Gość: nafta
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
25.05.06, 18:40
Na pewno orientujecie się, jak wyglądają procedury nowej matury ustnej z
polskiego. Nie zamierzam wchodzić w szczegóły, ale każdy z uczniów powinien
przed swoja prezentacją oddać nauczycielowi plan pracy z bibliografią
podmiotową i przedmiotową, by nauczyciele mogli ułożyć pytania, które zadają
po wygłoszeniu swojej 15minutowej wypowiedzi.
Przeglądaliśmy to i już wyskoczyło parę pierwszych „szoków”. Na przykład
jedno dziewczę pisze tak: „Kródkie wprowadzenie do....”. I to żaden
dyslektyk, tylko ciężki przypadek nieznajomości podstawowych prawideł
ortografii. Pal licho! jeśli tylko takie by nam się zdarzały historie.
Najlepsza była pannica, która w swojej pracy zamieściła ileś tam „Pamiętników
Literackich” i ... Adam Mickiewicz „Dzieła” Tom 1-16. (!) A pisała
tylko „Dziadach III” Do niej jeszcze wrócimy.
Teraz krótki powrót do przeszłości. W dwa lata temu czułem się tu jak ostatni
sprawiedliwy w miasteczku bezprawia. Ocenialiśmy z żoną matury. Po 50 prac na
głowę. Dość szybko nam to poszło, aż trafiliśmy na kilka wypracowań totalnie
tępych uczennic ( gatunek: solarium + tipsy + balejaż ), których rodzice(
głównie matki) były znane z tego, że walczą o swoje córeczki do upadłego i
straszą dość często kuratorem. Zostały nam takie prace. W sumie jedynkowe,
ale żona chciała się z kimś skonsultować. Poszła więc do Pani X (
zastępowałem ją w liceum wtedy), z którą zna się od podstawówki i która była
dla niej pewnego rodzaju autorytetem. Wróciła z płaczem, bo Pani X
powiedziała: „Przepuszczaj, co się da! Jak tego nie zrobisz, to oni Cię
zaszczują. Ty nie znasz tego środowiska. Utopią Cię w łyżce wody. A ja pojawi
się jakiś głupi kurator, to może ocenę tych prac zakwestionować” Żona ugięła
się i z ciężkim sercem ( to głównie ja ) wpisaliśmy te dopuszczające. Ja od
początku wlepiłbym te jedynki, ale cóż... Myślimy, pocieszamy się, że matury
pisemne są wysyłane teraz ze szkoły, nie my je sprawdzamy, to już nie będzie
takich stresów... Ale pomyłka.
Wszystko zaczęło się już w poniedziałek. Nie zdało dwóch uczniów. Ewidentne
przypadki. Jeden z 15 minut na prezentację wykorzystał 5, stwierdził, że
przypadkowo dobrał utwory i w ogóle nic nie powiedział. Druga „odroczona”
również nie wiedziała nic. ( a dodam, że trzeba być jednak debilem, żeby nie
zdać tej nowej matury ). Ale tutaj odzywa się Pani X: „Nie będę mogła spać w
nocy przez wyrzuty sumienia. Przecież mogliśmy ich przepuścić. Znowu
przyjedzie do mnie Pani Y i będzie się bulwersować, że taki i taki cham to
zdał, a taki dobry sportowiec, jak Uczeń Z nie zdał. Znowu całą noc nie będę
spała” Żona wróciła w ten poniedziałek w dobrym nastroju, bo oceny były
sprawiedliwe –naprawdę najgorsi dostali jedyni i cześć.
Ale wczoraj – klęska! Pani X przyszła z nastawieniem, ze nikogo już więcej
nie można oblać. Od samego początku widać było, że jest obrażona, wojowniczo
nastawiona itd.
Gdy przyszła dziewczyna od „Pamiętników Literackich”, Żona zaczęła ją
maglować. To nie było trudne. Prezentacja wyglądała tak, że uczennica wkuła
na pamięć wstęp i zakończenie pracy, którą ktoś jej na pewno napisał. Na
pytania o podstawowe kwestie nie odpowiedziała nic, absolutnie nic. Na
pytanie, do czego użyła „Pamiętników Literackich” i haseł z jakiegoś tam
słownika też zero sensownej reakcji. Myliła fakty. Hasło „Wojna”
przyporządkowała „Dziadom”. Żona myśli – no to mamy ją. Myliła się, kiedy
Pani X Przewodnicząca Komisji powiedziała, że ta uczennica zdała. Żona
zdębiała. Jak to? I nie było zadnych sensownych argumentów, żeby obronić tę
pracę.
Pani X mówi: „Przecież, gdyby napisała to, co powiedziała na prezentacji, to
by dostał tą tego „dopa”
Żona: „Ale oni mieli pół roku na przygotowanie się do tego!”
Pani X: „To już chyba tylko ja jestem taka, że widzę w tych uczniach coś
dobrego. Że nie uważam siebie za doskonałą. „
Kłótnia wisiała w powietrzu, było to tym bardziej dla żony koszmarne, że Pani
X była dla niej dotąd jakimś tam autorytetem. Teraz to się sypie w gruzy. Nie
ma sensu, by opisywać te wszystkie fochy i obrażenia Pani X. Trzeci z
komisji, przybysz z innej szkoły, dyplomatycznie zawyrokował, że w sprawach
spornych decyduje przewodniczący komisji. I tak się stało, ale zanim to, to
jeszcze jedno starcie:
Żona: „Przecież nie możemy takich przepuszczać, bo te niższe klasy niczym się
nie przejmują. Oni uważają, że za otwarcie drzwi na egzaminie należy się 6
punktów czyli zdany egzamin. ( 6/20 śmiech na sali według mnie - tf ). Trzeba
ich postraszyć tym, że nie przepuszczamy najgorszych, największych obiboków,
którzy nic nie robią cały rok. Którzy mają wszystko w nosie. Nie można takich
przepuścić!”
Pani X: „Oj, żebym ci nie musiala przypominać, kogo w zeszłym roku
przepuściłaś.”
To już było poniżej pasa, nawet poniżej wszystkiego... Gdy mi to żona
opowiedziała, myślałem, ze zadzwonię do tego starego próchna i jej wygarnę
wszystko przez telefon. Mam to gdzieś, niech się wali cała środowiskowa
solidarność, ale żeby tak odwracać kota ogonem?! Że niby żona w zeszłym roku
specjalnie i z własnej woli przepuściła najgłupsze uczennice w okolicy?
Mnie krew zalała, a żona musiała iść do łazienki, by się nie popłakać. Tak
padają autorytety.
Gdy dziewczyna weszła na salę, by usłyszeć wyrok ( „tak, wiem,”- była już
pogodzona z jedynką! ), usłyszała głos Pani X: „Zdałaś” Dziewczyna rzuciła
się, by wyściskać komisję i gdy zbliżyła się do żony, a żona mówi: „Mnie nie
dziękuj, Pani X podziękuj” Oczywiście Pani X gromy w oczach i mówi: „Takich
rzeczy się nie mówi”.
To właściwie wszystko. Taki jest obraz dnia wczorajszego, gdy znowu poczułem
się jak szeryf w mieście bezprawia. I w imię czego takie kanty? W obronie
jednej durnej dziewuchy? W imieniu dobrej sławy liceum? W imię
spokoju „srodowiskowego”, by nikt jej nie nachodził w domu? By na mieście nie
mówili, że nie potrafiła nauczyć?
Może słusznie powiedziała siostra zony: „Ta szkoła nie jest nastawiona na
edukację, tylko na przepływ uczniów. Żeby się kręciło, bo starzy nauczyciele
chcą w spokoju doczekać do emerytury. A do tego muszą mieć tu spokój
właśnie.”
To wszystko. Kolejny przykład tego, jak środowisko wpływa na człowieka. Zola
by się pewnie tu dobrze czuł. Naturalizm pełny. Studium zachowań stadnych i
tego, co może się stać z tymi, którzy walczą z tym chorym ekosystemem.