Dodaj do ulubionych

Kwestia Wartości

24.03.04, 21:39
Jakie macie wartości w życiu, co dla was się liczy, co jest naprawdę ważne?
Wiem, że na te pytania każdy sobie powinien sam odpowiedzieć, ale ja chyba
nie potrafię rozróżnić rzeczy ważnych i mniej ważnych. Wciąż mam wrażenie, że
spalam się na rzeczy drugorzędne, że dotykają mnie głęboko (za głęboko)
problemy de facto nieistotne, a ważnych spraw w swoim życiu nie zauważam (a
może ich nie ma?).
Nie przytruwajcie truizmami, tylko spróbujcie odpowiedzieć naprawdę szczerze.
Obserwuj wątek
    • mskaiq Re: Kwestia Wartości 25.03.04, 14:25
      Co jest wazne dla mnie w zyciu to to aby byc pelen radosci, optymistyczny,
      wierzacy w dobre sprawy. Nie chce byc negatywny, nie chce widziec wszystkiego w
      zlych barwach, nie chce sie bac.
      To sa dwa rozne swiaty, jesli jestes w dobrym cokolwiek bedziesz robil bedzie
      Cie cieszylo. Jesli jestes w tym zlym i tak nic nie bedzie mialo sensu.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • carlabruni Re: Kwestia Wartości 25.03.04, 15:01
        Cześć negatywisto. Dla mnie najważniejszą w życiu rzeczą jest miłość. Pragne
        kochać i być kochaną. Nie wiem tylko, czy umię być z kimś w związku, bo jestem
        strasznym nerwusem. No cóż nad tyn taż trzeba będzie popracować. Pozdrawiam Cię
        serdecznie. Jak się dzieś czujesz?
    • havana_club Re: Kwestia Wartości 25.03.04, 18:19
      Jeszcze trzy lata temu wiedzialam co jest wazne, a przynajmniej mi sie tak
      wydawalo. Teraz nie wiem. Po prostu staram sie miec w d.pie wszystko, co nie
      znaczy, ze jest mi z tym dobrze. Czasami czyms sie przejmuje (tez duperalami),
      ale to podobno jest taki mechanizm obronny, zeby naprawde wazne sprawy mnie
      mocno nie dotykaly.
    • desygnat Re: Kwestia Wartości 27.03.04, 13:20
      Jak definiujesz wartosc w zyciu? Chodzi ci o marzenia, ktore nigdy nie beda
      spelnione i starasz sie o nich zapomniec a one wyrywaja ci resztki twojej
      normalnosci i szydza z ciebie, czy o dazenia - chec wiary w cos co nada sens
      zyciu?
      W moim przypadku ani jedno ani drugie juz nie istnieje bo lepiej tego nie miec
      i sie nie rozczarowac niz miec nadzieje ze kiedys cos bedzie tak jak chcesz.
      Nie mam nic co by bylo bardziej lub mniej istotne (albo raczej nieistotne),
      pojscie na poczte, wypelnienie drukow podatkowych czy pogrzeb ma dla mnie takie
      same zabarwienie emocjonalne i tyle samo bezsensu - jedno jest wynikiem praw
      biologii a drugie praw(idiotyzmow) stworzonych przez ludzi. W obu
      przypadkach nie jestem w stanie nic zrobic zeby to zmienic, a kazda rzecz,
      ktora mnie ogranicza doprowadza mnie do szalu i zostawia nieuleczalne zmiany w
      psychice.
      Chyba bym wolal nie miec swiadomosci tego wszystkiego i spedzic zywot jako
      walesajacy sie zuczek.
      Albo kapusta(odpada szukanie strawy i kulanie bobkow).
      D.
      • negatywista Re: Kwestia Wartości 27.03.04, 13:37
        Chodziło mi o konkretne sprawy (rzeczy, pojecia), które mogą być wartościami -
        seks, pieniądze, władza, zaspokajanie próżności, zaspokajanie ciekawości - te
        rzeczy i podobne funkcjonują obecnie w naszej kulturze jako wartości. Bo takie
        anachronizmy jak honor, ojczyzna, cnota - już nie są wartościami i to jest
        bezdyskusyjne.
        Zgadzam sie w wiekszosci z tym co piszesz, ale problem polega na tym, ze jesli
        nie masz wartości, to strasznie się męczysz, bo wiesz, że nie uzyskasz żadnej
        gratyfikacji za nakład trudu, który pochłania funkcjonowanie w codzienności.
        Żyjesz siłą inercji i masz coraz mniej siły, bo żeby ją mieć trzeba umieć
        rozpalać w sobie sztuczne podniety i zapały. Pozdr.
        • desygnat Re: Kwestia Wartości 27.03.04, 15:20
          zgadza sie, nie mam zadnych wartosi i czuje bezsens tego co sie dzieje wkolo bo
          i tak nie moge na nic wplynac. Kiedys myslalem ze taka wartoscia jest rodzina
          ale okazuje sie ze jest to jedynie metoda na stworzenie sobie sztucznych
          wartosci opartych na obowiazkach i przyzwyczajeniach. Myslalem tez o sztuce i
          mialem nadzieje ze ona popchnie mnie w kierunku zycia ale moja beznadziejnie
          zenujaca tworczosc nie dala mi powodow do radosci czy odnalezienia sensu mojej
          swiadomosci. Cala reszta prymitywow ktore wymieniles (praca, pieniadze...) nie
          maja dla mnie znaczenia ale bardzo bym chcial zeby ktoras z tych rzeczy byla
          moja wartoscia - cokolwiekk by to bylo, tylko po to zeby miec cel i czuc sie
          bardzo dobrze zaadoptowanym zwierzeciem. Co mi zostaje? Szukam dalej tego
          czegos co bedzie mialo dla mnie wartosc. (ale juz mi sie nie chce...)pzdrw.
          • negatywista Re: Kwestia Wartości 27.03.04, 15:39
            Czyli jesteśmy w identycznej sytuacji. Szukamy wartości, pogrążając się coraz
            bardziej w rezygnacji, zmęczeniu i wypaleniu. Też się zajmowałem w życiu
            sztuką - mimo, że nie wyszło to poza fazę amatorską, nie oceniałbym swoich prac
            tak surowo jak ty, mam do nich sentyment, zebrały też pozytywne opinie od
            ludzi, z tm że... to nie zmienia faktu, że to nie przynosi żadnego spełnienia.
            Sztuka nie ma większego sensu sama w sobie, jest tylko dodatkiem urozmaicającym
            szarą, betonową strukturę egzystencji, której fundamentem jest co innego.
            Myślę, że ten fundament to kopulacja i robienie pieniędzy. Co mi z tego, że
            kilku ludzi zobaczy moje prace i powie: "aha, niezłe", i pójdzie sobie dalej
            kopulować i robić pieniądze? A kopulowanie i robienie pieniędzy akurat w tym
            okresie mojego życia średnio mnie interesują.
            • desygnat Re: Kwestia Wartości 27.03.04, 16:04
              Co do kopulacji to jest to dla mnie czynnosc fizjologiczna z niewielkim
              zabarwieniem emocjonalnym (chyba ze jest ci wszystko jedno czy kopulujesz z
              kura czy z koza).

              Jak dalej pociagne temat to trzeba bedzie sie wyniesc z tego forum....

    • morgana_le_fay Re: Kwestia Wartości 27.03.04, 17:00
      anachronizmy: honor, ojczyzna cnota...
      wartości: pieniądz, seks, kariera...

      Otóż tu właśnie drogi negatywisto jest Twój pies porzebany.

      I dalej: Zajmowałem się sztuką, ale jakie to ma znaczenie... Zebrała
      przyjazne recenzje raptem dwóch, trzech osób...

      Drugi pies Negatywisto.

      Nie znajdziesz wartości szukając wśród pozorów. Jeśli ktoś mówi, że miłość nie
      jest wartością, bo po związek po jakimś czasie nie jest uczuciem, a układem, to
      ja mu zawsze powiem, że się myli, bo po prostu brał za miłość coś, co nią nigdy
      nie było. Jeśli ktoś wchodzi w sferę miłości lub twórczości z nadzieją, że ta
      go uleczy, to ryzykuje. Jeśli nie wie, że to wymagający partnerzy i szuka
      ukojenia zbyt tanim kosztem, nie znajdzie. To, o się na prawdę liczy
      przychodzi najczęściej niejako przy okazji. Często niepostrzeżenie i ze strony
      z której byś się tego najmniej spodziewał. Tylko, żeby to nastąpiło, nie można
      odgradzać się murem i biernie czekać przy jednej pozostawionej w nim wąskiej
      szczelinie. I podstawowy warunek: trzeba siać, żeby zbierać żniwo.


      A teraz moje wartości: honor, (kiedy wiesz, że masz wybór, ale wybierasz nie
      korzyść, a prawdę), miłość (choćby i bez wzajemności), twórczość (jako proces
      twórczy, nie kariera). Ręczę ci, że to wartości uniwersalne, a anachronizmami
      zostały nazwane z tej prostej przyczyny, że w obecnych czasach bardzo
      niewygodne. WYGODA nie jest dla mnie jednak wartością. Po prostu.

      pozdrawiam
      morgana
      • negatywista Re: Kwestia Wartości 27.03.04, 17:55

        > anachronizmy: honor, ojczyzna cnota...
        > wartości: pieniądz, seks, kariera...
        >
        > Otóż tu właśnie drogi negatywisto jest Twój pies porzebany.

        Mam nadzieję, że nie odebrałaś mnie jako piewcy wartości dzisiejszej
        konsumpcyjnej zachodniej kultury. Po prostu wyciągnąłem wniosek na podstawie
        obserwacji, bardzo chciałbym, żeby nie było jak jest, ale TAK JEST i nie ma
        sensu temu zaprzeczać. Jesteśmy skazani na partycypację w ogólnie przyjętym
        systemie wartości albo będziemy pariasami, pogardzanymi, wyszydzanymi i
        odrzucanymi. Nie wiem czy jestem na tyle silny aby mieć swój własny,
        niezachwiany system wartości, wierzyć w niego i nie wątpić. Egzystujemy przez
        to, że widzą i osądzają nas inni.
        Po rewolucji seksualnej w latach 60-tych i narodzeniu się kultury masowej
        (zjawiska dotychczas niespotykanego) upadły wszelkie wartości powstrzymujące
        proces atomizacji społeczeństwa - takie jak naród, rodzina. Religia również
        jest w defensywie. Seks to ostatni mit zachodniej Europy, nadrzędny cel
        wszystkich działań, motor życia - kariera jest tylko drabiną do dobrego
        pierdolenia. Jesteśmy wszyscy przez to bardzo samotni - seks ustawiony na
        najwyższym piedestale sprawia, że ci, dla których jest on osiągalny, nie
        czerpią z niego takiej satysfakcji, jaką mogliby, gdyby nie był on wartością
        nadrzędną. Ci, dla któych seks jest niedostępny w ogóle są zapchnięci poza
        margines kultury, ich egzystencja w obecnym kontekście kulturowym traci
        jakikolwiek sens. To samo tyczy się robienia kariery, pieniędzy i tym podobnych.
        Nie wiem jak trzeba być silnym wewnętrznie, żeby wyjść poza kontekst kulturowy,
        nie wiem czy to w ogóle jest możliwe.





        > I dalej: Zajmowałem się sztuką, ale jakie to ma znaczenie... Zebrała
        > przyjazne recenzje raptem dwóch, trzech osób...
        >
        > Drugi pies Negatywisto.

        Tak jest, może masz rację - nie robiłem tego dla siebie, nie czerpałem
        przyjemnosci z procesu twórczego, nie potrafię - interesował mnie tylko efekt i
        oddźwięk. Zrozumiałem to i dlatego zaprzestałem.

        > Nie znajdziesz wartości szukając wśród pozorów. Jeśli ktoś mówi, że miłość
        nie
        >
        > jest wartością, bo po związek po jakimś czasie nie jest uczuciem, a układem,
        to
        >
        > ja mu zawsze powiem, że się myli, bo po prostu brał za miłość coś, co nią
        nigdy
        >
        > nie było. Jeśli ktoś wchodzi w sferę miłości lub twórczości z nadzieją, że
        ta
        > go uleczy, to ryzykuje. Jeśli nie wie, że to wymagający partnerzy i szuka
        > ukojenia zbyt tanim kosztem, nie znajdzie. To, o się na prawdę liczy
        > przychodzi najczęściej niejako przy okazji. Często niepostrzeżenie i ze
        strony
        >
        > z której byś się tego najmniej spodziewał. Tylko, żeby to nastąpiło, nie
        można
        >
        > odgradzać się murem i biernie czekać przy jednej pozostawionej w nim wąskiej
        > szczelinie. I podstawowy warunek: trzeba siać, żeby zbierać żniwo.

        Bardzo obrazowo to ujęłaś, ale wiesz, ja generalnie wątpię w słowa
        niezdefiniowane - nie wiem czym jest miłość, a co nią nie jest. To słowo to dla
        mnie kompletna niewiadoma, a mam coraz wyraźniejsze przekonanie że to raczej
        iluzja i dogorywający postulat naszej kultury. Kiedyś o miłości mało się
        mówiło, małżeństwa były z rozsądku, potem nadeszła moda na małżeństwa
        z "miłości" - pewna zmiana w kulturze, zwrot ku większemu hedonizmowi, dziś ten
        model też już przebrzmiewa, a ewolucja prowadzi w stronę jeszcze większego
        hedonizmu i egoizmu - coraz mniej się mówi o miłości, która w pierwotnym
        znaczeniu semantycznymm zakładała jakąś formę ofiarności i poświęcenia, dziś
        nikt się nie chce poświęcać - związki męsko-damskie to coraz rzadziej "miłość",
        a coraz częściej "bycie ze sobą" dla seksu, pieniędzy i wypełnienia konwenansu
        społecznego. Kiedyś był ukochany na całe życie, mówiło się o jedynej miłości w
        życiu, dziś parterów zmienia się jak rękawiczki, twardo egzekwuje od nich
        okeślonych rzeczy - sprawności w łóżku, zarabiania forsy etc etc.
        Tak ewoluuje kultura, my jako jednoski nie mamy na to wpływu, musimy albo się
        dostosować, albo skapitulować i spaść na dno hierarchii społecznej.

        >
        > A teraz moje wartości: honor, (kiedy wiesz, że masz wybór, ale wybierasz nie
        > korzyść, a prawdę), miłość (choćby i bez wzajemności), twórczość (jako proces
        > twórczy, nie kariera). Ręczę ci, że to wartości uniwersalne, a
        anachronizmami
        > zostały nazwane z tej prostej przyczyny, że w obecnych czasach bardzo
        > niewygodne. WYGODA nie jest dla mnie jednak wartością. Po prostu.

        Niewygodne to mało powiedziane. Mnie miłość bez wzajemności praktycznie
        rozwaliła życie i powiedziałem sobie, że nigdy więcej.
        Honor wiąże się z posiadaniem zasad i szacunkiem do samego siebie, mam z tym
        ostatnim problemy - chyba nie specjalnie wiem kim jestem i po co żyję, brak mi
        wiary w siebie, więc w momencie konfrontacji moich wartości z wartościami
        innych, jetsem za słaby by być sobą po prostu, chyba zbyt dramatycznie
        przeżywam proces odrzucenia przez otoczenie i w tym tkwi mój problem.

        pozdrawiam
        • desygnat Re: Kwestia Wartości 27.03.04, 19:26
          Masz bardzo realne (wg mnie) postrzeganie swiata ale dales sie tez kupic przez
          mity wspolczesnosci:

          > Seks to ostatni mit zachodniej Europy, nadrzędny cel
          > wszystkich działań, motor życia - kariera jest tylko drabiną do dobrego
          > pierdolenia.

          Naprawde w to wierzysz????????????
          Seks nie jest mitem, jest tylko marchewka. Mitem jest kariera i to co
          napisales. Ci ktorzy mysla w kategoriach pieniedzy chca zebys robil kariere i
          kusza cie na wszelkie mozliwe sposoby, tylko to im przynosi zyski a tobie
          wciskaja jak to dobrze jest robic kariere.

          > Jesteśmy wszyscy przez to bardzo samotni

          Jasne ze jestesmy samotni - ci ktorzy robia kariere i ci ktorzy mysla ze
          kariera to klucz do zycia.

          > Nie wiem jak trzeba być silnym wewnętrznie, żeby wyjść poza kontekst
          kulturowy,
          > nie wiem czy to w ogóle jest możliwe.
          >

          wydaje mi sie ze wlasnie wyszedles poza 'realia' naznaczone przez kulture
          masowa i materializm tylko ze taka jednostka nie pasuje w spoleczenstwie i masz
          tego swiadomosc. Wlasciwie to przekichane, ty widzisz czarne w zielone kropki a
          wszyscy wkolo wciskaja ci ze to jest pomaranczowe.


      • empeka Miłość 27.03.04, 18:05
        Cieszę się, że wróciłaś na forum, Morgano.

        Zajrzyj do wątku 3356, on sprzed 2 dni, ale już zapadł w historię. Jest tam o podejściu
        Negatywisty do miłości.

        Zgadzam się z Tobą co do miłości i twórczości, może inaczej ujęłabym kwestię honoru i
        ojczyzny, ale to raczej temat dla Kawiarenki Filozoficznej, niż dla Depresji.
        Sporo tam ostatnio rozmawiamy o sztuce, zapraszam zainteresowanych:

        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=10039
        Natomiast poszukiwanie wartości może być wyrazem nie tyle niejasności poglądów, co zaburzeń
        nastroju: czasem nic nie wydaje się warte samego siebie, ani nawet ułamka siebie ;-)
        Każdy depresyjny to zna.

        Pozdrawiam
        Marta
    • marleen Re: Kwestia Wartości 27.03.04, 17:39
      gubie sie
      mam taka piramide rzeczy waznych i bardzo waznych
      na razie zatrzymuje sie u jej stop - wazne, abym potrafila sie czyms zajac
      pietro wyzej bedzie - myslec o innych i robic cos dla nich, ale nie w aspekcie
      sprawiania przyjemnosci sobie...
    • nevada_blue Re: Kwestia Wartości 28.03.04, 18:01
      PRZYJAŹŃ
      godność
      szacunek [dla ludzi i dla siebie]
      poczucie bezpieczeństwa
      niezależność [nie mylić z egoizmem]
      możliwość wyboru

      i jeszcze parę drobiazgów, czasem ledwie dostrzegalnych, a tak istotnych, żeby
      mimo wszystko próbować trzymać się życia...
    • morgana_le_fay Re: Kwestia Wartości 29.03.04, 13:20
      negatywista napisał:
      > Nie przytruwajcie truizmami, tylko spróbujcie odpowiedzieć naprawdę szczerze.



      No i mam problem. Bo to, co chcę powiedzieć, choć do bólu szczere, może
      zabrzmieć jak truizm:

      Wolność.

      W-o-l-n-o-ś-ć nie: dowolność, jest dla mnie najważniejszą z wartości. Zauważ,
      że wszystkie religie, wszystkie ideologie, wszystkie światopoglądy odnoszą się
      do wolności. Problem w tym, że każda postrzega ją na swój sposób. Dlatego
      zrobiłam pierwotne założenie: "nie do-wolnośc". Właśnie pojmując wolność,
      jako "wolno mi wszystko" zaczynasz błądzić. Pragniesz wszystkiego, zatracasz
      poczucie gradacji tego co naprawdę ważne. Seks zaczyna Ci się mylić z
      miłością, brak pierwszego, wyklucza drugie i całą resztę. Praca, nauka stają
      się dążeniem do kariery. Kariera, zaczyna oznaczać pieniądze. Szacunek u
      ludzi utożsamiasz z pozycją na drabinie osiągnięć, a pozycja na tej drabinie
      pozbawia cię ... wolności właśnie. Wprzęgasz się w machinę, stajesz się
      zagubionym trybikiem z coraz bardziej złudnym poczuciem, że pniesz się w górę.
      Ale po co?...

      Otóż mój drogi wszystkie te wartości, które prowokacyjnie, czy nie nazwałeś
      anachronizmami są wartościami w obrębie wolności. Tak zwane nowoczesne
      wartości:pieniądze, seks, kariera, dorzuciłabym jeszcze kanony urody, moda,
      przebojowość i parę innych wspięły się w ciągu ostatnich dziesięcioleci bardzo
      wysoko, chciałyby być postrzegane jako wartości same w sobie, ale tylko od
      Ciebie zależy, czy je jako takie zaakceptujesz. Cóż moim zdaniem nie są
      wartościami, bo jako relatywne być takimi nie mogą. A samo to, że oznaczają
      wygodę, eliminują przyziemne problemy nie oznacza jeszcze, że dają szczęście.
      Może by i dawały, gdyby nie wikłały cię w układy których nie chcesz, które ci
      dzień po dniu coraz bardziej doskwierają.

      Otóż potrzeba wolności zmusza do ciężkiej pracy. Zmusza do myślenia, bo nie
      wiesz czy jesteś wolny, jeśli brak Ci wiedzy. Ale sama wiedza nie daje
      wolności. Musisz pragnąć mądrości, czyli niejako wiedzy wspomaganej duchem,
      wprzęgnięcia sfery emocjonalnej do swojego postrzegania. No i masz babo
      placek. Musisz zacząć kochać. Na początek siebie, później także i innych. A
      to takie trudne. Być twardym, mieć zasady, utrzymać się na powierzchni, gdy
      świat taki okrutny i jeszcze kochać, czyli odsłonić się na ewentualne
      zranienia. A jak już zaczniesz kochać, to trochę wstyd nienawidzieć. A
      spróbuj się pozbawić nienawiści, kiedy tyle jej wokoło! To na początek ignoruj
      zło, póki nie masz siły z nim walczyć. Poczekaj. Nabierz sił. Nie będzie
      łatwo. Ale za to pięknie. Zapewniam. Rozsądna, świadoma wolność, wewnętrzna
      harmonia, nawet gdy ciągle jest się o krok, czy dwa od celu jest przyjemniejsza
      od radosnego kokoszenia się w "dobrobycie" pseudowartości, które masowa
      kultura podtyka ci na kiju prosto pod nos po to, byś patrzył nieustannie na
      jego czubek.

      Na koniec, chcę się posłużyć cytatem autorstwa ks. Józefa Tischnera:

      "Wartości nie leją się na nas z góry jak woda z flaszki. One wymagają od nas
      wyboru. Życie podsuwa pewne wartości, ale od człowieka zależy, czy je
      dostrzeże, zrozumie, czy będzie je pielęgnował..."

      pozdrawiam
      morgana.
      • morgana_le_fay Re: Kwestia Wartości 29.03.04, 16:53
        Napisałam:

        To na początek ignoruj
        >
        > zło, póki nie masz siły z nim walczyć.

        Przepraszam, "omsknęłam" się. Sprostuję ten niefortunny skrót myślowy zanim
        zostanie opacznie zrozumiany. Nie chodzi bynajmniej o sytuację, kiedy ktoś
        bije słabszego, a ty nie reagujesz, bo ignorujesz. Chodzi mi o zło wewnątrz
        każdego z nas. Ignoruj w sensie nie dopuszczaj, nie wchłaniaj, nie asymiluj.
        I z naciskiem na DOPÓKI jesteś zbyt słaby, by z nim walczyć.

        pozdrawiam.
        m.
      • negatywista kwestia wolności 29.03.04, 17:42
        > W-o-l-n-o-ś-ć nie: dowolność, jest dla mnie najważniejszą z wartości. Zauważ,
        > że wszystkie religie, wszystkie ideologie, wszystkie światopoglądy odnoszą
        się
        > do wolności.

        Wolność? Jak rozumiana wolność? Wolność myślenia, prawo do myślenia i widzenia?
        Wolność w przyrodzie nie istnieje, wolność to abstrakcja. Zresztą jaka
        wolność, jest ich tyle - wolność moralna, osobista, narodowa, obyczajowa?
        PRAWDZIWĄ WOLNOŚCIĄ JEST TYLKO ŚMIERĆ. Dopóki człowiek żyje, jest zależny - od
        środowiska, od społeczeństwa, od praw natury. To, że widzi się mechanizmy
        zniewalające, nie oznacza, że przez to się jest mniej zniewolonym. Przynajmniej
        tak jest u mnie. Co do religii, to zawsze wydawało mi się, że one są ucieczką
        od wolności, bo wolność jest dla ludzi zbyt przerażająca.

        Wprzęgasz się w machinę, stajesz się
        > zagubionym trybikiem z coraz bardziej złudnym poczuciem, że pniesz się w
        górę.
        > Ale po co?...

        Po co? Ze strachu. Przed byciem pariasem i spadnięciem na samo dno hierarchii
        społecznej, byciem powietrzem dla innych, lub co najwyżej obiektem drwin czy
        protekcjonalnego współczucia, doświadczeniem tego ,jak wszystkie drzwi zamykają
        się przed nosem, zewsząd jest się przeganianym, zawsze lekceważonym i nie
        branym pod uwagę - któż ma hart ducha aby znieść taką "wolność"?

        Tak zwane nowoczesne
        > wartości:pieniądze, seks, kariera, dorzuciłabym jeszcze kanony urody, moda,
        > przebojowość i parę innych wspięły się w ciągu ostatnich dziesięcioleci bardzo
        >
        > wysoko, chciałyby być postrzegane jako wartości same w sobie, ale tylko od
        > Ciebie zależy, czy je jako takie zaakceptujesz. Cóż moim zdaniem nie są
        > wartościami, bo jako relatywne być takimi nie mogą.

        Seks jest relatywną wartością? Ależ jest najbardziej namacalną ze wszystkich.
        Pieniądze to samo itd. Te wartości właśnie zupełnie nie są relatywne, są jak
        najbardziej wymierne i dlatego tak bardzo się wybiły.

        Rozsądna, świadoma wolność, wewnętrzna
        > harmonia, nawet gdy ciągle jest się o krok, czy dwa od celu jest
        przyjemniejsza
        >
        > od radosnego kokoszenia się w "dobrobycie" pseudowartości, które masowa
        > kultura podtyka ci na kiju prosto pod nos po to, byś patrzył nieustannie na
        > jego czubek.

        To, że w każdej marie claire jest artykuł "1001 sposobów na lepszy orgazm" nie
        jest zmową kilku właścicieli koncernów prasowych. Piszą o tym, co ludzie chcą
        czytać - to są wartości masowe, nie elitarne i wysublimowane, oddolne, nie
        narzucane podstępem przez szare eminencje.
        Można żyć warościami idealistycznymi i efemerycznymi, ale trzeba mieć bardzo
        silną wiarę, żeby nie mieć wątpliwości czy rzeczywiście dostaje się coś od
        życia, czy nie są to fantazmagorie, czy inni nie patrzą z protekcjonalną
        satysfakcją, że nie są na naszym miejscu.

        To co nazywasz pseudowartościami coraz częściej jawi mi się, ku mojej
        rozpaczy, jako jedyne realne wartości, a hasła wolność, miłość, równość - to z
        lekka przeterminowane postulaty pewnego etapu rozwoju kultury europejskiej,
        kiedy jeszcze jej ton nadawały elity umysłowe skłonne do idealizmów. Te hasła
        jeszcze wciąż telepią się po umysłach (przecież nasączone są nimi lektury
        szkolne, które wszyscy grzecznie w stosownym wieku czytamy), ale są coraz
        bardziej dwuznaczne, coraz mniejsze wrażenie robią i są de facto coraz mniej
        obciążone semantycznie.
        Niewątpliwie nie jesteśmy zesłani na tą ziemię aby zaznawać rozkoszy jaką jest
        egzystencja, to oczywiste. Jesteśmy po to by walczyć o udział w ewolucji. Nasze
        szczęście czy nieszczęście jest nieważne. Nakład sił wkładanych w codzienne
        brnięcie przez codzienność zawsze znacznie przewyższa jakiekolwiek gratyfikacje
        zsyłane przez los.
        Nasze ambicje, które nas pchają do przodu, gryzą i wypalają wewnętrznie nie
        wynikają z nas - zostały wstrzyknięte z zewnątrz w nasze młode główki - przez
        telewizję, przez niespełnionych ambicjonalnie rodziców etc.
        Wracając do "pseudowartości" - one są wartościami w zasadzie tylko wtedy gdy
        pełnią funkcję fatamorgany. Wymagania środowiska są tak wyśrubowane, żeby broń
        boże ktoś ich wszystkich nie spełnił, żeby nie było osoby bez kompleksów. Ale
        jeśli już ktoś niesłychanym przypadkiem osiągnie żądany status społeczny, nagle
        budzi się w kompletnej pustce i jest game over - bo widzi, że pustka
        wewnętrzna, pragnienie dóbr i wartości są nie do ugaszenia, jako że stanowią
        motor egzystencji, tylko że teraz nie ma już tego czym gasić. Wtedy wstępuje
        się np. do sekty religijnej i przepisuje na nią cały majątek.

        Ja osobiście, po jakiejś szerszej refleksji, doszedłem do wniosku, że jeśli już
        chce się jednak żyć (bo osobiście nie dam głowy, że naprawdę warto) to
        najważniejszą wartością jest siła psychiczna, niezachwiane przekonanie o
        własnej wartości i ważności, zaufanie do siebie i umiejętność zwalania przed
        samym sobą własnych porażek i deficytów na okoliczności zewnętrzne, a przede
        wszystkim pokonanie lęku. Wolność tu nie ma nic do rzeczy.
        Pozdrawiam
    • rumiankowa Re: Kwestia Wartości 29.03.04, 13:54
      Hmm... dla mnie wartością jest:
      * dbanie o siebie - w sensie dbania o zdrowie, dobrego traktowania siebie, z
      szacunkiem i zyczliwoscia (a nie w sensie czasu poswieconego na makijaz ;)
      * jakość związku małżeńskiego
      * przyjaźnie i jakość kontaktów z ludźmi
      * własny kąt (mieszkanie, ktorego wciaż nie mamy)
      * praca, w której dobrze się czuję i mogę rozwijać (właśnie na nią czekam,
      jeszcze nie pracuję)
      * spełnianie hobby, rozwijanie zainteresowań

      Stabliność w tych punktach bedzie wielkim szczesciem :)
    • abdon Re: Kwestia Wartości 30.03.04, 00:26
      Dyskutantów pokornie proszę o wyjaśnienie znaczenia słowa "wartość" Zachodzi
      możliwość różnego rozumienia tego słowa prze różnych dyskutantów, a wtedy spór
      jest jałowy. Proszę również o wyjaśnienie, czym rózni się wartość od wartości
      prawdziwej.

      Jestem miejscowym logikiem (mam legitymację)
    • sklonowana40 Re: Kwestia Wartości 30.03.04, 08:33
      >>> co dla was się liczy, co jest naprawdę ważne? <<<<
      Dla mnie to milosc do najblizszych i szacunek dla bliznich (szeroko i wasko
      rozumiane), uczciwosc i bycie porzadnym czlowiekiem. Moim skromnym zdaniem
      reszte moge sobie darowac.
      Pozdrawiam z Krak
    • mskaiq Re: Kwestia Wartości 30.03.04, 17:13
      Mysle ze kiedy pokona sie strach wszystkie wartosci wroca same. A jest ich tyle
      ze nie sposob tego policzyc. Strach to czarny kolor spoza ktorego nic nie
      widac.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • cptniamo UMYSŁ 03.04.04, 12:53
      Aż bałam się otworzyć ten wątek. Słowo "wartości" implikują "truizm". Czytałam
      i myślałam, że z kilkoma się zgadzam, a z jedną wypowiedzią nawet całkowicie.
      Cholerne wartości uniwersalne są tylko pierdolonymi uniwersalnymi zwierzęcymi
      konstrukcjami pozorów. Wolałabym, żeby moją wartością był sex na przykład, niż
      honor, wolałabym zdechnąć w rynsztoku niż uwierzyć w boga. Chciałam coś dopisać
      do tego postu, ale "słowa mi się rozpadły w ustach jak zbutwiałe grzyby" po
      przeczytaniu kilkunastu postów.
      Jednak mam coś nowego do tego tematu. Mam wartość. Moją wartością jest mój
      UMYSŁ, głównie inteligencja i umiejętność myślenia, ironia, umiejętność
      dekonstruowania... Nie chciałabym nigdy tego stracić, chociaż mój mózg jest
      teraz zamknięty w słoiku, istnieje sam dla siebie, bo po wielkich sukcesach
      sprzed roku wyłączyłam się z życia (właśnie wylatuję ze studiów), nic nie
      tworzę (autoironia nie pozwala). Nie chcę tego stracić, dlatego się nie
      wyleczę, bo w moim myśleniu przecież siedzi depresja. Widzę przed sobą
      alternatywa: cholerna, bagnista, obciachowa, syfiasta depresja - albo pozory,
      umowność życia, podszyte świawdomością, że to wszystko na chuj... A może
      wyczyszczenie tej świadomości i po prostu warzywno-biurowa egzystencja?

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka