annaberta
05.11.06, 19:06
Opętanie Anneliese Michel
Za życia uznana za opętaną, po śmierci - za świętą. Historia młodej Niemki z
Klingenbergu do dziś wywołuje emocje.
Przypadek Anneliese Michel, młodej Niemki, która zmarła w 1976 roku po serii
egzorcyzmów, stał się inspiracją dla kasowego thrillera Scotta Derricksona
„Egzorcyzmy Emily Rose”.
Na ekrany polskich kin film wejdzie 28 października, w USA już stał się
kasowym przebojem: obejrzało go ponad 30 mln ludzi. Śmierć Anneliese Michel,
filmowej Emily Rose, stała się przyczyną najgłośniejszej – po procesie
norymberskim – rozprawy sądowej w powojennych Niemczech. Relacje z procesu,
który przeszedł do annałów sądownictwa pod nazwą „procesu egzorcystów”, przez
dwa lata elektryzowały czytelników gazet w całym kraju. 1 kwietnia 1978 r.
ogłoszono wyrok – na karę pół roku więzienia skazani zostali: o. Arnold Renz,
ks. Ernst Alt oraz rodzice Anneliese, Joseph i Anne Michel. Zdaniem sądu
przyczyną zgonu 24-letniej dziewczyny były egzorcyzmy.
PROCES EGZORCYSTÓW
Prokuratura stwierdziła, że Anneliese była chora psychicznie, lecz zamiast ją
leczyć – poddano ją egzorcyzmom, które wycieńczyły jej organizm. Sąd
przychylił się do tej argumentacji.
Image „Winna tej tragedii jest nauka Kościoła o szatanie i opętaniu”, pisali
publicyści, dowodząc, „do jak wielkiej tragedii prowadzić może wiara w
istnienie szatana”. Każdego, kto ośmielił się przyznać, że wierzy w istnienie
diabła, wyśmiewano jako średniowiecznego obskuranta. Zignorowano jednak
zeznania wielu świadków opowiadających o tym, jak Anneliese mówiła wieloma
męskimi głosami albo dysponowała nadludzką siłą, której nie było w stanie się
oprzeć nawet kilku dorosłych mężczyzn.
Zdumiewające było to, że w obronie egzorcystów nie odezwał się żaden z
niemieckich biskupów. Co więcej, Joseph Stangl, biskup Würzburga, który sam
wydał wcześniej zgodę na egzorcyzm Anneliese, opublikował oświadczenie, w
którym stwierdził, że „szatan nie istnieje, a opętanie jest chorobą”.
Proszący o anonimowość niemiecki ksiądz mówi „Ozonowi”, że po tym wydarzeniu
episkopat niemiecki był tak przerażony całą sytuacją, że wydał nieformalny
zakaz odprawiania egzorcyzmów. Dlatego od niemal 30 lat na terenie Niemiec
biskupi nie wydają zgody na przeprowadzanie rytuału wypędzania złych duchów.
Zdaniem wspomnianego księdza zaniechanie tej posługi przyczyniło się do
ekspansji wpływów satanizmu w Niemczech.
Przypadek Anneliese Michel stał się tak głośny, że zainteresowała się nim
amerykańska antropolog kultury, prof. Felicitas D. Goodman, której
specjalnością było badanie „religijnych stanów wyjątkowych”. Goodman posiadała
jedną z największych na świecie dokumentacji na temat opętań, religijnych
transów i stanów mistycznych, zebraną wśród szamanów, czarowników i wyznawców
religii animistycznych.
RELIGIJNY STAN WYJĄTKOWY
Ponieważ egzorcyzmy w Klingenbergu były nagrywane, Amerykanka otrzymała 51
taśm magnetofonowych, na których zarejestrowano, jak Anneliese mówi sześcioma
różnymi głosami męskimi, a każdy z nich określał siebie innym imieniem
(Lucyfer, Judasz, Kain, Nero, Hitler i Fleischmann). Dokładna analiza
porównawcza tych głosów, a także naoczne relacje świadków pozwoliły badaczce
sformułować wniosek, że zmarła dziewczyna nie była chora psychicznie, lecz
znajdowała się w religijnym stanie wyjątkowym zwanym opętaniem.
Profesor Goodman, która bynajmniej nie była praktykującą chrześcijanką,
opisała wyniki swych badań naukowych w 1981 r. w książce „Egzorcyzm Anneliese
Michel”. Jej lektura stała się później dla Scotta Derricksona inspiracją do
stworzenia filmu o Emily Rose.
Książka ta zainspirowała także szwajcarskiego naukowca dr. Theo Weber-Arma do
zajęcia się przypadkiem śmierci niemieckiej dziewczyny. Przeanalizował on
szczegółowo kartę chorobową Anneliese Michel. Okazało się, że kiedy w 1968 r.
nastolatka zaczęła skarżyć się na pierwsze ataki demoniczne, lekarze
zdiagnozowali epilepsję. Przez następnych sześć lat dziewczyna faszerowana
była silnymi lekami antyepileptycznymi – tegretalem, aoleptem i zentropilem –
które wywołują szereg niebezpiecznych skutków ubocznych.
Szwajcarski doktor odkrył też, że badania EEG robione w 1969, 1972 i 1973 r.
nie wykazały u Anneliese śladów epilepsji, natomiast wycieńczenie organizmu
podane jako przyczyna jej zgonu jest identyczne ze skutkami zatrucia
wywołanymi długotrwałym przyjmowaniem leków antyepileptycznych. W związku z
tym dr Weber-Arm doszedł do wniosku, że na ławie oskarżonych powinni zasiąść
nie egzorcyści, lecz lekarze, którzy błędnie zdiagnozowali religijny stan
wyjątkowy jako padaczkę. Nie sposób bowiem za objaw epilepsji uznać
wstrząsania głową w prawo i w lewo z taką szybkością, że świadkowie mieli
wrażenie, jakby oglądali film na przyspieszonych obrotach.
NISZCZENIE DEWOCJONALIÓW
Kiedy jesienią 1975 r. zapadła decyzja o odprawieniu egzorcyzmów, Anneliese
przez 14 dni nic nie jadła, piła tylko mocz, który oddawała na podłogę. Jadła
pająki, łapała ptaki i odgryzała im głowy. Pod wpływem jakiejś nieokiełznanej
energii wewnętrznej nie mogła nawet przez chwilę usiedzieć w miejscu – bez
przerwy biegała po domu, rozbierała się do naga i skakała jak kozioł po
ścianach. Szczególną jej agresję wywoływały dewocjonalia: niszczyła krzyże,
różańce, maryjne figurki.
Od października 1975 do czerwca 1976 r. o. Arnold Renz odprawił nad Anneliese
Michel całą serię egzorcyzmów. Wszystkie zakończyły się niepowodzeniem. Nawet
jeśli złe moce przestawały dręczyć dziewczynę, wkrótce wracały. Obecny przy
egzorcyzmach ks. Ernst Alt nie miał wątpliwości, że siły demoniczne wzięły w
posiadanie nie tylko ciało młodej kobiety, lecz także paraliżowały jej wolę.
Zagadką były przyczyny opętania Anneliese Michel. Kiedy niemieccy duszpasterze
zaczęli prześwietlać jej życiorys, odkryli, że nigdy nie zajmowała się
okultyzmem ani spirytyzmem, nie wywoływała duchów, nie chodziła do wróżki, nie
korzystała z porad bioenergoterapeutów, słowem: nie było w jej życiu duchowym
szczeliny, przez którą mogłyby się wcisnąć złe moce. Mało tego: była wierzącą
i praktykującą katoliczką, która w jednym z listów pisała: „Boga zawsze
stawiam na pierwszym miejscu w moim życiu!”.
BEATYFIKACJA OPĘTANEJ?
Zupełnie nowe światło na jej opętanie rzuciły prowadzone przez nią dzienniki.
Być może one sprawiły, że jej postać stała się jeszcze bardziej tajemnicza i
pociągająca dla Derricksona.
Pod datą 24.10.1975 w dzienniczku Anneliese czytamy: „Zbawiciel powiedział:
Będziesz wiele cierpieć w zastępstwie innych i znosić cierpienia już teraz.
Twoje cierpienie, twój smutek i opuszczenie służą mi do tego, by zbawiać
dusze”. I dalej: „Moje krzyże są największymi podarunkami. (…) Wszystko jest
podarunkiem mojej wielkiej miłości do ciebie”.
Ks. Ernst Alt, kierownik duchowy Anneliese Michel, którego wtajemniczała w
swoje największe sekrety, opowiada, że dziewczyna dobrowolnie przyjęła na
siebie cierpienia związane z opętaniem jako pokutę za grzechy innych ludzi.
Męczarnie, jakich przy tym doświadczała, powodowały jednak, że pragnęła końca
udręk i poddania się egzorcyzmom.
Szczególnie wymowne jest nagranie dokonane 1 lutego 1976 r., gdy Anneliese
mówi: „Nigdy bym nie pomyślała, że to jest tak straszne. Ciągle sobie
myślałam, że chcę cierpieć także za innych ludzi, żeby nie poszli na wieczne
zatracenie, ale nie sądziłam, że jest to aż tak bolesne, tak straszne, tak
okropne!”.
W posiadanie nagrań z egzorcyzmów wszedł także Derrickson. Część z nich,
zwłaszcza odgłosy demoniczne, wykorzystał jako fragmenty ścieżki dźwiękowej w
swym filmie.
Ks. Alt wspomina, że w czasie egzorcyzmów złe duchy zachowywały się nietypowo.
Zwykle nie chcą opuścić opętanego, ale nakaz egzorcysty zmusza je do tego. W
przypadku An