Dodaj do ulubionych

Kolejki grochowskiej koleje

16.10.05, 20:30
może trochę na wyrost kolejkę nazwałam grochowską, bo w rzeczywistości
nazywała się jabłonowska, za to przez Grochów kursowała przez lat
kilkadziesiąt, przy dzisiejszym Rondzie Wiatraczna mieściły się jej
warsztaty, parowozownie, drewniane budynki stacji i wieża ciśnień (zdjęcie u
dołu):
www.wieze.republika.pl/STARE_ZDJECIA.html
losy kolejki opisał p. Majewski w GW:
miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34880,1557212.html
na forum kolejkę wspominał też p. andrzej_b2 (prosimy o więcej), mnie
natomiast urzekła jej historia w nazwach zapisana... przystanek "Rogatka
Moskiewska", zniszczony przez wycofujące się w 1915 r. wojska rosyjskie,
przeniesiono do jednej z rogatek Grochowskich, czasowo wynajętych na ten cel
przez zarząd kolejki. Prawdopodobnie od początku przystanek ten nosił
nazwę "Kamionek". Wkrótce po oddaniu do użytku linii tramwajowej do Grochowa,
biegnącej przeciwległa stroną Grochowskiej, znacząco zmalało bezpieczeństwo
ruchu - rozpoczęły się pierwsze próby wycofania kolejki jabłonowskiej z ulic
miasta.
Prawdopodobnie też w tym okresie przeniesiono oddalony od zabudowań
przystanek "Kamionek" na dawne miejsce (zbieg Targowej, Zamoyskiego i alei
Zielenieckiej), do odbudowanych w tym celu zabudowań stacyjnych. "Nowy
przystanek" otrzymał nazwę "Park Skaryszewski". W 1929 Skaryszak otrzymał
imię Ignacego Paderewskiego, więc i przystanek przezwano na „Park
Paderewskiego”. W czasie drugiej wojny światowej zarząd nad kolejką objęli
Niemcy i przemianowali ją (razem z koleją marecką) na Warschauer Eisenbahnen
Ost (WEO) / Warszawskie Koleje Wschodnie (WKW). Nową nazwę szybko namalowano
na taborze wszystkich kolejek. Nowe nazwy otrzymały też dwie stacje -
Warszawa Most otrzymała urzędową nazwę "Warschau-Weichsel" (Warszawa Wisła),
zaś przystanek Park Paderewskiego - nazwę "Ostpark" (Park Wschodni). W 1949
kolejka została oficjalnie przejęta przez PKP. Przy "okazji" dokonano zmiany
nazwy jednego przystanku - z przyczyn politycznych (niechęć do wybitnego
Polaka okresu przedwojennego) "przywrócono" stacji nazwę Park Skaryszewski.
Bardzo żałuję, że kolejka nie kursuje do dziś : ( jeśli macie jakieś
wspomnienia z nią związane, pamiątki, zdjęcia – napiszcie, pozdrawiam, em.

Obserwuj wątek
    • andrzej_b2 Ciuchcią do Otwocka 18.10.05, 08:54
      Losy wojenne rozrzuciły moją rodzinę po świecie. Ja z rodzicami zamieszkałem na
      Grochowie a najbliżej nas, bo w Otwocku znalazła lokum moja ciotka. Od czasu do
      czasu utrzymywaliśmy z nią kontakt dzięki kolei elektrycznej lub kolejce
      wąskotorowej Jabłonna – Karczew, tzw. ciuchci. Z usług tej pierwszej
      korzystaliśmy głównie zimą, ale w ciepłe dni tylko z ciuchci. Żeby wybrać się
      do Otwocka koleją elektryczną należało pojechać na Dw. Wschodni, następna
      stacja bowiem była dopiero w Wawrze. Z Grochowa do Wawra wprawdzie było bliżej
      i po drodze, ale tu nie funkcjonowała komunikacja miejska, więc opcja stawała
      się nierealna już na wstępie. W letnie dni najwygodniej było dojechać kilka
      przystanków tramwajowych do stacji kolejki wąskotorowej >Grochów< (przy
      Wiatracznej) i tu wariantem tańszym udać się w podróż. Cechą kolejki była jej
      punktualność wadą, że jechała wolno, objeżdżając wiele osad i przysiółków na
      trasie Grochów Otwock, ale o to nikt wtedy nie dbał, czas miał inna miarę. Tory
      kolejki wiodły wzdłuż ul. Grochowskiej, tu gdzie obecnie wyasfaltowana wstęga,
      oddzielająca dwa pasma ruchu. Dla mnie taki wyjazd w niedzielny w ciepły
      poranek miał niepowtarzalny urok. Rano matka i ja ponaglani przez ojca
      szykowaliśmy się do wyjazdu. Prasowanie ubrania, szybkie zjedzenie śniadania i
      jeszcze tylko spakowanie upieczonego w sobotę ciasta i schabu, a potem prawie
      biegiem do tramwaju. Teraz już tylko ojciec niecierpliwie wyciągał z kamizelki
      >marvina< na dewizce i za chwilę w obłoku pary oraz dymu, ze stukiem i sapaniem
      podjeżdżał skład. Ojciec jak zawsze przezorny wybierał wagony tzw. pełne, tj.
      zadaszone, gdyż letnie składy miały dołączane wagony bez dachów. Na stację
      wagony przyjeżdżały już pełne pasażerów i tych lokalnych, jadących kilka stacji
      i tych dalekobieżnych, udających się na niedzielny wyraj do Józefowa lub
      Świdra. Tych pierwszych można było poznać po dość niechlujnym ubiorze i
      znacznych rozmiarach bagaży, w skład których wchodziły jakieś kosze, wiadra i
      toboły. Trzeba więc było wcisnąć się do wagonu i stanąć w pobliżu takich
      podróżnych. Czas przejazdu z Grochowa do Otwocka trwał 2,5 godziny, więc gdy
      już za Wawrem i Kaczym Dołem ci lokalni pasażerowie opuszczali wagony i robiło
      się luźniej, można było wreszcie zająć siedząca miejsce. W kolejce panował
      nastrój świąteczny, dominowały wesołe pokrzykiwania dzieci i śmiech młodych
      ludzi, który jechali na spotkanie letniej przygody. Lubiłem gdy zajmowaliśmy
      miejsca w ostatnim wagonie. Gdy już znudziło mi się siedzenie na twardej
      drewnianej ławce, szliśmy z ojcem na koniec składu, by wpatrywać się w
      uciekające tory. W Świdrze kolejka opróżniała się z warszawskich pasażerów i
      zostawali tylko nieliczni. Tamci zabierali z sobą gwar i śmiech a my już
      smutnym składem dojeżdżaliśmy do Otwocka.
      Pozdrawiam:-)
      • andrzej_b2 Sprawa Margrafskiego 19.10.05, 12:01
        To był policzek wymierzony caratowi przez polskich rewolucjonistów. Wyłącznie
        gazety za kordonem o tym pisały, bowiem w Warszawie cenzura nakazała prasie
        kompletne milczenie. Niedługo potem przyszła niepodległość i sprawa przesunęła
        się na drugi plan, a w okresie serwilizmu wobec wielkiego brata, zeszła do
        podziemia. Wątek, o którym chcę opowiedzieć wprawdzie nie wiążę się wprost z
        tematem kolejki wąskotorowej Warszawa-Otwock lecz z koleją nadwiślańską,
        równolegle (prawie) na tej trasie kursującą, ale myślę, że jest dobra okazja,
        by niektórzy Czytelnicy nasi historię poznali.

        Świder i Otwock w na przełomie XIX/XX w. były ulubionym miejscem letniego
        pobytu żon, dzieci i kochanek carskich urzędników państwowych wysokiej rangi. W
        stylu nazywanym dziś >świdermajer< stawiali tam dla nich drewniane wille, które
        były przemieszaniem stylu dacz rosyjskich i zakopiańskiej wizji
        architektonicznej Witkiewicza. Na cały sezon wakacyjny wywozili tu różne swe
        Wiery Iwanowne i Duniasze, do których w soboty po pracy dojeżdżali z Warszawy
        koleją. Wykorzystali tę okazję bojowcy z PPS-Frakcji Rewolucyjnej i właśnie w
        Otwocku zaplanowali zamach na komendanta głównego policji w Królestwie Polskim
        gen. Andrieja Margrafskiego, znienawidzonego prześladowcę działaczy
        niepodległościowych. Zawsze po południu przyjeżdżał on w eskorcie żandarmów na
        Dworzec Petersburski (Wileński), a stamtąd salonką wprost do Otwocka. Taki też
        scenariusz miał się powtórzyć 2 sierpnia 1906 r. Po przybyciu na dworzec w
        Otwocku nic jeszcze nie zapowiadało dramatycznego końca. Jak zawsze zostawił
        osobistą obstawę, z nakazem powrotu do Warszawy a sam wyszedł na plac przed
        stacją, gdzie w dorożce oczekiwała go żona, 6-letni syn i 3-letnia córka.
        Wszyscy mieli udać się do odległej o około 1,5 km willi. W połowie drogi doszło
        do zamachu, którego dokonała 10 osobowa grupa bojowców z Tomaszem Arciszewskim
        na czele. Oddali oni kilka strzałów z bliskiej odległości, od których na
        miejscu został zabity Margrafski i ciężko ranny jego syn, który zmarł po
        przewiezieniu do szpitala. Zaalarmowane tym władze gubernialne w Warszawie
        przysłały najbliższym pociągiem policję śledczą, prokuratorów i oddział
        piechoty, w celu ujęcia sprawców zamachu. Pomimo energicznych poszukiwań nikogo
        nie udało się aresztować. Zamachowcy znikli, uchodząc za kordon na lewych
        papierach. Konspiracja była tak doskonała, że sprawa dopiero ujrzała światło
        dzienne po 1918 r.:-)
        Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka