nie da nic...

23.02.06, 09:37
...to. wiwisekcja dusz. ciągłe pod lupą oglądanie zbolałych fragmentów duszy,
poddawanych jakimś leczniczym zabiegom. troska nieustanna o siebie i swe
stany- te rzeczywiste i urojone. bieganie oszalałe po klawiaturze i czekanie
na odpowiedź, której nikt nie da.
    • anatemka Re: nie da nic... 23.02.06, 09:42
      fakt. dlatego daleka jestem od tego. Na tym forum przynajmniej:)
    • uri_ja obok ... 23.02.06, 09:51
      ... żywi czy żyjący, bliscy. czekają na gest, słowo. ale się nie doczekają. bo
      połowa ze stwierdzenia- oni nie rozumieją jest kłamstwem. nie wiedzą co mają
      rozumieć. dlaczego tak trudno porozmawiać z tymi, dla których często jesteśmy
      całym światem? dlaczego tak łatwo przychodzi pisanie tutaj? ja już wiem. ale
      odpowiedź nikomu by się tutaj nie spodobała.
      • lucyna_n Re: obok ... 23.02.06, 09:56
        o!
        monopol na prawdę!
        pisz, ja chcę wiedzieć!
        • uri_ja Re: obok ... 23.02.06, 10:05
          nie monopol na prawdę, tylko monopol na moją prawdę. a każdy swoją prawdę nosi
          w sobie. że będą podobne te odpowiedzi?
          napiszę tak...
          budując "przestrzeń" w tym miejscu, przyciskam w rzeczywistości coraz mocniej
          łokcie do siebie.
          • uri_ja Re: obok ... 23.02.06, 10:08
            poświęcając czas i uwagę ludziom, którzy i tak generalnie nie pomogą mi (nie
            jest to broń boze zarzut- stwierdzenie faktu- mocy nadprzyrodzonych nie mają),
            zgubiłam po drodze moc uczuć i jeszcze czegoś, czego nie można słowem. i
            nawzajem. Ci co mi uwagę poświęcili...
            • lucyna_n Re: obok ... 23.02.06, 10:10
              to ja mam odwrotnie, przynajmniej trochę odciążylam tych moich bliskich, z rzeczy ktorych i tak pojąć nie
              mogli i tylko rozmowy na ten temat we frustrację ich i mnie wprawialy.
            • uri_ja Re: obok ... 23.02.06, 10:13
              anonimowość tego miejsca pozwoliła mi na zupełny odjazd i wyhodowanie swojej
              choroby. nie pozwoliłam sobie na szczerość za to wobec najblizszych mi osób.
              nie, nie okłamałam. pominęłam milczenie. strach przed prawdą, strach przed tym
              jak mąż czy przyjaciele będą czytać w moich słowach był wiekszy niż chęć
              zmiany. tutaj można wciąż i wciąż na ten samtemat, i zaglądać w każdy
              zakamarek, i wyciągać, i usprawiedliwać siebie przy okalskach innych.
              • uri_ja Re: obok ... 23.02.06, 10:15
                ciagnąć opowieść i siebie żałować. siebie. nie ludzi na mnie "skazanych".
                • chee Re: obok ... 23.02.06, 10:23
                  ...

                  wstrętna racja
                  nie potrafię rozmawiać z jedyną bliską mi osobą - mamą
                  udałam się na emigrację do krainy pogłaszcz, poklep
                  i przy okazji niszczę jej świat
                • anjakarenina Re: obok ... 23.02.06, 13:35
                  bo żal nad sobą jest bardzo w chorobie potrzebny. i jak najbardziej mamy do
                  niego prawo.
    • mskaiq Re: nie da nic... 23.02.06, 10:29
      Mysle ze czujesz sie w tym miejscu bezpieczna, dlatego tu wracasz. Mozesz
      rowniez powiedziec wiecej bo sie nie boisz bo wierzysz ze jestes rozumiana.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • uri_ja Re: nie da nic... 23.02.06, 10:32
        ale to złuda jest drogi M. bo to co jest tutaj nie chroni przed upadkiem. przed
        nienawiścią. do samej siebie. wręcz przeciwnie.
        • lillys Re: nie da nic... 23.02.06, 11:29
          Ja od jakiegos czasu jestem czytelniczka tego forum, zabralam glos moze z 2,3
          razy, ale ogarnela mnie wtedy jeszcze wieksza pustka, coz znacza slowa pisane
          w cybernetyczna przestrzen...
          Toż tyle samo co slowa zapisywane niegdys w moim sekretnym zeszyciku. One mialy
          nawet lepszy cel, byly czescia mojej autonaprawy, bo nikt ich nie czytał? Może
          dlatego?
          Coż gdy jest mi naprawdę źle to nie ma sił pisac, gdy lepiej, zbyt dobrze by
          pisać.
          A że życie to czasem ciężar nie do udźwignięcia.....
          Pisanie o tym nie pomniejsza jego ciężaru w ogóle...
          Nadzieją jest następny dzień.
          Choć rozumiem tych co zgłaszają się na początku po poradę.
          Potem lepiej poddać się bardziej fachowej opiece.
          Czytelniczka.
          • anjakarenina Re: nie da nic... 23.02.06, 13:33

            > Choć rozumiem tych co zgłaszają się na początku po poradę.
            > Potem lepiej poddać się bardziej fachowej opiece.
            > Czytelniczka.

            tutaj nic fachowego nie ma, można jedynie usłyszeć, jak się mają inni, albo
            podzielić swoją amatorską wiedzą i doświadczeniem z autopsji, kiedy pyta ktoś.
            można też kogoś wysłać do lekarza, bo podpisuję się pod powyższym postem: lepiej
            poddać się bardziej fachowej opiece.
    • mskaiq Re: nie da nic... 23.02.06, 12:18
      Mysle ze chroni przed upadkiem bo kazde miejsce gdzie czujemy sie dobrze, gdzie
      nie boimy sie przynosi ulge. Nie ma nienawisci kiedy nie czujemy sie zagrozeni
      kiedy czujemy sie rozumiani.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • uri_ja Re: nie da nic... 24.02.06, 10:09
        czujesz sie tutaj rozumiany? tutaj. w miejscu, gdzie możesz udawać do woli,
        gdzie nikt i tak nic o Tobie nie wie, ponad to co chcesz napisać? łudzisz sie,
        że ktos podzieli z Tobą choćby Twoje radości? tutaj są tylko nick'i i
        przedstawienia.
        • anjakarenina Re: nie da nic... 24.02.06, 10:27
          ze skrajności w skrajność?? nie jest ani tak źle, ani tak dobrze..
          • uri_ja Re: nie da nic... 24.02.06, 10:32
            a z jakiej skrajności, przepraszam w jaką?
            • anjakarenina Re: nie da nic... 24.02.06, 10:36
              uri_ja napisała:

              > a z jakiej skrajności, przepraszam w jaką?

              zwyczajnie: jeden twierdzi, że to miejsce wzajemnego zrozumienia i
              szczęśliwości, drugi, że to miejsce anonimowe i sztuczne.
              • uri_ja Re: nie da nic... 24.02.06, 10:38
                aa. bo zrozumiałam, że ja popadam ze skrajności w skrajność. ale ja ostatnio
                wolniej myślę. chyba.
        • mskaiq Re: nie da nic... 24.02.06, 10:34
          Staram sie sam rozumiec Innych i nie chce udawac bo po co oszukiwac siebie a
          takze Innych. Jesli chodzi o radosc to jest we mnie i bedzie tak dlugo jak
          dlugo jest milosc we mnie. Ja walcze o ta milosc, nie pozwalam jej odejsc ode
          mnie. Gdyby odeszla wtedy wszystko zmieniloby sie tylko w niki i
          przedstawienia.
          Serdeczne pozdrowienia.
          • uri_ja Re: nie da nic... 24.02.06, 10:37
            za abstrakcyjne dla mnie wystapienie. kochać to ja mogę matkę albo dzieci.
            miłości do całego świata (czytaj ludzkości) we mnie nie znajduję. bo i po co?
            co zreszta miłość ma do tego o czym piszę?
      • uri_ja Re: nie da nic... 24.02.06, 10:40
        mskaiq napisał:

        > Mysle ze chroni przed upadkiem bo kazde miejsce gdzie czujemy sie dobrze,
        gdzie
        >
        > nie boimy sie przynosi ulge. Nie ma nienawisci kiedy nie czujemy sie
        zagrozeni
        > kiedy czujemy sie rozumiani.

        uważaj :) teraz. napisałam, że MNIE nie uchroniło przed upadkiem. czy czuję sie
        tu dobrze czy źle, nic do rzeczy nie ma. czułam sie dobrze. aż za i właśnie o
        tym piszę.
        > Serdeczne pozdrowienia.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja