polyanna74
20.12.05, 00:59
zastanawia mnie to ze mimo iz choruje do kilkunastu lat, dopoki nie
wiedzialam co to takiego, bywalo ze bylam szczesliwa...no, praiwe
szczesliwa... w kadym razie mialam nadzieje ze bedzie lepiej i czulam sie
bezpiecznie.
im wiecej dowiadywalam sie od depresji (od momentu kiedy zaczelo do mnie
docierac ze to moja bajka) tym mniej mialam nadziei na tzw "lepsze jutro".
stopniowo tracilam poczucie bezpieczenstwa, az do zera wlasciwie.
nigdy nie bralam lekow i widze tez taka zmiane (byc moze rowniez wynikajacą z
wiekszej znajomosci rzeczy) ze przestalam sie czuc bardzo zle ale tez i
bardzo dobrze. moja depresja jest bardziej konstans, co wcale nie jest
przyjemniejsze. najgorsza jest swiadomosc kalibru tej smutnej choroby. zaluje
ze ją w ogole nazwano, na potrzeby innych niz naprawde ciezko, klinicznie
chorzy. cos co zostaje nazwane, zaczyna zyc wlasnym zyciem. slowo stalo sie
cialem, chcialoby sie powiedziec:)