martini-7
11.03.10, 12:43
nie długo będę się rejestrować na wizytę u lekarza, czas tyka i jest coraz
bliżej... kiedy termin był odległy pomysł wydawał mi się ok, mam chyba
problem, nie chce żeby się pogorszyło i żebym coś spieprzyła przez to, nawet
byłam w przychodni osobiście w przypływie odwagi ale Pani powiedziała że
jeszcze nie umawiają na wizyty... dziś nadal jakoś coś mnie jeszcze od środka
męczy, ale walczę z tym jak mogę, mówiąc sobie to nie jest prawdziwe... teraz
gdy termin się zbliża zaczynam sama bagatelizować to co się działo, zaczynam
sobie wmawiać, że przesadzam, że jak parę lat temu dałam sobie sama radę to
teraz też dam... tak dałam, ale dziś jestem starsza a w życiu zdarzyło się to
czy tamto... zastanawiam, się skąd u mnie nagłe błahe podejście do sprawy? czy
to strach, że już nie anonimowo jak tu, będę musiała powiedzieć obcej osobie
że mam problem? czasem mam tak że jak mam problem zwrócę się o pomoc, problem
minie to potem wyrzucam sobie, że byłam słaba, nie poradziłam sobie sama, że
przesadzam i że w ogóle o kij mi chodzi? przecież mój problem to nie problem,
ludzkość ma większe problemy, głód wojny kryzys gospodarczy, a ja się
użalam... no i teraz znowu dopada mnie to uczucie, teraz gdy to piszę, że to
co robię to błazenada a nie problem, że powinnam zaszyć się w kącie i
przeczekać...