inneska30
15.03.07, 13:52
Wieczory lubię najbardziej, chcę, żeby trwały jak najdłużej. Spacer, pachnąca
kąpiel. Schudłam kolejne 3 kg. Oglądam film, myśli wreszcie płyną swobodnie,
nie skłębione, nie porwane. Nie jest źle, bywało znacznie gorzej.
Pierwsza w nocy, trzeba iść spać, jutro do pracy.
O 4 budzi mnie potworny lęk i nie ma siły, już nie zasnę. Płaczę w poduszkę.
Dlaczego się obudziłam, nie chcę tak żyć. O 6 zaczyna dzwonić budzik,
przestawiam na drzemkę i tak z pięć razy. Zwlekam się z łóżka, muszę się
ubrać, nie mam siły. Znowu się spóźnię, nieważne. Po co to wszystko?
Makijaż, trzeba przecież. Ręce tak się trzęsą, źle to wyszło. Zostanę dziś w
domu, nie mogę. Nie mam wyjścia. Niech to się już skończy.
W drodze łzy, po makijażu nie ma śladu.Wchodzę - co się stało? Zapalenie
spojówek, katar mam.
Mocna kawa, pigułka szczęścia. Kiedy wreszcie zacznie działać?
Do południa supeł w głowie, nic nie rozumiem. Gdzie mam podpisać? Trzęsą się
ręce - zmieniłaś podpis? Stukam w klawiaturę, co ja miałam zrobić?
Po południu jest lepiej, sprawdzam wszystko, poprawiam błędy.
Wracam do domu, powinnam coś zjeść, nie mogę. Taki bałagan, zrobię pranie.
Może jutro. Poleżę chwilkę, chowam się pod kołdrą. Nikt mnie nie szuka.
Ciemno, chociaż na zewnątrz słońce, tak bardzo się boję.
Wstanę wieczorem, przecież lubię wieczory.