Dodaj do ulubionych

Film o depresji..?

20.05.07, 14:30
b. lubię kino
ale
o ile dobrze pamiętam
nigdy nie zobaczyłam filmu będącego studium depresji
nie chodzi o problemy sytuacyjne - takich obrazów było i jest multum
ale o pokazanie depresji w którą bohater wpada powoli
nie ma kłopotów syt.
i jakie są reakcje otoczenia
jak on nie rozumie najpierw co się z nim dzieje
a potem
jak usiłuje to ukryć

a może taki film był i ja go nie znam
Obserwuj wątek
    • byleby_chlopcow_nie_gejowali Re: Film o depresji..? 20.05.07, 14:40
      oglądałem taki film w telewizji


      Bohater juz w wieku 17 lat odnosi sukces swojego życia, ma 4 przyłożenia w
      jednym meczu ( rekord szkoły) i raptem coś sie powoli zmienia. Idzie do pracy do
      sklepu obuwniczego, na chwile zeby dorobić troche i okazuje sie ze tam zostaje,
      nie moze zmienić pracy na lepszą, ona bedzie jego do konca zycia. Coraz bardziej
      grzęźnie w beznadzieji życia.
      "Świat według Bundich"
      • miodunia Re: Film o depresji..? 20.05.07, 14:44
        to nie byla depresja, tylko malzenstwo i dzieci ;pppp
        • sneeper_1 Re: Film o depresji..? 20.05.07, 17:07
          slabiej grana muzyka w koncu powszednieje, okazuje sie ze jest kiepska, trzeba nagrAC NOWA PLYTE, STAD WIELONIKOWOSC, Z BRAKU TALENTU,

          ALE TEN POST POD INNYM NICKIEM JEST NIEZLY :

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=99&w=60059376&a=62664973
          • clandestino Re: Film o depresji..? 21.05.07, 08:53
            jest świetna książka styrona, tytuł mówi za siebie:
            Dotyk ciemności (Darkness Visible: A Memoir of Madness 1990)
            polecam, ale uwaga. optymistyczny jest w niej tylko koniec
            • sneeper_1 Re: Film o depresji..? 21.05.07, 08:59
              przeczuwam arcydzielo,
              dlatego jakikolwiek komentarz bylby dziecinnie glupia profanacja

              dlatego ogranicze sie do klasyki, czyli odwaznej krytyki metod leczniczych profesora

              " pacjent prosi o stelazyne
              twierdzi ze wspaniale na niego dzialala"
            • tristezza Re: Film o depresji..? 21.05.07, 11:00
              clandestino napisał:

              > polecam, ale uwaga. optymistyczny jest w niej tylko koniec

              a co bys chcial jeszcze optymistycznego? pan Styron opisuje przeciez swoj
              wlasny epizod depresji wiec trudno przy tym boki zrywac. nawet nie zauwazylam,
              ze koniec byl optymistyczny. po prostu pewnego dnia depresja mu sie skonczyla
              bez zadnej jego osobistej zaslugi, tak jak to sie zreszta zwykle dzieje.
              • sneeper_1 Re: Film o depresji..? 21.05.07, 11:06
                no ale najpierw walnelo w rozum i zdolnosc do samokontroli
                • tristezza Re: Film o depresji..? 21.05.07, 11:11
                  sneeper_1 napisał:

                  > no ale najpierw walnelo w rozum i zdolnosc do samokontroli

                  ano walnelo:-) William Styron naszym czlowiekiem byl
                • sneeper_1 Re: Film o depresji..? 21.05.07, 11:12
                  nie wiem czy ta sama historia,
                  niestety zanim sie skonczyl,
                  musial spuscic, ale nosa, i uszy,i pojsc do bylyjakiej pracy, niedoleczony, bo
                  szjby u siebie nie mozna tolerowac

                  a jezeli uwazasz,ze cos konczy sie bez zadnej zaslugi,
                  to lykaj sobie cos na skonczenie , prosze bardzo, toz zadna zasluga i zadne
                  bohaterstwo
                  • sneeper_1 Re: Film o depresji..? 21.05.07, 11:14
                    nie mam ochoty rozmawiac z ludzmi ktorzy wystawiaja zaswiadczenia ze sfalszowana
                    o pol roku data, wstecznie,
                    a potem okazuje sie ze ich wcale nie by;o

                    i wylacz te skopiowana sygnaturke
                    • tristezza Sneeper 21.05.07, 11:27
                      dlaczego sie znowu czepiasz sygnaturki? przeciez usunelam z niej to o co
                      prosiles
                  • tristezza Re: Film o depresji..? 21.05.07, 11:18
                    nie Sneeper, to nie ta sama historia. pan Styron byl wzietym pisarzem, do
                    zadnej roboty chodzic nie musial. a prochy lykal czego nie uwazam za zasluge.
                    chodzilo mi o to, ze nie walczal z negatywnoscia i nie obzeral sie marchewka, a
                    i tak wyzdrowial

                    pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka