Leziowe teksciory

26.11.09, 12:44
Tu mozna poczytac co meliniarz Lezio ma w glowce,kiedy totalnie nagrzany
zasiada do pisania pierdul.Wyrazy rozne na ten temat prosze kierowac pod znany
adres.Kandydatki na muzy proszone sa o ustawienie sie w kolejce przy
barku.Najlepiej w stroju kapielowym,a jak go nie maja to i bez.No to jazda!
    • leziox Re:Likwidacja swiat 26.11.09, 12:46
      Temat zawsze na czasie bo zawsze sie zanjdzie jak nie to to inne swieto.

      艢wi臋ta nale偶y zlikwidowa膰,poniewa偶:
      -nale偶y chroni膰 lasy,wi臋c na ca艂ym 艣wiecie ocaleje par臋na艣cie milion贸w choinek,a
      papier zu偶yty na krety艅skie kartki pocztowe te偶 wart jest par臋set tysi臋cy sztuk
      drzew
      -kas臋 wydawan膮 na par臋 dni ob偶arstwa i opilstwa mo偶na wyda膰 rozs膮dniej i np.w
      styczniu pi膰 za to ca艂y miesi膮c,samemu,a nie z band膮 paso偶yt贸w kt贸ra zwali si臋
      nam na odwiedziny
      -trzydniowe,ckliwe udawanie mi艂o艣ci do bli藕niego nie b臋dzie musia艂o wywo艂ywa膰 w
      nas uczucia obrzydzenia,bo wszyscy i tak k艂ami膮 oraz o tym wiedz膮
      -sporo ludzi b臋dzie 偶y膰 nadal,zamiast gin膮膰 w po偶arach choinek,lub umiera膰 od
      przejedzenia
      i zatrucia gorza艂膮,jak te偶 gin膮膰 z r膮k w艂asnych krewnych podczas k艂贸tni przy
      stole wigilijnym
      -na tac臋 dla pazernego ksi臋dza mo偶emy kopsn膮膰 kas臋 co niedziel臋,wyjdzie zreszt膮
      taniej,bo na 艣wi臋ta „wypada”niby da膰 nieco wi臋cej
      -trzeba 偶y膰 spokojniej i nie dostawa膰 jobla przy sprz膮taniu mieszkania i myciu
      okien,bo zrobi膰 to mo偶na zawsze,a jeszcze lepiej wychla膰 zamiast-browarek
      -sza艂 zakup贸w doprowadza niejednego do zawa艂u,wylewu lub innego nag艂ego zej艣cia
      przez stress,a niby po choler臋 sprawia膰 sobie tak膮 przyjemno艣膰
      -zaproszony do domu bezdomny mo偶e podpali膰 nam mieszkanie,pij膮c ukradkiem przy
      choince z prawdziwymi 艣wieczkami denaturat z piersi贸wki,a je偶eli nawet i nie,to
      zawsze mo偶e nam jeszcze zgwa艂ci膰 psa lub u偶y膰 rybek z akwarium na zagrych臋 do
      denaturatu
      -benzyna spalona na dojazd do krewnych i innych ludzi,kt贸rych normalnie nigdy
      nie odwiedzamy,wystarczy nam na 3 miesi膮ce dojazd贸w do pracy
      -nie trzeba b臋dzie si臋 wiesza膰,lub skaka膰 z 20 pi臋tra,widz膮c na zawiadomieniu z
      banku,jak膮 rat臋 kredytu 艣wi膮tecznego musimy zap艂aci膰 w styczniu

      Same zalety.I nie gadajcie mnie tu o tradycji,duchu 艣wi膮tecznym i innych
      s艂odziutkich bzdurkach,wmawianych wam przez lata przez
      nauczycieli,rodzic贸w,dziadk贸w, babcie,propagand臋 gazetowo-telewizyjn膮,bo
      cz艂owiek tak tym nasi膮kn膮艂,偶e nie wyobra偶a sobie i偶 mo偶na inaczej.A mo偶na!

      • leziox Re:Misio futrzak 26.11.09, 12:51
        Misio samczak jako taki jest futrzak.Trzeba wi臋c zapewni膰 mu na bie偶膮co:
        -czochranie futerka rano i wieczorem
        -drapanie za uszkiem i mruczenie z nim do taktu
        -piel臋gnacj臋 pazurk贸w szlifierk膮 do metalu aby czu艂 si臋 jeszcze bardziej m臋ski
        -zapewnianie slodko艣ci,zabawki i dupci aby mia艂 zaj臋cie
        -obs艂ug臋 kulinarn膮 coby misiowi nie przyszlo do g艂owy nadgryzanie piel臋gnacji
        -i og贸lne traktowanie misia czu艂e
        Na misiu nie nale偶y je藕dzi膰 nago jak amazonka i nie wrzeszcze膰 dziko:”-bierz
        mnie ty m贸j pieprzony kud艂aty potworze i to zaraz tu na miejscu!”-gdziekolwiek
        by to nie by艂o,jak te偶 nie kaza膰 mu ta艅czy膰 na gor膮cej patelni w celu wyuczenia
        misia ta艅ca,je艣li nie umie i nie lubi.R贸wnie偶 nie powinno si臋 misia zap臋dza膰 do
        kuchni bo mo偶e sobie osmali膰 futerko i nie zmusza膰 go do p臋dzania si臋 z
        odkurzaczem po domu bo wtedy wygl膮da 艣miesznie.
        Misio jest misio,misio jest kochany leniwy paso偶ytek i nie trzeba go zam臋cza膰.W
        razie jak trzeba to misio podnie艣膰 si臋 potrafi z bar艂ogu,wyle藕膰 z gawry i
        zarycze膰 je艣li tego potrzebujemy.
        Ps.Misia nie wolno nazywa膰 misiem bo go trafia wtedy szlag!
        • leziox Re:Przestroga dla ludziufff 26.11.09, 12:59
          Tutaj wszystko si臋 wie,
          Nie trzeba by膰 w KGB
          Aby wiedzie膰 kto i kiedy
          Lub z kim tam i wtedy

          Poczyta膰 troch臋 trzeba
          Nie b臋d膮c ciemna gleba
          Zwierzenia opisy i akcje
          Zabawne sytuacje

          Kto popi艂 a kto dyma艂
          Kto z kim si臋 te偶 po艣cina艂
          Kto tylko sobie marzy
          Ze wstydem na swej twarzy

          Ludziska wci膮偶 donosz膮
          Umys艂y innym kosz膮
          I niby nic nie m贸wi膮
          A zawsze co艣 tam zgubi膮

          Adresik telefon fotka
          Kto gdzie i z kim si臋 spotka
          Niewinnie rzucone zdanie
          Namiary 艂atwo dane

          Tutaj si臋 wszystko wie
          Cho膰 nie wie KGB
          Piszecie swe marzenie
          Jeste艣cie jak na scenie

          Notesik puchnie zdrowo
          Zapisa膰 zn贸w na nowo
          Kto gdzie i z kim przestaje
          I po co si臋 zadaje

          Na koniec rada ma艂a
          Cho膰 mo偶e przestarza艂a
          Schowajcie wasze dane
          Kto wie,gdzie s膮 czytane

          THE END

          ©by leziox


          • leziox Re:Netowe polowanko 26.11.09, 13:01
            Polowanko

            Siedzimy tak w domu przy kompie rozparci
            W fotelu,do flirtu wci膮偶 czujni i zwarci
            Szklaneczka pod r臋k膮 dodaje otuchy
            Bo gdzie艣 tam po necie w臋druj膮 dziewuchy

            Nasz sezon polowa艅 otwarty rok ca艂y
            I cho膰 zamiast strzelby pod r臋k膮 s膮 pa艂y
            Co艣 zawsze si臋 z g膮szczu wyszarpie na 艣wie偶o
            Kto艣 nowy i w艂oski gdziekolwiek si臋 zje偶膮

            My samce szukamy wci膮偶 nowej podniety
            Nam wierno艣膰 to obce jest s艂owo niestety
            Natura nas zmusza do tego szukania
            Tak wci膮偶 spogl膮damy gdzie nowa jest 艂ania

            Jak kurwy szukamy gdzie by tu si臋 spodli膰
            Do nowej my cipki wznosimy tak mod艂y
            I nic nam niestraszne-ni grzech ni rozpusta
            Lub na piersi nagiej kiszona kapusta

            Na linii zn贸w kto艣 si臋 melduje pospiesznie
            To trzeba pogada膰,poflirtowa膰 grzesznie
            Ech panny z tej innej strony 艣wiat艂owodu
            Jak cz臋sto mnie wy prowadzicie do wzwodu

            Odleg艂o艣膰 niestraszna gdy chu膰 w tobie p艂onie
            Wybrze偶e,stolic臋,艢l膮sk,g贸ry si臋 ch艂onie
            Nic wstrzyma膰 nie mo偶e faceta gdy szuka
            Tej pi臋knej i mo偶e te偶 z ni膮 si臋 popuka

            Jak wilki sarenk臋 艣cigaj膮 po lesie
            My te偶 wci膮偶 艣cigamy i chcemy-no wiecie
            I nawet przytuli膰 jest nam si臋 niestraszno
            Cel 艣rodki u艣wi臋ca wi臋c 艣miej si臋 rubaszno

            I po co to na co to gdzie on tak gna
            Ten facet co zrucha膰 by chcia艂 ca艂y 艣wiat
            Lecz babek miliardy niestety na 艣wiecie
            A we藕 tu b膮d藕 wierny ty jednej kobiecie

            Wi臋c mamy my neta i w nim panie mi艂e
            Spokojnie wi臋c dzisiaj i nic tu na si艂臋
            Co艣 zawsze wykluje si臋 z nocy kosmatej
            Wi臋c siadaj do kompa i flirtuj ty zatem!

            THE END

            copyright by leziox







            • leziox Re:Po kl贸tni na forum 26.11.09, 13:05
              Ucich艂 zgie艂k

              Bitwa ucich艂a,or臋偶 schowany w piwnicy
              Szale艅cy 艣pi膮 pijani pod ko艂derk膮 grzecznie
              I tylko pijak sp贸藕niony 艣piewa sobie na ulicy
              Lecz i ten 艣piew trwa膰 wszak nie b臋dzie wiecznie

              Piana z ryj贸w wytarta,w艣ciek艂o艣膰 zgaszona na dobre
              Psychopaci spokojni,w niedziel臋 s膮 grzeczni dla siebie
              Niedawno mogliby nauczy膰 k膮sa膰 kobr臋
              Dzi艣 s艂odko utuleni 艣pi膮 w ko艂derkowym niebie

              Nie trzeba trup贸w zbiera膰 za艣 tylko w duszy rany
              Bezkrwawo si臋 ko艅czy to mi臋dzyludzkie starcie
              Wyzwiska,z艂e s艂owa lub 艣wi臋te te偶 barany
              Grzecznie 艣pi膮 i 艣ni膮,nie stoj膮c gdzie艣 na warcie

              Zamkni臋te pyski na g艂ucho,policzki wyg艂adzone
              Ju偶 pysk si臋 nie krzywi jak u psa w艣ciek艂ego morda
              Niedziela-ju偶 grzechy na mszy z siebie wywalone
              Nie 偶re si臋 dzisiaj tu szakali horda

              Po bitwie wszak zostaje dziwny woko艂o smrodek
              Ogl膮dasz si臋-czy gn贸j to czy 艣mietnik cuchnie bliski
              Trwa niesmak w g臋bie i pali jak karbidem 艣rodek
              Mo偶e by tak spakowa膰 dzisiaj swe walizki?

              Zostawi膰 bez 偶alu to pole bitwy bezkrwawe
              I tylko w przelocie jeszcze splun膮膰 za siebie
              Gdzie艣 na r贸wninie w spokoju si膮艣膰 na 艂aw臋
              Zatopi膰 wzrok w b艂臋kicie i oczy w jasnym niebie

              Pole bitwy zn贸w bucha膰 b臋dzie zgie艂kiem wojny
              Powstan膮 wariaci m臋drkowie lub normalni inaczej
              Mo偶e tak dla odmiany poby膰 sobie spokojny
              Po choler臋 w艂a艣ciwie tu do reszty dziwacze膰?

              THE END

              ©by leziox



            • leziox Re:Spacerki po Warszawie 26.11.09, 13:15
              Spacerki po Warszawie

              Tak schodzi si臋 banda pijak贸w pospo艂u
              I my艣li,co zrobi膰 by 艣miesznie zn贸w by艂o
              By zn贸w stworzy膰 co艣,no,w rodzaju zespo艂u
              I 偶eby zn贸w by艂o rozkosznie tak mi艂o

              Gdzie艣 hen,tam za Wis艂臋,gdzie melin dostatek
              Nie centrum-tu 艂adnie i nas to nie wzrusza
              W kieszeni butelka dla dziewczyn,nie kwiatek
              Tak cieszy si臋 dziewcz臋ca dusza

              By dotrze膰 tramwajem po jazdy godzinach
              Nie艂atwe prze偶ycie,wie ka偶dy co jedzie
              W oparach zapaszk贸w gorza艂y i wina
              艢ci艣ni臋ci nierzadko jak 艣ledzie

              Piechot膮 daleko i w ryj dosta膰 mo偶na
              Gdy w bram臋 zap臋dzisz si臋 nie t膮 co trzeba
              Lub panna ci臋 jaka zaczepi te偶 zdro偶na
              Za st贸w臋 ci臋 we藕mie do nieba

              Gdy znajdziesz ju偶 wreszcie meliny swej schody
              I trafisz do celu jak do miodu mucha
              Zn贸w poczu膰 si臋 mo偶esz pon臋tny i m艂ody
              Przynajmniej w skryto艣ci te偶 ducha

              A flaszek bateria wysycha do艣膰 szybko
              Za艣 dusza si臋 艣mieje gadaj膮c tak w grupie
              I wcale nie szkodzi 偶e czasem si臋 zdarzy
              Zl膮dowa膰 przypadkiem w psa kupie

              Old Kipra wykipruj i nie b膮d藕 nimota
              Tak godzi si臋 wlewa膰 na Pradze co艣 w siebie
              Im wi臋cej popijesz tym wi臋ksza ochota
              By poczu膰 si臋 wreszcie jak w niebie

              Nad ranem po piciu i z lekk膮 kieszeni膮
              Przechadzka przy autach co w艂amy prze偶y艂y
              Ka艂u偶e ponure 艣mierdz膮ce jesieni膮
              Rozja艣ni膰 ich nie ma nikt si艂y

              Szarawe domostwa i tynk co si臋 sypie
              Ub贸stwo i ludzie przyga艣li jak 艣wiece
              Na pierwszym gdzie艣 pi臋trze kto艣 g艂o艣no si臋 rypie
              A s膮siad wygas艂e ma piece

              Nad Wis艂膮 spacerkiem po艣piesznie bo wali
              Fetorkiem wilgotnym po nozdrzach wra偶liwych
              I gdyby艣my d艂u偶ej tu jeszcze postali
              Nie by艂oby uczu膰 jebliwych
              Czas wr贸ci膰 do reklam i sklep贸w przepastnych
              Gdzie ludzie popatrze膰 te偶 mog膮 na towar
              Wi臋c znowu tramwajem rajd d艂ugi i w miasto
              Ponownie si臋 rusza na browar

              I gdyby艣 tam spotka艂 kobiety seksowne
              Z pi臋knymi twarzami i cia艂em jak z bajki
              Nie wdawaj si臋 w gadki dyskusje ponowne
              Bo z tego nie b臋dzie jebajki

              Ich serca rozdarte na cz臋艣ci wci膮偶 krwawi膮
              Ich dusze tak zimne i jak kosmos mroczne
              Problemy ich,krzywdy twej duszy nie zbawi膮
              I myl膮 si臋 przecie偶 ich s膮dy wyroczne

              Idea艂 wci膮偶 bruku tu si臋ga i le偶y
              Stolica to pa艅stwa i wioska sto艂eczna
              Gdzie艣 pijak po flaszk臋 szcz臋艣liwy ju偶 bie偶y
              Przyjd藕 do mnie i b臋dziesz bezpieczna

              Warszawo,ja tutaj 偶y膰 chyba bym nie m贸g艂
              I 偶y膰 ja bez ciebie te偶 przecie偶 nie mog臋
              Gdy mnie ma t臋sknota zn贸w g艂upia nachodzi
              To znowu wszak ruszam ja w drog臋

              Wrzu膰 lodu do szklanki,niech r臋k膮 te偶 b臋dzie
              Nie struj臋 si臋 dzisiaj na tej dezynfekcji
              I cho膰 twych k艂opot贸w przy tym nie ub臋dzie
              Nie b臋dziem udziela膰 nam lekcji

              Pogodnie zasi膮dziem przy stole co wozi
              Szklaneczki i skocza co wskoczy wnet w gard艂o
              Wychylmy dop贸ki nas 艣wiat nie zamrozi
              Spluwaj膮c psychiatrze w twarz hard膮

              I tak zn贸w po flaszce za艣niemy szcz臋艣liwi
              Z tym dziwnym uczuciem 偶e wszystko w porz膮dku
              Bez strachu i l臋ku i niech si臋 strach dziwi
              呕e nic nie bulgocze w 偶o艂膮dku

              Zn贸w dalej i w艂a艣nie mi drogowskaz mign膮艂
              Warszawa-koniec.Wi臋c zn贸w si臋 sko艅czy艂o.
              I zn贸w mnie w dal goni,bom tak to rozstrzygn膮艂...
              Lecz by艂o tak wspaniale mi艂o...


              THE END

              Copyright by leziox



















              • leziox Re:Budzik 26.11.09, 13:21
                Subtelny budzika d藕wi臋k

                Ka偶dy ma w domu budzik.Nie ka偶dy budzik obudzi.Wi膮偶e si臋 to z nieodpowiednim
                doborem d藕wi臋k贸w stosowanym przez producenta.
                A przecie偶 to takie proste.Wystarczy w budziku zastosowa膰 odg艂osy,niekoniecznie
                s艂yszane przez nas na codzie艅,za to gwarantuj膮ce skuteczne poderwanie si臋 z wyrka.
                Dobrze te偶 przed p贸j艣ciem spa膰 pod艂膮czy膰 budzik do wzmacniacza i skromnych
                g艂o艣nik贸w o mocy min.1000 Wat.
                W budziku zbudowanym przeze mnie specjalnie dla was s艂ycha膰 by艂oby:

                -Ryk stada oszala艂ych s艂oni,rozwalaj膮cych afryka艅sk膮 wiosk臋
                -Przem贸wienie Adolfa Hitlera na wiecu w Monachium
                -Zgrzytanie metalu po szkle,oraz pazur贸w na tablicy szkolnej
                -Odg艂os poci膮gu towarowego za艂adowanego czo艂gami i przeje偶d偶aj膮cego przez most
                zbudowany z kratownic
                -Wybuch bomby wodorowej na poligonie w Semipa艂aty艅sku
                -Melodia z filmu „Stawka wi臋ksza ni偶 偶ycie”-skutkuje na 100 %
                -Ryk os艂a na pastwisku w dolinie mi茅dzy g贸rami
                -Odg艂os startuj膮cego promu kosmicznego
                -D艂ugie wymiotowanie po tanich kwachach
                -Wywalanie flaszek i szkla do zsypu z XV pietra o 3-ej nad ranem

                M贸g艂bym tu przytoczy膰 wiele innych odg艂os贸w uznawanych przez og贸艂 spo艂ecze艅stwa
                za szczeg贸lnie sympatyczne,ale nie mam zamiaru pracowa膰 za darmo,a na dodatek wy
                nie lubicie czyta膰 zbyt d艂ugich post贸w.Ewentualne zam贸wienia oraz r贸偶ne wyrazy
                prosz臋 s艂a膰 w kierunku dowolnym.


                THE END


                copyright by leziox
                • leziox Re:U dentysty 26.11.09, 13:29
                  Dwie godziny na fotelu
                  To jest nic wielkiego
                  Chyba 偶e do tego dodasz
                  Dentyst臋 jakiego

                  W oczy 艣wiat艂o jak w policji
                  Bia艂y kitel srogi
                  I cho膰 facio niezbyt du偶y
                  Dr偶膮 cholera,nogi

                  Pysk otwarty jako brama
                  Nic si臋 nie ukryje
                  A dentysta z p贸艂u艣miechem
                  Ju偶 ci w g臋bie ryje

                  Zastrzyk w dzi膮s艂o dla humoru
                  Gorzki jak trucizna
                  Wizg wiertary wierci w m贸zgu
                  W duszy b臋dzie blizna

                  Fajna z boku asystentka
                  Niestety zdradliwa
                  Miast za lask臋 mi potrzyma膰
                  Osad z z臋ba zmywa

                  Coraz g艂臋biej wierci facio
                  Czuj臋 ju偶 gdzie艣 w dupie
                  Jak tak dalej b臋dzie jecha艂
                  B臋d臋 wy艂 na s艂upie

                  Co艣 usta艂o,teraz grubsze
                  Wiert艂o zgrzyta w ko艣ci
                  -„Drugi z膮bek te偶 zrobimy!
                  艢wietne wiadomo艣ci...

                  Warsztat z boku,艣ruby,klucze
                  Jak u mechaniora
                  Wiert艂a,p艂yny,proszki,ig艂y
                  Jestem u potwora?

                  Wali,drapie,zgrzyta,kr臋ci
                  Piszczy,艂upie,trzeszczy,syczy,
                  艢mierdzi,wyje,warczy,miauczy
                  Pacjent jak na smyczy

                  Wiem 偶e dobrze lekarz my艣la艂
                  Dla dobra pacjenta
                  Lecz wizyty takie mi艂e
                  Ka偶dy zapami臋ta

                  THE END

                  ©by leziox


                  • leziox Re:Majaczenia po halucynogenie szkockim 26.11.09, 15:33
                    Wizje literackie

                    艁ajdackie mi krowy wedle g艂owy lata艂y
                    Tak nisko i wymion si臋 straci膰 nie ba艂y
                    Gdym rzuca艂 krzes艂ami w kierunku bydlak贸w
                    Chc膮c par臋 ich str膮ci膰 ku chwale t臋pak贸w

                    Gdym bimber ten spija艂 gdzie艣 w chaszczach p臋dzony
                    Co fuzlem tak wali艂,jak stuletnie 偶ony
                    Tom widzia艂 niezwyk艂e stworzenia na 艣wiecie
                    Tak seksy 偶e swojej nie powiem kobiecie

                    Spirytus z Rosyji mr贸weczka znosi艂a
                    Tak ma艂a-silniejsza od os艂a lecz by艂a
                    Babinka przez bagna si臋 w nocy czo艂ga艂a
                    By donie艣膰 na miejsce i sprzeda膰 dla wa艂a

                    Mam teraz co chcia艂em a kosmos tak blisko
                    Gdzie艣 w dziurze wszech艣wiata si臋 jara ognisko
                    Wypala synapsy i m贸zg strasznie smali
                    Jak w 艂eb by stuka艂o dziesi臋ciu kowali

                    Zm臋czony owieczek widokiem przedurnych
                    Co skacz膮 do g贸ry w艣r贸d niebios tych chmurnych
                    Zachcia艂em wytrze藕wie膰,lecz heca nieziemska
                    Ambicja pijaka zjawi艂a si臋 偶e艅ska

                    I m贸wi tak do mnie-nie trze藕wiej kochany
                    Bo 偶ycie wnet we藕mie ci臋 twardo na glany
                    Pozosta艅 przy spircie z Rosyji znoszonym
                    I nie b艂膮d藕 przy piwku z marketu koszonym

                    Ach gwiazdy buchn臋艂y znienacka rado艣nie
                    S艂oneczka galaktyk gada艂y o wio艣nie
                    Koniki skrzydlate pieprzy艂y si臋 r偶膮co
                    Dzia艂aj膮c wszak na mnie przedziwnie koj膮co

                    Babinka odesz艂a przez bagna do domu
                    Gdzie bimber sprzeda艂a nie powie nikomu
                    A ja tu mam wizje tak jak przy nirwanie
                    Cho膰 nisko lataj膮 te krowy,m贸j panie

                    Ludziska,wywalcie swe soft-alkohole
                    Z angielska pisane-pod rolnika bron臋
                    Raz w 偶yciu ruskiego wy spirtu wypijta
                    A potem wyle藕cie przed domek i wyjta

                    Widzicie ju偶 teraz sk膮d moje talenta
                    Wy艂a偶膮 we wtorki a czasem od 艣wi臋ta
                    Z艂y przyk艂ad niech b臋dzie i dla was przestrog膮
                    Jak ludzie moralnie si臋 stoczy膰 wszak mog膮
                    Wi臋c hulam ja wreszcie w totalnej rozpu艣cie
                    Z dziewkami wy偶ywam si臋 w seksu z艂ym gu艣cie
                    I grzesz臋,czasami bez jakiej艣 przyczyny
                    Spirytus i kosmos odpuszcz膮 me winy.

                    THE END

                    ©by leziox












      • nawrotka1 Re:Likwidacja swiat 26.11.09, 21:36
        Leziu, gdyby to ode mnie zale偶a艂o, da艂abym Ci na ten tekst pi臋膰 minut po
        g艂贸wnych wiadomo艣ciach w TV big_grin
    • staruszeczka Ja mog臋 robi膰 za muze:) 26.11.09, 20:36
      str贸j mamsmile
      • leziox Re: Ja mog臋 robi膰 za muze:) 26.11.09, 23:29
        Dziekuje wam kochaniutkie.Za ten tv i za ta sukieneczke.Na kobity zawsze liczyc
        mozna,ot co smile
        • leziox Re: Weekend skarpetkowy 26.11.09, 23:33
          Weekend skarpetkowy

          Ju偶 weekend,sobota,panowie w gor膮czce
          Skarpetki wysoko i my艣l膮 o chwale
          Kosiarka spoczywa jak mieczyk w ich r膮czce
          Wi臋c kosz膮 tak oni co艣 stale

          Tu kwiatek,tam trawka i jeszcze stokrotka
          Przejecha膰 po pysku i wyci膮膰 do gruntu
          We krwi im przep艂ywa radocha tak s艂odka
          I nic ich nie zmusza do buntu

          Co 偶onka rozka偶e,zrobione i basta
          Pantofel na plecach kierunek poka偶e
          Nie wyjd膮 te偶 nawet po piwko do miasta
          Wszak Pani im tego zaka偶e

          Na los narzekaj膮 lecz tylko po cichu
          Gdy skar偶膮 si臋 czasem koledze
          Wiesz-m贸wi膮-tak ci臋偶ko mi z bab膮,hej Zdzichu
          Sam nawet nie mog臋 na miedz臋

          Zakazy,nakazy,rozkazy i forsa
          Praw nie mam ja swoich lecz cierpi臋 w milczeniu
          Jak rzuc臋 to mo偶e mnie trafi si臋 gorsza
          I plama to te偶 na sumieniu

          Jak grill,to koniecznie z te艣ciow膮 kochan膮
          Nie przyjd膮 koledzy lub Kasia z s膮siadem
          Wszak przemknie raz po raz marzenie ze zmian膮
          I zniknie ulotnym swym 艣ladem

          Kolega motorem przejecha艂 przy bramie
          A偶 serce si臋 rwa艂o z nim razem
          Lecz 偶ona ju偶 wrzeszczy-hej Zenek,ty chamie
          Robota wszak czeka,wi臋c gazem!!

          Wi臋zienie zbudowa艂 sam cz艂owiek dla siebie
          Chcia艂 dobrze i kocha艂 sw膮 diabl膮 samic臋
          I czu艂 si臋 przez chwil臋 naprawd臋 jak w niebie
          A wszystko to kurwa-przez chcic臋

          Nie zgadza si臋 chemia i ludzie si臋 m臋cz膮
          Przez lata wzdychaj膮 w piwnicy ukradkiem
          I po co,ja pytam tak ci膮gle si臋 dr臋cz膮?
          Obudzi膰 si臋,b臋d膮c ju偶 dziadkiem?

          Bez rozm贸w nic z tego,nie siadasz przy stole
          By uci膮膰 powa偶n膮 rozmow臋 z partnerem
          -Ja teraz nie mog臋 bo w艂a艣nie si臋 gol臋...
          A szcz臋艣cie odje偶d偶a rowerem


          Za kr贸tkie to 偶ycie by m臋czy膰 si臋 tyle
          Wszak przyjdzie zn贸w drugi czy druga
          I m贸wi膮c to chyba si臋 wcale nie myl臋
          Zn贸w trafi si臋 szale艅stwa struga

          Partnerem b膮d藕 dobrym-nie pozw贸l si臋 szmaci膰
          Wiadomo,偶e kochasz t膮 swoj膮 po艂ow臋
          Bo kiedy艣 ci przyjdzie i za to zap艂aci膰
          Gdy partner ci wlezie na g艂ow臋

          ©by leziox











          • leziox Re: Moja Syrenka 27.11.09, 09:44
            Syrenka

            Mam samoch贸d ja ci ma艂y
            Fakt-ju偶 stary i zdzicza艂y
            Lecz go trzymam tak ju偶 od lat
            Bo ma latek co ja lat tak

            Krzepki on to mo偶e nie jest
            I nie wlezie na Mont Evrest
            Lecz m贸j ty艂ek dzielnie wozi
            I po w贸dk臋 mnie dowozi

            Nieco 艣mierdzi jemu z rury
            I padaj膮 przy nim kury
            Ptaszki lec膮 t艂umnie z drzewa
            Gdy me autko g艂o艣no 艣piewa

            Drzwi pod wiatr si臋 otwieraj膮
            Panie same nie wsiadaj膮
            Lecz gdy drzwi otworz臋,mo偶e
            Jaka艣 pani wpadnie w 艂o偶e

            Drwi膮 i 艣miej膮 si臋 ludziska
            Gdy tak p臋dz臋 przez pastwiska
            Lub przecinam autostrad臋
            I-tunelem pod ni膮 jad臋

            Lecz niech drwi膮 i wa偶膮 lekce
            Niech si臋 kt贸ry 艣ciga膰 zechce
            Autko moje jak wiatr 艣miga
            Prawie 偶e dogoni Miga

            Sznurek chcia艂 ja zmieni膰 z przodu
            Lecz mechanik-bez powodu
            Wzi膮艂 z warsztatu mnie wywali艂
            Omal sam si臋 nie podpali艂

            Pasek-durniu-si臋 nazywa!
            To co z przodu si臋 ukrywa!
            呕aden sznurek lecz z臋baty
            Pasek p臋dza agregaty!

            Tom pojecha艂.Nie chce kasy?
            Mechaniki s膮 kutasy!
            Odstawi艂em autko w gara偶
            B膮d藕 tu dobry-cho膰 si臋 starasz

            Ach Syrenko!Ma mi艂o艣ci!
            Ty mi nie wytrz臋siesz ko艣ci!
            Twe resory jak pulmany
            Niewra偶liwe na dr贸g zmiany!

            THE END

            ©by leziox


            • leziox Re: Monolog smetny o przewodzeniu stadem 27.11.09, 13:03
              Mnie tam wcale nie jest zle z tym,ze kobiety usiluja przejac role przewodnikow
              stad.Niech troche sie pociesza ta rola.Dla mnie lepiej,bo po co mam wciagac
              kobiety do wyrka,kiedy one tam teraz same wlaza,aby mnie konsumowac.Prosze
              bardzo,a co mnie tam.Nic mnie nie ubedzie.Jedno sie jednak zmienia:przybywa
              facetow pantoflarzy, stanowiacych hanbe dla rodzaju meskiego.Pstryczek
              paluszkiem i facio robi st贸jeczke,pstryczek drugi-moze zrobic siusiu.I co tu sie
              dziwic ze takie elementy sa traktowane jak szmaty przez wykorzystujace je
              kobiety.Dobrze im tak.W koncu sami tego chyba chca.A mnie nikt dyktowac nie
              bedzie,kiedy mam wypic swoj browar i kiedy moge sie pobawic swoimi zabawkami.A
              marzenia feministek o jednej ogolnoswiatowej plci tez maja jedna wade.Wibratory
              stalyby sie dobrem reglamentowanym.
              Zreszta co tu duzo pitolic:chocbyscie panie przejely kiedys wladze nad
              swiatem,to w jednej rzeczy niczego nie zmienicie-ludzkosc juz tak jest
              wyprodukowana,ze dzieli sie na grupe wkladajaca i grupe ktorej sie wklada.I
              kazda z plci cos milego z tego ma.Howgh!
              • leziox Re: Uslyszane?Wymyslone?Nie wiem sam juz 27.11.09, 13:58
                -Spalony papieros skraca zycie o dwie minuty
                -Wypita butelka whisky skraca zycie o cztery minuty
                -Dzien pracy skraca zycie o osiem godzin.

                • leziox Re: O swicie 28.11.09, 15:16
                  O 艣wicie

                  O 艣wicie gdy nowe budzi si臋 偶ycie
                  A s艂o艅ce ryj zaspany zza chmur wystawia
                  Le偶膮 jeszcze pijacy w rynsztoka korycie
                  A puls im niech臋tnie sw膮 robot臋 wznawia

                  Ach 艣licznie l艣ni膮 pawie na trotuarze
                  Roz艣wietlane s艂oneczkiem co si臋 ich nie brzydzi wcale
                  Wychylaj膮 si臋 zza 艣mietnika obrz臋k艂e,sine twarze
                  Spogl膮daj膮c gdzie zawita艂y,b艂膮dzac po mie艣cie stale

                  Przepi臋knie jest doprawdy gdy nad ranem b贸jka
                  Lub k艂贸tnia ma艂偶e艅ska rozproszy cisz臋 pod blokiem
                  Nie zjawi si臋 na czas policyjna st贸jka
                  A kobieta spa膰 p贸jdzie zn贸w z podbitym okiem

                  Gdzie艣 p臋k艂a wystawa za ceg艂y dobr膮 pomoc膮
                  100 zeta towaru znikn臋艂o w gardle i gorzale
                  Chodzi膰 po mie艣cie niezdrowo nad ranem lub noc膮
                  Napady rabunki i z艂o p臋dza si臋 stale

                  Pijany kierowca co w przystanek trafi艂 rumakiem
                  Zako艅czy艂 blask w oczach ludzi paru nagle
                  Kto艣 skoczy艂 z bloku przepi臋knym szczupakiem
                  Przerywaj膮c pr膮du wisz膮ce w dole kable

                  Nocne 偶ycie zdarzenia co prowadz膮 do rana
                  Nie ka偶dy doczeka co mu dane jest o 艣wicie
                  Jeden si臋 spije inny obudzi w wi臋zieniu
                  A jeszcze kto艣 sko艅czy nagle swoje 偶ycie

                  Ach,mo偶na si臋 zachwyci膰 na 艣mier膰 tym naszym krajem
                  Gdy spojrzy si臋 tak z do艂u na艅 z poziomu gdzie艣 menela
                  Reklamy twierdz膮 przecie偶,on wszak jest naszym rajem
                  I tylko tak czasem,znienacka kurwica ci臋 nag艂a strzela

                  O 艣wicie,gdy nowe budzi si臋 tu 偶ycie
                  Gdzie艣 w 艣wiecie gdzie 艣wity pi臋kniejsze s膮 by膰 mo偶e
                  Ty to prze艣pij i nie 艣nij ju偶 o Madrycie
                  Nigdy tak nie ma,by nie mog艂o by膰 gorzej...


                  THE END


                  ©by leziox










    • teletoobis Po ja przypomne klasyke pt "Byle co" :) 30.11.09, 14:10
      forum.gazeta.pl/forum/w,45,610006,611384,Re_Dlaczego_faceci_zadawalaja_sie_byle_czym_.html




      • leziox Re: Po ja przypomne klasyke pt "Byle co" :) 30.11.09, 15:34
        Hahaha.Stary watek i kultowy,bez niego ciezko by bylo ten tekst
        zrozumiec.Fakt.Tylko ty mi tu nie zasypuj dalszymi linkami powierzchni,bo ja tu
        wstawiam rzeczy wg swojego planu,a potem sie pogubie w swoim archiwum przepastnym.
        • teletoobis Re: Po ja przypomne klasyke pt "Byle co" :) 30.11.09, 15:47
          dobra, dobra, ale ten tekst musialem wkleic smile
          Zreszta nie tylko watek kultowy byl. Nikt tego nie zrozumie, kto w
          owym czasie nie widzial jak Menik podrywa Niunie- Kitka, a ta 17-ka
          poucza wszystkich naokolo smile
          • leziox Re: Ku przestrodze 30.11.09, 20:29
            Moja hardo艣膰 jak opoka
            Jest dla plebsu wszak nieznana
            Na ga艂臋zi wrzeszczy sroka
            Obra偶aj膮c swego pana
            Niech pokrzyczy jeszcze troch臋
            Zaraz dowcip jej przeminie
            Dubelt贸wk臋 wyceluj臋
            I opadnie mi臋dzy 艣winie

            THE END

            copyright by leziox
            • leziox Re: Dla onanist贸w 30.11.09, 20:33
              Trzepa膰 si臋 ka偶dego wola
              Lub bi膰 konia,jak to mot艂och
              M贸wi膰 zwyk艂 przy flaszce w贸dki
              Gdzie poezja wzbudza pop艂och
              Co艣 gdzie艣 szczeka
              Tak daleko,偶e nie wida膰 kundla wcale
              Cicho tam przebrzyd艂y mopsie
              Bo bejsbolem wnet przywal臋

              THE END
              copyright by leziox
              • leziox Re: Nadinterpretacja 30.11.09, 20:47
                A to bylo tak:
                Go艣膰: Katja 26.11.01, 19:20
                Po raz kolejny spotka艂am si臋 z tzw nadinterpretacj膮 u facet贸w. Nie mo偶na
                powiedzie膰 nic neutralnego, bo oni zaraz dopatruj膮 si臋 jakiego艣 drugiego
                dna.Najcz臋艣ciej wszystko jest dla nich r贸wnoznaczne z sytuacj膮, 偶e kobieta na
                pewno na nich leci tylko sama jeszcze o tym nie wie. Panowie - wi臋cej pokory!!!


                I odpowiedz:
                Wcale nieprawda,偶e my facety wszystko nadinterpretujemy.To wy,kobiety,wszystko
                podinterpretujecie.Jak mi si臋 dyma膰 chce i narz膮d mi si臋 pod藕wign膮艂,wy tego nie
                zuwa偶acie niby i zamiast si臋 艂adnie pochocholi膰,ci膮gniecie nas na zakupy,albo na
                ma艂y spacer,coby nam spro艣no艣ci wysz艂y z 艂ba dolnego na powietrzu 艣wie偶ym.
                Jak mnie si臋 browarek chce obali膰,wy macie ochot臋 na wizyt臋 u mamusi,a jak chc臋
                sobie z kolesiami podyngoli膰 a偶 do stanu niewymowno艣ci,to robicie nam
                awantur臋,偶e nie mamy dla was czasu. Kochane Panie!My naprawd臋 nic nie
                nadinterp...tfu,i tak wiadomo,o co biega.Nam si臋 po prostu ci膮gle chce
                ch臋do偶y膰,a wy szukacie ksi膮偶膮t z bajki i w ko艅cu i tak zostajecie zgorzknia艂ymi
                rozw贸dkami,bo ksi膮偶臋 okaza艂 si臋 by艂 takim chamem,偶e i w ba艣niach takiego nie by艂o.
                Je艣li kt贸ra艣 z was zapyta,o co mi w艂a艣ciwie chodzi,to odpowiem tylko:nie
                wiem,ale poch臋do偶y艂bym 藕dziebko,oj,chocia偶 taki kawa艂eczek,bo m贸zg mi si臋
                rozpuszcza z ochoty...

                THE END
                to mozna kopiowac


                • leziox Re: Slowo o mojej kochance 30.11.09, 20:54
                  Kiedy jest dzie艅,nigdy nie ma jej przy mnie.Ona jest taka ulotna,s艂abo widoczna
                  w promieniach s艂o艅ca.Gdy nadchodzi zmierzch,wybiera si臋 do mnie z wizyt膮.Ale nie
                  chce ode mnie nic,nie chce rozmawia膰,nie chce kolacji,chce tylko ze mn膮 spa膰.I
                  cho膰 odwlekam p贸j艣cie do 艂贸偶ka,maj膮c do za艂atwienia setki niewa偶nych
                  spraw,ona cierpliwie na mnie czeka,nie skar偶膮c si臋 ani s艂owem,偶e tak d艂ugo trwa
                  jej oczekiwanie.Nie powie,abym si臋 po艣pieszy艂,nie robi mi wyrzut贸w.Ona ma
                  czas,bo wie,偶e itak do niej przyjd臋.Pr臋dzej czy p贸藕niej b臋d臋 jej jedynym tej
                  nocy.Wiemy to oboje.Bez mo偶liwo艣ci wyboru k艂ad臋 si臋 do 艂贸偶ka.Ona przytula si臋 do
                  mnie,a potem zas艂uchana w moje my艣li,bierze mnie w posiadanie.Przewracamy si臋
                  oboje,kopiemy po艣ciel,zrzucamy ko艂dr臋 z siebie.Kln臋 czasami jej
                  zaborczo艣膰,wyzywam j膮 od ostatnich w chwili zw膮tpienia i pytam,po co sobie mnie
                  wybra艂a.A ona,dyskretnie u艣miechni臋ta,znowu nie m贸wi nic i k艂adzie si臋 na mnie
                  ca艂ym ci臋偶arem,kolejn膮 noc nie daj膮c mi usn膮膰.Wie,偶e jej nie kocham.Czy ona mnie
                  kocha?Mo偶e.Tym swoim przedziwnym uczuciem milcz膮cej kobiety.
                  Bezsenno艣膰,moja najwierniejsza kochanka.
                  • leziox Re: 10 malych wrednych kot贸w 01.12.09, 20:26
                    10 ma艂ych wrednych kot贸w-ko艂ysanka na dobranoc

                    Bardzo wielu ludzi we wszystkich niemal偶e krajach 艣wiata zna wierszyki o 10
                    ma艂ych ma艂pkach,Hindusach,Murzynkach,czy innych uporz膮dkowanych w zbi贸r sztuk
                    10-ciu istot,kt贸re
                    w efekcie i tak wszystkie szlag trafia.O kotach jednak nie s艂yszano chyba do tej
                    pory takiej bajeczki.Chc膮c wi臋c naprawi膰 to oczywiste niedopatrzenie oraz wnie艣膰
                    r贸wnie偶 sw贸j wk艂ad do literatury 艣wiatowej,oczywi艣cie z nadziej膮 zrobienia
                    grubej forsy, przedstawiam poni偶ej wersj臋 o 10 kotach.Podczas wyczynowego picia
                    alkoholu mo偶na wspomniany wierszyk r贸wnie偶 艣piewa膰. Najlepiej wychodzi to pod
                    melodi臋 piosenki zespo艂u „Toten Hosen” pt. „10 kleine Jaegermeister”.Dzieciom na
                    dobranoc 艣piewa si臋 ten utw贸r grubym,obowi膮zkowo zachrypni臋tym g艂osem
                    Maklakiewicza,zwanym te偶 sznapsbarytonem.Dobranoc pa艅stwu.
                    ------------------------------------------------------------------------------
                    10 Ma艂ych wrednych kot贸w


                    10 ma艂ych wrednych kot贸w po 艂膮ce 艂azi艂o
                    Wzi膮艂em 艂膮k臋 podpali艂em ,9 ich ju偶 by艂o

                    9 ma艂ych wrednych kot贸w za mysz膮 gania艂o
                    Mysza wbieg艂a pod autobus,8 ich zosta艂o

                    8 ma艂ych wrednych kot贸w chcia艂o troch臋 mleczka
                    Wla艂em kwasu do miseczki,7 liczba lepsza

                    7 ma艂ych wrednych kot贸w by艂o na spacerze
                    Piorun strzeli艂 w ma艂e stado,6 si臋 tylko zbierze

                    6 wrednych ma艂ych kot贸w w ogrodzie miaucza艂o
                    Granat wrzuci艂 kto艣 przez p艂otek i ju偶 5 zosta艂o

                    5 ma艂ych wrednych kot贸w jecha艂o kolej膮
                    Jeden z okna si臋 wychyli艂 i zaraz go wci臋艂o

                    4 ma艂e wredne koty lamp臋 naprawia艂y
                    Jeden dotkn膮艂 do drucika,tylko 3 zosta艂y

                    3 ma艂e wredne koty obiad przyrz膮dza艂o
                    Butla z gazem im wybuch艂a-jednego wywia艂o

                    2 ma艂e wredne koty pi艂y bimber z 偶alu
                    Nie wiedzia艂y,偶e metanol,jeden si臋 zawali艂

                    Jeden ma艂y wredny kocur zosta艂 sam jak palec
                    Strzeli艂 sobie w 艂eb z rusznicy-nie ma ich ju偶 wcale




                    THE END


                    Copyright by Leziox
                    • leziox Re: 10 malych wrednych kot贸w 05.12.09, 11:00
                      Zzukam tutaj tego o czym jeszcze pami臋tam,mianowicie:
                      -zgubionych lat,co si臋 zdefraudowa艂y stanowczo za szybko
                      -kobiet lekkich no bo po co mi niby ci臋偶kie,kiedy samo 偶ycie takie jest
                      -w艂osk贸w co mo偶na by dolepi膰 na dole,bo na g贸rze ju偶 nie ma wcale ich
                      -towarzystwa i to dobrego,bo ze z艂ym to mo偶na wsz臋dzie trafi膰,a z dobrym jeszcze
                      dalej
                      -sklepu z tani膮 w贸d膮 i niedrogimi prezerwatywami/zastanawiali艣cie si臋 kiedy艣 ile
                      handel na prezerwatywach zarabia?To wi臋ksza kasa ni偶 za narkotyki/
                      -paru groszy 偶eby wreszcie kupi膰 sobie to drobne Audi R8 i je藕dzi膰 po piwo,gdy偶
                      nosi膰 w plecaku niekoniecznie mnie si臋 ju偶 to kce
                      -balang,z kt贸rych urz膮dzania s艂yn臋艂o kiedy艣 Forum a teraz ju偶 nie
                      -romantyzmu potrzebnego podczas zwierz臋cej kopulacji w windzie
                      -taniego ubezpieczenia dla Audi R8
                      -banku co kopsa kredyty na 5 %
                      -erekcji jak w wieku lat 18-tu
                      -18-letnich dziewczyn chorych na gerontofili臋/zboczenie na starsze osoby/
                      -wi臋cej 艣niegu w zimie
                      -mniej 艣niegu na wiosn臋
                      -tego 偶eby Wawka le偶a艂a bli偶ej
                      -taniego biletu na wczasy na Ksi臋偶ycu,gdzie cicho,bo nie dr膮 mordy wredne bachory
                      -ludzkiej 偶yczliwo艣ci,co w ka偶dym 艣mietniku le偶y,ale na codzie艅 si臋 nie pokazuje
                      -braku pychy w politykach,braku biedy w polskich domach
                      -i takiej prostej drogi w 偶yciu,kt贸ra wci膮偶 si臋 jednak kr臋ci i nie jest prosta

                      A marzenia sie sprawdzaja jak czlek chce,tylko z tymi dziewczynami bedzie
                      trudniej co roku...


                      THE END


                      • leziox Re: Zboczeniec 05.12.09, 11:05
                        Zboczeniec

                        Czapka na g艂ow臋 mocno wci艣ni臋ta,
                        Na twarzy wypieki niezdrowe,
                        Po偶膮danie,co j臋zor a偶 na wierzch wywala
                        Budz膮c m臋skie chucie p艂ciowe
                        I co tak si臋 ci膮gle gapisz,zbocze艅cu napalony
                        Na t臋 wystaw臋 w sex-shopie?
                        Lepiej wracaj do 偶ony
                        Ona tam t臋skni za tob膮
                        Z wa艂kiem w 艂apie spoconej
                        Nie ujmie ci臋 czule za ogon
                        Lecz grzmotnie patelni膮 z teflonem
                        Seksu zbocze艅ca 偶ona nie lubi
                        Obowi膮zki swe zaniedbuj膮c bez przerwy
                        Z 艂贸偶ka potrafi wygoni膰 w nocy
                        Szargaj膮c zbocze艅ca nerwy
                        Gdy dupci ju偶 daje,to za co艣 cennego
                        Jak kurwa swe cia艂o sprzedaj膮c
                        To futra na plecy 偶膮da,to koli臋
                        Wszak m膮偶 nie ucieknie-nie zaj膮c

                        I co tak si臋 ci膮gle gapisz maniaku seksualny
                        Na te gumowe dziewczynki?
                        Wlej zimnej wody do wanny

                        Mo偶e to tw贸j temperament ostudzi
                        Rozgrzany jak piec martenowski,
                        Ludzkie uczucia w tobie zbudzi
                        I maniaka porzucisz los gorzki

                        Smutna jest dola zbocze艅ca,
                        Gdy 偶ona mu pupci nie daje
                        Wi臋c w艂贸czy si臋 on pod sex-shopem
                        A narz膮d mu staje i staje

                        Podnieca go wszystko co 艂adne,kobiece
                        Zapaszek,ich wygl膮d wspania艂y
                        Na takie pi臋kno艣ci nie zwa偶a膰,nie patrze膰
                        Tak mog膮 tylko peda艂y

                        Te zdj臋cia jak z raju zrobione prze艣liczne
                        Blondyna nieziemska na pla偶y
                        W ramionach bogini obudzi膰 si臋 chocia偶
                        Tak marzy zboczeniec i marzy

                        I co tak si臋 ci膮gle gapisz,zbocze艅cu seksualny
                        Na te plakaty w sex-shopie?
                        Nie r贸b pod sklepem grandy

                        Nikt tu lito艣ci nie ma
                        Dla typk贸w twego pokroju
                        Je艣li wi臋c nic nie kupujesz
                        Id藕 do cholery, gnoju

                        Nie艂atwo to miejsce opu艣ci膰
                        Zbocze艅ca patrz膮c oczami
                        Dla takich przepi臋knych widok贸w
                        M贸g艂by on tu sta膰 nocami

                        Tu biu艣cik za艣wieci,tam n贸偶ka poka偶e
                        艁adnego biodra zal艣ni kawa艂ek
                        Zn贸w pi臋kna buzia na zdj臋ciu si臋 zjawi
                        Tylko z rozkoszy wci膮偶 szale膰

                        I co tak si臋 ci膮gle gapisz,zbocze艅cu napalony
                        Na t臋 wystaw臋 w sex-shopie?
                        Lepiej wracaj do 偶ony

                        Ona ju偶 z l臋kiem w oczkach,
                        Co ma艂e s膮 jak u 艣wini
                        My艣li,偶e jak nie wr贸cisz,
                        Nie b臋dzie kogo obwini膰

                        O to,偶e 艣wiat jest tak pod艂y
                        I偶 na ni膮 uwagi nie zwraca
                        Cho膰 ona pochodzi od ksi膮偶膮t
                        Ty chcia艂by艣 bez przerwy j膮 maca膰
                        Cho膰 nie 艣pi ju偶 z tob膮 tak d艂ugo
                        Wci膮偶 偶膮da od ciebie prezent贸w
                        Lecz gdy si臋 do niej zabierasz
                        Dostaje wnet cipki skr臋tu
                        I co tak si臋 ci膮gle gapisz,zbocze艅cu napalony
                        Na t臋 wystaw臋 w sex-shopie?
                        Nie chcesz ju偶 wraca膰 do 偶ony?

                        Bo przecie偶 dziewczyn daj膮cych dupci
                        Na 艣wiecie nie brakuje
                        A twoja 偶ona niech sobie
                        Sw膮 cipk臋 dratw膮 sceruje

                        Poduma艂 co艣 sobie zboczeniec,
                        W g艂ow臋 si臋 troch臋 podrapa艂
                        Wyrzuci艂 do 艣mieci czapk臋
                        I nowy wiatr w 偶agle z艂apa艂

                        Przesta艂 si臋 gapi膰 zboczeniec
                        Na dupy,co za szybami
                        Naklad艂 po ryju swej 偶onie
                        I zaj膮艂 si臋 kole偶ankami

                        A ja tu tym pytaniem m臋cz臋 si臋 zara偶ony:
                        -Czy to on jest zboczony,czy nie daj膮ce dupy 偶ony?



                        THE END

                        copyright by Leziox

                        • iwoman Re: Zboczeniec 05.12.09, 11:47
                          偶ony dupy dawaj膮
                          jak fajne ch艂opy maj膮
                          co to nawalony
                          nie przylezie do 偶ony
                          • leziox Re: Zboczeniec 05.12.09, 11:49
                            Nawet nienawalony
                            Dupy nie otrzyma od zony
                            Jak zona znudzona zyciem
                            Chociaz ma przyzwoicie
                            • iwoman Re: Zboczeniec 05.12.09, 11:54
                              jak nie nawalony
                              to co chce od 偶ony?
                              obiad ma podany
                              i piwko polane
                              • marijola1 Re: Zboczeniec 05.12.09, 12:05
                                Mamy nowy duet? smile
                                Twoj zboczeniec tez smutny,a zakonczenie tylko pozornie
                                optymistycznesmile
                                • leziox Re: Zboczeniec 05.12.09, 12:06
                                  Takie samo zakonczenie jak i w zyciu.Ale ciagle cos sie zmienia,a rzeki pelne
                                  sciekow plyna nadal big_grin
                                  • leziox Re: Zboczeniec 05.12.09, 12:07
                                    Sama go zona upije piwkiem
                                    By potem miec na dogrywke
                                    Ze on jest nawalony-i znowu-
                                    Nie bedzie dupci od zony
                                    • iwoman Re: Zboczeniec 05.12.09, 12:15
                                      i w ten spos贸b kr臋ci si臋 ko艂o 偶ycia
                                      trzeba pomy艣le膰 czy seks nie jest gorszy od picia?
                                      • leziox Re: Zboczeniec 05.12.09, 12:48
                                        Seks gorszy nie jest,tylko wymaga nieco wiecej wysilku i inwencji
                                        tworczej.Chlanie w贸dy samo z siebie mniej bo pije sie tylko dla siebie.
                                        • leziox Re: Wiosna 10.12.09, 14:39
                                          WIOSNA

                                          By艂 pocz膮tek wiosny.
                                          Sta艂em sobie na placu Leopolda nie wiedz膮c,co si臋 w powietrzu unosi.W艣r贸d
                                          warkotu aut,pokrzykiwa艅 m艂odzie偶y i aromatu ulicy przed chwil膮 skropionej
                                          marcowym deszczem,polatywa艂a na przezroczystych skrzyde艂kach melodia,wydobywana
                                          z obszernego pud艂a gitary zr臋cznymi palcami kulturalnego cz艂owieka w czerwonej
                                          kurtce.Agresywny ha艂as walczy艂 z delikatnym tchnieniem nut,przekrzykuj膮c je i
                                          chc膮c zmusi膰 do kapitulacji.
                                          A melodia niezmiennie nabiera艂a oddechu,zn贸w b臋d膮c g贸r膮 i usi艂uj膮c wkra艣膰 si臋 do
                                          serc przechodni贸w.
                                          Oni jednak,og艂uszeni codzienno艣ci膮,nie otwierali ci臋偶kich bram wiod膮cych do ich
                                          dusz,lecz p臋dzili dalej,przywaleni 偶yciem
                                          i obowi膮zkami.Tylko jedna para zakochanych zlubo艣ci膮 delektowa艂a si臋 d藕wi臋kiem
                                          wiosny przypominaj膮cym zew s艂onecznej Italii
                                          i u艣miecha艂a si臋 do siebie serdecznie si臋 przytulaj膮c.
                                          I chocia偶 trwa艂o to tylko chwilk臋,rozpi膮艂em p艂aszcz,wpuszczaj膮c gwarliwe stado
                                          nutek do kieszeni,a one z wdzi臋czno艣ci膮 zaj臋艂y tam miejsce,rado艣nie i piskliwie
                                          szwargocz膮c i rozgrzewaj膮c moje sko艂atane serce.
                                          Zaraz potem po艂kn膮艂 mnie jak wieloryb Jonasza obszerny brzuch autobusu,izoluj膮c
                                          szczelnie od muzyki i by艂o to tak,jakbym nagle przesta艂 s艂ysze膰.
                                          Ale moje osobiste nutki by艂y ju偶 ze mn膮 i nie przejmuj膮c si臋 wcale gro藕nymi
                                          pomrukami wielkiego silnika warcz膮cego pod siedzeniem skacz膮 z serca do
                                          g艂owy,rozja艣niaj膮c moje ponuractwo i pomagaj膮 mi kocha膰.



                                          THE END

                                          copyright by leziox



                                          • leziox Re: Przygody w mi茅snym 10.12.09, 14:47
                                            Przygody w polskim mi臋snym,1982.

                                            K艂ap,k艂ap,k艂ap,tak ciemno,偶e a偶 strach
                                            Zn贸w trzeba do mi臋snego mi臋sa kupi膰 jakiego
                                            Tak,tak,tak,偶eberka,albo schab
                                            A jak si臋 nie pofarci,b臋dzie salceson w gar艣ci
                                            K艂ap,k艂ap,k艂ap,tupiemy wszyscy tak
                                            Zimno nas gryzie w dup臋,sp臋dza ludzi na kup臋
                                            殴le,藕le,藕le,czas wolno wlecze si臋
                                            Jeszcze z cztery godziny,nim w sklepie si臋 zmie艣cimy
                                            B艂e,b艂e,b艂e,wci膮偶 z zimna trz臋siesz si臋
                                            I nic tu nie pomo偶e,gdy zimno tak na dworze
                                            Cyk,cyk,cyk,nerwowy 艂upie tik
                                            Tu marzn膮 emeryci,aby kie艂baski chwyci膰
                                            E,e,e,pan tutaj nie sta艂,nie,
                                            Nic nie ma bez kolejki,na nic s膮 pa艅skie wdzi臋ki
                                            W 艂eb,w 艂eb,w 艂eb,jak nie usunie si臋
                                            Won st膮d z paso偶ytami,nie b臋dzie tu sta艂 z nami
                                            H艂e,h艂e,h艂e,sklepowa zbli偶a si臋,
                                            Jeszcze troch臋 na dworzu i mo偶e nam otworz膮
                                            Pik,pik,pik,nerwowy serca rytm
                                            Blisko stoj膮 stuletni,偶eby nas w drzwiach nie zgnietli
                                            Zgrzyt,zgrzyt,zgrzyt,przepi臋kny klucza klik
                                            Ju偶 stoj膮 drzwi otworem,rzuca si臋 bractwo chore
                                            Emeryt,inwalida,laska si臋 w r臋ku przyda
                                            Gdy mnie kto艣 nie uwzgl臋dni,po g艂owie wnet zab臋bni
                                            Wszystko biedne i s艂abe,za to w kolejce 偶wawe
                                            Trwa w drzwiach walka na pi臋艣ci,sterany szkielet chrz臋艣ci
                                            Wcisn臋li my si臋 wszyscy,marzenie wnet si臋 zi艣ci
                                            Nie trzeba ju偶 marudzi膰,warto si臋 by艂o trudzi膰
                                            Ha,ha,ha,mi臋siwa sprzeda偶 trwa
                                            Przywie藕li te偶 kaszank臋 i inn膮 w膮trobiank臋
                                            Nie,nie,nie,za bardzo nie ciesz si臋
                                            Daleko jeszcze kasa,daleko i kie艂basa
                                            K艂ap,k艂ap,k艂ap,w kolejce stoi drab
                                            Zabierze serdelow膮,zostawi ryja z g艂ow膮
                                            Uh,uh,uh,zwyczajnej nie ma ju偶
                                            I nie zosta艂o szynki,z w臋dlinki tylko 艣cinki
                                            K艂ap,k艂ap,k艂ap,zn贸w ko艣ci,偶aden schab
                                            A boczku nie dowie藕li,偶eby wnet za to scze藕li
                                            Chap,chap,chap,kaszank臋 szybko 艂ap,
                                            I dokup kilo ko艣ci,niech 偶ona si臋 nie z艂o艣ci
                                            C贸偶,c贸偶,c贸偶,to po zakupach ju偶
                                            Do tylu godzin stania czlowieka g艂贸d pogania
                                            Hej,hej,hej,do domu teraz grzej
                                            I nie my艣l dzi艣 o mi臋sku,znowu ponios艂e艣 kl臋sk臋
                                            K艂ap,k艂ap,k艂ap,tupiemy sobie tak
                                            Coraz nas wi臋cej tupie,gdy tak stoimy w grupie
                                            K艂ap,k艂ap,k艂ap,komun臋 trafi szlag
                                            Gdy to si臋 nam wywr贸ci,do sklep贸w mi臋sko wr贸ci.

                                            THE END

                                            copyright by leziox

                                            • leziox Re: Polski turysta 10.12.09, 14:58
                                              Tak jak to drzewiej bywalo...

                                              Turysta,czyli epopeja o twardzielach

                                              Polski turysta.W krwi kr膮偶y "Czysta"
                                              Jedzie spokojnie pracowa膰 znojnie
                                              Torby,torebki,brak pi膮tej klepki
                                              Tyle baga偶u,padnie od razu
                                              Tutaj krysztalik,tam jaki艣 szalik,
                                              Pi臋膰 kilo szynki,troch臋 w臋dlinki
                                              Ci臋偶aru dodaje osiemset jajek
                                              Niemcy 偶y膰 musz膮 ze swoj膮 tusz膮
                                              Sztangi Marlboro te偶 wa偶膮 sporo,
                                              Schowane w 艣cianie przy wody kranie
                                              Czekaj膮 cicho,a偶 przyjdzie Zdzicho
                                              Tu偶 za granic膮,je艣li nie chwyc膮
                                              W torb臋 do艂o偶y艂 troch臋 w臋gorzy
                                              W Berlinie kupi膮 za mark臋 g艂upi膮
                                              Mas艂o ch艂odnicze sprzedam,tak licz臋
                                              Za par臋 szyling贸w dla pana w smokingu
                                              Wagony p臋dz膮,艂a艅cuszki sw臋dz膮
                                              Banda偶 fest trzyma,nic si臋 nie wzdyma
                                              Z wierzchu nie wida膰,to mo偶e si臋 przyda膰
                                              Gdy celnik wpadnie,nic nie ukradnie
                                              Liczyd艂o w g艂owie ci膮gle gotowe
                                              Rachuje bez przerwy,a偶 kopc膮 si臋 nerwy
                                              To si臋 op艂aca,cho膰 ci臋偶ka praca
                                              Wszystko dla ludzi,nic si臋 nie nudzi
                                              Poc膮 si臋 wszyscy,wielcy i niscy
                                              Ka偶dy ma stracha,wi臋c pije kwacha
                                              Ju偶 niedaleko,rozlu藕ni膰 si臋 deko
                                              Twarz pokerzysty,jam grzeczny i czysty
                                              Hamulce zgrzytaj膮,wagony staj膮
                                              Cisza doko艂a,nikt tu nie wo艂a
                                              To jest granica,ju偶 celnik bandyta
                                              Polaka namierzy艂 i ca艂y si臋 zje偶y艂
                                              Spojrzenie w艣ciek艂e,omal nie beknie,
                                              Twarz z艂a,spocona,ledwo nie skona
                                              Dziesi膮tki baga偶y i ka偶dy co艣 wa偶y
                                              Gdzie mo偶e by膰 z艂oto,wci膮偶 pyta o to
                                              Wywraca,grzebie,o艣miesza siebie
                                              Szuka dolar贸w,forint贸w,mar贸w,
                                              To nie zabawa,lecz jasna sprawa,
                                              Gdy Polak chowa艂,dobrze do艂owa艂
                                              Poszed艂 nareszcie,diabli go bierzcie
                                              Nie znalaz艂 niczego,wi臋c ciesz si臋 kolego
                                              Cho膰 dupa w szwach p臋ka,偶aden nie kw臋ka,
                                              Jak trzeba b臋dzie,to wi臋cej wejdzie
                                              W Pradze 艂apali,sprzeda膰 nie dali
                                              Towar zabrali i nakopali
                                              Jak B贸g pomo偶e,nie b臋dzie gorzej
                                              Zmieni臋 ikony wnet na korony
                                              Czesi p臋dzali,na dworcu stali
                                              Byli na rynku,sk膮d ci膮gle gnali
                                              Precz z Polakami,co nie s膮 z nami
                                              Goni膰 z艂odziei,to nam si臋 zmieni
                                              Budapeszt wita,o lisy pyta
                                              Kilo forint贸w,w贸deczka z gwintu
                                              Dalej rodacy,ostro do pracy
                                              Wszystko zabierzcie,oddam po dwie艣cie
                                              Sklepik odwiedzi艂,zjad艂 troch臋 艣ledzi
                                              Na nic innego nie sta膰 biednego
                                              Pospa艂 pod mostem,to tanim kosztem
                                              Rano bazarek i tysi膮c marek
                                              Czardasza graj膮,Palink臋 daj膮
                                              Na wzg贸rzu Gellerta cz艂ek pijany si臋 p臋ta
                                              Uprzejmie i mi艂o nam si臋 tu po偶y艂o
                                              Dalej trza jecha膰,z podr贸偶膮 nie zwleka膰
                                              Wiede艅 za progiem,nie b膮d藕 na艂ogiem
                                              Niech tamten pije,bo ledwo 偶yje
                                              Dziwk臋 zahaczy艂 i si臋 odznaczy艂
                                              Troch臋 leczenia,ju偶 ki艂y nie ma
                                              W Niemczech ostro偶nie,bo bywa gro藕nie
                                              Policja chwyta,o wszystko pyta
                                              Charakter w nogach,gdy widzisz wroga
                                              By si臋 nachapa膰,nie daj si臋 z艂apa膰
                                              Strauss nam przygrywa,pracy ubywa
                                              L偶ej jest na duszy,krzy偶 si臋 nie kruszy
                                              Portfel ju偶 gruby,ci臋偶ki jak 艣ruby
                                              Tak na przemycie up艂ywa 偶ycie
                                              Walut臋 w dolar zamie艅 i schowaj
                                              Wracaj do domu,nic nie m贸w nikomu
                                              Tu 偶ona czeka na swego cz艂owieka
                                              Wr贸ci艂 bez wpadki,ciesz膮 si臋 dziatki.


                                              EPILOG:
                                              „Dwie rzeczy s膮 na 艣wiecie niezniszczalne-d偶uma i polski turysta”.
                                              S艂owa rosyjskiego celnika wypowiedziane na granicy ko艂o Sejn
                                              w woj.warmi艅sko-mazurskim w 1988 roku.


                                              THE END

                                              copyright by leziox



                                              • leziox Re:I,robot 13.12.09, 16:04
                                                Ja jestem robotem,metal twoja ma膰
                                                Stalowa rodzina,wprost wci膮偶 trzeba sta膰
                                                Miast m贸zgu maszyna,miast serca trybiki
                                                I duszy tu nie ma a tylko s膮 styki

                                                Na zimno rachuj臋,tak trzeba i ju偶
                                                Jak kogo pokrzywdz臋,na dyska to z艂贸偶
                                                Wszak nie by艂 czyszczony od wiek贸w od lat
                                                Rodziny robociej to kwiat

                                                Nie kocham nikogo,nikt nie kocha mnie
                                                Mechanika nasza wci膮偶 tak toczy si臋
                                                Bez serc i bez ducha normalny to stan
                                                Cho膰 偶ywy艣 to z 偶ycia masz ban

                                                I cho膰by kto艣 kiedy艣 zapyta艂by tak
                                                Wi臋c po co 偶yjecie,roboty,wy tak
                                                Nie by艂o wiadomo co odrzec mu by
                                                Robocie zakute my 艂by

                                                Wszak jestem robotem,metal moja ma膰
                                                Zawsze mnie uczono-tak prosto mam sta膰
                                                I uczu膰 nie uka偶,nie daj poczu膰,偶e
                                                呕e kto艣 mo偶e te偶 lubi膰 ci臋

                                                Ja jestem robotem,metal twoja ma膰
                                                I wcale ju偶 nie chc臋 wci膮偶 prosto ja sta膰
                                                Niech wpadn臋 roboci膮 ja mord膮 wprost w rdz臋
                                                Ja kocha膰 i lubi膰 te偶 chc臋!

                                                Co z tego 偶e p艂yta mnie nie chce zrozumie膰
                                                I dysk wci膮偶 si臋 pyta-no po co tak szumie膰?
                                                Ja czuj臋 偶e stal m膮 ju偶 z偶era co艣 tak
                                                Roboci ja mo偶e jest wrak?

                                                Bez uczu膰 bez pyta艅 co pi臋kne gdzie艣 tam
                                                Resetu ma trwoga jest tu bez dw贸ch zda艅
                                                Wszak matka ma by艂a cz艂owiekiem i ju偶
                                                A ojcem na budowie str贸偶

                                                Wi臋c czemu ja robot,bez uczu膰 i drga艅
                                                Cho膰 nikt ju偶 nie powie-bez ruchu tak sta艅
                                                Nie zmieni臋 fizyki i serca ja wszak
                                                Roboci czy ludzki ja wrak?

                                                Zrozumie膰,pokocha膰,tak ludzko to brzmi
                                                I chcia艂bym ja mo偶e,lecz w 艣rodku wci膮偶 膰mi
                                                -B膮d藕 synku jak robot,bez uczu膰,jak dra艅
                                                Nie z艂ap si臋 na lepik ty pa艅

                                                Ja jestem robotem,cz艂owiecza ma ma膰
                                                I nikt mnie nie powie,gdzie musz臋 ja sta膰
                                                Lecz powiedz kobieto,dziewczyno tak mi
                                                Kto zwr贸ci mi ludzkie me dni?

                                                THE END

                                                ©by leziox
                                                • leziox Re:Przyrodzie chwala 18.12.09, 20:09
                                                  Przyrodzie chwa艂a

                                                  Chronimy przyrod臋,ptaszki,czyst膮 wod臋
                                                  Dbamy o powietrze i o wiele jeszcze
                                                  Tym si臋 te偶 chwalimy,chocia偶 w czasie zimy
                                                  Tak sypiemy sol膮,偶e a偶 oczy bol膮

                                                  Dzieciom swym gadamy,偶e wci膮偶 ochraniamy
                                                  Rybki i kaczuszki i na wierzbie gruszki
                                                  Z drugiej strony p艂ota lufa kulomiota
                                                  S膮siad trzebi sarny,by nic nie wy偶ar艂y

                                                  Bardzo my porz膮dni i strasznie rozs膮dni
                                                  Wali dym z komina,krew si臋 w 偶y艂ach 艣cina
                                                  Komu to przeszkadza,偶e si臋 nas zakadza
                                                  Wszyscy kopc膮 wko艂o,czuj膮 si臋 weso艂o

                                                  Filtry na kominie staj膮 po godzinie
                                                  Tyle truty zjad艂y,偶e od razu pad艂y
                                                  Wi臋c je wy艂膮czyli dyrektorzy mili
                                                  Siark膮 wko艂o jebie,sadza mknie po niebie

                                                  Ale m贸wi膮 wsz臋dzie-kochamy 艂ab臋dzie
                                                  I inne zwierz臋ta,to co tu si臋 p臋ta
                                                  Po co oczyszczalnie,to brzmi tak banalnie
                                                  Na to forsy szkoda,m贸wi膮 do naroda
                                                  Czasem co艣 zbuduj膮,tam gdzie mocno truj膮
                                                  Lecz to nie pomaga,w gard艂o gryzie zgaga
                                                  Ci膮g艂a gra pozor贸w naszych dyrektor贸w
                                                  Zysk jest najwa偶niejszy,ka偶dy z nich tak kw臋czy
                                                  P艂yn膮 艣cieki p艂yn膮 wi艣lan膮 dolin膮
                                                  Niby oczyszczane,a wszystko zasrane
                                                  Wis艂o polska rzeko,艣mierdzisz jakby deko
                                                  Nie wrzucaj kamienia-pry艣nie-twarzy nie ma

                                                  Brzegi wci膮偶 podgryza kwas co w wodzie p艂ywa
                                                  A ci臋偶kie metale niesie woda dalej
                                                  O艂贸w,rt臋膰,fosfory oraz inne zmory
                                                  Z膮bki szczerz膮 w wodzie,nie k膮p si臋 narodzie

                                                  Ci co nie s艂uchali,chorob臋 z艂apali
                                                  Lub si臋 rozpu艣cili gdy si臋 zanurzyli
                                                  A fale pluskaj膮,mi艂y odg艂os daj膮
                                                  Ty si臋 nie daj zwabi膰,chemia mo偶e zabi膰

                                                  Zysk si臋 tylko liczy,du偶a 艣winia kwiczy
                                                  Nie szkodzi nikomu,mi臋sko b臋dzie w domu
                                                  Mo偶e nie umrzemy,gdy t膮 艣wink臋 zjemy,
                                                  Mniejsz膮 porcj臋 wezm臋,to mo偶e nie sczezn臋

                                                  Gdy rady nie damy,艣wini臋 odsprzedamy
                                                  Ci臋偶ka jest i gruba,to hormon贸w 艣ruba
                                                  Co艣my jej sypali,nie b臋dziem si臋 chwali膰
                                                  Szybko nam uros艂a,wi臋ksza jest od os艂a

                                                  W powietrzu co艣 艣mierdzi,powonienie mierzi
                                                  Huta tkwi w pobli偶u,nie chod藕 tu w negli偶u
                                                  Siarka i jej tlenki zniszcz膮 twoje wdzi臋ki
                                                  Spada arsen z g贸ry,niedobrze dla sk贸ry

                                                  Ziemia te偶 zatruta tam,gdzie stoi huta
                                                  Nic tutaj nie ro艣nie nawet na przedwio艣nie
                                                  Cjanki,ropa,smary,prawie nie do wiary
                                                  Zabrak艂o kontroli,nikogo nie boli

                                                  Rosn膮 艣mieci fury niemal a偶 pod chmury
                                                  Spalarni nie trzeba,koszty blisko nieba
                                                  Wywal do s膮siada,tam wszystko si臋 sk艂ada
                                                  Czy wasze,czy moje,wci膮偶 na brudzie stoj臋

                                                  Gna tankowiec z rop膮,fale w bok go kopi膮
                                                  Spokojna za艂oga,brak na morzu wroga
                                                  Pij膮 sobie troszk臋,bo ich 偶ycie gorzkie
                                                  Nie patrz膮 przed siebie,w my艣lach w si贸dmym niebie

                                                  Kapitan podpity 偶膮da okowity
                                                  Prze tankowiec dalej,rozcinaj膮c fale
                                                  Rafa si臋 znalaz艂a,przez dno w statek wlaz艂a
                                                  Wypu艣ci艂a rop臋 w morskie piaski z艂ote

                                                  Wok贸艂 艣mierdzi,cuchnie,mo偶e i wybuchnie
                                                  Woda jest zatruta,niepotrzebna huta
                                                  Wszystko wyzdycha艂o,偶adnych szans nie mia艂o
                                                  Na przepi臋knej pla偶y ropa ptaki pra偶y

                                                  Par臋 krok贸w z pla偶y,mo偶e si臋 przydarzy膰
                                                  Zobaczysz co艣 nowe,mocno atomowe,
                                                  Stoi elektrownia,uran daje ognia
                                                  Pr膮dek z reaktora skacze po zaworach

                                                  Wszystko bardzo czyste,niemal przezroczyste
                                                  Tylko ekologia jest tutaj jak zbrodnia
                                                  Przeciw protestujesz-wyrok otrzymujesz
                                                  Zdrowa atom贸wka,uran i par贸wka

                                                  A 偶e si臋 艣wiecimy noc膮,gdy chodzimy
                                                  To jest nasza wina,atom nie przyczyna
                                                  Pewnie wci膮偶 pijemy,w贸d臋 w pysk lejemy
                                                  Mi艂a elektrownia,atom i gazownia

                                                  Uran nie zaszkodzi,niech si臋 ciesz膮 m艂odzi
                                                  B臋d膮 mieli prac臋,m贸wi艂 jaki艣 facet
                                                  Nie doda艂 niestety,偶e nasze kobiety
                                                  Dzieci nie urodz膮,lub mutant贸w sp艂odz膮

                                                  Odpady z przerobu zatopione w morzu
                                                  Wyp艂yn膮 w s眉d-we艣cie za lat jakich艣 dwie艣cie
                                                  W taki prosty spos贸b b臋dzie ma艂o os贸b
                                                  Przeludnienie zniknie,bo co drugi fiknie

                                                  Klimat si臋 ociepla,zima gdzie艣 uciek艂a
                                                  Ozonowa dziura gorsza jest od szczura
                                                  Ci膮gle forsy nie ma,to nie do zniesienia
                                                  By 艣wiat uratowa膰-trzeba dolarowa膰

                                                  Wszyscy maj膮 w dupie,偶e 偶yj膮 na kupie
                                                  Auta stale smrodz膮,dzieci si臋 nie rodz膮
                                                  艢pi膮czki,poronienia,populacja z cienia
                                                  Wie to tylko baba,kiedy ci膮偶a s艂aba
                                                  Nasze w艂asne dzieci padn膮 wnet od 艣mieci
                                                  Podusz膮 si臋 w dymie,co z komin贸w p艂ynie
                                                  Przeklina膰 nas b臋d膮 przysz艂e wieki z werw膮
                                                  Jak nie zm膮drzejemy,wszystko zabijemy
                                                  Stany Zjednoczone m膮dre,jak to one
                                                  Nie chc膮 ogranicza膰,niech zionie fabryka
                                                  Durne t艂umaczenia,kto艣 szuka jelenia
                                                  Powietrze nam truj膮 i si臋 dobrze czuj膮

                                                  Paskudne choroby,bakterie,mikroby
                                                  Dopadaj膮 ludzi,czy grubi czy chudzi
                                                  Wojna niepotrzebna,by cholera jeb艂a
                                                  Ca艂y nar贸d ziemski,m臋ski oraz 偶enski

                                                  Wci膮偶 nadchodz膮 nowe kl臋ski 偶ywio艂owe
                                                  Powodzie,tornada,trz臋sienie si臋 skrada
                                                  Obsuni臋cie ziemi miasto g艂upio zmieni
                                                  Gdy cyklon si臋 zjawi,wnet widok poprawi

                                                  Topi膮 si臋 lodowce,zalewaj膮c owce
                                                  Wymieraj膮 lasy,gdzie jecha膰 na wczasy
                                                  Coraz wi臋cej piachu,mniej przyrody krasu
                                                  Nasza pi臋kna Ziemia w pusty Mars si臋 zmienia

                                                  Nikt nie my艣li o tym,co si臋 stanie potem
                                                  Ka偶dy to olewa,usychaj膮 drzewa
                                                  Co 偶remy na codzie艅 nikt tego nie powie
                                                  Chemia na talerzu,m贸dl si臋 nasz papie偶u

                                                  Tkwi w ziemi trucizna,ka偶dy wszak to przyzna
                                                  I偶 w sa艂acie o艂贸w zabi膰 mo偶e wo艂u
                                                  Warzywka zielone truj膮 jak szalone
                                                  Cho膰 wolno katrupi膮,kogo艣 zawsze z艂upi膮

                                                  Ile poci膮gniemy,sami my nie wiemy
                                                  W gwiazdach napisane ile nam jest dane
                                                  Wsz臋dzie jest trucizna,truj膮ca ojczyzna
                                                  Jemy i pijemy a偶 si臋 zabijemy
                                                  Zawsze co艣 wa偶niejsze i po偶yteczniejsze
                                                  Ni偶 dobro przyrody,cho膰 ju偶 braknie wody
                                                  Ta co pozosta艂a,zabrudzona ca艂a
                                                  Lecz jako艣 to b臋dzie-tak gadaj膮 wsz臋dzie

                                                  Kiedy nas nie by艂o,samo si臋 czy艣ci艂o
                                                  Lasy i jeziora,wszystko dooko艂a
                                                  My艣my to zniszczyli,w 艣mietnik zamienili
                                                  Kiedy nas ub臋dzie,czysto znowu b臋dzie

                                                  Pieni膮dz nie pomo偶e,jak si臋 zrobi gorzej
                                                  Wymr膮 milionerzy,bogaci i sknerzy
                                                  Szlag trafi 艣wiat ca艂y,marki i dolary
                                                  Kto przyrod臋 jebie,odnajdzie si臋 w niebie.

                                                  W niebie albo w piekle,ale ka偶dy beknie
                                                  Zem艣ci si臋 przyroda i nie b臋dzie szkoda
                                                  Durnych polityk贸w,艣ciek贸w i fabryk贸w
                                                  Tylko zwyk艂ych ludzi przera偶enie zbudzi

                                                  Za pieni膮dze z banku nie kupisz,m贸j Janku
                                                  Tlenu,czystej wody,nie kupisz przyrody
                                                  Jak si臋 wszystko rypnie,艣wiat nasz si臋 nam sypnie
                                                  Nawet „A” nie powiesz,jak si臋 znajdziesz w grobie

                                                  Najbogatsi jeszcze po偶yj膮 troszeczk臋
                                                  W swoich bunkrach,schronach i innych kokonach
                                                  Tam zdechn膮 jak szczury,z g艂odu i tortury
                                                  呕e oni ostatni schodz膮 z Ziemi matki

                                                  Wynie艣膰 nie ma gdzie si臋,偶yjemy tu przecie偶
                                                  Nasza Ziemia cudna,chocia偶 nadal brudna
                                                  Ufo nie przyleci zabra膰 naszych 艣mieci
                                                  Jak nie posprz膮tamy,jutro koniec mamy

                                                  Jeszcze czas pozosta艂,by si臋 cz艂owiek osta艂
                                                  Zr贸bmy co艣 dla siebie,zasad藕my po drzewie
                                                  Odtrujmy 艣wiat ca艂y,偶eby dzieci mia艂y
                                                  Czyst膮 wod臋,niebo i kwiatka ma艂ego

                                                  THE END
                                                  copyright by Leziox




                                                  • leziox Re:Poradnik nr:1-PKP 18.12.09, 20:12
                                                    Jak prze偶y膰?
                                                    PORADNIK NR.1:W jaki spos贸b nale偶y korzysta膰
                                                    z us艂ug PKP,je艣li si臋 ju偶 musi?

                                                    Wiele os贸b bardzo cz臋sto natrafia w rozmaitych 偶yciowych sytuacjach na
                                                    pytania,na kt贸re wcale nie jest 艂atwo znale藕膰 odpowied藕,a czasami ze wzgl臋du na
                                                    po艣piech jest to wr臋cz niemo偶liwe.Dla takich to biednych i zagubionych w
                                                    dzisiejszym materialnym 艣wiecie ludzi opracowali艣my zestaw poradnik贸w pod
                                                    wsp贸lnym tytu艂em:”Jak prze偶y膰?”Poradniki te maj膮 wskaza膰 w艂a艣ciw膮 drog臋,oraz
                                                    spos贸b post臋powania w najr贸偶niejszych sytuacjach.Nasz cykl poradnik贸w b臋dzie si臋
                                                    ci膮gn膮艂 w niesko艅czono艣膰,bo przecie偶 i nasza redakcja musi z czego艣 偶y膰,a poza
                                                    tym istnieje niesko艅czona ilo艣膰 wariant贸w i sytuacji,kt贸re mog膮 nas po prostu
                                                    przerosn膮膰.Dzisiaj poradnika cz臋艣膰 pierwsza, w kt贸rej wyja艣niamy,w jaki spos贸b
                                                    nale偶y podr贸偶owa膰 wspania艂ymi poci膮gami naszej starej,szacownej i poczciwej
                                                    PKP,aby w og贸le dotrze膰 do celu.
                                                    XXXXX
                                                    1.Kiedy w naszym znajomym banku uda艂o nam si臋 wreszcie otrzyma膰 kredyt pod
                                                    zastaw maj膮tku na zakup jak zwykle tanich bilet贸w kolejowych,po po偶egnaniu si臋 z
                                                    rodzin膮 i wskazaniu 偶onie,gdzie znajduje si臋 nasza polisa ubezpieczenia na
                                                    偶ycie, udajemy si臋 w stron臋 dworca,aby tam rozpocz膮膰 pierwszy etap naszej
                                                    podr贸偶y,dok膮dkolwiek by ona nie prowadzi艂a.
                                                    2.W podr贸偶 nie nale偶y zabiera膰 jakiegokolwiek baga偶u,poniewa偶
                                                    z du偶膮 doz膮 dok艂adno艣ci mo偶na przewidzie膰,偶e zostanie on nam zagubiony przez
                                                    roztargnionych baga偶owych rozgrzewaj膮cych si臋 nieustannie
                                                    samogonem,ukradziony,czy zrabowany przez elementy z marginesu spo艂ecznego,czyli
                                                    w艂贸cz臋g贸w,oszust贸w, hochsztapler贸w,bandzior贸w,w臋drownych muzyk贸w,sutener贸w,
                                                    kierowc贸w mafii lub innych ci臋偶ko pracuj膮cych r贸wnie偶 na dworcach pan贸w
                                                    3.Przed rozpocz臋ciem podr贸偶y nale偶y si臋 upewni膰,czy dworzec,
                                                    z kt贸rego mamy odjecha膰 stoi jeszcze na miejscu i nie zosta艂
                                                    w nocy ukradziony wraz z przydworcowym postojem taxi,hal膮
                                                    odjazdow膮,kasami,przej艣ciem podziemnym,peronami,sieci膮
                                                    trakcyjn膮,zwrotnicami,wagonami,szaletem dworcowym,g贸rk膮
                                                    rozrz膮dow膮,szynami,warsztatami naprawczymi,lokomotywami, barem
                                                    piwnym,posterunkiem S艂u偶by Ochrony Kolei,poradni膮 dla narkoman贸w i
                                                    alkoholik贸w,oraz maszynist膮,sympatycznym panem Czesiem
                                                    3.Je偶eli dworzec tylko przez zupe艂ny przypadek,lub przeoczenie z艂odziei tkwi
                                                    jeszcze na swoim miejscu,to w 偶adnym wypadku nie kierujemy si臋 w stron臋 kas
                                                    biletowych,aby tam zakupi膰 nasz upragniony bilet.Po pierwsze,mo偶emy tam zosta膰
                                                    okradzeni przez nieznanych osobnik贸w,a kasjerka akurat ma nieczynny telefon
                                                    i nie powiadomi przepracowanej policji.Po drugie,ju偶 w trakcie podr贸偶y mo偶emy u
                                                    skorumpowanego konduktora zam贸wi膰 bilet
                                                    i otrzyma膰 kartonik zg艂oszenia braku biletu.Tu偶 przed stacj膮 docelow膮,gdy
                                                    konduktor zjawi si臋 u nas powt贸rnie w celu skasowania szmalu,mamy do wyboru
                                                    zap艂acenie ca艂ej ceny biletu,
                                                    z czego oczywi艣cie nie mamy nic,ani te偶 konduktor,albo zap艂acenie konduktorowi
                                                    p贸艂 ceny biletu bez pokwitowania i obaj b臋dziemy zadowoleni,a za reszt臋 mo偶emy
                                                    przecie偶 p贸j艣膰 na piwo,do agencji towarzyskiej,albo do weso艂ego miasteczka,by
                                                    poje藕dzi膰 na karuzeli
                                                    4.Wcze艣niejsza rezerwacja miejsca i wykupienie miejsc贸wki wbrew pozorom nie
                                                    gwarantuje nam jeszcze,偶e z pewno艣ci膮 b臋dziemy mogli zaj膮膰 miejsce,kt贸re
                                                    przynajmniej teoretycznie nam si臋 nale偶y.Albowiem zdarzy膰 si臋 mo偶e,偶e nasze
                                                    miejsce okupowane jest ju偶 przez 5 obywateli pochodzenia rumu艅skiego,
                                                    zwiedzaj膮cych akurat nasz pi臋kny kraj,kt贸rzy wprawdzie nie rozumiej膮 po
                                                    polsku,ale posiadaj膮 za to no偶e spr臋偶ynowe,lub przez hindusk膮 30-osobow膮
                                                    rodzin臋,kt贸ra zakrzyczy nas bez pardonu,a drobne 160 decybeli przez nich
                                                    wydawane 艣ni膰 nam si臋 b臋dzie jeszcze po 3-ch miesi膮cach.Z braku Rumun贸w,czy
                                                    Hindus贸w nie nale偶y si臋 te偶 przedwcze艣nie cieszy膰,bo zamiast nich znajdowa膰 si臋
                                                    mo偶e na naszym siedzeniu polski,pijany,
                                                    2-metrowy drab,kt贸ry 膰wiczy codziennie 12 godzin na si艂owni,jest zatrudniony w
                                                    gro藕nej grupie przest臋pczej i akurat nie ma ochoty na dyskusje z nami,bo jest
                                                    deko zm臋czony po niedawnym pobiciu konduktora,kierownika poci膮gu i o艣miu
                                                    pasa偶er贸w chc膮cych go uspokoi膰.Mo偶emy te偶 naturalnie mie膰 szcz臋艣cie i nie zasta膰
                                                    na naszym miejscu nikogo,tylko 偶e niespodziewanie wychodzi na jaw,i偶 nasza
                                                    miejsc贸wka wa偶na jest w poci膮gu znajduj膮cym si臋 aktualnie na trasie pomi臋dzy
                                                    Barcelon膮 i Pary偶em,a nie mi臋dzy Bia艂ymstokiem i Gda艅skiem
                                                    5.W napoje alkoholowe s艂u偶膮ce do umilania podr贸偶y nale偶y zaopatrywa膰 si臋
                                                    odpowiednio wcze艣niej,poniewa偶 PKP nie gwarantuje,偶e ka偶dy bufetowy w wagonie
                                                    Warsu prowadzi spekulacyjny handel w贸dk膮.UWAGA wszyscy smakosze pij膮cy w贸dk臋 pod
                                                    jak膮kolwiek postaci膮!!!Prosimy,aby艣cie nigdy i pod
                                                    偶adnym pozorem nie spo偶ywali p艂yn贸w wyskokowych
                                                    w wagonowej toalecie,gdy偶 mieszanka aromatu klozetowego
                                                    w po艂膮czeniu z w贸dk膮 produkcji krajowej dzia艂a jak gaz bojowy wyprodukowany
                                                    przez Saddama Husseina i mo偶e was zabi膰
                                                    w ci膮gu kilkunastu sekund
                                                    6.Metalowa r膮czka pomalowana na czerwono i wisz膮ca na korytarzu nie jest
                                                    uchwytem do trzymania si臋,ani do spuszczania wody w toalecie,tylko hamulcem
                                                    bezpiecze艅stwa.Wieszanie si臋 na niej,lub jakiekolwiek inne nadu偶ywanie
                                                    powy偶szego jest karane przez konduktora w spos贸b przez niego dowolnie wybrany,
                                                    r臋koczyn贸w oraz wyrzucenia na pysk z poci膮gu i to niekoniecznie na stacji nie
                                                    wy艂膮czaj膮c
                                                    7.Je偶eli poci膮g ma niezaplanowany,4-godzinny,lub d艂u偶szy post贸j,mo偶e to
                                                    oznacza膰,偶e chocia偶 tego nie zauwa偶yli艣my,ale
                                                    w wyniku katastrofy le偶ymy na oddziale intensywnej terapii
                                                    w szpitalu,albo maszyni艣cie sko艅czy艂a si臋 w艂a艣nie w贸dka i w tej chwili szuka on
                                                    jej po okolicy,lub odwiedza rodzin臋,mieszkaj膮c膮 akurat w mijanym mie艣cie.Mo偶e
                                                    si臋 te偶 zdarzy膰,偶e post贸j potrwa jeszcze d艂u偶ej,bo maszynista trafi艂 na
                                                    niespodziewany 艣lub c贸rki, kt贸rej trzeba by艂o wyprawi膰 nagle wesele ze wzgl臋du
                                                    na jej nieoczekiwane zaj艣cie w ci膮偶臋 i konieczno艣膰 unikni臋cia skandalu
                                                    8.Kiedy nasz poci膮g wjecha艂 na stacj臋 docelow膮 20 godzin za p贸藕no,to nie wpadamy
                                                    w sza艂 i nie gryziemy wsp贸艂pasa偶er贸w
                                                    w krta艅 i aorty szyjne,tylko cieszymy si臋 z dojechania na miejsce,bo s膮
                                                    poci膮gi,kt贸re ju偶 kilka lat temu zagin臋艂y na trasie
                                                    i do dzisiaj nikt o nich ju偶 wi臋cej nie s艂ysza艂
                                                    9.Pami臋tajmy o tym,aby podczas niespodziewanego napadu torsji wynik艂ych z picia
                                                    z gwinta ciep艂ej w贸dy wymiotowa膰 przez okno dopiero po jego otwarciu
                                                    10.Podczas jazdy na buforach trzymamy si臋 uchwyt贸w
                                                    11.Twierdzenie,偶e czasami mo偶na spotka膰 w poci膮gu pijanego konduktora,jest
                                                    nie艣cis艂e i nieprawdziwe.呕aden konduktor nie zatacza si臋 bynajmniej od tego,偶e z
                                                    kierownikiem poci膮gu wypi艂 za du偶o alkoholu,tylko dlatego,偶e poci膮giem rzuca na
                                                    rozjazdach nie remontowanych z braku funduszy od czas贸w pierwszej wojny
                                                    艣wiatowej z 1914 roku
                                                    12.Je偶eli konduktor bije nas w mord臋,kopie,lub u偶ywa innych 艣rodk贸w przymusu
                                                    bezpo艣redniego,oznacza to,偶e ma na pewno racj臋 i to my pope艂nili艣my jaki艣
                                                    niewybaczalny b艂膮d,a konduktor jako urz臋dnik pa艅stwowy ma racj臋 i prawo nas ukara膰
                                                    13.Gdy widzimy,偶e nasza stacja,na kt贸rej mieli艣my wysi膮艣膰,
                                                    w szale艅czym p臋dzie przelatuje za oknami wagonu,bo nasz poci膮g
                                                    przez niedopatrzenie p贸艂艣lepego maszynisty nie zatrzyma艂 si臋 tam w
                                                    og贸le,natychmiast wyrzucamy nasze baga偶e przez okno
                                                    i wyskakujemy zaraz za nimi,bo kto wie,gdzie w ko艅cu zatrzyma
                                                    si臋 nasz „express”
                                                    14.W poci膮gach PKP jest zawsze ciemno,szaro i ponuro,
                                                    a o艣wietlenie jest tak silne,jak w piramidzie faraona Ramzesa
                                                    kt贸rego艣 tam.Je偶eli wydaje si臋 nam,偶e jest inaczej-偶e w przedziale panuje
                                                    czysto艣膰 i nic nie 艣mierdzi,oznacza to,偶e nawiedzi艂y nas niespodziewane
                                                    halucynacje i powinni艣my jak najszybciej odwiedzi膰 poradni臋 zdrowia
                                                    psychiicznego,albo przynajmniej naszego sta艂ego psychoanalityka,aby wyja艣ni膰
                                                    przyczyny powoduj膮ce tak straszne przywidzenia
                                                    15.Puste butelki po alkoholach wyrzucamy przez okno dopiero po odje藕dzie poci膮gu
                                                    ze stacji
                                                    CDN
                                                  • leziox Re:Poradnik nr:1-PKP cd 18.12.09, 20:14
                                                    16.Bez wzgl臋du na to,co by si臋 wydarzy艂o,Kolej ma zawsze racj臋
                                                    i wie wszystko lepiej,ni偶 my.W ci膮gu minionych dziesi臋cioleci nie zdarzy艂o si臋
                                                    jeszcze,aby kto艣 wygra艂 w s膮dzie sp贸r z PKP,nawet je艣li chodzi艂oby o podr贸偶
                                                    wagonem,zaimportowanym w艂a艣nie po okazyjnej cenie od rosyjskich kolei
                                                    偶eleznodoro偶nych z oddzia艂em w Czernobylu,kt贸ry to wagon nawet w dzie艅 艣wieci,a
                                                    po przejechaniu w nim 20 km mo偶emy zacz膮膰 oszcz臋dza膰 na fryzjerze,bo stajemy si臋
                                                    nagle 艂ysi i te偶 艣wiecimy
                                                    17.Wybieraj膮c si臋 w podr贸偶 zim膮 nale偶y mie膰 na uwadze fakt,偶e
                                                    w wagonach bywa czasem zimniej ni偶 na zewn膮trz,a zatem trzeba podj膮膰 艣rodki
                                                    zapobiegawcze w postaci czapki uszanki,kufajki, walonek syberyjskich zakupionych
                                                    od Rosjan na bazarze,r臋kawic
                                                    z nied藕wiedzia i kanistra w贸dki.Mo偶na te偶 czasem trafi膰 na sytuacj臋 odwrotn膮,bo
                                                    bywa艂y ju偶 i takie przypadki,偶e ogrzewanie w poci膮gu funkcjonuje,ale jest
                                                    nastawione na maksimum wydajno艣ci i nie mo偶na temperatury zmniejszy膰,bo
                                                    aparatura si臋 zaci臋艂a z powodu przegrzania.Wtedy nie lamentujemy,tylko dumnie
                                                    paradujemy po korytarzu w k膮piel贸wkach,albo i bez,co jest znacznie bardziej
                                                    przyjemne i daje mo偶liwo艣膰 straszenia staruszek oraz dziewczat.Zamiast
                                                    deprawowania niepelnoletnich,w przypadku,kiedy nie mamy si臋 czym
                                                    chwali膰,istnieje mo偶liwo艣膰 urz膮dzenia na korytarzu sauny.Saun臋 robimy w prosty
                                                    spos贸b, urywaj膮c,albo odbijaj膮c m艂otem kowalskim rur臋 doprowadzaj膮c膮 par臋 do
                                                    kaloryfera,a przy temperaturze 65掳C sauna z pewno艣ci膮 wypali
                                                    18.Kiedy zbli偶aj膮c si臋 do nast臋pnej ze stacji widzimy zamiast niej tylko ponure
                                                    gruzy i dogasaj膮ce zgliszcza,w艣r贸d kt贸rych uwijaj膮 si臋 setki typ贸w z zaci臋tymi
                                                    minami i kolorowymi szalikami na szyi,nie znaczy to,偶e w艂a艣nie wybuch艂a
                                                    wojna,lecz tylko,偶e na poci膮g oczekuje grupa kibic贸w wracaj膮ca z przegranego
                                                    meczu pi艂karskiego,dysz膮ca 偶膮dz膮 odwetu na wszystkim,co tylko si臋 rusza.Kiedy
                                                    obs艂uga poci膮gu 200 metr贸w przed stacj膮 w艂膮cza kran hamowania awaryjnego i
                                                    ucieka w 艣wie偶o zaorane pole,to lepiej nie liczy膰 na to,偶e dojedziemy do stacji
                                                    przez nas zaplanowanej. Nie czekamy wtedy,a偶 zostaniemy z poci膮gu wyrzuceni na
                                                    mord臋, tylko,oszcz臋dzaj膮c dodatkowego stressu nieszcz臋艣liwym ludziom, kt贸rych
                                                    dru偶yna b膮d藕 co b膮d藕,przegra艂a mecz,te偶 uciekamy
                                                    w pole,a potem wraz z obs艂ug膮 poci膮gu kierujemy si臋 w kierunku najbli偶szej
                                                    nielegalnej wiejskiej wytw贸rni alkoholu,gdzie przy d藕wi臋kach muzyki ludowej,lub
                                                    disco-polo i stakanach bimbru odreagowujemy nasze negatywne napi臋cia
                                                    19.Je艣li jeste艣my tak twardzi,偶e nie ul臋kli艣my si臋 pi艂karskich kibic贸w,nie
                                                    oznacza to wcale,偶e nie istniej膮 jeszcze twardsi od nas,bo na nast臋pnej
                                                    stacji,do kt贸rej lokomotyw膮 kieruj膮 oczywi艣cie pijani w sztok kibole,mo偶e ju偶
                                                    oczekiwa膰 na poci膮g liczny,300-osobowy prewencyjny oddzia艂 policji,zwany dawniej
                                                    ZOMO,kt贸ry upar艂 si臋,偶eby akurat dzisiaj zrobi膰 porz膮dek
                                                    z niesfornymi kibicami.Ten偶e oddzia艂 po profilaktycznym wrzuceniu granat贸w
                                                    hukowych i gazowych do wszystkich wagon贸w,oraz lokomotywy i wtargni臋ciu do
                                                    poci膮gu robi porz膮dek ze wszystkimi i pa艂uje jak leci od lewego do prawego ca艂y
                                                    polski przedzia艂 wiekowy,bo w dymie i tak nic nie wida膰 i doka艅cza to, czego nie
                                                    zd膮偶yli rozwali膰 kibice-chuligani.Nie musimy chyba dodawa膰,偶e w tym wypadku
                                                    wniesienie sprawy o odszkodowanie wywo艂a echo g艂o艣nego rechotu na korytarzach
                                                    s膮dowych
                                                    i kancelarii adwokackich.Wszyscy tam albowiem,poczynaj膮c od wo藕nego poprzez
                                                    sprz膮taczki na przewodnicz膮cym rady s臋dziowskiej ko艅cz膮c,wiedz膮,偶e oddzia艂y
                                                    prewencji wyt艂umacz膮 si臋 znowu z takiej akcji „racj膮 wy偶sz膮”,nieprecyzyjnym
                                                    rozkazem,a do tego wszyscy policjanci bior膮cy udzia艂 w imprezie zapadn膮 nagle
                                                    na straszn膮 skleroz臋 lub Alzheimera i zapomn膮 nawet,jak si臋 nazywaj膮 i gdzie
                                                    mieszkaj膮.
                                                    20.Gdy przez niewiarygodny przypadek nie spotkali艣my podczas naszej podr贸偶y
                                                    zdegenerowanych kibic贸w,chuligan贸w,z艂odziei, rabusi贸w,alfons贸w,dziwek dowolnej
                                                    narodowo艣ci,pijak贸w, terroryst贸w przewo偶膮cych w walizce trotyl albo radioaktywny
                                                    pluton,w臋drownych muzyk贸w,setek Hindus贸w,skorumpowanych konduktor贸w i
                                                    mafios贸w,to te偶 nie jest to jeszcze pow贸d do zadowolenia.Mo偶e si臋 mianowicie
                                                    zdarzy膰,偶e tu偶 przed osi膮gni臋ciem stacji docelowej nasz poci膮g si臋 wykoleja i
                                                    ostatnie
                                                    2 kilometry musimy przej艣膰 na czworakach przez bagna
                                                    i moczary,ci膮gn膮c z臋bami nasze baga偶e.Za wypadek nie nale偶y oczywi艣cie obwinia膰
                                                    maszynisty, nawet gdyby by艂 on tak pijany,偶e nie widzia艂 nie tylko znak贸w
                                                    kolejowych,ale i zegar贸w
                                                    w lokomotywie,lecz np.stare podk艂ady,co przegni艂y,lub inny, nieprzewidywalny
                                                    splot nieszcz臋艣liwych czynnik贸w,kt贸re si臋 akurat razem z艂o偶y艂y na wypadek.Ze
                                                    swojej strony PKP 偶yczy P.T.pasa偶erom szcz臋艣liwej podr贸偶y,zapraszaj膮c do jak
                                                    najcz臋stszego korzystania z jej us艂ug.W nast臋pnym roku jest przewidywane
                                                    wprowadzenie dla obs艂ugi podr贸偶nych specjalnego stanowiska kolejowego
                                                    kapelana,czyli ksi臋dza podr贸偶uj膮cego
                                                    w wagonie Warsu,maj膮cego dodawa膰 otuchy w ci臋偶kich chwilach picia ciep艂ej w贸dki
                                                    na przyk艂ad.Has艂o pt.”1000 ksi臋偶y na 1000 wagon贸w”nied艂ugo mo偶e wi臋c zamieni膰
                                                    si臋 w rzeczywisto艣膰.
                                                    My ze swej strony natomiast sk艂adamy najszczersze gratulacje osobom,kt贸rym by艂o
                                                    dane dojecha膰 na miejsce bez uszczerbku na ciele i umy艣le.Dobranoc Pa艅stwu.

                                                    THE END

                                                  • leziox Re:Niedlugo zima part 1 19.12.09, 10:46
                                                    Nied艂ugo zima-wywiad reporterski

                                                    Cichymi krokami,drodzy s艂uchacze,zbli偶a si臋 nasza kochana, ch艂odna zima.I
                                                    zapewne w tym roku,podobnie jak w wielu latach minionych, b臋dzie tak samo
                                                    nieprzyjemnie.Co prawda,艣niegu jeszcze nie ma,wi臋c si臋 o zimie specjalnie nie
                                                    my艣li,ale ona ju偶 si臋 czai jak z艂oczy艅ca za w臋g艂em,czyhaj膮c tylko na okazj臋,aby
                                                    zi臋bi膰, mrozi膰, 艣nie偶y膰, zamra偶a膰,odmra偶a膰,zlodowaca膰 oraz oczywi艣cie
                                                    denerwowa膰.Wiedz膮c o tym,nasza dzielna radiowa ekipa,kt贸ra pa艅stwa w najgorszej
                                                    biedzie nigdy jeszcze nie zostawi艂a na przys艂owiowym lodzie postanowi艂a
                                                    porozmawia膰 z tymi bohaterskimi lud藕mi,kt贸rzy maj膮 za zadanie stawi膰 czo艂a
                                                    pierwszej fali zimowego ataku i odeprze膰 go najlepiej,jak tylko potrafi膮.Dla
                                                    ka偶dego z tych niezwyk艂ych ludzi zadawali艣my tylko jedno i zawsze to samo pytanie:
                                                    -„Jak jeste艣cie pa艅stwo/pan,pani,wy/przygotowani do nadchodz膮cej zimy?”A oto
                                                    wypowiedzi naszych niew膮tpliwie sympatycznych rozm贸wc贸w:

                                                    Czes艂aw Kraw臋偶nik,dyrektor MPO:
                                                    -C贸偶,panie redachtorze.Dla mnie i moich pracownik贸w nie ma 偶adnego znaczenia
                                                    fakt,偶e niekt贸rzy z艂o艣liwi ironicznie zniekszta艂caj膮 nazw臋 naszej firmy z
                                                    Miejskiego Przedsi臋biorstwa Oczyszczania na”Mo偶e Przyjdzie Odwil偶”.Wbrew
                                                    pog艂oskom jeste艣my do zimy jak zwykle przygotowani.Co prawda,panie redachtorze,z
                                                    powodu drobnych,przej艣ciowych trudno艣ci finansowych brakuje nam na razie kilku
                                                    drobiazg贸w w postaci personelu,pojazd贸w,akumulator贸w,cz臋艣ci zamiennych,opon-nie
                                                    tylko zimowych,ale jakichkolwiek, paliwa,soli,piasku oraz 艂opat.Jednak urz膮d
                                                    miasta obieca艂 nam solennie,偶e do kwietnia przysz艂ego roku wszystko to b臋dziemy
                                                    mieli dostarczone,wi臋c jeste艣my optymistami.Jako motyw przewodni przy艣wieca nam
                                                    has艂o afryka艅skich buszmen贸w:”My si臋 zimy nie boimy”.
                                                    Ale tak w zaufaniu,panie redachtorze,to najlepiej by by艂o,偶eby 艣nieg w og贸le
                                                    nie spad艂...

                                                    Lukrecjusz 艁ab膮d藕,palacz centralnego ogrzewania:
                                                    -Tylko si臋 troch臋 zimniej zrobi艂o,ju偶 zacz臋li tu przy艂azi膰 te obrz臋pa艂y,tumany
                                                    mizerne.Wal膮 do drzwi bez ko艅ca,nie mog臋 si臋 nawet cholera wyspa膰 po samogonce,a
                                                    te tu narzekaj膮.Marudz膮,偶e im kaloryfery nie grzej膮,albo za
                                                    s艂abo,hrabiostwo,psiakrew.
                                                    I 偶e w og贸le to im za zimno.Tak,jak ja bym temu wszystkiemu winien by艂,偶e pory
                                                    roku si臋 zmieniaj膮.Panie,to偶 od tego jest zima,偶eby zimno by艂o,co,upa艂 ma by膰 w
                                                    grudniu,czy co?!A te 艂ajzy dalej spokoju nie daj膮,wrzeszcz膮,偶e nie pal臋.Co nie
                                                    pal臋?Pal臋 na okr膮g艂o,ledwo nad膮偶am paczki z papierochami otwiera膰.A te mnie
                                                    krytykuj膮 i potem si臋 dziwi膮,jak cierpliwo艣膰 swoj膮 艣wi臋t膮 trac臋, szufl膮 przez
                                                    艂eb przy艂o偶臋 i spuszcz臋 po schodach na d贸艂 do kot艂owni.Mnie tam, panie, nie
                                                    zimno,bo to i piece grzej膮
                                                    i czarodziejka gorza艂ka te偶,a prywatnie to mieszkam
                                                    i tak w innej dzielnicy,gdzie wi臋ksza kot艂ownia jest.A jak jakiej m艂odej
                                                    lokatorce za ch艂odno,to niech zajrzy tu do mnie na d贸艂,ja tam mam zawsze ciep艂e
                                                    kolanka,hahaha!

                                                    Symforian Ku艣ka-kierowca p艂ugopiaskarki:
                                                    Mnie to ni zi臋bi,ni grzeje,czy spadnie 艣nieg,czy nie.Plan trzeba tak, czy siak
                                                    wykona膰,wysypa膰 piach na 艣nieg,albo na suchy asfalt.
                                                    No bo inaczej po premii mnie polec膮...A jakby kto si臋 czepia艂, czemu nie
                                                    za艣nie偶on膮 ulic臋 od艣nie偶am,to mog臋 takiemu sypn膮膰 piachem po oczach i p艂ugiem po
                                                    plecach poprawi膰.Zreszt膮 zim膮 szybko ciemno si臋 robi,a ja te偶 nie zawsze
                                                    widz臋,gdzie od艣nie偶am, bo lubi臋 si臋 przed robot膮 mocnego metanolu od kolejarzy
                                                    napi膰 pod zagrych臋 z grzybk贸w,bo mnie to rajcuje potem.Wa偶ne,偶e sypi臋,a reszta
                                                    to ju偶 ma艂o interesuj膮ca,gdzie.

                                                    Ambro偶y Chart-dozorca:
                                                    -Ja tam,panie dziejku zim臋 mog臋 w艂a艣ciwie odwo艂a膰,bo w艂a艣nie wzi膮艂em sobie urlop
                                                    i jutro wyje偶d偶am do ciepe艂ka na Wyspy Bahama.W艂a艣ciwie to mnie g贸wno
                                                    obchodzi,czy 艣lisko b臋dzie czy nie.Wa偶ne jest,偶eby s艂oneczko na Bahamach grza艂o
                                                    i rozebrane dziewuchy si臋 p臋dzali,reszt臋 to ja mog臋.../ocenzurowano/

                                                    Andrzej P臋dziwiatr-maszynista PKP:
                                                    Zim膮 troch臋 gorzej je藕dzi膰,ni偶 latem,o czym ka偶de dziecko wie.
                                                    Jak zawieje i nie zamiecie,to problem贸w od cholery si臋 robi,zaspy,
                                                    sp贸藕nienia,zepsute semafory i poci膮gi,co jad膮 po tym samym torze,ale jeden np.na
                                                    wsch贸d,a drugi na zach贸d i czasem si臋 na tym samym torze spotykaj膮,wtedy to
                                                    nieprzyjemnie deko bywa.
                                                    A te偶 nigdy nie wiara,czy jaka szczelina w torach si臋 przez noc nie zrobi艂a,albo
                                                    jaki艣 mi艂y rolnik,co ko艂o kolei mieszka,nie wzi膮艂 sobie po艂owy szyny na
                                                    ogrodzenie dla kr贸w,bo na siatk臋 nie sta膰 go by艂o.Wi臋c na przyk艂ad ja nastawiam
                                                    budzik na tyle czasu,ile trzeba do nast臋pnej stacji jecha膰 i chowam si臋 w
                                                    maszynowni,gdzie najwi臋ksza szansa prze偶ycia jest.Jak budzik zadzwoni,to znak
                                                    dla mnie,偶e zaraz trzeba zacz膮膰 hamowa膰.Jednego razu budzik mi si臋 popsu艂 i
                                                    zamiast w Olsztynie stan膮膰,to dojecha艂em a偶 za Pozna艅, gdzie si臋 w ko艅cu
                                                    obudzi艂em.Ale u nas wyszkolonego personelu potrzebuj膮,to mi nawet premii nie
                                                    zabrali,tylko cieszyli si臋,偶e nikt nie zgin膮艂,a kierownik to nawet pyta艂,czy
                                                    艂adnie w Poznaniu jest,bo jeszcze nigdy tam nie by艂. Tak,czy inaczej zawsze
                                                    sobie powtarzam:
                                                    -„Dojecha艂e艣 ch艂opie 偶ywy do stacji ko艅cowej,to znowu mia艂e艣 udany
                                                    dzie艅.”Wszystkim naszym pasa偶erom chcia艂bym 偶yczy膰 weso艂ych 艣wi膮t.

                                                    Gniewos艂aw Zwis-lekarz chirurg na pogotowiu:
                                                    Znowu zaczn膮 mi tu hurtowo zwozi膰 po艂ama艅c贸w i poskr臋ca艅c贸w, jakbym 偶adnej innej
                                                    roboty nie mia艂.Zamiast z pani膮 Zosi膮 poflirtowa膰,sprawdzi膰,czy w pokoju przyj臋膰
                                                    kozetka jest dobrze ustawiona,operacyjk臋 drobn膮 uskuteczni膰,czy troch臋
                                                    pozszywa膰, b臋d臋 musia艂 w budowla艅ca si臋 zamieni膰 i gipsowa膰 jak leci,od lewego
                                                    do prawego,chocia偶 nikt mi w akordzie nie p艂aci,tylko za godziny.A jeszcze do
                                                    tego te po艂amane zamiast cicho jak mysz pod miot艂膮 siedzie膰 i dzi臋kowa膰 na
                                                    kolanach,偶e ich przyj膮艂em za darmo,to mordy dr膮,jakby g艂o艣niki w g臋bie mieli,a
                                                    nie j臋zyki,to偶 to panie oszale膰 mo偶na.W tamtym roku mieli my na oddziale
                                                    betoniark臋,to sz艂o szybciej,ale ordynator dom budowa艂 sobie i j膮
                                                    wypo偶yczy艂.Teraz ordynator za co艣 tam siedzi,a betoniarka na policji jako dow贸d
                                                    rzeczowy stoi i rdza j膮 偶re.Tak,co pani Jadzia, piel臋gniarka,b臋dzie musia艂a w
                                                    taczce gips przygotowywa膰,a ju偶 starsza kobieta jest.Co roku tylko gorzej si臋
                                                    robi,mniej sprz臋tu, wi臋cej chorych. A i uwa偶a膰 te偶 trzeba,bo w zesz艂ym roku tak膮
                                                    艣mieszn膮 histori臋 mia艂em.Wzi膮艂em i zagipsowa艂em chorego na astm臋,gorset mu
                                                    znaczy zrobi艂em.On przyszed艂 z koleg膮 na zabieg,a my go w po艣piechu z tym drugim
                                                    pomylili.Krzycza艂 wprawdzie co艣 tam o jakiej艣 pomy艂ce,ale my艣la艂em,偶e on w
                                                    szoku. I trzeba by艂o ch艂opa m艂otem kowalskim szybko rozkuwa膰,bo ju偶 powoli
                                                    sinie膰 na twarzy i ca艂ym ciele zacz膮艂.Tak,co my go jeszcze odratowali,ale ile
                                                    takich przypadk贸w w ca艂ym kraju si臋 trafia? Fakt,偶e po tej akcji z m艂otem trzeba
                                                    by艂o mu rzeczywi艣cie gorset na艂o偶y膰 na obojczyk,bo kolega troch臋 藕le
                                                    trafi艂,no,ale przecie偶 偶yje go艣膰 do dzisiaj. Jeszcze mi potem dzi臋kowa艂,jak na
                                                    korytarzu zobaczy艂,偶e kogo艣 na w贸zku powie藕li na wieczny odpoczynek.
                                                    Czasem mi si臋 od tego wszystkiego chce rzyga膰,a w dzie艅 wyp艂aty,kiedy
                                                    zobacz臋,jak du偶o zarobi艂em,nachodzi mnie taka 偶膮dza,偶eby wpa艣膰 do budynku naszej
                                                    dyrekcji z w艂膮czon膮 pi艂膮 motorow膮 i troch臋 rabanu narobi膰.Tak,tak,w naszym
                                                    zawodzie te偶 nie jest lekko.A zima tylko nam przeszkadza w pracy,utrudnia
                                                    i zawadza.Przeciwko zimie sk艂adam stanowczy protest.
                                                  • leziox Re:Niedlugo zima part 2 19.12.09, 10:53
                                                    Dzieci z pobliskiego podw贸rka:
                                                    -O,my to na zim臋 bardzo czekamy.Zawsze wtedy jest weso艂o, nawet lepiej,jak w
                                                    lato.Mo偶na 艣nie偶k膮 w szyb臋 albo koledze
                                                    w mord臋 przywali膰,ba艂wana ulepi膰 i napisa膰 na nim,偶e to dzielnicowy,albo r贸偶ne
                                                    cz臋艣ci cia艂a na nim podolepia膰.Ch臋tnie robimy zawody sportowe,komu uda si臋 z
                                                    g贸rki tu偶 przed jad膮cym samochodem zjecha膰,przegrywa ten,co nie zd膮偶y przed
                                                    autem uciec.Ja tam przegra艂em rok temu,ale mia艂em tylko z艂amany obojczyk oraz
                                                    lew膮 r臋k臋,w tym roku ju偶 mi nic nie dokucza,wi臋c 艣cigamy si臋 nadal. Ale
                                                    najbardziej nam si臋 podoba,jak w nocy chodnik ko艂o domu starc贸w wod膮 z
                                                    pobliskiego hydrantu polejemy. Woda do rana zamarznie,a staruszki wcze艣nie na
                                                    spacerek wychodz膮, to sobie obserwujemy, co si臋 wydarzy i jaki nowy cyrk
                                                    b臋dzie.Jak si臋 taki dziadek,czy babcia dobrze zamachn膮,to przez p贸艂 dzielnicy na
                                                    ty艂ku przejecha膰 potrafi膮,bo dom starc贸w na du偶ej g贸rce stoi.Robimy wtedy zak艂ady
                                                    o dropsa,kt贸ry ze starszych dalej poleci,tak,jak przy wy艣cigach konnych
                                                    obstawiamy.Albo z dachu wie偶owca zrzucamy wielkie,
                                                    p贸艂metrowe kule 艣nie偶ne,celuj膮c w przechodni贸w i dopiero jest zabawa,jak si臋
                                                    takiego trafi,bo wtedy zawsze pogotowie przyje偶dza i policja.I od razu weselej
                                                    jest,no wie pan, 艣wiate艂ka, syreny,disco mo偶na przy tym nawet zrobi膰.Niedawno w
                                                    gazecie to kto艣 nazwa艂 ten blok,z kt贸rego robimy zamachy,nawet wie偶owcem
                                                    strachu,tyle wok贸艂 niego wypadk贸w ju偶 by艂o i nikt nie wie,czemu ten 艣nieg
                                                    stamt膮d spada.Zim臋 to my bardzo lubimy,chyba jak wszystkie grzeczne dzieci.

                                                    Anatol Kwiecisty-kierowca autobusu miejskiego:
                                                    -W zimie to stoj膮 na przystankach t艂umy tego ta艂atajstwa,co tylko czyhaj膮,偶eby
                                                    ich do autobusu wpu艣ci膰.Jak tylko drzwi si臋 otworzy,od razu stonka,ho艂ota si臋
                                                    rzuca hurmem.Powyginaj膮 uchwyty,pogryz膮 i za艣lini膮 tapicerk臋,blach臋 powgniataj膮
                                                    i pod艂og臋 zabrudz膮,jakby u siebie w oborze byli.A 偶e ja panie ambicj臋 mam
                                                    i nie dam bydl臋tom w moim autobusie rz膮dzi膰,to podje偶d偶aj膮c do przystanku patrz臋
                                                    uwa偶nie,czy jakiej艣 znajomej mordy nie wida膰, co ostatnim razem we znaki mi si臋
                                                    da艂a i rozrabia艂a za bardzo przy wsiadaniu.Jak wykryj臋 szubrawca,to albo
                                                    umiej臋tnie drzwiami go 艣cisn臋 i do nast臋pnego przystanku wychylonego do p贸艂
                                                    cia艂a na mrozie przewioz臋,albo nikogo nie wpuszczam i jad臋 dalej,jakby tego
                                                    przystanku nie by艂o.Na niekt贸rych przystankach osi膮gn膮艂em ju偶 tyle,偶e jak ci,co
                                                    wsi膮艣膰 chc膮,widz膮 t膮 kanali臋,co jej nie zabieram,to sami goni膮 j膮 na zbity pysk
                                                    z przystanku,偶eby na kurs ze mn膮 si臋 za艂apa膰.Czasem robi臋 fotk臋 dla takiego z
                                                    polaroida
                                                    i wieszam na 艣cianie kabiny,偶eby wszyscy wiedzieli,偶e nowa 艂ajza na czarnej
                                                    li艣cie jest.Porz膮dek musi by膰.Bywa,偶e rano,jak za艣pi臋 po ma艂ej libacyjce ze
                                                    szwagrem,to jad臋 od p臋tli do p臋tli bez zatrzymywania si臋,偶eby nikt si臋 nie
                                                    czepia艂,偶e autobusy na ko艅cowym przystanku nie s膮 punktualne.A tak w og贸le,to
                                                    lepiej, 偶eby tej zimy nie by艂o w og贸le pasa偶er贸w,to by si臋
                                                    z kulturk膮 je藕dzi艂o i bez stresu.Autobusy im si臋 cholera zamarzy艂y,na koby艂臋 i
                                                    do roboty,a nie w luksusach jak hrabiowie jecha膰!!!

                                                    S艂u偶ba meteorologiczna:
                                                    -Niestety,wszystko wskazuje na to,偶e tegoroczna zima b臋dzie ci臋偶ka i
                                                    mro藕na.Wiewi贸rki zbieraj膮 do dziupli dwa razy wi臋cej zapas贸w,ni偶 w tamtym roku,
                                                    nied藕wiedzie posz艂y wcze艣niej spa膰,
                                                    za艣 najwa偶niejszym znakiem wr贸偶膮cym d艂ug膮 zim臋 jest gromadzenie przez
                                                    tatrza艅skich g贸rali du偶ych zapas贸w w臋gla
                                                    i drewna,a kto,jak kto,ale g贸rale obcuj膮cy na codzie艅 z przyrod膮 doskonale si臋
                                                    na przepowiadaniu zimy znaj膮 i wiedz膮 ju偶 na za艣,jaka ona b臋dzie.

                                                    Jurek Oscypek,baca w Zakopanemtongue_outanocku,ja to tylko powiedzie膰 moge,ze zima w
                                                    tym roku d艂uga byndzie i mro藕na. Tak,co kupi艂 ja sobie u naszej Heli G膮sienicy
                                                    ko偶uch ciep艂y
                                                    i zbieramy razem z ojcem du偶e zapasy drewka i wyngiel kupujemy,aby opa艂u nie
                                                    zabrak艂o,jak byndziem siwuche pi膰.Pytacie sie panocku,skund my takie pewne
                                                    jeste艣ma,ze zima ciyn偶ka byndzie tego roku?Na,dy膰 w telewizorze gadali,ze zimno
                                                    byndzie tego roku,a oni to jak nikt sie na przepowiadaniu pogody znajom,bo majom
                                                    te ich sputniki,atomy i satelity.A i turysty,znacy sie te cepry z miasta w tym
                                                    roku sie rozmnozyli nad podziw,to kazdy wie,ze zima terozki d艂uga byndzie.Tak i
                                                    my wiemy,ze przygotowa膰 sie dobrze trza do zimniska.

                                                    Rados艂awa Wita,pracownica wiejskiej zlewni mleka:
                                                    -Panie redaktorku kochany,ja to musz臋 powiedzie膰,偶e
                                                    w zimie pracuje mi si臋 o wiele lepiej,ni偶 latem.Muchy wko艂o nie lataj膮 i nie
                                                    trzeba ich kilogramami z kadzi durszlakiem wybiera膰.Smrodu te偶 nie ma,a ci
                                                    rolnicy, co normalnie mi latem b艂ota i gnoju do 艣rodka nawnosz膮,w zimie maj膮 to
                                                    wszystko 艂adnie na buciorach zamarzni臋te, ak,co nic im nie odpada i w zlewni nie
                                                    zostaje.Mleko pro艣ciej si臋 liczy,bo dostaj臋 je w kawa艂kach,a jak si臋 to potem
                                                    rozpu艣ci,to zawsze te par臋 groszy wod膮 si臋 nadrobi i ju偶 lepiej w portfelu
                                                    wygl膮da.Kontrola to w og贸le tu do nas przez zaspy nie dotrze,wiadomo,偶e pierwsza
                                                    dopiero na wiosn臋 si臋 zjawi,tak co sypi臋 troch臋 wi臋cej proszku do prania do
                                                    prawie ju偶 kwa艣nego mleka,co je za bezcen od rolnik贸w kupuj臋.Proszek kwas
                                                    wyklaruje,a mleczko dostaje pierwsz膮 klas臋 jako艣ci i jedzie
                                                    w 艣wiat.呕e co,panie redaktorku?Czy ja te mleko pij臋?Czy艣 pan zg艂upia艂,to偶 to
                                                    cholery mo偶na nag艂ej by dosta膰 albo tyfusu jakiego od tego,co tam w nim
                                                    p艂ywa.Jeszcze troch臋 po偶y膰 sobie chc臋.Ale te miastowe to i tak wszystko wy偶艂opi膮
                                                    i nic im nie b臋dzie,bo to do spalin i 艣ciek贸w jak Godzilla jaka od dziecka
                                                    przyzwyczajone... Sama to wol臋 wod臋 mineraln膮 pi膰,albo p贸艂 literka od czasu do
                                                    czasu z so艂tysem.Jak w sklepie naszym jestem i patrz臋 na te twaro偶ki,sery i inne
                                                    cholery,to tak sobie my艣l臋,czy czasem jakiego艣 wyrobu nie ma z firmy,co mleka z
                                                    naszej zlewni u偶ywa
                                                    i od razu na rzyganie mi si臋 zbiera.Ale poza tym,zima to ca艂kiem przyzwoita pora
                                                    roku,panie redaktorku.
                                                  • leziox Re:Niedlugo zima part 3 19.12.09, 11:00
                                                    Odrow膮偶 Sztacheta,sier偶ant drog贸wki:
                                                    -W oczekiwaniu na zim臋 nasi technicy sporz膮dzili szereg bardzo pomys艂owych
                                                    wynalazk贸w maj膮cych u艂atwia膰 偶ycie kierowcom i naszym oddzia艂om w tak trudnym
                                                    okresie,jakim jest bez w膮tpienia zima. Oczywi艣cie,s艂u偶臋 tu panu redaktorowi
                                                    licznymi przyk艂adami:
                                                    -Bywaj膮 drogi,kt贸re nigdy nie s膮 od艣nie偶ane przez odpowiednie s艂u偶by,bo im za
                                                    daleko.Na tych odcinkach le偶y zawsze 艣nieg
                                                    i l贸d.Czyni to tak膮 jezdni臋 bardzo niebezpieczn膮.Aby wi臋c nie
                                                    dopu艣ci膰 do tragedii,likwidujemy niebezpiecze艅stwo ju偶
                                                    w zarodku,rozk艂adaj膮c tu偶 przed wjazdem na 艣lisk膮 drog臋
                                                    i w najmniej oczekiwanym miejscu tzw.kolczatki dziurawi膮ce wszystkie opony,co
                                                    oczywi艣cie uniemo偶liwia dalsz膮 jazd臋 i ratuje cenne ludzkie 偶ycie i zdrowie,oraz
                                                    kas臋 ubezpieczeniow膮
                                                    -Samochody ju偶 le偶膮ce w rowach,opuszczone przez kierowc贸w nagminnie padaj膮 艂upem
                                                    z艂odziei.Aby wi臋c nie dopu艣ci膰 do 艂atwego bogacenia si臋 os贸b z marginesu
                                                    spo艂ecznego,spraw臋 rozwi膮zujemy kompleksowo,pal膮c samoch贸d za pomoc膮 miotacza
                                                    ognia,zbudowanego w naszych warsztatach na wz贸r broni u偶ywanej w filmie
                                                    „Alien”.W ten spos贸b prywatna w艂asno艣膰 nie dostaje si臋 w niepowo艂ane r臋ce i
                                                    wszyscy s膮 zadowoleni,wszyscy, opr贸cz z艂odziei oczywi艣cie
                                                    -Aby uchroni膰 przed zamarzni臋ciem ludzi najbardziej podatnych na zimno,czyli
                                                    bezdomnych,oraz osoby pij膮ce na艂ogowo,lub tylko wyczynowo w贸dk臋,w pobliskiej
                                                    gorzelni urz膮dzili艣my sal臋 noclegow膮 z bezp艂atnym wyszynkiem alkoholu dla
                                                    najbardziej trz臋s膮cych si臋-warunkiem otrzymania przydzia艂u w wysoko艣ci 250
                                                    gram贸w jest posiadanie granatowego nosa,lub ust,albo przebywanie w stanie
                                                    delirium tremens
                                                    -Na bardzo stromych ulicach naszego miasta chcemy pomaga膰 pasa偶erom autobus贸w
                                                    miejskich.Chc膮c zapobiec ewentualnym wypadkom b臋dziemy pasa偶er贸w przesadza膰 na
                                                    4-osobowe bobsleje wypo偶yczone z klubu sportowego i puszcza膰 na d贸艂 po lodowym
                                                    torze,aby nie ryzykowa膰 straty cennego autobusu.W drug膮 stron臋 otworzymy serwis
                                                    wci膮gania.Pasa偶er贸w udaj膮cych si臋 do g贸ry b臋dziemy dla ich w艂asnego
                                                    bezpiecze艅stwa przykuwa膰 kajdankami do liny przywi膮zanej do traktora
                                                    g膮sienicowego i wci膮ga膰 na g贸r臋.Wszyscy wiedz膮,偶e policjant to nasz przyjaciel i
                                                    pomocnik,a troska o ludzi podr贸偶uj膮cych 艣rodkami komunikacji miejskiej le偶y nam
                                                    bardzo na sercu
                                                    -Aby zobligowa膰 dozorc贸w dom贸w do punktualnego oraz rzetelnego od艣nie偶ania i
                                                    posypywania piaskiem chodnik贸w, nawi膮zali艣my kontakt z oddzia艂em miejscowej
                                                    mafii,dla kt贸rej p艂acimy za kontrolowanie stanu trotuar贸w,pozostawiaj膮c panom
                                                    mafiosom woln膮 r臋k臋 w egzekwowaniu obowi膮zku zimowego sprz膮tania.Na tej linii
                                                    odnotowali艣my pierwsze sukcesy,gdy偶 pomimo braku 艣niegu dozorcy ju偶 na zapas
                                                    posypuj膮 piaskiem trotuar i to codziennie.

                                                    Andrzej Trz臋si膮czka-energetyk:
                                                    -Jak przywali 艣niegiem,to zaraz trzeba b臋dzie w pole rusza膰, zerwane przewody
                                                    naprawia膰 i g艂ow膮 w d贸艂 s艂upa wisie膰,jak z艂y dost臋p b臋dzie do sieci.A to jeszcze
                                                    wszystko 艣liskie i nie wiadomo,czy pod napi臋ciem,czy nie,a jak zacznie skwiercze膰
                                                    i trzeszcze膰,to ju偶 i tak za p贸藕no na cokolwiek,nawet zdrowa艣ki si臋 nie
                                                    odm贸wi.No to,偶eby do emerytury kochanej doczeka膰, wpadli艣my na pomys艂,aby od
                                                    znajomego dozorcy w naszym zoo odkupi膰 ma艂p臋,niby w celu zawiezienia jej do
                                                    kliniki dzieci臋cej, 偶eby bachory tam cieszy艂a swoim widokiem.No i sprzeda艂 j膮 za
                                                    3 flachy gorza艂y, bo cz艂owiek serce dobre ma.U nich do ko艅ca 艣wiata ma艂p si臋 nie
                                                    dolicz膮,bo one to ci膮gle ganiaj膮 i rozmna偶aj膮 si臋,wi臋c zawsze szacuj膮 na oko.Do
                                                    kliniki nie by艂o nam po drodze, potem te偶 nikt wi臋cej o ma艂p臋 nie pyta艂,wi臋c
                                                    przeszkolili艣my j膮 troch臋 w elektryce i wysy艂ali艣my na s艂up z miernikiem,偶eby
                                                    ona zbada艂a,czy mo偶na si臋 wspina膰,czy jeszcze co艣 od艂膮czy膰 trzeba. Wszystko sz艂o
                                                    dobrze przez par臋 miesi臋cy do czasu,a偶 ma艂p臋 raz wzi臋艂o i trzep艂o na
                                                    s艂upie.Spad艂a na mord臋 z g贸ry,a wie pan,te s艂upy wysokiego napi臋cia to prawie z
                                                    5 pi臋ter maj膮 i jeszcze jak lecia艂a,to si臋 z niej dymi艂o i iskrami sypa艂o,jak z
                                                    fajerwerka,albo ognia bengalskiego.My艣leli my,偶e ju偶 na dobre po niej,ale ona
                                                    prze偶y艂a.Wprawdzie fuka艂a czas jaki艣 iskrami i pr膮dem kopa艂a,jak si臋 j膮
                                                    dotkn臋艂o,ale poza tym jest ca艂a.Nawet nowe futerko ju偶 jej wyros艂o,bo stare
                                                    kompletnie si臋 sfajczy艂o przy wypadku.Tylko potem to ju偶 za 偶adne skarby nie
                                                    da艂o rady jej na s艂up wgoni膰, zastrajkowa艂a nam i tyle.Jak jej powiedzieli艣my,偶e
                                                    b臋dzie musia艂a do zoo wr贸ci膰 z powrotem,to tylko zawy艂a przeci膮gle i wyskoczy艂a
                                                    nam przez p艂ot.Ale nie uciek艂a, panie redaktorze,tylko za jakie艣
                                                    4 godziny wr贸ci艂a z powrotem,prowadz膮c za r臋k臋 inn膮 ma艂p臋, m艂odsz膮 i j膮 teraz
                                                    zap臋dza na s艂up z miernikiem,a sama stoi na dole w kasku i sprawdza jej
                                                    robot臋.Niewiarygodne.Ciekawe tylko,co b臋dzie,jak t膮 now膮 porazi,czy znowu ta
                                                    przyprowadzi kilka sztuk na swoje miejsce...Poza napraw膮 sieci nie mamy wiele
                                                    roboty,tak,co chodzimy wieczorami w pi臋ciu po domach opornych d艂u偶nik贸w i
                                                    namawiamy do sp艂aty zaleg艂ych nale偶no艣ci za pr膮d,co by nam zak艂ad energetyczny
                                                    nie zbankrutowa艂,pracy szkoda po prostu.No i co pan redaktor powie?P艂ac膮,a偶
                                                    mi艂o,nikt nie protestuje,nawet wi臋cej pieni臋dzy wpychaj膮 nam do r膮k.
                                                    Ale my tylko wed艂ug rachunku liczymy plus drobny procent za zw艂ok臋.I
                                                    jeszcze„Panie Inkasencie”do nas m贸wi膮...Zimy nie lubimy,ale z ma艂pami da si臋
                                                    jako艣 prze偶y膰,zw艂aszcza,偶e ju偶 nauczy艂y si臋 pi膰 browarek,a nawet i kwasibora
                                                    popr贸bowa艂y.
                                                    Zenon Majcher,kierowca ci臋偶ar贸wki:
                                                    -Zim膮 to ja przewa偶nie psuj臋 co艣 w silniku,偶eby szefostwo my艣la艂o,偶e awaria
                                                    powa偶na.Wtedy w og贸le na drog臋 mnie nie wysy艂aj膮,bo mechanik贸w u nas jak na
                                                    lekarstwo,tylko ka偶膮 reperowa膰.No to ja jak膮艣 cz臋艣膰 wkr臋c臋,inn膮
                                                    wyrzuc臋,najlepiej tak膮,co to jej nigdzie kupi膰 nie mo偶na.Jak dobrze pokombinuj臋,to
                                                    i do wiosny mo偶na przeczeka膰,a forsa leci za siedzenie w ciep艂ym warsztacie.Po
                                                    co mnie tam si臋 w zimie po 艣wiecie w艂贸czy膰,to偶
                                                    o wypadek nietrudno,艣lizgawica na drodze,a偶 strach z domu wyj艣膰,nie m贸wi膮c o
                                                    wsiadaniu do samochodu.A i 偶ona zadowolona jest,jak ja po paru godzinkach znowu
                                                    w domu jestem.Z dzie膰mi na spacer mo偶na p贸j艣膰 i w og贸le jest fajnie.呕e co,czemu
                                                    ja niby zosta艂em kierowc膮?No bo ja kocham ten zaw贸d,panie redaktorze, tylko nie
                                                    w zimie,ale na wiosn臋 to ch臋tnie je偶d偶臋...
                                                    艢wi臋ty Miko艂aj:
                                                    -Co ja si臋,cholera,musz臋 co roku napracowa膰,nag艂贸wkowa膰,偶eby troch臋 艣niegu by艂o
                                                    na 艣wi臋ta.Nie do wiary!Nie do艣膰,偶e ci膮gle sprz膮taj膮 i mi zabieraj膮 gdzie艣 ten
                                                    艣nieg,kt贸ry dopiero co nasypa艂em,to jeszcze efekt cieplarniany swoje robi i
                                                    coraz trudniej 艣nieg znad Bieguna P贸艂nocnego nap臋dzi膰.A szefostwo wymagania mi
                                                    stawia i jak nie dam rady wsz臋dzie nasypa膰,to potem p贸艂 roku mi przypominaj膮 i
                                                    marudz膮.Na dodatek Kr贸lowa 艢niegu po tej ca艂ej historii z m艂odocianymi,co ich
                                                    chcia艂a uwie艣膰,stara ma艂pa, zosta艂a na przy艣pieszon膮 emerytur臋 wys艂ana,aby
                                                    unikn膮膰 skandalu i na mnie spada ca艂a robota.A ona gdzie艣 si臋 po Karaibach w艂贸czy
                                                    i innych Tahiti,bo niby ko艣ci j膮 od zimna bol膮.呕eby tego by艂o za ma艂o,to jeszcze
                                                    musz臋 w jeden wiecz贸r setkom milion贸w rozkapryszonych bachor贸w prezenty
                                                    rozwie藕膰,jakby na nie zas艂ugiwa艂y,zbiorowisko m艂odocianych bandyt贸w.Ob艂臋d,m贸wi臋
                                                    panu.Teraz dzieci to nie te same,jak kiedy艣.Jeden sobie 偶yw膮 kobr臋 偶yczy,inny
                                                    komputer laserowy si贸dmej generacji,偶eby do wszystkich bank贸w mo偶na by艂oby si臋
                                                    w艂amywa膰,jaka艣 dziewczynka wiaderko napalmu,bo jej kole偶anki w szkole
                                                    dokuczaj膮,albo chocia偶 ze 3 kilo pche艂,nawet ju偶 radioaktywny pluton chcieli
                                                    mie膰 pod choink臋,niby 偶e tylko do do艣wiadcze艅
                                                    w piwnicy.Tak si臋 to bachorstwo zepsu艂o teraz.Za zwyk艂膮 kolejk臋 elektryczn膮 omal
                                                    po nosie nie dosta艂em od takiego 10-latka, jeszcze mi powiedzia艂 na koniec,偶ebym
                                                    zabiera艂 z powrotem ten gn贸j i poszuka艂 innych mato艂k贸w,bo on chcia艂 abonament
                                                    Playboya na 3 lata,oraz zestaw wibrator贸w na prezent dla kole偶anki
                                                    z podw贸rka...
                                                    Co do zimy,to ja z ni膮 nie walcz臋,tylko popieram,za to jeszcze nieraz us艂ysz臋,偶e
                                                    zimowy ekstremista jestem.A ka偶dy potem narzeka,偶e nie ma 艣niegu na wigili臋,偶e
                                                    艣wi臋ta si臋 nie udadz膮
                                                    i takie r贸偶ne brednie gadaj膮.Poza tym bez zimy by艂bym po prostu bezrobotny
                                                  • leziox Re:Niedlugo zima part 3 19.12.09, 11:07
                                                    A to wszystko przez ten snieg.

                                                    The End

                                                    copyright by leziox
                                                  • leziox Re:Poradnik nr.2-dziecko i komputer 19.12.09, 11:18
                                                    Poradnik nr.2:Kiedy nale偶y naszemu dziecku przerwa膰 gr臋 na komputerze?

                                                    Coraz wi臋cej naszych kochanych milusi艅skich w wyniku szanta偶owania
                                                    ojca,dymajacego sasiadke,ug艂askania mamusi i oszukiwania dziadka,oraz wymusze艅
                                                    rozb贸jniczych stosowanych w szkole i na podw贸rku, otrzymuje dop艂at臋 do
                                                    kieszonkowego i to bez podatku,co w efekcie procentuje zakupem komputera za
                                                    w艂asne zarobione pieni膮dze. Wtedy to nasze dziecko nadmiar wsp贸lnego czasu
                                                    sp臋dza膰 zaczyna zamiast,jak zwykle,na w膮chaniu butaprenu,albo wytwarzaniu
                                                    amfetaminy w piwnicy,przy komputerze,co pocz膮tkowo rodzic贸w mo偶e tylko
                                                    cieszy膰.Po kr贸tkim czasie jednak nasza latoro艣l zmienia si臋 tak dalece,偶e
                                                    nieznajomo艣膰 psychiki dziecka op臋tanego mani膮 komputerow膮 mo偶e doprowadzi膰 do
                                                    zb臋dnych nieporozumie艅 i stressu,oraz trudno艣ci wychowawczych. Aby temu
                                                    zapobiec,przygotowali艣my ten poradnik,kt贸ry wyja艣nia, jak post臋powa膰 z ma艂ymi
                                                    komputerowymi psychopatami. Poni偶ej podajemy szereg wskaz贸wek maj膮cych na celu
                                                    u艣wiadomi膰 rodzicom,偶e powinni ju偶 wy艂膮czy膰 dziecka komputer.Zabaw臋 przy
                                                    komputerze powinno si臋 swojemu dziecku przerwa膰 wtedy,gdy:
                                                    1.Od dw贸ch lat nasze dziecko nie wychodzi w czasie wolnym
                                                    z domu,tylko p臋dzi w kierunku miejsca,gdzie jest zainstalowany komputer z gr膮 o
                                                    godzinie 5-ej rano,a ko艅czy gr臋 wtedy,gdy
                                                    o 23-ej spada nieprzytomne z krzes艂a na pod艂og臋,wal膮cz rozmachem g艂ow膮 o d臋bowy
                                                    parkiet
                                                    2.Kiedy spada wcze艣niej,pieni si臋 obficie i dostaje konwulsji
                                                    3.Je偶eli po 86-ej nieudanej pr贸bie przebycia szczeg贸lnie trudnego etapu w grze
                                                    nasze dziecko ze wzrokiem szale艅ca demoluje siekier膮 wszystkie domowe
                                                    sprz臋ty,zdatne do rozwalenia,po czym z t膮 sam膮 siekier膮 goni swoich rodzic贸w
                                                    przez p贸艂 miasta
                                                    4.Gdy nasze dziecko ze wzgl臋du na zupe艂ny brak czasu nie je obiad贸w,bo akurat
                                                    gra i trzeba je karmi膰 za pomoc膮 odkurzacza w艂膮czonego w odwrotnym kierunku
                                                    5.Kiedy nasze rachunki za pr膮d od chwili kupienia dziecku gry s膮 przynajmniej 20
                                                    razy wy偶sze
                                                    6.Wtedy,gdy nasze potomstwo podczas nielicznych przerw w grze wchodzi po 艣cianie
                                                    na sufit i tam wisz膮c wczepione pazurami
                                                    w tynk t艂umaczy nam uparcie,偶e to my znajdujemy si臋
                                                    w niew艂a艣ciwej pozycji horyzontalnej
                                                    7.Kiedy na kupno nowych gier musieli艣my w banku zaci膮gn膮膰 wysoki kredyt pod
                                                    zastaw naszego w艂asno艣ciowego mieszkania,bo czego nie robi si臋 dla ukochanej
                                                    pociechy...
                                                    8.Je偶eli nasze dziecko w trakcie wizyty bliskich krewnych,si艂膮
                                                    oderwane od gry i zapytane o to,jak si臋 czuje,warczy g艂ucho
                                                    i przeci膮gle wyje,oraz biegaj膮c na czworakach po mieszkaniu gryzie wszystkich
                                                    obecnych po nogach,znikaj膮c potem
                                                    w pokoju,gdzie stoi komputer i zamyka si臋 tam na k艂贸dk臋
                                                    9.Kiedy s膮siedzi,przera偶eni potwornymi krzykami i wrzaskliwymi, rynsztokowymi
                                                    przekle艅stwami naszego graj膮cego dzieci膮tka, nasy艂aj膮 na nas codziennie
                                                    policj臋,wojsko,wydzia艂 zab贸jstw, komandos贸w z Grom-u,izb臋 skarbow膮,oraz sanepid
                                                    i nie wiadomo dlaczego,kierownika pobliskiego sk艂adu opa艂owego
                                                    10.Gdy nasze dziecko mo偶emy wyprowadza膰 na spacer tylko na 艂a艅cuchu i w kaga艅cu
                                                    i tylko poza terenem zabudowanym
                                                    11.Wtedy,kiedy nasze dziecko natychmiast po przegranej grze wyrzuca z 10 pi臋tra
                                                    wszystkie ci臋偶kie przedmioty znajduj膮ce si臋
                                                    w mieszkaniu,a potem zaczyna zgryza膰 i zdrapywa膰 pazurami tapety,jak zwykle
                                                    wyj膮c dono艣nie
                                                    12.Kiedy twarz naszej latoro艣li zostaje opalona na czarno promieniowaniem ekranu
                                                    telewizyjnego
                                                    13.Gdy na skutek dziesi膮tek tysi臋cy przyci艣ni臋膰 guzik贸w w ci膮gu godziny naszemu
                                                    dziecku zaczynaj膮 wy艂azi膰 ko艣ci palc贸w przez sk贸r臋,a ono,nie zwracaj膮c uwagi na
                                                    krew lej膮c膮 si臋 na pod艂og臋 gra zawzi臋cie nadal,za艣 my zmuszeni jeste艣my do
                                                    nielegalnego kupowania w najbli偶szej stacji krwiodawstwa konserw
                                                    z krwi膮,aby dziecku robi膰 transfuzje na bie偶膮co
                                                    14.Je偶eli nasze dziecko musi wpatrywa膰 si臋 w ekran przez teleskop,bo inaczej
                                                    nic nie widzi
                                                    15.Gdy nasze dziecko zamieni艂o si臋 w bezwolnego robota,kt贸ry funkcjonuje jedynie
                                                    po pod艂膮czeniu go do komputera i opr贸cz dw贸ch s艂贸w:”chc臋 gra膰,chc臋 gra膰” nie
                                                    m贸wi nic innego.
                                                    16.Wtedy,kiedy nasz bobasek przez zupe艂ny przypadek wdziera si臋 do wojskowego
                                                    komputera kontroluj膮cego si艂y zbrojne Stan贸w Zjednoczonych,do naszych drzwi
                                                    pukaj膮 przedstawiciele ameryka艅skich si艂 szybkiego reagowania wraz z FBI,CIA i
                                                    panami z Pentagonu,a przed naszym blokiem na trawniku obok ma艂ego fiata pana
                                                    Henia zaparkowa艂y ci臋偶kie czo艂gi M1,wspierane przez helikoptery szturmowe Apache
                                                    i ca艂a ta swo艂ocz celuje w nasze okna.
                                                    17.Gdy nasze dziecko,pracuj膮c nad zwi臋kszeniem szybko艣ci
                                                    i pami臋ci swojej gry wymy艣la nowy rodzaj twardego dysku potrzebuj膮cego do
                                                    zasilania minimum 300 megawat贸w,a zaraz potem wysadza w powietrze za pomoc膮
                                                    przeci膮偶onej sieci elektrycznej bezpieczniki w mieszkaniu,w bloku,transformatory
                                                    na osiedlu,miejski zak艂ad energetyczny i wszystkie krajowe elektrownie,po czym
                                                    problem rozwi膮zuje si臋 sam,gdy偶 bez pr膮du trudno gra膰 przy komputerze,a co
                                                    najwy偶ej przy 艣wieczkach
                                                    w Chi艅czyka,domino lub w tysi膮ca,albo z s膮siadk膮 w pokera rozbieranego
                                                    18.Kiedy 偶adna ze szk贸艂 podstawowych nie chce w og贸le o naszym dziecku
                                                    s艂ysze膰,bo znaj膮 je wszyscy z widzenia z pierwszych stron
                                                    brukowych gazet,a szko艂y specjalne z hukiem zatrzaskuj膮 przed nim swoje podwoje
                                                    w trosce o absolwent贸w i dopiero szko艂a dla dzieci policjant贸w wykazuje swoje
                                                    zrozumienie,przyjmuj膮c nasze dziecko w poczet uczni贸w.
                                                    19.Wtedy,gdy nasze dziecko ma co prawda ochot臋 na jedzenie,ale podczas 艣niadania
                                                    smaruje mas艂em i ok艂ada serem dyskietki,a potem bez zb臋dnych za偶ale艅 mia偶d偶y je
                                                    z臋bami,艂ykaj膮c plastyk
                                                    z apetytem i g艂o艣no chwal膮c smakowito艣膰 swojego jedzonka, zagryza mikroprocesorami.
                                                    20.Kiedy nasza pociecha podczas spaceru z ni膮, pozbawiona mo偶liwo艣ci zagrania w
                                                    przeno艣n膮 gr臋 typu Game Boy napada znienacka i zagryza 2 dobermany,3 bullteriery
                                                    oraz
                                                    2 rottweilery,za co musimy zap艂aci膰 wysokie odszkodowanie,
                                                    a potem energicznie wyrywa si臋 z u艣cisku naszej r臋ki w kierunku
                                                    pobliskiego ZOO,gdzie stoj膮 jeszcze klatki z lwami, tygrysami
                                                    i innymi drapie偶nikami
                                                    21.Wtedy,gdy znany psychiatra po 20 minutowej rozmowie
                                                    z naszym dzieci膮tkiem sam,bez przymusu, k艂adzie si臋 na kozetce
                                                    i pod艂膮cza do urz膮dzenia stosowanego przy terapii elektrowstrz膮sowej,a
                                                    potem,jeszcze dymi膮c i si臋 trz臋s膮c,w艂azi
                                                    w kaftan bezpiecze艅stwa,ka偶膮c si臋 odwie藕膰 na oddzia艂 zamkni臋ty
                                                    22.Wtedy,kiedy podrasowany komputer naszego dziecka jest tak szybki,偶e po
                                                    doprawieniu k贸艂,spojler贸w oraz pojemnika na testament osi膮ga na p艂atnej
                                                    autostradzie Wroc艂aw-Muchob贸r Wielki pr臋dko艣膰 przelotow膮 450 km/h, po czym
                                                    trzeba hamowa膰,gdy偶 autostrada po 5 minutach jazdy w艂a艣nie si臋 ko艅czy
                                                    23.Gdy dziecko zamontowa艂o do ch艂odzenia wielkiego procesora tak du偶y
                                                    wentylator,i偶 po w艂膮czeniu komputera mo偶emy na艣ladowa膰 w jego pokoju stan
                                                    niewa偶ko艣ci i wychodzi to o niebo lepiej,ni偶 w jakim艣 g艂upim samolocie
                                                    nurkuj膮cym w kierunku ziemi z wariack膮 pr臋dko艣ci膮.Problemem s膮 tylko fruwaj膮ce
                                                    wok贸艂 meble,oraz narz臋dzia do majsterkowania jak m艂otki,pi艂y do metalu i
                                                    drewna,kot,oraz no偶yce 偶ony i skalpele s艂u偶膮ce normalnie do otwierania list贸w
                                                    24.Kiedy nasze dziecko przesta艂y interesowa膰 gry telewizyjne
                                                    i komputerowe,ale za to po wywo艂aniu i obejrzeniu internetowych stron agencji
                                                    kosmicznej NASA biega ono od rana do wieczora po osiedlowych uliczkach,udaj膮c
                                                    my艣liwiec z Marsa i w艂a艣ciwie nikogo by to nie dziwi艂o,gdyby nie fakt,偶e nasze
                                                    dziecko
                                                    osi膮gn臋艂o w mi臋dzyczasie wiek lat 25.
                                                    Mamy nadziej臋,i偶 te kr贸tkie zarysowanie charakter贸w dzieci ogarni臋tych
                                                    komputerow膮 mani膮 pozwoli rodzicom na umiej臋tne post臋powanie ze swoimi
                                                    pociechami bez konieczno艣ci uciekania si臋 do morderstwa lub samob贸jstwa,czego
                                                    wszystkim ewentualnym,lub aktualnym rodzicom 偶yczymy.
                                                    THE END
                                                    copyright by Leziox


                                                  • leziox Jedzie pociag z daleka 20.12.09, 16:51
                                                    Jedzie poci膮g z daleka,czyli poetycka wersja podr贸偶y poci膮giem P.K.P


                                                    Jedzie poci膮g z daleka,brudny i osmolony
                                                    Gwi偶d偶e g艂o艣no lokomotywa,podskakuj膮 wagony
                                                    Konduktor dzi艣 nie艂askawy,do Warszawy nie we藕mie
                                                    Kwacha sobie obali艂,nie ma wi臋cej,to blednie

                                                    Czyha t艂uszcza na skraju peronu,co nie jest pusty
                                                    Czaj膮 si臋 kieszonkowcy,wezm膮 艂up zaraz t艂usty
                                                    G艂os z megafonu mamrocze,strasznie jako艣 zaspany
                                                    Kto艣 pod nosem przeklina,biegnie baba z jajami

                                                    Pijak zasn膮艂 na torach,wlok膮 go gdzie艣 soki艣ci
                                                    Obok facet wzi膮艂 rzygn膮艂,md艂y od贸r zgni艂ych li艣ci
                                                    Wjecha艂 poci膮g z 艂oskotem,osmolony i brudny
                                                    Ale nikt nie narzeka,偶e przedzia艂 paskudny
                                                    Narzeka膰 nie mo偶na,bo przedzia艂u nie ma
                                                    Go艣膰 go rozwali艂 siekier膮,gdy po w贸dce mia艂 cienia
                                                    Konduktor tym razem w korytarz nie trafi艂
                                                    W kiblu zasn膮艂 na kr贸tko,wreszcie wzi膮艂 si臋 zapi艂
                                                    Drapie偶nik贸w brakuje,lwy z nami nie jad膮
                                                    Czasem inne zwierz膮tka pod nogami si臋 k艂ad膮
                                                    Gorzej tu ni偶 w d偶ungli,wi臋c bez przerwy czuwaj
                                                    Gdy strzelaj膮 w korytarzu,na bok si臋 odsuwaj

                                                    Biega wilczur po sk艂adzie,wredny i szczekaj膮cy
                                                    Ludzi straszy i warczy,pan jakby pijany i 艣pi膮cy
                                                    Zrobi膰 spok贸j z bydl臋ciem,niech si臋 tu nie panoszy
                                                    Drzwi otwarte i kopa,ju偶 tam w rowie si臋 stroszy

                                                    Wlecze si臋 poci膮g z daleka,jak rowerzysta stary
                                                    Gra w k膮cie Cygan na flecie,nios膮 si臋 d藕wi臋ki gitary
                                                    Zgrzyta 偶elastwo o szyny,omal si臋 nie wywr贸ci
                                                    Ci膮gnie si臋 osobowy,bigosem wszyscy struci
                                                    Ruscy jad膮 z baga偶em,co wa偶y ze 100 kilo
                                                    T艂uk膮 si臋 ochroniarze,kt贸ry dostanie bilon
                                                    Rekieter贸w wymiot艂o,gdzie艣 w pole uciekli
                                                    Dzisiaj bez haraczu smutnie si臋 powlekli
                                                    Leje si臋 „Moskowskaja”litr贸w dziesi膮tkami
                                                    Pany na granicy zbyt si臋 nie czepiali
                                                    艢wi臋tuj膮 Rosjanie nowin臋 szcz臋艣liw膮
                                                    Wszystkich w贸dk膮 cz臋stuj膮,nie wypi膰 jest krzywo

                                                    Jedzie poci膮g z daleka,brudny i obrzygany
                                                    Drzemi膮 smacznie dr贸偶nicy,w nocy otwarte szlabany
                                                    Huknie czasem g艂o艣no,z przejazdu furmank臋 zmiecie
                                                    艢pij do rana rolniku,a nie ganiaj po 艣wiecie

                                                    Maszynista bez humoru wajch臋 twardo 艣ciska
                                                    Hej,to poci膮g z dala jedzie,a nie burza b艂yska
                                                    Gdy samoch贸d jaki trafi,kred臋 w r臋k臋 bierze
                                                    Nowy krzy偶yk l艣ni na 艣cianie,czuwa kto艣 przy sterze

                                                    Usta flaszk膮 sobie zmoczy,gdy nudno na zmianie
                                                    Semafor je艣li z艂o艣liwy i na d艂u偶ej stanie
                                                    Kln膮 podr贸偶ni bez wyj膮tku,starzy,m艂odzi,dzieci
                                                    Mo偶e na podr贸偶y takiej ca艂y tydzie艅 zleci

                                                    Pewien facet co zm臋czony,dzieci z sob膮 wlecze
                                                    Sze艣膰 ich na kolonie wiezie,zwariujesz cz艂owiecze
                                                    Wszystkie mordy dr膮 tak g艂o艣no,a偶 szyby p臋kaj膮
                                                    Uszy ludziom wszystkim puchn膮,w艂osy d臋ba staj膮

                                                    Dzieci w mikroweli upiec,mrucz膮 pasa偶ery
                                                    Nikt tutaj wcale nie k艂amie,ka偶dy z nich jest szczery
                                                    Lepiej ko艂o prasy siedzie膰,co w stal mocno 艂upie
                                                    Ni偶 bachor贸w w drodze s艂ucha膰,wnet mo偶na og艂upie膰

                                                    Kierownik poci膮gu w trasie bez wie艣ci zagin膮艂
                                                    P臋dzi brudny sk艂ad bezpa艅ski,oby si臋 zatrzyma艂
                                                    Rzuca na rozjazdach zgni艂ych,co ledwo tkwi膮 w ziemi
                                                    Nadszed艂 wiek XXI,nic si臋 nie chce zmieni膰

                                                    Gwiazdy 艂ypi膮 cicho w g贸rze,sputnik te偶 si臋 p臋dza
                                                    Jedzie poci膮g nasz z daleka,w 艣rodku polska n臋dza
                                                    Sracze dawno s膮 zatkane,czas przez okno robi膰
                                                    Wieje zimny wiatr p贸艂nocny,ty艂ek wagon zdobi

                                                    Zbiry korytarzem chodz膮 zbieraj膮c na tac臋
                                                    Nie dasz wcale lub za ma艂o,wnet zarobisz w glac臋
                                                    Ka偶dy jako艣 tu 偶y膰 musi,musz膮 i bandziory
                                                    呕aden z nich do pracy jako艣 nigdy nie jest skory

                                                    Jedzie poci膮g z daleka,brudny i osmolony
                                                    Znik艂a we mgle lokomotywa,schowa艂y si臋 wagony
                                                    Jak wielka zjawa z wyba艂uszonymi 艣lepiami
                                                    Przez biel si臋 poci膮g przedziera z mi艂ymi pasa偶erami

                                                    Gdziekolwiek jeste艣,panie 艂askawy konduktorze
                                                    Nie w艂贸cz si臋 po przedzia艂ach,p贸ki mg艂a na dworze
                                                    Jeszcze sw膮 torb臋 utracisz,wielk膮 z biletami
                                                    Lub g艂upio si臋 potkniesz zaraz pode drzwiam

                                                    Stoi w Warsie sprzedawca,g臋b臋 ma zb贸jeck膮
                                                    Tu si臋 z kim艣 pok艂贸ci,tam wystraszy dziecko
                                                    Uprzejmo艣ci tyle w nim,co na Saharze wody
                                                    To nie jest chuligan jaki艣,to pracownik m艂ody

                                                    Je艣li deko ju偶 zg艂odnia艂e艣,kupisz tu jedzonko
                                                    Kie艂basy kawa艂ek cienkiej,albo 艣ledzia dzwonko
                                                    Wszystko bardzo 艣wie偶e przecie偶,tak to typ zachwala
                                                    W chwil臋 po zjedzeniu padaczka z n贸g zwala

                                                    Jedzie poci膮g z daleka,brudny i osmolony
                                                    艢pi膮 ludziska na pod艂odze,kiwaj膮 si臋 wagony
                                                    Po dziesi臋ciu jazdy godzinach wszystko oboj臋tne
                                                    B艂yszcz膮 gor膮czkowe oczy,l艣ni膮 oblicza sm臋tne

                                                    Czasem kto艣 zawyje,za艂ka,gdy sza艂 go nag艂y chwyci
                                                    Nudno i nic si臋 nie dzieje,wysiedli bandyci
                                                    Maszyni艣cie si臋 nie 艣pieszy,bo gdzie p贸j艣膰 ma w nocy
                                                    Wsta艂 konduktor ju偶 z bar艂ogu,dziecko strzela z procy

                                                    Te nasze polskie koleje s艂u偶膮 nam od wieku
                                                    Nie przyr贸wnuj do nich czasem deutsche bahn,cz艂owieku
                                                    Bez was Polska nie jest Polsk膮,chocia偶 ci膮gle pijana
                                                    Na piechot臋,autostopem podr贸偶 przer膮bana

                                                    Jedzie poci膮g obrzygany przez wsie i miasteczka
                                                    Tutaj stoi krowa czarna,w dole p艂ynie rzeczka
                                                    Gnoju smr贸d przez okno wpada,wi臋c ci膮gle u siebie
                                                    Na stacyjce nie nazwanej kura w ziemi grzebie

                                                    Zatrzyma艂 si臋 wreszcie poci膮g na ko艅cowej stacji
                                                    Nadal osmolony,brudny,w nim 艣lady libacji
                                                    PKP dzi臋kuje wszystkim,co razem jechali
                                                    Posz艂a w g贸r臋 zn贸w benzyna,b臋dziem je藕dzi膰 dalej

                                                    呕aden horror ju偶 niestraszny po takiej podr贸偶y
                                                    Na wspomnienie same tylko krew w 偶y艂ach si臋 burzy
                                                    Ka偶dy,kto do celu dotar艂,peron wnet ca艂uje
                                                    Lepszy jest ni偶 Terminator,ten co cz臋sto woja偶uje

                                                    Zn贸w megafon szczekn膮艂 z cicha,taki wci膮偶 zaspany
                                                    Mo偶e dalej jeszcze jecha膰,pyta Ruski znany
                                                    Nikt na to pytanie teraz jemu nie odpowie
                                                    My艣li nasze wci膮偶 nie mog膮 si臋 u艂o偶y膰 w g艂owie

                                                    Hej rodacy,do poci膮g贸w,drzwi za sob膮 zamkn膮膰
                                                    Ka偶dy mo偶e co艣 tu prze偶y膰,pi臋knie,z elegancj膮
                                                    Nie trz臋艣 wi臋c ju偶 ty艂kiem,jed藕,nie szcz臋kaj z臋bami
                                                    Konduktor z obs艂ugi reszt膮 te偶 pojedzie z nami.

                                                    THE END
                                                    copyright by Leziox

                                                  • leziox Stuttgarcka retrospekcja 02.01.10, 23:32
                                                    STUTTGARCKA RETROSPEKCJA


                                                    W autobusie do艣膰 pe艂nym z towarzystwem przyjemnym
                                                    Miejsce zaj膮膰 mi p贸藕no wypad艂o
                                                    Szkocka w g艂owie 艣piewa艂a,humor mi podgrzewa艂a
                                                    A kac jeszcze do drzwi mych nie stuka艂
                                                    艢mieli ludzie si臋 g艂o艣no,te偶 popili dzi艣 ostro
                                                    Wymy艣lali jakie艣 dziwne zdarzenia
                                                    Gna艂 kierowca ponury,nie zwa偶aj膮c na dziury
                                                    Kurs ostatni mia艂 prawie sko艅czony
                                                    Gdzie艣 si臋 przesi膮艣膰 musia艂em,troch臋 pod mostem sta艂em
                                                    A偶 si臋 tramwaj przyci膮gn膮艂 zm臋czony
                                                    I po b艂yszcz膮cych szynach pojecha艂a gadzina
                                                    Wprost do dworca,co hauptbahnhof tu si臋 zowie
                                                    Jedni spa膰 szli powoli,inni chlali do woli
                                                    Stuttgart 偶y艂 swoim wieczornym rytmem
                                                    Dziwki ju偶 pracowa艂y,na K枚nigstrasse czeka艂y
                                                    Na frajera,co f眉nfzig mark sypnie
                                                    W wielkiej dworcowej hali,gdzie penerzy drzemali
                                                    艢wiat艂o by艂o ju偶 dawno przy膰mione
                                                    Minut du偶o wci膮偶 mia艂em,jeszcze czeka膰 musia艂em
                                                    Na dyli偶ans m贸j w ciep艂e pielesze
                                                    W restauracji a raczej barze kto艣 gra艂 na gitarze
                                                    Harmonijk膮 do taktu sobie dopomaga艂
                                                    Zbiera艂 marki na chlebek,bawi艂 ludzi swym 艣piewem
                                                    I niewa偶ne 偶e brzmia艂 po niemiecku
                                                    By艂a p贸藕na godzina,wsz臋dzie zm臋czona mina
                                                    A niekt贸rzy mieli bardzo du偶o czasu
                                                    Gdzie艣 tam poci膮g odjecha艂,punktualnie,nie zwleka艂
                                                    Wiadomo-tutejsza dok艂adno艣膰
                                                    W 偶y艂ach cicho szumia艂o,radowa艂o si臋 cia艂o
                                                    Po wizycie u bliskich znajomych
                                                    A megafon co艣 gada艂,s艂owa do kupy sk艂ada艂
                                                    Dla wielu wa偶ne to by艂o mocno
                                                    Taks贸wkarze czekali,rzadko kiedy w noc gnali
                                                    Ma艂o kto ju偶 wysiada艂 z poci膮g贸w
                                                    W wozach radio brz臋cza艂o,senno艣膰 ich odgania艂o
                                                    Je藕dzi膰 trzeba przecie偶 bezpiecznie
                                                    艢wiat艂o wsz臋dzie przy膰mione,偶adne twarze znajome
                                                    W zakamarkach si臋 nie pokaza艂y
                                                    Tylko policja sm臋tna poszukiwa艂a wci膮偶 m臋ta
                                                    Aby przymkn膮膰 go za to czy owo
                                                    W kioskach klamki zapad艂y,by ich 偶ule nie skrad艂y
                                                    Chleb,kanapki-drzema艂y ju偶 chyba
                                                    Piwo w ko艅cu wypi艂em,komu艣 te偶 postawi艂em
                                                    Przyjacielem by艂em czyim艣 od razu

                                                    Wszyscy brzmieli 偶yczliwie,nawet po pi膮tym piwie
                                                    Nikt woko艂o nie rzuca艂 kuflami
                                                    M艂odzi byli i starzy ze znu偶eniem na twarzy
                                                    P贸藕na by艂a ta dworcowa godzina

                                                    Wkr贸tce miano zamyka膰 i personel chcia艂 znika膰
                                                    Ka偶dy chce sobie w domu odpocz膮膰
                                                    Diabli wiedz膮 dlaczego zn贸w wypi艂em jednego
                                                    Smok Wawelski mniej chyba potrafi艂

                                                    Dobrze tam si臋 siedzia艂o,o g艂upotach gada艂o
                                                    Taka gadka o niczym przyspana
                                                    Jeszcze piwo nast臋pne,by jecha艂o si臋 pi臋knie
                                                    Zbiera膰 ty艂ek na peron musia艂em
                                                    Ten m贸j piwny znajomy czeka膰 mia艂 jeszcze do woli
                                                    Na Monachium by艂 poci膮g nad ranem
                                                    Znowu艣my piwo wypili,o czym艣 pobajdurzyli
                                                    I po偶egnali,by si臋 nigdy nie spotka膰
                                                    Poci膮g sta艂 ju偶 na Pary偶,ca艂owa艂y si臋 pary
                                                    Wiecz贸r by艂 tak nastrojowy
                                                    Na peronie posta艂em,jeszcze poogl膮da艂em,
                                                    Co si臋 dzieje na tym bo偶ym 艣wiecie
                                                    W wagon si臋 zanurzy艂em,lecz po drodze nie 艣ni艂em
                                                    Czasu akurat nie mia艂em na Pary偶
                                                    W miescie swoim wysiad艂em,na piechot臋 polaz艂em
                                                    Do domeczku,co czeka艂 ju偶 w mroku
                                                    Mi艂o si臋 dzi艣 bawi艂em,lecz i to zauwa偶y艂em
                                                    呕e samotnym si臋 bywa w艣r贸d t艂umu
                                                    Przyjaciele,znajomi,ka偶dy do domu ci臋 goni
                                                    Gdy za d艂ugo ty艂ek zawracasz
                                                    艢wiat jest taki,nie inny,ju偶 nie jestem dziecinny
                                                    Wi臋c i dzi艣 sobie powiem jak zawsze
                                                    Nie藕le si臋 zabawi艂e艣,mi艂o sobie popi艂e艣
                                                    Ciesz si臋 chwil膮 i nie licz na innych
                                                    Jeszcze troch臋 zrz臋dzi艂em,ale wi臋cej nie pi艂em,
                                                    Ju偶 za du偶o by艂oby mi chyba
                                                    Z 偶alem co艣 mamrota艂em,w 艂贸偶ku nikogo nie mia艂em
                                                    Co za misia pluszowego by s艂u偶y艂
                                                    Tak samotnie wtulony w becik co jest bez 偶ony
                                                    Smutnie sobie my艣la艂em o 偶yciu
                                                    Sen mnie zabra艂 艂agodny,tam gdzie nikt nie jest g艂odny
                                                    I utuli艂 mnie 艂apk膮 kosmat膮.

                                                    The End

                                                    copyright by Leziox


                                                  • leziox Poradnik nr.3-Lato 02.01.10, 23:47
                                                    Jak prze偶y膰:
                                                    Poradnik nr.3:Kiedy poznamy,偶e nareszcie nadesz艂o lato?


                                                    Ku pokrzepieniu i ogrzaniu serc zim谩


                                                    Tak d艂ugo zdarza nam si臋 co roku czeka膰 na przyj艣cie upragnionego ciep艂a,na
                                                    mo偶liwo艣膰 k膮pieli w jeziorze,a nie
                                                    w 艣mierdz膮cym chlorem basenie,patrzenie na p贸艂 ubrane lub p贸艂 rozebrane
                                                    dziewczyny chodz膮ce po ulicach i po prostu na S艂o艅ce, 偶e cz臋sto nie zauwa偶amy
                                                    tego,i偶 lato jest ju偶 z nami.
                                                    呕eby zapobiec tego rodzaju przeoczeniom,sporz膮dzili艣my nast臋pn膮 cz臋艣膰 naszego
                                                    popularnego i cennego poradnika,kt贸ry zwr贸ci uwag臋 os贸b nieu艣wiadomionych lub po
                                                    prostu debilnych na oznaki lata,co wlasnie do nas zawitalo.Lato mamy wi臋c wtedy,gdy:

                                                    1.Rt臋膰 w termometrze zaczyna wrze膰,a potem p臋ka szkie艂ko
                                                    2.Wtedy,gdy wypijamy jak ko艅 w ci膮gu dnia wiadro wody,
                                                    a wypacamy dwa
                                                    3.Gdy nagle z przydomowego ogr贸dka musimy przegania膰 偶yrafy,wielb艂膮dy,w臋偶e,co
                                                    nie s膮 wcale zaskro艅cami i inne talatajstwo w postaci skorpion贸w,oraz pokrewnych
                                                    4.Kiedy coraz cz臋艣ciej przydarzaj膮 nam si臋 fatamorgany typu 偶e mamy
                                                    np.wystarczaj膮co wysok膮 wyp艂at臋 w pracy
                                                    5.Wtedy,gdy osiedlowi dyngole przestali pi膰 gorza艂臋,bo zanim donios膮 j膮 do
                                                    ust,to ona ju偶 zd膮偶y wyparowa膰
                                                    6.Gdy w miejskich tramwajach i autobusach 艣mierdzi jeszcze bardziej,ni偶 w
                                                    chlewie z co najmniej 150 艣winiami,bo wsp贸艂pasa偶erowie uparli si臋 akurat
                                                    teraz,aby na艣ladowa膰 nieumyte byd艂o i oszcz臋dzaj膮 wod臋,myd艂o,dezodoranty,艣rodki
                                                    pior膮ce,oraz lizol itp.
                                                    7.Kiedy przez Zatok臋 Gda艅sk膮 mo偶na na piechot臋 doj艣膰,albo dojecha膰 np.rowerem
                                                    sk艂adakiem do Szwecji,lub jeszcze lepiej do Finlandii,gdzie istnieje mo偶liwo艣膰
                                                    pok膮tnego handlu gorza艂膮 na ulicy,albo do Rosji po kradzione ikony
                                                    8.Gdy 艣rodkami komunikacji miejskiej zacz臋艂y obok goryli je藕dzi膰 r贸wnie偶 lwy
                                                    9.Wtedy gdy stoj膮c na przystanku autobusowym nie wsiadamy do upragnionego
                                                    pojazdu,bo niespodziewanie okazuje si臋,偶e tkwimy po kolana w roztopionym
                                                    asfalcie,co nas trzyma
                                                    10.Kiedy kury znosz膮 jaja sma偶one na boczku,albo od razu sadzone
                                                    11.Gdy zebry nie le偶膮 grzecznie na przej艣ciach dla pieszych,lecz biegaj膮 po
                                                    osiedlowych uliczkach g艂o艣no r偶膮c
                                                    12.Wtedy,gdy na trawniku obok sklepu spo偶ywczego rozbili ob贸z Nomadzi z Sahary
                                                    13.Gdy powietrze jest tak g臋ste,偶e ptaki nie lataj膮,a wisz膮
                                                    w miejscu i od razu mo偶na je zje艣膰,bo ju偶 dawno si臋 upiek艂y

                                                    14.Wtedy,kiedy w lod贸wce ustawionej na maksymalne ch艂odzenie mo偶emy upiec
                                                    艣winiaka,lub przynajmniej barana
                                                    15.Gdy ryczenie stada s艂oni k膮pi膮cych si臋 w fontannie miejskiej tu偶 ko艂o ratusza
                                                    bezustannie zrywa nas w nocy ze snu,a hieny g艂o艣no si臋 艣miej膮 w osiedlowym 艣mietniku
                                                    16.Kiedy wszystkie miejsca w o艣rodkach wczasowych na Antarktydzie s膮
                                                    wysprzedane,a dyrekcja miejskiej ch艂odni sprzedaje miejsca w swoich magazynach
                                                    za dolary,euro i inne waluty wymienialne
                                                    17.Wtedy,gdy ka偶da podr贸偶 poci膮giem trwa o godzin臋 d艂u偶ej ni偶 normalnie,bo tak
                                                    wyd艂u偶y艂y si臋 szyny z gor膮ca
                                                    18.Gdy druty wysokiego napi臋cia zwisaj膮 tak nisko,偶e zahaczaj膮
                                                    o uszy spaceruj膮cych jamnik贸w,co powoduje zwarcia,oraz mo偶liwo艣膰 skosztowania
                                                    psa po tajlandzku
                                                    19.Kiedy piasek w dzieci臋cej piaskownicy zamieni艂 si臋 w szk艂o
                                                    20.Wtedy,gdy kolejka do miejskiego k膮pieliska jest tak d艂uga,偶e na k膮piel mamy
                                                    szans臋 dopiero w lutym nast臋pnego roku,po uprzednim wykupieniu miejsc贸wki
                                                    21.Gdy nawet rasi艣ci zamienili si臋 w Murzyn贸w
                                                    22.Gdy nagminnie notowane s膮 ucieczki na Syberi臋,aby tam prosi膰 o azyl
                                                    23.Wtedy,kiedy podczas wybor贸w na g艂ow臋 pa艅stwa zosta艂 wybrany pierwszy polski szejk
                                                    24.Wtedy,gdy 艣wie偶膮 szynk臋 mo偶emy uw臋dzi膰,wieszaj膮c j膮 na p贸艂 godziny w
                                                    samochodzie zaparkowanym na s艂o艅cu.Ten sam samoch贸d mo偶emy wykorzysta膰 r贸wnie偶
                                                    do pozostawienia w nim przez zupe艂ne zapomnienie naszej ukochanej te艣ciowej,po
                                                    czym mamy ju偶 w przeci膮gu 15 minut spok贸j na zawsze
                                                    25.Kiedy hutnicy w celu od艣wie偶enia si臋,sch艂odzenia i odpoczynku spo偶ywaj膮
                                                    艣niadanie w cieniu pieca martenowskiego
                                                    26.Gdy p艂yny ch艂odz膮ce w restauracjach przypominaj膮 gor膮cy ros贸艂
                                                    27.Wtedy,kiedy wszyscy ambasadorzy kraj贸w afryka艅skich zaczynaj膮 wreszcie
                                                    wychwala膰 nasz klimat pod niebiosa i chc膮 tu zosta膰 na zawsze jak jeden m膮偶
                                                    28.Gdy w nierentownych do tej pory kopalniach ca艂y w臋giel zamieni艂 si臋 pod
                                                    wp艂ywem gor膮ca w diamenty i niechc膮cy zostajemy najbogatszym krajem 艣wiata,za艣
                                                    Ameryka 偶ebrze u nas na kolanach o kredyty

                                                    Mo偶na by艂oby jeszcze d艂ugo wymienia膰 oznaki lata,ale chyba to ju偶
                                                    wystarczy.Reszt臋 mo偶ecie sobie dopowiedzie膰,gdy po prostu latem wyjrzycie przez
                                                    okno na zewn膮trz.Mi艂ego dnia.

                                                    THE END
                                                    Copyright by leziox

                                                  • leziox Dziewczynka z zapalniczkami part I 06.01.10, 14:54
                                                    Dziewczynka z zapalniczkami-Cieple opowiadanie na zimne wieczory


                                                    By艂o p贸藕ne,zimowe popo艂udnie.Powoli zaczyna艂o si臋 艣ciemnia膰. Nieliczni
                                                    przechodnie po艣piesznie przemykali ulicami,maj膮c
                                                    w g艂owie tylko jedn膮 my艣l-aby jak najszybciej znale藕膰 si臋
                                                    w ciep艂ym domu,tam gdzie zimny wiatr nie wieje,a 艣nieg nie wpada za
                                                    ko艂nierz.呕aden ze zmarzni臋tych ludzi nawet nie spojrza艂 na powoli drepcz膮c膮
                                                    przez zimowy,miejski pejza偶 dziewczynk臋.Jak na zim臋, nie by艂a ona za ciep艂o
                                                    ubrana,偶eby nie powiedzie膰-za lekko.Ale to by艂o w艂a艣ciwie jej zmartwienie,bo
                                                    doro艣li maj膮 oczywi艣cie wi臋ksze k艂opoty na g艂owie,ni偶 ogl膮danie si臋 za pierwsz膮
                                                    z brzegu dziewczynk膮.Zaraz na pocz膮tku wypada艂oby chyba wyja艣ni膰,偶e dziewczynka
                                                    nie chodzi艂a po ulicach ot tak sobie-bo mia艂a taki kaprys,albo przepada艂a za
                                                    zim膮.Albowiem na jej barkach spoczywa艂o wa偶ne zadanie do wykonania.By艂a ona
                                                    mianowicie ma艂膮 biznesmenk膮, oferuj膮c膮 do sprzeda偶y jednorazowe,gazowe
                                                    zapalniczki.Ale dzisiejszy wiecz贸r nie zapowiada艂 nadzwyczajnego interesu.
                                                    Ludzie,uciekaj膮cy przed zimnem w zimowe pielesze nie mieli najmniejszej ochoty
                                                    na to,aby si臋 zatrzymywa膰 w celu podziwiania gazowych rewelacji.
                                                    Dziewczynka nie mia艂a wi臋c nadzwyczajnego obrotu,co nie mog艂o jej zbyt
                                                    optymistycznie nastraja膰.Bo w domu na jej powr贸t czeka艂a z艂a macocha,a trz臋s膮ce
                                                    si臋 z chciwo艣ci r臋ce z pewno艣ci膮 ju偶 przebiera艂y niecierpliwie
                                                    palcami,my艣l膮c,ile偶 to tym razem wp艂ynie do portfela got贸wki.Je艣li utarg by艂
                                                    niski,macocha strasznie krzycza艂a na swoj膮 pasierbic臋,wyzywaj膮c j膮 od
                                                    darmozjad贸w,co nie umiej膮 zarobi膰 na w艂asne utrzymanie,tylko licz膮 na
                                                    drapane,obijaj膮c si臋 bez przerwy.
                                                    Dziewczynka by艂a osob膮 wra偶liw膮 i nie znosi艂a tych prymitywnych wrzask贸w.Ju偶
                                                    zamiast tego wola艂aby oberwa膰 kilka razy ku艂akiem po grzbiecie,ni偶 znosi膰
                                                    idiotyczne uwagi starej ma艂py,co w spraw臋 nic nowego nie wnosi艂o.Ale macocha
                                                    jakby o tym wiedzia艂a
                                                    i tylko krzycza艂a,nigdy nie podnosz膮c na dziecko r臋ki.
                                                    A tymczasem robi艂o si臋 zimniej i ciemniej.P艂atki 艣niegu grubia艂y, zaczynaj膮c
                                                    pada膰 coraz g臋艣ciej.W tamtychch czasach bywa艂y jeszcze prawdziwe zimy,nie
                                                    znaj膮ce dziury ozonowej,czy efektu cieplarnianego,jak dzisiaj.Dziewczynka z
                                                    zapalniczkami skierowa艂a si臋 w kierunku dzielnicy przemys艂owej,gdzie 艂atwiej
                                                    by艂o upolowa膰 jakiego艣 zaplutego pijusa,co mia艂 papierosy,ale nie mia艂 ognia.
                                                    Zawsze wp艂ywa艂o to dodatnio na obroty.Lecz dzisiaj wygl膮da艂o na to,偶e i tu
                                                    trudno b臋dzie spotka膰 kogo艣 ch臋tnego do zakupienia cho膰by jednej
                                                    zapalniczki.Przemys艂owa dzielnica by艂a pusta,jakby przesz艂a przez ni膮 gwa艂towna
                                                    zaraza.Nawet koty,normalnie wa艂臋saj膮ce si臋 tabunami po okolicy,tego wieczoru
                                                    poznika艂y w sobie tylko znanych zakamarkach.A pod cienk膮 kurtk膮 z ortalionu
                                                    ubywa艂o ciep艂a.Zmarzni臋te r臋ce bola艂y coraz bardziej,za艣 chowanie ich do
                                                    wych艂odzonych kieszeni niewiele pomaga艂o.
                                                    R贸wnie偶 ogrzewanie d艂oni p艂omykiem zapalniczki nie przynosi艂o efekt贸w.Odrobink臋
                                                    ciepe艂ka zdmuchiwa艂 zaraz wiatr,nie daj膮c czasu na rozgrzanie palc贸w.Nasza ma艂a
                                                    biznesmenka postanowi艂a wi臋c,偶e schowa si臋 na chwilk臋 w swoim ulubionym
                                                    miejscu,gdzie udawa艂a si臋 zawsze w wypadku k艂opot贸w z macoch膮 lub innych problem贸w.
                                                    Miejsce to,najwyra藕niej zapomniane przez ludzi znajdowa艂o si臋 za wysokim p艂otem
                                                    chroni膮cym prawdziwy labirynt rur,schodk贸w
                                                    i zawor贸w.Mo偶na tu by艂o zagubi膰 si臋 nie tylko na chwil臋,ale te偶 na zawsze,gdy
                                                    nie zna艂o si臋 wszystkich pu艂apek czyhaj膮cych dooko艂a.Dziewczynka teren zbada艂a
                                                    ju偶 dawno i mog艂a tu si臋 porusza膰 nawet z zamkni臋tymi oczami.Kawa艂ek placu
                                                    os艂oni臋tego od wiatru drewnianymi 艣cianami i daszkiem dawa艂 doskona艂膮 ochron臋
                                                    przed zawieruch膮.B臋d膮c tu z dala od okrutnego,
                                                    zwariowanego 艣wiata mog艂a pomy艣le膰 o swoim 偶yciu.
                                                    Wyobra偶a艂a sobie na przyk艂ad,jakby to by艂o pi臋knie,gdyby oboje rodzice mieszkali
                                                    z ni膮 razem,kupowali jej zabawki i opiekowali si臋 ni膮 tak,jak widywa艂a to u
                                                    innych dzieci.Jak by艂oby dobrze, gdyby mama czyta艂a bajki na dobranoc,a tata
                                                    pilnowa艂by,czy lekcje s膮 na czas odrobione.Tak naprawd臋,to nasza dziewczynka nie
                                                    by艂a prawdziw膮 sierot膮,kt贸rej oboje rodzice zmarli.Ale nie pociesza艂o jej to w
                                                    najmniejszym stopniu.Mama zostawi艂a tat臋 par臋 lat temu,wyprowadzaj膮c si臋 do
                                                    innego miasta i za艂o偶y艂a tam okaza艂y dom publiczny.Do swojej c贸rki nie
                                                    przyznawa艂a si臋
                                                    w og贸le,obawiaj膮c si臋 i chyba s艂usznie,偶e potraktowanie w ten spos贸b w艂asnego
                                                    dziecka mog艂oby si臋 niekorzystnie odbi膰 na obrotach burdelu.Tata za艣 do c贸rki
                                                    si臋 przyznawa艂,owszem,ale po rozstaniu z 偶on膮 co艣 przestawi艂o si臋 w jego
                                                    sterownikach.
                                                    By膰 mo偶e,aby odegra膰 si臋 na kobietach,biega艂 od 艣witu do nocy po pobliskim
                                                    parku,g艂o艣no rechocz膮c i rozchyla艂 sw贸j d艂ugi p艂aszcz, pod kt贸rym nie mia艂 nic
                                                    innego,jak tylko przyrodzenie w obecno艣ci samotnych pa艅.Gwoli 艣cis艂o艣ci doda膰
                                                    nale偶y,偶e nie robi艂 im krzywdy,ale bawi艂 go ich krzyk przera偶enia i gwa艂towna
                                                    ucieczka. Tata nie mia艂 wi臋c dla swojej c贸rki czasu,chocia偶 z pewno艣ci膮 j膮
                                                    kocha艂.Ze zrozumia艂ych wzgl臋d贸w dziewczynka zosta艂a wyrokiem s膮du przekazana do
                                                    rodziny zast臋pczej,kt贸r膮 uciele艣nia艂a krzykliwa macocha.Dziewczynka by艂a wtedy
                                                    jeszcze normaln膮 dziewczynk膮,tzn.bez zapalniczek,ale stara macocha ju偶 wkr贸tce
                                                    postara艂a si臋 o zmian臋 艣wiatopogl膮du nowego narybku.Codziennie musia艂o by膰
                                                    sprzedanych 30 zapalniczek,a gdy norma nie by艂a wykonana,w domu rozp臋tywa艂a si臋
                                                    burza...
                                                    A na razie mr贸z szczypa艂 w policzki,cho膰 ju偶 nie tak dotkliwie,jak na
                                                    ulicy.Dziewczynka ci臋偶ko westchn臋艂a,przeklinaj膮c cholerny los,kt贸ry jakby j膮
                                                    prze艣ladowa艂 od dziecka.
                                                    Poprawi艂a si臋 na kawa艂ku grubego steropianu,s艂u偶膮cego za siedzenie i opar艂a si臋
                                                    o drewnian膮 艣cian臋 baraku.Powoli wyj臋艂a
                                                    z kieszeni zapalniczk臋,pocieraj膮c kciukiem metalowe,chropowate
                                                    k贸艂ko.Z plastykowego zbiorniczka wyskoczy艂 cieplutki p艂omyczek,
                                                    ogrzewaj膮c jej zzi臋bni臋te d艂onie.
                                                    Pieczenie zgrabia艂ych od mrozu palc贸w sta艂o si臋 jakby mniej dotkliwe,co
                                                    sprawi艂o,偶e humor dziewczynki zaraz si臋 poprawi艂.
                                                    Czarne my艣li odesz艂y w 艣wiat,czarne my艣li poja艣nia艂y
                                                    i powesela艂y.Nawet to,偶e akurat dzisiaj przez 艣rodek baraku zacz膮艂 p艂yn膮膰
                                                    strumyk paskudnie 艣mierdz膮cej cieczy,nie psu艂o ju偶 wi臋cej dobrego
                                                    nastroju.Ostatecznie barak nie nale偶a艂 do niej.
                                                    A w og贸le nasza mi艂a bohaterka nigdy nie mog艂a si臋 domy艣li膰,do czego s艂u偶膮
                                                    w艂a艣ciwie wspomniane ju偶 przez nas setki rur, zawor贸w,sk膮d i dok膮d
                                                    prowadz膮.Wed艂ug niej,zbudowanie czego艣 takiego by艂o czynem absolutnie
                                                    bezsensownym i graniczy艂o
                                                    z ob艂臋dem.Nie potrafi艂a sobie wyobrazi膰,偶e gdziekolwiek na 艣wiecie 偶yje cho膰
                                                    jeden na tyle genialny cz艂owiek,kt贸ry m贸g艂by si臋 na tym wszystkim wyznawa膰.
                                                    -Zbudowaliby dla dzieci plac zabaw,zamiast 艂adowa膰 tyle pieni臋dzy w
                                                    b艂oto-mrukn臋艂a pod nosem dziewczynka.
                                                    Ponownie zakr臋ci艂a k贸艂eczkiem zapalniczki,bo palce zn贸w skostnia艂y.Ciep艂y p艂omyk
                                                    za艣 tak wspaniale odp臋dza艂 ch艂贸d,偶e mog艂oby to trwa膰 wiecznie.Ale gaz posiada
                                                    brzydki nawyk wyczerpywania si臋 po pewnym czasie,co i u naszej dziewczynki nie
                                                    mog艂o by膰 wyj膮tkiem.W taki spos贸b pierwsza z zapalniczek wyzion臋艂a
                                                    ducha,zabieraj膮c ze sob膮 ciep艂o i 艣wiat艂o.
                                                    Przecie偶 nie na d艂ugo.Kiedy posiada si臋 przy sobie zapas 50 sztuk, mo偶na si臋
                                                    troch臋 ogrza膰 chyba nawet na biegunie tym,czy tamtym.Ma艂a dama postanowi艂a zu偶y膰
                                                    dzisiaj wszystkie zapalniczki,aby zrujnowac macoszy interes.
                                                    -Nie b臋dzie mnie ta stara rura na mr贸z wygania膰 ,jak psa.Wol臋 po domach dziecka
                                                    si臋 poniewiera膰,ni偶 wraca膰 do tej wariatki.
                                                    Hetk臋 z p臋telk膮 zobaczysz,a nie swoje zapalniczki!-zdenerwowa艂a si臋 ma艂a.A potem
                                                    wyci膮gn臋艂a z kieszeni wszystkie zapalniczki
                                                    i z艂o偶y艂a je na stosik zaraz przy uj艣ciu brzydko pachn膮cego strumyka,aby w razie
                                                    czego mo偶na by艂oby szybko ugasi膰 p艂omie艅,gdyby okaza艂 si臋 za du偶y.Nie mia艂a
                                                    bowiem poj臋cia,z jak膮 si艂膮 mo偶e p艂on膮膰 blisko 50 zapalniczek.Ob艂o偶y艂a je
                                                    zaolejonymi szmatami znalezionymi w szopie i starymi papierami,kt贸rych te偶 tu
                                                    si臋 sporo wala艂o.Ostatni膮 zapalniczk膮 pod艂o偶y艂a ogie艅 pod ma艂膮 stert膮 i
                                                    obawiaj膮c si臋 troch臋 eksplozji,schowa艂a si臋 w najdalszy k膮t baraku.
                                                  • leziox Re: Dziewczynka z zapalniczkami part II 06.01.10, 14:55
                                                    Wybuchu nie by艂o,zapalniczki po kolei z sykiem zamienia艂y si臋 w wielkie,gorej膮ce
                                                    gwiazdy i chyba ogrza艂y nawet
                                                    o par臋 stopni szop臋,co wprowadzi艂o dziewczynk臋 ju偶 bez zapalniczek w
                                                    eufori臋.Podbieg艂a do ogniska,okr膮偶aj膮c je kilkana艣cie razy,pod艣piewuj膮c i
                                                    rado艣nie ta艅cz膮c.Czu艂a,jak p臋kaj膮 okowy kr臋puj膮ce do tej pory jej dusz臋,jak
                                                    strach przed macoszymi wrzaskami ucieka na zawsze,a dziwna moc wst臋puje w jej
                                                    cia艂o.
                                                    Nagle zrozumia艂a,偶e ludzie,kt贸rzy wywo艂uj膮 strach u innych,cz臋sto sami si臋 boj膮
                                                    zupe艂nie b艂ahych spraw i 偶e rzadko patrz膮 w lustro, boj膮c si臋,i偶 ujrz膮 swoje
                                                    prawdziwe oblicze.
                                                    Wiedzia艂a ju偶,偶e w przysz艂o艣ci ma艂o co lub kto b臋dzie j膮 mog艂o przestraszy膰,a
                                                    偶ycie stoi przed ni膮 otworem.Musi tylko troch臋 swojemu losowi pom贸c...
                                                    I to by艂o w艂a艣nie tak radosne.Minuty mija艂y,zamieniaj膮c si臋
                                                    w kwadranse,dziewczynka bez zapalniczek zm臋czona ta艅cem postanowi艂a troch臋
                                                    odpocz膮膰 przy p艂omieniu ogniska.Co by艂o bardzo dziwne,ono zamiast
                                                    zgasn膮膰,p艂on臋艂o z dziwnym uporem nadal,chocia偶 gaz pali si臋 przecie偶 szybko,a po
                                                    plastyku
                                                    z zapalniczek nie by艂o ju偶 w ogniu najmniejszego 艣ladu.
                                                    P艂omienie jednak nie przygasa艂y,jakby wiedzia艂y,偶e dziewczyna ich teraz bardzo
                                                    potrzebuje.Dziecko przysiad艂o obok czerwono-niebieskiego p艂omienia,rozpi臋艂o
                                                    kurtk臋,bo w baraku zrobi艂o si臋 gor膮co i pogr膮偶y艂o si臋 w rozmy艣laniach.Ka偶dy nowy
                                                    ogieniek zdawa艂 si臋 przynosi膰 wizj臋 tego,co dopiero mia艂o nast膮pi膰. Pojawi艂a si臋
                                                    szko艂a,twarze r贸wie艣nik贸w,kt贸rych dopiero pozna,nauczyciele i 艂adny pok贸j z du偶膮
                                                    ilo艣ci膮 zabawek
                                                    i maskotek,gdzie mia艂a mieszka膰.Ludzie,kt贸rzy j膮 w przysz艂o艣ci zaadoptuj膮,b臋d膮
                                                    inteligentni i spokojni.Na pewno nie wy艣l膮 jej na ulic臋,偶eby cokolwiek
                                                    sprzedawa膰 no i krzycze膰 te偶 nie b臋d膮 na ni膮 za cz臋sto,nawet gdy na to
                                                    zas艂u偶y.Inny p艂omyk ukaza艂 bardzo 艂adnego ch艂opaka,kt贸ry odegra w jej 偶yciu
                                                    wa偶n膮 rol臋,by膰 mo偶e przysz艂ego m臋偶a i...i...i... Dziewczynce zabrak艂o wreszcie
                                                    obrazk贸w do wstawiania w ukazuj膮ce si臋 na nowo p艂omyczki, kt贸rych wbrew zdrowemu
                                                    rozs膮dkowi wci膮偶 przybywa艂o.Zreszt膮 w bardzo szybkim tempie. Na miejsce jednego
                                                    zgaszonego pojawia艂o si臋 pi臋膰 nowych, zupe艂nie jak u niejakiej hydry g艂owy.Nasza
                                                    by艂a biznesmenka odsun臋艂a si臋 od ogniska buchaj膮cego teraz prawdziwie hutniczym
                                                    偶arem,patrz膮c z pewnym zdziwieniem na to,co dzia艂o si臋 przed jej oczami.
                                                    -Co te偶 mo偶e sprawi膰 si艂a woli-powiedzia艂a cicho do siebie-tylko 偶e a偶 tak du偶o
                                                    ognia to ja nie chcia艂am,a teraz nie wiem,jak to si艂膮 woli ugasi膰...
                                                    W tej samej chwili w ognisku co艣 trzasn臋艂o i ma艂a iskierka wskoczy艂a do
                                                    cuchn膮cego strumyka p艂yn膮cego przez barak. Zamiast zgasn膮膰,zap艂on臋艂a z jeszcze
                                                    wi臋ksz膮 si艂膮,
                                                    w b艂yskawicznym tempie podpalaj膮c ca艂y potoczek,a potem hucz膮cy p艂omie艅
                                                    pow臋drowa艂 sobie pod pr膮d i z pr膮dem ma艂ej rzeczki.Ca艂y drewniany barak stan膮艂
                                                    szybko w p艂omieniach, zmuszaj膮c dziewczynk臋 bez zapalniczek do gwa艂townej
                                                    ucieczki na zewn膮trz.Trzeba doda膰,偶e ma艂a dysponowa艂a niez艂ym refleksem.Mocnym
                                                    kopni臋ciem wybi艂a dwie deski w 艣cianie, przeciskaj膮c si臋 przez powsta艂膮 dziur臋 i
                                                    kln膮c, na czym 艣wiat stoi,wybieg艂a z budy.
                                                    -Znowu pech,cholera,tak膮 fajn膮 melin臋 diabli wzi臋li,ci膮gle co艣 mi idzie na
                                                    opak,psiakrew,dziadostwo!
                                                    To by艂 jednak drobny u艂amek,ledwo zacz膮tek tego,co mia艂o wkr贸tce nast膮pi膰.Wzd艂u偶
                                                    艣mierdz膮cego strumyka przemkn臋艂a b艂yskawica,z osza艂amiaj膮c膮 pr臋dko艣ci膮 znikaj膮c
                                                    za poblisk膮 g贸rk膮.Na moment zapad艂a g艂ucha cisza,a potem gdzie艣 co艣 potwornie
                                                    g艂o艣no 艂upn臋艂o.
                                                    Powietrzem wstrz膮sn膮艂 szereg szybkich eksplozji,ciemno艣膰 nocy ust膮pi艂a silnej
                                                    jasno艣ci rozlewaj膮cej si臋 po niebie.W g贸r臋 wzbi艂a si臋 chmura smolistego,t艂ustego
                                                    dymu,zaraz znowu co艣 wybuch艂o.Zawy艂y syreny,przestraszeni ludzie wybiegli
                                                    z dom贸w,przeczuwaj膮c najgorsze.Ogie艅 strzela艂 w g贸r臋 na jakie艣 100 metr贸w
                                                    wysoko,dym gryz艂 w gard艂a gapi贸w stoj膮cych na ulicy,pot臋guj膮c uczucie
                                                    grozy.Gdzie艣 daleko zazgrzyta艂 metal zawalaj膮cej si臋 konstrukcji,posypa艂y si臋
                                                    rury,kawa艂ki k膮townik贸w wygi臋艂y si臋 w znak zapytania.Straz po偶arna bardzo szybko
                                                    przyst膮pi艂a do akcji,ale do ratowania nie by艂o ju偶 nic,co najwy偶ej do
                                                    dogaszania,aby po偶ar nie rozprzestrzeni艂 si臋 na pobliskie osiedla
                                                    mieszkaniowe.Wszystko odby艂o si臋 tak pr臋dko,偶e do 艣wiadomo艣ci niekt贸rych ludzi
                                                    nie zd膮偶y艂o jeszcze dotrze膰,co w艂a艣ciwie zasz艂o.Mo偶e i lepiej,gdy偶 przypadk贸w
                                                    szoku nie zanotowano...Nasza dziewczynka z do艣膰 g艂upi膮 min膮 przeciska艂a si臋
                                                    po艣piesznie przez szpaler gapi贸w i policjant贸w,chc膮c jak najszybciej opu艣ci膰
                                                    miejsce zdarzenia.Nikt naturalnie jej o nic nie wypytywa艂,bo i co taka ma艂a
                                                    dziewczynka mo偶e wiedzie膰 o czymkolwiek? Otrz膮sn膮wszy si臋 nieco z nadmiaru
                                                    wra偶e艅 nasza bohaterka skierowa艂a si臋 do najbli偶szego pogotowia
                                                    opieku艅czego,gdzie zg艂osi艂a si臋 na ochotnika,stwierdzaj膮c
                                                    z naciskiem,偶e do macochy nie wr贸ci.l cho膰 kilkana艣cie razy odsy艂ano j膮
                                                    tam,dziewczynka z maniackim uporem ucieka艂a od staruchy,a偶 w ko艅cu urz臋dy,daj膮c
                                                    za wygran膮 i chc膮c mie膰 spok贸j,umie艣ci艂y j膮 w domu dziecka.Stamt膮d zosta艂a
                                                    zabrana przez dobrze sytuowanych,lecz nie posiadaj膮cych dzieci ludzi w celu
                                                    adopcji,bo jakim艣 cudem im si臋 spodoba艂a.Nowi przybrani rodzice okazali si臋
                                                    porz膮dni,a jej 偶ycie zacz臋艂o si臋 nareszcie lepiej uk艂ada膰.Otrzyma艂a dobre
                                                    wykszta艂cenie,p贸藕niej 艣wietnie p艂atn膮 prac臋,a swoich ojczyma i macoch臋 szanowa艂a
                                                    i kocha艂a,tak,jak oni j膮...W sprawie po偶aru wiele komisji badaj膮cych jego
                                                    przyczyn臋 nigdy niczego konkretnego nie ustali艂o.Wreszcie dochodzenie
                                                    zako艅czono,a w raporcie powypadkowym widnia艂o wiele takich s艂贸w,jak „by膰
                                                    mo偶e,prawdopodobnie,mo偶liwe,przypuszczalnie” itp.Tylko nasza by艂a dziewczynka z
                                                    zapalniczkami,w tym miejscu ju偶 du偶a,艂adna i wykszta艂cona
                                                    dama,wiedzia艂a,dlaczego i z jakiego powodu wylecia艂a niespodziewanie w powietrze
                                                    wielka rafineria ropy naftowej.Odpowied藕 na pytanie:
                                                    ”-Dlaczego?”-by艂a przecie偶 genialnie prosta:
                                                    ”-Bo dawno temu pewna ma艂a dziewczynka raczy艂a sobie rozpali膰 ognisko w okolicy
                                                    wycieku paliwa z nieszczelnego,olbrzymiego zbiornika z benzyn膮.”
                                                    Ale dziewczynka jako艣 nigdy nie odczuwa艂a specjalnej potrzeby, aby o tym
                                                    komukolwiek opowiada膰.

                                                    THE END


                                                    Copyright by Leziox

                                                  • leziox Kochajmy sie 08.01.10, 19:45
                                                    Kochajmy si臋,kochajmy
                                                    Ca艂ujmy si臋 jak dzicy
                                                    I 艣miejmy si臋 rado艣nie
                                                    Rzygaj膮c do miednicy

                                                    Tak pi臋kna jest wszak mi艂o艣膰
                                                    Gdy w kacu o poranku
                                                    Popatrzysz na ryj obcy
                                                    Co znika ju偶 na ganku

                                                    Kochajmy si臋,kochajmy
                                                    I cierpmy jak wariaci
                                                    A gdy ju偶 wszystko trza艣nie
                                                    Czy to sie nam op艂aci?

                                                    Hormony nami rz膮dz膮
                                                    Podst臋pna chemia w ciele
                                                    A wy si臋 podniecacie
                                                    Wo艂acie-m贸j aniele!

                                                    Na szczaw z tymi bzdurami
                                                    I m贸zg wy przecie macie
                                                    Z ciel臋cym tym zachwytem
                                                    Za wiele nie zdzia艂acie

                                                    Zdruzgocz膮 was uczucia
                                                    Wyko艅cza was t臋sknoty
                                                    I z 偶alu w noc zdychacie
                                                    A rano-do roboty!

                                                    Kochajmy si臋,kochajmy
                                                    W 艂eb strzeli膰 sobie mo偶e
                                                    Ni偶 tak si臋 strasznie m臋czy膰
                                                    Wszak mi艂o艣膰-pustos艂owie.



                                                    THE END

                                                    copyright by Leziox




                                                  • leziox Pr贸szy sniezek 09.01.10, 11:51
                                                    Pr贸szy 艣nie偶ek,pr贸szy bia艂y
                                                    Ju偶 dziewczyny si臋 ubra艂y
                                                    Czapy,p艂aszcze,r臋kawice
                                                    Pod majtkami siedz膮 pice

                                                    Nijak spojrze膰 gdzie艣 na cia艂o
                                                    Wraz ze 艣niegiem si臋 urwa艂o
                                                    Podniecanie si臋,艣linienie
                                                    Teraz wszystkie ch艂opy lenie

                                                    Jak tu si臋 te偶 nie leniwi膰
                                                    Na co patrze膰,czemu dziwi膰
                                                    艁a偶膮 babska w swych 艂achmanach
                                                    Chu膰 schowana siedzi w panach

                                                    Ani cycka ni dupeczki
                                                    Nie podci膮gn膮 dzi艣 swej kiecki
                                                    Okutane,spakowane
                                                    呕ycie jest tak przekichane

                                                    Gdzie te lato,suknie zwiewne
                                                    W pr膮ciach nastroje bitewne
                                                    Zapach cia艂 slo艅cem rozgrzanych
                                                    I tych cipek-tak oddanych

                                                    Czekam teraz,dni ju偶 licz臋
                                                    Gdy zobacz臋 pierwsz膮 picz臋
                                                    Gdy mnie te偶 Slo艅ce za艣wieci
                                                    Byle-nie narobi膰 dzieci

                                                    Przyjdzie wiosna,zrzuc膮 panie
                                                    Ciuchy-przyjdzie po偶膮danie
                                                    A tymczasem p贸ki zima
                                                    W spodniach ku艣ki b臋dziem trzyma膰

                                                    THE END
                                                    Copyright by leziox

                                                  • leziox Suchy alkoholik 14.01.10, 20:55
                                                    Alkoholik co nie pije,niezbyt lekko on ci 偶yje
                                                    Nic co dawniej by艂o proste,proste dzisiaj-wraz z zarostem
                                                    Goli膰 si臋 mu ju偶 wypada,wszak nie widz膮 ludzie dziada
                                                    Lecz cz艂owieka po kuracji,co ma blisko do wakacji

                                                    Dumasz tak i cierpisz stale,my艣lisz-dzisiaj si臋 uwal臋
                                                    Lecz nie robisz tego wreszcie.Hej s膮siedzi!Ju偶 si臋 cieszcie!
                                                    Nie ma burd i awantury,znik艂y wieczne w oknach dziury
                                                    Nikt nie leje ju偶 na klatce i pomaga kto艣 s膮siadce

                                                    Ci臋偶ka dola,sami wiecie,gdy tak sobie popijecie
                                                    Inny,lepszy 艣wiat doko艂a,dusza ci膮gle-piwa!-wo艂a
                                                    A tu zero,nic w butelce,alkohola cierpi serce
                                                    Nic z procent贸w nic z radochy,i jako艣 mniej chce si臋 Zochy

                                                    W ryj nikomu si臋 nie wali kiedy gniew nag艂y zapali
                                                    I tak jako艣 zbyt spokojnie,a wci膮偶 by艂o jak na wojnie
                                                    W g艂owie lekko,czy艣ciej jakby,flaszek rz臋dy deko zblad艂y
                                                    My艣l膮 sobie-sko艅cz膮 marnie,gdy ich nikt ju偶 nie przygarnie

                                                    Lecz c贸偶 flaszki,wa偶ne 偶ycie,nie przewracasz si臋 o 艣wicie
                                                    I nie le偶ysz pod 艣mietnikiem,przytulony z kraw臋偶nikiem
                                                    艢miej膮 si臋 koledzy dawni,po po艂贸wce pi臋kni,zgrabni
                                                    Bywa,znowu ich spotykasz-w 艣niegu zamarzni臋te lica

                                                    W ciele wyje,boli stale,w g艂owie t艂uk膮 dwa kowale
                                                    Z臋by 艣ciskasz i mamroczesz,kiedy j臋zyk wod膮 moczysz
                                                    Ci臋偶ko strzyma膰 te bole艣ci,czasem 偶ycia ju偶 brak tre艣ci
                                                    I w depresji my艣lisz nieraz,偶eby skoczy膰 z mostu teraz

                                                    R臋ce trz臋s膮 si臋 cho膰 s艂abiej,nogi sun膮 si臋 jak grabie
                                                    Serce prawie ci wysiada,mroczki,koszmar,szkoda dziada
                                                    Tylko wola jeszcze zipie,ca艂e cia艂o ci si臋 rypie
                                                    Gdy przetrzymasz dwa tygodnie,g艂ow臋 mo偶esz nosi膰 godnie

                                                    Alkoholik co nie pije,niezbyt 艂atwo on ci 偶yje
                                                    Pro艣ciej wypi膰 ni偶 z narodem biec do pracy zimy ch艂odem
                                                    Wyb贸r ci臋偶ki i nie艂atwy,zapi膰 si臋 czy i艣膰 do dziatwy
                                                    Co ju偶 ojca nie pami臋ta,taka jego ma膰 przekl臋ta

                                                    Smutno gada膰-takie troski,nie by艂 to te偶 wyrok boski
                                                    Nie masz ju偶 rodziny,domu,niepotrzebny艣 by艂 nikomu
                                                    Lecz 偶yj!Jeszcze to nie koniec,wyrwij wbity w dusz臋 kolec
                                                    Napraw co spieprzy艂e艣 艂adnie,zacznij w ko艅cu 偶y膰 przyk艂adnie

                                                    Nikt,kto nie pi艂 na艂ogowo,nie zrozumie co jest z g艂ow膮
                                                    Inni my艣l膮,pij膮c zbo偶e,im to zdarzy膰 si臋 nie mo偶e
                                                    Alkoholik co nie pije zn贸w poznaje jak si臋 偶yje
                                                    Trze藕wo stoj膮 jego nogi.Dzisiaj pluje na na艂ogi.

                                                    The End
                                                    Copyright by Leziox











                  • anus-hka Re: Leziu.... 19.01.10, 11:44
                    podziwiam....
                    • leziox Re: Leziu.... 19.01.10, 13:51
                      Thanx.Wszystko dalas juz rade zmeczyc?
                      • leziox Sprawa meska 19.01.10, 14:39
                        W sprawie kutas贸w

                        Ch艂op silny by艂 i wielki
                        Do pracy,do butelki
                        Kobiety podziwia艂y
                        Gdy gdzie艣 go widzie膰 mia艂y

                        Wiadomo,si艂a w ciele
                        Wyrywa i korzenie
                        Lecz si艂a gdy w ramieniu
                        Nie zawsze jest w korzeniu

                        Tak chodz膮 po ulicach
                        Ogiery w r臋kawicach
                        Co w g臋bie to tak jak konie
                        Przelec膮 po betonie

                        Wielkiego ma kutasa
                        P贸艂 metra w spodniach hasa
                        I ca艂膮 noc on mo偶e
                        Choc nikt mu nie pomo偶e

                        Wszak ch艂op si臋 zawsze chlubi
                        Jak du偶e jego bubi
                        W efekcie nawet czasem
                        Nie nazwiesz go kutasem

                        I s膮 te偶 sytuacje
                        Obiady,seks-libacje
                        Gdy prawda jest na wierzchu
                        Ko艅 siedzi-na orzeszku

                        Gdy gacie z ty艂ka zlec膮
                        Poka偶e si臋 co nieco
                        Ju偶 znika ogier wielki
                        I oz贸r nagle cienki

                        -A gdzie jest twoje pr膮cie,
                        M贸j wielki mastodoncie?
                        Rzek艂a kobieta ma艂a
                        呕膮dna si艂acza cia艂a

                        I tyle z niego by艂o
                        Wywali艂 drzwi on si艂膮
                        Z twarz膮 strasznie czerwon膮
                        Tak zwia艂 w przyrody 艂ono.


                        THE END
                        Copyright by Leziox
                        • anus-hka Re: Sprawa meska 20.01.10, 11:07
                          znaczy erotoman gaw臋dzia偶wink)))!!!
                        • leziox Trzy kr贸lowe,czyli powr贸t z balangi 21.01.10, 13:43
                          Powr贸t z balangi

                          Na jakim艣 pustkowiu,gdzie nikt nie zagl膮da
                          Gdzie rzadko si臋 spychacz zb艂膮kany pojawi
                          Sz艂y sobie trzy damy wraz ci膮gn膮c wielb艂膮da
                          Tak chyba mnie w oczach si臋 jawi

                          I kl臋艂y-wci膮偶 g艂o艣no co艣 m贸wi膮c o ch艂opach
                          Co wredne,zdradzieckie i tylko na 艣mieci
                          Za flaszk膮 ganiaj膮 wci膮偶 tylko co艣 偶艂opi膮
                          I robi膮 do tego te偶 dzieci

                          Wia艂 wiatr historyczny kobitom po oczach
                          A one wci膮偶 sz艂y przez pustyni臋 uparcie
                          Sk膮d one i dok膮d,sam diabe艂 proroczy
                          Nie wiedzia艂,cho膰 wci膮偶 on na warcie

                          W艣r贸d 艣mieci przesz艂o艣ci,przez bagna uniesie艅
                          Gdzie pas艂y si臋 藕r贸de艂 fa艂szywe rusa艂ki
                          Ju偶 偶adna si臋 dzisiaj do biegu nie wzniesie
                          Bo wko艂o trzcinowe s膮 pa艂ki...

                          Tak noga za nog膮,korow贸d cierpienia
                          Sz艂y damy n贸偶kami pi臋knymi pow艂贸cz膮c
                          Nie by艂o na czas tam 偶adnego jelenia
                          Co z fur膮 by czeka艂,co艣 mrucz膮c

                          Gdzie艣 pies ich bezdomny osika艂 w rozpaczy
                          Tam pad艂a na ryja dziewoja wprost w b艂oto
                          I wielb艂膮d zarycza艂 偶a艂osnie wprz贸d skacz膮c
                          A przecie偶 nie chodzi tu o to

                          Jak m贸zg resetowa膰 przy w贸dce-to w domu
                          Ta prawda od wiek贸w rodakom jest znana
                          Wycieczki w manowce za艣 tylko prowadz膮
                          Wi臋c poka偶 tym innym,偶e艣 dama!

                          Cho膰 padniesz ty na pysk,dziewczyno kochana
                          Lub paw si臋 niech膮cy wypu艣ci znienacka
                          Nikt w domu nie widzi-nie powie nic z rana
                          I twoja jest brudna posadzka

                          W臋dr贸wk臋 panienek tu czas mi zako艅czy膰
                          Widzia艂em wszak dobrze 偶e zdrowe prze偶y艂y
                          Cho膰 brudne jak 艣winie,ja nie chc臋 ju偶 m膮ci膰
                          A one nie mia艂y ju偶 si艂y

                          Ostatnim wysi艂kiem tak jedna z nich si臋dzie
                          I rzeknie,w dal patrz膮c,na wskro艣 magazyn贸w:
                          -Kobiety-偶yjemy i 偶y膰 nadal b臋dziem,
                          To przecie偶 jest kurwa,Ursyn贸w!

                          THE END
                          ©by leziox







                          • anus-hka Re: Trzy kr贸lowe,czyli powr贸t z balangi 22.01.10, 11:28
                            aaaahahahahaaaaa.....eh eh ...no boskie - porycza艂am sie ze 艣miechu
                      • anus-hka Re: Leziu.... 20.01.10, 11:09
                        B臋de wraca膰 donich he he he - bardzopodoba mi sie bezsenno艣膰
                        • leziox Warszawski ciec 20.01.10, 13:39
                          Warszawski cie膰

                          Warszawski m贸j cieciu-ty艣 jest nad poziomy
                          Ochraniasz skutecznie ponure te domy
                          I gonisz intruz贸w na ryja-na pysk
                          Woko艂o by膰 musi b艂ysk

                          Twa g艂owa z betonu tak silna i zwarta
                          Sylwetka mocarnie-ach-w bramie rozparta
                          Dyrektor i mocarz,podw贸rka sam kr贸l
                          Pan r贸偶nych zegranych r贸l

                          Schowane za szk艂ami lamparta ocz臋ta
                          Zobacz膮 tu wszystko,w niedziel臋 i 艣wi臋ta
                          W 艣mietniku czy艣ciutko,meneli tu brak
                          Za rogiem Syrenki wrak

                          Gdy k艂opot masz jaki,parkowa膰 by艣 chcia艂
                          I sto za godzin臋 byc mo偶e mu da艂
                          Przekupi膰 si臋 nie da,lojalny jak kat
                          On wierny ju偶 tyle jest lat

                          Ochrania podw贸rka i skwery,piwnice
                          Warszawski cie膰 wa偶ny pilnuje stolic臋
                          Opoka wszystkiego,wyrocznia i kto艣
                          Podskoczysz do niego,masz z艂o艣膰

                          Nie zmienisz mu zdania,on zwarty jak junkier
                          Jak cement,偶elbeton i niemiecki bunkier
                          Nie wedrzesz si臋 jemu z serduszkiem jak nic
                          A ludzkie uczucia?To pic!

                          Czy pada czy S艂o艅ce,cie膰 zawsze tu jest
                          Tak pa艅ski i w艂adczy jest jego te偶 gest
                          Wypieprza ho艂ot臋 z podw贸rka i ju偶
                          Warszawski honorny jest str贸偶

                          Nie gadaj wi臋c wiele i opu艣膰 te mury
                          I nie dziw si臋 czasem 偶e cie膰 jest ponury
                          Tak nisko i w murach nie widzi on nieba
                          Zapomnia艂 co ludziom trzeba

                          Tu ko艅czy si臋 epos o cieciu stolicznym
                          Jedynym,tak wa偶nym i przecie偶 tak licznym
                          Czy zmieni si臋 kiedy艣 on mo偶e w dozorc臋
                          Cho膰 my ju偶 i w Unii-ja w膮tpie...

                          THE END

                          ©by leziox
                          • leziox Piatek 02.02.10, 15:18
                            Piatek?No to git!

                            Ju偶 menele si臋 szykuj膮
                            Ma艂膮 bibk臋 dzi艣 zmontuj膮
                            Flaszki znowu p贸jd膮 w ruch
                            W贸da w 偶y艂y,chucie-buch!

                            I si臋 schodz膮 pi臋kne panie
                            Te偶 z nadziej膮 na dymanie
                            Bo przy w贸dce,ma艂ym piwku
                            Ka偶da marzy o prawdziwku

                            Tu zakrzyczy mo偶e kt贸ra
                            Nie chc臋 byle ja og贸ra
                            Lub ch艂opaka z sinym nosem
                            Porz膮dnego-z grubym...g艂osem

                            Co by nie rzek艂,dzi艣 otwarcie
                            Na melynie picie,偶arcie
                            Panie lekko dzi艣 ubrane
                            Majtki,kiecki,wczoraj prane

                            W k膮cie wiadro z kondomami
                            Gada膰 b臋dziem dzi艣 z paniami
                            O mi艂o艣ci i poezji
                            Byle nie wy偶arli frezji...

                            Gdzie艣 zakrzyczy nam heretyk
                            Tyle w贸dy-gwa艂tu rety!
                            Zdechniem jak my to wypijem!
                            -No to zdechniem.Lecz po偶yjem.

                            P贸ki laski furcz膮 艂adnie
                            Korzystaj膮 panie sk艂adnie
                            Bo granica jest tu 艣cis艂a
                            Po literku-laska zwis艂a

                            Gdy zer偶niemy si臋 jak zwierze
                            Rycz膮c w chuci jak w operze
                            Pi膰 spokojnie wtedy zaczniem
                            Kurturarnie,mi艂o,smacznie

                            Gdy cz艂ek da tak po zaworach
                            Laska zwis艂a,cipka chora
                            Rozkosz w nas przyga艣nie nieco
                            Pom贸偶 babce-rusz偶e 艣wiec膮

                            Tak zabawia膰 nam si臋 dobrze
                            Obdarzajmy si臋 wi臋c szczodrze
                            Do niedzieli,gdy偶 do pracy
                            Zn贸w nam przyjdzie i艣膰,rodacy.

                            THE END
                            Copyright by Leziox

                            • leziox Czerwony Kapturek wersja mazurska part I 11.02.10, 20:00
                              Znienacka nasta艂 pi臋kny,cudowny i s艂oneczny ranek.
                              W zaro艣ni臋tym i nieuprawianym od lat ogrodzie 膰wierka艂a p贸艂nocna odmiana
                              s艂owika,swym aksamitnie s艂odkim 艣piewem przep臋dzaj膮c resztki rozmem艂anej nocy:
                              -Kra,kra,kraaaaa!-艣piewa艂 ptaszek,zr臋cznie uskakuj膮c przed licznymi ciosami
                              siekiery znajduj膮cej si臋 w r臋ku mamy Czerwonego Kapturka.Mamusia albowiem
                              chcia艂a 艣piewaka na czas jaki艣 albo najlepiej na zawsze uciszy膰,w obawie,偶e ten
                              obudzi jej dziecko.
                              Ale by艂o ju偶 niestety,troch臋 za p贸藕no,aby jej 偶yczenie przerodzi艂o si臋 w
                              rzeczywisto艣膰...
                              Czerwony Kapturek wychyli艂 spod obficie skropionej pawiami ko艂dry swoj膮
                              nieogolon膮 mord臋 i zmru偶onymi z przepicia oczami spojrza艂 na ukradziony niedawno
                              zegarek:
                              -Uch,ku...wa,szlag by to trafi艂!Przecie偶 to dopiero 11-ta,艣rodek nocy
                              jeszcze.Powariowa艂y te bydlaki tam na dworze,czy co?
                              Stara!Staraaaa!-rozdar艂 si臋 Czerwony Kapturek na ca艂y dom,aby zawiadomi膰
                              mamusi臋,偶e ju偶 nie 艣pi-staaaraaaa!!Zr贸b w ko艅cu porz膮dek z t膮 k...rw膮 kracz膮c膮 i
                              zajrzyj tu do mnie,spraw臋 mam!!
                              W tej samej chwili na dworze gruchn膮艂 wystrza艂,potem drugi, zlewaj膮c si臋 w jeden
                              odg艂os z upadkiem w ogrodowe pokrzywy nie 艣piewaj膮cego ju偶 p贸艂nocnego s艂owika.Do
                              pokoju Czerwonego Kapturka wesz艂a mama,odstawiaj膮c dymi膮c膮 jeszcze dubelt贸wk臋 za
                              szaf臋 i pytaj膮c:
                              -Co tam nowego synku?S艂ysza艂am,偶e mnie wo艂a艂e艣?Mog臋 co艣 dla ciebie zrobi膰?
                              -Nie pytaj si臋 tak g艂upio,tylko skocz na jednej nodze do sklepu
                              i kup par臋 kwach贸w,bo kac mnie j.bie straszny z wczoraj.No,co tak my艣lisz,to偶
                              Nobla za my艣lenie ju偶 nie dostaniesz!Przynie艣li ci wczoraj rent臋,czy nie?To
                              husz,husz,posz艂a na zakupy,raz,dwa!
                              -Ja tylko nie wiem synku,czy to nie za wcze艣nie na wino owocowe...O tej porze
                              przecie偶 pi艂e艣 zawsze piwko-zatroska艂a si臋 mama.
                              -A dzisiaj kwacha chc臋 o tej porze i ju偶!Posz艂a won,bo kopa na rozp臋d
                              dam-wkurzy艂 si臋 Czerwony Kapturek.
                              -Nie denerwuj si臋 kochanie,ja tylko tak z troski o ciebie zapyta艂am-powiedzia艂a
                              mamusia,po艣piesznie znikaj膮c za drzwiami.
                              -Co za zgredzi si臋 w tych czasach porobili-zamrucza艂 Czerwony Kapturek-kiedy艣 to
                              beczk臋 gorza艂y postawili w sypialni
                              z zagrych膮,jak膮艣 dupk臋 do towarzystwa za艂atwili,a dzisiaj wy艣lesz tak膮 po par臋
                              flaszek do sklepu,to ile to si臋 namarudzi,zanim polezie!Cholery nag艂ej mo偶na dosta膰!
                              Powoli i ostro偶nie ze wzgl臋du na bol膮c膮 g艂ow臋 zwl贸k艂 si臋 Kapturek ze swojego
                              bar艂ogu,udaj膮c si臋 w stron臋 lod贸wki,z kt贸rej
                              natychmiast wy偶ar艂 s艂oik marynowanych 艣ledzi i poprawi艂 paroma
                              kiszonymi og贸rkami.Ca艂o艣膰 zapi艂 piwem,bo nie m贸g艂 si臋 doczeka膰 na powr贸t mamy ze
                              sklepu.
                              -Gdzie ona si臋 w艂贸czy,na Ksi臋偶yc posz艂a na zakupy,czy co?
                              -mrucza艂 synek pod nosem,wyra藕nie niezadowolony.
                              Humor dodatkowo pogarsza艂 mu fakt,偶e dzisiaj by艂a jego kolej na wleczenie
                              ci臋偶kiego kosza z prowiantem dla chorej babci, mieszkaj膮cej daleko na
                              kolonii,kt贸ra nie rusza艂a si臋 prawie na krok ze swojego domu,a rodzina pomaga艂a
                              jej,jak mog艂a.
                              Wredne rozmy艣lania przerwa艂o mu wej艣cie do mieszkania mamy, d藕wigaj膮cej par臋
                              butelek Splendora i Per艂y Bieszczadzkiej.
                              -No nareszcie,stara,my艣la艂em,偶e padn臋 tu,na ciebie czekaj膮c-rzek艂 synek-a ja
                              jeszcze dzisiaj do tej staruchy przekl臋tej i艣膰 musz臋, 偶er艂o nie艣膰,jakbym innych
                              k艂opot贸w na g艂owie nie mia艂.Dupy to ona nie ruszy ze swojej obrzyganej
                              szopy,ci膮gle narzeka i kw臋ka,
                              a w naszej kurewskiej rodzince nikt w艂a艣ciwie nie wie,na co ona jest chora i czy
                              w og贸le!Tylko gadaj膮-chora babcia!
                              -Och synku-powiedzia艂a mama-czy jest chora,czy nie,to przecie偶 obieca艂a nam
                              wszystkim spadek po niej,jak b臋dziemy si臋 ni膮 opiekowa膰...
                              -Jak tak dalej p贸jdzie,to ta stara rakieta jeszcze nas wszystkich prze偶yje i
                              wtedy ona po nas spadek dostanie,a nie odwrotnie. Zapakowa艂a艣 ten koszyk dla
                              niej,bo go nie widz臋...?
                              -No a kiedy synku kochany mia艂am to zrobi膰,je偶eli po winko dla ciebie
                              by艂am-wymamrota艂a mama-nie by艂o czasu.
                              -To by艂o godzink臋 wcze艣niej wsta膰,a nie wylegiwa膰 si臋 do 6-ej,jak jaka艣
                              hrabina-rzek艂 Czerwony Kapturek-odbij lepiej kwacha,a ja ju偶 popakuj臋 niezb臋dne
                              rzeczy dla naszej kochanej starej wied藕my.
                              I za艂adowa艂 synek do koszyka butelk臋 denaturatu,dwa plastykowe pojemniczki z
                              niezamarzaj膮cym p艂ynem do ch艂odnic samochodowych o tajemniczo z hiszpa艅ska
                              brzmi膮cej nazwie Borygo,kilka kawa艂k贸w kie艂basy zwyczajnej kupionej po obni偶onej
                              cenie w sklepie dla ps贸w,oraz par臋 z艂ocistych be艂t贸w.Przed wyj艣ciem wypi艂
                              jeszcze z gwinta Splendorka,odkorkowanego ju偶 przez mam臋 i kln膮c,na czym 艣wiat
                              stoi,poszed艂 do babci.
                              Droga by艂a daleka i 偶mudna, przez piachy i lasy,bagna i moczary, autostrady i
                              drogi lokalne,obok komend policji i siedzib towarzystw antyalkoholowych.
                              W ostatnim odcinku lasu,zaraz przed 艂膮k膮 nale偶膮c膮 do babci co艣 zaszele艣ci艂o w
                              krzakach,zaszumia艂o i jak to zwykle bywa
                              w bajkach o Czerwonym Kapturku,z zaro艣li wyskoczy艂 niespodziewanie straszny
                              wilk,zaskakuj膮c Kapturka akurat podczas poprawiania czapki bandytki z czerwonej
                              sk贸ry,od kt贸rej wzi臋艂o si臋 jego przezwisko.Naturalnie,wilk dysponowal
                              mo偶liwo艣ci膮 marudzenia po ludzku,wi臋c chocia偶 w tym punkcie
                              naszej bajki nic si臋 nie zmieni艂o.Zwierzak popatrza艂 ukosem na naszego wnuczka i
                              odezwa艂 si臋 w te s艂owa:
                              -Kole偶ko,ja przepraszam najmocniej,偶e ci臋 tu w lesie zaczepiam,
                              ale ju偶 wi臋cej nie mog臋 wytrzyma膰 i czuj臋,偶e nied艂ugo mog臋 si臋 przekr臋ci膰,je艣li
                              mi nie pomo偶esz!
                              -A o co biega,偶e tak si臋 spytam?-rzek艂 Czerwony Kapturek.
                              -No przecie偶 wiadomo,偶e o procenty.Jasne jak s艂o艅ce-powiedzia艂 wilk.Pragnienie
                              mnie m臋czy od tygodnia,trz臋sie mnie delira.Ju偶 nie pami臋tam jak prawdziwy kac
                              wygl膮da,zdechn臋 tu marnie,je艣li czego艣 nie wypij臋.Gajowy pretensje do mnie ma,偶e
                              turyst贸w niby strasz臋,a ja chcia艂em tylko troch臋 gorza艂ki wy偶ebra膰.Tylko te
                              durnie miastowe nie widzieli chyba jeszcze w 偶yciu normalnego wilka i na 艂eb na
                              szyj臋 z lasu uciekli,tak co i nie zd膮偶y艂em bli偶ej bajery nawi膮za膰.Nawet wo艂a艂em
                              za nimi,偶eby zaczekali,ale oni jeszcze szybciej zacz臋li ucieka膰,jak us艂yszeli
                              moje krzyki.
                              Przypadkiem zobaczy艂em,偶e koszyk z paroma flaszkami w r臋ku niesiesz,to
                              pomy艣la艂em sobie,czemu nie poprosi膰 ci臋
                              o ratunek?W tobie moja jedyna nadzieja,inaczej przyjdzie mi tu sromotnie
                              zdechn膮膰 bez alkoholu,jak pies pod p艂otem!A zreszt膮 gdzie mnie z wiejskimi
                              burkami r贸wna膰,to偶 ja przecie wilk...
                              Popatrza艂 Czerwony Kapturek na wilka,chwil臋 co艣 pomy艣la艂
                              i mrukn膮艂 pod nosem:
                              -A co mi tam.I tak ta w mord臋 kopana starucha za du偶o dostaje, przecie偶 to
                              grzech nie pom贸c zwierz臋ciu w potrzebie. Ostatecznie cz艂owiek nie jest wilkowi
                              wilkiem...
                              Ulitowa艂 si臋 wi臋c wnuczek nad straszn膮 niedol膮 strasznego wilka
                              i wyci膮gn膮艂 z koszyka zalotnie l艣ni膮c膮 butelk臋 z denaturatem. Fachowym ruchem
                              odkr臋ci艂 kapselek,a偶 trzas艂o,a cierpki zapach denaturatu wko艂o si臋 rozni贸s艂,po
                              czym poda艂 szk艂o wilkowi, m贸wi膮c:
                              -Na zdrowie!
                              Ironicznie b艂ysn臋艂a na butelkowej etykiecie 艂ysa fizjonomia trupiej
                              czaszki,u艣miechaj膮ca si臋 zjadliwie,co wilkowi oczywi艣cie w niczym nie
                              przeszkodzi艂o,gdy偶 by艂a to ostatecznie ludzka trupia czacha,
                              a nie wilcza.
                              I patrza艂 nasz Czerwony Kapturek,jak roztrz臋sionymi 艂apami chwyta wilk butelk臋,a
                              potem szybko i sprawnie j膮 opr贸偶nia. Spragniony wilk by艂 w tej chwili mniej
                              straszny,a bardziej 偶a艂osny
                              i nawet Czerwonemu Kapturkowi deko si臋 zwierzaka 偶al zrobi艂o.Ale potem nadesz艂a
                              chwila zadziwienia,gdy wnuczek zobaczy艂,z jak膮 pr臋dko艣ci膮 wilk obala flaszk臋.I
                              chocia偶 Czerwony Kapturek sam by艂 najwi臋kszym powiatowym degeneratem
                              i mistrzem w amatorskim degustowaniu kwach贸w,to jednak musia艂 schyli膰 czo艂a
                              przed wilkiem.Z prawdziwie zwierz臋cym pragnieniem straszny wilk wys膮czy艂 butelk臋
                              w jakie艣 8 sekund. Potem odsapn膮艂,bardzo brzydko zakl膮艂 i rozbi艂 butelk臋 o drzewo.
                              -Aach,to by艂o to,o czym przez ostatnie dni i noce marzy艂em! Nareszcie czuj臋 si臋
                              jak nowo narodzony!I tylko dzi臋ki tobie kolego!Daj pyska,u艣ciska膰 ci臋 za to
                              chc臋-wrzasn膮艂 wilk,popadaj膮c
                              w prawdziwy nastr贸j euforii.
                              • leziox Re: Czerwony Kapturek wersja mazurska part II 11.02.10, 20:03
                                I wyca艂owa艂 wilk Czerwonego Kapturka,wy艣ciska艂 go i wytarmosi艂. A potem zapyta艂:
                                -A gdzie to tak w艂a艣ciwie idziesz,je艣li mi wolno zapyta膰?Tak sam
                                w lesie i z takim du偶ym koszykiem z prowiantem?Partyzant贸w jakich艣
                                zaopatrujesz,czy co?
                                -Do babci 艣migam swojej,偶ar艂o jej nios臋,bo sama podobno nic nie mo偶e kupi膰.Za
                                s艂aba na to jest,przynajmniej tak wszyscy m贸wi膮.
                                -To mo偶e do babci Brz臋szczykowej idziesz?Ona tu niedaleko mieszka,zaraz za 艂膮k膮...
                                -No,no,to ta sama.Widz臋,偶e si臋 znacie-zdziwi艂 si臋 Czerwony Kapturek.
                                -A co mamy si臋 nie zna膰,to偶 cz臋sto si臋 tu szwendam,to i zajd臋 nieraz z wizyt膮 na
                                kielicha.Ale 偶e ona pomocy od kogo艣 potrzebuje,to bym nie powiedzia艂.Nie dalej
                                jak wczoraj sama 艣ci臋艂a dwie sosny pi艂膮 motorow膮,a potem por偶n臋艂a to wszystko na
                                kawa艂ki i poznosi艂a do szopy.Tak przy tym lata艂a szybko,jakby motorek w dupie
                                mia艂a.Ja sam chyba za ni膮 nie nad膮偶y艂bym.
                                Nie moja to sprawa,ale chocia偶 ty mi kolego wygl膮dasz zewn臋trznie na
                                cz艂owieka,to chyba jele艅 jeste艣 raczej,偶e tak si臋 Brz臋szczykowej dajesz
                                wykorzystywa膰,jak g艂upek jaki...
                                -A tam,spadek kiedy艣 dla mojej matki obieca艂a,z艂oto i pieni膮dze,
                                jak b臋dziemy si臋 ni膮 opiekowa膰 po kres jej dni,rozumiesz?
                                -Hahaha!-roze艣mia艂 si臋 wilk na ca艂y kwarta艂 lasu-ona swoje pieni膮dze i z艂oto ju偶
                                jakie艣 10 lat temu przepi艂a,jak w na艂贸g wpad艂a.Teraz utrzymuje si臋 z tego,co
                                sama wyp臋dzi-znaczy
                                z bimbru i tak dalej.Hihi,Brz臋szczykowa i pieni膮dze,a to dobre!
                                -Ja to ju偶 dawno podejrzewa艂em-rozsierdzi艂 si臋 Czerwony Kapturek-偶e ta franca
                                tylko nas jak pijawka jaka wysysa,
                                a 偶adnego spadku nie ma i chora na nic nie jest,tylko nikt mnie wierzy膰 nie
                                chcia艂.Ale nic,jak ju偶 tak blisko jestem,to ostatni transport jej zanios臋,a na
                                drugi niech czeka do ko艅ca 艣wiata.
                                Jak j膮 znasz,to chod藕 ze mn膮,zawsze ra藕niej mi b臋dzie z kim艣 pogada膰,nie tylko
                                jej bzdur s艂ucha膰.
                                -No,ja nie wiem wcale,czy to taki bardzo dobry pomys艂-rzek艂
                                z zamy艣leniem wilk-偶eby z tego awantury jakiej nie by艂o...
                                -Przesta艅 marudzi膰 i chod藕,to偶 ci臋 tam nikt ze sk贸ry nie obedrze-pocieszy艂
                                Czerwony Kapturek.
                                I poszli razem w stron臋 domku babci,kt贸ra ju偶 z niepokojem
                                w przekrwionych oczach wygl膮da艂a oknem za koszem
                                z 偶arciem.
                                Kiedy ujrza艂a Czerwonego Kapturka w towarzystwie wilka,roz艂o偶y艂a szeroko
                                r臋ce,wielkim g艂osem krzycz膮c:
                                -Gdzie ty tu prowadzisz tego pijanic臋,艂ajz臋 cholern膮,艂obuza!Szlag by go
                                trafi艂!!Niedawno w pijackim widzie ma艂o mi cha艂upy nie spali艂!W zaklinacza ognia
                                bawi膰 si臋 mu zachcia艂o,za kurami lata艂
                                z paszcz膮 otwart膮 i psa mi zgwa艂ci艂,a ty mi go tu ci膮gniesz?! Wyno艣cie si臋 st膮d
                                razem,widzie膰 was nie chc臋,wy degeneraty, pieprzone 艂apciuchy,paskudy!Tylko
                                koszyk zostawta!
                                I wrzeszcza艂a co艣 tam jeszcze babcia bez sensu,a偶 wreszcie Czerwony
                                Kapturek,rozz艂oszczony,wbi艂 le偶膮c膮 akurat na
                                podor臋dziu siekier臋 w 艣cian臋 cha艂upy tu偶 obok babcinej g艂owy,a偶
                                jej p臋d powietrza w艂osy rozwia艂 i wydar艂 si臋 histerycznie:
                                -A偶 ty w z膮bek czesana stara oszustko!Jak ci zara przeflancuj臋 twoj膮 durnowat膮
                                facjat臋 siekierk膮,hochsztaplerko pieprzona,to ju偶 nigdy nic wi臋cej nie
                                wymamlesz!Ja tu ci latami prowiant nosz臋, 偶a艂uj膮 ci臋 wszyscy,偶e ty taka chora,a
                                ty konia by艣 przegoni艂a
                                w biegu!Spadkiem nas n臋cisz,a tyle go ci zosta艂o,co 艣niegu
                                z zesz艂ego roku!Dupy ci si臋 po zakupy ruszy膰 nie chce,my wszystko nosimy,a ty
                                ryja tu drzesz?Zatrza艣nij si臋 wreszcie,ruro sedesowa,bierz flach臋 i chlaj,to
                                spok贸j b臋dzie w okolicy!
                                Babcia,zdopingowana tak mi艂ymi s艂owami wnuczka zamkn臋艂a si臋 ca艂kiem szybko,po
                                czym z艂apa艂a obur膮cz plastyczek z p艂ynem Borygo i go zaraz wysuszy艂a.Jej
                                wykrzywiona z艂o艣ci膮 twarz, wygl膮daj膮ca jeszcze przed chwil膮 zupe艂nie,jak
                                wizerunek diab艂a-maskotki z rockowego zespo艂u Iron Maiden wypogodzi艂a si臋
                                wkr贸tce.Ju偶 z u艣miechem na ustach postawi艂a na stole kanister z wyp臋dzonym
                                niedawno bimbrem,tym samym zapraszaj膮c do wsp贸lnej uczty.Zaraz potem zabulgota艂y
                                szybko opr贸偶niane szklanki,a po g艂owach rozesz艂o si臋 mi艂e alkoholowe ot臋pienie.
                                Bimber smakowa艂 wprawdzie nie lepiej ni偶 denaturat.Diabe艂 sam tylko wiedzia艂,z
                                czego babcia go p臋dzi艂a,ale teraz liczy艂 si臋 w艂a艣ciwie skutek,a nie smak.
                                Wilk,dobrze ju偶 po drugiej flaszce,zacz膮艂,zreszt膮 nie wiadomo po co,liczy膰 swoje
                                艂apy i ci膮gle dochodzi艂 do jakiego艣 innego, absurdalnego wyniku,nawet w
                                przybli偶eniu nie oscyluj膮cego
                                w pobli偶u cyfry 4,bardziej kieruj膮c si臋 raczej w stron臋 liczb 7-8.
                                Babcia rozpocz臋艂a swoje idiotyczne pogaduszki,na kt贸re nikt
                                w og贸le nie zwraca艂 uwagi.Wnuczek cicho pod nosem kl膮艂 bez przerwy,a wilk g艂o艣no
                                rozpatrywa艂 mo偶liwo艣膰 zgwa艂cenia powiedzmy s艂onicy,albo przynajmniej samicy
                                nosoro偶ca.
                                Monotonn膮 sytuacj臋 przerwa艂 nagle jaki艣 nieznany d藕wi臋k, brzmi膮cy troch臋,jak
                                chrobotanie zwierz臋cych pazur贸w na pod艂ogowych deskach...Straszny wilk zastrzyg艂
                                uszami, sprawdzaj膮c,czy to nie on przez zapomnienie chrobocze,ale nie by艂a to
                                偶adna z jego licznych 艂ap,tylko co艣 innego.A d藕wi臋k narasta艂,stawa艂 si臋 coraz
                                g艂o艣niejszy.Wilk odsun膮艂 si臋 od sto艂u,
                                strosz膮c na ile m贸g艂 uszy,z przera偶eniem patrz膮c pod mebel
                                i czekaj膮c na to,co stamt膮d mia艂o si臋 wyczo艂ga膰.
                                Lecz nie by艂o si臋 czego ba膰.By艂 to tylko zalany w trupa gajowy,co le偶a艂 ju偶 nie
                                wiadomo ile czasu pod sto艂em-tak d艂ugo,偶e nawet babcia zapomnia艂a,kiedy on tu
                                przyszed艂.Teraz jego dusza powr贸ci艂a do cia艂a i zapragn膮艂 on znowu ujrze膰
                                艣wiat艂o dnia.
                                Po d艂u偶szej chwili uda艂o mu si臋 wyczo艂ga膰 spod ci臋偶kiego sto艂u
                                i usi膮艣膰 na zydlu.Jak si臋 zaraz wyja艣ni艂o,g艂o艣ne chrobotanie pochodzi艂o od jego
                                paznokci,kt贸rymi sobie troch臋 pomaga艂
                                w wygrzebaniu si臋 z pozycji poziomej do jako tako pionowej.
                                Gajowy rozejrza艂 si臋 woko艂o i z twarz膮 wykrzywion膮 alkoholowym grymasem rzek艂:
                                -Oooo!Same znajome mordy,hahaha!Dawno 偶e艣my si臋 nie widzieli,
                                a w tym towarzystwie to jeszcze nigdy razem!Czerwony Kapturek, wilk i
                                babcia,no,jaki pi臋kny zestawik...Tylko was k...rwa,na wystaw臋 w sklepie jakim艣
                                my艣liwskim wrzuci膰,ot,ludziska radoch臋 by mieli,hehehe!A ty wilk,jak tam,dalej
                                za turystami biegasz,co?
                                Straszysz biedak贸w,a oni nie wiedz膮,偶e ty alkoholik tylko,a nie ludo偶erca...?Ale
                                nie b臋d臋 ci ja ju偶 w tym przeszkadza艂,bo sam wiem,co to kac i
                                potrzeba.Chod藕,wypijem brudzia,sier艣ciuchu,bo to ca艂y czas na siebie warczymy,a
                                przecie偶 obaj jeste艣my cz臋艣ci膮 naszego pi臋knego,ska偶onego wybuchem w Czarnobylu
                                lasu.
                                Tak dalej nie mo偶e by膰.No to chlup!
                                Gajowy i wilk wypili brudzia,a potem wyca艂owali si臋 z dubelt贸wki. Mo偶na
                                rzec,dos艂ownie,bo w tym samym momencie,nieuwa偶nie potr膮cona przez dobrze ju偶
                                podgrzan膮 babci臋,wypali艂a jednocze艣nie z obu luf dubelt贸wka gajowego,a
                                wylatuj膮cy ze strzelby 艂adunek breneki kalibru 12 zerwa艂 deski z sufitu,po czym
                                wszyscy zostali zasypani drzazgami i po艂amanymi balami, spadaj膮cymi ze strychu.
                                Babcia w panice wykrzycza艂a:
                                -O Jezu,to prowokacja!-ale Czerwony Kapturek zaraz babci臋 zglanowa艂 i by艂 spok贸j.
                                Potem wszyscy zaj臋li si臋 w g艂贸wnej mierze dalszym zalewaniem robaka,pij膮c bez
                                ko艅ca przez kilka dni.I ja tam by艂em,Borygo
                                i Autovidol pi艂em,a co przez zapijaczone oczy zobaczy艂em,to wam opowiedzia艂em.

                                THE END
                                copyright by Leziox

                                • leziox Poradnik nr.3-Lato 06.03.10, 14:34
                                  Jak prze偶y膰:
                                  Poradnik nr.3:Kiedy poznamy,偶e nareszcie nadesz艂o lato?

                                  Tak d艂ugo zdarza nam si臋 co roku czeka膰 na przyj艣cie upragnionego ciep艂a,na
                                  mo偶liwo艣膰 k膮pieli w jeziorze,a nie
                                  w 艣mierdz膮cym chlorem basenie,patrzenie na p贸艂 ubrane lub p贸艂 rozebrane
                                  dziewczyny chodz膮ce po ulicach i po prostu na S艂o艅ce, 偶e cz臋sto nie zauwa偶amy
                                  tego,i偶 lato jest ju偶 z nami.
                                  呕eby zapobiec tego rodzaju przeoczeniom,sporz膮dzili艣my nast臋pn膮 cz臋艣膰 naszego
                                  popularnego i cennego poradnika,kt贸ry zwr贸ci uwag臋 os贸b nieu艣wiadomionych lub po
                                  prostu debilnych na oznaki lata,co wlasnie do nas zawitalo.
                                  Lato mamy wi臋c wtedy,gdy:

                                  1.Rt臋膰 w termometrze zaczyna wrze膰,a potem p臋ka szkie艂ko
                                  2.Wtedy,gdy wypijamy jak ko艅 w ci膮gu dnia wiadro wody,
                                  a wypacamy dwa
                                  3.Gdy nagle z przydomowego ogr贸dka musimy przegania膰 偶yrafy,wielb艂膮dy,w臋偶e,co
                                  nie s膮 wcale zaskro艅cami i inne talatajstwo w postaci skorpion贸w,oraz pokrewnych
                                  4.Kiedy coraz cz臋艣ciej przydarzaj膮 nam si臋 fatamorgany typu 偶e mamy
                                  np.wystarczaj膮co wysok膮 wyp艂at臋 w pracy
                                  5.Wtedy,gdy osiedlowi dyngole przestali pi膰 gorza艂臋,bo zanim donios膮 j膮 do
                                  ust,to ona ju偶 zd膮偶y wyparowa膰
                                  6.Gdy w miejskich tramwajach i autobusach 艣mierdzi jeszcze bardziej,ni偶 w
                                  chlewie z co najmniej 150 艣winiami,bo wsp贸艂pasa偶erowie uparli si臋 akurat
                                  teraz,aby na艣ladowa膰 nieumyte byd艂o i oszcz臋dzaj膮 wod臋,myd艂o,dezodoranty,艣rodki
                                  pior膮ce,oraz lizol itp.
                                  7.Kiedy przez Zatok臋 Gda艅sk膮 mo偶na na piechot臋 doj艣膰,albo dojecha膰 np.rowerem
                                  sk艂adakiem do Szwecji,lub jeszcze lepiej do Finlandii,gdzie istnieje mo偶liwo艣膰
                                  pok膮tnego handlu gorza艂膮 na ulicy,albo do Rosji po kradzione ikony
                                  8.Gdy 艣rodkami komunikacji miejskiej zacz臋艂y obok goryli je藕dzi膰 r贸wnie偶 lwy
                                  9.Wtedy gdy stoj膮c na przystanku autobusowym nie wsiadamy do upragnionego
                                  pojazdu,bo niespodziewanie okazuje si臋,偶e tkwimy po kolana w roztopionym
                                  asfalcie,co nas trzyma
                                  10.Kiedy kury znosz膮 jaja sma偶one na boczku,albo od razu sadzone
                                  11.Gdy zebry nie le偶膮 grzecznie na przej艣ciach dla pieszych,lecz biegaj膮 po
                                  osiedlowych uliczkach g艂o艣no r偶膮c
                                  12.Wtedy,gdy na trawniku obok sklepu spo偶ywczego rozbili ob贸z Nomadzi z Sahary
                                  13.Gdy powietrze jest tak g臋ste,偶e ptaki nie lataj膮,a wisz膮
                                  w miejscu i od razu mo偶na je zje艣膰,bo ju偶 dawno si臋 upiek艂y

                                  14.Wtedy,kiedy w lod贸wce ustawionej na maksymalne ch艂odzenie mo偶emy upiec
                                  艣winiaka,lub przynajmniej barana
                                  15.Gdy ryczenie stada s艂oni k膮pi膮cych si臋 w fontannie miejskiej tu偶 ko艂o ratusza
                                  bezustannie zrywa nas w nocy ze snu,a hieny g艂o艣no si臋 艣miej膮 w osiedlowym 艣mietniku
                                  16.Kiedy wszystkie miejsca w o艣rodkach wczasowych na Antarktydzie s膮
                                  wysprzedane,a dyrekcja miejskiej ch艂odni sprzedaje miejsca w swoich magazynach
                                  za dolary i inne waluty wymienialne
                                  17.Wtedy,gdy ka偶da podr贸偶 poci膮giem trwa o godzin臋 d艂u偶ej ni偶 normalnie,bo tak
                                  wyd艂u偶y艂y si臋 szyny z gor膮ca
                                  18.Gdy druty wysokiego napi臋cia zwisaj膮 tak nisko,偶e zahaczaj膮
                                  o uszy spaceruj膮cych jamnik贸w,co powoduje zwarcia,oraz mo偶liwo艣膰 skosztowania
                                  psa po tajlandzku
                                  19.Kiedy piasek w dzieci臋cej piaskownicy zamieni艂 si臋 w szk艂o
                                  20.Wtedy,gdy kolejka do miejskiego k膮pieliska jest tak d艂uga,偶e na k膮piel mamy
                                  szans臋 dopiero w lutym nast臋pnego roku,po uprzednim wykupieniu miejsc贸wki
                                  21.Gdy nawet rasi艣ci zamienili si臋 w murzyn贸w
                                  22.Gdy nagminnie notowane s膮 ucieczki na Syberi臋,aby tam prosi膰 o azyl
                                  23.Wtedy,kiedy podczas wybor贸w na g艂ow臋 pa艅stwa zosta艂 wybrany pierwszy polski szejk
                                  24.Wtedy,gdy 艣wie偶膮 szynk臋 mo偶emy uw臋dzi膰,wieszaj膮c j膮 na p贸艂 godziny w
                                  samochodzie zaparkowanym na s艂o艅cu.Ten sam samoch贸d mo偶emy wykorzysta膰 r贸wnie偶
                                  do pozostawienia w nim przez zupe艂ne zapomnienie naszej ukochanej te艣ciowej,po
                                  czym mamy ju偶 w przeci膮gu 15 minut spok贸j na zawsze
                                  25.Kiedy hutnicy w celu od艣wie偶enia si臋,sch艂odzenia i odpoczynku spo偶ywaj膮
                                  艣niadanie w cieniu pieca martenowskiego
                                  26.Gdy p艂yny ch艂odz膮ce w restauracjach przypominaj膮 gor膮cy ros贸艂
                                  27.Wtedy,kiedy wszyscy ambasadorzy kraj贸w afryka艅skich zaczynaj膮 wreszcie
                                  wychwala膰 nasz klimat pod niebiosa i chc膮 tu zosta膰 na zawsze jak jeden m膮偶
                                  28.Gdy w nierentownych do tej pory kopalniach ca艂y w臋giel zamieni艂 si臋 pod
                                  wp艂ywem gor膮ca w diamenty i niechc膮cy zostajemy najbogatszym krajem 艣wiata,za艣
                                  Ameryka 偶ebrze u nas na kolanach o kredyty

                                  Mo偶na by艂oby jeszcze d艂ugo wymienia膰 oznaki lata,ale chyba to ju偶
                                  wystarczy.Reszt臋 mo偶ecie sobie dopowiedzie膰,gdy po prostu wyjrzycie przez okno
                                  na zewn膮trz.Mi艂ego dnia.

                                  THE END
                                  Copyright by leziox

                                  • leziox W sprawie kutas贸w 23.03.10, 19:44
                                    W sprawie kutas贸w


                                    Ch艂op silny by艂 i wielki
                                    Do pracy,do butelki
                                    Kobiety podziwia艂y
                                    Gdy gdzie艣 go widzie膰 mia艂y

                                    Wiadomo,si艂a w ciele
                                    Wyrywa i korzenie
                                    Lecz si艂a gdy w ramieniu
                                    Nie zawsze jest w korzeniu

                                    Tak chodz膮 po ulicach
                                    Ogiery w r臋kawicach
                                    Co w g臋bie to tak jak konie
                                    Przelec膮 po betonie

                                    Wielkiego ma kutasa
                                    P贸艂 metra w spodniach hasa
                                    I ca艂膮 noc on mo偶e
                                    Gdy nikt mu nie pomo偶e

                                    Cho膰 ch艂op si臋 zawsze chlubi
                                    Jak du偶e jego bubi
                                    W efekcie nawet czasem
                                    Nie nazwiesz go kutasem

                                    I s膮 te偶 sytuacje
                                    Obiady,seks-libacje
                                    Gdy prawda jest na wierzchu
                                    Ko艅 siedzi-na orzeszku

                                    Gdy gacie z ty艂ka zlec膮
                                    Poka偶e si臋 co nieco
                                    Ju偶 znika ogier wielki
                                    I oz贸r nagle cienki

                                    -A gdzie jest twoje pr膮cie,
                                    M贸j wielki mastodoncie?
                                    Rzek艂a kobieta ma艂a
                                    呕膮dna si艂acza cia艂a

                                    I tyle z niego by艂o
                                    Wywali艂 drzwi on si艂膮
                                    Z twarz膮 strasznie czerwon膮
                                    Tak zwia艂 w przyrody 艂ono.


                                    THE END
                                    Copyright by Leziox

                                    • leziox Prawda o Bydloleziach 23.03.10, 19:46
                                      Prawda o Bydloleziach

                                      /wyk艂ad prof.J贸zefa Lachoci膮ga,wyg艂oszony na uniwersytecie
                                      w Muchoborze Dolnym/

                                      W zwi膮zku z tym,i偶 wiedza spo艂eczna o stworzeniach,zwanych Bydloleziami,jest
                                      zastraszaj膮co niewielka,pragniemy t膮 wiedz臋 przybli偶y膰 i uzupe艂ni膰.Nasz instytut
                                      wytwarzania gro藕nych broni biologicznych,posiadaj膮c ostatnio wiele wolnych mocy
                                      przerobowych z powodu braku zam贸wie艅 z kraj贸w zaprzyja藕nionych,zaj膮艂 si臋 tym
                                      problemem przy okazji wypijania kolejnego wiadra spirytusu
                                      ska偶onego,wyniesionego noc膮
                                      z magazynu technicznego.
                                      Bydlole藕 zwany dalej osobnikiem BL jest stworem podst臋pnym
                                      i wrednym,chocia偶 sprawiaj膮cym bardzo pozytywne wra偶enie.
                                      Nie dajmy si臋 jednak nabra膰 na ten przymilny g艂os,serdeczny u艣miech i wygl膮d
                                      ciep艂ego misia-przytulanki.To w艂a艣nie standardowa taktyka Bydlolezi,maj膮ca na
                                      celu zdobycie naszego zaufania oraz wykorzystania go w sobie tylko wiadomych
                                      celach.Jak mo偶emy rozpozna膰 osobniki BL?To trudne pytanie.
                                      Ot贸偶 BL wkraczaj膮 w nasze 偶ycie z regu艂y nieoczekiwanie,bywa,偶e z wielkim
                                      hukiem.T艂umacz膮 niczego nie spodziewaj膮cej si臋 ofierze okoliczno艣ciami
                                      r贸偶nymi.Mog膮 to by膰 katastrofy r贸偶nego rodzaju, kataklizmy,burze 艣nie偶ne z
                                      przerwami na gradobicia, impotencja, brak w贸dki,wojna domowa lub brak biletu na
                                      tramwaj.BL brzmi bardzo przekonywuj膮co,wzbudzaj膮c w nas wsp贸艂czucie i tak ludzk膮
                                      ch臋膰 niesienia pomocy.
                                      I to jest pocz膮tkiem naszego ko艅ca,prosz臋 Pa艅stwa.
                                      BL albowiem zagnie偶d偶aj膮 si臋 w naszym 偶yciu powoli,lecz sukcesywnie.Omamiaj膮
                                      serdeczno艣ci膮,duchem towarzyskim,ch臋ci膮 niesienia
                                      pomocy,bezinteresowno艣ci膮.Potem rozbudowuj膮 swoj膮 instytucj臋 uzale偶niania
                                      kolejnych od siebie os贸b,zamieniaj膮c to
                                      w sie膰 r贸偶nego rodzaju wsp贸艂uzale偶nie艅,symbiozy,kt贸ra raczej powinna by膰
                                      nazwana,m贸wmy to szczerze-paso偶ytnictwem. Przypomina owa taktyka dzia艂anie
                                      zamaskowanego wirusa, zwanego te偶 Zarazem,kt贸ry opanowuje organizm w艂a艣ciciela,
                                      偶ywi膮c si臋 nim i korzystaj膮c z niego bez 偶adnego umiaru
                                      i ogranicze艅,oraz jakiegokolwiek wk艂adu w艂o偶onej w to pracy.
                                      Osobniki BL s膮 wy艂膮cznie m臋skie.Nie wiadomo w艂a艣ciwie,w jaki spos贸b si臋
                                      rozmna偶aj膮 i jak d艂ugo s膮 ju偶 na naszym globie.Istniej膮 teorie,i偶 mog艂y si臋
                                      zjawi膰 na Ziemi zaraz par臋 milion贸w lat po wielkim kosmicznym
                                      wybuchu,wykorzystuj膮c istnienie pierwszych objaw贸w 偶ycia w postaci ameb,bakterii
                                      i wirus贸w,kt贸rych uczuciami uda艂o im si臋 tak samo podst臋pnie zaw艂adn膮膰,jak
                                      uczuciami ludzi 偶yj膮cych we wsp贸艂czesnych czasach.
                                      I tak jak grypa opanowuje nasz organizm,tak samo zagnie偶d偶aj膮 si臋 w naszych
                                      uczuciach osobniki BL.Naturalnie,objawy naszego uzale偶nienia nie przebiegaj膮 tak
                                      samo,jak podczas influenzy grypowej,ba,wr臋cz jest nam dobrze-nie kaszlemy od
                                      tego,nie plujemy oraz z regu艂y nie mamy gor膮czki.
                                      Nie,prosz臋 Pa艅stwa,osobniki BL opanowuj膮 nasz system psychiczny
                                      niezauwa偶alnie,po cichu i bez jakichkolwiek objaw贸w uzale偶nienia.Jest to
                                      mechanizm podobny do dzia艂ania hipnozy,po kt贸rej pod艣wiadomie robimy
                                      rzeczy,kt贸rych przed seansem hipnotycznym nigdy nie robili艣my i robi膰 nie
                                      zamierzali艣my.Nagle mamy ochot臋 na potrawy,kt贸rych nigdy nie jedli艣my, muzyk臋,
                                      kt贸rej nigdy nie s艂uchali艣my,alkohol,kt贸rego nie lubili艣my, rozmowy o
                                      sprawach,kt贸re ca艂e 偶ycie trzymali艣my g艂臋boko schowane w zakamarkach duszy,oraz
                                      seks w wariantach kt贸rych nigdy dot膮d jeszcze nie wypr贸bowali艣my.Objawy
                                      zainfekowania Bydloleziami mog膮 by膰 do艣膰 zr贸偶nicowane,ale przynajmniej jedna ze
                                      zmian opisanych powy偶ej mo偶e 艣wiadczy膰,i偶 w pobli偶u nas czai si臋 osobnik BL
                                      maj膮cy na celu opanowanie naszej ja藕ni,cia艂a,duszy i uczu膰,aby nas potem ju偶 do
                                      ko艅ca naszego istnienia wykorzystywa膰...Osobniki BL dysponuj膮 prawdopodobnie
                                      niewykrytymi do tej pory przez nauk臋 艣rodkami otumaniania ofiar,kt贸re bezwolnie
                                      pozwalaj膮 narzuca膰 sobie wol臋 osobnik贸w BL,偶yj膮c w b艂臋dnym przekonaniu,偶e ich
                                      decyzje i rozstrzygni臋cia zosta艂y podj臋te przez nie osobi艣cie.
                                      Fakt,偶e infekcja osobnikiem BL wcale nie boli,a przysparza niejednokrotnie
                                      mi艂ych wra偶e艅,nie pomaga wcale w zwalczaniu tej偶e zarazy.Powiedzia艂bym nawet,偶e
                                      osoby poddane wp艂ywom BL nie chc膮 si臋 leczy膰 i sama nawet my艣l o wydostaniu si臋
                                      spod wp艂ywu osobnika BL wydaj臋 im si臋 do tego stopnia wstr臋tna
                                      i ohydna,偶e odganiaj膮 tego rodzaju my艣li,jak wstr臋tn膮 much臋 lataj膮c膮 dooko艂a
                                      g艂owy,energicznie od siebie.
                                      Tak w艂a艣nie dokonuje si臋 zaw艂aszczenie kolejnego ludzkiego, wolnego do tej pory
                                      fizycznie i mentalnie organizmu,przez podst臋pnego osobnika BL.
                                      Czy b臋dziemy w stanie kiedykolwiek wyprodukowa膰 skuteczn膮 szczepionk臋 przeciwko
                                      Bydloleziom?Czy uwolnimy si臋 od tego globalnego niebezpiecze艅stwa
                                      podporz膮dkowania si臋 tym podst臋pnym,niew膮tpliwie inteligentnym bestiom w
                                      ludzkiej sk贸rze,wykorzystuj膮cym bez wahania nasze s艂abo艣ci w zamian za par臋
                                      cudownych chwil produkowanych przez BL w celu oswojenia organizmu ofiary?Czy te偶
                                      nasza cywilizacja skazana jest na zag艂ad臋 i opanowanie przez osobniki BL,kt贸re
                                      od tej pory b臋d膮 narzuca膰 nam swoj膮 wol臋,a my bez wahania b臋dziemy gotowi do
                                      skoczenia w zimn膮 wod臋 lub ogie艅 dla ich dobra?
                                      To pytanie,drodzy Pa艅stwo musi na razie pozosta膰 bez odpowiedzi.Pomimo naszych
                                      wielokrotnych pr贸b nie uda艂o nam si臋 jeszcze uj膮膰 do tej pory 偶adnego osobnika
                                      BL,na kt贸rym mogliby艣my przerowadzi膰 nasze badania,prowadz膮ce do wyprodukowania
                                      skutecznego antidotum.Tak wi臋c apeluj臋 tu do wszystkich,w szczeg贸lno艣ci mam na
                                      my艣li kobiety,aby mieli oczy otwarte i byli wyczuleni na tych,kt贸rzy sprawiaj膮
                                      wra偶enie mi艂ych,lojalnych i nios膮cych bezinteresown膮 pomoc ludzi.Bo nigdy nie
                                      wiadomo,czy nie mamy w艂a艣nie do czynienia z osobnikiem BL,kt贸ry podczas
                                      deszczowego jesiennego wieczoru zapuka nagle do naszych drzwi,w towarzystwie
                                      kogo艣 nam doskonale znanego,b臋d膮cego ju偶 jednak w sieci BL,aby rozpocz膮膰
                                      natychmiast usypianie naszej czujno艣ci i drenowanie naszej 艣wiadomo艣ci w celu
                                      zaw艂adni臋cia kolejn膮 ofiar膮.
                                      Chro艅my wi臋c nasze dusze,uwa偶ajmy na serdeczne gesty,na cieplo oddawane bez
                                      wahania innym,bo to przyci膮ga Bydlolezie jak muchy do miodu,lub rekiny do krwi.A
                                      kiedy ju偶 te bestie zjawi膮 si臋 w naszym pobli偶u,mo偶e by膰 za p贸藕no na cokolwiek.
                                      Od tej chwili b臋dziemy ju偶 tylko 偶ywicielami paso偶ytniczej, niezbadanej dot膮d
                                      przez nauk臋,lecz przecie偶 istniej膮cej bestii,kt贸rej uda艂 si臋 w艂a艣nie
                                      kolejny,zamaskowany atak na posiadaj膮cego jeszcze wiar臋 w ludzi,cz艂owieka.
                                      Niech偶e ten kr贸tki wyk艂ad b臋dzie dla Pa艅stwa ostrze偶eniem
                                      i bod藕cem do zachowania wzmo偶onej czujno艣ci.Bo licho nie 艣pi.
                                      A i Bydlolezie te偶 niekoniecznie.

                                      THE END
                                      • leziox Poradnik Nr.4-Bankrut 06.04.10, 20:26
                                        Poradnik nr.4:Kiedy poznamy,偶e nie jeste艣my ju偶 biznesmenem,tylko bankrutem?

                                        W dobie og贸lnego uprzemys艂awiania kraju i pojawiania si臋 na scenie
                                        finansowo-przemys艂owej wielu biznesmen贸w
                                        i nowobogackich, chcieli艣my tu przypomnie膰 star膮 ameryka艅sk膮 regu艂臋,kt贸ra
                                        m贸wi,i偶 ka偶dy dziad mo偶e zosta膰 milionerem,a ka偶dy milioner dziadem.Aby wi臋c
                                        pom贸c milionerom i biznesmenom w zrozumieniu faktu,偶e w艂a艣nie przestali by膰
                                        zamo偶ni i musz膮 si臋 przerzuci膰 z kawioru na kaszank臋 z kasz膮
                                        gryczan膮,przytaczamy pierwsze i ostatnie symptomy ko艅ca kariery.
                                        Biznesmenem przestali艣my by膰 wtedy,gdy:

                                        1.Po przyj艣ciu do naszego zak艂adu pracy wszyscy zatrudnieni nie m贸wi膮 nam jak
                                        zwykle z g艂臋bokim uk艂onem:"Dzie艅 dobry panie dyrektorze",tylko krzycz膮c co艣 o
                                        straceniu maj膮tku ca艂ego 偶ycia poprzez inwestowanie w nasze akcje rzucaj膮 w nas
                                        zepsutymi pomidorami,zgni艂ymi jajami oraz innymi niemi艂ymi przedmiotami, r贸wnie偶
                                        metalowymi
                                        2.Gdy nasza pi臋kna sekretarka,pani Krysia,nie maj膮ca dotychczas nic przeciwko
                                        ma艂emu numerkowi na biurku czy fotokopiarce,doradza nam dzisiaj uprzejmie,aby
                                        zrobi膰 to sobie samemu,w dodatku od ty艂u i bez wazeliny
                                        3.Gdy kierownik urz臋du skarbowego na nasz widok zielenieje
                                        w oczach i dostaje nag艂ej zapa艣ci,a pozostali urz臋dnicy
                                        i urz臋dniczki masowo wyskakuj膮 przez okna,g艂o艣no przeklinaj膮c, bo nie chc膮 z
                                        nami mie膰 do czynienia od jakiego艣 czasu,aby nie by膰 podejrzanymi o wsp贸艂udzia艂
                                        4.Wtedy,gdy komornik i sp贸艂ka zabieraj膮 nam wszystkie maszyny,
                                        urz膮dzenia,wyprodukowany towar,oraz cokolwiek nale偶膮ce jeszcze wczoraj do
                                        nas,marudz膮c w g艂os,偶e to i tak tylko 2 % naszego zad艂u偶enia
                                        5.Gdy nasza sprywatyzowana przed paroma laty firma zamienia si臋 z powrotem w
                                        zak艂ad pa艅stwowy
                                        6.Wtedy,gdy wierzyciele zatruwaj膮 nam 偶ycie nawet w kiblu
                                        7.Kiedy w naszym mieszkaniu,zamiast na naszych drogich
                                        i nowoczesnych meblach musimy spa膰 na steropianie wyniesionym z pobliskiej
                                        budowy,a noc膮 przykrywamy si臋 egzemplarzem "Gazety Wyborczej",bo to du偶a i
                                        ciep艂a gazeta
                                        8.Gdy ka偶dy bezdomny pies szczeka i wyje na nasz widok,ciesz膮c si臋
                                        jednocze艣nie,偶e nie jest w naszej sk贸rze
                                        9.Wtedy,gdy nasza 偶ona zaczyna si臋 puszcza膰 z pogardzanym przez ni膮 do tej pory
                                        s膮siadem,kt贸ry,cho膰 biedniejszy,posiada meble,na kt贸rych mo偶na spa膰
                                        10.Kiedy nasze eleganckie garnitury kupowane w Pary偶u musieli艣my zamieni膰 na
                                        wybrakowan膮 kufajk臋 drugiego gatunku zakupion膮 za ostatnie pieni膮dze od
                                        Rosjanina z ko艂chozu,do kt贸rej otrzymali艣my gratis walonki i szykowny beret z
                                        antenk膮
                                        11.Wtedy,gdy na obiad kierujemy si臋 w stron臋 misji ko艣cielnej,
                                        a gdy nas stamt膮d pogoni膮,bo akurat nie spodobali艣my si臋 ksi臋dzu z
                                        twarzy,spo偶ywamy wystawny,sze艣ciodaniowy obiad
                                        z przystawk膮 na miejskim wysypisku 艣mieci
                                        12.Kiedy nasi dotychczasowi tzw.serdeczni przyjaciele udaj膮,偶e nas nie znaj膮 i
                                        nie widz膮,a naszym jedynym prawdziwym kumplem jest pewien mi艂y,czarny kot z
                                        pobliskiego 艣mietnika,kt贸ry pozwala nam spa膰 w jego rewirze po zarekwirowaniu
                                        naszego skromnego o艣miopokojowego mieszkania przez komornika
                                        13.Gdy wszyscy okoliczni w艂贸cz臋dzy,偶ebracy i pijacy na nasz widok dumnie
                                        podnosz膮 g艂ow臋,bo w por贸wnaniu z nami s膮 przynajmniej kim艣
                                        14.Kiedy wszystkie mo偶liwe s艂u偶by porz膮dkowe, wojskowe, wywiadowcze i inne bez
                                        przerwy depcz膮 nam po pi臋tach,usi艂uj膮c wyja艣ni膰,gdzie w艂a艣ciwie podzia艂y si臋
                                        firmowe miliardy
                                        15.Gdy poprzez nasz膮 owocn膮 dzia艂alno艣膰 zaczyna si臋 powoli rozpada膰 krajowy
                                        system pieni臋偶ny,a inflacja wzrasta o par臋 艂adnych punkt贸w
                                        16.Wtedy,gdy na pierwszej stronie og贸lnokrajowej gazety
                                        i w wiadomo艣ciach wieczornych dziennika tv ukazuje si臋 bardzo udane zdj臋cie
                                        naszej twarzy w uj臋ciu z trzech stron,oraz bardzo wysoka suma nagrody za
                                        dostarczenie nas do najbli偶szego posterunku policji,niewa偶ne,w jakim stanie
                                        17.Kiedy nasz cichy wyjazd z kraju drog膮 l膮dow膮 nie bardzo si臋 udaje,bo s艂u偶ba
                                        graniczna na nasz widok nie usi艂uje nawet sprawdza膰 paszportu,tylko otwiera bez
                                        uprzedzenia ogie艅 z broni maszynowej, krzycz膮c:-"To ten chuj!"-w wyniku czego
                                        musimy szuka膰 schronienia w pobliskim lesie,jeszcze krajowym niestety
                                        18.Gdy ciemn膮 deszczow膮 noc膮 zmuszeni jeste艣my do wyjazdu kradzionym samochodem
                                        w tylko nam znane miejsce w lesie,aby przy akompaniamencie
                                        piorun贸w,b艂yskawic,ulewy i pohukiwania puszczyk贸w wykopa膰 cztery olbrzymie
                                        walizki,o kt贸rych tylko my wiedzieli艣my,zawieraj膮ce nasze drobne ubezpiecznie
                                        emerytalne,lub czarnogodzinne w obcej walucie
                                        19.Kiedy tej samej nocy przyw艂aszczon膮 z pobliskiego aeroklubu, kt贸rego byli艣my
                                        kiedy艣 powa偶anym cz艂onkiem,awionetk膮,przelatujemy kilka granic,10 cm nad
                                        wierzcho艂kami drzew,nie daj膮c si臋 wykry膰 radarom,a potem na pok艂adzie atomowej
                                        艂odzi podwodnej,kt贸rej kapitan jest naszym d艂ugoletnim przyjacielem,p艂yniemy na
                                        Kajmany,gdzie znajduje si臋 nasza wakacyjna posiad艂o艣膰,a kraj nie ma spisanej z
                                        nasz膮 by艂膮 ojczyzn膮 umowy o ekstradycji.Tu odpoczywamy po trudach podr贸偶y,a
                                        nasza s艂u偶ba zajmuje si臋 nami serdecznie, ciesz膮c si臋,偶e nareszcie w艂a艣ciciel
                                        b臋dzie w domu troch臋 dlu偶ej.

                                        Wszystkim by艂ym i przysz艂ym biznesmenom 偶yczymy naturalnie wiele dobrego.
                                        THE END


                                        copyright by Leziox
                                        • leziox Re: Poradnik Nr.5-Piesek 16.04.10, 21:17
                                          Jak prze偶y膰...Poradnik nr.5:Jak pozna膰,偶e nasz piesek jest za gruby ?

                                          Mi艂o艣nicy ps贸w i innych bydl膮t,zakochani w nich bez pami臋ci,nie zauwa偶aj膮
                                          czasem,偶e ich pupilek w miar臋 up艂ywu czasu sta艂 si臋 w艂a艣ciwie ju偶
                                          pupilem,grubym,t艂ustym i ci膮gn膮cym brzuch wraz
                                          z genitaliami po ziemi,w przypadku,je艣li to samiec.
                                          R贸偶ne mog膮 by膰 przyczyny tego,i偶 zwierz臋 tyje-stress,brak dostatecznej ilo艣ci
                                          ruchu i seksu,bezrobocie pana i psa, znieczulenie alkoholowe w艂a艣ciciela
                                          itd.Zawsze jest to jednak nieoboj臋tne dla zdrowia psychicznego i fizycznego
                                          naszego ulubie艅ca...Aby wi臋c uczuli膰 w艂a艣cicieli piesk贸w na niedol臋 ich
                                          biednego,wstr臋tnego i t艂ustego zwierzaka,stworzyli艣my cz臋艣膰 nast臋pn膮 naszego
                                          po偶ytecznego poradnika,w kt贸rej wyja艣nimy,jak mo偶na rozpozna膰,偶e nasz piesek
                                          jest ju偶 za gruby.
                                          Nasz piesek jest za gruby wtedy,gdy:

                                          1.Zamiast w budzie,sypia w dolinie polodowcowej,le偶膮cej zaraz ko艂o naszego domu

                                          2.Kiedy podczas porannego ziewania nasz piesek 艂yka lod贸wk臋, telewizor z
                                          wy艣wietlanymi w艂a艣nie mistrzostwami 艣wiata w pi艂ce no偶nej,szaf臋 dwudrzwiow膮,a
                                          potem zamyka pysk,wyra藕nie zapominaj膮c o wypluciu mebli

                                          3.Gdy na spacer musimy wyprowadza膰 go na lotnisko,bo
                                          w uliczkach osiedlowych cz臋sto zakleszcza si臋 mi臋dzy blokami,co
                                          nara偶a nas na niepotrzebne dyskusje z kierowcami,nie mog膮cymi wyjecha膰 na miasto

                                          4.Wtedy,gdy podczas robienia zakup贸w,piesek,zamiast grzecznie czeka膰 na nas
                                          przywi膮zany do zderzaka naszego samochodu ciezarowego marki Bielaz,wchodzi do
                                          sklepu wci膮gaj膮c za sob膮 auto,bo akurat w tym momencie poczu艂 si臋 biedak samotny

                                          5.Kiedy nasz pupilek zjada przez ca艂y dzie艅 jakie艣 p贸艂 krowy,
                                          a potem wieczorem i tak wyje z g艂odu,nie daj膮c spa膰 wszystkim mieszka艅com
                                          40-tysi臋cznego osiedla

                                          6.Kiedy podczas safari w Afryce nasz piesek z upodobaniem rzuca si臋 na s艂onie,a
                                          lwy spo偶ywa jako przystawk臋 艣niadaniow膮

                                          7.Gdy na jego widok najgro藕niejsze psy obronne w nag艂ym ataku przera偶enia
                                          rzucaj膮 si臋 pod najbli偶sz膮 przeje偶d偶aj膮c膮 ci臋偶ar贸wk臋,
                                          tramwaj,lub autobus,aby nie m臋czy膰 si臋 ca艂e 偶ycie wspomnieniami

                                          8.Wtedy gdy obro偶臋 musimy robi膰 mu na zam贸wienie w rosyjskich zak艂adach
                                          zbrojeniowych na Uralu,kt贸re za ci臋偶kie dolary przysy艂aj膮 nam r贸wnie ci臋偶k膮,za
                                          to bardzo gustown膮 obro偶臋 wykonan膮 z g膮sienicy czo艂gu T-72

                                          9.Gdy radosne merdanie ogona pieska rozbija na parkingu samochody,wywraca znaki
                                          drogowe i rozwala sklepowe wystawy,
                                          a PZU si臋 czepia

                                          10.Gdy jego szczekanie s艂ycha膰 w drugim wojew贸dztwie

                                          11.Wtedy,kiedy ci膮gni臋ci przez niego w radosnym biegu zatrzymujemy si臋 dopiero w
                                          Hiszpanii na wybrze偶u morskim,bo nasz piesek bardzo nie lubi si臋 k膮pa膰

                                          12.Kiedy w przyp艂ywie nag艂ej sympatii pupilek li偶e nas po twarzy,w wyniku czego
                                          wypadamy z okna razem z szyb膮 antyw艂amaniow膮,futrynami,oraz krat膮 z kutego
                                          metalu,l膮duj膮c
                                          w pobliskim ogr贸dku jordanowskim,gdzie wszystkie miejscowe chlory zajmuj膮 si臋
                                          nami troskliwie

                                          13.Gdy nasz spragniony piesek jednym 艂ykiem wypija ca艂膮 wod臋 ze stawu w
                                          parku,mimowolnie zagryzaj膮c kaczkami

                                          14.Kiedy wszyscy nasi s膮siedzi mieszkaj膮cy w promieniu 5 km wyprowadzili si臋
                                          nagle,ciemn膮 noc膮,bez podania przyczyn oraz adresu kontaktowego

                                          15.Wtedy,gdy na ca艂ym 艣wiecie nie mo偶na znale藕膰 za 偶adne pieni膮dze
                                          weterynarza,kt贸ry z w艂asnej woli,bez przystawionej do g艂owy lufy pistoletu
                                          chcia艂by naszego pieska zaszczepi膰 i dopiero sprowadzonemu z Japonii lekarzowi
                                          udaje si臋 w samob贸jczym nalocie awionetk膮 wykona膰 po偶膮dany zastrzyk

                                          16.Gdy nasz piesek podczas pogoni za kotem uszkadza lub ca艂kowicie niszczy 250
                                          drzwi wej艣ciowych do piwnic i klatek schodowych,410 okienek piwnicznych,10
                                          policyjnych radiowoz贸w,14 wind,800 parkomat贸w,2 autobusy miejskie,
                                          16 samochod贸w z hyclami,670 艂awek,oraz demoluje osiedlow膮 kot艂owni臋,a my
                                          og艂aszamy niewyp艂acalno艣膰

                                          17.Wtedy gdy wszystkie mosty w mie艣cie zosta艂y poprzez ekstremaln膮 wag臋 naszego
                                          pieska powa偶nie uszkodzone,lub zniszczone,a w mie艣cie og艂oszono stan
                                          wyj膮tkowy,zamykaj膮c miasto dla wycieczek,urz臋dnik贸w skarbowych,oraz innych
                                          niepo偶膮danych element贸w mog膮cych zaszkodzi膰 zdrowiu psychicznemu zwierzaczka

                                          18.Wtedy,kiedy nasz piesek jest widoczny go艂ym okiem nie tylko ze stacji
                                          orbitalnej,ale te偶 z kilku okolicznych planet,a mieszka艅cy Marsa sk艂adaj膮
                                          protest,bo r贸wnie偶 ich budzi w nocy wycie psa

                                          19.Gdy podczas niespodziewanej pr贸by przekroczenia przez naszego pieska
                                          niestrze偶onego przejazdu kolejowego dochodzi do zderzenia zwierz膮tka z poci膮giem
                                          towarowym,a skutki wykolejenia musz膮 by膰 usuwane przez par臋 dni,oczywi艣cie przez
                                          PKP,a nie weterynarza,kt贸ry nie by艂 piesku nawet potrzebny

                                          20.Wtedy,gdy zaczynamy na ulicy 偶ebra膰 na jedzenie dla naszego zwierzaka,bo sami
                                          nie jeste艣my ju偶 na karm臋 zarobi膰.
                                          Do schroniska dla zwierz膮t nie mo偶emy go odda膰,zw艂aszcza 偶e 偶adne schronisko nie
                                          dysponuje klatk膮 o wielko艣ci hangaru dla
                                          10 strategicznych bombowc贸w B-52

                                          21.Gdy nasz zwierzaczek zamiast rzuconego mu do aportowania kija wraca do nas ze
                                          150-letni膮 jod艂膮 w z臋bach,a gdy akurat drzewka mu si臋 znudz膮,to przynosi
                                          ma艂olitra偶owy samoch贸d typu Cinquecento lub wi臋kszy,cz臋sto jeszcze z kierowc膮 w
                                          艣rodku

                                          22.Kiedy kup臋 zrobion膮 przez naszego pieska MPO usuwa dopiero po 15 godzinach
                                          wyt臋偶onej pracy 4 zespo艂贸w,dysponuj膮cych
                                          nowoczesnymi koparkami,spychaczami,oraz spor膮 flot膮 wspomnanych,wielkich
                                          ci臋偶ar贸wek marki Bie艂az.
                                          W艂a艣cicielom ps贸w przesy艂amy nasze gromkie hau,hau!

                                          THE END

                                          • leziox Brzydkie Kacz谩tko part.1 16.04.10, 21:20
                                            Brzydkie kacz膮tko


                                            Nie za g贸rami i nie za lasami to by艂o,jak w bajkach,tylko u nas,
                                            we wsi.W ciemnej,bagnistej dolinie,gdzie nikt z doros艂ych nigdy nie zagl膮da艂,bo
                                            nie by艂o po co,wsz臋dobylskie dzieci znalaz艂y pewnego dnia jajko.
                                            Le偶a艂o ono g艂臋boko zagrzebane w torfie i trzeba by艂o sporo si臋 natrudzi膰,aby bez
                                            uszkodze艅 wyci膮gn膮膰 je na wierzch.
                                            Jajo by艂o bardzo du偶e,chyba jeszcze wi臋ksze od strusiego.
                                            Tak naprawd臋,to strusia nikt ci u nas nie widywa艂,ani te偶 innej kanalii,co
                                            takowe jajko znie艣膰 mog艂a.A smoki,to ju偶 dawno przez k艂usownik贸w wyt臋pione
                                            by艂y,wi臋c i ta mo偶liwo艣膰 pod uwag臋 nie by艂a brana.Same dzieci,pomijaj膮c jaja
                                            kurze i kacze w 偶yciu nie widzia艂y jeszcze takiego eksponatu,p艂on膮c wi臋c z
                                            ciekawo艣ci zabra艂y znalezisko ze sob膮,aby zapyta膰 rodzic贸w o jego mo偶liwe
                                            pochodzenie.Jednak ku dzieci rozczarowaniu nikt z doros艂ych nie umia艂 nic
                                            rozs膮dnego powiedzie膰 na temat,jaki to te偶 ptak znosi膰 mo偶e takie wielkie
                                            jaja.To ostatnie wygl膮da艂o notabene nie za bardzo 艣wie偶o…
                                            Gdyby kto艣 si臋 upar艂,m贸g艂by twierdzi膰,偶e przele偶a艂o ono w torfie co najmniej
                                            par臋 milion贸w lat,albo i wi臋cej,偶eby ju偶 si臋 tam
                                            z datami nie spiera膰...
                                            Dzieci marudzi艂y strasznie,aby spr贸bowa膰,czy przypadkiem z jaja co艣 si臋 nie
                                            wykluje.Dla zabawy i 艣wi臋tego spokoju doro艣li zgodzili si臋 wreszcie na
                                            propozycj臋 milusi艅skich.Na podw贸rku z艂apano wi臋c jedn膮 z wa艂臋saj膮cych si臋 tam
                                            bez specjalnego po偶ytku kur, sadzaj膮c j膮 na wierzchu jajka,umieszczonego w skrzyni.
                                            Kura,zadowolona,偶e nie uci臋to jej 艂ba,na co ju偶 by艂a w艂a艣ciwie
                                            przygotowana,dumnie nastroszy艂a pi贸rka,zamieniaj膮c si臋
                                            w przysz艂膮 mamusi臋,a dzieciaki musia艂y uzbroi膰 si臋 w cierpliwo艣膰.
                                            I czekano.Jeden tydzie艅,dwa,trzy.Po miesi膮cu siedz膮ca nadal na jaju kura zacz臋艂a
                                            wygl膮da膰 na wybitnie znudzon膮,zastanawiaj膮c si臋 tak prawdziwie po kurzemu,czy
                                            czasem nie lepiej jednak by艂o po艂o偶y膰 艂eb pod top贸r,ko艅cz膮c marn膮 egzystencj臋 w
                                            rosole
                                            z makaronem.Jajo nadal by艂o ca艂e i nic za choler臋 nie zamierza艂o
                                            z niego wy艂azi膰.Kiedy zacz臋to ju偶 bardzo powa偶nie my艣le膰
                                            o przerwaniu eksperymentu,jajo,jakby przestraszone zapowiedziami o rych艂ym
                                            wyrzuceniu go do 艣mieci,poruszy艂o si臋.
                                            A potem z trzaskiem p臋k艂o.W skorupach co艣 si臋 mozolnie rusza艂o, usi艂uj膮c
                                            niezdarnie wygrzeba膰 si臋 na 艣wiat艂o dzienne.Wreszcie wylaz艂o,mog膮c si臋 w ca艂ej
                                            okaza艂o艣ci pokaza膰 艣wiatu.
                                            Efekt by艂 piorunuj膮cy.Wszyscy,kt贸rzy na wie艣膰 o tym,i偶 jajo p臋ka, zbiegli si臋 do
                                            izby,aby popatrze膰 na istot臋 akurat si臋 wykluwaj膮c膮, na chwil臋 zaniem贸wili.A
                                            potem,jak jeden m膮偶 rykn臋li g艂o艣nym
                                            艣miechem.Piskl臋,ledwo jeszcze stoj膮ce na trz臋s膮cych si臋 chudych
                                            n贸偶kach, by艂o tak brzydkie,偶e po prostu nie da si臋 tego opisa膰.
                                            I przy okazji w tej ca艂ej swojej brzydocie potwornie 艣mieszne. S艂o艅ce,tego dnia
                                            mocno pra偶膮ce szybko zakry艂o si臋 chmurami,aby nie zwariowa膰. Pies zawy艂,wbijaj膮c
                                            si臋 z hukiem do budy,a kot wyskoczy艂 przez zamkni臋te okno razem z szybami.Kiedy
                                            ludziska ju偶 si臋 na艣miali do woli,przyst膮pili szybko do zaimprowizowanej narady
                                            na temat,co to takiego mo偶e by膰.Piskl臋 nie wygl膮da艂o wcale,jak kura,g臋艣,czy
                                            kaczka,ani jakikolwiek inny,znany dr贸b.
                                            Z braku pomys艂贸w ludzie stwierdzili,偶e trzeba po prostu zaczeka膰 jaki艣 czas,aby
                                            zobaczy膰,co z tego wyro艣nie.I przy tym zosta艂o...
                                            XXXXX
                                            Dni i tygodnie mija艂y jak z bicza trzas艂.Pracowano ci臋偶ko i du偶o, wiejskie 偶ycie
                                            nie dawa艂o zbyt wiele okazji do odpoczynku.
                                            Piskl臋,pozostawione w spokoju,regularnie i obficie si臋 od偶ywia艂o,systematycznie
                                            rosn膮c i piszcz膮c coraz dono艣niej
                                            i coraz grubiej.Mo偶e by艂o nawet nieco zestressowane faktem,偶e ka偶da 偶yj膮ca na
                                            wsi istota na sw贸j indywidualny spos贸b z niego si臋 艣mia艂a,ale prawd臋
                                            powiedziawszy-by艂o z czego.
                                            Chocia偶 pierwsza fala ciekawo艣ci ju偶 opad艂a,to fale 艣miechu nadal przetacza艂y
                                            si臋 przez wie艣 na widok pisklaka.Gdy ju偶 dobrze podro艣ni臋te piskl臋 wychodzi艂o na
                                            sw贸j przedziwny,codzienny obch贸d wsi,kt贸ry zd膮偶y艂 ju偶 przej艣膰 do
                                            tradycji,wszyscy chichotali do rozpuku.Nawet ci,b臋d膮cy na codzie艅 nieu偶ytymi
                                            ponurakami, rozja艣niali swoje pos臋pne oblicza na widok ma艂ego potworka, dzielnie
                                            tuptaj膮cego drog膮.I chocia偶 ptak by艂 o niebo brzydszy,ni偶 straszyd艂a wyst臋puj膮ce
                                            w najokropniejszych horrorach,nikt go
                                            z tego powodu nie prze艣ladowa艂 i nie bi艂.Wr臋cz przeciwnie-ka偶dy
                                            z mieszka艅c贸w naszej miejscowo艣ci by艂 zadowolony,kiedy ptaszek chocia偶 na chwil臋
                                            wpada艂 do jego obej艣cia.Gdy straszyde艂ko pojawia艂o si臋 na piaszczystej,wiejskiej
                                            drodze,mo偶na by艂o by膰 pewnym,偶e jest dok艂adnie godzina 8.00.
                                            Nikt nigdy nie zdo艂a艂 rozwi膮za膰 zagadki,w jaki spos贸b ptak,nie posiadaj膮cy
                                            przecie偶 zegarka,tak doskonale orientuje si臋
                                            w czasie.A zwierzaczek,przejmuj膮c si臋 mniej,ni偶 ludzie,up艂ywem godzin,kol臋dowa艂
                                            od domu do domu,trz臋s膮c przy tym tr贸jk膮tn膮 g艂贸wk膮 osadzon膮 na d艂ugiej
                                            szyi,poro艣ni臋tej bia艂ymi w艂oskami. K艂apa艂 przy tym rado艣nie dziobem,wi臋kszym,ni偶
                                            jego ca艂e cia艂o
                                            i mru偶y艂 oczka z zadowolenia,kiedy go ludzie g艂askali.Je艣li ju偶
                                            o oczach mowa,to tylko one by艂y u ptaszyska 艂adne,bo b艂臋kitne,jak to艅 jeziora.
                                            W tym ca艂ym zamieszaniu jako艣 nikt nie zwr贸ci艂 specjalnej uwagi na fakt,i偶
                                            ptaszek uparcie bojkotuje podsuwane mu mleko
                                            z kluskami,walczy natomiast bardzo za偶arcie z wiejskimi kundlami o
                                            najdrobniejszy kawa艂ek mi臋snych resztek,wyrzucanych po obiedzie.Po pewnym czasie
                                            psy zacz臋艂y na sam widok ptaszka dobrowolnie rezygnowa膰 z walki,bo jego wielki
                                            dzi贸b sta艂 si臋 jeszcze wi臋kszy i twardszy,ni偶 by艂,nie warto wi臋c by艂o z nim si臋
                                            k艂贸ci膰.Dni oczywi艣cie mija艂y nadal,nie zatrzymuj膮c si臋 ani na chwil臋.Nasz ma艂y
                                            bohater przeobra偶a艂 si臋 powoli w wi臋kszy egzemplarz,nadal by艂 jednak 艣mieszny i
                                            brzydki.
                                            Dzisiaj ju偶 nikt nie umie powiedzie膰,kto w艂a艣ciwie i kiedy nada艂 dla ptaka
                                            imi臋.Albowiem od paru tygodni mieszka艅cy wsi nazywali go Wacusiem,a on wydawa艂
                                            si臋 swoje imi臋 akceptowa膰,doskonale rozumiej膮c,偶e to o nim mowa.Inteligencj膮
                                            przerasta艂 Wacu艣 notabene wszystkie zwierz臋ta oborowe i podw贸rkowe razem
                                            wzi臋te.Par臋 os贸b twierdzi艂o po cichu,偶e wiecznie zapici w trupa niekt贸rzy
                                            gospodarze znajduj膮 si臋 nawet na znacznie ni偶szym poziomie rozwoju
                                            intelektualnego,ni偶 ptaszyd艂o.M贸wi膮c o alkoholu trzeba wspomnie膰,偶e Wacu艣 te偶
                                            nie by艂 ci tam jakim艣 zapyzia艂ym abstynentem,bo z dziwnym upodobaniem popija艂
                                            sobie piwko,do kt贸rego nam贸wi艂 go kiedy艣 偶artem gospodarz,s艂u偶膮cy za Wacusia
                                            przybran膮 rodzin臋.呕e by艂o to dzia艂anie na w艂asn膮 zgub臋,mia艂 si臋 gospodarz
                                            przekona膰 ju偶 wkr贸tce,gdy zmuszony by艂 do przerywania swoich codziennych
                                            czynno艣ci,aby lecie膰 do pobliskiego sklepu po piwo,kt贸rym mo偶na by艂oby zamkn膮膰
                                            wacusiowy dzi贸b.Gdy przez nieuwag臋 piwka w domu zabrak艂o, ptaszyd艂o zaczyna艂o
                                            g艂o艣no protestowa膰,tarzaj膮c si臋 po podw贸rku, wyj膮c i tupi膮c ca艂y bo偶y dzie艅,co
                                            nawet dla najspokojniejszych ludzi by艂o nie do wytrzymania.Tylko s膮siedzi przy
                                            kielichu dokuczali gospodarzowi,pytaj膮c,czy ju偶 kupi艂 piwo,bo zaraz jego
                                            przybrane dziecko koncercik wokalny rozpocznie z g艂odu...
                                            Ale istnia艂y we wsi te偶 powa偶niejsze problemy,ni偶 tylko wyj膮cy
                                            z braku piwka Wacu艣.Jednym z tych k艂opot贸w by艂 wielki lis-rabu艣, grasuj膮cy w
                                            okolicy.Pustoszy艂 on kurniki,nie tylko kradn膮c dr贸b, ale morduj膮c wszystkie inne
                                            kury,kt贸rych nie m贸g艂 ze sob膮 zabra膰. Nie pomaga艂y wymy艣lne pu艂apki,czy
                                            zamienianie kurnik贸w
                                            w warowne fortece.Szczucie psami mia艂o charakter jedynie reklamowy,bo z ka偶dej
                                            pogoni za lisem wraca艂y psy ci臋偶ko poranione,wyj膮c z b贸lu i bezsilnej z艂o艣ci.Lis
                                            by艂 nadzwyczaj wyro艣ni臋ty i silny,za silny dla wiejskich kundli.Powoli zacz臋to
                                            ju偶 my艣le膰 o spo艂ecznej zrzutce pieni臋dzy na oddzia艂ek my艣liwych, kt贸rzy mogliby
                                            z rud膮 kit膮 zrobi膰 porz膮dek.
                                            Zanim jednak do tego dosz艂o,wydarzy艂o si臋 co艣,co na d艂ugo pozosta艂o w ludzkiej
                                            pami臋ci.Pewnego dnia na podw贸rku gospodarza,gdzie urz臋dowa艂 Wacu艣,wybuch艂
                                            okropny harmider.
                                            Epicentrum ha艂asu znajdowa艂o si臋 dok艂adnie w kurniku,a jego przyczyna by艂a
                                            wi臋cej,ni偶 oczywista.Lis!
                                            • leziox Re: Brzydkie Kacz谩tko part.2 16.04.10, 21:21
                                              W par臋 sekund rodzina gospodarza zbieg艂a si臋 z tym,co kto zd膮偶y艂 w po艣piechu w
                                              r臋k臋 chwyci膰.Ry偶ego rabusia osaczono w ogrodzie,sk膮d,jak si臋 wydawa艂o,nie by艂o
                                              ju偶 dla niego wyj艣cia,a przynajmniej tak to wygl膮da艂o.Dwa kundle zosta艂y szybko
                                              wyeliminowane z walki
                                              z powodu powik艂anych ran.Kije i wid艂y nie pomaga艂y.Jak
                                              prawdziwy kamikadze broni艂 si臋 lis bohatersko,uchylaj膮c si臋 od
                                              cios贸w i odgryzaj膮c z nawi膮zk膮,jakby mia艂 w 偶y艂ach co najmniej wilcz膮,a nie
                                              lisi膮 krew.Nagle lis trafi艂 na obluzowan膮 desk臋
                                              w p艂ocie,szybko pojmuj膮c,偶e oto nadarza si臋 szansa ucieczki.
                                              Kilkakrotne uderzenie cia艂em w drewno otworzy艂o mu drog臋 na wolno艣膰.Jednak jego
                                              chorobliwa ambicja nie pozwala艂a mu tak po prostu uciec,wracaj膮c do lasu bez
                                              艂upu.Rabu艣 wpad艂 wi臋c na podw贸rko,gdzie akurat w艂贸czy艂 si臋 Wacu艣,szukaj膮c czego艣
                                              rozs膮dnego do zjedzenia.Lis bez wahania rzuci艂 si臋 na wiejsk膮 maskotk臋,dziwi膮c
                                              si臋 troch臋 w przelocie,co to takiego mo偶e by膰.
                                              Ale ptak by艂 ptakiem.Doro艣li z zaci艣ni臋tymi na wid艂ach r臋kami biegli
                                              szybko,chc膮c ocali膰 straszyd艂o,dzieci zacz臋艂y p艂aka膰 ze strachu o swojego
                                              ulubie艅ca,ale wygl膮da艂o na to,偶e jest ju偶 za p贸藕no.Lis w艂a艣nie dopad艂 ptaka i
                                              ju偶 nic nie mog艂o go uratowa膰...
                                              Twardy,jak hartowana stal dzi贸b Wacusia przejecha艂 po lisich 偶ebrach,艂ami膮c je
                                              jak zapa艂ki,zgruchota艂 dwie 艂apy,po czym rozbijaj膮c lisi膮 czaszk臋,zako艅czy艂
                                              walk臋 po paru sekundach. P贸藕niej ptaszyd艂o,dumnie wyprostowane,odesz艂o w
                                              kierunku stawu,aby umy膰 dzi贸b.Smak lisiej krwi wyj膮tkowo nie przypad艂 Wacusiowi
                                              do gustu.Nie trzeba chyba dodawa膰,偶e radykalne za艂atwienie lisiego problemu
                                              przez Wacusia sta艂o si臋 nie lada jak膮 sensacj膮 we wsi i okolicach.Nikt ju偶 si臋 z
                                              niego nie nabija艂,
                                              a ho艂ubiony i dokarmiany bez ogranicze艅 mi臋skiem ptaszek wyr贸s艂 jak na
                                              dro偶d偶ach,osi膮gaj膮c rozmiary zakodowane w genach
                                              i zamieni艂 si臋 w doros艂ego osobnika.Rozpinaj膮c skrzyd艂a zas艂ania艂 p贸艂 stodo艂y,a
                                              k艂apanie dzioba,obwieszczaj膮ce jego szampa艅ski humor s艂yszane by艂o w pi臋ciu
                                              innych wsiach.Ptaszyd艂o nadal specjaln膮 urod膮 nie grzeszy艂o,ale to mu nawet
                                              jakby pasowa艂o.
                                              A zreszt膮,kto powiedzia艂,偶e ulubiona maskotka musi by膰 zaraz 艂adna?W
                                              mi臋dzyczasie Wacu艣 z niejak膮 trudno艣ci膮 nauczy艂 si臋 lata膰 i jak ma ochot臋,to
                                              kr膮偶y nad wsi膮,w czasie 偶niw zapewniaj膮c spory kawa艂ek cienia.Od wielu ju偶
                                              miesi臋cy nikt w bli偶szej
                                              i dalszej okolicy nie zauwa偶y艂 lisa,kuny,czy borsuka,a i wioskowi z艂odzieje
                                              dziwnym trafem nie pojawiaj膮 si臋 ju偶 wcale.Dzieci s膮 dawno zakochane w naszym
                                              straszydle,a i Wacu艣 ch臋tnie dokazuje
                                              z nimi,bo ma,jak si臋 okaza艂o,spokojny i weso艂y charakter.
                                              Ptaszyd艂o stanowi te偶 niebywa艂膮 arakcj臋 dla zagranicznych turyst贸w,kt贸rych co
                                              roku przybywa coraz wi臋cej.Zostawiaj膮 oni
                                              u nas naturalnie mas臋 dewiz,co sprawia,偶e gospodarze nie p艂aszcz膮 si臋 ju偶 wi臋cej
                                              przed prezesem banku sp贸艂dzielczego,aby otrzyma膰 kredyt,tylko kasuj膮 fors臋 za
                                              noclegi,zdrowe wy偶ywienie
                                              i inne us艂ugi.Wacu艣 do turyst贸w szybko si臋 przyzwyczai艂,a ci go jeszcze
                                              dodatkowo ob艂askawiaj膮 szynk膮 z konserw,piwem
                                              w puszkach i par贸wkami wiede艅skimi.Na widok samochodu
                                              z zagraniczn膮 rejestracj膮 Wacu艣 zjawia si臋 od razu,jakby mia艂 wbudowany
                                              radar.Robi honorow膮 rund臋 nad autem i wzbijaj膮c wielkie tumany
                                              kurzu,l膮duje,ciekaw,kto tym razem zawita艂.
                                              Nie przyzwyczajeni do tego kierowcy l膮duj膮 z kolei czasami
                                              w rowie z przestrachu,ale potem sami z siebie i swoich miastowych l臋k贸w si臋
                                              艣miej膮,reperuj膮c samoch贸d u kowala.
                                              Tydzie艅 temu mieli艣my u nas chmar臋 Japo艅czyk贸w,kt贸rzy biegali
                                              za zwierzakiem naszym jak ze sraczk膮,narobili chyba z milion zdj臋膰 i krzyczeli
                                              g艂o艣no,zachwycaj膮c si臋 ptaszkiem:
                                              -Godzilla!!!
                                              Jak go zwa艂,tak zwa艂,dla nas jest on po prostu Wacu艣.
                                              Gospodarz,u kt贸rego Wacu艣 mieszka nadal,wybudowa艂 nowy dom
                                              z kwaterami dla przybysz贸w,a na pola je藕dzi sobie terenowym Nissanem diesel z
                                              klimatyzacj膮.
                                              Tylko naukowcy i inne podejrzane typki w bia艂ych fartuchach,co by chcieli na
                                              naszym ptaszku sobie poeksperymentowa膰,nie s膮 u nas we wsi lubiane i
                                              po偶膮dane.Ale z tymi robimy kr贸tki proces. Wi膮偶emy ich w p臋czek sznurkiem do
                                              snopowi膮za艂ki,a potem,przy g艂o艣nym aplauzie turyst贸w,co te偶 takich sadyst贸w nie
                                              cierpi膮, wywozimy g艂臋boko w puszcz臋,gdzie wszystkie 艣cie偶ki s膮 do siebie podobne
                                              i bardzo ci臋偶ko stamt膮d trafi膰 do cywilizacji.W le艣nej g艂uszy przecinamy im
                                              wi臋zy i zostawiamy na 艂onie matki naszej natury,偶eby na oczy
                                              przejrzeli,zaczynaj膮c w ko艅cu 偶y膰 po bo偶emu.
                                              Dawny spok贸j we wsi wprawdzie min膮艂 przez te ci膮g艂e wycieczki
                                              i turyst贸w,bez przerwy kto艣 przez rami臋 zagl膮da,nawet
                                              w wychodku,ale taka jest cena s艂awy.Wie艣 nam rozkwit艂a,biednych gospodarzy nie
                                              ma w og贸le,wszyscy s膮 zadowoleni,a i Wacu艣 wyra藕nie si臋 cieszy z tylu nowych
                                              znajomych.
                                              I w taki oto spos贸b jedno jajko zmieni艂o 偶ycie nasze i naszej wsi.
                                              呕e mieli艣my szcz臋艣cie,kto艣 powie?By膰 mo偶e.Ale jest to w pe艂ni zrozumia艂e.
                                              Ostatecznie,nie ka偶da wie艣,do kt贸rej si臋 trafi,posiada jako maskotk臋
                                              偶ywego,oswojonego pterodaktyla.



                                              THE END
                                              Copyright by Leziox













                                          • marijola1 Re: Poradnik Nr.5-Piesek 17.04.10, 08:48
                                            Piesek sie mnie bardzo spodobal? To moze teraz cos na temat kotka-
                                            kotleta?????? big_grin
                                          • leziox Przyszla wiosna wreszcie 28.04.10, 20:15
                                            Przysz艂a wiosna,co i wida膰
                                            Ka偶demu si臋 wiosna przyda
                                            Zw艂aszcza tym,co jeszcze mog膮
                                            Chuci膮,palcem,albo nog膮

                                            Wida膰 to woko艂o 艣licznie
                                            Wszyscy dr膮 si臋 heroicznie
                                            呕e by sobie podymali
                                            I p艂cie innych wyzyskali

                                            Gdzie nie spojrzysz,pr臋偶ne cz艂onki
                                            Stoj膮 w spodniach jak sikorki
                                            Wyjrze膰 sk艂onne by tak zaraz
                                            Gdzie ta dziurka albo szpara

                                            Szparki tak偶e od艣wie偶one
                                            Po co-jasne,wiedz膮 one
                                            Tylko razem z kutasikiem
                                            P贸jdzie rozkosz ju偶 w臋偶ykiem

                                            C贸偶 udawa膰-sprawa prosta
                                            Szparka lubi w sobie chwosta
                                            Laska lubi tam za艣 wchodzi膰
                                            Trzeba wszystko to pogodzi膰

                                            Wstyd?Kochani,troch臋 g艂upio
                                            Wszyscy w ko艂o gdzie艣 si臋 艂upi膮
                                            Je艣li wstyd nie na wakacjach
                                            Pozostaje-masturbacja

                                            Wi臋c w efekcie tej zabawy
                                            Mamy takie r贸偶ne sprawy
                                            Zakochania straszne dzieje
                                            Ale pysk si臋 jako艣 艣mieje

                                            Niech nam 偶yje wi臋c dymanko
                                            Po nim mo偶e by膰 艣niadanko
                                            W nocy dawa膰 tak po zaworach
                                            I poprawi膰 gdy 艣wit z dwora

                                            呕ycz膮c tutaj wam orgazm贸w
                                            I tysi臋cy szcz臋艣cia spazm贸w
                                            Pozostaj臋 uni偶enie...
                                            Idac zaraz-na pieprzenie.

                                            The End
                                            Copyright by Leziox
                                            • leziox Z pamietnika alkoholika 22.05.10, 13:55
                                              Z pami臋tnika alkoholika



                                              1.01.
                                              艁eb,wielki jak dynia,chwiej膮cy si臋 na d艂ugiej, wychudzonej szyi p臋ka z
                                              b贸lu,spowodowanego sylwestrowym kacem i usi艂uje wymy艣li膰 spos贸b zdobycia w贸dki
                                              na klina.Przekl臋ty sylwester. Przyszli,dali wypi膰 i poszli.Nie wiem,jak
                                              zwykle,kto to w艂a艣ciwie by艂,ale wa偶ne,偶e przynie艣li gorza艂臋.Do mnie przychodzi
                                              prawie codziennie sporo nieznajomych ludzi,bo maj膮 met臋 do wypicia,
                                              a po co maj膮 gdzie艣 si臋 w piwnicy,albo katuchu dekowa膰, zw艂aszcza,jak pada.U
                                              mnie drzwi zawsze otwarte,bo zamk贸w brakuje,kto艣 chyba sobie je kiedy艣 wzi膮艂,bo
                                              potrzebowa艂.
                                              Ale wszyscy przybysze s膮 w艂a艣ciwie do艣膰 mili i nawet za cz臋sto nie odlewaj膮 si臋
                                              w przedpokoju.A za alkohol wszystko bym odda艂, jakbym oczywi艣cie cokolwiek
                                              posiada艂. W艂a艣nie,alkohol.Jak d艂ugo bez ciebie b臋d臋 m贸g艂 jeszcze wytrzyma膰,skoro
                                              sylwester nie zdarza si臋 codziennie?
                                              3.01.
                                              Dzisiejszy dzie艅 sp臋dzi艂em na intensywnym przeszukiwaniu 艣mietnik贸w,gdzie
                                              poniewiera si臋 pe艂no butelek po sylwestrowej zabawie.I z ka偶dej da艂o si臋 jeszcze
                                              par臋 pozosta艂ych na dnie
                                              kropelek wycisn膮膰.Po przejrzeniu wszystkich katuch贸w na osiedlu uda艂o mi si臋
                                              do艣膰 porz膮dnie upi膰.Zagrychy te偶 w pojemnikach nie brakowa艂o,wi臋c uczt臋 mia艂em
                                              wspania艂膮.Wol臋 o jutrze nie my艣le膰,bo forsy nie ma,a kra艣膰 nie b臋d臋.Prawda,mo偶e
                                              ja i 艂ajza,
                                              to jednak honorowa i nikt mnie z艂odziejem nazwa膰 nie mo偶e.
                                              5.01.
                                              Weso艂a przygoda mnie si臋 dzisiaj przytrafi艂a.Moje rozmy艣lania na temat
                                              mo偶liwo艣ci zdobycia czego艣 z procentami przerwa艂o wej艣cie jakiej艣 nieznanej mi
                                              kobiety, kt贸ra podawa艂a si臋 za moj膮 dziewczyn臋.Je艣li tak m贸wi艂a,to pewnie si臋 i
                                              zgadza艂o,no bo przecie偶 obca baba do mnie by nie przysz艂a.Przynios艂a mi
                                              w prezencie dezodorant,a potem zacz臋艂a mnie napastowa膰 seksualnie.Ale 偶e ja te
                                              rzeczy ju偶 dawno przesta艂em robi膰 i nie mam na to ochoty,nic z jej zamiar贸w nie
                                              wysz艂o,co potwornie j膮 wkurzy艂o.Wrzasn臋艂a tylko:-Cholerny impotent!-po czym
                                              bardzo brzydko kln膮c,wybieg艂a z mieszkania.Zaraz potem us艂ysza艂em na klatce
                                              g艂uchy 艂omot.Bidulka,spad艂a z tej ca艂ej z艂o艣ci ze schod贸w na ryja.Od lat jestem
                                              zdania,偶e seks grozi wypadkami,chorobami
                                              i innym nieszcz臋艣ciem,np.alimentami.Poza tym,nawet gdybym jeszcze m贸g艂 z
                                              panienkami flirtowa膰,to tylko za dezodorant mo偶e si臋 taka jedna z drug膮 sama
                                              wygrza膰,albo ze 艣wiec膮, ostatecznie, nie jestem taki tani.Ale w ko艅cu dezodorant
                                              si臋 jednak przyda艂,nie powiem.Pije si臋 to bardzo lekko i bez wysi艂ku. Wystarczy
                                              zbli偶y膰 pojemnik do ust,a spirytusik zmieszany z kosmetykiem po naci艣ni臋ciu
                                              guziczka leci do 偶o艂膮dka jak wody Niagary.Przy okazji od艣wie偶a dech i
                                              samopoczucie. Ciekawe,czy nie mam jeszcze paru zapomnianych dziewczyn.Je艣li
                                              tak,na pewno je zaprosz臋,tylko musz臋 sobie przypomnie膰,jak je znale藕膰.Bo 偶adnymi
                                              adresami nie dysponuj臋,nic nie jest zanotowane.Mo偶e same si臋 zglosz膮.
                                              7.01.
                                              Kac morderca,oraz 艣linotok.
                                              8.01.
                                              Brak wszystkiego,ci臋偶ka depresja,drgawki i konwulsje.
                                              9.01.
                                              Potrzeba jest matk膮 wynalazku.Za par臋 groszy wyproszonych od lito艣ciwych ludzi
                                              na ulicy kupi艂em w kiosku wod臋 brzozow膮,kt贸ra zreszt膮 wcale nie jest taka
                                              ohydna,jak twierdz膮 ci bur偶uje,co ich sta膰 na wino owocowe.Zreszt膮 pachnie o
                                              niebo lepiej podczas konsumpcji,ni偶 be艂t i zdrowa jest na w艂osy.No i tania.
                                              Spece od walki z alkoholizmem najwyra藕niej zapomnieli o tym rarytasie.
                                              Kto wie,mo偶e s膮 jeszcze lepsze rzeczy i tak samo tanie?Musz臋 jutro zrobi膰 obch贸d
                                              sklep贸w chemicznych i gospodarstwa domowego.
                                              10.01.
                                              Gdybym wcze艣niej wiedzia艂,ile w sklepach chemicznych stoi dobra
                                              wszelakiego,nigdy nie poni偶y艂bym si臋 do wizyty w monopolu. Autovidol w 10
                                              kolorach i smakach,r贸偶nego rodzaju p艂yny hamulcowe,do mycia szyb i naczy艅,a
                                              tak偶e r贸偶ne mieszanki
                                              i koktaile,nie m贸wi膮c ju偶 o boskim,艣wie偶ym denaturacie.
                                              Nawet ciekawostki w proszku do rozpuszczania w wodzie te偶 s膮.Co艣 wspania艂ego dla
                                              smakosza.Urz膮dzi艂em sobie uczt臋 Lukullusa.Przy okazji odkry艂em te偶 bardzo
                                              interesuj膮c膮 w艂a艣ciwo艣膰 p艂ynu hamulcowego.Mianowicie ma on do艣膰 g臋st膮
                                              konsystencj臋,prawie jak 偶el.Na pewno nikt o tym nie wie,ale na kaszel jest
                                              lepszy,ni偶 jakikolwiek znany mi syrop.Od paru dni m臋czy艂 mnie jaki艣 koklusz,czy
                                              inna cholera,a po szklaneczce p艂ynu hamulcowego min臋艂o wszystko,jak r臋k膮 odj膮艂.I
                                              nawet chrypki ju偶 nie mam,oddycha si臋 lepiej i w og贸le gicio jest.
                                              12.01.
                                              Ale偶 da艂em w palnik!Czego艣 tak potwornie piekielnego nie pi艂em chyba jeszcze
                                              nigdy w 偶yciu.Znajoma sprz膮taczka,co te偶 wiecznie potrzebuje wypitki,przynios艂a
                                              flach臋 lizolu,kt贸ry rozcie艅czyli艣my
                                              z wod膮 mineraln膮 i na miejscu wychlali艣my.Zagryzali艣my bia艂ymi kostkami do
                                              dezynfekcji toalet,smakowa艂o jak orzeszki ziemne. Sprz膮taczka chyba przez to
                                              wszystko wyparowa艂a,bo na jej miejscu,tam gdzie siedzia艂a,zosta艂 na 艣cianie
                                              tylko wielki cie艅,co wygl膮da jak obrazek z Hiroszimy.Tym razem spa艂em wyj膮tkowo
                                              dobrze i mia艂em nawet par臋 kolorowych sn贸w.Musz臋 zapyta膰 jakiego艣
                                              chemika,dlaczego po spo偶yciu lizolu z uszu bucha g臋sty dym,a j臋zyk zaczyna si臋
                                              偶arzy膰.
                                              14.01.
                                              Rano w kuchni zasta艂em moj膮 w艂asn膮 w膮trob臋,kt贸ra akurat robi艂a sobie na kaca
                                              k膮piel w roztworze aspiryny.Za nic nie chcia艂a wr贸ci膰 do mnie z
                                              powrotem.M贸wi艂a,偶e ju偶 lepiej odda si臋 psom na po偶arcie.Dopiero po paru ma艂ych
                                              kielonkach i zapewnieniach,偶e nigdy wi臋cej lizolu,uda艂o mi si臋 j膮
                                              przeb艂aga膰,偶eby wesz艂a
                                              z powrotem do jamy brzusznej.Z pewnymi oporami,ale w ko艅cu uleg艂a i teraz znowu
                                              jest na swoim miejscu.
                                              15.01.
                                              Morda sfilcowana,nieogolona i og贸lny ko艂owr贸t w m贸zgu,czy chc臋 czy
                                              nie.J臋zor,sztywny jak ko艂ek,be艂koce z uporem tylko trzy s艂owa:
                                              -Dajcie mi klina,dajcie mi klina!
                                              Ale nie ma w pobli偶u 偶adnej dobrej duszy,kt贸ra podwa偶y艂laby no偶em zaci艣ni臋te
                                              z臋by i wla艂a do g臋by co艣,co chocia偶 pachnia艂oby procentami,skracaj膮c moje
                                              m臋ki.Trz臋sie mnie delirium,jak zwykle,gdy do picia nie ma nic.
                                              17.01.
                                              Bia艂e robactwo jakie艣 biega po 艣cianach,suficie i po mnie te偶,takie to
                                              wytrzyma艂e,偶e nie daje si臋 w og贸le ubi膰.W po艂udnie przebieg艂
                                              z tupotem przez kuchni臋 bia艂y s艂o艅,a za nim stado nosoro偶c贸w. Musz臋 opieprzy膰
                                              dozorc臋,偶e ta艂atajstwo po domu biega,a on nawet trutki na klatce nie wyk艂ada.
                                              18.01.
                                              Jaki艣 idiota w telewizji krzyczy g艂o艣no,aby zlikwidowa膰 pija艅stwo
                                              i alkoholizm.To tak,jakby kto艣 nawo艂ywa艂 do tego,偶eby i mnie
                                              zlikwidowa膰.Owszem,likwidujcie sobie wszystko,ale bez mojego udzia艂u.Na znak
                                              protestu wypi艂em 3 sety Krakusa.Flaszk臋 znalaz艂em wczoraj na klatce
                                              schodowej.Widocznie jaki艣 pijak zgubi艂 j膮 w drodze do domu.A偶 cud,偶e si臋 nie
                                              st艂uk艂a.Co za elementy po tej naszej klatce schodowej chodz膮...
                                              20.01.
                                              Ostatnio prze偶ywam inwazj臋 bia艂ych myszy.Rozmno偶y艂y si臋
                                              w wielkie stada i w艂贸cz膮 si臋 teraz po mieszkaniu.艁a偶膮 po suficie,
                                              偶yrandolu,mo偶na je znale藕膰 w kiblu i koszu na 艣mieci,oraz we wszytkich
                                              pozosta艂ych miejscach.Ci,co mnie odwiedzaj膮,aby na chacie wypi膰
                                              flaszk臋,twierdz膮,偶e nie widz膮 偶adnych myszy,ale ja wiem,偶e oni m贸wi膮 tak
                                              specjalnie,偶eby mnie nie martwi膰.
                                              Pr贸bowa艂em je wyt臋pi膰,strzelaj膮c do nich z dziadkowej dubelt贸wki,ale one chyba
                                              nosz膮 kamizelki kuloodporne,bo 偶adna
                                              z nich nie spad艂a.Wreszcie sko艅czy艂a mi si臋 amunicja,s膮siedzi
                                              przestali ucieka膰 na 艂eb,na szyj臋 z budynku,a myszy,jak by艂y,tak s膮.Nikt z
                                              s膮siad贸w na razie o strzelaninie nie wspomnia艂 nawet s艂贸wkiem,mo偶e ju偶
                                              zapomnieli.Chyba musz臋 skombinowa膰 gdzie艣 kota,niech we藕mie si臋 za te gryzonie.
                                              23.01.
                                              Kot przyszed艂 dzisiaj sam,wciskaj膮c si臋 przez szpar臋 pod drzwiami,kt贸ra ma
                                              najwy偶ej 1 cm.Ale nie zdziwi艂em si臋 za bardzo,bo wiem,偶e koty,to zwinne
                                              zwierzaki.Kot jest,podobnie,jak myszy,bia艂y.Nosi na szyi wielk膮
                                              pacyf臋,niestety,okaza艂o si臋,偶e to chyba jego znak firmowy,a kot jest
                                              pacyfista.Znaczy si臋, najwyra藕niej nie le偶y w jego naturze polowanie na myszy.Za
                                              to bawi si臋 z nimi,dokazuj膮c i rado艣nie miaucz膮c.Opr贸cz kota przysz艂y jeszcze
                                              bia艂e mr贸wki,tarantule i szkodniki ogrodowe.
                                              • leziox Re: Z pamietnika alkoholika Part 2 22.05.10, 13:57
                                                24.01.
                                                Wyj臋 g艂o艣no na ca艂y blok,bo znowu nic nie ma do picia.Tak mn膮 rzuca,偶e odbijam
                                                si臋 jak pi艂ka raz od sufitu,raz od pod艂ogi. Wsp贸艂lokatorzy nie wiedz膮,co maj膮 ze
                                                mn膮 zrobi膰,bo nikt nie jest mnie w stanie eksmitowa膰.Mieszkanie to jeszcze za
                                                dobrych czas贸w wykupi艂em bowiem na w艂asno艣膰.Zawiadomiona przez s膮siad贸w policja
                                                przyjecha艂a tylko raz.Zajrzawszy do mojego mieszkania funkcjonariusze roze艣mieli
                                                si臋 w g艂os i zaraz wyszli, kiedy prosi艂em ich o usuni臋cie bia艂ych zwierz膮t z
                                                domu.Zebranym obok moich drzwi s膮siadom powiedzieli,偶eby ju偶 im wi臋cej nie
                                                zawracali g艂owy,bo oni maj膮 powa偶niejsze sprawy do za艂atwienia.
                                                I 偶e w ko艅cu wlepi膮 im kolegium,jak b臋d膮 pan贸w mundurowych bez potrzeby
                                                niepokoi膰.A co.Porz膮dek musi by膰.
                                                25.01.
                                                Wyj臋 nadal.W przerwach szlocham lub wrzeszcz臋.
                                                26.01.
                                                S膮siedzi,nie mog膮c dalej s艂ucha膰 moich pot臋pie艅czych wrzask贸w, z艂o偶yli si臋 na
                                                litra,偶eby chocia偶 jedn膮 noc w tygodniu spokojnie przespa膰.I chyba im si臋 to
                                                uda艂o,a ja po raz pierwszy od d艂ugiego czasu by艂em szcz臋艣liwy.
                                                28.01.
                                                Dzisiaj przez szpar臋 pod drzwiami wlaz艂 wielki bia艂y pies, do艂膮czaj膮c do
                                                zwierz臋cego towarzystwa buszuj膮cego po pokojach.
                                                Przyznam,i偶 troch臋 mnie dziwi fakt,偶e do tej pory wspomniane zwierzaki nic nie
                                                st艂uk艂y i nie rozbi艂y.I nawet nic nie chc膮 偶re膰, wyk艂adane 偶arcie pozostaje nie
                                                ruszone.Jarosze jakie,czy co...
                                                31.01.
                                                Nie mog膮c wytrzyma膰 alkoholowego g艂odu,wys膮czy艂em jednemu
                                                z s膮siad贸w ze zbiornika jego skutera paliwo.Cho膰 troch臋 艣mierdz膮ce,da si臋 pi膰,a
                                                oktany rado艣nie pobudzaj膮 ca艂e cia艂o.
                                                Po po艂udniu s艂ysza艂em,jak s膮siad g艂o艣no wyzywa艂 nieznanego sprawc臋 od ch,k i p.
                                                Mnie nie podejrzewaj膮,bo kto wpad艂by na to, 偶e mo偶na pi膰 benzyn臋?Ano
                                                w艂a艣nie,nikt!Martwi mnie tylko to,偶e zacz膮艂em kra艣膰.Ale lepsze to,ni偶 si臋
                                                m臋czy膰,albo i nie,sam ju偶 nie wiem.Taki ten ca艂y 艣wiat zawik艂any jest.
                                                1.02.
                                                Dopad艂em dzisiaj wreszcie dozorc臋.Ale nie w sprawie tego nosoro偶ca,co znowu po
                                                kuchni biega艂 wczoraj,tylko w innej sprawie.Mianowicie po d艂ugiej obserwacji
                                                rozpozna艂em w nim wreszcie doskonale zamaskowanego przybysza z kosmosu,
                                                dzia艂aj膮cego na szkod臋 ludzko艣ci.Kto by przypuszcza艂,偶e w naszym spokojnym bloku
                                                taka pozaziemska 艂ajza si臋 zagnie藕dzi i b臋dzie zbiera膰 informacje dla swoich
                                                zielonych kolesi贸w.Chc膮c ocali膰 wszystkich Ziemian musia艂em go obezw艂adni膰 i si臋
                                                na niego rzuci艂em.Kosmiczne buty mia艂 zamaskowane jako kalosze, skafander
                                                kosmiczny wygl膮da艂 jak szary p艂aszcz ortalionowy,za艣 laser przypomina艂 do
                                                z艂udzenia miot艂臋.Ale ja nie da艂em si臋 oszuka膰,naiwnych to niech sobie szuka na
                                                ksi臋偶ycach Saturna,czy gdzie indziej w dupie galaktyki.
                                                Troch臋 mnie si艂y zawiod艂y,bo dawno nie walczy艂em,wi臋c popu艣ci艂em deko,a
                                                dozorca,po wstaniu z chodnika i otrzepaniu si臋 z b艂ota oddali艂 si臋 szybko w
                                                nieznane,wrzeszcz膮c,偶e on nie b臋dzie
                                                w bloku pe艂nym psychopat贸w pracowa艂.Nawet po naszemu gada膰 si臋 nauczy艂,艂achudra
                                                marsja艅ska.Teraz sobie my艣l臋,偶e to chyba niedobrze,i偶 pozwoli艂em rzekomemu
                                                dozorcy uciec.Gdybym go troch臋 w piwnicy przycisn膮艂,przypalaj膮c stopki
                                                lutlamp膮,to na pewno by wy艣piewa艂,sk膮d jest i 偶e przylecia艂 na zwiady od
                                                ufoludk贸w. Nast臋pnym razem b臋d臋 bardziej czujny,bo te 艂achudry potrafi膮 si臋
                                                nie藕le przebiera膰.
                                                4.02.
                                                Dzisiaj odwiedzi艂 mnie pan dzielnicowy.Powiedzia艂,偶e mieszka艅cy nadal skar偶膮 si臋
                                                na zak艂贸canie przeze mnie spokoju na osiedlu, oraz nieprzestrzeganie ciszy
                                                nocnej.Jak go zapyta艂em,kto dok艂adnie si臋 skar偶y i doda艂em,偶e ja to mog臋
                                                za艂atwi膰,bo mam siekier臋 w piwnicy,to powiedzia艂,偶e nie mo偶e tego zdradzi膰,bo to
                                                tajemnica s艂u偶bowa.Nawet kwacha nie chcia艂 postawi膰.A jak jeszcze rzuci艂,偶e on
                                                mi mandat wypisuje za moje przewinienia, kt贸ry musz臋 zap艂aci膰 w przeci膮gu 10
                                                dni,to ju偶 nie wytrzyma艂em
                                                i g艂o艣no rechocz膮c,przykry艂em g艂ow臋 ko艂dr膮,zaraz zasypiaj膮c. Przy艣ni艂y mi si臋
                                                anio艂y z wielkimi skrzyd艂ami,ubrane na niebiesko,co cz臋stowa艂y mnie najlepszymi
                                                na 艣wiecie
                                                trunkami,a ja pi艂em i pi艂em i pi艂em.Wszystko by艂o oczywi艣cie za
                                                darmo,lepiej,jeszcze mi p艂acili za chlanie w akordzie.Nie chcia艂em w og贸le si臋
                                                obudzi膰,tak pi臋kny by艂 ten sen,w wyniku czego przespa艂em 3 dni.S膮siedzi byli
                                                pewnie zachwyceni.Nawet nie wiem,czy przez ten czas kto艣 mnie odwiedza艂.
                                                7.02.
                                                Jeszcze zima,a to bardzo przeszkadza w poszukiwaniu butelek,kt贸re m贸g艂bym
                                                wymieni膰 na z艂ot贸wki,a potem na alkohol.Na razie mam fajn膮 fuch臋 w pobliskim
                                                browarze. Od艣nie偶am plac wok贸艂 fabryki i wszystkie schody posypuj臋 piachem,za co
                                                dostaj臋 par臋 flaszek 艣wie偶utkiego piwa. Niestety,艣nieg na razie nie pada i nie
                                                wiem,jak dlugo jeszcze b臋d臋 m贸g艂 na browar liczy膰. Wa偶ne jednak,偶e zgromadzi艂em
                                                zapasik na par臋 dni,bo transportery z piwem stoj膮 tam w wielkiej hali,gdzie pies
                                                z kulaw膮 nog膮 nie zagl膮da.W razie kryzysu zawsze si臋 podlecz臋 troch臋.
                                                15.02.
                                                Mam dzisiaj wesele.To znaczy nie moje,ale jaki艣 facet przyszed艂
                                                i powiedzia艂,偶e chce moj膮 cha艂up臋 wynaj膮膰 na dwa dni w celu przeprowadzenia w
                                                niej weselnej uczty.W zamian b臋d臋 m贸g艂 pi膰
                                                i je艣膰 ile wlezie,a na dodatek otrzymam jeszcze par臋 butelek gorza艂y.Kto by si臋
                                                nie zgodzi艂?
                                                Co prawda,zakazano mi przychodzenia pod ko艣ci贸艂 w celu wiwatowania na cze艣膰
                                                m艂odej pary,ale w mieszkaniu pozwolono mi zosta膰.Jakby kto pyta艂,mia艂em si臋
                                                podawa膰 za wujka.Czyjego,to ju偶 nie powiedziano.Takie wydarzenia zawsze mnie
                                                wzruszaj膮, zw艂aszcza,gdy widz臋 przezroczyste butelki z w贸dk膮.Uczta weselna by艂a
                                                przeze mnie widziana spod sto艂u,gdzie si臋 zakwaterowa艂em, s膮cz膮c przydzia艂ow膮
                                                gorza艂臋 i ogl膮daj膮c ca艂kiem niez艂e nogi panny m艂odej,kt贸ra do dzisiaj nie ma
                                                poj臋cia o moim istnieniu.Samotnie wcale si臋 nie czu艂em,bo co jaki艣 czas kt贸ry艣 z
                                                go艣ci zamroczony alkoholem pada艂 na ryja w pobli偶u.A potem i tak wszystko
                                                rozp艂yn臋艂o si臋 w r贸偶owej mgle i wi臋cej nie pami臋tam nic.
                                                Po sko艅czonej weselnej uroczysto艣ci pozostawiono u mnie du偶o jedzenia,alkoholu i
                                                ca艂膮 zastaw臋 sto艂ow膮,kt贸r膮 w razie g艂odu b臋d臋 m贸g艂 wymieni膰 na procenty.
                                                20.02.
                                                Przyby艂 do mnie z wizyt膮 pan komornik,chc膮cy wyegzekwowa膰 zap艂at臋
                                                mandatu,wlepionego mi przez dzielnicowego,o czym praktycznie ju偶
                                                zapomnia艂em.Najwyra藕niej wstrz膮艣ni臋ty widokiem mojego mieszkania,poblad艂 nieco
                                                na twarzy,mrucz膮c pod nosem:
                                                -To potworne,nawet zwierz臋ta w zoo maj膮 lepiej.Jak ja mam od pana 艣ci膮gn膮膰
                                                pieni膮dze,kiedy dla pana potrzebna jest w艂a艣ciwie pomoc,a nie egzekwowanie
                                                nale偶no艣ci.Po czym,be艂koc膮c co艣 tam jeszcze wyci膮gn膮艂 z w艂asnej portmonetki par臋
                                                groszy,k艂ad膮c to obok mojego bar艂ogu i szybko wyszed艂,nie usi艂uj膮c niczego
                                                zaj膮膰.Zreszt膮 jedyne rzeczy do zaj臋cia to 20-letni lampowy
                                                telewizor,kt贸rego nikt nie chce za choler臋 kupi膰,oraz moje bia艂e zwierz膮tka,ale
                                                tych najwyra藕niej nie chcia艂,albo ich po prostu nie zauwa偶y艂,bo one potrafi膮 si臋
                                                tak dobrze maskowa膰,偶e nikt poza mn膮 ich nie widzi.Ciekawe,co on mia艂 na
                                                my艣li,m贸wi膮c o jakiej艣 pomocy?Przecie偶 si臋 nie topi臋,a czuj臋 si臋 dobrze i tak
                                                samo mi
                                                w moim mieszkaniu dobrze.
                                                • leziox Re: Z pamietnika alkoholika Part 3 22.05.10, 13:58
                                                  23.02.
                                                  Przypadkiem wpad艂a mi w r臋k臋 gazeta codzienna,kt贸rej nie wertowa艂em ju偶 od
                                                  lat.Jako艣 tak,偶eby oszuka膰 alkoholowy g艂贸d, zacz膮艂em ogl膮da膰 obrazki,a potem
                                                  przypomnia艂em sobie o takiej czynno艣ci,jak czytanie.Nie zapomnia艂em.No i nawet
                                                  nie wiedzia艂em,偶e ustr贸j spo艂eczny nam si臋 zmieni艂 i mamy ju偶
                                                  kapitalizm.Musia艂em przespa膰.Tak mn膮 to wstrz膮sn臋艂o,偶e pobieg艂em na
                                                  ulic臋,wy偶ebra艂em par臋 groszy,lecz zamiast wyda膰 to na buteleczk臋 spirytusu
                                                  salicylowego,kt贸ry ju偶 podawa艂a mi us艂u偶na kioskarka,zaskoczy艂em j膮
                                                  niesamowicie,prosz膮c o ca艂e nar臋cze gazet,kt贸re potem czyta艂em do wieczora.Sytuacja
                                                  w naszym kraju tak mnie zaj臋艂a,偶e nawet na picie nie znalaz艂em czasu.No i by艂o o
                                                  czym czyta膰,oj by艂o.Zwi膮zek Radziecki si臋 rozpad艂 ca艂kiem.Niemcy si臋 po艂膮czy艂y w
                                                  jedno pa艅stwo i ju偶 nie ma NRD,gdzie mo偶na by艂o kupi膰 gumowe mi艣ki do jedzenia.A
                                                  czy mi艣ki jeszcze s膮,to ju偶 nie napisali.Reagan nie jest prezydentem USA,tylko
                                                  niejaki Clinton,co ca艂ymi dniami gra na saksofonie,
                                                  a jak nie gra,to sekretarki napastuje seksualnie cygarami. Zastanawiam si臋,jak
                                                  to mo偶na jedno z drugim w ca艂o艣膰 z艂o偶y膰.
                                                  A dolar to tak stania艂,偶e nie kosztuje ju偶 35.000 z艂,tylko 4,20z艂,
                                                  a jeszcze na dodatek mamy nowe pieni膮dze.Do tej pory jako艣 nie zwr贸ci艂em na to
                                                  uwagi,ale je艣li cz艂owiek zaopatruje si臋 w jedzenie po 艣mietnikach i w sto艂贸wkach
                                                  studenckich,wyjadaj膮c resztki,to
                                                  i ceny jakby nie mia艂y wi臋kszego znaczenia.W Polsce nie mamy ju偶 sekretarzy
                                                  KC,tylko prezydenta,hahaha.U艣mia艂em si臋 troch臋,bo ca艂kiem niedawno prezydentem
                                                  by艂 taki w膮saty facio.Ex-elektryk ze stoczni gda艅skiej i on tak
                                                  sobie,wiecie,wzi膮艂 i sta艂 si臋 g艂ow膮 pa艅stwa.Czyli od biedy ja te偶 bym m贸g艂
                                                  prezydentowa膰 jakby.
                                                  Poza tym w polityce nadal burdel,czy 艣redniowiecze,czy wsp贸艂czesno艣膰,偶r膮 si臋
                                                  nasi rodacy i gryz膮 o sto艂ki,rozrabiaj膮 i tylko prywata ich obchodzi i doj艣cie
                                                  do koryta,a nie los kraju,czyli chocia偶 pod tym wzgl臋dem panuje kilkusetletnia
                                                  stabilizacja.
                                                  Wyja艣ni艂o si臋 r贸wnie偶,偶e ja nie jestem wcale ubogi,bo teraz to ludzi wyrzucaj膮
                                                  na ulic臋,jak czynsz贸w nie p艂ac膮,a ja mam w艂asno艣ciowe mieszkanie,z kt贸rego nikt
                                                  na bruk mnie nie wywali. S膮siedzi,widz膮c mnie na klatce trze藕wego,pytali
                                                  ci膮gle,co si臋 dzieje,czy nic mi nie dolega,oraz czy nie jestem chory.By艂o paru
                                                  takich,co zaraz polecieli do ko艣cio艂a si臋 pomodli膰,my艣l膮c,偶e pewnie zbli偶a si臋
                                                  koniec 艣wiata,bom trze藕wy...Inni szybko pow艂膮czali telewizory,ale tam by艂o to
                                                  samo,co zawsze.Wi臋c nadal my艣l膮
                                                  i my艣l膮,co takiego mog艂o si臋 ze mn膮 sta膰.
                                                  Ha,co mog膮 wiadomo艣ci ze 艣wiata z cz艂owiekiem zrobi膰...
                                                  Szok informacyjny by艂 dla mnie tak ogromny,偶e z dnia na dzie艅 przesta艂em
                                                  pi膰.Wprawdzie trz臋sie mn膮 jeszcze troch臋,ale to mo偶na prze艂ama膰.I wiecie co?Mo偶e
                                                  to was zdziwi,ale wcale nie zamierzam stacza膰 si臋 dalej.Nie zostan臋
                                                  z艂odziejem,rabusiem,ani ostatni膮 艂ajz膮,kradn膮c膮 benzyn臋 ze skutera.Od dzisiaj
                                                  zostaj臋 politykiem.Ci przecie偶 te偶 pij膮 ostro,wi臋c zrozumiemy si臋.

                                                  THE END

                                                  • leziox Poradnik nr.6-kiedy trzeba sie pozbyc kota... 22.05.10, 14:02
                                                    Poradnik nr.6:Kiedy nale偶y pozby膰 si臋 z domu
                                                    domowego kota?

                                                    Koty s膮 zwierz膮tkami do艣膰 mi艂ymi i lubianymi przez ludzi we wszystkich
                                                    kategoriach wiekowych,poczynaj膮c od uroczych za艣linionych niemowlak贸w poprzez
                                                    dzieci w膮chaj膮ce butapren i nastolatki jad膮ce na amfetaminie na ludziach
                                                    starszych 偶yj膮cych tylko z renty,albo r贸偶norakiego po艣rednictwa ko艅cz膮c.Mi艂o艣膰
                                                    ta jest przez koty odwzajemniana w postaci burczenia, mruczenia, ocierania si臋 o
                                                    r贸偶ne cz臋艣ci cia艂a i grzania kolan podczas ogl膮dania telewizji.
                                                    W艣r贸d ca艂ej tej mi艂ej kociej ferajny zdarzaj膮 si臋 jednak,co prawda
                                                    sporadycznie,osobniki posiadaj膮ce czarny charakter,kt贸rego to charakteru nie
                                                    spos贸b zmieni膰 na lepsze nawet przy pomocy kija do baseballa,czy ceg艂y
                                                    dziurawki.Aby wi臋c nie napyta膰 sobie k艂opot贸w ze strony aktywnych dzia艂aczy Ligi
                                                    Ochrony Zwierz膮t
                                                    z powodu bestialskiego zakatowania takiego spokrewnionego
                                                    z szatanem kota,nale偶y bydlaka jak najszybciej z domu usun膮膰 i to mo偶liwie w
                                                    jednym kawa艂ku.
                                                    Posiadanie wroga by艂oby w tej sytuacji dobr膮 okazj膮,aby naszego kota mu
                                                    podarowa膰,lub,co lepsze,pozostawi膰 go na jego wycieraczce.W 99 % wszystkich
                                                    przypadk贸w bezdomne zwierz臋 siedz膮ce na wycieraczce zostaje przygarni臋te przez
                                                    lito艣ciwych ludzi,mieliby艣my wi臋c naszego kotka z g艂owy i na dodatek
                                                    uciech臋,wiedz膮c,co naszego wroga oczekuje w najbli偶szej przysz艂o艣ci.
                                                    Aby jednak nie skrzywdzi膰 eksmisj膮 niewinnego zwierzaka,a tylko rzeczywi艣cie
                                                    zas艂uguj膮cego na to,podajemy poni偶ej szereg wskaz贸wek maj膮cych na celu
                                                    rozpoznanie kociego czarnego charakteru,kt贸re pomog膮 nam w wykryciu i usuni臋ciu
                                                    niewychowanego parszywca z naszego domu na zbity pysk.
                                                    Domowego kota nale偶y pozby膰 si臋 z domu wtedy,gdy:

                                                    1.Podczas jedzenia obiadu nasz kotek wskakuje niespodziewanie prosto do stoj膮cej
                                                    na stole wazy z zup膮,przewraca j膮 na nas,
                                                    a potem porywaj膮c z talerza najlepszy kawa艂ek befsztyka,znika gdzie艣 za
                                                    szaf膮,sk膮d wkr贸tce,sprz膮taj膮c,s艂yszymy smakowite mlaskanie
                                                    2.Wtedy,kiedy z naszych eleganckich firan i zas艂on kupionych za dewizy u
                                                    Harrodsa pozosta艂y tylko powiewaj膮ce w przeci膮gu 偶a艂osne strz臋py i paski,bo nasz
                                                    kotek zosta艂 w domu na ca艂e
                                                    15 minut zupe艂nie sam.
                                                    3.Gdy w chwili s艂abo艣ci usi艂ujemy naszego kotka pog艂aska膰,a ten w ataku nag艂ego
                                                    sza艂u drapie nasze r臋ce i nogi do mi臋sa,a potem efektownie tocz膮c pian臋 z
                                                    pyska,odlewa si臋 do naszego telewizora kupionego za jedyne 5.000 Euro,kt贸ry po
                                                    chwili eksploduje
                                                    4.Kiedy nasz dywan,przywieziony niedawno z Tybetu,zosta艂
                                                    w ca艂o艣ci pokryty kocimi fekaliami,a oszczane i osrane mieszkanie cuchnie
                                                    tak,jak obora mieszcz膮ca w swoim wn臋trzu co najmniej 120 brudnych 艣wi艅
                                                    5.Wtedy,gdy po pracowitym dniu k艂adziemy si臋 wreszcie spa膰,
                                                    a kotek na spanie nie ma akurat ochoty.Zamiast tego,drze przez ca艂膮 noc
                                                    pysk,g艂o艣no miaucz膮c i biegaj膮c po domu,tupie jak galopuj膮cy ko艅.Potem,uwa偶aj膮c
                                                    si臋 za jak膮艣 odmian臋 lataj膮cego kociego samolotu wskakuje na umieszczone prawie
                                                    pod sufitem p贸艂ki,zrzucaj膮c stamt膮d cenn膮 mi艣nie艅sk膮 porcelan臋 z XVIII wieku
                                                    6.Gdy naszej dziewczynie musimy za w艂asne pieni膮dze za艂atwia膰 za granic膮
                                                    drogiego chirurga-plastyka,bo od czasu,gdy wzi臋艂a kotka na r臋ce,znajomi wyzywaj膮
                                                    j膮 od c贸rek Frankensteina
                                                    z powodu g艂臋bokich i powik艂anych blizn ci膮gn膮cych si臋 przez ca艂膮 twarz od lewego
                                                    do prawego ucha
                                                    7.Kiedy z powodu zami艂owania kota do gryzienia zostajemy ca艂kowicie odci臋ci od
                                                    艣wiata,nie dzia艂a nasz fax,komputer, telefon,nowy telewizor,radio,dzwonek u
                                                    drzwi,a wszystko maj膮ce wygl膮d przewod贸w zosta艂o przegryzione przynajmniej
                                                    w 40 miejscach
                                                    8.Wtedy,gdy tapety wygl膮daj膮 tak,jakby przed chwil膮 przebieg艂 przez mieszkanie
                                                    tyrannozaurus rex z filmu "Jurassic Park" Spielberga,ostrz膮c sobie na nich
                                                    z臋by,a 艣lady kocich pazur贸w, chocia偶 mo偶e to g艂upio brzmi,widoczne s膮,nie
                                                    wiadomo dlaczego,nawet na suficie
                                                    9.Kiedy rano,zamiast spokojnie i艣膰 do pracy,musimy dzwoni膰 po pogotowie,bo
                                                    naszemu kotu co艣 si臋 w nocy przy艣ni艂o i zapewne tylko przez przypadek odgryz艂
                                                    nam dwa palce u nogi
                                                    10.Gdy nasi s膮siedzi patrz膮 na nas dziwnie,a niekt贸rzy nie艣mia艂o pytaj膮,czy mamy
                                                    w domu tygrysa,bo czasami s艂ycha膰 z naszego mieszkania odg艂osy 艣wiadcz膮ce o
                                                    obecno艣ci tam jakiej艣 dzikiej bestii
                                                    11.Wtedy,gdy zakupiony przed dwoma dniami komplet wypoczynkowy z czerwonej sk贸ry
                                                    za skromne 8.000$ musimy
                                                    w ca艂o艣ci wyrzuci膰 na 艣mietnik,bo akurat tam nasz kotek urz膮dzi艂 sobie poligon
                                                    do艣wiadczalny,na kt贸rym wypr贸bowywa艂 si艂臋 swoich z臋b贸w i pazur贸w
                                                    12.Kiedy nasz piel臋gnowany przez lata ma艂y ogr贸dek botaniczny zamieni艂 si臋 w
                                                    ma艂y ogr贸dek z kompostem po wizycie kotka
                                                    13.Gdy nasz kot w niewiadomy spos贸b otwiera lod贸wk臋,wy偶eraj膮c po艂ow臋 naszych
                                                    zapas贸w,a reszt臋 doprowadza do stanu nieu偶ywalno艣ci,polewaj膮c to wszystko moczem
                                                    i robi膮c na to wszystko okaza艂膮 kupci臋
                                                    14.Wtedy,gdy nasi ewentualni go艣cie,kt贸rzy decyduj膮 si臋 nas odwiedza膰,na sam
                                                    widok kotka dostaj膮 konwulsji i trzeba dzwoni膰 na pogotowie psychiatryczne,aby
                                                    nimi si臋 zaj臋艂o
                                                    15.Kiedy kot,wykorzystuj膮c nasz膮 nieuwag臋,wychodzi na spacer po osiedlu,morduj膮c
                                                    w ci膮gu paru godzin ca艂膮 miejscow膮 populacj臋 wr贸bli,kos贸w i go艂臋bi,a nawet par臋
                                                    jamnik贸w,po czym wraca do domu i wyciera zakrwawiony pysk i 艂apy w nasze bia艂e
                                                    艂贸偶ko i satynow膮 po艣ciel
                                                    16.Gdy nasz kotek w przypadku nie otrzymania na czas swojego jedzonka
                                                    syczy,k艂ad膮c p艂asko uszy i rzuca si臋 na nas,dr膮c nasz najnowszy granitur od
                                                    Gucciego w gustowne paski i kwadraciki
                                                    17.Kiedy nasze przytulne mieszkanie zamienia si臋 powoli
                                                    w pobojowisko,a nasz kotek nadal ma si臋 bardzo dobrze i nawet pogo艅 za nim z
                                                    w艂膮czon膮 pi艂膮 motorow膮 nie doprowadza go do nag艂ego zej艣cia,bo zamiast w
                                                    kota,trafiamy w ostatni膮,ocala艂膮 jeszcze szaf臋
                                                    W razie zauwa偶enia powy偶szych symptom贸w nale偶y naszego kota odda膰 gdziekolwiek w
                                                    ci膮gu nast臋pnych 15 minut.
                                                    W wypadku znalezienia ch臋tnego idioty nale偶y uda膰 si臋 bez zwlekania pod podany
                                                    adres,aby przysz艂y w艂a艣ciciel nie musia艂 do nas si臋 fatygowa膰.Je偶eli wyczujemy w
                                                    g艂osie ewentualnego ch臋tnego wahanie, proponujemy,偶e zostawimy tu naszego kotka
                                                    na pr贸b臋,je艣li si臋 spodoba,to dobrze,je艣li nie,to odbierzemy go bezzw艂ocznie i
                                                    natychmiast.
                                                    Nast臋pnie podaj膮c fa艂szywy numer telefonu i adres np.miejskiego szaletu
                                                    publicznego znikamy we mgle,aby ju偶 tam nigdy si臋 nie pokaza膰,po czym urz膮dzamy
                                                    wielki bal dzi臋kczynny z okazji pozbycia si臋 diabelskiego kota z domu.

                                                    THE END

    • leziox Re: Leziowe teksciory 22.05.10, 13:59
      Przypominam ze teksty publikowane przeze mnie tutaj sa moja wlasnoscia
      intelektualna i nie moga byc publikowane bez mojej zgody,bo bedzie po ryju.Kopia
      na wlasny uzytek jest dozwolona.
      • leziox Zycie na meteorycie 11.06.10, 20:32
        呕ycie na meteorycie

        Nie wiem tak naprawd臋,jak d艂ugo ju偶 tutaj siedz臋.Do zimna zd膮偶y艂am si臋
        przyzwyczai膰,do mroku te偶,chocia偶 nie by艂o to 艂atwe.
        Nie powiem,spokojnie w zasadzie mam,a i na widoki si臋 nie uskar偶am.Tam kometa
        przeleci,zasypuj膮c przestrze艅 kurzem,gdzie indziej supernowa pierdolnie,a偶 huk
        si臋 rozniesie przez wiekuiste przestrzenie,a fajerwerki wieczno艣膰 trwaj膮ce
        rozja艣ni膮 jak膮艣 galaktyk臋,b臋d膮c widoczne chyba na ko艅cu 艣wiata.
        Tam,gdzie mieszka艂am przedtem,by艂o ca艂kiem mi艂o,艣wietli艣cie oraz spokojnie,a i
        pogada膰 z kim艣 i podzieli膰 si臋 nowymi kodami nie by艂o trudno.A偶 do momentu,gdy
        nagle,nie wiadomo sk膮d i dlaczego,niebo pociemnia艂o,艣wiat艂o s艂oneczne znikn臋艂o.
        Potem co艣 grzmotn臋艂o,zahucza艂o woko艂o gro藕nie.Ca艂a planeta zako艂ysa艂a i
        zatrz臋s艂a si臋,a potem to ju偶 przesta艂am w og贸le cokolwiek pami臋ta膰.D艂ugo
        trwa艂o,zanim dosz艂am do siebie.My艣la艂am ju偶,偶e to koniec i dezynfekcja
        ostateczna niespodziewanie nadesz艂a.
        Ale nie.呕y艂am nadal,co samo w sobie by艂o przecie偶 do艣膰 mi艂膮 niespodziank膮.
        Na pocz膮tku wprawdzie mocno trz臋s艂o,grunt pode mn膮 podskakiwa艂,b臋d膮c przy tym
        niezno艣nie gor膮cy.Wszystko obraca艂o si臋 okropnie we wszystkie mo偶liwe strony.
        Musia艂am kurczowo si臋 trzyma膰,aby nie zlecie膰 gdzie艣 na mord臋 i niechc膮cy w
        艣wiat艂o艣ci wiekuistej nie wyl膮dowa膰,bo wydawa艂o mi si臋,偶e mam jeszcze na to
        par臋 milion贸w lat czasu.Potem wszystko si臋 uspokoi艂o i wyluzowa艂o.Po d艂ugo
        trwaj膮cym stanie oszo艂omienia postanowi艂am zbada膰 teren.No i okaza艂o si臋
        nagle,偶e ju偶 nie jestem wcale u siebie.Znikn臋艂a planeta,znikn臋艂o
        ciep艂o,znikn臋li znajomi i wszystko to,co do tej pory zna艂am.Wiadomo,sytuacja
        nie by艂a do pozazdroszczenia.Oblaz艂am teren,badaj膮c sytuacj臋,troch臋 ze
        strachem na duszy a troch臋 z ciekawo艣ci膮.
        By艂am tu kompletnie sama!Nic,niczego,nikogo!A偶esz w mord臋!
        Ja,osobnik tak towarzyski,do ka偶dej zabawy i ka偶dego wybryku gotowy,a tu
        przysz艂o jakie艣 ci tam „BUM!”i sko艅czy艂o si臋 wszystko.No,prawie wszystko,bo
        przecie偶 egzystowa艂am.Ale co to za egzystencja,je艣li nie ma do kogo mordy
        otworzy膰.
        A z sob膮 wieczno艣膰 ca艂膮 gada膰,te偶 niekoniecznie jest ciekawe.Zreszt膮 co za
        r贸偶nica. Gdybym dosta艂a pierdolca to i tak nikt tego nie zauwa偶y,bo
        psychiatr贸w tu nie ma.
        Musia艂am zebra膰 si臋 w gar艣膰 i wymy艣li膰 spos贸b na przetrwanie tej idiotycznej
        sytuacji...
        My艣la艂am wi臋c,kombinowa艂am,bi艂am si臋 z my艣lami,chodzi艂am na d艂ugie spacery.W
        ko艅cu wsz臋dzie by艂am u siebie.
        Pocz膮tkowo lecia艂o si臋 dosy膰 powoli,lecz z czasem zacz臋艂o si臋 wszystko rozp臋dza膰.
        Monotonne widoki na zewn膮trz zmieni艂y si臋.By艂o coraz ciekawiej.Mijane
        galaktyki by艂y tak bardzo odmienne,tak r贸偶ne,偶e przyznam,i偶 zacz臋艂o si臋 to
        mnie nawet podoba膰.
        W ko艅cu nikt z moich r贸wie艣nik贸w nie mia艂 do tej pory szansy czego艣 takiego
        ogl膮da膰,co napawa艂o mnie te偶 pewn膮 dum膮.
        Niekt贸re galaktyki by艂y nowe,akurat w momencie tworzenia si臋.Piek艂o wybuchu
        nowych gwiazd,kt贸re niszczy艂y wszystko woko艂o,zamieniaj膮c potem przestrze艅 w
        kolejny stan trwania materii.Spirale niesko艅czenie d艂ugie i
        szerokie,majestatycznie obracaj膮ce si臋 wok贸艂 w艂asnej osi.Mg艂y gwiezdne,orgie
        barw,wypi臋trzone ob艂oki gazowe ci膮gn膮ce si臋 poprzez tysi膮ce lat
        艣wietlnych.Inne galaktyki,w wieku matuzalemowym,zamieszka艂e przez miliardy
        miliard贸w r贸偶nych istot,z kt贸rych ka偶da walczy艂a w jaki艣 spos贸b
        o egzystencj臋 i z kt贸rych 偶adna nie mia艂a poj臋cia o tym,偶e mo偶e by膰
        obserwowana przez kogo艣 z zewn膮trz.Feeria zmian,nic nie sta艂o w
        miejscu,gwiazdy rodzi艂y si臋,trwa艂y, umiera艂y.Wieczny ruch,wieczna zmiana...O
        tym wszystkim nie mia艂am poj臋cia,trwaj膮c w swoim ma艂ym 艣wiecie,w kt贸rym jednak
        by艂o mi ca艂kiem dobrze.Zamieni艂am to,zreszt膮 zupe艂nie nie z w艂asnej woli na
        co艣 przedtem niewyobra偶alnego,a co teraz by艂o moj膮 codzienn膮
        rzeczywisto艣ci膮,codziennym trwaniem,moj膮 egzystencj膮.
        Tak min臋艂o par臋 tysi臋cy lat.
        By艂am ju偶 bardzo m膮dra,do艣wiadczona-tak wiele widzia艂am,偶e wystarczy艂oby tego
        dla milion贸w moich r贸wie艣nik贸w.Lecz nie by艂o mo偶liwo艣ci podzielenia si臋 z
        kimkolwiek t膮 skarbnic膮 wiedzy.I tak trwa艂am,na przek贸r wszystkiemu,w nadziei
        przysz艂ej zmiany,marz膮c o cieple i wilgoci,kt贸r膮 tak dobrze pami臋ta艂am ze
        swojej rodzinnej planety i kt贸rych to wspomnie艅 nie m贸g艂 z mojej pami臋ci
        wymaza膰 偶aden wiatr s艂oneczny,偶adne promienie gamma i 偶aden nowy wybuch
        kolejnej gwiazdy.
        XXXXX
        Kiedy艣 wreszcie to si臋 sta艂o.Co艣 zazgrzyta艂o,zako艂ysa艂o,zabuja艂o w d贸艂 i w
        g贸r臋.Poczu艂am 偶e co艣 si臋 dzieje.Zupe艂nie inaczej ni偶 co dnia.
        A potem si臋 zacz臋艂o.
        Ca艂e moje dotychczasowe mieszkanie,ca艂y m贸j teren kt贸ry ju偶 dawno zacz臋艂am
        uwa偶a膰 za w艂asny,run臋艂o w d贸艂.Run臋艂o z tak膮 pr臋dko艣ci膮,偶e a偶 kody genetyczne w
        moim ciele przemiesza艂y si臋 ze sob膮 na kilka r贸偶nych stron oraz sposob贸w.
        Zacz臋艂am wi臋c wrzeszcze膰 ze strachu.Dar艂am ryja tak g艂o艣no,偶e mog艂am by膰
        s艂yszana w ca艂ym Kosmosie,a przynajmniej tak mi si臋 wydawa艂o.Nie mog艂o to
        oczywi艣cie w niczym pom贸c,oraz niczego zmieni膰-to by艂a po prostu naturalna
        reakcja na niespodziewane zagro偶enie.
        Dooko艂a mnie wybuch艂y p艂omienie,zaiskrzy艂o si臋 strasznie.Najpierw prz贸d,potem
        reszta mojego miejsca pobytu zacz臋艂o si臋 rozgrzewa膰 do czerwono艣ci.W panice
        zbieg艂am do piwnic,najg艂臋bszego miejsca,kt贸re uda艂o mi si臋 w moich w臋dr贸wkach
        odnale藕膰.
        Uff...Tam by艂o jeszcze w miar臋 ch艂odno.Ale nadal trz臋s艂o,podskakiwa艂o i
        rzuca艂o mn膮 o 艣ciany,a偶 zacz臋艂am dostawa膰 md艂o艣ci.Trzyma艂am si臋 kurczowo
        wszystkiego,czego mog艂am si臋 tylko trzyma膰.Wreszcie jeden potworny,straszliwy
        wstrz膮s,towarzysz膮cy temu niesamowity huk i uderzenie pozbawi艂y mnie
        przytomno艣ci i wszystko si臋 sko艅czy艂o,odesz艂o w niebyt...
        XXXXX
        Zanim dosz艂am zupe艂nie do siebie,min臋艂o bardzo wiele czasu.
        I trwa艂o te偶 bardzo d艂ugo,nim opad艂y popio艂y,wygas艂y p艂omienie,a grunt pode
        mn膮 przesta艂 wreszcie nerwowo podrygiwa膰.
        Gdzie jestem?Dlaczego?Nie wiem.Ale ciep艂o tu i wilgotno.
        I czy偶by...Ale偶 tak,to prawda!Nie przylecia艂am tu sama!Koniec z samotnym trwaniem!
        Halleluja!Znowu mog臋 si臋 rozmna偶a膰.No i co z tego 偶e przez podzia艂?Seks
        grupowy wcale nie jest z艂y.



        „Pytanie o powstanie 偶ycia na Ziemi pozostanie na zawsze nierozwik艂an膮
        tajemnic膮.”

        W.Earth,antropolog





        THE END

        copyright by Leziox

        • leziox Nie caluj mnie,nie. 20.06.10, 00:19
          Nie ca艂uj mnie,nie.

          Nie ca艂uj mnie dzisiaj,lub jutro te偶 nie
          Cho膰 ja to rozumiem 偶e dyma膰 si臋 chce
          呕e chu膰 w tobie dudni a krew twoja wrze
          Nie ca艂uj mnie dzisiaj,o nie

          Ty pomy艣l,ma luba co w ustach ty masz
          Ja wiem 偶e pon臋tn膮 i 艣liczn膮 masz twarz
          I cia艂o bogini i boski te偶 kszta艂t
          Poca艂uj s膮siada na gwa艂t

          Tam w 艣rodku,gdzie j臋zyk milutki tw贸j tkwi
          Gdzie jakby otwarte do trzewi s膮 drzwi
          Czyhaj膮 wirusy,bakterie i strach
          呕e przez to si臋 trafi gdzie艣 w piach

          Nie ca艂uj mnie dzisiaj,za tydzie艅 te偶 nie
          Jak sobie pomy艣l臋 to troch臋 mi 藕le
          Co wozisz ze sob膮 tam gdzie z膮bki masz
          Cho膰 przecie偶 szczoteczk臋 te偶 masz

          I cho膰by艣 si臋 kwasem wymy艂a czy c贸艣
          I inny zachwyca艂by tob膮 si臋 kt贸艣
          Poca艂uj innego,ja znios臋 to wszak
          Odwiedz臋 w szpitalu ten wrak

          Usteczka maliny,uroczy te偶 wzrok
          I kusi wszak to co zawiera tw贸j krok
          Lecz 艣lini膰 si臋 w chuci,zara偶a膰 mam czym艣?
          To mo偶esz te偶 robi膰,nie ze mn膮 lecz z kim艣

          Pod szk艂em mikroskopu gotuje si臋,wrze
          Ta bro艅 biologiczna wydosta膰 si臋 chce
          By dopa艣膰 do garde艂 ludzko艣ci ju偶 dzi艣
          Okropna,niezno艣na ta my艣l

          Co robi膰,jak robi膰,czy robi膰 to wszak?
          Ca艂owa膰 gdy le偶臋 ja z pann膮 na wznak?
          Czy trzyma膰 j膮 w dali i w masce mam by膰?
          I czy da si臋 wszystko to skry膰?

          Na wszelki wypadek nie ca艂uj mnie ju偶
          Jak chcesz,to i ksi臋dza gdzie艣 sobie tam sku艣
          Ja twardy mocarny odpowiem we snie
          Nie ca艂uj mnie dzisiaj,o nie.

          The End
          Copyright by Leziox

          • leziox Oda do dupy 01.07.10, 10:17
            Oda do dupy

            Dupo kobieca,dupo wy艣niona
            Szczerze ci臋 pragn臋,tuli膰 do 艂ona
            Mie膰 ci臋 na codzie艅,twoje kr膮g艂o艣ci
            I do klepania i do mi艂o艣ci

            Marz膮c o tobie pr臋偶臋 si臋 ca艂y
            I chocia偶 jestem nieco nie艣mia艂y
            Tw贸j widok zmienia mnie wnet w tygrysa
            Co przy tym my艣l臋-nie b臋d臋 pisa艂

            Twoje kr膮g艂o艣ci nagich po艣ladk贸w
            Klepane by艂y przez naszych dziadk贸w
            Czy to za Mieszka,czy innych Piast贸w
            Ka偶dy z nich dupie przydawa艂 g艂ask贸w

            O ciebie walczono,bito si臋 krwawo
            By po zwyci臋stwie posi膮艣膰 ci臋 偶wawo
            Ty grza艂a艣 armie mokrych so艂dat贸w
            I ukrywa艂a艣 powsta艅czych swat贸w

            Dupo kobieca!Przez tysi膮clecia
            Dawa艂a艣 siebie dla kr贸la i kmiecia
            Trwaj ty nam jeszcze przez d艂ugie lata
            Bez ciebie dupo nie b臋dzie 艣wiata

            G艂adka ty dupo,艣liczny wyrobie
            Ty艣 nam jedyna tylko w przyrodzie
            Ty艣 nam jest matka,siotra i 偶ona
            Chyl臋 si臋 nisko przed tob膮 w pok艂onach

            A gdy zmarzni臋ty tak chodz臋 po 艣wiecie
            I znajd臋 znowu si臋 ja przy kobiecie
            Ciep艂a jej dupa mnie s艂odko ko艂ysze
            I偶 nie chc臋 ju偶 nic ja tak wiedzie膰 i s艂ysze膰

            Ten hymn dla dupy niech b臋dzie w chwale
            艢piewany wsz臋dzie,ci膮gle i stale
            Chwali膰 nam dupy wszak trzeba w trudzie!
            Bez nich nie by艂oby wszak nas-o,ludzie!

            The End

            Copyright by Leziox



            • leziox Na g贸rze r贸ze 04.07.10, 12:59
              Ku chwale wierszyka-"na gorze roze"...

              Na g贸rze r贸偶e,na dole fio艂ki
              Za艣 w rowie chlej膮 browar mato艂ki
              Nie wiedz膮 g艂upie,偶e szosa ruchliwa
              Jak wleci w r贸w co,nie b臋dzie piwa

              Na g贸rze fio艂ki,na dole r贸偶e
              We wsi Ruchawce 艣pi so艂tys w rurze
              I 艣ni on g艂upi,偶e tkwi w 艂adnej dupie
              Zapomnia艂 ju偶 biedak i偶 le偶y na kupie

              Gdzie艣 z lewej fio艂ki,po prawej r贸偶e
              Wariat wychyla si臋 z pi臋tra na g贸rze
              Nie wie bo g艂upi 偶e to jest niezdrowe
              Szcza膰 tak z wysoka po inspektorze

              Fio艂ek na rurze,r贸偶a w betonie
              Biegnie gdzie艣 g艂upi,mi艂o艣膰 w nim p艂onie
              Nie wie,偶e dziwnie tak lata膰 bez fraka
              I wszyscy widzie膰 mog膮 mu ptaka

              W ziemi s膮 r贸偶e,w gnoju za艣 fio艂ki
              Kto艣 na ulicy robi fiko艂ki
              Z daleka szybko stra偶 miejska leci
              Stukn膮 pa艂eczk膮 to go艣膰 poleci

              Na dole baba,na g贸rze ch艂op
              On si臋 nie rusza,g艂upi jak snop
              Jeszcze nie robi艂 nigdy tych rzeczy
              Jeszcze si臋 dziwi,偶e baba skrzeczy

              Tam fio艂ek jaki a tu jest r贸偶a
              Nie wiem dlaczego wiersz ten mnie wkurza
              Wida膰 jam g艂upi jak but co we frezji
              I na dodatek nie znam poezji.

              THE END
              Copyright by Leziox
              • leziox Tlusty czwartek 05.07.10, 10:17
                Ju偶 od rana,gwa艂tu,rety
                O co艣 bij膮 si臋 kobiety
                Lec膮 jak stukni臋te w 艣niegi
                Ale nie po przebi艣niegi

                Stoj膮 grzecznie ju偶 w kolejce
                Ka偶da koszyk ma w swej r臋ce
                Ogon wije si臋 w艣r贸d blok贸w
                I tak b臋dzie a偶 do zmroku

                Tlusty czwartek!W艂a艣nie dzisiaj
                Tuczy膰 ka偶e si臋 obyczaj
                P膮czki ci臋偶ko wywalczone
                Dzielne babki,nasze one!

                Ch艂op w mieszkaniu jeszcze siedzi
                Co ma 艂azi膰 w艣r贸d gawiedzi
                A tu ju偶 na stole pi臋knie
                P膮czki stoj膮-a偶 ch艂op st臋knie

                Rzeknie-babo ty szalona
                Chce si臋 z rana do ogona
                I艣膰 i sta膰 na mrozie,艣niegu
                I nie czeka膰 w samochodzie

                Co偶,tradycja to jak wiara
                Sta艂a mama,babcia stara
                Potem zjada膰 b臋d膮 sk艂adnie
                P膮czk贸w setki-bardzo 艂adnie

                Cho膰 sumienie dr臋czy baby
                T艂uszczyk wejdzie nam na schaby!
                I utyjem my z gram trzysta...
                Lecz 偶re膰 b臋dziem.Jak sadysta

                Tak co roku cyrk z p膮czkami
                W pi膮tek cyrki ju偶 z dietami
                Zrzuca膰 b臋d膮 ju偶 kobiety
                T艂uszcz rzekomy-gwa艂tu,rety!

                A faceci cicho grzecznie,
                Waln膮 piwko tak 艣wi膮tecznie
                My艣l膮c co by jeszcze po偶re膰
                Im z tluszczykiem nawet dobrze.

                Babki-jedzcie,niech sumienie
                Uspokoi swoje brzmienie
                My was i tak wszak kochamy
                Zrzucim razem kilogramy.
                THE END
                Copyright by Leziox





              • leziox Czwartek tlusty 05.07.10, 10:26
                Ju偶 od rana,gwa艂tu,rety
                O co艣 bij膮 si臋 kobiety
                Lec膮 jak stukni臋te w 艣niegi
                Ale nie po przebi艣niegi

                Stoj膮 grzecznie ju偶 w kolejce
                Ka偶da koszyk ma w swej r臋ce
                Ogon wije si臋 w艣r贸d blok贸w
                I tak b臋dzie a偶 do zmroku

                Tlusty czwartek!W艂a艣nie dzisiaj
                Tuczy膰 ka偶e si臋 obyczaj
                P膮czki ci臋偶ko wywalczone
                Dzielne babki,nasze one!

                Ch艂op w mieszkaniu jeszcze siedzi
                Co ma 艂azi膰 w艣r贸d gawiedzi
                A tu ju偶 na stole pi臋knie
                P膮czki stoj膮-a偶 ch艂op st臋knie

                Rzeknie-babo ty szalona
                Chce si臋 z rana do ogona
                I艣膰 i sta膰 na mrozie,艣niegu
                Nie zrywaj膮c si臋 do biegu

                Co偶,tradycja to jak wiara
                Sta艂a mama,babcia stara
                Potem zjada膰 b臋d膮 sk艂adnie
                P膮czk贸w setki-bardzo 艂adnie

                Cho膰 sumienie dr臋czy baby
                T艂uszczyk wejdzie nam na schaby!
                I utyjem my z gram trzysta...
                Lecz 偶re膰 b臋dziem.Jak sadysta

                Tak co roku cyrk z p膮czkami
                W pi膮tek cyrki ju偶 z dietami
                Zrzuca膰 b臋d膮 ju偶 kobiety
                T艂uszcz rzekomy-gwa艂tu,rety!

                A faceci cicho grzecznie,
                Waln膮 piwko tak 艣wi膮tecznie
                My艣l膮c co by jeszcze po偶re膰
                Im z tluszczykiem nawet dobrze.

                Babki-jedzcie,niech sumienie
                Uspokoi swoje brzmienie
                My was i tak wszak kochamy
                Zrzucim razem kilogramy.

                THE END
                Copyright by Leziox





                • leziox Schron ochronny 05.07.10, 18:02
                  Schron ochronny,opoka mej duszy pijackiej
                  W piwnicy ciemnej me zmys艂y schowane
                  Harcuj膮 tu szczury i myszy-te z Brackiej
                  Gdy zwlekam si臋 ci臋偶ko do schronu nad ranem

                  Zm臋czony tym 艣wiatem zamykam si臋 z hukiem
                  Pancerne s膮 drzwi i tak grube te偶 艣ciany
                  Na stole butelka i szczurek jest z wnukiem
                  Gdy w艂a偶臋 do chaty przyjemnie nagrzany

                  Precz szczurek!Bo scotcha i tak ci nie wlej臋
                  Brak szk艂a mnie ma艂ego i zreszt膮 nie pijesz
                  Ty tylko tak patrzysz jak ja tu sam chlej臋
                  I mo偶e zn贸w chlebek mi zwiniesz

                  Zm臋czenie si臋 skrada po nogach wytrwale
                  Cho膰 duch wierzga silnie,co偶-bia艂ko nie s艂ucha
                  Lecz cicho tu mam w moim schronie,w mej skale
                  Tak ws艂ucham si臋 w siebie i w ducha

                  Co tam pozosta艂o,na zewn膮trz,wiem dobrze
                  Zm臋czeni tak ludzie co biegn膮 przed siebie
                  Chc膮 los sw贸j polepszy膰,z dzieciakiem na biodrze
                  Na drugim etacie jak w niebie

                  Stress,ob艂臋d i goni tak cz艂owiek za chlebem
                  Chce kocha膰 i spok贸j mie膰 wreszcie ten 艣wi臋ty
                  I mo偶e wystarczy tych latek z pie膰dziesi膮t
                  By to te偶 wliczyli do renty

                  Uspok贸j si臋 ch艂opie,kobito-odpocznij
                  Wybuduj sw贸j schronik i zamknij si臋 czasem
                  Co 偶ycie jest warte,nikt nie wie,wi臋c spocznij
                  Wybuduj gdzie艣 dacz臋 pod lasem

                  Tak ma艂o nam trzeba,tak ma艂o 偶e styka
                  By tylko nam zdrowie s艂u偶y艂o i dusza
                  Zniewoli膰 chc膮 banki i wsza polityka
                  Lecz ty si臋 im nie daj,w schron ruszaj

                  M贸j schron-ma opoka i r臋ce precz brudne
                  Od 艣cian betonowych i drzwi mych ze stali
                  To moje i ju偶 tak na zawsze zostanie
                  Nie oddam wam my艣li kochanych

                  Pukajcie,stukajcie,wci膮偶 wier膰cie do woli
                  Wiem-chcecie mi zabra膰 to co mam-za friko
                  Ja pr臋dziej wysadz臋 to wszystko ze sob膮
                  I p贸jd臋,wci膮偶 wolny-donik膮d...

                  THE END

                  ©by leziox
                  • leziox Oferty l贸zkowe 05.07.10, 18:07
                    Wezcie wezcie mnie do l贸zka
                    Mnie,malego wszak okruszka
                    Wezcie i nie wyganiajcie
                    Najlepszego cos mnie dajcie

                    Hej dziewuchy,przyszla wiosna
                    Laska stoi znow jak sosna
                    Chucie dr谩z谩 umysl stale
                    Jak poderwe-to powal茅

                    Wezcie wezcie mnie do l贸zka
                    Moze kupie ja wam ciuszka
                    Jak nie kupie,nie ma straty
                    Wypijemy cos na raty

                    Cieplo,slicznie,wkolo trawka
                    Seksu pierwsza jest zajawka
                    I kwiatuszki kwitna smielej
                    Chodzze tu,bedzie weselej!

                    Wezcie wezcie mnie do l贸zka
                    Ladna jest ta twoja n贸zka
                    I cycuszki jak marzenie
                    Bedzie dzisiaj.../p/big_grin migdalenie?

                    Biegnie kotek,za nim piesek
                    Ja na widok ten sie ciesze
                    Wiem jak pieprza sie zwierzaki
                    To i ludzie-bo to ssaki

                    Wezcie wezcie mnie do l贸zka
                    A gdy zrobi sie wydmuszka
                    Pojdziem my gdzies na spacerek
                    Zawsze mam ja checi szczere

                    Bzyka muszka,pszcz贸lka bzyka
                    R贸b tak,by nie zrobic smyka
                    Lecz w tym calym seks-zapale
                    Dobrze nam jest,mile stale

                    Konczac te powabne nutki
                    Chwytam w usta twoje sutki
                    Potem zejde chyba nizej
                    Wiosna!Mila!Chwyc mnie blizej!

                    The End

                    copyright by Leziox

                    • leziox Ludzkie pojecie 05.07.10, 18:15
                      Wszystkie kobiety maj膮 wdzi臋k g艂adki
                      Muzy,modliszki i psychopatki
                      Pi臋kne,mniej 艂adne,r贸偶ne po prostu
                      Dla kt贸rych czasem skoczy膰 chcesz z mostu

                      W neta otch艂aniach bywa wszak r贸偶nie
                      Brak zrozumienia,krzywo-pod艂u偶nie
                      Czarne jest bia艂e,bia艂e na wznak
                      Kr臋ty jest netu ten szlak

                      Powiesz ty s艂贸wko,dwa ci dopisz膮
                      Napiszesz w prawo-w lewo ci dysz膮
                      My艣lisz-na dole,w g贸r臋 ci臋 sl膮
                      Lub czasem mordy pi臋knie te偶 dr膮

                      Napiszesz przyja藕艅,zmieni膮 to w mi艂o艣膰
                      Wykr臋c膮 kota,wszystko ju偶 by艂o
                      Nic ty nie t艂umacz,flaszk臋 we藕 kup
                      Wychlaj j膮 potem,zresetuj dzi贸b

                      Nic co by艣 my艣la艂 lub co przekaza艂
                      Nie dojdzie prosto,cho膰by艣 namaza艂
                      Wielk膮 liter膮 co masz na my艣li
                      To ci si臋 nigdy nie zi艣ci

                      Cho膰 powiesz kobiecie,co masz ty w duszy
                      Lecz 偶adnej z nich przecie偶 to ju偶 nie ruszy
                      Baba wszak swoj膮 teorie te偶 zna
                      Ch艂op,ten to k艂amie.Tak ma.

                      Tak gadasz i gadasz jak dziad do ikony
                      Czy艣 szczery czy k艂amiesz,czy m贸wisz androny
                      Nie mo偶e by膰 nigdy tak jak ty by艣 chcia艂
                      W szale艅stwie metoda i sza艂

                      Nie t艂umacz kobietom ty nigdy,biedaku
                      Czy艣 amant,艂achudra czy pijak na szlaku
                      Co w duszy ci drzemie,czy marzysz czy kpisz
                      To nie ma znaczenia,偶e 艣nisz

                      Ch艂op 艂atwy w obs艂udze,wys艂ucha膰 go trza
                      Nie pisa膰 teorii jak 艣lepa jest 膰ma
                      Nie warcze膰,nie wrzeszcze膰,bo zbiesi si臋 on
                      Pos艂uchaj-zrozumiesz.Bon ton.

                      The End
                      Copyright by Leziox
                      • exman Re: Ludzkie pojecie 05.07.10, 20:30
                        Ch艂op 艂atwy w obs艂udze,wys艂ucha膰 go trza
                        Nie pisa膰 teorii jak 艣lepa jest 膰ma
                        Nie warcze膰,nie wrzeszcze膰,bo zbiesi si臋 on
                        Pos艂uchaj-zrozumiesz.Bon ton.

                        Ch艂op nie kosiarka - dba膰 trzeba by
                        nie pisa膰 teorii 偶e 艣lepe s膮 膰my
                        Nie warcze膰, bo syknie jak dziki kot
                        Pos艂uchaj-zrozumiesz.Bon Scott.
                        • leziox Re: Ludzkie pojecie 05.07.10, 22:55
                          Calkiem niezla trawestacja mojego jednak wiersza.
                          • leziox Poradnik nr.7:Kotek i pchly 10.07.10, 13:46
                            Jak prze偶y膰?
                            Poradnik nr.7:W jaki spos贸b pom贸c naszemu kotu w pozbyciu si臋 pche艂?


                            Nawet w dobie nowoczesnej i sterylnej czysto艣ci panuj膮cej
                            wszechw艂adnie w naszych domach wydarzy膰 si臋 wszak mo偶e,i偶
                            hodowana przez nas zwierz臋ca kanalia w postaci kota we藕mie
                            si臋 postara i gdzie艣 za艂apie pch艂y.Niezale偶nie od tego,czy domowym kotem jest
                            tylko popularny dachowiec,piwniczniak, katusznik,czy zmanierowany
                            pers,posiadanie przez koteczka grzbietowych je藕d藕c贸w apokalipsy niezmiernie
                            przeszkadza, zw艂aszcza je偶eli pch艂y z kot贸w przesiadaj膮 si臋 potem na ich
                            w艂a艣cicieli,czyhaj膮c na najmniejsz膮 okazj臋,aby skaka膰,k膮sa膰
                            i ssa膰 drogocenn膮 krew.
                            Pozbycie si臋 pche艂 nie jest naturalnie 艂atw膮 spraw膮,a dla laika wr臋cz
                            niemo偶liw膮,je艣li nie ma si臋 o tym 偶adnego poj臋cia.
                            Dla takich to ludzi sporz膮dzili艣my nast臋pn膮 cz臋艣膰 naszego jak偶e po偶膮danego przez
                            wszystkich rodak贸w krajowych i zagranicznych poradnika,kt贸ry tym razem nakre艣li
                            szereg mo偶liwo艣ci usuni臋cia
                            z kociej sier艣ci paso偶ytniczych bydlak贸w 偶eruj膮cych na krwi kociej i kociego
                            w艂a艣ciciela.

                            Sposob贸w jest tak wiele,jak wiele mamy pomys艂贸w.Nie nale偶y przy tym zapomina膰,偶e
                            kot posiada wi臋cej ni偶 jedno 偶ycie,co mo偶na przy t臋pieniu pche艂 znakomicie
                            wykorzysta膰.
                            Tutaj nast臋puj膮 wskaz贸wki dla w艂a艣cicieli kot贸w:

                            1.Po stwierdzeniu faktu nabycia przez zwierz臋 pche艂 nie trzeba popada膰 w
                            panik臋,rzucaj膮c si臋 z 10 pi臋tra na pysk,tylko ze stoickim spokojem zacz膮膰
                            wy艂apywa膰 pch艂y i drapa膰 si臋 razem
                            z kotem po wszystkich cz臋艣ciach cia艂a,bo i nas pche艂ki te偶 naturalnie zd膮偶y艂y
                            ju偶 zaatakowa膰
                            2.Wyci膮ganie pche艂 odkurzaczem jest bezcelowe i przysparza nam dodatkowej
                            roboty,bo ile si臋 potem trzeba kota naszuka膰 w worku na kurz,gdzie wyl膮dowa艂
                            razem z pch艂ami
                            3.Ostrzy偶enie kota na 艂yso tym bardziej nie wchodzi w rachub臋,bo zanim sko艅czymy
                            robot臋,wyl膮dujemy w szpitalu na oddziale intensywnej terapii,a piel臋gniarki z
                            przera偶eniem w oczach b臋d膮 nas pyta膰,po jakiej dzielnicy naszej miejscowo艣ci
                            w艂贸cz膮 si臋 lwy
                            4.Wypranie naszego milusi艅skiego w pralce automatycznej jest sensowne tylko
                            wtedy,kiedy przeprowadzane jest w temperaturze co najmniej 60掳C,bez wirowania,a
                            jak nie pomo偶e,nawet w 95掳C
                            z dodatkiem Persilu Megaperls,w k膮pieli bio
                            5.Gdyby powy偶sze 艣rodki zawiod艂y,nast臋pnego dnia rano wykupujemy zawarto艣膰
                            pobliskiej apteki,sklepu chemicznego, drogerii i zoologicznego.To wszystko
                            mieszamy w wannie i je艣li nic nie wybuchnie,zamieniaj膮c nasze mieszkanie w
                            pobojowisko, wrzucamy tam naszego ulubie艅ca,trzymaj膮c go pod wod膮 za pomoc膮
                            grabi ogrodniczych przez p贸艂 godziny i przeprowadzamy nast臋pnie reanimacj臋
                            metod膮 usta-pysk,bo przecie偶 naszego kota bardzo kochamy
                            6.K膮piel mo偶emy powt贸rzy膰 w wypadku braku sukcesu,jednak tym razem w wysoko
                            st臋偶onym roztworze kwasu siarkowego ukradzionego ze szkolnej pracowni chemicznej
                            przez nasze kochane dziecko
                            7.Dalszym i bardziej wyszukanym sposobem jest zdobycie
                            u by艂ego lub wsp贸艂czesnego nazisty za grube pieni膮dze pojemnika z cyklonem
                            B,kt贸ry udowodni艂 ju偶 nieraz w dziejach historii, zw艂aszcza niemieckiej,swoj膮
                            skuteczno艣膰.Ten偶e gaz wt艂aczamy do szczelnie zamkni臋tej skrzyni,w kt贸rej wn臋trzu
                            znajduje si臋 ju偶 nasz kotek i idziemy na piwo do pobliskiej speluny
                            8.Kiedy i to dzia艂anie spowodowa艂o tylko wytrucie wszystkich mieszka艅c贸w naszej
                            kamienicy,a kot wraz z pch艂ami nadal czuj膮 si臋 dobrze,mo偶emy kontrolnie z
                            wysokiego wiaduktu wrzuci膰 naszego kota na druty wysokiego napi臋cia nale偶膮ce do
                            ukochanych kolei pa艅stwowych.Je偶eli nast臋pnie,tul膮c do piersi jeszcze
                            gor膮cego,dymi膮cego i fukaj膮cego iskrami kota,widzimy nadal na nim pch艂y i
                            okazuje si臋,i偶 tylko ca艂a kolejowa sie膰 energetyczna sp艂on臋艂a w ci膮gu jednej
                            sekundy,r贸wnie偶 ten spos贸b mo偶emy od艂o偶y膰 do lamusa
                            9.Je艣li pch艂y odporne s膮 na wysokie napi臋cie,to raczej nie pomo偶e nam r贸wnie偶
                            pirackie pod艂膮czenie kota do linii przesy艂owej elektrowni w Be艂chatowie lub
                            Kozienicach.Jedyn膮 korzy艣ci膮 b臋dzie to,偶e pche艂 ju偶 nie b臋dziemy widzieli na
                            grzbiecie kota,gdy pogr膮偶eni w ciemno艣ciach panuj膮cych w naszym domu po
                            kompletnym wybuchu krajowej sieci energetycznej b臋dziemy nalewali po omacku
                            kolejn膮 szklank臋 w贸dki zwyczajowo wypijanej wieczorem przed snem
                            10.Przejechania kota walcem drogowym w og贸le nie nale偶y stosowa膰,bo operacja ta
                            wyd艂u偶y jedynie kota i pch艂y do karykaturalnych rozmiar贸w,a po co potem maj膮 si臋
                            z nas 艣mia膰 s膮siedzi i ca艂a dzielnica,widz膮c na spacerze metrowego i cienkiego
                            jak 偶yletka kota z 10-centymetrowymi r贸wnie cienkimi pch艂ami na grzbiecie
                            11.Wypra偶enie kici w hutniczym piecu martenowskim mo偶e przynie艣膰 dobre rezultaty
                            pod warunkiem,偶e pch艂y nie zd膮偶膮
                            w tym czasie zaopatrzy膰 si臋 w 偶aroodporne miniubranka zakupione na stadionie
                            X-lecia w Warszawie od Rosjan,kt贸rzy maj膮 w艂a艣ciwie wszystko w sprzeda偶y
                            12. Od wspomnianych wy偶ej Rosjan mo偶emy te偶 zakupi膰 za marne 30 z艂otych par臋
                            kilo wysokotoksycznego i radioaktywnego plutonu,kt贸rym nacieramy kocie futerko 3
                            razy dziennie,a potem cieszymy si臋,widz膮c,jak w nadal ciemnym naszym domu
                            kochany kotek 艣wieci jak 偶ar贸wka 500-watowa i mamy 艣wiat艂o za darmo. To,偶e
                            艣wieci razem z pch艂ami,jest jak najbardziej zrozumia艂e,bo sk膮d niby mogli艣my
                            wiedzie膰,偶e pch艂y s膮 odporne na promieniowanie przenikliwe.
                            W tym wypadku nasz plan zamkni臋cia kotka na 2 tygodnie
                            w reaktorze atomowym jak偶e popularnej na 艣wiecie elektrowni Czarnobyl r贸wnie偶
                            nie przyniesie po偶膮danych rezultat贸w.
                            Tak偶e dwutygodniowe wczasy na atolu Mururoa mo偶emy sobie darowa膰.Osobiste
                            asystowanie naszego zwierzaka przy wybuchu bomby wodorowej o mocy 300 Megaton na
                            poligonie atomowym
                            w Semipa艂aty艅sku jest szans膮 ostatni膮.Kiedy sympatyczny operator w chwil臋 po
                            odpaleniu bomby widzi na ekranie
                            w epicentrum wybuchu prze艣wietlonego kota i cienie pche艂 na latrynie odleg艂ej o
                            200 kilometr贸w,to mo偶e to nam sprawi膰 pewn膮 nadziej臋.Je艣li spos贸b ostatni si臋
                            uda艂,to kupujemy naszemu sympatycznemu operatorowi odpalaj膮cemu bomb臋 10 butelek
                            w贸dki,bo nikt nie wie,czy w nast臋pnym roku nie wybierzemy si臋 tu na wczasy z
                            nasz膮 kochan膮 te艣ciow膮.
                            Gdyby jednak wszystkie powy偶sze sposoby zawiod艂y i na 艣wiecie nie ma juz nic
                            mog膮cego wypleni膰 pch艂y z kociej sier艣ci,mo偶emy zawsze jeszcze pope艂ni膰
                            samob贸jstwo,lub wyrzuci膰 kota na ryj
                            z domu,albo nauczy膰 si臋 z t膮 ca艂膮 ferajn膮 偶y膰,od czasu do czasu redukuj膮c pchle
                            pog艂owie za pomoc膮 iskania.
                            W tym miejscu pozdrawiamy wszystkich w艂a艣cicieli kot贸w.


                            THE END

                            copyright by Leziox



    • anus-hka Re:Nie moje ale ....podobami sie 25.08.10, 14:26
      i nie mam poj臋cia kto to napisa艂wink)


      odwied藕 mnie
      Nie zazna mnie nikt po wsze czasy,
      oddaj膮c jedynie kraw臋d藕 swych my艣li.
      Nie dotknie spe艂nienia mnie,
      poddaj膮c w w膮tpliwo艣膰 me s艂owa.
      Nie dotknie mnie...
      mi艂uj膮c,偶a艂uj膮c...
      nikt z was..
      bezczynnie wpatruj膮c si臋 w dzi艣.
      Je艣li jednak zapragniesz
      cho膰 chwile,
      zrozumie膰 moje uczucia...
      prosz臋 nie daj mi marzy膰,
      odczuwa膰 realno艣膰.
      Oddaj cierpliwie pok艂on z艂udzeniom,
      zrzu膰 okowy normalno艣ci,
      i przekrocz pr贸g...
      do 艣wiata mej ba艣ni....
      • leziox A gdyby kto potrzebowal in blanco... 28.08.10, 19:45
        Zaproszenie na kongres pijak贸w

        Szanowni Pa艅stwo
        Serdecznie zapraszamy Pa艅stwa,jako aktywnych cz艂onk贸w kieliszka do wzi臋cia
        udzia艂u w I europejskim kongresie pijackim w Warszawie.

        W zwi膮zku z tym,i偶 nale偶ycie Pa艅stwo do niewielkiego,lecz ekskluzywnego kr臋gu
        tych,kt贸rzy z olbrzymiej rzeszy anonimowych pijak贸w przekszta艂cili si臋 w znanych
        w spo艂ecze艅stwie czo艂owych dyngoli,zapraszamy P.T na nasz kongres.

        Obok niezliczonych stanowisk z bezp艂atnymi pr贸bkami delikates贸w alkoholowych z
        kraju i zagranicy,uznanie ka偶dego znajdzie z pewno艣ci膮 wystawa przybor贸w
        pijackich.Mi臋dzy podstawkami do piwa,scyzorykami otwieraj膮cymi ka偶dy kapsel lub
        korek,szk艂em do w贸dki,koniaku i piwa znale藕膰 b臋dzie mo偶na wszystko to,co pozwoli
        zabi膰 szybciej alkoholowemu sercu.I tak np:

        -Tabletki od b贸lu g艂owy z osobistymi inicja艂ami
        -Usuwacz alkoholowego oddechu o smaku czosnkowym
        -Niebarwi膮ce si臋 probierze trze藕wo艣ci
        -Aparat do pomiaru wychylenia si臋 od pionu
        -艁贸偶ka z odmienn膮 amplitud膮 ko艂ysnia si臋
        -Zapasowe prawa jazdy w opakowaniach po 10 sztuk itd...

        W hali wystawowej nr.3 odb臋d膮 si臋 liczne wyk艂ady i odczyty.M.in.wyk艂ad znanego
        naukowca,Pana J贸zefa Grzdyla na temat:
        „Chlanie bez rzygania,czyli trening czyni mistrza”
        Organizacja kongresu:
        -Parkingi naprzeciwko wej艣cia
        -Miejsc贸wki do izb wytrze藕wie艅 otrzyma膰 mo偶na w informacji
        -Stanowiska do szybkiego usuwania pawi z ca艂ego cia艂a znajduj膮 si臋 przy
        hydrancie przeciwpo偶arowym,gdzie starszy stra偶ak,Pan Andrzej Niepalny pomo偶e w
        pozbyciu si臋 nawet najwi臋kszego pawia z ubrania

        Serdecznie zapraszamy raz jeszcze.
        Z braterskim „Chlup po jednym”

        Organizatorzy

        Prezes Wiceprezes

        Andrzej Czkawka J贸zef Kwasiborski


        • leziox Dla palaczki ku pamieci 28.08.10, 19:52
          Tyto艅 robi膮 nam rolniki
          Lepiej p艂atny jest od gryki
          Potem tyto艅 ludzie pal膮
          I ju偶 wkr贸tce w dechy wal膮

          Rolnik r膮czki swe zaciera,
          Czy to hojny czy to sknera
          Sam tytoniu lecz nie ruszy
          Nawet kiedy kac go suszy

          Dymek jest jak heroina
          Palisz,wci膮gasz,potem 艣cina
          Rzuci膰 nie ka偶dy pr贸buje
          Rolnik tyto艅 wci膮偶 hoduje

          Pewna baba spod Olsztyna
          Wciaz palaczka,ta skacina
          Pali dymi bez pami臋ci
          Niech j膮 chroni膮 wszyscy 艣wi臋ci

          Jej przestrog臋 napisa艂em
          Co wyrabia ze swym cia艂em
          Jak si臋 niszczy tym na艂ogiem
          Bo choroba tu偶 za progiem

          Nie pal tyle papieros贸w,
          Bo nie b臋dziesz mia艂a w艂os贸w
          Wszystkie ci powypadaj膮
          Zamiast sier艣ci-go艂e cia艂o

          Wyrzu膰 swoje szlugi w szambo
          Bo nie pali nawet Rambo
          Nie r贸b z siebie ekscentryka
          Bo i tak ci w p艂ucach strzyka

          Straszny z ciebie na艂ogowiec
          Tytoniowy przebojowiec
          Obieca艂a艣 ogranicza膰
          A wci膮偶 dymisz jak fabryka

          Champion jeste艣 do palenia
          Cho膰 jest to nie do zniesienia
          Ju偶 tu muchy nie lataj膮
          A jak wlec膮 to zdychaj膮

          Chcesz uw臋dzi膰 wszystkich wko艂o
          呕eby by艂o im weso艂o
          W piekle by ci臋 nie przyj臋li
          Za 艣mierdz膮co by tam mieli

          Jak wyci膮gasz popielniczk臋
          I sw膮 wiern膮 zapalniczk臋
          Chce si臋 zaraz pawia rzuci膰
          Ale po co ciebie smuci膰

          Chata cuchnie tak straszliwie
          Wi臋c ju偶 wcale si臋 nie dziwi臋
          I偶 schud艂em ja tak okropnie
          Wstydz臋 si臋 pokaza膰 w oknie

          呕aden goryl wszak nie smali
          Cho膰 za darmo by mu dali
          Nawet skunksy uciekaj膮
          Gdy w pobli偶u ludzie pal膮

          Nie chc膮 wdycha膰 tego smrodu
          Aby nie ucierpie膰 z g艂odu
          Tam,gdzie faja pluje trut膮
          Je艣膰 si臋 nie chce mord膮 skut膮

          Nie b膮d藕 gorsza ni偶 zwierzaki
          Nie wyci膮gaj ju偶 swej paki
          Z偶贸艂k艂em ja od tego ca艂y
          Chocia偶 z rasy jestem bia艂y

          Lepiej w 艣ciekach si臋 wyk膮pa膰
          Ni偶 te 艣wi艅stwo w siebie wci膮ga膰
          Ju偶 parujesz nikotyn膮
          Wszyscy ludzie w dymie gin膮

          Wywal w 艣mieci to cholerstwo
          To wygl膮da膰 b臋dziesz czerstwo
          Bo nie pachniesz tak jak kwiatek
          Nie dla ciebie perfum 艣wiatek

          W kiblu wysraj si臋 na szlugi
          呕ywot przez to b臋dzie d艂ugi
          Olej tyto艅,co zasmradza
          W zdrowych p艂ucach drzemie w艂adza

          Nie pchaj sama si臋 w chorob臋
          Najwa偶niejsze przecie偶 zdrowie
          Trwaj mi zdrowo wi臋c przez lata
          I nie kr臋膰 na sw贸j grzbiet bata.

          THE END

          copyright by Leziox
          • leziox Gupie zwierzeta domowe 09.09.10, 18:48
            Dlaczego zwierz臋ta domowe s膮 g艂upie?

            Zwierz臋ta domowe i udomowione s膮 beznadziejnie g艂upie,poniewa偶:

            1.Niezale偶nie od sposobu ich traktowania ciesz膮 si臋 kiedy niekoniecznie je szanuj膮cy pan/i wraca do domu
            2.S膮 wierne i nie zdradzaj膮 w艂a艣ciciela nigdy na rzecz innych-100 % -wa lojalno艣膰
            3.Wpierdalaj膮 to co im si臋 daje,nigdy nie narzekaj膮c,bo wiedz膮,偶e nic innego nie b臋dzie
            4.Nie ogl膮daj膮 tv i nie martwi膮 si臋 sytuacj膮 na 艣wiecie,przez co nie choruj膮 na 艂eb
            5.Maj膮 pieni膮dze za nic-mog艂yby wysra膰 si臋 na stert臋 milion贸w dolar贸w le偶膮c膮 ko艂o ich legowiska i wytarza膰 si臋 w nich tylko dlatego,偶e papier szele艣ci tak g艂upio i 艣miesznie
            6.Nie oczekuj膮 wdzi臋czno艣ci za nic albo cokolwiek
            7.Nie morduj膮 za pieni膮dze tylko ewentualnie wtedy,jak im si臋 chce je艣膰 i nie maj膮 innego sposobu na podwieczorek-tu mowa oczywi艣cie o nieco wi臋kszych pupilkach,jak czarne pantery,albo lwy,r贸wnie偶 czasami trzymane w domach r贸偶nych
            8.Maj膮 gdzie艣 demokracj臋 i nie id膮 za ni膮 walczy膰-np.koty z psami,lub kr贸liki
            z zaj膮cami za inne przekonania dotycz膮ce smaku trawy,albo whiskas
            9.Przesypiaj膮 prawie ca艂y dzie艅 i nie id膮 do szko艂y,a w niedziel臋 do ko艣cio艂a,bo znaj膮 Boga intuicyjnie i niepotrzebny im do po艣rednictwa kto艣,co bierze jeszcze za to kas臋
            10.Nie pij膮 alkoholu,przez co nie wspieraj膮 pa艅stwowego monopolu spirytusowego,co dotyczy te偶 palenia tytoniu,co chocia偶 przyjemne,jest niestety szkodliwe.
            11.Nie zbieraj膮 z艂omu,flaszek oraz makulatury
            12.Nie torturuj膮 innych zwierz膮t
            13.Nie kupuj膮 samochod贸w,a potem do nich benzyny,przez co 艣rodowisko naturalne nie jest zanieczyszczane
            14.Nie zawieraj膮 ma艂偶e艅stw,bo to nie jest im wcale potrzebne do nami臋tnego pieprzenia si臋 wtedy kiedy ich na to najdzie ochota
            15.W post臋powaniu z innymi lud藕mi jest im oboj臋tne,jakiej rasy,jakiego koloru sk贸ry s膮 ludzie,kt贸rzy je g艂aszcz膮 i nie gryz膮 kogo艣 kto jest cudzoziemcem
            16.Nikt nie jest w stanie zmusi膰 ich do p艂acenia podatk贸w,a zreszt膮 z czego mia艂yby p艂aci膰 te podatki,je偶eli nie maj膮 pieni臋dzy i jest to ich stan normalny oraz codzienny
            17.Nie porywaj膮 inych zwierz膮t dla kasy,albo lepszego 偶er艂a
            18.Nie robi膮 wielu innych m膮drych rzeczy kt贸rymi szczyc膮 si臋 tak ludzie.
            Ko艅cowy wniosek jest wi臋c taki jaki mia艂 by膰.Dobranoc Pa艅stwu.


            THE END

            ©by Leziox




            • leziox Kury na grz茅dzie 09.09.10, 18:50
              Kury na grz臋dzie

              Siedzia艂y raz sobie kury na grz臋dzie
              My艣la艂y tak ci臋偶ko co z nimi te偶 b臋dzie
              Z kogutem nie bardzo,seks ola艂 ten dra艅
              Mia艂 gdzie艣 zabawianie swych pa艅

              Gdaka艂y,radzily i 偶adne wci膮偶 wnioski
              Cho膰 chcia艂y podyma膰 z kogutem si臋 nioski
              Lecz kogut parszywiec ich wdzi臋k贸w nie chciwy
              Tak kr贸tko rzecz bior膮c,by艂 bydlak leniwy

              A jajek produkcja spada艂a tragicznie
              Gospodarz swe w艂osy wyrywa艂 nieliczne
              Ju偶 my艣la艂 czy zrobi膰 swym kurkom by rze藕
              Gdy s艂abo tak b臋d膮 si臋 nie艣膰

              Za艣 kogut paso偶yt wci膮偶 stroszy艂 swe pi贸rka
              Miast da膰 im swe wdzi臋ki-wskazywa艂 og贸rka
              Rechocz膮c rado艣nie oburza艂 swe kury
              I szed艂 gdzie艣 na pole lub w pobliskie g贸ry

              Ach nioski nieszcz臋sne,c贸偶 pocz膮膰 wy macie
              Ju偶 tyle dni pustych wy si臋 nie dymacie
              Wam na nic wibrator lub porno ten shop
              Potrzebny wam kogut jest-ch艂op!

              Bo na co jest nier贸b potrzebny w kurniku
              Cho膰 偶re i spo偶ywa ziarenek bez liku
              Nie wlezie na kurk臋 starmosi膰 jej troch臋
              Ju偶 nie te s膮 czasy-zniesiono darmoch臋

              A偶 dzionek raz przyszed艂 偶e kogut mia艂 chcic臋
              Tak wielk膮 偶e chyba by zer偶n膮艂 donic臋
              Lecz co to,o rety,tu kurnik zamkni臋ty
              Przy wej艣ciu za艣 stoi kogucik do艣膰 kr臋py

              Ty kogut-powiada-dymanko za st贸wk臋
              Nic nie ma za darmo,najwy偶ej w mak贸wk臋
              To nioski sw贸j burdel otwar艂y w kurniku
              Dymanko-kogut贸w bez liku

              I ciesz膮 si臋 kurki 偶e jajek przybywa
              Gospodarz ju偶 w艂osk贸w swych te偶 nie wyrywa
              Gdy kurnik zaniedbasz,to nie dziw si臋 srodze
              Jak kury twe znajd膮 innego po drodze

              THE END

              ©by leziox



              • leziox Oda do strachliwej 27.10.10, 22:35
                Oda do strachliwej

                B贸j si臋 mnie dziewczyno,okropnie mnie b贸j
                Cho膰 to tw贸j jest problem-i ca艂kiem nie m贸j
                Trz臋艣 si臋 te偶 przede mn膮 dziewczyno,hej,trz臋艣
                B膮d藕 p艂ocha jak dzika,jak g臋艣

                Nie poka偶 przypadkiem mnie swojego lica
                I chowaj si臋,je艣li tak chcesz-po piwnicach
                Spotyka膰 si臋 ze mn膮 bro艅 Bo偶e nie wychod藕
                Ty sama i ja?Niech to licho!

                We藕 par臋 pigu艂ek i mo偶e dzi艣 za艣niesz
                Wci膮偶 pali si臋 艣wiat艂o,偶ar贸wko nie zga艣niesz
                Si臋 czai z艂y samiec gdzie艣 w 艣wiata odm臋tach
                Wci膮偶 my艣l膮c o seksie,popala te偶 skr臋ta

                I pr臋dzej skoczy艂aby艣 z gmachu Intraco
                Ni偶 da艂a telefon,takie艣 jest ladaco
                Ja tam si臋 nie dziwi臋 bo siebie wszak znam
                Cho膰 ja ani zboczek ni cham

                Tak!Kocham kobiety bo boskie s膮 one
                I my艣l臋 偶e m贸g艂bym zrozumie膰 Gorgon臋
                W k艂opotach bym pom贸g艂 kobicie z w臋偶ami
                To mniejszy jest problem,ni偶 z wszami

                Ty艣 p艂ocha,bom potw贸r-tak my艣lisz wieczorem
                Czaj膮cy na cnot臋 stoj膮c膮 otworem
                I takie przedziwne te zwierz臋 jam samcze
                Co艣 prawie jak smok pustosz膮cy podzamcze

                Ukrywaj si臋 ci膮gle,izoluj niebogo
                Dzi艣 zerwiesz parkiety-schowasz pod pod艂og膮
                A jutro za艣 uciec zapragniesz na Marsa
                Kosmiczna to jest tragifarsa

                Masz racj臋.Mnie wierzy膰 nie mo偶na,nie trzeba
                Zapomnij te偶 sny lataj膮ce do nieba
                I jedno ci powiem,czy nie wiesz,czy wiesz...
                Jam Lezio.Jam potw贸r i zwierz!

                The End

                ©by leziox
    • tropem_misia1 Czemu 29.11.10, 07:25
      nikt nie pieje, kiedy ranek 艣wita?

      "....co za obyczaje..."


      Czy偶by poniedzia艂ek by艂 takim szokiem dla organizm贸w?
      Czy zasypa艂o wszystkich?
      U mnie jakby co bia艂o na amen.
      • tropem_misia1 soryyy 29.11.10, 07:26
        wyma偶, skasuj i takie tam
        jakim cudem ja tu?Nie pojmuj臋
        chyba zasennie podesz艂am do tematu.
        • leziox Czerwony Kapturek-wersja warminska part 1. 05.12.10, 14:18
          Bardzo zmodernizowana bajka
          o Czerwonym Kapturku

          Nasze biedne dzieci,bezlito艣nie ok艂amywane przez rozmaitych, 偶膮dnych s艂awy i pieni臋dzy hochsztapler贸w,jeszcze do dzisiaj uwa偶aj膮 bzdury wypisywane na temat Czerwonego Kapturka za 艣wi臋t膮 i niepodwa偶aln膮 prawd臋.
          Oficjalna wersja stworzona na u偶ytek plebsu oraz innych maluczkich g艂osi,偶e Czerwony Kapturek by艂 dziewczynk膮 przez Bozi臋 stworzon膮 jedynie do pomagania chorej babci.
          Czerwony Kapturek wykonywa艂 rzekomo swoje obowi膮zki rzetelnie i z rozkosz膮,krz膮taj膮c si臋 przy biednej staruszce 26 godzin na dob臋,czyli wi臋cej ni偶 na okr膮g艂o.
          Rajsk膮,wspania艂膮 idyll臋 brutalnie przerwa艂 nieoczekiwany napad sadystycznie ukierunkowanego strasznego wilka,kt贸ry spo偶y艂 babci臋 jako danie g艂贸wne,zagryzaj膮c Czerwonym Kapturkiem na deser.Gdy wilk uda艂 si臋 na zas艂u偶ony spoczynek,poddaj膮c si臋 poobiedniej sje艣cie,w domu babci zjawi艂 si臋 niespodziewanie,
          przez nikogo zreszt膮 nie zapraszany le艣niczy,kt贸ry najwyra藕niej nie przepada艂 za wilkami i podobnym ta艂atajstwem.Ten偶e le艣niczy bez zb臋dnych pyta艅 i dyskusji w艂adowa艂 w oci臋偶a艂ego po darmowym obiedzie wilka dwa 艂adunki breneki kalibru 12,po czym rozpru艂 go bezlito艣nie my艣liwskim kordelasem wzd艂u偶 i wszerz.
          Zaraz potem z dymi膮cych jeszcze wilczych bebech贸w zosta艂y wyci膮gni臋te babcia i Czerwony Kapturek,lekko tylko napocz臋te sokami 偶o艂膮dkowymi wilka i nawet nie za bardzo prze偶ute.
          W艂a艣nie takim optymistycznym akcentem bajka si臋 ko艅czy艂a,
          a wszyscy dooko艂a udawali,偶e s膮 zadowoleni.
          I jest to rzeczywi艣cie prawdziwy skandal,偶e nasze wsp贸艂czesne dzieci odganiane s膮 od niewinnych horror贸w typu Frankenstein, Van Helsing i sp贸艂ka,nagranych na video,a maj膮 wolny i nieocenzurowany dost臋p do tak potwornej i ociekaj膮cej litrami krwi bajki.Taka brutalna opowie艣膰 mo偶e doprowadzi膰 do nag艂ej metamorfozy ma艂ego dziecka,zamieniaj膮c je w psychopatycznego zab贸jc臋,morduj膮cego bataliony kobiet broni膮 masowego ra偶enia
          i gwa艂c膮cym je po 艣mierci.
          Bajka ta jest poza tym od pocz膮tku do ko艅ca niebotycznym k艂amstwem wyssanym z brudnego palca,kt贸ry nie wiadomo,gdzie si臋 znajdowa艂 podczas pisania.
          Czas ju偶 chyba dojrza艂 do tego,aby ods艂oni膰 przed narodem nag膮 prawd臋 starannie ukrywanych przez dziesi臋ciolecia fakt贸w.
          xxxxxx
          Ca艂膮 t膮 histori臋 zapocz膮tkowa艂 upadek znanej na ca艂ym 艣wiecie
          ze swoich liberalnych,przyjaznych dla ka偶dego cz艂owieka przepis贸w Niemieckiej Republiki Demokratycznej.Po kilku miesi膮cach udanego funkcjonowania wreszcie jednego pa艅stwa niemieckiego,uczonym ameryka艅skim uda艂o si臋 uzyska膰 dost臋p do pilnie do tej pory strze偶onych akt enerdowskiej s艂u偶by wywiadowczej Stasi.Podczas sortowania tysi臋cy kilogram贸w segregator贸w i teczek natrafiono zupe艂nie przypadkowo na skrupulatnie prowadzone akta osobowe babci,Czerwonego Kapturka,le艣niczego i wilka,czyli w zasadzie ca艂ej bajkowej paczki,kt贸ra w艂a艣ciwie nie by艂a a偶 tak bajkowa,jak nale偶a艂oby oczekiwa膰.
          Przedstawicielom naszej redakcji uda艂o si臋 te bezwarto艣ciowe dla Amerykan贸w,a dla nas wr臋cz bezcenne akta wykupi膰.
          Cen膮 by艂o par臋 butelek uwielbianego przez Jankes贸w p艂ynu produkowanego w lasach na Kurpiach i znanego powszechnie pod nazw膮 "Ksi臋偶yc贸wka",lub „Koniak P臋dzony Noc膮”.
          Wszystko to,co wyczytali艣my w dossier,zburzy艂o nasze dotychczasowe przypuszczenia,zachwia艂o naszymi przekonaniami, oraz wstrz膮sn臋艂o nami do g艂臋bi.
          Albowiem prawda jest do艣膰 nieoczekiwana,za艣 nagie fakty zadaj膮 wreszcie k艂am tym wszystkim oszustom,kt贸rzy przez lata uporczywie twierdzili,i偶 opowiadaj膮 w艂a艣nie bajk臋 o Czerwonym Kapturku.Nie marudz膮c ju偶 wi臋cej,chcemy poni偶ej na艣wietli膰 ca艂emu spo艂ecze艅stwu,jak bardzo by艂o oszukiwane przez lata.
          Tu nast臋puje pobie偶ny zarys charakterologiczny wszystkich postaci bior膮cych udzia艂 w akcji:
          Czerwony Kapturek:
          Osobnik ten,przedstawiany z regu艂y jako ma艂a i debilowata dziewczynka,z przylepionym do ust u艣miechem dziwki dworcowej,
          by艂 nieco starszy,ni偶 og贸lnie mo偶na by艂oby przypuszcza膰 i wcale si臋 ci膮gle nie u艣miecha艂.R贸wnie偶 jego ksywka,lub pseudo nie wzi臋艂o si臋 wcale z tytu艂u czerwonej chustki lub innego nakrycia g艂owy,noszonego notorycznie,tylko z powodu wcze艣niejszej,
          aktywnej dzia艂alno艣ci w ko艂ach zbli偶onych do ZSMP i PZPR.
          Dzi臋ki znajomo艣ciom posiadanym w tych偶e parakryminalnych organizacjach,Czerwony Kapturek zdo艂a艂 unikn膮膰
          odpowiedzialno艣ci karnej w zwi膮zku z pope艂nieniem przez niego:
          24 kradzie偶y z w艂amaniem,8 napad贸w z u偶yciem niebezpiecznego narz臋dzia,15 pr贸b samowolnego u偶ycia pojazd贸w mechanicznych, niezliczonych pr贸b gwa艂tu na pensjonariuszach pobliskiego domu starc贸w,oraz licznych akt贸w niszczenia mienia spo艂ecznego
          i wandalizmu pod wp艂ywem alkoholu.Czerwony Kapturek notabene chodzi艂 do lasu wcale nie po to,aby targa膰 ci臋偶ki kosz z 偶arciem dla skretynia艂ej babci,lecz w celu zupe艂nie innym,o czym za chwil臋.
          Babcia:
          Babcia by艂a w rzeczywisto艣ci dziadkiem,kt贸ry wi臋cej pi艂 ni偶 jad艂.
          P艂yn przez niego wypijany nie by艂 w 偶adnym stopniu spokrewniony z wod膮 藕r贸dlan膮,chocia偶 te偶 by艂 czysty.Dziadek nie b臋d膮cy babci膮 pieni膮dze z otrzymywanej renty kombatanckiej przeznacza艂 na
          cotygodniowe wykorzystywanie seksualne Czerwonego Kapturka,
          oraz inne,uprzyjemniaj膮ce 偶ycie,cele.Np.strzelanie do dzika
          z ka艂asznikowa,zgubionego przez Rosjan,przechodz膮cych po pijaku przez zielon膮 granic臋,oraz zakup nielegalnych kopii film贸w przyrodniczych.
          Twierdzenie,jakoby dziadek by艂 z Kapturkiem spokrewniony,
          nale偶y w艂o偶y膰 mi臋dzy bajki.Wersja o rodzinie zosta艂a wymy艣lona
          i kolportowana przez seniora,aby unikn膮膰 ewentualnego oskar偶enia o seksualne molestowanie nieletnich.
          Po osi膮gni臋ciu przez Kapturka odpowiedniego wieku nikt nie pr贸bowa艂 wi臋cej niczego wyja艣nia膰,bo ju偶 nie by艂o i po co.Wszyscy uwa偶ali ich nadal za krewnych i tak ju偶 zosta艂o.
          Wilk:
          Okropny wilk,cho膰by i bardzo si臋 stara艂,nie m贸g艂by wystraszy膰 nawet zwyk艂ego przedszkolaka,bo kto ba艂by si臋 wylinia艂ego ze staro艣ci nerwowego cherlaka,kt贸rego nawet zwyk艂y szum li艣ci
          w lesie przyprawia艂 o atak histerycznego przera偶enia.
          Wilk przesta艂 by膰 mi臋so偶erny od czasu,kiedy ze staro艣ci wypad艂y mu ostatnie z臋by.Aby nie zdechn膮膰 z g艂odu,偶ywi艂 si臋 sianem wyk艂adanym w 偶艂obach dla saren,oraz mchem i paproci膮.
          Mieszka艅cy pobliskich wsi znali wilka z widzenia.Litowali si臋 czasem nad nim,podrzucaj膮c troch臋 mleka,zostawianego w pobli偶u gospodarstwa,albo porcj臋 kartoflanego puree,偶eby zwierzak troch臋 podjad艂,nawet nie dysponuj膮c z臋bami.
          Straszny wilk by艂 tak naprawd臋 w strasznym stanie i wszystko,co na jego temat si臋 wygaduje,to nic innego,jak tylko wredne pom贸wienia,oraz paszkwile literackie.
          Le艣niczy:
          Pan le艣niczy,a nie gajowy,jak to si臋 b艂臋dnie podaje,mia艂 czuwa膰 nad lasem.Naj艣mieszniejsze jest to,偶e,jak wynika z dokument贸w, prawie nigdy w swoim lesie nie bywa艂,chocia偶 bra艂 za to pieni膮dze.
          Jego prawdziw膮 nami臋tno艣ci膮 by艂o zwiedzanie burdeli po艂o偶onych w najodleglejszych zak膮tkach kuli ziemskiej i dog艂臋bne poznawanie ich pracownic.Pieni膮dze na te zbo偶ne cele czerpa艂
          z bardzo zasobnego i wysoko oprocentowanego konta
          w Luksemburgu,odziedziczonego po przedwcze艣nie zmar艂ej na przedawkowanie szampana babci,kt贸ra mia艂a bardzo dziwne koligacje z najbardziej zamo偶nymi dworami ksi膮偶ecymi w Europie i poza ni膮.Mimo,i偶 babcia nie 偶y艂a,wci膮偶 wp艂ywa艂y na jej konto wysokie sumy pieni臋dzy,dobrowolnie wp艂acane przez zamo偶ne rody ksi膮偶ece za niepublikowanie fotografii z r贸偶nych czynno艣ci seksualnych babci i monarch贸w p艂ci obojga.Le艣niczy poza tym zagl膮da艂 do lasu jedynie w celach rehabilitacyjnych,gdy偶 jak wszystkim wiadomo,zdrowe,le艣ne powietrze sprzyja leczeniu chor贸b wenerycznych.
          • leziox Re: Czerwony Kapturek-wersja warminska part 2. 05.12.10, 14:20
            Jak zawsze w soboty,Czerwony Kapturek,nazwijmy go w skr贸cie CzeKa,wybiera艂 si臋 z wizyt膮 do dziadka,kt贸ry zreszt膮 nigdy nie by艂 chory na cokolwiek,chyba 偶e na kaca.Swoj膮 godn膮 podziwu t臋偶yzn臋 fizyczn膮 zawdzi臋cza艂 dziadek rze艣kiemu le艣nemu
            powietrzu,nieska偶onemu chemicznie mi臋su dziczyzny 艂owionej nielegalnie w sid艂a i ustrzelonej z ka艂acha,jak te偶 samogonowi p臋dzonemu w ilo艣ciach wykraczaj膮cych poza logiczne rozumowanie gatunku homo sapiens.
            Naturalnie,r贸wnie偶 nocne 膰wiczenia uprawiane z CzeKa wp艂ywa艂y korzystnie na dziadkowe samopoczucie.Sprzeda偶 kradzionego na skal臋 przemys艂ow膮 drewna wspomaga艂a finanse,a walizka z walut膮 obc膮 zakopana w piwnicy stale przybiera艂a na wadze.
            W sobot臋 ogl膮da艂 senior filmy pornograficzne znoszone mu masowo przez Czerwonego Kapturka,pi艂 samogon i robi艂 wiele innych mi艂ych rzeczy.
            Wspomnanego dnia dziadek zaj臋ty by艂,jakby inaczej,destylacj膮 alkoholu etylowego,gdy dziewczynka wkroczy艂a na podw贸rko,艣piewaj膮c na melodi臋 dobranocki "Piaskowy Dziadek":
            „-Dziadku,drogi dziadku,jak bardzo chce si臋 pi膰!
            Otwieraj flaszk臋 ju偶,wyjmuj szk艂o
            Wnuczka mo偶e zn贸w u ciebie by膰
            Chce zobaczy膰 w butelce dno!”
            -Aaa,cze艣膰 wnuczka,bo akurat o tobie my艣la艂em!-krzykn膮艂 dziadek,przytulaj膮c CzeKa serdecznie do siebie i g艂aszcz膮c j膮 pieszczotliwie po pupci,jak to zwykle robi膮 dziadki z wnuczkami.
            -Masz tu szklank臋 i nie marnuj czasu-rzek艂 senior-spr贸buj dzisiejszej produkcji.Siekiera,偶e konia z n贸g zwali,nie to,co ta woda 40-procentowa,w sklepie sprzedawana!...
            CzeKa fachowo przechyli艂 musztard贸wk臋 z p艂ynem,pij膮c bez prze艂ykania do ko艅ca.Oczy jej wysz艂y na wierzch troch臋 bardziej ni偶 zwykle,ale szybkie zapicie piwem i zagryzienie cebul膮 zaraz pomog艂o.
            -No dziadzia,naprawd臋 siekiera!-wykrztusi艂a wnuczka-ale smaczna i klarowna,czu膰,偶e si臋 co艣 pije!
            -A widzisz,widzisz!-ucieszy艂 si臋 senior-jak ja co艣 zrobi臋,to zawsze jest dobrze,hahaha!
            Kilka nast臋pnych szklanek pomog艂o wprowadzi膰 mi艂y nastr贸j
            w ponurej szopie,gdzie dziadek zmontowa艂 swoje laboratorium. Samogon mi艂o rozgrzewa艂 my艣li i nastraja艂 do rozmy艣la艅,w efekcie czego senior roz艣piewa艂 si臋 nagle,a tematem przewodnim by艂y stare ruskie romanse.CzeKa wystukiwa艂 chochl膮 rytm na wiadrze
            z w贸dk膮,co jaki艣 czas zaczerpuj膮c miark臋,gdy ju偶 w gard艂ach wysch艂o...
            Mniej wi臋cej w tym samym czasie wyg艂odzony straszny wilk,dalej znany pod ksywk膮 Strawi,w艂贸czy艂 si臋 w niedalekiej okolicy,ze znudzeniem prze偶uwaj膮c siano ze 偶艂obu dla saren.Jako 偶e czu艂 si臋 w le艣nych ost臋pach raczej samotnie,lubi艂 podchodzi膰 blisko do wsi,aby pogapi膰 si臋 na 偶ycie jej mieszka艅c贸w,o czym wiedzieli wszyscy i nie zwracali na niego wi臋kszej uwagi.A 偶e w艂a艣nie
            z podw贸rka na skraju wsi zacz臋艂y dobiega膰 艣piewy i ha艂asy,
            podrepta艂 wilk w kierunku zamieszania...
            Nasz dzielny staruszek zaj臋ty by艂 w艂a艣nie nastawianiem kolejnej porcji zacieru w olbrzymim kotle zakupionym kiedy艣 za grosze
            w prawdziwej gorzelni akurat doprowadzanej przez oszust贸w do bankructwa,czyli jak si臋 to modnie wtedy m贸wi艂o-prywatyzowanej.Musia艂 si臋 troch臋 z robot膮 艣pieszy膰,bo nazajutrz mia艂 przyby膰 do niego powa偶ny kupiec z miasta w celu nabycia kilkuset litr贸w spirytusu.Dziadkowy wyr贸b,zdrowy i czysty,cieszy艂 si臋 zas艂u偶onym powodzeniem w wojew贸dztwie,dlatego i klienteli nie brakowa艂o.Praca posuwa艂a si臋 szybko naprz贸d.
            Nagle da艂o si臋 s艂ysze膰 pot臋偶ny rumor i 艂oskot,a偶 zatrz臋s艂o si臋 podw贸rko,po czym zapad艂a g艂ucha cisza.
            -Co za cholera-zakl膮艂 dziadek-trz臋sienie ziemi,czy co?
            Przestraszony CzeKa przytuli艂 si臋 do seniora,jak zwykle
            w stresowej sytuacji m贸wi膮c wierszem:
            -Och dziaduniu,co si臋 dzieje,z nerw贸w g艂owa mi si臋 chwieje
            Mo偶e to s膮 w艂amywacze,co ukradn膮 nasz膮 dacz臋?
            -Wnuczka,ryjka na k艂贸dk臋-szepn膮艂 dziadek-nigdy nie wiadomo,czy to czasem posterunkowy Klekot w pobli偶u si臋 nie zaczai艂.Ale ja na swoim jestem,to i prawa wszelkie posiadam na wypadek poturbowania bandziora,cho膰by on i na niebiesko by艂 ubrany!
            Dla pewno艣ci we藕 wid艂y i id藕 od stodo艂y,a ja zajd臋 od ty艂u, zobaczymy co si臋 dzieje...
            Jak powiedzieli,tak zrobili.Kapturek,ci膮gle nie wierz膮c,i偶 m贸g艂 to by膰 jedynie sier偶ant Klekot,tylko bandyci,skrada艂 si臋 cicho, mrucz膮c pod nosem:
            -Wid艂y w r臋ku nie pomog膮,gdy mnie kopn膮 w buzi臋 nog膮
            Zrobi膮 ze mnie marmolad臋 i karetk膮 st膮d wyjad臋!
            Obawy dziewczynki nie mia艂y jednak specjalnego sensu.Po paru minutach stary zawo艂a艂 CzeKa:
            -E,wnuczka,ju偶 nie sraj w gacie!Si臋 tylko drewko opa艂owe wywali艂o!
            I rzeczywi艣cie.Drewno pouk艂adane ko艂o p艂otu w 艂adny dwupi臋trowy stos run臋艂o nagle,bez specjalnej przyczyny, zasypuj膮c p贸艂 podw贸rka.
            -Cholera jasna,znowu robota sama pcha si臋 w r臋ce-zakl膮艂 dziadek-wszystkie nieszcz臋艣cia spadaj膮 na biednego,schorowanego cz艂owieka.Cho no tu,wnuczka,pouk艂adamy to troch臋.Sporo ludzi do mnie przychodzi,powiedz膮 jeszcze,偶e 艣mietnisko publiczne
            u siebie na podw贸rku otworzy艂em,tego by mi tylko brakowa艂o.
            -Ee,tam,dziadzia...Nawet ci uciekinierzy z wi臋zienia,no wiesz,ci
            z wyrokami za morderstwo,mieszkaj膮cy na bagnach,co po w贸dk臋 do ciebie przychodz膮,nie marudz膮 i m贸wi膮,偶e im si臋 tu podoba...
            -Nie m臋drkuj,tylko zacznijmy ju偶 to uk艂ada膰,bo nas tu ranek zastanie,a wypi膰 co艣 jeszcze trzeba.
            No i wzi臋li si臋 do roboty.Ju偶 pod koniec pracy CzeKa zauwa偶y艂 co艣 siwego,wystaj膮cego spod ostatnich 400 kawa艂k贸w drewna.
            Jak nietrudno si臋 domy艣li膰,siwy ogon i ca艂a reszta nale偶a艂y do wilka,kt贸ry obserwuj膮c podw贸rko,nieopatrznie potr膮ci艂 stos drewna,zwalaj膮c je sobie na 艂eb.Kapturek doszuka艂 si臋 pod drewnem ci膮gu dalszego wilka,wyci膮gaj膮c go na 艣wiat艂o dzienne.
            -Senior,patrz!To ta wylinia艂a le艣na cholera rozpieprzy艂a drewko, kt贸re do tej pory uk艂adamy jak idioci!Czego艣 tu szuka艂,艂ajzo,
            szcz臋艣cia w mi艂o艣ci,czy mo偶e w mord臋,co?
            -A mo偶e w policji zacz膮艂 pracowa膰,przes艂uchaj go wnuczka na t臋 okoliczno艣膰-doda艂 dziadzia.
            -No co wy,nie wyg艂upiajcie si臋-powiedzia艂 wilk ludzkim glosem- przecie偶 wiecie,偶e zawsze by艂em prze艣ladowany za moje demokratyczne przekonania.Ci膮gle przes艂uchania i problemy,a wy mi tu takie zarzuty po oczach,jakbym zas艂u偶y艂.To偶 ja kombatant przecie偶...
            -Ty tu wilk nie filozofuj,tylko prawd臋 m贸w,bo w nocha b臋dzie zaraz z glana-rzek艂 przekonywuj膮co CzeKa.
            -Naprawd臋,jak na spowiedzi m贸wi臋-z pewnym strachem w g艂osie gada艂 wilk-troch臋 u was g艂o艣no by艂o,to pomy艣la艂em sobie-zobacz臋, co tam nowego.A tu nagle mnie co艣 jeb艂o w czach臋 i wi臋cej nic nie pami臋tam.Mo偶e i ciekawski troch臋 jestem,ale 偶eby donosi膰,co to,to nie.Honor sw贸j mam i nie kocham urz臋d贸w jakichkolwiek.
            A tak przy okazji zapytam,skoro tu ju偶 jestem,mo偶e macie co艣 do przegryzienia,bo ci膮gle tylko te siano 偶uj臋.Teraz nie sezon turystyczny,to nikt nawet serka topionego nie podrzuci czy jogurtu.
            -A co ty sobie my艣lisz wilk,u nas to restauracja,czy bar mleczny mo偶e?-dokucza艂 CzeKa-wzi膮艂by艣 si臋 lepiej za jak膮艣 robot臋,za str贸偶a na budowie zatrudni艂,czy co...A ty tylko w艂贸czysz si臋 dniami i nocami po lesie,ci臋偶ko wzdychaj膮c i gadaj膮c do siebie,jak g艂upek.
            -Wnuczka,daj ju偶 spok贸j biedakowi,zobacz,jak on wygl膮da-w艂膮czy艂 si臋 dziadek-zr贸b lepiej dla naszego wilusia drinka,to nie b臋dzie marudzi艂...
            Kapturek,mrucz膮c jeszcze co艣 tam pod nosem,poszed艂 przyrz膮dzi膰 jaki艣 napitek dla niespodziewanego przybysza.D艂ugo nie potrwa艂o
            i ju偶 trzyma艂 Strawi w swojej 艂apie cocktail z wilczej jagody na autovidolu.
            -To ci臋 postawi na nogi,wilk-pociesza艂 dziadek-krew ci inaczej b臋dzie w 偶y艂ach kr膮偶y膰 i nie zamarzniesz,jak zimno przyjdzie.Z nic nie ma nic,wi臋c pijmy,bo si臋 艣ciemnia.
            I tak ca艂a tr贸jka zasiad艂a przy weso艂o buchaj膮cym ogniu,p艂on膮cym pod bulgocz膮cym kocio艂kiem,w kt贸rym dojrzewa艂a najlepsza gorza艂a w okolicy.Wilcze uszy wnet oklap艂y,a oczy zmieni艂y kolor na jaskrawoczerwony,bo dawno on nic ju偶 nie pi艂,za艣 og贸lne os艂abienie wnet da艂o o sobie zna膰.Honor i ambicja niewiele mog艂y mu w tym pom贸c,aby utrzyma膰 si臋 na 艂apach.Wkr贸tce wilk pad艂.
            Rozumie si臋,偶e dziadek z wnuczk膮 pili nadal,co by艂o wi臋cej,ni偶 oczywiste przy ich kondycji.

            • leziox Re: Czerwony Kapturek-wersja warminska part 3. 05.12.10, 14:22
              Traf chcia艂,偶e dok艂adnie w tym samym dniu,o czym nawet nikt, naturalnie nikt opr贸cz agent贸w Stasi,nie wiedzia艂,przyby艂 do wsi le艣niczy,powracaj膮cy tym razem z odwiedzin burdeli w Bangkoku.By艂 nieco os艂abiony po straszliwym,12-godzinnym locie w maszynie pe艂nej przemytnik贸w z warszawskiego bazaru R贸偶yckiego.Ludzie ci odczuli trudno wyt艂umaczaln膮 sympati臋 do pracownika las贸w pa艅stwowych i spili go podczas lotu na um贸r.Ostatnie dwie godziny lotu sp臋dzi艂 le艣niczy pod fotelem w ka艂u偶y w艂asnych pawi,sk膮d zosta艂 wyci膮gni臋ty dopiero na lotnisku przez s艂u偶b臋 graniczn膮,oraz pracownik贸w urz臋du do spraw imigracji.
              Po wyrzuceniu przez ochroniarzy na zbity ryj z terenu lotniska,
              dotarl le艣niczy z potwornym kacem na 艣mierdz膮cy moczem dworzec centralny,sk膮d jecha艂 potem kilka godzin nocnym poci膮giem do ko艂acz膮cej mu si臋 w my艣lach miejscowo艣ci,gdzie
              spodziewa艂 si臋 napotka膰 ludzi mu znanych.
              Po zupe艂nie przypadkowym trafieniu do domu,stwierdzi艂 le艣nik,偶e jak na z艂o艣膰,w le艣nicz贸wce wysch艂a w贸dka,kt贸r膮 mo偶na by艂oby zaleczy膰 kaca,co samo w sobie by艂o ju偶 koszmarne.
              W najbli偶szej okolicy mo偶na by艂o w tym wypadku liczy膰 tylko na dziadka,u kt贸rego w贸dki nigdy nie zabrak艂o.Czy za Ruskich,czy za okupacji,czy za komuny-no i teraz w czasach kapitalizmu-zawsze m贸g艂 tam cz艂owiek co艣 mi艂ego dla siebie znale藕膰.Kolejne pokolenia zakupywa艂y towar u dziadka.Nikt z miejscowych tak naprawd臋 nie wiedzia艂 za choler臋,ile staruszek ma lat,ale te偶 nikt jako艣 go o to nie pyta艂.Byli tacy,co uwa偶ali go za wampira,inni twierdzili,偶e ju偶 ich pradziadowie za cara zaopatrywali si臋 tam w gorza艂k臋 i wskazywali na 藕r贸d艂a
              w kronikach,wspominaj膮ce seniora osob臋 oraz kar臋 w rublach carskich zap艂acon膮 za nielegalne bimbrownictwo,jednak nikt nie wiedzia艂 nic pewnego.Tym bardziej,偶e osoby,bardziej dr膮偶膮ce ten temat dawno zagin臋艂y w niewyja艣nionych okoliczno艣ciach podczas prac polowych,albo dojenia byd艂a w stodole,odleg艂ej o 20 metr贸w od domu,za艣 nowych ch臋tnych do wyja艣nienia tajemnicy nie by艂o...
              Pomijaj膮c wszystkie plotki,wyci膮gn膮艂 le艣niczy z szopy starego Junaka,kt贸rego wygra艂 kiedy艣 w karty od s膮siada i z niejakim trudem odpali艂 go,a potem,kln膮c straszliwie,pop臋dzi艂 w mrok.
              W promieniu kilku kilometr贸w ryk silnika wyp艂oszy艂 bez reszty dzik膮 zwierzyn臋 i k艂usownik贸w,a drgawki trz臋s膮cego le艣niczym alkoholowego delirium udziela艂y si臋 do tego stopnia motocyklowi, 偶e a偶 prowadzi膰 by艂o trudno.
              Wibruj膮c tak razem z maszyn膮 dotar艂 on wreszcie do cudownego 藕r贸de艂ka z wod膮 偶ycia,mieszcz膮cego si臋 u dziadka w szopie.
              S艂ysz膮c potworny odg艂os zdezelowanego,pozbawionego t艂umika Junaka,kt贸ry ledwo zahamowa艂 przed wjazdem,starszy spojrza艂
              w kierunku bramy:
              -Ooo,le艣niczyyyy!-krzykn膮艂 senior z pijackim grymasem na twarzy, maj膮cym oznacza膰 u艣miech-no,co tam s艂ycha膰?Nie wiesz pewnie,czy las jeszcze stoi?A pieni膮偶ki lec膮 co miesi膮c na
              wyp艂at臋 i to za darmo z nadle艣nictwa,nie?Oj,dobra robota!
              -Ty mnie tu lasu nie wypominaj-rzek艂 gniewnie skacowany le艣niczy,przewracaj膮c si臋 przy tym z 艂oskotem razem
              z motocyklem na ziemi臋-jak go jeszcze ca艂kiem nie rozkrad艂e艣,to pewnie i stoi!
              -A tam,gadanie,to偶 ka偶dy wie,偶e dusza u mnie czysta
              i nie splamiona-niewinnie powiedzia艂 dziadek-a jak czasem troch臋 chrustu z lasu przynios臋,to nikomu nie ub臋dzie i las si臋 wyczy艣ci...
              -Takim czyszczeniem to z puszczy nad Amazonk膮 mo偶na Sahar臋
              zrobi膰.Ostatnim razem to jakie艣 20 przyczep traktorowych tego chrustu by艂o.I nawet na twoje podw贸rko nie trafi艂,tylko pojecha艂o wszystko w stron臋 miasta,a ty nie mog艂e艣 zap艂aty za ten chrust w kiesze艅 upcha膰.Sarny mi to wszystko na ucho wyszepta艂y.
              Ale teraz ju偶 za p贸藕no na udowadnianie,zreszt膮 w innej sprawie tu przyjecha艂em.Gorza艂y mi zabrak艂o,to kupi膰 bym co艣 chcia艂 u ciebie...
              M贸wi膮c to,le艣nik si臋 zachwia艂 i trac膮c r贸wnowag臋 wyl膮dowa艂 na czym艣 wygl膮daj膮cym,jak stary,przykurzony worek.
              -No co,le艣niczy,brakuje we krwi kalorii,co?Tam w Tajlandii w贸dka chyba s艂absza musi by膰,albo zatruta deko,bo po mojej samogonce nigdy tak tob膮 nie rzuca艂o-za艣mia艂 si臋 dziadek-chwiejesz si臋 jak trawa na wietrze.Poza tym za d艂ugo nie wyleguj si臋 tam,gdzie akurat opad艂e艣,bo swojemu pupilkowi na futerko zaszkodzisz, ca艂kiem wylinieje,hahaha!!!
              Le艣niczy spojrza艂 w d贸艂,przygl膮daj膮c si臋 nieco uwa偶niej swojemu tymczasowemu fotelowi,po czym g艂os zamar艂 mu w gardle,a twarz poblad艂a,jakby ducha zobaczy艂,co si臋 zreszt膮 prawie zgadza艂o.
              -Przecie偶 to ten biedak wilk,m贸j Bo偶e!Co wy艣cie z nim zrobili,wy bydlaki,k艂usownicy!I tak ledwo 偶ycia si臋 trzyma艂,prawie zabytkowy w tych lasach by艂,zreszt膮 ostatni,a teraz le偶y tu martwy,bo banda zdegenerowanych sadystycznych zwyrodnialc贸w go dopad艂a!Co,z Niemiec na sk贸r臋 mieli艣cie zam贸wienie?!
              I nie zostawiaj膮c czasu na wyja艣nienia,rzuci艂 si臋 le艣nik z pi臋艣ciami na dziadka i CzeKa,chc膮c w nich wymusi膰 wi臋kszy szacunek dla le艣nej zwierzyny.Dziewczynka niespodziewanie fachowo podstawi艂a le艣niczemu nog臋,a zaraz potem,nadaj膮c mu wi臋kszego rozp臋du,kopn臋艂a go z ca艂ej si艂y w plecy.Jakby od niechcenia, machn膮艂 dziadek swoj膮 艂opatowat膮 d艂oni膮 w kierunku nadlatuj膮cego le艣nika,bezb艂臋dnie trafiaj膮c go w paszcz臋k臋
              i odsy艂aj膮c na par臋 chwil w ciemno艣膰.Senior na brak krzepy nigdy nie narzeka艂,co nieraz wykorzystywa艂 podczas wizyt w wiejskiej gospodzie...
              Przebudzenie le艣niczego by艂o ch艂odne i niemi艂e,spowodowane wiadrem wody na niego wylanym.
              -Patrz wnuczka,jeszcze 偶yje ta kanalia,co nas chcia艂a pobi膰. Mnie,schorowanego starca i ciebie,m艂odocian膮 dziewczynk臋,s艂ab膮 jak kr贸liczek.To co,dzwonimy na policj臋 czy jak?
              -A dzwo艅cie,dzwo艅cie,chuliga艅ska bando-wymamrota艂 dopiero co
              ocucony le艣niczy-ciekawe jak wyt艂umaczycie obecno艣膰 martwego
              wilka na waszym podw贸rku.Zaraz was za klusownictwo zamkn膮,
              do tego dojdzie jeszcze pobicie.Mo偶e i dobrze,spok贸j b臋dzie we wsi na jaki艣 czas...
              -Dziadek,od tego w艂贸czenia si臋 po 艣wiecie le艣nik nam ca艂kiem zwariowa艂.Jaki martwy wilk,jak pragn臋 zdrowia,gdzie?
              -Wnuczka,nie dyskutuj z wariatem,tylko przywal mu jeszcze raz
              w mord臋,to mo偶e mu si臋 polepszy!Jak ta zielonka my艣li,偶e my izba wytrze藕wie艅 dla jego futrzak贸w jeste艣my,to niech go sobie st膮d zabiera do le艣nicz贸wki i tam si臋 nad nim roztkliwia.Co za zwierzyna si臋 teraz w lesie porobi艂a,same abstynenty,psiakrew! Litra wypi艂 i odjazd!Nie to,co przed wojn膮!
              -Przed kt贸r膮 wojn膮,dziadku?-niewinnie zapyta艂 CzeKa,ale senior uda艂,偶e nie us艂ysza艂 pytania.
              -A co do pobicia-doda艂 dziadzia-to ka偶dy we wsi widzia艂,jak po pijanemu potkn膮艂e艣 si臋 o kawa艂 drewna i upad艂e艣 na pysk.Mog臋 zaraz ze dwudziestu 艣wiadk贸w sprowadzi膰,co to widzieli...
              W tej samej chwili Strawi ockn膮艂 si臋 na moment i rzuci艂 okaza艂ego pawia na spodnie i buty le艣niczego,przerywaj膮c znienacka k艂贸tni臋.
              -Ach ty bydlaku nieokrzesany-rykn膮艂 le艣niczy-to ja tu mord臋 za ciebie nadstawiam,偶a艂uj臋,偶e ci臋 ukatrupili,a ty w podzi臋ce na mnie rzygasz!Nic,tylko ci臋 na konserwy dla kot贸w przerobi膰,a futro w publicznym kiblu wy艂o偶y膰 jako wycieraczk臋,tyyyy!...
              Dalszej odpowiedzi ze strony wilka nie by艂o,czego zreszt膮 nale偶a艂o si臋 spodziewa膰.
              CzeKa i dziadek d艂ugo jeszcze zarykiwali si臋 ze 艣miechu,z艂oszcz膮c le艣niczego.I nawet profilaktyczne opuszczenie go dla kawa艂u g艂ow膮 w d贸艂 do 40-metrowej studni,przywi膮zanego za jedn膮 nog臋 do 艂a艅cucha nie poprawi艂o mu humoru.
              Dopiero gdzie艣 po pi膮tej szklance gorza艂y nabra艂 le艣nik troch臋 wigoru,u艣miechaj膮c si臋 nawet czasem.A 偶e chyba brakowa艂o mu nieco towarzystwa wilka,zacz膮艂 go budzi膰,pocz膮tkowo bez efektu.Jednak偶e niezawodnej wody nie brakowa艂o;r贸wnie偶 wilk mia艂 okazj臋 za艂apania si臋 na prysznic z艂o偶ony z kilku wiader.
              Z bol膮cym 艂bem,za艣liniony i z roz艂a偶膮cymi si臋 na boki 艂apami dowl贸k艂 si臋 Strawi do ogniska,gdzie otrzyma艂 na pokrzepienie szk艂o do opr贸偶nienia,co postawi艂o go jako tako na czworaki.I tak nasza bajkowa paczka siedzia艂a przy ognisku wreszcie ze sob膮 pogodzona,weso艂a i odpr臋偶ona.
              • leziox Re: Czerwony Kapturek-wersja warminska part 4. 05.12.10, 14:24
                艢miano si臋 z kawa艂贸w le艣niczego traktuj膮cych g艂贸wnie o kurwach
                i burdelach,popijano samogon i 艣piewano ruskie romanse,wyj膮c wraz z wilkiem do ksi臋偶yca.A CzeKa nawet specjalnie si臋 nie obra偶a艂,gdy le偶niczy podszczypa艂 go tu i 贸wdzie.
                Wbrew temu,co pisze si臋 w zak艂amanej i sfa艂szowanej bajce,nikt nikogo nie zastrzeli艂,ani nie rozpru艂 no偶em,co brzmi na pewno bardziej humanitarnie,ni偶 wymy艣lone przez jakiego艣 perwersyjnego zbocze艅ca horrory.
                Wszystko naprawd臋 sko艅czy艂o si臋 znacznie milej,a nasz膮 czw贸rk臋 po艂膮czy艂y wkr贸tce wsp贸lne interesy.
                Le艣niczy,zaniedbuj膮c nieco wizyty w Tajlandii i wykorzystuj膮c luki prawne,za艂o偶y艂 agencj臋 towarzysk膮,co by艂o przecie偶 r贸wnie mi艂e, jak wizyty w zagranicznych domach publicznych.
                CzeKa za po偶yczone od dziadka pieni膮dze przyst膮pi艂a do sp贸艂ki
                z le艣niczym,prowadz膮c z nim jego agencj臋.
                Dziadek pozosta艂 wierny swojemu dawnemu zaj臋ciu,otwieraj膮c wielk膮,legaln膮 gorzelni臋 i daj膮c zatrudnienie dla 120 os贸b,za co otrzymywa艂 du偶膮 ulg臋 podatkow膮 i dodatek z gminy.
                Na miejscu dawnej,wysoko ubezpieczonej chaty,kt贸ra sp艂on臋艂a kt贸rego艣 dnia z nieznanych przyczyn,postawi艂 du偶膮 will臋 w stylu secesyjnym,aby,jak mawia艂,czu膰 si臋 jak przedwojenny hrabia.
                Posterunkowy Klekot pracowa艂 teraz na p贸艂 etatu w charakterze portiera w gorzelni dziadka i jego wredne knowania sko艅czy艂y si臋 z chwil膮 zatrudnienia raz na zawsze.
                Jako osobistego ochroniarza zatrudni艂 dziadek wilka,wstawiaj膮c mu za granic膮 wszystkie z臋by,aby ju偶 nigdy nie musia艂 si臋 zwierzak o艣miesza膰,jedz膮c razem z sarnami siano ze 偶艂obu.
                Strawi odwdzi臋cza艂 si臋 dziadkowi 100%-w膮 lojalno艣ci膮,mieszkaj膮c w jego domu i 艣pi膮c na wielkiej sk贸rzanej kanapie,niedaleko kt贸rej stoi olbrzymi telewizor ze 100 programami.Wieloma
                o zwierz臋tach.
                Niekt贸rzy we wsi zacz臋li nasz膮 czw贸rk臋 nazywa膰 mafi膮,ale czego to nie wygaduj膮 zawistni ludzie,gdy komu艣 uda si臋 odnie艣膰 sukces.
                Zw艂aszcza,i偶 plotki plotkami,a ca艂a wie艣 po偶ycza艂a na niewielki procent pieni膮dze od naszych bohater贸w,nie musz膮c chodzi膰 do banku...
                Niniejsza opowie艣膰 powoli dobiega ko艅ca,tym samym wype艂niaj膮c pisarski obowi膮zek wyja艣niania bia艂ych plam i zak艂amania, panosz膮cego si臋 tak samo w 艣redniowieczu,jak i teraz.
                Spisana przez nas historia z krwawego,potwornego horroru
                o Czerwonym Kapturku zamieni艂a si臋 w mi艂y epos o przyja藕ni
                i optymizmie,za co podzi臋kuj膮 nam z pewno艣ci膮 przysz艂e pokolenia.
                A teraz drogie dzieci,mordy w kube艂...eehm,to znaczy-umyjcie r膮czki,z膮bki i buzie-pora spa膰.

                THE END

                COPYRIGHT BY LEZIOX







                • leziox Polski balwanek 05.12.10, 19:57
                  Ba艂wanek

                  Balwanek 艣nie偶ny,l艣ni膮cy i bia艂y
                  Stoi tu sobie ku zimy chwa艂y
                  Stoi na mrozie lecz mu nie zimno
                  Chocia偶 jest mro藕no i ca艂kiem ciemno

                  Stoi ba艂wanek,patrzy woko艂o
                  Dziwi si臋 艣wiatu tak tutaj stoj膮c
                  Taki ba艂wanek,艣liczny i czysty
                  Jak jest sumienie pana lobbysty

                  Tu na podw贸rku mo偶e sta膰 sobie
                  Gdzie indziej by艂by ju偶 w 艣nie偶nym grobie
                  My szanujemy cudz膮 robot臋
                  Jak kto ba艂wanka ze 艣niegu ukopie

                  Stoi ba艂wanek,deczko oszczany
                  Pieski przychodz膮,suczki i pany
                  Na co艣 la膰 trzeba m贸wi im dusza
                  Siu艣nie w balwanka i zn贸w w 艣wiat rusza

                  Ba艂wanek 艣nie偶ny troch臋 zszarza艂y
                  Nie jest na dzisiaj ju偶 taki bia艂y
                  Pan z ci臋偶ar贸wki mu r膮czk臋 urwa艂
                  A garnek z g艂贸wki d艂ugo si臋 turla艂

                  Stoi ba艂wanek,marchew ukradli
                  Pili ci winko,warzywko zjadli
                  Jakos mniej 艣niegu w nim chocia偶 bia艂y
                  Jakby przez noc mu i 艣nieg zajebali

                  Ze dwa dni trwa艂o nim ba艂wan pad艂
                  Kopa艂 go ka偶dy,i ma艂y i dziad
                  Zbyt bia艂y by艂 jakby w naszym tym kraju
                  Rzuca艂 si臋 w oczy,wi臋c poszed艂 do raju

                  A gdyby was to tu nie wystraszy艂o
                  Cho膰 powiem szczerze-jest mi niemi艂o
                  Pami臋ta膰 nale偶y wci膮偶 o tym rodaku
                  B膮d藕 ty na poziomie i nie tra膰 ty smaku

                  Wychylisz si臋 deczko i znany si臋 zrobisz
                  Twe szcz臋艣cie-jak tylko deseczk膮 zarobisz
                  A t艂um ci臋 z poziomem wnet zr贸wna jak nic
                  呕e masz tutaj szanse?To pic!

                  THE END

                  Copyright by Leziox


                  • leziox Pterodaktylizm poranny 06.12.10, 12:35
                    Pterodaktylizm

                    W艣r贸d g膮szczy internetowych 艂膮czy,
                    Schowane gdzie艣 w mieszkaniu
                    Na peryferii wygnaniu
                    Czai si臋 dziwne zwierz臋,艣niac o ofierze

                    Wrzaskliwe,pstrokate i p艂oche
                    Misj臋 dziejow膮 sobie uroi艂o
                    Aby wszystkim by艂o mi艂o
                    Tak sobie kombinuje,gdy si臋 loguje

                    Zwierz臋ce macki wyci膮ga niekr贸tkie
                    Chce dotrze膰 na ka偶de zadupie
                    Tam gdzie wszyscy s膮 w kupie
                    Forum opanowuje,jak co艣 tam popiskuje

                    Gdy 艣pisz sobie s艂odko w 艂贸偶eczku
                    A tu nagle z rana,kochany,kochana
                    Wrzask si臋 rozlega po ziemi kresy
                    Jam budzik-wstawajcie marginesy!

                    I ka偶dy udaje 偶e mu tak b艂ogo
                    Ach,zwierzaku,jak to pi臋knie
                    Z rana zerwa膰 si臋 z wyra sm臋tnie
                    I drze膰 te偶 pospo艂u pysk-co za zysk

                    Jam nie istota poranna zaiste
                    Denerwuj膮 mnie ryki jak z piek艂a peryferii
                    Dostaj臋 wnet gro藕nej histerii
                    Jak s艂ysz臋 wrzaski zwierza-nie nietoperza

                    I tak sobie my艣l臋 spokojnie jak wariat
                    Zwierzaczek pstrokaty zn贸w mnie budzi
                    Jak innych te偶 tu ludzi
                    Mo偶e by zwierza obuszkiem-w n贸偶k臋?

                    Noc zapada nad ziemskim pado艂em
                    Ucicha wrzask i ryk zwierz臋cia wrednego
                    Tego zawsze samego
                    By rano wystraszy膰 mnie znowu-gdzie chodu?

                    Pterodaktylizm choroba niezwyk艂a
                    Nikt nie wie 偶e zwierz臋 na wrzaski chore
                    Nosi w sobie potwor臋
                    Wypij臋 setuchn臋-zwierza w 艂epek-nim og艂uchn臋

                    W ten spos贸b si臋 niepok贸j sko艅czy codzienny
                    B臋d臋 spa艂 tyle ile zechc臋 sobie z rana
                    Bez zwierza przeszkadzania
                    Pterodaktyle kopalniane-czas i dla was na spanie!

                    THE END


                    Copyright by Leziox
                    • leziox 2010/11 01.01.11, 20:52
                      2010/11

                      Rok nam strzeli艂 jak z armaty
                      Kopa艂 w ty艂ek,dzieli艂 baty
                      Pozbawiaj膮c si艂y,mienia
                      Cz臋sto by艂 nie do zniesienia

                      呕ycie r贸偶nie si臋 toczy艂o
                      Czasem by艂o nawet mi艂o
                      Mi艂o艣膰,seks i nowe dzieci
                      Kraj nam ju偶 przyrostem 艣wieci

                      Praca,stress i upomnienia
                      Troski,smutki,poronienia
                      Samob贸jstwa i brak si艂y
                      Nie by艂 roczek ten zbyt mi艂y

                      Teraz krzyw膮 ma mordeczk臋
                      Ju偶 pakuje swoj膮 teczk臋
                      Dzi艣 powiemy dla przyk艂adu
                      S艂owa znanesmirkpieprzaj dziadu!

                      Polityka i religia
                      Nie wrzucana dzi艣 do tygla
                      Jak jest-przecie偶 wszyscy wiecie
                      Dzia艂o si臋 wszak i na 艣wiecie

                      W internecie znajomo艣ci
                      Nowe twarze i pod艂o艣ci
                      I przyja藕nie wci膮偶 kwitn膮ce
                      Jak ta trawka.Gdzie艣 na 艂膮ce

                      Ceny w g贸r臋,kasy ma艂o
                      I podwy偶k臋 by si臋 chcia艂o
                      Szef ci powie-to wynocha
                      Nawet go nie walniesz w nocha

                      Szaro jest no i paskudnie
                      Nie pocieszam wi臋c ob艂udnie
                      I偶 polepszy sie od jutra
                      Czasem b臋dzie mina smutna

                      Lecz dzi艣 sk艂adam wam wyrazy
                      Powtarzane z tysi膮c razy
                      Bawcie sie no i weselcie
                      I Sylwester gicio miejcie

                      A gdy minie rok ten stary
                      I nadejdzie g贸wniarz ma艂y
                      B臋d膮 gwiazdy wci膮偶 na niebie
                      Wy szanujcie bli藕nich,siebie

                      Niech wam roczek nowy darzy
                      Niech wam szcz臋艣cia moc wymarzy
                      Niech nadzieja w was wci膮偶 nowa
                      B臋dzie dobrze!Spoko glowa!

                      Niech was zawsze ju偶 omija
                      Brak orgazmu,grypa,ki艂a
                      Brak czasowy pr膮cia stania
                      Spadki formy,po艂amania

                      Niech na艂ogi i choroby
                      Nie rujnuj膮 wam w膮troby
                      Niech was to omija dra艅stwo
                      Najlepszego,mili Pa艅stwo!

                      THE END
                      Copyright by Leziox
                      • black-sandra Re: 2010/11 01.02.11, 23:18
                        Wiedzialam ze z tego rymowania cos musialo sie urodzic hahaha,,,smile
                        • leziox Czlowiek spokojny 12.03.11, 21:35
                          Z pami臋tnika cz艂owieka spokojnego

                          Chodzi艂a bakteria po mym wn臋trza ciele
                          M臋czy艂a gor膮czk膮,znaczy艂a niewiele
                          Du偶膮 tak tabletk膮 艣cierwu przywali艂em
                          Gdy bakteria pad艂a,ja si臋 nie zmartwi艂em

                          Muszka mi wlecia艂a w mieszkaniow膮 nisz臋
                          Bzycza艂a tak g艂o艣no,zak艂贸caj膮c cisz臋
                          Wzi膮艂em ja taboret,w 艂epek przyjeba艂em
                          Muszka precz do raju i ju偶 cicho mia艂em

                          Pszczo艂a si臋 podkrad艂a,chcia艂a ukra艣膰 miodu
                          Gdyby si臋 uda艂o,by艂aby do przodu
                          Kij m贸j bejsbolowy by艂 jednak przeszkod膮
                          Nic ju偶 nie wyniesie,wszyscy z tym si臋 zgodz膮

                          Ptaszek jest malutki,strzelba moja du偶a
                          Wnet j膮 prze艂aduj臋,bo mnie ptaszek wkurza
                          艁azi gad i 膰wierka,skacze po ogrodzie
                          Strata to niewielka je艣li mu przy艂o偶臋

                          Dwa naboje w lufie-huk艂o jak cholera
                          Tam gdzie 艂azi艂 ptaszek,dziura w glebie teraz
                          Sm臋tne pi贸rko tylko wzlatuje na wietrze
                          Gdy przyleci drugi,jemu te偶 przypieprz臋

                          Ach ta cisza b艂oga jak mi z ni膮 rado艣nie
                          Wszak偶e zn贸w przeszkadza艂 dzi臋cio艂 tam na so艣nie
                          呕e daleko by艂o,u偶y艂em bazuki
                          Sosny wprawdzie nie ma,lecz umilk艂y stuki

                          Skowronka jest trudno wy艣ledzi膰 skuba艅ca
                          Kiedy drze sw膮 mord臋 na niebie tak z ra艅ca
                          Zdalnie kierowana ta rakieta by艂a
                          Znalaz艂a bydlaka i wrzask umorzy艂a

                          Niech nie my艣l膮 ludzie 偶e mam co do ptak贸w
                          Byle dzioby zamk艂y,stado wrednych szpak贸w
                          Du偶o ich tam by艂o,no to gaz bojowy
                          Pu艣ci艂em na ogr贸d-ka偶dy szpak gotowy

                          Pia艂 kogucik rano,my艣la艂-robi dobrze
                          Budzi艂 mnie o 艣wicie,ha艂asuj膮c szczodrze
                          Rzuci艂em siekier膮 tak dla 偶artu chyba
                          P艂ywa ju偶 w rosole kogucik jak ryba

                          Chodzi艂 kotek sobie w ogrodowych krzaczkach
                          Miaucza艂 i spa膰 nie da艂,taka kocia sraczka
                          Wyci膮gn膮艂em z szafy ten po dziadku granat
                          Podrzuci艂em kotu i pofrun膮艂 zaraz

                          Piesek szczeka艂 g艂o艣no,w艣ciek艂y pewnie jaki
                          Cisz臋 mi przep臋dza艂,z艂o艣liwy by艂 taki
                          Da艂em mu kie艂baski z kablem w niej od pr膮du
                          Do gniazdka w艂o偶y艂em wtyczk臋 do przyrz膮du

                          Nawet nie hukn臋艂o,tylko poiskrzy艂o
                          Pierdoln膮艂 bezpiecznik,wnet po piesku by艂o
                          Niech nie my艣li bydl臋,taka jego rasa
                          I偶 za darmo by艂a dla niego kie艂basa

                          Lubi臋 cisz臋 wok贸艂,nie lubi臋 ha艂asu
                          Jam spokojny cz艂owiek,nie marnuj臋 czasu
                          Kiedy cisz臋 znowu bydl臋 jakie艣 kradnie
                          Mog臋 by膰 brutalny,a to tak nie艂adnie

                          Wy艂y wilki w nocy,pewnie tak dla 艣miechu
                          Bezrozumne ssaki,nie pozna艂y grzechu
                          Wsiad艂em w helikopter,postrzela艂em z g贸ry
                          W przedpokoju le偶膮 艂adne wilcze sk贸ry

                          Rycza艂 jele艅 g艂o艣no na swym rykowisku
                          Nie chcia艂em bejsbolem t艂uc mendy po pysku
                          Lecz nie odm贸wi艂em serii mu z ka艂asza
                          Niech w zwierz臋cym raju sarny swe zaprasza

                          Tr膮bi艂 s艂o艅 w pobliskim zoo kiedy艣 ciemn膮 noc膮
                          G艂o艣ne by艂y te偶 zwierz臋ta co zwykle jazgocz膮
                          Karabin z lunet膮 mia艂em i noktowizorem
                          Zoo teraz jest zamkni臋te,cisza za艣 wieczorem

                          Niech nie my艣l膮 ludzie 偶e mam co艣 do zwierz膮t
                          P贸ki one sobie gdzie艣 tam w norach siedz膮
                          Wysz艂y dziki g艂o艣ne na le艣n膮 przesiek臋
                          Dzisiaj na kolacj臋 dziczyzn臋 upiek臋

                          Bieg艂y sobie dzieci wrzeszcz膮c tak w swawoli
                          Dar艂y mordy g艂o艣no jakby je kto goni艂
                          Wyskoczy艂em z krzak贸w do nich z karabinem
                          Teraz robi膮 k贸艂ko przez Sta艣ka brzezin臋

                          Cisza to jest rozkosz tak wspania艂a dla mnie
                          Nic mnie nie przeszkadza kiedy le偶臋 w wannie
                          S膮siad gruby stuka艂 dzi艣 w samo po艂udnie
                          Potkn膮艂 si臋 na dole,za艣 w szpitalu schudnie

                          Jecha艂 kto艣 ulic膮,auto by艂o g艂o艣ne
                          Wpad艂 niechc膮cy w po艣lizg,zawisn膮艂 na so艣nie
                          Trzeba dba膰 o pojazd 偶eby cicho jecha艂
                          Aby艣 si臋 na so艣nie g艂upio nie u艣miecha艂

                          Szko艂a sta艂a obok mojego mieszkania
                          Ha艂as by艂 okropny bez opanowania
                          Budynku ju偶 nie ma bo wzi膮艂 si臋 zawali艂
                          Po tym kiedy w nocy niechc膮cy si臋 spali艂

                          Niech nie my艣l膮 ludzie 偶e mam co艣 do ludzi
                          P贸ki 偶aden 艂apciuch z drzemki mnie nie zbudzi
                          Nie chc臋 by膰 brutalny,nie lubi臋 przemocy
                          Tylko zawsze kto艣 mi na odciski skoczy

                          Wreszcie 艣wiat mnie wkurwia膰 zacz膮艂 g艂o艣ny taki
                          Ha艂as,chaos,nerwy i g艂o艣ne zwierzaki
                          Wkrad艂em si臋 do rakiet ja raz bazy ma艂ej
                          I wszystkie atomki precz ja wystrzela艂em

                          D艂ugo to nie trwa艂o,ledwie p贸艂 godziny
                          Ruscy wystrzelili,do艂膮czy艂y Chiny
                          Nie ma ju偶 na 艣wiecie ni jednego ludzia
                          Co by chodzi艂 tutaj i bez przerwy wkurza艂

                          Gdy si臋 sko艅czy 艣wieci膰,p贸jd臋 nad jezioro
                          Zachwycony cisz膮 dooko艂a spor膮
                          Ha艂as jest sko艅czony,ludzko艣膰 te偶 ju偶 chyba
                          Ale po co ludzko艣膰,na jakiego grzyba?

                          Odzyska艂em spok贸j,gdy opad艂y dymy
                          Nie wrzeszcz膮,nie je偶d偶膮 jak ostatniej zimy
                          Byle ufoludki teraz nie zajrzeli
                          Bo na pewno by si臋 ze mn膮 zaraz 艣ci臋li

                          Niech nie my艣l膮 ludzie 偶e mam co do ufo
                          Ale siedz臋 tutaj z dzia艂a wielk膮 luf膮
                          Pocisk jest w komorze,jak si臋 zdenerwuj臋
                          No to i na ufo sobie zapoluj臋...


                          THE END

                          Copyright by Leziox
                          • leziox Diler cukrowy 10.05.11, 15:21
                            Napisane w maju 2011 po przezytej reglamentacji sklepowej u Niemca.

                            Diler cukrowy czyli sama s艂odycz

                            呕e u Niemca demokracja,wie ka偶dy kto czyta
                            Bo porz膮dna to i ca艂kiem z dyscyplin膮 nacja
                            M贸zg mi jednak co艣 zaprz膮ta,jak szyba niezmyta
                            I偶 zakrad艂a si臋 do Niemiec ju偶 reglamentacja

                            Kupi膰 chcia艂em troch臋 cukru jako 偶em i 艂asuch
                            Nic nie krad艂em,nie zabra艂em grzecznym b臋d膮c wielce
                            Wzi膮艂em dziesi臋膰 kilo cukru,cicho,bez ha艂asu
                            I stan膮艂em sobie spoko do kasy w kolejce

                            Tu panienka mi艂a,owszem-patrzy na mnie srogo
                            -Po pi臋膰 kilo bra膰 tu wolno,dziesi臋膰 jest verboten
                            Krta艅 mi w strachu si臋 艣cisn臋艂a,cho膰 nie by艂o drogo
                            Jeszcze tu w obozie sko艅cz臋 pr臋dzej za艣 ni偶 potem

                            Czy mnie zaraz rozstrzelaj膮,zapyta艂em cicho
                            Czy te偶 jeszcze m臋czy膰 b臋d膮 w podziemiach marketa
                            Czy mi stopki w艂o偶膮 szybko powiedzmy w ognicho
                            Czy na g艂owie b臋dzie zaraz czarna ta skarpeta...

                            Przesz艂o艣膰 Niemiec mi stan臋艂a zaraz przed oczami
                            Wiece i pochody ciemne-cukier dla rodak贸w!!
                            I ten pan z w膮sikiem krzyczy-precz z auslenderami
                            Odbierzemy nam nasz cukier,p贸jdziemy na Krak贸w!!

                            Ob贸z w Dachau znowu czynny dla cukru diler贸w
                            Praca uszlachetnia,m贸wi膮,rano gra orkiestra
                            Podskocz,rozstrzelaj膮 zaraz za czynienie szmer贸w
                            We藕 cz艂owieku na my艣l tak膮 w gacie si臋 nie zesraj

                            Mia艂em szcz臋艣cie-wypu艣cili,zabrali pi臋膰 kilo
                            Nawet nie pobili jako艣 przez brak personelu
                            Wizje odp艂yn臋艂y z Odr膮 i zn贸w by艂o mi艂o
                            Mog艂em si臋 ja poczu膰 prawie jak za Peerelu

                            Gdybym chcia艂 wi臋c jecha膰 znowu do kraju starego
                            I rodzinka poprosi艂a o 100 cukru kilo
                            To przecie偶 by膰 pewny mog臋 ja jednego
                            Zn贸w wracaj膮 czasy przecie z nielegaln膮 dil膮

                            O kant dupy demokracj臋,wi臋cej tu nie powiem
                            Mam kasior臋 i chc臋 cukru wi臋cej ni偶 pi臋膰 kilo
                            Jaki艣 mato艂 chce mi m贸wi膰 偶e mniej to jest zdrowiej
                            Nic tylko wzi膮膰 i przywali膰 w ko艂chozowe ry艂o

                            Zostan臋 przest臋pc膮 srogim i wykupi臋 wsz臋dzie cukier
                            B臋d膮 kocha膰 mnie dziewcz臋ta mocno,zawsze szczerze
                            I niech Unia p艂acze,szlocha,ja mam to juz w dupie
                            Wi臋c m贸w mi od dzi艣 dziewucho-s艂odki m贸j dilerze!!

                            THE END
                            Copyright by Leziox

                            • leziox Wyrostek 09.06.11, 19:50
                              WYROSTEK

                              M茅ska czesc ciala niewielka
                              Nieduza
                              Dlaczego wiec facet sie wkurza
                              Gdy mu tak uswiadomic
                              Ze by ojczyzny lub niewiast bronic
                              Wyrostek mu wielki niepotrzebny
                              Aby ratowac
                              Boginie i wiedzmy
                              I inne wzywajace pomocy dziewoje
                              Wyrostkiem nie podtrzyma miecza
                              I nie ma juz sredniowiecza
                              Przyrzady niewiasty kupic tez moga
                              Wiec wyrostek m茅ski
                              Czasem-synonim tez kl茅ski
                              Mozna sobie panowie-darowac,
                              I nie panikowac.
                              Kobieta jak jej zalezy
                              Szybko wzrokiem wsio zmierzy
                              Ladnie powiekszy,dosztukuje
                              I juz wieksze sie robi谩
                              Ch.je.

                              Copyright by Leziox
                              • leziox Burza na Podhalu 22.07.11, 13:25
                                BURZA NA PODHALU


                                G贸ry nasze g贸ry,pi臋kne wy s膮 takie
                                Nawet je艣li burza ludzi w g贸rze z艂apie
                                Gdy po ska艂kach grzmoci,strach do sraczki zmusza
                                A 偶aden turysta nie chce dalej rusza膰

                                Jak m贸wili nasi pradawni g贸rale
                                Kiedy przyjdzie burza,niezdrowo na skale
                                W 艂epek trzasn膮膰 mo偶e,w co innego tak偶e
                                Lepiej ju偶 w schronisku,albo innym lagrze

                                Nikt burzy nie lubi,tylko psychopaci
                                Nawet ko艅 od grzmotu zaraz si臋 ochwaci
                                Pada wtedy mocno,gromko ha艂asuje
                                I kiedy przypieprzy,to ka偶dy poczuje

                                Wi臋c bez burzy spok贸j,ciesz膮 si臋 ludziska,
                                Nic,偶e na Saharze nigdy nie pob艂yska
                                Za艣 w g贸rach wiadomo,burza nie przelewki
                                Trafi艂o niedawno fiata krzywej Stefki

                                Burza jest gwa艂towna,wiedz膮 nawet dzieci
                                Nigdy nie wiadomo,komu na 艂eb zleci
                                Tak jak w totolotku wygranej tu ni ma
                                Albo burza pod艂a,albo d艂uga zima

                                艁azi sobie g贸ral,pas膮c w g贸rach owce
                                Nie wie wcale biedak,偶e dobre gumowce
                                Nawet jak pierdolnie,one izoluj膮
                                G贸ralskie narz膮dy pr膮du nie poczuj膮

                                Orze drugi g贸ral ziemi臋 tam na stoku
                                P艂ug 偶elazny w r臋ku,ch艂odny stali dotyk
                                Lepiej wle藕膰 samemu do transformatora
                                Ni偶 z takim 偶elastwem w burz臋 ziemi臋 ora膰

                                Oracz jednak pewny,burzy dzi艣 nie b臋dzie
                                Taki on jest dufny,jak kury na grz臋dzie
                                Chocia偶 ju偶 si臋 czerni tam gdzie艣 ko艂o S膮cza
                                Po co od my艣lenia dostawa膰 pierdolca

                                Burza jest przewrotna,zw艂aszcza na Podhalu
                                Niejeden st贸g siana od niej si臋 zapali艂
                                Taki G膮sienica,m膮dry gazda przecie
                                Piorunochron stawia nawet przy kobiecie

                                呕eby jej nie ryp艂o jak gdzie艣 piorun trza艣nie
                                Tylko w ziemi臋 posz艂o-trzeba my艣le膰 w艂a艣nie
                                Kobiet tu nie starcza,w mie艣cie klempy siedz膮
                                A ch艂opy na halach srodze tak si臋 biedz膮

                                Bo kobieta cenna prawie tak jak owce
                                Trawy ona nie 偶re,nie gna na manowce
                                We艂ny cho膰 nie daje,dobra baba w zimie
                                Cyckiem gnat ogrzeje,ku艣k臋 te偶 przytrzymie

                                Hej,wysokie sosny stoj膮 tam na wzg贸rzach
                                I turyst贸w parka w cieniu drzew si臋 nurza
                                Wszystko durne cepry,jak im przyfranzoli
                                To nie zd膮偶膮 nawet szepn膮膰,偶e co艣 boli

                                Cisza dooko艂a,czasem kamyk zleci
                                W takim miejscu lubi膮 zabi膰 si臋 poeci
                                Piknie tak na g贸rkach,kiedy ni mo burzy
                                Gdy przyroda wreszcie cz艂owiekowi s艂u偶y

                                Idzie ciemna chmura,du偶a jak cholera
                                Kto si臋 pod ni膮 znajdzie tego sponiewiera
                                W 艣rodku chmury cicho piorun z艂y si臋 czai
                                Z膮bki krzywe szczerzy,patrzy gdzie dowali膰

                                A na 艣wiecie spok贸j,nikt nie podejrzewa
                                呕e mo偶e przygrzmoci膰 zara wedle drzewa
                                Albo smaln膮膰 w szop臋 czy inn膮 drewutni臋
                                Jeszcze zdziwi膰 baco mo偶esz si臋 okrutnie

                                Chmura si臋 wynurza,w z艂ym jakby humorze
                                Nie podoba jej si臋 s艂oneczko na dworze
                                Wszystko zas艂oni艂a,ciemno jak w piwnicy
                                Tylko straszy wszystkich migiem b艂yskawicy

                                I jak makiem zasia艂,d藕wi臋ku nie mo wcale
                                Koguty nie piej膮,milcz膮 te偶 g贸rale
                                Krowy pyski zamk艂y,tako偶 nie r偶膮 konie
                                Kiedy przez powietrze id膮 burzy wonie

                                Ozon 艣mierdzi dziko,kiedy b艂yska w dali
                                Szukaj膮 schroniska juhasi na hali
                                Szopy jakiej艣 albo troch臋 i sza艂asu
                                Pod drzewa nie id膮,szkoda na 艣mier膰 czasu

                                Najpierw pomrucza艂a burza jak ten Azor
                                Co na 偶arcie czeka,a tu je艣膰 nie ka偶膮
                                Potem g艂o艣niej troch臋 raczy膰 przem贸wi艂a
                                W b艂ysku za chmurami jej ponura si艂a

                                A tu cicho krople deszczu ju偶 padaj膮
                                Najpierw powolutku-wszyscy trik ten znaj膮
                                Nie schowasz si臋 wcze艣niej,my艣lisz ma艂o pada
                                Potem nie dolecisz suchy do s膮siada

                                Oracz co na stoku p艂ugiem ziemi si臋ga艂
                                Nerw贸w nie mia艂 mocnych i konia wyprz臋gn膮艂
                                A potem na oklep pogna艂 w d贸艂 na mord臋
                                Jakby gdzie艣 zobaczy艂 wilko艂ak贸w hord臋

                                Oby tylko prze偶y艂 rajd ten sw贸j niezgu艂a
                                Wszyscy go tu znaj膮,zwie si臋 Rajmund Bu艂a
                                W g臋bie taki mocny,w czynach mniej troszeczk臋
                                Niekt贸rzy szeptali,偶e grzmoci owieczk臋

                                A tu burza wreszcie ca艂kiem si臋 rozla艂a
                                Napierdala w szczyty,grzmoci jakby z dzia艂a
                                P艂yn膮 rzeki wody z g贸ry nam w doliny
                                Ech,naniesie znowu nam tu do wsi gliny

                                Dwa turysty w strachu lecom jak rakiety
                                Wiemy ju偶 co b臋dzie,czas gotowa膰 mety
                                Przenocujem cepr贸w,troch臋 grosza wpadnie
                                Wi臋cej ni偶 za we艂n臋 jak koczuj膮 stadnie

                                G膮sienica schowa艂 bab臋 do komory
                                Na chatynki dachu piorunochron go艂y
                                Baca za艣 spokojnie bimber w izbie smali
                                Niech burza szaleje,babie nie dowali

                                Strzeli艂 nagle piorun w po艂udniow膮 wiosk臋,
                                Strat du偶ych nie by艂o-zajeba艂o niosk臋
                                Innym razem mo偶e wr贸ci i poprawi
                                Dobrze 偶e tym razem w spokoju zostawi

                                Burza dalej posz艂a,pewnie gdzie艣 do miasta
                                Niech tam ich agencje towarzyskie chlasta
                                My tu na Podhalu 偶yjem wraz z natur膮
                                Tyle ju偶 nawa艂nic przesz艂o sobie g贸r膮.

                                THE END

                                Copyright by Leziox



                                • leziox Furie i zlosci 10.10.11, 15:22
                                  Gdy si臋 tak szuka w艣r贸d ludzi wariat贸w
                                  Nie widz膮c w艂asnych furii i 艣wiat贸w
                                  To mo偶na si臋 pomyli膰 deczko
                                  Nie b臋d膮c Dionizosem z beczk膮

                                  Bo tamten umia艂 t艂umaczy膰 wszystko
                                  Filozofowa艂,nawet pal膮c ognisko
                                  I chyba gdy nawet si臋...to te偶
                                  Nie m贸wi膮c przy tym 偶e osio艂 to je偶

                                  Chcia艂bym filozoficznie tak tematy podj膮膰
                                  Nawet z osob膮 mi wstr臋tn膮 i pod艂膮
                                  Miast wali膰 j膮 od razu w pysk
                                  Zimnym by膰 ca艂kiem,to by艂by ten zysk

                                  No a ja,no,kurwa nie umiem wszak tak
                                  Gdzie艣 zawsze si臋 znajdzie do furii mej znak
                                  I jakie艣 natury tam ciche przyzwolenie
                                  Albo znienacka konia dzikie r偶enie

                                  I pieni臋 si臋 wkurzam i dzikim ja wielce
                                  Nie zawsze si臋 zdarza to mnie przy butelce
                                  Lecz zdarza si臋 wla艣nie i martwi mnie to
                                  Pod grzeczn膮 m膮 mordo czaj膮ce si臋 z艂o

                                  Czy i艣膰 na kuracj臋,czy wi臋cej mam pi膰
                                  Jak zwalczy膰 to w sobie,czy mo偶na z tym 偶y膰
                                  Czy muza poskromi mnie jeszcze m艂odziutka
                                  Lub powie do g艂owy co艣 i prostytutka

                                  Tak le偶膮c w szpitalu my艣la艂em ja tak
                                  Przechodz膮c kolejne badania jak ptak
                                  Tomograf,rezonans,jakie艣 usb
                                  I nic mnie wszak nie jest-o nie!

                                  Normalnym rzekomo,tak m贸wi膮 podlece
                                  Cho膰 jeszcze od bada艅 zielono si臋 艣wiec臋
                                  Cho膰 m贸g艂bym stressowa膰 si臋 nieco ja mniej
                                  Mam cz臋艣ciej si臋 za艣mia膰,tak-cz臋艣ciej,nie mniej!

                                  Zaczynam wi臋c akcj臋 i prosz臋 nie bru藕dzi膰
                                  Na forum przy艂azi膰 i wzi膮膰 si臋 rozlu藕ni膰
                                  Przesy艂am u艣mieszek ja dla was,no nie?
                                  Za艣miejcie si臋 tak偶e:HEHE!

                                  A gdy was to znudzi i trafi was szlag
                                  Zadzwo艅cie wy do mnie,powiedzcie mi tak
                                  Ech Lezio- ty taki owaki jest,偶e...
                                  A ja wam odpowiem:HEHE!

                                  THE END
                                  Copyright by Leziox




                                  • leziox Helloween 31.10.11, 19:01
                                    Helloween

                                    Straszy kto艣 mnie na ulicy
                                    Wrzeszczy,burczy,g艂o艣no krzyczy
                                    Mo偶na wreszcie by膰 pokrak膮
                                    Helloween si臋 chyba zacz膮艂

                                    Cud to wielki i wspania艂y
                                    Straszy du偶y straszy ma艂y
                                    Nie ma r贸偶nic mi臋dzy nami
                                    Czy ty czarny,偶贸艂ty,bia艂y

                                    Dobrze,mi艂o w demokracji
                                    Dzi艣 my w jednej strasznej nacji
                                    Niezale偶nie od wyznania
                                    I pozycji te偶 dymania

                                    Wsp贸lnie straszmy polityk贸w
                                    I bankier贸w i tych pryk贸w
                                    Co trzymaj膮 艣wiat w swej r臋ce
                                    Wi臋cej wi臋cej wi臋cej wi臋cej

                                    Zmie艅my si臋 my dzisiaj w bestie
                                    I krwio偶ercze miel膮c kwestie
                                    W k艂ach tak nie艣my 艣wiatu pok贸j
                                    Aby mie膰 na codzie艅 spok贸j

                                    Zr贸bmy z臋by te偶 dla dyni
                                    Niech i ona si臋 przyczyni
                                    Aby 艣wiat by艂 mniej ju偶 pod艂y
                                    Czy pomog膮 tutaj mod艂y?

                                    Radujmy si臋 z tego 艣wi臋ta
                                    Bo Helloween to rzecz pi臋kna
                                    Chocia偶 wiem,zaduszki lepsze
                                    Gdy偶 s膮 polskie-znam t膮 kwesti臋

                                    Cieszmy si臋 wi臋c 艣wi臋tem mi艂ym
                                    Dzieci mnie dzi艣 nastraszy艂y
                                    Wszystkie gro藕nie wygl膮da艂y
                                    Wi臋c s艂odycze im odda艂em

                                    Wiecie,tyle dzisiaj powiem
                                    S膮 艂adunki gdzie艣 j膮drowe
                                    W ka偶dej chwili waln膮膰 mo偶e
                                    Nim zd膮偶ymy szepn膮膰:Bo偶e...

                                    Aby nie przedlu偶a膰 mowy
                                    呕ycz臋 wam spokojnej g艂owy
                                    艢pijcie s艂odko jak te dzieci
                                    Sen spokojny niechaj zleci.

                                    THE END



                                    • leziox Re: Poradnik Nr.6-Kotek 30.11.11, 13:31
                                      Poradnik nr.6:Kiedy nale偶y pozby膰 si臋 z domu domowego kota?

                                      Koty s膮 zwierz膮tkami do艣膰 mi艂ymi i lubianymi przez ludzi we wszystkich kategoriach wiekowych,poczynaj膮c od uroczych za艣linionych niemowlak贸w poprzez dzieci w膮chaj膮ce butapren i nastolatki jad膮ce na amfetaminie na ludziach starszych 偶yj膮cych tylko z renty,albo r贸偶norakiego po艣rednictwa ko艅cz膮c.Mi艂o艣膰 ta jest przez koty odwzajemniana w postaci burczenia, mruczenia, ocierania si臋 o r贸偶ne cz臋艣ci cia艂a i grzania kolan podczas ogl膮dania telewizji.
                                      W艣r贸d ca艂ej tej mi艂ej kociej ferajny zdarzaj膮 si臋 jednak,co prawda sporadycznie,osobniki posiadaj膮ce czarny charakter,kt贸rego to charakteru nie spos贸b zmieni膰 na lepsze nawet przy pomocy kija do baseballa,czy ceg艂y dziurawki.Aby wi臋c nie napyta膰 sobie k艂opot贸w ze strony aktywnych dzia艂aczy Ligi Ochrony Zwierz膮t z powodu bestialskiego zakatowania takiego spokrewnionego z szatanem kota,nale偶y bydlaka jak najszybciej z domu usun膮膰 i to mo偶liwie w jednym kawa艂ku.
                                      Posiadanie wroga by艂oby w tej sytuacji dobr膮 okazj膮,aby naszego kota mu podarowa膰,lub,co lepsze,pozostawi膰 go na jego wycieraczce.W 99 % wszystkich przypadk贸w bezdomne zwierz臋 siedz膮ce na wycieraczce zostaje przygarni臋te przez lito艣ciwych ludzi,mieliby艣my wi臋c naszego kotka z g艂owy i na dodatek uciech臋,wiedz膮c,co naszego wroga oczekuje w najbli偶szej przysz艂o艣ci.
                                      Aby jednak nie skrzywdzi膰 eksmisj膮 niewinnego zwierzaka,a tylko rzeczywi艣cie zas艂uguj膮cego na to,podajemy poni偶ej szereg wskaz贸wek maj膮cych na celu rozpoznanie kociego czarnego charakteru,kt贸re pomog膮 nam w wykryciu i usuni臋ciu niewychowanego parszywca z naszego domu na zbity pysk.
                                      Domowego kota nale偶y pozby膰 si臋 z domu wtedy,gdy:

                                      1.Podczas jedzenia obiadu nasz kotek wskakuje niespodziewanie prosto do stoj膮cej na stole wazy z zup膮,przewraca j膮 na nas,
                                      a potem porywaj膮c z talerza najlepszy kawa艂ek befsztyka,znika gdzie艣 za szaf膮,sk膮d wkr贸tce,sprz膮taj膮c,s艂yszymy smakowite mlaskanie
                                      2.Wtedy,kiedy z naszych eleganckich firan i zas艂on kupionych za dewizy u Harrodsa pozosta艂y tylko powiewaj膮ce w przeci膮gu 偶a艂osne strz臋py i paski,bo nasz kotek zosta艂 w domu na ca艂e
                                      15 minut zupe艂nie sam.
                                      3.Gdy w chwili s艂abo艣ci usi艂ujemy naszego kotka pog艂aska膰,a ten w ataku nag艂ego sza艂u drapie nasze r臋ce i nogi do mi臋sa,a potem efektownie tocz膮c pian臋 z pyska,odlewa si臋 do naszego telewizora kupionego za jedyne 5.000 Euro,kt贸ry po chwili eksploduje
                                      4.Kiedy nasz dywan,przywieziony niedawno z Tybetu,zosta艂
                                      w ca艂o艣ci pokryty kocimi fekaliami,a oszczane i osrane mieszkanie cuchnie tak,jak obora mieszcz膮ca w swoim wn臋trzu co najmniej 120 brudnych 艣wi艅
                                      5.Wtedy,gdy po pracowitym dniu k艂adziemy si臋 wreszcie spa膰,
                                      a kotek na spanie nie ma akurat ochoty.Zamiast tego,drze przez ca艂膮 noc pysk,g艂o艣no miaucz膮c i biegaj膮c po domu,tupie jak galopuj膮cy ko艅.Potem,uwa偶aj膮c si臋 za jak膮艣 odmian臋 lataj膮cego kociego samolotu wskakuje na umieszczone prawie pod sufitem p贸艂ki,zrzucaj膮c stamt膮d cenn膮 mi艣nie艅sk膮 porcelan臋 z XVIII wieku
                                      6.Gdy naszej dziewczynie musimy za w艂asne pieni膮dze za艂atwia膰 za granic膮 drogiego chirurga-plastyka,bo od czasu,gdy wzi臋艂a kotka na r臋ce,znajomi wyzywaj膮 j膮 od c贸rek Frankensteina
                                      z powodu g艂臋bokich i powik艂anych blizn ci膮gn膮cych si臋 przez ca艂膮 twarz od lewego do prawego ucha
                                      7.Kiedy z powodu zami艂owania kota do gryzienia zostajemy ca艂kowicie odci臋ci od 艣wiata,nie dzia艂a nasz fax,komputer, telefon,nowy telewizor,radio,dzwonek u drzwi,a wszystko maj膮ce wygl膮d przewod贸w zosta艂o przegryzione przynajmniej
                                      w 40 miejscach
                                      8.Wtedy,gdy tapety wygl膮daj膮 tak,jakby przed chwil膮 przebieg艂 przez mieszkanie tyrannozaurus rex z filmu "Jurassic Park" Spielberga,ostrz膮c sobie na nich z臋by,a 艣lady kocich pazur贸w, chocia偶 mo偶e to g艂upio brzmi,widoczne s膮,nie wiadomo dlaczego,nawet na suficie
                                      9.Kiedy rano,zamiast spokojnie i艣膰 do pracy,musimy dzwoni膰 po pogotowie,bo naszemu kotu co艣 si臋 w nocy przy艣ni艂o i zapewne tylko przez przypadek odgryz艂 nam dwa palce u nogi
                                      10.Gdy nasi s膮siedzi patrz膮 na nas dziwnie,a niekt贸rzy nie艣mia艂o pytaj膮,czy mamy w domu tygrysa,bo czasami s艂ycha膰 z naszego mieszkania odg艂osy 艣wiadcz膮ce o obecno艣ci tam jakiej艣 dzikiej bestii
                                      11.Wtedy,gdy zakupiony przed dwoma dniami komplet wypoczynkowy z czerwonej sk贸ry za skromne 8.000$ musimy
                                      w ca艂o艣ci wyrzuci膰 na 艣mietnik,bo akurat tam nasz kotek urz膮dzi艂 sobie poligon do艣wiadczalny,na kt贸rym wypr贸bowywa艂 si艂臋 swoich z臋b贸w i pazur贸w
                                      12.Kiedy nasz piel臋gnowany przez lata ma艂y ogr贸dek botaniczny zamieni艂 si臋 w ma艂y ogr贸dek z kompostem po wizycie kotka
                                      13.Gdy nasz kot w niewiadomy spos贸b otwiera lod贸wk臋,wy偶eraj膮c po艂ow臋 naszych zapas贸w,a reszt臋 doprowadza do stanu nieu偶ywalno艣ci,polewaj膮c to wszystko moczem i robi膮c na to wszystko okaza艂膮 kupci臋
                                      14.Wtedy,gdy nasi ewentualni go艣cie,kt贸rzy decyduj膮 si臋 nas odwiedza膰,na sam widok kotka dostaj膮 konwulsji i trzeba dzwoni膰 na pogotowie psychiatryczne,aby nimi si臋 zaj臋艂o
                                      15.Kiedy kot,wykorzystuj膮c nasz膮 nieuwag臋,wychodzi na spacer po osiedlu,morduj膮c w ci膮gu paru godzin ca艂膮 miejscow膮 populacj臋 wr贸bli,kos贸w i go艂臋bi,a nawet par臋 jamnik贸w,po czym wraca do domu i wyciera zakrwawiony pysk i 艂apy w nasze bia艂e
                                      艂贸偶ko i satynow膮 po艣ciel
                                      16.Gdy nasz kotek w przypadku nie otrzymania na czas swojego jedzonka syczy,k艂ad膮c p艂asko uszy i rzuca si臋 na nas,dr膮c nasz najnowszy granitur od Gucciego w gustowne paski i kwadraciki
                                      17.Kiedy nasze przytulne mieszkanie zamienia si臋 powoli
                                      w pobojowisko,a nasz kotek nadal ma si臋 bardzo dobrze i nawet pogo艅 za nim z w艂膮czon膮 pi艂膮 motorow膮 nie doprowadza go do nag艂ego zej艣cia,bo zamiast w kota,trafiamy w ostatni膮,ocala艂膮 jeszcze szaf臋
                                      W razie zauwa偶enia powy偶szych symptom贸w nale偶y naszego kota odda膰 gdziekolwiek w ci膮gu nast臋pnych 15 minut.
                                      W wypadku znalezienia ch臋tnego idioty nale偶y uda膰 si臋 bez zwlekania pod podany adres,aby przysz艂y w艂a艣ciciel nie musia艂 do nas si臋 fatygowa膰.Je偶eli wyczujemy w g艂osie ewentualnego ch臋tnego wahanie, proponujemy,偶e zostawimy tu naszego kotka na pr贸b臋,je艣li si臋 spodoba,to dobrze,je艣li nie,to odbierzemy go bezzw艂ocznie i natychmiast.
                                      Nast臋pnie podaj膮c fa艂szywy numer telefonu i adres np.miejskiego szaletu publicznego znikamy we mgle,aby ju偶 tam nigdy si臋 nie pokaza膰,po czym urz膮dzamy wielki bal dzi臋kczynny z okazji pozbycia si臋 diabelskiego kota z domu.

                                      THE END
                                      Copyright by Leziox
                                    • leziox Bezliterkowo 04.12.11, 11:24
                                      Bezliterkowo

                                      Bezliterkowo to si臋 tak nie da
                                      Zawsze gdy tego jest potrzeba
                                      Musimy przecie偶 z m膮adr膮 g艂ow膮
                                      Uk艂ada膰 to czy inne s艂owo

                                      Kiedy sobie tak milczymy
                                      To chocia偶 normalnie-my艣limy
                                      Nie uk艂adamy z czarnych znaczk贸w
                                      Jakich艣 szalonych,d艂ugich szlaczk贸w

                                      Lecz gdy napisa膰 co trzeba,o zgrozo
                                      Kombinuj ty cz艂ecze jak mafiozo
                                      Aby przechytrzy膰 czarne diabliki
                                      Nie wyj艣膰 na durnia-dla publiki

                                      I gdy kto艣 nam to pomiesza
                                      Gdy ju偶 literek stado ca艂e si臋 zrzesza
                                      W glowie si臋 nam rodzi m臋tlik taki
                                      By tworzy膰 podst臋pne s艂贸w-pustaki

                                      Wystarczy osoba jaka z boku znana
                                      Co spokoju nie daje nam znowu-od rana
                                      I ju偶 uciekaj膮 literki w dziwne okolice
                                      A cz艂ek bzdury gada-o,tak jak w polityce

                                      I takie ma艂e literki same nic nie znacz膮ce
                                      Grupuj膮 si臋 w s艂owa wszystko wiedz膮ce
                                      I tworz膮 dzie艂a i wiersze i znaki
                                      A czasem id膮-no gdzie?Do kloaki

                                      Wi臋c to od nas zale偶y przecie偶 tak wiele
                                      Gdy rzeka s艂贸w z j臋zyka w 艣wiat si臋 艣ciele
                                      By to wszystko mia艂o jaki艣 sens w miar臋 logiczny
                                      Bo j臋zyk przecie偶 ma by膰 praktyczny

                                      Oszcz臋dzajmy wi臋c literki nie ze chciejstwa
                                      Lecz by nie tworzy膰 zwyk艂ego-wodolejstwa
                                      Szanujmy te czarne male艅kie potwory
                                      Tak wyjd膮 nam motyle z nich-nie zmory

                                      Tyle chcia艂em u艣ci艣li膰 dzi艣 w temacie
                                      I cho膰 wy nie g臋si i sw贸j j臋zyk macie
                                      Z literek tych ma艂ych powstaj膮 polskie wyrazy
                                      Nasza mowa ojczysta,przodk贸w naszych przekazy.

                                      THE END
                                      Copyright by Leziox




                                      • leziox Suchosc 10.02.12, 12:16
                                        Sucho艣膰 w sercu moim

                                        Wysch艂y mi 艂zy i ju偶 wcale nie zap艂acz臋
                                        Wysch艂a mi mi艂o艣膰 i ju偶 ci臋 chyba nie zobacz臋
                                        Wysch艂a mi empatia i ju偶 nie mam ochoty wsp贸艂czu膰
                                        Wysch艂o mi serce i brak we mnie wy偶szych uczu膰

                                        Zimny ch贸w ciel膮t,wi臋c nie dziw si臋 male艅ka
                                        I偶 jestem zimny jak lod贸wka i mo偶e wcale nie st臋kaj
                                        呕e nie kocham ci臋 lub na r臋kach nie nosz臋 jak inni
                                        Jak znarkotyzowani poeci lub wielcy pijacy s艂ynni

                                        Wysch艂y mi uczucia i droga moja na rozstajach niepewna
                                        Wysech艂 mi b贸l i 偶al i tylko pustka we mnie jest jedna
                                        Wysech艂 mi nawet na w贸dk臋 codzienny apetyt
                                        Wysch艂a mi t臋sknota za kas膮 te偶,niestety

                                        Nic nie jest wa偶ne na codzie艅 albo i w 艣wi臋ta
                                        Nie chc臋 nikogo krzywdzi膰,wi臋c ma艂a,pami臋taj
                                        Nie kochaj mnie pod 偶adnym najmniejszym pozorem
                                        Wygl膮dam mo偶e jak cz艂owiek-mentalnym jestem potworem

                                        Wysch艂y mi ro艣liny nadziei w mi艂o艣ci膮 zasyfia艂ej szklarni
                                        Wysch艂a sama nadzieja i reszta te偶 si臋 zsycha marnie
                                        Wysech艂 mi bat na baby a pies tylko wyje sm臋tnie
                                        Wysch艂o mi kochanie,dupczenie mi wysch艂o nami臋tne

                                        W tych czasach gdy nawet metalowe roboty maj膮 uczucia
                                        Gdy byle komputer wie co to jest ludzka chucia
                                        Kiedy woko艂o seks i mi艂o艣膰 pr臋偶y si臋 rado艣nie
                                        Ja ple艣niej臋,marnieje,chocia偶 idzie ku wio艣nie

                                        Wysech艂 mi m贸j krzaczek z mary艣k膮 stoj膮cy tylko dla ozdoby
                                        Wysch艂y wizyty tak ukochanej przeze mnie osoby
                                        Wysech艂 mi intelekt bo po co mam go w sumie mie膰
                                        Wyschni臋te nerwy upar艂y si臋 by po stawach drze膰

                                        Gdzie mam sw贸j cel,tego nawet i w knajpie nie wiedz膮
                                        Uciekaj膮 ze strachem w 艣lepiach,gdy tu d艂u偶ej posiedz膮
                                        Religie,doktryny i marni nirwany prorocy
                                        Niewarte tego nawet by postrzela膰 w nich z procy

                                        Wysch艂o mi poczucie dok膮d zmierzam tak w og贸le
                                        Wysch艂o mi wspomnienie sk膮d zd膮偶am w szczeg贸le
                                        Wysch艂y mi my艣li zabrane z rodzinnego chlewa
                                        Wysch艂y dooko艂a niedawno rosn膮ce drzewa

                                        Czy mo偶e zwariowa艂em?A kogo to kurwa,obchodzi?
                                        Czy tu jestem czy d膮偶臋 mo偶e ju偶 do Charona 艂odzi
                                        I tak nikt nawet za mn膮 nie zaklnie,nie splunie
                                        Mimo 偶e tak dobrze zawsze si臋 czu艂em w t艂umie

                                        Wysch艂a mi nienawi艣膰 bo ona te偶 nie ma sensu
                                        Wysch艂a mi w贸dka wyci膮gana na codzie艅 z kredensu
                                        Wysch艂y mi me ostatnie p艂at贸w czo艂owych resztki
                                        Wysch艂y do ko艅ca tak ch臋tnie 偶arte z dyni-pestki

                                        Omi艅 mnie wi臋c male艅ka i nie rzucaj si臋 mnie na szyj臋
                                        Zostaw mi艂o艣ci i z艂o艣ci i ca艂膮 t膮 艣mieszn膮 chryj臋
                                        Nie traktuj mnie jako zdolnego do mi艂o艣ci cz艂owieka
                                        Id藕 dalej.Kto艣 lepszy na ciebie pewnie czeka.

                                        THE END
                                        Copyright by leziox

                                        • leziox Jaki jezdem naprawde 15.03.12, 09:50
                                          Jaki jezdem naprawd臋

                                          Podejrzenia rozsiewa艂 kto艣 po okolicy
                                          呕em ja jakis Sinobrody czerwonolicy
                                          I jak to mo偶liwe w og贸le,o rety
                                          I偶 mnie podrywaj膮-jakiekolwiek-kobiety

                                          Straszono 偶em maniak jaki lub hipnotyzer
                                          Podst臋pem wabi臋 blond-sarny,ciemne i te ry偶e
                                          To wszak niemo偶liwe-gada艂y wko艂o matrony
                                          呕e kobiety tak id膮 do niego-z ka偶dej strony

                                          Dobrze 偶em jeszcze nie ludo偶erca jaki
                                          Chocia偶 robi臋 wszak z kobiet przysmaki
                                          Ku zadowoleniu memu piekielnemu
                                          I zgubie dziewcz臋ciu jednemu,dziesi膮temu...

                                          I ci膮gn臋 te 艂anie po asfalcie do piwnicy
                                          Dziwne 偶e 偶adna wcale nie krzyczy...
                                          Jak dziwne?Wszak w perfumach im w艂a艣nie sprzedanych
                                          Lubczyk jest,feromon z pewno艣ci膮-dodany

                                          Sposoby jakie ma ten偶e mencizna na baby
                                          Pyta艂y si臋 kobity stare,podlotki i szkraby
                                          My艣la艂y tak ci臋偶ko ze dwie chyba niedziele
                                          W papierochach w臋dzily jak jakie makrele

                                          A zapyta膰 tylko starczy艂oby mnie kobiet hobbysty
                                          I odpowied藕 trzas艂a by wnet jak z bicza sadysty
                                          I偶 tajemnicy 偶adnej w sobie nie mam cho膰 lubi臋 ciasta
                                          Tylko kt贸ra zechce w to uwierzy膰-niewiasta?

                                          Nic we mnie nie ma,nie ma we mnie-kobiety-nic
                                          Wszystko to tylko image,k艂amstwo i wredny jest pic
                                          Ani ze mnie Belmondo ni inny brat Pit ug艂askany
                                          Wcale si臋 nie staram,z nikim nie id臋 te偶 w tany

                                          Nie wiem poj臋cia nie mam kto z takim 艂ysym pijusem
                                          Przeklinaj膮cym 艣wiat ca艂y wraz z wigilijnym obrusem
                                          Nie szanuj膮cy ni bog贸w ni 偶adnych autorytet贸w
                                          Chcia艂by si臋 w 艂贸偶ku spotka膰 by s艂ucha膰 mych bzdet贸w

                                          Zapomijta modlichy!K.wa 偶esz ma膰 hej radosna!
                                          I chocia偶 czasem pr臋偶y mnie si臋 pa艂a jak sosna
                                          To nie wiem o co chodzi z tymi babami co niby
                                          Biegaj膮 ci膮gle za mn膮 rzekomo-jak inni na grzyby

                                          Tu mnie si臋 tylko tak nasuwa na my艣l pomys艂 jeden
                                          Inaczej wyt艂umaczy膰 nie mog臋 dla siebie
                                          呕e kobiety o kims o czym艣 gada膰 musz膮
                                          Bo nie da rady,panie,no nie-bo si臋 inaczej udusz膮

                                          Wi臋c by ju偶 sko艅czy膰 t膮 przyd艂ug膮 dyskusj臋
                                          Spojrza艂em i widz臋 siebie nadal w lustrze
                                          I gdyby si臋 znalaz艂a jakas chc膮ca mnie niewiasta
                                          No to musia艂aby by膰 wariatka,schizo jaka-i basta!

                                          Psychopatka,pijaczka,no chora bestia psychicznie
                                          Narkomanka,zabu偶anka,poetka nastawiona lirycznie
                                          Nimfomanka co z ka偶dym,kapitan statku wyposzczona
                                          Lub niedowidz膮ca 90-letnia panna babcia matrona

                                          Taka my艣l mnie straszna na koniec przez g艂ow臋 przemkn臋艂a
                                          A co je艣li normalnych kobiet na 艣wiecie-nie ma?!
                                          I wszystek ten t艂um samiczy,no ten na dole pod blokiem
                                          To na mnie czeka,艂ypi膮c po偶膮dliwym okiem?

                                          Wi臋c ja przepraszam,pakuj臋 w po艣piechu walizki
                                          Jak nie uciekn臋,koniec wieszcz臋 sobie bliski
                                          W samolocie oddycham ja wreszcie z ulg膮 wspania艂膮
                                          Lec臋 teraz do d偶ungli,znowu mi si臋 uda艂o...

                                          Co by艂o takiego w tym samolocie,spytacie
                                          Oj by艂o,cholera i kurtka na wacie
                                          125 kobiet i z nimi 偶adnego faceta
                                          Teraz ja i one...w d偶ungli.Kurwa!Ale heca!

                                          THE END

                                          Copyright by Leziox






                                          • leziox Kobiece pojmowanie swiata 08.06.12, 16:14
                                            Kobiece pojmowanie 艣wiata

                                            Wszystkie kobiety maj膮 wdzi臋k g艂adki
                                            Muzy,modliszki i psychopatki
                                            Pi臋kne,mniej 艂adne,r贸偶ne po prostu
                                            Dla kt贸rych czasem skoczy膰 chcesz z mostu

                                            W neta otch艂aniach bywa wszak r贸偶nie
                                            Brak zrozumienia,krzywo-pod艂u偶nie
                                            Czarne jest bia艂e,bia艂e na wznak
                                            Kr臋ty jest netu ten szlak

                                            Powiesz ty s艂贸wko,dwa ci dopisz膮
                                            Napiszesz w prawo-w lewo ci dysz膮
                                            My艣lisz-na dole,w g贸r臋 ci臋 sl膮
                                            Lub czasem mordy pi臋knie te偶 dr膮

                                            Napiszesz przyja藕艅,zmieni膮 to w mi艂o艣膰
                                            Wykr臋c膮 kota,wszystko ju偶 by艂o
                                            Nic ty nie t艂umacz,flaszk臋 we藕 kup
                                            Wychlaj j膮 potem,zresetuj dzi贸b

                                            Nic co by艣 my艣la艂 lub co przekaza艂
                                            Nie dojdzie prosto,cho膰by艣 namaza艂
                                            Wielk膮 liter膮 co masz na my艣li
                                            To ci si臋 nigdy nie zi艣ci

                                            Cho膰 powiesz kobiecie,co masz ty w duszy
                                            Lecz 偶adnej z nich przecie偶 to ju偶 nie ruszy
                                            Baba wszak swoj膮 teorie te偶 zna
                                            Ch艂op,ten to k艂amie.Tak ma.

                                            Tak gadasz i gadasz jak dziad do ikony
                                            Czy艣 szczery czy k艂amiesz,czy m贸wisz androny
                                            Nie mo偶e by膰 nigdy tak jak ty by艣 chcia艂
                                            W szale艅stwie metoda i sza艂

                                            Nie t艂umacz kobietom ty nigdy,biedaku
                                            Czy艣 amant,艂achudra czy pijak na szlaku
                                            Co w duszy ci drzemie,czy marzysz czy kpisz
                                            To nie ma znaczenia,偶e 艣nisz

                                            Ch艂op 艂atwy w obs艂udze,wys艂ucha膰 go trza
                                            Nie pisa膰 teorii jak 艣lepa jest 膰ma
                                            Nie warcze膰,nie wrzeszcze膰,bo zbiesi si臋 on
                                            Pos艂uchaj-zrozumiesz.Bon ton.

                                            The End
                                            Copyright by Leziox
                                            • al-szamanka Re: Kobiece pojmowanie swiata 08.06.12, 16:41
                                              A jak to si臋 ma z m臋偶czyznami?

                                              Postura skrzywiona, nijaka,
                                              ot taka, mniej ni偶 byle jaka.
                                              Nie, jam kto艣, pan i kr贸l
                                              rozwal臋 ka偶dy mur.

                                              To ja mam moc i w艂adz臋,
                                              to ja najlepiej radz臋,
                                              a wy, kobiety, ludu bury,
                                              偶ujcie sk贸ry.

                                              Beze mnie 艣wiat ten ca艂y
                                              biedny by艂by i skarla艂y,
                                              bo ja pot臋g臋 w sobie mam,
                                              nikomu jej nie oddam.
                                              • leziox Wiosenna chucinka 09.06.12, 18:43
                                                Wiosenna chucinka

                                                Stukn膮膰 wierszyk si臋 zachcia艂o
                                                Bo wierszyk贸w jako艣 ma艂o
                                                艢pi膮 nam chyba ci poeci
                                                Lub im w贸da w gard艂o leci

                                                A tu wiosna 艣liczna ko艂o
                                                Czlonkom naszym te偶 weso艂o
                                                I dziewczyny 艣mielsze teraz
                                                Tu w贸deczka-tam materac

                                                O czym pisa膰,gdy ja艂owo
                                                M贸zg nie my艣li razem z g艂ow膮
                                                Nie pracuje on w zespole
                                                Lecz przebywa w chuci dole

                                                Nic niewa偶ne gdy s艂oneczko
                                                Nam przygrzewa w g艂贸wk臋 deczko
                                                Chu膰 buzuje nam na dole
                                                Bior膮c umys艂 nasz w niewol臋

                                                Z kim si臋 zer偶n膮膰?To pytanie
                                                Dzisiaj jest na pierwszym planie
                                                Gdy ci臋 ci艣nie ta potrzeba
                                                Gdy chce by膰 si臋 blisko nieba

                                                Kto ma szcz臋艣cie,znajomo艣ci
                                                Znajdzie kogo艣 do rado艣ci
                                                Kto ma 偶on臋,m臋偶a-mo偶e
                                                Te偶 podyma膰 si臋 niezgorzej

                                                Lecz gdy pusto jest woko艂o
                                                Inni cho膰 lataj膮 go艂o
                                                Co masz zrobi膰,kogo 艂apa膰
                                                Aby troch臋 si臋 pociapa膰

                                                Staraj si臋 kobieto,menie
                                                Nagie wdzi臋ki dzisiaj w cenie
                                                Co by dosta膰 wnet rozkoszy
                                                Wyda膰 warto par臋 groszy

                                                Byle nam si臋 tylko chcia艂o
                                                Dopa艣膰 apetyczne cia艂o
                                                Reszt臋 zrobi ju偶 natura
                                                Wiesz gdzie laska a gdzie dziura

                                                Ostrz臋 wi臋c ja na szlifierce
                                                Moj膮 lask臋,co chce wi臋cej
                                                Chowacie si臋 babki w domu?!
                                                Ja chc臋 dzi艣 dogodzi膰 komu!

                                                THE END
                                                Copyright by Leziox



                                                • leziox Fraszka o piwku 25.06.12, 12:50
                                                  Piwko,piwko ja sobie popijam,
                                                  Wszystkim dyngolom na 艣wiecie sprzyjam
                                                  Jak piwko sko艅czy si臋 mi niebawem
                                                  Gniewu to niebios b臋dzie przejawem
                                                  Lecz co mi tam gniewne odg贸rne nakazy
                                                  Nocnego sklepu prze偶yj臋 ekstazy
                                                  I wr贸c臋 do domu mi艂ego bardzo
                                                  Z trunkami,co abstynenci tak nimi gardz膮.

                                                  THE END
                                                  Copyright by Leziox
                                                  • leziox Podanie 10.07.12, 15:03
                                                    Podanie


                                                    J贸zef Cegie艂ka,syn Brunona
                                                    Urodzony na pewno,data nieznana
                                                    Bez sta艂ego miejsca zamieszkania
                                                    Wielokrotnie karany

                                                    Podanie

                                                    Do Pana Komendanta Wojew贸dzkiego Komisariatu Policji w B.


                                                    W zwi膮zku z r贸wno艣ci膮 wszystkich obywateli wobec prawa, zwracam si臋 z uprzejm膮 pro艣b膮 o wydanie mi zezwolenia na posiadanie pistoletu maszynowego marki AK-47 Ka艂asznikow wraz
                                                    z mo偶liwo艣ci膮 zakupu nieograniczonej ilo艣ci amunicji w pobliskiej jednostce wojskowej.


                                                    Uzasadnienie

                                                    1.W zwi膮zku z moim podesz艂ym wiekiem utraci艂em zdolno艣膰 wykonywania mojego dawnego zawodu pasera.Reumatyzm oraz trz臋si膮czka alkoholowa wr臋cz uniemo偶liwiaj膮 mi pr贸by przekwalifikowania si臋 na,powiedzmy zegarmistrza,albo sapera podk艂adaj膮cego...tzn.usuwaj膮cego 艂adunki wybuchowe
                                                    Dlatego trudno mi ju偶 utrzyma膰 przyzwoity standard 偶ycia.

                                                    2.Poprzez nieustannie post臋puj膮ce ubo偶enie spo艂ecze艅stwa
                                                    i zmniejszenie kwot got贸wkowych noszonych przez potencjalne ofiary przy sobie drastycznie zmniejszy艂y si臋 moje zarobki wynikaj膮ce z kradzie偶y portfeli w publicznych 艣rodkach komunikacji miejskiej

                                                    3.Potajemne wynoszenie toreb podr贸偶nych z przedzia艂贸w w poci膮gach PKP powoduje u mnie wci膮偶 narastaj膮cy stress.Ich zawarto艣膰 to z regu艂y rzeczy bezwarto艣ciowe,kt贸rych nikt ode mnie nie kupi nawet w najgorszej melinie pijackiej

                                                    4.Penetracja kieszeni pijak贸w le偶膮cych na ulicach przynosi doch贸d jedynie w postaci pustych butelek,kt贸re tak,czy inaczej ci臋偶ko sprzeda膰,bo punkty skupu s膮 z regu艂y pozamykane,albo przepe艂nione,albo jedno i drugie

                                                    5.Staruszki stanowi膮ce dawniej 1/3 moich dochod贸w nie nosz膮 ju偶 wi臋cej swoich rent i emerytur w torebkach,bo i te ostatnie musia艂y z powodu ub贸stwa sprzeda膰 na bazarze,a poza tym wredna konkurencja bank贸w tez mnie nie pomaga

                                                    6.Na wej艣cie w handel narkotykami nie mam co liczy膰,bo przej臋艂a to m艂odzie偶 ze szk贸艂 zawodowych i og贸lnokszta艂c膮cych,sprawna,silna i dysponuj膮ca nowoczesnym sprz臋tem,kt贸ra nie znosi jakiejkolwiek konkurencji

                                                    7.Wymachiwanie zza w臋g艂a gaz-rur膮 jest ze wzgl臋du na m贸j wspomniany podesz艂y wiek zbyt ci臋偶k膮 prac膮,kt贸ra przynosi korzy艣ci niewsp贸艂mierne do w艂o偶onej w cios energii,a poza tym mo偶na si臋 jeszcze przypadkiem natkn膮膰 na skinheada,kt贸ry cios mo偶e odda膰 bejsbolem

                                                    8.W艂amania do mieszka艅 s膮 bez sensu,gdy偶 wszystkie te,
                                                    w kt贸rych wn臋trzu kry艂o si臋 co艣 cennego,dawno ju偶 zosta艂y okradzione

                                                    9.O wyje藕dzie za granic臋 w celu okradania sklep贸w i kradzie偶y aut mog臋 sobie tylko pomarzy膰,poniewa偶 nie sta膰 mnie na nowy paszport

                                                    10.Napad贸w na listonoszki nie praktykuj臋 od czasu,gdy siwa,niska i niepozorna dor臋czycielka przeze mnie napadni臋ta wys艂a艂a mnie na miesi膮c do szpitala,bo posiada艂a,jak si臋 dopiero p贸藕niej okaza艂o,czarny pas w karate.Przez wspomniane wydarzenie nadal nie mog臋 spokojnie spa膰 nocami z powodu dr臋cz膮cych mnie koszmar贸w,za艣 dor臋czycielka do tej pory nie zosta艂a ukarana z ca艂膮 surowo艣ci膮 prawa za zadanie mi obra偶e艅 cielesnych

                                                    11.M贸j stan psychiczny jest w jak najlepszym porz膮dku,za艣 opiekuj膮cy si臋 mn膮 lekarz psychiatra obieca艂 rych艂e zmniejszenie dawki moich 艣rodk贸w psychotropowych o 1/4

                                                    12.Przyby艂a ostatnio olbrzymia konkurencja nie pozwala mi 偶y膰 godziwie i bardzo cz臋sto brakuje mi 艣rodk贸w na utrzymanie.Nie posiadam sprz臋tu my艣liwskiego,ani w臋dki,wi臋c nawet
                                                    w charakterze k艂usownika nie mog臋 sobie dorobi膰

                                                    12.Wspomniana bro艅 b臋dzie mi potrzebna do organizowania napad贸w na prywatne kantory wymiany walut,oraz lombardy i hurtownie,a tak偶e do ewentualnych uprowadze艅 biznesmen贸w,jak wiadomo,bezlitosnie 偶eruj膮cych na rencistach i emerytach.Maj膮tek krajowy nie poniesie w tym wypadku 偶adnej szkody,poniewa偶 obiecuj臋 niniejszym bezwzgl臋dne szanowanie w艂asno艣ci pa艅stwa.Moja dzia艂alno艣膰 zostanie zarejestrowana w izbie skarbowej i naturalnie odpowiednio opodatkowana.Zobowi膮zuj臋 si臋 te偶 do prowadzenia ksi膮偶ki rejestrowej,w kt贸rej b臋d臋 zamieszcza膰 czas i miejsce napadu,oraz sum臋 pieni臋偶n膮 lub spis rzeczy warto艣ciowych uzyskanych w jego wyniku.W ten spos贸b izba skarbowa nie b臋dzie mia艂a najmniejszych problem贸w w wyliczeniu podatku. Jednocze艣nie deklaruj臋 20 % moich przysz艂ych dochod贸w na fundusz odnowy komisariatu wojew贸dzkiego.
                                                    Licz臋 na pozytywne rozpatrzenie mojego podania.

                                                    J贸zef Cegie艂ka
                                                    /-/
                                                    Rozpatrzono pozytywnie
                                                    Komendant Wojew贸dzkiego
                                                    Komisariatu w B.
                                                    /-/


                                                  • leziox Remoncik 10.07.12, 15:08
                                                    R E M O N C I K

                                                    Przy remoncie gdy chata w ruinie
                                                    Najlepiej robota idzie przy winie
                                                    Albo i piwku gdy tynk spada na ci臋
                                                    Bo robisz wreszcie remoncik w chacie

                                                    Brudno syfiasto jak to w melinie
                                                    A 偶ycie nie stoi tylko wci膮偶 p艂ynie
                                                    Trzeba kolesiom pokaza膰 klas臋
                                                    呕e chocia偶 dziadem-ale masz kas臋

                                                    Setki ju偶 balang chata widzia艂a
                                                    Niejeden bajzel te偶 przetrzyma艂a
                                                    Wi臋c teraz won z tym zaduchem i smrodem
                                                    Czas zacz膮膰 brata膰 si臋 z czystym narodem

                                                    Pysk ubrudzony w kropelkach farby
                                                    I wsz臋dzie masz ju偶 te dziwne barwy
                                                    Jak kameleon si臋 miotasz po domu
                                                    Nie lepiej by艂o to zleci膰 komu?

                                                    Tutaj tapeta ci mord臋 oblepia
                                                    Jak anakonda przes艂ania ci 艣lepia
                                                    Tam farba kapie tu m艂otek le偶y
                                                    Za艣 w k膮cie pi艂a swe z臋by szczerzy

                                                    Gdzie jest odkurzacz,szczotka,偶elazko
                                                    Gdzie flaszka piwa z niebia艅sk膮 艂ask膮
                                                    Tam szafy nie by艂o lecz stoi tu wiadro
                                                    Do pe艂nej wanny farby si臋 siad艂o

                                                    Kot gdzie艣 ucieka dr膮c ryja piekielnie
                                                    Ty drapiesz 艣cian臋 strasznie,pazernie
                                                    Co艣 si臋 przewraca 艂omocze i dudni
                                                    Echo przebiega po 艣cianie jak w studni

                                                    Szale艅stwo,rozpacz ogarnia cz艂owieka
                                                    Pora偶ki masz smak no i ego si臋 w艣cieka
                                                    Wypadasz z szale艅stwem pod sw膮 kamienic臋
                                                    Niech kogo zaraz w swe 艂apki chwyc臋...
                                                    xxxxx
                                                    Jak bia艂o i czysto jak cicho i mi艂o
                                                    Jak dobrze 偶e to si臋 ju偶 wszystko sko艅czy艂o
                                                    Pan lekarz tabletk臋 ci da z psychotropem
                                                    Jak ju偶 ci臋 wypuszcz膮,to wr贸cisz stopem

                                                    Lecz-stop!Zatrzyma膰 ten film straszny w por臋!
                                                    I wyci膮膰 mi zaraz ten fragment z doktorem!
                                                    To tylko by艂 sen tak straszliwy jak zmora
                                                    Nie b臋dzie remontu-nie b臋dzie doktora...

                                                    THE END
                                                    ©by leziox

                                                  • leziox Zielen.Rozbuchana. 19.09.12, 17:27
                                                    Zielen.Rozbuchana.

                                                    W tym roku taka rozbuchana ziele艅
                                                    Pod nogami si臋 aksamitnie 艣ciele
                                                    A偶 dziwne jak si臋 bos膮 stop膮 na ni膮 wlezie
                                                    Rozbuchana taka ziele艅

                                                    Wyrzucone w k膮t 艣mierdz膮ce buciory
                                                    I skarpetki wydzielaj膮ce szokuj膮ce fetory
                                                    Nogi niezwyczajne przyrody zdziwione
                                                    Jakby m贸wi艂y-ch艂on臋 ci臋 chlorofilu,ch艂on臋…

                                                    Ptaki korzystaj膮c z ciszy niezwyk艂ej w mie艣cie
                                                    Bobruj膮 na balkonie przy zapomnianym dawno cie艣cie
                                                    Unosz膮c je w 艂opocie skrzyde艂 do gniazd
                                                    Gdzie g艂odne dzioby 艣ni膮 o locie w艣r贸d gwiazd

                                                    W tym roku taka rozbuchana ziele艅
                                                    Pan Janek pod nogami leniwie nam si臋 艣ciele
                                                    A偶 dziwne jak sie bos膮 stop膮 na niego wlezie
                                                    Rozbuchana skrywa go ziele艅

                                                    Wyrzucone w k膮t podw贸rka puste butelki
                                                    Jeszcze sycz膮 w nich cicho piwka b膮belki
                                                    S膮siedzi si臋 bawi膮 w butelk臋 na golasa 艣miesznie
                                                    Cicho dzi艣 w mie艣cie i jako艣 tak grzesznie

                                                    Co艣 tam 膰wierka i miauczy,kto艣 u s膮siad贸w kw臋czy
                                                    呕aden ha艂as zbola艂ego ucha dzi艣 nie dr臋czy
                                                    Podejrzane bo zwykle ha艂as mamy tu nieziemski
                                                    Jakby przez pok贸j poci膮g jecha艂-podmiejski

                                                    W tym roku taka rozbuchana ziele艅...
                                                    W psie g贸wno wlaz艂em.Tak,ps贸w tu u nas wiele
                                                    Trudno by膰 w tych warunkach w romantycznym nastroju
                                                    Miast po trawce brodzi膰-l膮duje cz艂ek w gnoju.

                                                    I tak to bywa w naszym kochanym kraju
                                                    Jak偶e chcia艂oby si臋 w nim mieszka膰 jak w raju
                                                    W marzeniach ju偶 si臋 czasem po niebie szybuje
                                                    A na codzie艅-ju偶 wiemy-gdzie cz艂owiek l膮duje.


                                                    THE END
                                                    Copyright by Leziox
                                                  • leziox Lato,ty sie nie wydurniaj! 24.09.12, 16:06
                                                    Lato ty si臋 nie wydurniaj

                                                    Gdy kwasior ju偶 w r臋ku ch艂odniejszy
                                                    I szlug ci za szybko dogasa
                                                    I gdy tak w krzaczorach siedz膮c
                                                    Zbyt szybko ci zi臋bi kutasa

                                                    I kiedy Mary艣ka tak rzecze
                                                    呕e dyma膰 si臋 sam mo偶esz w ch艂odzie
                                                    Za艣 picie te偶 jako艣 si臋 wlecze
                                                    I mordy nie zmoczysz ju偶 w wodzie

                                                    Znak to jest 偶e lato ma w dupie
                                                    Reumatyzm je rypie w kosteczki
                                                    I cho膰by艣 tak p艂aka艂 na s艂upie
                                                    To zaraz polec膮 listeczki

                                                    Ech lato,ty si臋 nie wydurniaj
                                                    I zosta艅 tak z miesi膮c lub trzy
                                                    Bez ciebie to tutaj jest chujnia
                                                    I w krzakach niedobrze jest mi

                                                    Gdy Zocha naci膮ga majtochy
                                                    A Ba艣ka w staniku te偶 mknie
                                                    Za艣 dziewuch seksowne cipochy
                                                    Znikaj膮 w ubrania z艂ej mgle

                                                    Gdy wzw贸d ci na zimnie marnieje
                                                    Popisa膰 si臋 nie masz czym ty
                                                    W efekcie wi臋c cz艂owiek si臋 schleje
                                                    Czekaj膮c na zn贸w ciep艂e dni

                                                    A jesie艅 ryj szczerzy zza rogu
                                                    I przez to te偶 jakby mi 藕le
                                                    Znikn臋艂o ju偶 lato w艣r贸d stog贸w
                                                    Odesz艂o,znikaj膮c we mgle

                                                    Tak siedzisz wi臋c ch艂opie zmarnia艂y
                                                    I my艣lisz,偶e wr贸c膮 te dni
                                                    Gdy zamiast twych staw贸w zasta艂ych
                                                    Co inne zn贸w sta膰 b臋dzie ci.

                                                    THE END
                                                    Copyright by Leziox
                                                  • leziox Remoncik 25.11.12, 21:23
                                                    REMONCIK

                                                    Przy remocie gdy chata w ruinie
                                                    Najlepiej robota idzie przy winie
                                                    Albo i piwku gdy tynk spada na ci臋
                                                    Bo robisz wreszcie remoncik w chacie

                                                    Brudno syfiasto jak to w melinie
                                                    A 偶ycie nie stoi tylko wci膮偶 p艂ynie
                                                    Trzeba kolesiom pokaza膰 klas臋
                                                    呕e chocia偶 dziadem-ale masz kas臋

                                                    Setki ju偶 balang chata widzia艂a
                                                    Niejeden bajzel te偶 przetrzyma艂a
                                                    Wi臋c teraz won z tym zaduchem i smrodem
                                                    Czas zacz膮膰 brata膰 si臋 z czystym narodem

                                                    Pysk ubrudzony w kropelkach farby
                                                    I wsz臋dzie masz ju偶 te dziwne barwy
                                                    Jak kameleon si臋 miotasz po domu
                                                    Nie lepiej by艂o to zleci膰 komu?

                                                    Tutaj tapeta ci mord臋 oblepia
                                                    Jak anakonda przes艂ania ci 艣lepia
                                                    Tam farba kapie tu m艂otek le偶y
                                                    Za艣 w k膮cie pi艂a swe z臋by szczerzy

                                                    Gdzie jest odkurzacz,szczotka,偶elazko
                                                    Gdzie flaszka piwa z niebia艅sk膮 艂ask膮
                                                    Tam szafy nie by艂o lecz stoi tu wiadro
                                                    Do pe艂nej wanny farby si臋 siad艂o

                                                    Kot gdzie艣 ucieka dr膮c ryja piekielnie
                                                    Ty drapiesz 艣cian臋 strasznie,pazernie
                                                    Co艣 si臋 przewraca 艂omocze i dudni
                                                    Echo przebiega po 艣cianie jak w studni

                                                    Szale艅stwo,rozpacz ogarnia cz艂owieka
                                                    Pora偶ki masz smak no i ego si臋 w艣cieka
                                                    Wypadasz z szale艅stwem pod sw膮 kamienic臋
                                                    Niech kogo zaraz w swe 艂apki chwyc臋...
                                                    xxxxx
                                                    Jak bia艂o i czysto jak cicho i mi艂o
                                                    Jak dobrze 偶e to si臋 ju偶 wszystko sko艅czy艂o
                                                    Pan lekarz tabletk臋 ci da z psychotropem
                                                    Jak ju偶 ci臋 wypuszcz膮,to wr贸cisz stopem

                                                    Lecz-stop!Zatrzyma膰 ten film straszny w por臋!
                                                    I wyci膮膰 mi zaraz ten fragment z doktorem!
                                                    To tylko by艂 sen tak straszliwy jak zmora
                                                    Nie b臋dzie remontu-nie b臋dzie doktora...

                                                    THE END
                                                    ©by leziox
                                                  • leziox Mezczyzna-zwierze myslace. 07.12.12, 12:34
                                                    M臋偶czyzna-zwierz臋 my艣l膮ce

                                                    Rzadko kt贸ra z kobiet ma tak naprawd臋 czas,czy ochot臋 na rozmy艣lanie o skomplikowanej budowie m臋skiej psychiki.
                                                    Z pewno艣ci膮 wiele z nich uwa偶a ju偶 same tego rodzaju my艣li za kompletny absurd oraz herezj臋.No bo jak to-m臋偶czyzna posiada opr贸cz penisa jeszcze niby psychik臋?Zrozumia艂e,偶e niejedna z pa艅 parsknie w tym momencie niepohamowanym 艣miechem.Jak wynika z naukowych obserwacji,jest to bardzo b艂臋dna droga, za艣 ignorowanie prawd oczywistych nieraz ju偶 w przestrzeni dziej贸w odbi艂o si臋 kobietom nag艂膮 czkawk膮.Po艣wi臋cenie dziennie tylko paru minut,nawet w trakcie nak艂adania makija偶u,lub jego zdejmowania temu,co m臋偶czy藕ni czuj膮,mog艂oby pom贸c
                                                    w skali 艣wiatowej w unikni臋ciu setek tysi臋cy niespe艂nionych mi艂o艣ci,wesel z przymusu,niechcianych dzieci,awantur rozwodowych,niep艂aconych aliment贸w i b贸jek,oraz innych tragedii notowanych przecie偶 tak cz臋sto przez organa s膮dowe i 艣cigania.
                                                    Kobiety wychodz膮 niestety ju偶 na wst臋pie z za艂o偶enia,i偶 m臋偶czyzna jest bardziej zwierz臋ciem,ni偶 jakim艣 tam homo sapiens,oraz stworzonym przez niebiosa tylko do rozmna偶ania
                                                    i seksualnego napastowania pa艅,my艣l膮cym bez przerwy,gdzie znale藕膰 now膮 samiczk臋 do zaspokojenia swoich zboczonych pop臋d贸w.Facet,wed艂ug kobiet,jako partner 偶yciowy nigdy si臋 nie sprawdza,ci膮gle robi co艣 nie tak,a w ko艅cu odchodzi do innej.
                                                    Nie mo偶na go traktowa膰 powa偶nie,co najwy偶ej,jak niedorozwini臋te dziecko ze szko艂y specjalnej-trzeba mu patrze膰 ci膮gle na palce i wskazywa膰 w艂a艣ciw膮 drog臋,aby nie zgin膮艂 w 偶yciu bez wskaz贸wek wydawanych przez kobiet臋.Jedyny po偶ytek
                                                    z facet贸w wyst臋puje wtedy,gdy s膮 oni ewentualnie bardzo starymi i bardzo chorymi milionerami i mo偶na to wykorzysta膰 do umilenia ci臋偶kiego i niewdzi臋cznego kobiecego losu.W innym wypadku m臋偶czyzna jest z regu艂y ju偶 na starcie przegrany i nie ma zbyt wielu szans na za艂o偶enie szcz臋艣liwej rodziny.
                                                    A przeciez drogie panie,m臋偶czy藕ni my艣l膮!I s膮 cz臋sto bardzo poszkodowani poprzez fa艂szywe oceny i niesprawiedliwe obchodzenie si臋 z nimi.Aby wi臋c u艂atwi膰 naszym paniom wgl膮d
                                                    w mroczn膮 g艂臋bi臋 m臋skiej duszy,przygotowali艣my poni偶ej szereg porad i sposob贸w na umiej臋tne hodowanie zwierz臋cia pokojowego zwanego dalej m臋偶czyzn膮.Powa偶ne potraktowanie niniejszego tekstu mo偶e u艂atwi膰 偶ycie i uczyni膰 je przyjemniejszym.
                                                    Mo偶liwe,i偶 niekt贸re z dociekliwych kobiet znajd膮 w tym tek艣cie jakie艣 luki,albo ich aktualni partnerzy stanowi膮 jeszcze inne, ciekawsze i nieuj臋te tutaj 藕r贸d艂o informacji na temat m臋skich podgatunk贸w.W tym wypadku prosz臋 o nie powiadomianie redakcji w celu przeprowadzania jakiego艣 tam wywiadu,tylko
                                                    o zatrzymanie swojej wiedzy dla siebie,bo mamy i tak du偶o do
                                                    roboty,stoj膮c w kolejce za piwem.Poni偶ej nast臋puje w miar臋 szczeg贸艂owy wykaz m臋skich odmian i sposob贸w obchodzenia si臋
                                                    z nimi.M臋偶czy藕ni,jako gatunek przyrodniczy dziel膮 si臋 na:
                                                    1.Marzycieli
                                                    2.Czu艂ych kochank贸w
                                                    3.Twardzieli
                                                    4.Dzieciorob贸w
                                                    5.Kurwy m臋skie
                                                    6.Pantoflarzy
                                                    7.S艂odkich brutali
                                                    8.Zwyk艂ych brutali
                                                    9.Chorych z zazdro艣ci
                                                    10.Drobnych pijaczk贸w
                                                    11.Tyran贸w domowych
                                                    12.Przyjaci贸艂 kobiet
                                                    13.Platonist贸w
                                                    14.Prostych cham贸w
                                                    15.Homoseksualist贸w
                                                    16.Narcyz贸w
                                                    17.Starych synk贸w mamusi

                                                    Jak mo偶na si臋 domy艣li膰,ka偶dy z wymienionych typ贸w wymaga innego sposobu podej艣cia i traktowania.Zastosowanie si臋 przez kobiety do tych偶e porad pozwoli im z du偶膮 doz膮 prawdopodobie艅stwa unikn膮膰 wielu bardzo powa偶nych i zupe艂nie niepotrzebnych komplikacji 偶yciowych.
                                                    A oto og贸lna charakterystyka ka偶dego z w/w rodzaj贸w m臋skich:

                                                    1.MARZYCIEL
                                                    Ca艂e 偶ycie znajduje si臋 w innym wymiarze,bez przerwy 艣ni膮c
                                                    o innych miejscach,ni偶 te,w kt贸rych akurat si臋 znajduje i innych ludziach,z kt贸rymi jest.Nie traktuje powa偶nie 偶ycia,
                                                    skonfrontowany z codziennymi k艂opotami marzy tylko o tym,aby znikn臋艂y,zamiast samemu je rozwi膮za膰.Kiedy przez zupe艂ny przypadek uda mu si臋 za艂o偶y膰 rodzin臋,my艣li,偶e inna by艂aby na pewno lepsza,gdy urodzi si臋 syn,marzy o c贸rce i odwrotnie. Podrywaj膮c brunetk臋,chcia艂by poderwa膰 blondynk臋,kochaj膮c si臋
                                                    z blondynk膮 marzy o rudej.Typ pe艂en przeciwie艅stw,
                                                    niezdecydowany i chwiejny,posiadaj膮cy tylko jedn膮 zalet臋-ze swoich marze艅 nie wprowadza nic w 偶ycie.Na tym jego zalety si臋 ju偶 ko艅cz膮.Kobiety wybieraj膮cego za 偶yciowego towarzysza Marzyciela musz膮 mie膰 si艂y za dw贸ch i my艣le膰 nie tylko za siebie,
                                                    ale i swoj膮 偶yciow膮 mimoz臋,kt贸ra cho膰 z pewnymi oporami, pozwala si臋 prowadzi膰 i kierowa膰 wybranej kobiecie w tym kierunku,w jakim ona chce.Towarzyszka 偶yciowa Marzyciela musi si臋 nauczy膰 umiej臋tnego podsuwania mu swoich my艣li jako jego w艂asne-tylko wtedy Marzyciel daje si臋 w 100 %-ach sterowa膰
                                                    i programowa膰,b臋d膮c szcz臋艣liwy,偶e jest taki m膮dry.
                                                    2.CZU艁Y KOCHANEK
                                                    Jak sama nazwa wskazuje,jest to typ stworzony do mi艂o艣ci
                                                    i 艂贸偶kowych szale艅stw,mog膮cy kobiet臋 usatysfakcjonowa膰 seksualnie i duchowo.
                                                    Ca艂e swoje 偶ycie sp臋dza na kombinowaniu,co takiego m贸g艂by jeszcze zrobi膰,aby by膰 bardziej atrakcyjnym i godnym
                                                    po偶膮dania,nawet wtedy,gdy dawno osi膮gn膮艂 ju偶 g贸rn膮 granic臋 swojego pi臋kna i atrakcyjno艣ci.呕yj膮c z kobiet膮 na d艂u偶ej,nie pomaga jej np.przy obiedzie czy innych domowych pracach,
                                                    zaj臋ty kontrol膮 u艂o偶enia swojej fryzury i jej ewentualnym poprawianiem,lub stoi godzinami przed lustrem,aby jeszcze bardziej si臋 podoba膰.Nast臋pnie,zamiast np.wbi膰 gw贸藕d藕
                                                    w 艣cian臋,czy poodkurza膰,usi艂uje uwie艣膰 swoj膮 partnerk臋 po raz kolejny z rz臋du w tym samym dniu,nie pytaj膮c wcale,ile ma ona jeszcze do zrobienia.Oraz czy ma jeszcze ochot臋.Czu艂y kochanek jest znakomity,aby wzbudzi膰 piekieln膮 zazdro艣膰 u kole偶anek,jak te偶 do 艂贸偶kowych uniesie艅,o kt贸rych marzy przecie偶 ka偶da kobieta.Typ nie na ca艂e 偶ycie,po paru miesi膮cach paniom b臋d膮cym z kim艣 takim chce si臋 rzyga膰 z przes艂odzenia,bo tak maj膮 ci膮gle dobrze z nim w 艂贸偶ku i tylko tam.Czu艂y kochanek jest typem podatnym na depresje, niepowodzenie w mi艂o艣ci,kt贸re ka偶demu mo偶e si臋 przecie偶 zdarzy膰,doprowadza go nierzadko do trwa艂ej impotencji,choroby psychicznej,a potem nierzadko do samob贸jstwa.Zamiast pakowania si臋 w zwi膮zek z Czu艂ym Kochankiem zalecaliby艣my kobietom raczej kupno wibratora,albo psa,lub obu tych rzeczy.
                                                    3.TWARDZIEL
                                                    Kamienna twarz i brak na niej jakichkolwiek reakcji,suchy spos贸b odzywania si臋 charakteryzuj膮 twardziela.Stalowe spojrzenie,kt贸re nie ugina si臋 pod 偶adnym innym wzrokiem,zaci艣ni臋te szcz臋ki,przez kt贸re przebiega czasem spazmatyczny skurcz i kiwanie si臋 z boku na bok podczas chodzenia pozwalaj膮 ten m臋ski typ rozpozna膰. Twardziel wychodzi z za艂o偶enia,i偶 to kobiety musz膮 go zdobywa膰,
                                                    a nie odwrotnie,co bywa cz臋sto przyczyn膮 wielu konflikt贸w.
                                                    Uczuciowo zimny jak ska艂a,w 艂贸偶ku ca艂kiem przeci臋tny,chocia偶 sam bu艅czucznie twierdzi,偶e Casanova m贸g艂by u niego co najwy偶ej zamiata膰 mieszkanie.Swej partnerki z regu艂y nie bije,ale potrafi j膮 wyko艅czy膰 psychicznie,np.nie odzywaj膮c si臋 przez
                                                    2 miesi膮ce.Twardziel jest mocny tylko do pewnego stopnia,je偶eli wydarzenia zaczynaj膮 go przerasta膰,dostaje gwa艂townej histerii
                                                    i wyje bez przerwy albo zamyka si膮 na tydzie艅 w piwnicy.
                                                    Podobnie,jak w przypadku czu艂ego kochanka radzimy zast膮pienie zwi膮zku z twardzielem poprzez nabycie powiedzmy lod贸wki.
                                                    Ta ostatnia przynajmniej do czego艣 si臋 przydaje i w por贸wnaniu
                                                    z twardzielem jest bardziej uczuciowa.
                                                    4.DZIECIORÒB
                                                    Jest typem zamaskowanym i na pierwszy rzut oka rozpozna膰 go nie spos贸b,bo nikt nie ma swoich przywar wytatuowanych na czole.Czego wiele kobiet potem 偶a艂uje.Wygl膮da normalnie,bywa
                                                    mi艂y i kochaj膮cy.Ale powy偶szy charakter bardzo lubi dzieci,
                                                    a przynajmniej je robi膰.O mo偶liwo艣ci stosowania jakiejkolwiek antykoncepcji nigdy nie s艂ysza艂,a je艣li nawet,to niewiele i wcale go to nie obchodzi.Podczas uprawiania seksu nie zrodzi si臋 w jego g艂贸wce my艣l,偶e stworzenie,z kt贸rym aktualnie si臋 kocha,jest
                                                    kobiet膮,a te maj膮 niezwykle 艣mieszne w艂a艣ciwo艣ci zachodzenia
                                                    w ci膮偶臋,co potem dziecioroba nawet nieco dziwi.Ten偶e typ my艣li tylko o odwaleniu swojej roboty i nie troszczy si臋 w og贸le
                                                    o p贸藕niejsze konsekwencje.Przynajmniej do drugiego dziecka.
                                                    Po wyprodukowaniu pierwszej tr贸jki potomk贸w zaczynaj膮 go jednak powoli nachodzi膰
                                                  • leziox Re: Mezczyzna-zwierze myslace part.II 07.12.12, 12:36
                                                    refleksje zwi膮zane z trudem wychowania dzieci.A 偶e z regu艂y dziecior贸b nie jest zbyt wykszta艂cony,to i nie zarabia zbyt wiele,a dzieci膮tka kosztuj膮 niestety wi臋cej,ni偶 codzienna porcja 10 piw,kt贸re mo偶na by艂oby wypija膰,dzieci nie maj膮c.Po zrobieniu nast臋pnej dw贸jki win膮 za to obarcza najcz臋艣ciej swoj膮 偶on臋,kt贸ra rzekomo przez dzieci wrobi艂a go
                                                    w ma艂偶e艅stwo,chocia偶 to on prosi艂 na kolanach o jej r臋k臋.
                                                    Oczywi艣cie,dziecior贸b z seksu nadal zrezygnowa膰 nie chce, niesmia艂o przez 偶on臋 wysuni臋ta propozycja u偶ywania prezerwatyw napotyka na zdecydowany op贸r.Sta艂ym argumentem dziecioroba jest twierdzenie,偶e on tego w kaloszu robi膰 nie b臋dzie,gdy偶 tak jest 100 razy dla niego gorzej.Jest to oczywi艣cie nieca艂a prawda,w dzisiejszych czasach produkuje si臋 ju偶 tak doskona艂e kondomy,偶e czasem jest z tym nawet lepiej,r贸wnie偶 dla 偶ony.Je艣li dzieciorobowi uda si臋 po drodze wyprodukowa膰 dziecko si贸dme,to albo pope艂nia samob贸jstwo,bo ju偶 nie mo偶e na 偶on臋
                                                    i dzieci zarobi膰,albo z inn膮 kobiet膮,nie znaj膮c膮 jeszcze jego podst臋pnego charakteru,ucieka w 艣wiat i ca艂a rzecz zaczyna si臋 od pocz膮tku,naturalnie je艣li mu si臋 uda unikn膮膰 p艂acenia okropnie wysokich aliment贸w.Panie nie mog膮 ju偶 wiele po fakcie urodzenia gromadki dzieci zrobi膰,jedynie aby zabezpieczyc si臋 przed dalszymi niepo偶膮danymi ci膮偶ami,powinny zacz膮膰 stosowa膰 jakie艣 艣rodki antykoncepcyjne,albo zrobi膰 to natychmiast po przyj艣ciu na 艣wiat pierwszego dziecka.Dziecior贸b za艣 wcale nie musi by膰
                                                    o niczym poinformowany,bo sam fakt pewnie by mu przeszkadza艂.
                                                    5.KURWA MÈSKA
                                                    Chocia偶 brzydko si臋 nazywa,post臋puje tak samo,tyle 偶e nie bierze za nic pieni臋dzy.Nazwa ta jest jak najbardziej adekwatna do jego poczyna艅.M臋偶czyzna przewa偶nie przystojny,potrafi膮cy o siebie zadba膰,chocia偶 wsz臋dzie zdarzaj膮 si臋 wyj膮tki.Posiada niezwyk艂y dar uwodzenia pa艅,kt贸re na niego lec膮,jak muchy do miodu.Nasz typ wykorzystuje naturalnie bardzo skwapliwie swoje zdolno艣ci, nie istnieje na 艣wiecie kobieta,kt贸ra mog艂aby przez niego zosta膰 odprawiona z kwitkiem.艁adna,czy brzydka,gruba czy chuda,ka偶da ma u niego r贸wne szanse.Dla kurwy m臋skiej liczy si臋 tylko,偶e tak powiemy,nowy otworek do kolekcji i tylko to go rajcuje. Kobiety,kt贸re chocia偶 raz zaliczy艂,nie s膮 dla niego 偶adnym wyzwaniem,bo ju偶 je dog艂臋bnie zna i nie jest to dla niego
                                                    ciekawe.Ewentualnej ma艂偶once potrafi bardzo obrzydzi膰 偶ycie swoj膮 sta艂膮 niewierno艣ci膮 i zdradami,bo mimo dok艂adnego maskowania si臋,jego brudne sprawki wychodz膮 na jaw
                                                    pr臋dzej czy p贸藕niej.Nie nale偶y w og贸le liczy膰 na przyrzeczenia poprawy,jest to tak realne,jak np.domek jednorodzinny na Marsie.Ci膮g艂e puszczanie si臋 kurwy m臋skiej niesie w sobie zagro偶enie zara偶eniem ma艂偶onki szeregiem chor贸b wenerycznych, oraz nawet Aids.W wyniku potwierdzenia si臋 obawy,偶e posiadany w domu facet jest kurw膮 m臋sk膮,nale偶y bez 偶alu go opu艣ci膰 i nie marnowa膰 sobie 偶ycia.
                                                    6.PANTOFLARZ
                                                    Typ godny polecenia dla tzw.”megier”,czyli kobiet lubi膮cych rz膮dzi膰 i kierowa膰.Po paru pierwszych sprzeciwach pantoflarz i tak zrobi to,co mu jego silna pani domu naka偶e.Pantoflarz daje si臋 tresowa膰 jak debilowaty pudelek,albo spaniel i jest te偶 z regu艂y niewiele od tych sympatycznych zwierz膮t domowych m膮drzejszy. W gronie m臋skich koleg贸w pantoflarz usi艂uje stworzy膰 ca艂kiem inny image,gra tam rol臋 silnego faceta,kt贸remu baba niewiele mo偶e rozkaza膰.Czasem prawda wychodzi na jaw,czasem nie.Je艣li kobieta chce pantoflarza zatrzyma膰 na d艂u偶ej,sama pomaga mu nawet w odgrywaniu r贸lki g艂owy domu poza mieszkaniem.Ale po powrocie do domu oboje wiedz膮,kto tu rz膮dzi i nasz pantoflarz bierze si臋 za robienie obiadu,sprz膮tanie,oraz zaspokajanie 偶膮da艅 swojej w艂a艣cicielki.Typ w艂a艣ciwie nieszkodliwy.Kiedy przez swoje podporz膮dkowanie si臋 kobiety nie denerwuje,a jej odpowiada posiadanie m臋skiego zwierz臋cia domowego,to zwi膮zek taki mo偶e trwa膰 przez d艂ugie lata,albo nawet ca艂e 偶ycie,bo przecie偶 mo偶na te偶 mie膰 na boku kochanka,drogie panie.Jedynie poni偶enie pantoflarza w obliczu og贸艂u mo偶e doprowadzi膰 do niespodziewanego wybuchu buntu i protestu,a nawet
                                                    rozwodu.Poza tym pantoflarz reaguje na znaki swojej pani
                                                    z pr臋dko艣ci膮 艣wiat艂a i jak si臋 go odpowiednio przyuczy,potrafi nawet aportowa膰 kapcie do 艂贸偶ka,wcale przy tym nie szczekaj膮c
                                                    i b臋d膮c cicho.
                                                    7.S艁ODKI BRUTAL
                                                    Zupe艂nie ciekawy typ,obrazuj膮cy prehistoryczne t臋sknoty kobiet za czu艂o艣ci膮 po艂膮czon膮 z pewn膮 doz膮 brutalno艣ci,ale nie za ostrej. W s艂odkich brutalach gustuj膮 kobiety maj膮ce we krwi par臋 kropelek masochizmu,kt贸ry bywa przez w/w typa zaspokajany. S艂odki brutal bywa g艂adko wygolonym facetem,pachn膮cym dobr膮 wod膮 toaletow膮,maj膮cym te偶 jako takie obycie towarzyskie.Potrafi przytuli膰,bywa rozkosznie czu艂y,ale te偶 lubi wskaza膰 dla kobiety
                                                    miejsce w 偶yciu,oraz troch臋 j膮 potresowa膰.S艂odki brutal nie posuwa si臋 nigdy do r臋koczyn贸w,potrafi wymusi膰 pos艂usze艅stwo krzykiem,albo podlizywaniem si臋 swojej partnerce.W 艂贸偶ku wie,co mo偶e sprawi膰 kobiecie przyjemno艣膰,a swoj膮 wiedz臋 wykorzystuje dla obop贸lnej korzy艣ci.Nie zawsze skory do pracy fizycznej,ch臋tnie robi r贸偶nego rodzaju interesy,kt贸re pozwalaj膮 mu si臋 utrzyma膰 na powierzchni,chocia偶 milionerem nigdy nie zostaje.S艂odki brutal nie daje si臋 niestety tresowa膰,jak pantoflarz,kobieta zajmuje w jego
                                                    偶yciu co prawda pierwsze miejsce,ale zaraz po nim.Nie nadaje si臋 zupe艂nie jako towarzysz 偶yciowy dla kobiet silnych,inaczej tzw.”ch艂opobab贸w”.
                                                    8.ZWYK艁Y BRUTAL
                                                    Zwyk艂y brutal jest wyj膮tkowo odra偶aj膮cym typem m臋skim,co to zamiast kupi膰 sobie worek treningowy,wykorzystuje jako powy偶szy swoj膮 kobiet臋.Osobnik przewa偶nie prymitywny
                                                    i prostacki,kt贸ry z braku logicznych argument贸w odpowiada pi臋艣ciami i kopniakami w odpowiedzi na logiczne zarzuty swojej partnerki.Uwa偶a zreszt膮,偶e tylko w taki spos贸b nauczy
                                                    kobiet臋 dyscypliny i pos艂usze艅stwa.Panoszy si臋 w domu,nie uznaje ust臋pstw na rzecz swojej poddanki.M膮dra kobieta po paru tygodniach 偶ycia ze zwyk艂ym brutalem bezb艂臋dnie potrafi go rozszyfrowa膰 i odej艣膰.Bywaj膮 jednak tzw.m臋czennice,licz膮ce wci膮偶 na to,i偶 typas w ko艅cu si臋 zmieni i przestanie podbijac oczy,艂ama膰 ko艣ci i 偶ebra.I tak czekaj膮 ca艂e 偶ycie.Wszystkim kobietom zalecamy porzucenie zwyk艂ego brutala bez jakichkolwiek wyrzut贸w sumienia i 偶al贸w,najlepiej zrobi膰 to tak,jak ze zu偶yt膮 prezerwatyw膮-wyrzuci膰 i zapomnie膰.
                                                    9.CHORY Z ZAZDROSCI
                                                    Chory to chory.Niekt贸re choroby s膮 uleczalne,inne nie i tak samo jest z chorymi z zazdro艣ci.Tego rodzaju przypad艂o艣膰,spotykana zreszt膮 nie tylko u m臋偶czyzn,nie ujawnia si臋 od razu,lecz po jakim艣 czasie trwania okre艣lonego zwi膮zku.Ka偶da choroba ma jaki艣 tam okres inkubacji i zanim wybuchnie-czai si臋.Drogie panie, o ka偶d膮 osob臋 dotkni臋t膮 wirusem nale偶y si臋 wprawdzie troszczy膰, ale w przypadku naszego aktualnego bohatera nie jest to wcale takie pewne.Taki chory cz艂owiek pocz膮tkowo wcale nie wie,偶e oto ju偶 nied艂ugo stworzy dla swojej partnerki rodzaj piekie艂ka na ziemi i 偶e wcale nie b臋dzie sobie zdawa艂 z tego sprawy.Zaczyna si臋 to wszystko do艣膰 niewinnie,m臋偶czyzna nagle odczuwa wzmo偶on膮 mi艂o艣膰 do swojej kobiety.Jest to zreszt膮 do艣膰 specyficzna forma mi艂o艣ci,przejawiaj膮ca si臋 w pod艣wiadomej ch臋ci ochrony partnerki przed z艂ym 艣wiatem zewn臋trznym.Tak偶e przed niepo偶膮danymi kontaktami,cho膰by zawodowymi,z innymi m臋偶czyznami,a nawet kole偶ankami,kt贸re przecie偶 te偶 chc膮 藕le.
                                                    I gdyby tylko przy tym pozosta艂o,mo偶na by艂oby jeszcze wytrzyma膰.Ale choroba post臋puje niestety dalej.Nast臋pnym symptomem jest stopniowe ograniczanie kobiecie mo偶liwo艣ci wychodzenia w wolnym czasie gdziekolwiek,ma ona za zadanie tylko siedzie膰 w domu i rozmydlonymi z mi艂o艣ci oczyma wpatrywa膰 si臋 w swojego umi艂owanego pana i w艂adc臋,bez przerwy zapewniaj膮c go o swoich bezgranicznych do niego mi艂osnych uczuciach.Jakakolwiek pr贸ba buntu pogarsza tylko sytuacj臋,facet robi ci膮gle to nowe awantury,kt贸rych jeszcze niedawno wcale nie by艂o.Potem dochodzi notoryczna podejrzliwo艣膰,偶e mimo jego dozoru kobieta pr贸buje bezustannnie si臋 z kim艣 spotyka膰,cho膰by akurat pracowa艂a po godzinach,poprawiaj膮c domowy bud偶et.
                                                  • leziox Re: Mezczyzna-zwierze myslace part.III 07.12.12, 12:39
                                                    Chory z zazdro艣ci zaczyna godzinami 艣ledzi膰 swoj膮 partnerk臋,
                                                    uparcie szukaj膮c dowod贸w na jej niewierno艣膰,co doprowadza do tragikomicznych sytuacji.Albo anga偶uje prywatnego detektywa, niepotrzebnie wywalaj膮c w b艂oto mn贸stwo pieni臋dzy,mog膮cych zosta膰 wydanych na lepsze cele.Nie wspominamy tu ju偶 o ci膮g艂ych pytaniach typu:-Gdzie by艂a艣 i co robi艂a艣?-jak te偶 chorobliwym rozliczaniu kobiety z ka偶dej minuty,jesli nie sekundy.
                                                    Normalna,ca艂y czas wierna kobieta,pomawiana nieustannie
                                                    o zdrad臋 wreszcie we藕mie i przyprawi partnerowi rogi,cho膰by na przek贸r-skoro ju偶 mnie on oskar偶a,to niech wiem za co!A wiadomo przecie偶,偶e upartej kobiety i tak si臋 nie upilnuje,je艣li ona nie upilnuje si臋 sama-ta oczywista prawda,znana niekt贸rym d偶entelmenom,teraz jakby odeszla w zapomnienie.
                                                    W dzisiejszych czasach biznes-woman i innych silnych kobiet, chory z zazdro艣ci ma niewielkie szanse uwi膮zania do siebie partnerki.Jako osobnik wybitnie niewyrozumia艂y i chory,nie mo偶e poj膮膰 faktu,偶e je艣li kobieta ma wystarczaj膮co du偶o swobody dzia艂ania-potrafi by膰 wierna ca艂e 偶ycie,je偶eli si臋 jej tylko w tym nie przeszkadza.Chorego z zazdro艣ci jest bardzo trudno wyleczy膰
                                                    z jego smutnej przypad艂o艣ci,cz臋sto jest to nawet niemo偶liwe
                                                    i w tym wypadku trzeba go niestety opu艣ci膰 naprawd臋,a nie tylko grozi膰 takim posuni臋ciem.
                                                    Ci,co maj膮 jeszcze szanse na wyzdrowienie,po opuszczeniu przez partnerk臋 do艣膰 szybko dochodz膮 do siebie i je艣li kobieta do domu jednak wraca,to chory z zazdro艣ci tak si臋 cieszy z powrotu swojej pani,偶e przez ca艂e p贸藕niejsze 偶ycie t艂umi ju偶 w zarodku uczucie zazdro艣ci,aby sytuacja si臋 nie powt贸rzy艂a.Nie ma to oczywi艣cie zastosowania w przypadku osobnik贸w szczeg贸lnie zatwardzia艂ych. Ci ostatni potrafi膮 by膰 nawet niebezpieczni,mog膮 szanta偶owa膰 zab贸jstwem lub samob贸jstwem,odnotowano wiele przypadk贸w wprowadzenia gro藕by w 偶ycie.Najlepiej wi臋c, szanowne panie,nie ryzykowa膰 i je艣li to mo偶liwe,unika膰 zazdrosnych typ贸w,
                                                    a w przypadku choroby nale偶y czym pr臋dzej z partnerem i艣膰 do psychologa,psychiatry lub wr贸偶ki,albo ciemn膮 noc膮 spakowa膰 walizki,zabra膰 swoje oszcz臋dno艣ci i wynie艣膰 si臋 na koniec 艣wiata najlepiej z jakim艣 niezazdrosnym milionerem,nie zostawiaj膮c zwrotnego adresu.
                                                    10.DROBNY PIJACZEK
                                                    Drobny pijaczek uwielbia wyprawy z kolesiami do knajpki,kt贸r膮 odwiedza ju偶 od lat.Nie robi jednak tego,aby zdradzi膰 swoj膮 partnerk臋,tylko aby poby膰 razem z kumplami,popi膰 piwko
                                                    i po艣mia膰 si臋,je艣li jest ku temu okazja lub nie.Typ do艣膰 spokojny,lubi膮cy wprawdzie popi膰,ale id膮cy grzecznie do 艂贸偶ka,jesli jest spity mocniej.Posiada zalet臋 nie bicia po pijanemu kobiety,a zw艂aszcza wtedy.Drobny pijaczek wymaga jedynie odrobiny tolerancji ze strony swojej partnerki,kt贸ra zawsze mo偶e przekona膰 si臋 o jego dozgonnej wierno艣ci,odwiedzaj膮c knajp臋, gdzie przesiaduje on podczas wolnego czasu i zawsze mo偶na go tam wtedy zasta膰.Opowie艣ci drobnego pijaczka o jego rzekomych podbojach mi艂osnych tworzone s膮 jedynie na u偶ytek kumpli od kufla i chyba tylko oni w tego rodzaju opowie艣ci wierz膮.Ten偶e facet pozwala si臋 w 偶yciu prowadzi膰 niemal tak dobrze,jak pantoflarz,z t膮 jednak r贸偶nic膮,偶e wymaga nieco swobody przy 艂a偶eniu do knajpy i grze z kolegami w karty.Je艣li jego drobne hobby nie zamienia si臋 przy tym w alkoholizm i przegrywanie w pokera 偶ony oraz dorastaj膮cej c贸rki,to mo偶na z tym typem spokojnie 偶y膰,z czego nale偶y si臋 tylko cieszy膰.
                                                    11.TYRAN DOMOWY
                                                    Co艣 takiego jak tyran domowy,urodzi艂o si臋 niedowarto艣ciowane
                                                    i przez ca艂e p贸藕niejsze 偶ycie usi艂uje wzmacnia膰 sw贸j autorytet poprzez ci膮g艂e psychiczne m臋czenie swojego najbli偶szego otoczenia.Pedantyczny do przesady-wszystko musi sta膰 na swoim miejscu,jakakolwiek zmiana po艂o偶enia dowolnego przedmiotu
                                                    o u艂amek milimetra zostaje natychmiast zauwa偶ona i wprowadza go w nastr贸j rozdra偶nienia i zdenerwowania.Ze swoj膮 kobiet膮 rozmawia wy艂膮cznie tonem kaprala w wojsku,nie znosi sprzeciwu i tego,偶e kto艣 mo偶e mie膰 ca艂kiem odmienne zdanie,ni偶 on.Co艣 takiego doprowadza go zawsze do ataku sza艂u i nast臋puj膮cej po tym histerii,co jest dla kobiety bardziej m臋cz膮ce,ni偶 oberwanie po ryju i trwa o wiele d艂u偶ej.Potrafi si臋 on przyczepi膰 nawet do tego, 偶e 艣wiat艂o w lod贸wce nie jest zgaszone,a ugotowany makaron jest pogi臋ty.Wszystko musi w domu gra膰,ale cho膰by partnerka stara艂a si臋 nie wiadomo jak i pracowa艂a na okr膮g艂o,nie 艣pi膮c i nie odpoczywaj膮c,to tyran domowy zawsze znajdzie co艣 nie za艂atwionego,robi膮c natychmiast awantur臋.Spo艣r贸d sprz膮tni臋tych miliard贸w drobinek kurzu potrafi spostrzec t膮 jedyn膮 nieuprz膮tni臋t膮,co nadaje si臋 ju偶 do ksi臋gi Guinessa. Zamieszkiwanie z tyranem domowym jest koszmarem gorszym, ni偶 posiadanie jadalni w kostnicy przycmentarnej i nie rokuje dobrych nadziei na d艂ugoletnie po偶ycie.
                                                    12.PRZYJACIEL KOBIET
                                                    Co艣 zupe艂nie wyj膮tkowego w kolekcji m臋skich odmian.Ten cz艂owiek jest cierpliwym s艂uchaczem damskiego paplania,potrafi godzinami dyskutowa膰 o problemach kobiecych z kobietami
                                                    i nawet m膮drze doradza膰,co paniom oczywi艣cie si臋 podoba.Przy tym zachowuje si臋 z regu艂y jak d偶entelmen,je艣li obiecuje,偶e podczas przypadkowego noclegu nie b臋dzie si臋 do swojej znajomej dobiera艂,r贸wnie偶 tak i czyni,chyba 偶e ona sama o to poprosi,bo kobieta zmienn膮 jest,o czym panowie z regu艂y wiedz膮.
                                                    Osobnik do ta艅ca i do r贸偶a艅ca,umie wype艂ni膰 wolny czas dla niewiasty,specjalnie nawet przy tym nie my艣l膮c o seksie.Niezbyt zaradny,je偶eli o podrywanie dziewczyn chodzi,jego kumple przewa偶nie s膮 lepsi w te klocki,ale je艣li w ko艅cu uda mu si臋 zdoby膰 dziewczyn臋,to tak膮,o kt贸rej jego koledzy b臋d膮 marzyli ca艂e 偶ycie i tylko na marzeniach si臋 sko艅czy.Kobieta maj膮ca go za przyjaciela mo偶e na niego liczy膰 o ka偶dej porze dnia i nocy,gdy tylko tego potrzebuje.Przyjaciel kobiet je艣li ju偶 co艣 dla tych ostatnich robi,to nie dlatego,aby si臋 im przypodoba膰,a potem ci膮gn膮膰 do 艂贸偶ka,lecz dlatego,偶e nie jest a偶 tak bardzo wyrachowan膮 艣wini膮 i lubi ludziom,w艂膮czaj膮c w to kobiety, pomaga膰.Dla swojej aktualnej partnerki jest wierny,ta ostatnia musi jednak nauczy膰 si臋 akceptowania wizyt jego przyjaci贸艂ek u niej w domu, lub wizyt swego partnera u innych pa艅.Je艣li zrozumie,偶e nie chodzi on na dziwki,a tylko chce pom贸c innej kobiecie,lub da膰 si臋 jej po prostu wygada膰,to zwi膮zek z przyjacielem kobiet ma przysz艂o艣膰.
                                                    13.PLATONISTA
                                                    Kto艣 taki mo偶e podoba膰 si臋 cnotliwym panienkom,kt贸re nie przekroczy艂y wieku lat 16-tu,starsze panie uwa偶aj膮 platonist臋 za zdziwacza艂ego idiot臋 deklamuj膮cego wiersze,zapewniaj膮cym co chwil臋 o swej mi艂o艣ci i boj膮cym si臋 dotkn膮膰 wybrank臋 serca,bo wydaje mu si臋,偶e w ten spos贸b zbezcze艣ci swoje wielkie uczucie.Ale 偶e kobiety lodowymi bry艂ami te偶 nie s膮 i maj膮 nieraz ochot臋 na chwileczk臋 zapomnienia,to po kr贸tkim czasie opuszczaj膮 platonist臋,w panice szukaj膮c jakiego艣 normalnego typa.Swoje mi艂osne zawody platonista cz臋sto przelewa na papier,co
                                                    czyni z niego nierzadko znanego poet臋,cz臋sto te偶 psychicznego impotenta na dodatek.W przypadku trafienia na platonist臋 mo偶na sobie wyobrazi膰,ze i taki zwi膮zek m贸g艂by kiedy艣 by膰 szcz臋艣liwy,ale od czasu narodzin Chrystusa kolejne kroniki jeszcze takiego zdarzenia nie odnotowa艂y.Kobietom z natury ju偶 gor膮cym odradza si臋 hodowanie platonisty,bo kary za zamordowanie ma艂偶onka w naglym ataku sza艂u bywaj膮 dotkliwe.Jedynym sposobem wykorzystania Platonisty do swoich cel贸w jest spicie go szampanem,koniecznie francuskim i przer偶ni臋cie sie z nim przez seksualny maraton trwaj膮cy dni kilka.Potem mo偶na Platonist臋 wystawi膰 za drzwi,lub,je艣li si臋 okaza艂o,偶e jego cnotliwe cechy odesz艂y w zapomnienie,pohodowa膰 w domu na pr贸b臋 przez par臋 tygodni,do wyja艣nienia,kim aktualnie zosta艂.
                                                  • leziox Re: Mezczyzna-zwierze myslace part.IV 07.12.12, 12:41
                                                    14.PROSTY CHAM
                                                    Tutaj wy艂azi z but贸w przys艂owiowa s艂oma,co nie oznacza przy tym,i偶 w/w typ musi koniecznie by膰 wie艣niakiem,czy rolnikiem. Jedno z drugim nie ma nic wsp贸lnego.Proste chamy zdarzaj膮 si臋 te偶 w艣r贸d profesor贸w uniwersyteckich,lekarzy,naukowc贸w,czy ksi臋偶y,chocia偶 ci ostatni raczej ma艂偶e艅stw nie zawieraj膮,chyba 偶e ewangeliccy.Tacy m臋偶czy藕ni nazywani s膮 te偶 gburami czy prostakami,co na jedno wychodzi.Brak obycia towarzyskiego, mlaskanie przy jedzeniu,pierdzenie przy ludziach i g艂o艣ne bekanie s膮 tylko paroma z wielu przyk艂ad贸w na to,co charakteryzuje prostego chama.Taki facet odnosi si臋 do swojej partnerki z lekcewa偶eniem,cz臋sto bije j膮 tylko za to,偶e zwr贸ci艂a uwag臋 na jego brudne paznokcie,czy na to,偶e przed uprawianiem mi艂o艣ci powinien by艂 si臋 wyk膮pa膰.Wyzywanie kobiety od ostatnich jest smutn膮 codzienno艣ci膮.Fakt,偶e nosi on czasem garnitur,nie zmienia jego 偶yciowego zakwalifikowania.Dla prostego chama osoby inteligentne s膮 wrogami,co wynika z jego pod艣wiadomego kompleksu ni偶szo艣ci w stosunku do os贸b chamami nie b臋d膮cych i posiadaj膮cych wi臋cej ni偶 dwie kom贸rki w m贸zgu.W odniesieniu do tych偶e os贸b prosty cham jest zawsze agresywny i opryskliwy, odnosi si臋 do nich z wy偶szo艣ci膮,czyli jest po prostu sob膮.S艂abszych fizycznie,a zw艂aszcza swoj膮 partnerk臋,napastuje i n臋ka,przed silniejszymi p艂aszczy si臋 i pe艂za.Niestety obecny kodeks post臋powania karnego traktuje prostych cham贸w na r贸wni z lud藕mi i nie pozwala na postawienie ich przed plutonem egzekucyjnym,a innych cz艂onk贸w spo艂ecze艅stwa zmusza do tolerowania ich na codzie艅.Dop贸ki ta sytuacja nie ulegnie zmianie,zaleca si臋 kobietom omijanie prostych cham贸w z daleka
                                                    i unikanie ich jak zarazy,bo tak ju偶 bywa,偶e ich w膮tpliwej jako艣ci s艂awa szybko si臋 roznosi i z regu艂y wiadomo,kto jest kto.
                                                    15.HOMOSEKSULISTA
                                                    Jak sama nazwa wskazuje,nie jest to kto艣 stworzony dla u偶ywania go przez kobiety,ale 偶e te偶 w naszej galerii wyst臋puje,to wymieni膰 go wypada.Zamiast damskich dziurek woli m臋skie,chocia偶 sam jest m臋偶czyzn膮.Kobiety raczej omija,chocia偶 zdarza si臋,偶e prowadzi z nimi interesuj膮ce dysputy.Na rozmowie jednak si臋 zawsze ko艅czy.O partnerstwie w tym wypadku nie ma mowy,s膮 to ludzie,kt贸rzy 偶yj膮 swoim w艂asnym 偶yciem i raz s膮 m臋偶czyzn膮,a raz kobiet膮,chocia偶 brzmi to absurdalnie.
                                                    16.NARCYZ
                                                    Kto艣 tak bardzo w sobie zakochany nie potrafi kocha膰 innej osoby
                                                    i niestety w wypadku Narcyza nie jest inaczej.Uwielbia on siebie do tego stopnia,偶e na sw贸j widok odczuwa niemal偶e podniecenie seksualne.Bez przerwy ka偶e si臋 podziwia膰,pyta czy jest 艂adny,ale w tym ca艂ym samozachwycie nie znajduje ju偶 czasu na mi艂o艣膰 dla swojej partnerki.Egoizm i samouwielbienie cechuj膮 naszego Narcyza,niestety.To powoduje szybki rozk艂ad po偶ycia i koniec zwi膮zku.Typ zupe艂nie niezdatny do mieszkania z kobiet膮,gdy偶 kogo艣 uwa偶aj膮cego si臋 za pi臋kniejszego od nich i przebywaj膮cego z nimi pod jednym dachem kobiety nie znios膮,niewa偶ne,czy chodzi tu o m臋偶czyzn臋 czy te偶 kobiet臋.A tym bardziej,gdy widz膮,偶e Narcyz po艣wi臋ca na swoj膮 piel臋gnacj臋 o wiele wi臋cej czasu,ni偶 one.I chocia偶 nazywa si臋 on tak samo,jak niebrzydki przecie偶 kwiatek,to sam nale偶y raczej do zi贸艂ek,kt贸rych zreszt膮 wypleni膰 nie mo偶na.Ale tak,jak inni ma przecie偶 prawo do 偶ycia.
                                                    17.STARY SYNEK MAMUSI
                                                    W galerii m臋skiej nie mo偶e naturalnie zabrakn膮膰 oczywi艣cie synka mamusi.W艂a艣ciwie nie wiadomo,w jakim celu taki m臋偶czyzna,o ile mo偶na go w艂a艣ciwie m臋偶czyzn膮 nazwa膰,usi艂uje za艂o偶y膰 rodzin臋.
                                                    Wszystko,czego potrzebuje,ma u mamy.Jedzenie,wikt i opierunek, telewizj臋 i nawet za mieszkanie nie zawsze musi dop艂aca膰.
                                                    W zwi膮zku z powszechnym zakazem kazirodztwa,brak seksu rodzinnego rekompensuje sobie ten偶e osobnik chodzeniem na dziwki oraz innymi przygodnymi znajomo艣ciami.
                                                    Kobieta,kt贸ra przypadkiem da si臋 usidli膰 takiemu cz艂owiekowi, musi pami臋ta膰 o tym,偶e nigdy nie ujrzy w oczach Starego Synka Mamusi uznania za swoje starania.Wszystko,co lepsze,robi艂a mama,lepiej gotowa艂a,sprz膮ta艂a i pra艂a,oraz czyta艂a bajki na dobranoc.Jedynie w sprawach 艂贸偶kowych m臋偶czyzna taki nie ma mo偶liwo艣ci stwierdzenia,偶e mama robi艂a to lepiej.
                                                    Po ka偶dej r贸偶nicy zda艅,k艂贸tni wewn膮trzrodzinnej,jakim艣 drobnym zarzucie ze strony po艂owicy mamusiny pupilek dzielnie zasuwa do tej ostatniej,aby wyp艂aka膰 si臋 w r臋kaw,oraz zapyta膰 o rad臋 na przysz艂o艣膰.Pami臋ta膰 nale偶y przy tym,偶e Stary Synek Mamusi, odizolowany od codziennego kontaktu z rodzicielk膮 bardzo cierpi,jednak偶e po paru miesi膮cach cz臋艣ciowej izolacji potrafi si臋 dostosowa膰 i przerzuca wtedy swoje uczucia na ma艂偶onk臋.Ta musi by膰 zawsze bardzo czujna,by kiedy艣 znowu bieguny mi艂o艣ci u SSM si臋 nie odwr贸ci艂y w przeciwn膮 stron臋.Tu zaleca si臋 umiej臋tne dozowanie ilo艣ci wizyt u mamusi.Takie post臋powanie przynosi nadzwyczaj dobre wyniki i ze Starego Synka Mamusi robi si臋 prawdziwy ch艂op,dbaj膮cy o 偶on臋 i wyp艂akuj膮cy si臋 teraz jej
                                                    w sukienk臋.


                                                    I to by by艂o w艂a艣ciwie wszystko o m臋skich typach znanych autorom.Je偶eli w jakikolwiek spos贸b uda艂o nam si臋 przyczyni膰 do unikni臋cia chocia偶 jednej k艂贸tni pomi臋dzy partnerami
                                                    i przynajmniej jednego rozwodu,oraz chocia偶 jednego pozwu
                                                    o alimenty,b臋dziemy czu膰 si臋 niezmiernie szcz臋艣liwi,albowiem d膮偶enie do absolutnego szcz臋艣cia na Ziemi i we wszech艣wiecie le偶y nam jak najbardziej na sercu.
                                                    W tym miejscu nasza ekipa redakcyjna 偶egna si臋 z kochanymi czytelniczkami,po艣piesznie pakuj膮c walizki i umykaj膮c tajnym przej艣ciem przed rozw艣cieczonymi przedstawicielami wszystkich wymienionych powy偶ej grup m臋skich,podpalaj膮cych w艂a艣nie gmach wydawnictwa,zmierza w kierunku lotniska,aby opu艣ci膰 na jaki艣 czas kraj w ramach urlopu bezp艂atnego.

                                                    THE END
                                                    Copyright by Leziox


                                                  • leziox Zakupy w markecie 06.03.13, 18:19
                                                    Zakupy w markecie

                                                    Tatu艣 po piwko,jak zwykle,sam i艣膰 musi
                                                    Nawet bez mamusi
                                                    C贸rka te偶 pom贸c nie chce
                                                    Mimo 偶e sama browar ch艂epce

                                                    A za oknem 偶ar pali jak w Afryce
                                                    Pa艣膰 na ryj przyjdzie chyba si臋
                                                    Targa膰 skrzynk臋 trzeba na plecach
                                                    Nie dojdzie tata,b臋dzie heca

                                                    Tata ju偶 kurwami rzuca艂 z rana
                                                    Bo piwo jak 艣mietana
                                                    Od paso偶yt贸w wyzywa艂 i bladzi
                                                    Za lenistwo tak rodzinie kadzi艂

                                                    Ale nie by艂o odzewu,wiadomo,
                                                    Pieszczoty wi臋c sko艅czono
                                                    Flaszki puste do plecaka wrzucone
                                                    Nie s膮 za lekkie one

                                                    Z pian膮 na ryju szed艂 tata pod g贸r臋
                                                    Przeklinaj膮c ka偶d膮 dziur臋
                                                    Co piffko targa膰 przeszkadza
                                                    Trampki na nogach uszkadza

                                                    Wrzyna艂 mu si臋 plecak w ramiona opalone
                                                    Po choler臋 ma cz艂owiek c贸rk臋 i 偶on臋?
                                                    Tak my艣la艂 cz艂owiek spragniony
                                                    Piwa zimnego pozbawiony

                                                    Przeklina艂 domowe prostytutki
                                                    Tak 偶膮dne piwa oraz w贸dki
                                                    Lecz dupy ruszy膰 niesk艂onne
                                                    Po dobra we flaszce wonne

                                                    Laz艂 przez moczary i 艣mierdz膮ce b艂ota
                                                    Co zrobi z cz艂owiekiem ochota
                                                    Na piwka 艂yczek z butelki jasnego
                                                    Tyle cierpie艅 dlatego

                                                    Spocony jak 艣winia wlaz艂 do marketu
                                                    Ile tam sta艂o piwnych gad偶et贸w!
                                                    Lecz na co gad偶ety z pomponami
                                                    Piwo la膰 w gard艂o chcia艂 z b膮belkami

                                                    Skrzynka mieszana z 偶ywcem i wark膮
                                                    Wesz艂a do kosza szparko
                                                    Teraz bieg do kasy odrzutowy
                                                    Wnet piwko walnie do g艂owy

                                                    Ju偶 zap艂acono 艂adnie przy kasie
                                                    „-Dzi艣 nie le膰 do domu z艂amasie”
                                                    Pomy艣la艂 nagle tata zaskoczony
                                                    „Dzisiaj wypij臋 bez c贸rki i 偶ony”

                                                    Schowa艂 si臋 ze skrzynk膮 w krzaczkach
                                                    By jaka w艂adza nie nasz艂a
                                                    Otworzy艂 pierwsza flaszeczk臋
                                                    Nadda艂 si臋 kapselek grzecznie

                                                    I rzuci艂 si臋 jak smok tata
                                                    Na flaszk臋 jak z cyrku akrobata
                                                    Wywali艂 w par臋 sekund browara
                                                    Tata przy piwku si臋 stara

                                                    By ju偶 nie nudzi膰 opisem
                                                    Zadowol臋 was szkicem
                                                    Tata pod krzaczkiem zasn膮艂 znu偶ony
                                                    Wychla艂 bez c贸rki i 偶ony

                                                    Te zaniepokojone nieco,
                                                    Bo flaszki same nie przylec膮
                                                    Znalaz艂y tat臋 pod krzakiem
                                                    Nagrzanego i ju偶 z kacem

                                                    Co tata jeszcze wyzywa艂 rodzink臋
                                                    Nie wspomn臋 nawet krzynk臋
                                                    Lecz ca艂e osiedle s艂ysza艂o kazanie
                                                    Gdzie rodzinie piwko stanie

                                                    Tym zdarzeniem strwo偶ona
                                                    Tak c贸rka jak i 偶ona
                                                    Pedzaj膮 si臋 teraz do sklepu same
                                                    Co robi dobre wychowanie

                                                    A tata sobie jako艣 radzi
                                                    Nie wyzywaj膮c ju偶 od bladzi
                                                    Poda zimne piwko 偶onka lub c贸rka
                                                    I kwaszonego te偶 og贸rka

                                                    M臋偶czy藕nie wszak ma艂o potrzeba
                                                    By poczu膰 si臋 blisko nieba
                                                    Zimne piwko,kobietka,zabawka
                                                    Ju偶 szcz臋艣liwy m膮偶 jest i basta

                                                    Te co nie rozumiej膮 historii
                                                    Robi膮 w rodzinie bitwy i wojny
                                                    A tu tylko piwko w siateczce
                                                    I szcz臋艣cie rodzinne jest wieczne

                                                    THE END
                                                    Copyright by Leziox
                                                  • leziox Nie spinaj sie tak 16.09.13, 00:20
                                                    Nie spinaj sie

                                                    Nie spinaj si臋 cz艂eku,bo po co ten zn贸j
                                                    Masz jedno wszak 偶ycie,wi臋c jako艣 w nim st贸j
                                                    Korzystaj i nie daj si臋 szmaci膰 jak wsza
                                                    Miej honor sw贸j zawsze-i gra

                                                    Bo na co te ca艂e szarpanie jest ci
                                                    呕e s膮siad ma wi臋cej,potrzebne te偶 ci?
                                                    Ze dwa samochody,kryszta艂y i quad
                                                    Niech s膮siad ma sobie,cho膰 gad

                                                    Zaszarpa膰 si臋 艂atwo za艣 cia艂o nie stal
                                                    Co艣 zepsu膰 si臋 mo偶e-co by艣 za to da艂
                                                    By zdrowym by膰 zawsze-zasuwa膰 jak trza
                                                    A tu nagle w oczach pojawia si臋 mg艂a

                                                    I na co ci kasa i domek z basenem
                                                    I z艂oto czy srebro i obraz z jeleniem
                                                    Harujesz,pakujesz jak wariat czy co
                                                    A zdrowie ci臋 艣ci膮ga powoli na dno

                                                    Nie sypiasz za wiele,po艣wi臋casz si臋 wci膮偶
                                                    Bo 偶ona,czy c贸rka,rodzice lub m膮偶
                                                    Dni siedem w tygodniu zapierdol i zn贸j
                                                    Co艣 w ko艅cu wysi膮dzie-i chuj

                                                    Przyszed艂e艣 tu nagi i p贸jdziesz tak st膮d
                                                    A je艣li nie wierzysz,to tylko tw贸j b艂膮d
                                                    Nic z sob膮 nie we藕miesz na lepszy ten 艣wiat
                                                    Jak dusza wylezie i w chmurki da czad

                                                    Te rzeczy,przedmioty,otoczka w艣r贸d nas
                                                    To wszystko tak wa偶ne,jak z dupy jest gaz
                                                    I nie 偶al przedmiot贸w lecz ludzi jest 偶al
                                                    Co 偶ycie swe trac膮 na szmal

                                                    Nie spinaj si臋 cz艂eku,bo po co ten zn贸j
                                                    Gdzie艣 czyha rodzinka na spadek ju偶 tw贸j
                                                    Opanuj si臋 jeszcze,dla siebie co艣 zr贸b
                                                    Bo co ci po kasie jak b臋dziesz juz trup

                                                    THE END
                                                    Copyright by Leziox
                                                  • leziox Porudzialo 08.10.13, 20:54
                                                    Porudzialo

                                                    Sch艂odzi艂o si臋,woko艂o znowu porudzia艂o
                                                    Ptaki odlecia艂y do dalekiego ciepe艂ka
                                                    A nam siebie ci膮gle ma艂o i ma艂o
                                                    I ci膮gle si臋 na wredny kalendarz zerka

                                                    Li艣cie spadaj膮 milczkiem na ziemi臋
                                                    Pod butami nam szemrz膮 i szeleszcz膮
                                                    Chowa si臋 w zau艂ki owad贸w ca艂e plemi臋
                                                    Rzadkie s艂o艅ca promienie jeszcze g艂ow臋 pieszcz膮

                                                    Wiatr daje zna膰 o sobie w kominie hucz膮c
                                                    Deszcz znienacka zab臋bni o szyby ponuro
                                                    Kot ogrzewa kolana cicho bajki mrucz膮c
                                                    I jaki艣 dreszcz zatrz臋sie czasem ca艂膮 sk贸r膮

                                                    Jesie艅 przysz艂a,moja droga,jeszcze jest pi臋knie
                                                    Z艂oci艣cie maluj膮 si臋 drzewa swoim makija偶em
                                                    Tylko czasem w duszy co艣 niezno艣nie st臋knie
                                                    Ma艂o nam nas ma艂o nam naszych zdarze艅

                                                    W piecyku drewno si臋 偶arzy po艣wiat膮 wi艣niow膮
                                                    Wi艣niowa nalewka Twoja tak mnie rozgrzewa艂a
                                                    Twe wi艣niowe usta,ty nad moj膮 g艂ow膮
                                                    Gdy mnie na wi艣niowo wci膮偶 tak ca艂owa艂a艣

                                                    Sch艂odzi艂o si臋,woko艂o znowu porudzia艂o
                                                    Pierwszy mr贸z skuwa u Ciebie w ogrodzie ziemie
                                                    Ca艂e skrzynie wspomnie艅 chocia偶 fotek o wiele za ma艂o
                                                    Wszystkiego za ma艂o,cho膰 tego jeszcze nie zmieni臋

                                                    Spi偶arnie pe艂ne,owoce na nalewk臋 znowu szykujesz
                                                    Jesie艅 czasem zadumy jest nad naszym szale艅stwem pi臋knym
                                                    Ja tu t臋skni臋 a ty pewnie zn贸w og贸rki wekujesz
                                                    I zn贸w mieszasz zio艂a dla mnie,dasz mi je razem nast臋pnym

                                                    Sch艂odzi艂o si臋,woko艂o znowu porudzia艂o
                                                    Li艣cie i czas lec膮-my wci膮偶 na siebie czekamy
                                                    Kalendarz wertujemy w艣ciekle by szybciej mija艂o
                                                    Gdy jak dwa zwierzaki do siebie pognamy.

                                                    THE END

                                                    Copyright by Leziox

                                                  • leziox Sl贸wko do gl贸wnego projektanta 24.12.13, 10:24
                                                    Projektant Gl贸wny

                                                    Gdy B贸g,nasz wielki projektant wezwie nas do siebie
                                                    To nagle sie znajdziemy-prawdopodobnie-w niebie
                                                    I w oczach zobaczymy nasze zycie jak zylismy
                                                    Oraz jak z tym wszystkim sobie zaczelismy

                                                    W laboratorium wszechswiata charakterki nam sie poczely
                                                    Gorsze lub lepsze tylko skad sie nam one wziely
                                                    Czy to dar od nieba czy od glebszej swiata strony
                                                    I Panu Bogu swieczke i diablu ogarka poklony

                                                    Mysle ze Bogu chcielismy sie udac jak najlepiej
                                                    W koncu projektant czuje sie najlepiej na swiecie
                                                    Gdy mu projekt wypali a szef pochwali za dobre czyny
                                                    I nikt nie wrzeszczy-coscie by zrobilli,jebane skurwysyny!

                                                    Tylko nasza wlasna wola wolna troche nas opetala
                                                    Wladzy za duzo w lapki dostalismy,a to nas upitala
                                                    I jak wladza to na innych juz kladziemy chuj
                                                    Smutne to i wredne ,bo wspolny wszak my r贸j

                                                    Gl贸wny nasz projektant zapewne troche sie smuci
                                                    Ze wszystko poswiecamy my dla kasy,w贸dy i chuci
                                                    Pierdolac jego przykazania tudziez do opamietania wezwania
                                                    Zwlaszcza zesmy nie wieczni,nie stworzeni do wiecznego chlania

                                                    Drogi Boze,jakich nam sobie stworzyles,takich nas masz
                                                    Nie smuc sie za bardzo ze ludzie rzucaja na ludzi glaz
                                                    I spychaja sie w przepasc nawzajem dla honoru i kasy
                                                    Dobrzy ludzie tez sa na swiecie,nie tylko kutasy

                                                    Drogi Boze ,nie smuc sie i nie uciekaj od nas w spiralne galaktyki
                                                    Wszedzie i tam czekaja na ciebie jakies tworzenia wnyki
                                                    Ze sie nie uda jakis rodzaj i cos sie spierdoli
                                                    Nie miej nadziei ze wszystko pojdzie wedlug twej woli

                                                    A my chcemy miec po prostu spokoj i czasami swietowac
                                                    Zrobic party,pic i kochac i niczego po prostu nie zalowac
                                                    Nie zaluj wiec tak do konca ze stworzyles nas,ludzi
                                                    Moze nasz wrzask i radocha zycia ze snu cie tworczego wybudzi

                                                    Wiemy ze tworc谩 bycie to rzecz nadzwyczaj trudna
                                                    To co wyjdzie na kowadle,tez spraw谩 jest zludn谩
                                                    Ladnie wyglada na poczatku tworzenia narodek jakis
                                                    No i co z tego jak potem nastroj ma sie pizdowaty

                                                    My Cie rozumiemy Boze,wszak my sa Polacy
                                                    Nie idealni tylko zawsze my bylismy jacy tacy
                                                    Zdziwieni zgorszeni i od wojen nieuchronieni
                                                    Nie majac nadziei ze cos tam sie nam kiedys zmieni

                                                    Wiec drogi stworco,taka rada na poczatek lub koniec tworzenia
                                                    Gdy twym owieczkom swiadomosc zbyt sie szybko zmienia
                                                    Nie rzucaj piorunami i nie zsylaj zaraz potopu na nas
                                                    My madrzejemy,a twa wiedza procentuje wszak w nas

                                                    Daj nam nadzieje na madrosc,na szacunek dla blizniego
                                                    Aby nie wytaczac armaty gdy zadzwieczy dzwonek od niego
                                                    I nie wystrzeliwac rakiet bo ktos wyzwal kogo od chuji
                                                    Na swiecie wystarczajaco mamy dosyc r贸znych luji

                                                    Zyczymy Ci Boze nasz projektancie pradawny stary
                                                    By Ci sie inne projekty lepiej niz nasz projekt udaly
                                                    Mimo wszystko scierpimy wszystko jakos dzielnie dosyc
                                                    Na polu dojrzewaja jeczmienia na piwko klosy

                                                    To mowiac,z namyslem zapalam dla Ciebie swieczke
                                                    Nie zarzne nic na ofiare,no bo kocham swoja owieczke
                                                    Zrozumiesz to wszak,bos ty swietlisty i bez wymagan fizycznych
                                                    Bos ty projektant nasz ,nas ludzi mniej i wiecej slicznych

                                                    Nie naciskaj guziczkow w swym pulpicie zbyt szybko
                                                    Mysl ciagle co robisz,to nie harcerskie ognisko
                                                    Tylko swiata tworzenie mozolne i ciagle z klopotami
                                                    Gdy za nami zatesknisz,zadzwon-ciagle bedziesz z nami

                                                    A my zyjemy tak,bardziej marnie niz dobrze ale o tym wszak wiesz
                                                    I nie wymawiaj sie tylko tym,ze wszystko to jest rzecz
                                                    Bo w niebie na chmurkach wygodnie Ci byc moze
                                                    Ale nam tu na dole ciagle gorzej i gorzej

                                                    Pozdrawiamy Cie wiec juz nie marudzac stale jak cepy
                                                    Zyj nam zdrowo w przestworzach i zachowaj zdrowie rzepy
                                                    My sie pomodlimy do Ciebie jak potrzeba zajdzie
                                                    Ty nas nie wysluchasz tradycyjnie-wyjscie sami znajdziem.

                                                    THE END
                                                    Copyright by Leziox
                                                  • leziox Dla hecy 22.02.14, 22:40
                                                    Czasem tak dla hecy
                                                    Stukne bejsbolem kogo w plecy
                                                    A potem sie czepia pan dzielnicowy
                                                    Zem nie ortopeda tylko zb贸j osiedlowy.
                                                  • leziox Przepi贸reczka 22.08.14, 21:07
                                                    Przepi贸reczka

                                                    Uciek艂a mi przepi贸reczka w proso
                                                    A ja za ni膮 nieboraczek,z kos膮
                                                    Spierdala艂a szybko mi przez pole
                                                    Co ja my艣la艂,偶e z kondycj膮 nie wydol臋

                                                    Jak stru艣 gna艂a a nie jak przepi贸rka
                                                    Przez strumyczek,w lasek,tam gdzie g贸rka
                                                    Przebiera艂a kr贸tkimi n贸偶kami
                                                    Trzaska艂 ja gumak贸w cholewkami

                                                    Pot perlisty na kufajk臋 wyszed艂
                                                    Beret spad艂 mi w bagienne zacisze
                                                    Kosa ci臋艂a ga艂臋zie i p艂oty
                                                    Gna艂em przepi贸rk臋 nie dla ochoty

                                                    Przylecia艂a do mnie raz do okna
                                                    Szczebiota艂a 偶e taka robotna
                                                    Wzi膮艂 ja j膮 do izby na dwie nocki
                                                    Uk艂adali my w po艣cieli klocki

                                                    Robotna przepi贸reczka nie by艂a
                                                    Siedzia艂a na piecku,ci膮gle pi艂a
                                                    Samogon m贸j domowej roboty
                                                    Obala艂a,potem wko艂o p艂oty

                                                    Tylko w nocy na mnie przysiada艂a
                                                    Kupereczkiem troszk臋 porusza艂a
                                                    Po膰wierka艂a raz cicho raz g艂o艣no
                                                    Nazywa艂a to jak膮艣 mi艂o艣ci膮

                                                    Ja tam nie wiem co romans co mi艂o艣膰
                                                    Dbam by zwierz臋 nakarmione by艂o
                                                    Krowy,艣winki i inne bydlaki
                                                    Wszystkie pozosta艂e ssaki,ptaki

                                                    Przepi贸reczk臋 te偶 karmi艂em przeca
                                                    Mi臋sko,kurk臋 nosi艂em do pieca
                                                    Ona tam napita ju偶 siedzia艂a
                                                    Jakich艣 nowych potraw wymaga艂a

                                                    Nie 艣piewa艂a ju偶 tylko skrzecza艂a
                                                    Ka偶d膮 robot臋 te偶 olewa艂a
                                                    Ja zm臋czony jak z obory wraca艂
                                                    Nie mia艂em ochoty by j膮 maca膰

                                                    Tak mi dni z przepi贸rk膮 przemija艂y
                                                    Nie dla forsy ja pracowa艂 ani chwa艂y
                                                    Ale praca mnie te偶 bogaci艂a
                                                    Przepi贸reczka tym si臋 zachwyci艂a

                                                    Zacz臋艂a mi 膰wierka膰 jakie艣 bzdety
                                                    I偶 mnie kocha i 偶e mam zalety
                                                    Ja tam zalet swych nie liczy艂 wcale
                                                    Harowa艂em na poletku stale

                                                    Tak co mnie jej gadka nie rusza艂a
                                                    Za to ona ju偶 pretensje mia艂a
                                                    Przepi贸reczka sta艂a si臋 wrzaskliwa
                                                    Domaga艂a si臋 do w贸dki piwa

                                                    Znudzi艂o mnie to ptaszysko wreszcie
                                                    We藕 si臋 ty ju偶 do roboty jeszcze
                                                    A jak nie chcesz pom贸c mi na roli
                                                    Mo偶esz lecie膰 dalej a偶 do woli

                                                    Przepi贸reczka pierdoln臋艂a drzwiami
                                                    Znikaj膮c zaraz za op艂otkami
                                                    Jakie艣 g艂upie uczucie mnie wzi臋艂o
                                                    Patrz臋 a tu mi pieni膮dze wci臋艂o

                                                    Czemu ja tak goni艂 przepi贸reczk臋
                                                    Bo mi gad pieni膮dze wzi膮艂 za rzeczk臋
                                                    Chcia艂 ja kombajn kupi膰 i traktory
                                                    Sk艂ada艂 swe pieni膮dze w k膮t komory

                                                    Wyczy艣ci艂a moje oszcz臋dno艣ci
                                                    Nie chc膮c wi臋cej my艣le膰 o wierno艣ci
                                                    Tak co lecia艂 ja za przepi贸reczk膮
                                                    Niedaleko by艂o ju偶 miasteczko

                                                    Dopad艂 ja gadzin臋 przy ratuszu
                                                    Machn膮艂 kos膮 z ch臋ci a nie z musu
                                                    Opad艂y z niej wszystkie nowe szaty
                                                    A ja znowu jestem ju偶 bogaty

                                                    Spierdala艂a nago przez miasteczko
                                                    Nie pojawi chyba si臋 za rzeczk膮
                                                    艢mieli si臋 ludziska wszystkie w mie艣cie
                                                    A ja mam pusto w domu nareszcie

                                                    Gdy przepi贸rka nowa przylatuje
                                                    Goni臋 zaraz,rzucam g艂o艣no chuje
                                                    Wol臋 ja bez przepi贸reczek mieszka膰
                                                    W oborze jest wszak wierna owieczka

                                                    Tak co i wy ludzie uwa偶ajcie
                                                    Przepi贸reczek w dom nie zapraszajcie
                                                    Go艅cie swo艂ocz nim przez to 膰wierkanie
                                                    Wasz domeczek go艂y pozostanie

                                                    THE END
                                                    Copyright by Leziox
                                                  • leziox To jedno pierdniecie 27.10.14, 00:03
                                                    TO JEDNO PIERDNIECIE

                                                    To jedno pierdniecie,nic wiecej
                                                    Dzis z mego sie tylka wyrwalo
                                                    To jedno pierdniecie, nic wiecej
                                                    I zaraz odpreza sie cialo

                                                    Pan m贸wi ze to jest niegrzeczne
                                                    Ze wszystko to zezr谩 te drzewa
                                                    A ja wcale tym sie nie martwie
                                                    I lekkie sa juz moje trzewia

                                                    Gdy biednej kobiecie sie zdarzy
                                                    To swiat juz sie chyba przewr贸ci
                                                    Wszak pierdzi a ladna na twarzy
                                                    Pewnikiem wariatka bez chuci

                                                    To jedno pierdniecie, nic wiecej
                                                    Wyrwalo sie w swiat polecialo
                                                    I kazdy zgorszony jest przy tym
                                                    A kurwa sie nic wszak nie stalo!

                                                    Bo gazy w nas kraza niezmiennie
                                                    Tak jak juz to drzewiej bywalo
                                                    Sie m贸wi ze to jest stajennie
                                                    A mnie i tak nic nie bolalo

                                                    Pan m贸wi ze chamstwo i kpina
                                                    A co, ma mi dupe rozerwac?
                                                    Juz w ustach mi zbiera sie slina
                                                    Opluje ja wszystkie te scierwa

                                                    Kulturka byc musi m贸wimy
                                                    Lecz wszyscy pierdzimy radosnie
                                                    Czy smierdzi to tak jak spaliny?
                                                    Choc nie jak konwalia przy wiosnie

                                                    To jedno pierdniecie, nic wiecej
                                                    Zdarzylo sie biednej kobiecie
                                                    Mezczyzni wciaz pierdza i czesciej
                                                    Nikt przez to nie umarl na swiecie

                                                    Wiec pierdze ja dzisiaj wbrew swiatu
                                                    Niech m贸wia ze chamka, ze bydle
                                                    I czasem tak dam do wiwatu
                                                    Uwolnie me chucie bezwstydne

                                                    To jedno pierdniecie nic wiecej
                                                    A co, mam w powietrze wyleciec?
                                                    Pozdrawiam pierdzaco, nieswi茅cie
                                                    Dobranoc i musze juz leciec.

                                                    THE END
                                                    Copyright by Leziox






                                                  • leziox Jak zwykle 04.12.14, 04:16
                                                    Jak zwykle

                                                    I znowu to samo i znowu jak zwykle
                                                    Si臋 taczasz po domu pijana jak bydl臋
                                                    I znowu to samo i znowu jest to
                                                    I znowu si臋 staczasz na dno

                                                    Zn贸w twoja rodzina, toksyczna trucizna
                                                    Zn贸w si臋 pok艂贸ci艂a艣, lecz ka偶dy to przyzna
                                                    Chujami gdy rzucasz i kurwy swe 艣lesz
                                                    Niemi艂o wygl膮da jak strasznie si臋 drzesz

                                                    No jasne, nie pi艂a艣, ty艣 trze藕wa jak 艣winia
                                                    I g艂owa twa pusta 艂omocze jak dynia
                                                    Gdy walisz ni膮 w szaf臋 jak lecisz na ryj
                                                    Si臋 troch臋 obt艂uczesz, wi臋c 艣pij

                                                    Ja ciebie nie bij臋 bo艣 biedna jak snop
                                                    Alkohol zatrzyma艂 tw贸j rozum,wi臋c hop
                                                    Z manierki z butelki dojebiesz sie zn贸w
                                                    A Ksi臋偶yc zn贸w wzejdzie na n贸w

                                                    Kuracje,libacje,to wszystko te偶 znam
                                                    Kto艣 za to i p艂aci,lecz po co ten ch艂am
                                                    Nie wyjdziesz z na艂ogu bo nie chcesz,no nie
                                                    I tak jest wygodnie-na dnie

                                                    Gdzie艣 znowu kto艣 znalaz艂 na dworzu ci臋 tak
                                                    Zapit膮 i 艣pi膮ca na ziemi jak flak
                                                    Lecz w domu ty wrzeszczysz jak upi贸r na mur
                                                    呕e艣 nic ty nie pi艂a i trze藕wy ty stw贸r

                                                    Tak noc zn贸w kolejna i s艂ysz膮 s膮siedzi
                                                    Nie dzwoni膮 po gliny i ka偶dy si臋 biedzi
                                                    By by膰 politycznie poprawnym i ju偶
                                                    Ta pani jest chora,no c贸偶...

                                                    Ja w dupie chorob臋 t膮 twoj膮 wszak mam
                                                    I lat tyle przesz艂o i wszystko to znam
                                                    Nadzieje i troski by艣 偶y艂a,no nie?
                                                    Nie pad艂a gdzie艣 martwa,to 藕le?

                                                    Mam mi艂e dziewczyny co kocha膰 mnie chc膮
                                                    Lecz w g艂owie napieprza ten sam co noc dzwon
                                                    Odejd臋-ty umrzesz,zapijesz si臋 w chuj
                                                    Ja tutaj zostan臋 samotny jak luj

                                                    Wydzierasz ju偶 ze mnie ostatki mych si艂
                                                    Nie mog臋 tak wi臋cej lecz trzymam sw贸j styl
                                                    呕y膰 z tob膮 nie mog臋,bez ciebie te偶 nie
                                                    I tak trwam wci膮偶 z tob膮-na dnie

                                                    THE END
                                                    Copyright by Leziox

                                                    prosze nie brac do bani.
                                                  • lilith70 Re: Jak zwykle 07.07.15, 16:26
                                                    I co si臋 stan臋艂o 偶e ponad p贸艂 roku
                                                    nie da艂e艣 tutaj 偶adnego kroku
                                                    Pisz Leziu drogi bo to Ci idzie,
                                                    nie jestem znawc膮 lecz troch臋 widz臋 smile

                                                    To tylko taki wst臋p...pisa膰 do Ciebie wierszem nie b臋d臋, bo nie umiem tak naprawd臋, moje rymowanki to takie disco polo big_grin ale podoba mi si臋 co piszesz, naprawd臋 i nawet czasem bardzo.
                                                    Nawi膮zuj膮c wstecz, to tak m艂odo-polsko a id膮c do przodu, to wsp贸艂cze艣nie. Bez owijania w sreberka, rzeczywi艣cie, bezczelnie rzeczywi艣cie, zwyczajnie prawdziwie.
                                                    Mysl臋 偶e nikt nie komentuje, bo czasem trudno co艣 powiedzie膰, ja te偶 nie za bardzo wiem co, ale to nie znaczy, 偶e nie b臋d臋 czyta膰. I my艣l臋, 偶e ka偶dy z czytaj膮cych tak ma, oczywi艣cie tym, kt贸rym si臋 podoba, zatem zach臋cam Ci臋 do dalszych "odkry膰".
                                                  • lilith70 Re: Jak zwykle 07.07.15, 18:02
                                                    I tylko dodam,偶e na艂贸g jakikolwiek to straszne kurestwo, nie wiem co jak gdzie kiedy w Twoim 偶yciu zaistnia艂,czy bezpo艣rednio Ciebie czy innych dotyczy. Jednak wiem, 偶e nie warto...tylu ludzi,tyle twarzy przez to straci艂am, od najm艂odszych lat, bo na艂ogi bywaj膮 r贸偶ne i gdy w m艂odym wieku umiera Twoja przyjaci贸艂ka zostaje to w Tobie na lata...ale przynajmniej wiesz czym jest na艂贸g, nienawidzisz i kochasz j膮 jak膮 by艂a osob膮, bo cz臋sto bywaj膮 to ludzie ma艂o-przeci臋tni, a bardzo wra偶liwi, cho膰 na ko艅c贸wce ich na艂ogu (jakiegokolwiek) cz臋sto tej wra偶liwo艣ci ju偶 nie wida膰. Otar艂am si臋 o wiele takich historii w prywatnym 偶yciu mo偶e dlatego nigdy mnie nie korci艂o p贸j艣膰 dalej. Zreszt膮 jestem zbyt bardzo logiczna.

                                                    I zn贸w si臋 rozpisa艂am, przepraszam.
                                                  • leziox 3 minuty z 偶ycia kobiety 05.10.15, 23:39
                                                    Kobiety jak najbardziej i r贸wnie偶 si臋 pieprz膮, chocia偶 偶adna si臋 do tego za choler臋 nie przyzna, pod艣wiadomie prze偶ywaj膮c zjawisko zwane przez psychiatr贸w kompleksem wiecznej dziewicy.
                                                    Zw艂aszcza 偶e i 艣rodowisko naturalne nie pomaga kobiecie
                                                    w dochowaniu prawdy. No bo tak-facet jak si臋 pieprzy, to babiarz, kobieta za艣 to koniecznie musi by膰 kurwa. Dlatego kobiety zwyk艂y si臋 maskowa膰. Czasem potrzebnie,czasem nie.
                                                    I chocia偶 nieraz nawet cz臋艣ciej my艣l膮 o tych rzeczach, ni偶 faceci, oraz naturalnie je robi膮, bo kobiecie 艂atwiej kogo艣 na wyrko naci膮gn膮膰, nigdy nie powiedz膮 wprost, 偶e te rzeczy robi膮 i to z przyjemno艣ci膮, a nie tylko zmuszane do tego przez facet贸w.
                                                    To 艣mieszne zachowanie pomijaj膮c, kobiety z tego powodu wcale nie maj膮 lekko.
                                                    Bo mimo 偶e si臋 taka jedna z drug膮 nie przyzna艂a, 偶e si臋 z kims przespala ,to i tak to zrobi艂a.
                                                    A czemu nie,w ko艅cu krew nie woda...
                                                    艢rodowisko za艣 nadal my艣li, i偶 nic si臋 nie sta艂o.
                                                    -No ale o co tu w艂a艣ciwie chodzi-kto艣 zapyta.
                                                    Chodzi tu jedynie o g艂upie 3 minuty.
                                                    Co to znaczy?
                                                    3 minuty?
                                                    Wszak to tyle co nic i nie ma czym sobie g艂owy zawraca膰. Doprawdy?
                                                    Kobieta, po jakim艣 czasie, pocz膮tkowo chwilach, potem minutach, za艣 nast臋pnie godzinach przemy艣le艅 dochodzi do bardzo wa偶nego momentu, w kt贸rym decyduje si臋 wiele w jej przysz艂o艣ci. Zachodz膮ce wcze艣niej zjawiska procentuj膮 mianowicie trzema bardzo d艂ugimi okresami czasowymi, zwanymi minutami.
                                                    Zwi膮zane s膮 te zjawiska poniek膮d emocjonalnie z graniem w rusk膮 ruletk膮 jak te偶 my艣lami typu:nara偶臋 si臋 na 艣mieszno艣膰 i k艂opoty, czy nie nara偶臋? Bo przecie偶 nikt nie wie...itd.
                                                    I czy pistolet losu wystrzeli?
                                                    Tego wybranego dnia, w tej wybranej przez kobiet臋 chwili, pot perli si臋 na czole wysmarowanym kremem przeciwko zmarszczkom. Wypiel臋gnowane r膮czki trz臋s膮 si臋 jak osika, puder w kremie od艂azi p艂atami z policzka, jak stara farba z nagrzanego s艂o艅cem muru przedwojennej kamienicy na warszawskiej Pradze,
                                                    a serce ko艂acze. Puls oscyluje gdzie艣 tak wok贸艂 180 uderze艅 na minut臋. Zbiera si臋 chyba na wymioty, lub histeria puka do glowy. Zapowiada si臋 znienacka zapomniane dawno zjawisko zwane nerwowym rozwolnieniem. Przez te 3 minuty przypomina si臋 kobiecie ca艂e 偶ycie. Tak jakby mia艂a zaraz umrze膰. Obrazy z dzieci艅stwa i m艂odo艣ci przelatuj膮 przez g艂ow臋. Ponownie pot,jego zapach, pojawiaj膮cy si臋 pod pachami,kt贸ry tak nieprzyjemnie, ostro pachnie zwierzecym strachem.
                                                    I ta nieprzyjemna wibracja w brzuchu.
                                                    Co b臋dzie, albo nie b臋dzie,czy ten czas nie mo偶e lecie膰 jako艣 szybciej?
                                                    Nerwowe kroki od okna do 艣ciany i z powrotem. W艂膮czenie telewizora.Wy艂膮czenie go i jeszcze raz to samo od nowa.
                                                    Podobnie z radiem oraz stereo. Muzyka rockowa. Stop! Powa偶na? Te偶 nie. Mo偶e techno albo sentymentalna? Nie,nie,nie!!!
                                                    Za g艂o艣no? Aaaa!! Za cicho? A mo偶e jeszcze lepiej by tak...Mo偶e tak 偶adnej muzyki przez czas jaki艣...
                                                    P贸l paczki papieroch贸w zjarana. Rzut okiem do lod贸wki, zreszt膮 nie wiadomo w jakim celu, w chwili otworzenia drzwiczek m贸zg zapomnia艂 b艂yskawicznie ju偶 czego i czy w og贸le czego艣 chcia艂.
                                                    Tik-tak,tik-tak, marudzi zegar, ohydne, bezlitosne 艣cierwo bez duszy i lito艣ci, kt贸remu si臋 nie 艣pieszy a co gorsza, nie da si臋 go przekupi膰 seksem...
                                                    Wszystko naraz wydaje si臋 takie ponure, szare, bez najmniejszego sensu oraz nadziei. Okno, widok za nim, pan Kazio, ten przystojniacha spod dw贸jki, co si臋 k艂ania zawsze gdy spotka na klatce czy na podw贸rku...Niech spierdala!
                                                    Kotek, piesek...ohydne wredne zwierzaki co tylko sraj膮
                                                    w miejscach takich, 偶e i tak si臋 w g贸wno wlezie, chocia偶 si臋 niby uwa偶a...
                                                    Zegar, ty skurwielu ponury!!! Rusz zadek!
                                                    W ko艅cu mija te przekl臋te 180 sekund.
                                                    Roztrz臋siona kobieta, w tej chwili przypominaj膮ca rozlaz艂膮 galaret臋 raczej, ni偶 cz艂owieka, albo cocktail z ludzkich nerw贸w w sosie w艂asnym, czy nawet kisiel, rozpoczyna czo艂ganie si臋 w kierunku 艂azienki.
                                                    Z emocji nogi zd膮偶y艂y ju偶 odm贸wi膰 pos艂usze艅stwa. Te ohydne
                                                    3 minuty trwa艂y w przeliczeniu mniej wi臋cej tyle samo co era karbonu na Ziemi.
                                                    Os艂ab艂e, dr偶膮ce r臋ce wyci膮gaj膮 si臋 w kierunku dolnej p贸艂ki szafki 艂azienkowej. Gdzie艣 ty,ma艂po przekl臋ta?
                                                    Jeszcze tylko wytrze膰 litry potu,lej膮ce si臋 wiadrami
                                                    z czo艂a i skapuj膮ce na pod艂og臋. Spojrze膰,nie spojrze膰.
                                                    Trzeba spojrze膰...W ko艅cu...w koncu po to s膮 te emocje...Musz臋 si臋 przekona膰...Musz臋? Boj臋 si臋...Kurwa! Niech si臋 dzieje co chce, patrz臋!
                                                    ...Kr贸tkie bohaterskie spojrzenie...
                                                    Zagra艂y surmy anielskie. Ch贸ry niebieskie za艣piewa艂y, b艂臋kitne anio艂y zlecia艂y w d贸艂, bior膮c kobiet臋 w ramiona i wzlatuj膮c z ni膮 do najwy偶szych kr臋g贸w nieba, zagrzmia艂y g艂o艣no na 艣wiat ca艂y:
                                                    -Alleluja,alleluja!!!!Hosanna!!!

                                                    Jedna kreseczka.

                                                    -Kurwa,nie jestem w ci膮偶y,nie jestem,yeah!!!-zawy艂a z rado艣ci zmaltretowana oczekiwaniem kobieta...To teraz drink
                                                    z po艂ow膮 zawarto艣ci butelki i uspokoi膰 si臋 troch臋...
                                                    Gdzie w艂a艣ciwie polaz艂 ten pan Kazio?


                                                    A wy faceci my艣licie 偶e to w艂a艣nie wy i tylko wy prowadzicie 偶ycie pe艂ne emocji...


                                                    THE END
                                                    copyright by Leziox



                                                  • leziox Metanolskie murmurando 08.10.15, 15:39
                                                    Metanolskie memorando-murmurando

                                                    Ja wiem ja wiem przecie偶 偶e z daleka
                                                    Ja wiem 偶e wci膮偶 mnie wo艂asz
                                                    Wci膮偶 na mnie czekasz
                                                    To偶 kurwa si臋 nie w艣ciekn臋
                                                    Chocia偶 znarowi膰 si臋 mog臋
                                                    I gdybym chcia艂 nawet zaraz ruszy膰 w drog臋
                                                    Ty w swej twierdzy Wiking贸w mog膮cej odeprze膰
                                                    Nie chcesz aby tam Ci臋 przeprze膰
                                                    Bo to s膮siedzi zobacz膮 i mo偶e 艣lubny by艂y
                                                    Aby wi臋c nie znarowi膰 osio艂ka z s膮siedztwa
                                                    I koby艂y
                                                    Powstrzymuj臋 si臋 wszak z dzikimi akcjami
                                                    Spok贸j niech b臋dzie z nami
                                                    Tylko czemu dusza wyje i wyrywa trzewia
                                                    Serce chcia艂oby wzlecie膰 do nieba
                                                    Tylko przyklejona dupa na krze艣le - ty wiesz
                                                    Nasze marzenia rozwala do艣膰 wcze艣nie
                                                    Paj膮k zab艂膮kany mi 艂azi po stole zakurzonym
                                                    Ja trzepi臋 wierszyki bed膮c do艣膰 wkurzonym
                                                    I popijam etanolu ilo艣ci niezwyk艂e bo chc臋 i lubi臋
                                                    Wyrywam dusze i wyrzyguj臋 uczucia
                                                    Na st贸艂 biesiadny
                                                    Tymczasem 艣wiat doko艂a toczy si臋 pi臋kny i zgrabny
                                                    Dupy i cyce zajebi艣cie pi臋kne nierzeczywi艣cie
                                                    M贸wisz mi 偶e harem mnie gania i na mnie czyha
                                                    Za艣 tr膮by mi co innego rycz膮 z Jerycha
                                                    I je艣li przepatrzysz moje znaki i sygna艂y
                                                    Niech porw膮 Ci臋 w jasyr peda艂y
                                                    Trzymaj膮c tam ku gawiedzi rado艣ci
                                                    Ja natomiast jakie艣 tam mam uczucia w sobie
                                                    Do kt贸rych si臋 nie przyznam nawet Tobie
                                                    A Ty za du偶o my艣lisz i kombinujesz za艣 nerwica
                                                    Rozpierdala Ci twe mikro艂apci
                                                    Trz臋siesz si臋 ze stressu i nie walniesz na stressa sety
                                                    Za艣 ja pozbawiony kapci
                                                    W kalosze si臋 zapakuj臋 czy gumofilce jakie
                                                    Za ryja z twierdzy wyci膮gn臋 za w艂osy
                                                    Wywioz臋 ze sob膮 nie na koniu, to nie czasy takie
                                                    Do baga偶nika wrzuc臋 bo艣 ma艂a cho膰 nie sianokosy
                                                    Na granicy 偶aden chuj nie zapyta czy Ci臋 wioz臋 dla 偶yta
                                                    I po mini臋ciu Odry wypakuj臋 Ci臋 jak junak z OHP szczodry
                                                    Pokazuj膮c Ci magiczn膮 krain臋
                                                    W kt贸rej wprawdzie mi贸d i mleko nie p艂ynie
                                                    Lecz mimo 偶e zapierdala膰 trzeba
                                                    Cz艂ek jakby troch臋 bli偶ej nieba
                                                    Wy艂a藕 ju偶 z bagna i si臋 pakuj pospiesznie
                                                    Z艂apiem si臋 i b臋dziem 偶y膰 nadzwyczaj grzesznie
                                                    A kurew r贸偶ne c贸rki i burki w艣ciekle z pian膮 na ryju
                                                    Niech wsadz膮 sobie pomiot艂a i inne rzeczy na kiju
                                                    W swoje wiadome miejsca dosy膰 wra偶liwe
                                                    Tymczasem pozdrawiam bo mi si臋 papier ko艅czy
                                                    Nieszcz臋艣liwie
                                                    A nawet toaletowego ju偶 te偶 mi brak
                                                    Pozdrawiam serdecznie bardzo p艂omiennie jak zwykle
                                                    I pomy艣l kochana czy w fabryce z艂ot贸wki zarabiane liczne
                                                    Warte s膮 zgrzytania z臋bami i zmory duszenia
                                                    Ja tu jestem nie dla Ciebie pokuszenia
                                                    Z Tob膮 czy tu czy gdziekolwiek byle nie Tam
                                                    Pozdrawiam ponownie
                                                    Taki ni to beton ni to cham
                                                    Wychylam set臋 i drug膮 naraz
                                                    Z powa偶aniem moja droga
                                                    Taki dosy膰 du偶y, deko paranoiczny
                                                    Zaraz...

                                                    THE END
                                                    copyright by Leziox
                                                  • leziox Zapiski budowniczego piramid 27.02.16, 21:13
                                                    Zapiski budowniczego piramid,zamieszczone na tabliczce czekolady,odkopanej w Egipcie

                                                    Rok kt贸ry艣 z kolei za panowania Faraona Frazesa II

                                                    Jestem czcigodnym i szanowanym architektem, nazywanym te偶 przez wielu budowniczym piramid. Nosz臋 imi臋 Ibrahim Abdul el Fakir i pracuj臋 aktualnie na dworze mego w艂adcy, faraona
                                                    Frazesa II, oby go wiecznie w lektyce nosili, bo dzi臋ki niemu mam prac臋 na ca艂e moje marne 偶ycie. Jako艣 tak nie dalej jak wczoraj pan m贸j oznajmi艂, 偶e za kilkana艣cie lat zamierza si臋 uda膰 w krain臋 cieni i w zwi膮zku z tym chce zbudowa膰 piramid臋, co go chwali膰 b臋dzie po wsze czasy. Nie przeszkodzi艂 mu nawet cichy i ironiczny chichot kap艂an贸w stoj膮cych za jego tronem. Nie zmieszany tym wcale, nakaza艂 mi pan m贸j sporz膮dzenie projektu i zrealizowanie jego w mo偶liwie najkr贸tszym czasie. Po przejrzeniu pobie偶nych bazgro艂贸w w艂adcy mojego, kt贸re wygl膮da艂y co najmniej na chi艅skie pismo, a nie na porz膮dne hieroglify, stwierdzi艂em, 偶e w艂adca m贸j ju偶 teraz musi by膰 porz膮dnie chory i to na g艂ow臋, skoro chce co艣 takiego zbudowa膰. Piramida ma by膰 tak du偶a, i偶 zamiar faraona, zupe艂nie paranoiczny, nazwa艂em, tak tylko dla siebie"piramid膮 Hopsa"...Bo jak tu nie hopsa膰, gdy w艂adca pa艅stwa przedstawia ci takie pomys艂y i to z powa偶n膮 min膮. Musia艂em si臋 powstrzymywa膰, aby w sali tronowej nie rykn膮膰 g艂o艣nym 艣miechem.
                                                    xxxxx
                                                    Zacz膮艂em wi臋c od dzisiaj projektowa膰. I wcale nie jest to proste, takie bydl臋 postawi膰. Nie wystarczy namalowa膰 par臋 linii, sto偶k贸w i tr贸jk膮cik贸w, a potem my艣le膰, 偶e jako艣 to b臋dzie.
                                                    Trzeba jeszcze zaprojektowa膰 wn臋trze, piwnice i labirynty, oraz pu艂apki na w艂amywaczy. Im bardziej podst臋pne, tym lepiej.
                                                    Poza tym tu偶 pod oknami mojej pracowni w艂贸cz膮 si臋 rozleniwione upa艂em p贸艂nagie s艂u偶ebnice pa艂acowe, zalotnie mru偶膮c oczka, co mnie rozprasza. Opr贸cz tego, wykorzystuj膮c chwil臋 mojej nieuwagi, do pracowni zakrad艂a si臋 ma艂pa. Ze偶ar艂a wi臋kszo艣膰 papirus贸w, na reszt臋 wyla艂a tusz i ca艂膮 robot臋 zaczyna膰 musia艂em od nowa. Nie mam na to wi臋kszej ochoty, bo na okr膮g艂o ciep艂o, jak to u nas zawsze w Egipcie i lepiej le偶y si臋 na hamaku, ni偶 pracuje.
                                                    Jak to u nas zawsze w Egipcie.
                                                    xxxxx
                                                    Jak tu si臋 na robocie skupi膰, gdy z le偶膮cych w pobli偶u piramid dobiega nie milkn膮cy nawet noc膮 stuk setek m艂otk贸w nale偶膮cych do z艂odziei. Na miejsce jednego z艂apanego przybywa 10 nowych, zupe艂nie jak w komiksie. Pozbawione piecz臋ci z zakl臋ciami mumie o偶y艂y i snuj膮 si臋 bez celu w艣r贸d piramid. Dzieci ci膮gaj膮 je za ko艅ce banda偶y, usi艂uj膮c bawi膰 si臋 z nimi w berka i w chowanego.
                                                    Takie niepowa偶ne traktowanie przodk贸w jeszcze nam si臋 odbije porz膮dn膮 czkawk膮 w dziejach historii. Co za m艂odzie偶 nam ro艣nie! Dzisiaj Pan m贸j, faraon, przy艂apa艂 swego biednego s艂ug臋 wyleguj膮cego si臋 w godzinach pracy na pla偶y nad Nilem. Nawet nie krzycza艂 za mocno, tylko pod nosem wymamrota艂 od niechcenia, 偶e je偶eli nie po艣piesz臋 si臋 z projektem, to on za艂atwi mi lepsz膮 prac臋 przy kopaniu studni na Saharze, albo poganianiu wielb艂膮d贸w w karawanach. Diab艂a bym si臋 tu pr臋dzej spodziewa艂, ni偶 faraona i nie wzi膮艂em pod uwag臋 mo偶liwo艣ci wpadki. Zw艂aszcza 偶e nigdy nie 艂azi艂 po okolicy na piechot臋 i bez swojego wspania艂ego orszaku. Zach臋cony jednak wspania艂ymi perspektywami ewentualnej nowej roboty, uko艅czy艂em projekt w ci膮gu nast臋pnego tygodnia, nie dosypiaj膮c, nie dojadaj膮c i nie ogl膮daj膮c si臋 za pa艂acowymi dziwkami.
                                                    xxxxx
                                                    Zwo艂a艂em na zebranie moich starych, wiernych niewolnik贸w, aby om贸wi膰 z nimi front rob贸t.
                                                    G艂贸wnym problemem jest brak budulca, bo faraonowi si臋 艣pieszy,
                                                    a zanim najnowsze bloki budulca dotr膮 tu z g贸ry rzeki, to mo偶e min膮膰 par臋 lat. Wszyscy wiedz膮, jak bardzo szybcy w pracy s膮 Arabowie z g贸rnego odcinka Nilu, same obiboki i kombinatorzy.
                                                    Tylko z czego mam zbudowa膰 t膮 przekl臋t膮 piramid臋, je偶eli jedyn膮 rzecz膮, kt贸rej w pobli偶u nie brakuje, jest piach?...
                                                    Unikam wi臋c spotka艅 z faraonem, aby mu si臋 ci膮gle nie t艂umaczy膰, 偶e jeszcze tego, czy tamtego nie mam. Ale on jakby mnie nie unika艂, ostatnio nawet jakby cz臋艣ciej chcia艂 mnie spotyka膰.
                                                    Dzisiaj Pan m贸j, s艂o艅ce na ziemi, widz膮c mnie, znowu zamrucza艂 pod nosem o redukcji etat贸w, je艣li budulec szybko si臋 nie znajdzie.
                                                    W og贸le pan m贸j zawsze wyra偶a si臋 tak, jakby by艂 ograniczony na umy艣le, miel膮c s艂owa pod nosem i nawet rodowity Egipcjanin ma k艂opoty ze zrozumieniem go, nie m贸wi膮c ju偶 o cudzoziemcach.
                                                    xxxxx
                                                    Ciemn膮 noc膮 wys艂a艂em swoich starych, wiernych niewolnik贸w
                                                    w kierunku piramidy dziadka faraona. W celu rozbi贸rki tej偶e, jakby kto pyta艂. Ch艂opaki uporali si臋 z robot膮 i transportem do rana. Faraon by艂 wyra藕nie zaskoczony pr臋dko艣ci膮 zgromadzenia budulca, ale zaraz wyp艂aci艂 mi nale偶no艣膰 za rzekomo zap艂acony przeze mnie rachunek, poprawiaj膮c moje kieszonkowe.
                                                    Poklepa艂 mnie nawet po plecach, maml膮c pod nosem, 偶e mo偶e b臋d膮 jeszcze ze mnie ludzie. Pan m贸j, stary kretyn, na szcz臋艣cie nie wie, sk膮d jest ten budulec.
                                                    xxxxx
                                                    Poczt膮 pantoflow膮 dotar艂a do faraona wie艣膰 o cudzie nad Nilem. Piramida dziadka faraona mia艂a rzekomo rozp艂yn膮膰 si臋
                                                    w mrokach pustyni. Znale藕li si臋 nawet 艣wiadkowie zaklinaj膮cy si臋 na wszelkie 艣wi臋to艣ci, 偶e grobowiec wraz z by艂ym faraonem zosta艂 wzi臋ty do nieba przez Ozyrysa na ich oczach. W艂adca m贸j pocz膮tkowo nie dowierza艂 plotkom, podpuszczany zreszt膮 przeze mnie, twierdz膮c, 偶e bzdury posp贸lstwo plecie. Wcale mi nie zale偶a艂o, aby dowiedzia艂 si臋 prawdy. Po dw贸ch dniach jednak nie wytrzyma艂 i pop臋dzi艂 z orszakiem przez pustyni臋, aby zbada膰 spraw臋 na miejscu. No i podobno zd臋bia艂, jak mi opowiadali kierowcy jego s艂onecznego rydwanu, kiedy zobaczy艂 na miejscu piramidy tylko wielki d贸艂. Pan m贸j sam nie wiedzia艂, w co ma wierzy膰 i lekko zszokowany wr贸ci艂 do pa艂acu. Widz膮c z pa艂acu olbrzymi膮 g贸r臋 budulca przed oknami, faraon patrzy na mnie do艣膰 podejrzliwie, ale 偶e nie mo偶e udowodni膰, i偶 mo偶liwe jest rozebranie piramidy w ci膮gu tylko jednej nocy, to nic nie gada, nie chc膮c nara偶a膰 si臋 na kpiny kap艂an贸w. A to przecie偶 niewielki problem - my艣my rozebrali j膮 nie tylko w ci膮gu nocy, ale w ci膮gu paru chwil przy pomocy kilku tysi臋cy work贸w czarnego 艣wi艅stwa, kt贸re przybysze z Chin nazywaj膮 prochem i kt贸re to 艣wi艅stwo sprzedaj膮 pok膮tnie dla wszystkich wtajemniczonych. Zaraz po podpaleniu lont贸w pierdykn臋艂o jak cholera. Bloki z piramidy lata艂y woko艂o jak kolibry na wiosn臋, ale piramida znikn臋艂a i budulec si臋 znalaz艂. Dobrze 偶e nikt nie dosta艂 w 艂eb, bo by by艂a nast臋pna afera. Moi starzy, wierni niewolnicy poza rozebraniem grobowca, mumi臋 dziadka faraona pu艣cili wolno. Z biegiem Nilu. Wspomniani ju偶 艣wiadkowie cudu zostali przeze mnie na wszelki wypadek sowicie wynagrodzeni za powtarzanie tych bzdur o Ozyrysie, co by艂o bardzo m膮drym posuni臋ciem, ale to ju偶 inna historia.
                                                    Jeszcze tylko pozosta艂o zebra膰 materia艂 przy pomocy 300.000 wynaj臋tych wie艣niak贸w i by艂o za艂atwione.
                                                    A faraon niech tam sobie dalej wierzy w Ozyrysa.
                                                    xxxxx
                                                    Praca jako艣 tam si臋 posuwa, cho膰 nie bez problem贸w. Wczoraj wielkie stado wyg艂odnia艂ych krokodyli wlaz艂o na teren budowy, wy偶eraj膮c do czysta zapraw臋 murarsk膮, kt贸r膮 umacniali艣my fundamenty. Wida膰 potrzebowa艂y bydlaki wapna.
                                                    Aby nie dopu艣ci膰 do nieplanowanego przestoju, moi starzy,wierni niewolnicy musieli zarwa膰 nast臋pn膮 noc, aby na s膮siedniej budowie zorganizowa膰 brakuj膮c膮 nam zapraw臋. Dzisiaj wi臋c pracujemy, ale jak d艂ugo, nie umiem powiedzie膰. Moi starzy, wierni niewolnicy padaj膮 ze zm臋czenia, bo jest ich po prostu za ma艂o do tak ambitnych plan贸w, jakie wytyczy艂 faraoon. Uzna艂em za stosowne poskar偶y膰 si臋 memu w艂adcy. Musia艂 by膰 w wyj膮tkowo dobrym nastroju, skoro nie kaza艂 mnie od razu skr贸ci膰 o g艂ow臋 za przynoszenie hiobowych wie艣ci. A nawet w przyp艂ywie wyj膮tkowej 艂askawo艣ci wymamrota艂 pod nosem, 偶e my艣li o sprawie i postara si臋 nowych niewolnik贸w za艂atwi膰. Mam nadziej臋, 偶e nie oznacza to nowej wojny z s膮siadami.
                                                    copyright by Leziox
                                                  • leziox Re: Zapiski budowniczego piramid vol.2 27.02.16, 21:14
                                                    Wczesnym rankiem faraon, dumny jak paw, o艣wiadczy艂, 偶e ubi艂 wspania艂y interes z kr贸lem Mezopotamii. Wkr贸tce na nasz膮 budow臋 ma przyby膰 bardzo wielka liczba nowych niewolnik贸w.
                                                    Kr贸l Mezopotamii, nie do艣膰, 偶e nie chcia艂 za nich ani grosza, to jeszcze, co jest bardziej ciekawe, dop艂aci艂 faraonowi za to, 偶eby ich sobie wzi膮艂, zastrzegaj膮c tylko, 偶e nie przyjmie ich ju偶 z powrotem pod 偶adnym pozorem. Zawsze uwa偶a艂em kr贸la Mezopotamii za starego, chciwego oszusta, wi臋c i ta transakcja wydaje mi si臋 bardzo podejrzana. Ale m贸j pan i w艂adca promieniuje z rado艣ci, uwa偶aj膮c si臋 za wielkiego biznesmena
                                                    z Nowego Kairu. Oby tak dalej...
                                                    xxxxx
                                                    Statkami przyp艂yn臋li wreszcie nowi niewolnicy. Pochodz膮
                                                    z dalekiego, zamorskiego kraju, o kt贸rym na 艣wiecie nikt jeszcze nie s艂ysza艂. Domostwa tam buduje si臋 nie z kamienia, lub gliny, jak przysta艂o na cywilizowany kraj, tylko z jakiej艣 wielkiej p艂yty, jak to oni nazywaj膮. Ciekawe,co to za barbarzy艅ski pomys艂. Dowiedzia艂em si臋 te偶, 偶e oni dobrowolnie zostali niewolnikami, aby wyjecha膰 za granice swojego kraju.
                                                    Powiedzieli mi te偶, i偶 dzisiaj nie b臋d膮 ju偶 pracowa膰, bo s膮 bardzo zm臋czeni po podr贸偶y. Potem, ignoruj膮c moje pro艣by i gro藕by, udali si臋 w kierunku najbli偶szego bazaru, 偶eby, jak wyja艣nili, kupi膰 sobie co艣 do jedzenia. Wr贸cili p贸藕n膮 noc膮, zalani w trupa i dr膮c si臋 wniebog艂osy rado艣nie. Na szcz臋艣cie nie obudzili faraona, zreszt膮 ten ma taki mocny sen, 偶e tr膮by jerycho艅skie by go nie obudzi艂y.
                                                    xxxxx
                                                    Rano, jeszcze przed podj臋ciem pracy, kieruj膮cy grup膮 nowych niewolnik贸w zapyta艂, gdzie tu jest sto艂贸wka pracownicza. Odpar艂em, i偶 niewolnicy nie potrzebuj膮 sto艂贸wek, a posila膰 to si臋 mog膮 w cieniu palm. Maliniak, bo tak nazywa si臋 kierownik niewolnik贸w z zamorskiej krainy barbarzy艅c贸w, strasznie si臋 obruszy艂. W mi臋dzynarodowym j臋zyku migowym pokaza艂 mi, 偶e sam jestem palma i fala na morzu, co ba艂wan si臋 nazywa. Ponadto pokaza艂 mi sw贸j j臋zor. Pocieszy艂 te偶, 偶e oni ju偶 z niejednym pracodawc膮 mieli problemy socjalne, ale zawsze dali sobie z tym rad臋. A na razie na sto艂贸wk臋 przerobili magazyn narz臋dzi budowlanych. Narz臋dzia wywalili po prostu przez okno na bezkszta艂tny stos. Oczywi艣cie, zm臋czy艂o ich to tak bardzo, 偶e na prac臋 nie znale藕li ju偶 si艂y. Wszystko musz膮 nadal wykonywa膰 moi starzy niewolnicy, kt贸rzy s膮 naprawd臋 u kresu si艂. A nowi pracownicy nie przydaj膮 si臋 na razie na nic. Faraon na moje skargi wysepleni艂 tylko, 偶e nie zezwala na karanie nowych przybyszy
                                                    w jakikolwiek spos贸b, bo oni musz膮 si臋 tylko zaaklimatyzowa膰
                                                    i wszystko b臋dzie pi臋knie. Wygl膮da na to, i偶 nowi w cudowny spos贸b przeistoczyli si臋 w faraonowych pupilk贸w. Musz臋 wyg艂osi膰 drobn膮 pogaw臋dk臋 do starych niewolnik贸w, kt贸ra zach臋ci艂aby ich do urz膮dzenia nowym drobnej koc贸wy, aby wreszcie zrozumieli, kto tu rz膮dzi, a kto nie.
                                                    xxxxx
                                                    Od samego rana nowi przybysze pod kierownictwem Maliniaka ci臋偶ko pracuj膮. Niech jednak nikt sobie nie pomy艣li, 偶e przy budowie piramidy. Montuj膮 oni bowiem w sto艂贸wce
                                                    jakie艣 cudaczne urz膮dzenie pe艂ne rurek, baniaczk贸w i spiral. Na bazarze zakupili spor膮 ilo艣膰 zbo偶a, kt贸re przerabiaj膮 teraz
                                                    w aparaturze na dziwnie pachn膮cy, przezroczysty p艂yn.
                                                    Po pierwszej pr贸bie wygl膮dali na bardzo zadowolonych, poklepywali si臋 po plecach, co艣 tam sobie w ich szeleszcz膮cym j臋zyku opowiadaj膮c i zarykiwali si臋 ze 艣miechu. Tymczasem moi starzy niewolnicy po cichu przygotowuj膮 si臋 do udzielenia nierobom obiecanej koc贸wy. Ciesz臋 si臋 ju偶 na za艣, my艣l膮c
                                                    o dyscyplinie, jaka wkr贸tce zapanuje na budowie.
                                                    xxxxx
                                                    Koc贸wa si臋 odby艂a. Przebieg mia艂a szybki i gwa艂towny. Nowi niewolnicy, si艂膮 oderwani od degustacji wyrabianego przez nich p艂ynu, co si臋 pali, w mgnieniu oka doprowadzili do stanu bezbronno艣ci moich starych niewolnik贸w. Wykrzykiwali przy tym wiele warcz膮cych i szeleszcz膮cych s艂贸w, kt贸re nawet dla nie rozumiej膮cych ich j臋zyka brzmia艂y bardzo obra藕liwie. I jeszcze pokazywali przy tym takie gesty...Te偶 chyba obra藕liwe dosy膰...
                                                    Teraz moi starzy niewolnicy li偶膮 rany odniesione w wyniku starcia, bo nikt nie oczekiwa艂 ze strony obcych takiej agresji
                                                    i sadystycznej pasji podczas b贸jki, co wygl膮da艂a bardziej na bitw臋. Samo przeszkodzenie w piciu uwielbianego przez nich p艂ynu doprowadzi艂o ich do wybuchu w艣ciek艂o艣ci. Na dodatek faraon zapowiedzia艂 na jutro kontroln膮 wizyt臋. Nareszcie kto艣 we藕mie im si臋 za sk贸r臋.
                                                    xxxxx
                                                    Przy akompaniamencie tr膮b i b臋bn贸w przyp臋dzi艂 lektyk膮 zaprz臋偶on膮 w o艣miu dychawicznych nosicieli faraon. Wygramoli艂 si臋 ze 艣rodka, co艣 tam sobie pod nosem mrucz膮c. Moje skargi zby艂 niecierpliwym machni臋ciem r臋ki, przypominaj膮c, 偶e posada poganiacza wielb艂膮d贸w nie jest jeszcze zaj臋ta.
                                                    Nowi niewolnicy przyj臋li faraona bardzo serdecznie. K艂aniali mu si臋 nisko w pas, schlebiali i wywarli na nim jak najlepsze wra偶enie, niestety. Faraon najwyra藕niej zainteresowany by艂 tajemnicz膮 aparatur膮 zbudowan膮 przez przybyszy i poleci艂, aby nalano mu do spr贸bowania pitego tak ch臋tnie przez niewolnik贸w Maliniaka p艂ynu. Po pierwszym 艂yku pan m贸j faraon, zacz膮艂 charcze膰 i zrobi艂 si臋 lekko fioletowy na twarzy. Wystraszy艂em si臋, 偶e nowi otruli faraona, aby przej膮膰 w Egipcie w艂adz臋, ale oni byli subtelni i dzia艂ali z prawdziw膮 delikatno艣ci膮, zreszt膮 chyba te偶 w podobnym celu, a przynajmniej takie wra偶enie odnios艂em po pewnym czasie. Notabene, nikt faraona nie otru艂, za chwil臋 pan m贸j za偶膮da艂 powt贸rki, kt贸ra przesz艂a przez jego gard艂o ju偶 o wiele swobodniej, a popicie dawki sokiem z ananasa zdzia艂a艂o cuda. M贸j w艂adca poczu艂 si臋 bardzo lu藕no i nawet zacz膮艂 sobie przytupywa膰 do melodii, kt贸ra zagra艂a nagle w jego g艂owie, oraz pod艣piewywa膰 pod nosem. To mu si臋 od jakich艣 20 lat nie zdarza艂o. Maliniak trzeba przyzna膰, umia艂 trzyma膰 r臋k臋 na pulsie. Znowu dola艂, a wszyscy pozostali wznie艣li toast za przysz艂膮 piramid臋 i faraona, co najwyra藕niej spodoba艂o si臋 mojemu w艂adcy. Potem faraon, zataczaj膮c si臋 w lewo i prawo polaz艂 prawie na czworakach
                                                    w kierunku lektyki, kt贸r膮 odjecha艂 w kierunku pa艂acu, nie interesuj膮c si臋 ju偶 wi臋cej post臋pami na placu budowy, mimo moich g艂o艣nych protest贸w. Ten p艂yn od Maliniaka dzia艂a nieco podobnie jak piwo, ale si艂y odbiera o wiele szybciej. Mo偶e to czary, czy jaka cholera.
                                                    xxxxx
                                                    Czarny dzie艅. Wszyscy moi starzy, wierni niewolnicy zostali wyrzuceni przez faraona z pracy przy piramidzie za opiesza艂o艣膰
                                                    w wykonywaniu obowi膮zk贸w s艂u偶bowych. Mnie pan m贸j, faraon przeni贸s艂 na stanowisko zaopatrzeniowca, mamrocz膮c pod nosem, 偶e i tak powinienem by膰 z tego zadowolony. W wyrzuceniu moich niewolnik贸w wyczuwam cich膮 pomoc r膮czki Maliniaka. A tak poza tym, to sam nie wiem,w co mam zaopatrywa膰 t膮 budow臋, skoro w艂a艣ciwie w magazynie jest wszystko, co potrzeba.
                                                    xxxxx
                                                    Okazuje si臋, 偶e jest nie wszystko. Brakuje przynajmniej 60 sztuk wielkich blok贸w kamienia u偶ywanych do budowy piramidy, kt贸ry normalnie jest 艣ci膮gany statkami z miejscowo艣ci Assuan, gdzie mieszka te偶 moja matka.
                                                    Jeszcze wczoraj, przysi臋gam na Ozyrysa, wszystko si臋 zgadza艂o. Nowi niewolnicy, oczywi艣cie nic nie widzieli i nie s艂yszeli, bo akurat spali. Rzekomo. Ko艂o po艂udnia, zamiast pracowa膰, sprowadzili na budow臋 mn贸stwo m艂odych Egipcjanek. 艢piewali, pili i wyrabiali takie rzeczy, 偶e nawet pisa膰 wstyd. Poszed艂em na skarg臋 do faraona. Ale trafi艂em na z艂y dzie艅. Jeszcze w wej艣ciu zosta艂em przez niego osobi艣cie wyrzucony na zbity pysk z pa艂acu. W艂adca skar偶y si臋 na okropne pragnienie i straszliwy b贸l g艂owy, kt贸ry przyszed艂 nie wiadomo sk膮d.
                                                    Da艂o mi to okazj臋 do prowokacji. Wys艂a艂em do faraona Maliniaka, licz膮c na to, 偶e w zwi膮zku z faraonimi dolegliwo艣ciami popadnie w nie艂ask臋 za naprzykrzanie si臋.
                                                    Maliniak wychodz膮c, zabra艂 ze sob膮 naczynie z dziwnym p艂ynem,
                                                    a ja zaczajony w krzakach ko艂o pa艂acu czeka艂em na wybuch w艣ciek艂ych pomruk贸w faraona.

                                                    copright by Leziox
                                                  • leziox Re: Zapiski budowniczego piramid vol.3 27.02.16, 21:16
                                                    Moje nadzieje prys艂y jak ba艅ka mydlana. Przez szpary w wysokim na 8 ludzi pa艂acowym murze widzia艂em, jak Maliniak pod r臋k臋 z faraonem poszli w kierunku ogrod贸w, sk膮d wkr贸tce dobieg艂y mnie g艂o艣ne 艣piewy i chichoty sprowadzonych tam figlarnych s艂u偶ebnic.
                                                    Odchodz膮c, s艂ysza艂em jeszcze, jak Maliniak po nalaniu kolejnej porcji p艂ynu uczy faraona wymowy swojego barbarzy艅skiego j臋zyka ze szczeg贸lnym uwzgl臋dnieniem s艂贸w brzydkich, co najwyra藕niej bawi mego w艂adc臋.
                                                    xxxxx
                                                    Rano zauwa偶y艂em na budowie wielu obcych i nieznanych mi pracownik贸w, kt贸rzy jednak bardzo szybko i dok艂adnie pracuj膮. Piramida ro艣nie w oczach. Na moje pytania 偶aden z nich nie chcia艂 odpowiada膰, krzyczeli tylko:
                                                    -Akord!!!
                                                    I ju偶 p臋dzili z nast臋pnym kamiennym blokiem pod g贸r臋. Maliniaka wraz z za艂og膮 naturalnie w pracy nie by艂o. Dopiero po d艂ugich poszukiwaniach znalaz艂em go w oddalonej od centrum oazie. Wszyscy pili w艂a艣nie sok ananasowy z dodatkiem p艂ynu w艂asnej roboty, poklepuj膮c po ty艂kach Egipcjanki lekkich obyczaj贸w, kt贸re ch艂odzi艂y ich od g贸ry do do艂u wachlarzami z ptasich pi贸r. Na moje pytaj膮ce spojrzenie Maliniak raczy艂 flegmatycznie wyja艣ni膰, 偶e nic nie musi wyja艣nia膰. Potem jednak 艂askawie doda艂, 偶e wynaj臋li za w艂asne oszcz臋dno艣ci robotnik贸w na budow臋, za co otrzymaj膮 potem od faraona udzia艂y kapita艂owe piramidy. A tymczasem on
                                                    i jego brygada sprawuj膮 nadz贸r nad budow膮 z upowa偶nienia mojego w艂adcy. Zapyta艂em, sk膮d pochodz膮 ich osobiste oszcz臋dno艣ci, skoro sta膰 ich na op艂acenie robotnik贸w
                                                    i miejscowych kurewek. Maliniak wraz z ekip膮 zarechota艂 ubawiony, po czym stwierdzi艂, 偶e kto my艣li - ten ma.
                                                    Dowiedzia艂em si臋 poza tym, i偶 moje uprawnienia na budowie ograniczaj膮 si臋 jedynie do pyta艅, co maliniakowej brygadzie potrzeba. Za osobiste pytania b臋dzie w nosa.
                                                    -艢wiat si臋 wali! – pomy艣la艂em - niewolnicy rozkazuj膮 panu, co ten ma robi膰 i jeszcze gro偶膮. Co艣 takiego od tysi臋cy lat jeszcze si臋
                                                    w Egipcie nie zdarzy艂o.
                                                    Przyznam - ponios艂o mnie troch臋. Z batem do pop臋dzania niewolnik贸w wpad艂em w sam 艣rodek grupy ,krzycz膮c w艣ciekle
                                                    i rozdzielaj膮c razy na lewo i prawo, usi艂owa艂em wymusi膰 troch臋 wi臋cej respektu dla mojej osoby. Nie na wiele si臋 to zda艂o, a nawet chyba mi troch臋 zaszkodzi艂o. Na zdrowie, rozumie si臋. Pami臋tam jeszcze z艂膮 twarz Maliniaka, kilka pi臋艣ci na twarzy i szcz臋ce, oraz par臋 kopniak贸w w plecy i 偶ebra. Potem oddali艂em si臋 w b艂ogi niebyt.
                                                    Kiedy si臋 ockn膮艂em, wok贸艂 mnie panowa艂a b艂oga, rozkoszna cisza. M贸g艂bym pewnie powiedzie膰, 偶e odpoczywam i relaksuj臋 si臋, gdyby nie ma艂y problemik. Ot贸偶 opr贸cz b艂ogiej ciszy wok贸艂 mnie pluska艂y fale, a ja ko艂ysa艂em si臋 miarowo, p艂yn膮c w d贸艂 Nilu, przywi膮zany do wielkiego, drewnianego kloca.
                                                    xxxxx
                                                    Zanim mnie ktokolwiek znalaz艂 i wy艂owi艂, a potem dowi贸z艂
                                                    z powrotem - min膮艂 tydzie艅. Tylko Ozyrysowi dzi臋kowa膰, 偶e 偶aden
                                                    z krokodyli buszuj膮cych w rzece nie zainteresowa艂 si臋 bli偶ej pniem drewna i moj膮 czcigodn膮 osob膮. Na miejscu powitano mnie bardzo serdecznie. Wszyscy cieszyli si臋, 偶e 偶yj臋 i nic mi si臋 nie sta艂o. Niewolnicy Maliniaka powiedzieli dla faraona, 偶e w bia艂y dzie艅 porwali mnie zb贸jcy i uprowadzili w stron臋 rzeki. Nie mog艂em nic tym podst臋pnym kanaliom udowodni膰, bo gdybym opowiedzia艂 prawd臋, to zrobiliby ze mnie jeszcze wariata. A poza tym 偶adnych 艣wiadk贸w mog膮cych na moj膮 korzy艣膰 zezna膰 naturalnie nie by艂o. Musia艂em si臋 wi臋c do tych wszystkich durni u艣miecha膰 i robi膰 dobr膮 min臋 do z艂ej gry. Faraon podpuszczany przez Maliniaka, zatroskany by艂 stanem mojego zdrowia. W ko艅cu wys艂a艂 mnie na ca艂oroczny, p艂atny urlop, abym podreperowa艂 si艂y. W taki oto prosty spos贸b Maliniak osi膮gn膮艂 sw贸j zamiar i zosta艂 mianowany na moje miejsce zaopatrzeniowcem. Co to oznacza ,faraon jeszcze nie rozumie.
                                                    Ale rozkaz to rozkaz. Nie dyskutuj膮c, wynios艂em si臋 do matki do
                                                    Assuanu.

                                                    ROK PÒ殴NIEJ

                                                    No i jestem z powrotem.J ak s膮dzi艂em, przez czas mojej nieobecno艣ci wiele si臋 w pa艂acu zmieni艂o. Pierwszym wstrz膮sem by艂a spora ilo艣膰 pijanych ludzi wa艂臋saj膮cych si臋 po g艂贸wnej ulicy
                                                    w bia艂y dzie艅. Nast臋pnym - 偶e piramida jest ju偶 gotowa.
                                                    Zdziwiony i zaskoczony podszed艂em bli偶ej, chc膮c ca艂o艣膰 obejrze膰 r贸wnie偶 od 艣rodka. Jaki艣 wysoki i szeroki w barach typ sta艂
                                                    w g艂贸wnym wej艣ciu piramidy, pobieraj膮c od ch臋tnych op艂aty za zwiedzanie. Nie zwr贸ci艂em na niego uwagi, ale on na mnie tak.
                                                    -Hej, ty tam! - krzykn膮艂 zniecierpliwiony - no ty, ty, nie patrz tak g艂upio - powt贸rzy艂, wskazuj膮c palcem na mnie - wej艣cie kosztuje sztuk臋 srebra! A jak nie masz, to zapomnij!
                                                    Moje wyja艣nienia, kim jestem, dola艂y tylko oliwy do ognia:
                                                    -Mnie tam nie obchodz膮 twoje uk艂ady z faraonem czy kim艣 tam jeszcze. Tu nie ma nic po znajomo艣ci. Albo przedstawisz pisemne zezwolenie od pana Maliniaka, albo zap艂acisz. Co, dalej ci si臋 co艣 nie podoba? No to 偶egnam!
                                                    I po偶egna艂 mnie zamaszystym wykopem nogi. M贸wi艂 z podobnym akcentem, z jakim m贸wi膮 ludzie Maliniaka, nadzwyczaj szybko ucz膮cy si臋 naszej trudnej mowy. Niewa偶ne, 偶e dosta艂em kopa ,ale szczerze m贸wi膮c, nadal nie rozumiem, w jaki spos贸b piramida mog艂a zosta膰 tak szybko uko艅czona. Chyba to jakie艣 czary.
                                                    By艂em ciekaw, czy przypadkiem nowym faraonem nie jest ju偶 Maliniak, bior膮c pod uwag臋 jego post臋py w intrygowaniu.
                                                    Ale w艂adca m贸j, o dziwo, pozostawa艂 nadal na swoim stanowisku.
                                                    Znalaz艂em go w towarzystwie Maliniaka na pobliskim bazarze.
                                                    Maliniak, szeroko u艣miechni臋ty, dono艣nym g艂osem zachwala艂 dla posp贸lstwa i plebsu p艂yn zawleczony przez niego do Egiptu.
                                                    Sam faraon pobiera艂 za mo偶liwo艣膰 obejrzenia i dotkni臋cia jego szanownej osoby sztuk臋 srebra. Ten sam cennik, co przy wej艣ciu do piramidy. Kolejka potworna t艂oczy艂a si臋 do obu punkt贸w sprzeda偶y i podziwiania, zape艂niaj膮c z艂otem i srebrem kas臋 pa艂acow膮. A to mog艂o mojego pana tylko cieszy膰.
                                                    呕ona faraona robi艂a za burdel - mam臋, wypo偶yczaj膮c za spore pieni膮dze swoje s艂u偶膮ce dla m臋skiej cz臋艣ci Egipcjan, co budzi艂o niek艂amane zadowolenie robotnik贸w pracuj膮cych w okolicach piramidy no i faraona. Cel u艣wi臋ca wszak 艣rodki.
                                                    Je艣li o moj膮 skromn膮 osob臋 chodzi, to faraon tak si臋 za mn膮 st臋skni艂, 偶e od r臋ki zatrudni艂 mnie w charakterze nadzorcy s艂u偶by w pierwszej eksperymentalnej egipskiej izbie wytrze藕wie艅. Przybytek ten znajduje si臋 w 艣rodku idiotycznej budowli w postaci lwa z ludzk膮 twarz膮, wybudowanej, cholera wie po co obok piramidy.
                                                    Egipcjanie nazwali lwa Sfinksem, co jak wiadomo, wywodzi si臋
                                                    w prostej linii od staroegipskiego s艂owa "sfiksowa膰".
                                                    A 偶e pijanych sfiksowa艅c贸w ostatnio tu nie brakuje, to ta nazwa jako艣 mocno si臋 zakorzeni艂a. Co by nie gada艂, na swoj膮 now膮 prac臋 narzeka膰 nie mog臋. Nierzadko przywo偶膮 do mojego o艣rodka ululanych do nieprzytomno艣ci kap艂an贸w, co maj膮 jeszcze p贸艂pe艂ne sakiewki. Mog臋 ich czasem delikatnie podskuba膰 ze z艂ota
                                                    i klejnot贸w, bo tyle tego maj膮, 偶e i tak si臋 nigdy nie dolicz膮.
                                                    Co najdziwniejsze - nasz kraj zamiast upa艣膰 - rozkwita.
                                                    Pijacy i alkoholicy, aby zarobi膰 na 艂yk p艂ynu od Maliniaka, pracuj膮 dwa razy wi臋cej, a ich wydajno艣膰 pracy wp艂ywa dodatnio na rozw贸j naszego kraju. Coraz wi臋cej zieleni na pustyni wida膰, coraz wi臋cej Fenicjan i innych przybywa, z艂otem p艂ac膮c za p艂yn wytwarzany przez Maliniaka i jego brygad臋. Ten ostatni razem z za艂og膮 pilnuj膮 faraonowych finans贸w, tworz膮c tzw. biuro ochrony rozlicze艅, w skr贸cie BOR. Faraon sp臋dza teraz wi臋cej czasu na swoim statku na Nilu, otoczony m艂od膮, 偶e艅sk膮 s艂u偶b膮 pa艂acow膮, nie musz膮c ju偶 wi臋cej trawi膰 bezsennych nocy na my艣leniu, sk膮d wzi膮膰 pieni膮dze na pa艅stwowe wydatki. Przysi膮g艂bym nawet, 偶e s艂ysza艂em, jak kl膮艂 pod nosem, 偶e tylko jemu, jako jedynemu w kraju nie mo偶na zwolni膰 si臋 z pracy, bo etat faraona jest do偶ywotni i nawet Maliniak ma lepiej.
                                                    No, ale mo偶e jednak si臋 przes艂ysza艂em...

                                                    copyright by Leziox
                                                  • leziox Re: Zapiski budowniczego piramid vol.4 27.02.16, 21:17
                                                    Brygada Maliniaka za zas艂ugi w rozwoju Egiptu otrzyma艂a obywatelstwo i wolno艣膰, o ile ta ostatnia by艂a im kiedykolwiek zabrana, w co w膮tpi臋. I chocia偶 oficjalnie Maliniak i sp贸艂ka, bo tak si臋 teraz oficjalnie nazywa to towarzystwo, s膮 tylko pracownikami faraona, uzyskali w Egipcie takie wp艂ywy, o jakich kap艂ani mogliby tylko nie艣mia艂o pomarzy膰. My艣l臋,偶e w艂a艣nie przez t膮 艣wiadomo艣膰 kasta kap艂an贸w mocno ostatnio podupad艂a, bo pij膮 w艂a艣ciwie na okr膮g艂o. Nawet astronomi膮 nie zajmuj膮 si臋 ju偶 tak ch臋tnie, jak kiedy艣. Po ostatniej pr贸bie przestraszenia ludzi za膰mieniem s艂o艅ca, kt贸ra okaza艂a si臋 kompletn膮 plajt膮, chyba si臋 nawet troch臋 za艂amali. Albowiem Maliniak za膰mienie odwo艂a艂, zapowiadaj膮c je w dniu nast臋pnym, co te偶 i nast膮pi艂o wed艂ug jego s艂贸w. Dawni niewolnicy mogliby bez przeszk贸d zaj膮膰 najwa偶niejsze stanowiska przy boku faraona, ale oni jak zawsze nie s膮 g艂upi i wol膮 trzyma膰 si臋 w cieniu,odk艂adaj膮c kolejne setki sztuk z艂ota i srebra do nast臋pnych work贸w. Casem co艣 tam szepc膮 mi臋dzy sob膮, 偶e za jaki艣 czas b臋dzie nowa dziura czasowa i trza si臋 przygotowywa膰 do powrotu. Ale oni cz臋sto takie dziwne rzeczy wygaduj膮...
                                                    Je艣li o mnie chodzi, to projektowanie piramid i innych budowli rzuci艂em w choler臋, bo uczciwa praca przesta艂a mi si臋 jako艣 kalkulowa膰. U Maliniaka pobieram p艂atne kursy
                                                    w kombinowaniu i przyznam, 偶e idzie mi coraz lepiej. I chocia偶 zarabiam coraz wi臋cej - musz臋 mniej pracowa膰. Niby do艣膰 nielogiczna zale偶no艣膰, ale si臋 sprawdza, co z pewnym zaskoczeniem przyznaje by艂y projektant piramid.
                                                    A 偶e miejsce na tabliczce czekolady powoli mi si臋 ko艅czy, bo hieroglify zaj臋艂y ju偶 niemal ca艂膮 powierzchni臋, pozdrawiam przysz艂e pokolenia co kiedy艣 t膮 tabliczk臋 znajd膮, jak przepowiedzia艂 Maliniak i zapakowan膮 w 艂adny pergamin, zakopuj臋 j膮 g艂臋boko w pobli偶u wej艣cia do izby wytrze藕wie艅, znajduj膮cej si臋 we wn臋trzu sfinksa.
                                                    Niech Was Ozyrys ma w opiece.


                                                    THE END

                                                    copyright by Leziox
                                                  • leziox MUZOWA 27.03.16, 15:11
                                                    Muzowa

                                                    Muzy mnie napad艂y i gwa艂c膮, coby si臋 zabawi膰
                                                    Szarpi膮 za r臋kaw, przeszkadzaj膮 w spokojnym trwaniu
                                                    Ka偶da chce sw膮 spraw臋 mi jako pierwsza przedstawi膰
                                                    I dzisiaj to nie ma mowy ju偶 o spokojnym spaniu

                                                    Lataj膮 pod sufitem jak pierdolni臋te lafiryndy
                                                    We藕 mnie, we藕 mnie, ja ci臋 natchn臋 sob膮 jak nikt
                                                    I wrzeszcz膮 jak szesnastoletnie g艂upie pindy
                                                    A ja staram si臋 napadem ich nie przejmowa膰 zbyt

                                                    M贸g艂bym w艂a艣ciwie wzi膮膰 na nie zaraz muchozol
                                                    Spryska膰 i pospada艂yby na mordy 艣liczne z sufitu
                                                    Lecz nie zawsze pomo偶e ludzki ten aerozol
                                                    Na istoty przyby艂e do mnie w艂a艣ciwie z niebytu

                                                    I trze藕wi膰 by trza by艂o i przeprasza膰 i stopy ca艂owa膰
                                                    Lampucerom ulotnym i wiotkim jak sny dziewicy
                                                    I natchnienia brak dniami pustymi od偶a艂owa膰
                                                    Gdyby muzy nie mia艂y na mnie /foch!/ nag艂ej chcicy

                                                    Zosta艅cie! Cholera jasna, dobra - tylko m贸wcie po kolei
                                                    Niech zmilknie ten zgie艂k, tam w barku stoj膮 flaszki
                                                    Nie chc臋 Wam przecie偶 odbiera膰 muzinej durnej nadziei
                                                    I偶 na wi臋cej mnie sta膰 ni偶 tylko na te do piwa fistaszki

                                                    Kalliope, zejd藕 ze mnie i nie pompuj mnie kolejnymi wierszami
                                                    Ja nie wytrzymam i rzygn臋 wreszcie od nadmiaru poezji
                                                    W czasach fejsbuka nikt tego nie czyta tonami
                                                    A poeci dawno ju偶 z g艂odu czy przepicia scze藕li

                                                    Klio, jak si臋 wygramolisz ju偶 z mojej biblioteki
                                                    Poczytaj o Hitlerze w necie i Ci szczena opadnie znienacka
                                                    Poczuj te historyczne z O艣wi臋cimia na sk贸rze zasieki
                                                    I kul臋 z karabinu w pier艣 wbijaj膮c膮 si臋 brack膮

                                                    Erato, ty tak mnie za serce nie 艂ap, kanalio podst臋pna
                                                    Bo chyba wiesz 偶e nie ze mn膮 te numery, Brunner
                                                    Mi艂o艣膰 ma zdech艂a dawno temu i razy par臋 i ta nast臋pna
                                                    Nie robi nadziei na kolejny kosmiczny numer

                                                    Tylko trzepot cholera i nijak nie mog艂em nad tym panowa膰
                                                    Nalot muz na dom nie ka偶dy codziennie prze偶ywa
                                                    I nie da艂o rady bab dziewi臋ciu 偶ywio艂u opanowa膰
                                                    I co na to mam powiedzie膰? Niech lepiej zmilczy kursywa

                                                    Euterpe, najwyra藕niej powalona likierem z wi艣ni beskidzkim
                                                    Wala si臋 po kanapie i na flecie podw贸jnym piszczy jakie艣 strofki
                                                    Melpomena robi teatr, ach we藕 cholera i lepiej ski艣nij
                                                    Miast tu rozsiewa膰 sztuk zdech艂ych dawno durne zarodki

                                                    Woko艂o 偶yrandola lata艂y muzy stadem, 偶arliwie mi obiecuj膮c
                                                    Talent, kas臋 i powodzenie u p艂ci jakiejkolwiek zapewniaj膮c
                                                    Czasem zlecia艂y ni偶ej jak fortepian Szopena przy bruku dryfuj膮c
                                                    Drinka wlewaj膮c do trzewi boskich z toru lotu nieco zbaczaj膮c

                                                    Polihymnio, pysk stul i przesta艅 drze膰 ryja, bo s膮siad wezwie policj臋
                                                    I wypij co艣, mord臋 masz ponur膮 jak Frankensztajna c贸reczka
                                                    Co za艣 mam z Wami zrobi膰, to偶 nie wy艣l臋 Was na banicj臋
                                                    A tu jeszcze le偶y po nosem pe艂na wierszy projekt贸w teczka

                                                    Ech muzy, muzy, ca艂e Was tu stado si臋 spore panoszy
                                                    I wszystkie mnie kochacie i pie艣ci膰 chcia艂yby艣cie
                                                    Lecz ja nie wiem jak mog臋 to prze偶y膰 bez kaloszy
                                                    Nie m贸wi膮c o tym, co艣cie parszywce dla mnie wymy艣li艂y艣cie

                                                    Talio - no jak tak patrz臋 na Ciebie to morda mi si臋 ci膮gle 艣mieje
                                                    Masz ten urok w sobie i wiesz kiedy sypn膮膰 humorem dowolnym
                                                    Tyko zaraz mnie Terpsychora ta艅cem we藕mie i zajedzie
                                                    Szepc膮c do ucha o terra del sol zdobywaniu razem znojnym

                                                    Uranio, z Tob膮 wiele nie mam wsp贸lnego poza wyobra偶eniem
                                                    I偶 cz艂ek we wszech艣wiecie nie jest sam i mamy tam wsp贸艂braci
                                                    I tak czekam na takie spotkanie z dziwnym sk贸ry dr偶eniem
                                                    By艣my nie zacz臋li strzela膰 do istot, rodziny ziemia艅scy kaci

                                                    I tak spotkanie si臋 odby艂o, musuj膮c energi膮 kosmosu po brzegi
                                                    Rano wszyscy spali艣my po bratersku i kosmicznie do siebie si臋 tul膮c
                                                    Przy 艣niadaniu robienia zwar艂y si臋 nagle muz szeregi
                                                    Dba艂y o mnie wszystkie, a ja je kochalem, troch臋 od nadmiaru uczu膰 si臋 kul膮c

                                                    Potem posz艂y a raczej wylecia艂y przez lufcik w kuchni, gromadnie
                                                    Obiecuj膮c, a przedtem po kolei mocno ca艂uj膮c mnie jak swego
                                                    呕e wr贸c膮 znowu dnia kt贸rego艣 do mnie znowu stadnie
                                                    Gdy znajd膮 dla mnie znowu co艣 nowego, pi臋knego

                                                    Trwanie z muzami nie jest takie lekkie jakby kto my艣la艂 sobie
                                                    Kapry艣ne to istoty, cho膰 kochane i muskaj膮ce mnie swym wdzi臋kiem
                                                    Czekam wi臋c, kiedy odwiedz膮 mnie znowu gromadnie tak zgodnie
                                                    A ja „Where are you now” zanuc臋 i w 艂贸偶ko puste rzuc臋 si臋 z j臋kiem...


                                                    THE END
                                                    copyright by Leziox
                                                  • leziox Nie te czasy, Panie kot 27.03.16, 15:16
                                                    Nie te czasy panie kot

                                                    To ju偶 nie te czasy, panie kot
                                                    Gdy przeskakiwali艣my ra藕no przez p艂ot
                                                    A nasze nogi, zupe艂nie jak takie spr臋偶yny
                                                    Nosi艂y nas poprzez g贸ry i doliny

                                                    To nie te czasy, panie kocie szanowny
                                                    Cz艂ek sam, jak kiedy艣 myszy, jest ju偶 gatunkiem 艂ownym
                                                    I troch臋 mniej sprawny te偶 chyba troch臋 jest
                                                    Na trzecie si臋 pi臋tro wdrapa膰, to jak bojowy jest chrzest

                                                    Widzisz pan, kocie m贸j d艂ugoletni
                                                    Wskoczysz pan na mebel a czasem – na mord臋 zlecisz
                                                    Nie ten ju偶 zmys艂 do lotu i wrodzonej r贸wnowagi
                                                    Wypadki takie nie dodaj膮 za艣 kotu powagi

                                                    To nie te czasy, panie kocie m贸j w膮saty
                                                    Gdy pr臋偶y艂e艣 pan grzbiecik skacz膮c z pi臋tra na kwiaty
                                                    I buszowa艂e艣 w szalonego nosoro偶ca pozycji strasz膮c ptaszki
                                                    Lub chcia艂e艣 naraz z艂apa膰 wszystkie na tym 艣wiecie wa偶ki

                                                    Teraz tylko pan 艣pisz, czasem wstaniesz bezradnie si臋 chwiej膮c
                                                    Tak i my 偶yjemy, my艣l膮c 偶e dobrze b臋dzie, z t膮 nadziej膮
                                                    I tylko 偶al czasami dusz臋 d艂awi bo mimo wszystko czego艣 szkoda
                                                    Kiedy nam drog臋 przetnie nie艣wiadoma osoba m艂oda

                                                    Przecie偶 skaka艂 cz艂ek jak pan kiedy艣, panie kocurze
                                                    Niewa偶ne by艂o czy si臋 na gzymsie sta艂o czy na rurze
                                                    P臋d w cz艂eku by艂 wci膮偶 par艂o si臋 naprz贸d jak poci膮g po艣pieszny
                                                    Za dziewuchami, znajomo艣ciami, ach jaki si臋 by艂o grzeszny!

                                                    To nie te czasy panie kocie schorowany m贸j
                                                    Czasem si臋 dziwnie pomy艣li 偶e 偶ycie bywa jak gn贸j
                                                    Z wierzchu s艂om膮 pokryte a w g艂臋bi zwyrodnia艂y smrodek
                                                    Tak koci jak i ludzki – gdy starszy – zmienia si臋 narodek

                                                    Iluzje i nadzieje, marzenia aby zmieni膰 na lepsze 艣wiat
                                                    Odesz艂y tak jak odchodzi w nico艣膰 pr臋dko czyj艣 starszy brat
                                                    Ju偶 wiadomo 偶e nie w tym 偶yciu ale mo偶e znowu jeszcze raz?
                                                    I偶 mo偶e reinkarnacja, mo偶e racja, lecz to poka偶e czas

                                                    To nie te czasy kochany panie kocie zaspany
                                                    Kiedy艣 艣wiat ca艂y nie starcza艂 na kocie wielkie rabany
                                                    Dzi艣 dach, pe艂na micha, spok贸j i miejsce ciep艂e w k膮ciku
                                                    I razi jako艣 bardzo, gdy dzieci gdzie艣 radosnego narobi膮 krzyku

                                                    Po艣pijmy wi臋c panie kocie, ciep艂a w nas mniej i mniej
                                                    Ogrzejesz mi kolana i pomruczysz w podzi臋ce kociej swej
                                                    I czasu mniej te偶 i dzie艅 ziemski kiedy艣 nam noc zabierze ciemna
                                                    Lecz po艣pijmy spokojnie. Drzemka taka jest przyjemna...

                                                    THE END
                                                    Copyright by Leziox


Pełna wersja