Dodaj do ulubionych

Internet a uzależnienie

28.03.01, 22:02
Dziś w radiowej Trójce był ciekawy reportaż o uzależnieniu od Internetu, a
dokładnie od tzw. IRC. Co o tym sądzicie? Czy nie tłumaczyłoby to zachowania
niektórych naszych wszędobylskich kolegów? Od czasu jak mam SDI, to też mnie
strasznie ciągnie do kompa. Przedtem trochę miarkował mnie tykający licznik, a
i tak rachunki były wysokie. Z synem też problem - nie można go od kompa wołami
odciągnać. Nawet byłem z nim u psychologa, który powiedział, żeby nie wmawiać
mu choroby. A ja się boję po prostu. Wiem jak silne i zgubne są uzależnienia. I
jak ciężko z nich wyjść. Podobno szczególnie prędko od Internetu uzależniają
się kobiety. Słyszałem o takiej, która o północy przypomniała sobie, że nie
odebrała dziecka z przedszkola! Podobno na zachodzie już sa grupy wsparcia i
problem traktowany jest bardzo poważnie. Pzdr:)
Obserwuj wątek
    • Gość: as Re: Internet a uzależnienie IP: *.nest.gliwice.pl 29.03.01, 01:35
      Osobiście uważam, że ten szum z uzależnieniem jest przesadzony. Jestem kobietą.
      Ostatnio dużo czasu poświęcam tej rozrywce, ale już kiedyś tak było, a potem
      bardzo dłuugo nie zaglądałam wcale.Jeśli jestem uzależniona to raczej od
      komputera. Jak mam zbyt mało konkretnej pracy do zrobienia (komputer jest
      narzędziem)to poświęcam czas na internet. Koszty nie grają roli, bo i tak płacę
      40 zł za dostęp do łącza stałego.A czy pracownicy piszący taki hymn jak poniżej
      są Twoim zdaniem uzależnieni ?
      Hymn pracowników
      Nie chce podwyżki, po co trzynastki,
      To wszystko tylko szczęścia namiastki.
      A szczęście dla mnie - to praca szczera:
      Dwanaście godzin przy komputerach.

      Nie wzbraniaj, Ojcze! Precz z oczu Matko!
      Nie dla mnie żona i dzieci stadko.
      Jeść, spać, dorastać - Ja pragnę w biurze
      I umrzeć - z dłońmi na klawiaturze......



      • Gość: Budda Do Fibina IP: *.unl.edu 29.03.01, 20:53
        Czesc Fibin, gdzies w innym miejscu napomknales a uzaleznieniu alkoholowym.
        Jesli pozwolisz, przedstawie Ci moja wersje "wydarzen". W ten spokoj asekuruje
        sie przed tymi, ktorzy ciagle probuja mnie posadzic o "globalizm".
        TO JEST MOJ PUNKT WIDZENIA, co z tym zrobisz, Twoja sprawa.
        Uwazam, ze leczenie alkoholizmu lekami jest jak podpieranie plotu, zamiast
        wymiany zbutwialych desek. Dla mnie nie alkohol jest problemem, tylko to co
        powoduje jego konsumpcje ponad miare. Wiec medycyna wynalazla w naszych mozgach
        "niezbilansowana chemie" i poucza, ze jak bedziesz zazywal leki, to doprowadzisz
        swe srodowisko do rownowagi i bedziesz wyleczony. Znowu ten sam blad. Leczenie
        skutkow a nie przyczyn. Z punktu widzenia przecietnego czlowieka, na tym, czyli
        na atomach konczy sie i zaczyna nasz byt. I ani rusz troche dalej. To co dla
        medycyny jest przyczyna, dla mnie jest skutkiem. Wiec nierownowaga chemiczna
        jest przede wszystkim skutkiem CZEGOS a nie PRAPRZYCZYNA alkoholizmu. Czy
        potrafisz rozciagnac swoja swiadomosc poza nasze atomy i ich konfiguracje ? To
        owo COS, to subtelniejsza materia/energia od tej ktora rozpoznajemy jako cos
        dotykalnego i mierzalnego. Ktorys z wielkich wspolczesnych fizykow powiedzial,
        ze swiat wyglada bardziej dla niego jak mysl niz jak materia. Wiec obok atomow
        i ich konstelacji istnieje mysl w naszej glowie, i caly ich zbior mozemy nazwac
        UMYSLEM. I w tym umysle dzieja sie rzeczy, ktore afektuja nasz trzeci fizyczny
        wymiar, zmieniajac sklad chemiczny itp. No i mamy chorobe. W naszym przykladzie
        alkoholizm. Czlowiek dotkniety ta choroba, robi to co najlatwiej mu zrobic.
        Pije alkohol, ktory "lata dziury" w naszym atomowym ogrodku. Leki dzialaja
        podobnie i chyba jasne jest, ze w ten sposob nie leczymy przyczyn tylko skutki.
        Moja rada dla Ciebie. Bierz oczywiscie leki ale musisz wyrwac chwasty ze swojej
        podswiadomosci, boi innej drogi nie ma do calkowitego wyleczenia.
        Oto, moim zwyczajem, mala medytacja.
        Jak zwykle zamknij oczy i uspokoj swoj umysl. Wyobraz sobie, ze na ostatnim
        pietrze wysokiego budynku wsiadasz w winde i zjezdzasz nia do piwnicy, do
        piwnicy w ktorej przechowujesz trunki roznego rodzaju. A wiec jedziesz.
        Jedziesz z jednym celem, zeby wszystko potluc w tej piwnicy, wszystkie butelki,
        gasiory i kieliszki. Jeden cel Ci przyswieca, wszystko zniszczyc, podeptac.
        Zlosc w Tobie wzrasta i gdy winda zatrzymuje sie, wychodzisz z niej i prostym,
        zdecydowanym krokiem kierujesz sie do swej piwnicy. Stajesz przed drzwiami,
        ale nie tak jak zawsze. Wiesz, ze latwo mozna bylo zawsze wejsc do Twojej
        piwnicy bez uzycia klucza. Ale wtedy, gdy piwnica byla Twoja swiatynia, uzywales
        klucza, respektowales cywilizowane sposoby otwierania drzwi. Dzisiaj jest
        inaczej, determinacja ogarnia Cie, miesnie sie napinaja i z hukiem, calym
        cialem walisz sie na drzwi i wpadasz do srodka. Teraz wypadki tocza sie juz
        w szalonym tempie. Wszystko, co ze szkla ginie bezpowrotnie na scianach, na
        betonowej podlodze, wszedzie tryska alkohol, nienawidzisz tego zapachu,
        ale jak wsciekly byk nie zwazasz na to, tniesz, rzucasz, i rozbijasz.
        Po chwili nie ma juz nic na czym moglbys sie wiecej wyzyc.
        Lapiesz oddech, i nie wiesz skad ale w Twoich dloniach znajdujesz pompe
        strazacka i potwornie silnym strumieniem wody czyscisz cala piwnice. Wszystko
        znika z Twojego pola widzenia. Jest juz czysto, mozesz oddychac, siadasz wiec
        na srodku swej nowej swiatyni i z kieszeni wypada Ci mala kartka, zlozona na
        pol.. Otwierasz ja i czytasz: "Tato, codziennie wieczorem, gdy zasypiam
        martwie sie o Ciebie i placze za Toba... Gdzie jestes, gdy sie boje , gdzie
        jestes wtedy, gdy Cie wolam ? Mama mowi, ze pijesz gdzies. A ja Cie tak
        potrzebuje, teraz, i na zawsze. Kocham Cie moj Tato, badz ze mna, przytul mnie
        do siebie. Twoj Syn."
        Ryk rodziera ci pluca. Tulisz ten list do piersi i wybiegasz z piwnicy.
        Biegniesz do niego, do syna. Jest, jest i padasz na kolana przed nim.
        JUZ NIGDY, tylko te slowa padly z Twoich ust. JUZ NIGDY!!!
        Ten zjazd winda do piwnicy, to zejscie do Twojej podswiadomosci. Potem
        wyczyszczenie jej i wreszcie zapelnienie jej czyms nowym, pozytywnym.
        Staraj sie przezyc to wiele razy w czasie medytacji i pamietaj o tej kartce
        swego syna. Trzymaj ja w sojej swiadomosci zawsze, gdy bedziesz niepewny.
        Walcz codziennie. Inni Cie naprawde potrzebuja bo Cie kochaja. Przezyj
        wscieklosc w czasie rozbijania butelek a potem placz i milosc do syna.
        Samych sukcesow zyczy Budda.

        • fibin Re: Do Fibina 30.03.01, 10:16
          Dziękuję, Buddo. Dziś alkoholizmu nie leczy się lekarstwami, bo już dawno
          przekonano się, że to nic nie daje. Jest wspaniały ruch AA, który powstał w
          latach trzydziestych w USA, a w latach siedemdziesiątych Wiktor Osiatyński
          sprowadził go do Polski. Jest skuteczna terapia w przychodniach i w
          ośrodkach "zamkniętych". Wiedza o chorobie alkoholowej w społeczeństwie jest
          coraz większa, choć wciąż za mała. Mam wspaniałego terapeutę, który na swoich
          obozach bądź maratonach stosuje m.in. wizualizacje podobne do tej, którą
          proponujesz. Alkoholizm, jak słusznie zauważasz, a i większość uzależnień
          zapewne, to choroba umysłu, ale również uczuć. I trzeba leczyć przyczyny, a nie
          skutki. Co, między innymi z Twoją pomocą, próbuję robić. Pzdr:)
          • Gość: Budda Re: Do Fibina IP: *.unl.edu 30.03.01, 16:34
            Hej Fibin, milo slyszec o Twoim optymizmie. Czy wiesz, ze w Stanach powstaja
            juz AA dla czego tylko sobie wymyslisz, nawet dla tych ktorzy czuja sie
            uzaleznieni od chrzescijanstwa ? Ciekawe no nie ? Jak przyjrzysz sie dobrze
            to zauwazysz, ze Budda (ten prawdziwy)nauczal nic innego tylko jak tu ODWYKNAC
            OD PRZYWIAZANIA DO RZECZY MATERIALNYCH. To wedlug Niego bylo i jest powodem
            wszystkich naszych cierpien. Jak przyjrzysz sie ludziom, to czy tak wlasnie nie
            jest ? My sobie nie zdajemy sprawy z faktu, jak kazdym porem naszego ciala i
            umyslu WCZEPIENI jestesmy w ta materialna rzczywistosc. I strata czegokolwiek,
            czy to milosci, znajomosci, pieniedzy, kariery, poprostu zwala nas z nog,
            czujac fizyczny bol. Odseparowanie sie emocjonalne od tego co nas otacza
            jest jedynym wyjsciem. Mowia, ze prawdziwy medrzec przyjmuje z takim samem
            stanem ducha i wielka radosc i wielka tragedie. Teraz, gdzie my jestesmy na tej
            skali ?
            Pozdrowienia sle Budda. Studiuj martial arts. Nie tylko silowo, ale
            przedewszystkim ich filozofie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka