"on an island" david gilmour

06.03.06, 18:53
Kupiłem dzisiaj tę płytę. Dziś jest jej oficjalna premiera. Wczoraj słuchałem
kilka kawałków w MINIMAXie Kaczkowskiego. Słucham ją juz 3 raz. Słucham i
płaczę. Fantastyczna. Polecam wszystkim. Cudowny klimat i nastrój. Ma tylko
jedną "wadę" - pogłębia depresje :((( Taka jest piękna i nastrojowa
    • euforyk Re: "on an island" david gilmour 06.03.06, 18:56
      to teraz juz rozumiem co to znaczy ze depresja to wybor zlych wartosci
    • aooh Re: "on an island" david gilmour 06.03.06, 19:00
      baardzo melancholijna płyta, ale "rusza" coś w prawie ze każdym ;)
      Lubie takie płyty, chyba większość z mojej kolekcji to płyty do podcinania żył i
      powolnego wykrwawiania się...
      • iso1 Re: "on an island" david gilmour 06.03.06, 19:06
        Takich skojarzeń nie mam. Nigdy zresztą nie myslałem o podcinaniu żył w trakcie
        słuchania czegokolwiek. Faktem jest jednak że to bardzo nastrojowa muzyka, która
        wzmaga smutek :((( Zawsze lubiłem taką muzykę. Z tym że kiedyś pozwalała mi
        "odreagować" stres
        • aooh Re: "on an island" david gilmour 06.03.06, 19:10
          to taka przenośnia (moze nietrafna)
          rozumiem chyba to dobrze, kiedyś też muzyka na mnie w jakiś sposób działała,
          pozwalała odpocząć, na chwilę wyrwać się z duszącej mnie rzeczywistości, a teraz
          to tylko muzyka, co nie oznacza ze nie potrafie dostrzec jej piękna...
          iso czego jeszcze słuchasz ?
          • iso1 Re: "on an island" david gilmour 06.03.06, 19:20
            Teraz to juz tylko takie nastrojowe kawałki jak właśnie na tej płycie. A kiedyś
            bardzo duzo różnorodnej muzyki. Moją ulubiona kapelą jest CAMEL. Wątpie czy ktoś
            na tym forum zna tych oldboyów.
            • gyngen Re: "on an island" david gilmour 12.03.06, 18:20
              To skojarzenie z Camelem jest tu bardziej niż na miejscu. Zarówno Camela, jak i
              Gilmoura słucham z uwagą i uwielbieniem od dwudziestu kilku lat. Panowie David
              Gilmour i Andy Latimer(gitarzysta Camela) to w moim odczuciu najpiękniej (i
              najliryczniej)grający gitarzyści. Ciekawe, że po kilkunastokrotnym już
              wysłuchaniu "On An Island" nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nigdy wcześniej
              David Gilmour nie grał tak podobnie do Andy`ego Latimera. Dżwięki są inne, ale
              łączy ich niespotykanie piękna melodyka i niezwykła ekspresja. Efekt w obydwu
              wypadkach jest piorunujący.
              Wczoraj oglądałem w necie koncert Gilmoura z Mermaid Theatre w Londynie z 7
              marca br. i jestem pod ogromnym wrażeniem. Polecam wszystkim - wciąż jeszcze
              można go obejrzeć:
              www.bbc.co.uk/radio2/events/davidgilmour/index.shtml
              Szkoda, że nie zobaczymy go w Polsce, a szans na kupienie biletów na
              europejskie koncerty także już nie ma (na Ebayu osiągają ceny ekstrawaganckie).
              Pozostaje wiara w siłę przekonywanie Zbigniewa Preisnera, bo chyba tylko on
              może namówić Gilmoura na wizytę u nas.
Pełna wersja