siwa_zakiwala_sie_na_smierc
23.06.07, 07:00
tu sa punkty z madrej ksiazki :
www.biblionetka.pl/czytatka.asp?cid=19025
wydaje sie ze udanie sie narcyza pod opieke przemyslu
farmaceutyczno-psychologicznego tylko poglebi jego stan. Zawsze bylem
narcyzem, moj obraz interesowal mnie najbardziej, ale kiedyś coś czułem.
Mialem w sobie sporo emocji. Zaprzeczalem im jak oszalaly, ale je mialem. Nie
zylem ani przez chwile zgodnie z nimi, bylem rozdwojony, ale byly. To bylo do
czasu az trafilem do psychiatry. Po lekach antydepresyjnych przyszlo otepienie
i pustka. Najciekawszym przykladem, jest to ze dlugookresowe usychanie z
milosci do jednej panny, przeszlo w oka mngnieniu po wzieciu antydepresanta.
Odtad juz nic nie czulem, czasem tylko niewiadomo czemu, nagle i glosno,
nieswiadomie krzyczalem glosno jej imie. Cos mi sie zafiksowalo. Pozniej byla
terapia, tam dokonczyli moja tresure. Nauczyli ze wszystkie moje zachowania to
zalosny repertuar nerwicowy i trzeba je poskromic. Wszystkie moje mysli to
mysli psychopaty i trzeba je zmienic. Od tej tresury zastyglem na amen. W
gruncie rzeczy nauczylem sie na terapi ze jesli cos czuje to jest to chore.
jestem pusty i tak samotny ze pozostaje mi juz tylko tulic sie do psa tristezzy.
Dziekuje siwej za wyciecie watku. Wczoraj pewnie wyciela z innych powodow, ale
poczatek to byl tylko przygrywka. Mialem tam napisac wszystko. i chwala siwej
ze nie napisalem.