jack4065
30.08.16, 23:08
zakładam spodnie do połowy i jestem zmęczony zastanawiając się po co to robię... leczę się na depresje z różnym skutkiem od 2010 roku a zdiagnozowano ją u mnie ze dwa lata wcześniej-lekarz rodzinny namawiał mnie przez ten okres na wizytę u psychiatry. od dwóch lat dokładka, zaburzenia osobowości specyficzne oraz zaburzenia adaptacyjne. dwa pobyty w szpitalu psychiatrycznym czy jestem zdrowy?! myśli samobójcze rozpacz ale też mam przeskoki na euforię krótkie ale jeszcze mam kiedyś były dłuższe no i wtedy nie potrzebowałem lekarza a rodzinka była szczęśliwa moim szczęściem a że lekką ręką wydałem 9000 tysiaków to nic takiego... jestem w rozpaczy biorę depakine neurotop asertin depreksolet hydroxyzynę wdała mi się cukrzyca. czy mam lęki... tak mam arytmię gwałtowne uderzenia serca to tak przez chwilkę pocenie się młyn w głowie że nie można myśli zebrać mam też takie dziwne bo robi mi się niedobrze mam zawrót głowy na pograniczu omdlenia potem kichnę i wszystko wraca do normy, nie wiem jak do tego podejść czy to objaw czy alergia... jestem nieszczęśliwy ale mam cholerne libido, mam 50 dych na karku a nie mogę sobie z tym dać rady... jestem nieszczęśliwy nie czuję radości, śmieję się bo tak trzeba ale tego nie czuję... nękają mnie nieraz natrętne myśli, walczę z tym nie sypiam wtedy nawet tabletki mi nie pomagają. niby teraz jestem pod opieką psychiatry ambulatoryjnie przy przyjęciu do szpitala zorientowany wszechstronnie ale nikt nie bierze pod uwagę wzmożonych myśli samobójczych i rozpaczy... teraz też tak mam jakiś impuls i koniec rozłożony nie mam siły na nic a nawet jak coś zrobię to jestem po tym wyczerpany... zdarza się że śpię na okrągło przez dwa dni... to narazie tyle.. ale jest beznadzieja każdy dzień lipa no a gdy się kończy to ja nie chcę aby się kończył siedzę na kompie słucham dołującej muzyki płaczę - nikt nie widzi - AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! papieroch za papierochem kawa jedna za drugą nie chcę iść spać jednak szkoda tego dnia.... kolejna pani chce się spotkać, pójdę choć troszkę namiastki szczęścia... szukam pomocy psychologów i co stwierdzili??? że tylko w placówce zamkniętej mogą mi pomóc, a ja nie mam roboty i środków do życia k...wa odmówiono mi renty a jak poszedłem do lekarza po pozwolenie na pracę powiedziałem na co się leczę to mnie wyśmiał, drugiego okłamałem dostałem ale po pół roku zwolnili mnie bo już się wcześniej zaczęło, przedstawiciel ciężki kawałek chleba odpadłem spowodowałem mały wypadek niegroźny ale stłuczka była.... no i skończyło się kolejnym pobytem w szpitalu sześć tygodni... tu pewna pani psycholog powiedziała że mi pomoże, zobaczymy.... jest tylko jedna rzecz ja już polubiłem ten stan, uwielbiam czuć się nieszczęśliwym czuć to każdą komórką aż do żołądka jelit odbytu gdy głowa eksploduje a z oczu płyną łzy jest to coś co odczuwam... czy to jest normalne??? nie wiem wiem za to ze to czuję, choć chciałbym kochać śmiać się odczuwać przyjemność satysfakcję... czy to jest normalne w tym stadium choroby??? mam zaniki pamięci skurczył mi się zasób słów muszę się nieraz bardzo skupić aby z kimś pogadać, druga sprawa to nie chce mi się gadać, zamknąłem się w sobie unikam kontaktów z przyjaciółmi, nie odbieram telefonów nawet nieraz z najbliższymi nie chce mi się gadać, kładę się wtedy i śpię uciekam na ryby albo pod pozorem jakiś prac idę do kotłowni lub na działkę... co dalej jak żyć mógłbym jeszcze pisać ale już mam dość już mi się mózg powiększa za dużo myślenia...