petereczek
05.11.04, 00:08
nie wiem czy tu mi ktoś coś poradzi, mam nadzieję, że nie ma tu debili co się wyśmiewają z problemów innych... krótki opis sytuacji... ponieważ nie mam pracy (a co za tym idzie pieniędzy na utzymanie) muszę mieszkać z matką...
matka jest moim zdaniem jebnieta... otóż... pominę fakt, że jej małżeństwo trwało zaledwie rok, bo miała pretensje do ojca, że jest za mało ambitny...
fakt, mój ojciec to typ "ziomala" którego interesuje jedynie piwo...
on jest przegięta w drugą stronę... od małego krytykowała mnie, że jestem debilem (choć w testach IQ wychodziło mi nawet 135) , praktycznie nie miałem młodości, bo dla niej liczyło się tylko "abyś się uczył, bo nauka jest najważniejsza"... skończyłem więc dzienne studia na politechnice... już w dwa tygodnie po obronie magistra miałem pierwszą awanturę o to, że "ty się wogóle nie uczysz, nawet do kopania rowów się nie nadajesz"... jest krótko mówiąc pie..ięta na tle "nauki", nie uznaje czegoś takiego jak zabawa, hobby...
efektem było kilka prób samobójczych... gdyż,np. jak grałem w jednym zespole na perkusji, musiałem to rzucić "bo to walenie nie służy nauce"...
musiałm rzucić zabawę w surviwal "bo ci terroryści niczego cię nie nauczą", nie mogłem chodzić do kolego "bo wy tam marnujecie czas, a moglibyście siąść i się pouczyć..."
ogólnie prawie każdy dzień od kilku lat zaczynał się awanturami, pretensjami... zaczęło dochodzić do naprawdę dużej agresji... nie wiem co mogę zrobić (jakbym miał pracę i zarobiłbym to bym się wyprowadził) w tej sytuacji...
odechciaało mi się już dawno żyć, bo nie da się wytrzymać tam, gdzie każda czynność jest negatywnie skrytykowana... studia skończyłem ponad rok temu, mam ciągle wymawiane, że "dzisiejsza młodzierz ma po dwa fakultety"...
chcę wieść normalne, spokojne życie, ale to co mam w domu mi nie pozwala...
matka natomiast wszystko przekręca ogonem i co chwilę "ma pretensje że jej jeszcze nie przeprosiłem"...
jej grono koleżanek to pare starych panien, głównie nauczycielek.. ona sama też była nauczycielką... ma ostatnio napady płaczu, bo podobno "martwi się jak ja ułożę sobie zycie, skoro nie chcę się uczyć"...
co mam zrobić ???
zwracałem się o pomoc do paru psychologów, z teleonu zaufania, ale mówili, że ja już jestem dorosły, nie jestm młodzierz, i powinienem się wyprowadzic...
ja to wiem... ale skoro nie mam pracy, to i nie mam jak się wyprowadzić...
co można zrobić z taką osoba, mam już dość zmarnowanego zycia.. od skończenia studiów zacząłem żyć "normalnym zyciem"... tzn. mam dziewczynę, spotykam się z kolegami, poświęcam dużo czasu na hobby, ale właśnie od kiedy zacząłem żyć "normalnie" zaczęły się najgorsze awantury i przemoc...
ja już ledwo wytrzymuję, aby ta sytuacja nie skończyła się cmentarzem... a rady w stylu "znajdź pracę" sobie wsadźcie, bo to oczywiste i to wiem... tylko tej pracy szukam intensywnie już długo... a jako osoba z wyższym przecież nie pójdę sprzątać... zresztą do sklepu nikt nie weźmie gościa po polibudzie z językami... a praca poniżej 1000 netto nie pozwala na "utrzymanie się"...