kachaa17
31.05.07, 09:19
od 1,5 roku mam różne objawy fizyczne nerwicy i depresji. Kołotanie serca,
dusznosci, ściskanie w klatce piersiowej, poczucie, ze zaraz umrę,
autentyczne poczucie umierania i ogromny strach temu towarzyszący, mdłosci i
biegunka na tle nerwowym, swędzenie skóry, bóle różnych części ciała: głowy,
pleców, rąk, nóg, ogromne napięcie w ciele i przewlekłe problemy ze snem (to
od wielu lat). I nagle a może stopniowo od paru dni czuję się świetnie. Z
dnia na dzień mój stan sie poprawia. Do tej pory było różnie ale raczej
gorzej. tak jak teraz dawno się nie czułam. Pomimo, że chodziłam na terapię 3
lata (większosć to terapia dda), brałam tabletki przez pół roku, znaczącej
poprawy nie było. Wiążę to jak na razie tylko z jednym faktem. Zaczęłam się
uczyć jeździc samochodem. Prawo jazdy mam już z 7 lat ale właściwie nie
jeździłam bo zawsze bardzo się bałam. Właściwie wielu rzeczy się bałam. A
teraz postanowiłam przełamać ten strach i w miarę postępów w nauce moje
samopoczucie zmienia sie na plus. Czy potrzeba aż tak niewiele? Bo dla mnie
to niewielka cena za dobre samopoczucie. Parę dni temu przełamałam również
mój inny lęk - przed żabami i nawet zrobiłam zdjecie paru żabom. Wcześniej
nawet nie chciałam patrzeć na żaby i w ten sposób pielęgnowałam mój lęk. Czy
w ten sposób sama sobie szkodziłam? Niedługo mam leciec samolotem i do tej
pory aż mi słabo sie robiło na mysl o tym a teraz juz nie. Moze to ma związek
z tym, że wzrasta moja samoocena po tym jak lepiej radzę sobie za kierownicą.
Czy to nie jest dziwne?