Dodaj do ulubionych

Moja Matka mnie niszczy

09.11.04, 13:07
Przez całe życie wszystko, co zrobiłam było źle - za krzywo chodzisz, włosy
ci nie błyszczą, nauczycielka się skarżyła - twoja wina. Mój mąż za mało jej
nadskakuje i ma do niego złość, moje dzieci są pyskate, mój płaszcz jest za
krótki, po co wam 80-cio metrowe mieszkanie itp. Już nie mogę za co ona się
tak mści? Za to że musiała wyjść za mojego ojca bo byłam "w drodze"?
Najgorsze że nie umiem uwolnić się spod jej wpływu. Przykład? Dowiaduję się
że będę miała drugie dziecko - boże co matka powie. Kupuję zasłony - czy jej
się spodobają? Całe moje życie to walka o to by zaakceptowała mnie i wszystko
co MOJE. Ranię moich bliskich, męża i dzieci - jedyne istoty które naprawde
mnie kochają, bo robię wszystko by się jej przypodobać. Jestem nieszczęśliwa
od tygodnia, bo ona się na mnie obraziła za to,że ośmieliłam się skrytykować
jej ciuch. Dziś idiotka zadzwoniłam, ona nie chce rozmawiać - ja mam dół i
wrzeszczę na dzieciaki. Jestem chora? Stara głupia baba, kompletne zero po
trzydziestce. Wrak.
Moja siostra umiała się wyzwolić, ale ona zawsze była pupilką rodziców i nie
musiała walczyć o ich miłość i miała wszystko. Zazdrocha mnie zżera,
przyznaję bez bicia.
Napiszcie coś miłego i pomocnego...
Obserwuj wątek
      • Gość: Renia Re: Moja Matka mnie niszczy IP: 194.146.248.* 10.11.04, 22:21
        Myślę, że problem jest poważny i wcale nieodosobniony, a przyczyna tkwi w
        schematach jakimi się nas wszystkich odwiecznie karmi, że matka to świętość,
        że "jedynie serce matki miłością zawsze tchnie"(z piosenki Fogga, do znudzenia
        kultywowanej w radiowych koncertach życzeń), że matki na starość spotykają się
        z niewdzięcznością córek (oczywiście nie synów a tylko córek!)i nie ma kto
        biednym podać szklanki herbaty a one biedne, schorowane na próżno wypatrują
        przez okno kochanego dziecka;że tak się poświęcają całe życie a spotykają się z
        niewdzięcznością, że starym matkom trzeba pomagać i opiekować się nimi czule,
        nie zważając na ich kaprysy, dąsy, humory (na które mogą sobie pozwolić, bo
        właśnie tak nasza kultura tu kształtuje), że gdy rodzi się córka to składa się
        życzenia a jak syn to gratulacje, że syn nie jest zobowiązany do żadnej pomocy
        matce (np przynieść węgiel z piwnicy, bo by się zmęczył) itd. Tylko jak się ma
        do mitu o najlepszym sercu matki rzeczywistość z tysiącami dzieci oddawanych do
        domu dziecka z przyczyn niewłaściwej opieki nad dzieckiem. A maltretowanie. Ale
        nie sięgając do marginesu, nagłaśniejmy problem i walczmy ze schematami. Niech
        matki nie czują się tak swobodne w dokuczniu swoim córkom, co uważają za
        spełnianie obowiązku ich wychowywania, choć te córy bywają dawno dorosłe. A
        jeśli ktoś mówi, że należy rozmawiać i tak rozwiązywać problem, to widać nigdy
        nie widział zacietrzewionej damy, która zaczyna się drzeć w niebogłosy ledwo
        jej "nieposłuszna" córa zdąży otworzyć usta. Zanim cokolwiek, jak najostrożniej
        wyszepcze. No i co zostawić starą matkę na pastwę losu, bez opieki? I tu tkwi
        konflikt pomiędzy pragnieniem bycia dobrą dla tej, którą się przecież mimo
        wszystko kocha, ( a także lęk przed zasłużeniem na epitet:"wyrodna córa") a
        wymogami psychoterapii, by dorosnąć, odciąć pępowinę, stanąć na równej z matką
        płaszczyźnie dorosłości...itd... Bo mama zostawiona przez córkę staje się zaraz
        chora, biedna, stara, nieszczęśliwa - prawdziwa bohaterka licznych ckliwych,
        moralizatorskich, opowiadań. Wszyscy jej współczują a wyrzekają na niewdzięczną
        latorośl. Leczenie u psychologa tu nic nie pomoże. Tylko powszechna zmiana
        stereotypów.
        • habitus Re: Moja Matka mnie niszczy 10.11.04, 22:42
          Terapia jest jedynym sposobem na wyjście z takiej zależności. potrzebne jest
          spojrzenie spoza układu matka-córka. Psycholog nie knuje z córką przeciwko
          matce. Obie cierpią i chcą ładu w swoim życiu. Walka ze stereotypami? Ile to
          czasu zajmie??? Starczy życia matkom i córkom, żeby doczekać zmian? Tę walkę
          trzeba zacząć od rozwiązania pojedyńczych przypadków. Wielu osobom już się
          udało. Juliannie i innym ubezwłasnowolnionym psychicznie kobietom TEŻ SIĘ UDA.
          • Gość: UZALEZNIENIE-- Re: Moja Matka mnie niszczy IP: *.cs.bialystok.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 10.11.04, 23:04
            Mam podobny problem, nie jest tak łatwo nauczyć się nowych zachowań w życiu,
            nowego reagowania na pewne kwestie- gdy ja jestem zdecydowana się zmienić...i
            rozlużnić więzy
            - to wtedy okazuje się że moja mama jest słodka jak anioł, wtedy nic nie
            krytykuje, wszystko toleruje, wszystko rozumie, przez dluższy czas aż zaczynam
            zapominać że potrafi być też inna w stosunku do mnie - bardzo ordynarna,
            przykra, krytykująca,jak jest taka słodka puszczają w końcu tamy, a niestety
            jest tak że jest osobą życiowo o wiele bardziej zaradną, wiele osob ją poprostu
            ceni za życiowe doświadczenie i z niego korzysta , z jej rad , ale mnie to
            doprowadziło jako córke do zgóby - zaczynam ufać i znowu puszczają tamy....znów
            popadam
            w schemat
            uzależnienia od matki - gdzie moge się zgłosić , kto mi pomóc to przełamać..
            mama mnie obrzuca klątwami, obelgami - gdy jest jej w życiu żle, starasznie mi
            z tym.
            • Gość: beans do julianny2 i uzaleznienia IP: *.adsl.wanadoo.nl 11.11.04, 13:09
              Swietnie ujete i dokladnie oddaje pewien typ zachowania matek. Mialam tak przez
              cale zycie i jako dziecko kompletnie nie zdawalam sobie z tego sprawy a
              tymbardziej dlugie lata nie umialam sie przed tym bronic. Uwielbialam moja
              matke wiec naprawde bolesnie przezylam uswiadomienie sobie, ze ta osoba mnie
              rani. Przyplacilam to kilkoma decyzjami, ktore zostaly podjete przezemnie pod
              presja (nawet za bardzo sobie wtedy tego nie uswiadamialam) i ciezka depresja z
              ktorej sie lecze teraz. Powiem ci wiec z doswiadczenia, ze JEDYNA DROGA to to
              ZATRZYMAC!!! Nic innego tu nie pomoze i bedzie przykre, przyznaje. Musisz byc
              konsekwentna i nauczyc sie odpowiadac na kazde toksyczne zdanie konkretnie,
              prosto ale dobitnie i za kazdym razem, tak zeby osiagnac to co ty chcesz we
              wlasnym zyciu - jestes dorosla i naprawde nie musisz sie tlumaczyc ze swoich
              decyzji, nie potrzebujesz tez aprobaty twojej mamy jezeli ci jej nie chce dac.
              Trzeba to sobie uswiadomic samemu przed soba. To naprawde wazne i dziala -
              sprubuj tez wziasc, jesli mozesz, jakas terapie, porozmawiac z psychologiem,
              poczytac cos na ten temat jak sie bronic i ratowac przed czyms takim bardziej
              konkretnie, bo inaczej jest to okropnie destrukcyjne. Przenosi sie pozniej na
              cala rodzine i czesto w przypadkach jakis nieszczesc rodzinnych przybiera
              tragiczne wymiary. U mnie tak bylo wlasnie. Mama po ciezkim wypadku ojca,
              stosowala naprawde wszelkiego rodzaju sposoby, nie przebierajac w tym co mowi,
              zeby osiagnac pewne cele. Z wlasnego doswiadczenia - zatrzymaj to im szybciej
              tym lepiej!!! Zacznij od tego, ze przestan sie przejmowac humorami mamy, jest
              obrazona to jest obrazona, nie podoba jej sie co robisz nie ona bedzie tego
              ponosila konsekwencje, zacznie narzekac, ze zle skonczysz - jej przy tym i tak
              nie bedzie... itd, itd wiem bolesne ale warto, na dluzsza mete przyniesie ci
              ulge. powodzenia xxxxx
            • Gość: UZALEŻNIONA Re: Moja Matka mnie niszczy IP: *.cs.bialystok.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 11.11.04, 14:18
              oj...dodam że wiele mnie nauczyła w życiu też, nie jest potworem tylko, tylko
              jest jakiś zgrzyt w tej relacji, i z mojej strony bo jako dorosła nie umiem się
              wyzwolić, i z mamy bo jakoś nauczyła mnie tego braku zaufania do siebie samej,
              podkreślając że decyzje które ja podejme zawsze będą dla mnie nie dobre...teraz
              stara się to zmienić i ja się staram
              ....mam uczucia dla rodzica, oczywiście że mam, i ona nie jest potworem, nigdy
              tak nie myślałam...
              poprostu nie umiemy się porozumieć, najlepiej ...przeciąć pępowine
        • Gość: marzenka Re: Moja Matka mnie niszczy IP: *.aster.pl 11.11.04, 13:31
          Absulotnie zgadzam się z Tobą. JA jestem taką wyrodną córką - na dodatek z
          kompleksem najstarszej siostry. Moja matka także próbowała (i próbuje)
          zniszczyć mi życie pod przykrywką "Ja chcę dla Ciebie dobrze, dziecko".
          Wprawdzie jestem na etapie intelektualnego wyzwolenia, to moją pychę w tej
          kwestii niweluje istniejąca zależność psychologiczna. Moje obecne stosunki z
          matką mogę okrślić jako "stan wojny otwartej". Jej prowadzenie jest
          wyczerpujące także dla tego, że nie mam równego sobie przeciwnika - dzieli nas
          zbyt olbrzymia różnica intelektualna, w każdym tego zwrotu zanczeniu.

          Wypowiedziałam powyższą wojnę gdzieś około 13-ego roku życia. I wcale nie dla
          tego, że kazano mi wracać wcześniej do domu albo inne takie dyrdymały.
          Moi rodzice są pierwszym pokoleniem, które opuściło wieś dla miasta. Podobno
          pobrali się z miłości. Mój ojciec był półsierotą. Myślicie, że chcieli stworzyć
          kochający się dom? Mylicie się - zawsze żyli a propos innych, a w szczególności
          a propos swoich rodzin. Mogli wykorzystać ułatiwnie od losu - ich rodziny były
          wielodzietne (4-5 dzieci w każdej gałęzi) - i niezbyt zamożne. Mogli zerwać z
          kultem podziału majątku, dowartościować się - pomimo braku "ojcowizny" etc. Ale
          nie zrobili nic.

          Całe dzieciństwo spędziłam w oparach alkocholizmu ojca i w kręgu dojmującej
          bezradności matki. Bezradności bardzo wygodnej i zaborczej. Ta "biedna" kobieta
          nie broniła się, gdy mąż ją katował, odstawiała co wieczór takie same scenki
          prowadzące do takich samych rękoczynów, wciągała we wszysto bez skrupułow nas -
          dzieci. W zasadzie domagała się z naszej strony interwencji w każdej sprawie.
          Była przecież taka ofiarna - że niby dla nas dach nad głową i miskę zupy. Tkwił
          za tym czysty egoizm - ten dach i zupa były dla niej - nam tak nie zależało.
          Bez skrupułów odebrała mi dzieciństwo - to ja musiałam odciągać katującego ją
          ojca, odwracać uwagę, zaczepiać - przekierowywać agresję na nas. To ja
          dzwoniłam na policję. To ja wyciągałam ten domowy teatr na dwór - aby zmusić
          obłudnych sąsiadów do udziału w nim. To ja musiałam pokazać siłę - oddawać
          ciosy, wypychać razem z szybą przez drzwi etc. To ja słyszałam całymi latami,
          że w tym domu nie ma dla mnie miejsca.

          Nie była mi za to wdzięczna. Broniła sytuacji, broniła ojca, broniła status quo.

          Ja tymczasem byłam ładną dziewczynką. Wyrosłam na intelektualistkę. W szkole -
          poza okresami depresji - zawsze miałam dobre oceny. Ale nigdy nie byłam
          wystarczająco bodra - zawsze ktoś w klasie miał wyższą średnią, chodził
          częściej do kościoła, był milszy dla znajomych. Wyobrażacie sobie?! Ta kobieta
          miała czelność ciągle mi coś zarzucać. Np. że leżę w łóżku i czytam - a nie
          szukam sobie chłopaka. Albo, że czytam książki, które nie są lekturą. Mówiła w
          chilach uniesień - jesteś taka zdolna, tylko powinnaś się przyłożyć...
          Przyłożyć??? Do czego???? Do czego może przyłożyć się psychiczny wrak??? To
          była moja ostatnia deska ratunku - zamiast wódy i narkotyków (nigdy nie były
          moim problemem) - sen. Potrafiłam przesypiać całe tygodnie, gdy wewnętrzne
          napięcia były zbyt duże. Przyłożyć się... Dzisiaj, z perspektywy trzydziestego
          siódmego roku życia nie umiem ocenić, czy miałam dużo szczęścia, czy byłam taka
          silna.

          Ta "biedna" kobieta ma za to wiele do powiedzenia w każdej sprawie. Jest
          mistrzynią w wywyływaniu lęków. Każda sytuacja, każde wydarzenie niesie ze sobą
          zagrożenie. Nie sypia po nocach, bo:
          - wybrałam kafelki w zbyt ciemnym niebieskim kolorze,
          - mieszkanie, które kupiłam jest ruiną,
          - mieszkanie, które kupiłam, jest warte fortunę i mnie zrujnuje,
          - facet, którego kocham nie chce się ze mną ożenić,
          - mogłabym schudnąć - kobiecie tak nie wypada (rozumiecie - zawsze miała
          dwudziestokilogramową nadwagę),
          - moje rodzeństwo albo zarabia zbyt mało, albo jest bez pracy (ona chce, żebym
          się zajęła ich utrzymywaniem),
          - ona ch..e na róże tajemnicze schorzenia - śmiertalnie (badania nigdy nie
          wykazjuą niczego konkretnego),
          - jak nie wyrobię sobie nowego prawa jazdy to umrę,
          - ona nie mogła spać - nie powinnam jechać do Barcelony - to nie ładnie,
          - powinnam bardziej usługiwać facetowi, jak chcę go doprowadzić przed ołtarz...
          Brzmi to nawet zabawnie, gdy nie dostaje się gęsiej skórki od nieprzekładalnego
          mixu strachu, histerii, emocjii (tylko negatywnych).

          Odebrała i (wraz z ojcem) - ufność wobec ludzi - nie umiem się otwierać,
          nabawiła mnie skłonności do depresjii doprawionej wybuchową mieszanką agresjii
          i lęków, wyposażyła mnie w niskie poczucie własnej wartości - ale to podobno
          można wyleczyć.

          Wiecie czego jednak nidy jej nie wybaczę?

          Odebrała mi przyszłość. (Nie umiem żyć dla przyszłości. Plany są dla mnie
          abstrakcją.)

          Odebrała mi wiarę.

          Marzenka

          • Gość: xxxxxx Re: Moja Matka mnie niszczy IP: *.cs.bialystok.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 11.11.04, 14:13
            ale wiesz marzena, jak rozmawiasz z mamą na fali tych emocji - to podejżewam
            też że nigdy się nie dogadacie ....bo z rodzicami tak jest - że mają swoje
            racje , a my swoje , i trzeba jakoś mniej wczówać się w ich potrzeby, to
            wystarczy i nie oczekiwać od rodziców że się zmienią, bo niestety nie zmienią
            się.
            Z drugiej strony rozumiem twój gniew i żal, matka chroniła ojca może robiła to
            z miłości, ale dlaczego nie pomyślała że dziecko na tym ucierpi, nie wiem,
            przykro mi - postaraj się jednak zapomnieć o przeszłości, i nie mieć już wobec
            swojej matki zbyt wiele oczekiwań - ja staram się tak właśnie robić i to
            pomaga.
          • Gość: Wyrodnacorka Re: Moja Matka mnie niszczy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.04, 14:23
            Ja w domu mam ten sam problem, i to nawet w poniedziałek po tym jak doszło do
            naszej mamy ze chcemy sie z siostra wyprowadzic z domy zrobiła najpierw jej
            taka awanture a ja niestety razem z nia to przezywałam, a potem mnie sie pyta
            dla czego ja jej tak nie nawidze i unikam. Ze wogole to powinnysmy jej glowe
            uciąc bo chyba nam przeszkadza. Rozumiecie taki tekst ni z tego ni z owego.
            Mimo ze ciągle staramy nie wchodzic jej w droge kontrolowac to co mowimy zeby
            nie wywolac kolejnej awantury. Ale to na nic bo wystarczy ze chce jej w czyms
            pomoc to konczy sie to wszystko wielkim placzem i wyzywaniem mnie czy siostry
            od nierobow leni czy nieudacznikow. Poprostu same pochwały.

            A potem ide do pracy czy spotykam sie ze znajomymi i nie mam ochoty sie odezwac
            bo mi to wszystko sie przypomina i tylko potrafie byc agresywna i nie przyjemna.
          • Gość: grażka Re: Moja Matka mnie niszczy IP: *.crowley.pl 11.11.04, 15:47
            Wiesz ja byłam jedynaczką(o zgrozo) więc wszystko było na mnie. Chora miłość
            mojej Matki lub Jej egoizm sprawił, że ciągle mam jakieś wyrzuty sumienia.Matka
            chora- moja wina bo musiała ciężko pracować (wychowywała mnie sama - kilka lat
            (4) miałam ojczyma,alkoholika, który się powiesił), matka samotna - moja wina
            powinna mieszkać ze mną i moją rodziną.Mieszkam z mężem i córką 200 km od Niej.
            Przyjeżdż do Nas dosyć często, wtedy przez pierwszy tydzień jest OK! a póżniej
            już nie.Wszyscy wszystko robią lepiej ode mnie, wszystkie dzieci dbają o swoich
            starych schorowanych rodziców tylkoja nie, wszystkim się w miarę dobrze żyje,
            ale mi to pewnie nie,( skończyłam studia, prowazimy z mężem mały zakład
            budowlano-remontowy,córka po skończeniu świetnego gimnazjium ze średnią 5,86
            chodzi do b.dobrego liceum) Jedyne pytanie jakie mi zadaje przed przyjazdem,to
            czy ma przyjechać mi pomóc -jak mówię nie,ale może przyjechać w gościnę, to
            stwierdza b.zła ,że jak sobie radzimy to Ona nie ma po co przyjeżdżać.
            Następnie przyjeżdża nie uprzedzając nas często o swojej wizyćie (prosiłam Ją
            kiedyś,żeby zadzwoniła przed wyjazdem)stwierdziła ,że jak można się nie cieszyć
            z wizyty Matki, a mi chodziło oto, że mógł ktos do nas przyjechać i nie byłoby
            gdzie spać(mieszkam nad morzem).Do tej pory nie zrobiłm prawa jazdy , ponieważ
            jak powiedziałam mamie(dawno temu), że pójdę to moja Mama powiedział, że Ona
            nigdy nie wsiadłaby ze mną do samochodu i że cyganka Jej wywróżyła, że zginę
            śmiercią tragiczną w młodym wieku i chciała mnie ostrzec. Piszę chaotycznie,
            ale pisze o tym pierwszy raz w życiu i strasznie sie denerwuję (mam 46
            lat).Męża i córkę mam super, ale moja matka i brak doświadczenia w tym jak żyją
            ludzie w radosnych i normalnych DOMACH (moja mama się nie uśmiecha)utrudnia mi
            stworzenie takiego domu.Staram się , ale moja mama jak przyjeżdża stara się to
            rozwalić - nie wiem czy specjalnie ,mam nadzieję, że nieświadomie.Jeden z
            pomysłów mojej mamy - zabiorę wnuczke do mnie niech tam chodzi do szkoły bo ty
            możesz sobie nie poradzć , a poza tym sobie odpoczniesz (wtedy jeszcze nie
            pracowałam)!Wysyłam to nie czytając bo zaraz bym to skasowała, ale chcę
            powiedzieć, że jeżeli ktoś czegoś takiego nie przeżył to w ogóle nie będzie
            wiedział o co mi chodzi. Acha moja Mama od kilku lat słucha radia maryja i jest
            jeszcze gorsza.Poza tym wszyscy mi mówią, że taka matka to skarb. We wszystkim
            pomoże dobrze mnie wychowała i zawsze mnie chwali do ludzi- mnie nigdy nie
            pochwaliła. Poza tym najważniejsze jest to co ludzie powiedzą reszta się nie
            liczy. Pozdrawiam
              • habitus Re: To jest przemoc!Grażko! 11.11.04, 16:07
                PRZEMOC W RODZINIE CHARAKTERYZUJE SIĘ TYM, ŻE:

                1. JEST INTENCJONALNA
                Przemoc jest zamierzonym działaniem człowieka i ma na celu kontrolowanie i
                podporządkowanie ofiary.
                2. SIŁY SĄ NIERÓWNOMIERNE
                W relacji jedna ze stron ma przewagę nad drugą. Ofiara jest słabsza a
                sprawca silniejszy.
                3. NARUSZA PRAWA I DOBRA OSOBISTE
                Sprawca wykorzystuje przewagę siły narusza podstawowe prawa ofiary (np.
                prawo do nietykalności fizycznej, godności, szacunku itd.).
                4. POWODUJE CIERPIENIE I BÓL
                Sprawca naraża zdrowie i życie ofiary na poważne szkody. Doświadczanie
                bólu i cierpienia sprawia, że ofiara ma mniejszą zdolność do samoobrony.
              • habitus Re: To jest przemoc!Grażko! 11.11.04, 16:09

                Mity o przemocy






                Nie ujawnia się tajemnic rodzinnych
                Prawda czy nieprawda?

                NIEPRAWDA

                Przemoc nie skończy się sama.
                Pierwszym krokiem do jej przerwania
                jest przełamanie izolacji i milczenia


                Nikt nie powinien wtrącać się
                w prywatne sprawy rodziny.
                Prawda czy nieprawda?

                NIEPRAWDA

                Przemoc w rodzinie jest przestępstwem.
                Każdy ma prawo zapobiec przestępstwu.


                Jeśli kobieta jest bita, to znaczy, że na to zasługuje.
                Prawda czy nieprawda?

                NIEPRAWDA

                Nikt nie ma prawa bić i poniżać kogokolwiek
                bez względu na to co zrobił
              • habitus Re: To jest przemoc!Grażko! 11.11.04, 16:10
                Przemoc jest wtedy
                gdy są widoczne ślady pobicia.
                Prawda czy nieprawda?

                NIEPRAWDA

                Nie trzeba mieć siniaków i złamanych kości,
                aby być ofiarą przemocy domowej.
                Poniżanie i obelgi bolą tak samo jak bicie.
              • habitus Re: To jest przemoc!Grażko! 11.11.04, 16:16
                Czy doznajesz przemocy w rodzinie?

                CZY ZDARZA SIĘ, ŻE KTOŚ BLISKI:

                * traktuje Cię w sposób, który Cię rani ?
                * obrzuca Cię obelgami, wyzwiskami ?
                * zmusza Cię do robienia rzeczy, które Cię poniżają ?
                * popycha Cię, policzkuje, uderza, szarpie ?
                * nie pozwala Ci widywać się z przyjaciółmi i rodziną ?
                * grozi, że Cię zabije lub zrani ?
                * niszczy Twoją własność ?
                * mówi ci, że wie, co jest słuszne dla ciebie?
                * ośmiesza lub obraża ludzi, których lubisz i cenisz?
                * stale krytykuje Twoją osobę (poglądy, uczucia, pochodzenie, wykształcenie)?
                * mówi ci, że jesteś głupia, że do niczego się nie nadajesz?
                * nie pozwala ci widywać się i rozmawiać z przyjaciółmi, rodziną?
                * dusił, kopał, obezwładniał, wykręcał ręce?
                xxxxxxxxxxxx
                * groził ci, że cię zabije lub dotkliwie zrani?
                * obwinia cię za swoje agresywne zachowanie, mówi ci, że wszystkiemu ty
                jesteś winna?
                xxxxxxxxxxxx
                * straszył cię, że pobije twoich przyjaciół, jeśli będą próbowali ci pomóc?
                * zabiera ci pieniądze, każe o nie prosić lub po prostu nie chce ich dawać?
                * zachowuje się wobec dzieci w sposób budzący Twój sprzeciw?
                * grozi, że zabierze ci wszystko (dzieci, pieniądze, dom), jeśli nie
                będziesz mu posłuszna?
                * przeprasza cię, rozpieszcza prezentami po tym, jak cię pobił?
                * Czy czujesz się nieswojo, gdy dochodzi do spotkania z twoimi przyjaciółmi
                w obecności tej osoby?
                xxxxxxxxxxxxxxxx

                Jeśli choć na jedno pytanie odpowiedziałaś twierdząco, istnieje duże
                prawdopodobieństwo, że doznajesz przemocy w rodzinie. Zastanów się, czy czujesz
                się bezpieczna w swoim domu. Spróbuj porozmawiać z kimś zaufanym, o tym co się
                dzieje w Twoim związku.


                Wykasowałam zachowania agresywne związane z biciem. Ale i tak w spisie są
                wszystkie opisywane przez Was okoliczności. To przemoc!
            • rumiankowa Re: Moja Matka mnie niszczy 12.11.04, 13:52
              > zawsze mnie chwali do ludzi

              Wiesz, ona pewnie nie tyle "cię chwali", co SIE CHWALI jak to dobrze corke
              wychowala.. przkyre to wiem.
              Przydalyby Wam sie jakies jasne zasady kontaktowania, np trzeba bronic prawa do
              intymnosci we wlasnym domu i nie pozwalac, by ktokolwiek zwalal sie bez
              zapowiedzi - tak sie nie robi (no chyba, ze gospodarze wyraznie zaznaczaja, ze
              to jest w porzadku). Nie daj sie zjesc.
          • Gość: greta Re: Moja Matka mnie niszczy IP: *.wpisz.com / *.internetdsl.tpnet.pl 12.11.04, 00:49
            za swiadoma jesteś aby odpuścić przyszłość, moja też nie spała z powodu
            ciemnych kafelk , dosłownie. Ale teraz jej mówie że jak zaraz nie
            przestanie......... to sobie wyjde, odłoże słuchawke... ,i robie to .Teraz już
            coraz żadziej , bo to jednak podziałalo. I naprawdę uwierz nic się nie stanie ,
            komletnie nic złego ...a Twoja przyszłośc to przecież cała skala nowych
            przeżyć w której nie ma teojej szamoczącej się mamusi
    • scylla Re: Moja Matka mnie niszczy 09.11.04, 13:17
      dlaczego z nią nie porozmawiasz?
      dlaczego pozwalasz się jej wtrącać w Twoje życie?
      po co walczysz o jej akceptacje?
      skoro wiesz że Cie niszczy, dlaczego na to pozwalasz?

      Ty wybierasz, więc skoro Cię niszczy, to Ty tego chcesz, więc
      powinnaś być szcześliwa:)
      • Gość: Darkuss Re: Moja Matka mnie niszczy IP: 194.71.86.* 11.11.04, 05:59
        O to właśnie chodzi, że z tą kobięta nie da sie porozmawiać !!! Osoba, która
        musi mieć zawsze swoje na wierzchu nie przyjmuje słów krytyki. Jeśli by
        porozmawiała ze swoją matką na ww temat, to matka znów by się obraziła i
        wyzwała od "wyrodnych cór" !!! Widzę, że nie bardzo rozumiesz istoty rzeczy.
        Pozdrawiam i proponuje się cieszyć z tego, że nie rozumiesz tej tragedii.
    • Gość: gf to nie matka Cie niszczy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.04, 13:58
      tylko Ty sama. Co Ci tak na niej zalezy? Nie mowie, ze kontakty nalezy zrywac,
      ale po diabla informowac o ciazy? Bedzie widoczna, to sie podzielisz. Teraz to
      jest tylko Wasza sprawa - Twoja, meza, dziecka. Jesli naprawde nie chcesz
      niechetnej reakcji, to nie dziel sie calym zyciem z nia. Nie zmienisz jej, to
      pewne. Wiec jesli Ci przeszkadza zyc, to sie nieco odsun - nie staniesz sie od
      tego wyrodna corka, zapewniam. Zwolnij moze troche miejsca dla innych ludzi -
      nie tylko dla meza i dzieciaka. Potrafisz w ogole nawiazywac bliskie relacje z
      ludzmi, ktorzy nie sa Twoja rodzina?

      Moze ja tez raz i drugi skrytykuj...napewno i wlosy i zaslony ma do kitu ;)
    • paco_lopez Re: Moja Matka mnie niszczy 09.11.04, 14:24
      W stosunku do ludzi, którzy zachowuja sie jak postaci serialowe stosuje jedna
      zasadę:

      Przyglądam im się, czasem nawet ide dalej i robie to, co wiem ze wzbudzi ich
      krytykę, właśnie po to by jeszcze lepiej im sie poprzyglądać.

      Tobie radze też, zebyś z zainteresowaniem poprzygladała sie swojej mamie.
    • Gość: tumoi Re: Moja Matka mnie niszczy IP: *.umwo.opole.pl 09.11.04, 15:16
      Od kiedy przestałam myśleć "co powie mama?" jestem wolnym człowiekiem.
      Zrozumiałam, że dorosły człowiek może żyć bez pełnej akceptacji własnych
      rodziców i teraz mi "lotto" co matka myśli. I co dziwniejsze od kiedy
      przestałam się przejmować jej zdaniem i humorami ona zrobiła się znacznie
      znośniejsza.
    • Gość: ryb A masz odwage? IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 09.11.04, 15:44
      Nie pokazuj ze ci zalezy. A zreszta, rzuc jej taki tekst: wiesz kochana mamusiu,
      martwie sie o ciebie. odkad pamietam, zawsze masz cos do mnie. Myslalam ze to po
      prostu matczyna milosc ale teraz jak sama jestem matka, doszlam do wniosku ze
      potrzebujesz pomocy psychologa. Chcesz, moge z toba pojsc. O, tu jest adres,
      zaplace...
      Wscieknie sie rowno, nie bedzie z Toba dluuugo rozmawiala, wszystkim nagada
      dookola ze wariatke z niej robisz (kto wie, moze ktos sie z Toba zgodzi?), ale
      pomysli...i w przyszlosci moze zacznie traktowac Cie inaczej. Postaw sie.
    • xv123 Twoja matka cię kocha 09.11.04, 16:40
      Twoja matka nie ma nikogo oprócz ciebie i boi się że ciebie utraci bo wyczuwa
      że masz do niej pretensje ale ona nie wie jakie bo człowiek jest ślepy na
      własne wady. Dlatego stale musisz jej mówić co cię rani w jej sposobie
      odnoszenia do ciebie, z czasem nauczy się odnosić się do ciebie łagodniej a
      nie oczekuj natychmiastowej poprawy bo trudno jej się będzie zmienić bo nasze
      wady i słabości wloką się za nami latami, coś w sobie poprawimy ale nie
      wszystko. Spróbuj ją dobrze zrozumieć, jednego bądź pewna obie jesteście ze
      sobą silnie związane emocjonalnie i jest to miłość. Ale czasem kogoś naprawdę
      kochamy ale jesteśmy dokuczliwi całkiem nieświadomie i niechcący.
    • Gość: witch-witch Re: Moja Matka mnie niszczy IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 09.11.04, 17:02
      Z burzliwych relacji jest trudno sie uwolnic, ale z tego co opisujesz to twoja
      matka jest jak takie male dziecko, a ty jestes osoba dorosla, choc pozornie
      wszystko wyglada na odwrot. Zadna normalna dojrzala kobieta i matka nie miesza
      sie w zycie swoich doroslych dzieci.Musisz sama zdecydowac na ile osoba twojej
      matki jest w twoim zyciu wazna. Sa osoby i ludzie, ktorzy wysylaja kartke z
      zyczeniam raz na 10 lat do matki i tez sa ludzmi szczesliwymi.Uwazam ze
      powinnas kontakty z nia dokladnie zaplanowac. Poza tym trzeba miec w sobie duzo
      charakteru aby umiec stawiac sprawe na swoim. Jestes dorosla osoba i ty
      stawiasz granice twojej matce a nie ona tobie.Z tego co piszesz to twoja matka
      jest bardzo niepowazna i wrecz glupia. Zastanow sie czy warto o niej myslec,
      jezeli cos nie funkcjonuje miedzy ludzmi to zawsze to oznacza, ze to nie sa
      ludzie dla nas i nie wazne jest pokrewienstwo.
      • jukona Re: Moja Matka mnie niszczy 09.11.04, 17:21
        nie ma tego czegos miedzy wami,nie ma relacjii matka i corka,nigdy chyba raczej
        nie bedzie,nie warto sie przejmowac,raczej trzeba popatrzec w kierunku meza
        dzieci,bardziej z mama na dystans,sama wiem po sobie,im bardziej jestem daleko
        tym lepiej,czasem lepiej sie przysunac do ludzi ktorzy sa dla nas zyczliwi niz
        do wlasnej matki;)) to takie moje krotkie zdanie na ten temat
    • tamara_t to jest problem który można leczyć! 09.11.04, 22:32
      Obawiam się, że - na moje oko- trochę już po ptakach. Takie matki to wbrew
      pozorom nie jest rzadkość. Ja kończąc średnią szkołę, wyjeżdżając na studia
      postanowiłam ODCIĄĆ się od matki. Poszłam do pracy, przestałam dzwonić.
      Przestałam pytać co sądzi o tym czy tamtym, przestałam dbać o to żeby chwaliła.
      W nosie to miałam. Od tamtej pory nie mam problemów tego typu. Kidy mieszkałam z
      kimś a mama przyjeżdżała na obiad, lub na dłużej i próbowała coś komentować,
      zmieniać po swojemu - wystarczyło że rzuciłam odpowiednie spojrzenie (za
      pierwszym razem zwerbalizowane - "Mamo, ja wiem, że wiele rzeczy robię inaczej
      niż ty, ale jestem dorosła, samodzielna i nie możesz już o mnie decydować. Jeśli
      nie podoba ci się tutaj, albo ooś ci przeszkadza - nie musisz tu być.". To była
      brutalna lekcja, ale teraz nie mam ani sondujących telefonów, ani kontrolnych
      wizyt, żadnego komentowania, zrzędzenia i krytykowania.

      Może nie jest za póxno na taki krok - bo jak znam życie - porozmawiać z mamą na
      ten temat raczej nie dasz rady- podejrzewam że skończyłoby się to dziką awanturą
      i cichymi dniami? Ale może na terapię wstrząsową nie jest jeszcze za późno.
      Jeśli jest - są w szpitalach psychiatrycznych specjalne (dla pracujących i z
      rodzinami) wieczorowe i kilkudniowe dzienne (jeśli chciałabyś się zupełnie
      odseparować) spotkania, sesje, terapie - nie wiem jak nazwać - dla osób
      wychowanych przez dominujące matki. To nie jest problem odosobniony i są ludzie
      którzy potrafią pomóc. I nie ma się czego wstydzić - to nie Ty tu popełniłaś błąd.
      Pamiętaj że jesteś jeszcze młoda i możesz skazać swoje dzieci na ten sam los.
      Zastanów się nad TYM poważnie - jakie chcesz mieć w przyszłości relacje ze
      swoimi dziećmi. Może te przemyslenia pomogą Ci podjąć decyzję..
      • agmfan Re: to jest problem który można leczyć! 10.11.04, 17:42
        w tym tygodniu zaczelam psychoterapie.i chociaz caly czas sie jeszcze przed nia
        bronie, jestem szczesliwa,ze znalazlam pomoc i zrozumienie.a jeden z mioich
        problemow to matka ,ktora zawsze mnie krytykuje i czuje sie przez nia
        niekochana.mogla bys sprobowac.to naprawde ci pomoze.sproboj ze wzgledu na
        dzieci ,ktorychkrzywdzisz.
        • oldbay Re: to jest problem który można leczyć! 10.11.04, 18:45
          agmfan napisz prosze (maila jak możesz) czy ta psychoterapia coś daje.. Ja mam
          podobny problem. Jestem na skraju kompletnego załamania, już sobie z tym nie
          radzę i nie wiem, co dalej robić, jak z tym żyć... Zastanawiam się nad pójściem
          do psychologa czy psychiatry, nie wiem... Trochę się wstydzę bo od zawsze
          wpajano mi, że pójście do obcego człowieka i opowiadanie mu o rodzinnych
          sprawach to kalanie własnego gniazda. Ale ja już nie mam sił... Myślę o takich
          rzeczach, że sama się siebie zaczynam bać!
          -
          oldbay
          • Gość: kiks do OLDBAY IP: 133.30.192.* 11.11.04, 04:05
            z tym kalaniem gniazda to troche nietak, tzn. nie maja racji osoby ktore
            krytykuja opowiadanie psychologom o problemach domowych. Opowiadanie o tego
            rodzaju sprawach PRZYPADKOWYM obcym (np. sasiadom) byloby rzeczywiscie podle,
            bo one przeciez znaja osoby zainteresowane (albo moga je poznac). Natomiast
            psycholog zawodowo jest uprawniony jakby do wysluchiwania cudzych brudow, to
            jego praca. I dlatego jest zasada, ze terapeuta nie powinien miec kontaktu poza
            terapia z pacjentem i jego otoczeniem. Przeciez fakt, ze np. ja opowiadam
            jakiemus terapeucie "jaka to ta moja mama jest straszna", zupelnie tej mamie
            nie szkodzi, ona tego terapeuty nigdy nie zobaczy ani on jej. Troche to tak jak
            ksiedzu na spowiedzi, jesli ta mama jest wierzaca, to ja to porownanie powinno
            uspokoic. A jesli nadal ktos ma wyrzuty sumienia, ze kala gniazdo itp., to
            niech pomysli, ze to, co sie mowi u psychologa czy psychiatry, to tak naprawde
            wsztsko sie mowi o sobie. Nawetr jesli uzywa sie sformulowan "a moja mama
            to..." to i tak jest to mowa o swoich wlasnych problemach, swojej wizji sprawy
            itp. Przeciez psycholog jako zawodowiec wie, ze to co slyszy jest skrajnie
            subiektywne

            Pzdr
    • kamfora To Twoje życie. 09.11.04, 23:30
      Myślę, że za bardzo się starasz udowodnić mamie/sobie/światu,
      że potrafisz być perfekcyjna. No a czy Ty naprawdę musisz być perfekcyjna?
      Czy musisz sobie/komukolwiek udowadniać, że to nie Twoja wina, gdy
      cokolwiek nie podoba się otoczeniu? Każdy ma prawo popełniać błędy, Ty również.
      Zacznij Ty się wreszcie do siebie uśmiechać :-))))
    • mskaiq Re: Moja Matka mnie niszczy 10.11.04, 06:31
      Mysle ze Twoja Matka ma wiele problemow ze Soba. Ona Cie kocha tyle ze nie
      rozumie ze w ten sposob dziala przeciwko Tobie, Ona uwaza ze to jedyna droga.
      Ty wiesz ze to co robi jest zle, mozesz pomoc Jej to zrozumiec.
      Te wartosci ktore Ona uwaza za sluszne najprawdopodobniej zostaly Jej
      przekazane, byc moze przez Jej Matke.
      Dotad dopoki nie zrozumie ze jej podejscie jest zle bardzo malo mozna zrobic.
      Ty mozesz to zmienic, wymaga to duzej cierpliwosci i tlumaczenia. Musisz
      rowniez byc przygotowana na to ze w czasie takich rozmow bedzie bardzo zla i
      jeszcze trudniejsza niz jest obecnie.
      Jesli zdecydujesz sie i wytrwasz bedziesz miala Matke o ktorej zawsze marzylas.
    • psychoguru Niszczysz siebie sama 10.11.04, 08:38
      julianna2 napisała:

      > Dziś idiotka zadzwoniłam, ona nie chce rozmawiać - ja mam dół i
      > wrzeszczę na dzieciaki. Jestem chora? Stara głupia baba, kompletne zero po
      > trzydziestce. Wrak.
      > Napiszcie coś miłego i pomocnego...

      Niestety nie da sie napisac nic miłego. Jest bardzo prawdopodobne ze to matka
      jest zrodlem twoich problemow ale TERAZ wina jest po twojej stronie. Dlatego ze
      powinnas juz byc w pelni dojrzala i zdolna do wyzwolenia z trujacej zaleznosci
      w ktorej to TY niszczysz SIEBIE.

      Jak to zrobic? Punkt pierwszy to ograniczyc kontakt z matka. Po co dzwonisz
      do matki? To jest dowod jak bardzo jestes uwiklana w ta zaleznosc.

      Czyli w twoim przypadku terapia polega na tym zeby wyzwolic sie z checi
      kontaktowania z matka JAKO PIERWSZA. To moze byc bardzo trudne i moze w tobie
      wyzwalac ogromne poczucie winy ale wlasnie na tym polega twoj chorobliwy
      problem. Trzeba przerwac ten odruch.

      Oczywiscie jesli matka bedzie sie kontaktowala z toba jako pierwsza to bedziesz
      traktowala ja normalnie ALE musisz sie starac by kontakty te byly stopniowo
      coraz rzadsze i krotsze (jestes zajeta, nie masz czasu itp.). To bedzie
      wyzwalalo w tobie jeszcze silniejsze poczucie winy, szczegolnie jesli matka
      bedzie narzekala. Ale po pewnym czasie ograniczenie kontaktow do np. kilku razy
      w miesiacu powinno dac dobre efekty.

      • mr_lucky Re: Niszczysz siebie sama 10.11.04, 09:42
        psychoguru napisała:

        >ale TERAZ wina jest po twojej stronie. Dlatego ze powinnas juz byc w pelni
        >dojrzala i zdolna do wyzwolenia z trujacej zaleznosci w ktorej to TY niszczysz
        >SIEBIE.

        Tych spraw nie powinno się rozpatrywać w kategoriach winy. Obciążanie autorki
        postu kolejną winą jest błędem. Należy się właśnie wyzwalać z poczucia winy, bo
        jest go tutaj za wiele, z tego powodu cierpi Julianna, być może poczucie winy
        ma również jej matka. Jej zachowanie może z tego wynikać.

        Nie jest dobrym pomysłem stopniowe zrywanie kontaktu, które proponujesz. To
        będzie wpędzać Juliannę w poczucie winy, że porzuca na starość swoich rodziców.
        Należy raczej nauczyć się inaczej rozmawiać z matką, nie składać jej raportów
        ze swojego życia, nie dzielić się każdą myślą, mieć bogate życie poza rodziną,
        duży krąg znajomych i przyjaciół, skupić się na dzieciach i mężu. To co robi w
        życiu jest dobre i nie musi się matce z tego tłumaczyć.:)

        • procesor Re: Niszczysz siebie sama 10.11.04, 10:52
          mr_lucky napisał:
          > Należy raczej nauczyć się inaczej rozmawiać z matką, nie składać jej raportów
          > ze swojego życia, nie dzielić się każdą myślą, mieć bogate życie poza
          > rodziną, duży krąg znajomych i przyjaciół, skupić się na dzieciach i mężu. To
          > co robi w życiu jest dobre i nie musi się matce z tego tłumaczyć.:)

          Zeby mogła do tego dojrzeć i tego sie nauczyć - musi na jakiś czas sie
          odseparowac od matki. Wiesz wypompowywanie wody z zalanego mieszkania należy
          zacząć od zakrecenia kranu z którego woda zalała to mieszkanie..

          Julianna musi sobie uświadomić że ma poczucie winy, dlaczego ma poczucie winy -
          i dlaczego NIE POWINNA go mieć. Przyda sie jej pomoc, ktoś kto będzie ją
          umacniała w poczuciu że jest dorosła i mądra i nie musi sie bać - tak! bać!
          matki. MOże być to mąż lub przyjaciółka.
          • mr_lucky Re: Niszczysz siebie sama 10.11.04, 12:19
            Piękna metafora. Masz rację, kran trzeba na jakiś czas zakręcić i mieszkanie
            osuszyć. Ten wątek interesuje mnie, bo jestem mężem żony, który ma podobny
            problem. Czasem przysłuchuję się jej rozmowom telefonicznym, jak się pięknie
            podkłada matce. Nie wyrwę jej jednak słuchawki, rozmawiamy o tym potem. Moje
            stosunki z teściową są lepsze niż żony z własną matka, mam po prostu do niej
            większy dystans i spokój. Starsze osoby są niestety mało reformowalne, nie
            zmienią nagle tego co robiły przez całe długie życie. Dobre jest obracanie
            pewnych sytuacji w żart, nie branie wszystkiego ze śmiertelną powagą,
            stwarzanie miłego klimatu, nie grzebanie się w przeszłości. Ciekawy jestem
            jakie są stosunki Julianny z ojcem? Pozdrawiam serdecznie:)
              • owsiwujek Uch, wy nędzne farfoły... 10.11.04, 18:20
                Gość portalu: gocha napisał(a):

                > a gdybys tak mame do siebie zaprosila pod nieobecnosc domownikow i zostawila
                ja sama wlasnie z tym watkiem? .... ty poczekaj na nia w drugim pokoju ...

                ...wówczas by matka napisała, że ma wyrodną córkę, a wy byście się na ten
                czarci pomiot rzuciły, z tą waszą pępowiną.... i izolacją.
                Nic, nie pomoże już... na wasz gnój....., a wszystko to..., przez puste
                cipy....., tratatata..ratatata... bum

            • Gość: kasso Re: Niszczysz siebie sama IP: *.crowley.pl 10.11.04, 18:28
              Wiecie co
              to wspaniale ze trafilam na to forum. To co tu opisaliscie to pryszcz w
              porownaniu do tego co ja przezywalam z moja matka. Absolutny brak akceptacji i
              zainteresowania od 5 roku zycia wiedzialam ze tylko przeze mnie nie zrobila
              doktoratu i meczy sie z moim ojciem. Wiedzialam o jej skrobankach i nienawisci
              do meza i o tym jak bardzo jest nieszczesliwa i poswiecajaca sie dla nas.
              Wiecznie chora - rak macicy ktory wracal co chwila przez 15 lat, ale jakos
              zawsze jak szla juz do szpitala to znikal. Bylam kolo 30 jak wreszcie trafilam
              do psychologa. Wczesniej nie chodzilam, bo mama zawsze mowila ze moze to
              bardziej zaszkodzic niz pomoc. Teraz juz wiem dlaczego tak mowila. Juz na
              pierwszym spotkaniu cos we mnie peklo, zaczelam opowiadac jak mnie bila razem z
              ojcem, a potem mowila ze to lepiej jak ona bije bo ojciec jest silniejszy i
              mnie zabije. Jak nigdy nie obronila mnie przed jego atakami furii, jak plakalam
              jako 7 letnie dziecko skopana przez ojca wpychala mnie do pokoju i zamykala
              drzwi i zawsze miala do mnie pretensje ze krzycze i placze jak mnie bija.
              Mowila zamknij ryj. Jak doroslam kupowalam jej cuchy, zaslony do domu malowalam
              sciany, zabieralam do restauracji bo nigdy nic nie miala i taka biedna. Po
              wizycie u psychologa poszlam do matki i mowie musisz sie leczyc jestes DDA
              bylo tak i tak - powiedzialam jej o biciu itp. Wtedy dopiero sie zaczelo naszla
              moja psycholog chciala ja bic (nie zartuje) zaczela nachodzic mnie wolac ze ja
              juz sie nie licze teraz ona jest wazna i jak smiem sie nia nie zajmowac.
              Za punkt honoru postawila udowodnienie calemu swiatu ze jestem shizofreniczka
              bo przeciez nikt mnie nigdy nie bil. Wydzwaniala do mojego meza pytajac sie o
              symptomy mojej choroby, wydzwaniala do moich znajomych przekonujac ich ze
              zwariowalam albo naleze do sekty. Moja pani psycholog tez zostala oskarzona o
              sekciarstwo, a to starsza osoba i bylo mi glupio. Do mnie pisala listy ze moj
              maz jest zlodziejem i nastawia mnie przeciwko rodzinie. Juz nie rozpisujac sie
              skonczylo sie to tak, ze wyprowadzilismy sie z mieszkania tracac 30 tys. ktore
              tam wpakowalismy w jego urzadzenie. Bo rodzice obiecali nam go przepisac a
              potem zmienili zdanie i wywalili nas w 3 dni. Ojciec zadzwonil do mojego meza i
              kazal mu wypie..c cytuje. Teraz moi rodzice nie znaja mojego miejsca
              zamieszkania ani tel. od 2 lat ich nie widzialam. Jestem w 8 miesiacu ciazy. W
              zeszlym tygodniu zadzwonilam zobaczyc czy cos sie zmienilo czy jakos chca
              popracowac nad stosunkami i zobaczyc wnuka
              co uslyszalam. Uslyszlam ze jestem zlodziejem i swinia ze nie pamietalam o
              urodzinach mamusi, nikt nie zapytal mnie sie o samopoczucie ani o dziecko.
              Powiem wam tylko badzcie lepszymi matkami niz nasze matki i jak sie da nie
              zwlekajcie z wizyta u psychologa, to naprawde pomaga. Mam szczesliwy dom,
              kochanego meza, zyjemy sobie spokojnie a to ze wlasna matka zachowuje sie tak
              coz jaj wybor. Pozdrawiam
              • oldbay Re: Niszczysz siebie sama 10.11.04, 19:28
                Jak dobrze wiedzieć że ktoś miał podobny problem i że mu się udało :)
                Jak dobrze, że ten problem w ogóle został poruszony.

                Nie mogę się przełamać i iść do psychologa. Matka mówiła mi całe życie to samo
                co tobie. Że to nie pomoże, że narobię wstydu jej i całej rodzinie.

                -
                oldbay
                • habitus Re: Niszczysz siebie sama 10.11.04, 20:28
                  oldbay napisała:

                  > Nie mogę się przełamać i iść do psychologa. Matka mówiła mi całe życie to samo
                  > co tobie. Że to nie pomoże, że narobię wstydu jej i całej rodzinie.
                  Jakiego wstydu? Czy rodzina z matką na czele będzie cię odprowadzała na terapię?
                  Matka podświadomie się obawia, że opowieści o Twoim dzieciństwie osobie
                  bezstronnej bardzo jej (matce) zaszkodzą. Mogłabyś przejrzeć na oczy i pomyśleć,
                  że jest ona zwykłą stosującą przemoc psychiczną psychopatką, a nie (jak woli
                  sama o sobie myśleć) osobą, która wprawdzie surowo ale sprawiedliwie wychowuje
                  swoje dziecko (że dorosłe - po prostu nie zauważyła). Koniecznie idź do
                  psychologa. Najlepiej do kogoś, kto zajmuje się ofiarami przemocy domowej.
                  Przemoc psychiczna nie różni się od fizycznej. Nie ma wprawdzie siniaków, ale
                  jest syndrom wyuczonej bezradności, jest zdalne sterowanie poczuciem winy, jest
                  obarczanie Ciebie winą za to, że ona lubi się znęcać. Nie lubi siebie i chce,
                  żebyś ty nie miała lepiej od niej. I udało się jej - ty też siebie nie lubisz. W
                  dodatku jest po babsku zazdrosna. Przestań, są specjaliści, wszyscy odetchną
                  nawet matka. Jesteście obie w takich koleinach że tylko terapia coś pomóc może.
                  Teraz wygląda na to, że nawet śmierć matki niewiele by zmieniła. Zwróć się o
                  pomoc i nie powtarzaj bzdur asekuranckich swojej matki. Pozdrawiam.
                • Gość: czarnaOwca Re: Niszczysz siebie sama IP: *.dsl.chcgil.ameritech.net 10.11.04, 22:52
                  Mialam podobna batalie z mama. Bylam starsza corka , podobna do ojca. Rodzice
                  sie rozwiedli. To moje podobienstwo stalo sie dla mnie przeklenstwem. Mama
                  ciagle mi dokuczala tekastami w stylu , ze jestem coreczka tatusia, ze jak mi
                  zle to mam sie wynosic do niego i jego drugiej zony ("drugiej mamusi"), zamiast
                  mego wlasnego imienia zwracala sie do mnie imieniem mego ojca, robila mi
                  przykrosci przy rodzinie, nasmiewala sie ze mnie. I tak nie dosc ,ze ojca nie
                  mialam, to matka tez mi jakos nie pomagala. Od 7 roku zycia wiedzialam ,ze
                  musze sie uczyc i dostac na studia, bo jest to jedyna forma ucieczki i od niej
                  i tej chorej sytuacji. Wielokrotnie wyciagala do mnie i mojej siostry rece.
                  Robila to do czasu , gdy jej wykrzyczalam ,ze jak mnie jeszcze raz dotknie, to
                  pojde z tym do prokuratora.... Wkurzylo ja to, ale juz mnie nie tykala,
                  natomiast uzywala soebie na mojej siostrze. Przed rodzina zawsze to my bylysmy
                  zle, a ona ta pokrzywdzona. Rozumialam ,ze nie mam tak naprawde nikogo i moge
                  polegac tylko na sobie. W klasie maturalnej mialam juz takie kryzyzsy ,ze
                  myslalam ,ze albo jej cos zrobie , albo sobie. Straszne!! Odpoczelam na
                  studiach i sie dowartosciowalam, dopiero wowczas -po wyjezdzie- tak naprawde
                  poznalam siebie.
                  Ale mimo odleglosci dalej sie klocilysmy. Doszlo do tego , ze po studiach
                  musialam wrocic do rodzinnego domu i znow zaczela mnie z nigo wyrzucac. No i
                  pewnego razu wyszlam jak stalam i juz nie wrocilam.Wynajelam mieszkanie. Nie
                  rozmawialam z nia ponad 2 lata.
                  I gdyby nie przypadkowe spotkanie na ulicy dalej by tak bylo. Teraz niby jest
                  ok, bo jest na dystans. Jestem niezalezna i musiala to zrozumiec. A jesli nie
                  rozumie nawet to ja sie tym nie przejmuja , wszak mam swoje zycie.
                  Trzeba byc silnym i egoista, myslec by Tobie bylo dobrze, bo jak tobie bedzie
                  to i twojej rodzinie tez.
                • agra1 do oldbay 11.11.04, 16:08
                  oldbay napisała:
                  Nie mogę się przełamać i iść do psychologa. Matka mówiła mi całe życie to samo
                  > co tobie. Że to nie pomoże, że narobię wstydu jej i całej rodzinie.

                  Nieprawda. Pomoże, już sam fakt, że przestajesz kisic w sobie to, co cie
                  gryzie, pomaga. Poza tym, w wypowiedzi mamy widać, że bardziej interesuje ją
                  kwestia narobienia wstydu... Psycholog nie jest naczelną miejską pleciugą,
                  obowiązuje go tajemnica zawodowa, nie będzie stykał się z Twoją mamą, i przede
                  wszystkim, nie słucha ciebie z niezdrowej ciekawości, tylko po to, zeby Ci
                  pomóc. Może pomóc Ci zobaczyć pewne mechanizmy w waszych wzajemnych relaCJAch,
                  które powodują, że ranicie się coraz bardziej. Może pokazać Ci, jak się z tego
                  wyplątać.
                  Wiem co mówię, sama jestem psychologiem, przeszłam terapię a teraz leczę
                  depresję i wiem, że mi to pomogło. Nie od razu, bo to nie działa natychmiast,
                  ale nauczyłam się kilku bardzo ważnych dla mnie i mojego związku rzeczy.
                  Naprawdę warto - i nie daj się powstrzymać, to żaden wstyd, tak jak pójście do
                  lekarza z zapaleniem płuc. O zdrowie należy dbać, więc czemu zaniedbywać swój
                  stan psychiczny? Nawet jeśli psycholog powie, ze masz depresję i warto by
                  wybrać się do psychiatry, który może przepisać leczenie farmakologiczne, nie
                  jest to żadna ujma na honorze.

                  Wierzę, że znajdziesz w sobie dość determinacji, żeby nie dać się stłamsić i
                  skontaktujesz się z psychologiem. Dla dobra twojego, twojej rodziny, dzieci...
                  Trzymam kciuki
                  agra
                  • kardiolog Re: do oldbay 11.11.04, 17:11
                    agra1,
                    wiele slow otuchy dla julianny2. Ciesza takie listy jak Twoj oraz innych
                    uczestnikow.

                    Pozwol jednak na drobna uwage. Byc moze tam, gdzie Ty pracujesz obowiazuja inne
                    zasady wspolpracy lekarzy. Mnie znany jest inny model tj roztoczenie calkowitej
                    opieki nad pacjentem .Z chwila podjecia sie przez psychologa prowadzenia
                    terapii staje sie on calkowicie odpowiedzialny za calokszatlt lecznia oraz za
                    pacjenta. Czescia terapii sa rowniez spotkania z psychiatra, ktory spelnia inna
                    role. Dodatkowo, psycholog moze skierowac pacjentke na spotkania terapeutyczne
                    w grupach, ale tylko wtedy, gdy jest juz gotowa i moze pomagac innym. Z chwila,
                    gdy pacjentka bedzie w stanie wesprzec grupe rozpoczyna sie
                    okres "rekonwalescencji", ktorego efekt wzmacniany jest na rownoleglej terapii
                    z psychiatra i z psychologiem.
                    Byc moze te informacje przydadza sie rowniez juliannie2.

                    Wiem dobrze jak wygladaja takie spotkania, choc nigdy nie bylem pacjentem.

                    kardiolog
                • rumiankowa Re: Niszczysz siebie sama 12.11.04, 14:23
                  > Nie mogę się przełamać i iść do psychologa. Matka mówiła mi całe życie to
                  samo
                  > co tobie. Że to nie pomoże, że narobię wstydu jej i całej rodzinie.
                  >

                  Wiesz to brzmi mniej wiecej tak: jestem chorobilwie uzalezniona od matki i
                  powinnam porozmawiac z psychologiem, ale tego nie zrobie, bo.. co mamusia na to
                  powie..?
          • Gość: smutas Re: Niszczysz siebie sama IP: *.cs.bialystok.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 11.11.04, 00:36
            te rady są bardzo cenne,
            także dla innych osób........ja też się mamy boje, tego jak bardzo jestem
            przywiązana gdy jest taka poczciwa i dobra i anioł
            i jej drugiej twarzy.....
            ale wiem że żeby sobie pomóc - musze się od niej odseparować na jakiś czas, a
            potem przestać jej mówić , raportować swoje życie- to najlepszy sposób.
            Na jej naciski reagować niedefensywnie, chociaż to bardzo
            trudne,,,,,najczęściej naprostszą reakcją na atak , najnaturalniejszą jest
            złość - która również jest kontratakiem , i jest to złe reagowanie.
    • malena-bb Re: Moja Matka mnie niszczy 10.11.04, 18:36
      Tak się jakoś utarło w naszej świadomości, że rodzice nie rozumieja dzieci są
      toksyczni,nadopiekunczy itp. Nie rozumiem dlaczego nie mialoby byc
      odwrotnie ,żeby dzieci te uwazajace sie juz za dorosłe, staraly sie choc troche
      zrozumiec rodziców, oni równiez maja do tego prawo.Trudno jest byc rodzicem w
      naszych obłudnych,zdemoralizowanych czasach. Obliczono ze rodzice maja jedynie
      wpływ na wychowanie swojego dziecka w 20%,zwłaszcza teraz gdzie
      uczciwośc,dobroć,szacunek dla pewnych wartosci graniczy z głupota.Zrozumieć
      drugiego człowieka,swoja własna matkę mozna tylko sercem.
      • rrhadane Re: Moja Matka mnie niszczy 10.11.04, 20:34
        Co za pomysł? Jeśli matka traktowała dziecko z szacunkiem i zrozumieniem, moze
        tego od niego oczekiwać. Inaczej - skad by miało to umieć? U nas NORMĄ jest
        traktowanie dzieci bez szacunku, wydawanie poleceń i oczekiwanie
        podporządkowania sie - a nie próba zrozumienia. potem sie dziwimy, ze jak
        dorastają, nie chcą z nami gadać. Dzieci sie straszy, dzieci się upokarza,
        dzieci się karze, w najlepszym razie - kontroluje. A ja zamiast kontrolowania
        proponowałabym autentyczne zainteresowanie, troskę, zyczliwość i szacunek. I
        tyle.
      • Gość: UZALEŻNIONA Re: Moja Matka mnie niszczy IP: *.cs.bialystok.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 11.11.04, 13:55
        Marlenka bb, skąd ten pomysł że rodziców się nie docenia, chodzi o to że ich
        się docenia, i liczy się z nimi
        - ale uzależnienie to jest odrębna sprawa i podobno działa destrukcyjnie w dwie
        strony.
        Marlenka bb, ja bym na swoją mame złego słowa nie dała powiedzieć,,,,jednak ta
        sytuacja mnie męczy, czy gdybym nie kochała i ufała tak mocno, płakałabym
        przez nią - gdy mówi mi przykre rzeczy.
        Chodzi i o szacunke i umiejętność zdrowych relacji, nie obwinianie
        kogokolwiek, przecież nauczono mnie wiele dobrych rzeczy, i to głowie matka
        - bo dla ojców to szkoda słów....oni to w większości sami wymagają opieki i to
        jest znakiem naszych dzisiejszych czasów....spychanie większości obowiązków na
        kobiety, wcale nie jest dziewne że potem kobiecie jest ciężko, i stara się
        przeżucić ten ciężar .......chyba nieświadomie na swoje własne dziecko - smutne
        to ale tak jest.
        Bardzo idealizujemy naszych mężczyzn, a krzywdzimy nasze dzieci .
      • Gość: Kasso Re: Moja Matka mnie niszczy IP: *.crowley.pl 12.11.04, 16:06
        oczywiscie. Rozumiem swoja matke, nawet jej wybaczam, ale nie chce zeby wiecej
        przychodzila pod moje dzwi w nocy i sie dobijala, wpadala niezapowiedziana do
        mieszkania i przy mojej rodzinie wrzeszczala na mnie ze jestem zla i mam
        schizofrenie tylko dlatego ze sie nia nie zajmuje. Nie chce by dzwonila do
        mojego meza i pytala sie jak on ze mna wytrzymuje i czy sie przypadkiem nie
        moga spotkac za moimi plecami i pogadac o mnie itd. masz racje ze rodzice malo
        wplwaja na wychowanie dzieci, bo jakby mieli wiekszy wplyw to bylabym niezla
        psychopatka.
    • Gość: to trudne Re: Moja Matka mnie niszczy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.04, 18:40
      to nie takie proste, zrobić to co co radzą :porozmawiac z matką, albo sie
      odciąc. Wszystko tutaj zalezy od ciebie. Prawdopodobnie twoja matka sie nie
      zmieni, bo sama musiałaby tego chciec. Ale zmienić możesz sie ty, ostrzegam
      jednak, to nie jest łatwe. dlaczego warto sie zmienić? dlatego, ze
      prawdopodobnie niestety powielasz zachowania matki wobec swoich dzieci i męza.
      Robisz im dokładnie to samo co twoja matka tobie, tylko tego nie widzisz (może
      robisz to na mniejszą skale, ale jednak)- dzieci nie tylko słuchaja tego co
      mówisz ale także obserwuja co robisz i niestety nasladują. to nie ich wina, tak
      jak nie jest twoja winą ze im to fundujesz - to sie robi podswiadomie. wiem o
      czym mówie, przeszłam to i czasem jeszcze to mi sie zdarza, ale coraz, coraz
      rzadziej. To jest moje wielkie zwycięstwie nad moją matką, ona niestety dalej
      sie męczy, ale nie mogę jej pomóc , bo ona sama tego niechce. Bardzo duzo czasu
      zajęło mi zrozumienie i pogodzenie sie z tym, ze nie mogę jej "naprawić".
      Wybacz, ale jeśli zdasz sobie z sprawę z tego, ze to fundujesz swoim
      bliskim,to co fundowała i funduje ci twoja matka, zrobisz pierwszy krok do
      wyzwolenia.Przyjżyj sie swoim zachowaniom, na pewno zauważysz podobieństwa.
      Wybacz, ale to sie na prawde robi podswiadomie. A potem praca nad opanowaniem
      swoich zachowań, czasem łzy bezsilności, czasem uśmiech zwycięstwa. Nagrodą
      jest spokój, twój wewnetrzny spokój(czasem zaburzany, ale spokój)i całkiem inne
      zachowania i samopoczucie bliskich. Prawdopodobnie twoja matka, będzie
      próbowała wzbudzić w tobie poczucie winy, że ją odsunełaś, bo jeśli wejdziesz
      na "ścieżkę wyzwolenia" to nieuchronnie nastąpi. Będziesz czuła smutek, masz do
      tego prawo. To jest krótki przepis na to co mozesz zrobić, ostrzegam to boli.
      Jesli nie będziesz mogła sobie poradzić, poszukaj dobrego terapeuty (czasem sie
      przydaje, sprawdziłam to). Chciałaś słow otuchy, dostałaś ostrzezenie, że to co
      proponuję boli. Przykro mi. Jesli chcesz przerwać ten krąg, choćby dla swoich
      dzieci, nie ma innej drogi. Zyczę ci powodzenia, zapewniam cie, życie jest
      potem spokojniejsze i pełniejsze, co nie znaczy, ze łatwiutkie.Agnieszka
      • oldbay Re: Moja Matka mnie niszczy 10.11.04, 19:04
        Piszesz o powielaniu takich zachowań i przenoszeniu ich na swoją rodzinę,
        dzieci, męża... Właśnie tego się boję. Nie mam chłopaka, jestem jeszcze na
        studiach. Nie potrafię zaangazować się w związek, zawsze uciekam. Boję się, że
        zniszczę komuś życie, że będę taka sama. Boję się, że to dziedziczne.

        Jestem na studiach, nie mam własnych dochodów. W następnym roku je skończę, mam
        dobrą średnią. Mam nadzieję, że znajdę pracę i będę mogła się jakoś
        usamodzielnić mo mieszkanie z matką pod jednym dachem niszczy mnie...

        Nie wiem dlaczego ona tak mnie nienawidzi. Mówi mi to prosto w twarz, używa
        takich słów, że po ich usłyszeniu płaczę tygodniami. Każe mi się wynosić i drwi
        z tego, że nie mam dokąd pójść. Nie raz "uciekałam" z domu, na kilka dni do
        znajomych albo popilnować komuś mieszkania podczas nieobecności. Staram się
        wracać późno do domu, najpóźniej jak się da.
        Moje zycie przypomina koszmar.
        Najgorsze jest to, że nie mam odwagi żeby z kimś o tym porozmawiać. Od zawsze
        mi powtarzano i uczono mnie żeby nie rozmawiać z nikim o rodzinnych sprawach.
        Żeby prać brudy we własnym domu. Tyle, że w domu nie ma nikogo kto by mnie
        wysłuchał. Mam blokadę, nie potrafię iść do psychologa. Myślę, że psychoterapia
        mogłaby mi pomóc ale boję się zrobić coś w tym kierunku. Nie wiem czy
        psychoterapia jest droga? Nie wiem czy byłoby mnie na nią stać. Boję się, że
        matka się dowie. Stwierdziłaby, że robię jej wstyd. Czasem myślę, że ja jestem
        jej wstydem. Ciężko z tym żyć.

        Kiedyś zaproponowałam jej żebyśmy razem poszły do lekarza. Stwierdziła, że
        jestem chora psychicznie i z nią wszystko w porządku a mnie umieści w szpitalu
        psychiatrycznym.

        Nie mam już siły znosić obelg, nieodzywania się, ignorowania mnie, traktowania
        albo jak powietrze albo ja kompletne zero, gnojenia mnie na każdym kroku,
        kłamania i obgadywnia mnie przed ojcem, przed resztą rodziny. Czuję sie jak
        kozioł ofiarny. Każdy weekend, każde święta do dla mnie pełen łez koszmar. Nie
        mam siły tak dłużej żyć. Zastanawiam się jak to skończyć, co zrobić dalej ze
        swoim życiem. Czy coś mnie jeszcze w życiu czeka, jakaś odmiana, jakaś
        normalność? Czy znajdę spokojne miejsce, które nazwę domem, do którego nie będę
        bała się wracać...
        Przestaje wierzyć, tracę nadzieję... Boję się żyć, boję się tego, że zaczynam
        nienawidzieć własną matkę...

        -
        oldbay
        • agra1 Re: Moja Matka mnie niszczy 11.11.04, 16:20
          to co robi twoja matka to jest przemoc. Nie wiem, z jakiego jesteś miasta, ale
          wejdź na www.niebieskalinia.pl/mainframe-porozumienie.html - tam są
          adresy ośrodków pomocowych w całej Polsce. Walcz z tym, będzie Ci łatwiej.
        • Gość: chałwa Re: Moja Matka mnie niszczy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.11.04, 20:33
          Oho, dobrze to znam. I myślę, że sposób jest tylko jeden: wyprowadź się byle
          dalej. Ja zaraz po maturze wyjechałam na studia na drugi koniec Polski. Matka
          była tak wściekła, że kiedy wróciłam z egzaminów wstępnych i oświadczyłam, że
          zdałam (chyba się z tym nie liczyła, bo kierunek był oblegany), zrobiła mi
          szewską awanturę i zwyzywała od ostatnich za to, że... za pieniądze
          przeznaczone na jedzenie przez tych kilka dni egzaminów kupiłam dwie kasety
          magnetofonowe. Potem stopniowo coraz rzadziej przyjeżdżałam do domu na
          weekendy, w końcu po dwu latach matka przestała mi dawać jakiekolwiek pieniądze
          na studia, odmówiła nawet przyniesienia z pracy zaświadczenia o zarobkach,
          żebym czasem nie dostała stypendium i żebym jednak musiała ją prosić. Ale
          znalazłam dorywcze roboty, zasuwałam po nocach i tak juz zostało. Terez (minęło
          kilkanaście lat) widuję się z nią 2-3 razy do roku, w święta, i za każdym razem
          perspektywa spotkania przyprawia mnie o dreszcze. Oczywiście za każdym razem
          obowiązkowa awantura na dowolny temat (kurtka powieszona nie na tym wieszaku co
          trzeba - "bo ty się ze mną nie liczysz, chcesz mnie wykończyć, zawsze
          chciałaś!"), histeryczne łkania, szantażowanie babcią (matka opowiada babci
          niestworzone historie na mój temat, kompletny upadek moralny i tak dalej, a
          babcia częściowo wierzy i potem faktycznie się martwi, a lat ma duuużo. Zdaniem
          matki odpowiadam w ten sposób za rozmaite choroby babci). Ale wiesz co, jedną
          rzecz pamiętam z tego pierwszego roku na studiach: jak codziennie rano budziłam
          się, patrzyłam na pokój w akademiku i napawałam najprawdziwszym szczęściem - że
          jestem wolna, matka nie wpadnie za chwilę i nie zacznie na mnie wrzeszczeć,
          nakazywać i krytykować, mogę wstać, mogę leżeć, mogę robić, co chcę. W różnych
          miejscach i warunkach potem mieszkałam, bo nie jest tak łatwo zarobić na siebie
          studiując, ale naprawde warto, wolałabym chyba mieszkać pod mostem, byle w
          spokoju i z daleka od tego nieustannego jazgotu, zaciśniętych nienawistnie ust
          i cedzenia odrażających obelg. Jak się człowiek raz wyrwie z takiego piekła,
          później ma naprawdę silną motywację do utrzymania się na powierzchni, no i w
          najgorszej nawet sytuacji jasny punkt: poczucie wolności, np. własnie tego
          porannego spokoju. Uciekaj jak najszybciej i za wszelką cenę, szkoda życia!!!!
    • Gość: TESERA NAGRAJ SMIEJ SIE NIE MOW DUZO - OLEJ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.11.04, 18:56
      wejdz wyszukiwarka google, wklej ten adres
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15&w=15911107&a=16596945
      tam znajdziesz moj post ZA POZNO i odpowiedzi na niego
      do filmu PREGI

      dlatego ciebie rozumiem
      ale nie sluchaj wypowiedzi innych, nie sa warte twojego czasu i uwagi
      szkoda ciebie na to

      Masz jedno zycie ok 60, no 70 letnie
      polowe masz juz sa soba, wiecej ??
      nie zmienisz innych, olej ich, to rada moich dzieci
      DOBRA RADA

      tylko jedna rada dla ciebie byla dobra
      POSZUKAJ JESZCZE INNYCH LUDZI DLA SIEBIE OPROCZ MEZA I DZIECKA
      naucz sie smiac
      naucz sie z przyjemnoscia poswiecic 15 minut tylko na wypicie w samotnosci
      starannie przygotowanej np herbaty

      A NA MAME POPATRZ Z HUMANITARNA OBOJETNOSCIA I LITOSCIA
      JEST NAJWAZNIEJSZA JEDYNA MATKA
      NIE KRZYWDZ JEJ
      ALE DAJ JEJ MOWIC PRZEZ POL GODZINY DO CIEBIE Z ZOLCIA ZE ZLEGO JEJ ZYCIA
      I NAGRAJ TO !!!!
      PRZESLUCHAJ SAMA, MOZE NAGRAJ JESZCZE RAZ I POLACZ

      I DAJ JEJ POSLUCHAC KTOREGOS DNIA
      JEDNOCZESNIE CZESTUJAC CZEKOLADKA I CALY CZAS USMIECZAJAC
      TY MILCZ
      SZKODA CIEBIE NA TWOJE SLOWA DO NIEJ
      OSZCZEDZAJ SIEBIE
      TWOJE ZYCIE JEST PIEKNE ALE JUZ KROTKIE
      ROZMAWIAJ Z INNYMI NIZ MATKA
      DO MATKI USMIECHAJ SIE, BO MATKA
      I MILCZ, BEDZIESZ DLUZEJ ZDROWO ZYC
      WARTO

      JA SIE TEGO UCZE BARDZO POWOLI
      FILM PREGI JEST JEDNA Z LEKCJI

      SUMA
      DO MATKI Z USMIECHEM MILCZ I PIEKNIE SOBIE MYSL O CZYMS INNYM
      ZEBY ZAKRYC PRZEPASC MIEDZY WAMI DAJ JEJ NP CZEKAOLADKE, MILCZACA TROSKE
      I WLACZAJ JEJ CZASEM ODPOWIEDNIEGO ROZMOWCE, CZYLI NIECH CO JAKIS CZAS POSLUCHA
      SIEBIE, SWOJA ZOLC, ONA TEGO NIE WIE !!!
      Z DOBRYM USMIECHEM, Z CZEKOLADKA
      NIE STRAC JEDYNEJ MATKI

      JA MAM STRACONYCH RODZICOW
      ZYCIE BEZ SLOW LUB ZE ZLYMI, BEZ USMIECHU, CZEKOLADKI
      OJCIEC KARTKI DLA AUDYTORIUM, JA NIC
      MATKA NIC JA NIC

      DLA NAS JEST ZA POZNO
      MOZE TWOJA MATKE WYLECZYSZ

      DASZ RADE
    • agaton30 Re: Moja Matka mnie niszczy 10.11.04, 19:00
      Wiem o czym mówisz..... WITAJ W KLUBIE KOCHANYCH MAŁPIĄ MIŁOŚCIĄ PRZEZ RODZICÓW.
      też jestem tuż po 30, też żyję i patrzę oczami matki na życie... nie potrafię
      ułożyć sobie życia bo mamusia uważa ze mój facet to Doktor Samo Zło!!! :) a tak
      nie jest! powinnam schudnąć to będzie ok!! nie farbować włosów! będzie ok!
      słucchać jej we wszystkim będzie ok!!! i głupoty gadacie mówiąc powinnaś się
      oddciąc powinnaś decydować sama itp .... nigdy nie będziecie wiedzieć o czym
      piszemy jeśli nigdy nie byliście pod wpływem własnej matki... z jednej strony
      to wróg nr1 - destrukcja naszego życia a z drugiej kobieta która dała wam życie
      kocha was na swój pokrętny sposób to piekło w którym tak naprawdę byłoby
      najlepiej się rozdwoić i być sobą i ukochaną małą dziewczynką mamusi....
      JULIANNA2 jeśli chcesz sie naprawdę dowiedzieć jak ja sobie z tym radzę to
      odezwij się na mój adres agaton30@gazeta.pl
      Agnieszka
      CZEKAM NA TWÓJ LIST!!!
      BĘDZIE OK!!
      • oldbay Re: Moja Matka mnie niszczy 10.11.04, 19:19
        Skąd ja to znam...
        Moja się wścieka gdy ładnie wyglądam. Już jak miałam 13 lat powtarzała mi, że
        krótkie spodenki się nosi jak się jest młodym i szczupłym. To zdanie dźwięczy
        mi w uszach za każdym razem jak mam ochotę założyć coś krótszego, bardziej
        obcisłego. Ważę 48 kg, mam anemię. Nie akceptuję swojego wyglądu. Matka zawsze
        ubierała mnie w długie, o kilka rozmiarów za duże ubrania. Teraz trudno mi
        zaakceptować siebie i zrozumieć, że nie jestem stara i gruba.
        Kiedyś mi powiedziała, że jej nienawidzę, bo chciałabym jej odebrać ojca tzn.
        zostać jego żoną a ją wypędzić z domu. Tak powiedziała do mnie moja rodzona
        matka.
        Całkowicie ignoruje moje sukcesy albo im "umniejsza", mówi, że to nic takiego,
        że KAŻDEMUI się to udaje. Gdy zdałam na prawko za pierwszym razem udawała, że
        się cieszy a potem cały czas uniemozliwiała mi prowadzenie samochodu. Nie
        dawała mi dotknąć kierownicy bo "byłam poczatkującym kierowcą a tacy
        najczęściej powodują wypadki". Ojciec z nią rozmawiał, jej własna matka a moja
        babcia mówiła, że źle robi, ale nie, ona wiedziała lepiej do czego zmierza.
        Efekt jest taki,że od 2 lat nie dotknęłam kierownicy. Moje umiejętności
        rozpłynęły się w satysfakcji mojej matki, która prowadzić nie umie. Po prostu
        nie mogła dopuścić do tego, żebym umiała coś więcej niż ona. Żeby ojciec był ze
        mnie dumny.
        Mogłabym stanąć na głowie i zaklalskać uszami a ona i tak nie przyznałaby że
        jestem w czymś dobra.
        Dostaję stypendium, mam wysoką średnią, co roku praktyki w jednej z
        największych firm w Polsce, studiuję 2 kierunki na raz - ani razu nie
        powiedziała, że jest ze mnie dumna, że jestem w czymś dobra.

        -
        oldbay
        • Gość: anka Re: Moja Matka mnie niszczy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.04, 00:31
          Witaj. Jeśli mogę Ci coś doradzić, to koniecznie spróbuj poszukać terapeuty. Ale
          trzeba tu pewnego doświadczenia, niektórzy psychologowie potrafią więcej
          zaszkodzić, niż pomóc. Przede wszystkim, jeśli terapeuta próbuje w jakikolwiek
          sposób obwinić Ciebie za całą sytuację, lub dziwi się, że nie umiesz sobie z
          matką poradzić, nie chce wnikać w szczegóły Waszych spraw rodzinnych,
          natychmiast zrezygnuj z jego usług. Poza tym doradzałabym Ci, żebyś wpierw
          przeczytała książkę Susan Forward "Toksyczni rodzice". Będziesz wtedy wiedziała,
          jakiego podejścia oczekiwać od terapeuty. Z tego, co piszesz wnioskuję, że nie
          wszystkie rady z tej książki Tobie się przydadzą, ale powinna Ci ona dodać wiary
          w siebie i w to, że naprawdę musisz zmierzyć się z problemem Twojej matki, zanim
          zdoła Ci ona zrujnować życie.

          Mnie utkwiła w pamięci historia pierwszej miłości Jacka Londona. Matka
          dziewczyny zażądała, aby po ślubie młodzi zabrali ją do siebie. Była osobą
          apodyktyczną, córka w żaden sposób nie umiała jej się sprzeciwić, London zaś
          stanowczo nie chciał mieszkać pod jednym dachem z teściową, wiedział bowiem, że
          będzie to katastrofa jego małżeństwa. Tak komentuje to John Irving, biograf
          Londona, pisząc o Mabel: "I oto krucha istota, tak słaba, że nie potrafiłaby
          podnieść głosu przeciw swojej rodzicielce, dała teraz dowód zdumiewającego
          hartu, gdy bez słowa pozwoliła, by złamane zostało jej życie, obróciły się
          wniwecz marzenia o miłości, mężu i dzieciach".

          Serdecznie Cię pozdrawiam i życzę odwagi!
        • Gość: NIT Re: Rodzice mogą niszczyć IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.11.04, 19:09
          Stosunkowo łatwo ocenić wpływ osobowości na zachowanie. Osobowość ludzi,
          która w efekcie wpływa na niszczenie ich rodzin, ale też podwładnych.
          Dzieci takich osób, bo mogą to być także niszczący rodziny ojcowie, a nie
          tylko matki. Dzieci mogą przejąć styl zachowania dominującego rodzica /wg zasady
          „poznaj matkę, byś wiedział jaka jest i jaka będzie jej córka”, ale często takie
          wykorzystywanie wpływa na ich charakter /dzieci/, powodując u nich sprzeciw w
          stosunku do sytuacji istniejącej w rodzinie i powstanie osobowości przeciwnej do
          rodzica. Osobowości odpowiedzialnej, pracowitej i życzliwej ludziom. I tu
          powstaje inny problem. By przyszły współmałżonek nie był tyranem takim jak
          rodzic /ten typ osobowości szuka partnera, który będzie mu uległy i życzliwy/.
          Zdając sobie sprawę ze coś jest nie w porządku w rodzinie, w czasie studiów
          nauczyłem się określać osobowości ludzi i rozumiem teraz zachowanie matki.
          Uwolniłem się od jej wpływu, chociaż mieszkam z nią, a nasze stosunki są złe
          /powstają we mnie negatywne emocje, bo nie czuję do niej życzliwości, ale też
          nienawiści/paradoks/ a ona chciałaby dowartościować się moim kosztem. A pomimo
          inteligencji nie mam odpowiednich dochodów by się naprawdę usamodzielnić i
          wyprowadzić. Mam 33 lata i poczucie, iż ostatnie 10 lat zmarnowałem. Osobiście
          mam problemy z poszukiwaniem partnerki, obawiając się znalezienia osoby o
          cechach matki. Szukam rozsądnej osoby, nie oczekującej wiele, czującej
          odpowiedzialność za swoje czyny i dającej uczucie bliskość drugiej osobie. To są
          wielkie wymagania.

          By ocenić swoją osobowość (czy jest „tego samego” destrukcyjnego typu)
          wystarczy sprawdzić czy mamy w sobie wszystkie poniższe cztery cechy i czy
          nasilenie ich jest duże. Czy cechuje ciebie:

          1) Nakazujący styl bycia – stawianie na swoim zdaniu, narzucanie swoich poglądów
          i potrzeb. „Czy zawsze wiesz co i jak powinno być?”. Zadaj sobie pytanie: co
          myślisz ogólnie o np. księżach (Czy masz zdanie jednoznaczne, że wszyscy
          „księża” to… ,nie zdając sobie sprawy, że ludzie są różni. Czy, gdy ktoś nie
          zgadza się z twoim zdaniem na jakiś błahy temat, przekonujesz go usilnie do
          swojego zdania.
          2) Wyraźne wyrażanie swoich emocji – radości, gniewu, niezadowolenia. Poruszanie
          energiczne rękami i ciałem, i mówienie podniesionym głosem podczas rozmów. Nawet
          rozmów na banalne tematy.
          3) Chaotyczność w kierowaniu swoim życiem: nieobowiązkowość i nie sumienność,
          brak poczucia odpowiedzialności, działanie impulsowe, nie przykładanie się do
          wykonywanie swojej pracy /nieumiejętność i niechęć zaangażowania siebie i
          swojego czasu dla uzyskania jak najlepszego efektu/.
          4) Poczucie bezradności, strachu przed przyszłością i odczuwanie ciągłych obaw
          (to cecha wspólna dla nas uzależnionych od nierozsądnych /nieracjonalnych/
          tyranów /którą mają i oni/, która może zniknąć dopiero po uniezależnieniu się od
          niszczącego wpływu bliskiej nam osoby i po zmianie cechy /3/ poprzez kierowanie
          swoim życiem).

          Jeśli odpowiedzi na wszystkie cztery pytania /udzielone szczerze/ są
          zdecydowanie na TAK, to znaczy, że mamy te cechy, i niestety mamy taką
          osobowość, ale wystarczy zmienić jedną cechę z powyższych, by przestać być osobą
          destrukcyjną dla innych. Ale uwaga, wszystkie te cechy muszą mieć wysokie
          nasilenie. Jeśli nasilenie tych cech jest słabe to jest się trochę roztrzepaną
          osobą, trochę zgubioną, rozczarowaną i zawiedzioną.
          By zmienić swoją osobowość najlepiej zmienić cechę /3/ (nie jest to łatwe)
          starać się kierować w życiu rozsądkiem, sumiennie pracować, by realizować
          konkretne cele. Kierować się zasadą istnienia przyczyny problemu i być świadomym
          skutków naszego działania, lub jego braku. Ta jedna zmieniona cecha spowoduje,
          że nadal będzie się narzucać swoją wolę, ale będzie to konstruktywne i kierowane
          dobrem dziecka. I będąc świadomym swojego oddziaływania na rodzinę, będzie się
          pozwalało im trochę żyć ich własnym życiem. A ta cecha pozwoli zmienić z czasem
          cechę /4/ i osłabić /1/ (gdy będzie się zauważać swoje błędy – i to że wszyscy
          jesteśmy nie doskonali). Cecha /2/ jest sama w sobie bardzo dobra, bo ułatwia
          komunikowanie i wchodzenie w relacje między ludzkie.
          Gdybyś miała chęć „pogadać” Oldbay, napisz - mój e-mail nit21@gazeta.pl
          „Łatwo jest komuś radzić, a trudno sobie”. Bo rozwiązania problemów są trudne
          /poszukiwanie pracy, samodzielności, satysfakcji z życia.../, ale możliwe.
          Pozdrawiam NIT
    • Gość: pak Rozwiazanie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.11.04, 19:06
      Witam,

      Dowiedz sie o jakims dobrym, doswiadczonym psychologu/psychiatrze. Szczerze
      mowiac, lepiej zeby byl skads zza zachodniej granicy, jezeli nie jest to
      problem.

      To, co cie trapi nie jest ani niezwykle ani rzadkie. Im szybciej zaczniesz
      terapie tym lepiej.

      Powodzenia
    • Gość: Ula Re: Moja Matka mnie niszczy IP: *.ratnet.stw.uni / *.ratnet.stw.uni-erlangen.de 10.11.04, 19:16
      Zacznij się tak samo zachowywać jak ona. I poczekaj, aby pierwsza kiedyś
      wyciągneła ręke do zgody. Jesteś wolną kobietą, ona Cie nie utrzymuj możesz
      robić i mówić na co masz ochote, a jeśli ona tego nie akceptuje to trudno. Masz
      wspaniałą rodzine i to najważniejsz, dlatego dbaj o nich bo matki moze Ci
      kiedyś zabraknąć i nie pozwól aby i rodzina się od Ciebie odwróciła. Trzymam za
      Ciebie kciuki i mam nadzieje że Ci sie jakoś uda. Życie jest tylko jedno i nie
      zmarnuj go na nadskakiwanie mamusi!!!
      trzymaj sie ciepło
    • barbaragur Re: Moja Matka mnie niszczy 10.11.04, 19:24
      Ja też ci to mówie- odetnuij pępowinę- twoja matka też na to czeka, a ty jestes
      uczepiona jej jak rzep - mimo ze posiadasz swoja rodzinę. Jestem pewnie w wieku
      twojej matki i takze mam córkę, która wisi przy mnie i co ciekawe tak samo o
      mnie się wyraza do koleżanek jak ty oswjej matce- krytykuje mnie, klóci się ze
      mna, odmawia mi prawa do do mojego światopoglądu, ale nic nie robi żeby odsunać
      się ode mnie, - skończyła jedne studia, zaczęła drugie, za praca szczególnie
      nie goni, podrzuca mi brudy do pralki, krytykuje że zupa niesmaczna- a ja śnie
      po nocach żeby żyła na własny rachunek, nie sprowadzała mi kolejnych
      narzeczonych, i żebym nie musiała słyszeć kiedy wraca i martwić się czy jadła
      dzis obiad/i zrozumiała że anemię w którą wpadła leczy sie też jedzeniem/. Do
      licha - zrozumcie że matki tylko czekają żeby móc pożyć sobie własnym życiem- a
      dorosle córeczki żeby jej nie zwalały na głowę swoich problemów- a wtedy
      relacje sporadyczne będą bardzo czułe i normalne
      • oldbay Re: Moja Matka mnie niszczy 13.11.04, 21:44
        Nie będę komentować twojej sytuacji z córką ale wiedz jedno: anemia to choroba.
        Nie mów córce, że anemię leczy sie jedzeniem tylko doradź wizytę u lekarza. Ja
        tez na to choruję i to wcale nie znaczy, że nic nie jem. Może za duzo mleka w
        diecie albo alergia pokarmowa, może obfite miesiączki?
        I niech twoja córka to leczy (jakieś preparaty z żelazem, ja biorę Sorbifer
        Durules) bo po jakims czasie może być b.tragicznie! Ja wykryłam stosunkowo
        późno i mam problemy z przyswajaniem żelaza a na dodatek przyplątał mi się
        jakiś reumatyzm czy coś (lekarze nie wiedzą), bóle stawów itp. Anemia to nie
        żart.
        -
        oldbay
        • qrnik Re: Moja Matka mnie niszczy 13.11.04, 21:57
          oldbay napisała:

          a na dodatek przyplątał mi się
          > jakiś reumatyzm czy coś (lekarze nie wiedzą), bóle stawów itp.

          To może być (może, nie musi) objaw nerwicy. Często u ludzi, którzy żyją w tak
          stresujących warunkach jak Ty emocje "wychodzą" poprzez objawy somatyczne,
          takie jak np. rozmaite bóle, suchość w gardle, nadmierne pocenie się,
          bezsenność, niewyraźne (okresowo) widzenie, drżenie rąk, kołatanie serca. Ja
          tak miałam. Objawy ustąpiły dzięki psychoterapii. Nie musiałam zażywać żadnych
          leków.
          Piszesz o płaczu. To nic złego. Widać jest w Tobie tyle emocji, które muszą być
          wyrzucone. Nikt na Ciebie nie będzie krzyczał, że płaczesz. Płacz oczyszcza. Ja
          ryczałam jak bóbr przez całą psychoterapię. Stopniowo było go coraz mniej.

          Trzymaj się ciepło i myśl o sobie.
          • oldbay Re: Moja Matka mnie niszczy 13.11.04, 22:09
            Z tym reumatyzmem to sama już nie wiem co robić. Miałam robione badania i
            właściwie z moimi stawami wszystko OK. Tzn. powinno być ok bo czasem tak mnie
            bolą że dosłownie wyję. Jak byłam mała to mi mówili, że to dlatego, bo rosnę.
            No ale ja już dawno rosnąć przestałam. I cały czas tak mam tylko ostatnio mi
            sie to robi w rękach a to już jest koszmarne! Nie wiem co to takiego..
            A emocji to ja rzeczywiście w sobie trochę noszę. Kto wie, może to ma jakiś
            związek.

            ps. napisałam do ciebie na gg
            -
            oldbay
    • wierka9 Re: Moja Matka mnie niszczy 10.11.04, 19:28
      Julianno wiele rzeczy zostało już powiedzianych.
      Dodam tylko, że jeśli chcesz coś zmienić w Waszych relacjach próbuj pracować
      nad sobą nie nad Matką.
      Rozmowy z Nią prawopodobnie nic nie wniosą, o ile nie doprowadzą do eskalacji
      konfliktu.
      Bardzo możliwe, że ona nigdy się nie zmieni, nie zechce zrozumieć, że to Ona
      ponosi pełną odpowiedzialność za jakość relacji z Tobą. Ona nie Ty.
      Nic z tym nie możesz zrobić.
      Możesz próbować ratować siebie - również? przede wszystkim? - dla dzieci.
      Proponuję uzbroić się w cierpliwość - czeka Cię długa droga...
      Spróbuj znaleźć jakąś akceptującą Cię kobietę(psycholog to dobry pomysł), która
      pomoże Ci w tej wędrówce :).
      Separowanie się od Matki, może pomóc na początku, ale nie jest, nie powinno być
      celem samym w sobie.

      Jeśli chcesz pogadać odezwij się na : Wierka9@gazeta.pl
      Pozdrawiam,
      W.

    • atlantis75 Re: Moja Matka mnie niszczy 10.11.04, 20:08
      Julianno, rozumiem Cię, bo sama miałam podobną sytuację...
      Podobną, bo mnie niszczyła nadopiekuńcza miłość mojej mamy z powodu której
      dusiłam się. Wyrosłam w przekonaniu, że w pewnien sposób jestem jej własnością
      i dlatego tłumaczyłam się jej ze wszystkiego, robiłam wbrew sobie to czego ona
      oczekiwała i zawsze czułam się winna: za to że nie jestem dość dobra, że ją
      zawodzę itd. Byłam emocjonalnie uzalezniona od jej opinii i akceptacji.
      To doprowadziło do katastrofy w momencie, gdy mama poprosiła mnie o cos, a ja
      pierwszy raz w życiu (wiele mnie to kosztowało, ale podjęłam wysiłek)
      odmówiłam. Działo się to rok temu, kilka miesięcy po moim slubie. Byłam
      zszokowana jej reakcją na moją odmowę. Usłyszałam, że będzie się mnie wstydzić,
      że ona mi całe życie pomagała, a ja..., że jestem niewdzięczna, podła itd.
      Potem symulowała chorobę, by doprowadzić do zmiany mojego postanowienia.
      Wiele wysiłku kosztowało mnie UWOLNIENIE SIĘ, PRZERWANIE PĘPOWINY i
      zrozumienie, ze to moje życie i chcę je przeżyć po SWOJEMU.

      Ty masz do tego takie same prawo! Przede wszystkim powinnaś zdać sobie sprawę,
      że zachowanie Matki nie powinno mieć nad Tobą władzy. To, że jej zdaniem nie
      przystajesz do jej wzoru, nie znaczy że jesteś bezwartościowa i gorsza. I żeby
      pozbyć się tych przekonań musisz POKOCHAĆ SIEBIE taką jaką jesteś - z zaletami
      i wadami. Taką jaką kochają Cię Twoje dzieci i mąż. Ciągła krytyka matki,
      raniące Cię słowa spowodowały, że juz w dzieciństwie czułaś się pomijana i
      porzucona (patrz: siostra pupilka, czyli porównywanie się do kogoś na swoja
      niekorzyść). I postanowiłaś "zapracować" na miłość swojej matki - dlatego
      starasz się jej przypodobac za wszelką cenę i walczysz o akceptację. Dlatego
      tak cierpisz, gdy słyszysz z jej ust krytykę. Przyjmujesz ją zbyt dosłownie do
      siebie. A tak naprawdę słowa Twojej matki nie mają ŻADNEGO ZNACZENIA, bo to są
      jej indywidualne spostrzeżenia, bo to JEJ zdaniem Twój płaszcz jest za krótki.
      Ty i wiele innych osób możecie mieć zupełnie odmienne zdanie na ten temat.
      Powinnaś odciąć pępowinę, uwolnic sie spod jej wpływu. Przestać postrzegac
      siebie jej oczami. Zaakceptować siebie.
      Nie czuj się winna, że nie potrafisz sprostać jej wymaganiom. Bo to nieprawda!
      To ona nie potrafi dostosować swoich wymagań do Ciebie.
      Nie wnikam w to, dlaczego Twoja matka tak postępuje - być może sama przeżyła
      coś podobnego - ale pamiętaj: nie ma dostatecznego usprawiedliwienia tego, że
      krzywdzi się innych. Co nie znaczy, że nie powinno sie takiej osobie wybaczyć.
      Ludzie, którzy potrafią kochac samych siebie, nie czynią sobie i innym niczego
      złego...
      Przede wszystkim powinnaś zdać sobie sprawę, że jesteś inna. Tak różna od niej.
      Masz inny pogląd na życie, inny gust. To jest Twój płaszcz, Twoje zasłony, Twoj
      mąz i Twoje życie! Nie wstydż się, nie bój się mówić o tym głośno: "nie zgadzam
      się z Twoja opinią na ten temat", "mnie się podoba". Nie walcz o to, zeby ona
      zaakceptowała Twoje zycie, bo to prawdopodobnie nigdy sie nie stanie. Ty
      będziesz się miotała i nigdy nie będziesz szczęśliwa. Powalcz o to, abyś TY
      zaakceptowała, że nie musisz się nikomu podobać na siłę.

      Nie jestes zerem! Każdy na Twoim miejscu czułby sie podobnie. To normalne, że
      jest Ci żle, że czujesz sie bezwartościowa, w jakiś sposób przegrana, bo
      uzalezniona emocjonalnie od matki. To, że napisałaś tego posta, to Twój wielki
      sukces - bo zdajesz sobie sprawę, że żle się dzieje, że to chore. To krok ku
      temu, by odłączyć się emocjonalnie od wymagań matki. Może to zbyt patetycznie
      zabrzmi, ale to krok ku temu bys stała się WOLNYM człowiekiem :)

      Matka obraziła się na Ciebie? Znajdż w sobie siłę, by nie dzwonić od razu. Nie
      dołuj się jej stanem, bo to wyłącznie JEJ zasługa - jej odbiór sytuacji.
      Przeciez bardzo dobrze mogłaby powiedzieć Ci: mój ciuch bardzo mi się podoba i
      dlatego ja w nim chodze a nie ty (itd). Nie daj się szantażowac emocjonalnie i
      wpajać sobie poczucie winy. Masz prawo nie być jej odbiciem w lustrze.

      Postaraj się nie zazdrościć siostrze, bo tak naprawdę to nie wiesz co ona
      wyniosła z tego domu. Nie myśl, że osoba "która miała wszystko" jest od Ciebie
      szczęśliwsza i lepsza. Staraj się nie porównywac do niej, bo w swoich oczach
      zawsze będziesz na straconej pozycji - jako ta druga, gorsza córka, która z
      jakiegoś tam powodu nie zasłużyła na miłość i akceptacje rodziców. Pamietaj: w
      swoich oczach.

      Julianno, jesteś wartościową osobą bez względu na opinie Twojej matki. Możesz
      się od nich uwolnić, nabrać dystansu. Pokazać, że jestes osobą niezależną i
      nieuzależnioną. Matka to aż matka i... TYLKO matka. Człowiek bładzący, a nie
      matryca, w którą powinniśmy się za wszelka cene dopasować...

      Życzę Ci powodzenia :) Jestes silna!
      Pozdrawiam Cię serdecznie...
      Atlantis

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka