Dodaj do ulubionych

Dość dziwny problem "miłosny"...

07.05.10, 01:11
Właściwie nie wiem jak zacząć. Mam problem. To chyba najlepsze
określenie.
Nie potrafię rozmawiać o tym, co mnie gryzie. Głównie przez to, że
przez swoją nadwrażliwość zawsze odbieram wszystko nie tak jak
powinnam. Jestem tego świadoma, nie potrafię jednak tego zmienić.
Chyba dlatego piszę właśnie tutaj. Mam nadzieję na życzliwość.
Jestem osobą młodą. Tak, to problem miłosny. Wiem, że pewnie
przejdzie, że każdy to kiedyś przechodził. Kocham. Kocham tak mocno,
jak najbardziej mogę swoim młodym sercem i umysłem. Nigdy jednak nie
będziemy razem. Na to żeby napisać dlaczego nie jestem gotowa nawet
tutaj. Jesteśmy z sobą blisko. Przyjaźnimy się i jest to przyjaźń z
prawdziwego zdarzenia. Rozmawiamy o wielu rzeczach, dlatego wie o
moim uczuciu. Pracujemy nad tym, żeby wszystko było dobrze, bo zależy
nam na przyjaźni. Wiem, że to ja muszę się bardzo postarać, aby móc
spojrzeć na to inaczej, z większym dystansem i nikt tego za mnie nie
zrobi. Problem w tym, że jest mi bardzo ciężko patrzeć, jak obiekt
moich uczuć, dla którego chciałabym być towarzyszką na dobre i złe
chwile, układa sobie życie. Bardzo chcę szczęścia tej osoby i jeśli
to ja nie mogę być tą, która to zapewni, niech będzie to ktoś inny.
Nie potrafię jednak sobie z tym poradzić. Być przyjaciółką, z którą
zawsze można porozmawiać, poradzić się i jednocześnie nie cierpieć.
Chcę nad tym pracować, bo bardzo zależy mi na tej przyjaźni.
W zasadzie napisałam chyba wszystko na co mnie stać w tym momencie...
Mam nadzieję, że przyniesie to jakąś ulgę.
Obserwuj wątek
    • mskaiq Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 07.05.10, 05:18
      To bardzo trudne kochac i byc tylko dla tego kogos przyjacielem i
      niczym wiecej. Spotkalem sie z taka miloscia ale to juz zupelnie
      inna milosc, bardziej podobna do milosci maciezynskiej i to do
      bardzo dojrzalej milosci maciezynskiej. Taka milosc potrafi trwac
      bez wzgledu na okolicznosci, nie narzuca, nie potrzebuje niczego dla
      siebie.
      Zwykle ludzie staraja sie nie kontynuowac przyjazni kiedy kochaja bo
      przynosi ona wiele bolu, zazdrosci, zawisci i zalu. To bardzo trudne
      emocje ktore potrafia byc przyczyna depresji.
      Sa tacy ktorzy probuja na sile pozbywac sie milosci, na przyklad
      obrzyszajac sobie obiekt milosci, czy sama milosc ale to bardzo
      bolesna metoda ktora zwykle konczy sie rowniez depresja.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • evee1 Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 07.05.10, 06:46
      A dlaczego nadal chcesz byc jego przyjaciolka? Z czego wynika ta
      potrzeba przebywania blisko z nim? Dlaczego swiadomie zadajesz sama
      sobie bol nadal sie z nim przyjazniac?
      I dlaczego on zadaje Ci bol, pozostajac z Toba w bliskich kontaktach
      wiedzac dobrze, ze nigdy nie bedzie Ci mogl dac tego czego Ty chcesz.
      Wydaje mi sie, ze to jest dosc chore i moze uniemozliwic Ci
      stworzenie zdrowego zwiazku z innym, jezeli nie ochlodzisz tych
      kontaktow.
    • martini-7 Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 07.05.10, 08:11
      miałam kiedyś podobną sytuację, z tym,że to ja byłam po drugiej stronie
      barykady, ja byłam kochana a nie kochająca. Chciałam zerwać tę znajomość ale
      kolega powiedział że skoro nie może mieć mojej miłości chcę choć przyjaźni... no
      i się przyjaźniliśmy... ale czy to była przyjaźń? nie sądzę. Zaletą tej
      znajomości było to że on karmił moją próżność dzięki czemu zobaczyłam czego mi
      brak w związku... dziś nie jestem ani jego przyjaciółką ani nie jestem z tamtym
      facetem, mam cudownego męża i zaburzenia lękowo - depresyjne przez tamte
      czasy,ale nie będę się kolejny raz o tym rozpisywać. Zastanów się dobrze co
      robisz bo, możesz więcej stracić niż zyskać. Chcesz się z nim przyjaźnić? OK,
      ale najpierw ułóż swoje życie. Życzę aby wszystko się dobrze skończyło
      Pozdrawiam :)
      • lubie-zelki Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 07.05.10, 13:35
        Czyli najważniejsze jest to, żebym zadbała o kształt swojej
        przyszłości...?
        • martini-7 Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 09.05.10, 10:19
          chyba tak, jeśli on jest pewien swojego stanowiska że nic z tego to chyba tak,
          nie wiem jak u was dokładnie jest
    • desinity Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 07.05.10, 17:32
      Martwi mnie Wasze podejście do problemu tej dziewczyny. Nie znacie
      szczegółów i dajecie dziwne rady w ciemno.

      > Kocham. Kocham tak mocno,
      > jak najbardziej mogę swoim młodym sercem i umysłem. Nigdy jednak
      nie
      > będziemy razem. Na to żeby napisać dlaczego nie jestem gotowa nawet
      > tutaj.
      ...
      > W zasadzie napisałam chyba wszystko na co mnie stać w tym
      momencie...

      Wiesz, jeśli kochasz tak mocno jak to opisujesz, może warto w jakiś
      sposób znaleźć to rozwiązanie. Czy w tym momencie, kiedy odczytujesz
      tą wiadomość, stać Cię, by napisać coś więcej? Głównie mnie ciekawi
      dlaczego nie będziecie razem? Przecież odpowiedzi na to pytanie może
      być kilkanaście, więc jest to bardzo ważna sprawa, by podejść do
      problemu.

      > Problem w tym, że jest mi bardzo ciężko patrzeć, jak obiekt
      > moich uczuć, dla którego chciałabym być towarzyszką na dobre i złe
      > chwile, układa sobie życie. Bardzo chcę szczęścia tej osoby i jeśli
      > to ja nie mogę być tą, która to zapewni, niech będzie to ktoś inny.
      > Nie potrafię jednak sobie z tym poradzić. Być przyjaciółką, z którą
      > zawsze można porozmawiać, poradzić się i jednocześnie nie cierpieć.
      > Chcę nad tym pracować, bo bardzo zależy mi na tej przyjaźni.

      Wcześniej napisałaś, że nie jesteś gotowa by pisać dlaczego nie
      możecie być razem. Tutaj już piszesz, że ciężko Ci patrzeć, jak
      obiekt Twoich uczuć układa sobie życie i jeśli to nie możesz być Ty
      to niech to będzie ktoś inny. Dlaczego to nie możesz być Ty? Po tym
      wnioskuję, że on odrzuca Twoją miłość, ale to chyba nie o to chodzi.

      Jaki jest powód, że chcesz być tylko przyjaciółką? Dlaczego nie
      możesz kochać? Mogę się jedynie domyślać, że on odrzuca Twoją miłość,
      ale w Twoja wypowiedź nie jest jednoznaczna i to byłoby za proste,
      gdyby o to chodziło. Tutaj chodzi chyba o coś więcej. Tak mi się
      wydaję. Szczegóły są kluczem do rozwiązania problemu.

      Byłem kiedyś w podobnej sytuacji. Mój związek miał dużo przeszkód,
      których niejeden by nie przetrwał. Przeszkody były niezależne od nas.
      Pojawiało się wiele wątpliwości. Łatwo nie było, ale się udało. Teraz
      mam kochającą żonę i maleństwo w drodze. Tworzymy bardzo szczęśliwą
      rodzinę.

      Napisz więcej szczegółów. Jeśli kochasz tak jak piszesz nie warto
      rezygnować, bo chyba tutaj chodzi o coś innego niż o to, że on
      odrzuca Twoją miłość. To byłoby za proste.
      • lucyna_n Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 07.05.10, 18:27
        a jednak to może być takie właśnie proste, to zdecydowanie najczęstszy powód
        takich stanow ducha tak u młodych dziewcząt jak i starych bab. Brak wzajemności.
        • desinity Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 07.05.10, 21:03
          Ja jednak stawiam na coś innego. Czekam z niecierpliwością na wypowiedź autorki.
          • lubie-zelki Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 07.05.10, 23:06
            Tak, desinity, to jest coś innego. I w grę także wchodzi brak
            wzajemności. Jest to jednak bardzo złożony problem... Którego sama nie
            rozumiem. Chcę tylko zacząć żyć normalniej.
            • masochist Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 07.05.10, 23:42
              jeśli o nim nie zapomnisz nie będziesz żyć normalnie...
              • lubie-zelki Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 07.05.10, 23:56
                Ale jak pomóc sobie zapomnieć, gdy czas nie pomaga?
                • mskaiq Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 08.05.10, 01:14
                  Czas nie pomaga bo jestes z ta osoba i kazde spotkanie odnawia ta
                  milosc. Czy zastanawialas sie nad tym dlaczego kochasz ta osobe.
                  Czesto przyczyna milosci bywa podziw, uroda, idealizacja.
                  Mysle ze warto sie nad tym zastanowic. Jesli znajdziesz przyczyne
                  moze bedzie Ci latwiej zapomiec.
                  Warto rowniez spotykac innych mlodych ludzi, na przyklad wybierz sie
                  na tance, szukaj towarzystwa mezczyzn. Mozesz tam znalesc kogos kto
                  przyciagnie Twoja uwage.
                  Serdeczne pozdrowienia.
                  • lubie-zelki Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 08.05.10, 12:39
                    Dlaczego kocham? Nie wiem. Nie znajduję racjonalnego wytłumaczenia, bo
                    jak mówi najbardziej oklepany banał na świecie: nie kocha się za coś.
                    Spotkania z innymi ludźmi nie angażują mnie emocjonalnie. Nie jestem
                    odludkiem. Ale nikt nie interesuje mnie na tyle, żeby...
            • desinity Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 08.05.10, 06:24
              Rozumiem, że ten Twój przyjaciel nie ma tego samego problemu co Ty?
              Jak on to wszystko odbiera? Daje Ci wyraźnie do zrozumienia, że chce
              być z Tobą w relacji czysto przyjacielsko - koleżeńskiej?
              Żeby zacząć normalnie żyć musisz najpierw znać dokładnie swój
              problem. Jeśli oczekujesz pomocy, porady od innych, musisz ten
              problem scharakteryzować najlepiej jak potrafisz.
              Bardzo chciałbym Ci pomóc, bo byłem w podobnej sytuacji do Twojej.
              Wiem jak może to spędzać sen z powiek. Często rozwiązanie mamy na
              wyciągnięcie ręki tylko go nie dostrzegamy.
              • lubie-zelki Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 08.05.10, 13:21
                To ma być relacja czysto przyjacielska. I nad tym muszę pracować. Tylko
                nie wiem jak skoro wszystko zawodzi. Chcę, żeby przestało boleć.
                Nie chcę się rozczulać nad swoim problemem, bo to nic nie daje. Nie
                rozmawiam o tym z nikim. Chcę się go pozbyć. Chcę zacząć żyć
                normalniej.
                • desinity Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 08.05.10, 15:25
                  Jeśli kochasz go tak bardzo, bardzo swoim młodym sercem jak to opisujesz to
                  prawdopodobieństwo, że to uczucie zamienisz na przyjaźń jest praktycznie zerowe.
                  Tutaj nie chodzi o rozczulanie, ale nie możesz oczekiwać konkretnych porad jeśli
                  nie opisujesz dokładnie problemu.
                  Chcesz od ręki zamienić miłość w przyjaźń. Informuję Cię, że to nie możliwe.
                  Najistotniejszy w tym wszystkim jest powód, dla którego chcesz to zrobić.
                  Rozumiem, że możesz nie chcieć wygrzebywać i opisywać swojej długiej historii,
                  ale możesz to zrobić w skrócie. Ciekawi mnie to dlaczego założyłaś sobie taki
                  cel? Czy to naprawdę chodzi o brak odwzajemnionego uczucia ze strony tego chłopaka?
                  • lubie-zelki Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 08.05.10, 15:39
                    A czy w którejś wypowiedzi użyłam słowa "chłopak" ?
                    • desinity Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 08.05.10, 16:57
                      Napisałem "tego chłopaka". Pisząc to miałem na myśli go, jako osobę, nie jako
                      Twojego partnera :)
                      • lubie-zelki Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 08.05.10, 17:15
                        To kobieta.
                        • desinity Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 08.05.10, 17:39
                          Zaraz, piszesz o miłości do przyjaciółki, tak?
                          • lubie-zelki Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 08.05.10, 18:53
                            Właśnie tak.
                            • masochist Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 09.05.10, 12:13
                              Nie ważne czy to kobieta czy mężczyzna. Jeśli nie zerwiesz z nią kontaktów nie
                              będziesz w stanie o niej zapomnieć, a tym samym zacząć żyć normalnie. Widząc ją
                              codziennie, wysłuchując jej problemów na temat jej związku, siłą rzeczy będziesz
                              cierpieć. I wierz mi taka przyjaźń nie ma sensu, prędzej czy później to wszystko
                              się rozsypie. Przyjaźń z osobą, którą się kocha i z którą nie możesz być nie
                              jest możliwa na dłuższą metę. Więc po co się męczysz i utrzymujesz i tak napięte
                              już kontakty? Wiem, że to za...biście trudne, ale dasz radę.
    • mskaiq Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 08.05.10, 16:50
      lubie-zelki napisala
      >To ma być relacja czysto przyjacielska. I nad tym muszę pracować.
      >Tylko nie wiem jak skoro wszystko zawodzi. Chcę, żeby przestało
      >boleć.
      Milosc nigdy nie przynosi bolu, jest wielka radoscia, szczesciem.
      Bol przynosi zal, ze nie ma sie tego czego pragniemy.
      Bardzo malo osob potrafi kochac bez zalu, czesciej mozna spotkac
      kogos kto potrafi kochac bez zazdrosci.
      Mysle ze warto pozastanawiac sie nad miloscia i nad emocjami ktore
      czesto sa z nia zwiazane.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • pocomito4 Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 11.05.10, 10:10
        Dam Ci dobrą radę, nie wdawaj się w romans z kobietą!To bardzo trudna miłość.
        • lubie-zelki Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 16.05.10, 23:56
          Kobiety z kobietą czy ogólnie?
          • pocomito4 Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 27.05.10, 10:45
            kobiety z kobietą
            • lubie-zelki Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 01.06.10, 17:01
              pocomito4 napisała:

              > kobiety z kobietą

              Chyba żadna miłość nie jest łatwa. A kwestia orientacji ma małe znaczenie w tej
              kwestii.
      • lubie-zelki Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 16.05.10, 23:58
        Miłość nie przynosi bólu, gdy jest odwzajemniona. Trudno kochać bez
        wzajemności i cieszyć się z czystego uczucia, które się żywi do tej
        osoby. Mowa oczywiście o wymiarze ludzkim.
    • another_story Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 11.05.10, 16:36
      Nie chciałabym tak brutalnie, ale moim zdaniem im wcześniej się rozstaniecie,
      tym lepiej dla Ciebie. Czasami nie warto w życiu używać półśrodków - zwłaszcza
      jeśli sytuacja wygląda tak jednoznacznie. Ze mną było podobnie: zakochałam się
      nieprzytomnie, idealizowałam obiekt moich uczuć do granic absurdu i pozwalałam
      sobą manipulować. Aż kiedyś wreszcie mój "ukochany" dał mi jasno do zrozumienia,
      że... jest gejem, w dodatku żyjącym w celibacie. I wszelkie zakusy momentalnie
      straciły rację bytu.

      Później trochę rozpaczałam, trochę się też nabijałam w duchu z własnej ślepoty,
      ostatecznie jednak oczywiście odpuściłam. Do dzisiaj się od czasu do czasu
      spotykamy na kawie (studiujemy razem), ale gość jest mi już uczuciowo absolutnie
      obojętny. Żadna tam "przyjaźń" - po otrzeźwieniu dotarło do mnie, że on chyba w
      ogóle nie przewiduje we własnym słowniku takiego słowa. Ot, znajomy jak każdy
      inny. Ale co przez niego przeszłam, to moje.
      • lubie-zelki Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 16.05.10, 23:56
        Postaram się być pierwszą (a może wcale nie) osobą, która będzie
        potrafiła zachować przyjaźń :)
        • evee1 Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 17.05.10, 04:28
          Ale po co?
          • lubie-zelki Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 26.05.10, 22:29
            Bo mi zależy.
            • lubie-zelki Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 01.06.10, 16:46
              Teraz wszystko odwróciło się o 180 stopni. Jestem zupełnie zdezorientowana.
              Niestety, chyba będę musiała przyznać Wam rację.
              • another_story Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 01.06.10, 17:04
                > Niestety, chyba będę musiała przyznać Wam rację.

                Przykro mi. Ale tak to niestety często wygląda.
                • lubie-zelki Re: Dość dziwny problem "miłosny"... 03.06.10, 15:28
                  Od miłości do nienawiści... Jak ktoś mądrze powiedział.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka