Dodaj do ulubionych

zmywanie naczyń

17.01.07, 19:41




Robię wdech i uspokajam ciało
Robię wydech z uśmiechem
Przebywam w chwili obecnej
Wiem, że to jest cudowna chwila.







Moim zdaniem pogląd, że mycie naczyń jest nieprzyjemne, może się zrodzić
tylko wtedy, kiedy ich nie zmywasz. Kiedy natomiast z podwiniętymi rękawami
staniesz przy zlewie i zanurzysz ręce w ciepłej wodzie - mycie od razu staje
się całkiem przyjemne. Lubię bez pośpiechu wziąć każdy talerz do ręki. Jestem
wtedy w pełni świadomy talerza, wody, każdego ruchu moich rąk. Wiem, że jeśli
zacznę się spieszyć, żeby szybciej przystąpić do deseru, zmywanie będzie
przykre i niewarte przeżywania. Byłaby to niepowetowana szkoda, gdyż każda
minuta i każda sekunda życia są cudem. Cudem są nawet naczynia i sam fakt, że
je myję!

Jeśli nie potrafię zmywać naczyń radośnie i usiłuję jak najprędzej skończyć
to zajęcie, aby zabrać się do deseru, to nie będę umiał cieszyć się deserem.
Z widelcem w dłoni będę rozmyślał o tym, co mam po obiedzie do zrobienia -
tym samym pozbawiając się smaku, konsystencji, wyglądu, a nawet samej
przyjemności jedzenia. Wciąż zasysany przez przyszłość, nie będę zdolny żyć
teraźniejszością.

Święta jest każda myśl i każde działanie opromienione słońcem świadomości. W
jej świetle nie ma podziału na święte i świeckie. Przyznaję, że naczynia
zmywam dość powoli, ale w pełni przeżywam każdą chwilę i czuję się
szczęśliwy. Zmywanie naczyń jest jednocześnie środkiem i celem. Innymi słowy,
zmywamy nie tylko po to, że by mieć czyste talerze, ale również zmywamy po to
żeby zmywać... Myjemy naczynia po to, żeby świadomie przeżywać każdy moment
mycia naczyń.


...
Fragment książki "Każdy krok niesie pokój" Thich Nhat Hanh


/Thich Nhat Hanh - światowej sławy mistrz zen, był jednym z przywódców
wietnamskiego ruchu pokoju. Autor wielu książek i członek buddyjskiej
delegacji pokojowej w Paryżu./
Obserwuj wątek
    • aurelia_aurita Re: zmywanie naczyń 17.01.07, 20:15
      to ja już wolę sobie pobiegać. najlepiej po plaży.
    • euforyjka Re: zmywanie naczyń 17.01.07, 20:21
      Nienawidzę tego robić i staram się unikać jak ognia. Na szczęście mało jem więc
      nie mam za duzo do zmywania, tylko szklanki po herbacie :(
    • lucyna_n Re: zmywanie naczyń 17.01.07, 21:19
      wolę jak ktoś coś nieudolnie nawet ale wlasnymi słowami
      a to tylko znowu reklama jakiegoś zagranicznego bla bla bla
    • mskaiq Re: zmywanie naczyń 18.01.07, 08:18
      Pobiegac sobie po plazy przynosi wiele radosci, szczegolnie kiedy woda wycofuje
      sie daleko, wtedy jest wrazenie ze biegnie sie po oceanie.
      Jesli chodzi o zmywanie naczyn to pomoglo mi ono wiele razy. Kazda aktywnosc
      przynosi ulge, odrywa od mysli ktore sa przeciwko nam.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • lucyna_n Re: zmywanie naczyń 18.01.07, 09:45
        mi za to bardzo pomógł zakup zmywarki:)
        • anksis Re: zmywanie naczyń 18.01.07, 17:15
          Mi rowniez.Zmywarka to cudo!
          • dolor Re: zmywanie naczyń 19.01.07, 12:40
            Na szczęście zawsze można przeżyć ekstazę szorując muszlę klozetową.
            • euforyjka Re: zmywanie naczyń 19.01.07, 14:25
              a co do zmywarki to ona usuwa też takie zabrudzenia, które normalnie trzebaby
              trzeć jakąś ścierką bo by trudno schodziło?
    • mamusia1999 Re: zmywanie naczyń 19.01.07, 14:19
      po pierwsze: wszystko jest cacy dopoki "zmywanie talerzy" jest okazjonalne. w
      czasach kiedy z powodow organizacyjnych moje zycie skladalo sie z opieki nad
      ekstremalnie wrzeszczacym niemowleciem i gospodarstwa domowego, rozkladanie
      bielizny do szaf wywolywalo u mnie odruch wymiotny. teraz kiedy glwonie zajmuje
      sie rozkrecaniem niewielkiego, uroczego biznesiku zajmuje sie niejako "na
      marginesie" i "mimochodem" ta sama bielizna z przyjemnoscia. zamykam drzwi do
      sypialni, wlaczam muzyczke i skladam mezowskie podkoszulki.
      i zeby nie bylo, ze to moj chory poglad: malzonek z wielka radoscia uczy Mloda
      grac na pianinie, czyta jej basnie etc. dopoki jest to okazjonalne i
      dobrowolnie wybrane zajecie. jesli nakladam na niego obowiazek zajecia sie
      dzieciakami przez cale popoludnie, to jest potwornie zestresowany. jesli
      przyjdzie mu do glowy jakis smakolyk to chetnie go ugotuje, ale bron boze zebym
      ja byla chora, wtedy ugotowanie obiadu staje sie meczarnia. etc etc. taka
      przewrotna nasza ludzka natura. robimy cos chetnie tylko jesli dobrowolnie.

      po drugie: zaleznosc dziala niejako w jedna strone. jesli masz dar niemalze
      medytacyjnej radosci z kazdej wykonywanej pracy to jestes szczesliwym
      czlowiekiem. niestety tej radosci nie da sie wymusic. na tym polega
      upierdliwosc inteligencji lub/i wyksztalcenia: szerokie horyzonty bardzo
      utrudniaja zycie w ciasnych ramkach. to jak klatka z widokiem na morze.
      tak samo zyciowe wizje i cele sa baza spelnienia. ale jesli ich (chwilowo) nie
      masz to trudno je wytrzasnac z rekawa, pozostaje cierpliwie czekac i miec
      nadzieje, ze sie pojawia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka