guayazyl1
16.08.06, 19:05
po raz ktorys tam w prywatnej rozmowie otrzymuję od zaprzyjaznionych
mieszkancow okolic Sobieskiego sygnaly, ze pub jest dla nich klopotliwym
sąsiadem. ze w godzinach póznonocnych pijane bydlo w wulgarny sposob zaklóca
ciszę nocną. ze w wekendy jedynym ratunkiem zeby nie oszalec od nadmiaru
wrazen jest nie wychodzic z mieszkania, zaopatrzyc się w stopery do uszu i
robic za gluchoniemego, a dla pewnosci zabarykadowac szczelnie okna.
zdaję sobie sprawę, ze jak się mieszka w poblizu kosciola to się slyszy co
najwyzej Ave Maria, a jak w okolicy knajpy to belkot i pijacką czkawkę. no
ale wszystko ma swoje granice.
kazdy ma swoje prawa i zyczy sobie zeby je respektowac. wiem, ze mieszkancy
skarzyli się do takich instytucji jak straz miejska i policja, ktore nota
bene sa utrzymywane z ich podatkow ale glosne rzucanie mięchem nie ustalo.
moje slowa brzmia sarkastycznie no ale jakie maja byc? co pozostalo ludziom,
ktorzy upominali sie juz o swoje? bawic się w zbieranie podpisów o eksmisje
uciązliwego sąsiedztwa? czy modlic do Wszechmogącego?
panowie policjanci! Legionowo to nie Manhattan. przeciez dobrze wiecie co,
gdzie i kiedy dzieje się w tym miasteczku. wezcie ten rejon na warsztat. ma
byc tu spokoj i kwita.
gdyby byly jakies pytania to nie odpowiem na zadne bo wlasnie wybieram się na
urlop. pozdrawiam:)