19.02.06, 22:35
czesc,
sluchajcie mam kilka pytan do Was.

1. czy mieliscie przyjemnosc brac udzial w CBT (cognitive-behavioral therapy -
terapia behawioralno-poznawcza)? kiedys ktos wspominal na poscie ze znalazl
polskie strony na ten temat, ale czy zaczal taka terapie?

2. czy spotykal sie ktos z Was z psychoanalitykiem (to jest droga i dluga
metoda pracy nad soba)?

3. czy spotkaliscie specjalistow (np. psychiatrow, psychologow, terapeutow)
wlasnie od fobii spolecznej? Z moich poszukiwan internetowych, takie
specjalnosci sa juz w Stanach, Australii a w Polsce?

pozdr
TD
Obserwuj wątek
    • pokii Re: PYTANIE! 20.02.06, 07:42
      #3
      są psychiatrzy którzy specializują się w leczeniu nerwic lękowych, wątpię żebyś znalazł kogoś wyłącznie od fobii ponieważ byłaby to specializacja zbyt wąska a poza tym nerwice lekowe są do siebie dość podobne jesli chodzi o leczenie farmakologiczne.

      Prędzej znajdziesz jakiegoś terapeute od fobii.... a jak znalazles za oceanem to i u nas coś wygooglujesz. ;)

      pozdro
      • tdabro Re: PYTANIE! 20.02.06, 09:41
        hej,

        nie wiem czy jest to zbyt waska specjalizacja, ale to jest tak jak z innymi
        chorobami - jak masz powazna chorobe to lekarz rodzinny cie nie wyleczy, idziesz
        do specjalisty wlasnie od tej choroby.
        A leczenie farmaceutykami (jak pewnie niejeden na tym forum odczuwa) niezbyt
        dziala na fobie spoleczna, poza tym moze obnizyc objawy (leku, cierpienia itp)
        ale nie wyleczy z samego problemu.

        a o CBT: jest taka strona www.cbt.pl i tam (info tylko na podstawie strony) sa
        terapie specjalnie dedykowane dla zaburzen odzywiania (bulimie itp), leku
        ogolnionego (podali ze z ang, to GAD - generalized anxiety disorder) oraz leku
        panicznego. NIE MA grupy dla fobii spolecznej a to z ang. nazywa sie SAD -
        social anxiety disorder.

        nic szukam dalej, musi sie ktos do cholery na tym znac

        TD
        • pokii Re: PYTANIE! 20.02.06, 10:00
          cze

          psychiatra raczej sie nie wyspecjalizuje bo jego rola w 99%
          polega na przepisaniu leków/monitorowaniu reakcjii organizmu.
          Co innego terapeuta... tutaj napewno są ludzie któzy sie w tym specjalizują.
          Zreszta nie bede spekulował bo nie sie nie znam :P

          ========

          Może znajdziesz cos tutaj...
          www.rynekmedyczny.pl/
          www.szukajlekarza.pl/
          sporo tego, są linki do stron ośrodków leczenia
          może coś wygrzebiesz.... powodzenia
          • kwiaaatek1 Re: PYTANIE! 21.02.06, 09:46
            niestety od fobii społecznej terapii nie ma.ja mam to szczęście(hmmm...),że
            jestem DDA,więc chodzę na terapię DDA i tam przy okazji załatwiam sprawę fobii
            społecznej,kiedyś byłam na dziennym oddziale leczenia nerwic i tam nie było
            nikogo ze zdiagnozowaną fobią społ. oprócz mnie,byłam na terapii grupowej.była
            to mieszanka ludzi z różnymi diagnozami-najczęściej zaburzenia
            osobowości,nerwice,ale takiego jak ja przypadku nie było.na oddziale leczono
            mnie lerivonem,bez sensu,teraz wiem to na 100%,że bez sensu,bo mój problem tkwił
            w rodzinie,wiec teraz dopiero jestem na własciwej terapii.zaryzykuję
            stwierdzenie,że większość,jeśli nie wszyscy,fobików pochodzi z rodzin
            dysfunkcyjnych,gdzie oboje lub jedno z rodziców było dysfunkcyjne,więc dobrze
            zgłosić się na terapię DDA,która także zajmuje się DDD i przerobić swoje
            dzieciństwo i relacje z rodzicami.fobia społeczna to rzeczywiście zbyt wąska
            dziedzina,więc traktuje się ją jako ''przypadłość'',cechę charakteru,a lęki
            zalicza się do nerwic i rzeczywiście mało kto zajmuje się fobiami.w Polsce są
            dobrzy terapeuci,ale trzeba dużo błędów popełnić,aby do takiego trafić,ja
            przebyłam długą drogę-psychiatrzy,niewłasciwi terapeuci,psychologowie az
            trafiłam na własciwą dla mnie terapię.mój lęk to lęk przed ludźmi,przed złym
            odbiorem,przed odrzuceniem,nie jest to jednak lęk,który nie pozwala mi normalnie
            funkcjonować czy przebywać w tłumie,więc nie muszę i nawet nie powinnam brać
            leków,tylko psychoterapia brana jest pod uwagę.jestem przeciwna braniu leków
            przez osoby,które nie muszą tego robić,czyli takie,które normalnie chodzą do
            szkoły i pracy i w miarę normalnie funkcjonują,a nasi psychiatrzy często
            działają na naszą niekorzyść i to mnie boli:-(
            • pokii Re: PYTANIE! 21.02.06, 11:25
              ekkhhh, kurcze kwiatuszku ja mam wlasnie tak jak Ty.
              nie mam tych wszyskich objawów typu "palenie cegły" ;] czy
              palpitacje serca w tłumie tylko wygląda to ciągły lęk
              przed odrzuceniem ... tak mi sie przynajmniej wydaje, nie
              mam diagnozy od specjalisty.

              Troche mnie to martwi bo spodziewałęm się że tabletki
              w dużej mierze rozwiążą mój problem.... a tu masz, nie ma lekko :(

              pzdr
              • pokii Re: PYTANIE! 21.02.06, 11:35
                >zaryzykuję
                >stwierdzenie,że większość,jeśli nie wszyscy,fobików pochodzi z rodzin
                >dysfunkcyjnych,gdzie oboje lub jedno z rodziców było dysfunkcyjne

                masz racje, przynajmniej u mnie tak było i jak
                czytam wypowiedzi innych fobików to w bardzo wielu
                przypadkach coś było nie tak w rodzinie/dzieciństwie.

                Możesz coś wiecej napisac nt. jak wyglada taka terapia :)
                Ewentualnie pisz na adres gazetowy... czuje że odnalazłem w
                Tobie bratnią dusze ;)

                pozdrawiam
                • kwiaaatek1 pytanie 22.02.06, 18:58
                  pokii,potwierdzasz moje słowa o tym,że rodzina przyczynia sie do naszych lęków.

                  jestem ciekawa czy u innych forumowiczów jest tak samo.np.rodzic znęcający się
                  psychicznie,odrzucający,nadmiernie krytyczny albo nadmiernie
                  opiekuńczy,uzależniony od używek.

                  wtedy bierze się niskie poczucie wartości i przekonanie,że nie nadajemy się do
                  kochania,bo rodzice nam tego uczucia nie okazywali,czujemy się gorsi,więc
                  unikamy ludzi.

                  co ja bym mogła napisać o terapii:
                  na początku każdej terapii ludzie po kolei opowiadają,co u nich słychać,co się
                  działo przez tydzień,jakie zmiany zaszły,czy są jakieś przemyślenia odnośnie
                  poprzedniej terapii.potem nawiązuje się rozmowa,ktoś przedstawia swój problem i
                  terapeuta go próbuje rozwiązać,inni dzielą się doświadczeniami z podobnych
                  problemów.dostajemy prace domowe,np.napisać list do rodziców,historię własnego
                  życia,listę krzywd doznanych w życiu.albo np.narysowac matrioszkę,której kolejne
                  warstwy symbolizują etapy naszego życia.te zadania robi się po to,by poznac
                  siebie ,swoje wady,żeby je pokonywać,zalety,które można rozwijać.robi się też po
                  to,żeby każdy wiedział kim jest i potrafił najpierw na terapii a potem w swoim
                  otoczeniu być sobą i nie bać się mówić innym o sobie i swoich problemach,aby
                  przestać udawać.to tyle w skrócie.
                  dzięki za bratnią duszę:-)

              • kwiaaatek1 Re: pytanie 22.02.06, 18:46
                pokii,ja kiedyś miałam te objawy,ale z wiekiem mam ich mniej,czasem mi się
                zdarza czerwienić,ale jeszcze w szkole średniej czerwieniłam się na zawołanie,na
                samą myśl o tym.teraz została mi małomówność,w grupie kilku osób zapominam jak
                się nazywam i nie mam nic do powiedzenia i wiecznie jestem lekko spięta a w
                towarzystwie osoby,na której mi zależy ciężko spięta.ludzi unikam jak ognia,ale
                czasem jestem zaproszona w gościnę,to wtedy nie czuję luzu i gadam nie to co
                trzeba,trudno mi nawiązać kontakt.bardzo dobrze natomiast czuję się w sytuacjach
                formalnych,zawodowych,np.na zebraniach czy na terapii,bo wtedy inni ludzie nie
                mają innego wyjścia,tylko mnie wysłuchać,bo się mówi po kolei,a na luźnych
                spotkaniach ludzie mnie zawsze przegadają,przerywają w połowie pierwszego
                słowa,ach...
                a lęk przed odrzuceniem jest nieciekawy:-(,bo ciągle się tego spodziewasz i
                wpadasz w depresję,jak tylko ktoś na Ciebie krzywo spojrzy.
                ja kiedyś brałam tabletki,ale one tylko przytłumiają.jestem przeciwna braniu ich
                przez osoby,które nie mają utrudniających normalne funkcjonowanie objawów,mi one
                w niczym nie pomogły a Tobie?
                • pokii Re: pytanie 22.02.06, 19:27
                  > a lęk przed odrzuceniem jest nieciekawy:-(,bo ciągle się tego spodziewasz i
                  > wpadasz w depresję,jak tylko ktoś na Ciebie krzywo spojrzy.

                  dokladnie, strasznie przeżywałem każde spotkanie na
                  którym "zle wypadłem"... analizowałem wszysstko po
                  100-kroć, nawet do dziś wspominam jak to sie XX-lat temu
                  zbłazniłem w jakims towarzystwie czy powiedziałem
                  cos niestosownego. Przynajmniej tak to odbieram, pewnie
                  nie było to aż tak straszne ale ja odbieram każdą "towarzyską
                  porażke" 10x mocnej. :(

                  Po drugie to jest taka samo spełniająca się przepowiednia:
                  gdziekolwiek ide zawsze mam przeświadczenie że
                  napewno się wszysko nie uda, zbłaznie sie, itd.
                  No i zazwyczaj mam racje :)

                  > ja kiedyś brałam tabletki,ale one tylko przytłumiają.jestem przeciwna braniu ic
                  > h
                  > przez osoby,które nie mają utrudniających normalne funkcjonowanie objawów,mi on
                  > e
                  > w niczym nie pomogły a Tobie?

                  Nie brałem jeszcze leków, wogole jeszcze nigdy sie na to
                  nie leczyłem. Wiem! To duży błąd ale (nie ja jeden zresztą)
                  zwlekam z leczeniem z bliżej nie określonych powodów. :)
                  Może samo przejdzie? ;)

                  Tak na serio to wydaje mi się że w dużej mierze
                  pogodziłęm się już ze status quo. Tzn. nie przeraża mnie
                  to że do końca życia będe samotny, no może czasami jak o tym
                  wszyskim pomysle i spojrze obiektywniena na to jak zyje i ile trace
                  to ściśnie za gardło. :(

                  Boli mnie co innego, skoro już i tak nie "wróce do żywych" to
                  przynajmniej chce się jakoś "zawodowo zrealizować". Skoro nie
                  jest mi dane żyć dla kogoś to może lepiej żyć dla czegoś. ;)
                  Tylko w tym wszyskim przeszkadza mi (chyba) depresja. Kiedyś byłem dośc
                  energiczny, ciekawy świata, podobno nawet inteligenty ;)...
                  a teraz warzywko z któremu ciezko czasami zwlec się z łóżka,
                  i ma problemy z wyartykuowaniem wlasnych mysli czy logicznym myśleniem.
                  Zresztą objawy depresjii są wam dobrze znane wiec daruje
                  siebie wymienianie ich. ;)
                  • pokii Re: pytanie 22.02.06, 19:45
                    Kwiatuszku, zastanawia mnie jedna rzecz...
                    skąd to się k***a wzieło? ;)

                    Większość fobików nie zapadła na socjo-fobie z dnia na dzień,
                    większośc mówi że już od dzieciństwa była introwertykami,
                    lub miała niską samoocene a z czasem i w "sprzyjacych" okolicznościach
                    wszyskie te problemy się uwydatniały i pogłebiały skutkiem
                    czego jest pozniejsza niechęc, czy wręcz całkowite unikanie ludzi.

                    Tylko co zapoczątkowwało to wszysko? mamy jakieś genetyczne
                    predyspocycje czy może coś z wczesnego dzieciństwa którego nawet się
                    nie pamięta? A jeśli tak to co mogło być?

                    Kurcze! Mam brata... wychowywał się w takich samych warunkach jak
                    ja i jest zupelnie innym człowiekiem: załozył rodzine, ma dziecko
                    a drugie w drodze... jest normalny! Wiec czemu mnie to spotkało? :(((((((


                    Nie wiem czy to jest odpowienie miejsce na zadawanie takich
                    pytań. :) Pewnie należało by je zadać terapeucie.
                    • kwiaaatek1 Re: pytanie 22.02.06, 20:22
                      dobre pytanie,skąd się to k*** wzięło?ja rozumiem,bać się dzikich zwierząt,ale
                      zwykłych Bogu ducha winnych ludzi???czego my się boimy?ten lęk przed odrzuceniem
                      jest tak silny,że separuje nas od innych i powoduje zaćmienie umysłu.a geneza
                      fobii jest pewnie różniasta-i geny(wrażliwy układ nerwowy),i środowisko,które
                      pogłębia chrobę,jakieś traumatyczne przeżycia-odrzucenie przez
                      rodziców,rówieśników,wyśmianie,wyzywanie.

                      kurcze,a ja mam siostrę,moje przeciwieństwo,która była najbardziej popularną
                      dziewczyną w szkole,a teraz ma męża,dom,jedno dziecko i drugie w drodze,samochód.

                      ja sobie też zadaję to pytanie:czemu mnie to spotkało????
                      • ry-bka Re: pytanie 22.02.06, 20:34
                        > kurcze,a ja mam siostrę,moje przeciwieństwo,która była najbardziej popularną
                        > dziewczyną w szkole,a teraz ma męża,dom,jedno dziecko i drugie w drodze,samochó
                        > d.

                        Rodzeństwo niegdy nie jest identyczne. Nawet jeśli fobie, depresje i inne są
                        jakoś genetycznie uwarunkowane, to przecież te geny mamy troszke inne. Poza tym
                        rodzice raczej nie traktują dzieci tak samo. Ważne też którym się jest dzieckiem.

                        U mnie jest tak: sostra ma męża dziecko i dobrze sobie radzi, brat to chyba
                        jeszcze gorzej niż ja- praca,dom , żadnych znajomych. Ale siostra nie
                        wychowywała się z nami tylko u babci, praktycznie od 2 roku życia.

                        Ja się pocieszam że mogło być ze mną gorzej, w końcu studia jakoś skończyłam,
                        prace mam , można powiedzieć że jestem niezależna. Jak patrzę na moje
                        dzieciństwo to myślę że i tak jestem szczęściarą.

                        > ja sobie też zadaję to pytanie:czemu mnie to spotkało???
                        Ja się nie zastanawiam - nie ma sprawiedliwości i już!
                        A zresztą każdy ma jakieś "swoje" problemy - nawet ci zdrowi i też im ciężko.
                        • pokii Re: pytanie 22.02.06, 21:10
                          >no ja też przeżywam stukrotnie każdą(w moim mniemaniu) klęskę towarzyską,>trzymam
                          >ludzi na dystans,więc trzymają się z daleka a potem się depresjonuję,że nikt >nie
                          >chce ze mną gadać.sama sobie jestem winna.jeśli sama nie wyjdę do ludzi,nikt >nie
                          >będzie mi nadskakiwał,od pewnego czasu próbuję rozwijac się towarzysko,zagaduję
                          >ludzi,ale czasem mam dość,bo i tak jestem POWIETRZEM.

                          wydaje mi sie że to wszysko na nic. Zmuszanie sie do
                          'wychodzenia do ludzi' nie pomoże. smutne, wiem.
                          ile razy bym nie próbował tyle razy wszysko kończyło
                          sie wielką klęską, poniżeniem, dołem, frustracją.
                          Wszysko to wpędziło mnie w końcu w depresje... a ta jeszcze
                          mocnej utrudniła współżycie z ludzmi. Błędne koło.

                          Po tych wszystkich kopniakach od losu doszedłem do wniosku
                          że problem nie leży gdzieś na linii ja=oni ale to jakaś
                          głeboko zaszyta nienawiść do siebie samego. Doputy nie
                          pogodzimy sie sami ze sobą 'wychodzenie do ludzi' nic nie da,
                          a moze nawet bedzie szkodzić.

                          W sumie nic odkrywczego nie napisałem, ale
                          wydaje mi się że tu jest sedno naszego problemu kwiatuszku :)

                          ... kiedyś ktoś miał wątpliwą przyjemność blosko
                          mnie poznać i stwierdził że jestem okrutny dla siebie.

                          ... racja, ja po prostu uwielbiam się chłostać ;)
                          • pokii Re: pytanie 22.02.06, 21:18
                            >A zresztą każdy ma jakieś "swoje" problemy - nawet ci zdrowi i też im ciężko.

                            Wiesz rybko, jest różnica pomiedzy naszymi problemami
                            a tych normalnych. Potrzeba akceptacjii jest jedną z tych najbardziej
                            podstawowych.... ktoś może np. nie dostać awansu w pracy czy coś
                            podobnego ale zawsze może wrócić do rodziny/najbliższych.

                            A my? Gdzie mamy pójść? Nie mam się komu "wypłakać" ;)
                            Ty może kogoś masz więc możesz nie rozumieć.
                            • ry-bka Re: pytanie 22.02.06, 21:35
                              > Ty może kogoś masz więc możesz nie rozumieć.
                              Mam przyjaciółkę, która co prawda nie do końca mnie rozumie, ale zawsze
                              wysłucha. Mieszka co prawda 200 km ode mnie, ale od czego są telefony. Chyba
                              faktycznie jestem szczęściarą.

                              I masz rację z tym, że najgorsza jest nienawiść do samego siebie. I to jest "to"
                              - sedno problemu.
                              Człowiek sam sobie robie krzywdę i to przynosi mu ulgę....
                            • kwiaaatek1 Re: pytanie 22.02.06, 21:39
                              ostatnio byłam na kursie nlp,z pracy mnie wysłali i tam byli wszyscy normalni
                              oprócz mnie:rozgadani,roześmiani.w pewnym momencie mieliśmy takie
                              zadanie:strategia rozwiązywania problemów.jedna dziewczyna powiedziała,że jej
                              najwiekszym problemem w ostatnim czasie jest to,że musi umyć okno a jej się nie
                              chce.załamałam się wtedy i wyszłam z kursu.byłam w dołku,inni mają t a k i e
                              problemy a ja mam TAKIE problemy,nie mogłam zrozumieć,że umycie okna może być
                              dla kogoś problemem,tak jak ona nie mogłaby zrozumieć,że rozmowa z ludźmi może
                              być dla mnie problemem.każdy ma swój problem.ale zgodzę się,że potrzeba
                              miłości,akceptacji to podstawowa potrzeba i jak nie jest zaspokojona,człowiek
                              wpada w dołki.
                              • ry-bka Re: pytanie 22.02.06, 21:52
                                potrzeba
                                > miłości,akceptacji to podstawowa potrzeba i jak nie jest zaspokojona,człowiek
                                > wpada w dołki.

                                Masz rację.
                                Pisząc, że inni mają problemy myślałam o takich bardziej poważnych: choroby,
                                kalectwo, dramaty rodzinne.
                                Wiem, że to nie to samo...
                                • ry-bka Re: pytanie 22.02.06, 21:58
                                  A wogóle to wybaczcie, ale ja mam straszne problemy z sensownym pisaniem. Tak mi
                                  to często bez ładu i składu wychodzi i czasem nie na temat.
                                  Ja się trochę wstydzę pisać i często chciałabym już wysłany post skasować....
                                  • kwiaaatek1 Re: pytanie 22.02.06, 22:03
                                    ry-bko:-)))
                                    a ja często wpadam w konflikty na forumach.czasem jak coś napiszę,myślę,że to
                                    miłe,lubię sobie pożartować a ktoś odbiera to jako złośliwość i przestaje się
                                    odzywać a miła pogawędka kończy się obrażeniem drugiej strony a ja wtedy
                                    strasznie to przeżywam i przepraszam a ostatnio mam już dość tego przepraszania
                                    i wchodzenia komuś w...pewną część ciała,więc Ty też tak rób:-)
                                    • pokii Re: pytanie 22.02.06, 22:53
                                      ry-bka napisała:

                                      > A wogóle to wybaczcie, ale ja mam straszne problemy z sensownym pisaniem. Tak m
                                      > i
                                      > to często bez ładu i składu wychodzi i czasem nie na temat.
                                      > Ja się trochę wstydzę pisać i często chciałabym już wysłany post skasować....

                                      Ojjj rybko mam tak samo :) ... czasami sklejam
                                      i sklicam cos godzinami żeby pózniej skasować bo
                                      wydaje mi sie że jakieś brednie i farmazony
                                      wypisałem. :)

                                      pzdr
                                      • pokii Re: pytanie 22.02.06, 23:02
                                        kwiaaatek1 napisała:

                                        > ostatnio byłam na kursie nlp,z pracy mnie wysłali i tam byli wszyscy normalni
                                        > oprócz mnie:rozgadani,roześmiani.w pewnym momencie mieliśmy takie
                                        > zadanie:strategia rozwiązywania problemów.jedna dziewczyna powiedziała,że jej
                                        > najwiekszym problemem w ostatnim czasie jest to,że musi umyć okno a jej się nie
                                        > chce.załamałam się wtedy i wyszłam z kursu.byłam w dołku,inni mają t a k i e
                                        > problemy a ja mam TAKIE problemy,nie mogłam zrozumieć,że umycie okna może być
                                        > dla kogoś problemem,tak jak ona nie mogłaby zrozumieć,że rozmowa z ludźmi może
                                        > być dla mnie problemem.każdy ma swój problem.ale zgodzę się,że potrzeba
                                        > miłości,akceptacji to podstawowa potrzeba i jak nie jest zaspokojona,człowiek
                                        > wpada w dołki.

                                        Kwiatuszku, problem w tym że ta gadka-szmatka o
                                        d***e marynii nie ma konkretnego celu... kurcze nie
                                        wiem jak to okreslić. To jest taka towarzyska
                                        gierka.

                                        Też kiedyś wydawało mie się że ci wszyscy ludzie
                                        są jakimis idiotami bo nie rozmawiają na konkretyny
                                        temat, bez żadnego sensu.
                                        Niestety prawda okazała sie odrwotna! to ja jestem idiotą
                                        pozbawionym umiejetności "rozmawiania o niczym"
                                • kwiaaatek1 Re: pytanie 22.02.06, 21:59
                                  rzeczywiście ry-bko nie ma co porównywać.choroby,kalectwa wpędzają w
                                  depresje.każdy najbardziej widzi własne nieszczęście,ja akurat wyraźnie widzę
                                  swoje,i pewnie każdy kto zaglada na to forum,bo ta cholerna fobia bardzo
                                  utrudnia życie i ciągnie się i ciągnie się i chyba człowiek nie jest w stanie
                                  tego wyeliminować,a zakceptować też nie może.człowiek jest zwierzęciem
                                  stadnym,dlatego lęk przed ludźmi tak utrudnia życie,bo wciąż się z ludźmi
                                  spotykamy,nie możemy zamknąć się w czterech ścianach.z fobią trzeba nauczyć się żyć.
                          • kwiaaatek1 Re: pytanie 22.02.06, 21:51
                            tak pokii,zmuszanie się do wyjścia do ludzi za dużo nie pomoże,jeśli wciąż jest
                            niechęć do siebie,dlatego pracuję nad sobą,coś czytam,coś ogladam,aby mieć coś
                            do powiedzenia i nie być takim ostatecznym głąbem.moje sytuacje towarzyskie
                            kończą się dołem,ale może nie z powodu,że ktoś mnie wyśmiał,odrzucił,tylko z
                            powodu niemożnosci dotarcia do ludzi i niemożności powiedzenia tego,co mnie
                            interesuje,nagle wszystko co przezcytam i moje przeżycia wydają się głupie,więc
                            zamykam się,bo wstydzę się mówić,żeby nikt na mnie nie spojrzał i nie
                            powiedział,że jestem jakaś dziwna.i słucham innych,tych...normalnych w moim
                            mniemaniu,a ci normalni potrafią takie bzdury gadać,że głowa mała i to jeszcze z
                            pewnym siebie tonem głosu.a jak ja coś ''chlapnę'' to przeżywam przez kilka dni
                            i pukam się w głowę.
                          • tdabro Przemyslenia 23.02.06, 09:02
                            hej,

                            pokii, az mnie zaskoczyles bowiem napisales wreszcie jedna sensowna rzecz tzn.
                            na temat tego ze fobia spoleczna to nie jest konflikt ty a ludzie a konflikt ty
                            a ty. i chyba nielatwo do takiej mysli dojsc samemu bowiem sposob dzialania
                            choroby dokladnie to uniemozliwia.

                            Przyklad: przynajmniej w moim przypadku jest tak - mam gdzies pojsc, spotkac sie
                            z kims. Normalna sprawa, tak? tak, normalna, ale ja zauwazam, nie wiem,
                            przykladowo kilka godzin wczesniej, czasami dzien wczesniej itd, ze po samej
                            mysli: jutro mam sie spotkac z tym a tym, wywoluje u mnie lek, czyli zaczynam
                            sie bac tego ze mam sie dopiero spotkac!!! macie tak? mysle ze wiekszosc jesli
                            nie wszyscy z nas tak maja. no dobra, to jaki z tego wniosek plynie?

                            Odpowiedz:
                            1. to nie samo spotkanie z osoba, to nie samo wyjscie tzn. moment wyjscia,
                            moment rozmowy mnie napedza i straszy (choc oczywiscie wtedy tez jestem
                            zdenerwowany) - to MYSL na temat tego ze cos takiego ma sie wydarzyc powoduje u
                            mnie lek. no wiec w czym jest problem - problem jest w tym ze mam sie spotkac z
                            ta osoba, czy problem jest w tym ze zanim sie spotkam to juz mam MYSLI na ten
                            temat i one 100krotnie mecza mnie bardziej niz samo spotkanie. prawda?

                            2. czyli MYSLI. ok to co wywoluje mysli? same sie pojawiaja tak? zgadza sie, ale
                            czemu same pojawiaja sie akurat takie a nie inne. czemu idac na spotkanie w
                            swojej glowie analizuje jak ono przebiegnie, co dokladnie powiem, kiedy beda
                            "zle" sytuacje dla mnie i staram sie im zapobiedz. natomiast czemu w tym samym
                            czasie nie mysle o tym ze mijam drzewa, ze stoje na przystanku i ze swieci
                            slonce albo ksiezyc (ok, ksiezyc nie swieci tylko sie odbija ;) ). i wlasnie na
                            to pytanie czemu kazdy sam musi dojsc do wlasnej odpowiedzi. czyli trzeba zrozumiec:
                            - swoja przeszlosc, dziecinstwo itd
                            - swoje wartosci, swoje ukryte ocenianie swiata
                            - swoje wymagania i oczekiwania
                            - itd, itp czyli WARUNKI swojej choroby. znajac je dopiero mozna opracowac
                            strategie ich ZMIANY w dobrym kierunku.

                            dlatego pokii, ja uwazam ze do tej wiedzy o sobie i do nauczenia sie metod
                            korzystania z tej wiedzy SAMEMU SIE NIE DOJDZIE (albo dochodzi bardzo niewiele
                            osob). dlatego rusz sie do jakiegos psychologa ;)
                            • pokii Re: Przemyslenia 23.02.06, 12:36
                              tdabro napisał(a):

                              > hej,
                              >
                              > pokii, az mnie zaskoczyles bowiem napisales wreszcie jedna sensowna rzecz tzn.
                              > na temat tego ze fobia spoleczna to nie jest konflikt ty a ludzie a konflikt ty
                              > a ty. i chyba nielatwo do takiej mysli dojsc samemu bowiem sposob dzialania
                              > choroby dokladnie to uniemozliwo

                              ohohoho dzieki dzieki!!! Więc w końcu napisałem cos
                              sensownego :DDDD wydaje mi się że sie pomyliłem, to dlatego.

                              Naprawde pisze same bzdury?


                              > dlatego pokii, ja uwazam ze do tej wiedzy o sobie i do nauczenia sie metod
                              > korzystania z tej wiedzy SAMEMU SIE NIE DOJDZIE (albo dochodzi bardzo niewiele
                              > osob). dlatego rusz sie do jakiegos psychologa ;)


                              Czy wysylasz mnie do psychologa w trosce o
                              merytorycznośc forum... co by pokii bzdur nie pisał?
                              Wiesz.... wydaje mi się to nie uleczalne :PPPP
                              Trudno, dalej bede pisał bzdury :]

                              A co do reszty.... to przynajmniej ja sie tak nie
                              "wkręcam" na mysl że musze kogos spotkac. Doputy nie
                              musze zbytnio gadac o sobie i rozmowa jest dosc oficjalna
                              to nie jest tak zle.

                              ehhh długo by pisać, a po 2 to niewieleby z tego wynikło
                              • tdabro Re: Przemyslenia 23.02.06, 14:39
                                > ohohoho dzieki dzieki!!! Więc w końcu napisałem cos
                                > sensownego :DDDD wydaje mi się że sie pomyliłem, to dlatego.

                                juz wyjasniam ;).

                                napisales cos sensownego - sensownego w procesie wychodzenia z choroby i tylko w
                                takim sensie. Inaczej piszac - moze sie myle, ale w zasadzie byla to jedna z
                                nienegatywnych Twoich mysli. podkreslam - mysl nienegatywna,a to juz cos ;).
                                bowiem:

                                pesymizmem NIC, NIC ale to NIC kompletnie sie nie osiagnie. i co smiesniejsze
                                jest to stwierdzenie banalne. niestety potrzeba duzo czasu, prob i chyba strat w
                                swoim zyciu by to zrozumiec. (z tego wniosek, ze ja juz wystarczajaco duzo
                                stracilem by to zrozumiec).

                                oczywiscie pisanie tego co sie czuje tez w jakims stopniu pomaga i nie chce
                                Ciebie, innych oraz siebie samego tutaj obwiniac ze piszemy to co czujemy. Tylko
                                widzisz, ja jestem juz w takim stopniu swojej choroby, ze samo uzewnetrznianie
                                uczuc, mysli itp. juz mi nie pomaga, pomaga natomiast cos co po tym nastepuje -
                                tzn. mysl dlaczego robire to co robie, dlaczego powiedzialem tak a nie tak, co
                                czulem, czego chcialem itp. czyli generlanie - refleksja na swoj temat lub
                                jeszcze inaczej piszac poznawanie siebie. i chyba do takiego etapu trzeba w
                                pewnym momencie dotrzec (zakladajac ze jest to etap w zdrowieniu).

                                > Naprawde pisze same bzdury?
                                >

                                po pierwsze nie mi to oceniac, a po drugie staralem sie wyjasnic powyzej ;)

                                > Czy wysylasz mnie do psychologa w trosce o
                                > merytorycznośc forum... co by pokii bzdur nie pisał?
                                > Wiesz.... wydaje mi się to nie uleczalne :PPPP
                                > Trudno, dalej bede pisał bzdury :]

                                nie, wyslalbym Cie do psychologa TYLKO i wylacznie w trosce o samego Ciebie a
                                nie o jakies glupie forum (przepraszajac forum od razu). jesli moge wprowadzic
                                porownanie - to wedlug moich wyobrazen, ja bylem w takim stanie jak Ty jakies
                                kilka lat temu i potrzebowalem duzo czasu (czytaj meczarni) zeby dojsc do
                                miejsca w ktorym teraz jestem. i wtedy (z reszta jak i teraz) potrzebowalem
                                kogos, kto moglby mi powiedziec co moge robic, jaka jest droga ku wyzdrowieniu.
                                jak sie domyslasz, nie znalazlem takiej osoby i dlatego caly czas szukalem sam.
                                a to co robie na forum - to z jednej strony, ze kogos takiego znajde (albo
                                pozbieram rozne "elementy" tej wiedzy od Was), a z drugiej - podziele sie z tym
                                co juz wiem. i nie zakladam ze juz znalazlem rozwiazanie - ja go caly czas szukam.

                                > A co do reszty.... to przynajmniej ja sie tak nie
                                > "wkręcam" na mysl że musze kogos spotkac. Doputy nie
                                > musze zbytnio gadac o sobie i rozmowa jest dosc oficjalna
                                > to nie jest tak zle.

                                a co do mojego wkrecania. tak, kazdy ma inaczej, ale moze moje przemyslenia
                                komus cos przypomna albo zasugeruja.

                                TD
                                • pokii Re: Przemyslenia 23.02.06, 15:10

                                  no dobra tdabro, masz szczescie ze mi wyjasniles o
                                  co chodzi bo inaczej poczyłbym sie znieważony ;)

                                  tak to juz jest, jedno słowo krytyki, albo inaczej:
                                  jedno nieporozumienie i już wyobrazam sobie Tdabro
                                  tażającego sie ze smiechu na mysl o mnie czy walącego
                                  sie w czoło przy czytaniu moich bezsensownych postów.

                                  moze dlatego to forum jest takie martwe, wszyscy boja sie
                                  cokolwiek napisać.

                                  Heh, nie ma ucieczki nawet w necie?
                                  • tdabro Re: Przemyslenia 23.02.06, 17:06
                                    tdabro czyli Tomek Dabrowski, a Ty jesli dobrze zapamietalem masz na imie Konrad.

                                    milo ze zrozumiales moje wyjasnienia. tak, ine chcialem ani Cie obrazac, ani
                                    smiac sie pod nosem. Konrad ja mam za duzo lat zeby cos takiego robic (a mam ich
                                    27), choc niekoniecznie musisz to wiedziec ;).

                                    natomiast widze jeden sens tego wszystkiego - wymiana pogladow, choc oczywiscie
                                    powstaja nieporozumienia (w tym przypadku byla tu moja wina), jednak jesli da
                                    sie je wyjasniac to wtedy wszystko jest w porzadku. dobra koncze, bo zaczalem
                                    jeszcze wieksze banaly pisac.

                                    acha, no i masz racje. przynajmniej Ty masz ochote pisac - moze zmobilizuje to
                                    innych.

                                    zdrowko
                                    TD
                                    • pokii Re: Przemyslenia 23.02.06, 20:44
                                      > ja mam za duzo lat zeby cos takiego robic

                                      Oho!, już wyczuwam ten typowy dla fobika pesymizm...
                                      mam XX lat i stoje nad grobem ;).. doskonale znam to
                                      uczucie gdy wydaje sie że życie przelatuje
                                      między palcami. Choć mysli sie tak nie bez przyczyny,
                                      każdy rok choroby to naprawde zmarnowany czas :(
                                      • ry-bka Re: Przemyslenia 23.02.06, 21:18
                                        > każdy rok choroby to naprawde zmarnowany czas :(

                                        Ja już nie chce marnować czasu. Zbieram resztki sił i próbuje coś zrobić. Dla
                                        siebie - bo tylko ja mogę sobie pomóc. Nie chce żeby było gorzej, nie chcę tak
                                        wegetować.
                                        Jak ktoś się chce przyłączyć to zapraszam.MOże sie jakoś wspólnie zmotywujemy.
                                        Nie mam jeszcze konkretnego planu - do psychiatry się tylko zapisałam. Na razie
                                        to, później będe myśleć co dalej
                                        • pokii Re: Przemyslenia 23.02.06, 21:27
                                          ... heh, ja sie boje ze psychiatra powie ze
                                          w sumie to nic mi nie jest, i co najwyzej wysle
                                          mnie na terapie. a ja nie dałbym rady chodzic na nia

                                          troche glupie
                                          • ry-bka Re: Przemyslenia 23.02.06, 22:10

                                            > ... heh, ja sie boje ze psychiatra powie ze
                                            > w sumie to nic mi nie jest,
                                            to już przerabiałam :) kazał mi iść do psychploga - oczywiście nie poszłam...
                                            Nie za bardzo potrafie mówić o tym co czuje, zresztą jak chcę iśc do lekarza to
                                            znaczy, że jest lepiej i wtedy trudno mówić o złych chwilach.
                                            Postanowiłam sobie spisać wszystko na kartce - śmieszne to troche ale może
                                            pomoże? I nie dam sie zbyć! - mam cichą nadzieję ...

                                            > troche glupie
                                            chyba nie - nie tylko Ty tak masz
                        • kwiaaatek1 Re: pytanie 22.02.06, 21:31
                          ry-bko
                          masz rację,każde dziecko jest inaczej traktowane przez rodziców,w tej samej
                          rodzinie jedne dzieci mogą być bardziej kochane i akceptowane,inne mniej,jedne
                          odrzucane inne nie.tak,ważna jest kolejność urodzenia-największe nadzieje
                          pokłada się w najstarszym,najbardziej rozpieszcza się najmłodsze,a o średniakach
                          się zapomina:-),ja jestem średniakiem:-)są jeszcze inne osoby,które miały na nas
                          wpływ w dzieciństwie-babcie,nauczyciele itd.
                          myślę,ze może być uwarunkowanie genetyczne,ale jeśli rodzina nie przyczyniłaby
                          się do rozwoju tych genetycznych uwarunkowań,nie ujawniłyby się.
                          ja też się pocieszam,że mogłoby ze mną być gorzej,tylko ...każdy ma swoją
                          krzywdę.czasem na terapii się nasłucham,jakie koszmarne inni mieli dzieciństwo i
                          w takich chwilach zadaję sobie pytanie:co ja tu robię?ale przecież ja też mam
                          prawo do mówienia o swoich krzywdach i lękach i traktowania ich poważnie,choć w
                          moim mniemaniu są mniejsze niż u innych,bez wyrzutów sumienia.zresztą...nie ma
                          co porównywać,każdy ma swoje nieszczęścia,które są dla niego ważne.
                  • kwiaaatek1 Re: pytanie 22.02.06, 20:10
                    no ja też przeżywam stukrotnie każdą(w moim mniemaniu) klęskę towarzyską,trzymam
                    ludzi na dystans,więc trzymają się z daleka a potem się depresjonuję,że nikt nie
                    chce ze mną gadać.sama sobie jestem winna.jeśli sama nie wyjdę do ludzi,nikt nie
                    będzie mi nadskakiwał,od pewnego czasu próbuję rozwijac się towarzysko,zagaduję
                    ludzi,ale czasem mam dość,bo i tak jestem POWIETRZEM.
                    gdziekolwiek pójdę,spodziewam się,że będę siedzieć jak święty turecki,a nikt
                    nawet na mnie nie spojrzy,w towarzystwie nie potrafię się odezwać,jestem
                    zblokowana.potrzebuję ludzi,ale na razie ciężko mi się otworzyć.mnie też
                    samotność dobija.w pracę się angażuję,ale...nie samą pracą człowiek
                    żyje.myślę,że ta nasza fobia nigdy nam do końca nie przejdzie,trzeba się nauczyć
                    z tym żyć.dobrze by było,gdybyśmy mogli w swoim otoczeniu mówić o swoich
                    lękach,ale to chyba nierealne.
        • alo_ola Re: PYTANIE! 22.03.06, 17:34
          To rzeczyzwiscie jest sad...nie ma co, swietna nazwa!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka