leziox Re: Dziśdzień 18.08.20, 11:26 Zamrożony sernik jakoś do mnie nie przemawia. Lody? No może...dobrze zrobione. Odpowiedz Link
1999_chyba Re: Dziśdzień 18.08.20, 21:34 cambria1.2 napisała: > Karmel z solą. > Nie ma czegoś takiego jak karmel z solą, jest subtelna różnica jeśli chodzi o lody e smaku "słony karmel". W tym sezonie trzeba się nachodzić żeby je zdobyć . Poprzedniego lata przebojem były lody cafe late, zajadałem się nimi ale teraz zniknęły jakoś. Odpowiedz Link
cambria1.2 Re: Dziśdzień 18.08.20, 21:59 No może i słony bez soli Cafe late przeoczyłam... Szkoda. Odpowiedz Link
leziox Re: Dziśdzień 19.08.20, 12:26 No może i nie ma karmelu z solą, ale tak naprawdę, to kto mi niby zabroni posolenia karmelu? Biorę se i se solę. A co se nie mogę jak se kcem? Odpowiedz Link
cambria1.2 Re: Dziśdzień 20.08.20, 13:58 A Tuwim na to: Gdybym ja nie był poetą, A pani nie była kobietą, To znaczy: gdybym ja umiał Bez obłąkania i szału Dań składać pięknemu ciału I takbym się wyżył, wyszumiał; Gdybym mógł kochać bez mitu, Bez natchnionego zachwytu, Bez legendarnych przydatków, Bez wahań, wzlotów, upadków, Bez mistycznego pomostu, Który prowadzi po prostu Do pani (pardon!) pośladków; Gdybym opuścić mógł z tonu I nie zaznając katuszy Dupie nie wmawiałbym duszy; Gdybym z czułego szaleńca Stał się buhajem bez ducha; Miał znacznie mniej z oblubieńca, A znacznie więcej z świntucha; Pani zaś - ach! gdyby pani Zostając przy swoich cudach (Mówię o biodrach, o udach, Piersiach i erotomanii, O pani wprawie miłosnej, O pani chuci radosnej, O oczach - błękitnych kwiatkach - O ustach - świeżych czereśniach - O włosach - złocistych pieśniach - I wzmiankowanych pośladkach), Gdyby się pani zdobyła Na jeszcze jedną zaletę: Gdyby tak pani zabiła Przewrotną w sobie kobietę, Tę niebezpieczną panterkę, Tę chytrą, wieczną heterkę, To głupie, fałszywe zwierzę, Co z każdym będzie się tarzać, Rozkładac, tulić, obnażać, Za wiersz czy pustą zabawę, Za parę pończoch czy sławę, Nawet - z miłości - powiedzmy, Lecz w jakiś sposób bezecny, Bo obliczony bezwiednie W tak zwanej podświadomości Na efekt cudzej zazdrości Oraz korzyści powszednie; O, gdyby pani umiała Kochając najidealniej Nie sądzić, że bez jej ciała I "ekskluzywnej" sypialni Byłbym stracony, zgubiony, Chodziłbym błędny, strapiony, I, że prócz pani na świecie Na żadnej innej kobiecie Nie znalazłbym tyle szczęścia I takiej pełni posięścia, I takiej upojnie - skwarnej Rozkoszy (dość popularnej), I ze bez pani spojrzenia Nie ma już dla mnie natchnienia, I że bez pani rozkraczeń W szał wpadnę chorych majaczeń! Że bez przychylnych jej gestów Zapadnę w nicość i próżnię, I odtąd juz nie odróżnię Chorejów od anapestów; Gdyby się pani, powtarzam, Zmieniła nieco w tym względzie, A ja bym się nie rozmarzał Przy seksualnym popędzie, To stałaby się z nas para Ach, najszczęśliwsza w Warszawie! Może się pani postara? Ja także trochę się wprawię. Lecz list się dłuży. A przeto Kończę. Nadziei mam mało. Bo cóż by z nas pozostało, Gdybym ja nie był poetą, Nie dążył ku "ideałom", A pani nie była kobietą tak jednolitą i całą? A zresztą... małoż to bywa Na świecie różnych wypadków? Może się jednak zmienimy? Adieu, Madame. Bądź szczęśliwa, Kiedy się znów zobaczymy? P.S. Ukłony dla pięknych pośladków Odpowiedz Link
cambria1.2 Re: Dziśdzień 20.08.20, 14:00 Mickiewicz Adam: Komar, niewielkie licho, lecz bardzo czupurne. Wyciągnąwszy różeczki i skrzydła poczwórne. I żądełko krwi chciwe, latał ponad śpiącym I „Krwi, krwi, krwi, [krwi!]” – wołał głosem bzykającym. „Drżyj człowieku, wybiła ostatnia godzina, Jestem Marat owadów, lotna gilotyna”. Aż przebudził się człowiek, czatował po głosie I za pierwszym ukłuciem pac, zabił [na] nosie. Szedł z nieboszczykiem w okno, nie mógł znaleźć śladów Tej lotnej gilotyny, Marata owadów, Człowiek gniotąc go w palcach: „Nie budź śpiących, bracie, Atomie terroryzm, owadów Maracie. Kiedyś tak małe licho, nie rób tyle krzyku, A kiedy chcesz ukąsić, kąsajże bez bzyku. Jeśli ci krwi potrzeba, gdzie chcesz nos mi wtykaj. Tylko, kiedyś tak mały, kąsaj, a nie bzykaj. Odpowiedz Link