy za nominację, mamy nadzieję na nagrodę i jesteśmy wzruszeni po nominacji albo nagrodzie. Selfie środowiska, które z wolności częściowo zrezygnowało albo selfie mediów, które otwarcie lub półotwarcie poszły na układ z władzą, nie będzie. Nic nie poradzę – w kraju, który co roku zalicza dramatyczny spadek w rankingu wolności mediów, wszystkie dziennikarskie nagrody i wyróżnienia mogą być co najwyżej nagrodami pocieszenia dla częściowych lub całkowitych ślepców.
        Od lat niemal codziennie słyszymy w mediach rozważania o słabości opozycji. O słabości lub fatalnej kondycji mediów rozważań właściwie nie słychać. Nie wzywam tu do tego, by występowali wyłącznie przedstawiciele i zwolennicy opozycji i by eliminować z mediów ludzi władzy. Warto jednak zastanowić się, czy zapraszając kogoś do programu, nie powinno się jednak unikać robienia wielkich gwiazd i autorytetów z troglodytów, manipulantów i notorycznych kłamców. Zrównanie kłamcy z prawdomównym i prawdy z kłamstwem jest unicestwieniem prawdy i faktów, a stąd już tylko krok do piekła. Jak powiedział kiedyś amerykański senator Daniel Patrick Moynihan: „Macie prawo do własnych opinii, ale nie do własnych faktów”. Tak, brońmy faktów, bo kłamcy mordują je na naszych oczach, a my im na to pozwalamy i jeszcze to nagłaśniamy.
        Doskonale zdaję sobie sprawę, że to, co tu piszę, bardzo wielu się nie spodoba, nawet bardzo nie spodoba. Trudno – amicus Plato, sed magis amica veritas. Media mają być wolne, a nie powolne władzy. Te ostatnie nie zasługują nawet, by istnieć. Są zaprzeczeniem swej istoty.
        Niezmiennie wierzę, że PiS może przegrać wybory i stracić władzę, ale z przykrością stwierdzam, że jeśli tak się stanie, to raczej mimo mediów niż dzięki mediom. Najbliższe wybory da się wygrać, ale na tak zwane wolne media niech demokraci nie liczą. Muszą dać radę sami."
        CETERUM CENSEO PI(SS)EM ESSE DELENDAM
        POZA TYM UWAŻAM ŻE PI(SS)IZM NALEŻY ZNISZCZYĆ
        BIEDACELEBRYCTWO DZIENNIKARZY RÓWNIEŻ

        Kuniec
            • wscieklyuklad Re: Polowanie na Lisa 29.05.22, 15:01
              Parę słów o zwolnieniu Tomasza Lisa z Newsweeka, czyli o wolnych mediach.
              👉 Zacznę od tego, co by uniknąć niepotrzebnej konfuzji, że odpuściłem sobie czytanie Newsweeka jakieś 3 lata temu. Męczyły mnie już zapewnienia, że Partia upada, że rysy na teflonie, że "teraz Polacy widzą, że..." itd. Męczyły mnie okładki ze Stuhrem, Jandą czy Ostaszewską, którzy z zaciętymi minami mówili, że "my się im nie damy!", a potem zapewniali w wywiadach, że "coś pękło, coś się zmieniło, ludzie przejrzeli na oczy", dając tym świadectwo swojego oderwania od rzeczywistości. Po prostu męczyło mnie odejście od standardu obiektywnego dziennikarstwa, w kierunku myślenia życzeniowego i antypisowskiego radykalizmu, ot co. Powiedziec, że Newsweek pod redakcją Lisa stał się platformą propagandową to sroga manipulacja, ale od ideału w pełni obiektywnego dziennikarstwa odsunął się nieco za daleko. Poniższy tekst nie jest zatem obroną Tomasza Lisa, tylko rozumu i logiki.
              👉 Przede wszystkim zadziwiające jest, jak mało mówi się o ostatnim felietonie Lisa sprzed zwolnienia. Tym, w którym pisze, że wolnych mediów w Polsce już prawie nie ma, bo te których Partia nie przejęła, są przez nią przekupywane, by pewnych tematów nie poruszać. Redaktor naczelny dużego tygodnika pisze w poniedziałek, że Partia przekupuje wolne media (umówmy się: każdy z nas przynajmniej czasem ma wrażenie, że tak właśnie jest, prawda?), a we wtorek już nie ma pracy w trybie natychmiastowym. Po 10 latach na stanowisku naczelnego, w jeden dzień. Przypadek pewnie. Można Lisa lubić lub nie, ale oczywiste pytanie nasuwa się chyba samo, prawda? A jakoś mało kto je kurwa zadaje.
              👉 Dalej: jak wiemy, Partia od lat przedstawiała wolne media jako agentów zagranicy (de facto pożyczając tę taktykę od Kremla). Ponieważ kilka dużych mediów w Polsce rzeczywiście ma zagranicznych właścicieli (poza Newsweekiem także m. in. TVN, Onet czy Fakt), partyjny agitprop latami zarzucał im realizowanie obcych (czytaj: niemieckich) interesów, oczywiście sprzecznych z interesami Partii z jej wstawaniem z kolan, kończeniem z pedagogiką wstydu itd. Przez lata wyzywano dziennikarzy tych mediów (a także tych polskich jak GW, WP czy Polityka) od niemieckich pachołków, zdrajców czy V kolumny i twierdzono, że nie są dziennikarzami wolnymi, bo na pewno przyjmują polecenia od swoich diabolicznych (czytaj: niemieckich) mocodawców. Dowodu oczywiście nigdy nie przedstawiono, ale narracje te grzano od 15-20 lat. I co? I nagle okazuje się, że zagraniczni właściciele owszem, potrafią nagle zwolnić nawet naczelnego dużego tygodnika, ale wybierają najbardziej antypisowskiego z nich? Sorry, ale jeśli już chcemy stawiać śmiałe tezy o makiawelizmie i zakulisowych rozgryweczkach Ringier Axel Springer, to zwolnienie Lisa chyba sugeruje dobicie z Partią jakiegoś dealu, nie?
              O to też mało kto kurwa pyta.
              👉 A sprawa jest poważna, bo jeśli RASP dogadał się z Partią na zasadzie "złagodzenie linii za reklamy spółek Skarbu Państwa", to jedno duże i niezależne od Partii medium, jakim jest Newsweek, będzie miało wybite zęby. Skończą się artykuły śledcze Piątka czy Rzeczkowskiego. Bo trzeba Wam wiedzieć, że Newsweek jest jedynym, obok Polityki i Tygodnika Powszechnego, dużym magazynem, który w ogóle nie ma przychodów z reklam spółek Skarbu Państwa. Oczywiście propartyjne periodyki rybackie i inne sakiewiczówki dostają najwięcej, ale to nie znaczy, że inni nie dostają nic. Np. taki Wprost ma z tych reklam aż 26% przychodu. A Super Express 20%, a Rzeczpospolita 10%, a Puls Biznesu 14%, Dziennik Gazeta Prawna 16% i tak dalej. Nawet RFM FM dostaje 4%, co brzmi jak niewiele, póki sobie człowiek nie uświadomi, że to ponad 100 mln złotych rocznie. Tak, reklamowanie się sSP w tych mediach z pewnością ma większy ekonomiczny sens niż reklamowanie się w notujących permanentnie gównianą sprzedaż mediach Partii. Ale nie udawajmy, że te 10-30% przychodów nie może być narzędziem nacisków. Skoro WIEMY, że Partia celowo dotuje w ten sposób swoje media kosztem innych (np Wyborcza też ma z tej okazji okrągłe 0%), czyli WIEMY, że Partia używa Orlenu, Lotosu i innych jako narzędzia do robienia propagandy, to przepraszam bardzo, ale jaką mamy kurwa gwarancję, że media, które te reklamy dostają, nie są nimi szantażowane? Żadną.
              Kiedy ostatnio o tym słyszeliście w dużych mediach? No właśnie.
              👉 A już wyjątkowo wkurwia mnie zrównywanie z tej okazji Lisa z różnymi propagandowymi aparatczykami Partii. Serio? Jakkolwiek Lis by nie był radykalny w swym antypisizmie, to może nie zapominajmy, że:
              a) mimo wszystko, stawiał opór autorytarnemu państwu, a nie dla niego pracował
              b) robił to w prywatnej firmie, nie za nasze pieniądze
              c) prawdopodobnie właśnie za to został wyrzucony, podczas gdy za taki sam radykalizm w TVP dostałby już pięć awansów
              👉 No i być może najważniejsze. Jakkolwiek podtrzymuję zarzuty z pierwszego akapitu, to Newsweek jest mimo wszystko porządnym magazynem, w którym uprawia się profesjonalne dziennikarstwo, a nie jakieś tvpowskie kałotoki. Mam szczerą nadzieję, że RASPowi zależało na podniesieniu standardu dziennikarskiego Newsweeka, więc wyrzucono Lisa za subiektywizm. Albo chociaż za mobbing, bo i taka plotka poszła. Mam nadzieję, że nie poleciał za felieton o braku wolnych mediów. Bo jeśli tak by się stało, to to się może stać ponownie, z innym wolnym medium.
              A dobrze wiemy, że Partia to wolnych mediów nienawidzi jak mało czego. I przecież wiemy czemu.

              Z netu
                • wscieklyuklad Re: Polowanie na Lisa 01.06.22, 19:44
                  Szanowne i Szanowni,
                  chcę podzielić się z Wami bardzo ważną wiadomością. Od lipca obejmę stanowisko redaktora naczelnego „Newsweek Polska”. Długo zastanawiałem się czy przyjąć tę propozycję. Ważąc wszystkie za i przeciw uznałem, że jest to niepowtarzalna okazja aby na jeszcze większą skalę realizować ambitne dziennikarskie pomysły i projekty.
                  Zarząd Ringier Axel Springer Polska zagwarantował mi niezależność i pełną swobodę w kierowaniu Newsweekiem. Znacie mnie i wiecie, że był to dla mnie warunek podstawowy. Nie szukałem pracy i nie interesuje mnie stanowisko dla samego stanowiska. Kierowanie redakcją opiniotwórczego medium to duża odpowiedzialność, ale i olbrzymie możliwości uprawiania dziennikarstwa na najwyższym poziomie, które zajmuje się istotnymi dla nas wszystkich sprawami i ma pozytywny wpływ na życie społeczno-polityczne kraju. Cieszę się na pracę z zespołem redakcyjnym, który tworzą ludzie pełni dziennikarskiej pasji i profesjonalizmu. Newsweek to jedno z najważniejszych, niezależnych i wolnych mediów w Polsce.
                  Chcę też Was uspokoić, że podjęta przeze mnie decyzja nie oznacza likwidacji Sekielski Brothers Studio czy wstrzymania naszych produkcji filmowych. Dla właścicieli Newsweeka było jasne, że nie chcę i nie mogę zrezygnować z projektów, które tworzymy dzięki Waszemu wsparciu. Wkrótce ogłosimy datę premiery filmu „Korzenie Zła” o aferze SKOK. Prace nad filmem o Janie Pawle II trwają. Także Wasze ulubione Sekielski Sunday Night Live będzie się ukazywało bez zmian. Wraz z rozpoczęciem pracy w Newsweeku zrezygnuję z pobierania wynagrodzenie w Sekielski Brothers Studio, ale niezmiennie zachęcam Was do finansowego wspierania naszej działalności. Dziękuję Wam za to, że jesteście z nami i wierzę, że to się nie zmieni.
                  Tomasz Sekielski

                  Znakiem tegoż Szanowny Pan Redachtor Tomcio Lis był zbyt mało żydolewacki i antykościelny!
                  Jakaż prosta tajemnica dymisji!
                  Teraz Niemce udowodnią, że wbrew komentarzowi Szanownego jak wyżej, są jeszcze w Wolsce wolne, niezależne od mafii media!

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka