diabollo
17.08.10, 08:11
Żmijewski: Powstańcy jak zombi
Z Arturem Żmijewskim rozmawia Agnieszka Wiśniewska
Agnieszka Wiśniewska, Krytyka Polityczna: Dlaczego zdecydowałeś do cyklu
Demokracje włączyć nagranie rekonstrukcji jednej z mokotowskich bitew
powstania warszawskiego?
Artur Żmijewski*: Ponieważ jest to wydarzenie polityczne. Oni dokładają się do
tej mainstreamowej „kultury powstańczej”. Dotąd dostępnym dla zwykłych ludzi
sposobem performatywnego przeżywania historii powstania było chodzenie
pierwszego sierpnia na Powązki Wojskowe w Warszawie i palenie tam zniczy. To
nie wystarczało, więc pojawili się ci rekonstruktorzy. A później wierne tej
„logice powtórzenia” Muzeum Powstania zaoferowało ludziom np. wspólne
śpiewanie piosenek powstańczych na pl. Piłsudskiego. Kilka tysięcy ludzi
śpiewa „Pierwszy sierpnia dzień krwawy, powstał naród Warszawy” jak pieśń o
zwycięstwie. Na nic trzeźwe opinie, że to była krwawa łaźnia, że dwieście
dwadzieścia tysięcy zabitych, że do dzisiaj odbudowujemy po tej klęsce miasto.
W polskim śnie to jest zwycięstwo.
Pierwszego sierpnia studio wieczornych Wiadomości przenosi się do Muzeum
Powstania Warszawskiego i stamtąd nadaje informacje o Muzeum Powstania
Warszawskiego jako pomniku Lecha Kaczyńskiego i o zlocie harcerzy z całego
świata, którzy działają oczywiście w imię Boże. Poza tym nie ma polityki, jest
tylko powstańczy resentyment trwający w jakimś pustym, bezwydarzeniowym
świecie. Przez miasto jedzie rowerowa powstańcza Masa Krytyczna w białych
koszulkach z logiem Muzeum. To naprawdę działa w marketingowej logice
kapitalizmu, który już nie sprzedaje produktów, ale przeżycia. Idee, wiedza
historyczna, przekonania, zaczynają wieść życie produktów, zamienionych w
doznania.
Czy widziałeś wiele takich rekonstrukcji bitew, jak ta pokazana w Demokracjach?
Oglądałem i zarazem filmowałem dwie takie bitwy.
Czy rozmawiałeś z ich uczestnikami? Co mówili?
Nie rozmawiałem – filmowałem ich. Ale słuchałem rozmów, jakie prowadzili z
kombatantami. Są obeznani w historii, oczytani. Zbierają np. elementy swoich
strojów historycznych. Mają pewną operacyjną wiedzę o epoce, dzięki której
uruchamiają te wehikuły czasu.
Co cię w nich najbardziej zafascynowało?
Polityczność. I potrzeba bezpośredniej dostępności wydarzenia. I jego
desakralizacja – wyjęcie go z historii i odegranie.
Prawa strona sceny politycznej o odcieniu narodowym wspiera poprzez tych
rekonstruktorów jakiś rodzaj bezpośredniej, uczestniczącej demokracji, opartej
na happeningu, na bezpośrednim uczestnictwie, na przeżyciu. Jak w kościele,
gdzie uczestnictwo we mszy jest wspólnotową afirmacją sacrum. Wykorzystuje się
ten mszalny scenariusz, żeby organizować wspólnotowe wydarzenia oparte na
afirmacji. To nie jest uliczny protest, to jest potwierdzanie jakiejś
ideologii. Ostatnio ten mszalny skrypt jest wykorzystywany przez ludzi
„broniących krzyża”. Oni stworzyli pod pałacem prezydenckim przestrzeń sacrum,
w której rozgrywają się wydarzenia zgodnie z odwróconym obrządkiem rzymskim,
gdzie nie kapłani, tylko lud celebruje nabożeństwa.
Dla mnie najbardziej poruszająca w Demokracjach jest scena przysięgi składanej
przez przebranych za powstańców chłopców. Przysięga brzmi jak powtarzanie pod
groźbą rozstrzelania kompletnie niezrozumiałych fraz. Nie miałeś takiego wrażenia?
Nie miałem. Choć od słów tej przysięgi wieje grozą, wszystko chcą tam robić w
imię Chrystusa Pana. Mówi się, że w powstaniu warszawskim zginęła elita
intelektualna młodej przedwojennej Warszawy. Ale nie dodaje się, że to była
głównie taka pobożnościowa elita, gotowa umierać z Bogiem na ustach. Powstańcy
do dziś nie mają wątpliwości, że dobrze zrobili i domagają się hołdów dla
siebie. Nie domagają się krytyki swojego działania, a wyłącznie jego
afirmacji. Co by było, gdyby oni nie zginęli, tylko tą swoją energię
chrystusowej ofiary wpompowali w następne pokolenia?
Poruszająca jest też scena golenia przez powstańców głowy zatrzymanej kobiety.
Ale też sceny robienia sobie zdjęć z rekonstruktorami grającymi żołnierzy
niemieckich. Jak myślisz, czemu ludzie robią sobie takie zdjęcia?
Bo to jest niezwykła okazja posiadania pamiątkowej fotki z esesmanem. Tworzy
się alternatywna historia, w której można mieć przyjazne relacje z
„oprawcami”. Można doświadczyć golenia głowy zdrajczyni, bycia „szwabską
kurwą”, czy bycia w plutonie egzekucyjnym. Różne role są dostępne – nie tylko
role szlachetnych powstańców i ofiar terroru. To jest potencjalnie wywrotowe
wobec polskiej ofiarniczej martyrologii. Oni to robią bezwiednie, choć
efektywnie naruszają polskie historyczne status quo, bo wprowadzają do niego
innych aktorów niż tylko ofiary.
Po temat powstania warszawskiego sięgnąłeś też jako redaktor artystyczny
„Krytyki Politycznej”. Pamiętam jak podczas Zjazdu Klubów KP w 2009 roku
zacząłeś opowiadać o kolorowankach, które widziałeś w sklepiku Muzeum
Powstania Warszawskiego i jak się nagle ożywiłeś mówiąc o tych książeczkach.
Co cię w powstańczych kolorowankach zaciekawiło?
Ich cwanie brutalna ideologiczność i brak wszelkich skrupułów etycznych. Wejdź
w tor myślenia ludzi, którzy to wymyślili, narysowali i wydrukowali. Jest w
nich gorący cynizm, że tak powiem. Cynizm fanatyków „umierania w słońcu”.
Twórcy tych kolorowanek nie mają wątpliwości etycznych, że dzieciarnia powinna
śpiewać „Warszawskie dzieci pójdziemy w bój, za każdy kamień twój stolico,
damy krew”. Mają niebezpieczne umysłowości, ale efekt ich działania spotyka
się z powszechną akceptacją, ze wsparciem władz miasta, ze wsparciem mediów.
Powstańcze kolorowanki pokazały jak powszechny jest bezmyślny
narodowo-patriotyczny konformizm wśród artystów. Artyści chętnie malują murale
w Muzeum Powstania Warszawskiego, chętnie rysują komiksy o umieraniu w
sierpniowej Warszawie. Ludzie z MPW ożywili i zalegitymizowali
prawicowo-narodowy z ducha nurt artystyczny. „Powstańcze” murale na ul.
Konwiktorskiej, na Powiślu, na Rybakach, na Senatorskiej, na Prostej są tego
dowodem. W środowisku artystycznym dominuje naiwny pogląd, że sztuka krytykuje
władzę, że ją kontestuje, itd. Tymczasem na naszych oczach urodził się ruch
artystów wspierających władzę, władzę kreującą politykę historyczną i
narzucającą nam sposoby pamiętania, konstruującą nasze narodowo zorientowane
tożsamości.
CDN...