piotrzr
23.05.07, 17:26
www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_070519/plus_minus_a_8.html
Nie wiadomo, kto i kiedy zaczął przedstawiać fałszywie opisane zdjęcie jako
dowód zbrodni na Polakach z 1943 r. Następne osoby w łańcuchu, które je
upowszechniały, działały nieświadome tego, w dobrej wierze
Fotografia nr I publikowana m.in. w książce Aleksandra Kormana "Ludobójstwo
UPA na ludności polskiej? dokumentacja fotograficzna", wydanej w 2003 r.
plus_minus_a_8-2.F.jpg
Fotografia nr II z "Podręcznika medycyny sądowej dla studentów i lekarzy",
Wiktora Grzywo-Dąbrowskiego z 1948 r.
plus_minus_a_8-3.F.jpg
Fotografia nr III zamieszczona w artykule Witolda Łuniewskiego "Psychoza
szałowo-posępnicza w kazuistyce sądowo-psychiatrycznej" z 1928 roku
Pragniemy na wstępie przeprosić czytelników za drastyczne ilustracje do tego
artykułu. Takie zdjęcia nie powinny się ukazywać w prasie, nie tylko dlatego,
by nie razić czytelników i nie przyczyniać się do brutalizacji otaczającej nas
ikonosfery, ale także z szacunku dla przedstawionych na nich niewinnych ofiar
strasznej zbrodni. Dołączamy je, nie widząc innej możliwości udokumentowania
naszych tez, które odnoszą się do ważnej kwestii - splotu niedawnych
wiadomości oraz dramatycznych wydarzeń sprzed ponad pół wieku.
Kilka tygodni temu pojawiła się w mediach wiadomość o planach wystawienia w
centrum Warszawy nowego pomnika. Ogólnopolski Komitet Budowy Pomnika Ofiar
Ludobójstwa Dokonanego przez OUN - UPA na Ludności Polskiej Kresów Wschodnich
zaprezentował przy tej okazji projekt autorstwa znanego artysty rzeźbiarza
Mariana Koniecznego. Przedstawia on stylizowane drzewo, do którego przybite
czy też przywiązane drutem kolczastym są ciała czworga dzieci. Pierwowzorem
tego wstrząsającego obrazu było zamieszczane w wielu publikacjach zdjęcie,
widoczne m.in. na okładce albumu "Ludobójstwo UPA na ludności polskiej?
dokumentacja fotograficzna", które prezentujemy obok (fot. I). Publikacje te
podają też miejsce i czas przedstawianej zbrodni - koniec 1943 r.
Plany budowy pomnika, a bardziej jeszcze wstrząsający projekt Koniecznego
wzbudziły zróżnicowane reakcje, m.in. do Rady Warszawy trafił list
protestacyjny podpisany przez ponad 100 artystów, naukowców i polityków, w
którym stwierdzają, że drastyczna forma monumentu nie służy dobrze
upamiętnieniu ofiar i polsko-ukraińskiemu pojednaniu.
Projekt pomnika przedstawiającego ciała ofiar okrutnej zbrodni jest
rzeczywiście wstrząsający i jako taki może budzić kontrowersje. Jednak
drastyczne w swej dosłowności nawiązanie do sceny ze zdjęcia jest fałszywe.
Otóż zdjęcie, które stało się inspiracją dla rzeźbiarza, nie ma nic wspólnego
z "ofiarami ludobójstwa dokonanego przez OUN - UPA na ludności polskiej Kresów
Wschodnich". Przedstawione na nim dzieci nie były Polakami, ich zabójca nie
miał nicwspólnego z OUN i UPA i w ogóle nie był Ukraińcem, a zbrodnia nie
nastąpiła podczas antypolskiej akcji UPA w 1943 r.
Dramat z 1923 roku
Twierdzimy tak, ponieważ posiadamy niezaprzeczalne dowody, że wspomniane
zdjęcie - pierwowzór projektu pomnika - przedstawia zupełnie inne wydarzenie.
Miało ono miejsce w nocy z 11 na 12 grudnia 1923 r., cztery ofiary to dzieci
cygańskie, a zabójcą była ich obłąkana matka, 32-letnia M.D. Zdarzenie jest
szczegółowo opisane w pracy wydanej drukiem w 1928 r. (a zapewne też w
ówczesnej prasie). Natrafiliśmy na te informacje i dokumentujące je zdjęcie w
innej, późniejszej publikacji, która powoływała się na artykuł z roku 1928.
Obydwa teksty są publikacjami z zakresu medycyny sądowej. Pierwszy to artykuł
"Psychoza szałowo-posępnicza w kazuistyce sądowo-psychiatrycznej",
zamieszczony w "Roczniku Psychiatrycznym" z 1928 r. Jego autorem był Witold
Łuniewski, wieloletni dyrektor zakładu w Tworkach.
Druga publikacja to "Podręcznik medycyny sądowej dla studentów i lekarzy"
wydany w 1948 r. przez Wiktora Grzywo-Dąbrowskiego, profesora Uniwersytetu
Warszawskiego i członka komitetu redakcyjnego "Rocznika Psychiatrycznego". To
właśnie fakt, że zabójcą dzieci była ich matka, przyciągnął uwagę uczonych.
Nieszczęsna kobieta zabiła czworo dzieci w akcie rozpaczy po aresztowaniu męża
i rozpadzie grupy cygańskiej, w której dotąd żyła, w przekonaniu, że grozi im
niechybna śmierć głodowa. Następnego dnia zgłosiła się na policję. Z polecenia
sądu została umieszczona w zakładzie psychiatrycznym, gdzie stwierdzono u niej
"psychozę szałowo-posępniczą", dziś powiedzielibyśmy zapewne o ciężkim
przypadku depresji. Jak pisze Łuniewski, jej czyn "był psychopatologiczną
próbą dokonania rozszerzonego samobójstwa, którego chora nie doprowadziła do
końca".
Obydwie wymienione publikacje zawierają fotografie z miejsca zbrodni. W
"Podręczniku medycyny sądowej" zamieszczono zdjęcie, które oznaczyliśmy nr.
II. Nie jest ono takie samo jak zdjęcie nr I. Czytelnik dostrzeże, że zdjęcie
I jest jego lustrzanym odbiciem. Fotografia zamieszczona w pracy Łuniewskiego,
którą oznaczyliśmy nr III, jest innym zdjęciem - przedstawia niewątpliwie tę
samą scenę, ale sfotografowaną z nieco innej strony. "Przejmujący grozą obraz
tej zbrodni został sfotografowany przez urząd śledczy", pisze Łuniewski, i
zapewne wykonano kilka zdjęć z różnych perspektyw. Możliwe, że w archiwach
sądowych lub policyjnych zachowały się inne jeszcze zdjęcia tej sceny. Ponadto
zdjęcie I różni się od pozostałych ukośnymi jasnymi liniami, które kilku
komentatorów wzięło błędnie za drut kolczasty. Są to zapewne ślady zgięć
pierwotnej fotografii lub zarysowań na negatywie.
Na tropach legendy zdjęcia
Jak to się stało, że zdjęcie ofiar obłąkanej matki z 1923 r. uznano za
przedstawienie polskich ofiar UPA, a potem wręcz za ich ikonę? Poszukując
odpowiedzi na to pytanie, trafiliśmy na kilka ścieżek, częściowo zgodnych,
częściowo zaś rozbieżnych. Najwcześniejsza odnaleziona publikacja datująca
zdjęcie na 1943 r. to wydawane we Wrocławiu pismo "Na Rubieży". Fotografia
pojawia się w jego numerze 3 z 1993 r. opatrzona podpisem "Dzieci polskie
zamęczone i pomordowane przez oddział Ukraińskiej Powstańczej Armii w okolicy
wsi Kozowa, w woj. tarnopolskim, jesienią 1943 roku (ze zbiorów dr Stanisława
Krzaklewskiego)".
Dwa lata później zdjęcie pojawia się w pracy J. Węgierskiego "Armia Krajowa w
okręgach Stanisławów i Tarnopol " z podpisem "zamordowane przez oddziały
SS-Galicja dzieci polskie w rejonie Kozowej (pow. brzeżański) (ze zbioru W.
Załogowicza)". Aleksander Korman w pracy "Stosunek UPA do Polaków na ziemiach
południowo-wschodnich II Rzeczypospolitej" (Wrocław 2002) zamieszcza najwięcej
informacji o zdjęciu i zbrodni, którą ma ono przedstawiać. Twierdzi, że
zdjęcie pochodzi ze wsi Kozowa lub Łozowa, pow. Tarnopol, zapewne z grudnia
1943 lub 1944 r., skąd grupa ocalałych z rzezi Polaków dostarczyła je na
konspiracyjną placówkę 14. Pułku AK na przedmieściach Lwowa. Tam trafiło w
ręce Władysława Załogowicza (na którego relację się powołuje), który wiele lat
później przekazał je Krzaklewskiemu, a ten autorowi. Pisze też, że upowcy
poczynili wiele takich "wianuszków" z dzieci, przybijając je do drzew w alei,
którą nazwali "drogą do samostijnej Ukrainy". Poznajemy nawet nazwisko
przypuszczalnego dowódcy oddziału UPA odpowiedzialnego za rzeź i inne
szczegóły zbrodni. W wydanym rok później wspomnianym już albumie Korman
zamieszcza zdjęcie dwukrotnie, ponownie z informacją, że przedstawia jedno z
drzew przy "drodze do samostijnej Ukrainy" w powiecie tarnopolskim.
Z kolei w liczącym ponad 1100 stron tomie H. Komańskiego i Sz. Siekierki o
ludobójstwie w województwie tarnopolskim (Wrocław 2004) czytamy, że zdjęcie
pochodzi ze zbioru St. Krzaklewskiego, a wykonał je niemiecki fotograf
wojskowy we wsi Kozówka, pow. Brzeżany, w listopadzie 1943 r. Choć praca ta ma
bogatą bazę źródłową i rozbudowany aparat naukowy, nie podaje, na jakiej
podstawie przyp