nadja
05.10.03, 12:14
Po przeczytaniu listow niejakiej hani nasunelo mi sie kilka mysli,
ktorymi chcialabym sie z Wami podzielic. Pierwsza jest taka, ze uwazam,
iz hania nie ma zielonego pojecia, czym naprawde jest depresja, nigdy jej
nie przezyla, lub tez nie przezyl jej nikt bliski, tak, aby dotknelo
to takze jej. Mowie nie o chwilowym dolku, smutku, bo cos zlego sie zdarzylo,
mowie o depresji. Dlaczego tak sadze? Juz tlumacze. Jakies 2-3 lata temu
zaczely dziac sie dziwne rzeczy z moja mama. Ja mialam 17-18 lat, brat rok
mlodszy. ojca nie bylo. Nagle przestala pracowac, przestala robic cokolwiek
w domu...my z bratem... coz...nie wiedzielismy co sie dzieje i gdybysmy
wtedy pomysleli, jak boli ja nasze ciagle "wez sie w garsc", "wszyscy ludzie
pracuja a Ty nie mozesz..." itp to pewnie milczelibysmy jak zakleci. Malo
tego, ze ja boli. Gdybysmy wtedy mieli pojecie, jak idiotyczne jest to
wyrazenie w obliczu choroby, w ktorej pograzala sie moja mama, a ktora
niemalze doprowadzila do tego, ze stracilibysmy ja. Dopiero za jakis czas
zaczely sie wizje. Szatan, anioly, rozne rzeczy, o ktorych nie chce pamietac.
Choroba stala sie bardziej oczywista. Ale zbyt pozno. Wiec nie wystarczyl juz
lekarz, nie wystarczylby dziurawiec - byl szpital. Koszmar, jakich malo.
Kolejna rzecz do zapomnienia. Potem nagly wypadek - mama nieprzytomna,
do szpitala na sygnale. Lekarze nie dawali szans. Cudem ja uratowali. Wiec
potem powrot do "zdrowia". Kolejny cud, bo jest w miare dobrze. A nie
wierzylam, ze bedzie. Ale pamietam ja z tego okresu, pamietam jak mowilam
"mamusiu, sprobuj zrobic cokolwiek, musisz...wziac sie w garsc i zaczac cos
robic bo inaczej nigdy z tego nie wyjdziesz". Pamietam jej lzy w oczach,
kiedy mowila, ze tak bardzo probuje i nie moze. Pamietam ja z tego okresu. I
teraz czytam, ze trzeba wziac sie z zyciem za barki. To moze zrobic zdrowa
osoba. Mnie, komus, kto przezyl to z mama nigdy nie przyszloby do glowy
wypisywac takie rzeczy, jakie wypisuje hania. Jakby tego bylo malo, dla mnie
samej to wszystko skonczylo sie choroba. I wiem, ile kosztuja mnie codzienne
proby normalnego zycia. Wiem, jak czasem leze i nie moge ruszyc ani reka, ani
noga i widze zalzawiona twarz mojego narzeczonego. Wiem, ile wycierpialam
przez widok mojej chorej mamy. Wiem, ile ona wycierpiala. I wiem, ze depresja
nie jest wymyslem leniwych, ale prawdziwa choroba, ktora nalezy normalnie
leczyc. Nie wierze, ze ktos, kto ja przezyl, bedzie w stanie mowic o "braniu
sie w garsc". Wciaz mysle o tym, jak idiotyczne jest to stwierdzenie w
obliczu choroby, ktora przytlacza i ogarnia czlowieka. I wciaz mysle o tym,
ze moze gdybym wtedy -zamiast gadac "wez sie w garsc"- zabrala mame do
lekarza, to uniknelaby wielu cierpien. Ale nie wiedzialam. Nie uwierze, ze
ktos kto WIDZIAL I WIE, jest w stanie opowiadac takie rzeczy.
pozdrawiam
n.