Dodaj do ulubionych

jak pomoc...

25.11.03, 11:41
...komus, kto chyba w gruncie rzeczy tej pomocy nie chce. Jak wyslac do
psychologa kogos, kto nie wierzy lekarzom i innej masci specjalistom? Wierzy
za to, ze to ja mu pomoge, ze mam swietny wplyw itd. Tymczasem ja moge
dzialac jedynie intuicyjnie, nie mam wiedzy psychologicznej i jestem w stanie
pomoc jedynie doraznie... na dluzsza mete, przy tych ciagle powracajacych
depresjach, moge zrobic cos glupiego ze zwyklej niewiedzy. Zaczynam sie bac
zbyt duzej odpowiedzialnosci.
Macie jakas rade na opornego? ;)
Obserwuj wątek
    • samanta5 Re: jak pomoc... 25.11.03, 16:15
      Może czas i uświadamianie, co zreszta robisz, że nie jesteś specjalistą, nie
      podejmujesz się ani terapii ani leczenia, jedyne co możesz zrobić to wysłuchać
      i zgodnie ze swoimi doświadczeniami, poradzić. Wiara ponoc cuda czynic
      potrafi, może ta osoba najnormalniej w świecie potrzebuje tylko
      zainteresowania innych, jej problemami. Ale tu tez radziłabym jasno ale
      taktownie określić granice Waszych wzajemnych kontaktów. Problemy innych nie
      powinny się stać celem naszego życia. Życze powodzenia i cierpliwości :-)
    • an_a1 Re: jak pomoc... 25.11.03, 23:28
      Na Twoim miejscu ja bym się nie bała odpowiedzialności. Taką samą ponoszą
      lekarze i psychoterapeuci, a często zawodzą. Do tego biorą kasę. Bijesz ich na
      pewno na głowę zaangażowaniem, autentyzmem i wytrwałością. Te rzeczy są nie do
      kupienia w żadnym gabinecie, a niezwykle cenne dla ludzi w depresji , leczą
      może skuteczniej od pigułek. Powiedziałabym mocniej, że tak właśnie jest.
      Skoro ktoś wie, że nie jesteś profesjonalistą, na pewno liczy się z możliwością
      potknięć i porażek, więc Cię usprawiedliwi. Zamiast lekarza w świadomy sposób
      wybiera Ciebie - przyjaciela. Chce się oprzeć na Twoim ramieniu, widać Cię zna
      i ma swoje powody, dla których decyduje, że to właśnie Ty. Główny z nich to na
      pewno zaufanie. Nie odmawiaj tego, co człowiek winien człowiekowi. Na pewno
      miałabyś wyrzuty sumienia, gdyby potrzebującemu przytrafiło się, odpukać, coś
      złego. Niestety, w depresji tak bywa, szczególnie gdy jest byle jak leczona
      albo wcale. Jak byś się wtedy czuła?
      Nikt też nie jest pozbawiony własnej głowy i intuicji. Przez całe życie umie
      czy nie; chce czy nie chce, winien z niej robić użytek. Tego też może będziesz
      musiała nauczyć. A może wypłynie problem, że prócz głowy człowiek dysponuje
      sercem, czasem nieobliczalnym, wybierającym przedziwne manowce, ale organem
      życia nie do zastąpienia o specyficznej funkcji, pomijam transplantację.;)
      Nie wiesz również, czy efekty Waszej współpracy będą chwilowe czy trwałe, no bo
      skąd? Trochę na marginesie - przechodziłam kilka lat temu psychoterapię. Nigdy
      już nie wróciłam do tego, co było moim problemem. Wiele bliskich związków z
      ludźmi na zawsze kształtuje człowieka tak a nie inaczej. Przeważnie przyjaźń
      popycha wszystkich w pożądanym kierunku.
      Na koniec dodam to, co często powtarzam wątpiącym, poszukującym,
      niepewnym:człowiek ma tyle siły, ile potrzebuje. Zawsze zdoła wstać i innych
      podtrzyma, jeśli tego zechce całym sobą. Nie bój się odpowiedzialności.
      ZARYZYKUJ!

      Zdrowienia
      Ana
      • essedaria Re: jak pomoc... 26.11.03, 09:21
        Dziekuje SAmanta i Ana...
        chyba niezbyt jasno okreslilam problem. JA sie eni zastanawiam nad tym czy sie
        podjac tego, ja slucham, wspieram, pomagam od kilku lat. Dlatego wiem, ze
        pomagam jedynie doraznie, bo po kilkumiesiecznych okresach spokoju, znow
        wracaja te same sytuacje. Zaleczam ale nie lecze.
        Problem polega bardziej na tym, ze on zaczyna powoli obarczac mnie
        odpowiedzialnoscia za wszystko co mu sie w zyciu przydarza.. lekarza by raczej
        nie obarczal. Dlatego nie pytam czy brac nogi za pas, tylko jak zaciagnac do
        specjalisty ;) Ewentualnie jak zdiagnozowac co to jest bez pomocy lekarza
        Pozdrawiam
        • an_a1 Re: jak pomoc... 26.11.03, 09:31
          Myślę, że to brak poczucia odpowiedzialności, a może jeszcze bardziej - wpływu
          na własne życie.
          Nie sądzę,żeby taką postawę przemodelować, potrzebny był lekarz.
          Wystarczysz Ty sama.
          Ana
          • looserka Re: jak pomoc... 26.11.03, 17:28
            "Przemodelować"? Dorosłego człowieka ani jego postaw,zachowań nikt nie jest w
            stanie przemodelować bez intensywnej współpracy ze strony samego "modela" -
            nawet najlepszy psychoterapeuta. Nie jesteśmy w stanie zmienić drugiej osoby,
            możemy zmieniac jedynie samych siebie. Co innego wsparcie psychiczne a co
            innego branie na siebie pełnej odpowiedzialności za wszelkie stany, nastroje
            czy niepowodzenia życiowe partnera.
            essedario, czy przypadkiem nie jest tak,ze jesteś przez bliskiego Ci człowieka
            manipulowana emocjonalnie? Czy Twoja rola nie sprowadza się aby do
            funkcji "wentyla bezpieczeństwa', osoby, którą można bezkarnie obarczać winą za
            wszelkie swoje niepowodzenia życiowe?
            To wszystko takie troche gdybanie, ponieważ tak naprawdę nie napisałaś
            dokładnie na czym polegają problemy Twojego partnera, w jaki sposób sie
            manifestują. Może sama idź do psychologa i przedstaw mu sytuację, może Ty
            również potrzebujesz pomocy?
            • essedaria Re: jak pomoc... 27.11.03, 10:45
              Witaj looserko,
              wydaje mi sie, ze to nie jest swiadoma manipulacja, ani tez ja nie jestem
              wentylem bezpieczenstwa. Jesli ktos przez pol roku czy rok potrafi byc nie
              tylko wspanialym partnerem, ale takze szczesliwym czlowiekiem (oczywiscie w
              normie, bez jakis szczegolnych euforii) i nagle w ciaglu zaledwie tygodnia
              drastycznie sie zmienia, czuje sie zle ze soba, zaczyna myslec o samobojstwie,
              rzuca prace, ukrywa sie przed znajomymi itd., to problem jest troszke gdzies
              indziej niz w nieprawidlowej postawie. On to widzi, chce zmienic, chce cos
              zrobic, wspolpracuje... ale nie chce isc do lekarza... mowiac, ze to ja mu
              pomagam najlepiej. Moze pomagam, ale ten problem regularnie powraca na wokande
              od kilku lat.. co kilka m-cy :(, i moja bezradnosc poskutkowala tym postem ;)
              Calkiem mozliwe ze to ja przeceniam pomoc specjalisty i zadna psychoterapia
              wiele by nie dala. Byc moze po prostu musi przez to przejsc.. a pozniej znow
              przez kilka miesiecy bedzie swiecic slonce.
              Pzdr.
              • looserka Re: jak pomoc... 27.11.03, 11:20
                Esedario, z tego co piszesz wynika jednak, że Twój partner powinien
                skontaktować sie z lekarzem. Niewykluczone,że cierpi własnie na depresję, ale
                tylko lekarz jest w stanie postawić diagnozę i podjąć decyzje o ewentualnym
                leczniu (leki,psychoterapia).
                Ty wobec niego możesz pełnić rolę partnerki życiowej,ale nie psychoterapeuty i
                nikt od Ciebie pełnienia takiej funkcji nie może wymagać ( nawet wówczas gdybyś
                np. sama była psychologiem). Musisz uświadomić to swemu partnerowi i starać się
                wyperswadować mu konieczność konsultacji psychiatrycznej. Nieleczone zaburzenia
                maja to do siebie, że z czasem mogą się pogłębiać.
                Życzę powodzenia.
                Pozdrawiam
                Loo
                • essedaria Re: jak pomoc... 27.11.03, 12:31
                  Znow dziekuje, chyba w gruncie rzeczy czekalam na potwierdzenie, ze to jednak
                  wymaga pomocy znawcy... po to zeby przedsiewziac jakies kategoryczne kroki
                  (sama nei ejstem neistety rowniez fanka lekarzy, stad moze zbyt lagodne
                  naklanianie na wizyte... i zadnego ciagneicia na sile ;)... a chyba trzeba)
                  Z jednej strony wydaje mi sie ze z roku na rok wydluza sie okres tego "bycia
                  szczesliwym", z drugiej "ataki" sa jakby ciezsze... wiec moze to i znak, ze
                  choroba sie poglebia.
                  Zaczynam dzialac ;)
                  Pzdr.
    • ooptymistka Re: jak pomoc... 27.11.03, 11:46
      Czasami wystarczy wysłuchać. A jak ktoś nie chce iść do lekarza to racvzej nie
      pójdzie chyba, że go przekonasz w co raczej wątpie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka