IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 00:12
wiem ze bede bardzo krytykowana przez niektorych z Was ale chcialabym o czyms
porozmawiac.Jestem z zonatym mezczyzna od roku.Bardzo sie kochamy,spedzamy ze
soba caly wolny czas.Jego zona nie domysla sie niczego.Maja 16 letniego
syna.Coraz ciezej mi w tej sytuacji-sumienie zaczelo mnie grysc!Lecz nie
potrafie Go zostawic.Za duzo pieknych chwil spedzilismy razem,za bardzo Go
kocham, zeby teraz wszystko skonczyc.Nie wiem co robic..jeli ktos jest w
podobnej sytuacji prosze piszcie!i badzcie wyrozumiali! kazdy ma serce zeby
kochac a ono niestety nie wybiera..
Obserwuj wątek
    • vielonick Re: ROMANS 24.11.04, 01:19
      Gość portalu: kasia napisał(a):

      > spedzamy ze soba caly wolny czas.Jego zona nie domysla sie niczego.

      naprawde w to wierzysz?

      w wyszukiwarce wpisz zdrada
      mnostwo tu watkow na ten temat...
          • Gość: Iwa Re: ROMANS IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 02:11
            i Ty jestes winna i Twoj mezczyzna i moze nawet jego zona tez jest winna
            Ty bo z premedytacja zabierasz ojca rodzinie- przepraszam za ten slogan
            on, bo zdradza rodzine
            tak naprawde to on, gdyby byl odpowiedzialny, nie powinien byl dopuscic do tego
            romansu. Skoro dopuscil to albo jest nieodpowiedzialny albo po prostu swietnie
            sie Toba bawi. Moze jeszcze jest z 15 lat starszy od Ciebie?
        • vielonick Re: ROMANS 24.11.04, 02:18
          Gość portalu: kasia napisał(a):

          > sorry ze w ogole tu weszlam i napisalam :(

          tylko sie nie rozplacz

          powiedz - co mamy napisac?
          pozalowac
          zmieszac z blotem
          Ciebie, kochanka, jego zone?

          nie wiem czego oczekujesz
          tylko romansu
          malzenstwa
          po tym zwiazku?

          a tych watkow naprawde duzo bylo
          moze w nich cos byz znalazla dla siebie...
          jeden gdzies tu jeszcze powinen byc pt. "marzenia, marzenia"

          dobranoc :)
    • Gość: zosia Re: ROMANS IP: 5.5R* / *.ym.rnc.net.cable.rogers.com 24.11.04, 07:01
      Co zrobic z mezem, ktory przyznal sie, ze osiem lat prowadzil podwojne zycie.
      Mnial mnie , corke , dom cieply i zadbany i na boku kochnke, zeby Polke, ale
      Ukrainke.Jak dalej zyc,ze swiadomoscia, ze oszukiwal mnie i zniszczyl 30 lat
      mojego zycia. Czy gorsze jets to, ze oszukiwal, czy to , ze zdradzal.Jak
      zyc , z taka skaza. Od osmiu lat jestm chora na raka, od osmiu lat walcze o
      swoje zycie, czy mozna byc az tak podlym egoista? Co jest bardziej uczciwe,
      czy to, ze mnie oszukiwal, czy to, ze nie odszedl? Prosze kogos o logike, bo
      w glowie mam kompletny zament.Moze ten post bedzie przestroga i pomoze
      rozwiazac watpliwosci mlodych oszukiwanych prze ich mezczyzn kobiet.Im
      szybciej skoczycie toksyczne zwiazki, tym lepiej dla was. Cholera, jak dalej
      zyc?
      A teraz sama sobie odpowiedz, bo moze pomyslisz, ze nie jestes tylko z nim, ale
      z jego synem i zona...good luck
      • Gość: Marta Re: ROMANS IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 07:37
        To brutalne co napiszę, ale... życie jest jedno i mąż chciał zapewne mieć
        chwilę wytchnienia od bólu i cierpienia.
        Ty jestes silna, walczysz, chcesz żyć, on słaby bo uległ potrzebie, bo nie mógł
        znieść wyrzutów sumienia i w końcu Ci powiedział.
        Jak dalej żyć?
        Jeśli jestes samodzielna i nie kochasz go - odejdź... Zacznij na nowo, bo nie
        warto patrzeć wstecz na cierpienie, a w przyszłość i kto jak kto, ale Ty
        powinnaś wiedzieć, że cieszyć się trzeba każdą chwilą życia.
        Pozdrawiam
    • Gość: Miał Re: ROMANS IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 07:32
      pobawcie się ze sobą jeszcze z miesiąc i powiedzcie sobie bye bye..
      Bo puki to jeszcze jest miłe, zostaną ci miłe wspomnienia.
      Nie wyrzuty, nie załamanie i rozpacz.
      Było miło, on nie zranił jeszcze żony, Ty nie płaczesz, że straciłaś parę lat
      na romans z żonatym...
      Taka moja rada.
    • scylla Re: ROMANS 24.11.04, 08:47
      postaw się w sytuacji jego żony,
      naprawdę nie zdajesz sobie sprawy ze rozwalasz czyjąś rodzine?
      Skoro mu tak dobrze, to czego nie odszedł od żony?
      co to za facet, najspokojniej w życiu zadajesz się z dupkiem i tyle.

        • Gość: la valetta ROMANS IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 09:25
          Ależ droga Kasiu nie zadręczaj się tak bardzo, naprawdę nic wielkiego się nie
          stało. Poromansujcie sobie spokojnie za plecami jego żony jeszcze z 10, 15 lat.
          Ty się w międzyczasie trochę zestarzejesz, on straci ochotę lub znajdzie
          młodszą, a ty zostaniesz sama na lodzie.
          Możesz też go teraz zostawić, znależć wolnego faceta w swoim wieku, ułożyć
          sobie życie. Może będziesz z nim równie szczęściwa, a nawet szczęśliwsza.
          Oczywiście do czasu gdy twój luby nie znajdzie sobie młodszej kochanki na boku.
          Ale może będzie dyskretny, jak twój obecny kochanek, i o niczym się nie
          dowiesz. Los czasem bywa bardzo przewrotny...
          • Gość: hansi Re: ROMANS IP: *.arcor-ip.net 24.11.04, 12:49
            i to jest wlasciwa odpowiedz.

            ale... na milosc nie ma rady
            w kazdym wielu i w kazdej sytuacji
            a gdy kalkulacje wyprzedzaja uczucia
            nie zastapia plomienia.

            Lepiej zalowac spelnionego,
            niz zalowac, ze sie nie spelnilo.

            Nie kochac w taka noc to grzech,
            niech milosc wejdzie w krew i mysl, niech porwie dzisiaj nas
            (Wichler-Jurandot, 1936)
          • scylla Re: Et te Brutus contra me? 24.11.04, 11:36
            i tu Ci j_ar napisze że facet z jajami zdradza żonę, bo jak by ich nie miał
            to żadna kochanka takiego wybrakowanego nie by wzieła:)
            Więc przypuszczam że przedmówca, mówił o tych jajach, bo wydaje mi
            się całkowicie fajnym facetem, który mówiąc o jajach, napewno by nie
            mówił o cechach charakteru mężczyzny:)
        • scylla Re: Et te Brutus contra me? 24.11.04, 11:42
          #o nie sadze abyś miał manie wyższości i chciałbyś abym do Ciebie zwracał sie _
          #Cezarze, nie sądze też abyś miał z nim wspolne cechy- wiesz ksiąki różnie o
          #nim piszą:)

          > Myslalem, ze ty Scylla masz jaja, a nie Charybde na utrzymaniu?
          #Rozumiem że to pytanie natury biologicznej, odpowiedz brzmi mam. Charybdy
          #natomiast nie mam.

          > Dobrze mu z zona i dobrze mu z kochanka.
          > I jedno drugiemu nie przeszkadza, a przeciwnie
          > znakomicie sie uzupelnia.
          > Tak trudno to pojac?
          #tak trudno mi to pojąć, a więc proszę wytłumacz mi to:)
      • snowy11 Re: ROMANS 24.11.04, 13:48
        Bzdury, prawie wszystcy faceci żonaci mają romans conajmniej raz w życiu i jest
        to zupełnie normalne, po prostu ludzie nudzą się po paru latach w jednym
        związku i szukają nowych wrażeń. Tak było jest i będzie i to samo się odnosi
        do kobiet. Już taką mamy poligamiczną naturę i musimy to zaakceptować bez
        robienia zbędnych histerii. Trzeba tylko tak grać żeby zranić jak najmniej osób.
    • zosienka23 Re: ROMANS 24.11.04, 09:48
      Gość portalu: kasia napisał(a):

      > kazdy ma serce zeby kochac a ono niestety nie wybiera..

      no OK, niech bedzie, ze nie mialas wplywu na serce, ono pokochalo...ale teraz
      wlacz instynkt samozachowawczy i zwijaj manele i daj sobie z tym spokoj. Placz,
      umieraj z tesknoty, ale idz w przeciwnym kierunku niz ten facet. Im szybciej
      tym bedzie latwiej. Zrob to tym bardziej, jesli wyobrazasz sobie wlasnie jego
      jako swego partnera na cale zycie. Jesli on Cie naprawde kocha, a jego
      malzenstwo jest nieudane i zona tez podziela to zdanie, to by sie juz rozwiodl.
      Chyba ze pasuje Ci rola kochanki, o ktorej swiat nigdy sie nie dowie, to
      zostan..
      Wydaje mi sie tez, ze facet jest sporo starszy od Ciebie, to oczywiscie nie
      kluczowa sprawa, ale pasuje do ogolnego schemaciku malzenskiego.
      Ja uwazam, ze glownnym winnym jest facet, nie TY, nie jego zona (ktora
      pewnie "oziebla i wcale go nie rozumie")...jak tu ktos powiedzial, to dupek.
      To nie dla Ciebie!
    • Gość: gf pare zdan dla rownowagi :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 10:02
      Nic nie jestes winna jego zonie, bo to nie Twoja zona.

      Zdradzani zazwyczaj ponosza wspolodpowiedzialnosc za zdrade, choc wola role
      ofiary. Normalna ludzka slabosc. Trzeba wybaczyc slabym, ze sa slabi :)

      No wiec stawiam sie w roli zony i mysle tak. Nigdy nie pomyslalam, ze jakis
      mezczyzna zmarnowal x lat/miesiecy mojego zycia. Kazda milosc byla darem od
      losu. Roznego kalibru, bo i ona sama miala rozny. Zeby myslec "rozstalismy sie,
      wiec zmarnowales" trzeba byc niespelna rozumu i nie miec za grosz szacunku ani
      do siebie, ani do niego.

      Gdybym byla latami oszukiwana, byloby mi przykro. Ale pierwsza mysla byloby: to
      ja nie stworzylam warunkow do szczerosci.

      Gdybym uslyszala "zakochalem sie", potraktowalabym to z szacunkiem. I gdyby to
      byla milosc, a nie milostka - nie tylko pozwolilabym odejsc, ale nawet bym mu w
      tym pomogla. Dlaczego? Z milosci.

      pozdrawiam :)
    • Gość: she Re: ROMANS IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 13:10
      Wiem ze bede bardzo krytykowana, ale powiem tak: nie zadreczaj sie
      niepotrzebnie. Jesli juz teraz masz wielkie wyrzuty sumienia, to sie z nim
      rozstan. Jesli ich nie masz i jest Ci dobrze, czerp z tej sytuacji maximum
      przyjemnosci, bo ona sie kiedys skonczy. Zona sie dowie, jemu sie odmieni albo
      Ty kogos spotkasz, oby niezonatego. Ty jestes dla "swojego" faceta odskocznia
      od nudy zycia, zastrzykiem adrenaliny albo ukojeniem - no i wiadomo, seks.
      Mowienie w tej sytuacji ze sie kochacie i to bardzo troche mnie smieszy ;)
      Rola ukrywajacej sie kochanki jest jednak frustrujaca, stresujaca i
      upokarzajaca na dluzsza mete. Dla kochanki, rzecz jasna. A mezczyznie, jak tu
      ktos przytomnie napisal, bardzo dobrze jest z zona i kochanka. Z jednej strony
      stabilizacja, z drugiej adrenalinka, a malo ktora kobieta jest w stanie dac i
      jedno i drugie.
      Spedzacie ze soba caly wolny czas? To kiedy on w domu bywa? Podejrzane to.
      • Gość: Hansi ROMANS - a forumowe panienki IP: *.arcor-ip.net 24.11.04, 13:49
        Mam zawsze mase zabawy z forumowymi panienkami, co to doradzaja: jezeli
        zakochales sie w innej, to odejdz i poinformuj uczciwie swego partnera.

        Pewnie, ze w idealnym przypadku byloby tak najlepiej.

        Ale w zyciu bywa roznie.
        Mamy tu obok watek: poligamia.

        Nawiazujac krotko do niego: mozna byc przywiazanym do stalej partnerki
        i zakochac sie rownolegle w innej.
        Czlowiek wtedy glupieje - ale tak tez czasem bywa.

        Ale "forumowe panienki" na wszystko maja przeciez lekarstwo.
        Tak jak komunisci. Ci tez zawsze wiedzieli, co jest dobre dla porzadnego
        obywatela.
          • Gość: kaja Re: ROMANS - a forumowe panienki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 14:00
            no to moze zaskocze pare osob......
            kiedys z wyznaniem milosnym zjawil sie u mnie mezczyzna....byl zonaty, na
            odparcie tego mojego argumentu wyciagnal pozew rozwodowy juz ze stemplem
            sadowym, do tego powiedzial mi, ze jego zona (ja ja tez troche znalam-to samo
            miasto) juz wie, ze on kocha mnie......teraz czeka na moj ruch, ja na to, ze
            NIE....nasze drogi sie rozeszly..zeszly sie po 8 m-cach....on rozwiedziony...co
            bedzie teraz? nie wie nikt...

            czy wg Was to idealne i zachowanie fair??
        • bazylia7 Re: ROMANS - a forumowe panienki 24.11.04, 14:00
          > Nawiazujac krotko do niego: mozna byc przywiazanym do stalej partnerki
          > i zakochac sie rownolegle w innej.
          > Czlowiek wtedy glupieje - ale tak tez czasem bywa

          zrozumiale i bardzo ludzkie..

          ale niestety zbyt czesto zamiast "zbladzil, wszak czlowiekiem jest"
          ukazuje sie tutaj: "bo jakby zona byla OK to nigdy by do tego nie doszlo"
          lub:
          "nie przejmuj sie zona, kochanko, tys nic nie winna, on nic nie winien, zona
          cierpi, nie martw sie pewnie na to zasluzyla, vo jakby nie zasluzyla, to by z
          nia byl"

          i jakos statystycznie w sytuacji zdrady, to zona otrzymuje
          etykietke "przyczyny" - nadawana przez niektorych forumowych obroncow "milosc'i
          ponad wszystko"

          ciekawam czy tak samo ocenia sie sytuacje, gdy zdradzajaca jest zona?
            • bazylia7 Re: ROMANS - a forumowe panienki 24.11.04, 14:19
              chyba nie

              pozdr :)

              Ps.... moze napisac powinnam, parafrazujac: tys kochanko nie winna, on,kochanek
              nie winien,
              zona winna.

              Tak mi sie Twoje postrzeganie sytuacji zdrady jawi,gf... (z reguly,
              statystycznie)
              czy mam racje?
              • Gość: gf Re: ROMANS - a forumowe panienki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 14:31
                nie masz :)

                nie wiem, czy czytamy to samo forum ;)
                bo ja czytam najczesciej: kochanka i maz winni, zono wywal go z domu/mscij
                sie/jestes niewinna ofiara/a to k*tas i suka (niepotrzebne skreslic)

                podwazam taka koncepcje historii gatunku ;)

                do tego istnieje stereotyp skrzywdzonej matkipolki, a ja generalnie uwazam, ze
                wbrew niemu, kobietom czesto zdarza sie zachowywac gorzej - to generalizacja, z
                koniecznosci, rzecz jasna - i wcale takie milosierne nie sa jak sie to czesto
                wypisuje, ciagna do siebie, az sie dymi...

                ten stereotyp 'kobieta swieta, facet zly' najbardziej, nota bene, kobiety
                krzywdzi, ale to inny temat


                wierze w to, ze ludzie powinni miec druga szanse i ze jak sie kogos kocha, to
                sie mu, mimo bolu, wlasnie daje te szanse, kiedy cos innego go uszczesliwia, bo
                to znaczy, ze ja nie potrafilam

                wierze, ze milosc to dawanie czlowiekowi wolnosci

                tyle :)

                • Gość: baba zona Re: ROMANS - a forumowe panienki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 17:40
                  A pamietasz nasza dyskusje z sierpnia ubieglego roku ? Ja wtedy wlaczylam sie w
                  dyskusje w watku Sila zdradzonych, bo wkurzyla mnie panienka, ktora chwalila
                  sie, jaka to ona dobra w porownaniu z ta wredna, zdradzana (czyt. rownoczesnie
                  oszukiwana zona). Mnie wtedy tez zaatakowalas, no bo tez wystepowalam w roli
                  zdradzanej zony, czyli tej zlej (ofiary?). Tylko ze ja nie przyjelam tej roli.
                  I takich kobiet jest wiecej. Zauwazylam, ze stereotypy rowniez ulegaja
                  ewolucji - w tym wypadku chyba dobrze.
                  I znowu wracamy do punktu pt. uczciwosc - ta stara, zdewaluowana wartosc...
                  Pewnie, ze mozna powiedziec - kocham Cie, idz do tej swojej panienki, skoro Ci
                  z nia lepiej niz ze mna (ja tak nota bene swego czasu zrobilam), ale dlaczego
                  mnie oszukujesz zamiast rozmawiac?
                  Tak, pewne tematy wracaja jak bumerang. Myslalam, ze juz nigdy nie bede pisac
                  na ten temat, ale to zawsze wraca i zawsze wywoluje emocje.
                  A szanse daje sie prawdziwym uczuciom - i tutaj jestesmy zgodne, choc zycie
                  determinuje tez i inne postawy...
                  Coz, temat rzeka...
                  :)
                    • vielonick Re: ROMANS - a forumowe panienki 25.11.04, 02:51
                      zeby cos uslyszec to musi byc najpierw powiedziane

                      i druga rzecz:
                      mowic mozna nawet wtedy gdy sie nie jest/nie bedzie wysluchanym
                      kobiety czesto to robia ;)

                      re nosnosc tematu (z dolu watku):
                      autorka sama prosila o wymiane doswiadczen
                      ale wiele sie nie dowiedziala ;)))
                      • Gość: gf Re: ROMANS - a forumowe panienki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.04, 17:56
                        vielonick napisała:

                        > zeby cos uslyszec to musi byc najpierw powiedziane

                        nie - zeby bylo powiedziane trzeba stworzyc warunki

                        > i druga rzecz:
                        > mowic mozna nawet wtedy gdy sie nie jest/nie bedzie wysluchanym
                        > kobiety czesto to robia ;)

                        nigdy
                        szczyt egocentryzmu

                        > re nosnosc tematu (z dolu watku):
                        > autorka sama prosila o wymiane doswiadczen
                        > ale wiele sie nie dowiedziala ;)))

                        darowany kon ;)
                        • vielonick Re: ROMANS - a forumowe panienki 27.11.04, 01:28
                          Gość portalu: gf napisał(a):

                          > > zeby cos uslyszec to musi byc najpierw powiedziane
                          >
                          > nie - zeby bylo powiedziane trzeba stworzyc warunki

                          niekoniecznie
                          czesto mowienie zalezy od charakteru nie okolicznosci/warunkow
                          (autopsja)


                          > > i druga rzecz:
                          > > mowic mozna nawet wtedy gdy sie nie jest/nie bedzie wysluchanym
                          > > kobiety czesto to robia ;)
                          >
                          > nigdy
                          > szczyt egocentryzmu

                          nie bardzo rozumiem...
                          jak ktos chce cos powiedziec bo tak mu nakazuja przekonania, bo chce byc uczciwy
                          to powie
                          nawet jesli druga strona jest 'zamknieta', nie gotowa
                          na dialog czy uslyszenie prawdy
                          • zalozylam_nowe Re: ROMANS - a forumowe panienki 27.11.04, 01:41
                            vielonick napisała:

                            > Gość portalu: gf napisał(a):
                            >
                            > > > zeby cos uslyszec to musi byc najpierw powiedziane
                            > >
                            > > nie - zeby bylo powiedziane trzeba stworzyc warunki
                            >
                            > niekoniecznie
                            > czesto mowienie zalezy od charakteru nie okolicznosci/warunkow
                            > (autopsja)
                            >


                            to 2 rozne rzeczy
                            ja mowie o tym, ze zeby oczekiwac szczerosci, trzeba koniecznie stworzyc
                            warunki (oczywiscie niektorzy zawsze powiedza, bo np.lubia) ale zasada jest
                            taka: nie mowi mi, czyli feler jest po mojej stronie

                            > > > i druga rzecz:
                            > > > mowic mozna nawet wtedy gdy sie nie jest/nie bedzie wysluchanym
                            > > > kobiety czesto to robia ;)
                            > >
                            > > nigdy
                            > > szczyt egocentryzmu
                            >
                            > nie bardzo rozumiem...
                            > jak ktos chce cos powiedziec bo tak mu nakazuja przekonania, bo chce byc
                            uczciw
                            > y
                            > to powie
                            > nawet jesli druga strona jest 'zamknieta', nie gotowa
                            > na dialog czy uslyszenie prawdy
                            >
                            >

                            to nie zadna uczciwosc tylko egoistyczna chec oczyszczenia sumienia

                            jesli kocham i zrobie cos nie tak, a on prawdy nie chce znac (bo ludzie maja do
                            tego prawo) moim obowiazkiem jest te wole niewiedzy uszanowac - inaczej jestem
                            zero

                            milosc do respekt dla jego potrzeb
                            • vielonick Re: ROMANS - a forumowe panienki 29.11.04, 01:53
                              zalozylam_nowe napisała:

                              > to 2 rozne rzeczy
                              > ja mowie o tym, ze zeby oczekiwac szczerosci, trzeba koniecznie stworzyc
                              > warunki (oczywiscie niektorzy zawsze powiedza, bo np.lubia) ale zasada jest
                              > taka: nie mowi mi, czyli feler jest po mojej stronie

                              nie
                              czasem feler jest po 'jego' stronie
                              (chodzi mi o osobe, ktora ma cos powiedziec, nie o plec)
                              z charakteru

                              > to nie zadna uczciwosc tylko egoistyczna chec oczyszczenia sumienia

                              czasem tak ale nie zawsze
                              osoba moze sobie kompletnie nie zdawac sprawy, ze jest oszukiwana
                              i wtedy to nie jest ooczyszczanie wlasnego sumienia a poinformowanie o faktach

                              poza tym zdarza sie, ze osoba zdradzajaca zapytana wprost
                              zaprzecza patrzac prosto w oczy i wypierajac sie wszystkiego

                              > milosc do respekt dla jego potrzeb

                              hmmm, ja bym nie nazywala zdrady "zrobieniem czegos nie tak"
                              to spory eufemizm moim zdaniem

                              i moim zdaniem jak ktos kocha to nie zdradza
                              no, mozna sie zgodzic na jakis jednorazowy wybryk, powiedzmy
                              szal cial, hormony, okolicznosci przyrody itp
                              czlowiek sie wstydzi, ma wyrzuty - nie mowi

                              ale co ma wspolnego z miloscia prowadzenie praktycznie podwojnego zycia
                              ktore trwa rok/kilka lat?
                              w takim kontekscie, mowienie o respektowaniu potrzeb drugiej strony w zwiazku
                              wydaje sie co najmniej smieszne
                              bo z respektu wobec czyichs uczuc
                              do takiej sytuacji w ogole nie powinno sie dopuscic
                              • zalozylam_nowe Re: ROMANS - a forumowe panienki 30.11.04, 10:10
                                vielonick napisała:

                                > zalozylam_nowe napisała:
                                >
                                > > to 2 rozne rzeczy
                                > > ja mowie o tym, ze zeby oczekiwac szczerosci, trzeba koniecznie stworzyc
                                > > warunki (oczywiscie niektorzy zawsze powiedza, bo np.lubia) ale zasada je
                                > st
                                > > taka: nie mowi mi, czyli feler jest po mojej stronie
                                >
                                > nie
                                > czasem feler jest po 'jego' stronie
                                > (chodzi mi o osobe, ktora ma cos powiedziec, nie o plec)
                                > z charakteru

                                Nie, jmx. Ludzie z natury daza do bliskosci z czlowiekiem, ktorego kochaja. No,
                                chyba ze to para juz tylko z nazwy, to co innego. Ale wtedy po co w ogole sie
                                dzielic czymkolwiek? Z obcym?

                                Jesli ktos nie chce powiedziec, to albo jeszcze tego w sobie nie ulozyl,nie
                                bardzo wie, co czuje, a tym bardziej jak to zamienic na slowa, albo nie ma
                                zaufania do potencjalnego rozmowcy.



                                > > to nie zadna uczciwosc tylko egoistyczna chec oczyszczenia sumienia
                                >
                                > czasem tak ale nie zawsze
                                > osoba moze sobie kompletnie nie zdawac sprawy, ze jest oszukiwana
                                > i wtedy to nie jest ooczyszczanie wlasnego sumienia a poinformowanie o faktach

                                Dziolcha, ale jak sie z kims jest, to chyba z kims kogo sie zna, nie? Jak mozna
                                nie wiedziec, jaki jest stosunek (prawdziwy, nie tylko ten deklarowany) zony
                                czy meza do szczerosci w tej kwestii?

                                Wiec jesli jestem z kims, kto takiej prawdy slyszec nie chce, to ni mowie, bez
                                wzgledu na to, jak cierpie. No tak czy nie?


                                > poza tym zdarza sie, ze osoba zdradzajaca zapytana wprost
                                > zaprzecza patrzac prosto w oczy i wypierajac sie wszystkiego

                                No wiesz...podstaw czlowieka pod sciana i przesluchuj...a kup najpierw giwere,
                                moze to cos pomoze ;)


                                > > milosc do respekt dla jego potrzeb
                                >
                                > hmmm, ja bym nie nazywala zdrady "zrobieniem czegos nie tak"
                                > to spory eufemizm moim zdaniem
                                >
                                > i moim zdaniem jak ktos kocha to nie zdradza
                                > no, mozna sie zgodzic na jakis jednorazowy wybryk, powiedzmy
                                > szal cial, hormony, okolicznosci przyrody itp
                                > czlowiek sie wstydzi, ma wyrzuty - nie mowi

                                Heh. A wyobraz sobie taka sytuacje - na dwoch koncach Polski jednoczesnie
                                zachorowaly obie tesciowe. Ich stan nie pozwala na transport. Para sie
                                rozdziela na dlugie miesiace. Nie maja pieniedzy, zeby co tydzien sie spotkac w
                                polowie drogi. Samotnosc, obciazenie w zwiazku z perspektywa smierci, dolozmy
                                cos jeszcze (syn ma klopoty z miejscowymi kibicami, corke ktos zgwalcil - no
                                rusz wyobraznia i wyobraz sobie wspolczesnych Hiobow...). I niespodzienka. Ktos
                                sie pojawia obok. Lekarz hihi ;)

                                Jmx, mnie nie trudno wyobrazic sobie skomplikowana emocjonalnie, bardzo trudna
                                sytuacje, w ktorej mimo ze kochasz...Bo widzialam takie w moim otoczeniu. Stad
                                moja wyrozumialosc dla ludzi, ktorych cos spotyka w trudnych okolicznosciach.
                                Ja po prostu w takich jeszcze nie bylam.


                                > ale co ma wspolnego z miloscia prowadzenie praktycznie podwojnego zycia
                                > ktore trwa rok/kilka lat?

                                to aberracja

                                > w takim kontekscie, mowienie o respektowaniu potrzeb drugiej strony w zwiazku
                                > wydaje sie co najmniej smieszne
                                > bo z respektu wobec czyichs uczuc
                                > do takiej sytuacji w ogole nie powinno sie dopuscic
                                >
                                • vielonick Re: ROMANS - a forumowe panienki 01.12.04, 03:36
                                  zalozylam_nowe napisała:



                                  > Jesli ktos nie chce powiedziec, to albo jeszcze tego w sobie nie ulozyl,nie
                                  > bardzo wie, co czuje, a tym bardziej jak to zamienic na slowa, albo nie ma
                                  > zaufania do potencjalnego rozmowcy.

                                  czasem nie mowi BO NIE CHCE
                                  po prostu
                                  zeby uprzedzic - ja jestem takim czlowiekiem
                                  ale juz uslyszalam, ze nie kochalam wiec stosunkowo latwo mi sie przyznac ;))))


                                  > Dziolcha, ale jak sie z kims jest, to chyba z kims kogo sie zna, nie? Jak mozna
                                  >
                                  > nie wiedziec, jaki jest stosunek (prawdziwy, nie tylko ten deklarowany) zony
                                  > czy meza do szczerosci w tej kwestii?

                                  co to znaczy "prawdziwy stosunek"?
                                  prawdziwy mozna miec tylko po fakcie
                                  bo wlasnie przed sa deklaracje
                                  i jeszcze jedna rzecz - ludzie na to samo moga reagowac inaczej
                                  to zalezy od okolicznosci


                                  > Heh. A wyobraz sobie taka sytuacje - na dwoch koncach Polski jednoczesnie
                                  > zachorowaly obie tesciowe. Ich stan nie pozwala na transport. Para sie
                                  > rozdziela na dlugie miesiace. Nie maja pieniedzy, zeby co tydzien sie spotkac w
                                  >
                                  > polowie drogi. Samotnosc, obciazenie w zwiazku z perspektywa smierci, dolozmy
                                  > cos jeszcze (syn ma klopoty z miejscowymi kibicami, corke ktos zgwalcil - no
                                  > rusz wyobraznia i wyobraz sobie wspolczesnych Hiobow...). I niespodzienka. Ktos
                                  >
                                  > sie pojawia obok. Lekarz hihi ;)

                                  moj Boze - gwalt corki, smiertelna choroba matek, syn-gangster
                                  do tego brak pieniedzy, samotnosc, opuszczenie, wypalenie
                                  (czesto sie pojawia w czasie pielegnacji chorej osoby...)
                                  i osoba w takim stanie emocjonalnym i fizycznym
                                  jeszcze mysli o spotykaniu kogos i seksie z nim?
                                  i Ty znasz takie przypadki?

                                  chyle czola ;)

                                  > Jmx, mnie nie trudno wyobrazic sobie skomplikowana emocjonalnie, bardzo trudna
                                  > sytuacje, w ktorej mimo ze kochasz...Bo widzialam takie w moim otoczeniu. Stad
                                  > moja wyrozumialosc dla ludzi, ktorych cos spotyka w trudnych okolicznosciach.
                                  > Ja po prostu w takich jeszcze nie bylam.

                                  rozumiem Twoje serduszko pelne zrozumienia i wspolczucia dla bladzacych :)
                                  ale nie kazda zdrada laczy sie z tak tragicznymi przypadkami 'bez wyjscia'
                                  to nikly procent, powiedzialabym
                                  z reguly sa to trywialne sprawy wynikle z szarej codziennosci
                                  zupa byla za slona
                                  pare kilo wiecej
                                  zalatanie praca
                                  zasobnosc porfela
                                  chec odmiany
                                  czasem z takich glupot wyrastaja tragedie, nie przecze
                                  ale z reguly to masa banalow, ktore banalnie sie koncza
        • Gość: olalala Re: ROMANS - a forumowe panienki IP: 62.121.129.* 24.11.04, 14:17
          > Ale "forumowe panienki" na wszystko maja przeciez lekarstwo.
          > Tak jak komunisci. Ci tez zawsze wiedzieli, co jest dobre dla porzadnego
          > obywatela.


          ciekawe porownanie, tylko czy trafne aby? bo to czasy komunizmu sie kojarza z
          wciskaniem tanich kitow obywatelom. wiec moze wlasnie te role przejeli
          zdradzajacy?
          nie usprawiedliwiaj wlasnych zdrad komunizmem tylko zamiast "twojej wiedzy
          oczywistej co jest dobre dla Ż+K" zapytaj wprost zony czy twoja kochanka to
          jest to o czym ona marzy,i zapytaj kochanki jak bardzo lubi twoja zone. bo
          to,ze wiekszosc chce lubic obie jednoczesnie to wiemy:)
          • Gość: Hansi Lenin wiecznie zywy. IP: *.arcor-ip.net 24.11.04, 14:42
            Finansowo zyje raczej niezaleznie,
            a moj stosunek do 6.go przykazania jest raczej LETNI
            ergo: usprawiedliwiac sie przed nikim z niczego nie musze.

            Natomiast komunistyczne myslenie "forumowych panienek" polega na tym, ze
            uwazaja one , iz najpierw sie zostawia (nie zapomniec o oficjalnym pozegnaniu)
            poprzedniego partnera i dopiero potem zabiera sie za innego.

            BAJA na kolkach. Niekiedy niemozliwa do zrealizowania, niekiedy,
            ktoras ze stron wcale nie chce zostawiac.
            I nie jest przez to gorsza, tylko jest INNA, ma bowiem inna filozofie zyciowa.
            • Gość: lalalala Re: Lenin wiecznie zywy. IP: 62.121.129.* 24.11.04, 14:55
              > BAJA na kolkach. Niekiedy niemozliwa do zrealizowania, niekiedy,
              > ktoras ze stron wcale nie chce zostawiac.
              > I nie jest przez to gorsza, tylko jest INNA, ma bowiem inna filozofie zyciowa.


              Czyli; czystosc idei, czystosc dzialan, czystosc rąk pana przewodniczacego.
              okresla sie te filozofie slowami:"kocham cie do szalenstwa ale nie moge teraz
              odejsc od zony" na zmiane z "zono jestes moja jedyna a tamto to tylko
              przygoda", chyba ze twoja filozofia pozwala na przedstawienie sobie ich obu i
              okreslenia potrzeb jakie maja ci spelniac- gwoli zaakceptowania idei:)



            • j_ar Re: Lenin wiecznie zywy. 24.11.04, 15:12
              Gość portalu: Hansi napisał(a):

              > Natomiast komunistyczne myslenie "forumowych panienek" polega na tym, ze
              > uwazaja one , iz najpierw sie zostawia (nie zapomniec o oficjalnym
              pozegnaniu)
              > poprzedniego partnera i dopiero potem zabiera sie za innego.
              >
              > BAJA na kolkach. Niekiedy niemozliwa do zrealizowania, niekiedy,
              > ktoras ze stron wcale nie chce zostawiac.


              to w koncu jak to jest, baja na kolkach czy jednak cos, co jest mozliwe
              ("niekiedy niemozliwa" - ze tak powiem, co oznacza, mozliwa), co?
    • triss_merigold6 Zabawna jesteś Kasiu... 24.11.04, 14:06
      - naprawdę wierzysz, że spędzacie cały jego wolny czas razem? a Święta,
      sylwester, wakacje, niedzielne popołudnia... przyznaj się dziecko
      - gdybyście spędzali cały wolny czas razem to żona by się domyślała - chyba, że
      to wolne oznacza 2 godziny w tygodniu w Twoim mieszkaniu
      - przedstawił Cię znajomym? - wychodzicie razem w miejsca publiczne? Wątpię.
      - skoro tak bardzo się kochacie to dlaczego ów wymarzony nie zachowa się jak
      człowiek honoru i nie odejdzie z nieudanego małżeństwa aby być z Tobą naprawdę
      a nie pokątnie?
      Reasumując: współczuję Ci. Jest szansa, że wyrośniesz z naiwności.
        • zigia Re: Zabawna jesteś Kasiu... 24.11.04, 14:48
          jedna wielka bzdura.Pomijając fakt zakochania, zobaczysz jak cie juz oleje a
          zrobi to predzej czy później(pierwszy przyklad bedziesz juz miala w swieta
          kiedy spedzi je nie z toba a z zona i synem) jaki to bedzie mialo wplyw na
          twoja psychike i podejscie do innych facetów .wszystkich bedziesz
          podejrzewala,oskarzala, miala totalny brak zaufania.zdasz sobie sprawe ze bedac
          tyle lat kochanka znasz wszyskie meskie podle wykrety i bedziesz sie ich
          doszukiwala w kazdym slowie.szczesciara bedziesz jezeli ten on zostawi zone i
          zostanie z tobą...chociaz czy to szczescie?zawsze bedziesz tą drugą.ty bedziesz
          zycie przezywala po raz pierwszy a on juz po raz drugi.ślub? miał ,ciaża
          miał,dziecko jego rozwój? miał....wszystko juz przerobil.poprostu odmlodzil sie
          tobą...przykre ale przerobione.a milosc?wczesniej czy pózniej wygasa a on majac
          tendencje do odmladzania znajdzie sobie nastepna z która przezyje zycie 3
          raz....
        • habitus Re: Zabawna jesteś Kasiu... 24.11.04, 20:57
          :)))) Nawet nie wiesz jak się mylisz!! :)))))) Dopiero takie autorytatywne
          wpisy sprawiają, że mam trochę ubawu. :)))

          Cierpienie mnie nie śmieszy a wątpliwości i ból Kasi świadczą o uwikłaniu, nie
          wyrachowaniu.
            • habitus Re: Zabawna jesteś Kasiu... 24.11.04, 21:17
              Gość portalu: kasia napisał(a):

              > dziekuje habitus...Potrzymalas mnie na duchu.Robie wszystko zeby Go
              > zostawic.Psychicznie sie do tego nastawiam...

              Wiesz, zostając zamykasz sobie drogę do nowego lepszego związku, bez tych
              wszystkich obciążeń. Wiem, że się boisz. W tym układzie to Twoja sytuacja jest
              najtrudniejsza. Państwo małżeństwo prowadzą cichą walkę a rykoszetem dostaniesz
              Ty i ten syn. Zastanów się, może boisz się związku z osobą wolną. Może wolisz
              partnera zajętego, żeby nie dopuścić do bliskości. Bo tak bezpieczniej. Taka
              całkowita szczerość i oddanie to bardzo trudne, dla niektórych niemożliwe...
              Zawsze żal mi raczej tego oszukiwanego partnera. Przy Twoim wpisie dopiero
              widzę, że oszukanych jest więcej. Bardzo Ci współczuję. Uciekaj z tego układu,
              zanim będzie za późno, ugrzęźniesz, przyzwyczaisz się, stracisz samodzielność i
              szacunek do siebie. Coś ja nie lubię tego Twojego partnera. Chyba zasługujesz na
              kogoś lepszego, nie oszusta...
    • desmo74 Re: ROMANS 24.11.04, 15:05
      Piszesz, że się kochacie. A nic nie piszesz o tym, czy macie jakieś wspólne
      plany?
      Byłam z żonatym mężczyzna. Nie tak długo, jak Ty. Mnie jednak to nic specjalnie
      dobrego nie przyniosło. Po prostu mnie to "zjadło" - wyrzuty sumienia + brak
      poczucia własnej wartości. Nie mówię, że dla Ciebie to musi skończyć sie tak
      samo. Każdy przypadek jest inny. Jednak Twój ukochany musiałby zdecydować sie
      na prawdziwe budowanie z Tobą miłości...zbyś nie musiała się już dłużej
      męczyć...

      Pozdrawiam ciepło