niusianiusia
20.06.06, 23:48
Miałam dzisiaj przyjemność załatwieć sprawę w urzędzie i wiecie co, dawno
mnie takie. kur..two nie spotkało.
Jako kobieta ciężarna, zapakowałam synka do samochodu zawiozłam do mamy,
potem myk na spotkanie odnośnie wykonywanej pracy, potem zakupy w markecie,
zakupy na bazarku, wtachanie w kilku rzutach zakupów do domu ( po schodach na
wysokie piętro)żeby sie nie rozpuściły w tym upale, potem myk do fotografa,
myk do bankomatu i spowrotem do fotografa i w końcu do urzędu. Do kazdego
miejsca przemieszczałam się samochodem bez klimatyzacji i często w korkach...
dopadłam urząd a tam... numerki do kolejki... do złożenia wniosku o prawo
jazdy ( wymiana ustawowa). Tyle, ze numerków nie było... Pytam grzecznie
urzędniczki w klimatyzowanym pokoju, czy przyjmie wniosek bez numerku. Babsko
jak na mnie z gębą nie wyjedzie...., ze aż mnie zatkało. Nie pozostałam
dłużna, bo i z upału i ze zmęczenia i że co to, zeby babsko na mnie mordę
darło bo śmiałam o coś zapytać. Babsko nieco stonowało, ale i tak wyszło na
to, ze bez numerka sprawy nie załtwię, albo będę musiała poczekać kilka
godzin az załatwi numerki a i wtedy nie wiadomo. Wyszłam z urzędu, wsiadłam
do samochodu, ale jeszcze mną telepało.... Chwile potem o mało nie
rozjechałam matki z wózkiem na pasach... przez to pieprz...ne babko, które
się na mnie wyżyło.