Dodaj do ulubionych

żle ze mną

13.12.07, 08:53
Widzę po sobie, że dzieje się ze mną coś bardzo niedobrego. Nic mnie
nie cieszy, nie mogę skupić się na niczym. Straszne problemy
sprawiają mi zadania wykonywane w pracy, domowe obowiązki -
najchętniej bym siedział i patrzył się tępo w ścianę. Za wszystko
zabieram się dopiero jak dostanę kopa od szefa czy żony, sam z
siebie nic nie potrafię zrobić. Zupełnie nie wychodzą mi rzeczy
które wymagają jakiejś inwencji, nie mogę się za nie zabrać.
Poprostu rozkłada mnie ten bezruch i bezczynność. Dodatkowo coraz
bardziej izoluję się od przyjaciół, rodziny. Już z większością
przyjaciół straciłem kontakt a wcale nie mam ich tak dużo. Ani
przyjaciele, ani rodzina ani nawet moja żona nie podejrzewają że coś
mi jest bo widzę że skutecznie się maskuję - na pytanie co u mnie
słychać zawsze odpowiadam że wszystko ok choć tak naprawde czarne
myśli kłębią się w mojej głowie. Najgorsze ze wszystkiego jest to,
że pojawiają się u mnie myśli żeby skończyć ze sobą i mieć w końcu
święty spokój. Jak narazie resztki zdrowego rozsądku zwyciężały, ale
nie wiem na jak długo starczy mi sił. Już raz nawet siedziałem z
żyletką w ręku żeby ciachnąć sobie żyłę w nadgarstku ale nie dałem
rady tego zrobić. Po części dlatego że tak naprawdę bardzo chcę żyć
ale nie umiem, a po drugie dlatego że przeraziła mnie wizja mojej
zrozpaczonej żony i rodziny. Wiem jak bardzo mnie kocha i jak by to
przeżyła, zwłaszcza że doświadczyła już straty bliskiej osoby. Ale
codziennie rano wychodząc z domu do pracy zastanawiam się czy to już
dzisiaj i całując żonę na pożegnanie robie to tak, jakbym robił to
ostatni raz. Dodatkowo przez swój stan zawaliłem studia i - wiem że
zabrzmi to śmiesznie - nie powiedziałem o tym żonie i moje
samobójcze myśli pogłębia fakt że mówiąc wprost okłamałem ją.
Każdemu może przydarzyć się jakaś wpadka, ale ja nawet najmniejszą
odbieram jako tragedię. Nie mówiąc już o czymś takim. Kończę już bo
nie chcę zabierać waszego cennego czasu i dziękuję że
przeczytaliście to aż dotąd. Proszę, napiszcie mi gdzie i jak szukać
pomocy (mieszkam niedaleko Bielska-Białej), do kogo się z tym
zwrócić (psychiatry, psychologa? - czym właściwie to się różni?)
Obserwuj wątek
    • conscientious Re: żle ze mną 13.12.07, 13:22
      Drogi Pomidorze...
      mam dokladnie to samo co Ty..nie wiem,czy Cie to pocieszy..ale
      czytajac Twoj post czulam się ,jakby pisano o mnie.Tez obezwladnia
      nie niechec do wszystkiego,totalny brak koncentracji,kazdego
      ranka,ale to kazdego,gdy tylko otwieram oczy nachodza mnie dreczace
      koszmarne mysli.Mysle,ze jestem nic nie warta...wbrew pozytywnym
      ocenom ludzi mi bliskich.Najgorsze jest to,ze wiem na co mnie
      stac...gdyby nie ta wstretna choroba.Bardzo sie boje,ze zmarnuje
      sobie zycie..ktore na codzien przynosi tyle szans,a ja nie potrafie
      z tego korzystac.Przez udawaną pewnosc siebie stracilam kilkoro
      kolegow,kolezanek...pozostali tylko Ci,ktorzy znają poniekad
      przyczyne dziwnych zachowan.
      Bylam u psychiatrow...ale co z tego,jesli bez zastanowienia wypisuja
      recepty na psychotropy...az tak nie zdurnialam,zeby isc tak
      latwa,ale brzemienna w skutkach drogą.
      Stracilam zaufanie do ludzi,przez co na wlasne zyczenie sie od nich
      izoluje...wydaje mi sie <na szczescie wiem,ze to moje urojenia>,ze
      kazde ich slowo ma na celu sprawienie mi bolu.Wiem,ze najlepszym
      rozwiazaniem bedzie terapia,na szczescie zabralam sie do tego na
      powaznie..bo szkoda mi zycia.Najpiekniejszy okres w zyciu,a ja
      siedze w 4 scianach i odmawiam kazdego wyjscia...ktore obiektywnie
      jest niezwykle fajnym wydarzeniem.
      Jestem na siebie tak bardzo wsciekla...nie znosze swoich slabosci a
      to dodaje mi stresu.
      Mysle ze mam tez nerwice...to calkiem uzasadnione moja historia
      zycia...dziecinstwo nie bylo bajką,a pozniej to juz sama poszlam
      bardzo zła drogą,ktorej po dzis dzien nie jestem w stanie sobie
      wybaczyc.Przez to mam z kolei wrazenie,ze nie zasluguje na to,co
      jest teraz...wciaz klebia sie w mojej glowie mysli,ze gdyby Ci
      ludzie ktorzy we mnie wierza wiedzieli,na pewno nie bylabym tu gdzie
      jestem.
      Koszmar...koszmar...koszmar
      Drogi pomidorze pozdrawiam Cie,niestety nie mam zadnych wiadomosci o
      dobrych lekarzach w Twoim wojewodztwie,ale to forum jest niezwykle
      przydatne jesli o to chodzi.isz i czytaj co piszą inni.
      Trzymam kciuki.
      • koalaa8 Re: żle ze mną 13.12.07, 14:53
        Pomidorze, nie zabierasz nikomu czasu, jesteś bardzo ważny.
        Spróbuj przestać mysleć o problemach, raczej idź na długi spacer, może zrób
        bieg, idź na basen, samopoczucie Ci się polepszy.
        Popatrz na siebie w lustro, uśmiechnij się do siebie, bardzo wazna jest
        aktywność, dbanie o własne ciało, odzywnianie.
        Poprzez aktywność wróci do Ciebie chęć życia.
        pozdrawiam
        • demole Re: żle ze mną 13.12.07, 15:36
          i pamiętaj,zeby załozyć czerwone gumiaki
    • lucyna_n Re: żle ze mną 13.12.07, 16:25
      jak na kogoś komu nic się nie chce i ma wstręt do pracy tworczej
      napisaleś calkiem długi post.
      Może nie jest z Tobą aż tak źle jak Ci się wydaje.
      Ktoś kiedyś tu napisal, że miarą depresji nie jest to jak się
      subiektywnie czujemy tylko jak dalece odpadliśmy przez nią od życia.
      I ja się z tym zgadzam.
    • niczegoniewiem Re: żle ze mną 13.12.07, 21:14
      Kochany Pomidorze, jestem prawie tak zielona jak Ty. O tyle mi
      bliżej niż dalej, bo nie myślę już o każdym kolejnym dniu jak o
      zbliżaniu się do upragnionego końca, znaczy: śmierci (co za
      głupota:))
      Ja grzebałam w dzieciństwie, te bajki, które wtedy słyszałam, tzn.
      świadomość ich oddziaływania na mnie pozwala mi się trochę
      zdystansować do siebie i tego wszystkiego.
      Teraz każdy dzień przybliża mnie do równowagi.
      Bo ja MUSZĘ i koniec kropka, tak sobie założyłam i tak będzie.
      Bielska-Białej nie znam, nie pomogę niestety.
      Fajnie, że jesteś Pomidorze!
    • lucyna_n Re: żle ze mną 13.12.07, 21:21
      Drogi Pomidorze rożnica między psychiatrą a psychologiem jest taka jak
      między rzeźnikiem a kasjerką w mięsnym.
      • rzeznia_nr_5 Re: żle ze mną 14.12.07, 01:33
        lucyna_n napisała:

        > rożnica między psychiatrą a psychologiem jest taka jak
        > między rzeźnikiem a kasjerką w mięsnym.


        to jest różnica kolosalna wedle tego opisu
        • demole Re: żle ze mną 14.12.07, 05:26
          leki stosowane przez psychiatrów to albo szajs,albo stosowane sa we fatalny sposób.
          Na początku wywołuja tylko niewielkie uszkodzenia.
          Niestety transcendencja to jest cos jak trójkątny klocek,albo okragły,wkładany
          do takich foremek.
          Jesli foremka ma milimetr mniejszą srednice -klocek nie wejdzie.
          W transcendencji obowiązuje zasada wszystko-albo nic.

          Ja się od początku wykłócałem ze szpitalem i z kliniką, że to ONI zepsuli,..i
          cały czas na tym traciłem,ale będę się o to wykłócał aż do śmierci.
        • lucyna_n nie wywołuj rzeźnika z lasu 14.12.07, 08:05
          No a nie?
    • mskaiq Re: żle ze mną 14.12.07, 12:21
      Jesli chcesz sie pozbyc depresji to nie mozesz siedziec i patrzec
      tempo w sciane. Kiedy to robisz pojawiaja sie negatywne mysli, te
      samobojcze i te ze samobojstwo jest rozwiazaniem Twoich problemow.
      Mysle ze musisz porozmawiac z Zona, musisz Jej powiedziec co sie
      dzieje z Toba.
      Depresji mozna sie pozbyc ale podstawa jest aktywnosc, wbrew uczuciu
      zmeczenia, wbrew temu ze sie nie chce nic robic. Musisz jej rowniez
      powiedziec o zawaleniu studiow. Wiem ze sie boisz ale jesli nie
      powiesz to wyrzuty sumienia, poczucie winy beda nie do zniesienia i
      depresja bedzie coraz trudniejsza do zniesienia.
      Nie boj sie Ona Ci wybaczy tak samo jak Twoja Rodzina. Ty zaczynasz
      akceptowac samobojstwo jako rozwiazanie tego ze boisz sie powiedziec
      Swojej Zonie o zawaleniu studiow i depresji.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • demole Re: żle ze mną 14.12.07, 12:48
        twoje zdanie mask wogóle sie nie liczy na tym forum,
        ale gadać ci wolno,pisać też
    • ilquad zmęczenie materiału 14.12.07, 17:44
      Idź do lekarza, dostaniesz tabletki, które zlikwidują negatywne
      efekty, może nie za pierwszym razem, ale za którymś raczej tak. Po
      drugie przestań się kryć przed żoną - im bardziej udajesz, tym
      gorszy ma to na ciebie wpływ. NIe piszesz o jakichś problemach
      życiowych oprócz tego depresyjnego zmęczenia, więc psycholog raczej
      niepotrzebny. Możesz próbować robić rzeczy metodą małych kroczków.
      • demole Re: zmęczenie materiału 14.12.07, 18:25
        bnadania naukowe nie dowodza jednoznacznie,że to jest żona
        • demole Re: inna historia ze kobiety w rodzince 14.12.07, 18:37
          kochaja mnie najbardziej na jakims ostrym oglupiaczu,
          moge słuzyc jako ozdoba,wieszak na ubrania,maskotka na wycieczke,
          najlepiej zebym wcale nie myslał
    • tlenoterapia Re: żle ze mną 17.12.07, 23:09
      mozesz czekac az deprecha sie powiekszy, bo na razie jest słaba .Tylko po co
      czekac? świrolog potrzebny niestety.
      • maga.oliveiry Re: żle ze mną 21.12.07, 21:05
        tlenoterapia napisała:

        > mozesz czekac az deprecha sie powiekszy, bo na razie jest
        słaba .Tylko po co
        > czekac? świrolog potrzebny niestety.

        nie zgadzam sie z opinią, że to słaba "deprecha". Pomidor nie pisze
        nic o objawach somatycznych (bóle głowy, kłucie w sercu) ale mysli
        samobójcze kwalifikują depresję już jako głębsze zaburzenie.
        Bezwzględnie Pomidorze powinieneś pójść do psychiatry, on przepisze
        Ci leki, które przyniosą Ci odrobinę ulgi. Prawdopodobnie też
        skieruje Cie do psychologa ( w ramach NFZ) lub na terapię grupową na
        dziennym oddzialne szpitala psychiatrycznego. Zabierz ze soba żonę,
        albo poproś, żeby to ona zajęła sie szukaniem fachowej pomocy dla
        Ciebie. I pamiętaj - początek leczenie, mimio, że będzie ono trwało
        bardzo długo jest początkiem powrotu do normalności. Moja psycholog
        twierdzi - i ja jej wierze:) - że najbardziej spieprzone przez
        chorobę życie można z powodzeniem wyprostować, ba - a nawet cieszyć
        się nim jeszcze bardziej świadomie.Pozdrawiam i trzymam za Ciebie
        kciuki

    • carlabruni Re: żle ze mną 17.12.07, 23:19
      mysle, ze psychiatra plus psycholog. pozdrawiam serdecznie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka