lesnyczlowiek
20.05.06, 10:14
Dawno tu sie nie pojawialem...
Co nie oznacza wcale, ze jest mi lepiej..
Co ja mam robic w mojej sytuacji? (prosze nie wyjezdzac z lekazem bo to
zalosne pojscie po najmniejszej lini oporu, chodzi mi o taka ludzka porade,
komentaz)...
Calymi dniami siedze w domu, albo wychodze gdzies wloczyc sie i uciekac w
picie, palenie... Nie widze sensu w dzialaniu, jaka kolwiek proba zmiany
sytuacji nie przynosi rezultatu... Mam obrazy , mialy byc sprzedane, nie
udalo sie, leza stosami na korytarzu w pokoju... Za kazdym razem jak na nie
patrze, mam gorycz w ustach i mysl - w dupie mam talent jesli nic mi oproc
rozszezonego pogladu na swiat ( rzeczywistosc nie zaciekawa, po co jeszcze
wyrazniej ja widziec, nie rozumiem ) nie daje... Nie wiem co robic, krece sie
w kolko... Ostatno zrobilem zaglowke ( model plywajacy ) polecam... Uspokaja,
ale przeciez trzeba wracac do rachunkow, oplat, dziewczyny ( kolejna
porazka )... I po co to wszystko? Przeciez wierzylem optymistycznie, liczylem
i staralem sie o zmiany... i mam mniej niz przed tymi staraniami... Nie
rozumiem sensu tego wszystkiego... No i na koniec - kompletna izolacja...
Ludzi dookola mowia w suahili, chyba...:) Naprawde, to poprostu tak sie
oddzielilem od " normalnych" ludzi, ze zycie wsrod nich, wydaje sie jakims
koszmarnym snem, sny wydaja sie koszmarnym zyciem... I co, tak juz do konca?
Ale syf, nie o tym marzylem, jak jeszcze marzylem... A teraz kawa, dawka
piorunujaca THC, udawanie ze "tak nam sie chcialo, ze nam nie potrzeba ani
szczypty wiecej..." i ... Tyle... Zmarnowane zycie... Ale co robic?
Pozdrawiam wszyskich...