dolor
07.01.07, 17:18
Przyglądanie się zdrowemu człowiekowi i lektura nasunęły mi pewne refleksje,
które mogą pomóc w zrozumieniu tego fenomenu:
Przeciętnemu zdrowemu człowiekowi wydaje się, że jest nieprzeciętny.
Uważa on, że wszystkie swoje sukcesy zawdzięcza sobie, a porażki są dziełem
przypadku lub podstępnymi knowaniami wrogów.
Spodziewa się, że spotkają go wydarzenia przyjemne, choć bardzo mało
prawdopodobne (wygrana w totka, wielka, nieprzemijająca miłość), podczas gdy
prawdopodobne, a nieprzyjemne, go oszczędzą (niemal wszystko pozostałe).
Śmierć bliskich jest dla niego niespodziewana ("miała tylko 78 lat, mogła
jeszcze pożyć") i zaskakująca ("jeszcze tydzień temu widziałam go, jak kupował
gazetę").
Sądzi, że zna receptę na większośc bolączek świata, wystarczy by wszyscy byli
tacy jak on.
Automatycznie przywołuje szereg powodów, dla których podjął całkiem
nieprzemyślane działanie.
Wydaje mu się, że rzadko zmienia poglądy.
Są sprawy, w których w zależności od okoliczności ma różne, wzajemnie się
wykluczające przekonania, których jednak broni jako jedynych możliwych (udało
mi się np. sprowokować kogoś, by sprzeczał się sam ze sobą).
Jeśli czegoś nie rozumie, nie uważa, że to jego wina.
Może coś dopiszecie? To może wspomóc rekonwalescencję.