Dodaj do ulubionych

Leziowe teksciory

26.11.09, 12:44
Tu mozna poczytac co meliniarz Lezio ma w glowce,kiedy totalnie nagrzany
zasiada do pisania pierdul.Wyrazy rozne na ten temat prosze kierowac pod znany
adres.Kandydatki na muzy proszone sa o ustawienie sie w kolejce przy
barku.Najlepiej w stroju kapielowym,a jak go nie maja to i bez.No to jazda!
Obserwuj wątek
    • leziox Re:Likwidacja swiat 26.11.09, 12:46
      Temat zawsze na czasie bo zawsze sie zanjdzie jak nie to to inne swieto.

      Święta należy zlikwidować,ponieważ:
      -należy chronić lasy,więc na całym świecie ocaleje paręnaście milionów choinek,a
      papier zużyty na kretyńskie kartki pocztowe też wart jest paręset tysięcy sztuk
      drzew
      -kasę wydawaną na parę dni obżarstwa i opilstwa można wydać rozsądniej i np.w
      styczniu pić za to cały miesiąc,samemu,a nie z bandą pasożytów która zwali się
      nam na odwiedziny
      -trzydniowe,ckliwe udawanie miłości do bliźniego nie będzie musiało wywoływać w
      nas uczucia obrzydzenia,bo wszyscy i tak kłamią oraz o tym wiedzą
      -sporo ludzi będzie żyć nadal,zamiast ginąć w pożarach choinek,lub umierać od
      przejedzenia
      i zatrucia gorzałą,jak też ginąć z rąk własnych krewnych podczas kłótni przy
      stole wigilijnym
      -na tacę dla pazernego księdza możemy kopsnąć kasę co niedzielę,wyjdzie zresztą
      taniej,bo na święta „wypada”niby dać nieco więcej
      -trzeba żyć spokojniej i nie dostawać jobla przy sprzątaniu mieszkania i myciu
      okien,bo zrobić to można zawsze,a jeszcze lepiej wychlać zamiast-browarek
      -szał zakupów doprowadza niejednego do zawału,wylewu lub innego nagłego zejścia
      przez stress,a niby po cholerę sprawiać sobie taką przyjemność
      -zaproszony do domu bezdomny może podpalić nam mieszkanie,pijąc ukradkiem przy
      choince z prawdziwymi świeczkami denaturat z piersiówki,a jeżeli nawet i nie,to
      zawsze może nam jeszcze zgwałcić psa lub użyć rybek z akwarium na zagrychę do
      denaturatu
      -benzyna spalona na dojazd do krewnych i innych ludzi,których normalnie nigdy
      nie odwiedzamy,wystarczy nam na 3 miesiące dojazdów do pracy
      -nie trzeba będzie się wieszać,lub skakać z 20 piętra,widząc na zawiadomieniu z
      banku,jaką ratę kredytu świątecznego musimy zapłacić w styczniu

      Same zalety.I nie gadajcie mnie tu o tradycji,duchu świątecznym i innych
      słodziutkich bzdurkach,wmawianych wam przez lata przez
      nauczycieli,rodziców,dziadków, babcie,propagandę gazetowo-telewizyjną,bo
      człowiek tak tym nasiąknął,że nie wyobraża sobie iż można inaczej.A można!

      • leziox Re:Misio futrzak 26.11.09, 12:51
        Misio samczak jako taki jest futrzak.Trzeba więc zapewnić mu na bieżąco:
        -czochranie futerka rano i wieczorem
        -drapanie za uszkiem i mruczenie z nim do taktu
        -pielęgnację pazurków szlifierką do metalu aby czuł się jeszcze bardziej męski
        -zapewnianie slodkości,zabawki i dupci aby miał zajęcie
        -obsługę kulinarną coby misiowi nie przyszlo do głowy nadgryzanie pielęgnacji
        -i ogólne traktowanie misia czułe
        Na misiu nie należy jeździć nago jak amazonka i nie wrzeszczeć dziko:”-bierz
        mnie ty mój pieprzony kudłaty potworze i to zaraz tu na miejscu!”-gdziekolwiek
        by to nie było,jak też nie kazać mu tańczyć na gorącej patelni w celu wyuczenia
        misia tańca,jeśli nie umie i nie lubi.Również nie powinno się misia zapędzać do
        kuchni bo może sobie osmalić futerko i nie zmuszać go do pędzania się z
        odkurzaczem po domu bo wtedy wygląda śmiesznie.
        Misio jest misio,misio jest kochany leniwy pasożytek i nie trzeba go zamęczać.W
        razie jak trzeba to misio podnieść się potrafi z barłogu,wyleźć z gawry i
        zaryczeć jeśli tego potrzebujemy.
        Ps.Misia nie wolno nazywać misiem bo go trafia wtedy szlag!
        • leziox Re:Przestroga dla ludziufff 26.11.09, 12:59
          Tutaj wszystko się wie,
          Nie trzeba być w KGB
          Aby wiedzieć kto i kiedy
          Lub z kim tam i wtedy

          Poczytać trochę trzeba
          Nie będąc ciemna gleba
          Zwierzenia opisy i akcje
          Zabawne sytuacje

          Kto popił a kto dymał
          Kto z kim się też pościnał
          Kto tylko sobie marzy
          Ze wstydem na swej twarzy

          Ludziska wciąż donoszą
          Umysły innym koszą
          I niby nic nie mówią
          A zawsze coś tam zgubią

          Adresik telefon fotka
          Kto gdzie i z kim się spotka
          Niewinnie rzucone zdanie
          Namiary łatwo dane

          Tutaj się wszystko wie
          Choć nie wie KGB
          Piszecie swe marzenie
          Jesteście jak na scenie

          Notesik puchnie zdrowo
          Zapisać znów na nowo
          Kto gdzie i z kim przestaje
          I po co się zadaje

          Na koniec rada mała
          Choć może przestarzała
          Schowajcie wasze dane
          Kto wie,gdzie są czytane

          THE END

          ©by leziox


          • leziox Re:Netowe polowanko 26.11.09, 13:01
            Polowanko

            Siedzimy tak w domu przy kompie rozparci
            W fotelu,do flirtu wciąż czujni i zwarci
            Szklaneczka pod ręką dodaje otuchy
            Bo gdzieś tam po necie wędrują dziewuchy

            Nasz sezon polowań otwarty rok cały
            I choć zamiast strzelby pod ręką są pały
            Coś zawsze się z gąszczu wyszarpie na świeżo
            Ktoś nowy i włoski gdziekolwiek się zjeżą

            My samce szukamy wciąż nowej podniety
            Nam wierność to obce jest słowo niestety
            Natura nas zmusza do tego szukania
            Tak wciąż spoglądamy gdzie nowa jest łania

            Jak kurwy szukamy gdzie by tu się spodlić
            Do nowej my cipki wznosimy tak modły
            I nic nam niestraszne-ni grzech ni rozpusta
            Lub na piersi nagiej kiszona kapusta

            Na linii znów ktoś się melduje pospiesznie
            To trzeba pogadać,poflirtować grzesznie
            Ech panny z tej innej strony światłowodu
            Jak często mnie wy prowadzicie do wzwodu

            Odległość niestraszna gdy chuć w tobie płonie
            Wybrzeże,stolicę,Śląsk,góry się chłonie
            Nic wstrzymać nie może faceta gdy szuka
            Tej pięknej i może też z nią się popuka

            Jak wilki sarenkę ścigają po lesie
            My też wciąż ścigamy i chcemy-no wiecie
            I nawet przytulić jest nam się niestraszno
            Cel środki uświęca więc śmiej się rubaszno

            I po co to na co to gdzie on tak gna
            Ten facet co zruchać by chciał cały świat
            Lecz babek miliardy niestety na świecie
            A weź tu bądź wierny ty jednej kobiecie

            Więc mamy my neta i w nim panie miłe
            Spokojnie więc dzisiaj i nic tu na siłę
            Coś zawsze wykluje się z nocy kosmatej
            Więc siadaj do kompa i flirtuj ty zatem!

            THE END

            copyright by leziox







            • leziox Re:Po klótni na forum 26.11.09, 13:05
              Ucichł zgiełk

              Bitwa ucichła,oręż schowany w piwnicy
              Szaleńcy śpią pijani pod kołderką grzecznie
              I tylko pijak spóźniony śpiewa sobie na ulicy
              Lecz i ten śpiew trwać wszak nie będzie wiecznie

              Piana z ryjów wytarta,wściekłość zgaszona na dobre
              Psychopaci spokojni,w niedzielę są grzeczni dla siebie
              Niedawno mogliby nauczyć kąsać kobrę
              Dziś słodko utuleni śpią w kołderkowym niebie

              Nie trzeba trupów zbierać zaś tylko w duszy rany
              Bezkrwawo się kończy to międzyludzkie starcie
              Wyzwiska,złe słowa lub święte też barany
              Grzecznie śpią i śnią,nie stojąc gdzieś na warcie

              Zamknięte pyski na głucho,policzki wygładzone
              Już pysk się nie krzywi jak u psa wściekłego morda
              Niedziela-już grzechy na mszy z siebie wywalone
              Nie żre się dzisiaj tu szakali horda

              Po bitwie wszak zostaje dziwny wokoło smrodek
              Oglądasz się-czy gnój to czy śmietnik cuchnie bliski
              Trwa niesmak w gębie i pali jak karbidem środek
              Może by tak spakować dzisiaj swe walizki?

              Zostawić bez żalu to pole bitwy bezkrwawe
              I tylko w przelocie jeszcze splunąć za siebie
              Gdzieś na równinie w spokoju siąść na ławę
              Zatopić wzrok w błękicie i oczy w jasnym niebie

              Pole bitwy znów buchać będzie zgiełkiem wojny
              Powstaną wariaci mędrkowie lub normalni inaczej
              Może tak dla odmiany pobyć sobie spokojny
              Po cholerę właściwie tu do reszty dziwaczeć?

              THE END

              ©by leziox



            • leziox Re:Spacerki po Warszawie 26.11.09, 13:15
              Spacerki po Warszawie

              Tak schodzi się banda pijaków pospołu
              I myśli,co zrobić by śmiesznie znów było
              By znów stworzyć coś,no,w rodzaju zespołu
              I żeby znów było rozkosznie tak miło

              Gdzieś hen,tam za Wisłę,gdzie melin dostatek
              Nie centrum-tu ładnie i nas to nie wzrusza
              W kieszeni butelka dla dziewczyn,nie kwiatek
              Tak cieszy się dziewczęca dusza

              By dotrzeć tramwajem po jazdy godzinach
              Niełatwe przeżycie,wie każdy co jedzie
              W oparach zapaszków gorzały i wina
              Ściśnięci nierzadko jak śledzie

              Piechotą daleko i w ryj dostać można
              Gdy w bramę zapędzisz się nie tą co trzeba
              Lub panna cię jaka zaczepi też zdrożna
              Za stówę cię weźmie do nieba

              Gdy znajdziesz już wreszcie meliny swej schody
              I trafisz do celu jak do miodu mucha
              Znów poczuć się możesz ponętny i młody
              Przynajmniej w skrytości też ducha

              A flaszek bateria wysycha dość szybko
              Zaś dusza się śmieje gadając tak w grupie
              I wcale nie szkodzi że czasem się zdarzy
              Zlądować przypadkiem w psa kupie

              Old Kipra wykipruj i nie bądź nimota
              Tak godzi się wlewać na Pradze coś w siebie
              Im więcej popijesz tym większa ochota
              By poczuć się wreszcie jak w niebie

              Nad ranem po piciu i z lekką kieszenią
              Przechadzka przy autach co włamy przeżyły
              Kałuże ponure śmierdzące jesienią
              Rozjaśnić ich nie ma nikt siły

              Szarawe domostwa i tynk co się sypie
              Ubóstwo i ludzie przygaśli jak świece
              Na pierwszym gdzieś piętrze ktoś głośno się rypie
              A sąsiad wygasłe ma piece

              Nad Wisłą spacerkiem pośpiesznie bo wali
              Fetorkiem wilgotnym po nozdrzach wrażliwych
              I gdybyśmy dłużej tu jeszcze postali
              Nie byłoby uczuć jebliwych
              Czas wrócić do reklam i sklepów przepastnych
              Gdzie ludzie popatrzeć też mogą na towar
              Więc znowu tramwajem rajd długi i w miasto
              Ponownie się rusza na browar

              I gdybyś tam spotkał kobiety seksowne
              Z pięknymi twarzami i ciałem jak z bajki
              Nie wdawaj się w gadki dyskusje ponowne
              Bo z tego nie będzie jebajki

              Ich serca rozdarte na części wciąż krwawią
              Ich dusze tak zimne i jak kosmos mroczne
              Problemy ich,krzywdy twej duszy nie zbawią
              I mylą się przecież ich sądy wyroczne

              Ideał wciąż bruku tu sięga i leży
              Stolica to państwa i wioska stołeczna
              Gdzieś pijak po flaszkę szczęśliwy już bieży
              Przyjdź do mnie i będziesz bezpieczna

              Warszawo,ja tutaj żyć chyba bym nie mógł
              I żyć ja bez ciebie też przecież nie mogę
              Gdy mnie ma tęsknota znów głupia nachodzi
              To znowu wszak ruszam ja w drogę

              Wrzuć lodu do szklanki,niech ręką też będzie
              Nie struję się dzisiaj na tej dezynfekcji
              I choć twych kłopotów przy tym nie ubędzie
              Nie będziem udzielać nam lekcji

              Pogodnie zasiądziem przy stole co wozi
              Szklaneczki i skocza co wskoczy wnet w gardło
              Wychylmy dopóki nas świat nie zamrozi
              Spluwając psychiatrze w twarz hardą

              I tak znów po flaszce zaśniemy szczęśliwi
              Z tym dziwnym uczuciem że wszystko w porządku
              Bez strachu i lęku i niech się strach dziwi
              Że nic nie bulgocze w żołądku

              Znów dalej i właśnie mi drogowskaz mignął
              Warszawa-koniec.Więc znów się skończyło.
              I znów mnie w dal goni,bom tak to rozstrzygnął...
              Lecz było tak wspaniale miło...


              THE END

              Copyright by leziox



















              • leziox Re:Budzik 26.11.09, 13:21
                Subtelny budzika dźwięk

                Każdy ma w domu budzik.Nie każdy budzik obudzi.Wiąże się to z nieodpowiednim
                doborem dźwięków stosowanym przez producenta.
                A przecież to takie proste.Wystarczy w budziku zastosować odgłosy,niekoniecznie
                słyszane przez nas na codzień,za to gwarantujące skuteczne poderwanie się z wyrka.
                Dobrze też przed pójściem spać podłączyć budzik do wzmacniacza i skromnych
                głośników o mocy min.1000 Wat.
                W budziku zbudowanym przeze mnie specjalnie dla was słychać byłoby:

                -Ryk stada oszalałych słoni,rozwalających afrykańską wioskę
                -Przemówienie Adolfa Hitlera na wiecu w Monachium
                -Zgrzytanie metalu po szkle,oraz pazurów na tablicy szkolnej
                -Odgłos pociągu towarowego załadowanego czołgami i przejeżdżającego przez most
                zbudowany z kratownic
                -Wybuch bomby wodorowej na poligonie w Semipałatyńsku
                -Melodia z filmu „Stawka większa niż życie”-skutkuje na 100 %
                -Ryk osła na pastwisku w dolinie miédzy górami
                -Odgłos startującego promu kosmicznego
                -Długie wymiotowanie po tanich kwachach
                -Wywalanie flaszek i szkla do zsypu z XV pietra o 3-ej nad ranem

                Mógłbym tu przytoczyć wiele innych odgłosów uznawanych przez ogół społeczeństwa
                za szczególnie sympatyczne,ale nie mam zamiaru pracować za darmo,a na dodatek wy
                nie lubicie czytać zbyt długich postów.Ewentualne zamówienia oraz różne wyrazy
                proszę słać w kierunku dowolnym.


                THE END


                copyright by leziox
                • leziox Re:U dentysty 26.11.09, 13:29
                  Dwie godziny na fotelu
                  To jest nic wielkiego
                  Chyba że do tego dodasz
                  Dentystę jakiego

                  W oczy światło jak w policji
                  Biały kitel srogi
                  I choć facio niezbyt duży
                  Drżą cholera,nogi

                  Pysk otwarty jako brama
                  Nic się nie ukryje
                  A dentysta z półuśmiechem
                  Już ci w gębie ryje

                  Zastrzyk w dziąsło dla humoru
                  Gorzki jak trucizna
                  Wizg wiertary wierci w mózgu
                  W duszy będzie blizna

                  Fajna z boku asystentka
                  Niestety zdradliwa
                  Miast za laskę mi potrzymać
                  Osad z zęba zmywa

                  Coraz głębiej wierci facio
                  Czuję już gdzieś w dupie
                  Jak tak dalej będzie jechał
                  Będę wył na słupie

                  Coś ustało,teraz grubsze
                  Wiertło zgrzyta w kości
                  -„Drugi ząbek też zrobimy!
                  Świetne wiadomości...

                  Warsztat z boku,śruby,klucze
                  Jak u mechaniora
                  Wiertła,płyny,proszki,igły
                  Jestem u potwora?

                  Wali,drapie,zgrzyta,kręci
                  Piszczy,łupie,trzeszczy,syczy,
                  Śmierdzi,wyje,warczy,miauczy
                  Pacjent jak na smyczy

                  Wiem że dobrze lekarz myślał
                  Dla dobra pacjenta
                  Lecz wizyty takie miłe
                  Każdy zapamięta

                  THE END

                  ©by leziox


                  • leziox Re:Majaczenia po halucynogenie szkockim 26.11.09, 15:33
                    Wizje literackie

                    Łajdackie mi krowy wedle głowy latały
                    Tak nisko i wymion się stracić nie bały
                    Gdym rzucał krzesłami w kierunku bydlaków
                    Chcąc parę ich strącić ku chwale tępaków

                    Gdym bimber ten spijał gdzieś w chaszczach pędzony
                    Co fuzlem tak walił,jak stuletnie żony
                    Tom widział niezwykłe stworzenia na świecie
                    Tak seksy że swojej nie powiem kobiecie

                    Spirytus z Rosyji mróweczka znosiła
                    Tak mała-silniejsza od osła lecz była
                    Babinka przez bagna się w nocy czołgała
                    By donieść na miejsce i sprzedać dla wała

                    Mam teraz co chciałem a kosmos tak blisko
                    Gdzieś w dziurze wszechświata się jara ognisko
                    Wypala synapsy i mózg strasznie smali
                    Jak w łeb by stukało dziesięciu kowali

                    Zmęczony owieczek widokiem przedurnych
                    Co skaczą do góry wśród niebios tych chmurnych
                    Zachciałem wytrzeźwieć,lecz heca nieziemska
                    Ambicja pijaka zjawiła się żeńska

                    I mówi tak do mnie-nie trzeźwiej kochany
                    Bo życie wnet weźmie cię twardo na glany
                    Pozostań przy spircie z Rosyji znoszonym
                    I nie błądź przy piwku z marketu koszonym

                    Ach gwiazdy buchnęły znienacka radośnie
                    Słoneczka galaktyk gadały o wiośnie
                    Koniki skrzydlate pieprzyły się rżąco
                    Działając wszak na mnie przedziwnie kojąco

                    Babinka odeszła przez bagna do domu
                    Gdzie bimber sprzedała nie powie nikomu
                    A ja tu mam wizje tak jak przy nirwanie
                    Choć nisko latają te krowy,mój panie

                    Ludziska,wywalcie swe soft-alkohole
                    Z angielska pisane-pod rolnika bronę
                    Raz w życiu ruskiego wy spirtu wypijta
                    A potem wyleźcie przed domek i wyjta

                    Widzicie już teraz skąd moje talenta
                    Wyłażą we wtorki a czasem od święta
                    Zły przykład niech będzie i dla was przestrogą
                    Jak ludzie moralnie się stoczyć wszak mogą
                    Więc hulam ja wreszcie w totalnej rozpuście
                    Z dziewkami wyżywam się w seksu złym guście
                    I grzeszę,czasami bez jakiejś przyczyny
                    Spirytus i kosmos odpuszczą me winy.

                    THE END

                    ©by leziox












        • leziox Re: Weekend skarpetkowy 26.11.09, 23:33
          Weekend skarpetkowy

          Już weekend,sobota,panowie w gorączce
          Skarpetki wysoko i myślą o chwale
          Kosiarka spoczywa jak mieczyk w ich rączce
          Więc koszą tak oni coś stale

          Tu kwiatek,tam trawka i jeszcze stokrotka
          Przejechać po pysku i wyciąć do gruntu
          We krwi im przepływa radocha tak słodka
          I nic ich nie zmusza do buntu

          Co żonka rozkaże,zrobione i basta
          Pantofel na plecach kierunek pokaże
          Nie wyjdą też nawet po piwko do miasta
          Wszak Pani im tego zakaże

          Na los narzekają lecz tylko po cichu
          Gdy skarżą się czasem koledze
          Wiesz-mówią-tak ciężko mi z babą,hej Zdzichu
          Sam nawet nie mogę na miedzę

          Zakazy,nakazy,rozkazy i forsa
          Praw nie mam ja swoich lecz cierpię w milczeniu
          Jak rzucę to może mnie trafi się gorsza
          I plama to też na sumieniu

          Jak grill,to koniecznie z teściową kochaną
          Nie przyjdą koledzy lub Kasia z sąsiadem
          Wszak przemknie raz po raz marzenie ze zmianą
          I zniknie ulotnym swym śladem

          Kolega motorem przejechał przy bramie
          Aż serce się rwało z nim razem
          Lecz żona już wrzeszczy-hej Zenek,ty chamie
          Robota wszak czeka,więc gazem!!

          Więzienie zbudował sam człowiek dla siebie
          Chciał dobrze i kochał swą diablą samicę
          I czuł się przez chwilę naprawdę jak w niebie
          A wszystko to kurwa-przez chcicę

          Nie zgadza się chemia i ludzie się męczą
          Przez lata wzdychają w piwnicy ukradkiem
          I po co,ja pytam tak ciągle się dręczą?
          Obudzić się,będąc już dziadkiem?

          Bez rozmów nic z tego,nie siadasz przy stole
          By uciąć poważną rozmowę z partnerem
          -Ja teraz nie mogę bo właśnie się golę...
          A szczęście odjeżdża rowerem


          Za krótkie to życie by męczyć się tyle
          Wszak przyjdzie znów drugi czy druga
          I mówiąc to chyba się wcale nie mylę
          Znów trafi się szaleństwa struga

          Partnerem bądź dobrym-nie pozwól się szmacić
          Wiadomo,że kochasz tą swoją połowę
          Bo kiedyś ci przyjdzie i za to zapłacić
          Gdy partner ci wlezie na głowę

          ©by leziox











          • leziox Re: Moja Syrenka 27.11.09, 09:44
            Syrenka

            Mam samochód ja ci mały
            Fakt-już stary i zdziczały
            Lecz go trzymam tak już od lat
            Bo ma latek co ja lat tak

            Krzepki on to może nie jest
            I nie wlezie na Mont Evrest
            Lecz mój tyłek dzielnie wozi
            I po wódkę mnie dowozi

            Nieco śmierdzi jemu z rury
            I padają przy nim kury
            Ptaszki lecą tłumnie z drzewa
            Gdy me autko głośno śpiewa

            Drzwi pod wiatr się otwierają
            Panie same nie wsiadają
            Lecz gdy drzwi otworzę,może
            Jakaś pani wpadnie w łoże

            Drwią i śmieją się ludziska
            Gdy tak pędzę przez pastwiska
            Lub przecinam autostradę
            I-tunelem pod nią jadę

            Lecz niech drwią i ważą lekce
            Niech się który ścigać zechce
            Autko moje jak wiatr śmiga
            Prawie że dogoni Miga

            Sznurek chciał ja zmienić z przodu
            Lecz mechanik-bez powodu
            Wziął z warsztatu mnie wywalił
            Omal sam się nie podpalił

            Pasek-durniu-się nazywa!
            To co z przodu się ukrywa!
            Żaden sznurek lecz zębaty
            Pasek pędza agregaty!

            Tom pojechał.Nie chce kasy?
            Mechaniki są kutasy!
            Odstawiłem autko w garaż
            Bądź tu dobry-choć się starasz

            Ach Syrenko!Ma miłości!
            Ty mi nie wytrzęsiesz kości!
            Twe resory jak pulmany
            Niewrażliwe na dróg zmiany!

            THE END

            ©by leziox


            • leziox Re: Monolog smetny o przewodzeniu stadem 27.11.09, 13:03
              Mnie tam wcale nie jest zle z tym,ze kobiety usiluja przejac role przewodnikow
              stad.Niech troche sie pociesza ta rola.Dla mnie lepiej,bo po co mam wciagac
              kobiety do wyrka,kiedy one tam teraz same wlaza,aby mnie konsumowac.Prosze
              bardzo,a co mnie tam.Nic mnie nie ubedzie.Jedno sie jednak zmienia:przybywa
              facetow pantoflarzy, stanowiacych hanbe dla rodzaju meskiego.Pstryczek
              paluszkiem i facio robi stójeczke,pstryczek drugi-moze zrobic siusiu.I co tu sie
              dziwic ze takie elementy sa traktowane jak szmaty przez wykorzystujace je
              kobiety.Dobrze im tak.W koncu sami tego chyba chca.A mnie nikt dyktowac nie
              bedzie,kiedy mam wypic swoj browar i kiedy moge sie pobawic swoimi zabawkami.A
              marzenia feministek o jednej ogolnoswiatowej plci tez maja jedna wade.Wibratory
              stalyby sie dobrem reglamentowanym.
              Zreszta co tu duzo pitolic:chocbyscie panie przejely kiedys wladze nad
              swiatem,to w jednej rzeczy niczego nie zmienicie-ludzkosc juz tak jest
              wyprodukowana,ze dzieli sie na grupe wkladajaca i grupe ktorej sie wklada.I
              kazda z plci cos milego z tego ma.Howgh!
                • leziox Re: O swicie 28.11.09, 15:16
                  O świcie

                  O świcie gdy nowe budzi się życie
                  A słońce ryj zaspany zza chmur wystawia
                  Leżą jeszcze pijacy w rynsztoka korycie
                  A puls im niechętnie swą robotę wznawia

                  Ach ślicznie lśnią pawie na trotuarze
                  Rozświetlane słoneczkiem co się ich nie brzydzi wcale
                  Wychylają się zza śmietnika obrzękłe,sine twarze
                  Spoglądając gdzie zawitały,błądzac po mieście stale

                  Przepięknie jest doprawdy gdy nad ranem bójka
                  Lub kłótnia małżeńska rozproszy ciszę pod blokiem
                  Nie zjawi się na czas policyjna stójka
                  A kobieta spać pójdzie znów z podbitym okiem

                  Gdzieś pękła wystawa za cegły dobrą pomocą
                  100 zeta towaru zniknęło w gardle i gorzale
                  Chodzić po mieście niezdrowo nad ranem lub nocą
                  Napady rabunki i zło pędza się stale

                  Pijany kierowca co w przystanek trafił rumakiem
                  Zakończył blask w oczach ludzi paru nagle
                  Ktoś skoczył z bloku przepięknym szczupakiem
                  Przerywając prądu wiszące w dole kable

                  Nocne życie zdarzenia co prowadzą do rana
                  Nie każdy doczeka co mu dane jest o świcie
                  Jeden się spije inny obudzi w więzieniu
                  A jeszcze ktoś skończy nagle swoje życie

                  Ach,można się zachwycić na śmierć tym naszym krajem
                  Gdy spojrzy się tak z dołu nań z poziomu gdzieś menela
                  Reklamy twierdzą przecież,on wszak jest naszym rajem
                  I tylko tak czasem,znienacka kurwica cię nagła strzela

                  O świcie,gdy nowe budzi się tu życie
                  Gdzieś w świecie gdzie świty piękniejsze są być może
                  Ty to prześpij i nie śnij już o Madrycie
                  Nigdy tak nie ma,by nie mogło być gorzej...


                  THE END


                  ©by leziox










          • leziox Re: Ku przestrodze 30.11.09, 20:29
            Moja hardość jak opoka
            Jest dla plebsu wszak nieznana
            Na gałęzi wrzeszczy sroka
            Obrażając swego pana
            Niech pokrzyczy jeszcze trochę
            Zaraz dowcip jej przeminie
            Dubeltówkę wyceluję
            I opadnie między świnie

            THE END

            copyright by leziox
            • leziox Re: Dla onanistów 30.11.09, 20:33
              Trzepać się każdego wola
              Lub bić konia,jak to motłoch
              Mówić zwykł przy flaszce wódki
              Gdzie poezja wzbudza popłoch
              Coś gdzieś szczeka
              Tak daleko,że nie widać kundla wcale
              Cicho tam przebrzydły mopsie
              Bo bejsbolem wnet przywalę

              THE END
              copyright by leziox
              • leziox Re: Nadinterpretacja 30.11.09, 20:47
                A to bylo tak:
                Gość: Katja 26.11.01, 19:20
                Po raz kolejny spotkałam się z tzw nadinterpretacją u facetów. Nie można
                powiedzieć nic neutralnego, bo oni zaraz dopatrują się jakiegoś drugiego
                dna.Najczęściej wszystko jest dla nich równoznaczne z sytuacją, że kobieta na
                pewno na nich leci tylko sama jeszcze o tym nie wie. Panowie - więcej pokory!!!


                I odpowiedz:
                Wcale nieprawda,że my facety wszystko nadinterpretujemy.To wy,kobiety,wszystko
                podinterpretujecie.Jak mi się dymać chce i narząd mi się podźwignął,wy tego nie
                zuważacie niby i zamiast się ładnie pochocholić,ciągniecie nas na zakupy,albo na
                mały spacer,coby nam sprośności wyszły z łba dolnego na powietrzu świeżym.
                Jak mnie się browarek chce obalić,wy macie ochotę na wizytę u mamusi,a jak chcę
                sobie z kolesiami podyngolić aż do stanu niewymowności,to robicie nam
                awanturę,że nie mamy dla was czasu. Kochane Panie!My naprawdę nic nie
                nadinterp...tfu,i tak wiadomo,o co biega.Nam się po prostu ciągle chce
                chędożyć,a wy szukacie książąt z bajki i w końcu i tak zostajecie zgorzkniałymi
                rozwódkami,bo książę okazał się był takim chamem,że i w baśniach takiego nie było.
                Jeśli któraś z was zapyta,o co mi właściwie chodzi,to odpowiem tylko:nie
                wiem,ale pochędożyłbym ździebko,oj,chociaż taki kawałeczek,bo mózg mi się
                rozpuszcza z ochoty...

                THE END
                to mozna kopiowac


                • leziox Re: Slowo o mojej kochance 30.11.09, 20:54
                  Kiedy jest dzień,nigdy nie ma jej przy mnie.Ona jest taka ulotna,słabo widoczna
                  w promieniach słońca.Gdy nadchodzi zmierzch,wybiera się do mnie z wizytą.Ale nie
                  chce ode mnie nic,nie chce rozmawiać,nie chce kolacji,chce tylko ze mną spać.I
                  choć odwlekam pójście do łóżka,mając do załatwienia setki nieważnych
                  spraw,ona cierpliwie na mnie czeka,nie skarżąc się ani słowem,że tak długo trwa
                  jej oczekiwanie.Nie powie,abym się pośpieszył,nie robi mi wyrzutów.Ona ma
                  czas,bo wie,że itak do niej przyjdę.Prędzej czy później będę jej jedynym tej
                  nocy.Wiemy to oboje.Bez możliwości wyboru kładę się do łóżka.Ona przytula się do
                  mnie,a potem zasłuchana w moje myśli,bierze mnie w posiadanie.Przewracamy się
                  oboje,kopiemy pościel,zrzucamy kołdrę z siebie.Klnę czasami jej
                  zaborczość,wyzywam ją od ostatnich w chwili zwątpienia i pytam,po co sobie mnie
                  wybrała.A ona,dyskretnie uśmiechnięta,znowu nie mówi nic i kładzie się na mnie
                  całym ciężarem,kolejną noc nie dając mi usnąć.Wie,że jej nie kocham.Czy ona mnie
                  kocha?Może.Tym swoim przedziwnym uczuciem milczącej kobiety.
                  Bezsenność,moja najwierniejsza kochanka.
                  • leziox Re: 10 malych wrednych kotów 01.12.09, 20:26
                    10 małych wrednych kotów-kołysanka na dobranoc

                    Bardzo wielu ludzi we wszystkich niemalże krajach świata zna wierszyki o 10
                    małych małpkach,Hindusach,Murzynkach,czy innych uporządkowanych w zbiór sztuk
                    10-ciu istot,które
                    w efekcie i tak wszystkie szlag trafia.O kotach jednak nie słyszano chyba do tej
                    pory takiej bajeczki.Chcąc więc naprawić to oczywiste niedopatrzenie oraz wnieść
                    również swój wkład do literatury światowej,oczywiście z nadzieją zrobienia
                    grubej forsy, przedstawiam poniżej wersję o 10 kotach.Podczas wyczynowego picia
                    alkoholu można wspomniany wierszyk również śpiewać. Najlepiej wychodzi to pod
                    melodię piosenki zespołu „Toten Hosen” pt. „10 kleine Jaegermeister”.Dzieciom na
                    dobranoc śpiewa się ten utwór grubym,obowiązkowo zachrypniętym głosem
                    Maklakiewicza,zwanym też sznapsbarytonem.Dobranoc państwu.
                    ------------------------------------------------------------------------------
                    10 Małych wrednych kotów


                    10 małych wrednych kotów po łące łaziło
                    Wziąłem łąkę podpaliłem ,9 ich już było

                    9 małych wrednych kotów za myszą ganiało
                    Mysza wbiegła pod autobus,8 ich zostało

                    8 małych wrednych kotów chciało trochę mleczka
                    Wlałem kwasu do miseczki,7 liczba lepsza

                    7 małych wrednych kotów było na spacerze
                    Piorun strzelił w małe stado,6 się tylko zbierze

                    6 wrednych małych kotów w ogrodzie miauczało
                    Granat wrzucił ktoś przez płotek i już 5 zostało

                    5 małych wrednych kotów jechało koleją
                    Jeden z okna się wychylił i zaraz go wcięło

                    4 małe wredne koty lampę naprawiały
                    Jeden dotknął do drucika,tylko 3 zostały

                    3 małe wredne koty obiad przyrządzało
                    Butla z gazem im wybuchła-jednego wywiało

                    2 małe wredne koty piły bimber z żalu
                    Nie wiedziały,że metanol,jeden się zawalił

                    Jeden mały wredny kocur został sam jak palec
                    Strzelił sobie w łeb z rusznicy-nie ma ich już wcale




                    THE END


                    Copyright by Leziox
                    • leziox Re: 10 malych wrednych kotów 05.12.09, 11:00
                      Zzukam tutaj tego o czym jeszcze pamiętam,mianowicie:
                      -zgubionych lat,co się zdefraudowały stanowczo za szybko
                      -kobiet lekkich no bo po co mi niby ciężkie,kiedy samo życie takie jest
                      -włosków co można by dolepić na dole,bo na górze już nie ma wcale ich
                      -towarzystwa i to dobrego,bo ze złym to można wszędzie trafić,a z dobrym jeszcze
                      dalej
                      -sklepu z tanią wódą i niedrogimi prezerwatywami/zastanawialiście się kiedyś ile
                      handel na prezerwatywach zarabia?To większa kasa niż za narkotyki/
                      -paru groszy żeby wreszcie kupić sobie to drobne Audi R8 i jeździć po piwo,gdyż
                      nosić w plecaku niekoniecznie mnie się już to kce
                      -balang,z których urządzania słynęło kiedyś Forum a teraz już nie
                      -romantyzmu potrzebnego podczas zwierzęcej kopulacji w windzie
                      -taniego ubezpieczenia dla Audi R8
                      -banku co kopsa kredyty na 5 %
                      -erekcji jak w wieku lat 18-tu
                      -18-letnich dziewczyn chorych na gerontofilię/zboczenie na starsze osoby/
                      -więcej śniegu w zimie
                      -mniej śniegu na wiosnę
                      -tego żeby Wawka leżała bliżej
                      -taniego biletu na wczasy na Księżycu,gdzie cicho,bo nie drą mordy wredne bachory
                      -ludzkiej życzliwości,co w każdym śmietniku leży,ale na codzień się nie pokazuje
                      -braku pychy w politykach,braku biedy w polskich domach
                      -i takiej prostej drogi w życiu,która wciąż się jednak kręci i nie jest prosta

                      A marzenia sie sprawdzaja jak czlek chce,tylko z tymi dziewczynami bedzie
                      trudniej co roku...


                      THE END


                      • leziox Re: Zboczeniec 05.12.09, 11:05
                        Zboczeniec

                        Czapka na głowę mocno wciśnięta,
                        Na twarzy wypieki niezdrowe,
                        Pożądanie,co jęzor aż na wierzch wywala
                        Budząc męskie chucie płciowe
                        I co tak się ciągle gapisz,zboczeńcu napalony
                        Na tę wystawę w sex-shopie?
                        Lepiej wracaj do żony
                        Ona tam tęskni za tobą
                        Z wałkiem w łapie spoconej
                        Nie ujmie cię czule za ogon
                        Lecz grzmotnie patelnią z teflonem
                        Seksu zboczeńca żona nie lubi
                        Obowiązki swe zaniedbując bez przerwy
                        Z łóżka potrafi wygonić w nocy
                        Szargając zboczeńca nerwy
                        Gdy dupci już daje,to za coś cennego
                        Jak kurwa swe ciało sprzedając
                        To futra na plecy żąda,to kolię
                        Wszak mąż nie ucieknie-nie zając

                        I co tak się ciągle gapisz maniaku seksualny
                        Na te gumowe dziewczynki?
                        Wlej zimnej wody do wanny

                        Może to twój temperament ostudzi
                        Rozgrzany jak piec martenowski,
                        Ludzkie uczucia w tobie zbudzi
                        I maniaka porzucisz los gorzki

                        Smutna jest dola zboczeńca,
                        Gdy żona mu pupci nie daje
                        Więc włóczy się on pod sex-shopem
                        A narząd mu staje i staje

                        Podnieca go wszystko co ładne,kobiece
                        Zapaszek,ich wygląd wspaniały
                        Na takie piękności nie zważać,nie patrzeć
                        Tak mogą tylko pedały

                        Te zdjęcia jak z raju zrobione prześliczne
                        Blondyna nieziemska na plaży
                        W ramionach bogini obudzić się chociaż
                        Tak marzy zboczeniec i marzy

                        I co tak się ciągle gapisz,zboczeńcu seksualny
                        Na te plakaty w sex-shopie?
                        Nie rób pod sklepem grandy

                        Nikt tu litości nie ma
                        Dla typków twego pokroju
                        Jeśli więc nic nie kupujesz
                        Idź do cholery, gnoju

                        Niełatwo to miejsce opuścić
                        Zboczeńca patrząc oczami
                        Dla takich przepięknych widoków
                        Mógłby on tu stać nocami

                        Tu biuścik zaświeci,tam nóżka pokaże
                        Ładnego biodra zalśni kawałek
                        Znów piękna buzia na zdjęciu się zjawi
                        Tylko z rozkoszy wciąż szaleć

                        I co tak się ciągle gapisz,zboczeńcu napalony
                        Na tę wystawę w sex-shopie?
                        Lepiej wracaj do żony

                        Ona już z lękiem w oczkach,
                        Co małe są jak u świni
                        Myśli,że jak nie wrócisz,
                        Nie będzie kogo obwinić

                        O to,że świat jest tak podły
                        Iż na nią uwagi nie zwraca
                        Choć ona pochodzi od książąt
                        Ty chciałbyś bez przerwy ją macać
                        Choć nie śpi już z tobą tak długo
                        Wciąż żąda od ciebie prezentów
                        Lecz gdy się do niej zabierasz
                        Dostaje wnet cipki skrętu
                        I co tak się ciągle gapisz,zboczeńcu napalony
                        Na tę wystawę w sex-shopie?
                        Nie chcesz już wracać do żony?

                        Bo przecież dziewczyn dających dupci
                        Na świecie nie brakuje
                        A twoja żona niech sobie
                        Swą cipkę dratwą sceruje

                        Podumał coś sobie zboczeniec,
                        W głowę się trochę podrapał
                        Wyrzucił do śmieci czapkę
                        I nowy wiatr w żagle złapał

                        Przestał się gapić zboczeniec
                        Na dupy,co za szybami
                        Nakladł po ryju swej żonie
                        I zajął się koleżankami

                        A ja tu tym pytaniem męczę się zarażony:
                        -Czy to on jest zboczony,czy nie dające dupy żony?



                        THE END

                        copyright by Leziox

                                        • leziox Re: Wiosna 10.12.09, 14:39
                                          WIOSNA

                                          Był początek wiosny.
                                          Stałem sobie na placu Leopolda nie wiedząc,co się w powietrzu unosi.Wśród
                                          warkotu aut,pokrzykiwań młodzieży i aromatu ulicy przed chwilą skropionej
                                          marcowym deszczem,polatywała na przezroczystych skrzydełkach melodia,wydobywana
                                          z obszernego pudła gitary zręcznymi palcami kulturalnego człowieka w czerwonej
                                          kurtce.Agresywny hałas walczył z delikatnym tchnieniem nut,przekrzykując je i
                                          chcąc zmusić do kapitulacji.
                                          A melodia niezmiennie nabierała oddechu,znów będąc górą i usiłując wkraść się do
                                          serc przechodniów.
                                          Oni jednak,ogłuszeni codziennością,nie otwierali ciężkich bram wiodących do ich
                                          dusz,lecz pędzili dalej,przywaleni życiem
                                          i obowiązkami.Tylko jedna para zakochanych zlubością delektowała się dźwiękiem
                                          wiosny przypominającym zew słonecznej Italii
                                          i uśmiechała się do siebie serdecznie się przytulając.
                                          I chociaż trwało to tylko chwilkę,rozpiąłem płaszcz,wpuszczając gwarliwe stado
                                          nutek do kieszeni,a one z wdzięcznością zajęły tam miejsce,radośnie i piskliwie
                                          szwargocząc i rozgrzewając moje skołatane serce.
                                          Zaraz potem połknął mnie jak wieloryb Jonasza obszerny brzuch autobusu,izolując
                                          szczelnie od muzyki i było to tak,jakbym nagle przestał słyszeć.
                                          Ale moje osobiste nutki były już ze mną i nie przejmując się wcale groźnymi
                                          pomrukami wielkiego silnika warczącego pod siedzeniem skaczą z serca do
                                          głowy,rozjaśniając moje ponuractwo i pomagają mi kochać.



                                          THE END

                                          copyright by leziox



                                          • leziox Re: Przygody w miésnym 10.12.09, 14:47
                                            Przygody w polskim mięsnym,1982.

                                            Kłap,kłap,kłap,tak ciemno,że aż strach
                                            Znów trzeba do mięsnego mięsa kupić jakiego
                                            Tak,tak,tak,żeberka,albo schab
                                            A jak się nie pofarci,będzie salceson w garści
                                            Kłap,kłap,kłap,tupiemy wszyscy tak
                                            Zimno nas gryzie w dupę,spędza ludzi na kupę
                                            Źle,źle,źle,czas wolno wlecze się
                                            Jeszcze z cztery godziny,nim w sklepie się zmieścimy
                                            Błe,błe,błe,wciąż z zimna trzęsiesz się
                                            I nic tu nie pomoże,gdy zimno tak na dworze
                                            Cyk,cyk,cyk,nerwowy łupie tik
                                            Tu marzną emeryci,aby kiełbaski chwycić
                                            E,e,e,pan tutaj nie stał,nie,
                                            Nic nie ma bez kolejki,na nic są pańskie wdzięki
                                            W łeb,w łeb,w łeb,jak nie usunie się
                                            Won stąd z pasożytami,nie będzie tu stał z nami
                                            Hłe,hłe,hłe,sklepowa zbliża się,
                                            Jeszcze trochę na dworzu i może nam otworzą
                                            Pik,pik,pik,nerwowy serca rytm
                                            Blisko stoją stuletni,żeby nas w drzwiach nie zgnietli
                                            Zgrzyt,zgrzyt,zgrzyt,przepiękny klucza klik
                                            Już stoją drzwi otworem,rzuca się bractwo chore
                                            Emeryt,inwalida,laska się w ręku przyda
                                            Gdy mnie ktoś nie uwzględni,po głowie wnet zabębni
                                            Wszystko biedne i słabe,za to w kolejce żwawe
                                            Trwa w drzwiach walka na pięści,sterany szkielet chrzęści
                                            Wcisnęli my się wszyscy,marzenie wnet się ziści
                                            Nie trzeba już marudzić,warto się było trudzić
                                            Ha,ha,ha,mięsiwa sprzedaż trwa
                                            Przywieźli też kaszankę i inną wątrobiankę
                                            Nie,nie,nie,za bardzo nie ciesz się
                                            Daleko jeszcze kasa,daleko i kiełbasa
                                            Kłap,kłap,kłap,w kolejce stoi drab
                                            Zabierze serdelową,zostawi ryja z głową
                                            Uh,uh,uh,zwyczajnej nie ma już
                                            I nie zostało szynki,z wędlinki tylko ścinki
                                            Kłap,kłap,kłap,znów kości,żaden schab
                                            A boczku nie dowieźli,żeby wnet za to sczeźli
                                            Chap,chap,chap,kaszankę szybko łap,
                                            I dokup kilo kości,niech żona się nie złości
                                            Cóż,cóż,cóż,to po zakupach już
                                            Do tylu godzin stania czlowieka głód pogania
                                            Hej,hej,hej,do domu teraz grzej
                                            I nie myśl dziś o mięsku,znowu poniosłeś klęskę
                                            Kłap,kłap,kłap,tupiemy sobie tak
                                            Coraz nas więcej tupie,gdy tak stoimy w grupie
                                            Kłap,kłap,kłap,komunę trafi szlag
                                            Gdy to się nam wywróci,do sklepów mięsko wróci.

                                            THE END

                                            copyright by leziox

                                            • leziox Re: Polski turysta 10.12.09, 14:58
                                              Tak jak to drzewiej bywalo...

                                              Turysta,czyli epopeja o twardzielach

                                              Polski turysta.W krwi krąży "Czysta"
                                              Jedzie spokojnie pracować znojnie
                                              Torby,torebki,brak piątej klepki
                                              Tyle bagażu,padnie od razu
                                              Tutaj krysztalik,tam jakiś szalik,
                                              Pięć kilo szynki,trochę wędlinki
                                              Ciężaru dodaje osiemset jajek
                                              Niemcy żyć muszą ze swoją tuszą
                                              Sztangi Marlboro też ważą sporo,
                                              Schowane w ścianie przy wody kranie
                                              Czekają cicho,aż przyjdzie Zdzicho
                                              Tuż za granicą,jeśli nie chwycą
                                              W torbę dołożył trochę węgorzy
                                              W Berlinie kupią za markę głupią
                                              Masło chłodnicze sprzedam,tak liczę
                                              Za parę szylingów dla pana w smokingu
                                              Wagony pędzą,łańcuszki swędzą
                                              Bandaż fest trzyma,nic się nie wzdyma
                                              Z wierzchu nie widać,to może się przydać
                                              Gdy celnik wpadnie,nic nie ukradnie
                                              Liczydło w głowie ciągle gotowe
                                              Rachuje bez przerwy,aż kopcą się nerwy
                                              To się opłaca,choć ciężka praca
                                              Wszystko dla ludzi,nic się nie nudzi
                                              Pocą się wszyscy,wielcy i niscy
                                              Każdy ma stracha,więc pije kwacha
                                              Już niedaleko,rozluźnić się deko
                                              Twarz pokerzysty,jam grzeczny i czysty
                                              Hamulce zgrzytają,wagony stają
                                              Cisza dokoła,nikt tu nie woła
                                              To jest granica,już celnik bandyta
                                              Polaka namierzył i cały się zjeżył
                                              Spojrzenie wściekłe,omal nie beknie,
                                              Twarz zła,spocona,ledwo nie skona
                                              Dziesiątki bagaży i każdy coś waży
                                              Gdzie może być złoto,wciąż pyta o to
                                              Wywraca,grzebie,ośmiesza siebie
                                              Szuka dolarów,forintów,marów,
                                              To nie zabawa,lecz jasna sprawa,
                                              Gdy Polak chował,dobrze dołował
                                              Poszedł nareszcie,diabli go bierzcie
                                              Nie znalazł niczego,więc ciesz się kolego
                                              Choć dupa w szwach pęka,żaden nie kwęka,
                                              Jak trzeba będzie,to więcej wejdzie
                                              W Pradze łapali,sprzedać nie dali
                                              Towar zabrali i nakopali
                                              Jak Bóg pomoże,nie będzie gorzej
                                              Zmienię ikony wnet na korony
                                              Czesi pędzali,na dworcu stali
                                              Byli na rynku,skąd ciągle gnali
                                              Precz z Polakami,co nie są z nami
                                              Gonić złodziei,to nam się zmieni
                                              Budapeszt wita,o lisy pyta
                                              Kilo forintów,wódeczka z gwintu
                                              Dalej rodacy,ostro do pracy
                                              Wszystko zabierzcie,oddam po dwieście
                                              Sklepik odwiedził,zjadł trochę śledzi
                                              Na nic innego nie stać biednego
                                              Pospał pod mostem,to tanim kosztem
                                              Rano bazarek i tysiąc marek
                                              Czardasza grają,Palinkę dają
                                              Na wzgórzu Gellerta człek pijany się pęta
                                              Uprzejmie i miło nam się tu pożyło
                                              Dalej trza jechać,z podróżą nie zwlekać
                                              Wiedeń za progiem,nie bądź nałogiem
                                              Niech tamten pije,bo ledwo żyje
                                              Dziwkę zahaczył i się odznaczył
                                              Trochę leczenia,już kiły nie ma
                                              W Niemczech ostrożnie,bo bywa groźnie
                                              Policja chwyta,o wszystko pyta
                                              Charakter w nogach,gdy widzisz wroga
                                              By się nachapać,nie daj się złapać
                                              Strauss nam przygrywa,pracy ubywa
                                              Lżej jest na duszy,krzyż się nie kruszy
                                              Portfel już gruby,ciężki jak śruby
                                              Tak na przemycie upływa życie
                                              Walutę w dolar zamień i schowaj
                                              Wracaj do domu,nic nie mów nikomu
                                              Tu żona czeka na swego człowieka
                                              Wrócił bez wpadki,cieszą się dziatki.


                                              EPILOG:
                                              „Dwie rzeczy są na świecie niezniszczalne-dżuma i polski turysta”.
                                              Słowa rosyjskiego celnika wypowiedziane na granicy koło Sejn
                                              w woj.warmińsko-mazurskim w 1988 roku.


                                              THE END

                                              copyright by leziox



                                              • leziox Re:I,robot 13.12.09, 16:04
                                                Ja jestem robotem,metal twoja mać
                                                Stalowa rodzina,wprost wciąż trzeba stać
                                                Miast mózgu maszyna,miast serca trybiki
                                                I duszy tu nie ma a tylko są styki

                                                Na zimno rachuję,tak trzeba i już
                                                Jak kogo pokrzywdzę,na dyska to złóż
                                                Wszak nie był czyszczony od wieków od lat
                                                Rodziny robociej to kwiat

                                                Nie kocham nikogo,nikt nie kocha mnie
                                                Mechanika nasza wciąż tak toczy się
                                                Bez serc i bez ducha normalny to stan
                                                Choć żywyś to z życia masz ban

                                                I choćby ktoś kiedyś zapytałby tak
                                                Więc po co żyjecie,roboty,wy tak
                                                Nie było wiadomo co odrzec mu by
                                                Robocie zakute my łby

                                                Wszak jestem robotem,metal moja mać
                                                Zawsze mnie uczono-tak prosto mam stać
                                                I uczuć nie ukaż,nie daj poczuć,że
                                                Że ktoś może też lubić cię

                                                Ja jestem robotem,metal twoja mać
                                                I wcale już nie chcę wciąż prosto ja stać
                                                Niech wpadnę robocią ja mordą wprost w rdzę
                                                Ja kochać i lubić też chcę!

                                                Co z tego że płyta mnie nie chce zrozumieć
                                                I dysk wciąż się pyta-no po co tak szumieć?
                                                Ja czuję że stal mą już zżera coś tak
                                                Roboci ja może jest wrak?

                                                Bez uczuć bez pytań co piękne gdzieś tam
                                                Resetu ma trwoga jest tu bez dwóch zdań
                                                Wszak matka ma była człowiekiem i już
                                                A ojcem na budowie stróż

                                                Więc czemu ja robot,bez uczuć i drgań
                                                Choć nikt już nie powie-bez ruchu tak stań
                                                Nie zmienię fizyki i serca ja wszak
                                                Roboci czy ludzki ja wrak?

                                                Zrozumieć,pokochać,tak ludzko to brzmi
                                                I chciałbym ja może,lecz w środku wciąż ćmi
                                                -Bądź synku jak robot,bez uczuć,jak drań
                                                Nie złap się na lepik ty pań

                                                Ja jestem robotem,człowiecza ma mać
                                                I nikt mnie nie powie,gdzie muszę ja stać
                                                Lecz powiedz kobieto,dziewczyno tak mi
                                                Kto zwróci mi ludzkie me dni?

                                                THE END

                                                ©by leziox
                                                • leziox Re:Przyrodzie chwala 18.12.09, 20:09
                                                  Przyrodzie chwała

                                                  Chronimy przyrodę,ptaszki,czystą wodę
                                                  Dbamy o powietrze i o wiele jeszcze
                                                  Tym się też chwalimy,chociaż w czasie zimy
                                                  Tak sypiemy solą,że aż oczy bolą

                                                  Dzieciom swym gadamy,że wciąż ochraniamy
                                                  Rybki i kaczuszki i na wierzbie gruszki
                                                  Z drugiej strony płota lufa kulomiota
                                                  Sąsiad trzebi sarny,by nic nie wyżarły

                                                  Bardzo my porządni i strasznie rozsądni
                                                  Wali dym z komina,krew się w żyłach ścina
                                                  Komu to przeszkadza,że się nas zakadza
                                                  Wszyscy kopcą wkoło,czują się wesoło

                                                  Filtry na kominie stają po godzinie
                                                  Tyle truty zjadły,że od razu padły
                                                  Więc je wyłączyli dyrektorzy mili
                                                  Siarką wkoło jebie,sadza mknie po niebie

                                                  Ale mówią wszędzie-kochamy łabędzie
                                                  I inne zwierzęta,to co tu się pęta
                                                  Po co oczyszczalnie,to brzmi tak banalnie
                                                  Na to forsy szkoda,mówią do naroda
                                                  Czasem coś zbudują,tam gdzie mocno trują
                                                  Lecz to nie pomaga,w gardło gryzie zgaga
                                                  Ciągła gra pozorów naszych dyrektorów
                                                  Zysk jest najważniejszy,każdy z nich tak kwęczy
                                                  Płyną ścieki płyną wiślaną doliną
                                                  Niby oczyszczane,a wszystko zasrane
                                                  Wisło polska rzeko,śmierdzisz jakby deko
                                                  Nie wrzucaj kamienia-pryśnie-twarzy nie ma

                                                  Brzegi wciąż podgryza kwas co w wodzie pływa
                                                  A ciężkie metale niesie woda dalej
                                                  Ołów,rtęć,fosfory oraz inne zmory
                                                  Ząbki szczerzą w wodzie,nie kąp się narodzie

                                                  Ci co nie słuchali,chorobę złapali
                                                  Lub się rozpuścili gdy się zanurzyli
                                                  A fale pluskają,miły odgłos dają
                                                  Ty się nie daj zwabić,chemia może zabić

                                                  Zysk się tylko liczy,duża świnia kwiczy
                                                  Nie szkodzi nikomu,mięsko będzie w domu
                                                  Może nie umrzemy,gdy tą świnkę zjemy,
                                                  Mniejszą porcję wezmę,to może nie sczeznę

                                                  Gdy rady nie damy,świnię odsprzedamy
                                                  Ciężka jest i gruba,to hormonów śruba
                                                  Cośmy jej sypali,nie będziem się chwalić
                                                  Szybko nam urosła,większa jest od osła

                                                  W powietrzu coś śmierdzi,powonienie mierzi
                                                  Huta tkwi w pobliżu,nie chodź tu w negliżu
                                                  Siarka i jej tlenki zniszczą twoje wdzięki
                                                  Spada arsen z góry,niedobrze dla skóry

                                                  Ziemia też zatruta tam,gdzie stoi huta
                                                  Nic tutaj nie rośnie nawet na przedwiośnie
                                                  Cjanki,ropa,smary,prawie nie do wiary
                                                  Zabrakło kontroli,nikogo nie boli

                                                  Rosną śmieci fury niemal aż pod chmury
                                                  Spalarni nie trzeba,koszty blisko nieba
                                                  Wywal do sąsiada,tam wszystko się składa
                                                  Czy wasze,czy moje,wciąż na brudzie stoję

                                                  Gna tankowiec z ropą,fale w bok go kopią
                                                  Spokojna załoga,brak na morzu wroga
                                                  Piją sobie troszkę,bo ich życie gorzkie
                                                  Nie patrzą przed siebie,w myślach w siódmym niebie

                                                  Kapitan podpity żąda okowity
                                                  Prze tankowiec dalej,rozcinając fale
                                                  Rafa się znalazła,przez dno w statek wlazła
                                                  Wypuściła ropę w morskie piaski złote

                                                  Wokół śmierdzi,cuchnie,może i wybuchnie
                                                  Woda jest zatruta,niepotrzebna huta
                                                  Wszystko wyzdychało,żadnych szans nie miało
                                                  Na przepięknej plaży ropa ptaki praży

                                                  Parę kroków z plaży,może się przydarzyć
                                                  Zobaczysz coś nowe,mocno atomowe,
                                                  Stoi elektrownia,uran daje ognia
                                                  Prądek z reaktora skacze po zaworach

                                                  Wszystko bardzo czyste,niemal przezroczyste
                                                  Tylko ekologia jest tutaj jak zbrodnia
                                                  Przeciw protestujesz-wyrok otrzymujesz
                                                  Zdrowa atomówka,uran i parówka

                                                  A że się świecimy nocą,gdy chodzimy
                                                  To jest nasza wina,atom nie przyczyna
                                                  Pewnie wciąż pijemy,wódę w pysk lejemy
                                                  Miła elektrownia,atom i gazownia

                                                  Uran nie zaszkodzi,niech się cieszą młodzi
                                                  Będą mieli pracę,mówił jakiś facet
                                                  Nie dodał niestety,że nasze kobiety
                                                  Dzieci nie urodzą,lub mutantów spłodzą

                                                  Odpady z przerobu zatopione w morzu
                                                  Wypłyną w süd-weście za lat jakichś dwieście
                                                  W taki prosty sposób będzie mało osób
                                                  Przeludnienie zniknie,bo co drugi fiknie

                                                  Klimat się ociepla,zima gdzieś uciekła
                                                  Ozonowa dziura gorsza jest od szczura
                                                  Ciągle forsy nie ma,to nie do zniesienia
                                                  By świat uratować-trzeba dolarować

                                                  Wszyscy mają w dupie,że żyją na kupie
                                                  Auta stale smrodzą,dzieci się nie rodzą
                                                  Śpiączki,poronienia,populacja z cienia
                                                  Wie to tylko baba,kiedy ciąża słaba
                                                  Nasze własne dzieci padną wnet od śmieci
                                                  Poduszą się w dymie,co z kominów płynie
                                                  Przeklinać nas będą przyszłe wieki z werwą
                                                  Jak nie zmądrzejemy,wszystko zabijemy
                                                  Stany Zjednoczone mądre,jak to one
                                                  Nie chcą ograniczać,niech zionie fabryka
                                                  Durne tłumaczenia,ktoś szuka jelenia
                                                  Powietrze nam trują i się dobrze czują

                                                  Paskudne choroby,bakterie,mikroby
                                                  Dopadają ludzi,czy grubi czy chudzi
                                                  Wojna niepotrzebna,by cholera jebła
                                                  Cały naród ziemski,męski oraz żenski

                                                  Wciąż nadchodzą nowe klęski żywiołowe
                                                  Powodzie,tornada,trzęsienie się skrada
                                                  Obsunięcie ziemi miasto głupio zmieni
                                                  Gdy cyklon się zjawi,wnet widok poprawi

                                                  Topią się lodowce,zalewając owce
                                                  Wymierają lasy,gdzie jechać na wczasy
                                                  Coraz więcej piachu,mniej przyrody krasu
                                                  Nasza piękna Ziemia w pusty Mars się zmienia

                                                  Nikt nie myśli o tym,co się stanie potem
                                                  Każdy to olewa,usychają drzewa
                                                  Co żremy na codzień nikt tego nie powie
                                                  Chemia na talerzu,módl się nasz papieżu

                                                  Tkwi w ziemi trucizna,każdy wszak to przyzna
                                                  Iż w sałacie ołów zabić może wołu
                                                  Warzywka zielone trują jak szalone
                                                  Choć wolno katrupią,kogoś zawsze złupią

                                                  Ile pociągniemy,sami my nie wiemy
                                                  W gwiazdach napisane ile nam jest dane
                                                  Wszędzie jest trucizna,trująca ojczyzna
                                                  Jemy i pijemy aż się zabijemy
                                                  Zawsze coś ważniejsze i pożyteczniejsze
                                                  Niż dobro przyrody,choć już braknie wody
                                                  Ta co pozostała,zabrudzona cała
                                                  Lecz jakoś to będzie-tak gadają wszędzie

                                                  Kiedy nas nie było,samo się czyściło
                                                  Lasy i jeziora,wszystko dookoła
                                                  Myśmy to zniszczyli,w śmietnik zamienili
                                                  Kiedy nas ubędzie,czysto znowu będzie

                                                  Pieniądz nie pomoże,jak się zrobi gorzej
                                                  Wymrą milionerzy,bogaci i sknerzy
                                                  Szlag trafi świat cały,marki i dolary
                                                  Kto przyrodę jebie,odnajdzie się w niebie.

                                                  W niebie albo w piekle,ale każdy beknie
                                                  Zemści się przyroda i nie będzie szkoda
                                                  Durnych polityków,ścieków i fabryków
                                                  Tylko zwykłych ludzi przerażenie zbudzi

                                                  Za pieniądze z banku nie kupisz,mój Janku
                                                  Tlenu,czystej wody,nie kupisz przyrody
                                                  Jak się wszystko rypnie,świat nasz się nam sypnie
                                                  Nawet „A” nie powiesz,jak się znajdziesz w grobie

                                                  Najbogatsi jeszcze pożyją troszeczkę
                                                  W swoich bunkrach,schronach i innych kokonach
                                                  Tam zdechną jak szczury,z głodu i tortury
                                                  Że oni ostatni schodzą z Ziemi matki

                                                  Wynieść nie ma gdzie się,żyjemy tu przecież
                                                  Nasza Ziemia cudna,chociaż nadal brudna
                                                  Ufo nie przyleci zabrać naszych śmieci
                                                  Jak nie posprzątamy,jutro koniec mamy

                                                  Jeszcze czas pozostał,by się człowiek ostał
                                                  Zróbmy coś dla siebie,zasadźmy po drzewie
                                                  Odtrujmy świat cały,żeby dzieci miały
                                                  Czystą wodę,niebo i kwiatka małego

                                                  THE END
                                                  copyright by Leziox




                                                  • leziox Re:Poradnik nr:1-PKP 18.12.09, 20:12
                                                    Jak przeżyć?
                                                    PORADNIK NR.1:W jaki sposób należy korzystać
                                                    z usług PKP,jeśli się już musi?

                                                    Wiele osób bardzo często natrafia w rozmaitych życiowych sytuacjach na
                                                    pytania,na które wcale nie jest łatwo znaleźć odpowiedź,a czasami ze względu na
                                                    pośpiech jest to wręcz niemożliwe.Dla takich to biednych i zagubionych w
                                                    dzisiejszym materialnym świecie ludzi opracowaliśmy zestaw poradników pod
                                                    wspólnym tytułem:”Jak przeżyć?”Poradniki te mają wskazać właściwą drogę,oraz
                                                    sposób postępowania w najróżniejszych sytuacjach.Nasz cykl poradników będzie się
                                                    ciągnął w nieskończoność,bo przecież i nasza redakcja musi z czegoś żyć,a poza
                                                    tym istnieje nieskończona ilość wariantów i sytuacji,które mogą nas po prostu
                                                    przerosnąć.Dzisiaj poradnika część pierwsza, w której wyjaśniamy,w jaki sposób
                                                    należy podróżować wspaniałymi pociągami naszej starej,szacownej i poczciwej
                                                    PKP,aby w ogóle dotrzeć do celu.
                                                    XXXXX
                                                    1.Kiedy w naszym znajomym banku udało nam się wreszcie otrzymać kredyt pod
                                                    zastaw majątku na zakup jak zwykle tanich biletów kolejowych,po pożegnaniu się z
                                                    rodziną i wskazaniu żonie,gdzie znajduje się nasza polisa ubezpieczenia na
                                                    życie, udajemy się w stronę dworca,aby tam rozpocząć pierwszy etap naszej
                                                    podróży,dokądkolwiek by ona nie prowadziła.
                                                    2.W podróż nie należy zabierać jakiegokolwiek bagażu,ponieważ
                                                    z dużą dozą dokładności można przewidzieć,że zostanie on nam zagubiony przez
                                                    roztargnionych bagażowych rozgrzewających się nieustannie
                                                    samogonem,ukradziony,czy zrabowany przez elementy z marginesu społecznego,czyli
                                                    włóczęgów,oszustów, hochsztaplerów,bandziorów,wędrownych muzyków,sutenerów,
                                                    kierowców mafii lub innych ciężko pracujących również na dworcach panów
                                                    3.Przed rozpoczęciem podróży należy się upewnić,czy dworzec,
                                                    z którego mamy odjechać stoi jeszcze na miejscu i nie został
                                                    w nocy ukradziony wraz z przydworcowym postojem taxi,halą
                                                    odjazdową,kasami,przejściem podziemnym,peronami,siecią
                                                    trakcyjną,zwrotnicami,wagonami,szaletem dworcowym,górką
                                                    rozrządową,szynami,warsztatami naprawczymi,lokomotywami, barem
                                                    piwnym,posterunkiem Służby Ochrony Kolei,poradnią dla narkomanów i
                                                    alkoholików,oraz maszynistą,sympatycznym panem Czesiem
                                                    3.Jeżeli dworzec tylko przez zupełny przypadek,lub przeoczenie złodziei tkwi
                                                    jeszcze na swoim miejscu,to w żadnym wypadku nie kierujemy się w stronę kas
                                                    biletowych,aby tam zakupić nasz upragniony bilet.Po pierwsze,możemy tam zostać
                                                    okradzeni przez nieznanych osobników,a kasjerka akurat ma nieczynny telefon
                                                    i nie powiadomi przepracowanej policji.Po drugie,już w trakcie podróży możemy u
                                                    skorumpowanego konduktora zamówić bilet
                                                    i otrzymać kartonik zgłoszenia braku biletu.Tuż przed stacją docelową,gdy
                                                    konduktor zjawi się u nas powtórnie w celu skasowania szmalu,mamy do wyboru
                                                    zapłacenie całej ceny biletu,
                                                    z czego oczywiście nie mamy nic,ani też konduktor,albo zapłacenie konduktorowi
                                                    pół ceny biletu bez pokwitowania i obaj będziemy zadowoleni,a za resztę możemy
                                                    przecież pójść na piwo,do agencji towarzyskiej,albo do wesołego miasteczka,by
                                                    pojeździć na karuzeli
                                                    4.Wcześniejsza rezerwacja miejsca i wykupienie miejscówki wbrew pozorom nie
                                                    gwarantuje nam jeszcze,że z pewnością będziemy mogli zająć miejsce,które
                                                    przynajmniej teoretycznie nam się należy.Albowiem zdarzyć się może,że nasze
                                                    miejsce okupowane jest już przez 5 obywateli pochodzenia rumuńskiego,
                                                    zwiedzających akurat nasz piękny kraj,którzy wprawdzie nie rozumieją po
                                                    polsku,ale posiadają za to noże sprężynowe,lub przez hinduską 30-osobową
                                                    rodzinę,która zakrzyczy nas bez pardonu,a drobne 160 decybeli przez nich
                                                    wydawane śnić nam się będzie jeszcze po 3-ch miesiącach.Z braku Rumunów,czy
                                                    Hindusów nie należy się też przedwcześnie cieszyć,bo zamiast nich znajdować się
                                                    może na naszym siedzeniu polski,pijany,
                                                    2-metrowy drab,który ćwiczy codziennie 12 godzin na siłowni,jest zatrudniony w
                                                    groźnej grupie przestępczej i akurat nie ma ochoty na dyskusje z nami,bo jest
                                                    deko zmęczony po niedawnym pobiciu konduktora,kierownika pociągu i ośmiu
                                                    pasażerów chcących go uspokoić.Możemy też naturalnie mieć szczęście i nie zastać
                                                    na naszym miejscu nikogo,tylko że niespodziewanie wychodzi na jaw,iż nasza
                                                    miejscówka ważna jest w pociągu znajdującym się aktualnie na trasie pomiędzy
                                                    Barceloną i Paryżem,a nie między Białymstokiem i Gdańskiem
                                                    5.W napoje alkoholowe służące do umilania podróży należy zaopatrywać się
                                                    odpowiednio wcześniej,ponieważ PKP nie gwarantuje,że każdy bufetowy w wagonie
                                                    Warsu prowadzi spekulacyjny handel wódką.UWAGA wszyscy smakosze pijący wódkę pod
                                                    jakąkolwiek postacią!!!Prosimy,abyście nigdy i pod
                                                    żadnym pozorem nie spożywali płynów wyskokowych
                                                    w wagonowej toalecie,gdyż mieszanka aromatu klozetowego
                                                    w połączeniu z wódką produkcji krajowej działa jak gaz bojowy wyprodukowany
                                                    przez Saddama Husseina i może was zabić
                                                    w ciągu kilkunastu sekund
                                                    6.Metalowa rączka pomalowana na czerwono i wisząca na korytarzu nie jest
                                                    uchwytem do trzymania się,ani do spuszczania wody w toalecie,tylko hamulcem
                                                    bezpieczeństwa.Wieszanie się na niej,lub jakiekolwiek inne nadużywanie
                                                    powyższego jest karane przez konduktora w sposób przez niego dowolnie wybrany,
                                                    rękoczynów oraz wyrzucenia na pysk z pociągu i to niekoniecznie na stacji nie
                                                    wyłączając
                                                    7.Jeżeli pociąg ma niezaplanowany,4-godzinny,lub dłuższy postój,może to
                                                    oznaczać,że chociaż tego nie zauważyliśmy,ale
                                                    w wyniku katastrofy leżymy na oddziale intensywnej terapii
                                                    w szpitalu,albo maszyniście skończyła się właśnie wódka i w tej chwili szuka on
                                                    jej po okolicy,lub odwiedza rodzinę,mieszkającą akurat w mijanym mieście.Może
                                                    się też zdarzyć,że postój potrwa jeszcze dłużej,bo maszynista trafił na
                                                    niespodziewany ślub córki, której trzeba było wyprawić nagle wesele ze względu
                                                    na jej nieoczekiwane zajście w ciążę i konieczność uniknięcia skandalu
                                                    8.Kiedy nasz pociąg wjechał na stację docelową 20 godzin za późno,to nie wpadamy
                                                    w szał i nie gryziemy współpasażerów
                                                    w krtań i aorty szyjne,tylko cieszymy się z dojechania na miejsce,bo są
                                                    pociągi,które już kilka lat temu zaginęły na trasie
                                                    i do dzisiaj nikt o nich już więcej nie słyszał
                                                    9.Pamiętajmy o tym,aby podczas niespodziewanego napadu torsji wynikłych z picia
                                                    z gwinta ciepłej wódy wymiotować przez okno dopiero po jego otwarciu
                                                    10.Podczas jazdy na buforach trzymamy się uchwytów
                                                    11.Twierdzenie,że czasami można spotkać w pociągu pijanego konduktora,jest
                                                    nieścisłe i nieprawdziwe.Żaden konduktor nie zatacza się bynajmniej od tego,że z
                                                    kierownikiem pociągu wypił za dużo alkoholu,tylko dlatego,że pociągiem rzuca na
                                                    rozjazdach nie remontowanych z braku funduszy od czasów pierwszej wojny
                                                    światowej z 1914 roku
                                                    12.Jeżeli konduktor bije nas w mordę,kopie,lub używa innych środków przymusu
                                                    bezpośredniego,oznacza to,że ma na pewno rację i to my popełniliśmy jakiś
                                                    niewybaczalny błąd,a konduktor jako urzędnik państwowy ma rację i prawo nas ukarać
                                                    13.Gdy widzimy,że nasza stacja,na której mieliśmy wysiąść,
                                                    w szaleńczym pędzie przelatuje za oknami wagonu,bo nasz pociąg
                                                    przez niedopatrzenie półślepego maszynisty nie zatrzymał się tam w
                                                    ogóle,natychmiast wyrzucamy nasze bagaże przez okno
                                                    i wyskakujemy zaraz za nimi,bo kto wie,gdzie w końcu zatrzyma
                                                    się nasz „express”
                                                    14.W pociągach PKP jest zawsze ciemno,szaro i ponuro,
                                                    a oświetlenie jest tak silne,jak w piramidzie faraona Ramzesa
                                                    któregoś tam.Jeżeli wydaje się nam,że jest inaczej-że w przedziale panuje
                                                    czystość i nic nie śmierdzi,oznacza to,że nawiedziły nas niespodziewane
                                                    halucynacje i powinniśmy jak najszybciej odwiedzić poradnię zdrowia
                                                    psychiicznego,albo przynajmniej naszego stałego psychoanalityka,aby wyjaśnić
                                                    przyczyny powodujące tak straszne przywidzenia
                                                    15.Puste butelki po alkoholach wyrzucamy przez okno dopiero po odjeździe pociągu
                                                    ze stacji
                                                    CDN
                                                  • leziox Re:Poradnik nr:1-PKP cd 18.12.09, 20:14
                                                    16.Bez względu na to,co by się wydarzyło,Kolej ma zawsze rację
                                                    i wie wszystko lepiej,niż my.W ciągu minionych dziesięcioleci nie zdarzyło się
                                                    jeszcze,aby ktoś wygrał w sądzie spór z PKP,nawet jeśli chodziłoby o podróż
                                                    wagonem,zaimportowanym właśnie po okazyjnej cenie od rosyjskich kolei
                                                    żeleznodorożnych z oddziałem w Czernobylu,który to wagon nawet w dzień świeci,a
                                                    po przejechaniu w nim 20 km możemy zacząć oszczędzać na fryzjerze,bo stajemy się
                                                    nagle łysi i też świecimy
                                                    17.Wybierając się w podróż zimą należy mieć na uwadze fakt,że
                                                    w wagonach bywa czasem zimniej niż na zewnątrz,a zatem trzeba podjąć środki
                                                    zapobiegawcze w postaci czapki uszanki,kufajki, walonek syberyjskich zakupionych
                                                    od Rosjan na bazarze,rękawic
                                                    z niedźwiedzia i kanistra wódki.Można też czasem trafić na sytuację odwrotną,bo
                                                    bywały już i takie przypadki,że ogrzewanie w pociągu funkcjonuje,ale jest
                                                    nastawione na maksimum wydajności i nie można temperatury zmniejszyć,bo
                                                    aparatura się zacięła z powodu przegrzania.Wtedy nie lamentujemy,tylko dumnie
                                                    paradujemy po korytarzu w kąpielówkach,albo i bez,co jest znacznie bardziej
                                                    przyjemne i daje możliwość straszenia staruszek oraz dziewczat.Zamiast
                                                    deprawowania niepelnoletnich,w przypadku,kiedy nie mamy się czym
                                                    chwalić,istnieje możliwość urządzenia na korytarzu sauny.Saunę robimy w prosty
                                                    sposób, urywając,albo odbijając młotem kowalskim rurę doprowadzającą parę do
                                                    kaloryfera,a przy temperaturze 65°C sauna z pewnością wypali
                                                    18.Kiedy zbliżając się do następnej ze stacji widzimy zamiast niej tylko ponure
                                                    gruzy i dogasające zgliszcza,wśród których uwijają się setki typów z zaciętymi
                                                    minami i kolorowymi szalikami na szyi,nie znaczy to,że właśnie wybuchła
                                                    wojna,lecz tylko,że na pociąg oczekuje grupa kibiców wracająca z przegranego
                                                    meczu piłkarskiego,dysząca żądzą odwetu na wszystkim,co tylko się rusza.Kiedy
                                                    obsługa pociągu 200 metrów przed stacją włącza kran hamowania awaryjnego i
                                                    ucieka w świeżo zaorane pole,to lepiej nie liczyć na to,że dojedziemy do stacji
                                                    przez nas zaplanowanej. Nie czekamy wtedy,aż zostaniemy z pociągu wyrzuceni na
                                                    mordę, tylko,oszczędzając dodatkowego stressu nieszczęśliwym ludziom, których
                                                    drużyna bądź co bądź,przegrała mecz,też uciekamy
                                                    w pole,a potem wraz z obsługą pociągu kierujemy się w kierunku najbliższej
                                                    nielegalnej wiejskiej wytwórni alkoholu,gdzie przy dźwiękach muzyki ludowej,lub
                                                    disco-polo i stakanach bimbru odreagowujemy nasze negatywne napięcia
                                                    19.Jeśli jesteśmy tak twardzi,że nie ulękliśmy się piłkarskich kibiców,nie
                                                    oznacza to wcale,że nie istnieją jeszcze twardsi od nas,bo na następnej
                                                    stacji,do której lokomotywą kierują oczywiście pijani w sztok kibole,może już
                                                    oczekiwać na pociąg liczny,300-osobowy prewencyjny oddział policji,zwany dawniej
                                                    ZOMO,który uparł się,żeby akurat dzisiaj zrobić porządek
                                                    z niesfornymi kibicami.Tenże oddział po profilaktycznym wrzuceniu granatów
                                                    hukowych i gazowych do wszystkich wagonów,oraz lokomotywy i wtargnięciu do
                                                    pociągu robi porządek ze wszystkimi i pałuje jak leci od lewego do prawego cały
                                                    polski przedział wiekowy,bo w dymie i tak nic nie widać i dokańcza to, czego nie
                                                    zdążyli rozwalić kibice-chuligani.Nie musimy chyba dodawać,że w tym wypadku
                                                    wniesienie sprawy o odszkodowanie wywoła echo głośnego rechotu na korytarzach
                                                    sądowych
                                                    i kancelarii adwokackich.Wszyscy tam albowiem,poczynając od woźnego poprzez
                                                    sprzątaczki na przewodniczącym rady sędziowskiej kończąc,wiedzą,że oddziały
                                                    prewencji wytłumaczą się znowu z takiej akcji „racją wyższą”,nieprecyzyjnym
                                                    rozkazem,a do tego wszyscy policjanci biorący udział w imprezie zapadną nagle
                                                    na straszną sklerozę lub Alzheimera i zapomną nawet,jak się nazywają i gdzie
                                                    mieszkają.
                                                    20.Gdy przez niewiarygodny przypadek nie spotkaliśmy podczas naszej podróży
                                                    zdegenerowanych kibiców,chuliganów,złodziei, rabusiów,alfonsów,dziwek dowolnej
                                                    narodowości,pijaków, terrorystów przewożących w walizce trotyl albo radioaktywny
                                                    pluton,wędrownych muzyków,setek Hindusów,skorumpowanych konduktorów i
                                                    mafiosów,to też nie jest to jeszcze powód do zadowolenia.Może się mianowicie
                                                    zdarzyć,że tuż przed osiągnięciem stacji docelowej nasz pociąg się wykoleja i
                                                    ostatnie
                                                    2 kilometry musimy przejść na czworakach przez bagna
                                                    i moczary,ciągnąc zębami nasze bagaże.Za wypadek nie należy oczywiście obwiniać
                                                    maszynisty, nawet gdyby był on tak pijany,że nie widział nie tylko znaków
                                                    kolejowych,ale i zegarów
                                                    w lokomotywie,lecz np.stare podkłady,co przegniły,lub inny, nieprzewidywalny
                                                    splot nieszczęśliwych czynników,które się akurat razem złożyły na wypadek.Ze
                                                    swojej strony PKP życzy P.T.pasażerom szczęśliwej podróży,zapraszając do jak
                                                    najczęstszego korzystania z jej usług.W następnym roku jest przewidywane
                                                    wprowadzenie dla obsługi podróżnych specjalnego stanowiska kolejowego
                                                    kapelana,czyli księdza podróżującego
                                                    w wagonie Warsu,mającego dodawać otuchy w ciężkich chwilach picia ciepłej wódki
                                                    na przykład.Hasło pt.”1000 księży na 1000 wagonów”niedługo może więc zamienić
                                                    się w rzeczywistość.
                                                    My ze swej strony natomiast składamy najszczersze gratulacje osobom,którym było
                                                    dane dojechać na miejsce bez uszczerbku na ciele i umyśle.Dobranoc Państwu.

                                                    THE END

                                                  • leziox Re:Niedlugo zima part 1 19.12.09, 10:46
                                                    Niedługo zima-wywiad reporterski

                                                    Cichymi krokami,drodzy słuchacze,zbliża się nasza kochana, chłodna zima.I
                                                    zapewne w tym roku,podobnie jak w wielu latach minionych, będzie tak samo
                                                    nieprzyjemnie.Co prawda,śniegu jeszcze nie ma,więc się o zimie specjalnie nie
                                                    myśli,ale ona już się czai jak złoczyńca za węgłem,czyhając tylko na okazję,aby
                                                    ziębić, mrozić, śnieżyć, zamrażać,odmrażać,zlodowacać oraz oczywiście
                                                    denerwować.Wiedząc o tym,nasza dzielna radiowa ekipa,która państwa w najgorszej
                                                    biedzie nigdy jeszcze nie zostawiła na przysłowiowym lodzie postanowiła
                                                    porozmawiać z tymi bohaterskimi ludźmi,którzy mają za zadanie stawić czoła
                                                    pierwszej fali zimowego ataku i odeprzeć go najlepiej,jak tylko potrafią.Dla
                                                    każdego z tych niezwykłych ludzi zadawaliśmy tylko jedno i zawsze to samo pytanie:
                                                    -„Jak jesteście państwo/pan,pani,wy/przygotowani do nadchodzącej zimy?”A oto
                                                    wypowiedzi naszych niewątpliwie sympatycznych rozmówców:

                                                    Czesław Krawężnik,dyrektor MPO:
                                                    -Cóż,panie redachtorze.Dla mnie i moich pracowników nie ma żadnego znaczenia
                                                    fakt,że niektórzy złośliwi ironicznie zniekształcają nazwę naszej firmy z
                                                    Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania na”Może Przyjdzie Odwilż”.Wbrew
                                                    pogłoskom jesteśmy do zimy jak zwykle przygotowani.Co prawda,panie redachtorze,z
                                                    powodu drobnych,przejściowych trudności finansowych brakuje nam na razie kilku
                                                    drobiazgów w postaci personelu,pojazdów,akumulatorów,części zamiennych,opon-nie
                                                    tylko zimowych,ale jakichkolwiek, paliwa,soli,piasku oraz łopat.Jednak urząd
                                                    miasta obiecał nam solennie,że do kwietnia przyszłego roku wszystko to będziemy
                                                    mieli dostarczone,więc jesteśmy optymistami.Jako motyw przewodni przyświeca nam
                                                    hasło afrykańskich buszmenów:”My się zimy nie boimy”.
                                                    Ale tak w zaufaniu,panie redachtorze,to najlepiej by było,żeby śnieg w ogóle
                                                    nie spadł...

                                                    Lukrecjusz Łabądź,palacz centralnego ogrzewania:
                                                    -Tylko się trochę zimniej zrobiło,już zaczęli tu przyłazić te obrzępały,tumany
                                                    mizerne.Walą do drzwi bez końca,nie mogę się nawet cholera wyspać po samogonce,a
                                                    te tu narzekają.Marudzą,że im kaloryfery nie grzeją,albo za
                                                    słabo,hrabiostwo,psiakrew.
                                                    I że w ogóle to im za zimno.Tak,jak ja bym temu wszystkiemu winien był,że pory
                                                    roku się zmieniają.Panie,toż od tego jest zima,żeby zimno było,co,upał ma być w
                                                    grudniu,czy co?!A te łajzy dalej spokoju nie dają,wrzeszczą,że nie palę.Co nie
                                                    palę?Palę na okrągło,ledwo nadążam paczki z papierochami otwierać.A te mnie
                                                    krytykują i potem się dziwią,jak cierpliwość swoją świętą tracę, szuflą przez
                                                    łeb przyłożę i spuszczę po schodach na dół do kotłowni.Mnie tam, panie, nie
                                                    zimno,bo to i piece grzeją
                                                    i czarodziejka gorzałka też,a prywatnie to mieszkam
                                                    i tak w innej dzielnicy,gdzie większa kotłownia jest.A jak jakiej młodej
                                                    lokatorce za chłodno,to niech zajrzy tu do mnie na dół,ja tam mam zawsze ciepłe
                                                    kolanka,hahaha!

                                                    Symforian Kuśka-kierowca pługopiaskarki:
                                                    Mnie to ni ziębi,ni grzeje,czy spadnie śnieg,czy nie.Plan trzeba tak, czy siak
                                                    wykonać,wysypać piach na śnieg,albo na suchy asfalt.
                                                    No bo inaczej po premii mnie polecą...A jakby kto się czepiał, czemu nie
                                                    zaśnieżoną ulicę odśnieżam,to mogę takiemu sypnąć piachem po oczach i pługiem po
                                                    plecach poprawić.Zresztą zimą szybko ciemno się robi,a ja też nie zawsze
                                                    widzę,gdzie odśnieżam, bo lubię się przed robotą mocnego metanolu od kolejarzy
                                                    napić pod zagrychę z grzybków,bo mnie to rajcuje potem.Ważne,że sypię,a reszta
                                                    to już mało interesująca,gdzie.

                                                    Ambroży Chart-dozorca:
                                                    -Ja tam,panie dziejku zimę mogę właściwie odwołać,bo właśnie wziąłem sobie urlop
                                                    i jutro wyjeżdżam do ciepełka na Wyspy Bahama.Właściwie to mnie gówno
                                                    obchodzi,czy ślisko będzie czy nie.Ważne jest,żeby słoneczko na Bahamach grzało
                                                    i rozebrane dziewuchy się pędzali,resztę to ja mogę.../ocenzurowano/

                                                    Andrzej Pędziwiatr-maszynista PKP:
                                                    Zimą trochę gorzej jeździć,niż latem,o czym każde dziecko wie.
                                                    Jak zawieje i nie zamiecie,to problemów od cholery się robi,zaspy,
                                                    spóźnienia,zepsute semafory i pociągi,co jadą po tym samym torze,ale jeden np.na
                                                    wschód,a drugi na zachód i czasem się na tym samym torze spotykają,wtedy to
                                                    nieprzyjemnie deko bywa.
                                                    A też nigdy nie wiara,czy jaka szczelina w torach się przez noc nie zrobiła,albo
                                                    jakiś miły rolnik,co koło kolei mieszka,nie wziął sobie połowy szyny na
                                                    ogrodzenie dla krów,bo na siatkę nie stać go było.Więc na przykład ja nastawiam
                                                    budzik na tyle czasu,ile trzeba do następnej stacji jechać i chowam się w
                                                    maszynowni,gdzie największa szansa przeżycia jest.Jak budzik zadzwoni,to znak
                                                    dla mnie,że zaraz trzeba zacząć hamować.Jednego razu budzik mi się popsuł i
                                                    zamiast w Olsztynie stanąć,to dojechałem aż za Poznań, gdzie się w końcu
                                                    obudziłem.Ale u nas wyszkolonego personelu potrzebują,to mi nawet premii nie
                                                    zabrali,tylko cieszyli się,że nikt nie zginął,a kierownik to nawet pytał,czy
                                                    ładnie w Poznaniu jest,bo jeszcze nigdy tam nie był. Tak,czy inaczej zawsze
                                                    sobie powtarzam:
                                                    -„Dojechałeś chłopie żywy do stacji końcowej,to znowu miałeś udany
                                                    dzień.”Wszystkim naszym pasażerom chciałbym życzyć wesołych świąt.

                                                    Gniewosław Zwis-lekarz chirurg na pogotowiu:
                                                    Znowu zaczną mi tu hurtowo zwozić połamańców i poskręcańców, jakbym żadnej innej
                                                    roboty nie miał.Zamiast z panią Zosią poflirtować,sprawdzić,czy w pokoju przyjęć
                                                    kozetka jest dobrze ustawiona,operacyjkę drobną uskutecznić,czy trochę
                                                    pozszywać, będę musiał w budowlańca się zamienić i gipsować jak leci,od lewego
                                                    do prawego,chociaż nikt mi w akordzie nie płaci,tylko za godziny.A jeszcze do
                                                    tego te połamane zamiast cicho jak mysz pod miotłą siedzieć i dziękować na
                                                    kolanach,że ich przyjąłem za darmo,to mordy drą,jakby głośniki w gębie mieli,a
                                                    nie języki,toż to panie oszaleć można.W tamtym roku mieli my na oddziale
                                                    betoniarkę,to szło szybciej,ale ordynator dom budował sobie i ją
                                                    wypożyczył.Teraz ordynator za coś tam siedzi,a betoniarka na policji jako dowód
                                                    rzeczowy stoi i rdza ją żre.Tak,co pani Jadzia, pielęgniarka,będzie musiała w
                                                    taczce gips przygotowywać,a już starsza kobieta jest.Co roku tylko gorzej się
                                                    robi,mniej sprzętu, więcej chorych. A i uważać też trzeba,bo w zeszłym roku taką
                                                    śmieszną historię miałem.Wziąłem i zagipsowałem chorego na astmę,gorset mu
                                                    znaczy zrobiłem.On przyszedł z kolegą na zabieg,a my go w pośpiechu z tym drugim
                                                    pomylili.Krzyczał wprawdzie coś tam o jakiejś pomyłce,ale myślałem,że on w
                                                    szoku. I trzeba było chłopa młotem kowalskim szybko rozkuwać,bo już powoli
                                                    sinieć na twarzy i całym ciele zaczął.Tak,co my go jeszcze odratowali,ale ile
                                                    takich przypadków w całym kraju się trafia? Fakt,że po tej akcji z młotem trzeba
                                                    było mu rzeczywiście gorset nałożyć na obojczyk,bo kolega trochę źle
                                                    trafił,no,ale przecież żyje gość do dzisiaj. Jeszcze mi potem dziękował,jak na
                                                    korytarzu zobaczył,że kogoś na wózku powieźli na wieczny odpoczynek.
                                                    Czasem mi się od tego wszystkiego chce rzygać,a w dzień wypłaty,kiedy
                                                    zobaczę,jak dużo zarobiłem,nachodzi mnie taka żądza,żeby wpaść do budynku naszej
                                                    dyrekcji z włączoną piłą motorową i trochę rabanu narobić.Tak,tak,w naszym
                                                    zawodzie też nie jest lekko.A zima tylko nam przeszkadza w pracy,utrudnia
                                                    i zawadza.Przeciwko zimie składam stanowczy protest.
                                                  • leziox Re:Niedlugo zima part 2 19.12.09, 10:53
                                                    Dzieci z pobliskiego podwórka:
                                                    -O,my to na zimę bardzo czekamy.Zawsze wtedy jest wesoło, nawet lepiej,jak w
                                                    lato.Można śnieżką w szybę albo koledze
                                                    w mordę przywalić,bałwana ulepić i napisać na nim,że to dzielnicowy,albo różne
                                                    części ciała na nim podolepiać.Chętnie robimy zawody sportowe,komu uda się z
                                                    górki tuż przed jadącym samochodem zjechać,przegrywa ten,co nie zdąży przed
                                                    autem uciec.Ja tam przegrałem rok temu,ale miałem tylko złamany obojczyk oraz
                                                    lewą rękę,w tym roku już mi nic nie dokucza,więc ścigamy się nadal. Ale
                                                    najbardziej nam się podoba,jak w nocy chodnik koło domu starców wodą z
                                                    pobliskiego hydrantu polejemy. Woda do rana zamarznie,a staruszki wcześnie na
                                                    spacerek wychodzą, to sobie obserwujemy, co się wydarzy i jaki nowy cyrk
                                                    będzie.Jak się taki dziadek,czy babcia dobrze zamachną,to przez pół dzielnicy na
                                                    tyłku przejechać potrafią,bo dom starców na dużej górce stoi.Robimy wtedy zakłady
                                                    o dropsa,który ze starszych dalej poleci,tak,jak przy wyścigach konnych
                                                    obstawiamy.Albo z dachu wieżowca zrzucamy wielkie,
                                                    półmetrowe kule śnieżne,celując w przechodniów i dopiero jest zabawa,jak się
                                                    takiego trafi,bo wtedy zawsze pogotowie przyjeżdza i policja.I od razu weselej
                                                    jest,no wie pan, światełka, syreny,disco można przy tym nawet zrobić.Niedawno w
                                                    gazecie to ktoś nazwał ten blok,z którego robimy zamachy,nawet wieżowcem
                                                    strachu,tyle wokół niego wypadków już było i nikt nie wie,czemu ten śnieg
                                                    stamtąd spada.Zimę to my bardzo lubimy,chyba jak wszystkie grzeczne dzieci.

                                                    Anatol Kwiecisty-kierowca autobusu miejskiego:
                                                    -W zimie to stoją na przystankach tłumy tego tałatajstwa,co tylko czyhają,żeby
                                                    ich do autobusu wpuścić.Jak tylko drzwi się otworzy,od razu stonka,hołota się
                                                    rzuca hurmem.Powyginają uchwyty,pogryzą i zaślinią tapicerkę,blachę powgniatają
                                                    i podłogę zabrudzą,jakby u siebie w oborze byli.A że ja panie ambicję mam
                                                    i nie dam bydlętom w moim autobusie rządzić,to podjeżdżając do przystanku patrzę
                                                    uważnie,czy jakiejś znajomej mordy nie widać, co ostatnim razem we znaki mi się
                                                    dała i rozrabiała za bardzo przy wsiadaniu.Jak wykryję szubrawca,to albo
                                                    umiejętnie drzwiami go ścisnę i do następnego przystanku wychylonego do pół
                                                    ciała na mrozie przewiozę,albo nikogo nie wpuszczam i jadę dalej,jakby tego
                                                    przystanku nie było.Na niektórych przystankach osiągnąłem już tyle,że jak ci,co
                                                    wsiąść chcą,widzą tą kanalię,co jej nie zabieram,to sami gonią ją na zbity pysk
                                                    z przystanku,żeby na kurs ze mną się załapać.Czasem robię fotkę dla takiego z
                                                    polaroida
                                                    i wieszam na ścianie kabiny,żeby wszyscy wiedzieli,że nowa łajza na czarnej
                                                    liście jest.Porządek musi być.Bywa,że rano,jak zaśpię po małej libacyjce ze
                                                    szwagrem,to jadę od pętli do pętli bez zatrzymywania się,żeby nikt się nie
                                                    czepiał,że autobusy na końcowym przystanku nie są punktualne.A tak w ogóle,to
                                                    lepiej, żeby tej zimy nie było w ogóle pasażerów,to by się
                                                    z kulturką jeździło i bez stresu.Autobusy im się cholera zamarzyły,na kobyłę i
                                                    do roboty,a nie w luksusach jak hrabiowie jechać!!!

                                                    Służba meteorologiczna:
                                                    -Niestety,wszystko wskazuje na to,że tegoroczna zima będzie ciężka i
                                                    mroźna.Wiewiórki zbierają do dziupli dwa razy więcej zapasów,niż w tamtym roku,
                                                    niedźwiedzie poszły wcześniej spać,
                                                    zaś najważniejszym znakiem wróżącym długą zimę jest gromadzenie przez
                                                    tatrzańskich górali dużych zapasów węgla
                                                    i drewna,a kto,jak kto,ale górale obcujący na codzień z przyrodą doskonale się
                                                    na przepowiadaniu zimy znają i wiedzą już na zaś,jaka ona będzie.

                                                    Jurek Oscypek,baca w Zakopanemtongue_outanocku,ja to tylko powiedzieć moge,ze zima w
                                                    tym roku długa byndzie i mroźna. Tak,co kupił ja sobie u naszej Heli Gąsienicy
                                                    kożuch ciepły
                                                    i zbieramy razem z ojcem duże zapasy drewka i wyngiel kupujemy,aby opału nie
                                                    zabrakło,jak byndziem siwuche pić.Pytacie sie panocku,skund my takie pewne
                                                    jesteśma,ze zima ciynżka byndzie tego roku?Na,dyć w telewizorze gadali,ze zimno
                                                    byndzie tego roku,a oni to jak nikt sie na przepowiadaniu pogody znajom,bo majom
                                                    te ich sputniki,atomy i satelity.A i turysty,znacy sie te cepry z miasta w tym
                                                    roku sie rozmnozyli nad podziw,to kazdy wie,ze zima terozki długa byndzie.Tak i
                                                    my wiemy,ze przygotować sie dobrze trza do zimniska.

                                                    Radosława Wita,pracownica wiejskiej zlewni mleka:
                                                    -Panie redaktorku kochany,ja to muszę powiedzieć,że
                                                    w zimie pracuje mi się o wiele lepiej,niż latem.Muchy wkoło nie latają i nie
                                                    trzeba ich kilogramami z kadzi durszlakiem wybierać.Smrodu też nie ma,a ci
                                                    rolnicy, co normalnie mi latem błota i gnoju do środka nawnoszą,w zimie mają to
                                                    wszystko ładnie na buciorach zamarznięte, ak,co nic im nie odpada i w zlewni nie
                                                    zostaje.Mleko prościej się liczy,bo dostaję je w kawałkach,a jak się to potem
                                                    rozpuści,to zawsze te parę groszy wodą się nadrobi i już lepiej w portfelu
                                                    wygląda.Kontrola to w ogóle tu do nas przez zaspy nie dotrze,wiadomo,że pierwsza
                                                    dopiero na wiosnę się zjawi,tak co sypię trochę więcej proszku do prania do
                                                    prawie już kwaśnego mleka,co je za bezcen od rolników kupuję.Proszek kwas
                                                    wyklaruje,a mleczko dostaje pierwszą klasę jakości i jedzie
                                                    w świat.Że co,panie redaktorku?Czy ja te mleko piję?Czyś pan zgłupiał,toż to
                                                    cholery można nagłej by dostać albo tyfusu jakiego od tego,co tam w nim
                                                    pływa.Jeszcze trochę pożyć sobie chcę.Ale te miastowe to i tak wszystko wyżłopią
                                                    i nic im nie będzie,bo to do spalin i ścieków jak Godzilla jaka od dziecka
                                                    przyzwyczajone... Sama to wolę wodę mineralną pić,albo pół literka od czasu do
                                                    czasu z sołtysem.Jak w sklepie naszym jestem i patrzę na te twarożki,sery i inne
                                                    cholery,to tak sobie myślę,czy czasem jakiegoś wyrobu nie ma z firmy,co mleka z
                                                    naszej zlewni używa
                                                    i od razu na rzyganie mi się zbiera.Ale poza tym,zima to całkiem przyzwoita pora
                                                    roku,panie redaktorku.
                                                  • leziox Re:Niedlugo zima part 3 19.12.09, 11:00
                                                    Odrowąż Sztacheta,sierżant drogówki:
                                                    -W oczekiwaniu na zimę nasi technicy sporządzili szereg bardzo pomysłowych
                                                    wynalazków mających ułatwiać życie kierowcom i naszym oddziałom w tak trudnym
                                                    okresie,jakim jest bez wątpienia zima. Oczywiście,służę tu panu redaktorowi
                                                    licznymi przykładami:
                                                    -Bywają drogi,które nigdy nie są odśnieżane przez odpowiednie służby,bo im za
                                                    daleko.Na tych odcinkach leży zawsze śnieg
                                                    i lód.Czyni to taką jezdnię bardzo niebezpieczną.Aby więc nie
                                                    dopuścić do tragedii,likwidujemy niebezpieczeństwo już
                                                    w zarodku,rozkładając tuż przed wjazdem na śliską drogę
                                                    i w najmniej oczekiwanym miejscu tzw.kolczatki dziurawiące wszystkie opony,co
                                                    oczywiście uniemożliwia dalszą jazdę i ratuje cenne ludzkie życie i zdrowie,oraz
                                                    kasę ubezpieczeniową
                                                    -Samochody już leżące w rowach,opuszczone przez kierowców nagminnie padają łupem
                                                    złodziei.Aby więc nie dopuścić do łatwego bogacenia się osób z marginesu
                                                    społecznego,sprawę rozwiązujemy kompleksowo,paląc samochód za pomocą miotacza
                                                    ognia,zbudowanego w naszych warsztatach na wzór broni używanej w filmie
                                                    „Alien”.W ten sposób prywatna własność nie dostaje się w niepowołane ręce i
                                                    wszyscy są zadowoleni,wszyscy, oprócz złodziei oczywiście
                                                    -Aby uchronić przed zamarznięciem ludzi najbardziej podatnych na zimno,czyli
                                                    bezdomnych,oraz osoby pijące nałogowo,lub tylko wyczynowo wódkę,w pobliskiej
                                                    gorzelni urządziliśmy salę noclegową z bezpłatnym wyszynkiem alkoholu dla
                                                    najbardziej trzęsących się-warunkiem otrzymania przydziału w wysokości 250
                                                    gramów jest posiadanie granatowego nosa,lub ust,albo przebywanie w stanie
                                                    delirium tremens
                                                    -Na bardzo stromych ulicach naszego miasta chcemy pomagać pasażerom autobusów
                                                    miejskich.Chcąc zapobiec ewentualnym wypadkom będziemy pasażerów przesadzać na
                                                    4-osobowe bobsleje wypożyczone z klubu sportowego i puszczać na dół po lodowym
                                                    torze,aby nie ryzykować straty cennego autobusu.W drugą stronę otworzymy serwis
                                                    wciągania.Pasażerów udających się do góry będziemy dla ich własnego
                                                    bezpieczeństwa przykuwać kajdankami do liny przywiązanej do traktora
                                                    gąsienicowego i wciągać na górę.Wszyscy wiedzą,że policjant to nasz przyjaciel i
                                                    pomocnik,a troska o ludzi podróżujących środkami komunikacji miejskiej leży nam
                                                    bardzo na sercu
                                                    -Aby zobligować dozorców domów do punktualnego oraz rzetelnego odśnieżania i
                                                    posypywania piaskiem chodników, nawiązaliśmy kontakt z oddziałem miejscowej
                                                    mafii,dla której płacimy za kontrolowanie stanu trotuarów,pozostawiając panom
                                                    mafiosom wolną rękę w egzekwowaniu obowiązku zimowego sprzątania.Na tej linii
                                                    odnotowaliśmy pierwsze sukcesy,gdyż pomimo braku śniegu dozorcy już na zapas
                                                    posypują piaskiem trotuar i to codziennie.

                                                    Andrzej Trzęsiączka-energetyk:
                                                    -Jak przywali śniegiem,to zaraz trzeba będzie w pole ruszać, zerwane przewody
                                                    naprawiać i głową w dół słupa wisieć,jak zły dostęp będzie do sieci.A to jeszcze
                                                    wszystko śliskie i nie wiadomo,czy pod napięciem,czy nie,a jak zacznie skwierczeć
                                                    i trzeszczeć,to już i tak za późno na cokolwiek,nawet zdrowaśki się nie
                                                    odmówi.No to,żeby do emerytury kochanej doczekać, wpadliśmy na pomysł,aby od
                                                    znajomego dozorcy w naszym zoo odkupić małpę,niby w celu zawiezienia jej do
                                                    kliniki dziecięcej, żeby bachory tam cieszyła swoim widokiem.No i sprzedał ją za
                                                    3 flachy gorzały, bo człowiek serce dobre ma.U nich do końca świata małp się nie
                                                    doliczą,bo one to ciągle ganiają i rozmnażają się,więc zawsze szacują na oko.Do
                                                    kliniki nie było nam po drodze, potem też nikt więcej o małpę nie pytał,więc
                                                    przeszkoliliśmy ją trochę w elektryce i wysyłaliśmy na słup z miernikiem,żeby
                                                    ona zbadała,czy można się wspinać,czy jeszcze coś odłączyć trzeba. Wszystko szło
                                                    dobrze przez parę miesięcy do czasu,aż małpę raz wzięło i trzepło na
                                                    słupie.Spadła na mordę z góry,a wie pan,te słupy wysokiego napięcia to prawie z
                                                    5 pięter mają i jeszcze jak leciała,to się z niej dymiło i iskrami sypało,jak z
                                                    fajerwerka,albo ognia bengalskiego.Myśleli my,że już na dobre po niej,ale ona
                                                    przeżyła.Wprawdzie fukała czas jakiś iskrami i prądem kopała,jak się ją
                                                    dotknęło,ale poza tym jest cała.Nawet nowe futerko już jej wyrosło,bo stare
                                                    kompletnie się sfajczyło przy wypadku.Tylko potem to już za żadne skarby nie
                                                    dało rady jej na słup wgonić, zastrajkowała nam i tyle.Jak jej powiedzieliśmy,że
                                                    będzie musiała do zoo wrócić z powrotem,to tylko zawyła przeciągle i wyskoczyła
                                                    nam przez płot.Ale nie uciekła, panie redaktorze,tylko za jakieś
                                                    4 godziny wróciła z powrotem,prowadząc za rękę inną małpę, młodszą i ją teraz
                                                    zapędza na słup z miernikiem,a sama stoi na dole w kasku i sprawdza jej
                                                    robotę.Niewiarygodne.Ciekawe tylko,co będzie,jak tą nową porazi,czy znowu ta
                                                    przyprowadzi kilka sztuk na swoje miejsce...Poza naprawą sieci nie mamy wiele
                                                    roboty,tak,co chodzimy wieczorami w pięciu po domach opornych dłużników i
                                                    namawiamy do spłaty zaległych należności za prąd,co by nam zakład energetyczny
                                                    nie zbankrutował,pracy szkoda po prostu.No i co pan redaktor powie?Płacą,aż
                                                    miło,nikt nie protestuje,nawet więcej pieniędzy wpychają nam do rąk.
                                                    Ale my tylko według rachunku liczymy plus drobny procent za zwłokę.I
                                                    jeszcze„Panie Inkasencie”do nas mówią...Zimy nie lubimy,ale z małpami da się
                                                    jakoś przeżyć,zwłaszcza,że już nauczyły się pić browarek,a nawet i kwasibora
                                                    popróbowały.
                                                    Zenon Majcher,kierowca ciężarówki:
                                                    -Zimą to ja przeważnie psuję coś w silniku,żeby szefostwo myślało,że awaria
                                                    poważna.Wtedy w ogóle na drogę mnie nie wysyłają,bo mechaników u nas jak na
                                                    lekarstwo,tylko każą reperować.No to ja jakąś część wkręcę,inną
                                                    wyrzucę,najlepiej taką,co to jej nigdzie kupić nie można.Jak dobrze pokombinuję,to
                                                    i do wiosny można przeczekać,a forsa leci za siedzenie w ciepłym warsztacie.Po
                                                    co mnie tam się w zimie po świecie włóczyć,toż
                                                    o wypadek nietrudno,ślizgawica na drodze,aż strach z domu wyjść,nie mówiąc o
                                                    wsiadaniu do samochodu.A i żona zadowolona jest,jak ja po paru godzinkach znowu
                                                    w domu jestem.Z dziećmi na spacer można pójść i w ogóle jest fajnie.Że co,czemu
                                                    ja niby zostałem kierowcą?No bo ja kocham ten zawód,panie redaktorze, tylko nie
                                                    w zimie,ale na wiosnę to chętnie jeżdżę...
                                                    Święty Mikołaj:
                                                    -Co ja się,cholera,muszę co roku napracować,nagłówkować,żeby trochę śniegu było
                                                    na święta.Nie do wiary!Nie dość,że ciągle sprzątają i mi zabierają gdzieś ten
                                                    śnieg,który dopiero co nasypałem,to jeszcze efekt cieplarniany swoje robi i
                                                    coraz trudniej śnieg znad Bieguna Północnego napędzić.A szefostwo wymagania mi
                                                    stawia i jak nie dam rady wszędzie nasypać,to potem pół roku mi przypominają i
                                                    marudzą.Na dodatek Królowa Śniegu po tej całej historii z młodocianymi,co ich
                                                    chciała uwieść,stara małpa, została na przyśpieszoną emeryturę wysłana,aby
                                                    uniknąć skandalu i na mnie spada cała robota.A ona gdzieś się po Karaibach włóczy
                                                    i innych Tahiti,bo niby kości ją od zimna bolą.Żeby tego było za mało,to jeszcze
                                                    muszę w jeden wieczór setkom milionów rozkapryszonych bachorów prezenty
                                                    rozwieźć,jakby na nie zasługiwały,zbiorowisko młodocianych bandytów.Obłęd,mówię
                                                    panu.Teraz dzieci to nie te same,jak kiedyś.Jeden sobie żywą kobrę życzy,inny
                                                    komputer laserowy siódmej generacji,żeby do wszystkich banków można byłoby się
                                                    włamywać,jakaś dziewczynka wiaderko napalmu,bo jej koleżanki w szkole
                                                    dokuczają,albo chociaż ze 3 kilo pcheł,nawet już radioaktywny pluton chcieli
                                                    mieć pod choinkę,niby że tylko do doświadczeń
                                                    w piwnicy.Tak się to bachorstwo zepsuło teraz.Za zwykłą kolejkę elektryczną omal
                                                    po nosie nie dostałem od takiego 10-latka, jeszcze mi powiedział na koniec,żebym
                                                    zabierał z powrotem ten gnój i poszukał innych matołków,bo on chciał abonament
                                                    Playboya na 3 lata,oraz zestaw wibratorów na prezent dla koleżanki
                                                    z podwórka...
                                                    Co do zimy,to ja z nią nie walczę,tylko popieram,za to jeszcze nieraz usłyszę,że
                                                    zimowy ekstremista jestem.A każdy potem narzeka,że nie ma śniegu na wigilię,że
                                                    święta się nie udadzą
                                                    i takie różne brednie gadają.Poza tym bez zimy byłbym po prostu bezrobotny
                                                  • leziox Re:Poradnik nr.2-dziecko i komputer 19.12.09, 11:18
                                                    Poradnik nr.2:Kiedy należy naszemu dziecku przerwać grę na komputerze?

                                                    Coraz więcej naszych kochanych milusińskich w wyniku szantażowania
                                                    ojca,dymajacego sasiadke,ugłaskania mamusi i oszukiwania dziadka,oraz wymuszeń
                                                    rozbójniczych stosowanych w szkole i na podwórku, otrzymuje dopłatę do
                                                    kieszonkowego i to bez podatku,co w efekcie procentuje zakupem komputera za
                                                    własne zarobione pieniądze. Wtedy to nasze dziecko nadmiar wspólnego czasu
                                                    spędzać zaczyna zamiast,jak zwykle,na wąchaniu butaprenu,albo wytwarzaniu
                                                    amfetaminy w piwnicy,przy komputerze,co początkowo rodziców może tylko
                                                    cieszyć.Po krótkim czasie jednak nasza latorośl zmienia się tak dalece,że
                                                    nieznajomość psychiki dziecka opętanego manią komputerową może doprowadzić do
                                                    zbędnych nieporozumień i stressu,oraz trudności wychowawczych. Aby temu
                                                    zapobiec,przygotowaliśmy ten poradnik,który wyjaśnia, jak postępować z małymi
                                                    komputerowymi psychopatami. Poniżej podajemy szereg wskazówek mających na celu
                                                    uświadomić rodzicom,że powinni już wyłączyć dziecka komputer.Zabawę przy
                                                    komputerze powinno się swojemu dziecku przerwać wtedy,gdy:
                                                    1.Od dwóch lat nasze dziecko nie wychodzi w czasie wolnym
                                                    z domu,tylko pędzi w kierunku miejsca,gdzie jest zainstalowany komputer z grą o
                                                    godzinie 5-ej rano,a kończy grę wtedy,gdy
                                                    o 23-ej spada nieprzytomne z krzesła na podłogę,walącz rozmachem głową o dębowy
                                                    parkiet
                                                    2.Kiedy spada wcześniej,pieni się obficie i dostaje konwulsji
                                                    3.Jeżeli po 86-ej nieudanej próbie przebycia szczególnie trudnego etapu w grze
                                                    nasze dziecko ze wzrokiem szaleńca demoluje siekierą wszystkie domowe
                                                    sprzęty,zdatne do rozwalenia,po czym z tą samą siekierą goni swoich rodziców
                                                    przez pół miasta
                                                    4.Gdy nasze dziecko ze względu na zupełny brak czasu nie je obiadów,bo akurat
                                                    gra i trzeba je karmić za pomocą odkurzacza włączonego w odwrotnym kierunku
                                                    5.Kiedy nasze rachunki za prąd od chwili kupienia dziecku gry są przynajmniej 20
                                                    razy wyższe
                                                    6.Wtedy,gdy nasze potomstwo podczas nielicznych przerw w grze wchodzi po ścianie
                                                    na sufit i tam wisząc wczepione pazurami
                                                    w tynk tłumaczy nam uparcie,że to my znajdujemy się
                                                    w niewłaściwej pozycji horyzontalnej
                                                    7.Kiedy na kupno nowych gier musieliśmy w banku zaciągnąć wysoki kredyt pod
                                                    zastaw naszego własnościowego mieszkania,bo czego nie robi się dla ukochanej
                                                    pociechy...
                                                    8.Jeżeli nasze dziecko w trakcie wizyty bliskich krewnych,siłą
                                                    oderwane od gry i zapytane o to,jak się czuje,warczy głucho
                                                    i przeciągle wyje,oraz biegając na czworakach po mieszkaniu gryzie wszystkich
                                                    obecnych po nogach,znikając potem
                                                    w pokoju,gdzie stoi komputer i zamyka się tam na kłódkę
                                                    9.Kiedy sąsiedzi,przerażeni potwornymi krzykami i wrzaskliwymi, rynsztokowymi
                                                    przekleństwami naszego grającego dzieciątka, nasyłają na nas codziennie
                                                    policję,wojsko,wydział zabójstw, komandosów z Grom-u,izbę skarbową,oraz sanepid
                                                    i nie wiadomo dlaczego,kierownika pobliskiego składu opałowego
                                                    10.Gdy nasze dziecko możemy wyprowadzać na spacer tylko na łańcuchu i w kagańcu
                                                    i tylko poza terenem zabudowanym
                                                    11.Wtedy,kiedy nasze dziecko natychmiast po przegranej grze wyrzuca z 10 piętra
                                                    wszystkie ciężkie przedmioty znajdujące się
                                                    w mieszkaniu,a potem zaczyna zgryzać i zdrapywać pazurami tapety,jak zwykle
                                                    wyjąc donośnie
                                                    12.Kiedy twarz naszej latorośli zostaje opalona na czarno promieniowaniem ekranu
                                                    telewizyjnego
                                                    13.Gdy na skutek dziesiątek tysięcy przyciśnięć guzików w ciągu godziny naszemu
                                                    dziecku zaczynają wyłazić kości palców przez skórę,a ono,nie zwracając uwagi na
                                                    krew lejącą się na podłogę gra zawzięcie nadal,zaś my zmuszeni jesteśmy do
                                                    nielegalnego kupowania w najbliższej stacji krwiodawstwa konserw
                                                    z krwią,aby dziecku robić transfuzje na bieżąco
                                                    14.Jeżeli nasze dziecko musi wpatrywać się w ekran przez teleskop,bo inaczej
                                                    nic nie widzi
                                                    15.Gdy nasze dziecko zamieniło się w bezwolnego robota,który funkcjonuje jedynie
                                                    po podłączeniu go do komputera i oprócz dwóch słów:”chcę grać,chcę grać” nie
                                                    mówi nic innego.
                                                    16.Wtedy,kiedy nasz bobasek przez zupełny przypadek wdziera się do wojskowego
                                                    komputera kontrolującego siły zbrojne Stanów Zjednoczonych,do naszych drzwi
                                                    pukają przedstawiciele amerykańskich sił szybkiego reagowania wraz z FBI,CIA i
                                                    panami z Pentagonu,a przed naszym blokiem na trawniku obok małego fiata pana
                                                    Henia zaparkowały ciężkie czołgi M1,wspierane przez helikoptery szturmowe Apache
                                                    i cała ta swołocz celuje w nasze okna.
                                                    17.Gdy nasze dziecko,pracując nad zwiększeniem szybkości
                                                    i pamięci swojej gry wymyśla nowy rodzaj twardego dysku potrzebującego do
                                                    zasilania minimum 300 megawatów,a zaraz potem wysadza w powietrze za pomocą
                                                    przeciążonej sieci elektrycznej bezpieczniki w mieszkaniu,w bloku,transformatory
                                                    na osiedlu,miejski zakład energetyczny i wszystkie krajowe elektrownie,po czym
                                                    problem rozwiązuje się sam,gdyż bez prądu trudno grać przy komputerze,a co
                                                    najwyżej przy świeczkach
                                                    w Chińczyka,domino lub w tysiąca,albo z sąsiadką w pokera rozbieranego
                                                    18.Kiedy żadna ze szkół podstawowych nie chce w ogóle o naszym dziecku
                                                    słyszeć,bo znają je wszyscy z widzenia z pierwszych stron
                                                    brukowych gazet,a szkoły specjalne z hukiem zatrzaskują przed nim swoje podwoje
                                                    w trosce o absolwentów i dopiero szkoła dla dzieci policjantów wykazuje swoje
                                                    zrozumienie,przyjmując nasze dziecko w poczet uczniów.
                                                    19.Wtedy,gdy nasze dziecko ma co prawda ochotę na jedzenie,ale podczas śniadania
                                                    smaruje masłem i okłada serem dyskietki,a potem bez zbędnych zażaleń miażdży je
                                                    zębami,łykając plastyk
                                                    z apetytem i głośno chwaląc smakowitość swojego jedzonka, zagryza mikroprocesorami.
                                                    20.Kiedy nasza pociecha podczas spaceru z nią, pozbawiona możliwości zagrania w
                                                    przenośną grę typu Game Boy napada znienacka i zagryza 2 dobermany,3 bullteriery
                                                    oraz
                                                    2 rottweilery,za co musimy zapłacić wysokie odszkodowanie,
                                                    a potem energicznie wyrywa się z uścisku naszej ręki w kierunku
                                                    pobliskiego ZOO,gdzie stoją jeszcze klatki z lwami, tygrysami
                                                    i innymi drapieżnikami
                                                    21.Wtedy,gdy znany psychiatra po 20 minutowej rozmowie
                                                    z naszym dzieciątkiem sam,bez przymusu, kładzie się na kozetce
                                                    i podłącza do urządzenia stosowanego przy terapii elektrowstrząsowej,a
                                                    potem,jeszcze dymiąc i się trzęsąc,włazi
                                                    w kaftan bezpieczeństwa,każąc się odwieźć na oddział zamknięty
                                                    22.Wtedy,kiedy podrasowany komputer naszego dziecka jest tak szybki,że po
                                                    doprawieniu kół,spojlerów oraz pojemnika na testament osiąga na płatnej
                                                    autostradzie Wrocław-Muchobór Wielki prędkość przelotową 450 km/h, po czym
                                                    trzeba hamować,gdyż autostrada po 5 minutach jazdy właśnie się kończy
                                                    23.Gdy dziecko zamontowało do chłodzenia wielkiego procesora tak duży
                                                    wentylator,iż po włączeniu komputera możemy naśladować w jego pokoju stan
                                                    nieważkości i wychodzi to o niebo lepiej,niż w jakimś głupim samolocie
                                                    nurkującym w kierunku ziemi z wariacką prędkością.Problemem są tylko fruwające
                                                    wokół meble,oraz narzędzia do majsterkowania jak młotki,piły do metalu i
                                                    drewna,kot,oraz nożyce żony i skalpele służące normalnie do otwierania listów
                                                    24.Kiedy nasze dziecko przestały interesować gry telewizyjne
                                                    i komputerowe,ale za to po wywołaniu i obejrzeniu internetowych stron agencji
                                                    kosmicznej NASA biega ono od rana do wieczora po osiedlowych uliczkach,udając
                                                    myśliwiec z Marsa i właściwie nikogo by to nie dziwiło,gdyby nie fakt,że nasze
                                                    dziecko
                                                    osiągnęło w międzyczasie wiek lat 25.
                                                    Mamy nadzieję,iż te krótkie zarysowanie charakterów dzieci ogarniętych
                                                    komputerową manią pozwoli rodzicom na umiejętne postępowanie ze swoimi
                                                    pociechami bez konieczności uciekania się do morderstwa lub samobójstwa,czego
                                                    wszystkim ewentualnym,lub aktualnym rodzicom życzymy.
                                                    THE END
                                                    copyright by Leziox


                                                  • leziox Jedzie pociag z daleka 20.12.09, 16:51
                                                    Jedzie pociąg z daleka,czyli poetycka wersja podróży pociągiem P.K.P


                                                    Jedzie pociąg z daleka,brudny i osmolony
                                                    Gwiżdże głośno lokomotywa,podskakują wagony
                                                    Konduktor dziś niełaskawy,do Warszawy nie weźmie
                                                    Kwacha sobie obalił,nie ma więcej,to blednie

                                                    Czyha tłuszcza na skraju peronu,co nie jest pusty
                                                    Czają się kieszonkowcy,wezmą łup zaraz tłusty
                                                    Głos z megafonu mamrocze,strasznie jakoś zaspany
                                                    Ktoś pod nosem przeklina,biegnie baba z jajami

                                                    Pijak zasnął na torach,wloką go gdzieś sokiści
                                                    Obok facet wziął rzygnął,mdły odór zgniłych liści
                                                    Wjechał pociąg z łoskotem,osmolony i brudny
                                                    Ale nikt nie narzeka,że przedział paskudny
                                                    Narzekać nie można,bo przedziału nie ma
                                                    Gość go rozwalił siekierą,gdy po wódce miał cienia
                                                    Konduktor tym razem w korytarz nie trafił
                                                    W kiblu zasnął na krótko,wreszcie wziął się zapił
                                                    Drapieżników brakuje,lwy z nami nie jadą
                                                    Czasem inne zwierzątka pod nogami się kładą
                                                    Gorzej tu niż w dżungli,więc bez przerwy czuwaj
                                                    Gdy strzelają w korytarzu,na bok się odsuwaj

                                                    Biega wilczur po składzie,wredny i szczekający
                                                    Ludzi straszy i warczy,pan jakby pijany i śpiący
                                                    Zrobić spokój z bydlęciem,niech się tu nie panoszy
                                                    Drzwi otwarte i kopa,już tam w rowie się stroszy

                                                    Wlecze się pociąg z daleka,jak rowerzysta stary
                                                    Gra w kącie Cygan na flecie,niosą się dźwięki gitary
                                                    Zgrzyta żelastwo o szyny,omal się nie wywróci
                                                    Ciągnie się osobowy,bigosem wszyscy struci
                                                    Ruscy jadą z bagażem,co waży ze 100 kilo
                                                    Tłuką się ochroniarze,który dostanie bilon
                                                    Rekieterów wymiotło,gdzieś w pole uciekli
                                                    Dzisiaj bez haraczu smutnie się powlekli
                                                    Leje się „Moskowskaja”litrów dziesiątkami
                                                    Pany na granicy zbyt się nie czepiali
                                                    Świętują Rosjanie nowinę szczęśliwą
                                                    Wszystkich wódką częstują,nie wypić jest krzywo

                                                    Jedzie pociąg z daleka,brudny i obrzygany
                                                    Drzemią smacznie dróżnicy,w nocy otwarte szlabany
                                                    Huknie czasem głośno,z przejazdu furmankę zmiecie
                                                    Śpij do rana rolniku,a nie ganiaj po świecie

                                                    Maszynista bez humoru wajchę twardo ściska
                                                    Hej,to pociąg z dala jedzie,a nie burza błyska
                                                    Gdy samochód jaki trafi,kredę w rękę bierze
                                                    Nowy krzyżyk lśni na ścianie,czuwa ktoś przy sterze

                                                    Usta flaszką sobie zmoczy,gdy nudno na zmianie
                                                    Semafor jeśli złośliwy i na dłużej stanie
                                                    Klną podróżni bez wyjątku,starzy,młodzi,dzieci
                                                    Może na podróży takiej cały tydzień zleci

                                                    Pewien facet co zmęczony,dzieci z sobą wlecze
                                                    Sześć ich na kolonie wiezie,zwariujesz człowiecze
                                                    Wszystkie mordy drą tak głośno,aż szyby pękają
                                                    Uszy ludziom wszystkim puchną,włosy dęba stają

                                                    Dzieci w mikroweli upiec,mruczą pasażery
                                                    Nikt tutaj wcale nie kłamie,każdy z nich jest szczery
                                                    Lepiej koło prasy siedzieć,co w stal mocno łupie
                                                    Niż bachorów w drodze słuchać,wnet można ogłupieć

                                                    Kierownik pociągu w trasie bez wieści zaginął
                                                    Pędzi brudny skład bezpański,oby się zatrzymał
                                                    Rzuca na rozjazdach zgniłych,co ledwo tkwią w ziemi
                                                    Nadszedł wiek XXI,nic się nie chce zmienić

                                                    Gwiazdy łypią cicho w górze,sputnik też się pędza
                                                    Jedzie pociąg nasz z daleka,w środku polska nędza
                                                    Sracze dawno są zatkane,czas przez okno robić
                                                    Wieje zimny wiatr północny,tyłek wagon zdobi

                                                    Zbiry korytarzem chodzą zbierając na tacę
                                                    Nie dasz wcale lub za mało,wnet zarobisz w glacę
                                                    Każdy jakoś tu żyć musi,muszą i bandziory
                                                    Żaden z nich do pracy jakoś nigdy nie jest skory

                                                    Jedzie pociąg z daleka,brudny i osmolony
                                                    Znikła we mgle lokomotywa,schowały się wagony
                                                    Jak wielka zjawa z wybałuszonymi ślepiami
                                                    Przez biel się pociąg przedziera z miłymi pasażerami

                                                    Gdziekolwiek jesteś,panie łaskawy konduktorze
                                                    Nie włócz się po przedziałach,póki mgła na dworze
                                                    Jeszcze swą torbę utracisz,wielką z biletami
                                                    Lub głupio się potkniesz zaraz pode drzwiam

                                                    Stoi w Warsie sprzedawca,gębę ma zbójecką
                                                    Tu się z kimś pokłóci,tam wystraszy dziecko
                                                    Uprzejmości tyle w nim,co na Saharze wody
                                                    To nie jest chuligan jakiś,to pracownik młody

                                                    Jeśli deko już zgłodniałeś,kupisz tu jedzonko
                                                    Kiełbasy kawałek cienkiej,albo śledzia dzwonko
                                                    Wszystko bardzo świeże przecież,tak to typ zachwala
                                                    W chwilę po zjedzeniu padaczka z nóg zwala

                                                    Jedzie pociąg z daleka,brudny i osmolony
                                                    Śpią ludziska na podłodze,kiwają się wagony
                                                    Po dziesięciu jazdy godzinach wszystko obojętne
                                                    Błyszczą gorączkowe oczy,lśnią oblicza smętne

                                                    Czasem ktoś zawyje,załka,gdy szał go nagły chwyci
                                                    Nudno i nic się nie dzieje,wysiedli bandyci
                                                    Maszyniście się nie śpieszy,bo gdzie pójść ma w nocy
                                                    Wstał konduktor już z barłogu,dziecko strzela z procy

                                                    Te nasze polskie koleje służą nam od wieku
                                                    Nie przyrównuj do nich czasem deutsche bahn,człowieku
                                                    Bez was Polska nie jest Polską,chociaż ciągle pijana
                                                    Na piechotę,autostopem podróż przerąbana

                                                    Jedzie pociąg obrzygany przez wsie i miasteczka
                                                    Tutaj stoi krowa czarna,w dole płynie rzeczka
                                                    Gnoju smród przez okno wpada,więc ciągle u siebie
                                                    Na stacyjce nie nazwanej kura w ziemi grzebie

                                                    Zatrzymał się wreszcie pociąg na końcowej stacji
                                                    Nadal osmolony,brudny,w nim ślady libacji
                                                    PKP dziękuje wszystkim,co razem jechali
                                                    Poszła w górę znów benzyna,będziem jeździć dalej

                                                    Żaden horror już niestraszny po takiej podróży
                                                    Na wspomnienie same tylko krew w żyłach się burzy
                                                    Każdy,kto do celu dotarł,peron wnet całuje
                                                    Lepszy jest niż Terminator,ten co często wojażuje

                                                    Znów megafon szczeknął z cicha,taki wciąż zaspany
                                                    Może dalej jeszcze jechać,pyta Ruski znany
                                                    Nikt na to pytanie teraz jemu nie odpowie
                                                    Myśli nasze wciąż nie mogą się ułożyć w głowie

                                                    Hej rodacy,do pociągów,drzwi za sobą zamknąć
                                                    Każdy może coś tu przeżyć,pięknie,z elegancją
                                                    Nie trzęś więc już tyłkiem,jedź,nie szczękaj zębami
                                                    Konduktor z obsługi resztą też pojedzie z nami.

                                                    THE END
                                                    copyright by Leziox

                                                  • leziox Stuttgarcka retrospekcja 02.01.10, 23:32
                                                    STUTTGARCKA RETROSPEKCJA


                                                    W autobusie dość pełnym z towarzystwem przyjemnym
                                                    Miejsce zająć mi późno wypadło
                                                    Szkocka w głowie śpiewała,humor mi podgrzewała
                                                    A kac jeszcze do drzwi mych nie stukał
                                                    Śmieli ludzie się głośno,też popili dziś ostro
                                                    Wymyślali jakieś dziwne zdarzenia
                                                    Gnał kierowca ponury,nie zważając na dziury
                                                    Kurs ostatni miał prawie skończony
                                                    Gdzieś się przesiąść musiałem,trochę pod mostem stałem
                                                    Aż się tramwaj przyciągnął zmęczony
                                                    I po błyszczących szynach pojechała gadzina
                                                    Wprost do dworca,co hauptbahnhof tu się zowie
                                                    Jedni spać szli powoli,inni chlali do woli
                                                    Stuttgart żył swoim wieczornym rytmem
                                                    Dziwki już pracowały,na Königstrasse czekały
                                                    Na frajera,co fünfzig mark sypnie
                                                    W wielkiej dworcowej hali,gdzie penerzy drzemali
                                                    Światło było już dawno przyćmione
                                                    Minut dużo wciąż miałem,jeszcze czekać musiałem
                                                    Na dyliżans mój w ciepłe pielesze
                                                    W restauracji a raczej barze ktoś grał na gitarze
                                                    Harmonijką do taktu sobie dopomagał
                                                    Zbierał marki na chlebek,bawił ludzi swym śpiewem
                                                    I nieważne że brzmiał po niemiecku
                                                    Była późna godzina,wszędzie zmęczona mina
                                                    A niektórzy mieli bardzo dużo czasu
                                                    Gdzieś tam pociąg odjechał,punktualnie,nie zwlekał
                                                    Wiadomo-tutejsza dokładność
                                                    W żyłach cicho szumiało,radowało się ciało
                                                    Po wizycie u bliskich znajomych
                                                    A megafon coś gadał,słowa do kupy składał
                                                    Dla wielu ważne to było mocno
                                                    Taksówkarze czekali,rzadko kiedy w noc gnali
                                                    Mało kto już wysiadał z pociągów
                                                    W wozach radio brzęczało,senność ich odganiało
                                                    Jeździć trzeba przecież bezpiecznie
                                                    Światło wszędzie przyćmione,żadne twarze znajome
                                                    W zakamarkach się nie pokazały
                                                    Tylko policja smętna poszukiwała wciąż męta
                                                    Aby przymknąć go za to czy owo
                                                    W kioskach klamki zapadły,by ich żule nie skradły
                                                    Chleb,kanapki-drzemały już chyba
                                                    Piwo w końcu wypiłem,komuś też postawiłem
                                                    Przyjacielem byłem czyimś od razu

                                                    Wszyscy brzmieli życzliwie,nawet po piątym piwie
                                                    Nikt wokoło nie rzucał kuflami
                                                    Młodzi byli i starzy ze znużeniem na twarzy
                                                    Późna była ta dworcowa godzina

                                                    Wkrótce miano zamykać i personel chciał znikać
                                                    Każdy chce sobie w domu odpocząć
                                                    Diabli wiedzą dlaczego znów wypiłem jednego
                                                    Smok Wawelski mniej chyba potrafił

                                                    Dobrze tam się siedziało,o głupotach gadało
                                                    Taka gadka o niczym przyspana
                                                    Jeszcze piwo następne,by jechało się pięknie
                                                    Zbierać tyłek na peron musiałem
                                                    Ten mój piwny znajomy czekać miał jeszcze do woli
                                                    Na Monachium był pociąg nad ranem
                                                    Znowuśmy piwo wypili,o czymś pobajdurzyli
                                                    I pożegnali,by się nigdy nie spotkać
                                                    Pociąg stał już na Paryż,całowały się pary
                                                    Wieczór był tak nastrojowy
                                                    Na peronie postałem,jeszcze pooglądałem,
                                                    Co się dzieje na tym bożym świecie
                                                    W wagon się zanurzyłem,lecz po drodze nie śniłem
                                                    Czasu akurat nie miałem na Paryż
                                                    W miescie swoim wysiadłem,na piechotę polazłem
                                                    Do domeczku,co czekał już w mroku
                                                    Miło się dziś bawiłem,lecz i to zauważyłem
                                                    Że samotnym się bywa wśród tłumu
                                                    Przyjaciele,znajomi,każdy do domu cię goni
                                                    Gdy za długo tyłek zawracasz
                                                    Świat jest taki,nie inny,już nie jestem dziecinny
                                                    Więc i dziś sobie powiem jak zawsze
                                                    Nieźle się zabawiłeś,miło sobie popiłeś
                                                    Ciesz się chwilą i nie licz na innych
                                                    Jeszcze trochę zrzędziłem,ale więcej nie piłem,
                                                    Już za dużo byłoby mi chyba
                                                    Z żalem coś mamrotałem,w łóżku nikogo nie miałem
                                                    Co za misia pluszowego by służył
                                                    Tak samotnie wtulony w becik co jest bez żony
                                                    Smutnie sobie myślałem o życiu
                                                    Sen mnie zabrał łagodny,tam gdzie nikt nie jest głodny
                                                    I utulił mnie łapką kosmatą.

                                                    The End

                                                    copyright by Leziox


                                                  • leziox Poradnik nr.3-Lato 02.01.10, 23:47
                                                    Jak przeżyć:
                                                    Poradnik nr.3:Kiedy poznamy,że nareszcie nadeszło lato?


                                                    Ku pokrzepieniu i ogrzaniu serc zimá


                                                    Tak długo zdarza nam się co roku czekać na przyjście upragnionego ciepła,na
                                                    możliwość kąpieli w jeziorze,a nie
                                                    w śmierdzącym chlorem basenie,patrzenie na pół ubrane lub pół rozebrane
                                                    dziewczyny chodzące po ulicach i po prostu na Słońce, że często nie zauważamy
                                                    tego,iż lato jest już z nami.
                                                    Żeby zapobiec tego rodzaju przeoczeniom,sporządziliśmy następną część naszego
                                                    popularnego i cennego poradnika,który zwróci uwagę osób nieuświadomionych lub po
                                                    prostu debilnych na oznaki lata,co wlasnie do nas zawitalo.Lato mamy więc wtedy,gdy:

                                                    1.Rtęć w termometrze zaczyna wrzeć,a potem pęka szkiełko
                                                    2.Wtedy,gdy wypijamy jak koń w ciągu dnia wiadro wody,
                                                    a wypacamy dwa
                                                    3.Gdy nagle z przydomowego ogródka musimy przeganiać żyrafy,wielbłądy,węże,co
                                                    nie są wcale zaskrońcami i inne talatajstwo w postaci skorpionów,oraz pokrewnych
                                                    4.Kiedy coraz częściej przydarzają nam się fatamorgany typu że mamy
                                                    np.wystarczająco wysoką wypłatę w pracy
                                                    5.Wtedy,gdy osiedlowi dyngole przestali pić gorzałę,bo zanim doniosą ją do
                                                    ust,to ona już zdąży wyparować
                                                    6.Gdy w miejskich tramwajach i autobusach śmierdzi jeszcze bardziej,niż w
                                                    chlewie z co najmniej 150 świniami,bo współpasażerowie uparli się akurat
                                                    teraz,aby naśladować nieumyte bydło i oszczędzają wodę,mydło,dezodoranty,środki
                                                    piorące,oraz lizol itp.
                                                    7.Kiedy przez Zatokę Gdańską można na piechotę dojść,albo dojechać np.rowerem
                                                    składakiem do Szwecji,lub jeszcze lepiej do Finlandii,gdzie istnieje możliwość
                                                    pokątnego handlu gorzałą na ulicy,albo do Rosji po kradzione ikony
                                                    8.Gdy środkami komunikacji miejskiej zaczęły obok goryli jeździć również lwy
                                                    9.Wtedy gdy stojąc na przystanku autobusowym nie wsiadamy do upragnionego
                                                    pojazdu,bo niespodziewanie okazuje się,że tkwimy po kolana w roztopionym
                                                    asfalcie,co nas trzyma
                                                    10.Kiedy kury znoszą jaja smażone na boczku,albo od razu sadzone
                                                    11.Gdy zebry nie leżą grzecznie na przejściach dla pieszych,lecz biegają po
                                                    osiedlowych uliczkach głośno rżąc
                                                    12.Wtedy,gdy na trawniku obok sklepu spożywczego rozbili obóz Nomadzi z Sahary
                                                    13.Gdy powietrze jest tak gęste,że ptaki nie latają,a wiszą
                                                    w miejscu i od razu można je zjeść,bo już dawno się upiekły

                                                    14.Wtedy,kiedy w lodówce ustawionej na maksymalne chłodzenie możemy upiec
                                                    świniaka,lub przynajmniej barana
                                                    15.Gdy ryczenie stada słoni kąpiących się w fontannie miejskiej tuż koło ratusza
                                                    bezustannie zrywa nas w nocy ze snu,a hieny głośno się śmieją w osiedlowym śmietniku
                                                    16.Kiedy wszystkie miejsca w ośrodkach wczasowych na Antarktydzie są
                                                    wysprzedane,a dyrekcja miejskiej chłodni sprzedaje miejsca w swoich magazynach
                                                    za dolary,euro i inne waluty wymienialne
                                                    17.Wtedy,gdy każda podróż pociągiem trwa o godzinę dłużej niż normalnie,bo tak
                                                    wydłużyły się szyny z gorąca
                                                    18.Gdy druty wysokiego napięcia zwisają tak nisko,że zahaczają
                                                    o uszy spacerujących jamników,co powoduje zwarcia,oraz możliwość skosztowania
                                                    psa po tajlandzku
                                                    19.Kiedy piasek w dziecięcej piaskownicy zamienił się w szkło
                                                    20.Wtedy,gdy kolejka do miejskiego kąpieliska jest tak długa,że na kąpiel mamy
                                                    szansę dopiero w lutym następnego roku,po uprzednim wykupieniu miejscówki
                                                    21.Gdy nawet rasiści zamienili się w Murzynów
                                                    22.Gdy nagminnie notowane są ucieczki na Syberię,aby tam prosić o azyl
                                                    23.Wtedy,kiedy podczas wyborów na głowę państwa został wybrany pierwszy polski szejk
                                                    24.Wtedy,gdy świeżą szynkę możemy uwędzić,wieszając ją na pół godziny w
                                                    samochodzie zaparkowanym na słońcu.Ten sam samochód możemy wykorzystać również
                                                    do pozostawienia w nim przez zupełne zapomnienie naszej ukochanej teściowej,po
                                                    czym mamy już w przeciągu 15 minut spokój na zawsze
                                                    25.Kiedy hutnicy w celu odświeżenia się,schłodzenia i odpoczynku spożywają
                                                    śniadanie w cieniu pieca martenowskiego
                                                    26.Gdy płyny chłodzące w restauracjach przypominają gorący rosół
                                                    27.Wtedy,kiedy wszyscy ambasadorzy krajów afrykańskich zaczynają wreszcie
                                                    wychwalać nasz klimat pod niebiosa i chcą tu zostać na zawsze jak jeden mąż
                                                    28.Gdy w nierentownych do tej pory kopalniach cały węgiel zamienił się pod
                                                    wpływem gorąca w diamenty i niechcący zostajemy najbogatszym krajem świata,zaś
                                                    Ameryka żebrze u nas na kolanach o kredyty

                                                    Można byłoby jeszcze długo wymieniać oznaki lata,ale chyba to już
                                                    wystarczy.Resztę możecie sobie dopowiedzieć,gdy po prostu latem wyjrzycie przez
                                                    okno na zewnątrz.Miłego dnia.

                                                    THE END
                                                    Copyright by leziox

                                                  • leziox Dziewczynka z zapalniczkami part I 06.01.10, 14:54
                                                    Dziewczynka z zapalniczkami-Cieple opowiadanie na zimne wieczory


                                                    Było późne,zimowe popołudnie.Powoli zaczynało się ściemniać. Nieliczni
                                                    przechodnie pośpiesznie przemykali ulicami,mając
                                                    w głowie tylko jedną myśl-aby jak najszybciej znaleźć się
                                                    w ciepłym domu,tam gdzie zimny wiatr nie wieje,a śnieg nie wpada za
                                                    kołnierz.Żaden ze zmarzniętych ludzi nawet nie spojrzał na powoli drepczącą
                                                    przez zimowy,miejski pejzaż dziewczynkę.Jak na zimę, nie była ona za ciepło
                                                    ubrana,żeby nie powiedzieć-za lekko.Ale to było właściwie jej zmartwienie,bo
                                                    dorośli mają oczywiście większe kłopoty na głowie,niż oglądanie się za pierwszą
                                                    z brzegu dziewczynką.Zaraz na początku wypadałoby chyba wyjaśnić,że dziewczynka
                                                    nie chodziła po ulicach ot tak sobie-bo miała taki kaprys,albo przepadała za
                                                    zimą.Albowiem na jej barkach spoczywało ważne zadanie do wykonania.Była ona
                                                    mianowicie małą biznesmenką, oferującą do sprzedaży jednorazowe,gazowe
                                                    zapalniczki.Ale dzisiejszy wieczór nie zapowiadał nadzwyczajnego interesu.
                                                    Ludzie,uciekający przed zimnem w zimowe pielesze nie mieli najmniejszej ochoty
                                                    na to,aby się zatrzymywać w celu podziwiania gazowych rewelacji.
                                                    Dziewczynka nie miała więc nadzwyczajnego obrotu,co nie mogło jej zbyt
                                                    optymistycznie nastrajać.Bo w domu na jej powrót czekała zła macocha,a trzęsące
                                                    się z chciwości ręce z pewnością już przebierały niecierpliwie
                                                    palcami,myśląc,ileż to tym razem wpłynie do portfela gotówki.Jeśli utarg był
                                                    niski,macocha strasznie krzyczała na swoją pasierbicę,wyzywając ją od
                                                    darmozjadów,co nie umieją zarobić na własne utrzymanie,tylko liczą na
                                                    drapane,obijając się bez przerwy.
                                                    Dziewczynka była osobą wrażliwą i nie znosiła tych prymitywnych wrzasków.Już
                                                    zamiast tego wolałaby oberwać kilka razy kułakiem po grzbiecie,niż znosić
                                                    idiotyczne uwagi starej małpy,co w sprawę nic nowego nie wnosiło.Ale macocha
                                                    jakby o tym wiedziała
                                                    i tylko krzyczała,nigdy nie podnosząc na dziecko ręki.
                                                    A tymczasem robiło się zimniej i ciemniej.Płatki śniegu grubiały, zaczynając
                                                    padać coraz gęściej.W tamtychch czasach bywały jeszcze prawdziwe zimy,nie
                                                    znające dziury ozonowej,czy efektu cieplarnianego,jak dzisiaj.Dziewczynka z
                                                    zapalniczkami skierowała się w kierunku dzielnicy przemysłowej,gdzie łatwiej
                                                    było upolować jakiegoś zaplutego pijusa,co miał papierosy,ale nie miał ognia.
                                                    Zawsze wpływało to dodatnio na obroty.Lecz dzisiaj wyglądało na to,że i tu
                                                    trudno będzie spotkać kogoś chętnego do zakupienia choćby jednej
                                                    zapalniczki.Przemysłowa dzielnica była pusta,jakby przeszła przez nią gwałtowna
                                                    zaraza.Nawet koty,normalnie wałęsające się tabunami po okolicy,tego wieczoru
                                                    poznikały w sobie tylko znanych zakamarkach.A pod cienką kurtką z ortalionu
                                                    ubywało ciepła.Zmarznięte ręce bolały coraz bardziej,zaś chowanie ich do
                                                    wychłodzonych kieszeni niewiele pomagało.
                                                    Również ogrzewanie dłoni płomykiem zapalniczki nie przynosiło efektów.Odrobinkę
                                                    ciepełka zdmuchiwał zaraz wiatr,nie dając czasu na rozgrzanie palców.Nasza mała
                                                    biznesmenka postanowiła więc,że schowa się na chwilkę w swoim ulubionym
                                                    miejscu,gdzie udawała się zawsze w wypadku kłopotów z macochą lub innych problemów.
                                                    Miejsce to,najwyraźniej zapomniane przez ludzi znajdowało się za wysokim płotem
                                                    chroniącym prawdziwy labirynt rur,schodków
                                                    i zaworów.Można tu było zagubić się nie tylko na chwilę,ale też na zawsze,gdy
                                                    nie znało się wszystkich pułapek czyhających dookoła.Dziewczynka teren zbadała
                                                    już dawno i mogła tu się poruszać nawet z zamkniętymi oczami.Kawałek placu
                                                    osłoniętego od wiatru drewnianymi ścianami i daszkiem dawał doskonałą ochronę
                                                    przed zawieruchą.Będąc tu z dala od okrutnego,
                                                    zwariowanego świata mogła pomyśleć o swoim życiu.
                                                    Wyobrażała sobie na przykład,jakby to było pięknie,gdyby oboje rodzice mieszkali
                                                    z nią razem,kupowali jej zabawki i opiekowali się nią tak,jak widywała to u
                                                    innych dzieci.Jak byłoby dobrze, gdyby mama czytała bajki na dobranoc,a tata
                                                    pilnowałby,czy lekcje są na czas odrobione.Tak naprawdę,to nasza dziewczynka nie
                                                    była prawdziwą sierotą,której oboje rodzice zmarli.Ale nie pocieszało jej to w
                                                    najmniejszym stopniu.Mama zostawiła tatę parę lat temu,wyprowadzając się do
                                                    innego miasta i założyła tam okazały dom publiczny.Do swojej córki nie
                                                    przyznawała się
                                                    w ogóle,obawiając się i chyba słusznie,że potraktowanie w ten sposób własnego
                                                    dziecka mogłoby się niekorzystnie odbić na obrotach burdelu.Tata zaś do córki
                                                    się przyznawał,owszem,ale po rozstaniu z żoną coś przestawiło się w jego
                                                    sterownikach.
                                                    Być może,aby odegrać się na kobietach,biegał od świtu do nocy po pobliskim
                                                    parku,głośno rechocząc i rozchylał swój długi płaszcz, pod którym nie miał nic
                                                    innego,jak tylko przyrodzenie w obecności samotnych pań.Gwoli ścisłości dodać
                                                    należy,że nie robił im krzywdy,ale bawił go ich krzyk przerażenia i gwałtowna
                                                    ucieczka. Tata nie miał więc dla swojej córki czasu,chociaż z pewnością ją
                                                    kochał.Ze zrozumiałych względów dziewczynka została wyrokiem sądu przekazana do
                                                    rodziny zastępczej,którą ucieleśniała krzykliwa macocha.Dziewczynka była wtedy
                                                    jeszcze normalną dziewczynką,tzn.bez zapalniczek,ale stara macocha już wkrótce
                                                    postarała się o zmianę światopoglądu nowego narybku.Codziennie musiało być
                                                    sprzedanych 30 zapalniczek,a gdy norma nie była wykonana,w domu rozpętywała się
                                                    burza...
                                                    A na razie mróz szczypał w policzki,choć już nie tak dotkliwie,jak na
                                                    ulicy.Dziewczynka ciężko westchnęła,przeklinając cholerny los,który jakby ją
                                                    prześladował od dziecka.
                                                    Poprawiła się na kawałku grubego steropianu,służącego za siedzenie i oparła się
                                                    o drewnianą ścianę baraku.Powoli wyjęła
                                                    z kieszeni zapalniczkę,pocierając kciukiem metalowe,chropowate
                                                    kółko.Z plastykowego zbiorniczka wyskoczył cieplutki płomyczek,
                                                    ogrzewając jej zziębnięte dłonie.
                                                    Pieczenie zgrabiałych od mrozu palców stało się jakby mniej dotkliwe,co
                                                    sprawiło,że humor dziewczynki zaraz się poprawił.
                                                    Czarne myśli odeszły w świat,czarne myśli pojaśniały
                                                    i poweselały.Nawet to,że akurat dzisiaj przez środek baraku zaczął płynąć
                                                    strumyk paskudnie śmierdzącej cieczy,nie psuło już więcej dobrego
                                                    nastroju.Ostatecznie barak nie należał do niej.
                                                    A w ogóle nasza miła bohaterka nigdy nie mogła się domyślić,do czego służą
                                                    właściwie wspomniane już przez nas setki rur, zaworów,skąd i dokąd
                                                    prowadzą.Według niej,zbudowanie czegoś takiego było czynem absolutnie
                                                    bezsensownym i graniczyło
                                                    z obłędem.Nie potrafiła sobie wyobrazić,że gdziekolwiek na świecie żyje choć
                                                    jeden na tyle genialny człowiek,który mógłby się na tym wszystkim wyznawać.
                                                    -Zbudowaliby dla dzieci plac zabaw,zamiast ładować tyle pieniędzy w
                                                    błoto-mruknęła pod nosem dziewczynka.
                                                    Ponownie zakręciła kółeczkiem zapalniczki,bo palce znów skostniały.Ciepły płomyk
                                                    zaś tak wspaniale odpędzał chłód,że mogłoby to trwać wiecznie.Ale gaz posiada
                                                    brzydki nawyk wyczerpywania się po pewnym czasie,co i u naszej dziewczynki nie
                                                    mogło być wyjątkiem.W taki sposób pierwsza z zapalniczek wyzionęła
                                                    ducha,zabierając ze sobą ciepło i światło.
                                                    Przecież nie na długo.Kiedy posiada się przy sobie zapas 50 sztuk, można się
                                                    trochę ogrzać chyba nawet na biegunie tym,czy tamtym.Mała dama postanowiła zużyć
                                                    dzisiaj wszystkie zapalniczki,aby zrujnowac macoszy interes.
                                                    -Nie będzie mnie ta stara rura na mróz wyganiać ,jak psa.Wolę po domach dziecka
                                                    się poniewierać,niż wracać do tej wariatki.
                                                    Hetkę z pętelką zobaczysz,a nie swoje zapalniczki!-zdenerwowała się mała.A potem
                                                    wyciągnęła z kieszeni wszystkie zapalniczki
                                                    i złożyła je na stosik zaraz przy ujściu brzydko pachnącego strumyka,aby w razie
                                                    czego można byłoby szybko ugasić płomień,gdyby okazał się za duży.Nie miała
                                                    bowiem pojęcia,z jaką siłą może płonąć blisko 50 zapalniczek.Obłożyła je
                                                    zaolejonymi szmatami znalezionymi w szopie i starymi papierami,których też tu
                                                    się sporo walało.Ostatnią zapalniczką podłożyła ogień pod małą stertą i
                                                    obawiając się trochę eksplozji,schowała się w najdalszy kąt baraku.
                                                  • leziox Re: Dziewczynka z zapalniczkami part II 06.01.10, 14:55
                                                    Wybuchu nie było,zapalniczki po kolei z sykiem zamieniały się w wielkie,gorejące
                                                    gwiazdy i chyba ogrzały nawet
                                                    o parę stopni szopę,co wprowadziło dziewczynkę już bez zapalniczek w
                                                    euforię.Podbiegła do ogniska,okrążając je kilkanaście razy,podśpiewując i
                                                    radośnie tańcząc.Czuła,jak pękają okowy krępujące do tej pory jej duszę,jak
                                                    strach przed macoszymi wrzaskami ucieka na zawsze,a dziwna moc wstępuje w jej
                                                    ciało.
                                                    Nagle zrozumiała,że ludzie,którzy wywołują strach u innych,często sami się boją
                                                    zupełnie błahych spraw i że rzadko patrzą w lustro, bojąc się,iż ujrzą swoje
                                                    prawdziwe oblicze.
                                                    Wiedziała już,że w przyszłości mało co lub kto będzie ją mogło przestraszyć,a
                                                    życie stoi przed nią otworem.Musi tylko trochę swojemu losowi pomóc...
                                                    I to było właśnie tak radosne.Minuty mijały,zamieniając się
                                                    w kwadranse,dziewczynka bez zapalniczek zmęczona tańcem postanowiła trochę
                                                    odpocząć przy płomieniu ogniska.Co było bardzo dziwne,ono zamiast
                                                    zgasnąć,płonęło z dziwnym uporem nadal,chociaż gaz pali się przecież szybko,a po
                                                    plastyku
                                                    z zapalniczek nie było już w ogniu najmniejszego śladu.
                                                    Płomienie jednak nie przygasały,jakby wiedziały,że dziewczyna ich teraz bardzo
                                                    potrzebuje.Dziecko przysiadło obok czerwono-niebieskiego płomienia,rozpięło
                                                    kurtkę,bo w baraku zrobiło się gorąco i pogrążyło się w rozmyślaniach.Każdy nowy
                                                    ogieniek zdawał się przynosić wizję tego,co dopiero miało nastąpić. Pojawiła się
                                                    szkoła,twarze rówieśników,których dopiero pozna,nauczyciele i ładny pokój z dużą
                                                    ilością zabawek
                                                    i maskotek,gdzie miała mieszkać.Ludzie,którzy ją w przyszłości zaadoptują,będą
                                                    inteligentni i spokojni.Na pewno nie wyślą jej na ulicę,żeby cokolwiek
                                                    sprzedawać no i krzyczeć też nie będą na nią za często,nawet gdy na to
                                                    zasłuży.Inny płomyk ukazał bardzo ładnego chłopaka,który odegra w jej życiu
                                                    ważną rolę,być może przyszłego męża i...i...i... Dziewczynce zabrakło wreszcie
                                                    obrazków do wstawiania w ukazujące się na nowo płomyczki, których wbrew zdrowemu
                                                    rozsądkowi wciąż przybywało.Zresztą w bardzo szybkim tempie. Na miejsce jednego
                                                    zgaszonego pojawiało się pięć nowych, zupełnie jak u niejakiej hydry głowy.Nasza
                                                    była biznesmenka odsunęła się od ogniska buchającego teraz prawdziwie hutniczym
                                                    żarem,patrząc z pewnym zdziwieniem na to,co działo się przed jej oczami.
                                                    -Co też może sprawić siła woli-powiedziała cicho do siebie-tylko że aż tak dużo
                                                    ognia to ja nie chciałam,a teraz nie wiem,jak to siłą woli ugasić...
                                                    W tej samej chwili w ognisku coś trzasnęło i mała iskierka wskoczyła do
                                                    cuchnącego strumyka płynącego przez barak. Zamiast zgasnąć,zapłonęła z jeszcze
                                                    większą siłą,
                                                    w błyskawicznym tempie podpalając cały potoczek,a potem huczący płomień
                                                    powędrował sobie pod prąd i z prądem małej rzeczki.Cały drewniany barak stanął
                                                    szybko w płomieniach, zmuszając dziewczynkę bez zapalniczek do gwałtownej
                                                    ucieczki na zewnątrz.Trzeba dodać,że mała dysponowała niezłym refleksem.Mocnym
                                                    kopnięciem wybiła dwie deski w ścianie, przeciskając się przez powstałą dziurę i
                                                    klnąc, na czym świat stoi,wybiegła z budy.
                                                    -Znowu pech,cholera,taką fajną melinę diabli wzięli,ciągle coś mi idzie na
                                                    opak,psiakrew,dziadostwo!
                                                    To był jednak drobny ułamek,ledwo zaczątek tego,co miało wkrótce nastąpić.Wzdłuż
                                                    śmierdzącego strumyka przemknęła błyskawica,z oszałamiającą prędkością znikając
                                                    za pobliską górką.Na moment zapadła głucha cisza,a potem gdzieś coś potwornie
                                                    głośno łupnęło.
                                                    Powietrzem wstrząsnął szereg szybkich eksplozji,ciemność nocy ustąpiła silnej
                                                    jasności rozlewającej się po niebie.W górę wzbiła się chmura smolistego,tłustego
                                                    dymu,zaraz znowu coś wybuchło.Zawyły syreny,przestraszeni ludzie wybiegli
                                                    z domów,przeczuwając najgorsze.Ogień strzelał w górę na jakieś 100 metrów
                                                    wysoko,dym gryzł w gardła gapiów stojących na ulicy,potęgując uczucie
                                                    grozy.Gdzieś daleko zazgrzytał metal zawalającej się konstrukcji,posypały się
                                                    rury,kawałki kątowników wygięły się w znak zapytania.Straz pożarna bardzo szybko
                                                    przystąpiła do akcji,ale do ratowania nie było już nic,co najwyżej do
                                                    dogaszania,aby pożar nie rozprzestrzenił się na pobliskie osiedla
                                                    mieszkaniowe.Wszystko odbyło się tak prędko,że do świadomości niektórych ludzi
                                                    nie zdążyło jeszcze dotrzeć,co właściwie zaszło.Może i lepiej,gdyż przypadków
                                                    szoku nie zanotowano...Nasza dziewczynka z dość głupią miną przeciskała się
                                                    pośpiesznie przez szpaler gapiów i policjantów,chcąc jak najszybciej opuścić
                                                    miejsce zdarzenia.Nikt naturalnie jej o nic nie wypytywał,bo i co taka mała
                                                    dziewczynka może wiedzieć o czymkolwiek? Otrząsnąwszy się nieco z nadmiaru
                                                    wrażeń nasza bohaterka skierowała się do najbliższego pogotowia
                                                    opiekuńczego,gdzie zgłosiła się na ochotnika,stwierdzając
                                                    z naciskiem,że do macochy nie wróci.l choć kilkanaście razy odsyłano ją
                                                    tam,dziewczynka z maniackim uporem uciekała od staruchy,aż w końcu urzędy,dając
                                                    za wygraną i chcąc mieć spokój,umieściły ją w domu dziecka.Stamtąd została
                                                    zabrana przez dobrze sytuowanych,lecz nie posiadających dzieci ludzi w celu
                                                    adopcji,bo jakimś cudem im się spodobała.Nowi przybrani rodzice okazali się
                                                    porządni,a jej życie zaczęło się nareszcie lepiej układać.Otrzymała dobre
                                                    wykształcenie,później świetnie płatną pracę,a swoich ojczyma i macochę szanowała
                                                    i kochała,tak,jak oni ją...W sprawie pożaru wiele komisji badających jego
                                                    przyczynę nigdy niczego konkretnego nie ustaliło.Wreszcie dochodzenie
                                                    zakończono,a w raporcie powypadkowym widniało wiele takich słów,jak „być
                                                    może,prawdopodobnie,możliwe,przypuszczalnie” itp.Tylko nasza była dziewczynka z
                                                    zapalniczkami,w tym miejscu już duża,ładna i wykształcona
                                                    dama,wiedziała,dlaczego i z jakiego powodu wyleciała niespodziewanie w powietrze
                                                    wielka rafineria ropy naftowej.Odpowiedź na pytanie:
                                                    ”-Dlaczego?”-była przecież genialnie prosta:
                                                    ”-Bo dawno temu pewna mała dziewczynka raczyła sobie rozpalić ognisko w okolicy
                                                    wycieku paliwa z nieszczelnego,olbrzymiego zbiornika z benzyną.”
                                                    Ale dziewczynka jakoś nigdy nie odczuwała specjalnej potrzeby, aby o tym
                                                    komukolwiek opowiadać.

                                                    THE END


                                                    Copyright by Leziox

                                                  • leziox Kochajmy sie 08.01.10, 19:45
                                                    Kochajmy się,kochajmy
                                                    Całujmy się jak dzicy
                                                    I śmiejmy się radośnie
                                                    Rzygając do miednicy

                                                    Tak piękna jest wszak miłość
                                                    Gdy w kacu o poranku
                                                    Popatrzysz na ryj obcy
                                                    Co znika już na ganku

                                                    Kochajmy się,kochajmy
                                                    I cierpmy jak wariaci
                                                    A gdy już wszystko trzaśnie
                                                    Czy to sie nam opłaci?

                                                    Hormony nami rządzą
                                                    Podstępna chemia w ciele
                                                    A wy się podniecacie
                                                    Wołacie-mój aniele!

                                                    Na szczaw z tymi bzdurami
                                                    I mózg wy przecie macie
                                                    Z cielęcym tym zachwytem
                                                    Za wiele nie zdziałacie

                                                    Zdruzgoczą was uczucia
                                                    Wykończa was tęsknoty
                                                    I z żalu w noc zdychacie
                                                    A rano-do roboty!

                                                    Kochajmy się,kochajmy
                                                    W łeb strzelić sobie może
                                                    Niż tak się strasznie męczyć
                                                    Wszak miłość-pustosłowie.



                                                    THE END

                                                    copyright by Leziox




                                                  • leziox Prószy sniezek 09.01.10, 11:51
                                                    Prószy śnieżek,prószy biały
                                                    Już dziewczyny się ubrały
                                                    Czapy,płaszcze,rękawice
                                                    Pod majtkami siedzą pice

                                                    Nijak spojrzeć gdzieś na ciało
                                                    Wraz ze śniegiem się urwało
                                                    Podniecanie się,ślinienie
                                                    Teraz wszystkie chłopy lenie

                                                    Jak tu się też nie leniwić
                                                    Na co patrzeć,czemu dziwić
                                                    Łażą babska w swych łachmanach
                                                    Chuć schowana siedzi w panach

                                                    Ani cycka ni dupeczki
                                                    Nie podciągną dziś swej kiecki
                                                    Okutane,spakowane
                                                    Życie jest tak przekichane

                                                    Gdzie te lato,suknie zwiewne
                                                    W prąciach nastroje bitewne
                                                    Zapach ciał slońcem rozgrzanych
                                                    I tych cipek-tak oddanych

                                                    Czekam teraz,dni już liczę
                                                    Gdy zobaczę pierwszą piczę
                                                    Gdy mnie też Slońce zaświeci
                                                    Byle-nie narobić dzieci

                                                    Przyjdzie wiosna,zrzucą panie
                                                    Ciuchy-przyjdzie pożądanie
                                                    A tymczasem póki zima
                                                    W spodniach kuśki będziem trzymać

                                                    THE END
                                                    Copyright by leziox

                                                  • leziox Suchy alkoholik 14.01.10, 20:55
                                                    Alkoholik co nie pije,niezbyt lekko on ci żyje
                                                    Nic co dawniej było proste,proste dzisiaj-wraz z zarostem
                                                    Golić się mu już wypada,wszak nie widzą ludzie dziada
                                                    Lecz człowieka po kuracji,co ma blisko do wakacji

                                                    Dumasz tak i cierpisz stale,myślisz-dzisiaj się uwalę
                                                    Lecz nie robisz tego wreszcie.Hej sąsiedzi!Już się cieszcie!
                                                    Nie ma burd i awantury,znikły wieczne w oknach dziury
                                                    Nikt nie leje już na klatce i pomaga ktoś sąsiadce

                                                    Ciężka dola,sami wiecie,gdy tak sobie popijecie
                                                    Inny,lepszy świat dokoła,dusza ciągle-piwa!-woła
                                                    A tu zero,nic w butelce,alkohola cierpi serce
                                                    Nic z procentów nic z radochy,i jakoś mniej chce się Zochy

                                                    W ryj nikomu się nie wali kiedy gniew nagły zapali
                                                    I tak jakoś zbyt spokojnie,a wciąż było jak na wojnie
                                                    W głowie lekko,czyściej jakby,flaszek rzędy deko zbladły
                                                    Myślą sobie-skończą marnie,gdy ich nikt już nie przygarnie

                                                    Lecz cóż flaszki,ważne życie,nie przewracasz się o świcie
                                                    I nie leżysz pod śmietnikiem,przytulony z krawężnikiem
                                                    Śmieją się koledzy dawni,po połówce piękni,zgrabni
                                                    Bywa,znowu ich spotykasz-w śniegu zamarznięte lica

                                                    W ciele wyje,boli stale,w głowie tłuką dwa kowale
                                                    Zęby ściskasz i mamroczesz,kiedy język wodą moczysz
                                                    Ciężko strzymać te boleści,czasem życia już brak treści
                                                    I w depresji myślisz nieraz,żeby skoczyć z mostu teraz

                                                    Ręce trzęsą się choć słabiej,nogi suną się jak grabie
                                                    Serce prawie ci wysiada,mroczki,koszmar,szkoda dziada
                                                    Tylko wola jeszcze zipie,całe ciało ci się rypie
                                                    Gdy przetrzymasz dwa tygodnie,głowę możesz nosić godnie

                                                    Alkoholik co nie pije,niezbyt łatwo on ci żyje
                                                    Prościej wypić niż z narodem biec do pracy zimy chłodem
                                                    Wybór ciężki i niełatwy,zapić się czy iść do dziatwy
                                                    Co już ojca nie pamięta,taka jego mać przeklęta

                                                    Smutno gadać-takie troski,nie był to też wyrok boski
                                                    Nie masz już rodziny,domu,niepotrzebnyś był nikomu
                                                    Lecz żyj!Jeszcze to nie koniec,wyrwij wbity w duszę kolec
                                                    Napraw co spieprzyłeś ładnie,zacznij w końcu żyć przykładnie

                                                    Nikt,kto nie pił nałogowo,nie zrozumie co jest z głową
                                                    Inni myślą,pijąc zboże,im to zdarzyć się nie może
                                                    Alkoholik co nie pije znów poznaje jak się żyje
                                                    Trzeźwo stoją jego nogi.Dzisiaj pluje na nałogi.

                                                    The End
                                                    Copyright by Leziox











                      • leziox Sprawa meska 19.01.10, 14:39
                        W sprawie kutasów

                        Chłop silny był i wielki
                        Do pracy,do butelki
                        Kobiety podziwiały
                        Gdy gdzieś go widzieć miały

                        Wiadomo,siła w ciele
                        Wyrywa i korzenie
                        Lecz siła gdy w ramieniu
                        Nie zawsze jest w korzeniu

                        Tak chodzą po ulicach
                        Ogiery w rękawicach
                        Co w gębie to tak jak konie
                        Przelecą po betonie

                        Wielkiego ma kutasa
                        Pół metra w spodniach hasa
                        I całą noc on może
                        Choc nikt mu nie pomoże

                        Wszak chłop się zawsze chlubi
                        Jak duże jego bubi
                        W efekcie nawet czasem
                        Nie nazwiesz go kutasem

                        I są też sytuacje
                        Obiady,seks-libacje
                        Gdy prawda jest na wierzchu
                        Koń siedzi-na orzeszku

                        Gdy gacie z tyłka zlecą
                        Pokaże się co nieco
                        Już znika ogier wielki
                        I ozór nagle cienki

                        -A gdzie jest twoje prącie,
                        Mój wielki mastodoncie?
                        Rzekła kobieta mała
                        Żądna siłacza ciała

                        I tyle z niego było
                        Wywalił drzwi on siłą
                        Z twarzą strasznie czerwoną
                        Tak zwiał w przyrody łono.


                        THE END
                        Copyright by Leziox
                        • leziox Trzy królowe,czyli powrót z balangi 21.01.10, 13:43
                          Powrót z balangi

                          Na jakimś pustkowiu,gdzie nikt nie zagląda
                          Gdzie rzadko się spychacz zbłąkany pojawi
                          Szły sobie trzy damy wraz ciągnąc wielbłąda
                          Tak chyba mnie w oczach się jawi

                          I klęły-wciąż głośno coś mówiąc o chłopach
                          Co wredne,zdradzieckie i tylko na śmieci
                          Za flaszką ganiają wciąż tylko coś żłopią
                          I robią do tego też dzieci

                          Wiał wiatr historyczny kobitom po oczach
                          A one wciąż szły przez pustynię uparcie
                          Skąd one i dokąd,sam diabeł proroczy
                          Nie wiedział,choć wciąż on na warcie

                          Wśród śmieci przeszłości,przez bagna uniesień
                          Gdzie pasły się źródeł fałszywe rusałki
                          Już żadna się dzisiaj do biegu nie wzniesie
                          Bo wkoło trzcinowe są pałki...

                          Tak noga za nogą,korowód cierpienia
                          Szły damy nóżkami pięknymi powłócząc
                          Nie było na czas tam żadnego jelenia
                          Co z furą by czekał,coś mrucząc

                          Gdzieś pies ich bezdomny osikał w rozpaczy
                          Tam padła na ryja dziewoja wprost w błoto
                          I wielbłąd zaryczał żałosnie wprzód skacząc
                          A przecież nie chodzi tu o to

                          Jak mózg resetować przy wódce-to w domu
                          Ta prawda od wieków rodakom jest znana
                          Wycieczki w manowce zaś tylko prowadzą
                          Więc pokaż tym innym,żeś dama!

                          Choć padniesz ty na pysk,dziewczyno kochana
                          Lub paw się niechący wypuści znienacka
                          Nikt w domu nie widzi-nie powie nic z rana
                          I twoja jest brudna posadzka

                          Wędrówkę panienek tu czas mi zakończyć
                          Widziałem wszak dobrze że zdrowe przeżyły
                          Choć brudne jak świnie,ja nie chcę już mącić
                          A one nie miały już siły

                          Ostatnim wysiłkiem tak jedna z nich siędzie
                          I rzeknie,w dal patrząc,na wskroś magazynów:
                          -Kobiety-żyjemy i żyć nadal będziem,
                          To przecież jest kurwa,Ursynów!

                          THE END
                          ©by leziox







                        • leziox Warszawski ciec 20.01.10, 13:39
                          Warszawski cieć

                          Warszawski mój cieciu-tyś jest nad poziomy
                          Ochraniasz skutecznie ponure te domy
                          I gonisz intruzów na ryja-na pysk
                          Wokoło być musi błysk

                          Twa głowa z betonu tak silna i zwarta
                          Sylwetka mocarnie-ach-w bramie rozparta
                          Dyrektor i mocarz,podwórka sam król
                          Pan różnych zegranych ról

                          Schowane za szkłami lamparta oczęta
                          Zobaczą tu wszystko,w niedzielę i święta
                          W śmietniku czyściutko,meneli tu brak
                          Za rogiem Syrenki wrak

                          Gdy kłopot masz jaki,parkować byś chciał
                          I sto za godzinę byc może mu dał
                          Przekupić się nie da,lojalny jak kat
                          On wierny już tyle jest lat

                          Ochrania podwórka i skwery,piwnice
                          Warszawski cieć ważny pilnuje stolicę
                          Opoka wszystkiego,wyrocznia i ktoś
                          Podskoczysz do niego,masz złość

                          Nie zmienisz mu zdania,on zwarty jak junkier
                          Jak cement,żelbeton i niemiecki bunkier
                          Nie wedrzesz się jemu z serduszkiem jak nic
                          A ludzkie uczucia?To pic!

                          Czy pada czy Słońce,cieć zawsze tu jest
                          Tak pański i władczy jest jego też gest
                          Wypieprza hołotę z podwórka i już
                          Warszawski honorny jest stróż

                          Nie gadaj więc wiele i opuść te mury
                          I nie dziw się czasem że cieć jest ponury
                          Tak nisko i w murach nie widzi on nieba
                          Zapomniał co ludziom trzeba

                          Tu kończy się epos o cieciu stolicznym
                          Jedynym,tak ważnym i przecież tak licznym
                          Czy zmieni się kiedyś on może w dozorcę
                          Choć my już i w Unii-ja wątpie...

                          THE END

                          ©by leziox
                          • leziox Piatek 02.02.10, 15:18
                            Piatek?No to git!

                            Już menele się szykują
                            Małą bibkę dziś zmontują
                            Flaszki znowu pójdą w ruch
                            Wóda w żyły,chucie-buch!

                            I się schodzą piękne panie
                            Też z nadzieją na dymanie
                            Bo przy wódce,małym piwku
                            Każda marzy o prawdziwku

                            Tu zakrzyczy może która
                            Nie chcę byle ja ogóra
                            Lub chłopaka z sinym nosem
                            Porządnego-z grubym...głosem

                            Co by nie rzekł,dziś otwarcie
                            Na melynie picie,żarcie
                            Panie lekko dziś ubrane
                            Majtki,kiecki,wczoraj prane

                            W kącie wiadro z kondomami
                            Gadać będziem dziś z paniami
                            O miłości i poezji
                            Byle nie wyżarli frezji...

                            Gdzieś zakrzyczy nam heretyk
                            Tyle wódy-gwałtu rety!
                            Zdechniem jak my to wypijem!
                            -No to zdechniem.Lecz pożyjem.

                            Póki laski furczą ładnie
                            Korzystają panie składnie
                            Bo granica jest tu ścisła
                            Po literku-laska zwisła

                            Gdy zerżniemy się jak zwierze
                            Rycząc w chuci jak w operze
                            Pić spokojnie wtedy zaczniem
                            Kurturarnie,miło,smacznie

                            Gdy człek da tak po zaworach
                            Laska zwisła,cipka chora
                            Rozkosz w nas przygaśnie nieco
                            Pomóż babce-ruszże świecą

                            Tak zabawiać nam się dobrze
                            Obdarzajmy się więc szczodrze
                            Do niedzieli,gdyż do pracy
                            Znów nam przyjdzie iść,rodacy.

                            THE END
                            Copyright by Leziox

                            • leziox Czerwony Kapturek wersja mazurska part I 11.02.10, 20:00
                              Znienacka nastał piękny,cudowny i słoneczny ranek.
                              W zarośniętym i nieuprawianym od lat ogrodzie ćwierkała północna odmiana
                              słowika,swym aksamitnie słodkim śpiewem przepędzając resztki rozmemłanej nocy:
                              -Kra,kra,kraaaaa!-śpiewał ptaszek,zręcznie uskakując przed licznymi ciosami
                              siekiery znajdującej się w ręku mamy Czerwonego Kapturka.Mamusia albowiem
                              chciała śpiewaka na czas jakiś albo najlepiej na zawsze uciszyć,w obawie,że ten
                              obudzi jej dziecko.
                              Ale było już niestety,trochę za późno,aby jej życzenie przerodziło się w
                              rzeczywistość...
                              Czerwony Kapturek wychylił spod obficie skropionej pawiami kołdry swoją
                              nieogoloną mordę i zmrużonymi z przepicia oczami spojrzał na ukradziony niedawno
                              zegarek:
                              -Uch,ku...wa,szlag by to trafił!Przecież to dopiero 11-ta,środek nocy
                              jeszcze.Powariowały te bydlaki tam na dworze,czy co?
                              Stara!Staraaaa!-rozdarł się Czerwony Kapturek na cały dom,aby zawiadomić
                              mamusię,że już nie śpi-staaaraaaa!!Zrób w końcu porządek z tą k...rwą kraczącą i
                              zajrzyj tu do mnie,sprawę mam!!
                              W tej samej chwili na dworze gruchnął wystrzał,potem drugi, zlewając się w jeden
                              odgłos z upadkiem w ogrodowe pokrzywy nie śpiewającego już północnego słowika.Do
                              pokoju Czerwonego Kapturka weszła mama,odstawiając dymiącą jeszcze dubeltówkę za
                              szafę i pytając:
                              -Co tam nowego synku?Słyszałam,że mnie wołałeś?Mogę coś dla ciebie zrobić?
                              -Nie pytaj się tak głupio,tylko skocz na jednej nodze do sklepu
                              i kup parę kwachów,bo kac mnie j.bie straszny z wczoraj.No,co tak myślisz,toż
                              Nobla za myślenie już nie dostaniesz!Przynieśli ci wczoraj rentę,czy nie?To
                              husz,husz,poszła na zakupy,raz,dwa!
                              -Ja tylko nie wiem synku,czy to nie za wcześnie na wino owocowe...O tej porze
                              przecież piłeś zawsze piwko-zatroskała się mama.
                              -A dzisiaj kwacha chcę o tej porze i już!Poszła won,bo kopa na rozpęd
                              dam-wkurzył się Czerwony Kapturek.
                              -Nie denerwuj się kochanie,ja tylko tak z troski o ciebie zapytałam-powiedziała
                              mamusia,pośpiesznie znikając za drzwiami.
                              -Co za zgredzi się w tych czasach porobili-zamruczał Czerwony Kapturek-kiedyś to
                              beczkę gorzały postawili w sypialni
                              z zagrychą,jakąś dupkę do towarzystwa załatwili,a dzisiaj wyślesz taką po parę
                              flaszek do sklepu,to ile to się namarudzi,zanim polezie!Cholery nagłej można dostać!
                              Powoli i ostrożnie ze względu na bolącą głowę zwlókł się Kapturek ze swojego
                              barłogu,udając się w stronę lodówki,z której
                              natychmiast wyżarł słoik marynowanych śledzi i poprawił paroma
                              kiszonymi ogórkami.Całość zapił piwem,bo nie mógł się doczekać na powrót mamy ze
                              sklepu.
                              -Gdzie ona się włóczy,na Księżyc poszła na zakupy,czy co?
                              -mruczał synek pod nosem,wyraźnie niezadowolony.
                              Humor dodatkowo pogarszał mu fakt,że dzisiaj była jego kolej na wleczenie
                              ciężkiego kosza z prowiantem dla chorej babci, mieszkającej daleko na
                              kolonii,która nie ruszała się prawie na krok ze swojego domu,a rodzina pomagała
                              jej,jak mogła.
                              Wredne rozmyślania przerwało mu wejście do mieszkania mamy, dźwigającej parę
                              butelek Splendora i Perły Bieszczadzkiej.
                              -No nareszcie,stara,myślałem,że padnę tu,na ciebie czekając-rzekł synek-a ja
                              jeszcze dzisiaj do tej staruchy przeklętej iść muszę, żerło nieść,jakbym innych
                              kłopotów na głowie nie miał.Dupy to ona nie ruszy ze swojej obrzyganej
                              szopy,ciągle narzeka i kwęka,
                              a w naszej kurewskiej rodzince nikt właściwie nie wie,na co ona jest chora i czy
                              w ogóle!Tylko gadają-chora babcia!
                              -Och synku-powiedziała mama-czy jest chora,czy nie,to przecież obiecała nam
                              wszystkim spadek po niej,jak będziemy się nią opiekować...
                              -Jak tak dalej pójdzie,to ta stara rakieta jeszcze nas wszystkich przeżyje i
                              wtedy ona po nas spadek dostanie,a nie odwrotnie. Zapakowałaś ten koszyk dla
                              niej,bo go nie widzę...?
                              -No a kiedy synku kochany miałam to zrobić,jeżeli po winko dla ciebie
                              byłam-wymamrotała mama-nie było czasu.
                              -To było godzinkę wcześniej wstać,a nie wylegiwać się do 6-ej,jak jakaś
                              hrabina-rzekł Czerwony Kapturek-odbij lepiej kwacha,a ja już popakuję niezbędne
                              rzeczy dla naszej kochanej starej wiedźmy.
                              I załadował synek do koszyka butelkę denaturatu,dwa plastykowe pojemniczki z
                              niezamarzającym płynem do chłodnic samochodowych o tajemniczo z hiszpańska
                              brzmiącej nazwie Borygo,kilka kawałków kiełbasy zwyczajnej kupionej po obniżonej
                              cenie w sklepie dla psów,oraz parę złocistych bełtów.Przed wyjściem wypił
                              jeszcze z gwinta Splendorka,odkorkowanego już przez mamę i klnąc,na czym świat
                              stoi,poszedł do babci.
                              Droga była daleka i żmudna, przez piachy i lasy,bagna i moczary, autostrady i
                              drogi lokalne,obok komend policji i siedzib towarzystw antyalkoholowych.
                              W ostatnim odcinku lasu,zaraz przed łąką należącą do babci coś zaszeleściło w
                              krzakach,zaszumiało i jak to zwykle bywa
                              w bajkach o Czerwonym Kapturku,z zarośli wyskoczył niespodziewanie straszny
                              wilk,zaskakując Kapturka akurat podczas poprawiania czapki bandytki z czerwonej
                              skóry,od której wzięło się jego przezwisko.Naturalnie,wilk dysponowal
                              możliwością marudzenia po ludzku,więc chociaż w tym punkcie
                              naszej bajki nic się nie zmieniło.Zwierzak popatrzał ukosem na naszego wnuczka i
                              odezwał się w te słowa:
                              -Koleżko,ja przepraszam najmocniej,że cię tu w lesie zaczepiam,
                              ale już więcej nie mogę wytrzymać i czuję,że niedługo mogę się przekręcić,jeśli
                              mi nie pomożesz!
                              -A o co biega,że tak się spytam?-rzekł Czerwony Kapturek.
                              -No przecież wiadomo,że o procenty.Jasne jak słońce-powiedział wilk.Pragnienie
                              mnie męczy od tygodnia,trzęsie mnie delira.Już nie pamiętam jak prawdziwy kac
                              wygląda,zdechnę tu marnie,jeśli czegoś nie wypiję.Gajowy pretensje do mnie ma,że
                              turystów niby straszę,a ja chciałem tylko trochę gorzałki wyżebrać.Tylko te
                              durnie miastowe nie widzieli chyba jeszcze w życiu normalnego wilka i na łeb na
                              szyję z lasu uciekli,tak co i nie zdążyłem bliżej bajery nawiązać.Nawet wołałem
                              za nimi,żeby zaczekali,ale oni jeszcze szybciej zaczęli uciekać,jak usłyszeli
                              moje krzyki.
                              Przypadkiem zobaczyłem,że koszyk z paroma flaszkami w ręku niesiesz,to
                              pomyślałem sobie,czemu nie poprosić cię
                              o ratunek?W tobie moja jedyna nadzieja,inaczej przyjdzie mi tu sromotnie
                              zdechnąć bez alkoholu,jak pies pod płotem!A zresztą gdzie mnie z wiejskimi
                              burkami równać,toż ja przecie wilk...
                              Popatrzał Czerwony Kapturek na wilka,chwilę coś pomyślał
                              i mruknął pod nosem:
                              -A co mi tam.I tak ta w mordę kopana starucha za dużo dostaje, przecież to
                              grzech nie pomóc zwierzęciu w potrzebie. Ostatecznie człowiek nie jest wilkowi
                              wilkiem...
                              Ulitował się więc wnuczek nad straszną niedolą strasznego wilka
                              i wyciągnął z koszyka zalotnie lśniącą butelkę z denaturatem. Fachowym ruchem
                              odkręcił kapselek,aż trzasło,a cierpki zapach denaturatu wkoło się rozniósł,po
                              czym podał szkło wilkowi, mówiąc:
                              -Na zdrowie!
                              Ironicznie błysnęła na butelkowej etykiecie łysa fizjonomia trupiej
                              czaszki,uśmiechająca się zjadliwie,co wilkowi oczywiście w niczym nie
                              przeszkodziło,gdyż była to ostatecznie ludzka trupia czacha,
                              a nie wilcza.
                              I patrzał nasz Czerwony Kapturek,jak roztrzęsionymi łapami chwyta wilk butelkę,a
                              potem szybko i sprawnie ją opróżnia. Spragniony wilk był w tej chwili mniej
                              straszny,a bardziej żałosny
                              i nawet Czerwonemu Kapturkowi deko się zwierzaka żal zrobiło.Ale potem nadeszła
                              chwila zadziwienia,gdy wnuczek zobaczył,z jaką prędkością wilk obala flaszkę.I
                              chociaż Czerwony Kapturek sam był największym powiatowym degeneratem
                              i mistrzem w amatorskim degustowaniu kwachów,to jednak musiał schylić czoła
                              przed wilkiem.Z prawdziwie zwierzęcym pragnieniem straszny wilk wysączył butelkę
                              w jakieś 8 sekund. Potem odsapnął,bardzo brzydko zaklął i rozbił butelkę o drzewo.
                              -Aach,to było to,o czym przez ostatnie dni i noce marzyłem! Nareszcie czuję się
                              jak nowo narodzony!I tylko dzięki tobie kolego!Daj pyska,uściskać cię za to
                              chcę-wrzasnął wilk,popadając
                              w prawdziwy nastrój euforii.
                              • leziox Re: Czerwony Kapturek wersja mazurska part II 11.02.10, 20:03
                                I wycałował wilk Czerwonego Kapturka,wyściskał go i wytarmosił. A potem zapytał:
                                -A gdzie to tak właściwie idziesz,jeśli mi wolno zapytać?Tak sam
                                w lesie i z takim dużym koszykiem z prowiantem?Partyzantów jakichś
                                zaopatrujesz,czy co?
                                -Do babci śmigam swojej,żarło jej niosę,bo sama podobno nic nie może kupić.Za
                                słaba na to jest,przynajmniej tak wszyscy mówią.
                                -To może do babci Brzęszczykowej idziesz?Ona tu niedaleko mieszka,zaraz za łąką...
                                -No,no,to ta sama.Widzę,że się znacie-zdziwił się Czerwony Kapturek.
                                -A co mamy się nie znać,toż często się tu szwendam,to i zajdę nieraz z wizytą na
                                kielicha.Ale że ona pomocy od kogoś potrzebuje,to bym nie powiedział.Nie dalej
                                jak wczoraj sama ścięła dwie sosny piłą motorową,a potem porżnęła to wszystko na
                                kawałki i poznosiła do szopy.Tak przy tym latała szybko,jakby motorek w dupie
                                miała.Ja sam chyba za nią nie nadążyłbym.
                                Nie moja to sprawa,ale chociaż ty mi kolego wyglądasz zewnętrznie na
                                człowieka,to chyba jeleń jesteś raczej,że tak się Brzęszczykowej dajesz
                                wykorzystywać,jak głupek jaki...
                                -A tam,spadek kiedyś dla mojej matki obiecała,złoto i pieniądze,
                                jak będziemy się nią opiekować po kres jej dni,rozumiesz?
                                -Hahaha!-roześmiał się wilk na cały kwartał lasu-ona swoje pieniądze i złoto już
                                jakieś 10 lat temu przepiła,jak w nałóg wpadła.Teraz utrzymuje się z tego,co
                                sama wypędzi-znaczy
                                z bimbru i tak dalej.Hihi,Brzęszczykowa i pieniądze,a to dobre!
                                -Ja to już dawno podejrzewałem-rozsierdził się Czerwony Kapturek-że ta franca
                                tylko nas jak pijawka jaka wysysa,
                                a żadnego spadku nie ma i chora na nic nie jest,tylko nikt mnie wierzyć nie
                                chciał.Ale nic,jak już tak blisko jestem,to ostatni transport jej zaniosę,a na
                                drugi niech czeka do końca świata.
                                Jak ją znasz,to chodź ze mną,zawsze raźniej mi będzie z kimś pogadać,nie tylko
                                jej bzdur słuchać.
                                -No,ja nie wiem wcale,czy to taki bardzo dobry pomysł-rzekł
                                z zamyśleniem wilk-żeby z tego awantury jakiej nie było...
                                -Przestań marudzić i chodź,toż cię tam nikt ze skóry nie obedrze-pocieszył
                                Czerwony Kapturek.
                                I poszli razem w stronę domku babci,która już z niepokojem
                                w przekrwionych oczach wyglądała oknem za koszem
                                z żarciem.
                                Kiedy ujrzała Czerwonego Kapturka w towarzystwie wilka,rozłożyła szeroko
                                ręce,wielkim głosem krzycząc:
                                -Gdzie ty tu prowadzisz tego pijanicę,łajzę cholerną,łobuza!Szlag by go
                                trafił!!Niedawno w pijackim widzie mało mi chałupy nie spalił!W zaklinacza ognia
                                bawić się mu zachciało,za kurami latał
                                z paszczą otwartą i psa mi zgwałcił,a ty mi go tu ciągniesz?! Wynoście się stąd
                                razem,widzieć was nie chcę,wy degeneraty, pieprzone łapciuchy,paskudy!Tylko
                                koszyk zostawta!
                                I wrzeszczała coś tam jeszcze babcia bez sensu,aż wreszcie Czerwony
                                Kapturek,rozzłoszczony,wbił leżącą akurat na
                                podorędziu siekierę w ścianę chałupy tuż obok babcinej głowy,aż
                                jej pęd powietrza włosy rozwiał i wydarł się histerycznie:
                                -Aż ty w ząbek czesana stara oszustko!Jak ci zara przeflancuję twoją durnowatą
                                facjatę siekierką,hochsztaplerko pieprzona,to już nigdy nic więcej nie
                                wymamlesz!Ja tu ci latami prowiant noszę, żałują cię wszyscy,że ty taka chora,a
                                ty konia byś przegoniła
                                w biegu!Spadkiem nas nęcisz,a tyle go ci zostało,co śniegu
                                z zeszłego roku!Dupy ci się po zakupy ruszyć nie chce,my wszystko nosimy,a ty
                                ryja tu drzesz?Zatrzaśnij się wreszcie,ruro sedesowa,bierz flachę i chlaj,to
                                spokój będzie w okolicy!
                                Babcia,zdopingowana tak miłymi słowami wnuczka zamknęła się całkiem szybko,po
                                czym złapała oburącz plastyczek z płynem Borygo i go zaraz wysuszyła.Jej
                                wykrzywiona złością twarz, wyglądająca jeszcze przed chwilą zupełnie,jak
                                wizerunek diabła-maskotki z rockowego zespołu Iron Maiden wypogodziła się
                                wkrótce.Już z uśmiechem na ustach postawiła na stole kanister z wypędzonym
                                niedawno bimbrem,tym samym zapraszając do wspólnej uczty.Zaraz potem zabulgotały
                                szybko opróżniane szklanki,a po głowach rozeszło się miłe alkoholowe otępienie.
                                Bimber smakował wprawdzie nie lepiej niż denaturat.Diabeł sam tylko wiedział,z
                                czego babcia go pędziła,ale teraz liczył się właściwie skutek,a nie smak.
                                Wilk,dobrze już po drugiej flaszce,zaczął,zresztą nie wiadomo po co,liczyć swoje
                                łapy i ciągle dochodził do jakiegoś innego, absurdalnego wyniku,nawet w
                                przybliżeniu nie oscylującego
                                w pobliżu cyfry 4,bardziej kierując się raczej w stronę liczb 7-8.
                                Babcia rozpoczęła swoje idiotyczne pogaduszki,na które nikt
                                w ogóle nie zwracał uwagi.Wnuczek cicho pod nosem klął bez przerwy,a wilk głośno
                                rozpatrywał możliwość zgwałcenia powiedzmy słonicy,albo przynajmniej samicy
                                nosorożca.
                                Monotonną sytuację przerwał nagle jakiś nieznany dźwięk, brzmiący trochę,jak
                                chrobotanie zwierzęcych pazurów na podłogowych deskach...Straszny wilk zastrzygł
                                uszami, sprawdzając,czy to nie on przez zapomnienie chrobocze,ale nie była to
                                żadna z jego licznych łap,tylko coś innego.A dźwięk narastał,stawał się coraz
                                głośniejszy.Wilk odsunął się od stołu,
                                strosząc na ile mógł uszy,z przerażeniem patrząc pod mebel
                                i czekając na to,co stamtąd miało się wyczołgać.
                                Lecz nie było się czego bać.Był to tylko zalany w trupa gajowy,co leżał już nie
                                wiadomo ile czasu pod stołem-tak długo,że nawet babcia zapomniała,kiedy on tu
                                przyszedł.Teraz jego dusza powróciła do ciała i zapragnął on znowu ujrzeć
                                światło dnia.
                                Po dłuższej chwili udało mu się wyczołgać spod ciężkiego stołu
                                i usiąść na zydlu.Jak się zaraz wyjaśniło,głośne chrobotanie pochodziło od jego
                                paznokci,którymi sobie trochę pomagał
                                w wygrzebaniu się z pozycji poziomej do jako tako pionowej.
                                Gajowy rozejrzał się wokoło i z twarzą wykrzywioną alkoholowym grymasem rzekł:
                                -Oooo!Same znajome mordy,hahaha!Dawno żeśmy się nie widzieli,
                                a w tym towarzystwie to jeszcze nigdy razem!Czerwony Kapturek, wilk i
                                babcia,no,jaki piękny zestawik...Tylko was k...rwa,na wystawę w sklepie jakimś
                                myśliwskim wrzucić,ot,ludziska radochę by mieli,hehehe!A ty wilk,jak tam,dalej
                                za turystami biegasz,co?
                                Straszysz biedaków,a oni nie wiedzą,że ty alkoholik tylko,a nie ludożerca...?Ale
                                nie będę ci ja już w tym przeszkadzał,bo sam wiem,co to kac i
                                potrzeba.Chodź,wypijem brudzia,sierściuchu,bo to cały czas na siebie warczymy,a
                                przecież obaj jesteśmy częścią naszego pięknego,skażonego wybuchem w Czarnobylu
                                lasu.
                                Tak dalej nie może być.No to chlup!
                                Gajowy i wilk wypili brudzia,a potem wycałowali się z dubeltówki. Można
                                rzec,dosłownie,bo w tym samym momencie,nieuważnie potrącona przez dobrze już
                                podgrzaną babcię,wypaliła jednocześnie z obu luf dubeltówka gajowego,a
                                wylatujący ze strzelby ładunek breneki kalibru 12 zerwał deski z sufitu,po czym
                                wszyscy zostali zasypani drzazgami i połamanymi balami, spadającymi ze strychu.
                                Babcia w panice wykrzyczała:
                                -O Jezu,to prowokacja!-ale Czerwony Kapturek zaraz babcię zglanował i był spokój.
                                Potem wszyscy zajęli się w głównej mierze dalszym zalewaniem robaka,pijąc bez
                                końca przez kilka dni.I ja tam byłem,Borygo
                                i Autovidol piłem,a co przez zapijaczone oczy zobaczyłem,to wam opowiedziałem.

                                THE END
                                copyright by Leziox

                                • leziox Poradnik nr.3-Lato 06.03.10, 14:34
                                  Jak przeżyć:
                                  Poradnik nr.3:Kiedy poznamy,że nareszcie nadeszło lato?

                                  Tak długo zdarza nam się co roku czekać na przyjście upragnionego ciepła,na
                                  możliwość kąpieli w jeziorze,a nie
                                  w śmierdzącym chlorem basenie,patrzenie na pół ubrane lub pół rozebrane
                                  dziewczyny chodzące po ulicach i po prostu na Słońce, że często nie zauważamy
                                  tego,iż lato jest już z nami.
                                  Żeby zapobiec tego rodzaju przeoczeniom,sporządziliśmy następną część naszego
                                  popularnego i cennego poradnika,który zwróci uwagę osób nieuświadomionych lub po
                                  prostu debilnych na oznaki lata,co wlasnie do nas zawitalo.
                                  Lato mamy więc wtedy,gdy:

                                  1.Rtęć w termometrze zaczyna wrzeć,a potem pęka szkiełko
                                  2.Wtedy,gdy wypijamy jak koń w ciągu dnia wiadro wody,
                                  a wypacamy dwa
                                  3.Gdy nagle z przydomowego ogródka musimy przeganiać żyrafy,wielbłądy,węże,co
                                  nie są wcale zaskrońcami i inne talatajstwo w postaci skorpionów,oraz pokrewnych
                                  4.Kiedy coraz częściej przydarzają nam się fatamorgany typu że mamy
                                  np.wystarczająco wysoką wypłatę w pracy
                                  5.Wtedy,gdy osiedlowi dyngole przestali pić gorzałę,bo zanim doniosą ją do
                                  ust,to ona już zdąży wyparować
                                  6.Gdy w miejskich tramwajach i autobusach śmierdzi jeszcze bardziej,niż w
                                  chlewie z co najmniej 150 świniami,bo współpasażerowie uparli się akurat
                                  teraz,aby naśladować nieumyte bydło i oszczędzają wodę,mydło,dezodoranty,środki
                                  piorące,oraz lizol itp.
                                  7.Kiedy przez Zatokę Gdańską można na piechotę dojść,albo dojechać np.rowerem
                                  składakiem do Szwecji,lub jeszcze lepiej do Finlandii,gdzie istnieje możliwość
                                  pokątnego handlu gorzałą na ulicy,albo do Rosji po kradzione ikony
                                  8.Gdy środkami komunikacji miejskiej zaczęły obok goryli jeździć również lwy
                                  9.Wtedy gdy stojąc na przystanku autobusowym nie wsiadamy do upragnionego
                                  pojazdu,bo niespodziewanie okazuje się,że tkwimy po kolana w roztopionym
                                  asfalcie,co nas trzyma
                                  10.Kiedy kury znoszą jaja smażone na boczku,albo od razu sadzone
                                  11.Gdy zebry nie leżą grzecznie na przejściach dla pieszych,lecz biegają po
                                  osiedlowych uliczkach głośno rżąc
                                  12.Wtedy,gdy na trawniku obok sklepu spożywczego rozbili obóz Nomadzi z Sahary
                                  13.Gdy powietrze jest tak gęste,że ptaki nie latają,a wiszą
                                  w miejscu i od razu można je zjeść,bo już dawno się upiekły

                                  14.Wtedy,kiedy w lodówce ustawionej na maksymalne chłodzenie możemy upiec
                                  świniaka,lub przynajmniej barana
                                  15.Gdy ryczenie stada słoni kąpiących się w fontannie miejskiej tuż koło ratusza
                                  bezustannie zrywa nas w nocy ze snu,a hieny głośno się śmieją w osiedlowym śmietniku
                                  16.Kiedy wszystkie miejsca w ośrodkach wczasowych na Antarktydzie są
                                  wysprzedane,a dyrekcja miejskiej chłodni sprzedaje miejsca w swoich magazynach
                                  za dolary i inne waluty wymienialne
                                  17.Wtedy,gdy każda podróż pociągiem trwa o godzinę dłużej niż normalnie,bo tak
                                  wydłużyły się szyny z gorąca
                                  18.Gdy druty wysokiego napięcia zwisają tak nisko,że zahaczają
                                  o uszy spacerujących jamników,co powoduje zwarcia,oraz możliwość skosztowania
                                  psa po tajlandzku
                                  19.Kiedy piasek w dziecięcej piaskownicy zamienił się w szkło
                                  20.Wtedy,gdy kolejka do miejskiego kąpieliska jest tak długa,że na kąpiel mamy
                                  szansę dopiero w lutym następnego roku,po uprzednim wykupieniu miejscówki
                                  21.Gdy nawet rasiści zamienili się w murzynów
                                  22.Gdy nagminnie notowane są ucieczki na Syberię,aby tam prosić o azyl
                                  23.Wtedy,kiedy podczas wyborów na głowę państwa został wybrany pierwszy polski szejk
                                  24.Wtedy,gdy świeżą szynkę możemy uwędzić,wieszając ją na pół godziny w
                                  samochodzie zaparkowanym na słońcu.Ten sam samochód możemy wykorzystać również
                                  do pozostawienia w nim przez zupełne zapomnienie naszej ukochanej teściowej,po
                                  czym mamy już w przeciągu 15 minut spokój na zawsze
                                  25.Kiedy hutnicy w celu odświeżenia się,schłodzenia i odpoczynku spożywają
                                  śniadanie w cieniu pieca martenowskiego
                                  26.Gdy płyny chłodzące w restauracjach przypominają gorący rosół
                                  27.Wtedy,kiedy wszyscy ambasadorzy krajów afrykańskich zaczynają wreszcie
                                  wychwalać nasz klimat pod niebiosa i chcą tu zostać na zawsze jak jeden mąż
                                  28.Gdy w nierentownych do tej pory kopalniach cały węgiel zamienił się pod
                                  wpływem gorąca w diamenty i niechcący zostajemy najbogatszym krajem świata,zaś
                                  Ameryka żebrze u nas na kolanach o kredyty

                                  Można byłoby jeszcze długo wymieniać oznaki lata,ale chyba to już
                                  wystarczy.Resztę możecie sobie dopowiedzieć,gdy po prostu wyjrzycie przez okno
                                  na zewnątrz.Miłego dnia.

                                  THE END
                                  Copyright by leziox

                                  • leziox W sprawie kutasów 23.03.10, 19:44
                                    W sprawie kutasów


                                    Chłop silny był i wielki
                                    Do pracy,do butelki
                                    Kobiety podziwiały
                                    Gdy gdzieś go widzieć miały

                                    Wiadomo,siła w ciele
                                    Wyrywa i korzenie
                                    Lecz siła gdy w ramieniu
                                    Nie zawsze jest w korzeniu

                                    Tak chodzą po ulicach
                                    Ogiery w rękawicach
                                    Co w gębie to tak jak konie
                                    Przelecą po betonie

                                    Wielkiego ma kutasa
                                    Pół metra w spodniach hasa
                                    I całą noc on może
                                    Gdy nikt mu nie pomoże

                                    Choć chłop się zawsze chlubi
                                    Jak duże jego bubi
                                    W efekcie nawet czasem
                                    Nie nazwiesz go kutasem

                                    I są też sytuacje
                                    Obiady,seks-libacje
                                    Gdy prawda jest na wierzchu
                                    Koń siedzi-na orzeszku

                                    Gdy gacie z tyłka zlecą
                                    Pokaże się co nieco
                                    Już znika ogier wielki
                                    I ozór nagle cienki

                                    -A gdzie jest twoje prącie,
                                    Mój wielki mastodoncie?
                                    Rzekła kobieta mała
                                    Żądna siłacza ciała

                                    I tyle z niego było
                                    Wywalił drzwi on siłą
                                    Z twarzą strasznie czerwoną
                                    Tak zwiał w przyrody łono.


                                    THE END
                                    Copyright by Leziox

                                    • leziox Prawda o Bydloleziach 23.03.10, 19:46
                                      Prawda o Bydloleziach

                                      /wykład prof.Józefa Lachociąga,wygłoszony na uniwersytecie
                                      w Muchoborze Dolnym/

                                      W związku z tym,iż wiedza społeczna o stworzeniach,zwanych Bydloleziami,jest
                                      zastraszająco niewielka,pragniemy tą wiedzę przybliżyć i uzupełnić.Nasz instytut
                                      wytwarzania groźnych broni biologicznych,posiadając ostatnio wiele wolnych mocy
                                      przerobowych z powodu braku zamówień z krajów zaprzyjaźnionych,zajął się tym
                                      problemem przy okazji wypijania kolejnego wiadra spirytusu
                                      skażonego,wyniesionego nocą
                                      z magazynu technicznego.
                                      Bydloleź zwany dalej osobnikiem BL jest stworem podstępnym
                                      i wrednym,chociaż sprawiającym bardzo pozytywne wrażenie.
                                      Nie dajmy się jednak nabrać na ten przymilny głos,serdeczny uśmiech i wygląd
                                      ciepłego misia-przytulanki.To właśnie standardowa taktyka Bydlolezi,mająca na
                                      celu zdobycie naszego zaufania oraz wykorzystania go w sobie tylko wiadomych
                                      celach.Jak możemy rozpoznać osobniki BL?To trudne pytanie.
                                      Otóż BL wkraczają w nasze życie z reguły nieoczekiwanie,bywa,że z wielkim
                                      hukiem.Tłumaczą niczego nie spodziewającej się ofierze okolicznościami
                                      różnymi.Mogą to być katastrofy różnego rodzaju, kataklizmy,burze śnieżne z
                                      przerwami na gradobicia, impotencja, brak wódki,wojna domowa lub brak biletu na
                                      tramwaj.BL brzmi bardzo przekonywująco,wzbudzając w nas współczucie i tak ludzką
                                      chęć niesienia pomocy.
                                      I to jest początkiem naszego końca,proszę Państwa.
                                      BL albowiem zagnieżdżają się w naszym życiu powoli,lecz sukcesywnie.Omamiają
                                      serdecznością,duchem towarzyskim,chęcią niesienia
                                      pomocy,bezinteresownością.Potem rozbudowują swoją instytucję uzależniania
                                      kolejnych od siebie osób,zamieniając to
                                      w sieć różnego rodzaju współuzależnień,symbiozy,która raczej powinna być
                                      nazwana,mówmy to szczerze-pasożytnictwem. Przypomina owa taktyka działanie
                                      zamaskowanego wirusa, zwanego też Zarazem,który opanowuje organizm właściciela,
                                      żywiąc się nim i korzystając z niego bez żadnego umiaru
                                      i ograniczeń,oraz jakiegokolwiek wkładu włożonej w to pracy.
                                      Osobniki BL są wyłącznie męskie.Nie wiadomo właściwie,w jaki sposób się
                                      rozmnażają i jak długo są już na naszym globie.Istnieją teorie,iż mogły się
                                      zjawić na Ziemi zaraz parę milionów lat po wielkim kosmicznym
                                      wybuchu,wykorzystując istnienie pierwszych objawów życia w postaci ameb,bakterii
                                      i wirusów,których uczuciami udało im się tak samo podstępnie zawładnąć,jak
                                      uczuciami ludzi żyjących we współczesnych czasach.
                                      I tak jak grypa opanowuje nasz organizm,tak samo zagnieżdżają się w naszych
                                      uczuciach osobniki BL.Naturalnie,objawy naszego uzależnienia nie przebiegają tak
                                      samo,jak podczas influenzy grypowej,ba,wręcz jest nam dobrze-nie kaszlemy od
                                      tego,nie plujemy oraz z reguły nie mamy gorączki.
                                      Nie,proszę Państwa,osobniki BL opanowują nasz system psychiczny
                                      niezauważalnie,po cichu i bez jakichkolwiek objawów uzależnienia.Jest to
                                      mechanizm podobny do działania hipnozy,po której podświadomie robimy
                                      rzeczy,których przed seansem hipnotycznym nigdy nie robiliśmy i robić nie
                                      zamierzaliśmy.Nagle mamy ochotę na potrawy,których nigdy nie jedliśmy, muzykę,
                                      której nigdy nie słuchaliśmy,alkohol,którego nie lubiliśmy, rozmowy o
                                      sprawach,które całe życie trzymaliśmy głęboko schowane w zakamarkach duszy,oraz
                                      seks w wariantach których nigdy dotąd jeszcze nie wypróbowaliśmy.Objawy
                                      zainfekowania Bydloleziami mogą być dość zróżnicowane,ale przynajmniej jedna ze
                                      zmian opisanych powyżej może świadczyć,iż w pobliżu nas czai się osobnik BL
                                      mający na celu opanowanie naszej jaźni,ciała,duszy i uczuć,aby nas potem już do
                                      końca naszego istnienia wykorzystywać...Osobniki BL dysponują prawdopodobnie
                                      niewykrytymi do tej pory przez naukę środkami otumaniania ofiar,które bezwolnie
                                      pozwalają narzucać sobie wolę osobników BL,żyjąc w błędnym przekonaniu,że ich
                                      decyzje i rozstrzygnięcia zostały podjęte przez nie osobiście.
                                      Fakt,że infekcja osobnikiem BL wcale nie boli,a przysparza niejednokrotnie
                                      miłych wrażeń,nie pomaga wcale w zwalczaniu tejże zarazy.Powiedziałbym nawet,że
                                      osoby poddane wpływom BL nie chcą się leczyć i sama nawet myśl o wydostaniu się
                                      spod wpływu osobnika BL wydaję im się do tego stopnia wstrętna
                                      i ohydna,że odganiają tego rodzaju myśli,jak wstrętną muchę latającą dookoła
                                      głowy,energicznie od siebie.
                                      Tak właśnie dokonuje się zawłaszczenie kolejnego ludzkiego, wolnego do tej pory
                                      fizycznie i mentalnie organizmu,przez podstępnego osobnika BL.
                                      Czy będziemy w stanie kiedykolwiek wyprodukować skuteczną szczepionkę przeciwko
                                      Bydloleziom?Czy uwolnimy się od tego globalnego niebezpieczeństwa
                                      podporządkowania się tym podstępnym,niewątpliwie inteligentnym bestiom w
                                      ludzkiej skórze,wykorzystującym bez wahania nasze słabości w zamian za parę
                                      cudownych chwil produkowanych przez BL w celu oswojenia organizmu ofiary?Czy też
                                      nasza cywilizacja skazana jest na zagładę i opanowanie przez osobniki BL,które
                                      od tej pory będą narzucać nam swoją wolę,a my bez wahania będziemy gotowi do
                                      skoczenia w zimną wodę lub ogień dla ich dobra?
                                      To pytanie,drodzy Państwo musi na razie pozostać bez odpowiedzi.Pomimo naszych
                                      wielokrotnych prób nie udało nam się jeszcze ująć do tej pory żadnego osobnika
                                      BL,na którym moglibyśmy przerowadzić nasze badania,prowadzące do wyprodukowania
                                      skutecznego antidotum.Tak więc apeluję tu do wszystkich,w szczególności mam na
                                      myśli kobiety,aby mieli oczy otwarte i byli wyczuleni na tych,którzy sprawiają
                                      wrażenie miłych,lojalnych i niosących bezinteresowną pomoc ludzi.Bo nigdy nie
                                      wiadomo,czy nie mamy właśnie do czynienia z osobnikiem BL,który podczas
                                      deszczowego jesiennego wieczoru zapuka nagle do naszych drzwi,w towarzystwie
                                      kogoś nam doskonale znanego,będącego już jednak w sieci BL,aby rozpocząć
                                      natychmiast usypianie naszej czujności i drenowanie naszej świadomości w celu
                                      zawładnięcia kolejną ofiarą.
                                      Chrońmy więc nasze dusze,uważajmy na serdeczne gesty,na cieplo oddawane bez
                                      wahania innym,bo to przyciąga Bydlolezie jak muchy do miodu,lub rekiny do krwi.A
                                      kiedy już te bestie zjawią się w naszym pobliżu,może być za późno na cokolwiek.
                                      Od tej chwili będziemy już tylko żywicielami pasożytniczej, niezbadanej dotąd
                                      przez naukę,lecz przecież istniejącej bestii,której udał się właśnie
                                      kolejny,zamaskowany atak na posiadającego jeszcze wiarę w ludzi,człowieka.
                                      Niechże ten krótki wykład będzie dla Państwa ostrzeżeniem
                                      i bodźcem do zachowania wzmożonej czujności.Bo licho nie śpi.
                                      A i Bydlolezie też niekoniecznie.

                                      THE END
                                      • leziox Poradnik Nr.4-Bankrut 06.04.10, 20:26
                                        Poradnik nr.4:Kiedy poznamy,że nie jesteśmy już biznesmenem,tylko bankrutem?

                                        W dobie ogólnego uprzemysławiania kraju i pojawiania się na scenie
                                        finansowo-przemysłowej wielu biznesmenów
                                        i nowobogackich, chcieliśmy tu przypomnieć starą amerykańską regułę,która
                                        mówi,iż każdy dziad może zostać milionerem,a każdy milioner dziadem.Aby więc
                                        pomóc milionerom i biznesmenom w zrozumieniu faktu,że właśnie przestali być
                                        zamożni i muszą się przerzucić z kawioru na kaszankę z kaszą
                                        gryczaną,przytaczamy pierwsze i ostatnie symptomy końca kariery.
                                        Biznesmenem przestaliśmy być wtedy,gdy:

                                        1.Po przyjściu do naszego zakładu pracy wszyscy zatrudnieni nie mówią nam jak
                                        zwykle z głębokim ukłonem:"Dzień dobry panie dyrektorze",tylko krzycząc coś o
                                        straceniu majątku całego życia poprzez inwestowanie w nasze akcje rzucają w nas
                                        zepsutymi pomidorami,zgniłymi jajami oraz innymi niemiłymi przedmiotami, również
                                        metalowymi
                                        2.Gdy nasza piękna sekretarka,pani Krysia,nie mająca dotychczas nic przeciwko
                                        małemu numerkowi na biurku czy fotokopiarce,doradza nam dzisiaj uprzejmie,aby
                                        zrobić to sobie samemu,w dodatku od tyłu i bez wazeliny
                                        3.Gdy kierownik urzędu skarbowego na nasz widok zielenieje
                                        w oczach i dostaje nagłej zapaści,a pozostali urzędnicy
                                        i urzędniczki masowo wyskakują przez okna,głośno przeklinając, bo nie chcą z
                                        nami mieć do czynienia od jakiegoś czasu,aby nie być podejrzanymi o współudział
                                        4.Wtedy,gdy komornik i spółka zabierają nam wszystkie maszyny,
                                        urządzenia,wyprodukowany towar,oraz cokolwiek należące jeszcze wczoraj do
                                        nas,marudząc w głos,że to i tak tylko 2 % naszego zadłużenia
                                        5.Gdy nasza sprywatyzowana przed paroma laty firma zamienia się z powrotem w
                                        zakład państwowy
                                        6.Wtedy,gdy wierzyciele zatruwają nam życie nawet w kiblu
                                        7.Kiedy w naszym mieszkaniu,zamiast na naszych drogich
                                        i nowoczesnych meblach musimy spać na steropianie wyniesionym z pobliskiej
                                        budowy,a nocą przykrywamy się egzemplarzem "Gazety Wyborczej",bo to duża i
                                        ciepła gazeta
                                        8.Gdy każdy bezdomny pies szczeka i wyje na nasz widok,ciesząc się
                                        jednocześnie,że nie jest w naszej skórze
                                        9.Wtedy,gdy nasza żona zaczyna się puszczać z pogardzanym przez nią do tej pory
                                        sąsiadem,który,choć biedniejszy,posiada meble,na których można spać
                                        10.Kiedy nasze eleganckie garnitury kupowane w Paryżu musieliśmy zamienić na
                                        wybrakowaną kufajkę drugiego gatunku zakupioną za ostatnie pieniądze od
                                        Rosjanina z kołchozu,do której otrzymaliśmy gratis walonki i szykowny beret z
                                        antenką
                                        11.Wtedy,gdy na obiad kierujemy się w stronę misji kościelnej,
                                        a gdy nas stamtąd pogonią,bo akurat nie spodobaliśmy się księdzu z
                                        twarzy,spożywamy wystawny,sześciodaniowy obiad
                                        z przystawką na miejskim wysypisku śmieci
                                        12.Kiedy nasi dotychczasowi tzw.serdeczni przyjaciele udają,że nas nie znają i
                                        nie widzą,a naszym jedynym prawdziwym kumplem jest pewien miły,czarny kot z
                                        pobliskiego śmietnika,który pozwala nam spać w jego rewirze po zarekwirowaniu
                                        naszego skromnego ośmiopokojowego mieszkania przez komornika
                                        13.Gdy wszyscy okoliczni włóczędzy,żebracy i pijacy na nasz widok dumnie
                                        podnoszą głowę,bo w porównaniu z nami są przynajmniej kimś
                                        14.Kiedy wszystkie możliwe służby porządkowe, wojskowe, wywiadowcze i inne bez
                                        przerwy depczą nam po piętach,usiłując wyjaśnić,gdzie właściwie podziały się
                                        firmowe miliardy
                                        15.Gdy poprzez naszą owocną działalność zaczyna się powoli rozpadać krajowy
                                        system pieniężny,a inflacja wzrasta o parę ładnych punktów
                                        16.Wtedy,gdy na pierwszej stronie ogólnokrajowej gazety
                                        i w wiadomościach wieczornych dziennika tv ukazuje się bardzo udane zdjęcie
                                        naszej twarzy w ujęciu z trzech stron,oraz bardzo wysoka suma nagrody za
                                        dostarczenie nas do najbliższego posterunku policji,nieważne,w jakim stanie
                                        17.Kiedy nasz cichy wyjazd z kraju drogą lądową nie bardzo się udaje,bo służba
                                        graniczna na nasz widok nie usiłuje nawet sprawdzać paszportu,tylko otwiera bez
                                        uprzedzenia ogień z broni maszynowej, krzycząc:-"To ten chuj!"-w wyniku czego
                                        musimy szukać schronienia w pobliskim lesie,jeszcze krajowym niestety
                                        18.Gdy ciemną deszczową nocą zmuszeni jesteśmy do wyjazdu kradzionym samochodem
                                        w tylko nam znane miejsce w lesie,aby przy akompaniamencie
                                        piorunów,błyskawic,ulewy i pohukiwania puszczyków wykopać cztery olbrzymie
                                        walizki,o których tylko my wiedzieliśmy,zawierające nasze drobne ubezpiecznie
                                        emerytalne,lub czarnogodzinne w obcej walucie
                                        19.Kiedy tej samej nocy przywłaszczoną z pobliskiego aeroklubu, którego byliśmy
                                        kiedyś poważanym członkiem,awionetką,przelatujemy kilka granic,10 cm nad
                                        wierzchołkami drzew,nie dając się wykryć radarom,a potem na pokładzie atomowej
                                        łodzi podwodnej,której kapitan jest naszym długoletnim przyjacielem,płyniemy na
                                        Kajmany,gdzie znajduje się nasza wakacyjna posiadłość,a kraj nie ma spisanej z
                                        naszą byłą ojczyzną umowy o ekstradycji.Tu odpoczywamy po trudach podróży,a
                                        nasza służba zajmuje się nami serdecznie, ciesząc się,że nareszcie właściciel
                                        będzie w domu trochę dlużej.

                                        Wszystkim byłym i przyszłym biznesmenom życzymy naturalnie wiele dobrego.
                                        THE END


                                        copyright by Leziox
                                        • leziox Re: Poradnik Nr.5-Piesek 16.04.10, 21:17
                                          Jak przeżyć...Poradnik nr.5:Jak poznać,że nasz piesek jest za gruby ?

                                          Miłośnicy psów i innych bydląt,zakochani w nich bez pamięci,nie zauważają
                                          czasem,że ich pupilek w miarę upływu czasu stał się właściwie już
                                          pupilem,grubym,tłustym i ciągnącym brzuch wraz
                                          z genitaliami po ziemi,w przypadku,jeśli to samiec.
                                          Różne mogą być przyczyny tego,iż zwierzę tyje-stress,brak dostatecznej ilości
                                          ruchu i seksu,bezrobocie pana i psa, znieczulenie alkoholowe właściciela
                                          itd.Zawsze jest to jednak nieobojętne dla zdrowia psychicznego i fizycznego
                                          naszego ulubieńca...Aby więc uczulić właścicieli piesków na niedolę ich
                                          biednego,wstrętnego i tłustego zwierzaka,stworzyliśmy część następną naszego
                                          pożytecznego poradnika,w której wyjaśnimy,jak można rozpoznać,że nasz piesek
                                          jest już za gruby.
                                          Nasz piesek jest za gruby wtedy,gdy:

                                          1.Zamiast w budzie,sypia w dolinie polodowcowej,leżącej zaraz koło naszego domu

                                          2.Kiedy podczas porannego ziewania nasz piesek łyka lodówkę, telewizor z
                                          wyświetlanymi właśnie mistrzostwami świata w piłce nożnej,szafę dwudrzwiową,a
                                          potem zamyka pysk,wyraźnie zapominając o wypluciu mebli

                                          3.Gdy na spacer musimy wyprowadzać go na lotnisko,bo
                                          w uliczkach osiedlowych często zakleszcza się między blokami,co
                                          naraża nas na niepotrzebne dyskusje z kierowcami,nie mogącymi wyjechać na miasto

                                          4.Wtedy,gdy podczas robienia zakupów,piesek,zamiast grzecznie czekać na nas
                                          przywiązany do zderzaka naszego samochodu ciezarowego marki Bielaz,wchodzi do
                                          sklepu wciągając za sobą auto,bo akurat w tym momencie poczuł się biedak samotny

                                          5.Kiedy nasz pupilek zjada przez cały dzień jakieś pół krowy,
                                          a potem wieczorem i tak wyje z głodu,nie dając spać wszystkim mieszkańcom
                                          40-tysięcznego osiedla

                                          6.Kiedy podczas safari w Afryce nasz piesek z upodobaniem rzuca się na słonie,a
                                          lwy spożywa jako przystawkę śniadaniową

                                          7.Gdy na jego widok najgroźniejsze psy obronne w nagłym ataku przerażenia
                                          rzucają się pod najbliższą przejeżdżającą ciężarówkę,
                                          tramwaj,lub autobus,aby nie męczyć się całe życie wspomnieniami

                                          8.Wtedy gdy obrożę musimy robić mu na zamówienie w rosyjskich zakładach
                                          zbrojeniowych na Uralu,które za ciężkie dolary przysyłają nam równie ciężką,za
                                          to bardzo gustowną obrożę wykonaną z gąsienicy czołgu T-72

                                          9.Gdy radosne merdanie ogona pieska rozbija na parkingu samochody,wywraca znaki
                                          drogowe i rozwala sklepowe wystawy,
                                          a PZU się czepia

                                          10.Gdy jego szczekanie słychać w drugim województwie

                                          11.Wtedy,kiedy ciągnięci przez niego w radosnym biegu zatrzymujemy się dopiero w
                                          Hiszpanii na wybrzeżu morskim,bo nasz piesek bardzo nie lubi się kąpać

                                          12.Kiedy w przypływie nagłej sympatii pupilek liże nas po twarzy,w wyniku czego
                                          wypadamy z okna razem z szybą antywłamaniową,futrynami,oraz kratą z kutego
                                          metalu,lądując
                                          w pobliskim ogródku jordanowskim,gdzie wszystkie miejscowe chlory zajmują się
                                          nami troskliwie

                                          13.Gdy nasz spragniony piesek jednym łykiem wypija całą wodę ze stawu w
                                          parku,mimowolnie zagryzając kaczkami

                                          14.Kiedy wszyscy nasi sąsiedzi mieszkający w promieniu 5 km wyprowadzili się
                                          nagle,ciemną nocą,bez podania przyczyn oraz adresu kontaktowego

                                          15.Wtedy,gdy na całym świecie nie można znaleźć za żadne pieniądze
                                          weterynarza,który z własnej woli,bez przystawionej do głowy lufy pistoletu
                                          chciałby naszego pieska zaszczepić i dopiero sprowadzonemu z Japonii lekarzowi
                                          udaje się w samobójczym nalocie awionetką wykonać pożądany zastrzyk

                                          16.Gdy nasz piesek podczas pogoni za kotem uszkadza lub całkowicie niszczy 250
                                          drzwi wejściowych do piwnic i klatek schodowych,410 okienek piwnicznych,10
                                          policyjnych radiowozów,14 wind,800 parkomatów,2 autobusy miejskie,
                                          16 samochodów z hyclami,670 ławek,oraz demoluje osiedlową kotłownię,a my
                                          ogłaszamy niewypłacalność

                                          17.Wtedy gdy wszystkie mosty w mieście zostały poprzez ekstremalną wagę naszego
                                          pieska poważnie uszkodzone,lub zniszczone,a w mieście ogłoszono stan
                                          wyjątkowy,zamykając miasto dla wycieczek,urzędników skarbowych,oraz innych
                                          niepożądanych elementów mogących zaszkodzić zdrowiu psychicznemu zwierzaczka

                                          18.Wtedy,kiedy nasz piesek jest widoczny gołym okiem nie tylko ze stacji
                                          orbitalnej,ale też z kilku okolicznych planet,a mieszkańcy Marsa składają
                                          protest,bo również ich budzi w nocy wycie psa

                                          19.Gdy podczas niespodziewanej próby przekroczenia przez naszego pieska
                                          niestrzeżonego przejazdu kolejowego dochodzi do zderzenia zwierzątka z pociągiem
                                          towarowym,a skutki wykolejenia muszą być usuwane przez parę dni,oczywiście przez
                                          PKP,a nie weterynarza,który nie był piesku nawet potrzebny

                                          20.Wtedy,gdy zaczynamy na ulicy żebrać na jedzenie dla naszego zwierzaka,bo sami
                                          nie jesteśmy już na karmę zarobić.
                                          Do schroniska dla zwierząt nie możemy go oddać,zwłaszcza że żadne schronisko nie
                                          dysponuje klatką o wielkości hangaru dla
                                          10 strategicznych bombowców B-52

                                          21.Gdy nasz zwierzaczek zamiast rzuconego mu do aportowania kija wraca do nas ze
                                          150-letnią jodłą w zębach,a gdy akurat drzewka mu się znudzą,to przynosi
                                          małolitrażowy samochód typu Cinquecento lub większy,często jeszcze z kierowcą w
                                          środku

                                          22.Kiedy kupę zrobioną przez naszego pieska MPO usuwa dopiero po 15 godzinach
                                          wytężonej pracy 4 zespołów,dysponujących
                                          nowoczesnymi koparkami,spychaczami,oraz sporą flotą wspomnanych,wielkich
                                          ciężarówek marki Biełaz.
                                          Właścicielom psów przesyłamy nasze gromkie hau,hau!

                                          THE END

                                          • leziox Brzydkie Kaczátko part.1 16.04.10, 21:20
                                            Brzydkie kaczątko


                                            Nie za górami i nie za lasami to było,jak w bajkach,tylko u nas,
                                            we wsi.W ciemnej,bagnistej dolinie,gdzie nikt z dorosłych nigdy nie zaglądał,bo
                                            nie było po co,wszędobylskie dzieci znalazły pewnego dnia jajko.
                                            Leżało ono głęboko zagrzebane w torfie i trzeba było sporo się natrudzić,aby bez
                                            uszkodzeń wyciągnąć je na wierzch.
                                            Jajo było bardzo duże,chyba jeszcze większe od strusiego.
                                            Tak naprawdę,to strusia nikt ci u nas nie widywał,ani też innej kanalii,co
                                            takowe jajko znieść mogła.A smoki,to już dawno przez kłusowników wytępione
                                            były,więc i ta możliwość pod uwagę nie była brana.Same dzieci,pomijając jaja
                                            kurze i kacze w życiu nie widziały jeszcze takiego eksponatu,płonąc więc z
                                            ciekawości zabrały znalezisko ze sobą,aby zapytać rodziców o jego możliwe
                                            pochodzenie.Jednak ku dzieci rozczarowaniu nikt z dorosłych nie umiał nic
                                            rozsądnego powiedzieć na temat,jaki to też ptak znosić może takie wielkie
                                            jaja.To ostatnie wyglądało notabene nie za bardzo świeżo…
                                            Gdyby ktoś się uparł,mógłby twierdzić,że przeleżało ono w torfie co najmniej
                                            parę milionów lat,albo i więcej,żeby już się tam
                                            z datami nie spierać...
                                            Dzieci marudziły strasznie,aby spróbować,czy przypadkiem z jaja coś się nie
                                            wykluje.Dla zabawy i świętego spokoju dorośli zgodzili się wreszcie na
                                            propozycję milusińskich.Na podwórku złapano więc jedną z wałęsających się tam
                                            bez specjalnego pożytku kur, sadzając ją na wierzchu jajka,umieszczonego w skrzyni.
                                            Kura,zadowolona,że nie ucięto jej łba,na co już była właściwie
                                            przygotowana,dumnie nastroszyła piórka,zamieniając się
                                            w przyszłą mamusię,a dzieciaki musiały uzbroić się w cierpliwość.
                                            I czekano.Jeden tydzień,dwa,trzy.Po miesiącu siedząca nadal na jaju kura zaczęła
                                            wyglądać na wybitnie znudzoną,zastanawiając się tak prawdziwie po kurzemu,czy
                                            czasem nie lepiej jednak było położyć łeb pod topór,kończąc marną egzystencję w
                                            rosole
                                            z makaronem.Jajo nadal było całe i nic za cholerę nie zamierzało
                                            z niego wyłazić.Kiedy zaczęto już bardzo poważnie myśleć
                                            o przerwaniu eksperymentu,jajo,jakby przestraszone zapowiedziami o rychłym
                                            wyrzuceniu go do śmieci,poruszyło się.
                                            A potem z trzaskiem pękło.W skorupach coś się mozolnie ruszało, usiłując
                                            niezdarnie wygrzebać się na światło dzienne.Wreszcie wylazło,mogąc się w całej
                                            okazałości pokazać światu.
                                            Efekt był piorunujący.Wszyscy,którzy na wieść o tym,iż jajo pęka, zbiegli się do
                                            izby,aby popatrzeć na istotę akurat się wykluwającą, na chwilę zaniemówili.A
                                            potem,jak jeden mąż ryknęli głośnym
                                            śmiechem.Pisklę,ledwo jeszcze stojące na trzęsących się chudych
                                            nóżkach, było tak brzydkie,że po prostu nie da się tego opisać.
                                            I przy okazji w tej całej swojej brzydocie potwornie śmieszne. Słońce,tego dnia
                                            mocno prażące szybko zakryło się chmurami,aby nie zwariować. Pies zawył,wbijając
                                            się z hukiem do budy,a kot wyskoczył przez zamknięte okno razem z szybami.Kiedy
                                            ludziska już się naśmiali do woli,przystąpili szybko do zaimprowizowanej narady
                                            na temat,co to takiego może być.Pisklę nie wyglądało wcale,jak kura,gęś,czy
                                            kaczka,ani jakikolwiek inny,znany drób.
                                            Z braku pomysłów ludzie stwierdzili,że trzeba po prostu zaczekać jakiś czas,aby
                                            zobaczyć,co z tego wyrośnie.I przy tym zostało...
                                            XXXXX
                                            Dni i tygodnie mijały jak z bicza trzasł.Pracowano ciężko i dużo, wiejskie życie
                                            nie dawało zbyt wiele okazji do odpoczynku.
                                            Pisklę,pozostawione w spokoju,regularnie i obficie się odżywiało,systematycznie
                                            rosnąc i piszcząc coraz donośniej
                                            i coraz grubiej.Może było nawet nieco zestressowane faktem,że każda żyjąca na
                                            wsi istota na swój indywidualny sposób z niego się śmiała,ale prawdę
                                            powiedziawszy-było z czego.
                                            Chociaż pierwsza fala ciekawości już opadła,to fale śmiechu nadal przetaczały
                                            się przez wieś na widok pisklaka.Gdy już dobrze podrośnięte pisklę wychodziło na
                                            swój przedziwny,codzienny obchód wsi,który zdążył już przejść do
                                            tradycji,wszyscy chichotali do rozpuku.Nawet ci,będący na codzień nieużytymi
                                            ponurakami, rozjaśniali swoje posępne oblicza na widok małego potworka, dzielnie
                                            tuptającego drogą.I chociaż ptak był o niebo brzydszy,niż straszydła występujące
                                            w najokropniejszych horrorach,nikt go
                                            z tego powodu nie prześladował i nie bił.Wręcz przeciwnie-każdy
                                            z mieszkańców naszej miejscowości był zadowolony,kiedy ptaszek chociaż na chwilę
                                            wpadał do jego obejścia.Gdy straszydełko pojawiało się na piaszczystej,wiejskiej
                                            drodze,można było być pewnym,że jest dokładnie godzina 8.00.
                                            Nikt nigdy nie zdołał rozwiązać zagadki,w jaki sposób ptak,nie posiadający
                                            przecież zegarka,tak doskonale orientuje się
                                            w czasie.A zwierzaczek,przejmując się mniej,niż ludzie,upływem godzin,kolędował
                                            od domu do domu,trzęsąc przy tym trójkątną główką osadzoną na długiej
                                            szyi,porośniętej białymi włoskami. Kłapał przy tym radośnie dziobem,większym,niż
                                            jego całe ciało
                                            i mrużył oczka z zadowolenia,kiedy go ludzie głaskali.Jeśli już
                                            o oczach mowa,to tylko one były u ptaszyska ładne,bo błękitne,jak toń jeziora.
                                            W tym całym zamieszaniu jakoś nikt nie zwrócił specjalnej uwagi na fakt,iż
                                            ptaszek uparcie bojkotuje podsuwane mu mleko
                                            z kluskami,walczy natomiast bardzo zażarcie z wiejskimi kundlami o
                                            najdrobniejszy kawałek mięsnych resztek,wyrzucanych po obiedzie.Po pewnym czasie
                                            psy zaczęły na sam widok ptaszka dobrowolnie rezygnować z walki,bo jego wielki
                                            dziób stał się jeszcze większy i twardszy,niż był,nie warto więc było z nim się
                                            kłócić.Dni oczywiście mijały nadal,nie zatrzymując się ani na chwilę.Nasz mały
                                            bohater przeobrażał się powoli w większy egzemplarz,nadal był jednak śmieszny i
                                            brzydki.
                                            Dzisiaj już nikt nie umie powiedzieć,kto właściwie i kiedy nadał dla ptaka
                                            imię.Albowiem od paru tygodni mieszkańcy wsi nazywali go Wacusiem,a on wydawał
                                            się swoje imię akceptować,doskonale rozumiejąc,że to o nim mowa.Inteligencją
                                            przerastał Wacuś notabene wszystkie zwierzęta oborowe i podwórkowe razem
                                            wzięte.Parę osób twierdziło po cichu,że wiecznie zapici w trupa niektórzy
                                            gospodarze znajdują się nawet na znacznie niższym poziomie rozwoju
                                            intelektualnego,niż ptaszydło.Mówiąc o alkoholu trzeba wspomnieć,że Wacuś też
                                            nie był ci tam jakimś zapyziałym abstynentem,bo z dziwnym upodobaniem popijał
                                            sobie piwko,do którego namówił go kiedyś żartem gospodarz,służący za Wacusia
                                            przybraną rodzinę.Że było to działanie na własną zgubę,miał się gospodarz
                                            przekonać już wkrótce,gdy zmuszony był do przerywania swoich codziennych
                                            czynności,aby lecieć do pobliskiego sklepu po piwo,którym można byłoby zamknąć
                                            wacusiowy dziób.Gdy przez nieuwagę piwka w domu zabrakło, ptaszydło zaczynało
                                            głośno protestować,tarzając się po podwórku, wyjąc i tupiąc cały boży dzień,co
                                            nawet dla najspokojniejszych ludzi było nie do wytrzymania.Tylko sąsiedzi przy
                                            kielichu dokuczali gospodarzowi,pytając,czy już kupił piwo,bo zaraz jego
                                            przybrane dziecko koncercik wokalny rozpocznie z głodu...
                                            Ale istniały we wsi też poważniejsze problemy,niż tylko wyjący
                                            z braku piwka Wacuś.Jednym z tych kłopotów był wielki lis-rabuś, grasujący w
                                            okolicy.Pustoszył on kurniki,nie tylko kradnąc drób, ale mordując wszystkie inne
                                            kury,których nie mógł ze sobą zabrać. Nie pomagały wymyślne pułapki,czy
                                            zamienianie kurników
                                            w warowne fortece.Szczucie psami miało charakter jedynie reklamowy,bo z każdej
                                            pogoni za lisem wracały psy ciężko poranione,wyjąc z bólu i bezsilnej złości.Lis
                                            był nadzwyczaj wyrośnięty i silny,za silny dla wiejskich kundli.Powoli zaczęto
                                            już myśleć o społecznej zrzutce pieniędzy na oddziałek myśliwych, którzy mogliby
                                            z rudą kitą zrobić porządek.
                                            Zanim jednak do tego doszło,wydarzyło się coś,co na długo pozostało w ludzkiej
                                            pamięci.Pewnego dnia na podwórku gospodarza,gdzie urzędował Wacuś,wybuchł
                                            okropny harmider.
                                            Epicentrum hałasu znajdowało się dokładnie w kurniku,a jego przyczyna była
                                            więcej,niż oczywista.Lis!
                                            • leziox Re: Brzydkie Kaczátko part.2 16.04.10, 21:21
                                              W parę sekund rodzina gospodarza zbiegła się z tym,co kto zdążył w pośpiechu w
                                              rękę chwycić.Ryżego rabusia osaczono w ogrodzie,skąd,jak się wydawało,nie było
                                              już dla niego wyjścia,a przynajmniej tak to wyglądało.Dwa kundle zostały szybko
                                              wyeliminowane z walki
                                              z powodu powikłanych ran.Kije i widły nie pomagały.Jak
                                              prawdziwy kamikadze bronił się lis bohatersko,uchylając się od
                                              ciosów i odgryzając z nawiązką,jakby miał w żyłach co najmniej wilczą,a nie
                                              lisią krew.Nagle lis trafił na obluzowaną deskę
                                              w płocie,szybko pojmując,że oto nadarza się szansa ucieczki.
                                              Kilkakrotne uderzenie ciałem w drewno otworzyło mu drogę na wolność.Jednak jego
                                              chorobliwa ambicja nie pozwalała mu tak po prostu uciec,wracając do lasu bez
                                              łupu.Rabuś wpadł więc na podwórko,gdzie akurat włóczył się Wacuś,szukając czegoś
                                              rozsądnego do zjedzenia.Lis bez wahania rzucił się na wiejską maskotkę,dziwiąc
                                              się trochę w przelocie,co to takiego może być.
                                              Ale ptak był ptakiem.Dorośli z zaciśniętymi na widłach rękami biegli
                                              szybko,chcąc ocalić straszydło,dzieci zaczęły płakać ze strachu o swojego
                                              ulubieńca,ale wyglądało na to,że jest już za późno.Lis właśnie dopadł ptaka i
                                              już nic nie mogło go uratować...
                                              Twardy,jak hartowana stal dziób Wacusia przejechał po lisich żebrach,łamiąc je
                                              jak zapałki,zgruchotał dwie łapy,po czym rozbijając lisią czaszkę,zakończył
                                              walkę po paru sekundach. Później ptaszydło,dumnie wyprostowane,odeszło w
                                              kierunku stawu,aby umyć dziób.Smak lisiej krwi wyjątkowo nie przypadł Wacusiowi
                                              do gustu.Nie trzeba chyba dodawać,że radykalne załatwienie lisiego problemu
                                              przez Wacusia stało się nie lada jaką sensacją we wsi i okolicach.Nikt już się z
                                              niego nie nabijał,
                                              a hołubiony i dokarmiany bez ograniczeń mięskiem ptaszek wyrósł jak na
                                              drożdżach,osiągając rozmiary zakodowane w genach
                                              i zamienił się w dorosłego osobnika.Rozpinając skrzydła zasłaniał pół stodoły,a
                                              kłapanie dzioba,obwieszczające jego szampański humor słyszane było w pięciu
                                              innych wsiach.Ptaszydło nadal specjalną urodą nie grzeszyło,ale to mu nawet
                                              jakby pasowało.
                                              A zresztą,kto powiedział,że ulubiona maskotka musi być zaraz ładna?W
                                              międzyczasie Wacuś z niejaką trudnością nauczył się latać i jak ma ochotę,to
                                              krąży nad wsią,w czasie żniw zapewniając spory kawałek cienia.Od wielu już
                                              miesięcy nikt w bliższej
                                              i dalszej okolicy nie zauważył lisa,kuny,czy borsuka,a i wioskowi złodzieje
                                              dziwnym trafem nie pojawiają się już wcale.Dzieci są dawno zakochane w naszym
                                              straszydle,a i Wacuś chętnie dokazuje
                                              z nimi,bo ma,jak się okazało,spokojny i wesoły charakter.
                                              Ptaszydło stanowi też niebywałą arakcję dla zagranicznych turystów,których co
                                              roku przybywa coraz więcej.Zostawiają oni
                                              u nas naturalnie masę dewiz,co sprawia,że gospodarze nie płaszczą się już więcej
                                              przed prezesem banku spółdzielczego,aby otrzymać kredyt,tylko kasują forsę za
                                              noclegi,zdrowe wyżywienie
                                              i inne usługi.Wacuś do turystów szybko się przyzwyczaił,a ci go jeszcze
                                              dodatkowo obłaskawiają szynką z konserw,piwem
                                              w puszkach i parówkami wiedeńskimi.Na widok samochodu
                                              z zagraniczną rejestracją Wacuś zjawia się od razu,jakby miał wbudowany
                                              radar.Robi honorową rundę nad autem i wzbijając wielkie tumany
                                              kurzu,ląduje,ciekaw,kto tym razem zawitał.
                                              Nie przyzwyczajeni do tego kierowcy lądują z kolei czasami
                                              w rowie z przestrachu,ale potem sami z siebie i swoich miastowych lęków się
                                              śmieją,reperując samochód u kowala.
                                              Tydzień temu mieliśmy u nas chmarę Japończyków,którzy biegali
                                              za zwierzakiem naszym jak ze sraczką,narobili chyba z milion zdjęć i krzyczeli
                                              głośno,zachwycając się ptaszkiem:
                                              -Godzilla!!!
                                              Jak go zwał,tak zwał,dla nas jest on po prostu Wacuś.
                                              Gospodarz,u którego Wacuś mieszka nadal,wybudował nowy dom
                                              z kwaterami dla przybyszów,a na pola jeździ sobie terenowym Nissanem diesel z
                                              klimatyzacją.
                                              Tylko naukowcy i inne podejrzane typki w białych fartuchach,co by chcieli na
                                              naszym ptaszku sobie poeksperymentować,nie są u nas we wsi lubiane i
                                              pożądane.Ale z tymi robimy krótki proces. Wiążemy ich w pęczek sznurkiem do
                                              snopowiązałki,a potem,przy głośnym aplauzie turystów,co też takich sadystów nie
                                              cierpią, wywozimy głęboko w puszczę,gdzie wszystkie ścieżki są do siebie podobne
                                              i bardzo ciężko stamtąd trafić do cywilizacji.W leśnej głuszy przecinamy im
                                              więzy i zostawiamy na łonie matki naszej natury,żeby na oczy
                                              przejrzeli,zaczynając w końcu żyć po bożemu.
                                              Dawny spokój we wsi wprawdzie minął przez te ciągłe wycieczki
                                              i turystów,bez przerwy ktoś przez ramię zagląda,nawet
                                              w wychodku,ale taka jest cena sławy.Wieś nam rozkwitła,biednych gospodarzy nie
                                              ma w ogóle,wszyscy są zadowoleni,a i Wacuś wyraźnie się cieszy z tylu nowych
                                              znajomych.
                                              I w taki oto sposób jedno jajko zmieniło życie nasze i naszej wsi.
                                              Że mieliśmy szczęście,ktoś powie?Być może.Ale jest to w pełni zrozumiałe.
                                              Ostatecznie,nie każda wieś,do której się trafi,posiada jako maskotkę
                                              żywego,oswojonego pterodaktyla.



                                              THE END
                                              Copyright by Leziox













                                          • leziox Przyszla wiosna wreszcie 28.04.10, 20:15
                                            Przyszła wiosna,co i widać
                                            Każdemu się wiosna przyda
                                            Zwłaszcza tym,co jeszcze mogą
                                            Chucią,palcem,albo nogą

                                            Widać to wokoło ślicznie
                                            Wszyscy drą się heroicznie
                                            Że by sobie podymali
                                            I płcie innych wyzyskali

                                            Gdzie nie spojrzysz,prężne członki
                                            Stoją w spodniach jak sikorki
                                            Wyjrzeć skłonne by tak zaraz
                                            Gdzie ta dziurka albo szpara

                                            Szparki także odświeżone
                                            Po co-jasne,wiedzą one
                                            Tylko razem z kutasikiem
                                            Pójdzie rozkosz już wężykiem

                                            Cóż udawać-sprawa prosta
                                            Szparka lubi w sobie chwosta
                                            Laska lubi tam zaś wchodzić
                                            Trzeba wszystko to pogodzić

                                            Wstyd?Kochani,trochę głupio
                                            Wszyscy w koło gdzieś się łupią
                                            Jeśli wstyd nie na wakacjach
                                            Pozostaje-masturbacja

                                            Więc w efekcie tej zabawy
                                            Mamy takie różne sprawy
                                            Zakochania straszne dzieje
                                            Ale pysk się jakoś śmieje

                                            Niech nam żyje więc dymanko
                                            Po nim może być śniadanko
                                            W nocy dawać tak po zaworach
                                            I poprawić gdy świt z dwora

                                            Życząc tutaj wam orgazmów
                                            I tysięcy szczęścia spazmów
                                            Pozostaję uniżenie...
                                            Idac zaraz-na pieprzenie.

                                            The End
                                            Copyright by Leziox
                                            • leziox Z pamietnika alkoholika 22.05.10, 13:55
                                              Z pamiętnika alkoholika



                                              1.01.
                                              Łeb,wielki jak dynia,chwiejący się na długiej, wychudzonej szyi pęka z
                                              bólu,spowodowanego sylwestrowym kacem i usiłuje wymyślić sposób zdobycia wódki
                                              na klina.Przeklęty sylwester. Przyszli,dali wypić i poszli.Nie wiem,jak
                                              zwykle,kto to właściwie był,ale ważne,że przynieśli gorzałę.Do mnie przychodzi
                                              prawie codziennie sporo nieznajomych ludzi,bo mają metę do wypicia,
                                              a po co mają gdzieś się w piwnicy,albo katuchu dekować, zwłaszcza,jak pada.U
                                              mnie drzwi zawsze otwarte,bo zamków brakuje,ktoś chyba sobie je kiedyś wziął,bo
                                              potrzebował.
                                              Ale wszyscy przybysze są właściwie dość mili i nawet za często nie odlewają się
                                              w przedpokoju.A za alkohol wszystko bym oddał, jakbym oczywiście cokolwiek
                                              posiadał. Właśnie,alkohol.Jak długo bez ciebie będę mógł jeszcze wytrzymać,skoro
                                              sylwester nie zdarza się codziennie?
                                              3.01.
                                              Dzisiejszy dzień spędziłem na intensywnym przeszukiwaniu śmietników,gdzie
                                              poniewiera się pełno butelek po sylwestrowej zabawie.I z każdej dało się jeszcze
                                              parę pozostałych na dnie
                                              kropelek wycisnąć.Po przejrzeniu wszystkich katuchów na osiedlu udało mi się
                                              dość porządnie upić.Zagrychy też w pojemnikach nie brakowało,więc ucztę miałem
                                              wspaniałą.Wolę o jutrze nie myśleć,bo forsy nie ma,a kraść nie będę.Prawda,może
                                              ja i łajza,
                                              to jednak honorowa i nikt mnie złodziejem nazwać nie może.
                                              5.01.
                                              Wesoła przygoda mnie się dzisiaj przytrafiła.Moje rozmyślania na temat
                                              możliwości zdobycia czegoś z procentami przerwało wejście jakiejś nieznanej mi
                                              kobiety, która podawała się za moją dziewczynę.Jeśli tak mówiła,to pewnie się i
                                              zgadzało,no bo przecież obca baba do mnie by nie przyszła.Przyniosła mi
                                              w prezencie dezodorant,a potem zaczęła mnie napastować seksualnie.Ale że ja te
                                              rzeczy już dawno przestałem robić i nie mam na to ochoty,nic z jej zamiarów nie
                                              wyszło,co potwornie ją wkurzyło.Wrzasnęła tylko:-Cholerny impotent!-po czym
                                              bardzo brzydko klnąc,wybiegła z mieszkania.Zaraz potem usłyszałem na klatce
                                              głuchy łomot.Bidulka,spadła z tej całej złości ze schodów na ryja.Od lat jestem
                                              zdania,że seks grozi wypadkami,chorobami
                                              i innym nieszczęściem,np.alimentami.Poza tym,nawet gdybym jeszcze mógł z
                                              panienkami flirtować,to tylko za dezodorant może się taka jedna z drugą sama
                                              wygrzać,albo ze świecą, ostatecznie, nie jestem taki tani.Ale w końcu dezodorant
                                              się jednak przydał,nie powiem.Pije się to bardzo lekko i bez wysiłku. Wystarczy
                                              zbliżyć pojemnik do ust,a spirytusik zmieszany z kosmetykiem po naciśnięciu
                                              guziczka leci do żołądka jak wody Niagary.Przy okazji odświeża dech i
                                              samopoczucie. Ciekawe,czy nie mam jeszcze paru zapomnianych dziewczyn.Jeśli
                                              tak,na pewno je zaproszę,tylko muszę sobie przypomnieć,jak je znaleźć.Bo żadnymi
                                              adresami nie dysponuję,nic nie jest zanotowane.Może same się zgloszą.
                                              7.01.
                                              Kac morderca,oraz ślinotok.
                                              8.01.
                                              Brak wszystkiego,ciężka depresja,drgawki i konwulsje.
                                              9.01.
                                              Potrzeba jest matką wynalazku.Za parę groszy wyproszonych od litościwych ludzi
                                              na ulicy kupiłem w kiosku wodę brzozową,która zresztą wcale nie jest taka
                                              ohydna,jak twierdzą ci burżuje,co ich stać na wino owocowe.Zresztą pachnie o
                                              niebo lepiej podczas konsumpcji,niż bełt i zdrowa jest na włosy.No i tania.
                                              Spece od walki z alkoholizmem najwyraźniej zapomnieli o tym rarytasie.
                                              Kto wie,może są jeszcze lepsze rzeczy i tak samo tanie?Muszę jutro zrobić obchód
                                              sklepów chemicznych i gospodarstwa domowego.
                                              10.01.
                                              Gdybym wcześniej wiedział,ile w sklepach chemicznych stoi dobra
                                              wszelakiego,nigdy nie poniżyłbym się do wizyty w monopolu. Autovidol w 10
                                              kolorach i smakach,różnego rodzaju płyny hamulcowe,do mycia szyb i naczyń,a
                                              także różne mieszanki
                                              i koktaile,nie mówiąc już o boskim,świeżym denaturacie.
                                              Nawet ciekawostki w proszku do rozpuszczania w wodzie też są.Coś wspaniałego dla
                                              smakosza.Urządziłem sobie ucztę Lukullusa.Przy okazji odkryłem też bardzo
                                              interesującą właściwość płynu hamulcowego.Mianowicie ma on dość gęstą
                                              konsystencję,prawie jak żel.Na pewno nikt o tym nie wie,ale na kaszel jest
                                              lepszy,niż jakikolwiek znany mi syrop.Od paru dni męczył mnie jakiś koklusz,czy
                                              inna cholera,a po szklaneczce płynu hamulcowego minęło wszystko,jak ręką odjął.I
                                              nawet chrypki już nie mam,oddycha się lepiej i w ogóle gicio jest.
                                              12.01.
                                              Ależ dałem w palnik!Czegoś tak potwornie piekielnego nie piłem chyba jeszcze
                                              nigdy w życiu.Znajoma sprzątaczka,co też wiecznie potrzebuje wypitki,przyniosła
                                              flachę lizolu,który rozcieńczyliśmy
                                              z wodą mineralną i na miejscu wychlaliśmy.Zagryzaliśmy białymi kostkami do
                                              dezynfekcji toalet,smakowało jak orzeszki ziemne. Sprzątaczka chyba przez to
                                              wszystko wyparowała,bo na jej miejscu,tam gdzie siedziała,został na ścianie
                                              tylko wielki cień,co wygląda jak obrazek z Hiroszimy.Tym razem spałem wyjątkowo
                                              dobrze i miałem nawet parę kolorowych snów.Muszę zapytać jakiegoś
                                              chemika,dlaczego po spożyciu lizolu z uszu bucha gęsty dym,a język zaczyna się
                                              żarzyć.
                                              14.01.
                                              Rano w kuchni zastałem moją własną wątrobę,która akurat robiła sobie na kaca
                                              kąpiel w roztworze aspiryny.Za nic nie chciała wrócić do mnie z
                                              powrotem.Mówiła,że już lepiej odda się psom na pożarcie.Dopiero po paru małych
                                              kielonkach i zapewnieniach,że nigdy więcej lizolu,udało mi się ją
                                              przebłagać,żeby weszła
                                              z powrotem do jamy brzusznej.Z pewnymi oporami,ale w końcu uległa i teraz znowu
                                              jest na swoim miejscu.
                                              15.01.
                                              Morda sfilcowana,nieogolona i ogólny kołowrót w mózgu,czy chcę czy
                                              nie.Jęzor,sztywny jak kołek,bełkoce z uporem tylko trzy słowa:
                                              -Dajcie mi klina,dajcie mi klina!
                                              Ale nie ma w pobliżu żadnej dobrej duszy,która podważyłlaby nożem zaciśnięte
                                              zęby i wlała do gęby coś,co chociaż pachniałoby procentami,skracając moje
                                              męki.Trzęsie mnie delirium,jak zwykle,gdy do picia nie ma nic.
                                              17.01.
                                              Białe robactwo jakieś biega po ścianach,suficie i po mnie też,takie to
                                              wytrzymałe,że nie daje się w ogóle ubić.W południe przebiegł
                                              z tupotem przez kuchnię biały słoń,a za nim stado nosorożców. Muszę opieprzyć
                                              dozorcę,że tałatajstwo po domu biega,a on nawet trutki na klatce nie wykłada.
                                              18.01.
                                              Jakiś idiota w telewizji krzyczy głośno,aby zlikwidować pijaństwo
                                              i alkoholizm.To tak,jakby ktoś nawoływał do tego,żeby i mnie
                                              zlikwidować.Owszem,likwidujcie sobie wszystko,ale bez mojego udziału.Na znak
                                              protestu wypiłem 3 sety Krakusa.Flaszkę znalazłem wczoraj na klatce
                                              schodowej.Widocznie jakiś pijak zgubił ją w drodze do domu.Aż cud,że się nie
                                              stłukła.Co za elementy po tej naszej klatce schodowej chodzą...
                                              20.01.
                                              Ostatnio przeżywam inwazję białych myszy.Rozmnożyły się
                                              w wielkie stada i włóczą się teraz po mieszkaniu.Łażą po suficie,
                                              żyrandolu,można je znaleźć w kiblu i koszu na śmieci,oraz we wszytkich
                                              pozostałych miejscach.Ci,co mnie odwiedzają,aby na chacie wypić
                                              flaszkę,twierdzą,że nie widzą żadnych myszy,ale ja wiem,że oni mówią tak
                                              specjalnie,żeby mnie nie martwić.
                                              Próbowałem je wytępić,strzelając do nich z dziadkowej dubeltówki,ale one chyba
                                              noszą kamizelki kuloodporne,bo żadna
                                              z nich nie spadła.Wreszcie skończyła mi się amunicja,sąsiedzi
                                              przestali uciekać na łeb,na szyję z budynku,a myszy,jak były,tak są.Nikt z
                                              sąsiadów na razie o strzelaninie nie wspomniał nawet słówkiem,może już
                                              zapomnieli.Chyba muszę skombinować gdzieś kota,niech weźmie się za te gryzonie.
                                              23.01.
                                              Kot przyszedł dzisiaj sam,wciskając się przez szparę pod drzwiami,która ma
                                              najwyżej 1 cm.Ale nie zdziwiłem się za bardzo,bo wiem,że koty,to zwinne
                                              zwierzaki.Kot jest,podobnie,jak myszy,biały.Nosi na szyi wielką
                                              pacyfę,niestety,okazało się,że to chyba jego znak firmowy,a kot jest
                                              pacyfista.Znaczy się, najwyraźniej nie leży w jego naturze polowanie na myszy.Za
                                              to bawi się z nimi,dokazując i radośnie miaucząc.Oprócz kota przyszły jeszcze
                                              białe mrówki,tarantule i szkodniki ogrodowe.
                                              • leziox Re: Z pamietnika alkoholika Part 2 22.05.10, 13:57
                                                24.01.
                                                Wyję głośno na cały blok,bo znowu nic nie ma do picia.Tak mną rzuca,że odbijam
                                                się jak piłka raz od sufitu,raz od podłogi. Współlokatorzy nie wiedzą,co mają ze
                                                mną zrobić,bo nikt nie jest mnie w stanie eksmitować.Mieszkanie to jeszcze za
                                                dobrych czasów wykupiłem bowiem na własność.Zawiadomiona przez sąsiadów policja
                                                przyjechała tylko raz.Zajrzawszy do mojego mieszkania funkcjonariusze roześmieli
                                                się w głos i zaraz wyszli, kiedy prosiłem ich o usunięcie białych zwierząt z
                                                domu.Zebranym obok moich drzwi sąsiadom powiedzieli,żeby już im więcej nie
                                                zawracali głowy,bo oni mają poważniejsze sprawy do załatwienia.
                                                I że w końcu wlepią im kolegium,jak będą panów mundurowych bez potrzeby
                                                niepokoić.A co.Porządek musi być.
                                                25.01.
                                                Wyję nadal.W przerwach szlocham lub wrzeszczę.
                                                26.01.
                                                Sąsiedzi,nie mogąc dalej słuchać moich potępieńczych wrzasków, złożyli się na
                                                litra,żeby chociaż jedną noc w tygodniu spokojnie przespać.I chyba im się to
                                                udało,a ja po raz pierwszy od długiego czasu byłem szczęśliwy.
                                                28.01.
                                                Dzisiaj przez szparę pod drzwiami wlazł wielki biały pies, dołączając do
                                                zwierzęcego towarzystwa buszującego po pokojach.
                                                Przyznam,iż trochę mnie dziwi fakt,że do tej pory wspomniane zwierzaki nic nie
                                                stłukły i nie rozbiły.I nawet nic nie chcą żreć, wykładane żarcie pozostaje nie
                                                ruszone.Jarosze jakie,czy co...
                                                31.01.
                                                Nie mogąc wytrzymać alkoholowego głodu,wysączyłem jednemu
                                                z sąsiadów ze zbiornika jego skutera paliwo.Choć trochę śmierdzące,da się pić,a
                                                oktany radośnie pobudzają całe ciało.
                                                Po południu słyszałem,jak sąsiad głośno wyzywał nieznanego sprawcę od ch,k i p.
                                                Mnie nie podejrzewają,bo kto wpadłby na to, że można pić benzynę?Ano
                                                właśnie,nikt!Martwi mnie tylko to,że zacząłem kraść.Ale lepsze to,niż się
                                                męczyć,albo i nie,sam już nie wiem.Taki ten cały świat zawikłany jest.
                                                1.02.
                                                Dopadłem dzisiaj wreszcie dozorcę.Ale nie w sprawie tego nosorożca,co znowu po
                                                kuchni biegał wczoraj,tylko w innej sprawie.Mianowicie po długiej obserwacji
                                                rozpoznałem w nim wreszcie doskonale zamaskowanego przybysza z kosmosu,
                                                działającego na szkodę ludzkości.Kto by przypuszczał,że w naszym spokojnym bloku
                                                taka pozaziemska łajza się zagnieździ i będzie zbierać informacje dla swoich
                                                zielonych kolesiów.Chcąc ocalić wszystkich Ziemian musiałem go obezwładnić i się
                                                na niego rzuciłem.Kosmiczne buty miał zamaskowane jako kalosze, skafander
                                                kosmiczny wyglądał jak szary płaszcz ortalionowy,zaś laser przypominał do
                                                złudzenia miotłę.Ale ja nie dałem się oszukać,naiwnych to niech sobie szuka na
                                                księżycach Saturna,czy gdzie indziej w dupie galaktyki.
                                                Trochę mnie siły zawiodły,bo dawno nie walczyłem,więc popuściłem deko,a
                                                dozorca,po wstaniu z chodnika i otrzepaniu się z błota oddalił się szybko w
                                                nieznane,wrzeszcząc,że on nie będzie
                                                w bloku pełnym psychopatów pracował.Nawet po naszemu gadać się nauczył,łachudra
                                                marsjańska.Teraz sobie myślę,że to chyba niedobrze,iż pozwoliłem rzekomemu
                                                dozorcy uciec.Gdybym go trochę w piwnicy przycisnął,przypalając stopki
                                                lutlampą,to na pewno by wyśpiewał,skąd jest i że przyleciał na zwiady od
                                                ufoludków. Następnym razem będę bardziej czujny,bo te łachudry potrafią się
                                                nieźle przebierać.
                                                4.02.
                                                Dzisiaj odwiedził mnie pan dzielnicowy.Powiedział,że mieszkańcy nadal skarżą się
                                                na zakłócanie przeze mnie spokoju na osiedlu, oraz nieprzestrzeganie ciszy
                                                nocnej.Jak go zapytałem,kto dokładnie się skarży i dodałem,że ja to mogę
                                                załatwić,bo mam siekierę w piwnicy,to powiedział,że nie może tego zdradzić,bo to
                                                tajemnica służbowa.Nawet kwacha nie chciał postawić.A jak jeszcze rzucił,że on
                                                mi mandat wypisuje za moje przewinienia, który muszę zapłacić w przeciągu 10
                                                dni,to już nie wytrzymałem
                                                i głośno rechocząc,przykryłem głowę kołdrą,zaraz zasypiając. Przyśniły mi się
                                                anioły z wielkimi skrzydłami,ubrane na niebiesko,co częstowały mnie najlepszymi
                                                na świecie
                                                trunkami,a ja piłem i piłem i piłem.Wszystko było oczywiście za
                                                darmo,lepiej,jeszcze mi płacili za chlanie w akordzie.Nie chciałem w ogóle się
                                                obudzić,tak piękny był ten sen,w wyniku czego przespałem 3 dni.Sąsiedzi byli
                                                pewnie zachwyceni.Nawet nie wiem,czy przez ten czas ktoś mnie odwiedzał.
                                                7.02.
                                                Jeszcze zima,a to bardzo przeszkadza w poszukiwaniu butelek,które mógłbym
                                                wymienić na złotówki,a potem na alkohol.Na razie mam fajną fuchę w pobliskim
                                                browarze. Odśnieżam plac wokół fabryki i wszystkie schody posypuję piachem,za co
                                                dostaję parę flaszek świeżutkiego piwa. Niestety,śnieg na razie nie pada i nie
                                                wiem,jak dlugo jeszcze będę mógł na browar liczyć. Ważne jednak,że zgromadziłem
                                                zapasik na parę dni,bo transportery z piwem stoją tam w wielkiej hali,gdzie pies
                                                z kulawą nogą nie zagląda.W razie kryzysu zawsze się podleczę trochę.
                                                15.02.
                                                Mam dzisiaj wesele.To znaczy nie moje,ale jakiś facet przyszedł
                                                i powiedział,że chce moją chałupę wynająć na dwa dni w celu przeprowadzenia w
                                                niej weselnej uczty.W zamian będę mógł pić
                                                i jeść ile wlezie,a na dodatek otrzymam jeszcze parę butelek gorzały.Kto by się
                                                nie zgodził?
                                                Co prawda,zakazano mi przychodzenia pod kościół w celu wiwatowania na cześć
                                                młodej pary,ale w mieszkaniu pozwolono mi zostać.Jakby kto pytał,miałem się
                                                podawać za wujka.Czyjego,to już nie powiedziano.Takie wydarzenia zawsze mnie
                                                wzruszają, zwłaszcza,gdy widzę przezroczyste butelki z wódką.Uczta weselna była
                                                przeze mnie widziana spod stołu,gdzie się zakwaterowałem, sącząc przydziałową
                                                gorzałę i oglądając całkiem niezłe nogi panny młodej,która do dzisiaj nie ma
                                                pojęcia o moim istnieniu.Samotnie wcale się nie czułem,bo co jakiś czas któryś z
                                                gości zamroczony alkoholem padał na ryja w pobliżu.A potem i tak wszystko
                                                rozpłynęło się w różowej mgle i więcej nie pamiętam nic.
                                                Po skończonej weselnej uroczystości pozostawiono u mnie dużo jedzenia,alkoholu i
                                                całą zastawę stołową,którą w razie głodu będę mógł wymienić na procenty.
                                                20.02.
                                                Przybył do mnie z wizytą pan komornik,chcący wyegzekwować zapłatę
                                                mandatu,wlepionego mi przez dzielnicowego,o czym praktycznie już
                                                zapomniałem.Najwyraźniej wstrząśnięty widokiem mojego mieszkania,pobladł nieco
                                                na twarzy,mrucząc pod nosem:
                                                -To potworne,nawet zwierzęta w zoo mają lepiej.Jak ja mam od pana ściągnąć
                                                pieniądze,kiedy dla pana potrzebna jest właściwie pomoc,a nie egzekwowanie
                                                należności.Po czym,bełkocąc coś tam jeszcze wyciągnął z własnej portmonetki parę
                                                groszy,kładąc to obok mojego barłogu i szybko wyszedł,nie usiłując niczego
                                                zająć.Zresztą jedyne rzeczy do zajęcia to 20-letni lampowy
                                                telewizor,którego nikt nie chce za cholerę kupić,oraz moje białe zwierzątka,ale
                                                tych najwyraźniej nie chciał,albo ich po prostu nie zauważył,bo one potrafią się
                                                tak dobrze maskować,że nikt poza mną ich nie widzi.Ciekawe,co on miał na
                                                myśli,mówiąc o jakiejś pomocy?Przecież się nie topię,a czuję się dobrze i tak
                                                samo mi
                                                w moim mieszkaniu dobrze.
                                                • leziox Re: Z pamietnika alkoholika Part 3 22.05.10, 13:58
                                                  23.02.
                                                  Przypadkiem wpadła mi w rękę gazeta codzienna,której nie wertowałem już od
                                                  lat.Jakoś tak,żeby oszukać alkoholowy głód, zacząłem oglądać obrazki,a potem
                                                  przypomniałem sobie o takiej czynności,jak czytanie.Nie zapomniałem.No i nawet
                                                  nie wiedziałem,że ustrój społeczny nam się zmienił i mamy już
                                                  kapitalizm.Musiałem przespać.Tak mną to wstrząsnęło,że pobiegłem na
                                                  ulicę,wyżebrałem parę groszy,lecz zamiast wydać to na buteleczkę spirytusu
                                                  salicylowego,który już podawała mi usłużna kioskarka,zaskoczyłem ją
                                                  niesamowicie,prosząc o całe naręcze gazet,które potem czytałem do wieczora.Sytuacja
                                                  w naszym kraju tak mnie zajęła,że nawet na picie nie znalazłem czasu.No i było o
                                                  czym czytać,oj było.Związek Radziecki się rozpadł całkiem.Niemcy się połączyły w
                                                  jedno państwo i już nie ma NRD,gdzie można było kupić gumowe miśki do jedzenia.A
                                                  czy miśki jeszcze są,to już nie napisali.Reagan nie jest prezydentem USA,tylko
                                                  niejaki Clinton,co całymi dniami gra na saksofonie,
                                                  a jak nie gra,to sekretarki napastuje seksualnie cygarami. Zastanawiam się,jak
                                                  to można jedno z drugim w całość złożyć.
                                                  A dolar to tak staniał,że nie kosztuje już 35.000 zł,tylko 4,20zł,
                                                  a jeszcze na dodatek mamy nowe pieniądze.Do tej pory jakoś nie zwróciłem na to
                                                  uwagi,ale jeśli człowiek zaopatruje się w jedzenie po śmietnikach i w stołówkach
                                                  studenckich,wyjadając resztki,to
                                                  i ceny jakby nie miały większego znaczenia.W Polsce nie mamy już sekretarzy
                                                  KC,tylko prezydenta,hahaha.Uśmiałem się trochę,bo całkiem niedawno prezydentem
                                                  był taki wąsaty facio.Ex-elektryk ze stoczni gdańskiej i on tak
                                                  sobie,wiecie,wziął i stał się głową państwa.Czyli od biedy ja też bym mógł
                                                  prezydentować jakby.
                                                  Poza tym w polityce nadal burdel,czy średniowiecze,czy współczesność,żrą się
                                                  nasi rodacy i gryzą o stołki,rozrabiają i tylko prywata ich obchodzi i dojście
                                                  do koryta,a nie los kraju,czyli chociaż pod tym względem panuje kilkusetletnia
                                                  stabilizacja.
                                                  Wyjaśniło się również,że ja nie jestem wcale ubogi,bo teraz to ludzi wyrzucają
                                                  na ulicę,jak czynszów nie płacą,a ja mam własnościowe mieszkanie,z którego nikt
                                                  na bruk mnie nie wywali. Sąsiedzi,widząc mnie na klatce trzeźwego,pytali
                                                  ciągle,co się dzieje,czy nic mi nie dolega,oraz czy nie jestem chory.Było paru
                                                  takich,co zaraz polecieli do kościoła się pomodlić,myśląc,że pewnie zbliża się
                                                  koniec świata,bom trzeźwy...Inni szybko powłączali telewizory,ale tam było to
                                                  samo,co zawsze.Więc nadal myślą
                                                  i myślą,co takiego mogło się ze mną stać.
                                                  Ha,co mogą wiadomości ze świata z człowiekiem zrobić...
                                                  Szok informacyjny był dla mnie tak ogromny,że z dnia na dzień przestałem
                                                  pić.Wprawdzie trzęsie mną jeszcze trochę,ale to można przełamać.I wiecie co?Może
                                                  to was zdziwi,ale wcale nie zamierzam staczać się dalej.Nie zostanę
                                                  złodziejem,rabusiem,ani ostatnią łajzą,kradnącą benzynę ze skutera.Od dzisiaj
                                                  zostaję politykiem.Ci przecież też piją ostro,więc zrozumiemy się.

                                                  THE END

                                                  • leziox Poradnik nr.6-kiedy trzeba sie pozbyc kota... 22.05.10, 14:02
                                                    Poradnik nr.6:Kiedy należy pozbyć się z domu
                                                    domowego kota?

                                                    Koty są zwierzątkami dość miłymi i lubianymi przez ludzi we wszystkich
                                                    kategoriach wiekowych,poczynając od uroczych zaślinionych niemowlaków poprzez
                                                    dzieci wąchające butapren i nastolatki jadące na amfetaminie na ludziach
                                                    starszych żyjących tylko z renty,albo różnorakiego pośrednictwa kończąc.Miłość
                                                    ta jest przez koty odwzajemniana w postaci burczenia, mruczenia, ocierania się o
                                                    różne części ciała i grzania kolan podczas oglądania telewizji.
                                                    Wśród całej tej miłej kociej ferajny zdarzają się jednak,co prawda
                                                    sporadycznie,osobniki posiadające czarny charakter,którego to charakteru nie
                                                    sposób zmienić na lepsze nawet przy pomocy kija do baseballa,czy cegły
                                                    dziurawki.Aby więc nie napytać sobie kłopotów ze strony aktywnych działaczy Ligi
                                                    Ochrony Zwierząt
                                                    z powodu bestialskiego zakatowania takiego spokrewnionego
                                                    z szatanem kota,należy bydlaka jak najszybciej z domu usunąć i to możliwie w
                                                    jednym kawałku.
                                                    Posiadanie wroga byłoby w tej sytuacji dobrą okazją,aby naszego kota mu
                                                    podarować,lub,co lepsze,pozostawić go na jego wycieraczce.W 99 % wszystkich
                                                    przypadków bezdomne zwierzę siedzące na wycieraczce zostaje przygarnięte przez
                                                    litościwych ludzi,mielibyśmy więc naszego kotka z głowy i na dodatek
                                                    uciechę,wiedząc,co naszego wroga oczekuje w najbliższej przyszłości.
                                                    Aby jednak nie skrzywdzić eksmisją niewinnego zwierzaka,a tylko rzeczywiście
                                                    zasługującego na to,podajemy poniżej szereg wskazówek mających na celu
                                                    rozpoznanie kociego czarnego charakteru,które pomogą nam w wykryciu i usunięciu
                                                    niewychowanego parszywca z naszego domu na zbity pysk.
                                                    Domowego kota należy pozbyć się z domu wtedy,gdy:

                                                    1.Podczas jedzenia obiadu nasz kotek wskakuje niespodziewanie prosto do stojącej
                                                    na stole wazy z zupą,przewraca ją na nas,
                                                    a potem porywając z talerza najlepszy kawałek befsztyka,znika gdzieś za
                                                    szafą,skąd wkrótce,sprzątając,słyszymy smakowite mlaskanie
                                                    2.Wtedy,kiedy z naszych eleganckich firan i zasłon kupionych za dewizy u
                                                    Harrodsa pozostały tylko powiewające w przeciągu żałosne strzępy i paski,bo nasz
                                                    kotek został w domu na całe
                                                    15 minut zupełnie sam.
                                                    3.Gdy w chwili słabości usiłujemy naszego kotka pogłaskać,a ten w ataku nagłego
                                                    szału drapie nasze ręce i nogi do mięsa,a potem efektownie tocząc pianę z
                                                    pyska,odlewa się do naszego telewizora kupionego za jedyne 5.000 Euro,który po
                                                    chwili eksploduje
                                                    4.Kiedy nasz dywan,przywieziony niedawno z Tybetu,został
                                                    w całości pokryty kocimi fekaliami,a oszczane i osrane mieszkanie cuchnie
                                                    tak,jak obora mieszcząca w swoim wnętrzu co najmniej 120 brudnych świń
                                                    5.Wtedy,gdy po pracowitym dniu kładziemy się wreszcie spać,
                                                    a kotek na spanie nie ma akurat ochoty.Zamiast tego,drze przez całą noc
                                                    pysk,głośno miaucząc i biegając po domu,tupie jak galopujący koń.Potem,uważając
                                                    się za jakąś odmianę latającego kociego samolotu wskakuje na umieszczone prawie
                                                    pod sufitem półki,zrzucając stamtąd cenną miśnieńską porcelanę z XVIII wieku
                                                    6.Gdy naszej dziewczynie musimy za własne pieniądze załatwiać za granicą
                                                    drogiego chirurga-plastyka,bo od czasu,gdy wzięła kotka na ręce,znajomi wyzywają
                                                    ją od córek Frankensteina
                                                    z powodu głębokich i powikłanych blizn ciągnących się przez całą twarz od lewego
                                                    do prawego ucha
                                                    7.Kiedy z powodu zamiłowania kota do gryzienia zostajemy całkowicie odcięci od
                                                    świata,nie działa nasz fax,komputer, telefon,nowy telewizor,radio,dzwonek u
                                                    drzwi,a wszystko mające wygląd przewodów zostało przegryzione przynajmniej
                                                    w 40 miejscach
                                                    8.Wtedy,gdy tapety wyglądają tak,jakby przed chwilą przebiegł przez mieszkanie
                                                    tyrannozaurus rex z filmu "Jurassic Park" Spielberga,ostrząc sobie na nich
                                                    zęby,a ślady kocich pazurów, chociaż może to głupio brzmi,widoczne są,nie
                                                    wiadomo dlaczego,nawet na suficie
                                                    9.Kiedy rano,zamiast spokojnie iść do pracy,musimy dzwonić po pogotowie,bo
                                                    naszemu kotu coś się w nocy przyśniło i zapewne tylko przez przypadek odgryzł
                                                    nam dwa palce u nogi
                                                    10.Gdy nasi sąsiedzi patrzą na nas dziwnie,a niektórzy nieśmiało pytają,czy mamy
                                                    w domu tygrysa,bo czasami słychać z naszego mieszkania odgłosy świadczące o
                                                    obecności tam jakiejś dzikiej bestii
                                                    11.Wtedy,gdy zakupiony przed dwoma dniami komplet wypoczynkowy z czerwonej skóry
                                                    za skromne 8.000$ musimy
                                                    w całości wyrzucić na śmietnik,bo akurat tam nasz kotek urządził sobie poligon
                                                    doświadczalny,na którym wypróbowywał siłę swoich zębów i pazurów
                                                    12.Kiedy nasz pielęgnowany przez lata mały ogródek botaniczny zamienił się w
                                                    mały ogródek z kompostem po wizycie kotka
                                                    13.Gdy nasz kot w niewiadomy sposób otwiera lodówkę,wyżerając połowę naszych
                                                    zapasów,a resztę doprowadza do stanu nieużywalności,polewając to wszystko moczem
                                                    i robiąc na to wszystko okazałą kupcię
                                                    14.Wtedy,gdy nasi ewentualni goście,którzy decydują się nas odwiedzać,na sam
                                                    widok kotka dostają konwulsji i trzeba dzwonić na pogotowie psychiatryczne,aby
                                                    nimi się zajęło
                                                    15.Kiedy kot,wykorzystując naszą nieuwagę,wychodzi na spacer po osiedlu,mordując
                                                    w ciągu paru godzin całą miejscową populację wróbli,kosów i gołębi,a nawet parę
                                                    jamników,po czym wraca do domu i wyciera zakrwawiony pysk i łapy w nasze białe
                                                    łóżko i satynową pościel
                                                    16.Gdy nasz kotek w przypadku nie otrzymania na czas swojego jedzonka
                                                    syczy,kładąc płasko uszy i rzuca się na nas,drąc nasz najnowszy granitur od
                                                    Gucciego w gustowne paski i kwadraciki
                                                    17.Kiedy nasze przytulne mieszkanie zamienia się powoli
                                                    w pobojowisko,a nasz kotek nadal ma się bardzo dobrze i nawet pogoń za nim z
                                                    włączoną piłą motorową nie doprowadza go do nagłego zejścia,bo zamiast w
                                                    kota,trafiamy w ostatnią,ocalałą jeszcze szafę
                                                    W razie zauważenia powyższych symptomów należy naszego kota oddać gdziekolwiek w
                                                    ciągu następnych 15 minut.
                                                    W wypadku znalezienia chętnego idioty należy udać się bez zwlekania pod podany
                                                    adres,aby przyszły właściciel nie musiał do nas się fatygować.Jeżeli wyczujemy w
                                                    głosie ewentualnego chętnego wahanie, proponujemy,że zostawimy tu naszego kotka
                                                    na próbę,jeśli się spodoba,to dobrze,jeśli nie,to odbierzemy go bezzwłocznie i
                                                    natychmiast.
                                                    Następnie podając fałszywy numer telefonu i adres np.miejskiego szaletu
                                                    publicznego znikamy we mgle,aby już tam nigdy się nie pokazać,po czym urządzamy
                                                    wielki bal dziękczynny z okazji pozbycia się diabelskiego kota z domu.

                                                    THE END

    • leziox Re: Leziowe teksciory 22.05.10, 13:59
      Przypominam ze teksty publikowane przeze mnie tutaj sa moja wlasnoscia
      intelektualna i nie moga byc publikowane bez mojej zgody,bo bedzie po ryju.Kopia
      na wlasny uzytek jest dozwolona.
      • leziox Zycie na meteorycie 11.06.10, 20:32
        Życie na meteorycie

        Nie wiem tak naprawdę,jak długo już tutaj siedzę.Do zimna zdążyłam się
        przyzwyczaić,do mroku też,chociaż nie było to łatwe.
        Nie powiem,spokojnie w zasadzie mam,a i na widoki się nie uskarżam.Tam kometa
        przeleci,zasypując przestrzeń kurzem,gdzie indziej supernowa pierdolnie,aż huk
        się rozniesie przez wiekuiste przestrzenie,a fajerwerki wieczność trwające
        rozjaśnią jakąś galaktykę,będąc widoczne chyba na końcu świata.
        Tam,gdzie mieszkałam przedtem,było całkiem miło,świetliście oraz spokojnie,a i
        pogadać z kimś i podzielić się nowymi kodami nie było trudno.Aż do momentu,gdy
        nagle,nie wiadomo skąd i dlaczego,niebo pociemniało,światło słoneczne zniknęło.
        Potem coś grzmotnęło,zahuczało wokoło groźnie.Cała planeta zakołysała i
        zatrzęsła się,a potem to już przestałam w ogóle cokolwiek pamiętać.Długo
        trwało,zanim doszłam do siebie.Myślałam już,że to koniec i dezynfekcja
        ostateczna niespodziewanie nadeszła.
        Ale nie.Żyłam nadal,co samo w sobie było przecież dość miłą niespodzianką.
        Na początku wprawdzie mocno trzęsło,grunt pode mną podskakiwał,będąc przy tym
        nieznośnie gorący.Wszystko obracało się okropnie we wszystkie możliwe strony.
        Musiałam kurczowo się trzymać,aby nie zlecieć gdzieś na mordę i niechcący w
        światłości wiekuistej nie wylądować,bo wydawało mi się,że mam jeszcze na to
        parę milionów lat czasu.Potem wszystko się uspokoiło i wyluzowało.Po długo
        trwającym stanie oszołomienia postanowiłam zbadać teren.No i okazało się
        nagle,że już nie jestem wcale u siebie.Zniknęła planeta,zniknęło
        ciepło,zniknęli znajomi i wszystko to,co do tej pory znałam.Wiadomo,sytuacja
        nie była do pozazdroszczenia.Oblazłam teren,badając sytuację,trochę ze
        strachem na duszy a trochę z ciekawością.
        Byłam tu kompletnie sama!Nic,niczego,nikogo!Ażesz w mordę!
        Ja,osobnik tak towarzyski,do każdej zabawy i każdego wybryku gotowy,a tu
        przyszło jakieś ci tam „BUM!”i skończyło się wszystko.No,prawie wszystko,bo
        przecież egzystowałam.Ale co to za egzystencja,jeśli nie ma do kogo mordy
        otworzyć.
        A z sobą wieczność całą gadać,też niekoniecznie jest ciekawe.Zresztą co za
        różnica. Gdybym dostała pierdolca to i tak nikt tego nie zauważy,bo
        psychiatrów tu nie ma.
        Musiałam zebrać się w garść i wymyślić sposób na przetrwanie tej idiotycznej
        sytuacji...
        Myślałam więc,kombinowałam,biłam się z myślami,chodziłam na długie spacery.W
        końcu wszędzie byłam u siebie.
        Początkowo leciało się dosyć powoli,lecz z czasem zaczęło się wszystko rozpędzać.
        Monotonne widoki na zewnątrz zmieniły się.Było coraz ciekawiej.Mijane
        galaktyki były tak bardzo odmienne,tak różne,że przyznam,iż zaczęło się to
        mnie nawet podobać.
        W końcu nikt z moich rówieśników nie miał do tej pory szansy czegoś takiego
        oglądać,co napawało mnie też pewną dumą.
        Niektóre galaktyki były nowe,akurat w momencie tworzenia się.Piekło wybuchu
        nowych gwiazd,które niszczyły wszystko wokoło,zamieniając potem przestrzeń w
        kolejny stan trwania materii.Spirale nieskończenie długie i
        szerokie,majestatycznie obracające się wokół własnej osi.Mgły gwiezdne,orgie
        barw,wypiętrzone obłoki gazowe ciągnące się poprzez tysiące lat
        świetlnych.Inne galaktyki,w wieku matuzalemowym,zamieszkałe przez miliardy
        miliardów różnych istot,z których każda walczyła w jakiś sposób
        o egzystencję i z których żadna nie miała pojęcia o tym,że może być
        obserwowana przez kogoś z zewnątrz.Feeria zmian,nic nie stało w
        miejscu,gwiazdy rodziły się,trwały, umierały.Wieczny ruch,wieczna zmiana...O
        tym wszystkim nie miałam pojęcia,trwając w swoim małym świecie,w którym jednak
        było mi całkiem dobrze.Zamieniłam to,zresztą zupełnie nie z własnej woli na
        coś przedtem niewyobrażalnego,a co teraz było moją codzienną
        rzeczywistością,codziennym trwaniem,moją egzystencją.
        Tak minęło parę tysięcy lat.
        Byłam już bardzo mądra,doświadczona-tak wiele widziałam,że wystarczyłoby tego
        dla milionów moich rówieśników.Lecz nie było możliwości podzielenia się z
        kimkolwiek tą skarbnicą wiedzy.I tak trwałam,na przekór wszystkiemu,w nadziei
        przyszłej zmiany,marząc o cieple i wilgoci,którą tak dobrze pamiętałam ze
        swojej rodzinnej planety i których to wspomnień nie mógł z mojej pamięci
        wymazać żaden wiatr słoneczny,żadne promienie gamma i żaden nowy wybuch
        kolejnej gwiazdy.
        XXXXX
        Kiedyś wreszcie to się stało.Coś zazgrzytało,zakołysało,zabujało w dół i w
        górę.Poczułam że coś się dzieje.Zupełnie inaczej niż co dnia.
        A potem się zaczęło.
        Całe moje dotychczasowe mieszkanie,cały mój teren który już dawno zaczęłam
        uważać za własny,runęło w dół.Runęło z taką prędkością,że aż kody genetyczne w
        moim ciele przemieszały się ze sobą na kilka różnych stron oraz sposobów.
        Zaczęłam więc wrzeszczeć ze strachu.Darłam ryja tak głośno,że mogłam być
        słyszana w całym Kosmosie,a przynajmniej tak mi się wydawało.Nie mogło to
        oczywiście w niczym pomóc,oraz niczego zmienić-to była po prostu naturalna
        reakcja na niespodziewane zagrożenie.
        Dookoła mnie wybuchły płomienie,zaiskrzyło się strasznie.Najpierw przód,potem
        reszta mojego miejsca pobytu zaczęło się rozgrzewać do czerwoności.W panice
        zbiegłam do piwnic,najgłębszego miejsca,które udało mi się w moich wędrówkach
        odnaleźć.
        Uff...Tam było jeszcze w miarę chłodno.Ale nadal trzęsło,podskakiwało i
        rzucało mną o ściany,aż zaczęłam dostawać mdłości.Trzymałam się kurczowo
        wszystkiego,czego mogłam się tylko trzymać.Wreszcie jeden potworny,straszliwy
        wstrząs,towarzyszący temu niesamowity huk i uderzenie pozbawiły mnie
        przytomności i wszystko się skończyło,odeszło w niebyt...
        XXXXX
        Zanim doszłam zupełnie do siebie,minęło bardzo wiele czasu.
        I trwało też bardzo długo,nim opadły popioły,wygasły płomienie,a grunt pode
        mną przestał wreszcie nerwowo podrygiwać.
        Gdzie jestem?Dlaczego?Nie wiem.Ale ciepło tu i wilgotno.
        I czyżby...Ależ tak,to prawda!Nie przyleciałam tu sama!Koniec z samotnym trwaniem!
        Halleluja!Znowu mogę się rozmnażać.No i co z tego że przez podział?Seks
        grupowy wcale nie jest zły.



        „Pytanie o powstanie życia na Ziemi pozostanie na zawsze nierozwikłaną
        tajemnicą.”

        W.Earth,antropolog





        THE END

        copyright by Leziox

        • leziox Nie caluj mnie,nie. 20.06.10, 00:19
          Nie całuj mnie,nie.

          Nie całuj mnie dzisiaj,lub jutro też nie
          Choć ja to rozumiem że dymać się chce
          Że chuć w tobie dudni a krew twoja wrze
          Nie całuj mnie dzisiaj,o nie

          Ty pomyśl,ma luba co w ustach ty masz
          Ja wiem że ponętną i śliczną masz twarz
          I ciało bogini i boski też kształt
          Pocałuj sąsiada na gwałt

          Tam w środku,gdzie język milutki twój tkwi
          Gdzie jakby otwarte do trzewi są drzwi
          Czyhają wirusy,bakterie i strach
          Że przez to się trafi gdzieś w piach

          Nie całuj mnie dzisiaj,za tydzień też nie
          Jak sobie pomyślę to trochę mi źle
          Co wozisz ze sobą tam gdzie ząbki masz
          Choć przecież szczoteczkę też masz

          I choćbyś się kwasem wymyła czy cóś
          I inny zachwycałby tobą się któś
          Pocałuj innego,ja zniosę to wszak
          Odwiedzę w szpitalu ten wrak

          Usteczka maliny,uroczy też wzrok
          I kusi wszak to co zawiera twój krok
          Lecz ślinić się w chuci,zarażać mam czymś?
          To możesz też robić,nie ze mną lecz z kimś

          Pod szkłem mikroskopu gotuje się,wrze
          Ta broń biologiczna wydostać się chce
          By dopaść do gardeł ludzkości już dziś
          Okropna,nieznośna ta myśl

          Co robić,jak robić,czy robić to wszak?
          Całować gdy leżę ja z panną na wznak?
          Czy trzymać ją w dali i w masce mam być?
          I czy da się wszystko to skryć?

          Na wszelki wypadek nie całuj mnie już
          Jak chcesz,to i księdza gdzieś sobie tam skuś
          Ja twardy mocarny odpowiem we snie
          Nie całuj mnie dzisiaj,o nie.

          The End
          Copyright by Leziox

          • leziox Oda do dupy 01.07.10, 10:17
            Oda do dupy

            Dupo kobieca,dupo wyśniona
            Szczerze cię pragnę,tulić do łona
            Mieć cię na codzień,twoje krągłości
            I do klepania i do miłości

            Marząc o tobie prężę się cały
            I chociaż jestem nieco nieśmiały
            Twój widok zmienia mnie wnet w tygrysa
            Co przy tym myślę-nie będę pisał

            Twoje krągłości nagich pośladków
            Klepane były przez naszych dziadków
            Czy to za Mieszka,czy innych Piastów
            Każdy z nich dupie przydawał głasków

            O ciebie walczono,bito się krwawo
            By po zwycięstwie posiąść cię żwawo
            Ty grzałaś armie mokrych sołdatów
            I ukrywałaś powstańczych swatów

            Dupo kobieca!Przez tysiąclecia
            Dawałaś siebie dla króla i kmiecia
            Trwaj ty nam jeszcze przez długie lata
            Bez ciebie dupo nie będzie świata

            Gładka ty dupo,śliczny wyrobie
            Tyś nam jedyna tylko w przyrodzie
            Tyś nam jest matka,siotra i żona
            Chylę się nisko przed tobą w pokłonach

            A gdy zmarznięty tak chodzę po świecie
            I znajdę znowu się ja przy kobiecie
            Ciepła jej dupa mnie słodko kołysze
            Iż nie chcę już nic ja tak wiedzieć i słyszeć

            Ten hymn dla dupy niech będzie w chwale
            Śpiewany wszędzie,ciągle i stale
            Chwalić nam dupy wszak trzeba w trudzie!
            Bez nich nie byłoby wszak nas-o,ludzie!

            The End

            Copyright by Leziox



            • leziox Na górze róze 04.07.10, 12:59
              Ku chwale wierszyka-"na gorze roze"...

              Na górze róże,na dole fiołki
              Zaś w rowie chleją browar matołki
              Nie wiedzą głupie,że szosa ruchliwa
              Jak wleci w rów co,nie będzie piwa

              Na górze fiołki,na dole róże
              We wsi Ruchawce śpi sołtys w rurze
              I śni on głupi,że tkwi w ładnej dupie
              Zapomniał już biedak iż leży na kupie

              Gdzieś z lewej fiołki,po prawej róże
              Wariat wychyla się z piętra na górze
              Nie wie bo głupi że to jest niezdrowe
              Szczać tak z wysoka po inspektorze

              Fiołek na rurze,róża w betonie
              Biegnie gdzieś głupi,miłość w nim płonie
              Nie wie,że dziwnie tak latać bez fraka
              I wszyscy widzieć mogą mu ptaka

              W ziemi są róże,w gnoju zaś fiołki
              Ktoś na ulicy robi fikołki
              Z daleka szybko straż miejska leci
              Stukną pałeczką to gość poleci

              Na dole baba,na górze chłop
              On się nie rusza,głupi jak snop
              Jeszcze nie robił nigdy tych rzeczy
              Jeszcze się dziwi,że baba skrzeczy

              Tam fiołek jaki a tu jest róża
              Nie wiem dlaczego wiersz ten mnie wkurza
              Widać jam głupi jak but co we frezji
              I na dodatek nie znam poezji.

              THE END
              Copyright by Leziox
              • leziox Tlusty czwartek 05.07.10, 10:17
                Już od rana,gwałtu,rety
                O coś biją się kobiety
                Lecą jak stuknięte w śniegi
                Ale nie po przebiśniegi

                Stoją grzecznie już w kolejce
                Każda koszyk ma w swej ręce
                Ogon wije się wśród bloków
                I tak będzie aż do zmroku

                Tlusty czwartek!Właśnie dzisiaj
                Tuczyć każe się obyczaj
                Pączki ciężko wywalczone
                Dzielne babki,nasze one!

                Chłop w mieszkaniu jeszcze siedzi
                Co ma łazić wśród gawiedzi
                A tu już na stole pięknie
                Pączki stoją-aż chłop stęknie

                Rzeknie-babo ty szalona
                Chce się z rana do ogona
                Iść i stać na mrozie,śniegu
                I nie czekać w samochodzie

                Coż,tradycja to jak wiara
                Stała mama,babcia stara
                Potem zjadać będą składnie
                Pączków setki-bardzo ładnie

                Choć sumienie dręczy baby
                Tłuszczyk wejdzie nam na schaby!
                I utyjem my z gram trzysta...
                Lecz żreć będziem.Jak sadysta

                Tak co roku cyrk z pączkami
                W piątek cyrki już z dietami
                Zrzucać będą już kobiety
                Tłuszcz rzekomy-gwałtu,rety!

                A faceci cicho grzecznie,
                Walną piwko tak świątecznie
                Myśląc co by jeszcze pożreć
                Im z tluszczykiem nawet dobrze.

                Babki-jedzcie,niech sumienie
                Uspokoi swoje brzmienie
                My was i tak wszak kochamy
                Zrzucim razem kilogramy.
                THE END
                Copyright by Leziox





              • leziox Czwartek tlusty 05.07.10, 10:26
                Już od rana,gwałtu,rety
                O coś biją się kobiety
                Lecą jak stuknięte w śniegi
                Ale nie po przebiśniegi

                Stoją grzecznie już w kolejce
                Każda koszyk ma w swej ręce
                Ogon wije się wśród bloków
                I tak będzie aż do zmroku

                Tlusty czwartek!Właśnie dzisiaj
                Tuczyć każe się obyczaj
                Pączki ciężko wywalczone
                Dzielne babki,nasze one!

                Chłop w mieszkaniu jeszcze siedzi
                Co ma łazić wśród gawiedzi
                A tu już na stole pięknie
                Pączki stoją-aż chłop stęknie

                Rzeknie-babo ty szalona
                Chce się z rana do ogona
                Iść i stać na mrozie,śniegu
                Nie zrywając się do biegu

                Coż,tradycja to jak wiara
                Stała mama,babcia stara
                Potem zjadać będą składnie
                Pączków setki-bardzo ładnie

                Choć sumienie dręczy baby
                Tłuszczyk wejdzie nam na schaby!
                I utyjem my z gram trzysta...
                Lecz żreć będziem.Jak sadysta

                Tak co roku cyrk z pączkami
                W piątek cyrki już z dietami
                Zrzucać będą już kobiety
                Tłuszcz rzekomy-gwałtu,rety!

                A faceci cicho grzecznie,
                Walną piwko tak świątecznie
                Myśląc co by jeszcze pożreć
                Im z tluszczykiem nawet dobrze.

                Babki-jedzcie,niech sumienie
                Uspokoi swoje brzmienie
                My was i tak wszak kochamy
                Zrzucim razem kilogramy.

                THE END
                Copyright by Leziox





                • leziox Schron ochronny 05.07.10, 18:02
                  Schron ochronny,opoka mej duszy pijackiej
                  W piwnicy ciemnej me zmysły schowane
                  Harcują tu szczury i myszy-te z Brackiej
                  Gdy zwlekam się ciężko do schronu nad ranem

                  Zmęczony tym światem zamykam się z hukiem
                  Pancerne są drzwi i tak grube też ściany
                  Na stole butelka i szczurek jest z wnukiem
                  Gdy włażę do chaty przyjemnie nagrzany

                  Precz szczurek!Bo scotcha i tak ci nie wleję
                  Brak szkła mnie małego i zresztą nie pijesz
                  Ty tylko tak patrzysz jak ja tu sam chleję
                  I może znów chlebek mi zwiniesz

                  Zmęczenie się skrada po nogach wytrwale
                  Choć duch wierzga silnie,coż-białko nie słucha
                  Lecz cicho tu mam w moim schronie,w mej skale
                  Tak wsłucham się w siebie i w ducha

                  Co tam pozostało,na zewnątrz,wiem dobrze
                  Zmęczeni tak ludzie co biegną przed siebie
                  Chcą los swój polepszyć,z dzieciakiem na biodrze
                  Na drugim etacie jak w niebie

                  Stress,obłęd i goni tak człowiek za chlebem
                  Chce kochać i spokój mieć wreszcie ten święty
                  I może wystarczy tych latek z piećdziesiąt
                  By to też wliczyli do renty

                  Uspokój się chłopie,kobito-odpocznij
                  Wybuduj swój schronik i zamknij się czasem
                  Co życie jest warte,nikt nie wie,więc spocznij
                  Wybuduj gdzieś daczę pod lasem

                  Tak mało nam trzeba,tak mało że styka
                  By tylko nam zdrowie służyło i dusza
                  Zniewolić chcą banki i wsza polityka
                  Lecz ty się im nie daj,w schron ruszaj

                  Mój schron-ma opoka i ręce precz brudne
                  Od ścian betonowych i drzwi mych ze stali
                  To moje i już tak na zawsze zostanie
                  Nie oddam wam myśli kochanych

                  Pukajcie,stukajcie,wciąż wierćcie do woli
                  Wiem-chcecie mi zabrać to co mam-za friko
                  Ja prędziej wysadzę to wszystko ze sobą
                  I pójdę,wciąż wolny-donikąd...

                  THE END

                  ©by leziox
                  • leziox Oferty lózkowe 05.07.10, 18:07
                    Wezcie wezcie mnie do lózka
                    Mnie,malego wszak okruszka
                    Wezcie i nie wyganiajcie
                    Najlepszego cos mnie dajcie

                    Hej dziewuchy,przyszla wiosna
                    Laska stoi znow jak sosna
                    Chucie drázá umysl stale
                    Jak poderwe-to powalé

                    Wezcie wezcie mnie do lózka
                    Moze kupie ja wam ciuszka
                    Jak nie kupie,nie ma straty
                    Wypijemy cos na raty

                    Cieplo,slicznie,wkolo trawka
                    Seksu pierwsza jest zajawka
                    I kwiatuszki kwitna smielej
                    Chodzze tu,bedzie weselej!

                    Wezcie wezcie mnie do lózka
                    Ladna jest ta twoja nózka
                    I cycuszki jak marzenie
                    Bedzie dzisiaj.../p/big_grin migdalenie?

                    Biegnie kotek,za nim piesek
                    Ja na widok ten sie ciesze
                    Wiem jak pieprza sie zwierzaki
                    To i ludzie-bo to ssaki

                    Wezcie wezcie mnie do lózka
                    A gdy zrobi sie wydmuszka
                    Pojdziem my gdzies na spacerek
                    Zawsze mam ja checi szczere

                    Bzyka muszka,pszczólka bzyka
                    Rób tak,by nie zrobic smyka
                    Lecz w tym calym seks-zapale
                    Dobrze nam jest,mile stale

                    Konczac te powabne nutki
                    Chwytam w usta twoje sutki
                    Potem zejde chyba nizej
                    Wiosna!Mila!Chwyc mnie blizej!

                    The End

                    copyright by Leziox

                    • leziox Ludzkie pojecie 05.07.10, 18:15
                      Wszystkie kobiety mają wdzięk gładki
                      Muzy,modliszki i psychopatki
                      Piękne,mniej ładne,różne po prostu
                      Dla których czasem skoczyć chcesz z mostu

                      W neta otchłaniach bywa wszak różnie
                      Brak zrozumienia,krzywo-podłużnie
                      Czarne jest białe,białe na wznak
                      Kręty jest netu ten szlak

                      Powiesz ty słówko,dwa ci dopiszą
                      Napiszesz w prawo-w lewo ci dyszą
                      Myślisz-na dole,w górę cię slą
                      Lub czasem mordy pięknie też drą

                      Napiszesz przyjaźń,zmienią to w miłość
                      Wykręcą kota,wszystko już było
                      Nic ty nie tłumacz,flaszkę weź kup
                      Wychlaj ją potem,zresetuj dziób

                      Nic co byś myślał lub co przekazał
                      Nie dojdzie prosto,choćbyś namazał
                      Wielką literą co masz na myśli
                      To ci się nigdy nie ziści

                      Choć powiesz kobiecie,co masz ty w duszy
                      Lecz żadnej z nich przecież to już nie ruszy
                      Baba wszak swoją teorie też zna
                      Chłop,ten to kłamie.Tak ma.

                      Tak gadasz i gadasz jak dziad do ikony
                      Czyś szczery czy kłamiesz,czy mówisz androny
                      Nie może być nigdy tak jak ty byś chciał
                      W szaleństwie metoda i szał

                      Nie tłumacz kobietom ty nigdy,biedaku
                      Czyś amant,łachudra czy pijak na szlaku
                      Co w duszy ci drzemie,czy marzysz czy kpisz
                      To nie ma znaczenia,że śnisz

                      Chłop łatwy w obsłudze,wysłuchać go trza
                      Nie pisać teorii jak ślepa jest ćma
                      Nie warczeć,nie wrzeszczeć,bo zbiesi się on
                      Posłuchaj-zrozumiesz.Bon ton.

                      The End
                      Copyright by Leziox
                      • exman Re: Ludzkie pojecie 05.07.10, 20:30
                        Chłop łatwy w obsłudze,wysłuchać go trza
                        Nie pisać teorii jak ślepa jest ćma
                        Nie warczeć,nie wrzeszczeć,bo zbiesi się on
                        Posłuchaj-zrozumiesz.Bon ton.

                        Chłop nie kosiarka - dbać trzeba by
                        nie pisać teorii że ślepe są ćmy
                        Nie warczeć, bo syknie jak dziki kot
                        Posłuchaj-zrozumiesz.Bon Scott.
                          • leziox Poradnik nr.7:Kotek i pchly 10.07.10, 13:46
                            Jak przeżyć?
                            Poradnik nr.7:W jaki sposób pomóc naszemu kotu w pozbyciu się pcheł?


                            Nawet w dobie nowoczesnej i sterylnej czystości panującej
                            wszechwładnie w naszych domach wydarzyć się wszak może,iż
                            hodowana przez nas zwierzęca kanalia w postaci kota weźmie
                            się postara i gdzieś załapie pchły.Niezależnie od tego,czy domowym kotem jest
                            tylko popularny dachowiec,piwniczniak, katusznik,czy zmanierowany
                            pers,posiadanie przez koteczka grzbietowych jeźdźców apokalipsy niezmiernie
                            przeszkadza, zwłaszcza jeżeli pchły z kotów przesiadają się potem na ich
                            właścicieli,czyhając na najmniejszą okazję,aby skakać,kąsać
                            i ssać drogocenną krew.
                            Pozbycie się pcheł nie jest naturalnie łatwą sprawą,a dla laika wręcz
                            niemożliwą,jeśli nie ma się o tym żadnego pojęcia.
                            Dla takich to ludzi sporządziliśmy następną część naszego jakże pożądanego przez
                            wszystkich rodaków krajowych i zagranicznych poradnika,który tym razem nakreśli
                            szereg możliwości usunięcia
                            z kociej sierści pasożytniczych bydlaków żerujących na krwi kociej i kociego
                            właściciela.

                            Sposobów jest tak wiele,jak wiele mamy pomysłów.Nie należy przy tym zapominać,że
                            kot posiada więcej niż jedno życie,co można przy tępieniu pcheł znakomicie
                            wykorzystać.
                            Tutaj następują wskazówki dla właścicieli kotów:

                            1.Po stwierdzeniu faktu nabycia przez zwierzę pcheł nie trzeba popadać w
                            panikę,rzucając się z 10 piętra na pysk,tylko ze stoickim spokojem zacząć
                            wyłapywać pchły i drapać się razem
                            z kotem po wszystkich częściach ciała,bo i nas pchełki też naturalnie zdążyły
                            już zaatakować
                            2.Wyciąganie pcheł odkurzaczem jest bezcelowe i przysparza nam dodatkowej
                            roboty,bo ile się potem trzeba kota naszukać w worku na kurz,gdzie wylądował
                            razem z pchłami
                            3.Ostrzyżenie kota na łyso tym bardziej nie wchodzi w rachubę,bo zanim skończymy
                            robotę,wylądujemy w szpitalu na oddziale intensywnej terapii,a pielęgniarki z
                            przerażeniem w oczach będą nas pytać,po jakiej dzielnicy naszej miejscowości
                            włóczą się lwy
                            4.Wypranie naszego milusińskiego w pralce automatycznej jest sensowne tylko
                            wtedy,kiedy przeprowadzane jest w temperaturze co najmniej 60°C,bez wirowania,a
                            jak nie pomoże,nawet w 95°C
                            z dodatkiem Persilu Megaperls,w kąpieli bio
                            5.Gdyby powyższe środki zawiodły,następnego dnia rano wykupujemy zawartość
                            pobliskiej apteki,sklepu chemicznego, drogerii i zoologicznego.To wszystko
                            mieszamy w wannie i jeśli nic nie wybuchnie,zamieniając nasze mieszkanie w
                            pobojowisko, wrzucamy tam naszego ulubieńca,trzymając go pod wodą za pomocą
                            grabi ogrodniczych przez pół godziny i przeprowadzamy następnie reanimację
                            metodą usta-pysk,bo przecież naszego kota bardzo kochamy
                            6.Kąpiel możemy powtórzyć w wypadku braku sukcesu,jednak tym razem w wysoko
                            stężonym roztworze kwasu siarkowego ukradzionego ze szkolnej pracowni chemicznej
                            przez nasze kochane dziecko
                            7.Dalszym i bardziej wyszukanym sposobem jest zdobycie
                            u byłego lub współczesnego nazisty za grube pieniądze pojemnika z cyklonem
                            B,który udowodnił już nieraz w dziejach historii, zwłaszcza niemieckiej,swoją
                            skuteczność.Tenże gaz wtłaczamy do szczelnie zamkniętej skrzyni,w której wnętrzu
                            znajduje się już nasz kotek i idziemy na piwo do pobliskiej speluny
                            8.Kiedy i to działanie spowodowało tylko wytrucie wszystkich mieszkańców naszej
                            kamienicy,a kot wraz z pchłami nadal czują się dobrze,możemy kontrolnie z
                            wysokiego wiaduktu wrzucić naszego kota na druty wysokiego napięcia należące do
                            ukochanych kolei państwowych.Jeżeli następnie,tuląc do piersi jeszcze
                            gorącego,dymiącego i fukającego iskrami kota,widzimy nadal na nim pchły i
                            okazuje się,iż tylko cała kolejowa sieć energetyczna spłonęła w ciągu jednej
                            sekundy,również ten sposób możemy odłożyć do lamusa
                            9.Jeśli pchły odporne są na wysokie napięcie,to raczej nie pomoże nam również
                            pirackie podłączenie kota do linii przesyłowej elektrowni w Bełchatowie lub
                            Kozienicach.Jedyną korzyścią będzie to,że pcheł już nie będziemy widzieli na
                            grzbiecie kota,gdy pogrążeni w ciemnościach panujących w naszym domu po
                            kompletnym wybuchu krajowej sieci energetycznej będziemy nalewali po omacku
                            kolejną szklankę wódki zwyczajowo wypijanej wieczorem przed snem
                            10.Przejechania kota walcem drogowym w ogóle nie należy stosować,bo operacja ta
                            wydłuży jedynie kota i pchły do karykaturalnych rozmiarów,a po co potem mają się
                            z nas śmiać sąsiedzi i cała dzielnica,widząc na spacerze metrowego i cienkiego
                            jak żyletka kota z 10-centymetrowymi równie cienkimi pchłami na grzbiecie
                            11.Wyprażenie kici w hutniczym piecu martenowskim może przynieść dobre rezultaty
                            pod warunkiem,że pchły nie zdążą
                            w tym czasie zaopatrzyć się w żaroodporne miniubranka zakupione na stadionie
                            X-lecia w Warszawie od Rosjan,którzy mają właściwie wszystko w sprzedaży
                            12. Od wspomnianych wyżej Rosjan możemy też zakupić za marne 30 złotych parę
                            kilo wysokotoksycznego i radioaktywnego plutonu,którym nacieramy kocie futerko 3
                            razy dziennie,a potem cieszymy się,widząc,jak w nadal ciemnym naszym domu
                            kochany kotek świeci jak żarówka 500-watowa i mamy światło za darmo. To,że
                            świeci razem z pchłami,jest jak najbardziej zrozumiałe,bo skąd niby mogliśmy
                            wiedzieć,że pchły są odporne na promieniowanie przenikliwe.
                            W tym wypadku nasz plan zamknięcia kotka na 2 tygodnie
                            w reaktorze atomowym jakże popularnej na świecie elektrowni Czarnobyl również
                            nie przyniesie pożądanych rezultatów.
                            Także dwutygodniowe wczasy na atolu Mururoa możemy sobie darować.Osobiste
                            asystowanie naszego zwierzaka przy wybuchu bomby wodorowej o mocy 300 Megaton na
                            poligonie atomowym
                            w Semipałatyńsku jest szansą ostatnią.Kiedy sympatyczny operator w chwilę po
                            odpaleniu bomby widzi na ekranie
                            w epicentrum wybuchu prześwietlonego kota i cienie pcheł na latrynie odległej o
                            200 kilometrów,to może to nam sprawić pewną nadzieję.Jeśli sposób ostatni się
                            udał,to kupujemy naszemu sympatycznemu operatorowi odpalającemu bombę 10 butelek
                            wódki,bo nikt nie wie,czy w następnym roku nie wybierzemy się tu na wczasy z
                            naszą kochaną teściową.
                            Gdyby jednak wszystkie powyższe sposoby zawiodły i na świecie nie ma juz nic
                            mogącego wyplenić pchły z kociej sierści,możemy zawsze jeszcze popełnić
                            samobójstwo,lub wyrzucić kota na ryj
                            z domu,albo nauczyć się z tą całą ferajną żyć,od czasu do czasu redukując pchle
                            pogłowie za pomocą iskania.
                            W tym miejscu pozdrawiamy wszystkich właścicieli kotów.


                            THE END

                            copyright by Leziox



    • anus-hka Re:Nie moje ale ....podobami sie 25.08.10, 14:26
      i nie mam pojęcia kto to napisałwink)


      odwiedź mnie
      Nie zazna mnie nikt po wsze czasy,
      oddając jedynie krawędź swych myśli.
      Nie dotknie spełnienia mnie,
      poddając w wątpliwość me słowa.
      Nie dotknie mnie...
      miłując,żałując...
      nikt z was..
      bezczynnie wpatrując się w dziś.
      Jeśli jednak zapragniesz
      choć chwile,
      zrozumieć moje uczucia...
      proszę nie daj mi marzyć,
      odczuwać realność.
      Oddaj cierpliwie pokłon złudzeniom,
      zrzuć okowy normalności,
      i przekrocz próg...
      do świata mej baśni....
      • leziox A gdyby kto potrzebowal in blanco... 28.08.10, 19:45
        Zaproszenie na kongres pijaków

        Szanowni Państwo
        Serdecznie zapraszamy Państwa,jako aktywnych członków kieliszka do wzięcia
        udziału w I europejskim kongresie pijackim w Warszawie.

        W związku z tym,iż należycie Państwo do niewielkiego,lecz ekskluzywnego kręgu
        tych,którzy z olbrzymiej rzeszy anonimowych pijaków przekształcili się w znanych
        w społeczeństwie czołowych dyngoli,zapraszamy P.T na nasz kongres.

        Obok niezliczonych stanowisk z bezpłatnymi próbkami delikatesów alkoholowych z
        kraju i zagranicy,uznanie każdego znajdzie z pewnością wystawa przyborów
        pijackich.Między podstawkami do piwa,scyzorykami otwierającymi każdy kapsel lub
        korek,szkłem do wódki,koniaku i piwa znaleźć będzie można wszystko to,co pozwoli
        zabić szybciej alkoholowemu sercu.I tak np:

        -Tabletki od bólu głowy z osobistymi inicjałami
        -Usuwacz alkoholowego oddechu o smaku czosnkowym
        -Niebarwiące się probierze trzeźwości
        -Aparat do pomiaru wychylenia się od pionu
        -Łóżka z odmienną amplitudą kołysnia się
        -Zapasowe prawa jazdy w opakowaniach po 10 sztuk itd...

        W hali wystawowej nr.3 odbędą się liczne wykłady i odczyty.M.in.wykład znanego
        naukowca,Pana Józefa Grzdyla na temat:
        „Chlanie bez rzygania,czyli trening czyni mistrza”
        Organizacja kongresu:
        -Parkingi naprzeciwko wejścia
        -Miejscówki do izb wytrzeźwień otrzymać można w informacji
        -Stanowiska do szybkiego usuwania pawi z całego ciała znajdują się przy
        hydrancie przeciwpożarowym,gdzie starszy strażak,Pan Andrzej Niepalny pomoże w
        pozbyciu się nawet największego pawia z ubrania

        Serdecznie zapraszamy raz jeszcze.
        Z braterskim „Chlup po jednym”

        Organizatorzy

        Prezes Wiceprezes

        Andrzej Czkawka Józef Kwasiborski


        • leziox Dla palaczki ku pamieci 28.08.10, 19:52
          Tytoń robią nam rolniki
          Lepiej płatny jest od gryki
          Potem tytoń ludzie palą
          I już wkrótce w dechy walą

          Rolnik rączki swe zaciera,
          Czy to hojny czy to sknera
          Sam tytoniu lecz nie ruszy
          Nawet kiedy kac go suszy

          Dymek jest jak heroina
          Palisz,wciągasz,potem ścina
          Rzucić nie każdy próbuje
          Rolnik tytoń wciąż hoduje

          Pewna baba spod Olsztyna
          Wciaz palaczka,ta skacina
          Pali dymi bez pamięci
          Niech ją chronią wszyscy święci

          Jej przestrogę napisałem
          Co wyrabia ze swym ciałem
          Jak się niszczy tym nałogiem
          Bo choroba tuż za progiem

          Nie pal tyle papierosów,
          Bo nie będziesz miała włosów
          Wszystkie ci powypadają
          Zamiast sierści-gołe ciało

          Wyrzuć swoje szlugi w szambo
          Bo nie pali nawet Rambo
          Nie rób z siebie ekscentryka
          Bo i tak ci w płucach strzyka

          Straszny z ciebie nałogowiec
          Tytoniowy przebojowiec
          Obiecałaś ograniczać
          A wciąż dymisz jak fabryka

          Champion jesteś do palenia
          Choć jest to nie do zniesienia
          Już tu muchy nie latają
          A jak wlecą to zdychają

          Chcesz uwędzić wszystkich wkoło
          Żeby było im wesoło
          W piekle by cię nie przyjęli
          Za śmierdząco by tam mieli

          Jak wyciągasz popielniczkę
          I swą wierną zapalniczkę
          Chce się zaraz pawia rzucić
          Ale po co ciebie smucić

          Chata cuchnie tak straszliwie
          Więc już wcale się nie dziwię
          Iż schudłem ja tak okropnie
          Wstydzę się pokazać w oknie

          Żaden goryl wszak nie smali
          Choć za darmo by mu dali
          Nawet skunksy uciekają
          Gdy w pobliżu ludzie palą

          Nie chcą wdychać tego smrodu
          Aby nie ucierpieć z głodu
          Tam,gdzie faja pluje trutą
          Jeść się nie chce mordą skutą

          Nie bądź gorsza niż zwierzaki
          Nie wyciągaj już swej paki
          Zżółkłem ja od tego cały
          Chociaż z rasy jestem biały

          Lepiej w ściekach się wykąpać
          Niż te świństwo w siebie wciągać
          Już parujesz nikotyną
          Wszyscy ludzie w dymie giną

          Wywal w śmieci to cholerstwo
          To wyglądać będziesz czerstwo
          Bo nie pachniesz tak jak kwiatek
          Nie dla ciebie perfum światek

          W kiblu wysraj się na szlugi
          Żywot przez to będzie długi
          Olej tytoń,co zasmradza
          W zdrowych płucach drzemie władza

          Nie pchaj sama się w chorobę
          Najważniejsze przecież zdrowie
          Trwaj mi zdrowo więc przez lata
          I nie kręć na swój grzbiet bata.

          THE END

          copyright by Leziox
          • leziox Gupie zwierzeta domowe 09.09.10, 18:48
            Dlaczego zwierzęta domowe są głupie?

            Zwierzęta domowe i udomowione są beznadziejnie głupie,ponieważ:

            1.Niezależnie od sposobu ich traktowania cieszą się kiedy niekoniecznie je szanujący pan/i wraca do domu
            2.Są wierne i nie zdradzają właściciela nigdy na rzecz innych-100 % -wa lojalność
            3.Wpierdalają to co im się daje,nigdy nie narzekając,bo wiedzą,że nic innego nie będzie
            4.Nie oglądają tv i nie martwią się sytuacją na świecie,przez co nie chorują na łeb
            5.Mają pieniądze za nic-mogłyby wysrać się na stertę milionów dolarów leżącą koło ich legowiska i wytarzać się w nich tylko dlatego,że papier szeleści tak głupio i śmiesznie
            6.Nie oczekują wdzięczności za nic albo cokolwiek
            7.Nie mordują za pieniądze tylko ewentualnie wtedy,jak im się chce jeść i nie mają innego sposobu na podwieczorek-tu mowa oczywiście o nieco większych pupilkach,jak czarne pantery,albo lwy,również czasami trzymane w domach różnych
            8.Mają gdzieś demokrację i nie idą za nią walczyć-np.koty z psami,lub króliki
            z zającami za inne przekonania dotyczące smaku trawy,albo whiskas
            9.Przesypiają prawie cały dzień i nie idą do szkoły,a w niedzielę do kościoła,bo znają Boga intuicyjnie i niepotrzebny im do pośrednictwa ktoś,co bierze jeszcze za to kasę
            10.Nie piją alkoholu,przez co nie wspierają państwowego monopolu spirytusowego,co dotyczy też palenia tytoniu,co chociaż przyjemne,jest niestety szkodliwe.
            11.Nie zbierają złomu,flaszek oraz makulatury
            12.Nie torturują innych zwierząt
            13.Nie kupują samochodów,a potem do nich benzyny,przez co środowisko naturalne nie jest zanieczyszczane
            14.Nie zawierają małżeństw,bo to nie jest im wcale potrzebne do namiętnego pieprzenia się wtedy kiedy ich na to najdzie ochota
            15.W postępowaniu z innymi ludźmi jest im obojętne,jakiej rasy,jakiego koloru skóry są ludzie,którzy je głaszczą i nie gryzą kogoś kto jest cudzoziemcem
            16.Nikt nie jest w stanie zmusić ich do płacenia podatków,a zresztą z czego miałyby płacić te podatki,jeżeli nie mają pieniędzy i jest to ich stan normalny oraz codzienny
            17.Nie porywają inych zwierząt dla kasy,albo lepszego żerła
            18.Nie robią wielu innych mądrych rzeczy którymi szczycą się tak ludzie.
            Końcowy wniosek jest więc taki jaki miał być.Dobranoc Państwu.


            THE END

            ©by Leziox




            • leziox Kury na grzédzie 09.09.10, 18:50
              Kury na grzędzie

              Siedziały raz sobie kury na grzędzie
              Myślały tak ciężko co z nimi też będzie
              Z kogutem nie bardzo,seks olał ten drań
              Miał gdzieś zabawianie swych pań

              Gdakały,radzily i żadne wciąż wnioski
              Choć chciały podymać z kogutem się nioski
              Lecz kogut parszywiec ich wdzięków nie chciwy
              Tak krótko rzecz biorąc,był bydlak leniwy

              A jajek produkcja spadała tragicznie
              Gospodarz swe włosy wyrywał nieliczne
              Już myślał czy zrobić swym kurkom by rzeź
              Gdy słabo tak będą się nieść

              Zaś kogut pasożyt wciąż stroszył swe piórka
              Miast dać im swe wdzięki-wskazywał ogórka
              Rechocząc radośnie oburzał swe kury
              I szedł gdzieś na pole lub w pobliskie góry

              Ach nioski nieszczęsne,cóż począć wy macie
              Już tyle dni pustych wy się nie dymacie
              Wam na nic wibrator lub porno ten shop
              Potrzebny wam kogut jest-chłop!

              Bo na co jest nierób potrzebny w kurniku
              Choć żre i spożywa ziarenek bez liku
              Nie wlezie na kurkę starmosić jej trochę
              Już nie te są czasy-zniesiono darmochę

              Aż dzionek raz przyszedł że kogut miał chcicę
              Tak wielką że chyba by zerżnął donicę
              Lecz co to,o rety,tu kurnik zamknięty
              Przy wejściu zaś stoi kogucik dość krępy

              Ty kogut-powiada-dymanko za stówkę
              Nic nie ma za darmo,najwyżej w makówkę
              To nioski swój burdel otwarły w kurniku
              Dymanko-kogutów bez liku

              I cieszą się kurki że jajek przybywa
              Gospodarz już włosków swych też nie wyrywa
              Gdy kurnik zaniedbasz,to nie dziw się srodze
              Jak kury twe znajdą innego po drodze

              THE END

              ©by leziox



              • leziox Oda do strachliwej 27.10.10, 22:35
                Oda do strachliwej

                Bój się mnie dziewczyno,okropnie mnie bój
                Choć to twój jest problem-i całkiem nie mój
                Trzęś się też przede mną dziewczyno,hej,trzęś
                Bądź płocha jak dzika,jak gęś

                Nie pokaż przypadkiem mnie swojego lica
                I chowaj się,jeśli tak chcesz-po piwnicach
                Spotykać się ze mną broń Boże nie wychodź
                Ty sama i ja?Niech to licho!

                Weź parę pigułek i może dziś zaśniesz
                Wciąż pali się światło,żarówko nie zgaśniesz
                Się czai zły samiec gdzieś w świata odmętach
                Wciąż myśląc o seksie,popala też skręta

                I prędzej skoczyłabyś z gmachu Intraco
                Niż dała telefon,takieś jest ladaco
                Ja tam się nie dziwię bo siebie wszak znam
                Choć ja ani zboczek ni cham

                Tak!Kocham kobiety bo boskie są one
                I myślę że mógłbym zrozumieć Gorgonę
                W kłopotach bym pomógł kobicie z wężami
                To mniejszy jest problem,niż z wszami

                Tyś płocha,bom potwór-tak myślisz wieczorem
                Czający na cnotę stojącą otworem
                I takie przedziwne te zwierzę jam samcze
                Coś prawie jak smok pustoszący podzamcze

                Ukrywaj się ciągle,izoluj niebogo
                Dziś zerwiesz parkiety-schowasz pod podłogą
                A jutro zaś uciec zapragniesz na Marsa
                Kosmiczna to jest tragifarsa

                Masz rację.Mnie wierzyć nie można,nie trzeba
                Zapomnij też sny latające do nieba
                I jedno ci powiem,czy nie wiesz,czy wiesz...
                Jam Lezio.Jam potwór i zwierz!

                The End

                ©by leziox
    • tropem_misia1 Czemu 29.11.10, 07:25
      nikt nie pieje, kiedy ranek świta?

      "....co za obyczaje..."


      Czyżby poniedziałek był takim szokiem dla organizmów?
      Czy zasypało wszystkich?
      U mnie jakby co biało na amen.
        • leziox Czerwony Kapturek-wersja warminska part 1. 05.12.10, 14:18
          Bardzo zmodernizowana bajka
          o Czerwonym Kapturku

          Nasze biedne dzieci,bezlitośnie okłamywane przez rozmaitych, żądnych sławy i pieniędzy hochsztaplerów,jeszcze do dzisiaj uważają bzdury wypisywane na temat Czerwonego Kapturka za świętą i niepodważalną prawdę.
          Oficjalna wersja stworzona na użytek plebsu oraz innych maluczkich głosi,że Czerwony Kapturek był dziewczynką przez Bozię stworzoną jedynie do pomagania chorej babci.
          Czerwony Kapturek wykonywał rzekomo swoje obowiązki rzetelnie i z rozkoszą,krzątając się przy biednej staruszce 26 godzin na dobę,czyli więcej niż na okrągło.
          Rajską,wspaniałą idyllę brutalnie przerwał nieoczekiwany napad sadystycznie ukierunkowanego strasznego wilka,który spożył babcię jako danie główne,zagryzając Czerwonym Kapturkiem na deser.Gdy wilk udał się na zasłużony spoczynek,poddając się poobiedniej sjeście,w domu babci zjawił się niespodziewanie,
          przez nikogo zresztą nie zapraszany leśniczy,który najwyraźniej nie przepadał za wilkami i podobnym tałatajstwem.Tenże leśniczy bez zbędnych pytań i dyskusji władował w ociężałego po darmowym obiedzie wilka dwa ładunki breneki kalibru 12,po czym rozpruł go bezlitośnie myśliwskim kordelasem wzdłuż i wszerz.
          Zaraz potem z dymiących jeszcze wilczych bebechów zostały wyciągnięte babcia i Czerwony Kapturek,lekko tylko napoczęte sokami żołądkowymi wilka i nawet nie za bardzo przeżute.
          Właśnie takim optymistycznym akcentem bajka się kończyła,
          a wszyscy dookoła udawali,że są zadowoleni.
          I jest to rzeczywiście prawdziwy skandal,że nasze współczesne dzieci odganiane są od niewinnych horrorów typu Frankenstein, Van Helsing i spółka,nagranych na video,a mają wolny i nieocenzurowany dostęp do tak potwornej i ociekającej litrami krwi bajki.Taka brutalna opowieść może doprowadzić do nagłej metamorfozy małego dziecka,zamieniając je w psychopatycznego zabójcę,mordującego bataliony kobiet bronią masowego rażenia
          i gwałcącym je po śmierci.
          Bajka ta jest poza tym od początku do końca niebotycznym kłamstwem wyssanym z brudnego palca,który nie wiadomo,gdzie się znajdował podczas pisania.
          Czas już chyba dojrzał do tego,aby odsłonić przed narodem nagą prawdę starannie ukrywanych przez dziesięciolecia faktów.
          xxxxxx
          Całą tą historię zapoczątkował upadek znanej na całym świecie
          ze swoich liberalnych,przyjaznych dla każdego człowieka przepisów Niemieckiej Republiki Demokratycznej.Po kilku miesiącach udanego funkcjonowania wreszcie jednego państwa niemieckiego,uczonym amerykańskim udało się uzyskać dostęp do pilnie do tej pory strzeżonych akt enerdowskiej służby wywiadowczej Stasi.Podczas sortowania tysięcy kilogramów segregatorów i teczek natrafiono zupełnie przypadkowo na skrupulatnie prowadzone akta osobowe babci,Czerwonego Kapturka,leśniczego i wilka,czyli w zasadzie całej bajkowej paczki,która właściwie nie była aż tak bajkowa,jak należałoby oczekiwać.
          Przedstawicielom naszej redakcji udało się te bezwartościowe dla Amerykanów,a dla nas wręcz bezcenne akta wykupić.
          Ceną było parę butelek uwielbianego przez Jankesów płynu produkowanego w lasach na Kurpiach i znanego powszechnie pod nazwą "Księżycówka",lub „Koniak Pędzony Nocą”.
          Wszystko to,co wyczytaliśmy w dossier,zburzyło nasze dotychczasowe przypuszczenia,zachwiało naszymi przekonaniami, oraz wstrząsnęło nami do głębi.
          Albowiem prawda jest dość nieoczekiwana,zaś nagie fakty zadają wreszcie kłam tym wszystkim oszustom,którzy przez lata uporczywie twierdzili,iż opowiadają właśnie bajkę o Czerwonym Kapturku.Nie marudząc już więcej,chcemy poniżej naświetlić całemu społeczeństwu,jak bardzo było oszukiwane przez lata.
          Tu następuje pobieżny zarys charakterologiczny wszystkich postaci biorących udział w akcji:
          Czerwony Kapturek:
          Osobnik ten,przedstawiany z reguły jako mała i debilowata dziewczynka,z przylepionym do ust uśmiechem dziwki dworcowej,
          był nieco starszy,niż ogólnie można byłoby przypuszczać i wcale się ciągle nie uśmiechał.Również jego ksywka,lub pseudo nie wzięło się wcale z tytułu czerwonej chustki lub innego nakrycia głowy,noszonego notorycznie,tylko z powodu wcześniejszej,
          aktywnej działalności w kołach zbliżonych do ZSMP i PZPR.
          Dzięki znajomościom posiadanym w tychże parakryminalnych organizacjach,Czerwony Kapturek zdołał uniknąć
          odpowiedzialności karnej w związku z popełnieniem przez niego:
          24 kradzieży z włamaniem,8 napadów z użyciem niebezpiecznego narzędzia,15 prób samowolnego użycia pojazdów mechanicznych, niezliczonych prób gwałtu na pensjonariuszach pobliskiego domu starców,oraz licznych aktów niszczenia mienia społecznego
          i wandalizmu pod wpływem alkoholu.Czerwony Kapturek notabene chodził do lasu wcale nie po to,aby targać ciężki kosz z żarciem dla skretyniałej babci,lecz w celu zupełnie innym,o czym za chwilę.
          Babcia:
          Babcia była w rzeczywistości dziadkiem,który więcej pił niż jadł.
          Płyn przez niego wypijany nie był w żadnym stopniu spokrewniony z wodą źródlaną,chociaż też był czysty.Dziadek nie będący babcią pieniądze z otrzymywanej renty kombatanckiej przeznaczał na
          cotygodniowe wykorzystywanie seksualne Czerwonego Kapturka,
          oraz inne,uprzyjemniające życie,cele.Np.strzelanie do dzika
          z kałasznikowa,zgubionego przez Rosjan,przechodzących po pijaku przez zieloną granicę,oraz zakup nielegalnych kopii filmów przyrodniczych.
          Twierdzenie,jakoby dziadek był z Kapturkiem spokrewniony,
          należy włożyć między bajki.Wersja o rodzinie została wymyślona
          i kolportowana przez seniora,aby uniknąć ewentualnego oskarżenia o seksualne molestowanie nieletnich.
          Po osiągnięciu przez Kapturka odpowiedniego wieku nikt nie próbował więcej niczego wyjaśniać,bo już nie było i po co.Wszyscy uważali ich nadal za krewnych i tak już zostało.
          Wilk:
          Okropny wilk,choćby i bardzo się starał,nie mógłby wystraszyć nawet zwykłego przedszkolaka,bo kto bałby się wyliniałego ze starości nerwowego cherlaka,którego nawet zwykły szum liści
          w lesie przyprawiał o atak histerycznego przerażenia.
          Wilk przestał być mięsożerny od czasu,kiedy ze starości wypadły mu ostatnie zęby.Aby nie zdechnąć z głodu,żywił się sianem wykładanym w żłobach dla saren,oraz mchem i paprocią.
          Mieszkańcy pobliskich wsi znali wilka z widzenia.Litowali się czasem nad nim,podrzucając trochę mleka,zostawianego w pobliżu gospodarstwa,albo porcję kartoflanego puree,żeby zwierzak trochę podjadł,nawet nie dysponując zębami.
          Straszny wilk był tak naprawdę w strasznym stanie i wszystko,co na jego temat się wygaduje,to nic innego,jak tylko wredne pomówienia,oraz paszkwile literackie.
          Leśniczy:
          Pan leśniczy,a nie gajowy,jak to się błędnie podaje,miał czuwać nad lasem.Najśmieszniejsze jest to,że,jak wynika z dokumentów, prawie nigdy w swoim lesie nie bywał,chociaż brał za to pieniądze.
          Jego prawdziwą namiętnością było zwiedzanie burdeli położonych w najodleglejszych zakątkach kuli ziemskiej i dogłębne poznawanie ich pracownic.Pieniądze na te zbożne cele czerpał
          z bardzo zasobnego i wysoko oprocentowanego konta
          w Luksemburgu,odziedziczonego po przedwcześnie zmarłej na przedawkowanie szampana babci,która miała bardzo dziwne koligacje z najbardziej zamożnymi dworami książecymi w Europie i poza nią.Mimo,iż babcia nie żyła,wciąż wpływały na jej konto wysokie sumy pieniędzy,dobrowolnie wpłacane przez zamożne rody książece za niepublikowanie fotografii z różnych czynności seksualnych babci i monarchów płci obojga.Leśniczy poza tym zaglądał do lasu jedynie w celach rehabilitacyjnych,gdyż jak wszystkim wiadomo,zdrowe,leśne powietrze sprzyja leczeniu chorób wenerycznych.
          • leziox Re: Czerwony Kapturek-wersja warminska part 2. 05.12.10, 14:20
            Jak zawsze w soboty,Czerwony Kapturek,nazwijmy go w skrócie CzeKa,wybierał się z wizytą do dziadka,który zresztą nigdy nie był chory na cokolwiek,chyba że na kaca.Swoją godną podziwu tężyznę fizyczną zawdzięczał dziadek rześkiemu leśnemu
            powietrzu,nieskażonemu chemicznie mięsu dziczyzny łowionej nielegalnie w sidła i ustrzelonej z kałacha,jak też samogonowi pędzonemu w ilościach wykraczających poza logiczne rozumowanie gatunku homo sapiens.
            Naturalnie,również nocne ćwiczenia uprawiane z CzeKa wpływały korzystnie na dziadkowe samopoczucie.Sprzedaż kradzionego na skalę przemysłową drewna wspomagała finanse,a walizka z walutą obcą zakopana w piwnicy stale przybierała na wadze.
            W sobotę oglądał senior filmy pornograficzne znoszone mu masowo przez Czerwonego Kapturka,pił samogon i robił wiele innych miłych rzeczy.
            Wspomnanego dnia dziadek zajęty był,jakby inaczej,destylacją alkoholu etylowego,gdy dziewczynka wkroczyła na podwórko,śpiewając na melodię dobranocki "Piaskowy Dziadek":
            „-Dziadku,drogi dziadku,jak bardzo chce się pić!
            Otwieraj flaszkę już,wyjmuj szkło
            Wnuczka może znów u ciebie być
            Chce zobaczyć w butelce dno!”
            -Aaa,cześć wnuczka,bo akurat o tobie myślałem!-krzyknął dziadek,przytulając CzeKa serdecznie do siebie i głaszcząc ją pieszczotliwie po pupci,jak to zwykle robią dziadki z wnuczkami.
            -Masz tu szklankę i nie marnuj czasu-rzekł senior-spróbuj dzisiejszej produkcji.Siekiera,że konia z nóg zwali,nie to,co ta woda 40-procentowa,w sklepie sprzedawana!...
            CzeKa fachowo przechylił musztardówkę z płynem,pijąc bez przełykania do końca.Oczy jej wyszły na wierzch trochę bardziej niż zwykle,ale szybkie zapicie piwem i zagryzienie cebulą zaraz pomogło.
            -No dziadzia,naprawdę siekiera!-wykrztusiła wnuczka-ale smaczna i klarowna,czuć,że się coś pije!
            -A widzisz,widzisz!-ucieszył się senior-jak ja coś zrobię,to zawsze jest dobrze,hahaha!
            Kilka następnych szklanek pomogło wprowadzić miły nastrój
            w ponurej szopie,gdzie dziadek zmontował swoje laboratorium. Samogon miło rozgrzewał myśli i nastrajał do rozmyślań,w efekcie czego senior rozśpiewał się nagle,a tematem przewodnim były stare ruskie romanse.CzeKa wystukiwał chochlą rytm na wiadrze
            z wódką,co jakiś czas zaczerpując miarkę,gdy już w gardłach wyschło...
            Mniej więcej w tym samym czasie wygłodzony straszny wilk,dalej znany pod ksywką Strawi,włóczył się w niedalekiej okolicy,ze znudzeniem przeżuwając siano ze żłobu dla saren.Jako że czuł się w leśnych ostępach raczej samotnie,lubił podchodzić blisko do wsi,aby pogapić się na życie jej mieszkańców,o czym wiedzieli wszyscy i nie zwracali na niego większej uwagi.A że właśnie
            z podwórka na skraju wsi zaczęły dobiegać śpiewy i hałasy,
            podreptał wilk w kierunku zamieszania...
            Nasz dzielny staruszek zajęty był właśnie nastawianiem kolejnej porcji zacieru w olbrzymim kotle zakupionym kiedyś za grosze
            w prawdziwej gorzelni akurat doprowadzanej przez oszustów do bankructwa,czyli jak się to modnie wtedy mówiło-prywatyzowanej.Musiał się trochę z robotą śpieszyć,bo nazajutrz miał przybyć do niego poważny kupiec z miasta w celu nabycia kilkuset litrów spirytusu.Dziadkowy wyrób,zdrowy i czysty,cieszył się zasłużonym powodzeniem w województwie,dlatego i klienteli nie brakowało.Praca posuwała się szybko naprzód.
            Nagle dało się słyszeć potężny rumor i łoskot,aż zatrzęsło się podwórko,po czym zapadła głucha cisza.
            -Co za cholera-zaklął dziadek-trzęsienie ziemi,czy co?
            Przestraszony CzeKa przytulił się do seniora,jak zwykle
            w stresowej sytuacji mówiąc wierszem:
            -Och dziaduniu,co się dzieje,z nerwów głowa mi się chwieje
            Może to są włamywacze,co ukradną naszą daczę?
            -Wnuczka,ryjka na kłódkę-szepnął dziadek-nigdy nie wiadomo,czy to czasem posterunkowy Klekot w pobliżu się nie zaczaił.Ale ja na swoim jestem,to i prawa wszelkie posiadam na wypadek poturbowania bandziora,choćby on i na niebiesko był ubrany!
            Dla pewności weź widły i idź od stodoły,a ja zajdę od tyłu, zobaczymy co się dzieje...
            Jak powiedzieli,tak zrobili.Kapturek,ciągle nie wierząc,iż mógł to być jedynie sierżant Klekot,tylko bandyci,skradał się cicho, mrucząc pod nosem:
            -Widły w ręku nie pomogą,gdy mnie kopną w buzię nogą
            Zrobią ze mnie marmoladę i karetką stąd wyjadę!
            Obawy dziewczynki nie miały jednak specjalnego sensu.Po paru minutach stary zawołał CzeKa:
            -E,wnuczka,już nie sraj w gacie!Się tylko drewko opałowe wywaliło!
            I rzeczywiście.Drewno poukładane koło płotu w ładny dwupiętrowy stos runęło nagle,bez specjalnej przyczyny, zasypując pół podwórka.
            -Cholera jasna,znowu robota sama pcha się w ręce-zaklął dziadek-wszystkie nieszczęścia spadają na biednego,schorowanego człowieka.Cho no tu,wnuczka,poukładamy to trochę.Sporo ludzi do mnie przychodzi,powiedzą jeszcze,że śmietnisko publiczne
            u siebie na podwórku otworzyłem,tego by mi tylko brakowało.
            -Ee,tam,dziadzia...Nawet ci uciekinierzy z więzienia,no wiesz,ci
            z wyrokami za morderstwo,mieszkający na bagnach,co po wódkę do ciebie przychodzą,nie marudzą i mówią,że im się tu podoba...
            -Nie mędrkuj,tylko zacznijmy już to układać,bo nas tu ranek zastanie,a wypić coś jeszcze trzeba.
            No i wzięli się do roboty.Już pod koniec pracy CzeKa zauważył coś siwego,wystającego spod ostatnich 400 kawałków drewna.
            Jak nietrudno się domyślić,siwy ogon i cała reszta należały do wilka,który obserwując podwórko,nieopatrznie potrącił stos drewna,zwalając je sobie na łeb.Kapturek doszukał się pod drewnem ciągu dalszego wilka,wyciągając go na światło dzienne.
            -Senior,patrz!To ta wyliniała leśna cholera rozpieprzyła drewko, które do tej pory układamy jak idioci!Czegoś tu szukał,łajzo,
            szczęścia w miłości,czy może w mordę,co?
            -A może w policji zaczął pracować,przesłuchaj go wnuczka na tę okoliczność-dodał dziadzia.
            -No co wy,nie wygłupiajcie się-powiedział wilk ludzkim glosem- przecież wiecie,że zawsze byłem prześladowany za moje demokratyczne przekonania.Ciągle przesłuchania i problemy,a wy mi tu takie zarzuty po oczach,jakbym zasłużył.Toż ja kombatant przecież...
            -Ty tu wilk nie filozofuj,tylko prawdę mów,bo w nocha będzie zaraz z glana-rzekł przekonywująco CzeKa.
            -Naprawdę,jak na spowiedzi mówię-z pewnym strachem w głosie gadał wilk-trochę u was głośno było,to pomyślałem sobie-zobaczę, co tam nowego.A tu nagle mnie coś jebło w czachę i więcej nic nie pamiętam.Może i ciekawski trochę jestem,ale żeby donosić,co to,to nie.Honor swój mam i nie kocham urzędów jakichkolwiek.
            A tak przy okazji zapytam,skoro tu już jestem,może macie coś do przegryzienia,bo ciągle tylko te siano żuję.Teraz nie sezon turystyczny,to nikt nawet serka topionego nie podrzuci czy jogurtu.
            -A co ty sobie myślisz wilk,u nas to restauracja,czy bar mleczny może?-dokuczał CzeKa-wziąłbyś się lepiej za jakąś robotę,za stróża na budowie zatrudnił,czy co...A ty tylko włóczysz się dniami i nocami po lesie,ciężko wzdychając i gadając do siebie,jak głupek.
            -Wnuczka,daj już spokój biedakowi,zobacz,jak on wygląda-włączył się dziadek-zrób lepiej dla naszego wilusia drinka,to nie będzie marudził...
            Kapturek,mrucząc jeszcze coś tam pod nosem,poszedł przyrządzić jakiś napitek dla niespodziewanego przybysza.Długo nie potrwało
            i już trzymał Strawi w swojej łapie cocktail z wilczej jagody na autovidolu.
            -To cię postawi na nogi,wilk-pocieszał dziadek-krew ci inaczej będzie w żyłach krążyć i nie zamarzniesz,jak zimno przyjdzie.Z nic nie ma nic,więc pijmy,bo się ściemnia.
            I tak cała trójka zasiadła przy wesoło buchającym ogniu,płonącym pod bulgoczącym kociołkiem,w którym dojrzewała najlepsza gorzała w okolicy.Wilcze uszy wnet oklapły,a oczy zmieniły kolor na jaskrawoczerwony,bo dawno on nic już nie pił,zaś ogólne osłabienie wnet dało o sobie znać.Honor i ambicja niewiele mogły mu w tym pomóc,aby utrzymać się na łapach.Wkrótce wilk padł.
            Rozumie się,że dziadek z wnuczką pili nadal,co było więcej,niż oczywiste przy ich kondycji.

            • leziox Re: Czerwony Kapturek-wersja warminska part 3. 05.12.10, 14:22
              Traf chciał,że dokładnie w tym samym dniu,o czym nawet nikt, naturalnie nikt oprócz agentów Stasi,nie wiedział,przybył do wsi leśniczy,powracający tym razem z odwiedzin burdeli w Bangkoku.Był nieco osłabiony po straszliwym,12-godzinnym locie w maszynie pełnej przemytników z warszawskiego bazaru Różyckiego.Ludzie ci odczuli trudno wytłumaczalną sympatię do pracownika lasów państwowych i spili go podczas lotu na umór.Ostatnie dwie godziny lotu spędził leśniczy pod fotelem w kałuży własnych pawi,skąd został wyciągnięty dopiero na lotnisku przez służbę graniczną,oraz pracowników urzędu do spraw imigracji.
              Po wyrzuceniu przez ochroniarzy na zbity ryj z terenu lotniska,
              dotarl leśniczy z potwornym kacem na śmierdzący moczem dworzec centralny,skąd jechał potem kilka godzin nocnym pociągiem do kołaczącej mu się w myślach miejscowości,gdzie
              spodziewał się napotkać ludzi mu znanych.
              Po zupełnie przypadkowym trafieniu do domu,stwierdził leśnik,że jak na złość,w leśniczówce wyschła wódka,którą można byłoby zaleczyć kaca,co samo w sobie było już koszmarne.
              W najbliższej okolicy można było w tym wypadku liczyć tylko na dziadka,u którego wódki nigdy nie zabrakło.Czy za Ruskich,czy za okupacji,czy za komuny-no i teraz w czasach kapitalizmu-zawsze mógł tam człowiek coś miłego dla siebie znaleźć.Kolejne pokolenia zakupywały towar u dziadka.Nikt z miejscowych tak naprawdę nie wiedział za cholerę,ile staruszek ma lat,ale też nikt jakoś go o to nie pytał.Byli tacy,co uważali go za wampira,inni twierdzili,że już ich pradziadowie za cara zaopatrywali się tam w gorzałkę i wskazywali na źródła
              w kronikach,wspominające seniora osobę oraz karę w rublach carskich zapłaconą za nielegalne bimbrownictwo,jednak nikt nie wiedział nic pewnego.Tym bardziej,że osoby,bardziej drążące ten temat dawno zaginęły w niewyjaśnionych okolicznościach podczas prac polowych,albo dojenia bydła w stodole,odległej o 20 metrów od domu,zaś nowych chętnych do wyjaśnienia tajemnicy nie było...
              Pomijając wszystkie plotki,wyciągnął leśniczy z szopy starego Junaka,którego wygrał kiedyś w karty od sąsiada i z niejakim trudem odpalił go,a potem,klnąc straszliwie,popędził w mrok.
              W promieniu kilku kilometrów ryk silnika wypłoszył bez reszty dziką zwierzynę i kłusowników,a drgawki trzęsącego leśniczym alkoholowego delirium udzielały się do tego stopnia motocyklowi, że aż prowadzić było trudno.
              Wibrując tak razem z maszyną dotarł on wreszcie do cudownego źródełka z wodą życia,mieszczącego się u dziadka w szopie.
              Słysząc potworny odgłos zdezelowanego,pozbawionego tłumika Junaka,który ledwo zahamował przed wjazdem,starszy spojrzał
              w kierunku bramy:
              -Ooo,leśniczyyyy!-krzyknął senior z pijackim grymasem na twarzy, mającym oznaczać uśmiech-no,co tam słychać?Nie wiesz pewnie,czy las jeszcze stoi?A pieniążki lecą co miesiąc na
              wypłatę i to za darmo z nadleśnictwa,nie?Oj,dobra robota!
              -Ty mnie tu lasu nie wypominaj-rzekł gniewnie skacowany leśniczy,przewracając się przy tym z łoskotem razem
              z motocyklem na ziemię-jak go jeszcze całkiem nie rozkradłeś,to pewnie i stoi!
              -A tam,gadanie,toż każdy wie,że dusza u mnie czysta
              i nie splamiona-niewinnie powiedział dziadek-a jak czasem trochę chrustu z lasu przyniosę,to nikomu nie ubędzie i las się wyczyści...
              -Takim czyszczeniem to z puszczy nad Amazonką można Saharę
              zrobić.Ostatnim razem to jakieś 20 przyczep traktorowych tego chrustu było.I nawet na twoje podwórko nie trafił,tylko pojechało wszystko w stronę miasta,a ty nie mogłeś zapłaty za ten chrust w kieszeń upchać.Sarny mi to wszystko na ucho wyszeptały.
              Ale teraz już za późno na udowadnianie,zresztą w innej sprawie tu przyjechałem.Gorzały mi zabrakło,to kupić bym coś chciał u ciebie...
              Mówiąc to,leśnik się zachwiał i tracąc równowagę wylądował na czymś wyglądającym,jak stary,przykurzony worek.
              -No co,leśniczy,brakuje we krwi kalorii,co?Tam w Tajlandii wódka chyba słabsza musi być,albo zatruta deko,bo po mojej samogonce nigdy tak tobą nie rzucało-zaśmiał się dziadek-chwiejesz się jak trawa na wietrze.Poza tym za długo nie wyleguj się tam,gdzie akurat opadłeś,bo swojemu pupilkowi na futerko zaszkodzisz, całkiem wylinieje,hahaha!!!
              Leśniczy spojrzał w dół,przyglądając się nieco uważniej swojemu tymczasowemu fotelowi,po czym głos zamarł mu w gardle,a twarz pobladła,jakby ducha zobaczył,co się zresztą prawie zgadzało.
              -Przecież to ten biedak wilk,mój Boże!Co wyście z nim zrobili,wy bydlaki,kłusownicy!I tak ledwo życia się trzymał,prawie zabytkowy w tych lasach był,zresztą ostatni,a teraz leży tu martwy,bo banda zdegenerowanych sadystycznych zwyrodnialców go dopadła!Co,z Niemiec na skórę mieliście zamówienie?!
              I nie zostawiając czasu na wyjaśnienia,rzucił się leśnik z pięściami na dziadka i CzeKa,chcąc w nich wymusić większy szacunek dla leśnej zwierzyny.Dziewczynka niespodziewanie fachowo podstawiła leśniczemu nogę,a zaraz potem,nadając mu większego rozpędu,kopnęła go z całej siły w plecy.Jakby od niechcenia, machnął dziadek swoją łopatowatą dłonią w kierunku nadlatującego leśnika,bezbłędnie trafiając go w paszczękę
              i odsyłając na parę chwil w ciemność.Senior na brak krzepy nigdy nie narzekał,co nieraz wykorzystywał podczas wizyt w wiejskiej gospodzie...
              Przebudzenie leśniczego było chłodne i niemiłe,spowodowane wiadrem wody na niego wylanym.
              -Patrz wnuczka,jeszcze żyje ta kanalia,co nas chciała pobić. Mnie,schorowanego starca i ciebie,młodocianą dziewczynkę,słabą jak króliczek.To co,dzwonimy na policję czy jak?
              -A dzwońcie,dzwońcie,chuligańska bando-wymamrotał dopiero co
              ocucony leśniczy-ciekawe jak wytłumaczycie obecność martwego
              wilka na waszym podwórku.Zaraz was za klusownictwo zamkną,
              do tego dojdzie jeszcze pobicie.Może i dobrze,spokój będzie we wsi na jakiś czas...
              -Dziadek,od tego włóczenia się po świecie leśnik nam całkiem zwariował.Jaki martwy wilk,jak pragnę zdrowia,gdzie?
              -Wnuczka,nie dyskutuj z wariatem,tylko przywal mu jeszcze raz
              w mordę,to może mu się polepszy!Jak ta zielonka myśli,że my izba wytrzeźwień dla jego futrzaków jesteśmy,to niech go sobie stąd zabiera do leśniczówki i tam się nad nim roztkliwia.Co za zwierzyna się teraz w lesie porobiła,same abstynenty,psiakrew! Litra wypił i odjazd!Nie to,co przed wojną!
              -Przed którą wojną,dziadku?-niewinnie zapytał CzeKa,ale senior udał,że nie usłyszał pytania.
              -A co do pobicia-dodał dziadzia-to każdy we wsi widział,jak po pijanemu potknąłeś się o kawał drewna i upadłeś na pysk.Mogę zaraz ze dwudziestu świadków sprowadzić,co to widzieli...
              W tej samej chwili Strawi ocknął się na moment i rzucił okazałego pawia na spodnie i buty leśniczego,przerywając znienacka kłótnię.
              -Ach ty bydlaku nieokrzesany-ryknął leśniczy-to ja tu mordę za ciebie nadstawiam,żałuję,że cię ukatrupili,a ty w podzięce na mnie rzygasz!Nic,tylko cię na konserwy dla kotów przerobić,a futro w publicznym kiblu wyłożyć jako wycieraczkę,tyyyy!...
              Dalszej odpowiedzi ze strony wilka nie było,czego zresztą należało się spodziewać.
              CzeKa i dziadek długo jeszcze zarykiwali się ze śmiechu,złoszcząc leśniczego.I nawet profilaktyczne opuszczenie go dla kawału głową w dół do 40-metrowej studni,przywiązanego za jedną nogę do łańcucha nie poprawiło mu humoru.
              Dopiero gdzieś po piątej szklance gorzały nabrał leśnik trochę wigoru,uśmiechając się nawet czasem.A że chyba brakowało mu nieco towarzystwa wilka,zaczął go budzić,początkowo bez efektu.Jednakże niezawodnej wody nie brakowało;również wilk miał okazję załapania się na prysznic złożony z kilku wiader.
              Z bolącym łbem,zaśliniony i z rozłażącymi się na boki łapami dowlókł się Strawi do ogniska,gdzie otrzymał na pokrzepienie szkło do opróżnienia,co postawiło go jako tako na czworaki.I tak nasza bajkowa paczka siedziała przy ognisku wreszcie ze sobą pogodzona,wesoła i odprężona.
              • leziox Re: Czerwony Kapturek-wersja warminska part 4. 05.12.10, 14:24
                Śmiano się z kawałów leśniczego traktujących głównie o kurwach
                i burdelach,popijano samogon i śpiewano ruskie romanse,wyjąc wraz z wilkiem do księżyca.A CzeKa nawet specjalnie się nie obrażał,gdy leżniczy podszczypał go tu i ówdzie.
                Wbrew temu,co pisze się w zakłamanej i sfałszowanej bajce,nikt nikogo nie zastrzelił,ani nie rozpruł nożem,co brzmi na pewno bardziej humanitarnie,niż wymyślone przez jakiegoś perwersyjnego zboczeńca horrory.
                Wszystko naprawdę skończyło się znacznie milej,a naszą czwórkę połączyły wkrótce wspólne interesy.
                Leśniczy,zaniedbując nieco wizyty w Tajlandii i wykorzystując luki prawne,założył agencję towarzyską,co było przecież równie miłe, jak wizyty w zagranicznych domach publicznych.
                CzeKa za pożyczone od dziadka pieniądze przystąpiła do spółki
                z leśniczym,prowadząc z nim jego agencję.
                Dziadek pozostał wierny swojemu dawnemu zajęciu,otwierając wielką,legalną gorzelnię i dając zatrudnienie dla 120 osób,za co otrzymywał dużą ulgę podatkową i dodatek z gminy.
                Na miejscu dawnej,wysoko ubezpieczonej chaty,która spłonęła któregoś dnia z nieznanych przyczyn,postawił dużą willę w stylu secesyjnym,aby,jak mawiał,czuć się jak przedwojenny hrabia.
                Posterunkowy Klekot pracował teraz na pół etatu w charakterze portiera w gorzelni dziadka i jego wredne knowania skończyły się z chwilą zatrudnienia raz na zawsze.
                Jako osobistego ochroniarza zatrudnił dziadek wilka,wstawiając mu za granicą wszystkie zęby,aby już nigdy nie musiał się zwierzak ośmieszać,jedząc razem z sarnami siano ze żłobu.
                Strawi odwdzięczał się dziadkowi 100%-wą lojalnością,mieszkając w jego domu i śpiąc na wielkiej skórzanej kanapie,niedaleko której stoi olbrzymi telewizor ze 100 programami.Wieloma
                o zwierzętach.
                Niektórzy we wsi zaczęli naszą czwórkę nazywać mafią,ale czego to nie wygadują zawistni ludzie,gdy komuś uda się odnieść sukces.
                Zwłaszcza,iż plotki plotkami,a cała wieś pożyczała na niewielki procent pieniądze od naszych bohaterów,nie musząc chodzić do banku...
                Niniejsza opowieść powoli dobiega końca,tym samym wypełniając pisarski obowiązek wyjaśniania białych plam i zakłamania, panoszącego się tak samo w średniowieczu,jak i teraz.
                Spisana przez nas historia z krwawego,potwornego horroru
                o Czerwonym Kapturku zamieniła się w miły epos o przyjaźni
                i optymizmie,za co podziękują nam z pewnością przyszłe pokolenia.
                A teraz drogie dzieci,mordy w kubeł...eehm,to znaczy-umyjcie rączki,ząbki i buzie-pora spać.

                THE END

                COPYRIGHT BY LEZIOX







                • leziox Polski balwanek 05.12.10, 19:57
                  Bałwanek

                  Balwanek śnieżny,lśniący i biały
                  Stoi tu sobie ku zimy chwały
                  Stoi na mrozie lecz mu nie zimno
                  Chociaż jest mroźno i całkiem ciemno

                  Stoi bałwanek,patrzy wokoło
                  Dziwi się światu tak tutaj stojąc
                  Taki bałwanek,śliczny i czysty
                  Jak jest sumienie pana lobbysty

                  Tu na podwórku może stać sobie
                  Gdzie indziej byłby już w śnieżnym grobie
                  My szanujemy cudzą robotę
                  Jak kto bałwanka ze śniegu ukopie

                  Stoi bałwanek,deczko oszczany
                  Pieski przychodzą,suczki i pany
                  Na coś lać trzeba mówi im dusza
                  Siuśnie w balwanka i znów w świat rusza

                  Bałwanek śnieżny trochę zszarzały
                  Nie jest na dzisiaj już taki biały
                  Pan z ciężarówki mu rączkę urwał
                  A garnek z główki długo się turlał

                  Stoi bałwanek,marchew ukradli
                  Pili ci winko,warzywko zjadli
                  Jakos mniej śniegu w nim chociaż biały
                  Jakby przez noc mu i śnieg zajebali

                  Ze dwa dni trwało nim bałwan padł
                  Kopał go każdy,i mały i dziad
                  Zbyt biały był jakby w naszym tym kraju
                  Rzucał się w oczy,więc poszedł do raju

                  A gdyby was to tu nie wystraszyło
                  Choć powiem szczerze-jest mi niemiło
                  Pamiętać należy wciąż o tym rodaku
                  Bądź ty na poziomie i nie trać ty smaku

                  Wychylisz się deczko i znany się zrobisz
                  Twe szczęście-jak tylko deseczką zarobisz
                  A tłum cię z poziomem wnet zrówna jak nic
                  Że masz tutaj szanse?To pic!

                  THE END

                  Copyright by Leziox


                  • leziox Pterodaktylizm poranny 06.12.10, 12:35
                    Pterodaktylizm

                    Wśród gąszczy internetowych łączy,
                    Schowane gdzieś w mieszkaniu
                    Na peryferii wygnaniu
                    Czai się dziwne zwierzę,śniac o ofierze

                    Wrzaskliwe,pstrokate i płoche
                    Misję dziejową sobie uroiło
                    Aby wszystkim było miło
                    Tak sobie kombinuje,gdy się loguje

                    Zwierzęce macki wyciąga niekrótkie
                    Chce dotrzeć na każde zadupie
                    Tam gdzie wszyscy są w kupie
                    Forum opanowuje,jak coś tam popiskuje

                    Gdy śpisz sobie słodko w łóżeczku
                    A tu nagle z rana,kochany,kochana
                    Wrzask się rozlega po ziemi kresy
                    Jam budzik-wstawajcie marginesy!

                    I każdy udaje że mu tak błogo
                    Ach,zwierzaku,jak to pięknie
                    Z rana zerwać się z wyra smętnie
                    I drzeć też pospołu pysk-co za zysk

                    Jam nie istota poranna zaiste
                    Denerwują mnie ryki jak z piekła peryferii
                    Dostaję wnet groźnej histerii
                    Jak słyszę wrzaski zwierza-nie nietoperza

                    I tak sobie myślę spokojnie jak wariat
                    Zwierzaczek pstrokaty znów mnie budzi
                    Jak innych też tu ludzi
                    Może by zwierza obuszkiem-w nóżkę?

                    Noc zapada nad ziemskim padołem
                    Ucicha wrzask i ryk zwierzęcia wrednego
                    Tego zawsze samego
                    By rano wystraszyć mnie znowu-gdzie chodu?

                    Pterodaktylizm choroba niezwykła
                    Nikt nie wie że zwierzę na wrzaski chore
                    Nosi w sobie potworę
                    Wypiję setuchnę-zwierza w łepek-nim ogłuchnę

                    W ten sposób się niepokój skończy codzienny
                    Będę spał tyle ile zechcę sobie z rana
                    Bez zwierza przeszkadzania
                    Pterodaktyle kopalniane-czas i dla was na spanie!

                    THE END


                    Copyright by Leziox
                    • leziox 2010/11 01.01.11, 20:52
                      2010/11

                      Rok nam strzelił jak z armaty
                      Kopał w tyłek,dzielił baty
                      Pozbawiając siły,mienia
                      Często był nie do zniesienia

                      Życie różnie się toczyło
                      Czasem było nawet miło
                      Miłość,seks i nowe dzieci
                      Kraj nam już przyrostem świeci

                      Praca,stress i upomnienia
                      Troski,smutki,poronienia
                      Samobójstwa i brak siły
                      Nie był roczek ten zbyt miły

                      Teraz krzywą ma mordeczkę
                      Już pakuje swoją teczkę
                      Dziś powiemy dla przykładu
                      Słowa znanesmirkpieprzaj dziadu!

                      Polityka i religia
                      Nie wrzucana dziś do tygla
                      Jak jest-przecież wszyscy wiecie
                      Działo się wszak i na świecie

                      W internecie znajomości
                      Nowe twarze i podłości
                      I przyjaźnie wciąż kwitnące
                      Jak ta trawka.Gdzieś na łące

                      Ceny w górę,kasy mało
                      I podwyżkę by się chciało
                      Szef ci powie-to wynocha
                      Nawet go nie walniesz w nocha

                      Szaro jest no i paskudnie
                      Nie pocieszam więc obłudnie
                      Iż polepszy sie od jutra
                      Czasem będzie mina smutna

                      Lecz dziś składam wam wyrazy
                      Powtarzane z tysiąc razy
                      Bawcie sie no i weselcie
                      I Sylwester gicio miejcie

                      A gdy minie rok ten stary
                      I nadejdzie gówniarz mały
                      Będą gwiazdy wciąż na niebie
                      Wy szanujcie bliźnich,siebie

                      Niech wam roczek nowy darzy
                      Niech wam szczęścia moc wymarzy
                      Niech nadzieja w was wciąż nowa
                      Będzie dobrze!Spoko glowa!

                      Niech was zawsze już omija
                      Brak orgazmu,grypa,kiła
                      Brak czasowy prącia stania
                      Spadki formy,połamania

                      Niech nałogi i choroby
                      Nie rujnują wam wątroby
                      Niech was to omija draństwo
                      Najlepszego,mili Państwo!

                      THE END
                      Copyright by Leziox
                        • leziox Czlowiek spokojny 12.03.11, 21:35
                          Z pamiętnika człowieka spokojnego

                          Chodziła bakteria po mym wnętrza ciele
                          Męczyła gorączką,znaczyła niewiele
                          Dużą tak tabletką ścierwu przywaliłem
                          Gdy bakteria padła,ja się nie zmartwiłem

                          Muszka mi wleciała w mieszkaniową niszę
                          Bzyczała tak głośno,zakłócając ciszę
                          Wziąłem ja taboret,w łepek przyjebałem
                          Muszka precz do raju i już cicho miałem

                          Pszczoła się podkradła,chciała ukraść miodu
                          Gdyby się udało,byłaby do przodu
                          Kij mój bejsbolowy był jednak przeszkodą
                          Nic już nie wyniesie,wszyscy z tym się zgodzą

                          Ptaszek jest malutki,strzelba moja duża
                          Wnet ją przeładuję,bo mnie ptaszek wkurza
                          Łazi gad i ćwierka,skacze po ogrodzie
                          Strata to niewielka jeśli mu przyłożę

                          Dwa naboje w lufie-hukło jak cholera
                          Tam gdzie łaził ptaszek,dziura w glebie teraz
                          Smętne piórko tylko wzlatuje na wietrze
                          Gdy przyleci drugi,jemu też przypieprzę

                          Ach ta cisza błoga jak mi z nią radośnie
                          Wszakże znów przeszkadzał dzięcioł tam na sośnie
                          Że daleko było,użyłem bazuki
                          Sosny wprawdzie nie ma,lecz umilkły stuki

                          Skowronka jest trudno wyśledzić skubańca
                          Kiedy drze swą mordę na niebie tak z rańca
                          Zdalnie kierowana ta rakieta była
                          Znalazła bydlaka i wrzask umorzyła

                          Niech nie myślą ludzie że mam co do ptaków
                          Byle dzioby zamkły,stado wrednych szpaków
                          Dużo ich tam było,no to gaz bojowy
                          Puściłem na ogród-każdy szpak gotowy

                          Piał kogucik rano,myślał-robi dobrze
                          Budził mnie o świcie,hałasując szczodrze
                          Rzuciłem siekierą tak dla żartu chyba
                          Pływa już w rosole kogucik jak ryba

                          Chodził kotek sobie w ogrodowych krzaczkach
                          Miauczał i spać nie dał,taka kocia sraczka
                          Wyciągnąłem z szafy ten po dziadku granat
                          Podrzuciłem kotu i pofrunął zaraz

                          Piesek szczekał głośno,wściekły pewnie jaki
                          Ciszę mi przepędzał,złośliwy był taki
                          Dałem mu kiełbaski z kablem w niej od prądu
                          Do gniazdka włożyłem wtyczkę do przyrządu

                          Nawet nie huknęło,tylko poiskrzyło
                          Pierdolnął bezpiecznik,wnet po piesku było
                          Niech nie myśli bydlę,taka jego rasa
                          Iż za darmo była dla niego kiełbasa

                          Lubię ciszę wokół,nie lubię hałasu
                          Jam spokojny człowiek,nie marnuję czasu
                          Kiedy ciszę znowu bydlę jakieś kradnie
                          Mogę być brutalny,a to tak nieładnie

                          Wyły wilki w nocy,pewnie tak dla śmiechu
                          Bezrozumne ssaki,nie poznały grzechu
                          Wsiadłem w helikopter,postrzelałem z góry
                          W przedpokoju leżą ładne wilcze skóry

                          Ryczał jeleń głośno na swym rykowisku
                          Nie chciałem bejsbolem tłuc mendy po pysku
                          Lecz nie odmówiłem serii mu z kałasza
                          Niech w zwierzęcym raju sarny swe zaprasza

                          Trąbił słoń w pobliskim zoo kiedyś ciemną nocą
                          Głośne były też zwierzęta co zwykle jazgoczą
                          Karabin z lunetą miałem i noktowizorem
                          Zoo teraz jest zamknięte,cisza zaś wieczorem

                          Niech nie myślą ludzie że mam coś do zwierząt
                          Póki one sobie gdzieś tam w norach siedzą
                          Wyszły dziki głośne na leśną przesiekę
                          Dzisiaj na kolację dziczyznę upiekę

                          Biegły sobie dzieci wrzeszcząc tak w swawoli
                          Darły mordy głośno jakby je kto gonił
                          Wyskoczyłem z krzaków do nich z karabinem
                          Teraz robią kółko przez Staśka brzezinę

                          Cisza to jest rozkosz tak wspaniała dla mnie
                          Nic mnie nie przeszkadza kiedy leżę w wannie
                          Sąsiad gruby stukał dziś w samo południe
                          Potknął się na dole,zaś w szpitalu schudnie

                          Jechał ktoś ulicą,auto było głośne
                          Wpadł niechcący w poślizg,zawisnął na sośnie
                          Trzeba dbać o pojazd żeby cicho jechał
                          Abyś się na sośnie głupio nie uśmiechał

                          Szkoła stała obok mojego mieszkania
                          Hałas był okropny bez opanowania
                          Budynku już nie ma bo wziął się zawalił
                          Po tym kiedy w nocy niechcący się spalił

                          Niech nie myślą ludzie że mam coś do ludzi
                          Póki żaden łapciuch z drzemki mnie nie zbudzi
                          Nie chcę być brutalny,nie lubię przemocy
                          Tylko zawsze ktoś mi na odciski skoczy

                          Wreszcie świat mnie wkurwiać zaczął głośny taki
                          Hałas,chaos,nerwy i głośne zwierzaki
                          Wkradłem się do rakiet ja raz bazy małej
                          I wszystkie atomki precz ja wystrzelałem

                          Długo to nie trwało,ledwie pół godziny
                          Ruscy wystrzelili,dołączyły Chiny
                          Nie ma już na świecie ni jednego ludzia
                          Co by chodził tutaj i bez przerwy wkurzał

                          Gdy się skończy świecić,pójdę nad jezioro
                          Zachwycony ciszą dookoła sporą
                          Hałas jest skończony,ludzkość też już chyba
                          Ale po co ludzkość,na jakiego grzyba?

                          Odzyskałem spokój,gdy opadły dymy
                          Nie wrzeszczą,nie jeżdżą jak ostatniej zimy
                          Byle ufoludki teraz nie zajrzeli
                          Bo na pewno by się ze mną zaraz ścięli

                          Niech nie myślą ludzie że mam co do ufo
                          Ale siedzę tutaj z działa wielką lufą
                          Pocisk jest w komorze,jak się zdenerwuję
                          No to i na ufo sobie zapoluję...


                          THE END

                          Copyright by Leziox
                          • leziox Diler cukrowy 10.05.11, 15:21
                            Napisane w maju 2011 po przezytej reglamentacji sklepowej u Niemca.

                            Diler cukrowy czyli sama słodycz

                            Że u Niemca demokracja,wie każdy kto czyta
                            Bo porządna to i całkiem z dyscypliną nacja
                            Mózg mi jednak coś zaprząta,jak szyba niezmyta
                            Iż zakradła się do Niemiec już reglamentacja

                            Kupić chciałem trochę cukru jako żem i łasuch
                            Nic nie kradłem,nie zabrałem grzecznym będąc wielce
                            Wziąłem dziesięć kilo cukru,cicho,bez hałasu
                            I stanąłem sobie spoko do kasy w kolejce

                            Tu panienka miła,owszem-patrzy na mnie srogo
                            -Po pięć kilo brać tu wolno,dziesięć jest verboten
                            Krtań mi w strachu się ścisnęła,choć nie było drogo
                            Jeszcze tu w obozie skończę prędzej zaś niż potem

                            Czy mnie zaraz rozstrzelają,zapytałem cicho
                            Czy też jeszcze męczyć będą w podziemiach marketa
                            Czy mi stopki włożą szybko powiedzmy w ognicho
                            Czy na głowie będzie zaraz czarna ta skarpeta...

                            Przeszłość Niemiec mi stanęła zaraz przed oczami
                            Wiece i pochody ciemne-cukier dla rodaków!!
                            I ten pan z wąsikiem krzyczy-precz z auslenderami
                            Odbierzemy nam nasz cukier,pójdziemy na Kraków!!

                            Obóz w Dachau znowu czynny dla cukru dilerów
                            Praca uszlachetnia,mówią,rano gra orkiestra
                            Podskocz,rozstrzelają zaraz za czynienie szmerów
                            Weź człowieku na myśl taką w gacie się nie zesraj

                            Miałem szczęście-wypuścili,zabrali pięć kilo
                            Nawet nie pobili jakoś przez brak personelu
                            Wizje odpłynęły z Odrą i znów było miło
                            Mogłem się ja poczuć prawie jak za Peerelu

                            Gdybym chciał więc jechać znowu do kraju starego
                            I rodzinka poprosiła o 100 cukru kilo
                            To przecież być pewny mogę ja jednego
                            Znów wracają czasy przecie z nielegalną dilą

                            O kant dupy demokrację,więcej tu nie powiem
                            Mam kasiorę i chcę cukru więcej niż pięć kilo
                            Jakiś matoł chce mi mówić że mniej to jest zdrowiej
                            Nic tylko wziąć i przywalić w kołchozowe ryło

                            Zostanę przestępcą srogim i wykupię wszędzie cukier
                            Będą kochać mnie dziewczęta mocno,zawsze szczerze
                            I niech Unia płacze,szlocha,ja mam to juz w dupie
                            Więc mów mi od dziś dziewucho-słodki mój dilerze!!

                            THE END
                            Copyright by Leziox

                            • leziox Wyrostek 09.06.11, 19:50
                              WYROSTEK

                              Méska czesc ciala niewielka
                              Nieduza
                              Dlaczego wiec facet sie wkurza
                              Gdy mu tak uswiadomic
                              Ze by ojczyzny lub niewiast bronic
                              Wyrostek mu wielki niepotrzebny
                              Aby ratowac
                              Boginie i wiedzmy
                              I inne wzywajace pomocy dziewoje
                              Wyrostkiem nie podtrzyma miecza
                              I nie ma juz sredniowiecza
                              Przyrzady niewiasty kupic tez moga
                              Wiec wyrostek méski
                              Czasem-synonim tez kléski
                              Mozna sobie panowie-darowac,
                              I nie panikowac.
                              Kobieta jak jej zalezy
                              Szybko wzrokiem wsio zmierzy
                              Ladnie powiekszy,dosztukuje
                              I juz wieksze sie robiá
                              Ch.je.

                              Copyright by Leziox