Dodaj do ulubionych

jak to jest u was ze zwiazkami?

21.09.05, 20:59
wchodzicie w nie w ogole, uwazacie, ze jestescie na tyle atrakcyjni, by moc
sie z kims spotykac? bo u mnie jest tak, ze mi sie nudza szybko. w zasadzie
moje podejscie do bycia z kims jest niedojrzale. wycofuje sie, gdy zauwaze,
ze druga osoba jest zainteresowana. konczy(lo) sie to na jednym, dwoch
spotkaniach, a napisalam, ze konczylo, bo nie pamietam kiedy ostatni raz
bylam na randce. tworzylam 2 zwiazki, z tym jeden trwal miesiac a drugi 3 i
byl na odleglosc. nie potrafie byc z kims, bo widzac zaangazowanie drugiej
osoby, automatycznie przestaje mi sie ona podobac. nie czuje pociagu
fizycznego, gdy kogos poznam blizej. wole ''kochac'' sie w kims, kogo nawet
osobiscie nie znam. a po drugie uwazam, ze jestem niezbyt ladna i nieciekawa
szara mysz, dlatego faceci nie zwracaja na mnie uwagi. tzn. jacys tam tak,
ale nie ci, ktorzy mnie pociagaja. wkurza mnie to, bo czuje sie samotna:( mam
tak od zawsze, ale ludzilam sie, ze moje podejscie zmieni sie wraz z wiekiem.
jednak tak sie nie stalo i czuje, ze do konca zycia bede sobie sama.
Obserwuj wątek
    • i.waszkiewicz1 Re: jak to jest u was ze zwiazkami? 21.09.05, 21:14
      napisalas ze wycofujesz sie kiedy ktos zaczyna myslec powazniej o tobie,
      widocznie cos jednak fajnego w tobie jest skoro druga osoba ma takie zamiary
      wobec ciebie. wyglad nie jest wazny, ja jestem na takim zakrecie ze wolalabym
      byc z kimkolwiek niz sama. niestety jestem sama...coraz bardziej.
      • len_nad_leniami Re: jak to jest u was ze zwiazkami? 21.09.05, 21:21
        jestes sama? ale sama bez partnera czy bez przyjaciol/znajomych? jesli masz
        tych drugich, to glowa do gory... zadzwon do kolezanki i idzcie na piwo,
        impreze. Moze kogos poznasz, trzeba chyba zrobic krok na przod i podniesc
        glowe. Ja nie mam niestety z kim pogadac, ani wyjsc do knajpy... Znajomi sie
        rozeszli w swoja strone i tak sobie jestem... moze to moja wina, raczej... na
        pewno.
    • annaank Re: jak to jest u was ze zwiazkami? 23.09.05, 13:09
      zajrzyj tutaj - może coś się rozjaśni.
      kiosk.onet.pl/charaktery/1244673,1250,artykul.html
      • hasanet Re: jak to jest u was ze zwiazkami? 23.09.05, 21:22
        Polecam czytanie forumów. Jeśli się chociaż w przebłyskach co nieco rozumie,
        można się wiele nauczyć. Dla mnie takie wędrówki przynosiły odkrycia na miarę
        życiowych rewelacji. Wszystkim mądrym ludziom, którym chciało się tam pisać bez
        względu na kierujące nimi motywy: DZIĘKUJĘ. Wiele zabrałam. To już jest moje.
        • euforyk Re: jak to jest u was ze zwiazkami? 23.09.05, 21:41
          widze, ze piszesz po polsku bo myslisz po polsku

          hasanet, dreszcze mnie przechodza, chyba nie stoisz nad grobem?
          • hasanet Re: jak to jest u was ze zwiazkami? 23.09.05, 21:54
            euforyk napisał:

            > hasanet, dreszcze mnie przechodza, chyba nie stoisz nad grobem?
            Nie. Wybieram się na basen.
    • amo_la_musica_jazz A u mnie to jest tak... 09.10.05, 21:55
      Ja jestem osobą samotną i nie mam złudzeń, że ta sytuacja się kiedyś zmieni :(
      Mam wrażenie, że mężczyźni nie uważają mnie za kobietę atrakcyjna, widzą we
      wmie tylko to, co najgorsze. Świetnie się z nimi dogaduję, ale traktują mnie
      jak koleżankę, nigdy jak kobietę. Jeszcze jakis czas temu miałam resztki
      złudzeń, że może znajdzie się ktoś, kto mnie pokocha, teraz złudzenia
      zniknęły... Czuje się okropnie i bezwartościowo :(
      • rather.not.happy Re: A u mnie to jest tak... 09.10.05, 22:09
        ja tez się dopiszę.
        jestem sama, bez faceta,ale szczerze mówiąc na razie mi to nie przeszkadza.nie
        myślę w ogóle o związku, zresztą z kim miałabym go stworzyc? jestem cholernie
        nieatrakcyjna, wiem,ze nie poznam takiego faceta,jakiego bym chciala,nie mam
        złudzeń.na szczescie b.rzadko o tym mysle,a jesli juz,to uswiadamiam sobie,ze
        bede sama do konca zycia,bo juz nie widzę siebie w bliskiej relacji z
        facetem.troche "zdziczalam" ze tak powiem przez to odseparowanie sie od
        normalnego zycia.ciesze sie jednak,ze za tym nie tesknie, nie doluje mnie
        to,moze to tez jest chore,ale niepotrzebne mi dodatkowe zmartwienia.
        • amo_la_musica_jazz Re: A u mnie to jest tak... 09.10.05, 22:28
          Skoro Ciebie nie dołuje tak bardzo ten fakt, nie cierpisz z tego powodu, to Ci
          zazdroszczę! Ja cierpię jak cholera i nie wiem, jak długo jeszcze wytrzymam.
          Pozdrawiam!
        • cyria Re: A u mnie to jest tak... 09.10.05, 22:45
          rather.not.happy napisała:
          >jestem cholernie nieatrakcyjna, wiem,ze nie poznam takiego faceta,jakiego bym
          chciala,nie mam złudzeń.

          Czy Twoją nieatrakcyjność odkrył jakiś mężczyzna czy tak samodzielnie się
          urodziła????
          Atrakcyjność fizyczna, to rzecz raczej względna,może poprzeczkę przesuń..., a co
          do faceta z marzeń to nieczęsto się taki trafia;)
          Powodzenia.
          • rather.not.happy Re: A u mnie to jest tak... 09.10.05, 23:10
            cyria, gdybys mnie zobaczyla,to obawiam sie,ze przyznalabys mi racje.kiedys
            bylam,moze nie atrakcyjna,ale powiedzmy w miare.niestety doprowadzilam sie do
            takiego stanu,ze moge tylko nad soba zaplakac,ewentualnie sie mocno
            zdenerwowac,to juz zalezy od nastroju. pozdrawiam rowniez :)
            • cyria Re: A u mnie to jest tak... 10.10.05, 01:15
              rather.not.happy napisała:

              > cyria, gdybys mnie zobaczyla,to obawiam sie,ze przyznalabys mi racje

              Nie mam argumentów do dyskusji, nie znam Cię, przykro mi tylko,kiedy słyszę jak
              sama sobie dokopujesz...
              Napisalaś ,że "doprowadziłaś się" do jakiegoś kiepskiego stanu.., nie uważasz,
              że może to odwracalny proces...?

              Dobrej nocy;)



              • rather.not.happy cyria 10.10.05, 23:17
                proces jest jak najbardziej odwracalny, ale duzo pracy przede mna. najpierw
                musze wypracowac silna wole. moze kiedys sie uda. pozdrawiam :)
      • zyrafa46 Re: A u mnie to jest tak... 10.10.05, 22:49

        amo_la_musica_jazz napisała:

        >Ja jestem osobą samotną i nie mam złudzeń, że ta sytuacja się kiedyś zmieni :(
        Mam wrażenie, że mężczyźni nie uważają mnie za kobietę atrakcyjna, widzą we
        wmie tylko to, co najgorsze. Świetnie się z nimi dogaduję, ale traktują mnie
        jak koleżankę, nigdy jak kobietę. Jeszcze jakis czas temu miałam resztki
        złudzeń, że może znajdzie się ktoś, kto mnie pokocha, teraz złudzenia
        zniknęły... Czuje się okropnie i bezwartościowo :(<
        -------------------------------------------------------------------------------
        Znajdż swoje zdjęcie, gdy jesteś roześmiana. Przyklej na połowie kartki
        papieru. Na drugiej połowie napisz: Przecież ja jestem fantastyczna. Ja sie
        nadaję na coś więcej niz koleżankę!!!Powieś sobie koło łóżka. Gdy będziesz juz
        zasypiać, puść oko (takie filuterne) do tej dziewczyny ze zdjęcia i przeczytaj
        tekst. Rano zrobisz to samo. W ciągu dnia też nie zawadzi. Gdy nie będziesz
        miała tego zdjęcia przed nosem puść oko do dobrego kolegi i szeroko sie
        usmiechnij ze słowami jakimiś miłymi, banalnymi. Trudno mi dokładnie. Nie znam
        Twoich kolegów.
        Znam Twój ból. Miałam identycznie. Oni w ogóle nie zauważali, że jestem nie
        facetem, kumplem. Z drugiej strony ja wstydziłam sie być choć troche kobietą.
        No i oni nie widzieli we mnie kobiety. Sama na to pracowałam. A tu nie ma sie
        co wstydzić swojej płci. Ani oni ani my nie mamy sie czego wstydzić.
        Pozdrawiam Cię, Żyrafa


    • azx To kwestia lęku. Te niby dziwne mechanizmy 09.10.05, 22:24
      typu "jak ktoś to ja wtedy" to lęk. Idź na jakąś psychoterapię, może grupową. Myślę zresztą, że warto próbować róznych metod.
      • rather.not.happy Re: To kwestia lęku. Te niby dziwne mechanizmy 09.10.05, 22:39
        powiem szczerze,ze nie wiem,czy ktos kto bardzo chce zwiazku,bedzie umial sie
        czuc dobrze,nie bedac w nim. u mnie jakos tak "samo" sie porobilo,ze nie
        odczuwam braku faceta,byly i sa inne sprawy na glowie.w przeszlosci mialam
        jakies blizsze znajomosci,wszystkie okazaly sie niewypalem,ale troche
        sie "nacierpialam" emocjonalnie.nie wiem jak bede czula za 2 czy 5 lat,gdy
        wciaz bede sama. byc moze terapia okaze sie pomocna gdy ktos bardzo chce z kims
        byc,a nie ma takiej mozliwosci.
        • hasanet Re: To kwestia lęku. Te niby dziwne mechanizmy 10.10.05, 10:38
          rather.not.happy napisała:

          > nie wiem jak bede czula za 2 czy 5 lat,gdy
          > wciaz bede sama.
          Samotność nie jest złem. Niesie wolność i spokój.
          > byc moze terapia okaze sie pomocna gdy ktos bardzo chce z kims
          >
          > byc,a nie ma takiej mozliwosci.
          Zamiast terapii wystarczy powiedzieć: basta! Pojść na spacer nazbierać
          błyszczących kasztanów, upchać je po kieszeniach. W długie, zimowe wieczory
          zrobić z nich pajacyki dla dzieci, nawet dla wnuków. Będą w głos się zaśmiewać.
          To piękne, kiedy się z boku patrzy.
          • cyria Re: To kwestia lęku. Te niby dziwne mechanizmy 10.10.05, 11:06
            hasanet napisała:

            > Samotność nie jest złem. Niesie wolność i spokój.

            Samotność oswojona,wybrana czy pogodzona z... Tak.
            Jeśli to samotność z innego przedziału, przeważnie niesie destrukcję...
            • hasanet Re: To kwestia lęku. Te niby dziwne mechanizmy 10.10.05, 11:57
              Znam trzy paskudne zapachy: mokrego kija, skórzonych glanów i palonej oliwy.
              Żeby je niuchać, nie ma takiej ceny.
              Ves
              • hasanet Re: To kwestia lęku. Te niby dziwne mechanizmy 10.10.05, 12:33
                hasanet napisała:

                > skórzonych glanów
                literówka
              • jarek2906 Re: To kwestia lęku. Te niby dziwne mechanizmy 10.10.05, 21:37
                dziewczyny! czy Wy przypadkiem nie przesadzacie ??
                przeciez człowiek to zwierzę stadne, nie stworzone do życia w samotności!
                a zapach oliwy jest ok. :)
                pzdr.
                • cyria Re: To kwestia lęku. Te niby dziwne mechanizmy 10.10.05, 21:41
                  Z oliwek owszem..ale nie palonej;)
                  • hasanet Re: To kwestia lęku. Te niby dziwne mechanizmy 11.10.05, 09:04
                    Palone liście kasztanowca pachną jak kadzidło. Zostanie po nich aksamitny
                    popioł, smuga białego dymu. Ot, westchnienie wieczornego spaceru.
    • ilquad Jakie związki? 10.10.05, 22:13
      Współczuję osobie, która się w jakikolwiek sposób zaangażuje emocjonalnie do
      mnie - toż to samobójstwo:^/
      • wienek Re: Jakie związki? 11.10.05, 10:54
        to ja też jej współczuję ! :);)
    • zoltanek trudno jest... 11.10.05, 11:13
      Zakochanie to serotoninowy kop, szczęśliwy haj wyciągający z depresji za nogi.
      Nagle, z przerażeniem uświadamiasz sobie, że chce Ci sie żyć, a obraz Twojej
      przyszłości jakiś sukinsyn zachlapał kolorową farbą. Koniec bycia męczennikiem,
      poetą i świętym, przychodzi kolorowa szarość. Odbywasz podróż w czasie, do lat
      młodości, gdy wszystko było takie nowe, takie ciekawe, wiesz jak po maryśce.
      ....depresja czuwa....
      Myślisz, że to sen. Ona jest piękna, przebojowa, i wszyscy wszyscy chcą ją
      mieć. A ty jesteś jak jej odbicie lustrzane. Nie podobny, lecz odwrotny.
      Wygrałeś kupon na loterii, w metrze rozpychasz się łokciami.
      ....depresja czuwa....
      Życie uniżone czule pieści Cię, łechce i łechce, aż jak to zwykle bywa
      dochodzisz...do wniosku, żeś zarąbisty jest. I...przyzwyczajasz się. Przestaje
      być kolorowo, staje się sztampowo.
      ...depresja odzywa się....
      Znów wpadasz w dołki, znowu jest źle. Nie możesz jednak zwierzyć się partnerce.
      Tyle razy powtarzałeś jej, że wyciągneła Cię z depresji. Depresja wraca, znaczy
      to, że nie kochasz jej. Tłamsisz w sobie uczucia, przyklejasz uśmiech do
      zatroskanej twarzy. Gdy się przepełnia wybuchasz jak gejzer. Już nie jest tak
      pięknie, są kłutnie. Zwalasz na nią wine, pogrążasz się. Znowu przyszłość
      wygląda źle :(

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka