Dodaj do ulubionych

MOja Mama po rpóbie samobójczej

11.07.08, 14:49
Długo pisalam na forum uzleznień, bo moja mama 956lat0 jest
lekomanka i cierpi na depresje. juz miala isc na leczenie, a tu pare
dni temu przedwkowala leki, olaczyla z alkoholem. Na dodatek leki,
ktorych brac nie powinna... nie mam pojecia skad je wziela, bo wciaz
przeszukiwalam mieszkanie. Wczoraj ozdyskala przytomnośc p 2 dobach
choc byla jeszcze pod respiratorem... Na poczatku byl we mnie
straszny strach, czy w ogole z tego wyjdzie, a jak tak, to w jakim
stanie... I pytanie: CZEMU? Za 2 tygodnie mam 1 rocznice slubu...
Ładny mam prezent... ;-( Teraz przed nia dlugie leczenie i
dochodzenie do siebie, bo sa powiklania. Opadl juz strach i lek, a
teraz jest wielki zal i zlosc. Nie chce do niej jezdzic do szpitala,
jestem wsciekla i zla. Tyle razy ja ostrzegalam, ze to sie tak
skonczy. Bez skutku... Mam doła jak nigdy. Nic mi sie nie chce.
Najchetniej bym spala caly dzien, albo plakala i ni ewidziala jej na
oczy za to c zrobiła. Ma tylko mnie... Wysiadam psychicznie...
Obserwuj wątek
    • lilia06 Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 11.07.08, 15:48
      Ale to przykre :( Faktycznie twoja mama zachowała się bardzo nieodpowiedzialnie
      bo obciąża ciebie swoimi problemami i robi ci przykrość. Ale z drugiej strony
      przeraża mnie to jak czytam do czego może doprowadzić depresja :( ja też mam
      córkę... jest malutka i ja mam niecałe 30 lat ale nie chce zeby za ileś tam lat
      u nas było tak samo jak u ciebie:( trzeba się leczyć...
      • aidka Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 11.07.08, 16:20
        lilia06 napisała:

        > Ale to przykre :( Faktycznie twoja mama zachowała się bardzo
        nieodpowiedzialnie
        > bo obciąża ciebie swoimi problemami i robi ci przykrość.

        nieodpowiedzialnie?!
        mama, jak wynika z postu, jest ciężko chora
        ledwo uniknęła właśnie śmierci
        sądzę, że, musiała bardzo cierpieć
        w takich chwilach nie jest się odpowiedzialnym i nie myśli się o
        tym, że ktoś ma właśnie pierwszą rocznicę ślubu
        chce się jedynie uśmiercić swój ból

        autorka wątku pisze, że mama ma tylko ją
        ale sama ma swoją rodzinę, męża...
        matka może się czuć samotna
        być może do tego dochodzi przekwitanie, hormony...

        nie wiem czy leczyła się z uzależnienia i czy w uzależnienie wpadła
        w związku z depresją, ale pewno od dawna należało jej się solidne
        leczenie, terapia odwykowa etc.
    • bertrada Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 11.07.08, 15:50
      Wydaje mi się, że obie potrzebujecie leczenia.
      • abasia471 Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 11.07.08, 18:07
        bertrada napisała:

        > Wydaje mi się, że obie potrzebujecie leczenia.

        A mnie się wydaje bertrada, że ty powinnaś jak najszybciej podjąć
        leczenie, zamiast diagnozować innych. Co według ciebie powinna
        leczyć autorka wątku? Naturalne odruchy, czlowieka, który cierpi i
        nie wie jak sbie poradzić? Zastanów się kobito, znim znowu będziesz
        komuś wmawiała chorobę.
        • bertrada Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 11.07.08, 21:51
          Spadaj trollu bo już się zrobiłeś nudny.
        • aurelia_aurita Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 12.07.08, 12:24
          a ja akurat zgadzam się tu z bertradą.
          u autorki wątku nie widzę żadnych 'naturalnych odruchów' - a jedynie ogrrrromny
          egoizm, pretensje, postawę roszczeniową i zero empatii dla osoby chorej, w
          dodatku bardzo bliskiej. dziewucha zachowuje się jak trzyletnie dziecko. i mam
          dziwne przeczucie, ze miałaby pretensje również w sytuacji gdyby - na przykład -
          ktoś z jej bliskich zachorował na 'normalną' chorobę (= somatyczną, np. raka).
          • aurelia_aurita Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 12.07.08, 12:42
            przepraszam. teraz przeczytałam cały wątek i wygląda na to, że pospieszyłam się
            z oceną.
    • aidka Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 11.07.08, 16:25
      Opadl juz strach i lek, a
      > teraz jest wielki zal i zlosc. Nie chce do niej jezdzic do
      szpitala,
      > jestem wsciekla i zla. Tyle razy ja ostrzegalam, ze to sie tak
      > skonczy. Bez skutku... Mam doła jak nigdy. Nic mi sie nie chce.
      > Najchetniej bym spala caly dzien, albo plakala i ni ewidziala jej
      na
      > oczy za to c zrobiła. Ma tylko mnie... Wysiadam psychicznie...

      o "doła" mamy się nie martwisz?
      ostrzegałaś, że "tak się skończy" , a próbowałaś ją skłonić do
      pójścia na leczenie?
      • abasia471 Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 11.07.08, 18:03
        Aidka, wyhamuj, nie oskarżaj dziewczyny. Nie każdy ma takie
        powołanie do cierpiętnictwa jak ty. Dla większości ludzi reakcja
        autorki wątku jest zrozumiała i do przyjęcia. Chory, to nie święta
        krowa, że należy mu się szczególnie pobłażliwe traktowanie. Każdy
        zdrowy, czy chory, powinien mieć świadomość, że nie żyje sam i jego
        wybory mają wpływ na innych. Nie każdy tak jak ty, na własne
        zyczenie sprowadza sobie do domu kogoś kto zatruwa mu życie. Ty
        lubisz takie sytuacje, to twoja sprawa, większość nie lubi i wolno
        im.
        Trudno coś radzić autorce wątku oprócz zachowania spokoju i
        nakłaniania matki do dalszego leczenia. To, że się buntujesz i
        odczuwasz złość do matki nie jest moralnie naganne. Postawiła cię w
        trudnej sytuacji, nie licząc się z tym, że z powodu jej działania
        będziesz cierpiała. Być może było jej tak źle, że umiała się
        kierować wyłącznie egoizmem i dlatego nie myślała o tobie zupełnie.
        Daruj jej to, pomóż w miarę możliwośc, ale nie daj sobie przeżucić
        odpowiedzialności za jej życie na swoje barki. Nie da się żyć za
        kogoś. Współczuję ci i pozdrawiam serdecznie.
        • aidka Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 11.07.08, 18:37
          abasia471 napisała:

          > Aidka, wyhamuj, nie oskarżaj dziewczyny.

          nie oskarżam
          pytam

          Nie każdy ma takie
          > powołanie do cierpiętnictwa jak ty. Dla większości ludzi reakcja
          > autorki wątku jest zrozumiała i do przyjęcia.
          Chory, to nie święta
          > krowa, że należy mu się szczególnie pobłażliwe traktowanie. Każdy
          > zdrowy, czy chory, powinien mieć świadomość, że nie żyje sam i
          jego
          > wybory mają wpływ na innych. Nie każdy tak jak ty, na własne
          > zyczenie sprowadza sobie do domu kogoś kto zatruwa mu życie. Ty
          > lubisz takie sytuacje, to twoja sprawa, większość nie lubi i wolno
          > im.

          to nie jest na temat
          ale, jak rozumiem, gdyby była mowa o topieniu się lodolądu, to też
          byłaby okazja dobra, by czepiać się mnie...

    • basiulka78 Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 11.07.08, 19:20
      Nie obwiniajcie mnie. Od 3 lat chodze z mama po lekarzach i wskaali
      nadepresje a potem dystymie. Zamawialam wizyty i sie z nia
      umawialam, podczas gdy ona sie nie zjawiala. Odmawiala leczenia,
      choc miala juz miejce na oddziale leczenia uzaleznień... Unikala
      mnie i męża, calej rodziny... To nie jest takie proste wiec sie nie
      wymądzrajcie. Na głowie stawalam, zeby jejpomoc. Klekalam i blagalam
      zeby zaczela sie leczyć. Bywalo tak. Dltaego teraz jestem wsciekla.
      Bo wiezialam ze to ona musi podjac decyzje...
    • basiulka78 Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 11.07.08, 19:25
      Sorki za byki literówki, ale nie w glowie mi teraz poprawna
      polszczyzna. Najgorsze ze mama poprawiala przekroczone dawki
      psychotropow alkoholem. Wynosilam z domu co znalazlam, ale i tak
      znajdowala sposoby. Okłamywala wzytskich wkolo. Teraz wszytsko
      wylazi na wierzch, bo duzo ludz zaczyna ze mna o niej rozmawiać i
      wychodza sprzecznosci w tym co mowila (np, że byla u lekarza, na
      zakupach, czy ze nie piła, nie zazyla czegoś za duzo itp...)
      Szrpaliscie sie kiedys z matką, by oddala puszke z piwem, albo
      listek leków?
      • aidka Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 11.07.08, 19:56
        no to chyba Twoja mama ma uzależnienie krzyżowe - trudno wychodzi
        się z tego, ale można
        gorzej, bo, jak piszesz, ona nie bardzo chce się leczyć
        bez jej woli niczego się nie zdziała

        na zone reality leci codziennie w nocy program "Interwencje" o
        uzaleznieniach - warto zobaczyć, jak rozmawiać z osobą uzależnioną,
        by mieć szansę namówienia ją na leczenie
        choć może to wiesz, skoro bywałaś na forum o uzależnieniach

        a czy mama mieszka z Tobą?
        czy z lekarzami w szpitalu rozmawiałaś o uzaleznieniu mamy?
        /choć w takich sytuacjach lekarze sami powinni pacjentowi
        zaproponować kontakt z psychiatrą - jeszcze w szpitalu/

        skoro Twoje zaangażowanie w tę sprawę trwa tak długo, to sądzę, że
        Bertrada ma rację - może i Ty powinnaś się poddać terapii dla
        współuzależnionych DDA ?
      • bertrada Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 11.07.08, 21:50
        Jak jest teraz w szpitalu to jest to bardzo dobry moment na rozpoczęcie
        leczenia. Jak to była próba samobójcze to na pewno jakiś psychiatra się nią
        zajął. Poza tym na okres 6 tygodni można chorego umieścić na oddziale
        psychiatrycznym bez jego zgody. Wystarczy, że psychiatra stwierdzi, że delikwent
        stwarza zagrożenie dla siebie i otoczenia. A u osoby po próbie samobójczej o
        takie zaświadczenie nie trudno. A te 6 tygodni to akurat czas kiedy leki powinny
        zacząć działać. Jak wróci podleczona to kontynuowanie terapii nie powinno
        nastręczać większych trudności.

        A jak ty już nie możesz sobie z tym wszystkim dać rady to też powinnaś poddać
        się leczeniu. Podczas gdy matka będzie w szpitalu to też sobie odpoczniesz i też
        to na pewno pomoże ci w odnalezieniu równowagi psychicznej.
    • mskaiq Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 12.07.08, 02:25
      Przede wszystkim wybacz Matce, obie potrzebujecie tego.
      Napisalas
      >Mam doła jak nigdy. Nic mi sie nie chce. Najchetniej bym spala
      >caly dzien, albo plakala i ni ewidziala jej na oczy za to c
      >zrobiła. Ma tylko mnie... Wysiadam psychicznie...
      Tak wlasnie dziala zlosc, zal do Matki i strach o Nia. Bardzo wiele
      depresji bierze sie wlasnie z braku wybaczenia.
      Osoba majaca depresje dziala przeciwko sobie bo nie kontroluje
      siebie, dzialania takiej osoby rani ja sama a takze otoczenie w
      ktorym zyje.
      Zeby Jej pomoc musisz miec w Sobie wiele cierpliwosci a takze dbac o
      Siebie. Kiedy stykasz sie z osoba z depresja jestes wystawiona na
      tkiej osoby negatynosc i latwo samemu mozesz stac sie ofiara
      depresji. Twoja Mama potrzebuje Twojego optymizmu i Twojeje milosci
      aby moc pozbyc sie depresji, musi byc ona silniejsza niz negatywnosc
      Twojej Mamy.
      Sprobuj codziennie cwiczyc, bieg, rower, itp. Cwiczenia pomoga Ci
      pozbywac sie stresu ktory jest zawsze bardzo wysoki kiedy stykasz
      sie z osoba depresyjna.
      Serdeczne pozdrowienia.



      • basiulka78 Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 12.07.08, 09:50
        Dzis jade do mamy do szpitala. Zobaczymy jak to bedzie. Jest dlaeko
        i niechetnie nas tam wpuszczają, wiec dokucza tez brak informacji.
        Lekarze nie bardzo chca sie dzielic z nami informacjami. Sowja droga
        podejsice do odratowanych samobojcow tam to trgadeia. Krzyczy sie po
        nich. Co do dalszego leczenia to na mame juz czeka miejsce na
        oddziale w szpitalu psychitrayczym. Juz wszytko zalatwione. Ale to
        ma podobno trwac okolo 5-6 mies...
    • basiulka78 Re: Moja Mama po próbie samobójczej 12.07.08, 10:24
      Mam problem z ustaleniem swich uczuć do mamy w tej sytuacji. Przez
      lata staralam sie ją bardzo wspierać. Wspólne wypady, nakłanianie
      jej do kontaktów z innymi. Z miesiąca na miesiąc coraz bardziej sama
      sie odsuwała, wymigiwała od spotkań. Tak tez było ostatnio.
      Wymyslała rózne dziwne rzeczy byle nie przyjśc do nas, albo do kogoś
      z rodziny. Strasznie kłamała z tymi lekami. Igrała z życiem i gdy
      tylko zaczynałam z nią o tym rozmaiwiać to mówiła, żebym jej nie
      dręczyła, że się nad nią znęcam, że nie wiem jak się czuje.
      Oferowałam lekarzy, zajęcia, terapię i nic... Dochodziło nawet do
      kłótni o jej leczenie i kłamstwa dot. nadużycia leków. (leki
      psychotrope przeznaczone na 3 miesiace połykała w tydzień). I sie
      stało. Nie wiemy wciąż czy to przedawkowanie czy faktycznie proba
      samobójcza.

      Chce zebyscie zrozumieli, bo to trudne, wiele we mnie było ciepła i
      ofiarności dla niej, którą odtrącała (dużo by opowiadać...). Lekarze
      i terapeuci, z którymi rozwmawiałam zalecali surowość wobec niej i
      stawianie wymagań. Jetsem zagubiona pomiędzy tymi uczuciami. Wiem,
      że teraz kiedy wciaż jest na OIOMie trudno byc surowym. Stoje przy
      jej łóżku w tym dziadowskim fartuchu i pantoflach z folii i ryczę
      jak dziecko, ale co potem...? Jeszcze nie wie, że będzie na oddz.
      zamkniętym przez jakiś czas. Jak się dowie to zaczną się awantury.
      Nie mam pojęcia jak wtedy reagować. Chcę zebyscie zrozumieli ta moją
      złość na mame... Kiedy od kilku lat sie walczy z czyims nałogiem i
      żyje sie tymi dwoma życiami, wklada serce i uczucia, i umysł. A
      któś tak bardzo igra ze swoim życiem i z życiem innych... Ojca juz
      straciłam, rodzeństwa nie mam. Gdybym ja teraz straciła nie byłoby
      juz nikogo z mojej rodziny. Stąd żal do niej, że nie liczyła się z
      kimś, kto tak bardzo o nią walczy... (Przypomina się typologia
      Durkheima i samobójstwo egoistyczne). Teraz dominuje we mnie zlość!!!
      • bertrada Re: Moja Mama po próbie samobójczej 12.07.08, 10:49
        Wczuj się trochę w jej położenie. Jest chora, ma pewnie depresję, nie radzi
        sobie ze sobą i z życiem a otoczenie jeszcze ma do niej o to pretensje i stawia
        warunki którym nie jest w stanie sprostać. Zażywanie leków to dla niej ucieczka
        od codziennych problemów. Ona nie jest w stanie się zmienić a świat nie jest w
        stanie jej zaakceptować taką jaka jest. Wszyscy dają jej odczuć, że nienawidza
        jej taką jaka jest albo są przez nią nieszczęśliwi. Stąd tylko jeden krok do
        samobójstwa. Mimo, że wszyscy są obok niej to ona jest całkiem sama ze swoim
        problemem. Ani lekarze ani terapeuci ani własna rodzina nie wykazuje żadnego
        zrozumienia jej problemów. Wszyscy wykazują postawę roszczeniowa wobec niej i
        traktują ją jak zbrodniarkę, która złośliwie zatruwa im życie. W związku z tym
        jest stale narażona na jakieś agresywne ataki i próby zmiany jej na siłę. To
        przecież jakiś absurd żeby lekarz czy terapeuta kazał być w stosunku do niej
        surowym i wymagającym. Nic dziwnego, że tego nie wytrzymała. W szpitalu będzie
        miała tak samo. Albo otumanią ją lekami albo zmienią w roślinę przemocą fizyczną
        i psychiczną.
        Jej potrzebne jest teraz wsparcie i zrozumienie a nie przemoc. A leki ktoś
        powinien jej podawać, bo inaczej znów przedawkuje. I sprawdzać czy działają.
        Może powinna z kimś zamieszkać albo zostać objęta opieką pracownika socjalnego,
        który będzie nad nią czuwał i podawał jej leki.

        A jak ty nie możesz sobie poradzić z tą sytuacją to też pomyśl o jakimś
        leczeniu. Jak nie dla siebie to dla matki, na której mówisz bardzo ci zależy. Bo
        twojej matce przyda się teraz osoba zdrowa, uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona
        do świata.
        • basiulka78 Re: Moja Mama po próbie samobójczej 12.07.08, 11:06
          Nie mieszkam z mama od roku. Jak mieszkalysmy razem to nie dalo sie
          panować nad lekami bo przeciez pracowałam, studiowałam, nie byłam
          cały czas w domu. Przekupywala sąsiadki i te lataly jej po alkohol i
          leki, które potem ukrywa. Ma pełno farmauceutycznych kontaktów.
          No, ale wytłumacz mi jedno... jesli ja ja prosiłam zebysmy wspólnie
          wypadły gdzies na zakupy, na kawke, na ognisko z rodzina, jakies
          wycieczki, zeby wpadla do nas na obiad itp itd... to czemu zawsze
          znalazła wytlumaczenie zeby tego nie robić, zawsze coś stało na
          przeszkodzie. Lekarzy tez unikala. Co ja mialam zrobić...? To
          własnie była troska o nią, zeby miala zajęcie i nowe rwazenia (jest
          na emeryturze od pol roku). Wiem, ze to subiektywne, ale to ta ja
          sie tak naprawde czuje odtrącona przez nią, bo za nia wszyscy
          biegali, ciocie, babcia, a ona nas odrzucała. Nikt jej nie chciał
          zmieniac, poza jej uzależnieniem. A bycie dobrym wobec niej i
          pogodnym skutkowało jedynie tym, że czuła się bezpiecznie w swoich
          kłamstwach i to wlasnie wtedy gdy taka dla niej byłam to wszystko
          sie rozszalało... Oszukiwala mnie a zapewniala, że ogranicza leki. A
          za 2 dni znajduje ja nieprzytomną... Czuję sie oszukana.

          I strasznie się boję dzisiejszej konfrontacji z nią w szpitalu...
          Dziś po raz pierszy bedzie mogła mowic, bo ma wyjętą już rurkę z
          intubacji. Jestem przerażona.
          • bertrada Re: Moja Mama po próbie samobójczej 12.07.08, 11:15
            Może ta cała sytuacja da jej coś do myślenia. Ja nie mówię, żebyś ją niańczyła i
            głaskała po główce ale może jak nikt nie będzie się wtrącał co ona robi i
            będziecie gadać tylko o pogodzie to nie będzie musiała stresować się kłamstwami
            i jakoś dojdzie do siebie. Alkoholik niestety na własnej skórze musi przekonać
            się o zgubnych skutkach swojej choroby. Jak sam nie zechce to żaden odwyk nie
            pomoże. Możesz jeszcze skontaktować się z jakąś grupą AA, oni pewnie będą mieli
            więcej do powiedzenia na ten temat.

            Podchodząc do tego wszystkiego tak emocjonalnie sama się wykończysz a nic nie
            wskórasz. Jesteś młoda i musisz myśleć o własnym życiu. Być może przejście na
            emeryturę tak na twoją matke źle podziałało. Może powinna pójść do jakiejś
            pracy. Miała by dzień wypełniony realnymi obowiązkami i nie miałaby czasu na bzdety.
            • basiulka78 Re: Moja Mama po próbie samobójczej 12.07.08, 11:36
              Emerytura byla ucieczką, bo przez leki i alkohol mama nie dawala
              rady w pracy. Na szczescie mogla skorzystac z przywileju w wieku 55
              lat.

              Znalazlam wczoraj u niej w domu jej wiersze. Cierpi z powodu mojeo
              dojrzenia, tego, ze nie jestem juz mala, ze jestem kobieta i zoną...
              To sie zaczelo od moich studiow. Rozwalala sie psychicznie przy
              kazdym waznym przelomie w moim zyciu. Teraz planujemy dziecko, nie
              wiem czy to nie jest przyczyną koljengo załamania... Nie wiem czemu
              sie nie cieszy... chyba jestem w ciazy, ale nie jestem pewna i nie
              mam odwagi sprawdzić bo moment bylby fatalny. Poza tym cala chodze z
              nerwow i nie wiem jak to by sie potoczyło. Poczekam jeszcze ze 2
              tygodnie i trzeba bedzie sprawdzic.

              Mama juz 2 razy byla w szpitalu psychiatrycznym, wiec kontakt z
              lekarzem prowadzącym jest caly czas. Terapeutka z AA tez mi zaleca
              DDA, ale ja nie mam czasu, nie ma w domu 12 godzin dziennie.

              Sprzatam teraz w domu i sie zbieram do tego szpitala i płacze co
              chwila. Wiem, ze narazie nie sposób rozmawiac z mama o tym co sie
              stalo i co ja czeka. Teraz jest zagubiona, ale potem trzeba sie
              bedzie za nia zabrac, bo przeciez ja bardzo ja kocham i chce ja miec
              taka jak kiedyś. Chce zeby była fajną mamą w moim zyciu, jak innne
              mamy,ktore towarzysza corkom w ich dorosłości. Mówiłam jej to wiele
              razy, ale nie docierało.

              Psychiatra Mamy mi powiedziala, że moze to bedzie nauczka, taki
              upadek, którego sie wystraszy i poczuje wole walki. Modle sie o to.
              I nie moge przestac myslec o tym czy to bylo zamierzone. Zazyła duza
              dawdę 2 leków z grupy benzodiazepin i przecidepresyjnych, a do tego
              wypiła 14 piw... Robiła tak już żeby sie otępić, więc nie wiem jak
              to traktować. Nie wiem, czy teraz mogę jej wierzyć w to co mi powie
              w tyh dniach. (Walczy wciaz z zapaleniem płuc, bo sie zachłysnęła
              treścią zołądka i to teraz jest ryzykiem dla jej zdrowia).
              • bertrada Re: Moja Mama po próbie samobójczej 12.07.08, 11:43
                Może powinniście zmienić psychiatrę. Bo jak nie wyprowadził jej z tego stanu
                przez tyle lat to raczej nic już więcej nie pomoże. Poza tym benzodiazepiny są
                lekami przestarzałymi i nie stosuje sie ich przewlekle. Nic dziwnego, że się od
                nich uzależniła.

                A ty jak najszybciej zrób sobie test ciążowy i zajmij się swoim zdrowiem.
    • mskaiq Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 12.07.08, 11:25
      To normalne ze osoba z depresja sie odsuwa, unika kontaktow i ludzi
      a to powoduje ze depresja staje sie silniejsza.
      Depresja jest o wiele slabsza, a nawet zanika jesli ktos kto ja ma
      jest aktywny, ma zajecie. Kiedy jest bezczynna wtedy pojawiaja sie
      nysli, strach, lek, zal a z tym trudno zyc.
      Jesli chodzi o surowosc, to wydaje mi sie ze chodzi tutaj glownie o
      to aby wymagac od Niej jak najwiecej samodzielnosci. Jesli bedziesz
      zmuszala ja to bedzie jeszcze wiecej klamala, zacznie sie Ciebie bac
      i bedzie reagowala krzykiem na Ciebie.
      Postaraj sie aby byla zajeta. Musi czuc sie potrzebna w domu i dawaj
      Jej jak najwiecej obowiazkow. Wysylaj Ja po zakupy, niech
      przygotowuje sobie posilki, herbate, gotuje obiad, sprzata, pierze,
      itp. Staraj sie wprowadzac w Jej zycie jak najwiecej zajec i staraj
      sie ja motywowac do tego.
      Jesli chodzi o zlosc to nie reaguj zloscia, jest przeciwko Tobie,
      wybacz, szukaj cierpliwosci bo bedziesz jej potrzebowala wiele.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • basiulka78 Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 12.07.08, 11:38
        BOJĘ SIĘ JAK CHOLERA !!!!!!!!!!!!!
        • aidka Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 12.07.08, 13:02
          prawdopodobnie nikt już teraz, nawet Twoja mama, nie wie,co było
          najpierw - depresja czy uzależnienie
          po alkoholu często dochodzi do stanów depresyjnych
          ale i depresję często zagryza się uspokajaczami lub zapija alkoholem

          co do sugestii terapeutów, by być wobec mamy surowym - przy depresji
          taka surowość mnie by podłamywała
          ale przy uzależnieniu - jeśli chory leczyć się nie chce i odrzuca
          pomoc i wsparcie bliskich, to zostawia się go samemu sobie - właśnie
          po to, by osiągnął dno i sam zaczął CHCIEĆ przestać pić,łykać prochy
          okazywanie mamie surowości TERAZ, uważam za bezsens - teraz powinna
          mieć dużo ciepła i czułości ze strony bliskich, by zachciało jej żyć
          i walczyć, także o swoje fizyczne zdrowie

          szpital psychiatryczny...- ciekawe, jaki oddział /czy odwykowy?/
          w psychiatrykach teraz nie trwa to 5-6 miesięcy, bo nie ma kasy
          trzymają góra, 3 miesiące, ale dobre i to
          tylko czy będą tam odpowiedni lekarze i terapeuci ? - różnie to bywa
          ostatnio mojego brata ciotecznego wyprowadzono w szpitalu z
          lekomanii, która trwała u niego 20 lat - od dawna przyjmował dawki
          teoretycznie śmiertelne i nikt nie wierzył, że wyjdzie z tego
          ale mial dobrych lekarzy i udalo się, choć na początku trzymano go
          tam na siłę - leczyć się nie chciał

          z kolei ja byłam parę ray w szpitalach, gdzie nie robiono nic, poza
          farmakologią
          żadnej terapii nie było i takie "leczenie" to do niczego jest

          to, że mama nie chciała kontaktów z nikim... - jak napisał mskaiq -
          to charakterystyczne dla depresji
          ale także, charakterystyczne dla osób uzależnionych, zwłaszcza
          kobiet pijących w samotności - wstydzą się uzależnienia, chcą pić
          tak, by nikt o niczym mnie wiedział, więc się chowają same w domu
    • mskaiq Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 12.07.08, 13:36
      Nie boj sie Basiulku78, nie bedzie tak zle. Musisz dbac o siebie, bo
      bez tego nie bedziesz mogla pomoc. Zrob Sobie przerwe, oderwij sie
      od problemow, idz gdzies gdzie bedziesz mogla zapomiec i oderwac sie
      od tego co sie stalo.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • basiulka78 Zagubienie 13.07.08, 10:33
        Teraz jestesmy obie zagubione. Wczoraj w szpitalu nie było tak źle.
        Mama duzo spi, nie wie jaki dzień i jaka godzina. Nie pamięta jak to
        sie stalo. Opowiedzialam jej wszystko i cos sobie przypomina. Wciaz
        pyta jak to mozliwe. Czyzby wynikalo to z tego, ze faktycznie nie
        miala swiadomości, ze takie mieszanki leków i alkoholu moga sie tak
        skonczyc? Nie mam pojecia. Jest slaba i zagubiona. Oddycha z maska
        tlenowa, ale rokowania sa dobre. Widze teraz ze potrzebuje duzo
        ciepla, ale wiem, ze gdy za jakis tydzien, dwa pojawi sie temat oddz
        zamnkietego to bedzie wielka bitwa z nia. Tak naprawde to mi jej zal
        teraz, ze tam trafi. Byla juz 2 razy na otwartym i bardzi sie bala
        tego zamknietego...

        Teraz juz mija moja zlosc, a jest wielki smutek, ograniajcy cale
        cialo i umysl...

        Do tego widze, ze ten oddzial toksykologiczny to niezły "przemiał
        samobójców"... co chwila ktoś nowy do odratowania. Wczoraj przy
        mamie polozyli mlodego faceta, ok. 28 lat. Bylismy u mamy 1,5
        godziny i w tym czasie 4 razy wył alarm, bo mu serce stawało. Czemu
        taki młody czlowiek nie chce zyć...? CZemu mja mama tak igrala z
        wolą zycia?

        POTWORNIE MI SMUTNO.
        • bertrada Re: Zagubienie 13.07.08, 13:38
          Ale jak znowu trafi w ręce tego samego psychiatry, który ją leczył dotychczas to
          znowu może z tego nic nie wyjść. Rozważaliście zmianę lekarza? Na kogoś o
          bardziej nowoczesnym podejściu do leczenia.
        • lucyna_n Re: Zagubienie 13.07.08, 16:32
          w depresji nie myśli się logicznie, chce się tylko przestać cierpieć.
          Nie traktuj tej próby jako dzialania wymierzonego przeciwko Tobie, ani przeciwko
          woli życia, takiej woli w depresji się nie ma. Istnieje pojecie "humanitarnego"
          samobójstwa, kiedy osoba podejmująca taką próbę robi to bo chce odciążyć
          bliskich, chce przestać im być ciężarem, uważa że tak będzie dla jej bliskich
          najlepiej.
          Nie chcialabym znaleźć się w tak trudnej sytuacji jak Ty teraz, ale może
          świadomość że to nie bylo wymierzone przeciwko Tobie, i że nie Ty jesteś za to
          odpowiedzialna może trochę Ci ulży. Rób tyle ile możesz, ale nie zapominaj też o
          własnym życiu, żeby komuś pomóc wstać trzeba samemu stać na nogach. Moim
          zdaniem dobrze że mama trafi na oddział, to jedyny sposób na odstawienie leków i
          alkoholu, tam będzie może niezbyt fajnie ale w każdym razie bezpiecznie. W domu
          byś jej nie upilnowała, bo z tego co piszesz mama już dawno stacila kontrolę nad
          swoim życiem.
          Mam nadzieję że masz wsparcie w mężu, postaraj się jakoś odreagować ten stres,
          choćby w banalny sposób, kino, kawiarnia , weekend na łonie natury. Masz jeszcze
          dużo do zrobienia w życiu, twoje się dopiero zaczyna, dbaj o siebie, żeby nie
          zabrakło sił, żeby Twoje życie nie przepadło tak jak życie twojej mamy.
          jeżeli nie możesz pojąć jak można chcieć popełnić samobójstwo to świat soi przed
          Tobą otwarty, ciesz się tym i ciesz się swoim życiem, nie da się przeżyć życia
          za innych, moxna i trzeba pomagać, ale nie można brać na siebie poczucia winy za
          decyzje innych.
          • basiulka78 Strach cd... 14.07.08, 13:49
            Dzis lekarz powiedzial przez tel, że mama przestaje oddychać, jest
            gorzej i moze sie zle skonczyć... Przyczyną jets to zachlyśnięcie
            sie gdy mama stracula przytomnoś ci tresc zoladka poszla do płuc. Co
            sie dalo odciagali,, ale... Musze jeszcze byc w pracy 1,5 godziny i
            jade do niej.
            • basiulka78 Przyznanie się... 14.07.08, 20:28
              Dzis byłam u Mamy. Przyznała się, że zrobiła to, żeby przestać się
              bać... I trzykrotnie znów mni okłamamła co do ostatnich zdarzeń...
              Ma do mnie pretensje o wszystko. Ja już odpadam. KOńczę wątek.
              dziękuje wszystkim za wsparcie...
              • bertrada Re: Przyznanie się... 14.07.08, 20:45
                Tak to jest z osobami depresyjnymi. Ta choroba na tym między innymi polega, że
                człowiekowi wszystko jest źle, wszyscy mu przeszkadzają, do wszystkich ma
                pretensję i ma wszystkiego dość. Im szybciej zacznie zażywać antydepresanty tym
                lepiej.
                O ile to w ogóle jest depresja. Ja bym sugerowała zrobienie tomografii lub
                rezonansu głowy i EEG, żeby sprawdzić czy to nie jest coś poważniejszego. Guzy
                mózgu, Alzheimer, padaczka czy demencja też mają podobne objawy.
                • basiulka78 Re: Przyznanie się... 15.07.08, 07:56
                  była już tomografia, ale nic nie wykazała. Na kolejne badania mama
                  juz nie chciala iść. Myślisz, że warto dalej szukac somatycznej
                  przyczyny?

                  Antydepresanty juz wszystkie wypróbowane ;-(
                  • bertrada Re: Przyznanie się... 15.07.08, 11:35
                    Myślę, że zawsze warto. Teściowej moich znajomych zdiagnozowano Alzheimera tylko
                    objawowo. Dopiero po kilku latach jak straciła przytomność i trafiła do
                    szpitala, okazało się, że ma guza mózgu. Zmarła zanim przygotowali ją do
                    operacji. Mnie leczyli na depresję, też bezskutecznie a teraz okazało się, że
                    najprawdopodobniej mam padaczkę skroniową tylko pierwsze EEG, robione 10 lat
                    temu albo nic nie wykazało albo nikt się temu specjalnie nie przyjrzał. Syna
                    znajomych też podejrzewali o jakieś zaburzenia psychiczne a okazało się, że ma
                    prawie w 100% zniszczone nadnercza. Zupełnie przypadkowo jakaś stażystka na to
                    wpadła, że to mogą być nadnercza. Psychiatra zawsze jest lekarzem ostatniego
                    rzutu, jak już żaden inny lekarz się do niczego nie przyczepi. Chociaż dobry
                    psychiatra zazwyczaj zdaje sobie z tego sprawę i sam wysyła chorych na badania i
                    konsultacje specjalistyczne.

                    A co do leków, to mój psychiatra mówi, że zawsze się znajdzie jakiś, którego
                    pacjent nie zażywał. Po prostu trzeba trafić na lekarza, który nie działa
                    rutynowo i któremu zależy na efektach leczenia. A z doświadczenia wiem, że
                    takich jest mało.

                    A z problemem alkoholowym to najlepiej się z głosić do poradni AA. Tylko oni
                    mają doświadczenie w skutecznym leczeniu, ale nawet oni nic nie wskórają jak
                    chory nie ma motywacji i chęci do leczenia.
                • minka1959 Re: Przyznanie się... 05.08.08, 11:04
                  rozumiem dziewczyne-jestem osobą,ktora targnęla sie na wlasne
                  zycie(było to kilka lat temu)
                  mam corki,ktore nie chcialy mnie odwiedzic w szpitalu na toksykologii
                  -dzis po latach rozumiemy sie dobrze(czas leczy rany)(
                  powod byl taki-maz mial kochanke-a dziewczyny przekonywał.ze nie
                  moze ze mna byc-bo jestem jedza-wstrzynam awanturynp,zadajac pytanie
                  gdzie tak długo był)-zal mi moich dziewczyn-ale nie moglam inaczej-
                  to było silniejsze od demnie
                  dzis juz maz mieszka z kochanka-ja odzyskalam spokoj(choc zostało
                  poczucie winy-ze tak moje corki zostały przykro doswiadczone
                  ale ciesze sie ze zdolalysmy przezyc i wrocic do normalnosci(choc
                  juz bez meza i taty)
                • minka1959 Re: Przyznanie się... 05.08.08, 11:14
    • basiulka78 Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 18.07.08, 09:51
      Gdybym była teraz samotna, to wzięłabym cała kasę jaką mam,
      posprzedawał co mam i by mnie nikt już nigdy nie znalazł... Takie
      społeczne i odpowiedzialnościowe samobójstwo...
      • bertrada Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 18.07.08, 09:57
        Wpadłaś w jakiegoś doła?
        • basiulka78 Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 18.07.08, 11:03
          A jak myślisz? Próba samobójcza matki, z którą byłam kiedyś związana
          tak blisko... to gorsze niż jej prawdziwa smierć. W głowie mi się
          kotłuje od pytań, lęków i problemów... Koszmar jak nigdy... Pies
          mamy uspiony przedwczoraj, bo tego nie wytrzymał biedny staruszek,
          jutro rocznica śmierci ojca i babcia przed operacją, której moze nie
          przezyć. SUPER po prostu k...wa ;-/ i pierwsza rocznica ślubu, która
          miała być tak wspaniała... Do bani to wszystko. Zawalam zycie
          rodzinne, pracę, zobowiązania. Nie umiem juz znalezc siły dla kogoś
          kto nie chce dla mnie żyć. Mam resztki sił, ale to tylko dla mojego
          Męża. Bez niego na prawde bym gdzies zwiała...
          • bertrada Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 18.07.08, 11:18
            A nie myślałaś, żeby jednak poddać się jakiemuś leczeniu? Bo faktycznie długo
            tak nie pociągniesz. A im wcześniej zaczniesz zażywać leki tym szybciej będzie
            poprawa. Nie ma sensu się tak męczyć.
            I może wygospodaruj trochę czasu dla siebie, wyjedź gdzieś chociaz na kilka dni
            i przez ten czas postaraj sie nie mysleć o kłopotach.
            • basiulka78 Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 18.07.08, 15:17
              Nie chcę, a jedyne co planuje to faktycznie gdzieś wyjechać na 3
              dni, bo wiecej nie moge. A na leczenie nie mam czasu. Po pracy
              zostaje mi jakies 4-5 godzin na reszte dnia, czyli tez inne
              obowiazki... Nie chce sie poddac isc do lekarza, licze, ze sie sama
              kiedys wykaraskam.
              • aidka Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 18.07.08, 16:28
                SAMA to na razie się nakręcasz tylko dokładając sobie psa, rocznicę
                śmierci, myśli o swym wyczerpaniu i tym, że lepiej byłoby, gdyby
                mama umarła, niż próbowała samobójstwa./choć, jak pisałaś wyżej, nie
                była to próba S, tylko przedawkowanie/
                a pójście do lekarza nie jest poddaniem się, tylko podjęciem walki.
                • basiulka78 Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 18.07.08, 21:26
                  Byc moze masz racje ze sie nakręcam, ale żal jest ogromny...
                  Pisałam, że to jednak była próba samobójcza. Mama mi to wyznała i na
                  dodatek mówiła, że myślała, że to pójdzie szybciej i mniej
                  boleśnie... Tak jakby była rozczarowana faktem, że sie jej nie
                  udało. To mnie przeraża. Do szpitala nie mogę nawet jej dac
                  szlafroka z paskeim, bo mozna sie na pasku powieśic! Rozumiem to i
                  akceptuję, ale to wszytsko budzi strszną grozę i lęk o przyszłość.
                  Co z moją rodziną? Z planami dziecka, mnie 30 stuknie w tym roku! Ja
                  się po prostu potwornie boję!!!!
                  • mskaiq Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 19.07.08, 12:24
                    Przezywasz to co sie wydarzylo bardzo gleboko. Im glebiej to
                    przezywasz tym wiekszy strach, nakrecasz go, stajesz sie depresyjna,
                    zaczynasz miec watpliwosci do przyszlosci.
                    Jesli bedziesz przezywala to nieustannie to pojawi sie u Ciebie
                    depresja i to bardzo gleboka, nie mozna funkcjonowac mormalnie w
                    stanie przygnebienia, strachu czy zalu.
                    Przede wszystkim potrzenujesz pomocy, musisz oderwac sie od
                    nieustannego myslenia o Mamie. Te mysli nakrecaja Ciebie i
                    doprowadza do takiego stanu ze nie bedziesz w stanie funkcjonowac
                    ani pomoc Jej.
                    Idz z Mezem na kolacje, oderwij sie myslami od Mamy, Twoje
                    nakrecanie sie zalem, strachem nie pomaga Jej a Tobie moze przynisc
                    wielka szkode.
                    Serdezne pozdrowienia.
                    • basiulka78 Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 19.07.08, 22:55
                      Bardzo dobrze wiem, że masz rację. Ale to cholernie trudne. Kiedy
                      tylko nie skupiam na czymś myśli, mam jedno w glowie. Wiecie co
                      najbardziej boli? Mama ma tylko mnie, nie ma juz nikogo z rodziny
                      swojej... Boli to, że mimo cholernych starań z mojej strony wszystko
                      poszło na marne, że chociazby sam fakt, ze przecież ja jestem, nie
                      był w stanie jej powstrzymać, że nie był tą czerwona lampką, która
                      by się zaświeciła zawczasu... To jest chyba to, co bardzo we mnie
                      siedzi...

                      Dziś byłam z mezem u mamy. Mówiła, że zaczyna do niej docierac co
                      zrobiła i przeraza ją to. Czy to szczere, czy lęk przed oddziałem
                      zamkniętym, którego tak bardzo się boi?
                      • bertrada Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 19.07.08, 23:08
                        A nie ma nikogo w rodzinie, kto mógłby cię wyręczyć w opiece nad matką? Kogoś
                        starszego i bardziej życiowo doświadczonego, jakiś wujków, ciotek, kuzynek,
                        kuzynów itp. ?

                        A z tym oddziałem zamkniętym to ja bym się wstrzymała. Po pierwsze nie ma
                        możliwości, żeby tam umieścić kogos bez jego zgody, jak nie jest
                        ubezwłasnowolniony. Można zamknąć w szpitalu osobę na 6 tygodni, pod warunkiem,
                        że stwarza bezpośrednie zagrożenie dla siebie i otoczenia. Nie wiem, czy to
                        dobre miejsce dla kogoś kto ma problemy depresyjne i pewnie jest nieco
                        nadwrażliwy. W takich oddziałach przebywają różnej maści bandziory i socjopaci,
                        więc i traktowanie pacjentów jest dostosowane głównie do takich osób.
                        • aidka Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 19.07.08, 23:47
                          ja bym nie szukała nikogo, na kogo mozna zwalić opiekę nad mamą
                          nie wiem zresztą czy tak łatwo znajduje się osoby doświadczone w
                          postępowaniu z niedoszłymi samobójczyniami alkoholiczkami
                          córka chyba najlepiej zna problem matki, skoro parę lat jej
                          usiłowała pomóc

                          ponadto za nic nie rezygnowałabym teraz z oddziału zamkniętego
                          nie wiem, w jakim stanie będzie mama autorki wątku po wypisaniu z
                          OIOM-u, ale może nadałaby się od razu na oddział odwykowy
                          bo jest jednak zasada, że do terapii związanej z deprą czy nerwicą
                          etc.
                          przystępuje się w takich razach po odwyku dopiero.

                          z umieszczeniem mamy na oddziale zamkniętym nie będzie problemu-
                          jest po próbie samobójczej, więc występuje warunek zagrożenia dla
                          samej siebie - choć dla osiągnięcia efektów leczenia dobrze by było,
                          by zgodziła się na pobyt sama.
                          a już, gdy będzie chodziło o odwyk, to jej wola leczenia jest
                          najważniejsza, by terapia odniosła skutek.

                          nadmienię, że mnie po próbie samobójczej trzymali na oddziale w
                          izolatce przymusowo i 24 na dobę ktoś mnie pilnował w sali - nie
                          pomogły żadne moje sprzeciwy i maskowanie depresji, by wyjść stamtąd.
                          a kiedy zażądałam, by sąd zdecydował o konieczności lub nie
                          trzymania mnie w szpitalu, przyszła do mnie sędzina i wyjaśniła mi,
                          że nie mam szans na to, by sąd wydał wyrok, że , po próbie S
                          przetrzymuje się mnie w szpitalu bezzasadnie.
                          więc się poddałam i odsiedziałam tam swoje leczona farmakologicznie.
                          dopiero potem odbyłam psychoterapię na zupełnie innym oddziale.

                          dla autorki wątku taki pobyt mamy na oddziale też powinien być
                          okresem dla złapania przez nią oddechu, a ponadto, z psychiatrą
                          prowadzącym mamę będzie mogła uzgdonić dalszy plan działania.
                        • aidka Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 20.07.08, 00:06
                          bertrada:

                          "W takich oddziałach przebywają różnej maści bandziory i socjopaci,
                          więc i traktowanie pacjentów jest dostosowane głównie do takich
                          osób."
                          -------------------------------------------------------------------
                          nie. traktowanie pacjentów nie jest głównie dostosowane do takich
                          osób.
                          oprócz TAKICH osób są też ludzie z depresjami, CHAD, nerwicami,
                          histeriami, hipochondrią, chorobami psychosomatycznymi, psychozami,
                          często też z różnych powodów umieszczani nie na odywku tylko tu,
                          narkomani, alkoholicy, lekomani.
                          jeśli szpital jest w miarę dobry, to mama może być leczona
                          jednocześnie na depresję przez jednego lekarza i na chorobę
                          alkocholową przez specjalistę od uzależnień.
                          tak było np. w szpitalu wolskim w W-wie - do alkoholików
                          przychodzili konsultanci od odwyku i zapraszali ich też na sesje
                          terapeutyczne odwykowe.

                          poza tym, jesli mama na oddziale pozyska zaufanie personelu i nikt
                          nie będzie się obawiał, że coś niemądrego wywinie, będzie mogła
                          wychodzić na spacery z terapeutą w grupie, a potem mieć tzw. wolne
                          wyjścia i przepustki na weekend sama, więc takie znów bardzo
                          zamknięte te oddziały nie są.
                          • bertrada Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 20.07.08, 00:16
                            Pewnie masz rację. Podejrzewam, że taki Dziad czy jakiś inny to pewnie jest
                            przetrzymywany w jakiś izolatkach. Ja się tylko nasłuchałam jak wygląda pobyt na
                            oddziałach odwykowych, gdzie równocześnie jest detox przeprowadzany. I to
                            jeszcze było dawno dawno temu, jak koleżanka z klasy miała problemy z
                            narkotykami. Ale nie wyszła z tego. Może zabrakło jej motywacji, może
                            uzależnienie było zbyt daleko posunięte.
                            • basiulka78 Re: Moja Mama po próbie samobójczej 21.07.08, 10:18
                              Z psychiatrą Mamy mam bardzo dobry kontakt - to ordynator na oddz
                              schorzeń afektywnych, gdzie Mama niedlugo już pójdzie. Tam są dwa
                              pododdziały: zamkniety i otwarty. Mama była 2 razy na tym otwartym i
                              niestety wiem, ze ten zamkniety to dla wielu koszmar. Moze i opieka
                              lekarska jest tam niezla, ale personel (pielęgniarki, salowe) to
                              tragedia. Sama słyszłam jak sie odnoszą do pacjentów. Szkoda gadać.

                              Psychiatra Mamy mówi, ze po próbie samobójczej (samozagrożeniu)
                              leczenie jest przymusowe, choć Mama chce tam iść, ale nie na
                              zamknięty. Z Oddzialu zatruć, na którym Mama jest obecnie mają ja
                              tam przewieźć bezpośrednio karetką. Tak zalecił psychiatra, który z
                              Mama rozmawiał tuz po tym, jak się ocknęła.

                              Co do charakteru tego oddziału zamknietego: Nie jest tam najgorzej,
                              ale faktycznie zdarza sie tam misz masz: samobójcy,ludzie z silnymi
                              stanami lękowymi plus: gwałciciele i zabójcy na obserwacji. NIe
                              zmyślam niestety, bo rozmawiałm o tym z ordynatorką i sama Mama mi
                              mówiła i pokazywała kto jest kto. Taki stan naszej służby zdrowia...
                              Oczywiście jak ktoś jest agresywny to do izolatki. NIestety nie
                              znajduje lepszego miejsca dla mamy, więc pozostaje tylko to.
                              Mniejsze zło, bo nie uważam zeby to było dobre miesjce za
                              zagubionego niedoszłego samobójcy... Cięzka sprawa. PO jakimś czasie
                              przenoszą na otwary i stamtąd można już wychodzić na dwór.

                              Ja mam inny problem. Jak z Mama rozmawiać o tym , co się stało?
                              Pytać, czy tylko słuchać? Choć niewiele mówi... Ja przyznaję, ze
                              jestem bardszo przygaszona i nie potrafie by przy niej wesoła i
                              pełna nadziei. Jak z nią rozmawiac?
                              • demole Re: Moja Mama po próbie samobójczej 21.07.08, 10:46
                                wykrzycz co cię wnerwia,
                                a potem podziel na fragmenty i posłuchaj jeszce raz tego co wnerwia
                              • bertrada Re: Moja Mama po próbie samobójczej 21.07.08, 11:16
                                Na tym oddziale i tak nie mogą jej dłużej trzymać niż 6 tygodni. A jak warunki
                                są takie jak mówisz, to zamiast jej tam pomóc to jeszcze się jej pogorszy. Może
                                lepiej byłoby poszukać jakiegoś innego szpitala, gdzie są dobre warunki, gdzieś
                                gdzie sami pacjenci rekomendują to miejsce i do niego wracają. Jedyną szansą
                                wyleczenia jest współpraca ze strony pacjenta.

                                A poza tym, trzeba też rozróżnić próbę samobójczą, będącą jedynie rozpaczliwym
                                wołaniem o pomoc od nieudanego samobójstwa, które osoba popełnia, kiedy nie ma
                                żadnej nadziei i już nic od nikogo nie chce. Różnica zazwyczaj polega na
                                sposobie uśmiercania się. Podcięcie żył, czy zażycie leków, czy chociażby
                                sterczenie godzinami na niezbyt wysokim na dachu są wyjątkowo nieskuteczne ale
                                spektakularne. Nie można tego potraktować jako definitywnej chęci rozstania się
                                z życiem. Prawdziwy samobójca wybiera raczej sposoby szybkie, zdecydowane i ciche.

                                Poza tym nie masz pewności, że to nie był przypadek. Być może wystarczy tylko,
                                żeby twoja matka z kimś mieszkała i ten ktoś zapewniał jej towarzystwo,
                                wypełniał czas i podawał leki. A jak już nie mieszkał, to codziennie odwiedzał i
                                podawał leki. Można załatwić taką osobę z MOPSu czy PCK.
                                Mnie się wydaje, że od oddziału zamkniętego lepiej zrobiłoby jej jakieś sanatorium.

                                ps. A nie można gdzieś zgłosić złego traktowania pacjentów na oddziałach
                                zamkniętych? Z tego co słyszałam, to rzecznik praw pacjenta już kiedyś zajmował
                                się problemem poniżania pacjentów na oddziałach psychiatrycznych. Są też różne
                                stowarzyszenia broniące praw pacjentów. Nie można przecież nad tym przejść do
                                porządku dziennego.
                                • demole Re: Moja Mama po próbie samobójczej 21.07.08, 11:45
                                  do widzenia,
                                  przyszedłem na skargę,
                                  moje podania sa usuwane ,
                                  a wyciągane cos czego niebardzo rozumiem,

                                  mówisz o zakładzie,
                                  i samobójcach,
                                  a ja mam na mysli zakładników,
                                  zakładnik to dobre okreslenie,
                                  niejednokrotnie mam zamiast poczucia choroby,własnie to,
                                • basiulka78 Re: Moja Mama po próbie samobójczej 21.07.08, 11:50
                                  Bertrada, masz święta rację z tym rozróznieniem samobójstw. U mojej
                                  mamy to problem najpierw depresji, potem lekomani i coraz
                                  silnijeszych lęków, które były prawdopodobnie ywnikiem kolejnych
                                  przekroczonych dawek (skutki uboczne) i alkohol do tego, by leki
                                  lepiej działały. Dawka, która ją doprowadziła do tego co się stało
                                  była już na granicy. Na pytanie czy to było specjalnie
                                  odpowiedziała, że tak. Dlaczego: żeby przestać się bać. I dodała, że
                                  nie liczyła się z tym, że przyjdę (bo faktycznie nie mialam byc tego
                                  dnia w domu) + że myślała, że się uda szybko i bezboleśnie. Do dziś
                                  nie pamieta skąd wzięla te leki, bo miala od lekarza zakaz ich
                                  brania i na bank nie było ich w domu, bo sprawdzałam co pewien czas.

                                  Co do tego mieszkania. Nie mieszkam z mama od roku. Strasznie jej
                                  pilnowałam, a i tak co pewien czas była na rauszu, albo naćpana
                                  lekami. Chomikowała, załatwiała po znajomych, brała po kryjomu.
                                  Osiągała szczyty przebiegłości...

                                  Teraz jest strasznie przygaszona, a z drugiej strony cała sie
                                  trzęsie z nerwów, bo nie ma leków teraz (psychotropow,
                                  uspokajających). Na toksykologii jej nie chca dać.

                                  Co do szpitala: uwieżcie, że to jeden z najlepszych publicznych w
                                  okolicy... zrobiłam monitoring. A z załatwianiem sanatorium to
                                  przyszłość, ale to też n ie takie łatwe. Tak bardzo bym chciałą,
                                  żeby wróciła do normalności, żeby była moją dawną mamą... Jak z nią
                                  rozmawiać?!!!!!!!!
                                  • demole Re: Moja Mama po próbie samobójczej 21.07.08, 11:58
                                    lepiej usunąć to co się Kwasi w czasie rzeczywistym,
                                    zamiast zajmować się przeszłością,
                                    usunąć całąlewizną,
                                    mnie denerwują te ogóry,i sam bym podziękował jakby mi porozbijali te słoiki,
                                    same ogóry i Kwaszona kapusta,
                                    nie jestem w stanie w pojedynke porozbijac słoików w piwnicy,
                                    to jest symulowanie ciązy,
                                  • bertrada Re: Moja Mama po próbie samobójczej 21.07.08, 12:22
                                    Ale skoro ona jest uzależniona i od leków i alkoholu to teraz najlepszym
                                    rozwiązaniem byłby jakis oddział odwykowy. Radykalne odstawienie leków to jest
                                    błąd, albo robi się to stopniowo albo zastępuje stare leki, lekami nowszej
                                    generacji.
                                    Najpierw trzeba to zrobić a potem leczyć depresję i lęki. W przeciwnym wypadku,
                                    wyjdzie ze szpitala i zacznie brać i pic na nowo.

                                    Może spróbuj popytać w jakiś lokalnych oddziałach AA albo na jakiś forach dla
                                    uzależnionych. powinni dac ci jakieś adresy odpowiednich placówek.

                                    Wcześniej pisałaś, że twoja matka była przewlekle leczona benzodiazepinami. Nic
                                    dziwnego, że się uzależniła, bo tych leków nie wolno tak podawać. I lekarz,
                                    który tak zrobił ma albo przestarzałą wiedzę albo jest niekompetentny. może
                                    trzeba jednak skonsultowac się z kimś innym. Nawet spoza okolicy.

                                    A teraz wydaje mi się powinna dostawać jakieś środki nasenne albo przeciwlękowe.
                                    W końcu to jest przecież standard na oddziałach ratunkowych. Niehumanitarne jest
                                    przecież pozwalać się komuś tak męczyć.
                                    • basiulka78 Re: Moja Mama po próbie samobójczej 21.07.08, 12:51
                                      Mama kiedys brała benzodiazepiny i potem jak lekarz powiedział stop
                                      i stosował zamienniki to zaczeła korzystać z licznych kontaktów
                                      medycznych (znajome pielęgniarki, inni lekarze), kłamała, że t z
                                      zalecenia lekarza. Stad leki. Jak to wychwyciłam, to obdzwoniłam
                                      wszystkich i powiedzialam jaka jest sytuacja, wiec sie zaczynalo
                                      konczyć. Wtedy wszedl w rolę alkohol... A na tym oddziale, gdzie
                                      mama ma byc tez sie leczy uzaleznienia. A ze to nie wygląda jak
                                      powinno... Miala juz zalatwiony oddział dzienny leczenia uzależnieńi
                                      sie tam ani razu nie pojawiła... Trzeba chcieć...

                                      Poradz mi proszę, jak z nią rozmawiać...
                                      • bertrada Re: Moja Mama po próbie samobójczej 21.07.08, 13:06
                                        Bo dostała zamienniki za późno i była juz uzależniona, dlatego pewnie sięgnęła
                                        po alkohol. Może powinien ja odwiedzić jakiś wolontariusz z grupy AA albo
                                        jakiejś innej zajmującej się uzależnieniami. A zamknięcie kogoś w oddziale
                                        zamkniętym bez dostępu do alkoholu i leków to nie jest odwyk, bo zacznie od
                                        początku. To musi być placówka, która zajmuje się tylko i wyłącznie tym problemem.

                                        Szukałaś pomocy tutaj:
                                        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=176
                                        • bertrada Re: Moja Mama po próbie samobójczej 21.07.08, 13:12
                                          A może sama powinna zająć się swoim zdrowiem i pozukać czegos w internecie. Jak
                                          nie chce sama to wydrukuj jej jakies strony dotyczące uzależnień. Widziałam na
                                          forum uzależnień, że dali ci jakieś linki do ciekawych stron o benzodiazepinach.
                                          Może powinna je przeczytać. Może niech sama poczyta jakieś stosowne fora i
                                          zacznie na nich pisywać. Czasem kontakt z osobami, które mają podobne problemy
                                          dużo daje.
                                          • basiulka78 Re: Moja Mama po próbie samobójczej 21.07.08, 13:33
                                            Jak widzisz duzo tam pisałam i mam fajne namiary. Ale Mama nie
                                            chciala z nich korzystać. Jezdziałam sama i rozmawialam o jej
                                            problemi z terapeutami. Najczesciej problemem był wiek mamy i to, że
                                            trzeba przyjś ctrzeźwym, czy "czystym"... Niby potwierdzała, że ma
                                            problem, a z drugiej strony uważała, ze jej to nie doczyczy. mówiła:
                                            daj mi spokój, ty się nade mna znecasz, miej litość i takie tam...
                                            bez szans. Beznadzieja totalna.

                                            A na oddz zamkniety jest juz skierowana, lekarz z toksykologii
                                            zwleka z jej przewiezieniem, bo wyaznie czeka na lapowke... NIE DAM!
                                            • bertrada Re: Moja Mama po próbie samobójczej 21.07.08, 14:12
                                              A czy to przypadkiem nie jest tak, że ty już masz dość swojej matki i jej
                                              choroby i chcesz za wszelką cene pozbyć się kłopotu? A umieszczenie jej w
                                              zakładzie zamkniętym jest świetnym rozwiązaniem, zwłaszcza, że masz wsparcie i
                                              poparcie ordynatora, na którego zwalasz całą odpowiedzialność.

                                              Ja ci sie nie dziwię, bo to pewnie nie są problemy na miarę osoby przed 30ką,
                                              która sama pewnie jeszcze potrzebuje wsparcia ze strony rodziny i na pewno nie
                                              jest gotowa aby takie wsparcie udzielać komuś innemu. I na dodatek nie ma
                                              żadnego doświadczenia życiowego w energicznym załatwianiu różnych spraw i
                                              radzeniu sobie z przeciwnościami losu.
                                              Dlatego w którymś z wcześniejszych postów wspominałam, że sensowniej by było,
                                              gdybyś te problemy związane z matką "zwaliła" na kogoś "dorosłego", kto by sobie
                                              z tym wszystkim poradził. Na pewno nie masz w rodzinie albo wśród bliskich
                                              znajomych ani jednej życzliwej, energicznej i zaradnej życiowo osoby, która
                                              udzieliłaby ci sensownej i skutecznej pomocy?
                                              • basiulka78 Re: Moja Mama po próbie samobójczej 23.07.08, 08:33
                                                Zbyt upraszczasz. Łatwo się mówi, gdy się patrzy na zagadnienie z
                                                zewnątrz...
                                                Narazie tracę siły, żeby temat rozwlekać. Uciekła ze mnie wola do
                                                czegokolwiek...
                                                • beezle Re: Moja Mama po próbie samobójczej 23.07.08, 11:12
                                                  Walcz przede wszystkim o siebie, jeżeli Ty nie będziesz się czuła
                                                  dobrze, to nie dasz rady pomóc nikomu, a już na 100% osobie, która
                                                  przyczyniła się do twojego stanu. Masz prawo być zła, masz prawo
                                                  mieć żal do osoby, która postawiła Cię w takiej sytuacji. Nie
                                                  wpędzaj się w poczucie winy, bo to nie daje nic ani Tobie, ani
                                                  Twojej mamie.Żeby pogodzić się z tym co zrobiła daj sobie luz na
                                                  kilka dni, nie odwiedzaj jej, spróbuj spisać sobie na kartce co
                                                  czujesz, ale tak bez omijania tych drastycznych uczuć.Zdrowy egoizm
                                                  może Ci pomóc, poświęcanie się z poczuciem niesprawiedliwości i
                                                  pretensji (co jest normalne w takiej sytuacji) nigdy.
                                                • bertrada Re: Moja Mama po próbie samobójczej 27.07.08, 12:47
                                                  No ale skoro opisałaś na forum swoją sytuację, znaczy chcesz opinii kogoś z
                                                  zewnątrz. A niestety tak to się jawi, patrząc na to wszystko z boku.

                                                  Sama mówisz, że nie masz na to wszystko siły i nie potrafisz się zdystansować.
                                                  Dlatego mówię, że jedynym sensownym wyjściem z sytuacji jest odsunąć od siebie
                                                  problem i zająć się sobą. Nawet kilkudniowy wyjazd w fajmnym towarzystwie
                                                  potrafi zdziałać cuda.
                                                  I z tego co piszesz, dążysz do tego rozwiązania, bo umieszczenie matki na
                                                  oddziale zamkniętym da ci jakieś kilka tygodni wytchnienia. Ja tylko sugeruję,
                                                  że być może lepszym rozwiązaniem byłoby zrzucenie opieki nad matką na kogoś z
                                                  rodziny lub znajomych. Na pewno nie macie kogoś takiego?

                                                  Wydaje mi się też, że za bardzo się emocjonujesz tym wszystkim. Rozumiem, że
                                                  trudno być obojętnym w takiej sytuacji ale jakiś zdrowy dystans i stoicyzm byłby
                                                  praktyczniejszy. A jak nie ochłoniesz i nie zajmiesz się sobą to sama skończysz
                                                  w szpitalu. W tym momencie musisz zacząć być egoistka i pomyśleć o sobie i swoim
                                                  zdrowiu. Ja bym proponowała, żebyś sama poddała się jakiejś terapii, bo długo
                                                  tak nie pociągniesz. Pisanie bloga czy na forach też może okazać się pomocne.
                                                  Dużo osób w ten sposób odreagowuje swoje stresy. Nie myślałaś o założeniu bloga?
                                                  Bo forumowe trolle mogą nie dać ci żyć. Spotkałam się też z kilkoma osobami,
                                                  które jak sa na cos wkurzone albo sobie z czymś nie radzą to piszą krwawe
                                                  opowiadanka, w których torturują albo uśmiercają tych, którzy im nadepnęli na
                                                  odcisk. Spróbuj, może tobie też cos takiego pomoże. ;)

                                                  ps.
                                                  Znalazłaś jakąś konkretną pomoc na forum o uzależnieniach, jakieś adresy czy
                                                  coś? Tam chyba też przejęli się twoją sytuacją.
                                              • lucyna_n Re: Moja Mama po próbie samobójczej 23.07.08, 10:31
                                                berta oczywiście zajmowala się tuzinem samobojcow i wie jak to jest być "dorosłym"
                                                Basia, nie czytaj Berty, ona się naczytala wikipedi, nie ma pojęcia o życiu,
                                                sama do nieczego w nim nie doszla, ani nie podjęła żadnego wyzwania, chociaż
                                                pierwszej mlodości już nie jest, z nudów tu siedzi i z gęby cholewę robi.
                                                • bertrada Re: Moja Mama po próbie samobójczej 27.07.08, 12:28
                                                  Spadaj trollu.
                                                  • flower77 Re: Moja Mama po próbie samobójczej 29.07.08, 17:58
                                                    szkoda, że nie zabrałas mamy na msze uzdrowiencza w weekend z ks.
                                                    johnem boshobora... wiele osób uzdrowił!

                                                    widziałam ... na swoje wlasne gałki oczne :D

                                                  • bertrada Re: Moja Mama po próbie samobójczej 29.07.08, 18:59
                                                    Nie uzdrowiłby. Nie czytałaś najnowszych wieści z oddziału zamkniętego. Mama
                                                    jest zdrowa i nie wykazuje żadnych objawów chorób psychicznych. No chyba, że
                                                    facet leczy na odległość i dlatego ta poprawa stanu zdrowia. ;D
                                              • beezle projekcja? n/tx 23.07.08, 11:16

                                                • irga7 re 27.07.08, 08:18
                                                  Basiulko,cokolwiek by się nie działo,myśl głównie o sobie.Wbrew
                                                  pozorom ,to Ty teraz musisz miec najwięcej siły.Korzystaj z fachowej
                                                  pomocy...jak postępować w takich sytuacjach.Sama nie dasz
                                                  rady...zwycięzą uczucia,a to w obecnej sytuacji nie jest dobrym
                                                  rozwiązaniem.Wierz mi,sama znalazłam się na tym forum z takich
                                                  samych powodów.Wypruwałam sobie flaki,żyłam 5 lat w rozdarciu między
                                                  swoim domem,domem ojca,pracą...i skończyłam jak widać.Leczę się od
                                                  dwóch lat.Byłam na każde zawołanie,chcialam
                                                  pomóc,tłumaczyłam,błagałam,krzyczałam.I nic....odszedł kiedy
                                                  chciał.Odrzucał jakąkolwiek pomoc.A w naszym kraju prawo jest
                                                  prawem.Nawet śmiertelnie chory człowiek musi wyrazić zgodę na
                                                  leczenie szpitalne.Zagrożenie życia bylo udokumentowane stertą
                                                  zaświadczeń od lekarzy różych specjalności...a jednak bez zgody
                                                  chorego nie mógł być hospitalizowany.Bądz dzielna,ale tak jak
                                                  powiedziałam ...myśl głównie o sobie,o swoim stanie i
                                                  zdrowiu.Zapewniaj mamę o swojej miłości,o chęci pomocy,ale też
                                                  śmiało mów o swoich słabościach,bezradności i potrzebach.pozdrawiam
                                                  Cię serdecznie i życzę jak najwięcej uśmiechu :)
                                                  • basiulka78 Re: re 29.07.08, 13:59
                                                    Dziekuje Ci bardzo serdecznie za słowa wsparcia. Bardzo mi przykro,
                                                    ze i Ciebie to dotknęło. Ja już straciłam ojca w wieku 15 lat, ale
                                                    gdy matka decyduje o wlasnym odejsciu to dopiero daje kopa w
                                                    psyche... Staram sie jak mogę. Duzo wrazeń, wyjazd... Wszystko o
                                                    d... rozczasć... Jakby za mgłą. Czuje się roztrzesiona i zagubiona.
                                                    WIecznie płaczę. NIe chce zadnych lekarstw bo nie chce wpasc jak
                                                    Mama. A na psychoterapie moz ei mam ochote, ale na serio nie mam
                                                    czasu. Pisałam, jak niewiele zostaje mi z dnia po powrocie z
                                                    pracy... Musze jeszcze dbac o swoj dom, dom mamy. Do tego jest inna
                                                    rodzina, chora babcia. Ja sie nie roztroję poprostu...

                                                    Mama jest juz od paru dni w szpitalu na oddz zamknietym. Narazie
                                                    dochodzi do siebie fizycznie. A psychicznie? Nie mam pojecia jak z
                                                    nią rozmawiać, nie potrafię znaleźc wspólnego tematu. Sypie sie
                                                    psychicznie i placze podczas spotkań. Oboje z męzem czujemy sie jak
                                                    intruzi w jej zyciu. Gdybym zostala na zasze przy niej pewnie byłoby
                                                    inaczej. Mąz ma doła, nie powie tego wprost, ale to widzę. Ma dość i
                                                    się martwi co dalej. Decyzja o dziecku się odwleka.

                                                    Tak bardzo sie boje kontaktu z mama, ze wczoraj przed telefonem do
                                                    niej dostalam biegunki, mdłości i boli serca. Jest nadal cyniczna i
                                                    nieprzyjemna, choć nadal robi z siebie ofiarę i osobe pokrzywdzona
                                                    przez zycie.

                                                    Po długiej rozmowie z psychologiem, stwierdził on, że mama
                                                    psychicznie (czy tez psychiatrycznie) jest zdrowa, ale podłoże
                                                    wszystkich jej zachowań tkwi w jej psychice i charakterze...

                                                    Ja się sypię. W pracy zawalam, w domu też, wszystko mi leci z rąk.
                                                    Zmuszam sie do działania. Czuje rozdzierający mnie smutek i strach
                                                    przed pzyszłością. Przeciez nic złego nie robię, a czuję się kat
                                                    własnej matki... tO STRASZNE !!!!!

                                                    w SZPITALU ZALECILI ZMINIMALIZOWANIE KONTAKTOW
                                                  • bertrada Re: re 29.07.08, 14:34
                                                    Skoro stwierdzili, że psychiatrycznie jest zdrowa to na jakiej podstawie
                                                    trzymają ją w szpitalu?
                                                  • basiulka78 Re: re 30.07.08, 15:05
                                                    Jesteś cyniczna Bertrada... to nie fair. DObrze wiem, do czego
                                                    zmierzasz. Powinnaś sobie zdawać sprawe czym jedt jednostka
                                                    chorobowa w psychiatrii, a czym są zaburzenia psychiczne. Dytsymia
                                                    np. nie jest chorobą, a tą właśnie ponownie rozpoznali lekarze u
                                                    mamy... Nie wiem co chcesz osiągnąc takmnie zaczepiając. Nie
                                                    pomagasz w ten sposób...

                                                  • bertrada Re: re 30.07.08, 16:14
                                                    Nie jestem cyniczna, po prostu ten cały wątek trochę się przestaje kupy trzymać.
                                                    Zaczynam odnosić dokładnie takie samo wrażenie, jak podczas czytania wątku o
                                                    psie rozjechanym przez pociąg. Cokolwiek ktoś by nie powiedział i tak wątek
                                                    rozwija się zgodnie z jakimś odgórnym scenariuszem. Tylko, że tam ofiarą był
                                                    rozjechany pies a tutaj jest twoja matka po próbie samobójczej. Być może się
                                                    mylę, ale sama przeczytaj sobie oba te wątki, bez angażowania się emocjonalnego
                                                    w którykolwiek z nich i być może odniesiesz to samo wrażenie.

                                                    Tak czy owak zaburzenia osobowości nie są podatne na leczenie. Dawniej zamykano
                                                    takie osoby w zakładach i robiono im pranie mózgu i potem rodzina dostawała
                                                    śliniącą się roślinę, która już nie sprawiała kłopotów. A w razie czego to
                                                    zawsze można było delikwenta zaszantażować ponownym umieszczeniem w zakładzie
                                                    albo go tam odesłać. Ta twoja opowieść właśnie mi sie z czymś takim skojarzyła.

                                                    Przepraszam cię bardzo jeżeli dokonałam jakiejś nadinterpretacji czy w
                                                    jakikolwiek sposób cie uraziłam. Ja po prostu jestem uczulona na jakikolwiek
                                                    przejaw totalitaryzmu i przemocy. A do tego sprowadza się zamykanie osoby w
                                                    zakładzie zamkniętym, zwłaszcza jak nie jest chora i nie wymaga intensywnej
                                                    farmakoterapii, i próba skruszenia jej poprzez przemoc psychiczną. Zwłaszcza że
                                                    samo ograniczanie odwiedzin i kontaktów ze światem już o tym świadczy. A i sama
                                                    pisałaś, że pacjenci nie są tam najlepiej traktowani.

                                                    Zwłaszcza, że leczenie uzależnień jest uwarunkowane wolą chorego. Nie bez powodu
                                                    mówi się, że trzeba takiego człowieka zostawić samego sobie i dopiero jak
                                                    sięgnie dna to być może się opamięta. Leczenie przymusowe nie daje żadnych
                                                    rezultatów a tylko rodzi niechęć chorego do rodziny i otoczenia. A to właśnie o
                                                    ich względy powinien zawalczyć a w takim przypadku już nie ma dla kogo. Tak
                                                    mniej więcej jawi się to z opisów zarówno osób uzależnionych jaki i ich rodzin i
                                                    terapeutów.
                                                  • zu.mi Re: re 30.07.08, 18:19
                                                    Ale chrzanisz bertrada,ty na prawdę nie znasz życia.Jeżeji ktoś mial próbę samobójczą to oddział zamknięty jest obowiązkowy ,czy to się komuś podoba czy nie.Zawożą cię tam i koniec.Ja jestem właśnie po takim leczeniu i wierz mi basiulka78 to jest terapia wstrząsowa jak cholera,na mnie podziałało.I przed następną taką próbą powstrzymują mnie słowa syna:,,mama jak by coś ci się stało to ja bym tam wylądował(chodzi o szpital psychiatryczny)i musieli by mnie ratować bo by mi serce wysiadło".Teraz jak mi przychodzą głupie myśli do głowy to te jego słowa mnie powstrzymuja.I wierz mi ktoś kto posuwa się do takiego kroku,do samobójstwa uważa że rodzina będzie szczęśliwsza bez tej osoby bo jest dla nich tylko ciężarem.
                                                  • basiulka78 Re: re 04.08.08, 09:42
                                                    Z moją Mamą jest lepiej jakby trochę, ale doradźcie, jak z nią
                                                    rozmawiac, jak reagować na jej zmienne nastroje? Od postawy
                                                    rozsczeniowej po sytuacje jak sie tuli jak dziecko i caluje mnie po
                                                    rękach? Ja nie wyrabiam za tymi zachowaniami...
                                                  • bertrada Re: re 04.08.08, 12:20
                                                    Myślę, że normalnie, czyli tak jak by się nic nie dział. Po prostu cały czas
                                                    bądź wesoła i uśmiechnięta i udawaj, że nie dostrzegasz jej zmiennych nastrojów.
                                                    Pewnie dostaje jakieś stabilizatory nastroju ale to musi potrwać zanim te leki
                                                    zaczną działać.
                                                  • abasia471 Re: re 04.08.08, 14:06
                                                    Jak czytam porady bertrady, to mimo najszczerszych chęci, żeby
                                                    zachować powściągliwość, nie daję rady.

                                                    bertrada napisała:
                                                    > Myślę, że normalnie, czyli tak jak by się nic nie dział. Po
                                                    prostu cały czas
                                                    > bądź wesoła i uśmiechnięta i udawaj, że nie dostrzegasz jej
                                                    zmiennych nastrojów

                                                    No już chyba nic głupszego nie można wymyślić. Bertradzie w tej
                                                    swawoli doradczej sprzyja całkowity brak krytycyzmu i nadmiar
                                                    wolnego czasu. Ponadto twierdzenie bertrady, że wątek nie trzyma
                                                    się kupy, moim zdaniem, nieprawdziwe. Jeżeli w wątku są jej
                                                    wypowiedzi, to kupa tam jest na pewno.

                                                    Basiulka, nie wymagaj od siebie zbyt wiele. Naprawdę robisz, co
                                                    możesz a za matkę życia nie przeżyjesz. Myślę, że powinnaś
                                                    zachowywać się jak najbardziej naturalnie i zgodnie z tym, co
                                                    czujesz. Nie jesteś jej psychoterapeutą, więc nie narzucaj sobie
                                                    jakichś sztucznych norm. Masz prawo do swoich uczuć. Kiedy twoja
                                                    mama płacze możesz ją pocieszać, ale masz także prawo powiedzieć,
                                                    że jej ból także tobie przysparza cierpienia, bo ją kochasz.
                                                    Niestety wygląda na to, że twoja mama jest tak bardzo skupiona na
                                                    sobie, że ciebie w tej całej sytuacji w ogóle nie dostrzega. Musisz
                                                    jej to darować, bo to może być sprawa choroby, albo charakteru. Nie
                                                    oznacza to jednak, że jej roszczeniowe zachowania muszą być przez
                                                    ciebie akceptowane. Masz prawo uczciwie stawiać sprawę i nazywać
                                                    rzeczy po imieniu. Choroba wiele tłumaczy, ale nie można pozwolić,
                                                    żeby chory manipulował całym swoim środowiskiem. Musisz starać się
                                                    zachować emocjonalny dystans. Wiem, że to bardzo trudne, ale
                                                    powinnaś próbować. Kiedy kierujemy się wyłącznie, często popełniamy
                                                    błędy. Dobrze jest do trudnych sytuacji podchodzić jak najbardziej
                                                    pragmatycznie. Chcesz pomóc mamie, więc musisz mieć siłę. Co
                                                    zrobić, żeby mieć siłę? Dbać o swoje emocje, nie ulegać szantażom,
                                                    dawać nie więcej niż tyle na ile w danym momencie cię stać i nie
                                                    hodować w sobie wyimaginowanego poczucia winy. Nie lubię o tym
                                                    mówić, ale w swoim życiu kiedyś byłam w podobnej sytuacji jak ty.
                                                    Wyszłam z niej cało, bo trzymałam się tego, co ci napisałam. Powiem
                                                    ci jeszcze, że bliska mi osoba wyszła na prostą, więc może i twojej
                                                    mamie się uda. Trzymaj się ciepło i nie trać wiary, że może być
                                                    dobrze.
                                                  • mskaiq Re: re 04.08.08, 14:21
                                                    Dlczego krytykujesz Bertrade, Abasiu. Jesli sie nie zgadzasz z tym
                                                    co pisze to napisz dlaczego. Argumenty typu
                                                    > No już chyba nic głupszego nie można wymyślić. Bertradzie w tej
                                                    > swawoli doradczej sprzyja całkowity brak krytycyzmu i nadmiar
                                                    > wolnego czasu. Ponadto twierdzenie bertrady, że wątek nie trzyma
                                                    > się kupy, moim zdaniem, nieprawdziwe. Jeżeli w wątku są jej
                                                    > wypowiedzi, to kupa tam jest na pewno.
                                                    to atak personalny z ktorego nic nic nie wynika.
                                                    Z czym sie nie zgadzasz, przedstaw Swoje argumenty ale nie zwiazane
                                                    z osoba piszaca a z tym co pisze.
                                                    Serdeczne pozdrowienia
                                                  • abasia471 Re: re 05.08.08, 01:20
                                                    mskaiq
                                                    >Dlczego krytykujesz Bertrade, Abasiu.

                                                    Bo mam taką ochotę.
                                                    Bo lubię krytykować ludzi, którzy są wobec siebie bezkrytyczni.
                                                    Bo głupota w takim nasileniu, jak u bertrady bardzo mnie irytuje.
                                                    Wystarczy ci takie wyjaśnienie?

                                                    >Jesli sie nie zgadzasz z tym
                                                    >co pisze to napisz dlaczego.

                                                    To co pisze jest tak głupie, że moim zdaniem nie wymaga dodatkowych
                                                    wyjaśnień.

                                                    >Argumenty typu
                                                    > No już chyba nic głupszego nie można wymyślić. Bertradzie w tej
                                                    > swawoli doradczej sprzyja całkowity brak krytycyzmu i nadmiar
                                                    > wolnego czasu.

                                                    Wyrażają moją opinię na temat tego, co ta osoba pisze. A tobie co
                                                    do tego drogi Masku? Robisz za adwokata bertrady? Czy może, jak
                                                    zwykle nie oceniasz?

                                                    >to atak personalny z ktorego nic nic nie wynika.

                                                    Z twojego i bertrady gadania też nic dobrego nie wynika a jakoś
                                                    oboje nie możecie przestać.

                                                    > Z czym sie nie zgadzasz, przedstaw Swoje argumenty ale nie
                                                    zwiazane
                                                    > z osoba piszaca a z tym co pisze.

                                                    Jestem dozgonnie wdzięczna za pouczenie, bo bez twoich mentorskich
                                                    zapędów byłabym jak dziecko we mgle. Mam jednak propzycję. Nie
                                                    wysilaj się i daruj sobie wychowywanie mnie. To, że lubisz innych
                                                    pouczać, to za mało, żeby cię słuchano. Robisz to tak cholernie
                                                    namolnie, bez polotu i przez ogródek, że rzygać się chce.

                                                    >Ponadto twierdzenie bertrady, że wątek nie trzyma
                                                    >się kupy, jest nieprawdziwe. Jeżeli w wątku są jej
                                                    > wypowiedzi, to kupa tam jest na pewno.

                                                    To był żart. Ale nie dziwi mnie, że go nie zrozumiałeś, bo on był z
                                                    gatunku cioci Helenki, której podobno nie znasz. Przynajmniej tak
                                                    ostatnio twierdziłeś.
                                                  • bertrada Re: re 05.08.08, 05:07
                                                    Doprawdy? A nie dlatego, że jesteś zwykłym trollem, który nic więcej poza
                                                    trollowaniem nie potrafi w życiu robić?
                                                  • irga7 Re: re 05.08.08, 09:22
                                                    Abaśka Ty sie normalnie marnujesz.Powinnaś za prokuratora
                                                    robić.Kariera murowana....:)
                                                  • basiulka78 Re: re 04.08.08, 14:09
                                                    Wiem wlasnie ze mama nie dostaje nic z takich leków, jedynie połówke
                                                    lorafenu, tabletki na cisnienie. Ogólnie stawiaja na psychoterapię.
                                                  • bertrada Re: re 04.08.08, 14:27
                                                    No to ja już nic nie powiem, bo jest dokładnie tak jak wcześniej napisałam.
                                                    A psychoterapia jeszcze nikomu nie pomogła. W takim wypadku nic dziwnego, że
                                                    jest w takim a nie innym stanie. Przecież to niehumanitarne nie podawać choremu
                                                    żadnych leków jak cierpi. Jakby miała zaburzenia hormonalne nie mózgu tylko
                                                    innych obszarów, np tarczycy, to też leczyliby ja psychoterapią. Objawy są takie
                                                    same. Ja bym rozważała zmianę ośrodka na inny.
                                                  • aidka Re: re 04.08.08, 16:27
                                                    bertrada napisała:

                                                    > No to ja już nic nie powiem, bo jest dokładnie tak jak wcześniej
                                                    napisałam.
                                                    > A psychoterapia jeszcze nikomu nie pomogła.

                                                    psychoterapia pomogła mnie.
                                                    na dłużej, niż jakiekolwiek leki.
                                                    dzięki niej byłam w stanie dokonać rzeczy, których przedtem nie
                                                    dałabym rady zrobić.
                                                    jestem pewna, że gdyby nie ciąg katastrofalnych sytuacji wokół mnie,
                                                    tamta terapia procentowałaby do dziś w pełni, bo, w jakimś tam
                                                    zakresie, procentuje.

                                                    W takim wypadku nic dziwnego, że
                                                    > jest w takim a nie innym stanie. Przecież to niehumanitarne nie
                                                    podawać choremu
                                                    > żadnych leków jak cierpi.

                                                    prawdopodobnie nie ma wskazań do stosowania leków - depresji nie
                                                    stwierdzono, a pewno tylko zaburzenia osobowości i uzależnienie.
                                                    tego nie leczy się tabletkami.
                                                    gdyby była depra, można by ewentualnie podać coaxil czy doxepinę
                                                    często podawane przy uzależnieniu i depresji.
                                                    niepokoiłabym się raczej o lorafen - niebezpiecznie - on silnie
                                                    uzależnia i , jak obserwowałam, w przypadku osób uzależnionych,
                                                    lekarze zwykle unikają podawania tak silnych uspokoajaczy.
                                                  • bertrada Re: re 04.08.08, 16:36
                                                    Ale ona ma objawy depresji. Poza tym jest uzależniona o benzodiazepin a tego nie
                                                    można odstawić z dnia na dzień. Tylko w takich ośrodkach niedofinansowanych jak
                                                    cała służba zdrowia, taniej jest nie podawać leków niż podawać. W końcu kogo
                                                    pacjent obchodzi.

                                                    Moja znajoma, jak była uzależniona od narkotyków, to dostawała antydepresanty na
                                                    poprawienie nastroju, mimo, że stwierdzono, że ona nie jest tyle fizycznie
                                                    uzależniona co psychicznie i nie tyle od narkotyków co od towarzystwa i
                                                    ćpuńskiego klimatu. A obok tego miała psychoterapię. Mimo, że depresji ani
                                                    żadnych zaburzeń lękowych nie miała.
                                                    Skuteczność psychoterapii jest dyskusyjna, zwłaszcza psychoterapii nie
                                                    połączonej z farmakoterapią.
                                                  • mskaiq Re: re 05.08.08, 11:01
                                                    Nigdy nie bralem lekow bertrado. Zmienilem bardzo wiele w moim
                                                    zyciu, nauczylem sie pozbywac wszystkiego co przynosi epizody
                                                    depresyjne.
                                                    Nauczylem sie szacunku i do siebie i do ludzi, zrozumialem ze
                                                    bezczynnosc przynosi wiele negatywnych mysli zawsze oznacza zmiane
                                                    nastroju na negatywny.
                                                    Nauczylem sie rowniez panowac nad negatywnymi emocjami, przestalem
                                                    sie bac, przestalem sie zloscic, budzic zal.
                                                    To nie przychodzi latwo wymaga wiele pracy i wysilku ale warto,
                                                    zycie przynosi wiele radosci i satysfakcji.
                                                    Serdeczne pozdrowienia.
                                                  • basiulka78 Re: re 05.08.08, 13:07
                                                    I własnie o to chodzi, co napisał mskaiq. Sory Bertarado, ale
                                                    faktycznie się wymądrzasz... Poczytaj czym jest dystymia! Pisałam,że
                                                    to jest problem Mamy plus silne uzaleznienie krzyżowe. CO Ty tu
                                                    chcesz leczyć? Podawanie środków uspokajających tylko otępia i robi
                                                    ćpuna z człowieka. A tu trzeba staną z rzeczywistością twarzą w
                                                    twarz, na mocnych nogach...

                                                    Poza tym na intensywnej terapii po rpobie samobojczej Mama była 2
                                                    tygodnie ponbad i nie dostawala nic na uspokojenie. Miala tan niezły
                                                    detox. Po co to zaczynac od nowa?
                                                  • bertrada Re: re 05.08.08, 14:38
                                                    Wcale się nie wymądrzam tylko dostrzegam w tym pewne nieścisłości:

                                                    Zaburzenia osobowości są NIEULECZALNE, ani farmakoterapią ani psychoterapią.
                                                    Zapytaj sobie kogo chcesz, każdy dobry psycholog, psychiatra i podręcznik ci to
                                                    potwierdzą. Nawet w głupiej wiki to pisze. Więc w takim wypadku nie ma
                                                    najmniejszego sensu kogoś zamykać w szpitalu pod pretekstem leczenia zaburzeń
                                                    osobowości.

                                                    Psychoterapia NIE JEST uznaną metodą leczenia przez medycynę konwencjonalną. Ona
                                                    co najwyżej może wspierać leczenie farmakologiczne, podobnie jak np
                                                    ziołolecznictwo czy homeopatia. Co więcej, psychoterapię stosuje się też jako
                                                    uzupełnienie leczenia farmakologicznego i chirurgicznego schorzeń
                                                    niepsychiatrycznych. Ale NIGDZIE nie występuje jako monoterapia. Dlatego co
                                                    najmniej dziwne jest umieszczanie chorego w publicznym szpitalu i ordynowanie mu
                                                    psychoterapii jako jedynej formy leczenia.

                                                    I osoby uzależnione od benzodiazepin wymagają leczenia odwykowego w
                                                    specjalistycznych ośrodkach bo nagłe odstawienie może przynieść więcej szkód niż
                                                    pożytku.

                                                    Dlatego twierdzę, że albo to co mówisz to jakaś ściema albo ten szpital minął
                                                    się z powołaniem i jest to rodzaj przechowalni dla osób, które za bardzo dają w
                                                    kość rodzinom swoim zachowaniem. I rodzaj kary dla tychże osób. Niby niedoszli
                                                    samobójcy powinni być leczeni przymusowo, więc pozornie wszystko jest OK. Tylko,
                                                    że tam leczenia nie ma.

                                                    I co więcej, mówiłaś, że to właśnie lekarz z tego szpitala zapisał twojej matce
                                                    benzodiazepiny jako lek do stosowania przewlekłego. A to najlepiej świadczy o
                                                    braku jakichkolwiek kompetencji z jego strony. Facet ma wiedzę z lat 70ych i
                                                    podejrzewam, że cały ten szpital ma mniej więcej ten sam poziom.

                                                    I ja się mam nie denerwować jak czytuję takie wątki. Jak to jest prawda to jest
                                                    to skandal, że takie ośrodki w ogóle jeszcze istnieją i są utrzymywane z moich
                                                    podatków. No. ;)
                                                  • basiulka78 Re: re 05.08.08, 21:18
                                                    No tak, ale mama tam tez jest na odwyku jako lekoman... Odwyk=detox.
                                                    Pozatym przyjmuje małe dawki leków uspokajających ale ne z tej grupy
                                                    i są docelowo wycofywane.

                                                    A co do podatków i szpitala. MOze sie i zgadzam, ale powiedz mi co
                                                    ja wiecej mogę. Od pol roku szukam dla Matki osrodka. Te, ktore maja
                                                    misje, sa platne i to sporo... ok 10- 12 tys za mies!!! Sorka, ale
                                                    mnie nie stać...

                                                    Moze szanujesz tylko terapie dla bogaczy...

                                                    I wiem co to psychiatria humanistyczna... Nie jestem debilem, ale
                                                    wiem,ale wiem w jakim kraju zyje...
                                                  • emen Re: re 05.08.08, 18:55
                                                    rady Bertrady... cóż...
                                                    ale i z radami Mskaiq radziłabym ostrożnie
                                                    to są skrajności,
                                                    na Twoim miejscu trzymalabym się tego co piszą osoby ktore zmierzyły się z
                                                    podobnym problemem. Przyda Ci się grupa wsparcia, warto poszukać.
                                                  • aidka Re: re 05.08.08, 21:39
                                                    bertrada:

                                                    Ale ona ma objawy depresji.
                                                    -------------------------------
                                                    czy je ma czy nie - nie bardzo wiemy. nie widzieliśmy jej.
                                                    lekarze wiedzą lepiej, bo ją na codzień obserwują, badają.
                                                    --------------------------------
                                                    Poza tym jest uzależniona o benzodiazepin a tego nie
                                                    można odstawić z dnia na dzień.
                                                    ---------------------------------------
                                                    a objawy odstawienia bardzo przypominają stan w depresji.
                                                    przebywałam parę miesięcy na oddziale, gdzie były osoby, ktorym
                                                    powoli odstawiano benzo - widziałam to samo u nich, co ja miewam w
                                                    depresji - apatia, brak apetytu, zaburzenia snu, obniżony nastrój
                                                    etc.
                                                    ---------------------------------
                                                    Tylko w takich ośrodkach niedofinansowanych jak
                                                    cała służba zdrowia, taniej jest nie podawać leków niż podawać. W
                                                    końcu kogo
                                                    pacjent obchodzi.
                                                    ---------------------------------
                                                    nieprawda. takim osobom podawano leki zmniejszając ich dawkę. ja
                                                    tylko mam wątpliwość czy w tym wypadku to akurat musi być lorafen -
                                                    IMO - b. niebezpieczny lek.
                                                    ----------------------------------------
                                                    Moja znajoma, jak była uzależniona od narkotyków, to dostawała
                                                    antydepresanty na
                                                    poprawienie nastroju, mimo, że stwierdzono, że ona nie jest tyle
                                                    fizycznie
                                                    uzależniona co psychicznie i nie tyle od narkotyków co od
                                                    towarzystwa i
                                                    ćpuńskiego klimatu. A obok tego miała psychoterapię. Mimo, że
                                                    depresji ani
                                                    żadnych zaburzeń lękowych nie miała.
                                                    ---------------------------------------
                                                    bo tak jest - zależnie od nasilenia objawów abstynencyjnych i
                                                    psychicznego poczucia straty z powodu odstawienia leków, alkoholu,
                                                    narkotyków - podaje się często , małe zwykle, dawki antydepresjaków.
                                                    ----------------------------------------
                                                    Skuteczność psychoterapii jest dyskusyjna, zwłaszcza psychoterapii
                                                    nie
                                                    połączonej z farmakoterapią
                                                    ---------------------------------------
                                                    a przeszłaś jakąś porządną psychoterapię ?
                                                    ja uczestniczyłam w paru grupowych i indywidualnych.
                                                    jedna indywidualna i jedna grupowa bardzo mi pomogły. /leków wtedy
                                                    nie dostawałam.
                                                    ponadto, za swoistą psychoterapię, uważam nawet, np. zmianę
                                                    otoczenia, sytuacji, oddziaływanie ludzi, którzy mnie kochają,
                                                    których ja kocham.
                                                    ostatnio, znów bardzo nasiliły się moje lęki poranne, straciłam
                                                    apetyt, rozregulował się sen i dominowało poczucie beznadziei. póki
                                                    jeszcze mogłam, wyjechałam z domu pospiesznie. jestem teraz w
                                                    miejscu, które ubóstwiam - dużo pracuję w ogrodzie, w domu - tylko
                                                    fizycznie, bo umysłowo nie daję rady. ale wiem, że jest to jakaś
                                                    terapia - może zastopuję nawrót depry.
                                                    a może nie.
                                                  • bertrada Re: re 05.08.08, 21:53
                                                    Mówiłam, że ma objawy depresji a nie, że depresję. Nie ważne czym to jest
                                                    spowodowane ale leczy sie tak samo. Nawet alkoholikom podaje się poprawiacze
                                                    nastroju, żeby mieli lepszą motywację do wyjścia z nałogu. W końcu logiczne
                                                    jest, że jak delikwentowi będzie źle to znów sięgnie po alkohol.

                                                    Ja mam po prostu wątpliwości co do kompetencji pracujących tam lekarzy i
                                                    skuteczności prowadzonej tam terapii. Zresztą nie tylko ja. W jakimś programie
                                                    radiowym wypowiadał sie psychiatra, kierownik jakiejś kliniki i to on właśnie
                                                    stwierdził, że współcześni psychiatrzy są niedouczeni, bo się nie rozwijają.
                                                    Pozostają na etapie wiedzy sprzed 20 a nawet 30 lat. Po prostu po opuszczeniu
                                                    murów uczelni nie sięgnęli już po zadną publikację. Być może jest to wina
                                                    niedofinansowanej służby zdrowia. Pewnie te małe prowincjonalne ośrodki nie maja
                                                    pieniędzy na wysyłanie lekarzy na szkolenia i wprowadzania jakiś nowości. A
                                                    lekarz też człowiek i jak nie musi to uczyc się nie będzie zwłaszcza jak z
                                                    własnej kieszeni musiałby za szkolenie zapłacić. A pasjonatów jest mało.

                                                    A co do psychoterapii to faktycznie nie przechodziłam żadnej. Ale nie zmienia to
                                                    faktu, że nie jest to terapia uznana przez konwencjonalna medycynę. A na pewno
                                                    nie jako monoterapia.
                                                  • aidka Re: re 05.08.08, 23:27
                                                    wiesz, Bertrado, myślę,że uogólnienia, to nie jest dobry pomysł.
                                                    ja byłam w szpitalach w wielu miastach - także największych.
                                                    ostatnio, gdy wylądowałam w Koszalinie, spodziewalam się prowincji,
                                                    jak to nazywasz. tymczasem, ordynator, która mnie prowadziła,
                                                    okazała się być jak najbardziej psychiatrą, który non stop się
                                                    dokształca. była właśnie po kolejnym sympozjum w Szczecinie i
                                                    stamtąd przywiozła wyniki najnowszych badań dotyczące zapobiegania
                                                    nawrotom i zmniejszania ich siły. to ona, a nie lekarze z W-wy jako
                                                    pierwsza zaproponowała mi branie małej dawki antydepresjaka do końca
                                                    życia.
                                                  • bertrada Re: re 05.08.08, 23:37
                                                    Wiem, że nie można generalizować ale fakt jest taki, że szpitale są
                                                    niedofinansowane a niektóre pewnie odgórnie przeznaczone do likwidacji, więc
                                                    nikt się nimi nie przejmuje i to nie tylko dotyczy psychiatrii. I na pewno wiele
                                                    zależy od szefostwa. Jak ordynator jest lekarzem z powołania a nie tylko
                                                    uczestnikiem wyścigu szczurów, któremu zależy na pieniądzach i stanowisku, to
                                                    nawet niedofinansowany oddział będzie miał jakiś poziom. Ale mimo wszystko w
                                                    Polsce nadal jest to loteria i albo trafisz dobrze albo źle. I właśnie to mi się
                                                    nie podoba.
                                                  • irga7 Re: re 06.08.08, 08:01
                                                    to ona, a nie lekarze z W-wy jako
                                                    > pierwsza zaproponowała mi branie małej dawki antydepresjaka do
                                                    końca
                                                    > życia.
                                                    A ta mała dawka....to ile?Jeśli można spytać.
    • mskaiq Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 06.08.08, 13:32
      Bertrada napisala
      >Zaburzenia osobowości są NIEULECZALNE, ani farmakoterapią ani
      >psychoterapią.
      Na jakiej podstawie to piszesz. To nie jest prawda. Zaburzenia
      osobowosci biora sie w wiekszosci z braku kontroli nad emocjami a
      przede wszystkim strachu. To negatywne emocje tworzenie irracjonalne
      zachowania, czesto patologiczne. To mozna zmienic ale trzeba chciec
      to zmienic.
      Napisalas rowniez
      Nawet w głupiej wiki to pisze.
      Sprawdzilem nie pisze. Poza tym nazywasz trolami tych co oceniaja
      Twoje pisanie jako glupote, dlaczego Ty oceniasz prace innych w
      podobny sposob.

      Napisalas
      >Psychoterapia NIE JEST uznaną metodą leczenia przez medycynę
      >konwencjonalną.
      To nie jest prawda, uzywana jest powszechnie w szpitalach i przez
      psychiatrow a takze polecana w wiekszosci publikacji
      psychiatrycznych.
      Czy moglabys przedstawic jakiekolwiek zrodla na jakich opierasz
      takie twierdzenie. Jesli ich nie przedstawiasz to nie powoluj sie na
      nie.

      Napisalas rowniez
      >I co więcej, mówiłaś, że to właśnie lekarz z tego szpitala zapisał
      >twojej matce benzodiazepiny jako lek do stosowania przewlekłego. A
      >to najlepiej świadczy obraku jakichkolwiek kompetencji z jego
      >strony. Facet ma wiedzę z lat 70ych i podejrzewam, że cały ten
      >szpital ma mniej więcej ten sam poziom.
      Na jakiej podstawie oceniasz lekarza a nawet caly szpital. Sama
      takie oceny w stosunku do Ciebie nazywasz trolowaniem ale robisz to
      samo.
      Serdeczne pozdrowienia.

      • bertrada Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 06.08.08, 14:03
        Masku, najpierw poczytaj sobie co to jest trollowanie a potem pogadamy.
        (dokładna definicja jest w regulaminie forum) Ja nikogo nie obrażam, nie czepiam
        się każdego postu i moja działalność nie ogranicza się do dokuczania czy
        obrażania innych i łażenia od postu do postu i twierdzenia, że jego autor jest
        głupi bo pisze tak a nie inaczej, bez podawania jakichkolwiek sensownych
        kontrargumentów poza takimi, że tak bo tak albo nie bo nie. I w przeciwieństwie
        do trolli ja udzielam odpowiedzi autorowi wątku na temat a nie wyszukuję osób,
        które coś już odpowiedziały, tylko po to, żeby się z nimi nie zgadzać i obrażać je.

        Ja po prostu wyrażam swoja opinię na zadany temat, bo do tego służy forum
        dyskusyjne. Inne osoby (z wyjątkiem trolli) robią dokładnie to samo i dzięki
        temu autor wątku ma szeroki obraz sprawy i jak potrzebuje jakiejś porady to może
        wybierać. A najczęściej dopiero połączenie wszystkich wypowiedzi pozwala inaczej
        spojrzeć na sprawę i wyciągnąć z tych wszystkich wypowiedzi coś korzystnego dla
        siebie.

        Wyjątkiem są wątki-blogi, w których autorowi nie chodzi o poznanie opinii innych
        tylko o uzwenętrznienie się, ale to inna sprawa. ;D

        I jeszcze jedno, ja nigdy nie twierdzę, że mam 100% rację i zawsze jestem gotowa
        na polemikę, ale tylko wtedy kiedy jest to rzeczowa wymiana zdań a nie
        bezsensowna pyskówka z osobą, która nie ma pojęcia o temacie ale chce się
        pokłócić na zasadzie ja mam inne zdanie bo tak.

        A co do źródeł, to tak. Na pewno nie są to informacje wyssane przeze mnie z
        palca i na pewno sa one prawdziwe. Przynajmniej tak mi się wydaje, bo pochodzą z
        rzetelnych źródeł takich jak wypowiedzi np psychiatrów w audycjach radiowych,
        jakieś publikacje tychże osób albo podręczniki i publikacje naukowe. (oczywiście
        nie wykluczam, że te dane są błędne albo przestarzałe, w końcu nawet podręczniki
        akademickie zawierają pomyłki a ja nie weryfikuje w kilku różnych źródłach
        wszystkich informacji) Niestety jak ja czegoś słucham albo czytam to nie robię
        bieżących notatek, więc nie jestem w stanie podać konkretnie gdzie, kiedy i
        przez kogo coś takiego było powiedziane. Więc tutaj masz rację, pod względem
        metodologicznym wartość merytoryczna moich wypowiedzi leży. ;))
        Ale w końcu to nie jest forum eksperckie ani naukowe.
        • aidka trollizm 06.08.08, 14:45
          Mskaiq,
          Bertrada ma, w dużym stopniu, rację.
          tu jest parę osób, które funkcjonują po to, by bezsensownie
          wyzłośliwiać się i dowalać innym, a nie po to, by przedstawiać swój
          punkt widzenia czy samemu inicjować jakiś temat. te osoby, to, wg
          terminologii netowej, trolle. i już.
          • basiulka78 dla bertrady 06.08.08, 15:01
            www.dystymia.psychika.eu/objawy.php


            o dystymii...
          • bertrada Krótka charakterystyka trolli forowych ;D 06.08.08, 15:58
            Na przykładzie trolli z Forum Feminizm, ale po niewielkiej obróbce można to
            rozszerzyć także i na inne fora:

            Smieszny: 'bo wy nie macie poczucia humoru', 'wszystkich smieszy,
            tylko was nie smieszy'

            Desperat: 'mezczyzni sa lepszymi matematykami i zdobyli większość
            nagrod Nobla, wiec jestem od was lepszy'

            Wykulowany: 'idea, ktorej jestem niewolnikiem polega na tym, ze nie
            jestem niewolnikiem zadnych idei. W przeciwieństwie do was'

            Ofiara komuny: 'wycielyscie mi watek o marchewkach, fazach ksiezyca
            i feminizmie, a byl merytoryczny', 'moje wypowiedzi sa cenzurowane'

            Sekser – 'feministki to nie sa kobiety, to babochlopy
            sa', 'prawdziwe kobiety feminizmem się brzydza, bo lubia ladnie
            wygladac'

            Biedny Misio: 'jak walczycie o to równouprawnienie, to macie
            walczyc tez o moje', 'dlaczego nikt się nie upomni o prawa mezczyzn'

            Pan Jednej Pani: 'jedna pani napisala, ze… wiec się z tego
            wytlumaczcie'

            Zdrowy Glos Ludu: 'wszyscy mowia, ze nie macie racji, wiec nie
            macie racji. ale się z tego wytlumaczcie'

            Filozof: 'uwazam, ze feminizm polega na tym, ze trzeba zakładać
            ubrania na lewa strone. Dlaczego zakladacie ubrania na lewa strone?'

            Jasio: 'minioweczka, minioweczka, minioweczka,
            minioweczkaminioweczkakokokolezanka w minoweczce'
            • bertrada Re: Krótka charakterystyka trolli forowych ;D 06.08.08, 16:00
              Lik do tego wątku, żeby znów nie powiedzieli, że nie podaję źródeł. ;D

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=212&w=83032852&v=2&s=0
              • bertrada Re: Krótka charakterystyka trolli forowych ;D 06.08.08, 16:18
                Nie mówiąc o tym, że facio z FF to klon naszego Micaela.

                ps Ale się off topic zrobił. ;P
                • lucyna_n gburcia, masz obsesję 06.08.08, 16:27
                  z tymi trollami
                  to już doprawdy zakrawa na nerwicę natręctw
                  jak najszybciej skonsultuj się z lekarzem
        • basiulka78 Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 06.08.08, 14:56
          Ale się zapędziliście... A ja mam nowy problem i proszę was o
          wskazówki: Dziś mama została przeniesiona z oddz zamknietego na
          otwarty. Zgłupiałam trochę, bo myślałam, że bezie na zamnkniętym
          dłużej. Dzoniłam do lekarza i powiedział że to posunięcie
          strategiczne. TYm czasem mama juz dzwonila, ze skoro jest na
          otwartym, to potrzebuje wiecej kasy, bo nie ma sił jeszcze chodzić
          na posiłki. Tak na marginesie odległość do stołówki i do sklepiku
          jest taka sama... Lekarz stwierdził, ze to manipulacje mamy i mam
          nie dawac wiecej kasy niż zwykle, bo moze coś kombinuje. POdobnie
          było z zakazem palenia. wg mamy moze za zgoda lekarza palic do 10
          dziennie. A lekarz temu zaprzecza... Z racji czestych klamstw mamy,
          ktore chyba sie juz przerodziły w manipulacje, zastanawiam sie co
          dalej? Czy przeniesienie jej na oddzial otwarty ma miec ta taktykę w
          sobie, żeby jej coś udowodnić? Np, jej krętactwo?
          Proszę napiszcie co myslicie.
          • bertrada Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 06.08.08, 15:17
            Myślę, że na oddziałach zamkniętych jest bardzo mała ilość miejsc i jak
            przywieźli kogoś, kto jest np niebezpieczny dla otoczenia albo ma zostać tam
            umieszczony z nakazu prokuratora to musieli zwolnić dla niego miejsce. A zwalnia
            się kosztem tych, którzy są najlżej chorzy. A być może lekarz chce łapówki.

            A co do palenia papierosów, to nie wydaje mi się żeby był jakiś zakaz poza
            oczywiście paleniem w salach dla chorych. Jak ktoś jest uzależniony to lepiej,
            żeby sobie rzucał w innym momencie niż w trakcie leczenia czego innego.

            A co do kłamstw to podejrzewam sytuacja zmusza ja do takowych. Skoro będąc
            szczerą niczego nie wskóra a jeszcze narazi sie na jakieś ataki czy komentarze
            to musi kombinować.

            A jak to jest dystymia to przetrzymywanie jej na oddziale bez leczenia nic nie
            pomoże. Nawet w zalinkowanym przez ciebie artykule powątpiewają w skuteczność
            psychoterapii. Ja bym na prawdę zmieniła lekarza. Trzeba poszukać jakiegoś
            specjalisty, który zajmuje się leczeniem ciężkich postaci depresji i uzależnień.
            Poszukaj na białej liście albo na jakiś forach specjalistycznych. Taki
            psychiatra, który leczy wszystko najczęściej nie radzi sobie z ciężkimi przypadkami.
            • bertrada Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 06.08.08, 15:26
              A tutaj masz link do krakowskiego szpitala psychiatrycznego. Nawet mają oddział
              leczenia zaburzeń osobowości w którym przez 6 miesięcy bawią sie w
              psychoterapię. Czyli coś, co niektórzy z tego forum lubią. Niestety nie piszą
              jaka jest tego skuteczność. Na pewno pacjenci moga się odstresować przez ten
              czas i nauczyc pewnych wzorców zachowań. Ale czy to im zmieni osobowość to wątpię.
              www.babinski.pl/index.php?module=Pagesetter&func=viewpub&tid=9&pid=1
      • lucyna_n Re: MOja Mama po rpóbie samobójczej 06.08.08, 15:31
        jestem pod wrażeniem rzeczowości wypowiedzi
        • basiulka78 Re: MOja Mama po próbie samobójczej 07.08.08, 08:10
          Bertrado, fajnie sie mówi, jak sie zna sprawe tylko z zewnatrz...
          Mama trafiła do tego a nie innego szpitala, bo znam tam lekarzy, a
          poza tym zrobiłam rozeznanie i wiem, ze tam są w miare dobre
          warunki. JUz przed próbą samobójcza Mamie załatwiłam miejsca w dwóch
          ośrodkach leczenia uzależnień, ale nie chciała iść na leczenie. I
          jeszcze jedno: wszedzie trzeba przyjść "czystym" na leczenie, a nie
          pod wpływem alkoholu czy innych środków. A to u mojej mamy było
          niemożliwe. Nie jest ubezwłasnowolnina i niemoge jej nakłonić zeby
          poszła tu czy tam. Chory musi wyrazic zgode na leczenie. A moja
          mama w ogole nie widzi problemu, uwaza ze nic sie zlego nie dzieje.
          Mimo tego wciaz powtarzala ze potrzebuje pomocy, ale konkretne
          oferty pomocy odrzucała i sie buntowala... Wiem, że to może
          absurdalne, ale ona nie mysli logicznie. Dlatego nie jestem w stanie
          rozważać zmiany szpitala czy jakiejs innej terapi, bo nie zaciagne
          jej przeciez nigdzie na silę...

          Do tego mama perfekcyjnie manipuluje innymi. Chcac pokazać jaka jest
          biedna i slaba, przewraca sie manifestacyjnie i jęćzy, podzcas gdy
          nic jej nie jest. Mowi ze wykryli jej cukrzycę, a sie okazuje ze ma
          lekko podwyższony cukier. Wiem, ze to próba zwrócenia na siebie
          uwagi, ale gdy się jej ją daje, to za przeproszeniem wlazi na głowę.
          Dasz palec, wezmie reke. Zachowuje sie male dziecko i jest
          nieodpowiedzialna. To wlasnie efekt zaburzeń dystymicznych.
          Postępowanie z taką osobą jest naprawde trudne...
          • bertrada Re: MOja Mama po próbie samobójczej 07.08.08, 08:23
            Ale ty w sumie nie wiesz co ona czuje. Jeżeli to jest dystymia to podejrzewam,
            że ona nie manipuluje tylko faktycznie tak czuje i dlatego tak a nie inaczej
            mówi i zachowuje się. Może podrzuć jej jakieś artykuły albo strony internetowe z
            opisem szpitali, metod leczenia, jakiś forów internetowych itp.
            Być może przydałaby sie jej jakaś grupa wsparcia osób, które chorują na to samo.

            Ale to wszystko powinien zrobić szpitalny psycholog, bo to w sumie jest jego
            działka, żeby tak zbajerować pacjenta, żeby ten nabrał ochoty na leczenie.

            A co do czystości, to nie jestem tego taka pewna. Jak moją znajomą wozili do
            szpitala to wcale taka czysta nie była i przyjmowali ją. Potem ona uciekała ze
            szpitala i potem ją znowu przyjmowali jak nie była w stanie kombinowac, żeby
            uciekać. Trudno, żeby narkoman był czysty. Ja sobie zdaję sprawę, że dystymia i
            narkomania to dwie różne choroby, tylko chciałam podac przykład, że nie jest tak
            źle. W nagłych przypadkach muszą pacjenta przyjąć i jak trzeba zrobić mu detoks.
            Nie wiem, czy czytałaś opis zalinkowanego szpitala. Podejrzewam, że inne
            działają na podobnej zasadzie.
            ;)
          • mskaiq Re: MOja Mama po próbie samobójczej 08.08.08, 13:13
            Kazdy pobyt w szpitalu sie konczy i musisz byc przygotowana do tego
            ze wczesniej czy pozniej wroci do domu.
            Jednym z jej problemow jest to ze klamie, mysle ze nie widzi w tym
            nic zlego.
            Drugim problemem jest alkohol i inne srodki i tutaj tez nie widzi
            zadnego problemu.
            Mysle ze wielka role odgrywa w tym Jej bezczynnosc. Sprobuj to
            zmienic, Ona musi zrobic z wolnym czasem ktory ma. Kiedy bedzie
            zajeta to nie bedzie miala czasu na alkohol, zacznie byc pozytywna,
            bedzie miala motywacje.
            Serdeczne pozdrowienia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka