jk
23.05.06, 20:48
Poseł Ryszard Kaczyński, jak się okazało, nie tylko lubi dawać w rurę, ale też
jest bezczelnym typem.
Po spowodowaniu wypadku po pijaku (1,6 promila!), jak gdyby nigdy nic pewnie
dalej będzie posłem.
Szczególy: miasta.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,3365383.html
Ryszard Kaczyński zasiada w sejmie pierwszą kadencje. I - uwaga - przez ten
czas _ani_ _razu_ się nie wypowiedział, nie zadał _żadnego_ zapytania ani
pytania, wydał _zero_ oświadczeń, ale za to wystosował aż _jedną_ interpelecję.
www.sejm.gov.pl/poslowie/posel5/132.htm
Całkiem spory dorobek parlamentarny. Mierny, ale wiarny - zawsze to coś.
Przypomnijmy sobie, że płacimy komuś takiemu co miesiąc ok. 9k za ww. pracę.
Pies z kulawą nogą by się zajął Ryszardem Kaczyńskim. Nawet przeżyłbym jego
nieróbstwo. Ale przez ten wypadek okazało się, że co miesiąc sowicie opłacamy
niezłego nieroba.
Tak się zastanawiam, ile trzeba mieć w sobie tupetu i zamiłowania do stołka,
żeby dalej patrzeć ludziom w oczy i nadal być takim posłem? Ile?!
IMHO normalna partia w normalnym kraju wyrzuciałby pijaka na zbity pysk, a sam
zainteresowany zostałby "zmuszony" do zrzeknięcia się mandatu (ew. sam by
zrezygnował - forma jest mniej istotna).
Ale nie, nie u nas. U nas można rozwalić ludziom na wsi płot nowiutkim
peugeotem 1007 i dalej brać 9k miesięcznie z naszej kieszeni.
Nie mam żadnego współczucia dla Ryszarda Kaczyńskiego. Fakty mówią same za
siebie. Dziwią mnie ci, co go usprawiedliwiają.