Dodaj do ulubionych

jak pracowac...

19.01.04, 14:58
Mam pytanie do wszystkich chorujacych. Jak radzicie sobie z praca...?
Ja studiuje anglistyke, dorabiam sobie udzielaniem lekcji jezyka angielskiego.
Staram sie byc obowiazkowa, wykonywac swoja prace jak najlepiej i idzie mi o
tyle dobrze, ze rodzice sa zadowoleni, dzieci maja 5 w szkolach. Ale niestety
kiedy mam isc na te lekcje, kiedy musze sie zebrac, kiedy mysle o tych
godzinach spedzonych z dziecmi, ktore zreszta lubie, odechciewa mi sie
wszystkiego. Nie jestem w stanie ubrac sie i wyjsc z domu, pojsc i zrobic to,
co do mnie nalezy. Ilekroc moge, dzwonie i odwoluje lekcje tlumaczac sie
choroba... tylko skad oni maja wiedziec jaka choroba - niedlugo moga zaczac
sie denerwowac. Co robicie, kiedy ogarnia Was calkowita niemoc a obowiazki
wzywaja?Nie wspomne juz o nauce wlasnej... pozdrowienia.n.
Obserwuj wątek
    • awanturka Re: jak pracowac... 19.01.04, 22:24
      Bardzo ciekawy watek. Ja też mam z tym problemy. Myślę, że osoby "oswojone z depresja" maja jakieś własne strategie radzenia sobie w takich sytuacjach.
      Bardzo chciałabym poznac te sposoby. Może dorzucę coś od siebie. Odezwę się jeszcze.
      • an_a1 Re: jak pracowac... 19.01.04, 22:58
        Oddzielasz od siebie depresję. To przecież twój _stan ducha_ a nie ty. Bierzesz
        za rączkę, pozwalasz oswoić się z otoczeniem. Tu chwila na papierosa, drugą
        kawę, przerzucenie gazety.
        Sadzasz ją na fotelu w zacisznym kąciku lub przed oknem z widokiem na zimowy
        ogród. Najlepiej,gdy sama wybierze odpowiednie na ten moment zajęcie. Zaparzasz
        jej mietową herbatkę, częstujesz cukierkami, włączasz radio, do garści dajesz
        ręcznik albo prześcieradło. Bez tego ani rusz.
        A ty spokojnie zabierasz się do pracy.
        Od czasu do czasu dobrze jest rzucić okiem na opuszczoną depresję, Przecież
        należy do ciebie, nie odwrotnie. Wskazane: pogładzić po główce, wytrzeć nos,
        przytulić do serca. Postępować tak należy, dopóki nie dorośnie. Wtedy sama
        odejdzie. Uzna, że jest duuużą dziewczynką i potrafi żyć, nie czepiając się
        twojej spódnicy/spodni.
        To żadna filozofia, zwyczajna technika. Tylko na pozór wydaje się
        niepodobieństwem. Wypróbowałam, na sobie oczywiście. Jakoś idzie...
        Ana
        • daniel2003 Re: jak pracowac. Czy probowaliscie ... 20.01.04, 01:53
          ...cwiczen fizycznych. Dla mnie najlepsza terapia to 40-45 min cwiczen
          dziennie. Cztery - piec razy w tygodniu wystarcza. Moze to byc bieg, maszyny
          do aerobiku czy nawet szybki spacer 45 - 60 min. Bezkonkurancyjne jest jednak
          plywanie. Stosunkowo intensywne 1200 - 1600 m w basenie dziala fantastycznie.
          Doskonalym uzupelnieniem fizycznej terapi jest spotykanie sie z przyjaciolmi
          ale radze nie probowac alkoholu bo to poglebia depresje.
          • an_a1 Re: jak pracowac. Czy probowaliscie ... 20.01.04, 12:15
            Kropla gatunkowego alkoholu jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
            Wręcz przeciwnie.
            Ana
            • straw-berry Re: jak pracowac. Czy probowaliscie ... 20.01.04, 12:53
              an_a1 napisała:

              > Kropla gatunkowego alkoholu jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
              > Wręcz przeciwnie.

              tja, zwłaszcza przed przystepieniem do rozwiązywania równań różniczkowych
          • an_a1 Re: jak pracowac. Czy probowaliscie ... 20.01.04, 12:18
            A tak w ogóle to ile masz lat?
            Ana
            • daniel2003 Re: jak pracowac. Czy probowaliscie ... 20.01.04, 13:28
              an_a1 napisała:

              > A tak w ogóle to ile masz lat?
              > Ana

              Wlasnie doszedlem do 55.
              • an_a1 Re: jak pracowac. Czy probowaliscie ... 20.01.04, 21:31
                Ho, ho, ho...!!!
                Ana
          • nadja Re: jak pracowac. Czy probowaliscie ... 21.01.04, 13:16
            Gdybym mogla sie do nich zmusic... Poniewaz po lekach
            przytylam 20kg byloby to wskazane i juz obiecalam sobie,
            ze jak tylko dostane rozklad zajec na nastepny semestr,
            zapisuje sie na aerobic 3 razy w tygodniu. Co z tego wyjdzie.
            Zobaczymy...
            • aneta10ta Re: jak pracowac. Czy probowaliscie ... 21.01.04, 23:00
              Zarypiesz się. 2 razy wystarczy.
              Aneta
              • nadja Re: jak pracowac. Czy probowaliscie ... 22.01.04, 21:14
                Trudno, ale nie mam juz sily patrzec na siebie taka.
                Nie mieszcze sie w zadne stare ubrania, po prostu w nic,
                wszystko male. Ile tak mozna.

                n.
                • daniel2003 Rada dla nadji 23.01.04, 00:39
                  nadja napisała:

                  > Trudno, ale nie mam juz sily patrzec na siebie taka.
                  > Nie mieszcze sie w zadne stare ubrania, po prostu w nic,
                  > wszystko male. Ile tak mozna.


                  Polecam polaczenie diety i cwiczen ale uwazaj jesli nie jestes do cwiczen
                  przyzwyczjona i masz znaczna nadwage. Najlepiej byc w kontakcie z lekarzem i
                  rozkrecac cwiczenia stopniowo w sposob zgodny z wlasnosciami Twojego
                  organizmu. Cwiczenia najprawdopodobniej powieksza apetyt. Co do diety to
                  uwazam ze tzw. weight watchers sa doskonali. Chyba tez sa w Polsce.
                  www.weightwatchers.com/index.aspx
                  Osobiscie nie probowalem bo nie potrzebuje ale dwie kobiety z mojej rodzinny
                  (25 i 50 lat) rzeczywiscie chudly okolo po ok. 1.5 - 2 kg na dwa tygodnie.
                  Szybszego tempa niz 1.5 kg/2 tygodnie nie polecam. Najwiekszy problem to nie
                  strata wagi ale jej pozniejsze utrzymanie na pozadanym poziomie. Po prostu
                  trzeba przestrzegac diety.
    • sklonowana40 Re: jak pracowac... 20.01.04, 08:56
      Moja choroba trwa juz lata cale. Przez ten czas bylam raz z jej powodu na
      zwolnieniu lekarski, kiedy mialam terapie grupowa calodzienna.
      Miewalam takie stany, ze wstanie z lozka, umycie sie, ubranie itp przerastaly
      moje mozliwosci. A potem od akcjii wkraczalo dziecko:-) mowiac, ze pora do
      przedszkola, szkoly, zabieralo mi koldre, mowilo, zebym sie nie wyglupiala :-)
      bo pani sie zezlosci. Moje poczucie obowiazku w 99% przypadkow wygrywa z moja
      choroba, pewnie dlatego, ze dzieci maja tylko mnie i ja zywczajnie NIE MOGE i
      NIE CHCE ich zawiesc. A ten 1% zostawiam sobie na niedziele, kiedy bawie sie
      w "stara Zydówke" i caly dzien chodze w szlafroku:-)
    • renatta1 Re: jak pracowac... 20.01.04, 09:55
      Moja depresja poszła bardziej w kierunku somatycznym. Oprócz tego, że nie mogę
      spać i jeść jestem tak osłabiona, że ledwo chodzę. Większość czasu spędzam
      zresztą w toalecie, bo ciągle dusi mnie do wymiotów. Oprócz tego cała się
      trzęsę.
      Jak przy takich objawach iść do pracy? Tu najszczersze chęci i przełamywanie
      się nic nie pomoże.
      • daniel2003 Re: do renatty1 21.01.04, 00:43
        Moje doswiadczenia w takiej sytuacji mowia ze powinnac skontaktowac sie z
        lekarzem i wziac leki, jesli tego nie robisz. Ja mialem podobny epizod jakis
        czs temu i dostalem lek LEXAPRO ktory nalezy do grupy tzw SSRI - selective
        serotonin reuptake inhibitors. Po okolo tygodniu widzalem poprawe a po 5
        tygodniach bylem juz w normalnej formie, przestalem brac lek i nigdy do niego
        nie wrocilem. W czasie tej kuracji lekarz tez przepisal mi Diazepam 2mg tylko
        do wsparcia od czasu to czasu gdy czulem nawroty choroby. Ten ostatni lek
        wzialem moze 2 albo 3 razy w ciagu pierwszych 4 tygodni na pare godzin przed
        spaniem. Sadze ze jestes pod opieka lekarza ale chcialem podzielic sie
        wlasnymi doswiadczeniami bo wiem jak sie czlowiek czuje w Twojej sytuacji.
        Trzymaj sie, pozdrowienia
        • renatta1 Re: do renatty1 21.01.04, 09:24
          Bardzo dziękuję za radę. Na razie byłam tylko u internisty, który przepisał mi
          Cipramil i Xanax. Po pierwszej dawce Cipramilu czułam się tak koszmarnie, że
          drugiej już nie wzięłam. Na razie biore tylko Xanax 3 razy dziennie. Pozwala mi
          to w miarę funkcjonować, ale do dobrego samopoczucia brakuje jeszcze dużo.
          W poniedziałek idę do psychiatry. Mam nadzieję, że mi pomoże.
    • ag68 Re: jak pracowac... 20.01.04, 10:21
      Mój lekarz poradził mi metodę małych kroczków.Zastosowałem ją również w pracy i
      trochę pomogła.

      Pozdrawiam.
      • sarabi Re: jak pracowac...do NAdjii 20.01.04, 11:45
        Witaj, wiem o czym piszesz. U mnie jest to samo. Mam mnóstwo obowiązków, które
        staram się wypełniać jak najlepiej. Jednak każdego dnia muszę się zmusić dio
        wstania z łóżka, do działania. Bo najlepiej mi jest, gdy mogę zaszyć się w domu
        i nie stykać się z całym złem tego świata.
        Czuję się jak zwierz w klatce i nic na to nie mogę poradzić.
        Pozdrawiam,
        Sara
        • nadja Re: jak pracowac...do NAdjii 21.01.04, 13:21
          Ja zupelnie nie wiem co z tym robic. ZMuszam sie,
          bo potrzebuje pieniedzy,a nauka - wiadomo,zeby nic nie zawalic.
          Ale jest tak ciezko, boze, myslalam, ze jak sie przelamie jakis
          czas, to to przejdzie i zaczne czuc sie dobrze, zaczne cos chciec.
          A ja chce tylko swietego spokoju, snu...
          Szczegolnie, ze -pisalam o tymw innym watku - w nocy miewam koszmary
          i na jawie i we snie i kiedy nie spie do rana, to potem...no coz...
          chce mi sie spac... A najgorsze jest to, ze kiedy mam goracy okres,
          jak np teraz sesje, to zawsze cos sie dzieje - przyjechala moja mama
          z wroclawia i robi mi awantury,wypomina cale zycie, wyzywa,robi ze mnie
          absolutna wariatke...zupelnie nie wiem jak mam wtedy pracowac...co robic...
          n.
          • aneta10ta Re: jak pracowac...do NAdjii 21.01.04, 23:38
            nadja napisała:

            > Szczegolnie, ze -pisalam o tymw innym watku - w nocy miewam koszmary
            > i na jawie i we snie i kiedy nie spie do rana, to potem...no coz...
            > chce mi sie spac...

            To nie jest zmarnowany czas. Mózg pracuje zawsze. Ty sobie kimasz, on
            syntetyzuje. Wyświetla Ci Twoje własne nierozwiazane problemy. Spróbuj
            logicznie rozpracować obrazy, które Ci podsuwa. To się tylko wydaje być trudne.
            Kiedy zaczniesz je odczytywać, skończą się koszmary. To taki kanał
            komunikacyjny miedzy sobą a sobą. Zwróć szczególną uwagę na powtarzajace sie
            motywy. To są głowne nośniki informacji, których często nie chcesz przyjąć do
            świadomości. Wierzę w sny własnie w takim sensie. Nie miewam koszmarów,odkąd
            rzecz ujęłam w racjonalne ramy. Całkiem nieżle mi to funkcjonuje.

            > A najgorsze jest to, ze kiedy mam goracy okres,
            > jak np teraz sesje, to zawsze cos sie dzieje - przyjechala moja mama
            > z wroclawia i robi mi awantury,wypomina cale zycie, wyzywa,robi ze mnie
            > absolutna wariatke...zupelnie nie wiem jak mam wtedy pracowac...co robic...
            > n.

            Też nie wiem. Spróbowałabym może przedyskutować z mamą kwestie sporne według
            jakiegoś planu, porządku, ale wiem, że gdy do głosu dochodzą silne emocje,
            najpiękniejsze założenia trafia szlag. Może się po prostu dziko skłoćcie? To
            wcale nie jest takie złe. Każda wyniesie kilka słów, jakiś motyw, wątek.
            Przemyśli go w spokoju, wyciągnie logiczny wniosek. Ja czasem tak robię
            Puszczam zawiłane nitki dawnych konfliktów na luz i niech się tak mielą w moim
            biednym kompie. To bardzo męczące, ale przewaznie uzyskuję wiarygodne
            wyjasnienia: kto, komu?, dlaczego?,po co? Przetrawiajac w ten sposób, to co już
            minęło, jestem ze sobą bardziej szczera niż gdybym sę oparła na logicznym
            myśleniu. Wracajac w przeszłość poprzez skojarzenia, skacząc z tematu na temat,
            rozbudzam emocje, nie zawsze przyjemne, o nie... Te na ogół nie kłamią. Czasem
            któraś powie: stopuj, przekłamanie! To się wyraźnie czuje, coś jak wstyd.
            Trzeba kopać od nowa; jak to naprawdę było? Inaczej nie zażegnasz konfliktu w
            rodzinie. Dopóki nie uchwyciwszych autentycznych motywacji, nie zrozumiesz nic.
            Czytając Twój post pomyslałam sobie, jak dobrych mam rodziców. Nigdy się nie
            pytali o moje prywatne życie, a przecież tez studiowałam w dużym mieście.
            Dziewczyna z prowincji, można się było zachłysnąć, oni nic. Do dziś szanuję ich
            za to. Przecież mogliby jak inni. Wcale nie był to brak rodzicielskiej miłości
            i troski, lecz coś zupełnie innego. Sama nie wiem co, bo przecież powinni np.
            jak Twoja mama, nie ubliżając, a tu nigdy nic...
            Pozdrawiam
            Aneta
    • huckleberry-wild Re: jak pracowac... 21.01.04, 17:51
      bardzo dobre pytanie. tylko czy ktokolwiek z nas potrafi udzielic na nie
      jakiejs naprawde sensownej odpowiedzi?? nie sadze, problemu nie da sie usunac
      wszyscy to wiemy. chyba nie ma uniwersalnego sposobu a jezeli ktos z was
      takowy posiada to chyba nigdy nie mial prawdziwej depresji.
      ja mam koszmarne problemy ze szkola, od kiedy pamietam. bardzo czesto
      opuszczasm bo w nocy nie spie a rano jestem zbyt zmeczona. patrze za okno,
      ciemno i zimno, w metrze tlok w tramwajach tlok, atmosfera nerwowa.... nie
      chce mi sie, tak bardzo ze czesto zosatje w domu wchodze pod koldre i mam to
      wszsytko gdzies, choc przez chwile jestem wolna, nic nie musze....

      ale jezeli jest sie systematycznym, potrafi sie zmobilizowac to sport jest
      rewelacyjnym rozwiazaniem. po prostu jeden karnet na silownie czy aerobic raz
      w tygodniu, troche wysilku potem relaksujacy prysznic i koniecznie sauna
      naprawde dziala. tylko zeby mi sie chcialo tak jak mi sie nie chce:))
      • nadja Re: jak pracowac... 22.01.04, 21:13
        Znam to wszystko.Na sama mysl o jezdzie kolejka WKD, a potem tramwajem
        robi mi sie slabo. Tlum ludzi, zimno, zle ... i trzeba wstac z lozka,
        ubrac sie, doprowadzic do porzadku, wyjsc ... tyle ciezkich do wykonania
        czynnosci... ja doszlam juz do tego, ze nawet na egzamin nie chce mi sie
        wyjsc, mysle sobie, ze moze nie pojde, bo ... jw ...

        n.
    • hyubi Re: jak pracowac... 22.01.04, 23:40
      Wiecie co? Ja do tej pory nie wiedziałem, że to jest choroba. Mam wszystkie
      objawy dokładnie tak jak Wy. Jeszcze do wczoraj byłem pewien, że jestem po
      prostu strasznie leniwy i wściekałem się na siebie, że nie potrafię się wziąć
      za siebie. Myślałem, że taki już jestem „porąbany” i odechciewało mi się żyć.
      Studia studiami, jakimś cudem mi się udało je skończyć mimo egzaminów w innych
      terminach i na ostatnią chwilę, gdy miałem jakiś lepszy dzień. Przecież zawsze
      się jakąś wymówkę wymyśli, że popsuł mi się samochód, raz zaspałem, byłem chory
      itp. Teraz jestem delikatnie mówiąc przerażony. Nie mogę normalnie zasnąć,
      wszystko mi przeszkadza. Rano znów, żeby się paliło, nikt mnie nie namówi na
      wstanie z łóżka dokąd się nie wyleżę na tyle, żeby zacząć normalnie
      funkcjonować. A teraz pracuję. Całe szczęście, że mogę właściwie przychodzić, o
      której chcę i siedzieć w pracy ile chcę bez żadnych zgrzytów ze strony
      pracodawcy. Ale tu już nie zostanę długo i muszę znaleźć inną pracę. Nie
      wyobrażam sobie jak ja będę chodził do pracy na 7:00. Wyrzucą mnie już drugiego
      dnia! Próbowałem ostatnio ustabilizować sobie jakoś rytm życia i na siłę
      wstawałem rano i szedłem do pracy. Było super! Byłem taki szczęśliwy przez te
      kilka dni. Niestety po ok. tygodniu byłem już kompletnie wykończony i musiałem
      to wszystko odespać. I znów nie mogę normalnie spać. Wyglądam jak cień. Nie mam
      na nic siły. Nie mogę normalnie jeść, spać, wstawać i pracować. Nie mogę
      normalnie funkcjonować a marzy mi się drugi kierunek studiów, doktorat,
      normalne stabilne życie, rodzina itp. Wyszedłem z nałogów i wielu innych
      problemów, a przeszedłem raczej dużo. Wszystko zaczęło się chyba dosyć dawno.
      Myślę, że te moje przejścia są ściśle ze sobą powiązane i jedne były
      następstwem drugich. Chciałbym w końcu stanąć na nogi. Jak to wszystko zacząć
      naprawiać? Mam jakiś dziwny umysł, bardzo analityczny, który jakoś nie poddaje
      się terapii. Jestem uzależniony od leków psychotropowych, więc takie leczenie
      też raczej odpada. Poradźcie mi proszę co ja mam robić?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka