smutna00
20.08.03, 12:25
Nie mam już siły na dochodzenie,co mi jest.
Jest mi od kilku miesięcy bardzo źle,smutno,nie widzę sensu życia.
Mimo,że mam upragnione dziecko i jego narodziny były dla mnie największym
szczęściem i przebywanie z nim nadal jest tym,co kocham najbardziej,to...
paradoksalnie nie widzę celu.To znaczy czuję,że moje życie się skończyło.
Mąż od początku nie był dla mnie wsparciem psychicznym i konsekwentnie dążył
do obniżenia mojego poczucia wartości.Bardzo źle oceniał moją pracę w domu
mówiąc,że jest nic ne warta,że ja nic nie robię,itd.
Niestety, mam cechę,która zawsze mi utrudniała życie.Potrzebuję silnej
akceptacji od bliskich.Z zewnatrz wydaję się mocną osobą (bo może i tak jest-
w działaniu)ale wewnątrz jestem wciąż jak dziecko.Bez miłości nie ujadę
daleko.
Mąż odrzucił mnie dość szybko jako kobietę.Co było dla mnie bolesne,ale teraz
jest do zaakceptowania-do wszystkiego można się przyzwyczaić.I bez tego można
żyć.
Ma bardzo duże wymagania wobec mojej drogi zawodowej.Skończyłam dość
prestiżowy wydział (z nazwy tylko chyba) i oczekuje,że zrobię karierę
przynosząc duże pieniądze do domu.A ja..nie potrafię i chyba nie chcę.
Szukam pracy od dawna-bezskutecznie.Mam też kilka porażek związanych z
moją "karierą".
Dodatkowo ostatnio jestem dołowana spotkaniami ze znajomymi,którzy zawsze
mieli inny pomysł na życie niż ja i razem z mężem urabiają mnie do swoich
pomysłów,sekując moje.Czuję się jak na meetingu amway (choć nigdy tam nie
byłam ;)Wiedzą lepiej co powinnam robić.
Od miesięcy jestem płaczliwa-moje rekacje są wywołane postawą męża i kolejnym
ciosem w samo serce (a czasem i w powłokę cielsną)
Uciekam w sen.Wszystko straciło sens.Niedoceniona praca domowa została
znienawiodzona przeze mnie.
Jedyny promyk to dziecko.
Czy ja mam depresję.
Jak mam sobie pomóc?
Muszę to zrobić sama,bez wsparcia.
Pomóżcie i nie odrzucajcie mnie,proszę.....