19.04.02, 08:57
Ale miałam dzień.
Wstałam rano, miałam iść na laborki, na 14.00
Wypiłam 3 słabe kawy, i się uczę...no super, bo w internecie znalazłam
dokładnie mój temat. Potem idę na zajęcia: przychodzę szczęśliwa, że się
nauczyłam i nagle szok:

nikt się do mnie nie uśmiecha, wszyscy wrogo na mnie patrzą. Chciałabym usiąść,
nie ma dla mnie miejsca...mówię, żeby się posunęli...chyba nie słyszą...no tak,
nic nie jadłam, cicho mówię...ale czy to moja wina? Chciałabym z kimś pogadać,
a wszyscy, jak na nich patrzyłam - to jakby mieli latarki w oczach, z czarnym
światłem...i wszyscy w moją stronę patrzą...atakują mnie. Może widzą, że się
źle tu czuję, może się źle ubrałam...nie, zresztą co im do tego...może włosów
nie umyłam...nie, w porządku. Co ja im zrobiłam...że się nie odzywają...zaraz
mnie zjedzą. Kurczę, tyle bym dała, żeby wyjść z zajęć, ale nie mogę. Muszę
mieć obecność...i zrobić ćwiczenie. Ale ja go w ogóle nie robię...dziewczyny, z
którymi jestem w grupie same robią, mogłabym iść do domu...nawet nie usłyszą,
jak się ich o coś spytam, a to nie takie ważne, żeby krzyczeć...zaraz wyjdę z
siebie...o właśnie przyszedł nauczyciel, pyta, czy chcemy być pytane dzisiaj,
dziewczyny - że nie...to po co ja się uczyłam...powiem, że chcę...to będzie
afera...zresztą i tak mi nie pójdzie...dobra, muszę się uspokoić, mam dość tych
ludzi...ludzi? nie tych potworów, którzy patrzą takimi szatańskimi oczyma na
mnie...dobra...zwalniam ruchy, które były dotąd nieźle szybkie, zwalniam też
myślenie. próbuję oddalić się od tego chaosu mojej grupy studenckiej...wszyscy
coś robią, tylko nie ja, nieważne...o tam stoi taka dziewczyna, również nie
było dla niej miejsca...druga taka sama sierotka...mija pięć minut, próbuję
dalej się uspokoić. Może wreszcie powie mi ktoś coś miłego, może się ktoś do
mnie uśmiechnie...o, tak, koleżanka odwróciła się i zaśmiała nie pamiętam,
dlaczego. Ja! Ulżyło mi! Jak ręką odjął. Już nie widzę szatana w ich oczach,
zaczynam się do nich powoli uśmiechać, potem żartować, znów jestem sobą.

Bardzo często przeżywam takie dramaty. Bardzo często widzę szatańskie oczy w
ludziach, którzy mi w niczym nie zawinili, (oprócz tego, że nie chcą mnie znać)
A objawy wydają mi się podobne do Delirium
Może w powiedzeniu "szatan w filiżance" coś jednak jest...

Nie mogę tego znieść.
Obserwuj wątek
    • Gość: Rob Re: SZATAN IP: *.elblag.cvx.ppp.tpnet.pl 19.04.02, 20:09
      Żartobliwie:
      Na szatana najlepszy jest Rispolept (lek), niektórzy twierdzą, że egzorcysta.
      Ja jednak obstaję przy lekach.
      Poważnie:
      Idź do lekarza, on na pewno Ci pomoże. Jak najszybciej!!!
      Pozdrawiam
    • Gość: lot-lot Re: SZATAN IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 23.04.02, 00:40
      lot-lot napisał(a):
      Opowiem wam jeszcze co mi się dzisiaj śniło, same sensacje, nie muszę filmów
      oglądać...
      Minął równo tydzień od wcześniej wspomnianych laborek, a więc znów laborki, ale
      to jeszcze nic, ważne jest to co się stanie jutro. Jutro mam kolokwium z
      Mikroekonomii, którą powtarzam, a jak jej nie zaliczę, to ponoć już wylecę ze
      studiów. Przedmiot ten bardzo dobrze umiem, rok temu też umiałam, zresztą bardzo
      go do tego lubiłam, nie wiem więc, dlaczego go nie zdałam. Ale przejdźmy do
      rzeczy: poszłam spać, choć trochę się bałam, myślałam, że tego, by nie zaspać na
      zajęcia, jednak strach ten był jakiś inny, nic dziwnego – jak zasnęłam, to śniło
      mi się, że serce mi tak jakoś nienormalnie bije, czułam, że to koniec. Faktycznie
      biło mi coraz mocniej, i coraz bardziej dziwnie, jak już miało mi wysiąść, to się
      zbudziłam. To standard takie sny u mnie z tym sercem...zaraz, na pewno mam z
      czegoś egzamin, lub koło – myślę sobie – tak, w końcu przeżywam mikroekonomię i
      laborki. No tak...zawsze tak mam przed egzaminami, żadna nowość...nawet się nie
      ucieszyłam tym razem po obudzeniu, że jednak nie umieram...mam dość tych snów.
      Ale co dalej? Minęła godzina odkąd poszłam spać, więc wypada się jeszcze
      położyć...a może nie, bo znowu się coś przyśni...choć czułam się wyspana, to
      jeszcze się położyłam (...) no, tym razem to mi się podobało po
      przebudzeniu...ktoś mi dał do prowadzenia samochód z jakimiś ludźmi po
      autostradzie z dużą ilością skrzyżowań – miałam się z kimś ścigać...z jakimiś
      mafiozami, czy coś takiego, w każdym razie ktoś mnie gonił, więc miałam jechać
      najszybciej jak tylko potrafię, ale na skrzyżowaniach specjalnie wpadać w
      poślizg. – Z taką prędkością robiłam te skręty na każdym skrzyżowaniu, że sama
      sobie się dziwiłam, że potrafię. Jak dojechałam do końca
      to Ci ludzie wysiedli, więc mi trochę ulżyło, bo nie muszę się już martwić o nich
      (żeby nie zabić tą moją jazdą). Wysiedli, a ja wracałam drugą stroną ulicy, chyba
      mnie nie złapali...obudziłam się...och, jak świetnie, że to nieprawda!!! Ale
      zaraz, minęła dopiero druga godzina snu...co dalej? Co mam robić...nie no...film
      był extra...może jeszcze jeden...Znów jestem w jakiejś roli, nie wiem dokładnie,
      ale coś mam do zrobienia z tym, że najpierw wdrapałam się na ramię od dźwigu, ono
      było takie inne, nowoczesne, miałam się nim przenieść gdzieś na drugą stronę.
      Podnosi się od ziemii, więc usiadłam na nim, i się trzymam. Trochę za dużo się
      podnosi, kiedy będzie skręcał?...Podnosi się jeszcze wyżej, wyżej, a jak
      spadnę...no nie, jestem tak wysoko, że już boję się w dół popatrzeć.
      Wieje...wiatr przechyla mnie, a ja nie mogę zpowrotem, chyba siły grawitacji
      zaczynają coraz mocniej działać...przechylam się coraz bardziej, zaraz
      spadnę...znowu się zbudziłam – już 3 razy miałam umrzeć...a co mi tam, idę spać,
      jak umrę, to i tak się wcześniej obudzę...zasypiam. Tym razem oglądałam wybuch
      helikoptera. Otóż jestem pod nim, trzymam się jego nart, czy jak się one
      nazywają. Mam za zadanie zobaczyć, (wiem, że helikopter wybuchnie) jak poradzi
      sobie z tym wybuchem 1 z członków załogi, oglądam chyba to przez okno
      helikoptera. Cała załoga wyskakuje z niego, wojsko, jeden po drugim. Jeden nie
      chce wyskoczyć, coś kombinuje, krzyczą do niego, że już nie zdąży, ale on nie
      chce skoczyć. w końcu wyskakują ci ostatni, a on zostaje. Ma pełno jakiś pasków
      na sobie, coś sobie przypina do ubrania, coś ubiera na siebie – to go ma osłonić
      przed wybuchem. Nierozumiem, nie lepiej wyskoczyć? Jest wybuch, on jest w środku,
      nic mu się nie stało dzięki tej specjalnej odzieży, wylatuje z tego wybuchu. Ja?
      nie wiem, gdzie wtedy byłam, ale patrzyłam na wszystko. Potem jeszcze śniło mi
      się (po następnym obudzeniu), że gdzieś, chyba na mojej uczelni wisiało
      ogłoszenie o śmierci mojej pani od polskiego. Szkoda mi się zrobiło...(choć nigdy
      niecierpiałam polskiego). Potem na samym końcu...no właśnie...co mogło mi się na
      końcu przyśnić...wszystko najgorsze już przecież za mną...ha, ale gryps, teraz to
      naprawdę był najgorszy sen - śnił mi się EGZAMIN. ...nic gorszego...
      Cały czas przed egzaminami i kołami śni mi się, że umieram, zwykle, że serce mi
      nieludzko chodzi - a potem już nie chodzi...ale się budzę przed śmiercią. Zawsze
      mam to szczęście i czasami się zastanawiam, co by było, gdybym się nie
      zbudziła...może naprawdę bym zginęła...hmm, czy sen kogokolwiek kiedyś zabił? Jak
      tak się stanie ze mną to wam powiem :) Kiedyś mi się śnił koniec świata -
      naprawdę świetny, i naprawdę bardzo się cieszyłam, jak wstałam, ale o tym innym
      razem. jak oczywiście będziecie chcieli...(również przed egzaminem)
      Zawsze w dniu egzaminu mam niezłą depresję, i już się do tego przyzwyczaiłam. Już
      nie walczę, bo wtedy nie zdaję...a lepiej zdać i się męczyć
      Dobra, wypiję Kapuczimko, żeby się zabrać do tej Mikro, zostało mi jeszcze parę
      godzin...co? spać...nie...nie po tym, co dziś przeszłam...dzięki. Dzisiaj kawka -
      to jutro znów gwarantowana depresja i niepokonany żal do ludzi...ale cóż. Czegoż
      to się nie robi dla nauki...
      Narazie.
      Ps. Odezwijcie się!

      • Gość: Rob Re: SZATAN IP: *.elblag.cvx.ppp.tpnet.pl 23.04.02, 07:25
        Elaborat? Grafomania?
        • Gość: to ja Re: SZATAN IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 23.04.02, 18:16
          O co Ci chodzi?
          Szukam sposobu wyjścia z sytuacji, a raczej ludzi, którzy mnie tu zauważą, bo
          sama nie pójdę do żadnego lekarza, nie ufam im. Próbowałam na różne sposoby, może
          ten pomoże...
          a tak serio to podobały mi się te nocne filmy, i chciałam komuś to powiedzieć,
          myślałam, że ludzie też takie sny miewają i powstanie z nas świetna paka. Spoko.
          Mam kamerę. reżyseria za darmo, tylko kręcić filmy. UWAGA: najlepsza jakość przed
          moimi egzaminami(...)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka