Dodaj do ulubionych

Czy uczucia kiedyś wracają?

09.05.10, 19:22
Proszę Was o info, gdyż to moje początki z depresją. Od miesiąca
biorę leki (depralin),lekarz stwierdził depresję endogenną, chociaż
doła złapałam po konkretnych wydarzeniach - uapdek firmy męża, brak
środków fiannsowych w trakcie budowy domu, kiedy praktycznie z dnia
na dzień musiałam utrzymać nas, płacić kredyty i doprowadzić dom do
stanu używalności, żeby wyprowadzić się z wynajętego mieszkania.
Myślałam, że dobrze sobie radzę do momentu gdy wszystko mi się
rozsypało, przestałam się koncentrować, praca szła coraz gorzej,
zrobiłam się płaczliwa, prawie nie spałam. O ile teraz czuję, że
wszystko wraca do normy jeśli chodzi o pracę i codzienne czynności o
tyle mam problem z emocjonalnym kontaktem z moim mężem. Nagle
przestałam cokolwiek czuć, nie chce mi się wracać do domu, chyba
jakoś podświadomie obwiniam go za tą sytuację, za taki zjazd i brak
poczucia bezpieczeństwa. On postrzega moją depresję jako lekką
fanaberię i żąda powrotu do normalności, czyli mojego zaangażowania
emocjonalnego w związek - żeby było jak do tej pory. Ja nie potrafię
tego zmienić, cały czas udaję, że jest ok. żeby nie narażać się na
kolejne wymawianie mi, że coś jest nie tak. Jeżeli przechodziłyście
coś podobnego, to proszę o info. czy uczucia wracają, czy to kwestia
czasu czy może być tak, że to się już nie zmieni? Staram się z nim
rozmawiać, wydrukowałam artykuły o depresji, ale jakoś do niego to
nie dociera...
Obserwuj wątek
    • mauamee Re: Czy uczucia kiedyś wracają? 09.05.10, 20:17
      ksiezycowy_krajobraz napisała:

      > chyba
      > jakoś podświadomie obwiniam go za tą sytuację, za taki zjazd i brak
      > poczucia bezpieczeństwa.

      a to, że koleś bezczelnie olewa Twoją chorobę i "żąda wyzdrowienia" nie niepokoi
      Cię wcale?
      • ksiezycowy_krajobraz Re: Czy uczucia kiedyś wracają? 09.05.10, 20:35
        Niepokoi. Chyba na tyle niepokoi, że boję sie do tego przyznać. Bo
        wtedy musiałabym podjąć konkretne kroki, czyli się z nim rozstać a
        na to nie czuję się gotowa. No i nie mam co do tego pewności, bo
        może to tylko kwestia zamrożonych uczuć, które za jakiś czas mi
        się "rozmrożą" :) Ta sytuacja nas zaskoczyła, bo to zawsze on był
        osobą która otrzymywała ode mnie wsparcie, chyba jakoś nie umiemy
        się przestawić na nową rzeczywistość...
        • tlenoterapia Re: Czy uczucia kiedyś wracają? 09.05.10, 20:49
          Tylko do meza zamrozily sie uczucia czy tak w ogóle? Bo jak tak w ogóle ,to sie
          w deresj zdarza obojetnosc emocjonalna i ona mija.A jak tylko do meza to juz
          inna para kaloszy.
        • mauamee Re: Czy uczucia kiedyś wracają? 09.05.10, 20:56
          ksiezycowy_krajobraz napisała:

          > czyli się z nim rozstać

          można jeszcze ogłosić bunt na pokładzie i strajk generalny, żeby się Druga
          Połowa także zaniepokoiła i podjęła odpowiednie kroki

          albo zwyczajnie przyzwyczaić się do myśli, że do końca życia nie będzie się
          miało prawa do słabości i będzie się opiekowało Małym Fochającymsię Misiem
          duża grupa osób wybiera ostatnią opcję
          • fucking_login Re: Czy uczucia kiedyś wracają? 10.05.10, 15:26
            Odważnie gadasz:-)
    • mauamee Re: Czy uczucia kiedyś wracają? 09.05.10, 21:00
      a co do depresji...

      ksiezycowy_krajobraz napisała:

      > lekarz stwierdził depresję endogenną,
      a lekarz wie, co znaczy endogenna?
      chyba że nie miałaś okazji mu powiedzieć co się ostatnio wydarzyło w Twoim życiu
      i facet tak chlapnął od niechcenia


      jesteś w kryzysowej sytuacji
      do tego na lekach
      więc jakoś szczególnie uczuciami się teraz nie kieruj i nie zamartwiaj
      mają prawo szaleć
      pojawiać się i znikać
      • ksiezycowy_krajobraz Re: Czy uczucia kiedyś wracają? 09.05.10, 21:15
        Zbierałam informacje o lekarzach przed wybraniem się i ten ma
        wieloletnie doświadczenie, przez długi czas był ordynatorem w
        miejscowym psychiatryku, ma b. dobre opinie, więc wydaje się, że wie
        co mówi. Zdążyłam opowiedzieć co mnie sprowadza, chociaż rzeczywście
        gadka nie trwała jakoś długo (jak na moje wyobrażenia o tym)...
        Zgadzam się w pełni, że to nie czas na rozgryzanie zawiłości
        emocjonalnych, tylko, że mimo moich próśb do męża o czas, o oddech,
        żebym mogła wszystko jakoś poukładać, on chce koniecznie wszystko
        konkretnie określić, jak jest między nami, żebym była kochającą,
        radosną żoną i wścieka się, gdy nie wykazuję zainteresowania. Może
        też dlatego, że wśród innych ludzi czuję się ok, a jak zostaję z nim
        sam na sam to mam momentalnie doła (: Stąd czuję się pod presją
        określenia się jakiegoś w tej sytuacji, co jest kompletnie dla mnie
        obecnie nie możliwe i zupełnie mnie przytłacza... Sorki, że tak
        smęcę ale zaczynam się czuć jak by mnie ktoś owijał w jakiś kokon,
        który robi się coraz ciaśniejszy i zaczyna mnie dusić...
        • iza.74 Re: Czy uczucia kiedyś wracają? 10.05.10, 10:49
          mój mąż jest wyjatkowo wyrozumiałym człowiekiem, wie duzo o depresji,
          rozumie a mimo to często nie ma cierpliwości w moich gorszych okresach.
          Depresję bardzo trudno zaakceptować, tymbardziej, że człowiek chory
          funkcjonuje w społeczeństwie, wyglada "normalnie", zachowuję się niby tez
          normalnie a jednak ma jakies tam dziwne i niezrozumiałe dla zdrowego
          niedomagania, które często zdrowi ludzie tez mają a musza sobie radzić itd
          O zrozumieniu depresji przez osoby zdrowe a raczej niezrozumieniu było na
          tym forum wiele (podaruj sobie teraz lekturę, bo szkoda Twojej energii:)
          ale jest to temat rzeka.
          Nie usprawiedliwiam Twojego męza, ale po latech życia z moim i moja
          depresją rozumiem, jakie to trudne dla osoby zdrowej. Przechodziłam
          dokładnie taki sam etap jak Ty i to wiele razy. Wiem, ze obu jest wam
          trudno. Ja staram się zawsze przeczekać ten okres, bo wszystko zawsze
          wraca do normalności. A rozwód też rozważałam kilka razy, ale naszczęście
          nie miałam sił na takie rozwiązanie. Na szczęście.
          Napisz ile lat jesteście po ślubie, czy macie dzieci, jaki jest Twój mąż
          tak poza tym, czy przed choroba było między Wami ok?
          • ksiezycowy_krajobraz Re: Czy uczucia kiedyś wracają? 10.05.10, 13:08
            Po ślubie jesteśmy 8 lat, nie mamy dzieci - ja nigdy nie chciałam -
            przyczyna nie jest mi znana :) Wcześniej było ok, chociaż ja jestem
            osobą introwertyczną i często machającą ręką na jakieś
            nieporozumiena, żeby nie truć atmosfery. Jak patrzę na to teraz z
            perspektywy to tak nas pochłąneła firma, że właściwie ona nas
            trzymała i problemy z nią związane (ciągnęły się już długo). Jak w
            końcu musieliśmy (i dzięki Bogu) sprzedaliśmy ją to nagle okazało
            się - to moje odczucie - że nie wiele nas łączy a do tego moja złość
            związana z koniecznośćią spłaty jego długów. Zgadzam się, że problem
            jest w tym, że tej choroby nie widać jak złamanej ręki i on posądza
            mnie o jakąś ściemę, która ma być pretekstem do rozstania i
            znalezienia sobie "lepszego partnera" (cytat). On pewnie nie czuje
            się pewnie w tej sytuacji, z moimi spadkami formy, nie ma co
            ukrywać - brakiem zainteresowania seksem, ale ja nie mam siły go
            teraz wspierać i pomagać to przetrwać bo samam wariuję. Najgorsze są
            te codzienne zmiany jego nastroju - od bezgranicznej miłości
            okazywanej na każdym kroku do wręcz nienawiści, kiedy ja nie reaguję
            pozytywnie na jego starania. Nie wiem za każdym telefonem czy będzie
            miło czy nie miło, czy będę musiała się tłumaczyć z kolejnego "nie
            takiego" tonu głosu... Mam taką ogromną potrzebę wyrwania się,
            spokoju, nie decydowania o niczym i nie tłumaczenia się ze
            wszsytkiego... ech... Dzięki za zainteresowanie.
            • iza.74 Re: Czy uczucia kiedyś wracają? 10.05.10, 13:41
              wsze reakcje sa całkiem normalne w tej nienormalnej sytuacji. Ty
              zachowujesz sie jak typowa osoba chora, czy wychodzaca z depresji, on jak
              osoba, która musi udzwignać swoje problemy i Twoja chorobę.
              Co do uczuć, skoro kiedyś go kochałaś (zakładam, ze tak jest nadal, ale o
              tym nie wiesz) to za co? dlaczego za niego wyszłaś? czy była to dojrzała
              miłośc? ile mieliście lat? jak długo się znaliście? co Was wtedy łaczyło?
              od zawsze firma? a jaki jest jego stosunek do posiadania dzieci? nie tęski
              za "prawdziwą" rodziną? może sam o tym nie wie albo nie potrafi rozmawiać?
              za co on Cie kochał? co się w Tobie zmieniło? co nadal mu się podoba?
              itd.itd
              Wybacz te przepytywanki, nie musisz mi na nie odpowiadać, odpowiedz sobie.
              Nie wiem czy to jest jakakolwiek rada z mojej strony, ale ja próbowałam,
              pomimo burzy uczuc i myśli wyszukiwac sobie takie pytania i odpowiedzi.
              Doszłam do wnisku, że łaczyło nas wiele i wiele łączy nadal, że w tym
              całym chaosie, który jest we mnie, te wszystkie uczucia gdzieś tam musza
              być, ale się pogubiły. I teraz się odnalazły. I nie zamieniłabym tego
              człowieka na żadnego innego. Ale to nasze przeżycia, nie wiem jak jest z
              Wami. Mam nadzieję, że poukładasz sobie to wszystko.
              • tully.makker Re: Czy uczucia kiedyś wracają? 10.05.10, 17:14
                Ty
                > zachowujesz sie jak typowa osoba chora, czy wychodzaca z depresji,
                on jak
                > osoba, która musi udzwignać swoje problemy i Twoja chorobę.

                Ejze, czy aby na pewno jest tak? To JEGO problemy wpedzily ja w
                chorobe, to ona rozwiazywala jego problemy, a teraz on do jej
                problemow do rozwiazania dodaje kolejny problem - swoje fochy.
    • fucking_login Re: Czy uczucia kiedyś wracają? 10.05.10, 15:17
      Wychodzi na to, jak sama piszesz że masz do niego pretensje bo mu się noga
      powinęła...Zamiast tradycyjnego układu "mięso za seks" nie zgadzasz się na układ
      "i mięso i seks".
      • ksiezycowy_krajobraz Re: Czy uczucia kiedyś wracają? 10.05.10, 19:28
        Tak to może wyglądać, ale... To nie pierwszy raz kiedy tak się
        stało, kilka lat temu firma miała poważną zapaść i wyciągnęłam ją na
        prostą, po czym on przejął stery, no i klapa, nie mam do niego
        pretensji, bo wiem, że na to wiele czynników się złożyło, ale...
        sygnalizowałam dużo wcześniej, że jest znowu źle, że trzeba coś
        zdecydować, myślę, że gdyby nie bał się podjąć decyzji to obyłoby
        się to wszystko bardziej bezboleśnie. Jak już się okazało, że
        katastrofa, to ja znów na wysokości zadania - negocjacje, umowy,
        rozliczenia... Problemem jest to, że ja się "rozłożyłam".
        Zorientowałam się, że sawsze muszę liczyć na siebie bo i on na mnie
        liczy a tu nijak nie mogę się pozbierać i myśl - co teraz? Do
        lekarza poszłam tylko dlatego, że nie radziłam sobie z pracą, nie
        mogę czytać tekstu 10 razy zanim go zrozumiem, bo nie ma na to
        czasu, wzięłam leki, ruszyłam z miejsca z pracą, biorę dodatkowe
        zlecenia, żeby wszystko spłacić, do tego egzaminy, bo jeszcze się
        uczę... i jak on na to wszystko chce dzielić włos na czworo, w stylu
        kiedyś przytuliłaś się 5 razy dziennie, dziś raz - to ja opadam z
        sił i chce mi się wyć... ja chcę tylko mieć spokój i nie
        toeretyzować czy powinniśmy być razem czy nie i jak bardzo się
        zmieniałam... I, żeby nie było, mówię mu o tym wyraźnie i bez
        emocji, a tu groch o ścianę, jakbym po chińsku przemawiała...
        • fucking_login Re: Czy uczucia kiedyś wracają? 10.05.10, 20:52
          No cóż, napisałem na podstawie tego co podałaś wcześniej. Ale mniej więcej to
          potwierdzasz. Może sprawa wymaga szczerej rozmowy u terapeuty rodzinnego?
    • ksiezycowy_krajobraz Wydaje się... 10.05.10, 19:52
      Teraz, kiedy mąż ma już pracę i pojawiło się jakieś światełko w
      tunelu, to wydaje się, że mój stan powinien wprost proporcjonalnie
      się poprawić, a tu lipa... Nie potrafię się z tego cieszyć, nie
      jestem uśmiechnięta i zadowolona,nie mam planów na wakcje,bo nic
      mnie to nie obchodzi... i stąd moje pytanie (i zasadniczo jego) -
      dlaczego??? Może brakuje jeszcze czasu, może te leki tak powoli
      działają, nie mogę wrócić na poprzednie tory...z tym, że mi akurat
      jest wszystko jedno, nie czuję nic....tylko jak to mu wytłumaczyć?
      • mauamee Re: Wydaje się... 10.05.10, 21:04
        ksiezycowy_krajobraz napisała:

        > tylko jak to mu wytłumaczyć?

        nie jemu, tylko sobie to najpierw wytłumacz

        a nie jest tak, że się tym razem na nim solidnie zawiodłaś i przelało się?
        • ksiezycowy_krajobraz Re: Wydaje się... 10.05.10, 21:16
          Jest taka opcja i stąd właśnie problem, bo wplątała mi się ta
          depresja i teraz nie wiem czy to co czuję to właśnie - przelało mi
          się i ma dość, czy to "tylko" depresja i nadmierne przez to
          przewrażliwienie na tą sytuację i jakaś przesadna reakcja, która mi
          przejdzie i wszystko wróci do normy.... trochę tylko się zgubiłam i
          nie wiem co właściwie jest normą???:(
          • mauamee Re: Wydaje się... 10.05.10, 21:26
            czyli pozostaje czekać
            • ksiezycowy_krajobraz Re: Wydaje się... 10.05.10, 21:32
              Problem w tym, że on wymaga ode mnie konkretnej deklaracji i zmiany
              zachowania. Przez to cały ten wątek, bo zrobiło mi się zamknięte
              koło. Ja też chciałabym poczekać... przynajmniej do kolejnej wizyty
              u lekarza, może coś mi się rozjaśni... a może nic...
              • mauamee Re: Wydaje się... 10.05.10, 21:57
                ksiezycowy_krajobraz napisała:

                > Problem w tym, że on wymaga ode mnie konkretnej deklaracji i zmiany
                > zachowania.
                nie rozśmieszaj mnie

                a Ty co? prosiłaś go o wsparcie? o uznanie depresji za chorobę? o zmianę zachowania?

                dostałaś to?




                (choć ja w tę Twoją depresję słabo wierzę. bardziej to na podłamanie nerwowe i
                ogólne wypalenie wygląda. nieważne. postępowanie i leki pozostają podobne)
                • ksiezycowy_krajobraz Re: Wydaje się... 10.05.10, 22:12
                  Nie, nie dostałam i nie dostaję. Wiem, że to brzmi absurdalnie, ale
                  ja zgaduję jak powinnam się zachować, kiedy uśmiechnąć, jak
                  spojrzeć - żeby nie było gadania co dalej z nami, bo te rozmowy mnie
                  dobijają - z uwagi na fakt, że nie wiem co z nami. On nie potrafi
                  funkcjonować bez symbiozy ze mną - powtarza, że nie może skupić się
                  na pracy bo ma niepoukładaną sytuację w domu i go to rozwala, że w
                  takim układzie on zrezygnuje z pracy i będzie w domu, bo ja go
                  wykańczam tym moim niezdecydowaniem... słabo? słabo. Nie wiem czy to
                  miłość czy uzależnienie, typu dobrze mi z tobą, zarabiasz na mnie,
                  ładna jesteś, nie rozpieprzaj mi życia bo tak mi fajnie. Też mam
                  wątpliwości czy to depresja, bo zawsze wydawało mi się, że depresiak
                  nie wstaje z łóżka, a ja wstaję i do tego tyram na okrągło.
                  Natomiast zastanawiam się czy on nie ma depresji. W każdym razie
                  leków nie odstawiam - nigdy nie chcę czuć się jak przed braniem...
              • iza.74 Re: Wydaje się... 10.05.10, 22:12
                jak czytam to co piszesz, to rysuje mi się w głowie obraz Twojej
                osoby jako opanowanej, uporzadkowanej, zaradnej i przedsiębiorczej
                kobiety, która trafiła na męża fajtłapę, który nie potrafi prowadzić
                firmy, którego musi ratować kiedy ma problemy, który jest niezaradny
                i zalezny od niej finansowo, bo musi spłacać jego długi, jest jak
                kula u nogi i doprowadził do tego, że "przyplątała jej się ta
                depresja", i do tego chce żeby go kochała, i okazywała uczucia, bo
                boi się, ze ona go już nie kocha ... a on w depresje nie popadł?
                Nie wiem, może to egoista i leniuch, może sam zasłużył sobie na
                sytuację w jakiej się znalazł, ale nie wiem dlaczego jakoś mi go
                żal ... moze te jego fochy to wyraz zagubienia tej sytuacji ...
      • tully.makker Re: Wydaje się... 12.05.10, 11:36
        nie mogę wrócić na poprzednie tory...

        musicie sie oswoic z tym, ze nie ma powrotu na poprzednie tory -
        przezyliscie powazna traumezwiazana z problemami zawodowymi, ty
        zachorowalas na depresje.

        Nie bedzie juz tak, jak ylo kiedys, co nie znaczy ze nie moze byc
        dobrze, albo nawet lepiej - ale tak samo juz nie bedzie i im
        szybciej maz to zrozumie, tym szybciej zabierzecie sie do budowania
        waszego malzenstwa na nowo.
    • mskaiq Re: Czy uczucia kiedyś wracają? 11.05.10, 13:38
      Uczucia moga wrocic tylko wtedy kiedy zaakceptujesz Swojego Meza
      takim jaki jest.
      Bez tej akcepracji bedzie Ci bardzo trudno, znajdziesz wiele
      przyczyn aby Go unikac albo nie byc z nim.
      Serdeczne pozdrowienia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka