Emmilka,
bardzo Ci dziękuję za radę dot. samodzielnego zasypiania. Jednak wczoraj
przystąpiłam do dzieła, bo miałam dobry nastrój (kupiłam sobie fajne spodnie
i mała nie dała mi w kosć

))). Efekt był, jak na mój gust, dobry jak na
pierwszy raz. Przez godzinę śpiewałam małej piosenkę, momentami głaskałam po
raczce i cierpliwie, spokojnie tłumaczyłam, że to jest nowe miejsce do
spania, no i podawałam smoka. Mamy łóżko turystyczne i w pewnym momencie
Tosia zaczela drapac po materiale paznokciami. Myślałam, że wymięknę bo to
dźwięk zbliżony do tarcia stropianem po szkle

) ale twarda byłam. Tośka dość
szybko zajarzyła, ze ma spać tylko nie wiedziała jak to zrobić, próbowała się
sama chuśtać. Kręciłą się, bo w tym łóżeczku podłoga jest podwieszana i lekko
się porusza. Ja nie chciałam jej tak uspokajać, bo w końcu ma się sama
nauczyć zasypiać, a nie poprzez kolejne chuśtanie. Po godzinie wyszłam, bo
widziałam że już się uspokoiła i szuka miejsca do ułożenia się. No i zasnęła.
Obudziła się o 3 w nocy (tak zwykle się budzi), dostała cyca i dalej spała. O
7:20 jak wychodziam do pracy nadal spała. Wydaje mi się, ze strasznie się
zmęczyła tą zmianą. Dużym sukcesem było to, ze prawie w ogóle nie płakała.
Były takie momenty, ale trwały dosłownie kilka sekund, spiewanie, podawanie
smoczka, głaskanie zdecydowanie pomagały.
Teraz planuję, że każdego dnia coraz krócej będę jej śpiewać, az w końcu
kiedyś sama będzie spała. No i trzeba skończyć z usypianiem przy cycu (choć
ostatnio rzadko tak usypia i tylko w nocy). Po jedzeniu będe ją odkładac do
łóżeczka.
Emmilka,
jeszcze raz wielkie dzięki za rady. Wiem, że ta metoda różni się od tej którą
Ty stosowałaś, ale dzięki Tobie wreszcie zmotywowałam się, zeby spróbować.
Dzisiaj, pomimo spania jak zająć przy miedzy, jestem niesamowicie pozytywnie
nastawiona do świata. mam nadzieję, ze nikt mi humoru nie popsuje.
Buziaki