julianna2
09.11.04, 13:07
Przez całe życie wszystko, co zrobiłam było źle - za krzywo chodzisz, włosy
ci nie błyszczą, nauczycielka się skarżyła - twoja wina. Mój mąż za mało jej
nadskakuje i ma do niego złość, moje dzieci są pyskate, mój płaszcz jest za
krótki, po co wam 80-cio metrowe mieszkanie itp. Już nie mogę za co ona się
tak mści? Za to że musiała wyjść za mojego ojca bo byłam "w drodze"?
Najgorsze że nie umiem uwolnić się spod jej wpływu. Przykład? Dowiaduję się
że będę miała drugie dziecko - boże co matka powie. Kupuję zasłony - czy jej
się spodobają? Całe moje życie to walka o to by zaakceptowała mnie i wszystko
co MOJE. Ranię moich bliskich, męża i dzieci - jedyne istoty które naprawde
mnie kochają, bo robię wszystko by się jej przypodobać. Jestem nieszczęśliwa
od tygodnia, bo ona się na mnie obraziła za to,że ośmieliłam się skrytykować
jej ciuch. Dziś idiotka zadzwoniłam, ona nie chce rozmawiać - ja mam dół i
wrzeszczę na dzieciaki. Jestem chora? Stara głupia baba, kompletne zero po
trzydziestce. Wrak.
Moja siostra umiała się wyzwolić, ale ona zawsze była pupilką rodziców i nie
musiała walczyć o ich miłość i miała wszystko. Zazdrocha mnie zżera,
przyznaję bez bicia.
Napiszcie coś miłego i pomocnego...