Dodaj do ulubionych

Sport, a depresja

09.01.09, 20:21
Może ciekawszy byłby wątek "Sex, a depresja" ale wizytujący nas
czasem P.O Kpiarz Maruder odmówił zajęcia się tematem (wielka
szkoda). A ja osoba w silnej depresji od początku mojej dolegliwości
o seksie nie mam pojęcia.

Proponuję więc w zamian zająć się przez chwilę sportem, zwłaszcza,
że w innym wątku znalazłem taką oto kwestię (autor: ilqad).
"Możliwość uprawiania sportu oznacza, że nie
masz depresji, gdyż depresja uniemożliwia tego rodzaju działanie.
Ewentualne próby kończą się po paru machnięciach ręką, gdy człowiek
jest tak zmęczony, że pada na pysk."
Sportowcem zawodowym nie byłem, ale od paru ładnych lat biegałem i
udało mi się z pewnym trudem na poziomie amatorskim (w ok. 4godz.
25min.) ukończyć 2 x maraton.
Moja depresja spowodowała, że przestałem biegać (nie wspomnę, że
porzuciłem pracę, itd.)i wszelki wysiłek (aktywność) przychodzi z
dużym trudem, czasem czuję się jak cały z ołowiu i do 13.00 nie
jestem w stanie wyjść z piżamy. Moja depresja przebiega z innymi
przykrymi dolegliwościami somatycznymi (może została nawet przez nie
wywołana), o których tutaj pisał szeroko nie będę (pisk w głowie,
kłopoty z przewodem pokarmowym), które mi silnie dokuczają i
powodowały (powodują), że czasem jestem pewien, że długo nie
pociągnę. Zdarzało się, że w chwilach cięzkich (lęki) przymiarzałem
pasek od spodni na szyję w piwnicy, więc nie jest to lekka
depresyjka, w której można fikać nogami, chodzi się do pracy itd.
A teraz przechodzę do sportu. Otóż okazało, się, że w moim stanie (a
z opisu wynika, że nie jest to stan lekki i niewinny) uprawianie
sportu jest możliwe.
Po wielkich trudach (napięcie, lęk, odmowa) w czasie wakacji rodzina
wyciągnęła mnie w góry na 5 dni, gdzie 2 razy zaliczyłem po 15 km
górskiej wędrówki, co prawda nie biegam, ale kilkanaście razy
zaliczyłem po 5-6 km szybkiego marszu z kijami (Nordic Walking),
jeżdżę na rowerze (to przychodzi najłatwiej), grałem w ping-ponga, a
raz byłem z dzieckiem na lodowisku. Wszystko wskazuje, że jutro
pojadę na narty, mimo, że byłem pewien, że nigdy w życiu nie będzie
mi to dane. W czasie wysiłku i po nim czuję się nieco lepiej,
wyobrażam sobie, że jest "normalny" jak inni, którzy aktywność
sportową podejmują i to pomaga oraz poprawia nastrój.
Oczywiście nie jest to łatwe, często poprzedza to zły nastrój,
płacz, przekonanie, że nie dam rady (jestem jakby spraliżowany). Ale
jak już wystartowałem, to jakoś szło - wychodziłem w góry i szedłem
(mimo, że w głowie mi się kłębiło), wychodziłem na kije, wychodziłem
poćwiczyć na powietrzu, na rower, itd.
Jutro może te narty się udadzą, zmotywowało mnie to, że jadę dla
dzieci (moja córka chce pojechać w zawodach) i po kilku odmowach -
wczoraj powiedziałem, że jedziemy. Teraz się tego trzymam. Dla
wyjaśnienia rok temu, to ja musiałem dzieci wyciągać bo narty to mój
ulubiony sport i jeżdżę (jeździłem?) dobrze.
Oczywiście różni ludzie są w różnym stanie, ale nie trzeba biec
maratonu - polecam cokolwiek. Zauważam, że o ile od wielu miesięcy
sam wogóle nie odczuwam radości (chyba "książkowy" objaw depresji),
to małą satysfakcję przynosi mi, jeśli przezwyciężę niemoc i sprawię
tym radość innym (np. łyżwy czy narty z córką). Może to objaw
zdrowienia?
Nie wiem, ale nie można się kodować, że skoro jest się w depresji to
nie można uprawiać sportu. Powtarzam, to nie musi być maraton, ale
jeśli wystarujecie, wyjdziecie z domu, parę małych ćwiczeń, trucht,
cokoliwiek zaczniecie robić, co możecie, to Wam i bliskim bardzo
pomoże.
I powiem, że warto ... Najgorzeć zacząć ... I potwierdzam, czasem
trudno wymyć zęby, ale jeśli jest lepsza chwila, wykonasz jakiś
ruch, jakieś działanie, to potem można zrobić następny krok.
Pisałem, że najłatwiej mi wychodzi rower (z dziećmi), może dlatego,
że "sam jedzie", no i dzieci pedałują; Nordic Walking - w grupie,
może dlatego, że są inni, no i ja "muszę" dotrzymać im kroku. Chyba
jednak wyjście w grupie, bo to mobilizuje no i nie "zamykasz się"
sam ze sobą, choć często uciekam w samotność (też chyba objaw
depresji). Pływanie, trucht - też probówałem, ale po paru
minutach "odpuszczałem".
Acha, jest jeszcze taniec - raz to robiłem: byłem blady, zielony,
roztrzęsiony, ale poszedłem na imprezę i jak zacząłem tak tańczyłem.

Na marginesie - ma to też takie skutki, że otoczenie nie postrzega
Cię jako kogoś z depresją lub że już się wyleczyłeś (ja nie traktuję
swoich dolegliwości jako tabu i o tym mówię) i po takich "wyczynach"
jak tańce, np. żona oczekuje, żeby tak już było, bo "skoro wczoraj
tańczyłeś, to dzisiaj też możesz", no, a nie zawsze mogę ...
Zresztą nie dotyczy to tylko tańca ale też innych aktywności. To
jedynie przykład. I pojawia się napięcie: jest oczekwianie
normalności, żeby tak już było cały czas. A nie bardzo można i
znowu pogorszenie nastroju.
No ale to kwestia psychoedukacji rodziny i otoczenia, żeby
wiedzieli, że jeśli czegoś nie robię, to nie jest ani złośliwość ani
lenistwo. To już chyba temat na inny post, więc kończę.

No to napiszcie - jak u Was ze sportem?

PS. Maruderze, no napisz coś o seksie, nie wykręcaj się Bertradą!
Snajper w celach terapeutycznych to puści! 100%!

Pozdrawiam wszystkich Dobrek
Obserwuj wątek
    • lucyna_n Re: Sport, a depresja 09.01.09, 21:00
      dziwna ta twoja depresja jak możesz takie epistoły pisać

      a co do sportu, może siłą rozpędu organizm daje radę, byłeś wysportowany to tak
      od razu mięśnie Ci przecież nie zanikną, jak dajesz radę to dobrze, bo wysilek
      fizyczny sprzyja wszystkim i ludzie powinni go stosować na tyle na ile sa w
      stanie, także depresyjni, chociaż nei wiem czy dalbyś radę rozruszać depresyjny
      oddział szpitalny, raczej wątpię.
      nie wiem co tam dalej napisałeś bo mi się nie chiało czytać:P
    • lucyna_n Re: Sport, a depresja 09.01.09, 21:03
      jeszcze trochę doczytałam z samego końca, to oczekiwanie normalności, trafnie
      to ująłeś, ja mam podobne odczucia. Czasem aż strach się wyrywać z jakąś
      aktywnością bo nie wiedomo na ile powtorek starczy sił, a rodzina już się
      nastawia że tak będzie zawsze.
    • mskaiq Re: Sport, a depresja 10.01.09, 06:02
      Cwicze regularnie, w sobote i niedziele 5 kilometrow na plazy. W dni
      kiedy pracuje biegam po okolicy okolo 3 kilometrow. Poza tym robie
      cwiczenia silowe, pompki, podnosze ciezarki, itp kilka razy dziennie.
      Przed depresja i schizofrenia nie cwiczylem ale odbywalem z
      dzieciakami dlugie wycieczki po Niebieskich Gorach i okolicach
      Sydney. Czesto byly to dwudniowe wyciczki.
      Cwiczyc zaczalem kiedy pojawila sie schizofrenia i depresja. Szybko
      zrozumialem ze cwiczenia sa podstawa, ze bez nich nie poradze sobie.
      Musialem zapanowac nad emocjami a bez cwiczen nie dawalo sie.
      Decyzje o bieganiu podjalem szybko ale po pewnym czasie pojawily sie
      sie bole plecow przy schylaniu i bieganiu.
      Bol byl tak silny ze przez pierwsze 500 metrow to byl tylko trucht i
      bol az do lez. Nie mniej codziennie wychodzilem na bieg tak przez 10
      miesiecy biegalem z tym bolem.
      Nagle bol zniknal, wielka ulga ale radosc nie trwala za dlugo bo
      pojawil sie nowy bol, ponizej kolan, ale ten nie byl juz taki
      dokuczliwy, nie byl juz problem. Ten bol zniknal po paru miesiacach.
      Za to pojawilo sie chroniczne zmeczenie a wlasciwie nasililo sie bo
      przed tym bylo rowniez ale nie do takiego stopnia.
      Zeby wyjsc na plaze musialem przelamac siebie, wchodzilem pod zimny
      prysznic bo nie moglem sobie poradzic inaczej ze soba.
      Do plazy trzeba bylo dojsc 200 metrow, ale zmeczenie bylo tak duze
      ze szedlem z trudem. Wiedzialem ze nic mi nie jest ze trzymam sie
      scisle diety, ze nie istnieje zadna rzeczywista przyczyna tego
      zmeczenia.
      Bieg nie byl latwy, po stu metrach pojawiala sie suchosc w gardle,
      ale w miare trwania biegu budzilem sie i na koniec biegu zmeczenie
      znikalo, bylo normalnie. Godzine po zakonczeniu biegu zmeczenie
      wracalo ale chroniczne zmeczenie to zupelnie inna sprawa.
      Jesli chodzi o sport to przeczytaj sobie:
      www.gazetawyborcza.pl/1,75476,4753411.html?skad=rss
      Serdeczne pozdrowienia.

      • dobrek1963 Faktycznie udało się przełamać ... 10.01.09, 20:32
        mimo, że parę dni temu było to nie do pomyślenia.

        Parę dni temu, nie wypobrażałem sobie, że pojadę z córką na narty.

        Zobaczymy na ile ten stan jest trwały ..

        Pozdr D
    • dobrek1963 Wyprawa na narty się udała! 10.01.09, 19:47
      Krótko donoszę: co prawda poranny paraliż bardzo przeszkadzał, ale w
      końcu udało się wstać, zapakować narty, dzieci i wyjechać.
      Po 2 godz. w samochodzie - 5-6 godzin na śniegu i były
      momenty "normalne", kiedy czułem się prawie normalnie i zapominałem
      o pisku w głowie, lękach, itd.
      A więc to działa - spróbujcie!

      PS. Temat nie wywołał wielkiej dyskusji, a szkoda ...

      Pozdr D
    • dobrek1963 Do: lucyny_n i wszystkich zainteresowanych 10.01.09, 20:49
      Cóż, piszę epistoły, chiałem się wygadać ...

      Czy dziwna moja depresja? Nie wiem, ale w wielu punktach książkowa -
      też o tym pisałem: często ucieczka od innych, izolacja, "paraliż" -
      brak możliwości, żeby robić cokolwiek, a parę razy pasek na szyji.

      W sumie parę dni temu się przełamałem, żeby poszukać jakiegoś forum,
      gdzie są ludzie z takimi problemami jak ja, bo tak trudno było mi
      odpalić kompa ...

      Rady kolegi mskaiq'a wydawały mi się abstrakcyjne, ale jak znalazłem
      gdzieś posta ze stwierdzeniem, że w depresji żadna aktywność
      sportowa nie jest możliwa, to sobie przypomniałem, że coś jednak się
      udawało ...

      Są nieraz takie okienka, lepsze chwile i warto je wykorzystać, ale
      bywało też tak, że coś komuś obiecałem i musiałem się przemóc, a jak
      już wystartowałem to jakoś szło.

      Więc chyba warto, na miarę sił i możliwości jakąś aktywność sportową
      (nawet spacer) wykonywać i to w jakimś towarzystwie, bo to dodatkowo
      mobilizuje.

      Nie wiem czy ten lepszy moment będzie długo trwał i czy jeszcze się
      poprawi, czy pogorszy ... bo są też inne problemy, które przez moją
      depresję powstały (np. zawalona prace i wszytsko co z tego wynika),
      a nie wiem jak to rozwiązać - nie mam pomysłu, ale cieszę się, że
      chociaż dzisiaj jest mi lepiej niż parę dni temu.

      Pozdrawiam D
      • mskaiq Re: Do: lucyny_n i wszystkich zainteresowanych 10.01.09, 23:39
        Jesli bedziesz aktywny, zajety, nie bedziesz myslal o pisku w
        glowie, tylko bedziesz sie koncentrowal na tym co robisz wtedy ten
        pisk zniknie, zapomisz o nim tak jak sie to zdazylo w czasie nart.
        Jesli chodzi o przelamanie sie, zmuszenie sie do dzialania ktore
        moze pomoc to bardzo malo osob to robi.
        Na forum panuje powszechne przekonanie ze wziac sie w garsc to cos
        zlego, ze tylko ludzie ktorzy nie rozumieja moga proponowac takie
        rozwiazanie.
        Ja bralem sie w garsc, walczylem o siebie, nagroda jest normalne
        zycie, pozbycie sie ograniczen, realizacja marzen i celow.
        Serdeczne pozdrowienia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka