be_ell
18.08.14, 15:28
Mnie tam rurka, bo mam wolne, poza tym fffcale nie długi.
Ale do ad remu.
Tradycyjnie, byliśmy na spływie. Wirus miał chrzest bojowy. Pierwszy raz w życiu na wyjeździe, na polu namiotowym, a i jeszcze kazali pływać w kajaku, kiedy dopiero co sie nauczył, co to woda płynąca, taka większa niż w misce. Ale plusy są, na ognisku dawali ciepłą kiełbaskę...
Co się umęczyłam, to moje. Płynęłam z Wirusem kajakiem jedynką, a bydlę waży niewiele mniej ode mnie więc było wesoło. Nie żałuję, niech się przyzwyczaja, jeszcze wiele spływów przed nim.
P.S. Śpi martwym bykiem od wczorajszego wieczora, zwleka się z wyra w celach fizjologicznych i ciąąąągnie do domu.
Chyba pozdrawia, jak myślę, bo z czynności fizjologicznych wykazuje oddychanie :)