angharad
21.04.04, 12:12
Pretensje do siebie, do losu, do ludzi, do wrogów i przyjaciół. Wyrzuty
sumienia, samooskarżanie i użalanie się nad sobą. Niemoc, euforyczne, złudne
wrażenie, że w końcu "wezmę się w tę przeklętą garść", agresja na każde dobre
słowo i wycie o pomoc itp itd...
Gdzie leży granica, na brak której chorujemy? Jak wyczuć moment, w którym z
terapeutycznego nicnierobienia należy przejść do działania? Kiedy i jak się
zmobilizować, żeby nie spaść jeszcze niżej? Gdzie jest punkt, w którym
niektóre rady mskaiqa mogą stać się sensowne? Co robć, żeby nie przespać
tego momentu?