justa1211
29.07.07, 13:50
Witam. Już pisałam na tym forum przeszło rok temu. Otóż w czerwcu ubiegłego
roku mąż popełnił samobójstwo. Bardzo to przeżyłam szczególnie że ja go
reanimowałam i zdejmowałam sznur z szyi, był dla mnie wszystkim bardzo go
kochałam. Nigdy nie był zdradzony we wszystkim mu pomagałam, robiłam to co
sobie życzył, nie znaliśmy słowa kłótnia.Nie jestem zdrowa bo choruje na
wrzodziejące zapalenie jelita grubego, które odezwało mi sie dwa miesiące po
śmierci. Przez cały rok niegdzie nie wychodziłam sama noo oprócz 2 spotkań z
koleżankami z liceum. Mam 2,5 roczną córeczke, którą kocham nad życie i
zostałyśmy same. Po jej narodzinach również nigdzie nie chodziłam siedziałam
w domu urwały mi sie wszystkie kontakty ze znajomymi część poodwracała sie
tyłkami totalna beznadzieja.Ogólnie nie dawałam powodu by mąż był zazdrosny,
ubieram sie normalnie nigdzie nie wychodze. Ale tak dalej być nie może. Nie
chce szukać kogoś z kim będę mogła iść tylko do łóżka ani kogoś z kim w
najbliższym czasie mogłabym założyć rodzine, ale chce poznawać ludzi
rozmawiać umówić sie gdzieś posiedzieć pośmiać sie. Wyjechałam z teściami na
Mazury tam poznałam chłopaka z którym fajnie sie rozmawiało i oczywiście
blablabla czy pójde na spacer wieczorem nad jezioro więc zdecydowanie nie
odrzekłam a to chodź do mnie do pokoju tym bardziej nie mówie chcesz pogadać
to przyjdź do mnie tak nam zeszło na pierdołach kilka godzin do niczego nie
doszło zupełnie nic tylko rozmowa a wtedy wpada tesciowa i SAJGON. I następne
dni oczywiście kłótnie kłótnie kłótnie dwa razy sie spakowałam i
wyprowadziłam z domu. Ostatnim razem moja mama jej wszystko wygarnęła bo jak
sie okazało przez cały czas teście byli przekonani że to moja wina że mąż
popełnił samobójstwo. I to mnie najbardziej zakuło, bo poświęciłam mu sie
całkowicie:( jak później sie okazało był strasznie dwulicowy na mnie jakieś
brednie mówił itd. cdn