diabollo
24.03.11, 07:50
Maciej Gdula
Ci, którzy dwa tygodnie temu narzekali na nudny tekst Donalda Tuska podsumowujący osiągnięcia jego rządu, w ten weekend zasnęli chyba już po pierwszym akapicie. I słusznie, bo wizja Tuska jest wyjątkowo mizerna: mamy doganiać Europę, redukować deficyt i podłączyć się do Internetu. A przecież premier ma w swoim rządzie utalentowanych ministrów i udało mu się przepchnąć ustawy, które swą odwagą wyznaczają nowe horyzonty dla naszego kraju. Na przykład taka minister Kudrycka i reforma szkolnictwa wyższego. Biorąc ją za wzór, chcę zaproponować prawdziwie odważną wizję tego, jak może wyglądać rządzenie i rozwój naszego kraju.
Po pierwsze mamy już dosyć tego, że Polska wlecze się daleko w rankingach. Rząd nie może ogólnie obiecywać rozwoju i zadowalać się jakimś tam wzrostem PKB. Ma być konkretnie! Polska za 5 lat w pierwszej dziesiątce największych gospodarek świata. Po to są rankingi, żeby się w nich piąć.
Oczywiście trzeba odpowiednich zmian, żeby tego dokonać. Zacznijmy od kadr. Każdy chyba widzi, że nasi politycy są jakby z innej epoki, głównie złogi PRL-owskie. Głowy mają pozamykane i brak im wyobraźni. Dlatego potrzebna nam jest wymiana kadr i umiędzynarodowienie. Ustalmy, że premierem może być wyłącznie polityk, który ma doświadczenie w rządzeniu w innym kraju. Jak ktoś sprawdził się jako minister we Francji albo wicepremier w Danii, to będzie lepiej rządził Polską. I tak aż do poziomu dyrektorów departamentu. Wyeliminujemy w ten sposób zasiedziały element z naszych instytucji, dzięki czemu będą trzymały światowe standardy jakości.
Młodzi urzędnicy powinni mieć przez pierwsze dziesięć lat status stażystów. A bo to mało się uczą w urzędzie? Dla nich to i tak przywilej, biorąc pod uwagę poziom bezrobocia wśród absolwentów. Dla 20 procent młodych urzędników odpowiedni ministrowie wyznaczą stypendia w wysokości płacy minimalnej, a 10 procentom z tych 20 obiecają dodatkowe stypendia, co będzie dobrze wyglądało. Ale ich nie przydzielą. I mamy dodatkowe oszczędności.
Zatrudnienie w urzędzie będzie wyłącznie czasowe i przeznaczone tylko pracowników z doświadczeniem w biznesie. W urzędach potrzebni są ludzie, którzy znają problemy gospodarki od środka i zlikwidują wszelkie bariery dla przedsiębiorstw. Polska powinna ambitnie wyznaczyć nowy kierunek, inspirując się doświadczeniami wielkich firm na rynkach światowych. Trzeba dążyć do fuzji administracji i biznesu.
Nie może też być tak, że ministerstwa zajmują się po prostu sprawiedliwością albo infrastrukturą i biorą na to kasę z budżetu rok w rok. Trzeba to zmienić, powołując do życia Krajowe Urzędy Przyspieszenia (KUP-y). KUP-y zajmować się będą przyspieszaniem naszego kraju w dziedzinie kapitału ekonomicznego, kapitału ludzkiego i kapitału kulturowego (po prawdzie dwa ostatnie liczą się tylko o tyle, o ile da się je przerobić na pierwszy). KUP-y dostawać będą środki zadaniowo i w konkursach grantowych, co zwiększy konkurencyjność. O status KUP-u będą się mogły ubiegać nie tylko istniejące ministerstwa i urzędy, ale także konsorcja i partnerstwa publiczno-prywatne.
Oczywiście prezesi KUP-ów i sam premier mogą pracować na dwóch etatach. Będzie to zgodne zarówno z dążeniem do fuzji administracji i biznesu, jak i z najbardziej oczywistą prawdą, że wielcy ludzie są niezastąpieni i nie można ograniczać dostępu do ich kompetencji.
I proszę - dało się? Panie premierze, świąteczne wydanie „Gazety” jeszcze nie zamknięte, a ludzie nie odrzucą naprawdę wielkiej wizji!
www.krytykapolityczna.pl/MaciejGdula/GdulaMojatrzeciafala/menuid-193.html