05.12.06, 22:23
Wielkie rzeczy uczynił mi Pan!

Drodzy bracia i siostry ze wspólnot Odnowy w Duchu Świętym! Pokój z wami!
Alleluja!
Cieszę się, że mogę być tu dzisiaj z wami. Jasna Góra jest dla mnie bardzo
szczególnym miejscem. Czuję się zaszczycony, że mogę wraz z wami
pielgrzymować do tego miejsca, że mogę przyjść do domu Matki.
Zanim tutaj przyjechałem, bardzo wiele modliłem się za was. Prosiłem Pana,
aby udzielił nam swojej łaski, abyśmy naprawdę mogli doświadczyć Ducha
Świętego i aby On pomógł każdemu z nas otworzyć nasze serca. Wierzę też, że
otrzymałem słowo dla was: Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem
godzien, aby sie schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was
wodą, On zaś chrzcić was będzie chrzcił Duchem Świętym (Mk 1,7-8). Alleluja!
Przygotowałem rozmaite rzeczy, aby wam je przekazać, ale dzisiejszego ranka
Pan poruszył moje serce, bym podzielił się swoim świadectwem: „Oreste, chcę,
byś mówił z głębi twego serca, bo to jest szczególny lud, to jest mój lud”.
Dlatego też zacznę od dzielenia się tym, co Bóg uczynił w moim życiu.
Gdy myślę o moim życiu, to razem z Maryją chcę śpiewać Bogu: „Wielbi dusza
moja Pana i raduje się duch mój w Bogu Zbawcy moim, gdyż wielkie rzeczy
uczynił mi Wszechmocny!”

Szukanie Boga

Jako młody chłopak nosiłem w sercu pragnienie spotkania Boga. Ono zawsze było
w moim sercu. Pewnego razu spotkałem kapłana, który mówił mi o Jezusie, o
miłości. Chłonąłem jego słowa. Mówił: „Jezus objawi się tym, którzy Go
kochają, tak jak mówi Ewangelia”. Pamiętam, że gdy wróciłem do domu,
powiedziałem moim bliskim, że ich kocham. Zacząłem pomagać mamie w
wypełnianiu domowych obowiązków, pożyczałem ubrania mojemu bratu, ścieliłem
łóżko przed pójściem do szkoły, nawet jeśli nie miałem na to ochoty.
Zachowywałem się tak, bo ponad wszystko pragnąłem spotkać Boga i próbowałem
różnych rzeczy, aby to się stało. Organizowaliśmy też w kościele spotkania,
na które przychodziło wielu młodych ludzi. Kiedyś po takim spotkaniu
wracaliśmy razem do domu i wszyscy moi przyjaciele byli bardzo zadowoleni, a
w moim sercu był smutek i śmierć. Pamiętam, że przychodziłem do mieszkania
kapłana, o którym już mówiłem, i płakałem, bo nie udawało mi się odczuć
obecności Boga w moim sercu. Trwało to dość długo.

To ciągle rosnące rozczarowanie doprowadziło mnie do tego, że zacząłem kłócić
się z Bogiem. Pewnego razu powiedziałem Mu: „Boże, jeżeli Ty w ogóle
istniejesz, to jestem przekonany, że musisz być bardzo zły. Ja ze wszystkich
moich sił próbowałem Cię znaleźć, ale nie udało mi się. Nauczono mnie wielu
rzeczy na Twój temat, powiedziano mi, że mam być uczciwy, ale skoro to nie
dało rezultatów, to od tej chwili będę nieuczciwy! Powiedziano mi, że
powinienem być czysty, a więc od tego momentu oddam się nieczystości. Będę
robił wszystko, co Tobie mogłoby się nie podobać”. Tak rozpoczęły się bardzo
ciemne lata mojego życia.
Były takie okresy, kiedy każdego wieczoru byłem pijany. Nie miałem już
przyjaciół, wszedłem w świat narkotyków, kradłem. Możecie sobie wyobrażać, co
w takim stanie można robić. Byłem martwym człowiekiem, ale w moim sercu, od
czasu do czasu, odzywała się modlitwa: „Boże, jeżeli Ty istniejesz, wiesz, że
ciągle Cię szukam”.

Cud w więzieniu

Pewnego dnia zostałem aresztowany. Miałem sporo narkotyków w kieszeni. Kiedy
mnie zaaresztowano, bardzo się bałem. Wielu moich przyjaciół z tego samego
powodu poszło do więzienia na wiele lat. Bałem się wówczas, że dzień następny
będzie początkiem piekła w moim życiu. Zaprowadzono mnie na posterunek,
zostawiono samego w jakimś pomieszczeniu. Byłem sam zaledwie kilka minut, ale
wystarczyło, abym przez ten czas zaczął się modlić całym sercem: „Panie,
jestem przekonany, że Ciebie nie ma, ale jeśli gdzieś jesteś, potrzebuję, byś
mnie teraz uratował. Jutro mogę już więcej Ciebie nie potrzebować”.

Minęły może dwie minuty i komendant straży wszedł do tego pomieszczenia,
pokręcił głową i powiedział: „Słuchaj, już ponad trzydzieści lat wykonuję tę
robotę. Nie wiem, co się ze mną dzieje, ale czuję, że muszę cię wypuścić.
Wynoś się stąd i żebym cię więcej tu nie zobaczył!”
Po chwili byłem na zewnątrz, wolny. W tym momencie już nie było strachu w
moim sercu, a po głowie krążyła jedna myśl. „A więc Ty, Boże, istniejesz, Ty
wysłuchałeś moją modlitwę. Wtedy kiedy już nikt nie mógł mi pomóc, nikt nie
mógł mnie wysłuchać. Ty czekałeś na ten najważniejszy moment w moim życiu,
aby wyrwać mnie z sideł śmierci”.

Przez kilka dni po tym wydarzeniu nie byłem w stanie nawet mówić. Nie było to
trudne, bo nie miałem żadnych relacji z rodziną i nie odzywaliśmy się do
siebie. Poprzednio zwykle było tak, że w nocy byłem poza domem, a rano
spałem. Po kilku dniach znalazłem się w końcu w kościele i płakałem ponad
trzy godziny. To był płacz uzdrowienia. Odczułem, że jestem do głębi serca
uwolniony. W moje serce wkraczała nadzieja.

Jakiś czas wcześniej moi rodzice zaczęli uczęszczać do pewnej grupy
modlitewnej. Mój ojciec zaczął pościć co piątek właśnie w tej intencji, aby
Pan mógł wkroczyć w życie jego dzieci. I tak się stało. W przeciągu kilku
miesięcy ja, mój brat i moja siostra, wszyscy zbliżyliśmy się do Pana. A moi
rodzice przecież tylko się modlili.
Poprosiłem, abym mógł uczestniczyć w spotkaniach tej grupy modlitewnej.
Zaprosiłem Pana, aby stał się Panem i Królem mojego życia i prosiłem, aby
ochrzcił mnie Swoim Duchem. Prosiłem, aby przemienił moje serce z kamienia w
serce z ciała. I tak się stało! Dzisiaj przyjechałem do was z Rzymu, aby wam
powiedzieć, że Bóg jest bogiem całej ziemi! To, co uczynił w moi domu, uczyni
również między wami.

Przemiana

Od tamtej chwili moje życie zupełnie się zmieniło. Wcześniej byłem osobą
całkowicie zamkniętą, a Pan otworzył moje serce, otworzył mój umysł i dał mi
odwagę, by całkowicie ofiarować Mu swoje życie. Moja żona również przyjęła
Jezusa jako Pana swojego życia. Zaczęliśmy życie we wspólnocie
charyzmatycznej i zaczęliśmy postępować na drodze wiary. Pan jednak nie
zatrzymuje się, kiedy już rozpoczyna pewne dzieło, to prowadzi go dalej.

Pewnego dnia poczułem, że Pan chce, bym pozostawił swoją pracę zawodową. Na
początku wydawało mi się, że to bardzo głupia myśl. Dziesięć, piętnaście lat
temu we Włoszech sytuacja była mniej więcej taka jak obecnie w Polsce.
Bezrobocie było wtedy bardzo wysokie. Dlatego dziwiłem się, że czasie kiedy
tyle osób gotowych było zapłacić nie wiadomo ile, by zdobyć pracę, Pan
zapraszał mnie do tego, bym ja swoją pozostawił, bym całkowicie Jemu się
poświęcił. Przez długi czas zastanawiałem się nad tym, rozeznawałem. Wielu
przyjaciół i kapłanów pomagało nam podjąć ostateczną decyzję i rozeznać, czy
tego naprawdę Pan od nas oczekuje. Sądziłem wówczas, że jestem mocnym w
wierze, ale Pan pozwolił mi zrozumieć, że w głębi serca jestem jeszcze bardzo
niewierzący i że tak naprawdę nie ufam Mu. A On chciał nauczyć mnie ufności.

Lekcja ufności

W końcu zdecydowałem pozostawić moją pracę i moje życie jeszcze raz uległo
zmianie. Miałem teraz więcej czasu na modlitwę, na studiowanie teologii.
Coraz więcej grup zapraszało mnie, abym mówił im o Jezusie.
Po kilku miesiącach od kiedy pozostawiłem swoją pracę zawodową, Pan pozwolił
mi doświadczyć niesamowitej Bożej Opatrzności.
Pewnego razu w grupie modlitewnej mówiłem o mocy Bożej i kiedy mówiłem o tym,
że trzeba oddać Jezusowi całe swoje życie, podzieliłem się z nimi tym
doświadczeniem, że Pan zaprosił mnie, abym pozostawił wszystko, również moją
pracę zawodową, aby Mu służyć. To było cudowne spotkanie.

Po kilku dniach, kiedy byłem w domu i modliłem się, ktoś zapukał do mojego
domu. To był człowiek, którego spotkałem właśnie na tym spotkaniu
modlitewnym. Nie znaliśmy się wcześniej. Pr
Obserwuj wątek
    • mintaj3 Re: ... 05.12.06, 22:26
      Przyniósł pięć skrzynek z jarzynami i owocami. W pierwszym momencie
      powiedziałem: „Bardzo przepraszam, ale ja nic nie zamawiałem”. Obawiałem się,
      że on przyszedł, by sprzedać mi te owoce i warzywa. Odpowiedział: „Ja dobrze
      wiem, że niczego nie zamawiałeś, ale to Pan zamówił te rzeczy dla ciebie u
      mnie”. Zostawił skrzynki i uciekł!
      W tym momencie moje serce zostało przeszyte Bożą miłością. Zrozumiałem, że
      jestem kimś ważnym dla Jezusa, że On troszczy się właśnie o mnie. Ale to był
      dopiero początek. Ten człowiek przynosił mi warzywa i owoce każdego tygodnia
      przez trzy i pół roku! Przynosił ich tyle, że nie dawaliśmy rady tego zjeść.
      Mój dom stał się miejscem, gdzie przychodzili także inni, którzy potrzebowali
      zaopatrzyć się w owoce i warzywa. Dzięki temu wiele osób wychwalało Pana.

      Drodzy bracia i siostry! Nieraz zdarzało się, że miałem ochotę zjeść jakiś
      smakołyk. Pewnego razu wstałem rano i miałem smak na czereśnie. Był akurat
      sezon na czereśnie, ale były drogie. Pomyślałem sobie: „O Panie, chciałbym na
      obiad zjeść trochę czereśni”. Tego dnia niezależnie od siebie dwie osoby
      przyniosły do mojego domu po koszyczku czereśni właśnie w porze obiadu.
      Doświadczyłem tego, że Pan nie zajmuje się tylko ważnymi rzeczami, czasem
      wysłuchuje prostych pragnień. Jest rzeczą oczywistą, że nie umarłbym bez tych
      czereśni, ale Pan chciał mnie nauczyć, że mam być osobą do głębi wierzącą i
      ufającą Mu. Osoba, która zaufa Mu do głębi, nie zginie.

      Pewnego razu miałem uczestniczyć w spotkaniu takim, jak to dzisiejsze, we
      Włoszech, ale niestety nie miałem pieniędzy. Tak jak zawsze robiliśmy z żoną w
      takich sytuacjach, pomodliliśmy się w tej sprawie do Pana, bez proszenia
      kogokolwiek o pomoc. Tego ranka zadzwonił do mnie mój przyjaciel kapłan i
      powiedział: „Wiesz Oreste, ofiarowano mi pieniądze i jak tylko wziąłem je do
      ręki, natychmiast przyszła mi na myśl twoja twarz. Myślę, że te pieniądze są
      dla ciebie”. Pokonał 15 kilometrów, by przywieźć mi je. Było ich dokładnie
      tyle, ile było mi potrzebne, by pojechać na to spotkanie. Bądź uwielbiony
      Panie, bo Ty jesteś wielki i wspaniały!

      Wielkie i małe sprawy

      Zdarzyło się też, że mieliśmy bardzo poważny problem finansowy. Kupiliśmy dom,
      ale musieliśmy wziąć kredyt w banku. W związku z tym każdego miesiąca
      spłacaliśmy ten kredyt. Była to dość spora suma.
      Jednego miesiąca zdarzyło się tak, że nie zdołaliśmy zaoszczędzić pieniędzy na
      spłatę raty. Brakowało już zaledwie kilku dni do terminu spłaty tej raty.
      Mieliśmy samochód turystyczny, więc zdecydowaliśmy się go sprzedać.
      Na drugi dzień zadzwoniła do nas pewna osoba i powiedziała do mojej
      żony: „Nuncia, bardzo podoba mi się ten samochód, który wy macie, chciałbym
      wiedzieć, gdzie go kupiliście, żeby móc kupić taki sam”. A moja żona
      odpowiedziała: „Wiesz, my właśnie zdecydowaliśmy się sprzedać nasz”, i
      opowiedziała o naszej sytuacji z kredytem. Ta osoba odpowiedziała: „Dobrze,
      odezwę się później”.

      Po dwóch dniach przyszli do naszego domu i przynieśli nam pieniądze na spłatę
      kredytu, ale nie kupili naszego samochodu. Powiedzieli nam, że kiedy usłyszeli
      o naszych problemach, postanowili zrobić dla nas zbiórkę.
      Bardzo lubię jeść ser, a przez pewien czas nie mieliśmy pieniędzy na ser.
      Pewnego ranka pozłościłem się na żonę: „Od czasu do czasu mogłabyś kupić
      kawałek sera”. A moja żona odpowiedziała mi włoskim przysłowiem: „Chciałeś mieć
      rower, to teraz musisz pedałować”. To oznaczało, że jeśli zdecydowałeś się
      porzucić pracę dla służby Jezusowi, to musisz ponieść wszystkie konsekwencje
      tego.

      Wieczorem tego dnia miałem pojechać do jednej z grup mówić o Jezusie. Kiedy
      tylko jest to możliwe, na takie wyjazdy zabieram żonę i dzieci. Wtedy mieliśmy
      jeszcze dwójkę dzieci, teraz mamy już trójkę. Pojechaliśmy na to spotkanie i
      mówiłem tam o Bożej miłości. Wracaliśmy późno, była już północ, dzieci spały w
      samochodzie, moja żona powiedziała mi: „Wiesz Oreste, dali mi paczkę, a w
      środku jest wielki kawał sera”. Chwała Tobie Panie! Znam bardzo dobrze hojność
      wielu osób, ale dlaczego akurat tego dnia, kiedy miałem tak wielką ochotę na
      ser? Razem z tym wielkim kawałem sera był jeszcze kawał kiełbasy. Patrząc na to
      myślałem, że Opatrzność Boża jest bardzo hojna, większa niż mogę oczekiwać.
      Chwała Tobie Panie, bądź uwielbiony!

      Mógłbym tak stać pomiędzy wami i opowiadać podobne wydarzenia do jutra rana.
      Opowiedziałem o nich tylko po to, aby oddać chwałę Bogu, który pozwolił mi
      doświadczyć wielkich łask nowego życia w Duchu Świętym. Byłem martwym
      człowiekiem, nigdy nie miałem żadnych zasług przed Bogiem. Nigdy nie mogłem
      powiedzieć Panu: „Daj mi coś, bo ja coś dla ciebie zrobiłem”. A Pan był bardzo
      dobry dla mnie, bo Bóg jest miłością, bo Jego Duch Święty ogarnia cały świat.
      Amen, Alleluja!

      Boży zamysł

      Nie jestem sam w przeżywaniu takiego sposobu życia. Wiele osób, mężczyzn i
      kobiet, żyje doświadczając mocy Ducha Świętego. To ponad 120 milionów osób na
      całym świecie, w ponad 220 krajach. Duch Święty pragnie zstępować na całą
      ziemię w szczególny sposób. Taki jest zamysł Boży. Już prorok Ezechiel
      przekazuje Bożą obietnicę: „Ześlę na mój lud mojego Ducha, przemienię ich serce
      kamienne i dam im serce z ciała, aby mogli zmienić swoje życie, aby mogli stać
      się ludem ufającym swemu Bogu” (por. Ez 11,19). Abyśmy mogli być ludem
      kochającym się, abyśmy potrafili przezwyciężyć egoizm.
      Gdy Jezus umarł na Krzyżu, tchnął Ducha. Od tego momentu ciemności tego świata
      zostały przezwyciężone i zrodziła się nowa nadzieja dla całego świata.

      Zawsze w najtrudniejszych momentach historii Kościoła następowało nowe wylanie
      Ducha Świętego. Przypomnijmy sobie, co się stało za pośrednictwem św.
      Franciszka i całego ruchu franciszkańskiego w XIII, a w wieku XVI za
      pośrednictwem św. Ignacego i jezuitów. Ci ludzie, wraz z tymi, którzy poszli za
      nimi, przemienili nie tylko jedną epokę w historii, ale oblicze Kościoła. O
      ileż bardziej w wieku XX, określany mianem wieku śmierci Boga, w wieku wojen
      światowych, Bóg, Ojciec Miłosierdzia, chce działać z mocą.

      To Boże działanie, nowe wylanie Ducha Świętego ma swój początek w 1959 roku.
      Wtedy bowiem Papież Jan XXIII zapowiedział zwołanie soboru Watykańskiego II.
      Wypowiedział też wspaniałą modlitwę: „Ześlij na całą ziemię nowe wylanie Ducha
      Świętego!” Kolejny Papież Paweł VI mówił bardzo dobitnie, że świat potrzebuje
      nowego wylania Ducha Świętego. Jan Paweł II kilkakrotnie powtarzał światu, że
      nie wyobraża sobie nawet, jak wspaniała będzie wiosna Kościoła w trzecim
      tysiącleciu, jeśli tylko mężczyźni i kobiety na nowo otworzą swoje serca na dar
      Ducha Świętego.

      Nowe działanie Ducha Świętego

      Tak właśnie się stało w Stanach Zjednoczonych w 1966 roku, kiedy grupa
      studentów katolickich studiowała Dzieje Apostolskie. Czytali, że Duch Święty w
      początkach Kościoła czynił niesamowite rzeczy i ci, którzy otrzymywali Ducha
      Świętego otrzymywali niesamowitą moc, odwagę. Przed Jezusem Eucharystycznym ci
      młodzi ludzie doświadczyli wielkich rzeczy. Płakali, śmiali się i zaczęli mówić
      nowymi językami, zaczęli prorokować, mówić w imieniu Jezusa i odczuwali, że w
      ich sercach rośnie moc, której nigdy wcześniej nie odczuwali. Od tamtego
      momentu minęło już 35 lat. W historii całego chrześcijaństwa nigdy nie zdarzyło
      się, aby w tak krótkim czasie jakiś ruch wyrósł tak bardzo jak Odnowa w Duchu
      Świętym.

      Jest rzeczą nadzwyczajną, że łaska Ducha Świętego nie została wylana tylko w
      Kościele katolickim, również kościoły protestanckie doświadczają nowego
      działania Ducha Świętego, nowego życia w Duchu. Ponad 600 tysięcy ludzi na
      całym świecie wierzy w Chrystusa: ewangelicy, protestanci, katolicy,
      prawosławni, żydzi mesjańscy... We wszystki
      • mintaj3 Re: ... 05.12.06, 22:29
        We wszystkich tych denominacjach wierzący w Chrystusa doświadczają mocy Ducha
        Świętego w swoim życiu i świadczą o tym.
        Także ty, bracie i siostro, który po raz pierwszy jesteś na takim spotkaniu,
        nie przyszedłeś tutaj przypadkiem, to miłość Boża cię tutaj przyprowadziła. To
        obecność Maryi na tym cudownym miejscu nas tu zgromadziła.

        Duch Święty chce czynić nowe rzeczy w twoim życiu. Chce dziś przyjść, aby
        przynieść pokój do twojego wnętrza: „Znam Cię, znam twoją samotność, znam twój
        gniew, wściekłość, znam twoje rozczarowanie. Pozwól, abym nawiedził twoje
        serce. Pozwól, abym zatroszczył się o ciebie. Od jak dawna pragniesz być
        przygarniętym, od jak dawna pragniesz, aby cię uściskać? Pozwól, abym dziś Ja
        ogarnął cię swoją troską. Zaufaj Mi, mogę uczynić dla ciebie więcej niż zdolny
        jesteś sobie wyobrazić. Możliwe, że nie będę robił tego, co ty sobie
        wymyśliłeś, ale sprawię, że będziesz przeżywał cudowne życie, bo Ja chcę twoją
        śmierć przemienić w życie!” Amen! Alleluja!

        Oreste Pesare
        • aurelia_aurita Re: ... 06.12.06, 00:40
          nie wiem jak to jest, że jedni poszukują przez całe życie Boga i nie mogą znaleźć. a innym, tak po prostu, się przytrafia.
          ja wciąż poszukuję.
          moje podejście do religii można określić jako agnostycyzm.
          może kiedyś uwierzę?
          • mintaj3 Re: ... 06.12.06, 10:49
            Jakis czas temu mialem podobne zdanie,szkoda tylko,ze szukalem wszedzie,ale nie
            w Pismie Swietym.Proponuje Ci jednak zajrzec do Nowego Testamentu.
            • aurelia_aurita Re: ... 06.12.06, 11:41
              a wiesz, do NT jakoś mi najbliżej.
              bo taka np. filozofia wschodu w ogóle mnie nie pociąga. (etap najrozmaitszych medytacji dynamicznych i niedynamicznych mam juz dawno za sobą :)
    • lucyna_n Re: ... 06.12.06, 11:43
      co za dużo to niezdrowo
      Mintaj, nie żebym była nietolerancyjna, ale listy apostolskie to już lekka przesada.
      • j215 Re: ... 06.12.06, 12:03
        Słuchaj kobietko,na tym forum jest moderator.Ty sobie możesz moderować w domu
        swojego starego.Zajmij się lepiej swoją tuszą.
      • dolor Re: ... 06.12.06, 12:03
        lucyna_n napisała:

        > co za dużo to niezdrowo
        > Mintaj, nie żebym była nietolerancyjna, ale listy apostolskie to już lekka
        przesada.

        Jako ateista i antyklerykał nie chciałem tego pierwszy pisać, ale też tak to
        odbieram. Zresztą, kto to przeczyta?
        • abasia471 Re: ... 06.12.06, 23:16
          Ja przeczytałam i jako wierząca katoliczka, z wrogim nastawieniem do głupich
          księży, stwierdzam, że przytoczone przykłady w ogóle mnie nie przekonują. Bóg
          sprowadzony do roli służącego zaspokajającego nasze pragnienia jest dla mnie
          mało prawdziwy. Powiedziałabym jeszcze, że bohater historii był wprost
          bombardowany zachętami żeby wierzyć i w takiej sytuacji byłby po prostu głupi
          gdyby nie uwierzył. W życiu nie ma tak prosto. Niewierny Tomasz nie był dobrym
          przykładem wiernego. Wiara wymagająca namacalnych dowodów nie jest wiarą
          prawdziwą. Ktoś naiwny po przeczytaniu tej historii może oczekiwać takiego
          samego udowadniania mu miłości bożej i jak tego nie uzyska stwierdzi, że wiara
          jest be, albo on jest niegodny.
          • j215 [...] 06.12.06, 23:37
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • lucyna_n Re: ... 06.12.06, 11:46
      ta cala odnowa to sekciarstwo pod plaszczykiem dobra. Ubral sie diabeł w komżę i ogonem na mszę
      dzwoni.
      Wiara w Boga- tak, pismo świete -tak, sakramenty-tak ale ta cala "odnowa"- wielkie NIE.
      I dyskutować na ten temat nie zamierzam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka