useless00
19.05.10, 21:09
Od dwóch lat choruję na depresję, teraz jestem dość stabilna, na lekach. Mieszkam sama z synem w wielkim mieście, ale w kiepskiej dzielnicy. Psycholog jako terapię zalecił spacery, zaangażowanie sie w cokolwiek innego poza pracą i domem. Trudno mi zmusić się do bezsensownego łażenia po miescie. I tak już wszystko wydaje mi się pozbawione sensu. Los nie oszczędził mi upokorzeń i ciosow. Trzyma mnie przy życiu miłość do dziecka i poczucie obowiązku wobec niego.
Myślałam o psie, może to zmobilizuje mnie do działania. Na przykład o owczarku niemieckim, bo i jestem w stanie zaangażować się w jego szkolenie a jednoczesnie miałabym obrońcę. Ale czy dam radę? Czy nie skrzywdzę Bogu ducha winnego stworzenia?