Dodaj do ulubionych

Radosna wytwórczość na lekcjach ZPT ;))

    • Gość: volica Re: Radosna wytwórczość na lekcjach ZPT ;)) IP: *.bna.bellsouth.net 11.03.04, 01:17
      nie wierze!
      a pudelka z pocztowek? nikt tego nie robil?
      chodzilo o to by z 12 (chyba) pocztowek, waty oraz nitki zwanej mulina zrobic
      pudelko do wkladanie i wyjmowania roznych rzeczy. Dostalem pale, gdyz sie
      sprzeczalem po jaka cholere jest ta wata w sciankach .
      • Gość: bodek Re: Radosna wytwórczość na lekcjach ZPT ;)) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.04, 14:49
        Jak to nie robił! Przecież ja robiłem /patrz kilka postów wyżej/, a po cholerę
        ta wata w ściankach to ja też nie wiem ;(, a swoją drogą kto to wymyślił?
        Pamiętam jak z dumą przyniosłem toto do domu i postawiłem w reprezentacyjnym
        miejscu na regale, a mama oniemiała i wcalę się nie dziwię :)
        • pauli7 Re: Radosna wytwórczość na lekcjach ZPT ;)) 11.03.04, 18:34
          Ha, przypomnieliscie mi ze ja tez wytworzylam kiedys pudelko z widokowek:). Ale
          bylo koszmarne, jejku......
          Produkowalam tez swiecznik z puszki po 7upie (a wtedy puszka nie byla latwym do
          zdobycia towarem) i drabinke do kwiatkow. Do dzis nie moge pojac, czemu te
          drabinki robilismy tyle miesiecy, bo to byly tylko cztery listweki zbite ze soba
          (nawet nie malowane). POdzialu plciowego nie bylo, wiec zbijali to wszyscy:).
          Aha trafil nam sie kiedys taki semestr, ze w kolka grabilismy liscie na boisku.
          Tez dziwne, ze nam na tyle tygodni tych lisci starczylo:).
          No ale najwiekszym hitem byl pan od ZPT, ale niestety nie da sie go opisac:).
          Pan Czudy byl wielki, kto go znal, to wie co mam na mysli:))).
          pozdrowionka
          • Gość: natka Re: Radosna wytwórczość na lekcjach ZPT ;)) IP: *.topole.waw.pl 11.03.04, 19:32
            a propos korali, to u nas był przykry zwyczaj robienia korali ze wszystkiego,
            co tylko sie nawinęło. tzn z klusek (makaron-rurki-surowy:)), pestki, jakieś
            cholerne jarzębiny (cos się jeszcze z tej jarzębiny robiło, nie?), suche
            sześcianiki chleba pomalowane farbami (!!!!)....etc.

            ja kretyńskiego pudełka z widokówek nie robiłam, ale robiłam nieco bardziej
            idiotyczny przedmiot : zakładka z kliszy fotograficznej. dwie klisze trzeba
            było zszyć muliną, a między nie powkładać jakieś bonusy, czyli np takie
            kółeczka z dziurkacza, watę (!!!), obrazki...w efekcie zakładka była gruba i
            rozpychała książkę :)))
    • Gość: wowo Re: Radosna wytwórczość na lekcjach ZPT ;)) IP: 62.233.204.* 11.03.04, 19:41
      Ja pamietam takie:
      -fartuch (chyba kucharski)
      -deseczka z papierem ściernym do ostrzenia ołówków
      -taka podpórka do książek na półce

      Tą podpórkę robiliśmy tak jakoś w 5. czy 6. klasie. Była to męska praca,
      polegająca na zmaganiu się z blachą przy pomocy pilnika, młotka i piły, a mimo
      to zajęcia były koedukacyjne. Nauczyciel miał z reguły lepsze zajęcie niż
      ciągłe patrzenie nam na ręce, więc właściwie cały czas się obijaliśmy.
      Pamiętam, że na tych dwóch ostatnich godzinach w piątek odchodziło straszne
      flirtowanie :). Właściwie całe zajęcia spedzało się w grupce damsko-meskiej,
      starając się zaimponować pewnej lasce i za wszelką cenę nie dać tego po sobie
      poznać. To był jedyny w moim życiu moment, kiedy to żałowałem, iż następnym
      dniem jest sobota.
    • hawkshaw Re: Radosna wytwórczość na lekcjach ZPT ;)) 11.03.04, 20:29
      U mnie też tradycyjnie:
      - pudełka z pocztówek
      - skrobaczki do ryb z deski i kapsli
      - drabinka do kwiatków
      - wazony z butelek po śmietanie obklejane plasteliną, później w plastelinę
      wtykało się bodajże ziarnka fasoli

      Poza tym kiedyś na ZPT robilismy kapcie jako prezent na Dzień Matki. Polegało
      to na tym, że z kartonu trzeba było wyciąć odrysowaną stopę, a później połączyć
      to wszystko klejem z czymś wełnopodobnym. To był dół kapcia. Żeby się
      cholerstwo na nodze trzymało trzeba było z bodajże wiskozy uciąć kilkanaście
      nitek i powiązać supłami. Jako że to miały być kapcie dla mamy trzeba je było
      przyozdobić, więc musieliśmy jeszcze przyklejać na to kwiatki z krepiny. Jak
      moja matka to zobaczyła była co najmniej lekko zdziwiona, ale dzielnie
      założyła ;)

      Jeszcze jedno mi się przypomniało. Kiedyś (pod koniec podstawówki) pani od ZPT
      stwierdziła, że będziemy robić znicze nagrobne. To było jakoś przed 1
      listopada. Składały się one ze starych świeczek, które trzeba było w szkole
      ugotować. Potem roztopione świeczki trzeba było wlewać do pudełek po serku
      homogenizowanym. Na tym wyrób zniczy się zakończył, bo jakoś pudełka się
      potopiły...
      • yvona73pol Re: Radosna wytwórczość na lekcjach ZPT ;)) 13.03.04, 08:21
        no to i ja sie podziele...
        - szalik obowiazkowo (moj mial 10 cm ;)))
        - kilim metoda "dywanowa" czyli wiazanie supelkow i ciecie na odpowiedniej
        wysokosci (wisial u mnie na scianie dobre kilka lat)
        - niesmiertelna ostrzalka do olowkow,
        - pozywienie - moja wytworczosc: tort chlebowy (nie pytajcie dlaczego, nie dalo
        sie go zjesc z przyczyn technicznych, bo sama zawartosc byla smaczna)
        - tzw punktak, czyli kolec z zawijasem
        - broszki ze stopionej ekierki/linijki
        - jakies wazoniki of kors
        nastepnie "przejal" nas pan, zwany Faradayem, wiec:
        - wszelkie rzeczy typu oporniki i inne cuda poznawalismy i uczylismy sie
        odrozniac, od tego czasu opornik stal sie moja ulubiona bizuteria,
        - musielismy zbudowac szeregowe-costam z trzema zarowkami, bateria, wszystko na
        drewnianej deseczce i to mialo siwecic, koszmar, oczywiscie praca made by
        parents,
        bylo jeszcze wiecej, ale moja pamiec litosciwie szwankuje,
        pozdrowionka,
        Iwona
    • mariusz.sanitariusz Re: Radosna wytwórczość na lekcjach ZPT ;)) 13.03.04, 19:59
      Ja pamiętam traktorek ze szpulki po nitce, gumki, pudełek po zapałkach i czegoś
      tam jeszcze. Nasza Pani ściągała pomysły od Adasia Słodowego. Był
      jeszcze "elektroniczny mózg", deska do krojenia i klejenie modeli z plastiku.
      Najzabawniejsze jest to że do wykonania drewnianych deseczek pani wydawała
      brzeszczoty do metalu i to takie pamiętające pewnie powojenna młodzież. Jedno
      ciecie to dwie godziny lekcyjne więc deseczki z początkowo bajecznych w.g
      projektu kształtów przybierały najprymitywniejsze formy.
    • Gość: cazioo Re: Radosna wytwórczość na lekcjach ZPT ;)) IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 14.03.04, 00:50
      Mojej mamy to nic nie przebije. Jek chodziła do liceum(lata 60.) też miała ZPT,
      na których musiała znać budowę magnetofonu szpulowego. Nauczyciel wziął ją do
      odpowiedzi i pyta się jek jest zbudowany ten magnetofon. No to mojamama
      odpowiada. Po czym zadał jej pytanie typu:"a co należy zrobić jak zepsuje się
      coś tam". Moja mama po chwili namysłu odpowiedziała:"Ponieważ nie znam się na
      naprawie to poproszę kolegę, który będzie umiał to zrobić":)))))))))
      Ze swoich ZPT pamiętam, że kidyś w VI klasie trzeba było zrobić kwietnik z
      listewek i sznurka(taki podwieszany). U mnie w domu wszyscy mieli gdzieś ZPT i
      nikomu nie chciało się myśleć o listewkach i tym podobnych gównach. Na dzień
      przed przypomnbiałem sobie, że mój kolega z VIII klasy robił wcześniej
      dokładnie taki sam kwietnik. Pozczyłem go od niego i zaniosłem na zajęcia.
      Babie sciemniłem, że myślałem, że to jest praca domowa. Dostałem 5+:))) A
      kolega wcześniej dostał za to samo 6-.
      Najbardziej przerażała mnie VIII klasa bo miała być elektronika, ale pani się
      odwidziało i każdy mógł robić co chciał. Ja wybrałem robote z tekturą z dwóch
      powodów: łatwo było w niej cokolwiek robić, a ponadto była łatwodostępna. Jakoś
      nigdy nie miałem głowy do latania z listewkami czy innymi gównami typu blacha.
      Zawsze na dzień przed ZPT była wielka improwizacja w dziedzinie zdobywania
      materiału, no bo skąd normalny człowiek miał wytzrasnąć kawałek blachy czy
      sklejki. Niemniej sposób zdobycia tej drugiej okazał się bardzo prosty-
      niewyczerpalnym żródłem były skrzynki po owocach:)))
      Pamiętam jak trzeba było coś samemu zaprojektować. No to wziąłem tetkturę
      oczywiście jako materiał. Mo projekt polegał na tym, że wziąłem taki fajny
      kalendarz ścienny, rozbebeszyłem go. Odrysowałem wszystko na tekturze, pszedłem
      do szkoły, wyciąłem, skleiłem i dostałem 5 lub 6:))
      Ale tzreba przyznać, że umiejętność przyszywanie guzików przdała mi się
      wielokrotnie. ZPT-ech to były czasy, ale w liceum nie miałem ZPT-CAŁE
      SZCZĘSICE.przdr:)
    • Gość: volica Re: Radosna wytwórczość na lekcjach ZPT ;)) IP: *.bna.bellsouth.net 14.03.04, 02:02
      a i jeszcze. Kostka introligatorska. W siodmej klasie (tak mi sie wydaje) z
      drewna, w nastepnej z starej szczoteczki do zebow. Po cholere to komu??? Ta
      drewniana dalem mamie na prezent, jako breloczek do kluczy, udawala zachwyt,
      ale raczej nie nosila.

      Ostrzawka to grafitu olowka. Deseczka z naklejonym papierem sciernym. Dostalem
      pale, bo sie wyklocalem o ozdobne szczeliny za uchwytem. Po cholere to komu?

      Swiecznik z blachy. Pocialem sobie reke i juz mi wiecej nie pozwolono dotykac
      puszki po groszku konserwowym.

      oraz niezapomniane pismo techniczne!!! Jako ze nigdy nie bylem mistrzem
      kaligrafii, mialem z tym problemy. Oj, cierpialem, wypelniajac kratki w bloku
      milimetrowym :(

      Na szczescie, w podstawowce mialem "technike z elementami informatyki", ktore
      to elementy informatyki polegaly na probach uzytkowania mikrokomputera
      domowego "elwro junior 9000" wyprodukowanego przez wroclawskie zaklady Mera-
      Elzab. Jako posiadacz niezwyklego jak na owe czasy urzadzenia ZX SPECTRUM +,
      podstawowe komendy jezyka programowania BASIC mialem opanowane. Zatem
      przeslizgiwalem sie z klasy do klasy :)
      • Gość: bodek Re: Radosna wytwórczość na lekcjach ZPT ;)) IP: 80.51.237.* 14.03.04, 09:53
        o!przypomniales mi moj szkolny koszmar-pismo techniczne.jak ja tego nie
        cierpialem i rysunku technicznego .wiecznie upaprane paluchy w tuszu i te
        ustrojstwa do rysowania. jak to sie nazywalo? ...chyba redysówki, czy jakos tak.
        • Gość: natka Re: Radosna wytwórczość na lekcjach ZPT ;)) IP: *.topole.waw.pl 14.03.04, 12:59
          może prześlemy ten wątek do ministerstwa edukacji? :))))
        • Gość: volica Re: Radosna wytwórczość na lekcjach ZPT ;)) IP: *.bna.bellsouth.net 14.03.04, 23:31
          wynika z tego ze ja bylem traktowany ulgowo, gdyz tuszowych wynalazkow nie
          pamietam :) Oj, a moze takie bylo zalecenie wladz, gdyz wyobrazcie sobie bande
          12 latkow z tuszem :)
          • semana_mess Re: Radosna wytwórczość na lekcjach ZPT ;)) 15.03.04, 07:36
            Na ZPT w siodmej klasie upilam sie po raz pierwszy w zyciu, gdy kolezanka
            przyniosla spirytus do jakichs wypiekow... Schowalysmy sie na koncu klasy i
            pilysmy ten spiryt wymieszany z cola. Po pierwszej godzinie lekcyjnej (byly 2)
            poszlam do domu i polozylam sie spac, a nastepnie zwymiotowalam do lozka i z
            powrotem zasnelam. W takim stanie znalazla mnie mama ;))
    • Gość: ashia Re: Radosna wytwórczość na lekcjach ZPT ;)) IP: *.echostar.pl 18.03.04, 00:26
      Chodziłam do małej podstawówki, gdzie nie było warunónków do szaleńst
      technicznych i kulinarnych.Mimo to one się odbywały! Piekliśmy ciasta w
      osobiscie przyniesionych prodiżach i robiliśy placki na przytarganych kuchekach
      turystycznych. Ponadto robiliśmy:
      -karmniki (tatuś zrobił mi wszystko, musiłam tylko zbić elementy gwoździkiem)
      -kanapki (każdej wiosn, standardowo z jajkiem)
      -plansze z pismem technicznym (koszmar)
      -maskotki z wykrojów.Zrobiłam pluszowego psa i przyszyłam mu odwrotnie
      głowę .Psa dostała moja siostra i do dziś piesek gdzieś leży w domu (a wygląda
      jak kaleka)
      -kurczaki z pomponów
      -pudełka z kartek pocztowych (całkiem sensowne)
      -świniki ernestynki z gałganków i starych pończoch
      -wazoniki z masy solnej
      -ozdoby z gipsu

      Ale się człowiek namęczył!
      Nie szyliśmy!Do dziś nie umiem przyszyć ładnie guzika!
    • Gość: butnareke Re: Radosna wytwórczość na lekcjach ZPT ;)) IP: *.ny325.east.verizon.net 18.03.04, 02:21
      oprocz juz tu wyzej wymienionych pewrypetii z szyciem,gotowaniem i skrobaczka do
      ryb, najlepiej pamietam

      -bizuterie z plastikowych,pomaranczowych sloiczkow po lekach, nasza pani
      twierdzila,ze tak uzyskana bizuteria jest nawet ladniejsza niz bursztyny i
      mielismy nia obadrowywac wszystkich i na kazda okazje...do dzis mam blizne na
      palcu, plastik gleboko sie wtapia w cialo;)

      - obrazki wypalane na kawalkach drewna rozgrzanym nad palnikiem gwozdziem lub
      drutem.potem sie to lakierowalo.potem przynosilo sie to cos do domu.moj ojciec
      wyniosl to cudo juz po kilku dniach dyplomatycznie twierdzac,ze woli miec na
      dzialce,bo tam latwiej mu kontemplowac,szczegolnie,ze mina wypalonego zwierzecia
      tak wiele mowi...zwierze bylo takie bardziej uogolnione-cos pomiedzy
      jelonkiem,duzym psem,a wielorybem-mniej wiecej..przyozdobilo drzwi skladziku z
      narzedziami,jak sie okazalo;)

      -myjki ze starych rajstop.obrzydlistwo.cielo sie rajstopy na dlugie paski,a potem
      grubym szydelkiem-zrobionym zreszta z wygietej nad ogniem szczoteczki do zebow-
      przerabialo sie te farfocle na myjki,kapcie ,rekawice i cos tam jeszcze..

      -swieczniki i inne cuda z korzeni. chlopcy robili jakies stoleczki z pienkow,a my
      przedmioty tzw.domowego uzytku, ktore eufemistycznie nazywano dekoracyjnymi;)

      -koszmarne abazury smarowane olejem lnianym.najpierw zrszta trzeba bylo z drutu
      te szkielety robic..
      - jakies plataniny ze sznurka do snopowiazalek

      zeby bylo zabawniej jedyna naprawde fajna rzecz- mianowicie kalejdoskop-
      wykonalismy na lekcjach...fizyki. po wielu latach wykorzystujac tamten jako wzor,
      zrobilam nastepny i calkiem niedawno-znowu.
    • Gość: me_who Re: Radosna wytwórczość na lekcjach ZPT ;)) IP: *.st / *.st-peter.stw.uni-erlangen.de 18.03.04, 09:11
      U mnie pan od techniki byl fascynatem wschodnich technologii.
      Nie masz olowka B6 - kup u Rosjan!
      Nie masz pilki do drewna - kup u Rosjan!
      Nie masz drewnianej linijki na 30 cm - Rosjanie maja z 500!
      Siakies gotowanie - mama nie dala garnkow - kup u Rosjan!
      Katomierz zbyt katowy - Rosjanie maja gitesowe!
      Itd itp.
      Pamietam tez w podstawowce mielismy lekcje ZPT polegajace na sklejaniu modeli
      (ktorych Rosjanie mieli na kopy). Jaki modelarz skleil cokolwiek w 45
      minut??????

      PS.
      Moj pan od ZPT nazywal sie Broda - jego syn robi (robil) rozne cuda
      przedstawiajac politykow w TV (bywal kiedys u Jagielskiego)
      • capa_negra Re: Radosna wytwórczość na lekcjach ZPT ;)) 18.03.04, 12:56
        Oprócz mniej więcej wszystkich wymienionych w głowie utkwiły mi najbardziej
        ( lata szkolne 74-86)
        1. Pacynki - lalki na ręke , glowa z masy papierowej formowana na butelce i
        uszyta/doczepiona do tego kiecka - wychodziły fajne
        2. szycie pikowanej kamizelki z podszewki - pamietam, moja byla matowa,
        granatowa i nawet w niej chodziłam
        3 i hicior juz z LO - remont mebli w klasie do ZPT - kawał szkła do reki i
        skrobanie starych szaf, regałow etc, czyszczenie zarzewiałych żelazek i
        innych "zdobyczy" pana od ZPT - przezywaliśmy go Owsik
    • Gość: mariusz.sanitarius Re: Radosna wytwórczość na lekcjach ZPT ;)) IP: *.telan.pl 20.03.04, 11:23
      O kurcze przypomniał mi się jeszcze "ekslibrys" czyli pieczątka do stęplowania
      swojego księgozbioru. Na kawałku drewna niała być guma z wyrytym dłutkiem,
      żyletką i innymi wynalazkami logo. Zamiast gumy niestety miałem PCV więc
      wyryłem tylko dziurę, która imitowała radziecki sputnik :)

      O jeszcze jedno. Najłatwiejsze. Szlifowanie kawałka szkła przy użyciu płytki
      chodnikowej do pełnego zmatowienia. Nasza pani to miała pomysły.
      • Gość: gpm Re: Radosna wytwórczość na lekcjach ZPT ;)) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.04, 12:06
        Czy ktoś miał za zadanie odpiłować szyjkę butelki sznurkiem?Trzeba był ten
        sznurek cwanie owinąć dookoła szyjki i "piłować".Trwało to dobre 2 miesiace,a
        potem powstały "wazonik"trzeba było pomalować plakatówką,która sie okropnie po
        szkle rozmazywała.Od razu kazałam to mamie wywalić,bo koszmarnie to
        wygladało.Moja córka w tym roku musiała wykonać most z papieru do ksero,ale
        tenże most miał utrzymać 1kg.
        • Gość: Bonhart Re: Radosna wytwórczość na lekcjach ZPT ;)) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.04, 12:34
          A ja robilem (chronologicznie):
          - rysik do trasowania
          - kostke introligatorska
          - breloczek do kluczy
          - ostrzalke do olowkow
          - pudelko na drobiazgi
          - wieszadelko do kluczy
          - tabliczke na drzwi (nawet wisiala na naszych drzwiach przez jakis czas)
          - karmnik dla ptakow (koniec wienczy dzielo! Mam go do dzisiaj)
          • Gość: Lenai Re: Radosna wytwórczość na lekcjach ZPT ;)) IP: *.krzeszowice.sdi.tpnet.pl 20.03.04, 13:30
            Mąż mojej nauczycielki z ZPT miał sklep z jakimiś rzeczami elektrycznymi,
            dlatego też namiętnie montowaliśmy ( wszyscy bez wyjątku ) przedłużacze do
            prądu, mierniki, lutowaliśmy jakies diody( nadal nie mam pojęcia co to było ).
            Oczywiście wszystkie potrzebne cząści należało zakupić w slepie meża.
            MASAKRA!!! Nie wspomne juz o piórnikach z drewna i opowieści o prądzie
            elektrycznym. Kanapki można było robić w zamian za dobre sprawowanie na
            lekcjach ZPT, i w 8 klasie robiliśmy je tylko raz. do wszystkich dodaliśmy
            rozkruszone środki przeczyszczające, i zesłodkimi minkami ruszyliśmy częstować
            nauczycieli. Ale był ubaw.A w szkole średniej miałyśmy (tylko dziewczyny) coś w
            stylu kursu na dobrą kure domową- szycie , gotowanie, szydełkowanie itp.
    • Gość: coca cola Re: Radosna wytwórczość na lekcjach ZPT ;)) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.03.04, 18:36
      Majonez,który się lał ciurkiem.
    • Gość: anuszka Re: Radosna wytwórczość na lekcjach ZPT ;)) IP: *.ha3.agh.edu.pl 22.03.04, 22:46
      Najlepiej pamiętam taką lekcję ZPT:

      Dawno, dawno temu, 7. klasie podstawowki uczyła nas pani, która nazywała sie
      Depta. :)

      Pani Depta była opiekunką sklepiku szkolnego i wsławiła się m. in. wywieszaniem
      na sklepiku wywieszki: "Interweryzacja".

      Pewnego dnia, korzystając z dwóch lekcji ZPT, pani Depta zabrała naszą damską
      grupę do hurtowni po zaopatrzenie sklepiku. Miała tego gorzko pożałować...

      Najpierw ładowałyśmy paczki z jakimiś paskudnymi plastikowymi okładkami na
      zeszyty, z magazynu do żuka. Potem pani z kierowcą wsiadła do szoferki a grupie
      kazała siedzieć z tymi okładkami na pace furgonetki. Nie był to dobry pomysł.
      Pani Depta później mówiła, że na drugi dzień po drodze do szkoły zbierała
      okładki z ulicy...

      Nie to jednak było najgorsze. Pod szkołą odbył sie rozładunek nieco
      uszczerbionego towaru i... klasa nie wróciła do klasy. Pani Depta znajdowała
      się zaabsorbowana w sklepiku, tymczasem nam tak się spodobała jazda żukiem, że
      postanowiłyśmy nie puścić pana kierowcy z powrotem samego. Pamiętam, że co
      bardziej przedsiębiorcze koleżanki zaczęły go podrywać we własciwy
      siódmoklasistkom mało subtelny sposób. Pan kierowca usiłował się nieznacznie
      wycofać z podwórka szkolnego, ale grupa dziewcząt wciąż biegła za nim,
      czepiając się furgonetki. Pamiętam wskakiwanie w biegu na pakę jak popadło, a
      wyżej wspomnianym przedsiębiorczym koleżankom udało się nawet dostać do kabiny
      kierowcy...

      Na to wszystko wybiegła ze szkoły pani Depta: ujrzała swoją klasę oddalającą
      sie żukiem w siną dal. Doszło do tego, że teraz to ona musiała puścić się
      biegiem za autem... Udało się jej zmusić kierowcę do zatrzymania i powyciągać
      nas z furgonetki. Szczególnie gwałtownie powyciągała z szoferki koleżanki
      przedsiębiorcze.

      Skończyło się na obniżeniu ocen z zachowania i histerycznym kazaniu na temat
      moralności u młodych panienek. Co by się stało, gdyby nas nie dogoniła? Nie
      przypuszczam, żeby doszło do którejś z rzeczy, jakich się obawiała. Jeżeli już
      ktoś miał nastawać na czyjąś cześć, to... nas było kilkanaście, a biedny
      kierowca jeden... molestowanie przez bandę nastolatek...
      • Gość: Iwona Re: Radosna wytwórczość na lekcjach ZPT ;)) IP: *.bwe / 193.201.139.* 24.03.04, 13:21
        - piękny, nowy portfelik ze starej (plastikowej) okładki do zeszytu - okładka
        koniecznie musiała być stara, mój portfelik był wielkości i kształtu podkowy,
        granatowy, obszyty pracowicie pomaranczowym kordonkiem (cudo!!)
        - poszewka na poduszkę szyta sciegiem bieliźnianym
        - "wazoniki" ze starych butelek po oleju silnikowym
        - "obrazki" z muszelek i kawałków pocztówek
        - kanapki, sałatki itd
    • Gość: Lula Re: Radosna wytwórczość na lekcjach ZPT ;)) IP: 62.29.248.* 26.03.04, 15:09
      OOOOOj! Cudny temat! Gratuluję pomysłu :-)
      W podstawówce (przełom lat 70 i 80) standard, czyli podział na grupy wg płci,
      czyli dziewczynki szyją i gotują a chłopcy wiercą, skrobią i przycinają. My,
      najpierw musiałyśmy sobie uszyć fartuszek, a ponieważ wtedy brakowało
      wszystkiego, również materiału na fartuszki, mama podarowała mi taki jaki
      miała: bardzo cienki w paskudne kwiatki... Fartuszek wyszedł mi jakiś taki
      malutki (chociaż nigdy nie byłam duża :-)) i przezroczysty a to szycie....
      brrr.... Pamiętam też robienie na drutach nigdy nie kończących się szalików bo
      do zakończenia jakoś nigdy nie dotarliśmy. Ponieważ w sklepach nie było również
      włóczki, pochodziła ona najczęściej z tego, co udało nam się spruć :-) Później
      zaczęło się gotowanie. Pamiętam, że hitem było ciasto, dokładnie to pamiętam:
      biszkopt (który nie jest chyba w ogóle najłatwiejszy do upieczenia, nie mam
      pojecia, czemu nauczycielka wybrała akurat to ciasto?) do którego udało nam się
      nawet przynieść wszystkie składniki (bo normą było, że któraś o czymś
      zapominała, albo nie było jej tego dnia w szkole) ale za to, zupełnie
      zapomniałyśmy, że aby upiec każde ciasto potrzebna jest jeszcze forma. Czas
      naglił, w szkole blaszki do ciasta nie było, postanowiłyśmy, wspólnie z Panią
      użyć do tego celu dużego, emaliowanego garnka. Efekt łatwo przewidzieć: ciasto
      klapnęło, przywarło do dna i było niejadalne - chociaż nasi wiecznie
      wygłodniali koledzy pożarli je oczywiście.
      Pamiętam, że któregoś dnia Pani wymyśliła, że będziemy szyć laleczki, takie
      potworki do ozdoby (!?) naszych mieszkań. Takie cudo, które składało się z: 1.
      butelki, 2. starej rajstopy, 3. waty, 4. ścinków różnych szmatek - no to
      wyobrażacie sobie jakie cudo wyszło, zwłasza tym pozbawionym zdolności
      manualnych i cierpliwości do dziubania, ofiarom programu szkolnego...
      A swoją drogą, jak sądzicie, czy istniał w ogóle jakiś program, jakieś
      konspekty do tych lekcji??? Bo mam wrażenie, że to były tylko jakie zupełnie
      ramowe ustalenia a reszta to już zupełna samowolka zależna od wyobraźni lub jej
      braku (jak wskazują na to przytoczone tu niektóre przykłady) u nauczyciela. W
      szkole średniej, zaczęła się moja męka... Pani od ZPT przeistoczonego w WT
      ubrana, bez względu na porę roku w wełnianą sukienkę (zastanawiałyśmy się z
      koleżankami, czy sama wszystkie wydziergała, a ponieważ wyglądało na to, że
      pracuje już wiele lat, spekulowałyśmy, że ma ich niezliczone pokłady i za karę
      będzie musiała chodzić w nich do końca życia...) zaskoczyła nas: zero
      gotowania, zero szycia - tylko i wyłącznie rysunek techniczny!!! Póki chodziło
      o pismo techniczne to spoko, dawałam sobie radę, mam jakieś uzdolnienia
      manualne i lubię dłubactwo (chociaż nie widzę sensownego zastosowania!!!) ale
      gdy przyszło do rzutów przestrzennych to okazało się, że jeśli chodzi o mnie,
      to całkowita klęska: ponieważ człowiek uczy się całe życie, to dowiedziałam
      się, że całkowicie i zupełnie jestem pozbawiona wyobraźni przestrzennej :-(
      Wyobraźcie sobie moje męki: żebym nie wiem, jak bardzo się starała, te
      makabryczne przedmioty, które pani losowała co lekcja ze swojej magicznej
      skrzynki i dawała nam do rysowania NIGDY nie zostały przeze mnie narysowane
      poprawnie!!!! Zawsze czegoś brakowało!!! A ja pełna przekonania, że tym razem
      na pewno jest ok wykłócałam się o moje rysunki na każdej lekcji. Po jakimś
      czasie, i ja i pani prof poddałyśmy się, przyjmująć do wiadomości tą smutną dla
      mnie prawdę, że ja po prostu mam jakiś defekt w mózgu, który nie pozwala na
      poprawne odwzorowanie wyobrażonego przekroju tych jakiś dziwnych przedmiotów
      wyglądających jak pokrojony na kawałki kombajn bizon. Dodam, że o ile mnie to
      napawało wiecznym smutnym zadziwieniem o tyle panią prof rezygnacją
      zdecydowanie połączoną z odrazą. Przestała wołać mnie do tablicy w celu
      sporządzenia rysunku na ocenę a z klasówkami, bo i takie były, radziłam sobie
      przy pomocy koleżanki, która była bardzo dobra z rysunku i po narysowaniu
      swojego zdążyła jeszcze nasmarować coś mojego,tak średnio mniej więcej na 3 :-(
      Do dziś nie wiem po co cała ta męka (poza, oczywiście, dowiedzeniem się czegoś
      o sobie...) bo jestem zdecydowaną humanistką z wahnięciem w stronę społeczną,
      skończyłam zatem studia na Uniwersytecie (socjologię), zawodowo zajmuję się
      organizacją i prowadzeniem szkoleń. Jeśli zdarza mi się przygotowywać jakieś
      materiały szkoleniowe lub prezentacje (a jest to dość często) to wyłącznie w
      PP :-)
      No ale wtedy, kiedy się uczyłam, komputery były tylko gigantycznymi maszynami
      do obliczeń albo zabawkami (ZX Spectrum) i nikomu nie śniło się widocznie, że
      zstąpią pod strzechy zagranicznych koncernów, bo i o koncernach się nikomu w
      Polsce nie śniło ;-)
      Pozdrawiam ;-)

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka