Dodaj do ulubionych

powiedzcie coś, cokolwiek o mojej sytuacji...

07.06.08, 23:18
Mam niespełna 21 lat a czuję się jak wrak człowieka. W wielu testach
wychodzi, że mam depresję. Gdy koleżanka robiła mi ostatnio zdjęcie
to...nie mogłam się ot tak uśmiechnąć, nigdy czegoś takiego nie
miałam. Studiuję na kierunku, który mnie interesuje, nie żałuję
swojej decyzji, pod tym względem czuję się w jakiś sposób spełniona,
na tym kończy się moja radość. Nie potrafię się uczyć, udaje mi się
jakoś ledwo wszystko zaliczać (wiem że stać mnie na o wiele więcej),
zazwyczaj w pierwszym terminie, ale nie o tym chce pisać. Przyczyną
mojego fatalnego nastroju jest nic innego jak samotność. Od zawsze
się z nią borykałam. Jestem jedynaczką, moi rodzice rozwiedli się
jak byłam mała. Mam w nich oparcie, aczkolwiek oni mnie nie
rozumieją, każda niemal rozmowa z mamą kończy się kłótnią. Dalsza
rodzna..cóż interesują się mną, ale tak "od święta". Nie mam
chłopaka (szukam, lecz nie na siłę), przyjaciół, znajomych mam,
staram się zacieśniać kontakty, nawet bardzo, ale każdy jak nie
chce, to ma już nową paczkę ze studiów. Grupę mam całkiem w
porządku, staram się chodzić na nieliczne i tak imprezy, trochę
rozmawiam, staram się być miła, pomocna, czasem zabłysnę humorem...i
na tym koniec, ludzie traktują mnie w większości jak powietrze, w
stosunku do innych czuję jakby chcieli mi powiedzieć: "za niskie
progi". Starałam się odnawiać znajomości z lat szkolnych, chodziłam
na koła zainteresowań, na duszpastertwa itp. Nic, nie mogę jakoś się
z nikim głębiej zaprzyjaźnić. Dla wszytskich jestem tylko "miłą
znajomą, ewentualnie koleżanką". Próbowałam szukać przyjaźni w
internecie, również słono się zqawiodłam. Nie mieszkam w akademiku
(nie dostałam), tylko w wynajmowanym mieszkaniu z koleżanką (może i
miłą, aczkolwiek nic poza tym, traktuje mnie jak współlokatorkę,
choć kiedyś miałam nadziję na przyjaźń, całe dnie spędza ze swoim
chłpakiem, mówiłam jej o mnie, czasem wyjdziemy gdzieś w trójkę, ale
to tylko czasem...poza tym niedługo się wyprowadza i myślę, że
znajomość kiedyś zgaśnie). Myślałam też o obozach, wycieczkach, może
tam znajdę jakąś paczkę, poczuję trochę życia studenckiego - nic
tylko się zawiodłam, każdy miał już swoje zamnkięte ekipy, bądź same
pary...Czuję, że marnuje najlepsze lata swego i tak smutnego zycia.
Chciałabym uprawiac sport, spacerować, szaleć gdzieś, tylko nie ma z
kim i coraz bardziej mi to doskwiera...Było już pare osób co się
dziwiło, że jestem taką miłą, wartościową i ładną osobą, a wciąż
jestem taka sama...jak palec. Zawsze byłam pomocna, jednak gdy mi
trzeba było pomóc to jakoś każdy się wymykał...Nie wiem co mam już
robić, czy ja mam zwyczajnie pecha? czy coś nie tak z komunikacją z
innymi? Próbowałam znaleźć ukojenie w wierze, lecz brak mi
wytrwałości a i też ostatnio sama w to wszystko wątpię...Często
płaczę, a już teraz gdy jest taka ładna pogoda a ja siedzę i nawet
nie mam z kim wyjść...
Jeśli dotrwaliście do tego momentu w czytaniu mojej dość długiej
wypowiedzi to bardzo wam dziękuję. Powiedzcie coś, choć wiem, że
nikt z was nie może mi dać gotowej recepty.
Obserwuj wątek
    • nicki-bielsk Re: powiedzcie coś, cokolwiek o mojej sytuacji... 07.06.08, 23:27
      Droga Moniko!
      Być może Twój smutek to tylko chwila, która niedługo się skończy.
      Wtedy spojrzysz na świat inaczej i zrozumiesz, że wcale nie jesteś
      sama. A może jednak to coś poważnego... Z tego co piszesz, nie
      miałaś łatwego dieciństwa. Rzowód rodziców pewnie miał na to wpływ.
      Może potrzebujesz terapii? Czasem spotkania z dobrym terapeutą
      pozwalają nam uświadmomić, dlaczego jest nam naprawdę smutno. Pomyśł
      o tym. Cieplutko pozdrawiam.
    • bertrada Re: powiedzcie coś, cokolwiek o mojej sytuacji... 07.06.08, 23:37
      Nie dotrwałam do końca twojego postu. Ale cokolwiek w nim jest, świadczy o tym
      że masz depresję. Dlatego powinnaś iść do lekarza a nie czekać na cud, że
      wszystko samo przejdzie. Szkoda życia na cudy.
      • nienill Re: powiedzcie coś, cokolwiek o mojej sytuacji... 08.06.08, 00:00
        bertrada napisała:

        Dlatego powinnaś iść do lekarza a nie czekać na cud, że
        > wszystko samo przejdzie.
        ... i tam pan doktor da ci tabletke i nagle caly tabun ludzi i
        przyjaciol pojawi sie wokol ciebie i juz zawsze bedziesz szczesliwa
      • micaela Re: powiedzcie coś, cokolwiek o mojej sytuacji... 08.06.08, 00:45
        bertrada napisała:

        > Nie dotrwałam do końca twojego postu. Ale cokolwiek w nim jest, świadczy o tym
        > że masz depresję.

        mskaiq dawno nie pisal, ale na szczescie jest zastepstwo
      • tristezza Re: powiedzcie coś, cokolwiek o mojej sytuacji... 08.06.08, 09:00
        > Nie dotrwałam do końca twojego postu. Ale cokolwiek w nim jest

        zawsze mnie maksymalnie wk.urwiaja komunikaty forumowych doradzaczy,
        ze post jest za dlugi, a zatem delikwent nie moze liczyc na ich
        cenna i celna ekspertyze. pani Bertrada swoja nonszalancja przebila
        wszystkich. po co ma marnowac energie na czytanie, skoro i bez tego
        potrafi udzielic jedynie slusznej rady?

        coraz mniej mi smakuje poranna kawa podczas lektury fd, coz za
        beznadziejne uzaleznienie:(

        • bertrada Re: powiedzcie coś, cokolwiek o mojej sytuacji... 08.06.08, 17:18
          Mówię, że nie doczytałam do końca a nie, że w ogóle nie przeczytałam. Post już
          na samym początku zawierał informację o tym, że jego autorka cierpi na depresję.
          Reszta to tylko opis tego stanu. Nie jestem kompetentna, żeby komuś udzielać
          życiowych rad w stylu jak żyć, żeby być lubianym, więc ich nie udzieliłam i
          zaraz na początku się do tego przyznałam. Ciekawa jestem ile osób wypowiedziało
          się na temat tego postu ani go nie czytając ani tym bardziej analizując. ;P
          • tristezza Re: powiedzcie coś, cokolwiek o mojej sytuacji... 08.06.08, 18:36
            autorka cierpi przede wszystkim na smutek i brak przyjaciol, a
            depresje to autodiagnozuje sobie teraz kazdy, komu nie jest zbyt
            wesolo. moze ma depresje, a moze nie ma, trudno powiedziec. jesli
            nawet ma, to pewnie by z nia sobie jakos silami natury poradzila, ze
            studiami sobie jakos radzi. sugerowanie komus takiemu zasadnosci
            rozpoczecia kariery psychiatrycznej jest wlasnie rada z cyklu jak
            zyc
      • lucyna_n Re: powiedzcie coś, cokolwiek o mojej sytuacji... 09.06.08, 09:36
        jakbym czytala siebie sprzed kilku lat
        masakra, kurcze...
    • kontrr Re: powiedzcie coś, cokolwiek o mojej sytuacji... 08.06.08, 00:14
      Przepraszam za prozaiczne pytanie: czy proponujesz poznanym ludziom,
      którzy cię jakoś zaintersują, spotkanie, wypad na piwo, spacer, kino
      etc. czy też czekasz aż ktos cię zaprosi?
      • nienill Re: powiedzcie coś, cokolwiek o mojej sytuacji... 08.06.08, 00:30
        kontrr napisała:

        > Przepraszam za prozaiczne pytanie: czy proponujesz poznanym
        ludziom,
        > którzy cię jakoś zaintersują, spotkanie, wypad na piwo, spacer,
        kino
        > etc. czy też czekasz aż ktos cię zaprosi?
        hihi
        ładnie to tak od razu po kostkach kopac?
    • krew_i_mleko_i_honor Re: powiedzcie coś, cokolwiek o mojej sytuacji... 08.06.08, 00:38
      Warto wybrać się do psychiatry. Prawdopodobne są dwa scenariusze.
      Albo przepisze Ci tabletki. Większość ludzi stawiają one na nogi, a
      to jest w tej chwili najważniejsze.
      Albo skieruje na psychoterapię. Pochodzisz z rozbitej rodziny, nie
      każde dziecko łatwo się z tym godzi i stąd przeróżne "nerwice".

      Obecnie mam do psychiatrii bardzo dużo rezerwy. Od początku ją
      miałam, choć moje studia - teoretycznie - predysponowały mnie do
      innej postawy. Nie zmienia to faktu, że bez leków nie dałabym sobie
      rady. Teraz jestem czysta, walczę z "chorobą" innymi sposobami, ale
      na to trzeba mieć siły. Odwagi!
      • demole Re: powiedzcie coś, cokolwiek o mojej sytuacji... 08.06.08, 09:07
        ja myslalem ze ty facet jestes,no ale jak mleko,
        bardzo dowcipny nick,
        nadawałbys się na złodzieja ikon,
        słyszałem że redaktorzy gazety też maczają palce w tej aferze z kradzierzą ikon,
        trudno się dziwić,...taka kasa,
        ciekawe ile ikon jest ukrytych w biurach redakcji
        • demole Re: powiedzcie coś, cokolwiek o mojej sytuacji... 08.06.08, 09:14
          nie wiesz ile nadajników trzeba rozrzucić po osiedlu zeby wyśledzic taką szjkę i
          mieć ciekawe materiały ?

          a może wystarczy spacerować i jarać szlugi,
          czy jarać szlugi słuchając ptaków ??
          • demole Re: powiedzcie coś, cokolwiek o mojej sytuacji... 08.06.08, 09:14
            www.nokaut.pl/oferta/obraz-ikona-swiety-mikolaj.html
    • mskaiq Re: powiedzcie coś, cokolwiek o mojej sytuacji... 08.06.08, 09:21
      Napisalas
      >ludzie traktują mnie w większości jak powietrze, w stosunku do
      >innych czuję jakby chcieli mi powiedzieć: "za niskie progi".
      Negatywnie oceniasz stosunek ludzi do Ciebie. To nie pomaga zblizyc
      sie do ludzi.
      Aby byc z ludzmi trzeba akceptowac takimi jacy sa, razem sie bawic,
      cieszyc, nie zastanawiac sie co mysla o Tobie bo to dzieli i
      przeszkadza nawiazywac blizsze stosunki z ludzmi.
      Mam rowniez wrazenie ze chcialabys zamienic kazda znajomosc w
      przyjazn, w bliskie kontakty, miec kogos dla siebie aby z nim
      pobiegac, pojsc na spacer, byc razem kiedy jest sie samotnym.
      Zwykle ludzie maja swoje prywatne zycie, chlopaka, dziewczyne, z
      ktorymi sa blisko i wtedy kazda inna znajomosc nie zamienia sie w
      bliska zazylosc.
      Jest wiele ludzi ktorzy sa samotni, tam znajdziesz kogos bliskiego,
      wystarczy zapisac sie do hospicjum.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • demole Re: powiedzcie coś, cokolwiek o mojej sytuacji... 08.06.08, 09:30
        byłem 14 razy w psychiatryku,i wiem,ze z czegos takiego,
        to mozna miec kase na wiele lat ,tylko trezba dobrze sprzedać,

        no chyba że interpol się z%#@
        /ja tez chce zyc,niestety
        swój do swojego...
    • blackamber Re: powiedzcie coś, cokolwiek o mojej sytuacji... 08.06.08, 12:26
      zajrzyj sobie na poczte
    • monika.b.87 ... 08.06.08, 17:12
      Oczywiście, ze próbuję zapraszać innych, na piwo, do kina, klubu,
      tylko nic z tego nie wychodzi. Dziś jest mecz, bardzo lubię je
      oglądać, ale pierwszy raz nie mam jak, nie mam z kim...Nie mam
      nikogo...nikogo. Najgorsze jest to, że świadomie się pakuję w
      depresję, znam jej przyczynę i tym bardziej mi źle...
      • bertrada Re: ... 08.06.08, 17:21
        Zacznij się leczyć. Jak ci depresja przejdzie i zaczniesz patrzeć na świat
        pozytywnie to i ludzie zaczną cię postrzegać jako kogos z kim warto się zadawać.
        • nienill Re: ... 08.06.08, 17:32
          bertrada napisała:

          > ludzie zaczną cię postrzegać jako kogos z kim warto się zadawać
          buahaha
          lecz sie moniczko, lecz!
          nieleczona jestes g.ówno warta!
          • bertrada Re: ... 08.06.08, 17:37
            Nie chcę ci rozwalać twojego cukierkowego światopoglądu ale życie jest brutalne
            a przyjaciele to nie instytucja charytatywna i nie będą się zadawać z kimś kto
            ma problemy. Zwłaszcza z kimś nowym. Bo sytuacja, kiedy dotychczasowy przyjaciel
            zachoruje czy wpadnie w jakieś tarapaty jest zupełnie inna. A autorka wątku póki
            co nie ma i nigdy nie miała przyjaciół i chce ich zdobyć, co może być trudne
            zważywszy na jej stan zdrowia.
            • nienill Re: ... 08.06.08, 18:21
              bertrada napisała:

              > Nie chcę ci rozwalać twojego cukierkowego światopoglądu
              :DDDDD
              napisz jeszcze cos o mnie..... prosze......
            • paavlo Re: ... 08.06.08, 18:22
              Pewnie trudniej jest znaleźć przyjaciół, będąc przygnębionym i zniechęconym. Ale
              przecież nadal jest to możliwe. Jest wiele ludzi, którzy sami mają podobne
              problemy (samotność) i potrafią to zrozumieć.
              • demole Re: ...ide kupić nowe książki po dziesiątym 08.06.08, 18:46
                moja mama pochodzi czesciowo z czechoslowacji ale nie wiem czy nie ma przodkow w
                holandii jakiejs,
                a nazwisko nie jest demole ,ale z tamtego regionu przywędrował Tales,
                a jak wiadomo Tales był matematykiem,
                dlatego w podstawówce miałem same piątki,

                • demole jedną musiałem skserować -duth painting 08.06.08, 18:50
            • lucyna_n Re: ... 09.06.08, 09:43
              Bertrado, ale naprawdę, czasem trochę przesadzasz z tym podejściem lekowym.
              Ja doceniam leki, bo sama muszę je brać, ale bez przesady, nie zawsze jest to
              dobre wyjście, powiedziałabym nawet że to taka ostateczność, i wtedy i tylko
              wtedy kiedy próby innego pokonania problemu zawiodły, albo objawy są na tyle
              ostre że nie ma wątpliwości że to depresja .
              Ten post napisala mloda dziewczyna, trochę pogubiona w życiu, nie mogąca
              przelamać samotności,nie można tak latwo wkladać ją do szufladki, depresja -
              lecz się prochami. To nie rozwiąże jej problemów. Nie każda depresja musi być od
              razu leczona farmakologicznie.
              • bertrada Re: ... 09.06.08, 10:17
                Ja ją namawiam do pójścia do lekarza, bo tylko on/ona może jednoznacznie
                stwierdzić o co chodzi i jak to leczyć. A w przypadku problemów zdrowotnych
                zawsze lepiej obstawiać najgorszy scenariusz. Bo znacznie lepiej się pomylić w
                tą stronę niż w drugą.
                • micaela Re: ... 09.06.08, 10:36
                  psychiatria to dilerka, bierze coraz wiecej ludzi ktorych by nigdy nie brali,
                  gdyby nie agresywna kampania. jak raz dostaniesz recepte, a z reguly raz
                  dostaniesz bo przychodzi sie w stanie ciezkim, i dorobisz sie kartoteki to
                  lekarz juz ja wypisze zawsze, w jakimkolwiek stanie przyjdziesz. a przyjdziesz
                  bo bedzie wklepane do glowy ze depresja to choroba i wszystki problemy zaleza od
                  leku. zalezysz od leku a wiec jestes uzalezniony.

                  to nie sa zadne problemy zdrowotne, tylko inzynieria kosmetyczna za pomoca
                  siekiery. jak ktos ma depresje to by nie napisal na forum. a tu ciagle pisza
                  obloznie chorzy.
                  • lucyna_n Re: ... 09.06.08, 10:47
                    niestety jest w tym sporo prawdy, ale na szczęście nie zawsze i nie każdy
                    lekarz, ludzie leczą się i odstawiają leki i już dalej żyją normalnie
                    na tym forum trudno w to jednak uwierzyć,
                  • bertrada Re: ... 09.06.08, 10:52
                    Nie każda depresja to ciężka postać depresji, podczas której pacjent nie wstaje
                    z łóżka i gapi się w sufit.

                    A idąc twoim tokiem myślenia, to każda dziedzina medycyny to dilerka. Dawniej
                    nie zażywano leków, ewentualnie pito jakieś ziółka i było dobrze. Może do
                    leczenia powinni być kwalifikowanie tylko i wyłącznie ci, którzy są w stanie
                    agonalnym, bo reszta to hipochondrycy zmanipulowani farmaceutycznym marketingiem?
                    • lucyna_n Re: ... 09.06.08, 10:54
                      poniekąd:)
                    • micaela Re: ... 09.06.08, 11:32
                      bertrada napisała:

                      > Nie każda depresja to ciężka postać depresji, podczas której pacjent nie wstaje
                      > z łóżka i gapi się w sufit.

                      i nie kazda trzeba zacpac, bo zlamie sie regule "po pierwsze nie szkodzic".

                      > A idąc twoim tokiem myślenia, to każda dziedzina medycyny to dilerka.

                      nie kazda jest tak arbitralna i odnosi sie do nastroju. kryteria depresji coraz
                      liberalniejsze, juz wedlug testow sam smutek jest niemalze patologia. dla ciebie
                      to ze nie ma przyjaciol jest patologia wymagajaca lykania, WSZYSTKO CO NIE PO
                      DRODZE CZLOWIEKA TO DEPRESJA.

                      bo reszta to hipochondrycy zmanipulowani farmaceutycznym marketingie
                      > m?

                      jak najbardziej. w krajach skandynnawskich jakos tak robia.
                • lucyna_n Re: ... 09.06.08, 10:54
                  nie wiem czy to są problemy zdrowotne, raczej takie egzystencjalne,
                  związane z nieodnalezieniem swojego miejsca w życiu,brakiem znajomych, czy to
                  należy leczyć tabletkami?
                  mogę się zalożyć że jak pójdzie do psychiatry to dostanie na odczepnego fluo i
                  tyle, psychiatra nei będzie się wglębiał w problem.
                  Mam nadzieję ża autorka wątku pozna pewnego dnia jakiegoś fajnego chłopaka,albo
                  odnajdzie się w jakiejś grupie i będzie szczęśliwa i zapomni o swoich probemach.
                  W życiu zdarzają się także pozytywne zwroty akcji i to w momentach najmniej
                  spodziewanych.
                  • bertrada Re: ... 09.06.08, 11:05
                    A ja uważam, że te wszystkie problemy społeczne czy egzystencjalne są
                    spowodowane depresją albo jakąś inną chorobą. Mózg nieprawidłowo funkcjonuje i
                    dlatego generuje takie a nie inne zachowania i nastroje. Naprawienie go, naprawi
                    zdolność do nawiązywania kontaktów międzyludzkich.

                    Zdaję sobie sprawę, że są i tacy, którzy twierdzą, że jest odwrotnie. Niestety
                    mnie te teorie nie przekonują. To jest takie rozszerzone mówienie weź się w
                    garść to wszystko będzie OK.
                    • micaela Re: ... 09.06.08, 11:44
                      rasistka
                    • lucyna_n Re: ... 09.06.08, 13:28
                      a ty wierzysz że te wszystkie SSRaIe to Ci mózg naprawią????
                      to jak naprawianie zegarka za pomocą młotka
                      Twoja wiara w moc lekow antydepresyjnych jest naiwna
                      • bertrada Re: ... 09.06.08, 13:47
                        A kto mówił o SSRI? To nie jest panaceum na wszystko. Nie wszystko jest
                        spowodowane niedoborem serotoniny.
                        • lucyna_n Re: ... 09.06.08, 13:59
                          chcesz dziewczynie zapodać mianserynę na brak przyjaciół, a może anafranilem ją??
                          • bertrada Re: ... 09.06.08, 14:02
                            A czy ja lekarz jestem? Niech się jakiś specjalista wypowie na ten temat. Nie
                            zaszkodzi jej wizyta u psychiatry.
                            • lucyna_n betonowa lady 09.06.08, 14:10
                              własnie o to chodzi, że być może zaszkodzi,
                              Repertuar antydepreyjnych lekow jest nadal ubogi i marne jest to leczenie,
                              wiekszość pacjentow odczuwa nieprzyjemne skutki uboczne, to nie jest coś co
                              można lekką ręką dawać każdemu, na każdy problem
                              jak nie SSRI, to starszej generacji doxepin, mianseryna, anafranil, do tego
                              jeszcze może coaxil i efektin, ot i cały repertuar. Nędza, przeznaczone dla tych
                              co nie mogą ręką ruszyć, a nie dla tych co przyjaciół szukają.
                              • bertrada Re: betonowa lady 09.06.08, 14:23
                                Jak nie farmakoterapia to co? Bo psychoterapia według mnie, i nie tylko według
                                mnie, też nie pomoże. (I nie ma sensu wszczynać kolejnej dyskusji na ten temat).
                                Można czekać aż samo przejdzie.
                                • micaela Re: betonowa lady 09.06.08, 14:31
                                  moze pomoc
            • lucyna_n Re: ... 09.06.08, 09:56
              Nienill i cukierkowy świtaopogląd?????
              skąd taki wniosek????????
    • laurpi Re: powiedzcie coś, cokolwiek o mojej sytuacji... 09.06.08, 11:12
      myślę, że lepiej niż do psychiatry pójść do psychologa.
      Ja się z takim brakiem przyjacioł, grupy borykałam od połowy
      podstawówki, aż przestało mi na wszystkim zależeć, nie dokończyłam
      studiów, a w ogóle z trudem skończyłąm liceum. Nie wiem, dlaczego
      tak jest, ze jednym z tym idzie dobrze, a drugim nie. Teraz mi tak
      na tym nie zależy jak wtedy, ale też jest z tym dobrze.
      słyszałam od psychologa, że ludzie lubią, jak się ich gdzieś
      wyciąga, wiec moze próbuj dalej...
      chyba nie ummiem Ci poradzić
    • aurelia_aurita Re: powiedzcie coś, cokolwiek o mojej sytuacji... 09.06.08, 12:07
      a mnie zastanawia jedno - czemu MUSISZ robić wszystko Z KIMś? jak chcesz oglądać
      mecz to oglądaj- sama! (ew. potrzebę wymiany wrażeń możesz zrealizować na forach
      dyskusyjnych). jak chcesz uprawiać sport - to zapisz się na jakieś zajęcia
      sportowe. a znajomi (a później - być może także przyjaciele) znajdą się sami.
      sport bardzo jednoczy ludzi i zacieśnia kontakty, wzmaga emocje. wiem z
      autopsji. (aż zatęskniłam za swoim karate...)
      przez jakiś czas miałam problemy podobne do Twoich, ale w końcu przyjaciele się
      znaleźli... sami. życie lubi sprawiać niespodzianki.
      a co do depresji - nie wiem, czy ją masz, czy nie. myślę, że sama najlepiej
      wiesz, czy warto odwiedzić psychiatrę, czy na razie to sobie odpuścić. w każdym
      razie nie daj sobie wmówić, że każdy problem w relacjach międzyludzkich musi
      wynikać z choroby - w końcu nie jesteśmy jakimiś monadami, niewzruszonymi
      bytami, na które nie oddziałuje nic z zewnątrz - tak jakby chcieli niektórzy...
      przeciwnie - życie to ciągła wzajemna wielokierunkowa wymiana myśli, emocji i
      czego tam jeszcze.
      innymi słowy: prochy - tak - ale tylko jeśli nastrój jest patologicznie obniżony
      (a poznać to można np. po tym, że zmieniają się rytmy snu i czuwania, zmienia
      się apetyt, zmniejsza się zdolność do radzenia sobie z życiem codziennym). ale w
      innych sytuacjach prochy nic nie dadzą. bo nie zmienią życia.
      • lucyna_n Re: powiedzcie coś, cokolwiek o mojej sytuacji... 09.06.08, 13:35
        troszkę pamiętam siebie z takich mlodych czasów i wtedy też niecierpialam robić
        sama doslownie niczego. Nie wyobrażalam sobie pójść sama do kina czy na koncert,
        u mnie to byl brak pewności siebie, czyjaś osoba obok dodawala mi ducha, jak
        bylam sama czułam się jakbym była naga.
        Teraz w chwilach dobrego samopoczucia fizycznego nawet lubię sama coś zrobić,
        gdzieś pójść, bo czuję się wolna, nieskrępowana koniecznością brania pod uwagę
        drugiej osoby. Jednakowoż to mi przyszlo z wiekiem, no i nie jestem sama cały
        czas, tego bym po prostu nie wytrzymała.
        Mogę być sama caly dzień, ale ze świadomością że jest ten ważny ktoś. Sama nie
        samotna.
        Moim zdaniem samotność trzeba probować przełamywać, robić te pierwsze gesty w
        czyjąś stronę, ryzykując nie zawsze sympatyczne reakcje, bo tylko tak można
        wyjść do ludzi, chociaż to się łatwiej mówi niż robi.
      • evee1 Re: powiedzcie coś, cokolwiek o mojej sytuacji... 11.06.08, 04:10
        > a mnie zastanawia jedno - czemu MUSISZ robić wszystko Z KIMś?
        Bo w towarzystwie jest znacznie fajniej i przyjemniej. Proste. Mozna
        potem pogadac o wrazeniach, razem sie posmiac i w ogole miec
        wrazenie, ze ktos Cie jeszcze slucha i komus na Tobie zalezy.

        Autorko watku, jak Ci smutno, to wcale nie znaczy, ze juz masz
        depresje. Jestes na studiach, poszukaj na swoim wydziale (ale
        niekoniecznie na swoim, mozesz nawet na innej uczelni) klubu
        turystycznego. Oni maja rozne obozy w czasie wakacji, a w czasie
        roku akademickiego organizuja rozne wypady, zlazy i inne wycieczki.
        Za moich czasow czlowiek sie po prostu tam pojawial i jakos to szlo.
        W kazdym razie poznawalo sie duzo nowych ludzi i z niektorymi
        zawieralo sie fajne przyjaznie.
    • funstein Re: powiedzcie coś, cokolwiek o mojej sytuacji... 11.06.08, 08:48
      Ty masz problem z matka. Ona gwalci Twoje poczucie wlasnej wartosci.
      Pamietasz jakie w "Seksmisji" bylo haslo do wyjscia na wolnosc, zobaczenia
      morza, lasu, bociana i poznania prawdziwych ludzi?

      Kapsula zjechala jak Stuhr powiedzial: "ku.. mac".
      I to jest prawdziwe haslo do wolnosci. Odgryz pepowine, uwolnij sie
      od emocjonalnego pasozyta i zyj pelnia zycia.
    • ego82 Re: powiedzcie coś, cokolwiek o mojej sytuacji... 15.06.08, 17:34

      Monika wg mnie powinnas isc na terapie. I to tyle w temacie. Reszty
      diagnoz bym na Twoim miejscu nie sluchala. Wiekszosc krzywd ktore
      doznajemy w zyciu doroslym bierze sie z jakis doswiadczen
      dziedzinstwa, nieuswiadomionych lub tłumionych emocji. Jedyne co
      moge stwierdzic po Twoim poscie to to ze bardzo chcesz gdzies
      przynalezec (do jakiejs grupy, przyjaciol, itp.?), moze to wiaze sie
      z rozbita rodzina? Ciezko stwierdzic, ale psycholog powinien pomoc
      Ci dostrzec Twoj problem. Jesli sama czujesz ze masz problem to jest
      to najbardziej wiarygodne. POzdrawiam i zycze powodzenia.
    • zbieram_szkielka Re: powiedzcie coś, cokolwiek o mojej sytuacji... 19.06.08, 17:42
      polecam akademik - po pierwszym tygodniu pazdziernika w warszawskich
      akademikach zawsze okazywalo sie, ze jest miejsce dla tych, ktorym z
      roznych powodow (takze finansowych) go nie przydzielono.
      W akademiku masz wieksze szanse na przyjazn, nieomal jestes na nią
      skazana;)
      co do mieszkania z kims na tzw. stancji, to ja akurat na I roku
      mialam szczescie, bo z ogloszenia trafilam na dziewczyne, z ktorą
      bardzo sie zaprzyjaznilam, ale w pozniejszych latach nie bylo juz
      tak rozowo (a z nią, niestety,nasze drogi sie rozeszly...). Ty, jak
      widac, nie mialas az takiego "fuksa". Jesli nie zdecydujesz sie na
      akademik/nie uda Ci sie zdobyc w nim miejsca, to postaraj sie moze
      dopomoc szczesciu i szukaj wspollokatorki, ktora nie ma
      chlopaka/albo ktorej chlopak mieszka w innym mieście.
      Ech, chaotycznie piszę, ale mam nadzieję, że w miarę zrozumiale ;)
      powodzenia! tyle Ci powiem, że jeśli ktos potrafi być przyjacielem,
      to na pewno w koncu przyjaciol znajdzie... w akademiku, na uczelni,
      w pociągu, przez internet... Bedzie dobrze, nie badz smutna!
    • lukkasszzz Re: powiedzcie coś, cokolwiek o mojej sytuacji... 22.06.08, 10:03
      to bardzo smutne co napisałaś, ja w sumie mam tak jak Ty - czuję się też osobą samotną. Też nie wiem z czego to tak do końca wynika. Nie jestem osobą brzydką, zawsze jestem miły dla innych, uśmiecham się do innych, ale to nie wiele zmienia. Teraz strasznie mnie dopadło to przygnębienie. Czasem sobie myślę, że to nie moja wina, że tak jest, że mam jakiś gen, który odpycha ludzi odemnie, który skazuje mnie na osamotnienie nieważne co zrobię, nie ważne jak bardzo będę się starać.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka