Dodaj do ulubionych

Balansowanie na linie...

21.04.04, 12:12
Pretensje do siebie, do losu, do ludzi, do wrogów i przyjaciół. Wyrzuty
sumienia, samooskarżanie i użalanie się nad sobą. Niemoc, euforyczne, złudne
wrażenie, że w końcu "wezmę się w tę przeklętą garść", agresja na każde dobre
słowo i wycie o pomoc itp itd...

Gdzie leży granica, na brak której chorujemy? Jak wyczuć moment, w którym z
terapeutycznego nicnierobienia należy przejść do działania? Kiedy i jak się
zmobilizować, żeby nie spaść jeszcze niżej? Gdzie jest punkt, w którym
niektóre rady mskaiqa mogą stać się sensowne? Co robć, żeby nie przespać
tego momentu?


Obserwuj wątek
    • awanturka Re: Balansowanie na linie... 21.04.04, 12:16
      Wiem o czym piszesz. I nie znam odpowiedzi...
      • zorro1234 Re: Balansowanie na linie... 21.04.04, 12:23
        awanturka napisała:

        > Wiem o czym piszesz. I nie znam odpowiedzi...

        nikt chyba nie zna holistycznej odpowiedzi, tym bardziej, że każda osoba jest
        inna, inaczej czuje, inaczej reaguje, inne rzeczy powodują, że jest na górze
        lub w dolinie, motywuje. wysiłek mskaiq w pisanie o wysiłku tez moze coś daje,
        tylko nie ma rad uniwersalnych... niestety
    • angharad A może... 21.04.04, 12:45
      A może, gdybyśmy sobie spróbowali opisać po troszeczku swoje konkretne wrażenia
      z naszych konkretnych prób mobilizacji, codziennych mikrozwycięstw... Że na
      przykład oblał mnie wczoraj zimny pot, bo musiałam załatwić sprawę w urzędzie,
      a kiedy szłam, to szłam jak na szafot, a chociaż trzęsły mi się ręce i waliło
      serce, to załatwiłam sprawę. I co się ze mną stało później? Czy do wieczora
      analizowałam każde słowo, czy wracając czułam się uskrzydlona i pierwszy raz od
      niepamiętnych czasów czyłam zapach powietrza? I dlaczego według mnie stało się
      jedno, a nie drugie?

      Nie wiem, może i głupio gadam. Ale myślę sobie, że gubię się już w tylu
      różnych sprawach, a wszystko powoduje nieszane uczucia, że albo do cna
      zwariuję, albo znajdę tę cienką granicę, która oczywiście dla każdego gdzie
      indziej przebiega.

      A może opisując sobie takie drobne fragmenciki odnajdziemy w nich elementy
      własnych lęków, co zniweluje po trosze nasze wyobcowanie? Może to nieładnie,
      ale kiedy słyszę, że "nie ja jedna tak mam" , kiedy mogę się przejrzeć w kimś
      jak w lustrze i powiedzieć: "on taki fajny i mądry, a boi się tego co ja" to
      jakoś mi lepiej i "silniej".

      A może... trzeba zupełnie inaczej?
      • an_a1 Re: A może... 21.04.04, 15:06
        angharad napisała:

        > Może to nieładnie,
        > ale kiedy słyszę, że "nie ja jedna tak mam" , kiedy mogę się przejrzeć w kimś
        > jak w lustrze i powiedzieć: "on taki fajny i mądry, a boi się tego co ja" to
        > jakoś mi lepiej i "silniej".
        Znałam kogoś takiego. Do tego był piekielnie inteligentny.
        HEEEH...
        Ana
    • mskaiq Re: Balansowanie na linie... 21.04.04, 16:39
      Zacznij od dzisiaj i nie jest wazne ze przegrywasz po drodze, wazny jest
      kierunek. Trzeba pokonywac slabosc bo to nasza slabosc jest problemem i brak
      milosci. Wszyscy jej potrzebujemy, bez niej trudno dostrzegac i szanowac innych
      a takze cieszyc sie tym co jest wokol nas. Alternatywa to zlosc i nienawisc ale
      jak z tym zyc.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • vinja Re: Balansowanie na linie... 21.04.04, 17:49
        mskaiq napisał:

        > Zacznij od dzisiaj i nie jest wazne ze przegrywasz po drodze, wazny jest
        > kierunek. Trzeba pokonywac slabosc bo to nasza slabosc jest problemem i brak
        > milosci. Wszyscy jej potrzebujemy, bez niej trudno dostrzegac i szanowac
        innych
        >
        > a takze cieszyc sie tym co jest wokol nas. Alternatywa to zlosc i nienawisc
        ale
        >
        > jak z tym zyc.
        > Serdeczne pozdrowienia.


        Ale ja na przykład mam miłość , wokół mnie jest wiele miłośći , jestem
        kochana , odczuwam to i...im bardziej to czuje tym bardziej sie pogrążam ,
        pogrąża mnie zniechęcenie do jakichkolwiek uczuć , boję się ich i nie chcę
        ich , bo nie umiem odwzajemniać- jestem PUSTA w środku
    • carlabruni Re: Balansowanie na linie... 21.04.04, 18:30
      Droga angharad. Myślę, że nie wielu jest ludzi na tyle mądrych aby odpowiedzieć
      Ci na te pytania.Spróbuję jednak temu sprostać. Wydaje mi się, że Twój mózg sam
      powie Ci kiedy jest gotów do działania. Może to jednak troche potrwać.
      Zrozumiesz wtedy, że wiele zależy od Twojego podejścia do wielu rzeczy.
      Postarasz się wtedy unikać sytuacji po których można miec wyrzuty sumienia. Z
      całego serca Ci tego życzę. Pozdrawiam Cię goraco.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka